WILHELM MEISTER. KSIĘGA WIN JUDY (PORACHUNKI NIEMIECKIE) 1/2

WILHELM MEISTER

KSIĘGA
WIN JUDY

(PORACHUNKI NIEMIECKIE)

z 8-go wydania niemieckiego przełożył IGNACY OKSZA GRABOWSKI.

Nakładem Księgarni Perzyński, Niklewicz i S-ka.
Warszawa — 1922.

 

OD WYDAWCÓW.

Uważaliśmy za niezmiernie użyteczne wydać przekład polski tej książki, która, sądząc z jej ośmiu wydań, w ciągu niespełna trzech lat, mimo bojkotu ze strony żydowskiej, jest niejako wy­znaniem wiary patrjotów niemieckich.

Jako pierwszorzędny dokument żydoznawczy, książka jest dalszym ciągiem takich wydawnictw naszych, jak: »Przyczyny wrzenia wszechświatowego*, »Mocarstwo Anonimowe* i t. d. Wartość tej książki polega przedewszystkiem na ogromnej ilości świadectw źródłowych, a że sprawa żydowska jest w całem tego słowa znaczeniu międzynarodową, więc i naszych stosunków do­tyczy niemal bezpośrednio. Jak dawniej, tak i teraz, i na przy­szłość, wypadki u sąsiada niemieckiego niezmiernie ważą i ważyć będą na losach naszych. Żadna wiedza w dziedzinie polityki na- rodowo-państwowej nie jest tak niezbędnie potrzebna, jak orjen- towanie się w tern, co się dzieje w Niemczech.

Czytelnik polski, po przeczytaniu tej książki, niewątpliwie zda sobie sprawę, jak mylnie był informowany o różnych, pierwszo­rzędnego znaczenia zjawiskach i na pewno wyjaśni sobie wiele z tego, czego nie rozumiał w naszych własnych dziejach ostatniej doby.

 

PRZEDMOWA DO I-GO WYDANIA.

W bolesnych dziejach niemieckich zawsze po najwyższem wzniesieniu następował głęboki upadek. Czy i teraz zdołamy się wydobyć nawierzch, niewiadomo. Mamy nadzieję, inaczej nie bylibyśmy mężczyznami. Beznadziejność nie jest męskością.

Jedno wiemy: nie podniesiemy się, jeżeli nie uda się roz­wiązać sprawy spraw, sprawy, czy upadły w niewolę Niemiec po­zostanie wewnętrznie i zewnętrznie niewolnikiem Judy, to jest duchowym kaleką, czy wyzwoli się ze zwyrodnienia i napowrót będzie gospodarzem własnego domu.

Praca niniejsza zajmuje się tą sprawą spraw. Ma na celu jedynie wykazać jej stan faktyczny. Nie może wyczerpać ani ob­szaru, ani głębi sprawy. W każdym razie chce dać pogląd jednolity.

Przed narodem niemieckim otwiera się ostatnia i najtru­dniejsza walka: walka z własną słabością i z cudzoziemcem, wy­dzierającym mu ojczyznę pod każdym względem. Trzeba ją sto­czyć. Mamy nadzieję, że Zygfryd ostatecznie zwycięży, gdyż nie wierzymy wi trwałe zwycięstwo kłamstwa nad prawdą.

W marcu 1918 r„ w dzień urodzin Wilhelma Wiernego.

                        W. M.

 

PRZEDMOWA DO 3-GO WYDANIA.

Chociaż książkę tę prasa żydowska dla powodów zrozumia­łych, większość prasy niemieckiej z tchórzliwości pominęły mil­czeniem, pierwsze jej wydanie wyczerpało się w czasie tak nie­słychanie krótkim, że wydanie drugie trzeba było drukować bez przejrzenia i bez poprawienia błędów drukarskich. Nieoczekiwanie pomyślna rozsprzedaż, gdyż w kilka tygodni wyczerpano i wy­danie drugie, dowodzi, że w tej książce wypowiedziano coś, co drzemie w duszy niemieckiej. Nasz naród nie umarł, jest tylko ogłuszony, zatruty. Wyleczenie z zatrucia, usunięcie ogłuszenia, oznacza niemieckie wyzdrowienie. Temu celowi służy Księga Win Judy. Należy ją czytać i rozumieć nietylko jako pismo bojowe przeciw rozkładającemu duchowi żydostwa, ale i jako podręcznik myślenia politycznego.

