Porozumienia Abrahama docierają do Cieśniny: jak Izrael może pomóc Maroku odzyskać północną część kraju

Analiza: Napięcia między USA a Hiszpanią w sprawie NATO i Iranu otwierają Maroku możliwość wysuwania roszczeń wobec Ceuty i Melilli, a Izrael jest w stanie wspierać dyplomatycznie Rabat w ramach sojuszu pod przewodnictwem USA, który coraz bardziej faworyzuje współpracujących partnerów nad europejskimi opornymi

Amine Ayoub | Aktualizacja:
Elementy układanki układały się przez miesiące. W marcu 2026 roku Michael Rubin z American Enterprise Institute, pisząc za pośrednictwem Middle East Forum, wezwał administrację Trumpa do formalnego uznania Ceuty i Melilli za okupowane terytorium marokańskie, nazywając Hiszpanię „potęgą kolonialną zarządzającą koloniami po drugiej stronie Cieśniny Gibraltarskiej”. Kilka dni później kongresmen Mario Díaz-Balart, przewodniczący Podkomisji ds. Bezpieczeństwa Narodowego Izby Reprezentantów i jeden z najbliższych kongresowych powierników Marca Rubio, publicznie oświadczył, że enklawy „nie znajdują się na terytorium geograficznym Hiszpanii”, lecz na terytorium Maroka, i że ich los powinien być „ustalony, wynegocjowany i omówiony między przyjaciółmi i sojusznikami”. Nie był to głos marginalny. To była architektura skoordynowanej, strategicznej repozycjonacji.
 
Oddalenie Hiszpanii od Waszyngtonu jeszcze bardziej się pogłębiło. Wewnętrzny e-mail Pentagonu, o którym Reuters poinformował w kwietniu 2026 roku, przedstawiał opcje, w tym zawieszenie członkostwa Hiszpanii w NATO za odmowę wspierania operacji USA przeciwko Iranowi. Sekretarz obrony Pete Hegseth wyraźnie wyraził pogardę administracji dla europejskich pasożytów, wskazując na sojuszników, którzy odmówili udziału w kampanii w Cieśninie Ormuz. Sam Trump już w marcu nazwał Hiszpanię „straszną” i nakazał swojemu sekretarzowi skarbu zerwanie stosunków gospodarczych z Madrytem. Co istotne, artykuł 6 Traktatu Waszyngtońskiego wyraźnie wyłącza terytoria w Afryce kontynentalnej ze wspólnych zobowiązań obronnych NATO, co oznacza, że ​​Ceuta i Melilla są prawnie narażone. Parasol sojuszniczy, na którym Hiszpania od dawna polegała, aby chronić swoich kolonizatorów przed naciskami dyplomatycznymi, po prostu tam nie sięga.
 
 
Tutaj do równania wkracza Izrael, i czyni to, dysponując niezwykłą siłą nacisku.
Porozumienia Abrahama przekształciły Maroko z cichego rozmówcy z Izraelem w formalnego partnera wojskowego. W styczniu 2026 roku Izrael i Maroko podpisały wspólny plan prac wojskowych na ten rok podczas trzeciego posiedzenia Wspólnego Komitetu Wojskowego w Tel Awiwie, który Siły Obronne Izraela określiły jako pogłębiającą współpracę z „kluczowym partnerem dla stabilności regionalnej”. Oba kraje zawarły już w 2021 roku umowę o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa. Ta dwustronna architektura daje Izraelowi coś, co rzadko posiadał w polityce północnoafrykańskiej: bezpośredni strategiczny udział w sukcesie Rabatu w regionie.
 
