Zamach na gen. Sikorskiego, cz.3
Jerzy Kleban
Czy Churchill mógł być mordercą? Nawet Hochhuth mówi, że „tak”, ale on mówi w określonym celu. Zaskakująco, mówi on jednak…..prawdę.
„Operacja Arkadia”, mapy „Nowego Porządku” wskazują na to, że nobliwy arystokrata i premier nie cofał się przed pospolitym fałszerstwem. Tylko T. Kisielewski et consortes
oddalają i kierują wszystkie „fakty dowodowe” w stronę Kremla. Czy Churchill cofnąłby się przed „mokrą robotą”?
W pewnym miejscu swej książki T. Kisielewski zauważa, że…Ale lepiej zacytujmy ten fragment, gdyż jest on kluczowy dla całej książki:
„ …Nigdy nie uważałem ,by rozkaz zabicia polskiego premiera wydał brytyjski premier… Foot popełnił częsty wśród historyków błąd, utożsamiając wywiad in corpore z jego kierownictwem, a działania renegatów z wykonywaniem rozkazów kierownictwa MI6 lub nawet rządu ….”.
Słowa ”nawet rządu” wyraźnie wskazują, że T. Kisielewski stawia decyzję rządu W. Brytanii na tak wysokim piedestale, że myśl o zleceniu mordu przez taki rząd, wydaje mu się wprost świętokradczą.
Uśmiechamy się niedowierzająco, z politowaniem…I słusznie.
Z innych żródeł jednak wiemy, że podległe mu MI6 miało „prawo zabijania” ( i to bez wahania robiło) i nie robili tego „renegaci” ale, wywodzący się z szeregów często karanych notorycznych zboczeńców seksualnych i kryminalnych przestępców, agenci na rozkaz „dyrekcji” tej szacownej organizacji.
Podczas pierwszej wojny światowej , Churchill, zajmował stanowisko I Lorda Admiralicji. Wojna na morzu toczyła się wtedy wyjątkowo niekorzystnie dla W. Brytanii dzięki mądremu wykorzystaniu U – botów przez Niemców. W miarę jej przeciągania się i szczelnej niemieckiej blokady morskiej, groził W. Brytanii krach ekonomiczny, który
…uniemożliwiłby zupełnie produkcję amunicji do dział i broni ręcznej piechoty. Coraz większe materiałowe niedobory musiała W. Brytania w jakiś sposób zrekompensować: jedynym możliwym dla niej żrodłem zakupów były St. Zjednoczone.
Nie była to jednak prosta rzecz: konstytucyjne poprawki zabraniały USA sprzedaży broni, materiału wojennego i surowców krajom, prowadzącym wojnę. Było to przestrzegane tak surowo, że pomimo masońskiej przekładni, tj. bliskich więzów lożowych rządowych decydentów na najwyższym szczeblu, nie udawało się tego przeskoczyć legalnie. Co w
tej sytuacji zrobiono?
I Lord Admiralicji działał trzytorowo: rozwijał nowe środki obrony floty ( wtedy powstała słynna „ Sigint” czyli „ SIGnals INTelligence ”, będąca poprzedniczką znanej z II w. ś, „GCHQ”, namierzająca akwen działania U – boota po określeniu kierunku namierzonych fal radiowych, nadawanych z potężnej niemieckiej anteny na wyspie Arkona), usilnie
zabiegał wszystkimi dostępnymi środkami do wciągnięcia Ameryki do wojny i, nawiązując kontakty z multi – milionerem J.P. Morganem, użył do zdobycia kontra-bandy… żydowskiego “sprzęgła”…
Innym, może nawet ważniejszym działaniem Churchilla, było zorganizowanie supertajnej komórki wywiadu, zakamuflowanej jako „Pokój 40” ( „Room 40”; wcześniejszy kryptonim- „NID25” ; vide: Patrick Beesly, „ROOM 40: BRITISH NAVAL INTELLIGENCE, 1914-1918” – słowo wstępne napisał znany historyk, Arthur Ward ) i zajmującej się deszyfro-waniem namierzonych komunikatów wysyłanych do kapitanów U -bootów z Arkony. „Room 40” umożliwiał prowadzenie supertajnej działalności, o której nie mieli pojęcia ani ani rząd, ani dowództwo, ani kapitanowie statków handlowych i pasażerskich: komunikaty w
formie ostrzeżeń przed u -bootami, przechodziły najpierw obowiązkowo przez ręce pra – cowników „Pokoju 40”. W ten sposób sprawowano dokładna kontrolę nad tym, który ze statków ma zostać ostrzeżony przed spodziewanym atakiem u – boota, a który nie.
Zasady prowadzenia wojny na morzu w tamtych czasach ( tkwiły w nich jeszcze wskazówki Ojców Kościoła) wymagałyby osoby cywilne, nie biorące udziału w wojnie, były oszczędzane: kapitan u – boota przed atakiem torpedowym, przeprowadzeniu inspekcji statku i stwierdzeniu przewożonej kontrabandy, musiał zezwolić załodze na jego opuszczenie.
Statków pasażerskich w ogóle nie wolno było atakować.
Churchill wykorzystał ten fakt bez wahania: ładował na statki pasażerskie broń i ją przewoził, chroniąc się za plecami nieświadomych niebezpieczeństwa , pasażerów. Dla cynicznego Churchilla byli oni tylko …„żywą tarczą”. Ale czy tylko o to mu chodziło?
Gdy Niemcy, powodowani zrozumiałą bezsilnością i rosnącą wściekłością
(statki ładowano kontrabandą w Nowym Jorku ledwo się maskując) protestowali, oddalano ich protesty, przedstawiając sprawę Brytyjczyków przed władzami amerykańskimi w jak najkorzystniejszym świetle.
W końcu Churchill, by skłonić Amerykanów do przystąpienia do wojny, chwycił się zwykłego mordu, nie zawiadamiając kapitana „Lusitanii” o spodziewanym ataku i akwenie działania u – boota. W maju 1915 r., mając na pokładzie prawie 1200 pasażerów,
„Lusitania” została storpedowana – ocalało 764 ludzi pomimo lądu, leżącego w zasięgu wzroku. Ponieważ w ataku zginęło także 118 Amerykanów, prez. Wilson uznał to za wystarczające do uchylenia embrago na broń i póżniej parł konsekwentnie do wciągnięcia USA do wojny.