Wydanie trzecie uległo kilku poprawkom i jest dopełnione typowemi przykładami z przeszłości i z teraźniejszości.

VI

Do wszystkich wiernych w kraju wołam: pozostańcie mężni i pełni trwałej ufności! Wcześniej i wytrwałej, niżeli można było oczekiwać, w rządzie w krajach niemieckich tryskają świeże, zdrowe, narodowe źródła. Wkrótce z ich zlewu powstanie rwąca rzeka, która siłą żywiołową spłucze wszystko, co obce, zwyrodniałe i nieczyste, ’ a oczyści myśl i czucie niemieckie. Niemcy staną się znowu niemieckie.

Styczeń, 1919 r.                                                                W. M.

 

PRZEDMOWA DO 5-GO I 6-GO WYDANIA.

Nowe wydanie znowu znacznie rozszerzono. Materjał doty­czący sprawy żydowskiej rośnie od rewolucji, więc od wstąpienia na tron Judy — z taką niesłychaną obfitością, że niepodobna nawet wyzyskać większej jego części. Można było tylko opracować fakty, cechujące istotę rzeczy. Wszędzie utrzymano pogląd zasa­dniczy, cechujący książkę, że sprawy żydowskiej nie można roz­patrywać wyłącznie ani z punktu widzenia rasowego, ani z poli­tycznego, ale że jedynie połączenie idej rasowych i politycznych wytworzy jasność i doprowadzi do celu. »Polityka narodowa« wewnątrz i nazewnątrz jest to hasło naszego odnowienia.

Przechodzące wszelkie oczekiwania, a zważywszy na silny sprzeciw, podwójne powodzenie tej książki potwierdza to, co po­wiedziano w przedmowie do 3-go wydania: że nasz naród nie umarł, że zaczyna przychodzić do przytomności. Spełnia się za­danie tej książki, pomóc narodowi do znalezienia samego siebie. Gdy Niemiec znów uświadomi się w sobie i uzyska szacunek samego siebie, żadna siła ziemska nie powstrzyma jego powstania. Nie możemy lepiej wyrazić tego, o co tu chodzi, niż przytaczając słowa mądrego żyda (Cheskel Zwi Klotzel w »Janus«, dnia 2-go października 1912): »Bądźcie mocniejsi w nieżydostwie, niż my jesteśmy w żydostwie, a zwyciężycie«.

Luty, 1920 r.                                                     '               W. M.

 

PRZEDMOWA DO 7-GO I 8-GO WYDANIA.

Dokonaliśmy wielu przeróbek, poprawek i poważnego rozsze­rzenia. Niezbędne były i sprostowania. Materjał istniejący jest tak olbrzymi, że i tym razem wyjęliśmy tylko najcharakterystyczniejszy.

Oby książka w dalszym ciągu szerzyła zrozumienie i pogłębienie sprawy spraw, oby była pomocą naszemu narodowi w gorzkiej niedoli i hańbie. Jedynie w sile własnej spoczywa los każdego narodu. Żadna siła obca nie może nas uratować od wewnętrznej i zewnętrznej, niewoli. Potrzeba nam tylko nas samych. Niemiec musi wprzódy znaleźć sa­mego siebie, aby był do działania zdolny. Jesteśmy na najlepszej drodze ku temu. Jest to pocieczająca pewność śród nędzy tych czasów.; Przyszłość będzie nasza!

 

Marzec, 1921.                                                                   W. M.

 

OD TŁUMACZA.

