Obserwator Zachodni. Czy państwo można naprawić poprzez ograniczenie demokracji i użycie siły?

Czy państwo można naprawić poprzez ograniczenie demokracji i użycie siły?

Zabierowski, M. Kamińska[1][1]

W czasie zamachu majowego, trwającego od 12 do 15 maja 1926 roku, zginęło łącznie 379 osób — 215 żołnierzy oraz 164 cywilów, wśród nich także dzieci. Około tysiąca osób zostało rannych. Był to jeden z najbardziej dramatycznych momentów II Rzeczypospolitej: Polacy strzelali do Polaków w samym centrum Warszawy, a spór polityczny został rozstrzygnięty siłą wojskową. Skala ofiar pokazuje, że przewrót majowy nie był jedynie – jak to mówimy - politycznym przesileniem, lecz faktycznym konfliktem zbrojnym wymierzonym przeciw legalnemu porządkowi konstytucyjnemu państwa.

Józef Piłsudski przedstawiał zamach jako konieczną sanację, czyli nie tyle moralne uzdrowienie życia publicznego, ile powstrzymanie demontażu państwa. W rozumieniu wielu ludzi parlamentaryzm prowadził do partyjniactwa i osłabienia państwa, zaś kolejne koalicje sejmowe były symbolem bezsilności wobec kryzysów politycznych i gospodarczych. Jednak pod hasłem naprawy państwa dokonano obalenia demokratycznie wybranego rządu i złamania konstytucyjnych zasad funkcjonowania Rzeczypospolitej. W praktyce przewrót oznaczał początek systematycznego ograniczania demokracji parlamentarnej i budowy systemu autorytarnego, który trwał aż do II Wojny Światowej.

Piłsudski i jego środowisko byli przekonani, że nie są w stanie zdobyć pełni władzy drogą wyborczą. Narastający materiał empiryczny na temat mechanizmów demokracji doprowadził do przekonania, że państwo można uratować jedynie poprzez siłową koncentrację władzy.

W retoryce obozu sanacyjnego pojawiało się oskarżenie, iż partie polityczne, konflikty społeczne oraz wpływy mniejszości narodowych prowadzą do demontażu państwa. Paradoks polegał jednak na tym, że przewrót, który miał zakończyć chaos i ‘kolesiostwo’, sam doprowadził do stworzenia systemu opartego na lojalności wobec wąskiej grupy wojskowych i działaczy politycznych skupionych wokół Marszałka. To kieruje naszą uwagę ku znaczeniu ludzkiej miernoty (wyrażenie Jana Pawła II).

Legalny rząd tworzył wówczas Wincenty Witos jako premier koalicji obejmującej Narodową Demokrację, PSL „Piast”, Chrześcijańską Demokrację i Narodową Partię Robotniczą. Prezydent Stanisław Wojciechowski odmówił ustąpienia pod naciskiem wojska i próbował bronić konstytucyjnego ładu państwowego. Dopiero wobec groźby dalszego rozlewu krwi 14 maja 1926 roku zrzekł się urzędu, przekazując obowiązki głowy państwa marszałkowi Sejmu. Była to decyzja dramatyczna — mająca zapobiec wojnie domowej, ale jednocześnie oznaczająca triumf polityki siły nad zasadami republiki parlamentarnej.

Zamach majowy pozostawił również głębokie ślady psychologiczne wśród uczestników wydarzeń. Dowódca 7. pułku piechoty pułkownik Mieczysław Więckowski, który opowiedział się po stronie Piłsudskiego, popełnił samobójstwo. Generał Kazimierz Sosnkowski przestrzelił sobie płuco. Te dramatyczne epizody pokazują, jak głęboki był konflikt moralny i polityczny wywołany bratobójczą walką.

31 maja 1926 roku Zgromadzenie Narodowe wybrało Piłsudskiego na urząd prezydenta. Marszałek odmówił jednak przyjęcia funkcji, zachowując realny wpływ na władzę z pozycji ministra spraw wojskowych i faktycznego przywódcy państwa. Dzień później prezydentem został Ignacy Mościcki — polityk lojalny wobec obozu sanacyjnego. Był to symboliczny początek nowego modelu rządów: formalne instytucje demokratyczne nadal istniały, lecz rzeczywista władza coraz bardziej przesuwała się poza kontrolę parlamentu i społeczeństwa.

Przewrót majowy ujawnił fundamentalną sprzeczność nowoczesnej polityki: państwo otwarte i pluralistyczne bywa państwem słabym, a chaos życia demokratycznego rodzi pokusę silnej ręki. Historia pokazuje jednak, że autorytaryzm bardzo często nie usuwa patologii życia publicznego, lecz jedynie zmienia ich formę. Sanacja miała być lekarstwem na rozkład państwa, a w wielu aspektach doprowadziła do ograniczenia debaty publicznej, marginalizacji opozycji oraz podporządkowania instytucji interesom obozu władzy.

W tym sensie zamach majowy pozostaje ważnym ostrzeżeniem politycznym. Idee „ratowania państwa” poprzez ograniczenie demokracji, wezwania do odsunięcia sporów politycznych przy pomocy aparatu siły czy przekonanie, że naród potrzebuje przede wszystkim jedności narzuconej odgórnie, regularnie powracają w różnych epokach. Historia II Rzeczypospolitej pokazuje jednak, że koncentracja władzy i osłabienie mechanizmów demokratycznych nie prowadzą automatycznie do odrodzenia państwa. Często stają się początkiem procesu erozji instytucji, uzależnienia państwa od jednej grupy politycznej i zaniku odpowiedzialności elit wobec obywateli.