Pomimo, że Churchill starał się jak mógł obarczyć ta zbrodnią tylko Niemców i, jak to zazwyczaj bywa w takich przypadkach …kapitana statku, Turnera, póżniejsze dochodzenie, prowadzone przez rodziny pomordowanych, niezależnych inspektorów, nurków i historyków wykazało, że eksplodowała tylko jedna torpeda ( raport Admiralicji mówił o
„dwóch wybuchach”), która trafiła w ładownię z materiałami wybuchowymi, że kapitan „Lusitanii” nie otrzymał żadnego ostrzeżenia, że Admiralicja udzieliła kapitanowi mętnych instrukcji a flotylla okrętów wojennych z portu Cork na Irlandii, mogąca bez problemów
uratować prawie wszystkich pasażerów, została zawrócona z powrotem (załogi okrętów widziały już ludzi walczących o życie) do portu na podstawie rozkazu… Churchilla.
Odkryto także, ze na godzinę przed niemieckim atakiem torpedowym U-20, król W.Brytanii, Georg V (oczywiście sam mason), przyjmujący na audiencji innego wysokiego masona, wysłannika prez. Wilsona, płk. Mandell – House, patrząc w okno, zadał mu „dziwne” pytanie : „ Co uczyni Ameryka jeśli Niemcy storpedują „Lusitanię?” ( „What America
will do, if the Germans will torpedo “Lusitania”? )
Tę proroczą wypowiedź króla W. Brytanii powiązano później z dziwnym faktem natychmiastowego ujawnienia istnienia „Pokoju 40” (ale utajnieniem… protokołu przesłuchań kpt. Turnera przez…jego agentów – po dziś dzień raporty są utajnione lub…je zniszczono) oraz z niesłychanie cynicznym listem Churchilla, napisanym na tydzień przed
niemieckim atakiem, do dyrektora „The Board of Trade” ( „Izba Handlu”)
Waltera Runciman,a (wolne tłumaczenie) :
„(…)…najlepiej wykorzystać neutralna żeglugę dla naszych celów, szczególnie dobre byłoby wciągniecie Stanów Zjednoczonych do wojny z Niemcami”...(…)” (…”most important to attract neutral shipping to our shores, in the hopes especially of embroiling the United States
with Germany.”…).
W drukowanych po wojnie wspomnieniach, Churchill, jest dalej brutalnie szczery:·
“(…)…Jest wiele rodzaju manewrów podczas wojny: niektóre z nich mają miejsce na bitewnych polach…Manewry, wciągające (nowego) sojusznika do wojny, są tak samo użyteczne, jak zwycięstwo w wielkiej bitwie…”
( „…There are many kinds of maneuvres in war, some only of which take place on the battlefield. . . . The maneuvre which brings an ally into the field is as serviceable as that which wins a great battle…”).
Dziś powiedzielibyśmy, że był to psychopata dużego kalibru. Ale na pogrzebie ofiar, Churchill…płakał…
Jeśli mógł Churchill celowo dopuścić do utonięcia 436 osób (zginęli przede wszystkim najsłabsi – kobiety i dzieci), to, przymykając oczy mógł także zasugerować „komu trzeba” by uśmiercono polskiego generała.
Co stałoby na przeszkodzie?
Literatury o kulisach zatonięcia „Lusitanii” jest dużo, ale link, jaki załączam poniżej o dziwo łączy się także z…mordem na gen. Sikorskim – pojawia się w nim nie tylko nazwisko Churchilla, ale i Rothschilda:
http://thetruthnews.info/Lusitania_Tragedy.html
Jak w świetle, tyczących się Churchilla udowodnionych faktów, wyglądają słowa T. Kisielewskiego, że:
„ (…) Winston Churchill łatwo się wzruszał. Uważał też gen.
Sikorskiego za swojego przyjaciela. W dniach po katastrofie
gibraltarskiej kilkakrotnie płakał, w tym publicznie podczas ceremonii
pogrzebowej…” ( „Zamach”, str.228).
No jak one brzmią? Czy zachowanie Churchilla nie było dziwnie znajome? Czy nie mówi się o „krokodylich łzach”? Churchill się „łatwo wzruszał”… Gen. Anders wspominał, ze przebywając w Moskwie umówił się raz z Churchillem na obiad – Churchill najpierw pojechał do Zubałowa (do daczy Stalina pod Moskwą) na spotkanie ze Stalinem.
Spóźnił się aż o 6 godzin na umówione spotkanie z Andersem, ale cały później śmiał się, podrygiwał, machał nogami na sofie z zadowolenia i mówił, że „spotkanie poszło tak dobrze.”.. Churchill był najwyraźniej czymś poruszony, wzruszony, chociaż napisze w swoich pamiętnikach,
że …„ spotkanie było przykre a domek Stalina przygnębiający”…
Należy zawsze pamiętać słowa Churchilla na wieść o walce Polski o Śląsk, Wielkopolskę z Niemcami czy z Sowietami o terytoria byłego Księstwa Litewskiego : „Kiedy wojna Gigantów się skończyła, zaczyna się wojna Pigmejów” (“ When the war of the giants is over the wars of the pygmies will begin.”)…. I chociaż wypowiedział je zaraz po I w.
św. to jego słowa wyrażają najlepiej jego całe późniejsze działanie
odnośnie Polski w czasie II w. św.
„Łowca szpiegów”. Le Carre, John Banville (vide: „Niedotykalny” –
rzecz o podwójnym agencie Blunt,cie) i inni „byli”, piszący zbeletryzowane powieści o agentach, piszą je w celowo zagmatwany sposób, mieszając prawdziwe fakty z przeszłości z faktami całkowicie przez siebie zmyślonymi. W ten sposób nikt nie może im zarzucić, ze
ujawniają prace wywiadu i tajemnice, o jakich zobowiązali się milczeć.
