Occidental Observer. Głosowanie to strata czasu! Czy na pewno?

Opublikowano ponownie z Substacku Ambrose'a Kane'a za zgodą.

Ogromne zwycięstwo Donalda Trumpa w walce o najwyższy urząd w kraju zszokowało większość świata. Trump nie tylko zdobył drugą kadencję, pokonując wiceprezydent Kamalę Harris, ale wygrał także głosowanie powszechne, w tym zapewniając sobie zarówno Senat, jak i Izbę Reprezentantów (Izba zostanie ustalona, ​​ale prawdopodobnie) z republikańską większością.

 

Opublikowano ponownie z Substacku Ambrose'a Kane'a za zgodą.

Ogromne zwycięstwo Donalda Trumpa w walce o najwyższy urząd w kraju zszokowało większość świata. Trump nie tylko zdobył drugą kadencję, pokonując wiceprezydent Kamalę Harris, ale wygrał także głosowanie powszechne, w tym zapewniając sobie zarówno Senat, jak i Izbę Reprezentantów (Izba zostanie ustalona, ​​ale prawdopodobnie) z republikańską większością.

Rekordowa liczba Amerykanów pojawiła się w lokalach wyborczych, a miliony wysłały swoje głosy wcześniej. Wydaje mi się, że większa liczba Amerykanów wyczuła, jak ważne są te wybory i że cztery kolejne lata polityki niszczenia narodu przez administrację Bidena mogą być czymś, z czego nigdy nie będziemy mogli się otrząsnąć. Dla wielu Amerykanów gospodarka była ich głównym zmartwieniem; dla innych to nasze otwarte granice umożliwiły oszałamiającą liczbę niekontrolowanej imigracji z trzeciego świata.

Pośród wszystkich społecznych i ekonomicznych problemów naszego kraju, było mnóstwo osób o czarnych pigułkach i fatalistycznych nastrojach, które namawiały nas wszystkich, abyśmy nie głosowali, abyśmy nie byli częścią systemu, który jest beznadziejnie „ustawiony”, gdzie ostateczna decyzja we wszystkich wyborach prezydenckich w USA jest „ustawiona”. Głosowanie, jak się twierdzi, zapewnia jedynie „złudzenie”, że dokonuje się wyboru, ale ostatecznie ostateczny wynik jest z góry ustalony. Ale czy tak jest w przypadku każdych wyborów? Czy takie okazały się wybory prezydenckie w 2024 roku?

Z pewnością rozumiem, dlaczego wielu Amerykanów może tak się czuć, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, jak nieuczciwa i wewnętrznie skorumpowana jest Partia Demokratyczna. Wyniki wyborów prezydenckich w 2020 r. wzbudziły więcej niż wystarczająco dużo obaw, że w celu posadzenia Josepha Bidena w Gabinecie Owalnym doszło do znacznej liczby powszechnych oszustw wyborczych. Istniały wszelkie powody, by sądzić, że w wyborach prezydenckich w 2024 r. dojdzie do jeszcze większego poziomu oszustw wyborczych, ponieważ stawką było znacznie więcej polityki krajowej i zagranicznej, w tym bałagan trwających wojen na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie.

Przez ostatnie cztery lata demokraci angażowali się w bezczelną walkę prawną przeciwko swoim przeciwnikom politycznym, czego nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy w tym kraju – przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim toczyło się to przeciwko Trumpowi. Demokraci mieli powody sądzić, że jeśli wybory zostaną przegrane, oni sami mogą stawić czoła podobnym odwetowym próbom walki prawnej. W obliczu tego wszystkiego nastrój kraju stał się tak paskudny i pełen podziałów, że łatwo zrozumieć, dlaczego ludzie rozkładają ręce i poddają się, oświadczając, że to wszystko farsa i że nikomu nie można zaufać, że poda dokładny wynik głosowania, który naprawdę odzwierciedla wolę ludu.

Ale nic z tego, co przewidywali ludzie z blackpigułkami, nie wydarzyło się. Nawet odrobina. Trump wygrał tak zdecydowanie, że główne media nie mogły zrobić nic więcej, niż ze smutkiem przeczytać wyniki wyborów, obwiniać słabą kampanię Kamali i gorzko nad tym płakać. Nie oznacza to, że demokraci nie dopuścili się żadnego oszustwa wyborczego, ale tylko, że nie było ono wystarczająco duże, aby udaremnić zwycięstwo Trumpa w wyborach.

Wybory prezydenckie Donalda Trumpa w 2024 r. udowodniły, że głosowanie działa. Nie chodzi o to, że samo głosowanie osiągnie wszystko, czego chcemy, ale jest to jedno z licznych narzędzi, którymi dysponujemy, aby stworzyć kraj, jaki wyobrażamy sobie dla siebie i naszych potomków.

