Prawo miecza - Ius gladii

 

Kościół Naród i Państwo

Ius gladii

„Strace­nie mordercy wstrząsa liberałem bardziej niż śmierć zamordowanego”. 
Każdy rząd, uznający nad sobą metafi­zyczną sankcję – niezależnie od tego, czy będziemy ją rozumieli na sposób re­ligijny (państwo w roli egzekutora woli Bożej), czy filozoficzny (państwo w ro­li strażnika wartości danej wspólnoty) – dysponował niegdyś czterema „świę­tymi” regaliami, które wynosiły go po­nad pełnienie „przy­ziemnych” funkcji ad­ministracyjno-gospo­darczych i nadawały mu status prawdziwie su­werennej władzy. Obok prawa do prowadzenia wojny (ius belli), pra­wa przysięgi (ius iurandi) i prawa łaski (w rzeczywistości ius iuris intermittendi), było nim także prawo do wymierzania ka­ry śmierci (ius vitae et nacis) Najwyższy wymiar kary był powszech­nie akceptowany już w pogańskiej staro­żytności. Opowiadali się za nią tak wiel­cy filozofowie jak Platon (w dialogu Pra­wa) 2, Arystoteles (w traktacie Ustrój poli­tyczny Aten) 3czy Seneka (w dziele O gnie­wie) 4. Ponieważ chrześcijaństwo zrodziło się ze świata antycznego, by później egzy­stować w nim, wiele aspektów cywilizacji grecko-rzymskiej zostało stopniowo przy­stosowanych do zasad nowej religii.
 
Zna­lazła się wśród nich także sfera jurysprudencji z karą śmierci na czele. Pierwszą opinię w kwestii zasadności stosowania kary śmierci wygłosił święty Paweł. Otóż w Liście do Rzymian Apo­stoł Narodów zwracał się do wiernych tamtejszej gminy, aby uznawali nad so­bą zwierzchność władz: „Wszelka dusza niech będzie poddana wyższym zwierzchnościom; nie ma bowiem zwierzchności, jak tylko od Boga; te zaś, co są, od Boga są postanowione. Tak więc, kto się sprze­ciwia zwierzchności, sprzeciwia się po­stanowieniu bożemu.A ci, co się sprzeci­wiają, ściągają na siebie potępienie.  
 
 
doskonałym kodeksie karnym za wulgarność groziłaby kara śmierci. 
Mikołaj Gomez Davila       
 
 
 
 
 
