Aleksander Dugin. Forum Petersburskie i wojna Rosji z Europą

Forum Petersburskie i wojna Rosji z Europą

Państwo-cywilizacja, wielobiegunowość i nowa globalna rzeczywistość

Aleksander Dugin dzieli się swoją wnikliwą analizą obecnej globalnej konfrontacji, znaczenia Rosji jako państwa cywilizacyjnego oraz głębszych przemian zachodzących w rosyjskim społeczeństwie i myśleniu elit.

Rozmowa z Aleksandrem Duginem w programie Eskalacja na kanale Sputnik .

Prowadzący: Prezydent Finlandii Alexander Stubb ma nadzieję na znaczące rozszerzenie Unii Europejskiej do 40 krajów. Liczba 13 nowych członków, których chciałby widzieć w Unii, jest raczej symboliczna. Proszę nam powiedzieć, dlaczego Finlandia – w osobie Stubba – potrzebuje tego właśnie teraz i dlaczego Unia Europejska tego potrzebuje? Przecież tak ogromna ekspansja wiąże się z wieloma czynnikami – ekonomicznymi, ideologicznymi i innymi. Jakie są tego przesłanki w tym momencie?

Alexander Dugin: Nie sądzę, żeby Unia Europejska potrzebowała tych dodatkowych krajów z czysto ekonomicznego punktu widzenia. Tak naprawdę mówimy o tym, że takie oświadczenia – a nawet konkretne kroki polityczne, które torują drogę do przystąpienia krajów do UE – stanowią kolejną falę wojny Zachodu z Rosją.

Wiecie, istnieje dyscyplina zwana geopolityką. Rozwijałem ją, studiowałem i promowałem przez wiele dekad, począwszy od końca lat 80., kiedy prawie nikt się nią nie zajmował, a sam termin był ledwie znany. Dyscyplina ta została pierwotnie wprowadzona do obiegu naukowego przez Brytyjczyków, a zwłaszcza Halforda Mackindera. W swej istocie opisywała strategię globalnej dominacji Anglosasów. Ale naturalnie, skoro opisywali świat takim, jakim go widzą, logiczne było, że ci, którzy byli obiektem – wrogiem Anglosasów – opracowali alternatywną geopolitykę. Geopolitykę opartą nie na interesach „cywilizacji Morza”, którą reprezentują Anglosasi – cywilizacji kapitalizmu, handlu i targowania się – ale na „cywilizacji Ziemi”, którą sami nazywali cywilizacją heroizmu, konserwatyzmu i tradycyjnych wartości.

Nasi eurazjaci wykonali pierwsze szkice, a ja od lat 80. rozwijałem tę alternatywną geopolitykę. Zasadniczo opiera się ona na tych samych zasadach, tych samych prawach i tych samych wzorcach – tylko widzianych z perspektywy kontynentu, z Eurazji, z Rosji, z „serca kraju”. 

Udział

Jeśli zastosujemy tę geopolityczną soczewkę, zobaczymy, co następuje: w walce między Morzem a Lądem, kluczową kwestią jest kontrola nad Europą jako strefą przybrzeżną – tzw. Rimlandem. Z perspektywy Anglosasów, atlantystów i zwolenników NATO (czyli atlantyzmu) konieczne jest rozszerzenie ich strefy wpływów kosztem cywilizacji Lądu – czyli kosztem Rosji. Upadek Układu Warszawskiego był fundamentalnym ciosem dla naszej pierwszej linii obrony. Terytoria te znajdowały się pod naszą kontrolą w wyniku Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Zostały nam odebrane, mimo że geopolitycznie należały do ​​nas. Stało się to w 1989 roku, po zaplanowanym upadku Układu Warszawskiego, i byliśmy nawet przekonani, że to właściwa rzecz do zrobienia.

Kolejną falą było oddzielenie krajów postsowieckich, które historycznie były częścią jednego państwa. Był to kolejny wielki sukces cywilizacji Morza – naszych przeciwników. Teraz konflikt na Ukrainie otworzył trzeci etap ich ekspansji. Staraliśmy się utrzymać Ukrainę w naszej strefie wpływów, ponieważ to nasz naród, nasze wartości, nasza cywilizacja, nasz rosyjski świat. W odpowiedzi otrzymaliśmy potężny cios od zbiorowości Zachodu. A teraz Zachód dąży do jeszcze większego rozszerzenia swoich wpływów na te terytoria postsowieckie, włączając je do Unii Europejskiej – a w rzeczywistości do NATO. W istocie jest to trzecia fala Wielkiej Wojny Kontynentów.

Prowadzący: Pozwól, że na chwilę ci przerwam. Jest jeszcze jeden interesujący szczegół: Kanada również jest na tej liście. Co Unia Europejska robi na innym kontynencie? Co więcej, włączenie Kanady raczej nie zostałoby dobrze przyjęte przez Stany Zjednoczone. Aleksandrze Giełewiczu [Dugin], nadal jesteś z nami? Proszę nam powiedzieć, dlaczego Kanada znalazła się na liście zaproponowanej przez Stubba w kontekście rozszerzenia UE?

