Zagadnienie Rządu. Wywiad z dr. Tadeuszem Bieleckim, prezesem Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego

PRZESILENIE rządowe polskie w Londynie odsłoniło wiele zagadnień i bolączek polskiego życia politycznego na emigracji. Przesilenie to zaczęło się 25 lipca 1941 — na pięć dni przed podpisaniem układu sowiecko-polskiego, kiedy to trzej ministrowie:                 Seyda, Sosnkowski i Zaleski podali się do

dymisji. Formalnie przesilenie zakończyło się w dniu 3 września 1941 przez uzupełnienie Gabinetu nominacjami na ministrów pp. Liebermana, Mikołajczyka i Popiela. Przedstawiciele Stronnictwa Narodowego nie weszli do Rządu.

Przesilenie rządowe w obecnych warunkach wojennych — tak poważne i długie — to rzecz niecodzienna. Rząd nasz musi działać w położeniu osobliwym na emigracji, a zadania stojące \ przed nim są większe, niż przed jakimkolwiek innym rządem. Nie ulega też kwestii, że za Sprawę Polską odpowiedzialni jesteśmy przede wszystkim my sami — Polacy. W każdym razie tak długo nie wolno nam powoływać się na trudności międzynarodowe, dopóki sami nie funkcjonujemy sprawnie i rzetelnie. Przesilenie ujawniło przytem, że istotą różnic jest nie tylko sprawa takiego czy innego tekstu układu ze Sowietami, ale w ogóle zasadnicza sprawa koncepcji Rządu, tego czym w obecnej chwili ma być Rząd, jaki ma być jego program, jakie są i jakie mają być jego metody działania.

Wobec tego, że przedstawiciele Stronnictwa Narodowego nie weszli do Rządu, Redakcja “Myśli Polskiej” uznała za wskazane zwrócić się o wyjaśnienie tego stanowiska do prezesa Stronnictwa— dr. Tadeusza Bieleckiego.

Prezes Bielecki zaczynał swoją działalność społeczną i polityczną w czasach swoich studiów akademickich. Ukończył on Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1930-35 był posłem na Sejm z ramienia Stronnictwa Narodowego, w którym przez szereg lat zajmował w Zarządzie Głównym stanowisko wiceprezesa i kierownika organizacyjnego. W tym charakterze czynny był prezes Bielecki na terenie całej Polski, poznając dokładnie kraj zarówno w przekroju terytorialnym, jak i społecznym. Jako uczeń i przez długie lata współpracownik polityczny twórcy ruchu narodowego w Polsce, Romana Dmowskiego, wyszedł Tadeusz Bielecki z poważnej i głębokiej szkoły politycznej, którą uznać muszą nie tylko zwolennicy i sympatycy ruchu narodowego, ale i jego polityczni antagoniści. W 1939 r. dr. Bielecki wybrany został prezesem Zarządu

Głównego Stronnictwa Narodowego na ostatnim zjeździe Rady Naczelnej tego Stronnictwa. Był to już okres krytyczny dla Polski i wybór dr. Bieleckiego w tym czasie świadczy o pozycji jego w samym Stronnictwie — bez wątpienia jednym z największych i najpoważniejszych w Polsce. We wrześniu 1939 r. prezes Bielecki odbył w szeregach wojska kampanię przeciw- niemiecką, poczem w szeregach swego oddziału przekroczył granicę węgierską. Z obozu internowanych żołnierzy polskich na Węgrzech przedostał się prezes Bielecki w końcu listopada 1939 r. do Francji, gdzie zastał już stosunki w Rządzie polskim sprecyzowane. Wszedłszy do Rady Narodowej został wybrany jednym z jej wiceprzewodniczących. W czerwcu 1940 r. nie wyjechał natychmiast z Francji, lecz rozwinął owocną działalność wśród ogromnych rzesz polskich, przygnębionych klęską i opuszczonych. Wobec piętrzących się w miarę upływu czasu trudności podróżowania pobyt prezesa Bieleckiego we Francji przedłużył się, co mu jednak pozwoliło nawiązać kontakt z wychodżctwem polskim rozsianym po całej Europie (był także w Szwajcarii). W 1941 r. szlakiem przez Hiszpanię i Portugalię przybył prezes Bielecki do Wielkiej Brytanii, gdzie brał dotąd udział w pracach rozwiązanej ostatnio Rady Narodowej.

