Zaprzecza, że Jezus jest Mesjaszem, uważa, że aborcja i homoseksualizm są w porządku i uważa, że chrześcijanie złożyli fałszywe świadectwo o faryzeuszach, obiecując poprawę ich wizerunku.

Katolickie Stowarzyszenie Biblijne Ameryki (Catholic Biblical Association of America) od prawie dziewięćdziesięciu lat kształtuje sposób, w jaki amerykańscy katolicy czytają Biblię. Wydaje kwartalnik „Catholic Biblical Quarterly” , zapewnia stypendia seminariom, pomaga w kształceniu księży i jest dobrze zintegrowane z instytucjonalnym systemem nauczania Pisma Świętego przez Rzym. W zeszłym miesiącu Stowarzyszenie zyskało nowego prezesa. Amy-Jill Levine została pierwszą żydowską uczoną wybraną na przewodniczącą Katolickiego Stowarzyszenia Biblijnego.
Levine dołączyła do CBA w 1988 roku, spędziła dwanaście lat jako redaktor działu recenzji książek w „ Catholic Biblical Quarterly” , w zeszłym roku pełniła funkcję wiceprezesa, została pierwszą Żydówką wykładającą Nowy Testament w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie i wielokrotnie spotykała się z poprzednim papieżem, papieżem Franciszkiem. „ National Catholic Reporter” świętował jej wybór jako kamień milowy dla pierwszej Żydówki pełniącej funkcję redaktorki „Catholic Biblical Quarterly”. Obecnie stoi na czele jednej z najważniejszych instytucji akademickich Kościoła rzymskokatolickiego.
Co jest dziwne, bo Amy-Jill Levine nie wierzy, że Jezus jest Mesjaszem. Ani Bogiem. Właściwie, nie wierzy nawet, że jest prawdziwym prorokiem posłanym przez Boga. Dla niej jest maskotką religii żydowskiej, która była nieco zbyt surowa dla faryzeuszy.
MESJASZ, W KTÓREGO ONA NIE WIERZY
Przełomowa książka Levine, „The Misunderstood Jew” , nie owija w bawełnę wokół głównego sporu, a autorka w zadziwiająco prosty sposób przedstawia żydowski argument przeciwko mesjańskim roszczeniom Jezusa. Argumentuje, że skoro na świecie wciąż występują nowotwory i AIDS, wojny i ludobójstwa, trzęsienia ziemi i huragany, obiecana mesjańska era pokoju i odnowy jeszcze nie nadeszła. A w judaizmie, jak opisuje Levine, Mesjasz i era mesjańska są ze sobą powiązane: bez ery mesjańskiej nie ma Mesjasza. Jezus nie przyniósł darów. Poza, rzecz jasna, darem życia wiecznego. Tylko tyle. Nic wielkiego.
Powtarza ten argument od lat. W publicznym dialogu z ewangelickim badaczem Nowego Testamentu, Benem Witheringtonem III, Levine wyjaśniła, że nie chodzi tu głównie o to, czy Jezus był godny podziwu, duchowo głęboki, czy osobiście fascynujący. Uważa go za wszystkie trzy. Problem polega na tym, że jeśli Mesjasz przyszedł, gdzie jest świat, który miał przynieść? Nie bierze pod uwagę faktu, że Żydzi czytają Stary Testament z interpretacyjną wprawą muszki owocówki i być może go nie rozumieją. Jezus po prostu wskrzesił z martwych. Miał uczynić z gojów niewolników i ustanowić królestwo na całym świecie dla Żydów, a w ogóle tego nie zrobił, więc musi być oszustem.
Jezus Levine'a nie jest wcielonym Bogiem, Barankiem zabitym za grzeszników, obiecanym Królem Izraela ani zmartwychwstałym Panem, przed którym zegnie się każde kolano. Jest Żydem z I wieku, którego chrześcijanie z czasem zaczęli rozumieć właśnie w ten sposób. Ale bez obaw! Ona „lubi” tego Jezusa. Czyli jest praktycznie katoliczką.