Alexander Dugin: Myślę, że to celowy atak na Trumpa. Trump nieco odchodzi od tej atlantyckiej, globalistycznej, liberalnej agendy. Próbuje przywrócić świat jednobiegunowy – również anglosaski, ale skupiony wokół Stanów Zjednoczonych, a nie wokół globalnego rządu światowego. Innymi słowy, Trump postrzega globalny rząd światowy jako swój rząd – czysto amerykański. To postawiło go w konflikcie z globalistycznymi, liberalnymi liderami Unii Europejskiej i Kanady, którzy mają własną wizję.

Nawiasem mówiąc, to właśnie przedstawiciele tego liberalno-globalistycznego obozu rozpętali konflikt z nami na Ukrainie. W tym czasie w Białym Domu zasiadał globalista i liberał – Biden – a podobnie myślący przywódcy stali na czele państw europejskich. To oni rozpoczęli tę wojnę przeciwko nam. Trump zatem widzi to inaczej… Nie, on ją kontynuuje, ale odziedziczył ją po swoich ideologicznych przeciwnikach.

Kanada została dodana do listy specjalnie po to, by Trumpowi po raz kolejny pokazać, że w świecie zachodnim istnieje globalna oligarchiczna struktura władzy – międzynarodowe „głębokie państwo” – a nie jego własny indywidualistyczny (i, wraz z Netanjahu, dość egzotyczny, awanturniczy plan). Próbują wciągnąć Amerykę Trumpa z powrotem w te ramy. Kanada to w istocie policzek dla Trumpa, sygnał, że będzie musiał porzucić swój osobliwy typ bezpośredniego i surowego amerykańskiego imperializmu i powrócić do wspólnej globalistycznej agendy – „być również Europą”, stać się częścią Unii Europejskiej. W zasadzie zaproszenie Kanady do UE jest atakiem na Trumpa, mającym na celu zmuszenie go do powrotu do globalistycznego kręgu.

Uważam, że ich wewnętrzne spory nie są aż tak fundamentalne, choć w pewnych okolicznościach mogą eskalować. Na razie to głównie trolling. Ale pomysł przyjęcia Ukrainy, Mołdawii, Armenii, ewentualnie Gruzji, Azerbejdżanu, a nawet Białorusi (oczywiście niemożliwe za Łukaszenki, ale pomysły są lansowane) – to coś zupełnie innego. To spójna, wielowiekowa Wielka Gra. To kod geopolityczny. To nie są tylko chwilowe ekstrawaganckie wypowiedzi poszczególnych polityków. Jaki realny wpływ ma Finlandia? Mimo to potraktowałbym to poważnie. Te sygnały odzwierciedlają głębokie tendencje geopolityczne, które okazują się silniejsze niż ideologie, gospodarka, biznes, technologia czy zmieniające się struktury polityczne. Systemy polityczne, przywódcy i ideologie przychodzą i odchodzą, ale geopolityka pozostaje. Jej fundamentalne prawa – sposób, w jaki państwa są osadzone w przestrzeni geograficznej – się nie zmieniają.

Dlatego te sygnały należy traktować bardzo poważnie. Zachód jasno daje do zrozumienia, że ​​zamierza prowadzić z nami wojnę aż do naszej strategicznej porażki, rozczłonkowania, upadku lub wewnętrznego rozpadu poprzez ruchy protestacyjne. Innymi słowy, Zachód już walczy z nami z zakasanymi rękawami, nie cofając się przed niczym, uderzając z pełną siłą. Musimy uznać tę rzeczywistość i, moim zdaniem, przygotować się na wielką, zakrojoną na szeroką skalę, poważną i trudną wojnę z całym kolektywnym Zachodem – nie robiąc wyjątków nawet dla Ameryki, ponieważ Trump jest tylko chwilowym epizodem.

Prowadzący: Jednocześnie przystąpienie do Unii Europejskiej, oprócz korzyści ekonomicznych, niesie ze sobą bardzo poważne ryzyko cywilizacyjne dla państw narodowych. Niesie ze sobą wszystko, co uważamy za ekstremistyczne i zakazane, a także zupełnie inną politykę migracyjną. Czy rządzące elity naprawdę tego nie biorą pod uwagę? Dlaczego wiele państw – nawet nie wszystkie z listy Stubba, ale wiele z nich – doskonale o tym wie, a mimo to spieszy się z przystąpieniem? Dlaczego tak się dzieje?

Aleksandr Dugin: Prawda jest taka, że ​​liberałowie używają nacjonalizmu jako narzędzia. Nie ma wątpliwości, kto kogo kontroluje. Nacjonalizm – a nawet nazizm – to sztuczne narzędzie w rękach liberałów. Kultywują go i pozwalają jakiemuś karłowatemu bytowi, upadłemu państwu, wierzyć we własną wielkość, suwerenność i niezależność – aby uwolnić się od wpływów Rosji lub innych wyłaniających się biegunów wielobiegunowego świata.