Gdyż przełożeni nie są na postrach dobremu uczynkowi, ale złemu” (Rzym 13, 1-3). Nawiązując w tym samym fragmencie li­stu do funkcji władzy państwowej, napo­minał: „Chcesz zaś nie bać się zwierzch­ności? Czyń, co dobre, a będziesz miał od niej pochwałę; jest bowiem dla ciebie słu­gą bożym ku dobremu. Jeśli zaś uczynisz co złego, bój się, bo nie bez przyczyny miecz nosi. Jest bowiem sługą bożym, mści­cielem zagniewanym na tego, co źle czy­ni”” (Rzym 13, 3-). Analiza słów święte­go Pawła nie pozostawia żadnych wątpli­wości. Otóż używając słowa „miecz” (gr. machaira, łac. gladius) – które nota bene oznacza konkretną sankcję karną sto­sowaną w czasach Imperium Rzymskie­go, a wykonywaną przez ścięcie mieczem – miał on na myśli właśnie karę śmierci. Jak zauważył ks. Tadeusz Ślipko SI, św. Paweł nie traktował swej wypowiedzi na temat sankcji kapitalnej wyłącznie w sen­sie socjologicznym, tzn. nie odnotowywał jedynie faktu, że we współczesnym mu pogańskim prawie rzymskim istniała ta­ka kara, lecz uznawał ją za moralnie do­puszczalną z chrześcijańskiego punk­tu widzenia6. Świadczy o tym ciąg my­śli, które bezpośrednio poprzedzają jego odwołanie się do groźby „miecza”. „Na­czelną w tym ciągu przesłankę – pisze ks. Ślipko – stanowi stwierdzenie, że wszel­ka władza pochodzi od Boga. Z transcen­dentnej genezy władzy państwowej wy­pływa zasadniczy cel jej działania. Święty Paweł upatruje ten cel w realizacji dobra, co w jego oczach oznacza nobilitację wła­dzy państwowej jako «narzędzia w ręku Boga»”7, dysponującego instrumentem, jakim jest „prawo miecza” (ius gladii).
Instancję tę Apostoł Narodów uznawał za pozostającą w zgodzie z zasadami reli­gii chrześcijańskiej „/ w swym moralnym rdzeniu wolną od skazy moralnego zła”. W II wieku za karą śmierci jednoznacz­nie opowiadał się Klemens Aleksandryjski. Zainspirowany ideami Seneki, zapocząt­kował on moralno-teologiczną dyskusję na temat sankcji kapitalnej, do której włą­czyli się inni pisarze wczesnego chrześcijaństwa, Tertulian (II/III w.), Orygenes (II/ III w.) i święty Cyprian (III w.). Chociaż uznawali oni prawo pogańskiej władzy państwowej do stosowania „prawa mie­cza”, to jednak sprzeciwiali się stanowczo stosowaniu przemocy względem bliźnich. Głosili bowiem ascetyczny ideał chrześci­janina, który potępia jakikolwiek przelew krwi (w tym także karę śmierci), aż do re­zygnacji z obrony własnego życia przeciw agresji. Sytuacja ta trwała aż do ogłosze­nia postanowień konferencji mediolań­skiej w 313 r., uznającej religię chrześci­jańską za dozwoloną (religio licitia). Mo­żemy przypuszczać, iż poglądy głoszo­ne przez Tertuliana, Orygenesa i św. Cy­priana były naznaczone wyraźną niechę­cią do instancji kary śmierci w okresie, gdy władze państwa rzymskiego stoso­wały wobec chrześcijan „prawo miecza”, stawiając im zarzut ateizmu. Wymownym przykładem tej chwiejności poglądów jest twórczość Laktancjusza (III/IV w.), który w latach 303-313, a więc w czasie trwa­nia tzw. Wielkiego Prześladowania, napi­sał dwa dzieła: Boże nauki (De divinis in- stitutionibus) oraz O gniewie Bożym (De ira Dei). W pierwszym z nich zdecydowa­nie potępił karę śmierci, natomiast w dru­gim dał się poznać jako gorący orędownik jej stosowania… Wspomniane wyżej antynomie zniósł ostatecznie na początku V wieku najwięk­szy umysł starożytnego chrześcijaństwa – św. Augustyn. Na kartach swego dzie­ła O państwie Bożym (De civitate Dei) umieścił on paragraf pod znamiennym ty­tułem: O takich zabójstwach ludzi, ktore nie podpadają pod grzech zabójstwa (podkreślenie moje – H. D.), a więc nie podpadają pod piąte przykazanie Dekalo­gu – „nie zabijaj”. Św. Augustyn za punkt wyjścia swych rozważań przyjął wpraw­dzie absolutny zakaz zabicia człowieka, lecz ograniczył go wyłącznie