Jak panicznie się boją opisać prawdę może np. świadczyć casus, Banville,a, pisarza niezależnego materialnie, cenionego, wygrzewającego się w słońcu Karaibów i mającego dobrze ugruntowana pozycję na rynku : jeszcze po 30 latach boi się on przedstawić całą
prawdę o, w końcu niewielkim szpiegu sowieckim, Anthony Blunt.
Czytając opis losów „Piątki z Cambridge” w jego wersji i, znając kompromitujące wywiad brytyjski fakty ujawnione 10 lat wcześniej przez Wrighta, natychmiast zauważamy autocenzurę Banville,a, ukrywającego pewne niewygodne wątki. Ale gdy jego na pozór „niezrozumiale” stanowisko powiąże się z faktem, że szpieg obracał się wśród rządzącego establishmentu, (nawet na dworze królowej) wyślizgiwanie się Banville,a staje się bardziej zrozumiale – establishment ma bardzo „długie,( bo „demokratyczne” ) ręce” a poczytny pisarz chce dalej spokojnie popijać drinki na Bahamach…
Peter Wright (vide: „Spycatcher” czyli „Łowca szpiegów”) należy do tego samego grona z tym, że jego opowieści są bardziej prawdziwe.
Oczywiście i on zagadkowo milczy o „wypadku lotniczym” w Gibraltarze (i o wielu innych sprawach), choć musiał mu być doskonale znany (podjął prace w wywiadzie, w 1949r ) – z pewnością rozmawiano na korytarzach Leconfield House o tym „wypadku” tym bardziej, że zaraz po wojnie pracowało w MI6 i MI5 dużo agentów polskiego pochodzenia lub za
„Polaków” się podających.
Prowadząc póżniej dochodzenie przeciw szefowi MI5, Hollis,owi, miał dostęp do najtajniejszych kartotek i mógł wtedy, zupełnie mimochodem, natrafić na jakieś interesujące dane.
Ale…”nie natrafił”. Tak przynajmniej pisze w swoich wspomnieniach.
Jest to zupełnie nieprawdopodobne: zwrócili na to szybką uwagę historycy angielscy i, o dziwo, – należy mu zaliczyć na “plus”. – T. T. Kisielewski.
Mówiąc typowo dla siebie tu i ówdzie ogródkami, cytuje jednak wypowiedź profesora Anthony Gleesa, który w polemice z innym historykiem, piszącym „ prawdziwą historię wywiadu brytyjskiego”, Christopherem Andrew ( mającego dostęp do „prawie wszystkich akt wywiadu” i twierdzącego, że „..W aktach kontrwywiadu nie ma niczego o
spisku na życie gen. Sikorskiego z prostego powodu: takiego spisku po
prostu nie było” ), ironicznie zauważył, że w „…tekście (książki Ch.
Andrew -JK) są zadziwiające luki… Ta odpicowana i wyfiokowana (choć ogromna praca nie zostanie uznana za ostatnie słowo, szczególnie dlatego, że prawdziwa historia MI5 mówi tyleż o tym czego nigdy nie było w jej teczkach, ile o tym, co jest w tych, które pozostały.(…)”.
I chociaż akurat tę zamieszczona przez T. Kisielewskiego cytatę, popierającą krytyczną linię prof. A. Glees,a należy zaliczyć mu in plus, to, zaraz póżniej jego inny wniosek wygląda zupełnie dziwacznie:
„(…) Od dawna uważam, chociaż nie mam ku temu żadnych dowodów a jedynie pewna znajomość działania służb specjalnych …i nieco zdrowego rozsądku, iz MI5 musiało przeprowadzić uczciwe śledztwo w sprawie katastrofy gibraltarskiej, gdyż do tego jest ze swej natury powołany kontrwywiad. Nie wykluczałbym zresztą, ze przy Downing Street
nr.10 w osobistym archiwum brytyjskich premierów znajduje się coś na podobieństwo kremlowskiej teczki specjalnej, nr…. Być może raport MI5 jest przechowywany właśnie tam, a nie zaś w archiwum kontrwywiadu… Tak czy inaczej najważniejsze dokumenty bardzo rzadko się niszczy, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy i do czego (oraz przeciw komu) mogą się jeszcze przydać….(…)”.
Przecieramy oczy ze zdumienia, że można wyciągać takie wnioski: czyni to człowiek, cytujący nam na wstępie… Wiktora Suworowa, który jest „…przypadkiem (pisarstwa) niezwykle krzepiącym, wręcz modelowym…”.
To ładnie sformułowane, ale właśnie Suworow wyraźnie wskazał, że nie można w żaden sposób opierać się na archiwach czy w nich szperać i, że on sam jako „były” wyciągał logiczne wnioski z doskonałym wynikiem, opierając się wyłącznie na oficjalnie wydanych książkach, gazetowych artykułach, materiałach partii. Dlaczego?
Dlatego, gdyż kilku najwyższych członków „…biura politycznego (i oczywiście sam generalissimus – przyp. JK ), biorących udział w tajnych naradach na daczy w Zubałowie, nigdy nie prowadziło z narad żadnych notatek. Wszystko załatwiano ustnie.”
Co więc mogło być…”zarchiwizowane”? Czy tak pracują consiglieri przy capo di tutti capi ? Czy Churchill był kiedykolwiek skłonny “archiwizować” najważniejsze ustne, masońskie sugestie? Czy był skłonny “archiwizować” je dany wyższy oficer wywiadu MI6, który dał
bezpośredni sygnał ekipie morderców?
Tylko… po co …miałby to robić? Czy tylko po to, by się w przyszłości po ewentualnym
ujawnieniu „zlecenia na mokra robotę” i po zrobieniu sobie operacji plastycznej, kryć w jakim zapadłym kącie świata?
Przecież politycznym psychopatom chodzi głównie o to, by zostawić po sobie jak najlepszy
wizerunek dla potomnych. Czy istnieje jakieś „archiwum Retingera”, Iluminaty do specjalnych poruczeń ? Wprost niebywale, jakie można wypisywać bzdury.