Na początku przedstawia się to tak: „Wszyscy będziecie nacjonalistami, będziecie suwerenni, możecie mieć wszystko dokładnie tak, jak chcecie”. Jest to konieczne dla pierwszego radykalnego zerwania z naszymi wpływami, przeprowadzonego pod sztandarem suwerenności i nacjonalizmu – z dala od nas, od Chin, od Indii. Każde państwo-cywilizacja, każdy niepodległy biegun stanowi zagrożenie dla globalistów. Ale później przywódcy, którzy podawali się za nacjonalistów i orędowników suwerenności, nagle stają się zwykłymi zarządcami globalnego Zachodu. Wszystkie ich roszczenia do suwerenności natychmiast ulatniają się. Podpisują się pod globalną agendą, a ich marzenia o prawdziwej niepodległości po prostu rozpływają się w powietrzu.

Dotyczy to zresztą również wielu krajów, które już są w UE. Wystarczy spojrzeć na zachowanie Giorgii Meloni. Meloni początkowo prezentowała się jako postać skrajnie prawicowa. Jej partia „Bracia Włochy”, która wygrała wybory, zajęła bardzo radykalne stanowisko. A jednak nagle stała się posłuszną wykonawczynią polityki Kai Kallas, Ursuli von der Leyen i Klausa Schwaba. Innymi słowy, w pełni popiera najbardziej antynacjonalistyczne i antysuwerenne działania Unii Europejskiej, mimo że doszła do władzy pod hasłami przywrócenia suwerenności. Ale to nie trwało długo.

To samo – a nawet bardziej – stanie się z ukraińskim kierownictwem, z Paszynianem czy Sandu. Nie ma o czym dyskutować. Po prostu zostaną wchłonięci. Logika Zachodu jest prosta: „Dziś byliście nacjonalistami – dobrze, świetnie, jeśli jesteście przeciw Rosji. A jutro staniecie się częścią nas, a my będziemy wami zarządzać”. Co myślą siły nacjonalistyczne we wszystkich tych krajach? Nic nie myślą.

Obserwuję, jak reagują inne narody postsowieckie – z wyjątkiem Białorusi i jej mądrej ludności. Cała reszta po prostu daje się nabrać na ten fikcyjny, niemożliwy i nierealny nacjonalizm, który w rzeczywistości jest całkowicie zakazany przez wewnętrzne zasady i standardy Unii Europejskiej.

Istnieje rażąca sprzeczność między tą nacjonalistyczną – a nawet nazistowską – przynętą, która daje społeczeństwu (Ukraińcom i innym) nadzieję, że „teraz możecie atakować wszystkich, niszczyć i proklamować dowolną rasę…”. A potem, gdy tylko zakończą tę operację przeciwko nam – a właśnie o to chodzi w wielkiej geopolityce – natychmiast stają się posłusznymi wykonawcami liberalnego programu. Zaczynają maszerować w odpowiednich paradach i stają się absolutnym planktonem, kontrolowanym przez globalistyczną elitę.

Witamy w świecie, w którym ludzie myślą, że robią karierę, podczas gdy w rzeczywistości są jedynie pozycją w menu globalnych elit. Logika Zachodu jest taka: jeśli nienawidzisz Rosjan, możesz być kimkolwiek chcesz. Nienawiść jest właśnie tym, co te destrukcyjne siły uważają za niezwykle wygodne. Właśnie to widzimy teraz w pełnej skali na Ukrainie. A jaki to nacjonalizm na Ukrainie? Ten kraj miał duży obszar i, ogólnie rzecz biorąc, kontrolował go pokojowo – nikt nie zgłaszał wobec nich żadnych roszczeń. Ale gdy tylko liberałowie zaczęli naciskać na Ukrainę w NATO i Unii Europejskiej, wtedy zaczęły się kolosalne straty dla Ukraińców: utrata własnych terytoriów, suwerenności, niepodległości, gospodarki i ludności. Wszystko kompletnie wymknęło się spod kontroli. Jaki to nacjonalizm?

Nadal atakują i dokonują aktów terrorystycznych, nie dostrzegając tej oczywistej sprzeczności. Myślę, że to głęboki próg świadomości. Nawiasem mówiąc, tym samym schematem podążają inni radykałowie z Europy Wschodniej, postsowieckiej, a nawet zachodnioeuropejskiej. Krzyczą hasła w stylu: „Teraz będziemy tu rządzić, nie wpuścimy żadnych migrantów”, ale w rzeczywistości przełącznik zostaje przestawiony i stają się posłusznymi wykonawcami woli globalistów.

Globaliści kontrolują nacjonalistów, a nie odwrotnie. Każda próba sojuszu z siłami globalistycznymi jest skazana na porażkę od samego początku – to droga w ślepą uliczkę. Dlaczego ci, którzy dają się przekupywać i uwodzić, tego nie dostrzegają? Dlaczego tracą zdolność do normalnego myślenia politycznego, pozwalającego oceniać rzeczywistą suwerenność i interesy? Trudno mi powiedzieć, ale stopień ślepoty poznawczej we współczesnych społeczeństwach jest po prostu zdumiewający.