do prywat­nych relacji międzyludzkich, możliwość użycia „prawa miecza” aprobował na­tomiast w sprawach publicznych. By­ły to dwa wyraźnie określone przypad­ki: „zabójstwo wroga w wojnie sprawie­dliwej oraz pozbawienie życia zbrodnia­rza z rozkazu piastunów władzy państwowej, działających zgodnie z obowiązującymi prawami”*. Pozornie sprzeczne stano­wisko autora Państwa Bożego w kwestii sankcji kapitalnej przekonująco wyjaśnił ks. Ślipko, pisząc, iż „,święty Augustyn nie odstąpił od dekalogowej normy «nie zabi­jaj», ale ograniczył jej zakres aktem tego samego autorytetu, który tę normę usta­nowił. Było to zatem ograniczenie wpro­wadzone z zewnątrz, nie mające zakotwi­czenia w treści samej normy, niemniej jed­nak wystarczające, aby wyszczególnionym przypadkom dopuszczalnego moralnie za­bójstwa, w tym także karze śmierci, nadać walor powszechnie obowiązujący”9. Teoria wypracowana przez świętego Augustyna nabrała szczególnego znacze­nia w epoce Średniowiecza, kiedy obo­wiązywał alians „ołtarza i tronu”, czyli władzy duchownej i władzy świeckiej. Panujące pomiędzy nimi relacje zdefi­niował w 857 r. papież Mikołaj I w li­ście do biskupów wschodnio frankijskich, zgromadzonych na synodzie w Mogun­cji: „Święty Kościół Boży nigdy nie krępu­je się świeckimi prawami, miecza nie po­siada innego jak tylko duchownego: nie zabija, ale ożywia”. Tym samym uznawał prawowitość istnienia drugiego „miecza”, należącego do władzy państwowej, któ­ry zabija w imieniu Boga. Nauczanie Mi­kołaja I potwierdził jeden z najwybitniej­szych papieży Wieków Średnich, wszech­potężny Innocenty III. W 1208 r. ogłosił on dekret w sprawie skruszonych waldensów, chcących pojednać się z Kościo­łem katolickim. Warunkiem wstępnym tego pojednania było złożenie wyznania wiary, w którym znalazło się oświadcze­nie następującej treści: „w sprawie władzy państwowej stwierdzamy, że bez popełnie­nia grzechu ciężkiego może ona wydawać wyroki śmierci celem wymierzenia kary, byle działo się to na drodze sądowej, a nie z pobudek nienawiści, z rozwagą, nie zaś lekkomyślnie” (pokreślenie moje – H. D.). Natomiast kilkadziesiąt lat wcześniej św. Bernard z Clairvaux rozwinął myśl św. Augustyna w kwestii stosowania „prawa miecza” na wojnie sprawiedliwej. Uczy­nił to w dziele zadedykowanym templa­riuszom Do rycerzy świątyni (Ad milites templi liber), gdzie przedstawił ideał ryce­rza walczącego w obronie Wiary. Według św. Bernarda, krzyżowiec „nie bez po­wodu nosi (…) broń: karząc złoczyńców i broniąc sprawiedliwych jest wykonawcą woli Bożej. Gdy zabija złoczyńcę, nie po­pełnia morderstwa, lecz jeśli mogę tak to ująć, zabija zło (podkreślenie moje – H. D.). Bierze Chrystusową pomstę na tych, co źle czynią, broni chrześcijan10. Średniowieczne refleksje na temat sankcji kapitalnej podsumował w XIII wieku św. Tomasz z Akwinu. Na pytanie czy wolno zabijać grzeszników?”,  któ­re postawił w Sumie teologicznej (Sum­ma theologica), odpowiadał, że „grzesz­ników zabijać nie tylko wolno, ale na­leży to czynić, jeżeliby okazali się szko­dliwi lub niebezpieczni dla społeczeń­stwa (podkreślenie moje – H. D.). Dok­tor Anielski uznawał więc za całą trady­cją chrześcijańską, iż władzy państwowej przysługuje „prawo miecza” dla obro­ny porządku publicznego. Dlatego też w Sumie przeciw poganom (Summa con­tra Gentiles) stwierdzał wyraźnie, iż sę­dziom wolno wymierzać karę śmierci. W osobnym artykule Czy możliwe są dyspensy od nakazów Dekalogu?” przed­stawił pogląd, że piąte przykazanie 
Egzekucja czy morderstwo? Delikatna jest granica pomiędzy tymi pojęciami, stąd ciągnące się do dziś polemiki. Na zdjęciu: Ormianie ska­zani na śmierć przez władze tureckie w okresie ormiańskiej hekatomby, dokonanej przez zwolenników młodotureckiej republiki. 
 