Książka, która osiągnęła w Niemczech powojennych rekord rozpowszechnienia i popularności, niewątpliwie ma i dla czytelnika polskiego wielki interes. A to z dwóch względów.

Przedewszystkiem wprowadza nas do centrów myśli niemiec­kiej, reagującej na katastrofę wojenną z jej konsekwencjami poli­tycznemu Wiadomości dorywcze, które ogół polski może czerpać z dzienników, chociażby nawet ich źródła (agencje) były niepodej- rzane, zresztą niemal zawsze tendencyjne, o nowym stanie rzeczy w Niemczech nie dają żadnego pojęcia, albo, co gorsza, błędne. Znajdujemy w tej książce imponujące mnóstwo faktów, przeważnie nieznanych u nas. Interpretacja ich jest oczywiście niemiecką, nacjonalistycznie niemiecką, czytelnik polski będzie je często są­dził pod innym kątem światła, ale informacje pozostaną informa­cjami. Wiedza o Niemczech jest dla Polaków sprawą tak doniosłą, że zbyteczna- dowodzić jej potrzeby.

Z drugiej strony, »Księga Win Judy« jest najlepszym ze znanych mi dokumentów w aktualnej kwestji żydowskiej. Autor traktuje ją dla Niemców jako »Frage der Fragen«, to jest jako sprawę spraw. I trzeba mu oddać sprawiedliwość, że nie oszczędza sMicliałka« niemieckiego wraz z jego byłem bożyszczem Wilhel­mem, którego nazywa »nieszczęśliwym warjatem«, który w oto­czeniu żydków na zamku Hochkónigsburg, słuchiwał pieśni Nie- belungów, podniecany do rzezi militarnej, w imię Weltstaafu żydowskiego.

Do najciekawszych ustępów książki zaliczamy stwierdzenie zażydzenia przedwojennego i obecnego Berlina, jako seminarjum pychy, buty i morał insanity.

Qui mange du juif en meurt — smętnie o Niemcach mówi autor. Ta przestroga stosuje się nietylko do Michałka niemiec­kiego, ale i do Wojtków wszystkich innych krajów. Biada narodom, które w szachrajstwach ideami, upatrują powodzenia polityczne.

Warszawa, w lipcu 1922 r.

I. Hańba.

Wojna była przegrana na początku r. 1912. Wtedy 41/2 miljona wyborców niemieckich wyrzuciło przyszłość niemiecką za burtę do morza czerwonego. 110 tak zwanych przedstawicieli narodu, pro­wadzonych za obręcz w nosie przez złotą międzynarodówkę z okrzykiem wojennym na cześć czerwonej, jako pilni grabarze zagrożonej ojczyzny, wkroczyło do gmachu poświęconego »narodowi niemieckiemu*. Ale Szejdeman radośnie — zwycięski pojechał do Paryża i w końcu marca 1912 w »salle Wagram« wystąpił, jako mówca godowy, na zwycięskim festynie socjalistów francuskich z powodu niemieckiego zwycięstwa wyborczego. Głośni artyści francuscy uświęcili uroczystość. Od tego francuskiego święta zwy­cięstwa,. z powodu klęski niemieckiej myśli narodowej, prowadziła prosta linja rozwoju do klęsk w Wersalu. W istocie Francuzi mogli się byli cieszyć z tego zwycięstwa nad spuścizną Bismarcka w r. 1912. Rozbito ją wtedy na skorupy. Tak nazwana przez Bismarcka »wroga państwu większość« wreszcie dopięła celu, a najnieszczę­śliwszy i najnieszczęśniejszy z królów pruskich i z cesarzów nie­mieckich stał już wtedy nad grobem znieważonych przez się i poniżonych świętych tradycyj swoich wielkich przodków. Kurtyna podniosła się przed ostatnim aktem wstrząsającego dramatu, który ongi rozpoczął się od pysznej zapowiedzi: »wspaniałe czasy prowadzę wam« i »mój kurs jest trafny, tak będę sterował dalej«. No, nareszcie zwycięzcami byli »Moi socjal­demokraci*, oklaskiwani przez Francuzów, oklaskiwani i przez Anglików. Paryska »Republique« pisała: »Jego Cesarska Mość Socjalizm jest wielkim zwycięzcą na wyborach niemieckich. Ogromne trudności powstają po tamtej stronie Renu, poprze­dzając bliskie katastrofy*. »Evening Times« był zdania: »Każdy głos wyborczy na socjaldemokratę bałamuci naszych wro­gów*, a »Morning Post« z rezultatu wyborów prorokuje radośnie wojnę domową (»Biirgerkrieg) i pyta; »co się stanie z dynastją Hohenzollernów w ciągu lat dwudziestu, może i dziesięciu?* Tak długo nie trwało. Parlament z r. 1912 ze swoją Bethmannowską »większością* spełnił powinność. Dla narodu niemieckiego stał się

