W latach 30. XX wieku wielu zachodnich intelektualistów niechętnie zdało sobie sprawę, że klasyczny marksizm poniósł porażkę, a proletariat nie buntował się. Ale wtedy grupa niemieckich marksistów na wygnaniu, pod wodzą Maxa Horkheimera, Theodora Adorna, Ericha Fromma i Herberta Marcuse, postanowiła zmienić pole bitwy. Zamiast ekonomii, zaatakowali „kulturową nadbudowę”: rodzinę, religię, tradycję, normy seksualne i samą ideę obiektywnej prawdy.
Ich bronią była teoria krytyczna – nieustająca kampania negatywnej krytyki, mająca na celu przedstawienie każdej zachodniej instytucji jako z natury opresyjnej, a kapitalizmu jako nie tylko wadliwego ekonomicznie, ale także psychologicznie i moralnie zepsutego. Marcuse przedstawił tę strategię w swoim eseju z 1965 roku „Tolerancja represyjna”: prawdziwe wyzwolenie, jak argumentował, wymagało „tolerancji wyzwalającej” – tolerancji jedynie dla idei postępowych i jawnej nietolerancji dla konserwatywnych lub „regresywnych”. Innymi słowy, wolność słowa była uzasadniona tylko wtedy, gdy służyła rewolucji. Intelektualna trucizna Szkoły Frankfurckiej miała niezwykły wpływ, a gdy jej absolwenci i intelektualni spadkobiercy kolonizowali uniwersytety, media, organizacje pozarządowe i korporacyjne działy HR, teoria krytyczna przekształciła się w dzisiejszą politykę tożsamości, nakazy DEI (Deep Integration) i kulturę anulowania – kulturowy marksizm, który atakuje jednostkę w imię krzywdy grupy. To, co zaczęło się od niewielkiego kręgu niemieckich emigrantów w latach 30. XX wieku, kształtuje dziś moralny słownik znacznej części zachodnich elit. Rezultatem jest łagodniejszy, bardziej wszechobecny autorytaryzm: dyktatura poprawności politycznej.
https://x.com/CreativeDeduct/status/2057536994033492233