Peter Wright, człowiek niesłychanie ostrożny i całkowicie zależny od mizernej pensji i świadczeń emerytalnych (czytając jego książkę stale się dziwimy, że nie wszyscy pracownicy kontrwywiadu …zostali podwójnymi agentami w MI5) pisał ogródkami: w sposób bardzo
zawoalowany.
Ale dokładnie analizując jego książkę i porównując ja z innym żródłami musimy dojść do wniosku, że jest to, mimo wszystko, pisarstwo bardzo konkretne: nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Peter Wright przekazuje pomiędzy wierszami bardzo ważna treść i jakby
wskazuje palcem na faktycznego inspiratora mordu: para Anglii, Victora Rothschilda.
Iluminata Victor Rothschild. Popularna „Wikipedia” podaje takie oto
dane o tym żydowskim baronie Anglii :
(http://en.wikipedia.org/wiki/Victor_Rothschild,_3rd_Baron_Rothschild
Otóż to właśnie: Victor Rothschild zostaje wskazany w popularnych acz ważnych informacjach „Wikipedii” jako „potencjalny szpieg sowiecki”.Przyznam się, że ich nie czytając, jak też nie czytając książki australijskiego pisarza, Rolanda Perry, doszedłem wcześniej do identycznych wniosków.
Ale są one ocena i potwierdzeniem najbardziej realnej hipotezy celowego mordu Brytyjczyków na gen. Sikorskim.
Zwróćmy baczniejszą uwagę na to, ze : „ Rothschild (który) został zrekrutowany do MI5 podczas II w – św. jako specjalista od rozbrajania bomb, dezinformacji i szpiegostwa ….został odznaczony Medalem “Georga”. ( „…Rothschild was recruited to work for MI5 during World War II in roles including bomb disposal, disinformation and espionage,
winning the George Medal.”…). Każdy żołnierz a tym bardziej saper wie, że w skład kursów saperskich oprócz „rozbrajania”, wchodzi także minowanie obiektów i sporządzanie odpowiednich ładunków wybuchowych do ich zniszczenia.
T. Kisielewski zamieszcza w książce bardzo ważna relacje st. sierżanta, Leopolda Kurnika (opowieści Anglików można spokojnie pominąć), przekazaną autorowi przez Krystynę Machałę – L. Kurnik był jej wujkiem. Rzecz jasna swoim obyczajem wyciąga całkowicie błędny, hipotetyczny wniosek, ze „…tak wyraźna akcja (tj. ostrzeżenie Generała -J K) propolska byłaby jawnym sabotażem politycznym wobec sowieckiego inspiratora zamachu….” .
Oto relacja L. Kurnika :
„(…) W chwili, kiedy zakończyła się wizyta i gen. Wł. Sikorski miał już odlatywać stamtąd (czyli 4 lipca 1943 r.- uwaga T. Kisielewskiego) wszyscy zebrali się na pasie startowym. I w ostatniej chwili – tylko nie wiem jaki, czy był to brytyjski, chociaż wujek dość dużo mowił o
Brytyjczykach – doniósł, żeby nie wsiadać do tego samolotu. Wszyscy byli ostrzeżeni w ostatniej chwili…nastąpiła konsternacja…zdania podzieliły się… Generał powiedział, że nie wyda rozkazu …ale on wsiada i leci….. Oni wszyscy się zastanawiali, dlaczego została
dokonana zamiana pilotów, i dlatego ten wywiad ich ostrzegł. Mimo to generał wsiadł. Odlecieli tylko nad cieśninę. To była noc, błysk było widać bardzo dobrze. Widać było tylko błysk i coś ciemnego lecącego w stronę morza. Jakieś kawałki, bo to była noc, chociaż była taka, że było widać, że coś leci, a błysk było bardzo dobrze widać…(,,,)”.
Podkreśliłem rzeczy najistotniejsze: jakiś wywiad ostrzegł polską delegację by ta nie wsiadała do tego samolotu i, że później, choć była noc, to „błysk było bardzo dobrze widać”…
T. Kisielewski podpiera się też w swojej książce bardzo uczonym, fachowym opracowaniem: „ekspertyzą prof. Jerzego Maryniaka” (bardzo dużo w niej o „symulacjach blokady steru w położeniu neutrum, kacie toru” itd, itp.) ale…. będącą w swym końcowym wniosku, w jaskrawej sprzeczności z obserwacjami naocznego świadka- st. sierżanta Leopolda Kurnika. : L. Kurnik widział bardzo dobrze błysk, po którym „…coś ciemnego poleciało do morza….Jakieś kawałki”.
Wniosek prof. J. Maryniaka jest taki:
„ (…) Z przedstawionej analizy wynika, że samolot był sprawny przez cały okres lotu. Sterowany świadomie przez pilota do momentu wodowania.(…).”
Zupełnie jakbyśmy czytali „fachowe analizy” jakiegoś prof. Bieniendy…Czy naprawdę nie jest możliwy inny scenariusz zwalenia się samolotu w wodę?
Rzecz ciekawa: ten sam prof. Maryniak w swym raporcie ( „cz. C – „Przypadek lotu z różnymi awariami przy początkowym kacie wznoszenia γ =100 „ ) podaje, że :
„ na pracujących silnikach przy wychyleniu steru wysokości i jego blokadzie na kacie δH=100 –samolot zaczyna pikować do wody po bardzo stromym torze z dużą prędkością opadania Vw i na dużym kacie pochylenia Θ ”.
To samo zaszłoby przy pracujących silnikach (reszta j. w.-JK) przy δH=50 z ta różnica, że zmiany byłyby „nieco łagodniejsze”.
Czy to wyklucza podłożenie ładunków, ich odpalenie przy świadomym pilotowaniu? Czy to wyklucza hipotezę o „zamianie pilota” ? Wcale nie!
Jest ona najprawdopodobniej słuszna (vide pogrzeb „Świra” z wielką pompą przez władze Izraela); człowiek o takiej karcie bojowej w RAFie jak fanatyczny syjonista „ Screwball” (przydomek oddaje dokładnie jego postawę), mógł po odpaleniu niewielkiego ładunku, blokującego stery, wyskoczyć w ostatnim momencie.