                                                                                                                                                            

rodzimą rózgą karną, biczem Bożym. Ani jednego dnia nie kie­rował nim. interes niemiecki. Jego polityka wewnętrzna i zewnętrzna miała tylko jedną sprężynę, jedną zasadę: psia pokora wobec za­granicy. Chodził jak niedźwiedź, tańczący na łańcuchu Wilsona i Northcliffa. To był jego »nowy kurs«. Porzucił » wydeptaną ścieżkę* i pogrążył się w bagno międzynarodowości, błogo pozwolił pluć w » wyciągniętą rękę« i wiódł nędzny żywot od jednego samo- oszukaństwa do drugiego. A naród świadomie wychował w bez­cześci, w logice kramarza.

Od następnego socjalistycznego święta zbratania w Paryżu r. 1913, od żydowsko-socjalistycznego skandalu w Zabem, od wy krzyku socjaldemokraty' Wendela >vive la France« w parlamencie niemieckim, od uratowania życia socjaldemokracji przez Bethmanna przy oderwaniu się robotników narodowych, prowadzi linja tra­giczna rozwoju ojczystego do wojny, wywołanej jedynie przez słabość i tchórzliwość polityki niemieckiej, okrutnie przedłużonej i przegranej przez rewolucję bez sensu. Dalej prowadzi do okro­pnego zawalenia się monarchji niemieckiej i do bezechowego zni­knięcia słabego dziedzica wspaniałej przeszłości.

Przypisek. Nr. 2/19 »Freie Meinung* w Bremie odsłania czyny zdrady socjaldemokracji przy wybuchu wojny. Pomiędzy innemi pisze, że Herman Muller 1 sierpnia 1914 r. był w Paryżu w celu układów i miał rozmowę w redakcji >Humanite« z Sembat i Renaudelem. Muller oświadczył w imieniu zarządu partji: »wżadnym razie nie będziemy głosowali za kredytem wojennym. Mamy na względzie tylko dwie możliwości: odmówienie kredytu lub wstrzy­manie się od głosowania. W obu razach stronnictwo postąpi jedno­myślnie*. Ów Herman Muller był później niemieckim ministrem spraw zagranicznych. Dlaczego mimo przyrzeczenia socjaldemo­kracja głosowała wbrew swej woli za kredytem, czytaj u E. Wacha »Socjaldemokracja* (u Lehmana, Monachjum).

Wstrząsającą tragedją jest fakt, że obie ustawy parlamen­tarne z 28 października 1918, które konstytucję Bismarcka złożyły do grobu i były rzeczywistym powodem samozrzeczenia się tronu przez monarchję, są to ostatnie ogłoszone w dzienniku państwowym ustawy przez cesarza Wilhelma podpisane, a kontr- asygnowane przez Filipa Egalite, alias Maksa Badeńskiego. W rze­czywistości rewolucja niemiecka datuje się nie od 9 listopada, lecz od końca września, gdy Wilhelm II kapitulował. Co później zaszło, było musem. Jeżeli komu, to ostatniemu Hohenzollernowi należy się sąd: »tu l’as voulu, Georges Dandin«.