Dr. Tadeusz Bielecki jest człowiekiem młodym, a zarazem doświadczonym politycznie, co mu zapewnia wśród naszych czołowych polityków miejsce szczególne. W rozmowie daje to nutę wzajemnego rozumienia się , co w stosunkach polskich również nie jest zbyt częste. Zaczęliśmy rozmowę.

#

Czy zechciałby Pan Prezes zapoznać naszych czytelników ze stanowiskiem Stronnictwa Narodowego w sprawie przesilenia rządowego, które wywołało tyle rozlicznych komentarzy ?

— Nie lubię udzielać wywiadów, ani przemawiać na temat naszych stosunków wewnętrznych na gruncie obcym. Myśl naszą zaprząta przede wszystkim sprawa odbudowania Polski. Ale wobec wyssanych nieraz z palca pogłosek, a nawet insynuacyj, jakimi karmi się polskie koła emigracyjne, a nieraz i prasę angielską, gotów jestem dziś — w punkcie zwrotnym polityki naszego rządu — oświetlić kryzys rządowy i jego przebieg. Skoro się już tak dużo mówi o tych sprawach, lepiej znać prawdę, a nie powtarzać urojeń. Proszę pytać.

Prawdopodobnie doszło do Pana Prezesa, że pewne czynniki usiłują sprowadzić istotę przesilenia do żądań natury personalnej

 

 

202

Myśl Polska

20 września, 1941

i że rozgłaszają, jakoby Pan Prezes domagał się dla siebie stanowiska wicepremiera. Jak się te sprawy w rzeczywistości przedstawiają ?

—                        Stwierdzam, że Stronnictwo Narodowe — a wiem o tym napewno, ponieważ w jego imieniu prowadziłem rozmowy z przedstawicielami Rządu i innych stronnictw — w czasie całego przesilenia nigdy żadnych żądań osobowych nie wysunęło. Świadomie kwestię składu Rządu i obsady tek, która ma też swoje znaczenie, odłożyliśmy jako ostatni punkt rozmów, ażeby nie zasłaniać sobie spraw zasadniczych. Gdyby szło tylko o teki, nie wychodzilibyśmy byli z Rządu i zasiadalibyśmy w nim liczniej, niż to było dotychczas. Walczymy o zasady, a nie o posady. Jak to stwierdził w imieniu trzech stronnictw wchodzących w skład Rządu p. poseł Lieberman, negatywny wynik rozmów spowodowały dwie kwestie zasadnicze : stosunek do układu polsko-sowieckiego i kwestia programu prac Rządu. Puszczanie plotek, w rodzaju wspomnianych przez Pana, świadczy tylko o poziomie moralno-politycznym ich autorów, a nic wspólnego niema z prawdą. Do rozmów na temat składu Rządu wogóle nie doszło.

Jakiż jest zatem stosunek Stronnictwa Narodowego do sprawy układu ze Sowietami ? Czyż jest możliwe, żeby Stronnictwo było zasadniczo przeciwne porozumieniu z Rosją ?

—                        Należę do obozu, który pierwszy wysunął w Polsce program pójścia nawet z Rosją przeciw Niemcom. Niektórzy z obecnych zwolenników paktu polsko-sowieckiego zarzucali nam wtedy rusofilstwo. Był to równie śmieszny i głupi zarzut, jak dzisiejsze posądzanie nas o rusofobię. Jesteśmy zwolennikami samodzielnej polityki polskiej , dyktowanej potrzebami naszego narodu. To też wiadomo było od początku, że walka toczy się nie o to, czy podpisać układ z Rosją Sowiecką, ale o to co się podpisuje. A więc Stronnictwo Narodowe walczyło nie z traktatem wogóle, ale z obecną jego postacią. Sprawa była tym ważniejsza, ponieważ dotyczyła naszego terytorium państwowego. Przyszłość pokaże, kto miał rację. O wartości układu decydować będzie nie dzień dzisiejszy, lecz dalszy przebieg wydarzeń międzynarodowych. Było naszym prawem i obowiązkiem zająć stanowisko takie, jakiemu daliśmy wyraz zarówno w Radzie Narodowej jak i w Rządzie. Stanowiska swego w sprawie oceny podpisanego tekstu układu polsko- sowieckiego nie zmieniamy. Stronnictwo Narodowe było i jest za ułożeniem stosunków z Rosją, ale z tego nie wynika wcale, ażebyśmy każdy tekst układu z Rosją przyjmowali i bezkrytycznie mu przytakiwali. Poważna polityka polega na przewidywaniu, nieraz na daleką metę, a nie na doraźnych osiągnięciach.