Jezus, jak powiedziała, „naucza jak Żyd”. Mówi przypowieściami i jest „po prostu wspaniałym żydowskim gawędziarzem”. Jego religią był „judaizm, nie chrześcijaństwo”, ponieważ „nie przyszedł, by wprowadzać innowacje i tworzyć nową religię”, ale raczej „umacniać Torę”. Nie wspomniała o jego nakazie zburzenia świątyni żydowskiej. Jej celem było zatem wydobycie Jezusa z tego, co uważa za „wieki chrześcijańskich interpretacji, które oderwały go od jego żydowskiego świata i zamieniły judaizm w mroczne tło, na którym chrześcijaństwo mogło jaśnieć”.
Innymi słowy, jej celem jest uczynienie Jezusa bardziej żydowskim, mniej chrześcijańskim, mniej mesjaszowym, a także przeprowadzenie działań public relations w języku żydowskim, aby judaizm przestał być „złym człowiekiem” w Nowym Testamencie. Najwyraźniej Stowarzyszenie Katolików Biblijnych (Biblical Catholic Association) podzielało to zdanie.
Ten projekt uczynił Levine niezwykle użyteczną dla chrześcijańskich naukowców. Potrafi ona rzucić światło na żydowskie zwyczaje, odtworzyć żydowskie spory toczące się pod spodem sporów ewangelicznych, skorygować „leniwe karykatury faryzeuszy”, którzy zostali „w znacznym stopniu niezrozumiani”, i przypomnieć chrześcijanom, że Jezus, Maria, Piotr, Paweł i pierwsi uczniowie byli Żydami. Najwyraźniej potrzeba Żyda, aby przypomnieć o tym chrześcijanom, którzy musieli o tym zapomnieć.
Istnieje jednak dość duża różnica między tak zwanym „przywróceniem żydowskiego kontekstu Jezusa” a potępieniem tego, czego Nowy Testament bardzo jasno naucza o Jezusie, o tym, co powiedział i o cudach, których dokonał. Levine w nic z tego nie wierzy. Jej celem jest zasadniczo odzyskanie Jezusa dla Żydów, zdekoronowanie Go jako Króla i uczynienie z Niego maskotki żydowskiej religii. Dla niej Jezus nie był Synem Bożym, lecz rabinem, którego niektórzy twierdzili, że był Synem Bożym w pewnym momencie po śmierci i pozostał martwy.
Twierdzi, że „im częściej [ona] czyta Nowy Testament, tym lepszą Żydówką [ona] się staje”. Nowy Testament jej nie nawraca. On wzmacnia jej judaizm.
Niezwykłe jest to, dlaczego katolicy chcą, aby uczyła ich interpretacji Pisma Świętego o Bogu-Człowieku, w którego osobiście nie wierzy. Uczona, przewodnicząca obecnie Katolickiemu Stowarzyszeniu Biblijnemu, poświęciła swoją karierę studiowaniu Nowego Testamentu, jednocześnie go odrzucając i odrzucając jego Boga. Może uczyć ich o świecie, w którym żył Jezus – świecie, w którym faryzeusze byli w rzeczywistości dobrymi ludźmi – ale nie wierzy w prawie żadne z twierdzeń Nowego Testamentu.
Jej nadchodząca książka wnosi jeszcze więcej tego samego. Pierwotnie nosiła tytuł „Jezus dla ateistów”, zanim wydawca rozszerzył go na „Jezus dla wszystkich, nie tylko dla chrześcijan” . Docelowa grupa odbiorców obejmuje osoby niezrzeszone w żadnej religii oraz, jak sama Levine opisuje, „Żydów, którzy nigdy nie przyjrzeli się poważnie Nowemu Testamentowi”. Celem książki jest przekonanie świata, że Jezusa można wydobyć z chrześcijaństwa i ofiarować każdemu, ale jako guru, a nie Zbawiciela.
Jezus dla wszystkich to Jezus dla nikogo konkretnego. Gdy wykluczymy z równania wcielenie, odkupienie, zmartwychwstanie i nadchodzący sąd, Jezus należy do chrześcijan mniej więcej tak, jak Marek Aureliusz: jest godny podziwu, warty cytowania, fascynujący historycznie i zdecydowanie nie jest Bogiem.