Byłaby to akcja, do jakiej „Świr” Beurling był wprost urodzony.
Człowiekiem, który miał odpowiednie kwalifikacje i mógł nakazać umieszczenie odpowiedniego ładunku z tej racji, że pracował w MI6 i praktycznie nadzorował jej działalność , był Victor Rothschild – wybitny specjalista od „rozbrajania bomb”.
Więcej o sylwetce „Viktora”, powie nam następny rozdział o „łowcy szpiegów”, Peterze Wright,cie.
Będzie on związany z tym człowiekiem przez cały czas swej pracy zawodowej w kontrwywiadzie MI5. Kończąc ten króciutki zarys chciałbym jeszcze dodać dwie ważne, acz
niedyskutowany publicznie sprawy: szczegół o metodzie werbunku szpiegów, stosowanego przez „Viktora” i późniejsze oskarżenie dostojnego lorda o…. współpracę agenturalna z Sowietami.
Otóż w jednym ze swoich „pewnych” mieszkań jakich miał w Londynie kilka, zorganizował w jednym z nich przy Bentinc Street …”dom
schadzek” dla homoseksualistów z tzw. „Apostołów z Oxbridge ” ( „Oxbridge Apostles”) – lewicowej organizacji „dobrze urodzonych homoseksualistów” z dwóch znanych uniwer- sytetów: Oxford i Cambridge.
Obok mieszkał zaś sam ze swą żona Tess ( de domo Mayer-oczywiście …też…). Ciekawostką była aparatura podsłuchowa w mieszkaniu nobliwego lorda (wtedy pracownika …MI6), przy pomocy, której systematycznie podsłuchiwał pederastów, aby zebrać jak najwięcej materiałów ich obciążających (homoseksualizm był wtedy karany w Wielkiej Brytanii) i móc ich szantażować w przyszłości -głównie werbował ich do swojej siatki. Tess była także w
tym czasie …pracownikiem MI6.
Drugą sprawą było „ pomówienie ” „lorda” Rothschilda o agenturalną współpracę – były nawet w tej sprawie interpelacje w Izbie Gmin.
Musiano dużo szeptać po MI5 i MI6 skoro „lord ” poczuł się zmuszony w 1986 r. do wysłania, do „Daily Telegraph”, listu protestacyjnego „ przeciw pomówieniom”.
W czwartek 4 grudnia 1986 r, broniąc „lorda”zabrała w brytyjskim parlamencie (były w jego sprawie poselskie interpelacje) głos „ żelazna dama” i jego ulubienica, Margaret Thatcher , stwierdzając, że „ …choć łamie obowiązujące zwyczaje w sprawach bezpieczeństwa, to chętnie robi odstępstwo od tej zasady w sprawie listu lorda Rothschilda o zarzutach, bowiem o jego szpiegostwie brak dowodów”.
W parlamencie wybuchła wrzawa.
Jasne więc , że „nie ma dowodów” w archiwach MI5, bo ta instytucja zajmowała się kontrwywiadem, w którym działali ludzie, stojący blisko para Anglii.
Łowca szpiegów. Peter Wright tuż przed udaniem się na emeryturę udaje się do Leconfiled House, by posprzątać po sobie gabinet:
„(…) Pokazałem moją przepustkę policjantowi ,stojącemu dyskretnie w wejściu a później wziąłem jedną ze specjalnie zaprogramowanych wind dla wyższych rangą urzędników, która zawiozła mnie na piąte piętro, na którym mieściło się najświętsze „sanktuarium”.(…)”.
Widać wejście do budynku było dla osób postronnych, utrudnione. Ale to oczywiste dla każdego: petent musiał najpierw przejść przez kontrolę. Nawet powieściowy, główny bohater Le Carre, go, Smiley, prowadząc bardzo ważną operację, dostawał się do budynku jak złodziej (chociaż tylko do archiwum) za wiedzą i zgodą Najwyższego Dyrektoriatu, gdy „siedzący w recepcji pracownik odwracał głowę”.
P.Wright, prowadzący dochodzenie w sprawie „ piątego z „Kręgu Cambridge”, został pewnego razu wezwany przez głównego szefa, Hollisa, do jego gabinetu:
„(….) Kilka dni później po przyznaniu się Blunt,a (do szpiegowania na rzecz Sowietów – JK) zadzwoniła do mnie wcześnie popołudniu sekretarka Hollisa i nakazała mi, bym natychmiast przyszedł do gabinetu GD (Głównego Dyrektora – JK). Hollis i FJ ( Furnival Johns –
jeden z członków dyrektoriatu – JK ) siedzieli z uroczystymi minami- każdy po swej stronie biurka. Victor Rothschild stał przy oknie i patrzył w dal na Zielony Park”. („Green Park”).
– „ Witaj Victor(ze) – powiedziałem, trochę zdumiony, że mi nic nie mówił, że był w budynku....(…).”
Osobliwe, że Victor Rothschild, który był „byłym” pracownikiem MI6 (a nie w MI5-kontrwywiadzie) w czasie wojny, gdy schwytano jednego z ważniejszych szpiegów sowieckich, Anthony Blunta (także bliskiego przyjaciela i jego, i jego żony,Tess ), przebywał w samym „sanktuarium” kontrwywiadu, ale o tym jego obecności Wright nic nie
wiedział.
Jest to tym dziwaczniejsze, że Wright, prowadzący bardzo ważne dochodzenie, pracował tego dnia od rana ,a jego „przyjaciel”, Victor Rothschild, który mu nic nie powiedział, że przybędzie do biura w sprawie aresztowania Blunt,a i przesłuchania swojej żony, Tess, od razu udał się na najwyższe piętro do Dyrektoriatu i później siedział w gabinecie Hollis,a na tym samym korytarzu.
Widocznie Rothschild uznał, że najpierw musi porozmawiać w „cztery oczy” z samym szefem kontrwywiadu, Hollis, em i jego późniejszym zastępcą, FJ, ustalić linię przyszłego śledztwa a dopiero później przywołać Wrighta i osobiście powiadomić go o sprawie swojej wizyty.