Odmowa głosowania na kandydatów, którzy bardziej odpowiadają naszym poglądom społecznym i politycznym pod hasłem „głosowanie jest daremne” służy jedynie tworzeniu większych problemów dla naszej sprawy. Rozważ następujące.

Gdyby miliony rozsądnych, politycznie konserwatywnych ludzi w całych Stanach Zjednoczonych nagle odmówiły głosowania, co by się z tego wynikło? Czy Demokraci również przestaliby głosować tylko dlatego, że wstrzymaliśmy swój głos? Ich nieuniknione zwycięstwo miażdżącą większością głosów z pewnością zostałoby zinterpretowane jako „mandat” wypełnienia całości ich kulturowo-marksistowskiej agendy. Tak by to widzieli i dokładnie tak byłoby to relacjonowane w głównych mediach. A gdy ich kandydaci wygrają tak ogromną przewagą, co powstrzyma ich przed stworzeniem ustawodawstwa, które umieściłoby nas wszystkich „dysydentów”, „rasistów”, „antysemitów” i zwolenników MAGA w obozach koncentracyjnych? Myślisz, że Demokraci nie zrobiliby tego, gdyby wiedzieli, że spotkają się z niewielkim oporem politycznym lub konsekwencjami? Pomyśl jeszcze raz.

A jak odmowa głosowania wpłynęłaby na nasze prawa gwarantowane przez Drugą Poprawkę? Demokraci upewniliby się, że uchwalą prawa, które całkowicie wykorzeniłyby takie prawa. Zmieniłoby to każdego prawicowego posiadacza broni we wroga państwa. Konfiskata broni byłaby zatem nie tylko możliwością, ale niezaprzeczalną rzeczywistością. Nasi ludzie padliby ofiarą grasujących grup czarnoskórych przestępców, zwłaszcza tych, którzy nie są w stanie uciec z naszych głównych miast.

Jeśli wszyscy odmówimy głosowania, to czy powinniśmy również odmówić pociągnięcia naszych wybranych przedstawicieli do odpowiedzialności za to, jak głosują w naszym imieniu? Czy ktokolwiek naprawdę wierzy, że osoby sprawujące urząd będą wierniej reprezentować swoją bazę wyborców, gdy zaniechamy wszelkich wysiłków, aby uczestniczyć w procesie wyborczym?

Może Demokraci współczuliby naszemu położeniu? Spójrzmy prawdzie w oczy. Nasi przeciwnicy polityczni nie grają według tych samych zasad, ani nie będą skłonni okazać nam litości, gdy dosłownie postrzegają wszystkich konserwatywnych białych Amerykanów jako „rasistów, zwolenników Hitlera, białych suprematystów”. Tak, oto jak niewiarygodnie głupi i źli są lewicowcy. W ich myśleniu nie ma równowagi ani niuansów. Jeśli cokolwiek, historia udowodniła, jak łatwo jest sprawić, by pozornie „mili ludzie” angażowali się w najgorsze rodzaje okrucieństw.

Być może duża liczba Demokratów dostrzegłaby sens naszej odmowy udziału w grze głosowania? Może wtedy posłuchaliby naszego przesłania i zobaczyliby całkowitą bezcelowość tego wszystkiego? Nie, nic z tego by się nie wydarzyło. Nie zastanawialiby się poważnie nad niczym, co powiedzieliśmy, ani nad żadnymi protestami politycznymi, w które moglibyśmy się zaangażować, bez względu na to, jak empirycznie uzasadnione i oparte na danych są nasze idee. Nie opamiętaliby się, gdybyśmy ogłosili, że porzuciliśmy „szmatę głosowania”. Będą postrzegać siebie tylko jako zwycięzców, a nas wszystkich jako przegranych. A potem nadejdzie ich wielka zemsta, w której będą chcieli ukarać każdego z nas. Nie dadzą się przekonać rozumowi, a ich gniew nie zostanie ukojony.

Nasze niegłosowanie jest zatem równoznaczne z brakiem oporu w sferze publicznej, swego rodzaju przyznaniem, że Demokraci mają lepsze pomysły i lepsze rozwiązania problemów naszego narodu. I właśnie tak media by to przedstawiły i tak przeciętny amerykański prostak zinterpretowałby naszą całkowitą abdykację z praw wyborczych.

Żydowskie elity oczywiście dostałyby wszystko, czego chciałyby w rezultacie — nawet więcej niż mają teraz! Nie głosując i tworząc polityczny opór, zasadniczo damy im wszystko, czego od nas chcą. A oni upewnią się, że nas za to hojnie „nagrodzą”. Jakikolwiek opór, jaki moglibyśmy mieć teraz w mediach społecznościowych, zostałby odcięty, ponieważ z pewnością ocenzurują i usuną z platformy wszystkich dysydentów.