WIARA NIE JEST JAK SUDOKU
Zapytany, czy prawdziwość Ewangelii stanie się w końcu nieuniknionym pytaniem między Żydami a chrześcijanami, Levine odpowiedział, stwierdzając, że „twierdzenia teologiczne nie podlegają empirycznej weryfikacji, przynajmniej z tego, co wiem. Wiara nie jest jak sudoku. Jest jak miłość”.
Żydowski hipis nie był w stanie przetłumaczyć powyższego cytatu. W momencie publikacji nie jesteśmy pewni, co on oznacza.
Brzmi to jak coś, co można usłyszeć w dialogu międzyreligijnym. Dokonuje też niezwykłej teologicznej operacji, ponieważ chrześcijaństwo nie tylko twierdzi, że Jezus był „znaczący” dla swoich wyznawców, że wiara w Jego zmartwychwstanie „wzbogaca nasze życie”, albo że Piotr „doświadczył czegoś duchowo głębokiego” w poranek wielkanocny. My twierdzimy, że człowiek, który przypadkiem był Bogiem, został zamordowany przez Żydów, pochowany, a następnie zmartwychwstał. Paweł rozumiał historyczny charakter tego twierdzenia na tyle dobrze, by stwierdzić, że „…jeśli Chrystus Jezus nie zmartwychwstał, to my, bardziej niż wszyscy ludzie, jesteśmy godni politowania”.
Kiedy Jezus powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”, nie opisywał swojego preferowanego doświadczenia duchowego. „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” nie pozostawia judaizmu i chrześcijaństwa jako równie ważnych wyrazów uczuć religijnych. A „jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, daremna jest także wasza wiara” – to mniej więcej tyle, ile Paweł mógł osiągnąć w kwestii „wiara w miłość” . Chrześcijaństwo opiera swoją argumentację wyłącznie na tym, czy Zmartwychwstanie rzeczywiście miało miejsce. Ona twierdzi, że nie.
Levine szczególnie krytykuje chrześcijański supersesjonizm, doktrynę, że Kościół wypełnia i zastępuje Izrael w obietnicach Boga. To, co czyni Levine interesującą, to fakt, że nie odrzuca ona tej doktryny po prostu jako chrześcijańskiego wypaczenia Pisma Świętego. Przyznaje, że zastąpienie Starego Przymierza jest nieodłączną częścią tożsamości chrześcijańskiej, a ta kłopotliwa doktryna rzeczywiście istnieje. Jednak przyznając, co mówi Nowy Testament, Levine przesuwa pytanie z kwestii jego prawdziwości na to, co chrześcijanie powinni z tym zrobić. Jego zadaniem jest przerobienie interpretacji Nowego Testamentu, tak aby nabrał on „mniej antysemickiego wydźwięku”, tak aby „Żydzi byli złymi postaciami w narracji historycznej”.
Dla chrześcijanina jednak to, czy Kościół wypełnia obietnicę Izraela, nie jest zasadniczo problemem relacji międzyreligijnych. Albo Chrystus wypełnia obietnice dane Abrahamowi i Izraelowi, albo nie. Albo wierzący poganie zostali wszczepieni w to samo drzewo oliwne, albo Paweł fatalnie przeinaczył swoją metaforę ogrodniczą. Albo Piotr może zastosować język przymierza Izraela do Kościoła, albo nie. Odpowiedź może mieć niewygodne konsekwencje dla współczesnego dialogu żydowsko-chrześcijańskiego, ale dyskomfort nie ma znaczenia w egzegezie.
Pomyślcie, co by się stało, gdyby istniał konserwatywny baptystyczny uczony Nowego Testamentu, który potwierdza Trójcę Świętą, boskość Chrystusa, narodzenie z dziewicy, odkupienie w zamian, zmartwychwstanie cielesne i mesjańskie panowanie Chrystusa. Wierzyłby w każde słowo Wyznania Apostolskiego bez skrzyżowania palców. Wierzyłby, że Jezus Chrystus wyszedł z grobu i powróci, aby sądzić żywych i umarłych.