Ale zachowanie się „Viktora” nie jest wcale takie dziwne, jeśli się zważy fakt, ze ten tęgi specjalista od „rozbrajania min” i skromny pracownik MI6, V. Rothschild , zanim został „przyjacielem” „łowcy szpiegów”, Wrighta, był także …”przyjacielem” samego Winstona Churchilla, którego często zapraszał do swej posiadłości na testy dobrych win, posyłał mu podarunki dobrych cygar, egzotycznych delikatesów…
Ten premier -„przyjaciel” był z cala pewnością o wiele ważniejszy niż Wright.
Zaraz po wojnie Rothschild się „wycofał” z MI6 (wywiad „operacyjny”, mający „rights to kill” ) i pracował w…laboratoriach Shella (które sam zorganizował). Ale dalej cały czas utrzymywał bliskie kontakty z kolejnymi szefami kontrwywiadu,MI5, tropiącymi sowieckich szpiegów : Dick,iem White,em, Hollis,em, amerykańskim „łowcą szpiegów” i zagorzałym „przyjacielem Izraela”, słynnym Angleton,em z CIA oraz…kolejnymi premierami W. Brytanii – wszyscy byli wysokimi masonami.
W świecie szpiegów taka wysoka pozycja jest nazywana „kontroler”: jest to szpieg, któremu składa się raporty – często w formie bardzo poufnych wiadomości.
Sam Wright, obiecujący „tropiciel” w 1958 r. na początku kariery w MI5, miał duże trudności ze sprawami technicznymi sprzętu. Wtedy Hollis wezwał go do siebie i „zaprezentował go jednemu człowiekowi, który zrobił dla modernizacji MI5 więcej, niż inni”. Był to Victor
Rothschild, „już dawno nie pracujący w wywiadzie ale … mający w dalszym ciągu bliskich przyjaciół w MI5 i, przede wszystkim Dicka White,a” – głównego szefa MI5.
Człowiek ten pracował on, jako inżynier -naukowiec…w „Shell Oil Corporation”, „kontrolującego ponad trzydzieści laboratoriów na całym świecie”.
Dick White opowiedział Rothschildowi o technicznych problemach Wrighta a ten:
„(…) wyraził zainteresowanie w spotkaniu ze mną i zaprosił mnie na obiad do swego eleganckiego, londyńskiego mieszkania przy St. James Place.
Nie sądzę, że kiedykolwiek spotkałem takiego człowieka, jak Victor
Rothschild, który by mi bardziej zaimponował…błyskotliwy naukowiec, członek Królewskiej Akademii, ekspert w botanice i zoologii zafascynowany genetyka i DNA…ale był on znacznie więcej niż naukowcem. Jego kontakty wśród polityków,z pracownikami wywiadu,
świecie bankowym, obronie cywilnej i kontakty zagraniczne były legendarne. Nie działo się prawie nic w życiu brytyjskiego establishmentu, co uszłoby jego uwadze i co prędzej czy póżniej nie trafiłoby pod jego lupę.
Rothschild był zafascynowany moimi planami modernizacji MI5 i sam wysunął wiele propozycji. Szybko zauważyłem, ze miał on ogromny apetyt na wszystkie plotki i intrygi, zachodzące w naszym świecie wywiadu i szybko zaczęliśmy się zajmować różnymi okropnymi historiami opowiadanymi mu przez jego kolegów. Rozmawialiśmy do póżnej nocy ….ale miałem uczucie, ze osiągniemy wielkie rzeczy z jego pomocą...(…)”
Później Wright skorzystał z pomocy swego „przyjaciela”, Viktora, i otrzymał do swej dyspozycji część laboratoriów Shella. Rothschild zadbał także o to by Peter Wright otrzymał „wszelka możliwą pomoc” i przysłał swojego człowieka, Williama Cooka. Z jego pomocą skonstruował słynny „RAFTER”- „cenny oręż do penetrowania rosyjskiej
radiokomunikacji”.
„Laboratoria” Shella, pisze dalej „łowca szpiegów” zajmowały się także..” mikropunktami”, „miękkim rentgenowaniem przesyłek” a także ich użyciem do „łamania kodów skomplikowanych zamków cyfrowych”.
Czyli wszystkimi szpiegowskimi technikami, jakie zadziwiająco szybko posiadł za parę lat wywiad sowiecki i…izraelski : „najlepszy wywiad na świecie” ; o zasięgu tego izraelskiego wywiadu, współpracującego zarówno z CIA jak MI6 i GRU/KGB, przypominam, bazując na ujawnionych dokumentach, napisał głośną książkę, „Venona”, Nigel West.
Nie było w tym absolutnie nic dziwnego bowiem w śledztwie nad Kim,em Philby i
Blunt,em wyszło na jaw, że syjonista, Viktor Rothschild, poważanym od samego początku przez żydów na całym świecie jako „faktyczny twórca Izraela”, był także na doskonałej stopie z Chaimem Weizmanem,
(http://sv.wikipedia.org/wiki/Chaim_Weizmann) zaciekłym syjonista: w czasie II w. św. szefem „Światowej Ligi Syjonistycznej” i póżniejszego prezydenta Izraela.
Tej samej „Ligi”, zakamuflowanej jako „Młody Izrael”, do której napisał czołobitny list, brat T. Roosevelt.
Peter Wright tropił szpiegów wytrwale i skutecznie, ale jednocześnie…”nieformalnie” spotykał się z „Victorem” w jego prywatnym mieszkaniu przy St. James, s Place, w którym „rozmawiano swobodnie” i omawiano niektóre sprawy personalne. Po co się
„nieformalnie” spotykali? Najpewniej po to by się nawzajem sondować.
Chociaż tego w książce Wright,a nie ma jestem przekonany, że Wright, jako jeden z nielicznych nie – masonów wśród wyższych urzędników MI5 nie lubił Rothschilda i jego kumpli a kontakty utrzymywał jedynie po to, by potem mieć szansę zdemaskowania sprytnego szpiega ; gdyby informacje jakimi „pompował” „Victora”, znane wyłącznie Wrightowi, wyszły kiedyś na światło dzienne przy przesłuchaniach jakiegoś schwytanego sowieckiego szpiega, to byłby to niezbity dowód jego kontaktów z Rothschildem.