Czy zauważyłeś również, że ci, którzy wyśmiewają głosowanie jako daremne, używając wyrażeń takich jak „głosuj mocniej”, rzadko, jeśli w ogóle, podają praktyczne alternatywy? Są w większości marudzącymi i narzekającymi, oferującymi niewiele więcej niż słowne napady złości. Można się zastanawiać, po której stronie stoją. Rozłożenie rąk i poddanie się to dokładnie to, czego chcieliby nasi wrogowie.

Wrogowie Trumpa rzucali w niego wszystkim, co mogli. Ani niekończąca się walka prawna, ciągłe groźby więzienia, miliony dolarów grzywien rządowych, ani nawet dwa zamachy nie wystarczyły, aby uniemożliwić mu wygranie wyborów. Stało się tak nie dlatego, że wystarczająco naiwni obywatele wierzyli, że głosowanie to strata czasu, ale dlatego, że rozsądni ludzie byli wystarczająco spostrzegawczy, aby zdać sobie sprawę, że mogą zniszczyć polityczne wysiłki lewicy, po prostu oddając głos na Trumpa.

Zwycięstwo Trumpa udowodniło, że głosowanie, pomimo problemów i bałaganu, który czasami się z nim wiąże, jest niezbędnym elementem kształtowania kraju, którego my, świadomi rasowo biali Amerykanie, pragniemy. Nie oznacza to, że Trump da nam wszystko, czego możemy chcieć, ale nawet jeśli zdobędziemy tylko połowę tego, co służy naszym interesom rasowym i kulturowym, to i tak będzie to o wiele więcej niż cokolwiek, co moglibyśmy uzyskać pod rządami Harrisa. Jak trafnie ujął to Greg Johnson:

„Trump nie da nam białej ojczyzny. To jest nasze zadanie. Ale zwycięstwo Trumpa ułatwia nam zdobycie tego, czego chcemy. W porównaniu z Harris, Trump jest o wiele lepszy w kwestii imigracji. Obaj kandydaci oferowali legalną imigrację. Ale Harris oferowała również masową nielegalną imigrację i amnestie. Trump oferował represje wobec nielegalnych imigrantów przybywających do kraju i masowe deportacje tych, którzy już tu są. Trump spowolni Wielką Wymianę, co da czas białym nacjonalistom. Aby wygrać, potrzebujemy czasu” („We Won: An Agenda for Trump's Second Term”, Counter Currents, 7 listopada 2024).

Za Trumpa istnieje realna możliwość, że gospodarka znacznie się poprawi. Nic z tego nie miałoby miejsca za Harris. Ani Biden, ani Harris nie mieli najmniejszego pojęcia, jak poprawić sytuację ekonomiczną Amerykanów i wątpię, żeby mieli jakiekolwiek prawdziwe obawy w tej sprawie. Mieli cztery lata, aby zmienić kurs, a mimo to nie zrobili nic poza wpędzaniem większej liczby Amerykanów w ubóstwo i bezdomność.

Pod rządami Trumpa istnieje większe prawdopodobieństwo, że nielegalni imigranci zostaną odesłani do swoich krajów pochodzenia. Trump mógł rzeczywiście nauczyć się czegoś lub dwóch ze swojej pierwszej administracji i może ukończyć ten „wielki, piękny mur”, który obiecał. Gdyby Kamala Harris wygrała wybory, uznałaby swoje zwycięstwo za mandat i kontynuowała politykę otwartych granic, co wiązałoby się z dużymi kosztami dla narodu amerykańskiego.

Wolność słowa, szczególnie wypowiedzi białych rasistów i dysydentów politycznych, ma większe szanse na przetrwanie, gdy Trump jest u władzy. Jeśli Elon Musk ostatecznie odegra ważną rolę w gabinecie Trumpa, jest jeszcze więcej powodów, by sądzić, że nasza mowa będzie chroniona.

Za Trumpa nie ma już więcej niepotrzebnych wojen. Trump już wie, jak marnotrawne i głupie było finansowanie wojny na Ukrainie, a ja jestem skłonny sądzić, że nie zgodzi się tak łatwo na wysiłki Benjamina Netanjahu, by zmusić USA do wojny zastępczej przeciwko Iranowi. Mając do dyspozycji świadomych i trzeźwiących wpływów, takich jak Tucker Carlson i wielu innych, którzy są zmęczeni wojowniczą postawą Ameryki, wydaje się mało prawdopodobne, by Trump dał się tak łatwo zmanipulować.
Dziękujemy za lekturę Ambrose Kane! Subskrybuj

 
FacebookŚwiergotWhatsAppE-mailWersja do drukuUdział
 
 

 

https://www.theoccidentalobserver.net/2024/11/09/voting-is-a-waste-of-time-or-is-it/