Prowadzący: Skoro wspomniałeś o Ukrainie, poruszmy ten temat. Najpierw był głośny list otwarty Zełenskiego, napisany językiem całkowicie nieakceptowalnym dla polityki publicznej. Potem doszło do spotkania Zełenskiego, Macrona, Starmera i Merza, po którym przedstawiono naszemu krajowi kolejną propozycję ultimatum. Dlaczego w kółko powtarzają ten sam schemat działań? Czy mają nadzieję na osiągnięcie jakiegoś rezultatu dzięki tym działaniom? I jaki jest cel tego wszystkiego?

Aleksander Dugin: Oczywiście, że toczą z nami wojnę. Liczą na strategiczną klęskę. Zazwyczaj odpowiadamy, że im się nie uda. Jestem przekonany, że mamy rację – im się nie uda – ale to „nie uda się” nie stanie się samo.

Jeśli się obudzimy, jeśli zaciśniemy pięści, zbierzemy wolę, umysły i determinację i szczerze spojrzymy na to, czego nam naprawdę brakuje do prawdziwego i przekonującego zwycięstwa… Czym jest zwycięstwo? Oznaczałoby to na przykład, że jesteśmy gotowi zadać strategiczną klęskę Ukrainie. Nie Zachodowi, ale Ukrainie. Tak, a to oznacza demilitaryzację i denazyfikację. Oznacza to ustanowienie kontroli nad tym terytorium, aby nie mogło ono stanowić dla nas zagrożenia ani ideologicznego, ani militarnego. Tak właśnie wyglądałoby zadanie strategicznej klęski obecnemu reżimowi ukraińskiemu. Europa, która za nim stoi, jest kolejnym etapem.

Oni mają inne spojrzenie. Czują, że walcząc z nami, są w stanie zadać nam strategiczną klęskę. Najwyraźniej dostrzegają naszą słabość – być może sami nie do końca zdajemy sobie z niej sprawę, a może sobie ją wyobrażają, co również jest możliwe. W każdym razie uważają, że na przykład, według nich, jesteśmy w czwartym, a może już piątym roku wojny, z bardzo względnymi rezultatami. W tym sensie, z ich punktu widzenia, mają rację. Myślą więc: musimy nieustannie naciskać na Rosję sankcjami, obelgami, groźbami, prowokacjami i irytacją, aby straciła pewność siebie, poczuła się słaba, a jej społeczeństwo zaczęło się rozpadać.

I myślisz, że nic z tego nie działa? Działa. Oczywiście, to głównie wrogia propaganda, ale ludzie w kraju również zaczynają zadawać sobie pytania: jak to możliwe? Gdzie obraz zwycięstwa? Gdzie jasna, zrozumiała logika? Wielu w naszym kraju jest niezadowolonych i właśnie na to liczą. Nasz wróg liczy na to, że jeśli będzie naciskał na Rosję z całych sił, zaostrzy poziom konfrontacji, osiągnie swój cel. Przecież nasze odpowiedzi były jak dotąd dość skromne. „Oreshnik” bez specjalnych głowic, uderzenia w cele, które nie są szczególnie symboliczne…

To nie jest śmieszne. Ich intencja, ich chęć zadania nam strategicznej klęski wcale nie jest śmieszna. Nie było śmieszne, gdy Hitler usiłował zadać strategiczną klęskę Związkowi Radzieckiemu. To było niezwykle poważne, a my wygraliśmy tę wojnę – Wielką Wojnę Ojczyźnianą – z ogromnym trudem. To było niewiarygodnie poważne. A teraz coś nie mniej poważnego – jeśli nie bardziej – się szykuje. Europa ma 400 milionów ludzi. To dużo. A Ameryka ma kolosalną populację i ogromny potencjał gospodarczy i technologiczny.

Nie próbuję nikogo straszyć. Mówię po prostu, że musimy zrozumieć: sytuacja przybiera bardzo niebezpieczny obrót. Jeśli oczekujemy, że wyjdą nam naprzeciw, zaczną z nami negocjować lub zmienią ton – dlaczego mieliby to zrobić? Czy są jakieś niepodważalne argumenty po naszej stronie? Czy mamy tak ogromne sukcesy, które mogłyby ich do tego zmusić – na przykład do powstrzymania naszej potężnej ofensywy? Gdybyśmy Charków i Odessa należały do ​​nas, gdybyśmy stali u bram Kijowa – to zmieniliby ton. Ale dopóki linia frontu pozostaje mniej więcej taka sama, z niewielkimi zmianami, sytuacja jest bardzo niebezpieczna. Szczerze wierzą, że wygrywają. Rozumiemy, że tak nie jest, ale skoro oni w to wierzą, nie możemy sobie pozwolić na ignorowanie tego.