—                        Mimo że obecny tekst układu podpisany został wbrew naszemu stanowisku, gotowi byliśmy — stwierdziłem to w czasie rokowań, — “współpracować z innymi ugrupowaniami nad realizacją układu zawartego bez naszego udziału, w sposób któryby przyniósł Polsce możliwie duże korzyści dla niesienia pomocy wszystkim zatrzymanym na terenie Rosji rodakom, dążąc zarazem do zapewnienia pełnej integralności naszego terytorium państwowego”.

Słowa zawarte w powyższym cudzysłowie podyktował mi Prezes Bielecki z tekstu warunków pisemnych, które Stronnictwo Narodowe sformułowało w rokowaniach, prowadzonych w czasie przesilenia. Następnie tak zakończył: stanowisko to zostało odrzucone zarówno przez Pana Premiera, jak i przez przedstawicieli stronnictw popierających obecny Rząd. Przejdźmy do drugiego punktu: programu prac rządu.

Jakież to warunki programowe wysunął Pan Prezes, które okazały się nie do przyjęcia dla Stronnictw, prowadzących rozmowy ?

—                        Powtórzę je Panu dosłownie, według tekstu wręczonego moim rozmówcom.

PROGRAM PRAC RZĄDU NA CZAS WOJNY.

“Zadaniem Rządu na emigracji jest:

1)                         . Odbudowanie Państwa Polskiego z rozległym i bez-pośrednim dostępem do morza w granicach, dających rękojmię Liwałego bezpieczeństwa Rzeczypospolitej, — oraz przygotoanie konferencji pokojowej.

Celowi temu służyć winny: samodzielna polska polityka zagraniczna, współdziałająca z państwami sojuszniczymi, oraz należyte informowanie opinii obcej o położeniu Narodu Polskiego, o jego prawach i roli w Europie.

2)                         . Organizowanie i kierowanie zbrojnym wysiłkiem Narodu.

3)                         . Pomoc moralna i materialna Krajowi i opieka nad polskimi rzeszami uchodźczymi.

4)                         . Opieka nad zasobami materialnymi i dorobkiem kulturalnym Narodu.

Spełnienie tych zadań przez Rząd umożliwi Narodowi z chwilą wyzwolenia ziemi polskiej spod najazdu powzięcie decyzji co do form, w jakich zechce rozwijać swe życie państwowe, społeczne i gospodarcze”.

Jak Pan widzi — ciągnął dalej Prezes Bielecki — jest to program dość obszerny i każdy rząd, który go wykona, zasłuży sobie na dobre imię. Uważamy natomiast, że nie należy na emigracji przesądzać spraw wewnętrznych naszego kraju, gdyż byłaby to w pewnym sensie robota papierowa, a pozatem decyzja w tych sprawach należy jedynie do Kraju.

Czyż zatem sądzi Pan Prezes, że Emigracja nie ma prawa myśleć o przyszłym ustroju Kraju ?

—                        Nigdy nie gorszyło mnie myślenie o przyszłości. Wiele czasu poświęcaliśmy i poświęcamy trosce o te sprawy. Idzie mi o decyzje i uprzedzanie woli Kraju przez Emigrację. Jesteśmy świadkami największego przewrotu w dziejach świata, który wywrze wpływ na życie wewnętrzne wszystkich narodów, a nie tylko narodu polskiego. To też trzeba dużo myśleć, jak wyjść z kryzysu i jak urządzić powojenne życie. Jestem przeto zwolennikiem prowadzenia tego rodzaju prac przygotowawczych przez stronnictwa, przez jednostki bądź grupy, oraz nawet przez komisje rządowe. Ludzie wtedy zajmowaliby się twórczą pracą a nie intrygami, ale co innego jest przygotowywanie materiałów i projektów, a co innego decyzje. Stoję mocno na stanowisku, że rozstrzygać o sprawach wewnętrznych i ustrojowych winien jedynie Kraj.

Jakto ? Czyż to możliwe, żeby poza Krajem usiłowano ustalać pewne kwestie wewnętrzne ?