obejmuje czyn mieszczący się w ramach „wy­mogu sprawiedliwości” (ratio debiti), czy­li taki, którego nie wolno popełniać, gdyż jest on niesprawiedliwy. Czynem tym jest oczywiście zabicie człowieka np. z niena­wiści, gniewu lub dla osiągnięcia osobi­stych korzyści. Lecz zasada ta – absolut­ny zakaz pozbawienia życia – przestaje obowiązywać, gdy dany człowiek prze­kracza „wymóg sprawiedliwości” i przez swe działanie stwarza zagrożenie dla inne­go człowieka oraz egzystencji całego spo­łeczeństwa. Wówczas, zdaniem Akwinaty, władze państwowe mają pełne prawo usu­nąć taką jednostkę z grona żyjących, po­dobnie jak lekarz usuwa „organ dotknię­ty gangreną”. Postulując stosowanie kary śmierci wo­bec grzeszników (peccatores), złoczyńców (malefactores) i jawnych wrogów (hostes) państwa chrześcijańskiego, św. Tomasz rozważył również kwestię możliwości osiągnięcia bądź utraty przez nich wiecz­nego zbawienia. Wprawdzie przyjmował możliwość nawrócenia się skazanych na śmierć winowajców, lecz jego zdaniem z faktu tego nie wynikało wcale, że nie mogą być oni w godziwy sposób pozba­wieni życia. Przyjęcie takiego radykalne­go stanowiska wynikało z przeświadcze­nia, iż może zaistnieć fałszywy akt skru­chy i nawrócenia winowajcy w celu oca­lenia życia, a zarazem większe prawdopo­dobieństwo, że ponownie popełni on czyn niesprawiedliwy wobec innych osób i ze szkodą dla dobra wspólnego. Kara śmier­ci – jak pisze ks. Ślipko – jest więc dla tej racji celowa, natomiast co do zbawienia winowajcy nie stwarza ona groźby osta­tecznej, ponieważ nawet w ostatnim mo­mencie życia ma on możność aktem skru­chy nawrócić się do Boga”11. Ostatnim przedstawicielem teolo­gii średniowiecznej, który wypowiedziałsię na temat „prawa miecza”, był Duns Szkot (XIII/XIV w.). Aprobował on ist­nienie sankcji kapitalnej, ale wyłącznie w przypadku bluźnierstwa bądź morder­stwa, wykluczał natomiast jej stosowanie za przestępstwa w rodzaju kradzieży czy też cudzołóstwa.
 