Gospodarz: Niedawno zakończyło się Międzynarodowe Forum Ekonomiczne w Sankt Petersburgu [SPIEF]. Oprócz kwestii ekonomicznych, poświęcone było ono również przyszłemu porządkowi świata. Prezydent Władimir Putin przemawiał tam szczegółowo o nadchodzącym porządku świata. Aleksandrze Giełewiczu [Dugin], jak ważne są takie fora we współczesnym świecie dla określenia, jak będziemy żyć w przyszłości? Jaką rolę odgrywają one dzisiaj?

Alexander Dugin: Myślę, że wszystkie fora są różne. Jest Forum w Davos, gdzie globaliści spotykają się, aby rozwijać swoje projekty. Są fora, na których dominują Chiny i gdzie mówi się głównie o sobie. Są fora islamskie, gdzie poruszane są kwestie islamskie.

Pomysł Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu narodził się – a swoją drogą, byłem przy jego początkach, kiedy Jegor Strojew i Jewgienij Primakow po raz pierwszy go zarysowali pod koniec lat 90. (około 1997–1998). Na pierwszych konferencjach SPIEF wygłaszałem referaty na temat moich książek i projektów: „Podstawy geopolityki” „Absolutna Ojczyzna” „Nasza droga” . Teraz przypominam sobie, jak nieaktualne wydawały się wtedy te idee – budziły konsternację. Dyskutowaliśmy o nich z różnymi postaciami systemu Jelcyna, z jego doradcami, ministrami i wiceministrami. Z mojego punktu widzenia wszystko, co powiedziałem, było słuszne, ale z ich punktu widzenia brzmiało to jak straszny dysonans. Chociaż Primakowowi i jego najbliższemu otoczeniu, a także niektórym wojskowym, bardzo się to podobało.

Ale w ciągu tych prawie 30 lat od powstania forum zaszły ogromne zmiany. Przede wszystkim Władimir Putin nadał mu ogromny rozmach w latach 2000. Stał się wizytówką i wystawą Rosji – jej osiągnięć i sukcesów. Przywódcy wielu państw europejskich zwrócili się do nas, gdy napięcia między Rosją a Europą nie osiągnęły jeszcze obecnego stadium bezpośredniej wojny. W tamtym czasie forum było oknem na nową, rozwijającą się Rosję, dążącą do integracji z Zachodem, zachowując jednocześnie swoją suwerenność.

Projekt ten stopniowo upadał. Najpierw nadeszła pandemia COVID-19, kiedy forum zostało odwołane lub zgromadziło niewielką frekwencję. Potem rozpoczął się Specjalny Operacja Wojskowa. Początkowo ludzie zrezygnowali z udziału w forum — próbowano odizolować i demonizować Rosję. Zniknęli wszyscy wysoko postawieni goście i przedstawiciele dużych firm, którzy stanowili trzon SPIEF-u w latach 2000. To wcześniejsze forum miało wiele mrocznych stron i przesadnie rozbudowany program rozrywkowy. Petersburg przekształcił się w swoiste „okno na Europę”, gdzie z obu stron gromadziły się najbardziej niepochlebne postaci. Ale ten zorientowany na Zachód SPIEF już się skończył.

Przez kolejne kilka lat forum było nieco zdezorientowane, ponieważ zbieraliśmy siły i pokazywaliśmy, że mimo wszystko budujemy własną drogę. Goście pochodzili głównie z cywilizacji spoza Zachodu. To też było dobre: ​​Rosja nie została zapomniana, pozostaliśmy otwarci – ale już nie na świat zachodni.

A teraz, na tym forum, wyczułem bardzo interesującą zmianę: znów staje się ona silna, nabiera sił, a my wracamy do siebie. Odzyskujemy nieco nadszarpniętą wiarę we własne możliwości, a wśród naszych elit politycznych dokonuje się głęboki zwrot w stronę naszej głębokiej tożsamości cywilizacyjnej i wielobiegunowości, o której mówił prezydent. I ta nasza pewność siebie inspiruje wszystkich.

W tym roku goście spojrzeli na nas zupełnie inaczej – w tym wielu przedstawicieli Zachodu. Przybyło wiele prominentnych postaci, takich jak Candace Owens, niezależna amerykańska dziennikarka, której wpływy sięgają dziesiątek milionów ludzi w Ameryce i na całym świecie. Czuć było, że ci ludzie przyszli do nas, do Rosjan, świadomie, a zgromadzeni tam Rosjanie również doskonale rozumieli, kim są. Atak dronów o poranku nikogo nie przestraszył – wręcz przeciwnie, zjednoczył ludzi. Poczuli się jedną całością.

Nie było już dominacji systemowych liberałów na pierwszym planie. Dawniej patriotyczni nosiciele suwerennych idei – Głazjew, Gałuszka, Konstantin Małofiejew, Aleksandr Isajew – wyglądali wśród nich jak białe kruki. Ludzie o patriotycznym światopoglądzie byli kiedyś egzotycznymi eksponatami na takich forach. Tym razem nie było po tym śladu. Bardzo skupieni, celowi, energiczni i silni przedstawiciele naszych elit, regionów i zagraniczni goście – wszyscy rozumieli, czym jest Rosja jako państwo-cywilizacja.