—                        Owszem ,ze strony przedstawicieli Stronnictw prowadzących rokowania wysunięto np. postulat czteroprzymiotnikowej ordynacji wyborczej. Nie wchodzę w tej chwili, czy lepsza byłaby cztero czy pięcioprzymiotnikowa ordynacja wyborcza. Jak już Panu mówiłem, decyzję w tej sprawie odsuwam do Kraju ale jakże można zaciągać dziś jakiekolwiek zobowiązania w tej materii, jeżeli jeszcze nie wiemy w jakich granicach powstanie nowe państwo polskie, oraz jakie warunki zastaniemy po powrocie do Kraju. Przypomina mi to wstawianie gratów do domu, którego ściany nie zostały jeszcze wzniesione. Musi być przecież jakaś kolejność w pracach. Obowiązkiem Rządu w tej chwili jest dbać o odbudowanie państwa i o poszerzenie granic naszego kraju. Jeżeli będziemy się już dziś zajmować ordynacją wyborczą, zaniedbać możemy sprawę granic. A wreszcie ! Pocóż ten pośpiech ? Stronnictwa demokratyczne nie mają przecie powodu obawiać się odwołania do Kraju w tych sprawach ! Kto jest pewien wpływów w masach, walczących w Kraju, ten ze spokojem czekać będzie na to, co Kraj postanowi. Chcąc zrobić wszystko, nie zrobimy nic. Pierwszym obowiązkiem nas wszystkich jest wykonać to, co jako program prac rządu w czasie wojny przedstawiliśmy. Emigracja, wedle nas, nie ma prawa rozstrzygać o sprawach wewnętrznych, a winna wykonać te zadania, których dręczony i krwawiący się Kraj dziś przeprowadzić nie może.

Może jednak — upieram się — należałoby dać jakąć formułę, która mówiłaby przynajmniej o najogólniejszych zasadach ustrojowych, na których oprzeć się zamierzamy.

—                        Pomyśleliśmy i o tym. Formułując stanowisko Stronnictwa Narodowego, stwierdziliśmy, że “Ruch nasz zgodnie ze swą tradycją pragnie utrwalenia w Polsce silnej władzy wykonawczej, opartej o zaufanie Narodu i kontrolowanej przez przedstawicielstwo narodowe, wybrane na zasadach demokratycznych. Stronnictwo Narodowe jest przeciwne rządom jednostki czy klik”.

 

20 września, 1941

Myśl Polska

203

Skąd zatem — pytam zdziwiony — mówi się czasem po kątach, że jest Pan “faszystą”, Panie Prezesie ?

—                        Musiałby Pan zapytać o to zawodowych plotkarzy, którym się wydaje, że rozsiewaniem celowo dobranych pogłosek można osłabić politycznie człowieka. Z równą słusznością mógłbym niektórych moich przeciwników nazwać “komunistami”, ale nie czynię tego, ponieważ zarówno “faszysta” jak i “komunista” są to nazwy obce, stosowne we Włoszech lub w Rosji, ale nie w Polsce. Należę do ruchu, który istnieje już przeszło 50 lat, który czerpie z polskiej tradycji politycznej i który nigdy nie naśladował obcych wzorów. Jeszcze nie było na świecie mowy

0                           faszyźmie i hitleryźmie, kiedy nasz ruch formułował już samodzielnie, w oparciu o zasady rzymsko-katolickie, podstawy polskiej myśli narodowej. Jesteśmy im stale wierni i nie potrzebujemy przejmować ani wzorów totalistycznych ani form demokratycznych stamtąd, gdzie uległy one degeneracji. W walce o przyszłość narodu wystarczy nam najzupełniej nasza własna ideologia.

Wobec tak wyraźnego — zauważyłem — sformułowania tych spraw przez Stronnictwo Narodowe w czasie rokowań widzę, że zarzuty o antydemokratycznej postawie Stronnictwa, szerzone tu i ówdzie, są zwykłym manewrem taktycznym ?