Uważa również, że papież nie ma autorytetu biblijnego, że transsubstancjacja jest fałszywa, że Msza Święta nie jest ofiarą przebłagalną, że chrzest nie odradza, a dogmaty maryjne są wymysłami nieznanymi apostołom. Ten człowiek nie nadaje się na przewodniczącego Katolickiego Towarzystwa Biblijnego. Zastrzeżeniem byłoby to, że nie jest katolikiem i odrzuca doktryny, które Kościół katolicki uważa za prawdziwe. Postawienie go na czele katolickiej biblistyki byłoby dziwaczne.
Amy-Jill Levine odrzuca to znacznie bardziej niż baptysta. Najwyraźniej bycie Żydówką sprawia, że jej zaprzeczenie boskości Chrystusa jest mniej znaczące niż baptysta zaprzeczający nieomylności papieży wypowiadających się ex cathedra.
FARYZEUSZE OTRZYMUJĄ OBROŃCĘ
Co ma nadzieję osiągnąć w tej roli w Katolickim Stowarzyszeniu Biblijnym? Chce pomóc katolikom w ponownej legitymizacji faryzeuszy. Jednym z jej głównych celów będzie „zmierzenie się z tym, co nazywa antyżydowskimi interpretacjami Pisma Świętego”. W rozmowie z reporterem National Catholic, odnosząc się do swojej pracy nad nawróceniem faryzeuszy, powiedziała: „Chciałabym, aby ten lepszy materiał trafił w ręce osób, które przemawiają do ludzi w ławkach kościelnych, w ręce osób w szkołach parafialnych, które uczą biblijnych nastolatków i małe dzieci, i aby stał się powszechny. To się jeszcze nie udało”.
Resocjalizacja faryzeuszy nie została jeszcze zakończona, ponieważ… tak naprawdę to oni są złymi ludźmi w Biblii.
W 2021 roku współredagowała z o. Josephem Sieversem z Papieskiego Instytutu Biblijnego książkę „The Pharisees: An Interdisciplinary Study” , pięćsetstronicowy tom opublikowany przez Eerdmans, który zawiera, co ciekawe, esej samego papieża Franciszka. Założeniem książki jest to, że „wielu chrześcijan, kierując się pewnymi fragmentami Ewangelii, uważa faryzeuszy, a co za tym idzie, tradycję żydowską, za martwych, legalistycznych i toksycznych”, a po „dwóch tysiącach lat nieporozumień i wynikającej z nich bigoterii, nadszedł czas na bardziej historyczne, mniej negatywne, stereotypowe ujęcie”.
Jezus nie jest Bogiem. Faryzeusze są dobrzy. Rozumiem.
Ironia sama się pisze. Powiedziała o faryzeuszach postrzeganych negatywnie: „Po pierwsze, Jezus sam w sobie wygląda doskonale. Nie potrzebuje negatywnego tła. Po drugie, nie powinnam mówić fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu”. A teraz faryzeusze są naszymi bliźnimi.
Jej esej o faryzeuszach, zatytułowany „Fałszywe świadectwo: powszechne błędy w judaizmie wczesnochrześcijańskim”, został wydrukowany obok pierwszych stron Nowego Testamentu z komentarzami żydowskimi (który, jak się okazuje, istnieje). Pisze: „Gdyby księża, pastorzy i edukatorzy religijni przestali składać fałszywe świadectwo przeciwko faryzeuszom, gdyby ludzie w ogóle przestali używać słowa „faryzeusz” jako synonimu słowa „obłudnik”, a Żydzi i chrześcijanie mieliby lepszą wiedzę zarówno o naszych wspólnych korzeniach, jak i o naszych odrębnych gałęziach, bylibyśmy bliżej miłości bliźniego i miłości do obcych”.