Duns Szkot w prze­ciwieństwie do św. Tomasza uważał, iż uzasadnienie najwyższego wy­miaru kary nie jest możliwe ani na drodze teolo­gicznej analizy źródeł Objawienia, ani też z filozoficznego punktu widzenia. Mimo to nigdy nie zakwestionował dopuszczal­ności kary śmierci, chociaż proponował znaczne ograniczenie jej stosowania wo­bec przestępców. W epoce nowożytnej nauczanie Ko­ścioła katolickiego odnośnie do sankcji kapitalnej nie uległo zasadniczej zmia­nie. Świadczą o tym wywody znakomi­tych siedemnastowiecznych moralistów jezuickich: P. Laymanna, autora podręcz­nika pt. Theologia moralis in ąuinąue libros distributa i H. Busenbauma, któ­ry napisał dzieło pt. Medulla theologiae moralis. Obydwaj ci teolodzy zgodnie stwierdzali, iż władze państwowe mo­gą bez popadania w grzech ciężki ko­rzystać z „prawa miecza”. Sto lat póź­niej ich poglądy poparł w całej rozcią­głości święty Alfons de Liguori.
 
W swo­jej Teologii moralnej (‘Theologia moralis) zawarł on pytanie: „Czy i jakim sposo­bem wolno zabić przestępcę ?”, a następ­nie udzielił na nie krótkiej odpowiedzi: „Poza sytuacją koniecznej obrony (…) ni­komu tego czynić nie wolno, jak tylko na mocy władzy państwowej i z zacho­waniem prawnej procedury, jak to wy­nika z Księgi Wyjścia XXII oraz Listu do Rzymian 23″ (podkreślenie moje – H. D.). Warto wiedzieć, że w Przedmowie do czytelnika święty Alfons zaznaczył, iż nie głosi jakieś nowej doktryny, a wszyst­kie swoje dociekania oparł na myśli najpoważniejszych uczonych Kościoła. Stąd też bez wahania mógł on zaakceptować„prawo miecza” jako zgodne z zasadami moralności chrześcijańskiej i stwierdzić, że: „Wolno pozbawić życia przestępców na mocy decyzji państwowej”. W XIX wieku wszyscy przedstawicie­le katolickiej teologii moralnej w pełni utożsamiali się z poglądami swych wiel­kich poprzedników. Wykonywanie kary śmierci stanowiło oczywistą i niepodwa­żalną prerogatywę władz państwowych dla A. Lehmkuhla, D. Priimmera, A. Ver- meerscha, B. H. Merkelbacha, J. Aertny- sa czy też C. A. Damena. W Polsce znany był H. Noldin, który w dziele Suma teolo­gii moralnej {Summa theologiae moralis) sformułował jednoznaczną zasadę: Wła­dza państwowa, i ona jedynie, ma prawo pozbawić życia przestępcę, o ile jest to ko­nieczne dla dobra wspólnego, na co do­starcza dowodów Pismo święte, powszech­na zgoda wszystkich ludów i sama natu­ra rzeczy. Zaznaczył także, że wymierze­nie kary śmierci może nastąpić po spełnie­niu trzech niezbędnych warunków:1° po­pełnienia ciężkiej zbrodni,2° pewności co do tego faktu,3° zachowania przepisanej prawem procedury. Czytelną aluzję odno­śnie do sankcji kapitalnej poczynił rów­nież papież Leon XIII w liście Pastoralis officii, skierowanym 19 września 1891 r. do biskupów Niemiec i Austrii w związku z panującą tam powszechnie praktyką po­jedynków12. Biskup Rzymu przypominał w nim, „aby nikt poza publiczną sprawą sądową nie pozbawiał kogokolwiek życia albo go ranił (podkreślenie moje – H. D.), chyba, że zmuszony by został do tego koniecznością obrony samego siebie”. Z wypowiedzi tej jasno wynika, że Leon XIII uznawał karę śmierci wykonywaną w ra­mach państwowego wymiaru sprawiedli­wości za dopuszczalną. Przysłowiową „kropkę nad i” w na­uczaniu Kościoła katolickiego o najwyż­szym wymiarze kary postawili papieże z pierwszej połowy XX wieku: Pius XI i Pius XII. Pierwszy z nich w encyklice Castii connubiiwyjaśniał, że „prawo mie­cza” obejmuje wyłącznie przestępców i nie może mieć zastosowania w odniesieniu do niewinnych istot, jakimi są dzieci nienaro­dzone13. Z kolei jego następca w przemó­wieniu z 13 września 1952 r. poświęcone­mu niezbywalnemu prawu człowieka do życia dowodził, że nawet ogłoszenie przez sędziego kary śmierci dla przestępcy ab­solutnie nie oznacza pozbawienia go rze­czonego prawa. W takim przypadku, zda­niem papieża, władzy państwowej pozo­staje jedynie pozbawienie skazańca dobra życia w celu pokuty za popełnione prze­stępstwo, gdyż prawa do życia pozba­wił się on sam, dopuszczając się przestęp­stwa (podkreślenie moje – H. D.).
 