—                        Oczywiście ! Są to bajeczki dla starszych dzieci, szerzone nieraz dla odwrócenia uwagi od siebie. W przeciwieństwie do zawodowych “demokratów”, którzy wolą deklamować o demokracji, a nie stosować jej w życiu, my wolimy mniej o demokracji mówić, a postępować wedle jej zasad. Nieraz w Polsce

1                           poza Polską odmieniano na wszystkie przypadki słowo “demokracja”, ażeby tym łatwiej ukryć tendencje do rządów jednostki, otoczonej przez tę lub inną klikę. Niektórzy tak się nawet w tym rzemiośle wyspecjalizowali, że potrafią przy każdym rządzie sztukę tę uprawiać. Znając te zwyczaje, stosowane w niektórych kołach polskich, wstawiliśmy do naszych warunków wymieniony przed chwilą ustęp o jednostce i klice. Nieraz bowiem nie wystarczą najbardziej demokratyczne deklaracje, trzeba strzec, aby demokracja stosowana była w zgodzie z głoszonymi hasłami.

Czy wymienione przez Pana Prezesa kwestie wyczerpywały warunki stawiane przez Stronnictwo Narodowe ?

—                        Nie, bynajmniej. Obok wymienionych już punktów wysunęliśmy jeszcze inne, a mianowicie żądanie zmiany metody rządzenia i zamiany dotychczasowego gabinetu na rząd koalicyjny, obejmujący przedstawicieli głównych ruchów politycznych w Polsce, rządzący jako zespół z premierem na czele i ponoszący odpowiedzialność za całość spraw państwowych. Poza tym proponowaliśmy utworzenie gabinetu ściślejszego Rady Ministrów, w którym obok premiera zasiadaliby po jednym ministrowie — przedstawiciele stronnictw. “Zadaniem gabinetu ściślejszego — cytował mi prezes Bielecki z tekstu warunków przedłożonych Premierowi i Stronnictwom — byłoby przygotowywanie obrad Rady Ministrów oraz sprawowanie funkcyj rządowych w czasie między posiedzeniami pełnej'Rady Ministrów”. Domagaliśmy się również, aby w rządzie zasiadali przedstawiciele stronnictw, a nie dowolnie dobierani ludzie, za których stronnictwa ponosiłyby jedynie odpowiedzialność, nie mając żadnego istotnego wpływu na rząd.

Jakto, czyżby były tendencje wyciągania poszczególnych jednostek ze stronnictw poza władzami stronnictw ?

—                        Prasa nieraz donosiła o rzekomych różnicach wśród członków Stronnictwa Narodowego. Ba, nawet usiłowano zaliczać do Stronnictwa Narodowego ludzi, którzy dawno doń przestali należeć. Stronnictwo Narodowe w ten sposób było sztucznie powiększane o nową kategorię: “mianowanych” członków. Stwierdzamy, że o tym, kto należy do Stronnictwa i kto w jego imieniu może przemawiać, decydują władze Stronnictwa. Przykładem takich nieporozumień jest podkreślanie w prasie różnic między stanowiskiem prof. Stanisława Grabskiego oraz prof. Strońskiego a Stronnictwem, chociaż każdy, kto jako tako interesuje się polskim życiem politycznym wie, że prof. Stanisław Grabski nie należy do Stronnictwa Narodowego od lat 14, a prof. Stroński, obecny min. Informacji, przestał być członkiem Stronnictwa przed kilku laty, jeszcze przed obecną wojną. Gdyby prof. Grabski, tak jak to podało jedno

z pism londyńskich, wszedł do Rządu lub do Rady Narodowej, reprezentowałby tam siebie samego, a nie Stronnictwo Narodowe do którego nie należy.

A więc, pogłoski o wewnętrznych tarciach w Stronnictwie były również zmyślone ?

—                        Najzupełniej ! Stronnictwo Narodowe zarówno w kraju jak i na emigracji jest zwarte i jednolite i niejeden zazdrości nam naszej postawy i wzajemnego rozumienia się. Stąd właśnie może owe beznadziejne próby szukania dziury w całym i dzielenia Stronnictwa na nie istniejące odłamy.

Wobec tego zapytam Pana Prezesa o następne interesujące mnie szczegóły. Pewne koła puszczają pogłoski o sojuszu Stronnictwa Narodowego z “sanacją”. Co Pan Prezes może

0                           tym powiedzieć ?