Z drugiej strony „łowca” miał poznać psychikę swego przeciwnika, zasób jego wiedzy oraz kontakty w MI5 i MI6.
Jak za komunistycznych czasów, czytając dokładnie „miedzy wierszami” książkę Wrighta daje się zauważyć, że „błyskotliwy naukowiec”, Rothschild, potraktował go po prostu jako…”pożytecznego idiotę” – doskonałe, bez żadnych kontaktów z establishmentem, narzędzie do osiągnięcia swoich celów.
Nie musiał mieć przy tym absolutnie żadnych skrupułów ( o ile w ogóle jakoweś posiadał ) : Peter Wright bowiem był „spoza masońskiego kręgu”. Oto ciekawy, bardzo wymowny, cytat:
„(…) Evelyn McBarnet była najwyższej klasy fachowcem…przepędziła całe swoje życie w gabinetowym odosobnieniu i nie miała pojęcia o życiu poza nim.
-„ Jesteś masonem?” –spytała prawie natychmiast po moim wejściu do jej gabinetu.
„Nie” – odpowiedziałem – i wcale ich nie lubię.
-”Wcale na takiego nie wyglądasz, ale jeśli chcesz zrobić karierę na tym miejscu, to chyba byłoby najlepiej dla Ciebie, gdybyś do nich
wstąpił – powiedziała gorzko.(…)”
No proszę: Evelyn McBarnet, wysoko ceniony przez Wrighta wieloletni pracownik wywiadu, miała wyrobione pojecie o tym, kto faktycznie rządzi w MI5 i MI6 i „jak robić karierę”. Rządzili masoni, a Peter Wright nim nie był i „ich nie lubił”. Dlatego Wright nie zrobił żadnej kariery a na jego działalność chwytania szpiegów, – gdy w jego otoczeniu, w MI5 i MI6, działali podwójni agenci i masoni – …patrzono niechętnie.
Gdy Rothschild wykorzystał już Petera Wrighta a ten w końcu został zagrożony wyrzuceniem z MI5 i utratą wszelkich świadczeń emerytalnych, Żyd -„przyjaciel”… „starał się mu pomóc”. Jak to wyglądało?
Wright pisze tak:
„(…) Właśnie wtedy zacząłem dyskutować z Victorem swoje odejście na emeryturę. 1972 r. swoich przyrzeczeń jakie dostałem przy podjęciu pracy w 1955 r. Aby zacząć w MI5 byłem zmuszony do wyrzeczenia się 15 lat pracy w Admiralicji. Tym razem Cumming mówił o finansowym ekwiwalencie bez prawnych zobowiązań i sposobu rozwiązania tego problemu przez służbę bezpieczeństwa .
Ale w tym nowym, pełnym szarych odcieni świecie MI5, dżentelmeńska umowa, jaką zawarłem przed laty, była czymś co należało do przeszłości. W świetle obowiązujących przepisów nie miałem prawa do emerytury, pomimo że każdy naukowiec, który rozpoczął pracę w MI5 po mnie, miał prawo doliczać do wysługi lat wcześniejsze lata pracy w
innych instytucjach…. To był ciężki cios i spowodował duże rozgoryczenie podczas moich ostatnich lat pracy…. Było normalne, że zacząłem myśleć o pracy konsultanta w branży bezpieczeństwa…
Najpierw przedyskutowałem z Victorem, że mógłbym rozpocząć przy „N.M. Rothschild”, ale Hanley ( przyjaciel Dicka White,a i…Rothschilda -JK ) nie sądził, że to jest dobre rozwiązanie. Wtedy Victor, powiedział mi o pewnym przedsiębiorcy, szukającym kogoś, kto mógłby podjąć się pracy w ochronie i zaproponował mi, abym się z nim spotkał.
Od początku nie polubiłem tego człowieka: jego garnitur był za ciemny, jego cera zużyta a jego powieki za ciężkie. Pomiędzy drinkami mówił trochę niejasno o potrzebie „doradztwa i kierownictwa przez kogoś, kto zna się na rzeczy”, ale nie wyjaśnił bliżej, co miał na myśli i ile byłby za to zapłacić. W końcu zaproponowałem mu lunch z jego kolegami w jednej z hotelowych restauracji, by móc dokładniej przedyskutować całą sprawę.
Jego koledzy okazali się być prawdziwie upadłym towarzystwem.
Byli to emerytowani pracownicy rożnych oddziałów wywiadu i służb specjalnych. Wszyscy byli znanymi osobistościami w branży, ale jednocześnie beznadziejnie starzy. Byli także inni, młodsi biznesmeni najwyrażniej lubiący obracac się wśród szpiegów – niezależnie od ich
wieku.(…)”
Tak, tak… Niewesołe, ale tak właśnie to wygląda: „Victor”, obracający się w szerokim świecie i mający mnóstwo kontaktów po całym świecie, zarządzający potężnym koncernem, „N.M. Rothschild”, (
http://en.wikipedia.org/wiki/N_M_Rothschild_%26_Sons )
„zaoferował” Peterowi White,owi pracę w swojej firmie, ale … dobry znajomy Rothschilda, przełożony Wrighta i pózniejszy szef MI5 Hanley,a „nie sądził, że to jest dobre rozwiązanie” , i polecił Wrighta …swemu „znajomemu”.
Ten zaś i jego kumple okazali się być starymi, „zużytymi” szpiegami. O co w tym wszystkim chodziło? O co chodziło „starym szpiegom”, znajomych „Victora”?
Wright wyjaśnia :
„(….) Tym razem przyszły chlebodawca od razu przystąpił do sprawy:
„Reprezentujemy grupę ludzi, których niepokoi przyszłość naszego kraju.” ….