Dwa lata później, 5 grudnia 1954 r. Pius XII zastrzegł jednak, że jeśli wina oskarżone­go budzi poważne i uzasadnione wątpli­wości, wówczas to „żaden sędzia nie wy­da wyroku potępiającego, szczególnie, kiedy chodzi o nie dającą się naprawić karę, jaką jest kara śmierci”. Na temat sankcji kapitalnej nie wy­powiedział się Sobór Watykański II ani też żaden z następców Piusa XII – aż do pontyfikatu Jana Pawła II. Papież ten w encyklice Evangelium vitae zaapro­bował stosowanie kary śmierci, ale tylkow przypadkach absolutnej konieczności”, tzn. w sytu­acji, ,gdy nie ma innych sposobów obro­ny społeczeństwa”14. Fragment ten po­winien nas skłonić do wniosku, iż pa­pież nie odstąpił od tradycyjnej doktryny moralnej o dopuszczalności kary śmier­ci. Niepokój wzbudza jednak stwierdze­nie: „gdy nie ma innych sposobów”. Czy zdaniem Jana Pawła II istnieje zatem ja­kiś inny sposób egzekwowania sprawie­dliwości? Okazuje się, że dla obecnego papieża jest nim… „coraz lepsza organi­zacja instytucji penitencjarnych”15 (sic!). Jednak czy „humanitarna” resocjalizacja sprawców ciężkich przestępstw dokony­wana w duchu „cywilizacji miłości” mo­że zastąpić odkupienie win? Czy rzeczy­wiście stanowi na tyle skuteczne reme­dium na uspokojenie grzesznej natury ludzkiej, że zapobiegnie ewentualnej re­cydywie? Dla Jana Pawła II wydaje się to oczywiste, skoro zdecydował się na zrelatywizowanie tradycyjnego naucza­nia Kościoła katolickiego w kwestii za­sadności sankcji kapitalnej. Uczynił to w orędziu bożonarodzeniowym z 1998 r. Wezwał w nim bowiem, aby na całym świecie umacniano i popierano działa­nia, które „pozwolą strzec życia ludzkie­go, znieść karę śmierci (…)” (podkreśle­nie moje – H. D.)16. +++Przez blisko dwa tysiące lat Kościół katolicki głosem swych największych świętych, uczonych i papieży zezwa­lał na stosowanie przez władze świec­kie „prawa miecza”. Dzięki tej instancji państwo mogło przerwać doczesną eg­zystencję jednostek zagrażających jego bezpieczeństwu zewnętrznemu (zdraj­ców, szpiegów) oraz wewnętrznemu po­rządkowi społeczno-religijnemu (mor­derców, gwałcicieli, heretyków, a na­wet schizmatyków). W „ustroju czasów dawnych” prawem do wymierzania kary śmierci dysponował wyłącznie egzeku­tor boskich nakazów17, ponieważ znisz­czenie życia mogło być usprawiedliwio­ne jedynie wówczas, gdy dokonywano go „z instancji wyższej niż ziemska”1S. Mógł ją zatem stosować chrześcijański mąż sta­nu sprawujący rządy z woli Bożej i odpo­wiedzialny za swoje czyny przed Bogiem i historią. W przeciwnym razie – jak pi­sał