—                        Stanowisko Stronnictwa Narodowego wobec obozu po- majowego i jego metod rządzenia nie uległo zmianie, a w ciągu trzynastu lat istnienia t. zw. sanacji polegało na konsekwentnej

1                           stanowczej walce z tym, co obóz pomajowy Polsce złego narzucał. Jak Panu wiadomo, myśmy walczyli z przewrotem majowym, kiedy inne, dziś zwalczające nas stronnictwa, przewrót ten popierały. Nie chodziliśmy nigdy na Zamek, ani do Generalnego Inspektoratu. Byliśmy najbardziej zwalczanym obozem przez rządy pomajowe, ale sanacja nam sprawy polskiej nie przesłania. Dodajmy, że obyczaje i metody rządów sanacyjnych, tak dobrze znane w kraju, nie zamarły,

ale odnajdują się częściowo na gruncie emigracyjnym. Bywa nieraz, że walcząc z kimś i nie mając dość siły w sobie, przejmuje się metody przeciwnika. To też o żadnych sojuszach Stronnictwa Narodowego z t. zw. sanacją, ani z ich naśladowcami nie ma mowy. Pogłoski tego rodzaju puszczają spece od kuluarowych kombinacyj, którym się wydaje, że aby istnieć, trzeba koniecznie z kimś prowadzić konszachty.

Jak tedy należy rozumieć, że dwaj inni ministrowie, nie należący do Stronnictwa Narodowego, zajęli podobne do naszego stanowisko ?

—                        Nigdy nie martwię się, proszę Pana, jeżeli ktoś nie związany z nami ocenia podobnie jakieś konkretne wydarzenie polityczne. Świadczy to tylko o tym, że sprawa, której się broni, jest słuszna, skoro nawet ludzie z innych obozów jednakowo ją oceniają. Zresztą — dodał z uśmiechem Prezes Bielecki — wolę posto- kroć rozmawiać z ideowym piłsudczykiem, aniżeli otaczać się zawodowymi sanatorami, którzy każdemu rządowi służą, byle utrzymywać się na powierzchni życia politycznego.

A jaki jest pogląd Pana Prezesa na zmiany dokonane w Rządzie ?

—                        Wejście do Rządu i branie zań pełnej odpowiedżialności przez przedstawicieli trzech stronnictw: Polskiej Partji Socjalistycznej, Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Pracy — zdawałoby się świadczyć o powstaniu rządu t. zw. Centrolewu. Tendencje podobne już istniały zresztą w poprzednim gabinecie nazywanym Rządem Jedności Narodowej. W jednym i w drugim wypadku skłonny byłbym raczej nazywać rząd ten rządem Generała Sikorskiego. Jak się ułożą stosunki w Rządzie, kto będzie nadawał kierunek polityce rządowej, czy powstanie jakaś wypadkowa różnych tendencyj partyjno-osobistych — przyszłość pokaże.

Jedno jest pewne, że w rządzie tym nie zasiadają przedstawiciele Stronnictwa Narodowego, i że podstawa na której Rząd się opiera, została z tych i innych jeszcze powodów mocno skurczona.

Czy Stronnictwo Narodowe w tych warunkach będzie mogło wpływać na politykę rządu ?

—                        Zapewne, w sposób pośredni. Zasiadanie w Rządzie poprzednim w tej postaci, jak to miało miejsce dotąd, dawało nam minimalny wpływ na kierunek polityki polskiej. Zresztą — mówi patrząc na mnie zagadkowo Prezes Bielecki — żyjemy w tak zmiennych czasach, że najpewniej czują się ci, którzy nie zasiadają w rządzie. Jedyna rzecz, która im “grozi”, to wejście do rządu i to w charakterze nie dekoracyjnym.

A więc przeszli Panowie do opozycji ?

 

 

204

Myśl Polska

20 września 1941

—                        Nigdy się nie uważałem za opozycjonistę, chociaż nie zasiadaliśmy w okresie pomajowym w rządzie. Mieliśmy zawsze pewność, że pozytywnie pracujemy dla sprawy polskiej i że inni są w opozycji wobec niej. Stosunek nasz do rządu Gen. Sikorskiego w poprzednim już okresie był krytyczny. Nie pora dziś na ocenę dwuletnich prac Rządu. Każdy w swoim zakresie zda rachunek przed Krajem ze swoich czynów.

Czyż zatem idę Panowie na walkę z Rządem ?

—                        Nie. Walczymy nie z ludźmi, lecz z kierunkiem polityki i metodą rządzenia. Położenie międzynarodowe Polski jest dziś zbyt trudne, ażeby rozpraszać się w walce wewnętrznej. W stosunku naszym do Rządu mamy wolną rękę. Jeżeli Rząd będzie zużywał wszystkie swoje siły na prowadzenie walki z Niemcami i umocnienie roli i znaczenia Polski w świecie — będzie miał, chociaż w Rządzie nie zasiadamy, pełne poparcie naszego obozu. Jeżeli chciałby się zajmować rozgrywkami partyjno-personalnymi, Stronnictwo Narodowe z takim pojmowaniem polityki polskiej — czasu największej zawieruchy wojennej — będzie walczyć. O stanowisku naszym zatem decydować będzie zachowanie się Rządu.