Tak, oczywiście, były pewne niedociągnięcia, takie jak ekspozycja dziwnych samochodów – echa dawnej „archeomoderny” z lat 2000. czy 2010. Nadal nie możemy się obejść bez tych fal absurdu. Ale pamiętajmy: kiedyś pawilon Cargrad Konstantina Małofiejewa był udekorowany w stylu chochlomskim i wszyscy przechodzili obok z zachwytem. Potem stopniowo pojawiły się elektroniczne kokoszniki. A teraz praktycznie co drugie stoisko zawierało elementy rosyjskie. Pawilony naszych regionów prezentowały swoje tradycje etniczne i kulturowe – zarówno rosyjskie regiony, jak i republiki narodowe. Każde miasto demonstrowało swoją wyjątkowość, a jednak jesteśmy jednym narodem.

Nie dzielimy już kraju na „tych, którzy toczą wojnę” i „tych, którzy nie toczą wojny”. Gubernatorzy, urzędnicy, ministrowie i przedsiębiorcy – wszyscy są teraz zaangażowani w ten historyczny proces. Wszyscy rozumieją powagę sytuacji. Wydawało mi się, że to wyjątkowe forum pokazało stopniowy powrót Rosji do w pełni suwerennej cywilizacji – państwa, które czuje swoją godność, siłę i wolność. I ta Rosja jest gotowa do dialogu ze wszystkimi, którzy są na nią otwarci: na Wschodzie, na Zachodzie, w Afryce i Ameryce Łacińskiej. Chiny były reprezentowane bardzo systematycznie i licznie. Przyjechała wspaniała dziennikarka z Indii, która była absolutnie zachwycona tym, co zobaczyła. W istocie, prawdziwe kontury nowego świata wyłaniają się na naszych oczach.

Nasze forum, petersburskie — gdzie na początku, nieco samotnie, rozdawałem broszurę „ Nasza droga” , która opisywała mniej więcej to, do czego ostatecznie z wielkim trudem doszliśmy — było moim pierwszym doświadczeniem, pierwszym uczuciem pewnej samotności i wyraźnej przedwczesności tego wszystkiego. A teraz na tym forum, w którym uczestniczyłem, miałem wrażenie: tak, oczywiście, że jest to powolne — „młyny bogów mielą powoli” — wszystkie nasze procesy zachodzą stopniowo. Ale jeśli jesteś pewny siebie, ciężko pracujesz, czekasz, kochasz swój kraj i pracujesz dla niego niestrudzenie, to za około 30 lat możesz zobaczyć pewne rezultaty. Zwłaszcza jeśli najwyższe kierownictwo naszego kraju będzie nadal podążać w tym samym patriotycznym kierunku.

Ale to było potwierdzenie długich, ogromnych wysiłków i skrupulatnej pracy wielu – myślę, że milionów – Rosjan. Innymi słowy, przesunęliśmy okręt rosyjskiej państwowości z trudnego kursu integracji ze światem zachodnim na właściwy kurs afirmacji własnej tożsamości, suwerenności, wolności oraz naszych cywilizacyjnych i tradycyjnych wartości. I przekroczyliśmy pewien próg. W ciągu ostatnich dwóch lat odbyły się również bardzo udane fora petersburskie, ale trudno było jasno i precyzyjnie określić, co prezentowaliśmy. Pokazaliśmy, że zaczynamy się odbudowywać, przemyśliwać naszą pozycję na świecie i dążyć do substytucji importu w gospodarce. Ale teraz pytanie nie dotyczy już tylko substytucji importu. Teraz pytanie brzmi, jak Rosja może uwolnić swój nieskończony potencjał – w polityce, zasobach, gospodarce i technologii.

 

Udział

Tegoroczne sesje również mile mnie zaskoczyły. Co druga poświęcona była demografii, wzrostowi wskaźnika urodzeń, rozwojowi regionalnemu i zasiedlaniu dużych miast. Jedna część programu koncentrowała się na tematach patriotycznych – wsparciu dla matek, kobiet i rodzin; druga połowa na przełomie w technologii, sztucznej inteligencji i innych innowacjach. To po prostu optymalny program.

Na sesji, którą zorganizowaliśmy wspólnie z Konstantinem Małofiejewem, dyskutowaliśmy o zagrożeniach dla roku 2050 i sposobach ich przezwyciężenia. Była to prawdopodobnie jedna z najbardziej ożywionych i najliczniej uczęszczanych sesji po przemówieniu prezydenta. Sala nie pomieściła wszystkich – publiczność mogłaby ją zapełnić trzy razy. To oznacza, że ​​ludzie traktują przyszłość bardzo poważnie. Rozumieją, jakie zagrożenia wiszą nad naszym krajem i jakie trudności wciąż musimy pokonać. Nie było śladu nadmiernej pewności siebie ani brawury. Jesteśmy zjednoczeni, odbudowujemy się, jesteśmy silni i nie damy się zastraszyć. W końcu umocniliśmy się w naszym patriotycznym wymiarze. Nie ma innej opcji – wszystko inne albo odeszło, albo zamilkło; przynajmniej nie było to widoczne na forum. Ludzie zgromadzeni na forum zrozumieli swoje zadanie: ratować Rosję w dość trudnych warunkach. Trudnych, ale bynajmniej nie beznadziejnych.