Ta stawka ma oczywiste zastosowanie do Ceuty i Melilli. Abrahamowa koalicja administracji Trumpa, zbudowana wokół wspólnej opozycji wobec Iranu i wspólnych bodźców ekonomicznych, stworzyła operacyjne relacje trójkątne między Waszyngtonem, Jerozolimą i Rabatem. Głos Izraela w tym trójkącie ma nieproporcjonalnie dużą wagę. Kiedy izraelscy urzędnicy sygnalizują spójność ze strategicznymi interesami partnera, sygnał ten jest silnie odczuwalny w Białym Domu, który umieścił rozszerzenie Porozumień Abrahamowych w centrum swojej wizji polityki zagranicznej. Roszczenia terytorialne Maroka do enklaw nie są jedynie dwustronnym sporem z Hiszpanią; stają się coraz bardziej papierkiem lakmusowym dla tego, czy administracja Trumpa wynagrodzi swoich najbardziej współpracujących partnerów kosztem najbardziej upartych członków NATO.
Izrael może wspierać sprawę Maroka trzema różnymi kanałami. Po pierwsze, poprzez bezpośrednie sygnały dyplomatyczne. Izraelskie przyznanie, że ciągła okupacja terytoriów afrykańskich przez Hiszpanię podważa postkolonialną wiarygodność, jakiej wymagają ramy normalizacji, przekształciłoby Ceutę i Melillę w kwestię regionalnego zarządzania, a nie jedynie dwustronny spór. Po drugie, poprzez korytarze Waszyngtonu, gdzie wpływy Izraela są znaczące, izraelscy urzędnicy mogą wzmocnić argument, że strategiczny wkład Maroka, zakotwiczenie zachodniej części Morza Śródziemnego, kontrola południowego dostępu do Cieśniny Gibraltarskiej i bycie najdłużej działającym partnerem traktatowym Ameryki, gwarantuje konkretne amerykańskie wsparcie dla jego najbardziej uporczywych żądań terytorialnych. Po trzecie, Izrael może obnażyć rażącą hipokryzję Hiszpanii. Madryt należał do najgłośniejszych głosów europejskich potępiających izraelską politykę terytorialną i osiedla. Hiszpania uznała państwo palestyńskie w 2024 roku, jednocześnie utrzymując europejskie enklawy na terytorium Afryki, które powstały cztery wieki przed powstaniem współczesnego Izraela. Ta sprzeczność jest znacząca i zasługuje na wielokrotne podkreślanie na forach międzynarodowych.
Nic z tego nie wymaga militarnego awanturnictwa. Maroko konsekwentnie dochodzi swoich północnych roszczeń, stosując presję prawną, demograficzną i dyplomatyczną, a nie siłę. Model ten jest cierpliwy i skuteczny. Rolą Izraela byłoby wzmocnienie dyplomacji w ramach struktury sojuszu, która już teraz przychylnie odnosi się do stanowiska Rabatu. Stany Zjednoczone uznają Maroko za ważnego sojusznika spoza NATO, podpisały nową 10-letnią mapę drogową obronności z Rabatem i jednocześnie grożą zawieszeniem członkostwa Hiszpanii w sojuszu, którego odmawia wsparcia finansowego lub operacyjnego.
Hiszpania znajduje się w izolacji dyplomatycznej dokładnie w momencie, gdy jej najbardziej narażone terytoria nie mają gwarancji prawnej obrony. Porozumienia Abrahama stworzyły ramy dla rekonfiguracji sojuszy na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej w sposób, który służy jednocześnie interesom Ameryki i Izraela. Pomoc Maroku w odzyskaniu Ceuty i Melilli służyłaby tym ramom i byłaby karą dla członka NATO, który wielokrotnie wybierał utrudnianie działań zamiast partnerstwa w najbardziej krytycznym momencie sojuszu. Dla Izraela wzmacnianie roszczeń Maroka nie jest aktem dobroczynności. To strategiczna inwestycja w partnera, który po drugiej stronie Cieśniny Gibraltarskiej ma klucz do jednego z najważniejszych morskich punktów newralgicznych na świecie.
 
 
Amine Ayoub , członek Middle East Forum, jest analitykiem polityki i pisarzem mieszkającym w Maroku.
 
https://www.ynetnews.com/opinions-analysis/article/bki11ns9tzx