Mówił słabym mesjanistycznym, drżącym tonem. Wyjaśnił, że grupa była zainteresowana w pracy, uniemożliwiającej „Partii Pracy” ( „Labour Party” ) powtórne dojście do władzy. -„To oznaczałoby koniec tego wszystkiego, co kochamy i do czego jesteśmy przyzwyczajeni”- powiedział a jego koledzy potakiwali. -” Czego ode mnie oczekujecie ?”
– spytałem.
– „Informacji” – odpowiedział. -„Potrzebujemy informacji i jestem przekonany, że Ty ją posiadasz”. -” A co konkretnie chcecie?” -spytałem.
– „Wszystko, co tyczy się Wilsona, się przyda.” (…)
Dla wytrawnego szpiega, jakim był Wright od razu stało się jasne, że była to najwyrażniej prowokacja: szło o sprokurowanie brytyjskiej afery…”Watergate”. Rothschild doskonale wiedział, że kontrwywiad zbiera materiał obciążający na Wilsona, podejrzewanego o sprzyjanie Sowietom, ale pomimo swoich „dojść” w MI5 nie mógł zebranych przez MI5
akt, dotrzeć – miał je pod opieką sam Peter Wright. Dlatego podsunął zrozpaczonemu finansową mizerią Wrightowi…”chlebodawce” . Co planował „błyskotliwy naukowiec”?
To nie trudne do odgadnięcia: najpierw miano wejść w posiadanie obciążających materiałów a pożniej, w sprzyjającej sytuacji, ujawnić je w odpowiedniej prasie. Rozpoczęłaby się nagonka na lewicującego Wilsona i przy okazji na…kontrwywiad, który w osobie jednego z
wysokich urzędników brał udział w antyrządowym spisku. Sprawa, jak to mówią, wtedy „się rypła” . Wright ciężko przerażony „ trzymał się jak najdalej od kraju”.
Najciekawsze, że gdy Wright powiadomił „Victora” o grupie „gniewnych obywateli”, ten, zorientowawszy się, że sprawa upadła nie dał jednak za wygraną i podsunął mu… następnego swego znajomego – sir Maurice Oldfielda.
Popularna „Wikipedia” podaje nam takie oto fakty o tym człowieku
:http://en.wikipedia.org/wiki/Maurice_Oldfield.
Dowiadujemy się, że w tym czasie, kiedy kumpel Rothschilda i podwójny agent, Kim
Philby przebywał podczas zamachu w Gibraltarze, inny jego znajomy,Oldfield, pracował w MI6 ( branża „operacyjna”) na Bliskim Wschodzie : w Egipcie, Palestynie i Syrii.
Domyślamy się, że ten wysoki funkcjonariusz MI6 był także „naturalizowanym” Żydem. Ale nie tylko. Oto garść szczegółów na temat tego wysokiego urzędnika MI6:
http://www.independent.co.uk/voices/so-whats-new-about-gay-spies-1253692.html
Z linku http://aangirfan.blogspot.com/2012/01/gay-zionist-spy-chief-maurice-oldfield.html
dowiadujemy się także, ze „duży wpływ na Oldfield,a miał Sir Lewis Bernstein Namier, urodzony jako Ludwik Niemirowski, sekretarz polityczny „Żydowskiej Agencji Palestyńskiej”” ( „…At university, a strong influence on Oldfield was Sir Lewis Bernstein Namier, born Ludwik Namierowski, political secretary of the Jewish Agency for
Palestine…” ), będącą…. jeszcze jednym odgałęzieniem „Młodego Izraela”.
Kim był Bernstein ? Jaki miał stosunek
do Polski?: http://pl.wikipedia.org/wiki/Lewis_Bernstein-Namierowski
W 1976 r. Peter Wright spotyka po raz pierwszy Oldfielda a następnie „spotyka się z nim regularnie na obiadach”. Po co? Po to samo, co z Rothschildem : by uzyskać trochę wiadomości. Ten homoseksualista, Oldfield, sondując Wrighta był, podobnie jak Rothschild, wyjątkowo natarczywy :
„(…) Uważał, że mało rzeczy jest tak przyjemnych, jak chwila plotek po ciężkim dniu pracy…Maurice Oldfield był dobrym chłopem, aleczęsto wsadzał nos w różne sprawy. Tego wieczory wygląd na kogoś, ktoma coś specjalnego na myśli. Skierował rozmowę na Wilsona…Słyszał o nim wiele różnych historii. Nie potwierdzałem niczego, milczałem.
-”Większość go nie lubi, Sadzą, że niszczy kraj”…- Nic nie mówisz.
-”Nie rozumiem, Maurycy...”…Później zaczął na nowo : -” To jest poważne, Peter”, powiedział – „Muszę wszystko wiedzieć….(…)”
Gdy zużyty, schorowany i już całkowicie bezsilny „łowca szpiegów” Peter Wright posprzątał swoje papiery i opuścił Leaconfield House, ostatni raz spotkał się ze swym „przyjacielem”, Victorem Rothschildem, który mu doradził… śpieszny wyjazd do Australii. Dwóch przeciwników, z których każdy wiedział, że ten „drugi wie, że on wie” pożegnało się, ale na na koniec „przyjaciel” Petera Wrighta, Rothschild, wypowiedział słowa, będące utajoną grożbą:
„ (…) Stałem po stronie przegranych. Reformacja zachodziła w
brytyjskim wywiadzie. Katolicyzm zostawił pole dla protestantyzmu.
Moja wojna była wojną z przeszłości. -”Wyjedż Peter, jedz do słońca,
wyzdrowiej. Pracowałeś za trzech” – powiedział Victor. Motor
zawarczał.
-”Problem z Tobą, Peter -powiedział – jest taki, że znasz za dużo tajemnic.(…)””
Peter Wright miał córkę w Kanadzie i znał długie ręce swoich przeciwników, więc wyjechał, ale po paru latach, pomimo protestów premier Margaret Thatcher i żydowskich kół wkoło niej stojących, napisał swe wspomnienia, obyczajem byłych szpiegów, mieszając i zmieniając wiele faktów.
Ale i tak da się z nich wiele wyczytać.
(C.D.N.)