Wilhelm Stapel – „kara śmierci była­by niczym innym jak uzurpowaniem so­bie prawa do mordu”’19.Nauczanie Kościoła katolickiego od­nośnie do „prawa miecza” w swej trady­cyjnej formie funkcjonowało aż do końca lat dziewięćdziesiątych XX wieku, tj. do chwili, kiedy Jan Paweł II dokonał w nim nie mającego żadnego precedensu odstęp­stwa. Jedynym słusznym komentarzem dla poczynań papieża-Polaka w kwestii czynionych przez niego prób zniesienia kary śmierci pozostaje lakoniczny afo­ryzm Mikołaja Gomeza Davili:„Strace­nie mordercy wstrząsa liberałem bardziej niż śmierć zamordowanego”.. Ώ 1              Zob. W Stapel, Metafizyka państwa (w:) Rewolu­cja Konserwatywna w Niemczech 1918-1933, Poznań 1999, s. 396-397.2              Zob. Platon, Prawa, przeł. M. Maykowska, War­szawa 1960, 862 E – 863 a. Na temat kary śmierci Pla­ton wypowiedział się też krótko w dziele pt. Protago­ras: „Mówi Zeus -…a w każdym razie ustanów w moim imieniu prawo, aby skazywano na śmierć tego, …kto – jako zakała społeczeństwa – nie jest zdolny odczu­wać wstydu, lub jest pozbawiony poczucia sprawiedli­wości”. Por. Platon, Protagoras, przeł. L. Regner, War­szawa 1995, 322 d.‘ Zob. Arystoteles, Ustrój polityczny Aten, przeł. L. Piotrowicz, Warszawa 1973, 52, 1.4              Zob. L.A. Seneka, O gniewie (w:) tenże, Pisma fi­lozoficzne, Warszawa 1965, t. I, VI, 3-5.5              Zob. J. Sondel, Słownik łacińsko-polski dla praw­ników i historyków, Kraków 1997, ius gladii – prawo miecza, prawo wykonywania wyroków śmierci, s. 544.6              Zob. Ks. T. Ślipko, Kara śmierci z teologicznego i filozoficznego punktu widzenia, Kraków 2000, s. 24.I Tamże, s. 24.8 Św. Augustyn, O Państwie Bożym. Przeciw po­ganom ksiąg XXII. T. I. Opr. W Kornatowski. Warsza­wa 2003, Ks. J, 21.9              Ks. T. Ślipko, Kara śmierci…, s. 39.10             Św. Bernard z Clairvaux, Pochwała nowego ry­cerstwa. [w:] Zawsze Wierni, 4/2000, s. 83.II Zob. Ks. T. Ślipko, Kara śmierci…, s. 50.12             Katolickie nauczanie dotyczące pojedynków za­wiera artykuł: R. Mozgol, Pocałunek Erynii – Pojedy­nek w tradycji i kulturze europejskiej, [w:] „Pro Fide, Rege et Lege”, 3-4/1999, s. 42-46.13             Pius XI, O małżeństwie chrześcijańskim. Warsza­wa 1998, s. 24-25.14             Jan Paweł II, Evangelium Vitae, 56.15             Tamże.16             Jan Paweł II, Bóg narodził się dla nas. Orędzie z okazji Świat Bożego Narodzenia, 1998, 5.17             Zob. W Stapel, op. cit., s. 398.18             Tamże, s. 397.19             Tamże, s. 397.52Zawsze
 