Prowadzący: Aleksandr Giełewicz [Dugin], zarówno na tym forum, jak i w wielu wystąpieniach publicznych, mówimy o Rosji jako państwie-cywilizacji i o budowaniu świata wielobiegunowego, który aktywnie trwa. W kontekście świata wielobiegunowego, co reprezentuje Rosja jako państwo-cywilizacja? Jaki to rodzaj cywilizacji?

Aleksander Dugin: Właśnie opublikowałem książkę pt. Cywilizacja-państwo , którą przygotowaliśmy na zlecenie państwa.

Co to znaczy „być cywilizacją”? Oznacza to posiadanie absolutnego monopolu na znaczenie. To znaczy, że Rosja sama definiuje, co jest dobre, a co złe, co jest humanitarne, a co nie, jakie cele realizujemy, jakie społeczeństwo budujemy, jaki system wybieramy – i nikt z zewnątrz nie może nam narzucić żadnych wartości. Jeśli chcemy, przyjmujemy je z własnej woli; jeśli chcemy, odrzucamy je. To jest stopień suwerenności cywilizacyjnej niedostępny dla zwykłego państwa.

Włochy, Hiszpania, Holandia czy Belgia są również uważane za suwerenne państwa polityczne. Podobnie Maroko i Egipt. Należą jednak do jednej lub drugiej cywilizacji i są zmuszone podzielać jej wartości, nawet jeśli stoi to w sprzeczności z ich interesami narodowymi. Sama cywilizacja determinuje najważniejsze rzeczy. Decyduje nie tylko o tym, co jest dobre, a co złe, ale nawet o tym, co istnieje, a co nie. Cywilizacja ma swój własny kosmos; opisuje samą strukturę bytu opartą na jej własnych ideach.

Nasza cywilizacja jest bez wątpienia prawosławna w swych korzeniach i wschodniosłowiańska w swej istocie. To jest Świat Rosyjski – nasze jądro. To spokojne i pełne godności potwierdzenie rosyjskiej zasady jako osi naszej cywilizacji, prawosławia jako jej duchowej treści oraz silnej państwowości i statusu mocarstwowego jako politycznego wyrazu naszego historycznego mesjanizmu – wraz z wartościami miłosierdzia, otwartości, uniwersalizmu, tradycyjnej rodziny i tradycyjnego stosunku do pokoleń – wszystko to stanowi wewnętrzne życie naszego narodu. Razem kształtują to, kim jesteśmy.

To jest o wiele ważniejsze niż technologia. O wiele ważniejsze niż zasoby, gospodarka, niuanse handlu, finansów czy biznesu. Wszystko to jest ważne, nikt tego nie kwestionuje, ale jest drugorzędne i ma charakter instrumentalny w ramach cywilizacji. Rosjanie powinni mieć rosyjską gospodarkę i rosyjski system finansowy. Jeśli coś z zagranicy nam się podoba – na przykład bankowość islamska lub inne formy zarządzania aktywami finansowymi – możemy to przyjąć, ale musi to być nasz wybór. Jeśli chcemy, bierzemy to; jeśli chcemy, odrzucamy. I nikt z zewnątrz nie może nam narzucać, jakiej waluty rezerwowej używać, z kim prowadzić interesy gospodarcze, z kim się przyjaźnić ani z kim współpracować. Wszystko to wypływa z jednego miejsca – z centrum naszej duszy, z rosyjskiego serca.

Ta idea państwa-cywilizacji sama w sobie jest filozofią, nauką, światopoglądem, ideologią – jakkolwiek zechcesz to nazwać. Z tego jednego terminu wyłania się rozległe pole znaczeń. Jeśli jesteśmy niezależną cywilizacją, to nie jesteśmy częścią Zachodu. W takim przypadku Zachód zostaje oderwany. Innym praktycznym znaczeniem państwa-cywilizacji jest to, że Zachód traci prawo do uniwersalizmu, wyłączności, monopolu i hegemonii w każdym sensie.

To znaczy, możemy coś wziąć z Zachodu i odrzucić coś innego. I nikt nie może powiedzieć: „Dlaczego nie przyjęliście na przykład praw człowieka?”. Ponieważ inaczej rozumiemy zarówno prawa, jak i istotę ludzką. Dlatego nie idziemy za tym, co w tej koncepcji narzucacie. Co więcej, wasze „prawa człowieka” to liberalna, indywidualistyczna ideologia, którą wykorzystujecie dla własnych korzyści. Po prostu nie gramy w te gierki. Mamy własne rozumienie człowieka i jego praw, oparte bardziej na prawosławnym i humanistycznym światopoglądzie naszej tradycji klasycznej niż na waszych najnowszych ideach.