Debata o zamachu majowym pozostaje aktualna także dlatego, że dotyczy podstawowego pytania: czy państwo można naprawić poprzez ograniczenie demokracji i użycie siły? Tragiczne doświadczenia roku 1926 pokazują, że nawet działania podejmowane pod hasłami patriotyzmu i „ratowania państwa” mogą prowadzić do głębokiego kryzysu ustrojowego, przemocy politycznej oraz trwałego osłabienia kultury demokratycznej.

Można wskazać pewne analogiczne mechanizmy polityczne i społeczne między ewentualną krytyką sanacji po przewrocie majowym a krytyką III RP po 1989 roku, ale trzeba wtedy też zaznaczyć zasadnicze różnice. III RP nie powstała w wyniku zamachu stanu ani wojny domowej, lecz poprzez starannie negocjowaną (1995 – 1989) z narodem transformację ustrojową upadku komunizmu – że lepszy jest system z chaosu porządek (najlepiej wyjaśniała to Unia Polityki Realnej), czyli wolnego rynku (jak w ewolucjonizmie) w roli sterowania. Dlatego podobieństwa dotyczą raczej sposobu działania elit, narracji legitymizacyjnych i napięć wokół demokracji liberalnej niż samej skali przemocy czy autorytaryzmu. Dziś (maj 2026) UPR proponuje wprowadzenie wojska, jako sposobu zarządzania …

Najważniejsze podobieństwa, jakie można dostrzec to narracja „ratowania państwa”. Komunisci (czy raczej antykomuniści) poprosili Solidarność o pomoc w ratowaniu państwa. Taki jest sens tzw. Magdalenki.

Tak jak sanacja uzasadniała przejęcie realnej władzy koniecznością „uzdrowienia” państwa i przezwyciężenia chaosu partyjnego, tak część elit III RP przedstawiała transformację (system z chaosu porządek, czyli sterowanie rynkowe) jako jedyną możliwą drogę „modernizacji”, „wejścia do Zachodu” i uniknięcia katastrofy gospodarczej (Gierek pożyczył od 14 do 17 mld dolarów). W obu przypadkach pojawiała się sugestia, że istnieje wąska grupa ludzi „bardziej odpowiedzialnych” (tzw. drugi KOR), lepiej rozumiejących interes państwa niż społeczeństwo jako całość.

Istnieje problem ograniczenie realnego wpływu społeczeństwa – układy z Magdalenki były tajne.

W narracji o sanacji Piłsudskiego pojawia się motyw zachowania formalnych instytucji demokracji przy stopniowym przesuwaniu realnej władzy poza pełną kontrolę obywateli. Krytycy III RP często twierdzą podobnie: wybory istnieją, ale kluczowe decyzje gospodarcze i strategiczne były podejmowane przez zamknięte środowiska polityczno-biznesowe, ekspertów, oligarchie partyjne albo pod wpływem wywiadowni i instytucji międzynarodowych.

Krytyka „partyjniactwa” i chaosu demokracji jest dziś powszechna. W obu przypadkach pojawia się przekonanie, że pluralizm prowadzi do paraliżu państwa. Sanacja uważała parlamentaryzm za źródło słabości. W III RP regularnie powracały głosy, że „demokracja przeszkadza reformom”, że społeczeństwo jest „niedojrzałe”, że potrzebne są technokratyczne decyzje ponad sporami politycznymi.

Powstawanie elit lojalnościowych to typowe zjawisko. Sanacja stworzyła system oparty na lojalności wobec wąskiego środowiska. Analogiczny zarzut wobec III RP dotyczy układów personalnych: sieci powiązań politycznych, biznesowych, medialnych i towarzyskich, określanych potocznie jako „układ”, „sitwa” czy „kolesiostwo”. Krytycy twierdzą, że po 1989 roku część dawnych elit PRL i nowych elit liberalnych stworzyła system reprodukujący własne wpływy.

Formalna demokracja kontra realna koncentracja wpływów – to dziś typowy zarzut. W sanacji Piłsudskiego formalne instytucje trwały, ale decyzje zapadały wokół Piłsudskiego. Krytycy III RP czasem mówią podobnie o dominacji liderów partyjnych, grup biznesowych, mediów lub zagranicznych centrów ekonomicznych nad parlamentem i obywatelami.

Mit konieczności historycznej stanowi typową narrację obozu Piłsudskiego i „komunistów”. Zarówno sanacja, jak i część narracji transformacyjnej po 1989 roku opierały się na przekonaniu, że „nie było alternatywy”. W obu przypadkach przeciwników przedstawiano czasem jako ludzi zagrażających państwu albo hamujących rozwój.

Jednocześnie istnieją bardzo ważne różnice, bo w r. 1989 nie doszło do użycia wojska przeciw władzom. III RP zachowała wielopartyjność, wolne wybory i możliwość pokojowej zmiany rządu. Nie wprowadzono systemu aż tak jawnie autorytarnego na wzór sanacji – system z chaosu porządek spodobał się ludziom. Od r. 1989 istniały – zdaniem zwykłych ludzi - niezależne media, opozycja i organizacje społeczne i dopiero warstwa patriotów ten mit zdemaskowała. Zdaniem ludzi transformacja była związana także z realnym rozszerzeniem wolności obywatelskich i gospodarczych. Dlatego najuczciwiej byłoby powiedzieć, że podobieństwo dotyczy głównie logiki elit politycznych, retoryki „ratowania państwa”, napięcia między demokracją a technokratycznym zarządzaniem, tendencji do koncentracji wpływów mimo zachowania formalnych procedur demokratycznych. Porównanie III RP wprost do sanacyjnego autorytaryzmu byłoby historycznie zbyt daleko idące, jeśli traktować je dosłownie.

 

 

[1][1] Autorka własnych twierdzeń w statystyce oraz wykazania wadliwych dowodów twierdzeń, dr matematyki.