 
Wierni 2003 nr5(54)Henryk Duran
 
+++++++++++++++++++++++++++
 
Józef hrabia de MaistrePortret kataBóg, chcąc sprawić, by ludzie rządzili ludźmi, przynajmniej zewnętrznie, powie­rzył władcom najwyższą prerogatywę karania zbrodni i tu przede wszystkim są oni Jego reprezentantami. (…)Z owej straszliwej prerogatywy (…) wynika konieczność istnienia człowieka, co wymierza za zbrodnie kary wyznaczone przez sprawiedliwość ludzką. I rzeczywiście człowieka takiego znajduje się wszędzie, choć w żaden sposób nie potrafimy wyja­śnić, jak to się dzieje, bo rozum nie wykrywa w naturze ludzkiej żadnej pobudki, zdolnej decydować o wyborze tego zawodu.Przypuszczam, panowie, że zbytnio przywykliście do rozmyślań, by nigdy nie przyszło wam zastanawiać się nad katem.Czymże jest owa niezrozumiała istota, co nad wszystkie zawody przyjemne, po­płatne, uczciwe, a nawet szacowne, których mnóstwo stoi otworem przed siłą lub zręcznością człowieka, przekłada męczenie i uśmiercanie swych bliźnich? Ta głowa, to serce – czyż są takie same jak nasze? Czyż nie ma w nich czegoś szczególnego, obcego naszej naturze? Co do mnie, nie wątpię w to. Zewnętrznie jest taki sam jak my, rodzi się tak samo jak my, lecz jest to istota niezwykła i na to, by zaistniała w rodzinie ludzkiej, trzeba specjalnego dekretu, jakiegoś FIAT potęgi stwórczej.Stworze­nie jej jest takim samym aktem jak stworzenie świata. Spójrzcie, co o nim myślą in­ni ludzie, i pojmijcie, jeśli potraficie, jak może on o tym nie wiedzieć względnie tego nie bać! Ledwie władza wyznaczyła mu domostwo, ledwie się doń wprowadził, a już inne domy cofają się tak daleko, by je stracić z oczu. Pośród owej samotności i tej swoistej próżni, co tworzy się wokół niego, żyje sam ze swoją kobietą i dzieć­mi, dzięki nim znając głos człowieka: bez nich znałby tylko jęki… Pada ponury sy­gnał: jakiś najnędzniejszy sługa sprawiedliwości puka do jego drzwi i oznajmia mu, że jest potrzebny. Wychodzi, przybywa na plac publiczny, pokryty zbitym, falującym tłumem. Rzucają mu truciciela, ojcobójcę, świętokradcę. Chwyta go, rozciąga na le­żącym krzyżu i przywiązuje doń, unosi ramię: zapada wówczas straszliwe milczenie i słychać tylko trzask kości, pękających pod drągiem, i wycie ofiary. Odwiązuje ją, przenosi na koło: zdruzgotane członki oplatają szprychy, głowa zwisa, włosy jeżą się, a usta szeroko otwarte wydają od czasu do czasu tylko kilka krwawych słów, wzywa­jących śmierci. Skończył; serce mu bije, ale z radości. Winszuje sobie, mówiąc w du­szy: nikt nie łamie kołem tak dobrze jak ja. Schodzi, wyciąga rękę splamioną krwią, a sprawiedliwość rzuca mu z daleka kilka sztuk złota, które unosi przez odsuwających się od niego ze zgrozą. Siada do stołu, je, potem kładzie się zasypia. A nazajutrz, budząc się, myśli o wszystkim innym, tylko nie o tym, co uczynił wczoraj. Jestże to człowiek? Tak: Bóg przyjmuje go w swoich świątyniach i po­zwala mu się modlić. Nie jest przestępcą, A jednak żadne usta nie zgodzą się wypo­wiedzieć na przykład, że jest cnotliwy, że jest uczciwym człowiekiem, że godzien jest szacunku etc. Żadna pochwala moralna doń się nie stosuje, bo wszystkie kładą jako warunek stosunki z ludźmi, a on nie utrzymuje żadnych.A jednak cała wielkość, cała potęga, cała dyscyplina spoczywa na kacie: on jest postrachem i więzią społeczności ludzkiej. Zabierzcie światu ów niepojęty czynnik, a w jednej chwili ład ustąpi miejsca chaosowi, trony upadną i społeczeństwo zniknie.Bóg, który jest twórcą zwierzchności, jest również twórcą kary: On rzucił naszą ziemię pomiędzy te dwa bieguny, gdyż Jehowa jest panem obydwu biegunów i na nich każe się obracać światu. Istnieje tedy w kręgu doczesnym boskie i widome pra­wo karania zbrodni i prawo to, tak stałe jak społeczeństwo, któremu zapewnia trwa­łość, wykonywane jest niezmiennie od początku rzeczy: zło istniejące na ziemi dzia­ła stale, a zatem musi koniecznie być stale hamowane przez karę. I rzeczywiście wi­dzimy, ze na całej powierzchni globu wszystkie rządy prowadzą stałą działalność, by zapobiegać poczynaniom zbrodni lub je karać: miecz sprawiedliwości nie posiada pochwy – zawsze musi albo grozić, albo uderzać. Les Soirées de Saint-Pétersbourg, s. 38-41. Źródło: J. Trybusiewicz, De Maistre. Wybór pism. Warszawa 1968, s. 155-157. 

Prawo miecza

Prawo miecza

red. KSCLUND 2011