Innymi słowy, ustalamy własne standardy, kryteria, cele i środki. To właśnie znaczy być cywilizacją. Dotyczy to wszystkiego: edukacji, polityki i nie tylko. Na przykład, jeśli jesteśmy państwem-cywilizacją, możemy znieść demokrację. Ludzie powiedzą: „Och, dlaczego znosicie demokrację?”. Ale możemy jej nie znieść… Spójrz: wszyscy panikują i są przerażeni, ponieważ myślą, że nie ma alternatywy dla demokracji. Oczywiście, że jest. To zachodnioeuropejski wynalazek ery nowożytnej, który funkcjonuje raczej słabo, widocznie się degeneruje i przekształca się w dyktaturę maskowaną wszechmocą głębokich państw lub liberalnych elit. Dlaczego mielibyśmy się go trzymać? To nie jest prawo boskie. To jedynie ludzka konstrukcja.

Samo w sobie może nie być złe. Mieliśmy dobry system ziemstwa i ziemszczinę – zgromadzenia ludowe. Ten rodzaj demokracji nam odpowiada. Co do demokracji liberalnej, to już ją odrzuciliśmy, podobnie jak liberalizm, ale możemy zachować pewne jej elementy, jeśli zechcemy. To jest sedno sprawy: jeśli mamy elementy demokracji, to dlatego, że je wybraliśmy, a nie dlatego, że nam je narzucono. Będzie tak, ponieważ wszystko przemyśleliśmy i rozważyliśmy: „No cóż, może jednak demokracja”. Ale żeby to zrobić, musimy najpierw zrozumieć, czy naprawdę jej potrzebujemy. Może lepiej nam bez niej. A jeśli od razu się przestraszymy – „Nie, nie, jak możemy się obejść bez demokracji?” – to wpadniemy w pułapkę.

Tutaj myślący mężczyźni i kobiety, zajmujący ważne miejsce w sferze myśli i mądrości, muszą usiąść i przedyskutować to na ogólnonarodowej radzie. Narodzie rosyjski, czy potrzebujecie demokracji? Naród rosyjski mógłby powiedzieć: „Do diabła z tym. Dajcie nam dobrobyt, sprawiedliwość, uczciwość i silne państwo – po co nam ta demokracja?”. Albo mógłby powiedzieć: „Nie, jako naród rosyjski bardzo pragnę tej demokracji. Lubię wybory – chodzić i wybierać ludzi”. Jeśli naród rosyjski tak powie, to przyjmiemy demokrację.

Najważniejsze jest zrozumienie, że możemy to wybrać albo nie. Nie jesteśmy nikomu nic winni. To samo dotyczy praw człowieka i społeczeństwa obywatelskiego: jeśli chcemy, budujemy silne mocarstwo i wybieramy, co chcemy. To właśnie oznacza bycie państwem-cywilizacją. To pełna autonomia. Nikt nie może nam narzucić żadnej religii, ideologii, polityki, kultury, nauki ani standardów edukacyjnych – o ile my, naród rosyjski, uczciwie, głęboko i dogłębnie wszystko przemyślimy i rozważymy. To właśnie daje nam cywilizacja. W istocie zapewnia nam najpełniejszą możliwą wolność, jaką kiedykolwiek osiągnięto w historii ludzkości.

Prowadzący: Czy w takim razie nie wymaga to jakiejś konsolidacji legislacyjnej? A może powinno pozostać na poziomie światopoglądowym? Bo wszystko, co wymieniłeś – i być może się mylę – przypomina mi ideologię zakazaną przez naszą Konstytucję. Czy nie potrzebujemy zmian w tym kierunku?

Alexander Dugin: Istnieją różne punkty widzenia. Po pierwsze, jeśli przypomnimy sobie warunki, w jakich uchwalono Konstytucję, to był to konkretny moment historyczny. Konstytucja jednak nie jest prawem boskim. Konstytucje są przyjmowane, zmieniane, uchylane, ponownie przyjmowane, a kraje mogą w ogóle bez niej żyć. To zjawisko historyczne, więc nie powinniśmy go absolutyzować.

Tak, ideologia państwowa jest obecnie w naszym kraju zakazana. Niemniej jednak, aż do początku Specjalnej Operacji Wojskowej, w praktyce mieliśmy ją. Był to liberalizm w stylu zachodnim, ucieleśniony w naszej gospodarce i kulturze: „Jesteś indywidualistą, rób swoją karierę, orientuj się na Zachód – oto cel”. To była nasza prawdziwa ideologia. Choć formalnie zakazana, dominowała.

Teraz uwalniamy się od niego – od tego liberalizmu – i otwieramy prawdziwie nowy horyzont ideologiczny. W ramach państwa-cywilizacji każda wąska ideologia ma prawo znaleźć swoje miejsce, a każda forma polityczna może być sensownie rozważana. Państwo-cywilizacja nie jest bynajmniej modelem dogmatycznym. Jest otwartością na wszystko poza dyktatem Zachodu i narzuconym nam liberalizmem.

(Przetłumaczone z rosyjskiego)