Nie poprzestaje na poprawianiu błędów. Chce, aby zredagowano sam lekcjonarz. W kazaniu wygłoszonym w 2025 roku w Katedrze Narodowej w Waszyngtonie argumentowała, że „czasami teksty wymagają ostrzeżenia” i że „czasami lekcjonarz, i to nie tylko na Wielki Tydzień, wymaga rewizji”, argumentując wprost: „Skoro symbole niewolnictwa można usunąć z masztów flagowych w parkach publicznych, dlaczego chrześcijanie nie mogą zmienić niedzielnych czytań, które mogą łatwo prowadzić do uprzedzeń wobec Żydów? Skoro można upominać lub usuwać z liturgii za komentarze, które wzmacniają grzechy seksizmu, rasizmu, homofobii, transfobii, dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność i tak dalej, to dlaczego nie można nauczyć duchownych przestrzegania przykazania o nieświadczeniu fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu?”.
Właściwie dzwoni, żeby redagować fragmenty Nowego Testamentu, które są czytane na głos w kościele, ujęte jako moralnie równoważne ze zerwaniem flagi Konfederatów. Może mieć jedno i drugie, kiedy wyrwie je z naszych zimnych, martwych palców.
Na przykład, mówi, że w Ewangelii Mateusza 5:38-39, „oko za oko”, nikt w starożytnym Izraelu nie stosował tej zasady dosłownie. Sam judaizm rabiniczny głosi, że nie można jej stosować dosłownie, co oznacza, że kiedy Jezus mówi: „Słyszeliście, że powiedziano: oko za oko, a Ja wam powiadam: nadstaw drugi policzek”, wcale nie sprzeciwia się Torze. Według niej „zmienia temat”. Fragment, który pokolenia chrześcijan odczytują jako sprostowanie przez Jezusa surowych norm prawnych, jej zdaniem nie jest sprostowaniem czegokolwiek, ponieważ Jezus w zasadzie to zmyśla, a czytelnik po prostu nie jest na tyle bystry, żeby to zauważyć.
Autorka bezpośrednio krytykowała konkretne czytania Ewangelii używane podczas głoszenia kazań. Na przykład argumentowała, że standardowy kontrast homiletyczny, zaczerpnięty z „Syna marnotrawnego” Łukasza, między kochającym Bogiem a judaizmem, który rzekomo wierzył, że Bóg kocha tylko sprawiedliwych, „nie ma sensu” jako lektura i że „każde z typowych podejść ma swoje wady”, konkludując, że „najlepszym rozwiązaniem byłaby zmiana lekcjonarza”. Skarżyła się, że istnieje katolicka homilia o uzdrowieniu przez Jezusa kobiety z krwotokiem, w której ksiądz przeciwstawia rzekomą surowość prawa żydowskiego chrześcijańskiej łasce, aby wyjaśnić, dlaczego jej stan uczynił ją rytualnie nieczystą, a dotyk Jezusa, który ją uzdrowił. Stawia to żydowską tradycję „w złym świetle i powinniśmy rozważyć, czy w ogóle jest to konieczne”.
Rozpowszechniła listę „możesz być faryzeuszem, jeśli…”, sporządzoną na podstawie rzekomych danych historycznych, przedstawiając faryzeuszy jako hipokrytów i wyobrażając ich sobie jako ludzi mających wiele wspólnego z chrześcijanami. Jej celem było umożliwienie ludziom porównania jej materiału na temat faryzeuszy z Ewangelią Mateusza, w której opisano „siedem biada faryzeuszom”, w jednym rozdziale, i ma nadzieję, że „dostrzegą, że Mateusz nie przedstawia pełnego obrazu naszych sąsiadów, faryzeuszy, i może dawać mylny obraz”.
„PRZEJŚCIA DLA DZIECI”
Ale bez obaw. Jako specjalistka w dziedzinie etyki judeochrześcijańskiej, jest również wielką lewaczką. W swoim eseju zatytułowanym „Jak czytać miażdżące fragmenty Biblii na temat homoseksualizmu” argumentuje, że ponieważ współcześni czytelnicy nie żyją we wczesnej epoce żelaza ani w świecie rzymskim I wieku, „te starożytne standardy nie mają już zastosowania” i „należy je oceniać na nowo, w świetle współczesnych kryteriów”.
https://nxrstudios.substack.com/p/jew-made-president-of-catholic-biblical?utm_campaign=post&utm_medium=email