Czy trwają rozmowy ze Stronnictwem Narodowym, jak to niektórzy utrzymują ?

—                        Nie. Z chwilą, kiedy przedstawione wyżej nasze warunki zostały odrzucone, rozmowy się przerwały, gdyż nie było już o czym mówić.

Jeszcze jedno, jak Pan Prezes ocenia swoiste zainteresowanie się Pańską osobą części prasy angielskiej ?

—                        Przede wszystkim nie ulega dla mnie wątpliwości, że informatorami pism angielskich nie byli Anglicy. Wolałbym żeby informowano prasę naszych sojuszników o sprawie polskiej, a nie o mojej skromnej osobie, a jeżeli się już o mnie pisze, to wymagać muszę, aby liczono się choć trochę z prawdą i nie pisano fantazyj swoiście dobranych. Informowanie w taki sposób o kimś, kto jest jednym z przywódców dużego ruchu politycznego, walczącego nieugięcie z Niemcami, a przed kilku miesiącami dotkniętego w Kraju nową ogromną falą masowych represyj i aresztowań — może tylko szkodzić sprawie polskiej a nie mnie.

Czy zechciałby Pan Prezes odpowiedzieć chociaż w ogólny sposób na notatki, jakie się w prasie ukazały ?

—                        Już wysiałem w tej sprawie sprostowania do pism które się mną zajęły. Podawano, że utrzymywałem kontakt, w czasie pobytu mego we Francji, z Rządem Vichy. Poza wyrabianiem visa de sortie, którą z dużymi trudnościami wreszcie uzyskałem, żadnych kontaktów z Rządem Vichy nie miałem. Natomiast poznałem dobrze układ sił politycznych i nastroje społeczeństwa francuskiego w okresie porozejmowym, co — sądzę — ma pewne znaczenie dla polityki polskiej.

—                        Inny “zarzut” polegał na tym, że byłem w Hiszpanii i rozmawiałem z Falangistami. Istotnie przejeżdżałem przez Hiszpanię, ale mój Boże, jakżeż mogłem inaczej z Francji dostać się do Anglii! Z falangistami nie rozmawiałem, natomiast zetknąłem się akurat z przeciwnikami obecnego reżimu. Podawano również, że organizowałem przed wojną w Polsce młodą gwardję narodową, — podobną rzekomo do rumuńskiej Żelaznej Gwardii. Kto choć trochę zna stosunki polskie, nasz Ruch i jego historię, ten zrozumie jak śmieszne jest zestawianie naszego Ruchu istniejącego od przeszło 50 lat z taką świeżą efemerydą, jak Żelazna Gwardia. Jak Pan widzi, bardzo się informatorzy napracowali, ażeby karmić prasę angielską kłamliwymi insynuacjami!

Nie byłbym dziennikarzem, Panie Prezesie, gdybym nie postawił Panu jeszcze jednego pytania : co Pan sądzi o wojnie i dalszym przebiegu wypadków ?

—                        Pytanie Pańskie wymagałoby tak obszernej odpowiedzi, że muszę ją odłożyć do innej, sposobniejszej chwili. Nieraz będzie jeszcze okazja do zabrania głosu na ten temat. Obecnie ograniczę się tylko do stwierdzenia, że pomimo ciągle trwających trudności i przeciwieństw, które się dziś bynajmniej nie zmniejszyły ,wierzymy niezachwianie w pełne zwycięstwo nasze i naszych sojuszników z Wielką Brytanią na czele. Trudności są po to, żeby je przezwyciężać. Wspaniała w swym bohaterstwie postawa Kraju, który ani na chwilę nie zrezygnował z walki, daje nam najpewniejszą gwarancję odbudowania 1 Państwa Polskiego. Nie będzie — zakończył mocno prezes Bielecki — Wielkiej Polski bez pogromu Niemiec, ani spokoju i ładu w Europie bez Wielkiej Polski.

(Przeprowadził rozmowę — R.D.)

Sprawa utrzymania

“Myśli Polskiej”


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location