Lecz nietylko do nieszczęścia zasłużonego przywiódł nas ten kierunek, co gorzej — do bezwstydu i hańby, do wiarołomstwa, do zdrady i nikczemności, do czerwonego płomienia, pożerającego rozsądek i czucie, tak że szeroka część naszego narodu tarzała się w swej hańbie, jak zwierzę w kale. Korespondent »Matin’a«

3

w lutym 1919 pisać mógł: »To ogólne służalstwo »boszów en pantoufles« sprawia obrzydliwości, oraz >od czasu wstąpienia na ziemię niemiecką, nie mogę się oprzeć uczuciu nieopisanej obrzy­dliwości*.

Przypisek. Z mnóstwa krzyczących świadectw bezwstydu: Kawiarnia »Hindenburg* otwiera swój program koncertowy *szla­gierem*, a jest nim »marsz króla Edwarda *. Sąd gnieźnieński ogłasza w Reichsanzeigerze: »Zarejestrowana pod A. N. 326 firma »Kaffehaus Marschall von Hindenburg Gnesen« zmieniona na »Moritz Cohn, Kawiarnia Bristol Cafe*. Zakłady graficzne Berlin- Neurode wydały karty pocztowe z nadpisem : * Niech żyje Polska*. Znowu firma filmowa, Messter-Woche, w styczniu 1920 r. przedsta­wiła obchód rocznicy powstania Polski. Takich przykładów setki, jeżeli nie tysiące. U jakiego narodu są jeszcze możliwe?

Czytając, jak np. p. Izydor Altmeier w numerze noworocznym (1919) *Vorwarts« opisuje wizytę swoją i rządu frankfurckiego w francuskiej kwaterze głównej w Moguncji, lub jak »Neue Zei- tung« Nr. 51, pismo Eisnera, w bezwstydnem załganiu się opo­wiada o »okrucieństwach niemieckich i w Belgji, można takie przejawy rozumieć. Co Chaim Buckeburg, alias Henryk Heine, międzynarodowy święty socjaldemokracji (wuj rodzony nazywał go kanalją) niegdyś powiedział: »psu niemieckiemu brak tylko ogona do kręcenia«, to, skarżmy się Bogu, stało się prawdą pod­czas wojny i po wojnie. Tu mamy faktycznie istotną zasadę poli­tyczną niemieckiej polityki wojennej, w szczególności polityki ostatniego i najnędzniejszego z reichstagów, jaki kiedykolwiek zanieczyścił historję niemiecką i stał się nieszczęściem narodu niemieckiego. Ten parlament, do którego wybory zdrowy instynkt ludu nazwał »wyborami żydowskiemu, parlament, który Bethmann sztucznie i wbrew wszelkiej »woli ludui uratował ponad fatali- stycznem wezbraniem nacjonalizmu i bankructwem socjaldemokracji, oraz demokracji w r. 1914, gdyż z »narodowemi przedstawiciel­stwem ludu poprostu nie mógł rządzić, ten parlament z »wyborów żydowskich 1912 r.«, oznaczał zwycięstwo ostatecznie Betlimannow- skiego systemu nad narodem niemieckim. Związek centralny ży­dowski w swem czasopiśmie natarczywie nakłaniał swych członków, aby przy okoliczności całą siłą występowali za socjaldemokracją.

Zarażenie jadem międzynarodowym powiodło się. Stępienie dla wartości nacjonalnych, wstrętna nienawiść do ich przedstawicieli, zastąpienie myśli inocarstwowo-politycznej przez politykę bankowo- walutowo-handlarską, więc przez nie dającą się wryprać żydowską logikę kramarską, oto była przyczyna naszego upadku.

 

4

 

II. Judasz

Z tem zbliżamy się do istoty rzeczy. Nawet będący zdała od duszy ludu zgodzi się na to, że haniebne zdarzenia czasów rewolucyjnych, trwające satnobezczeszczenie się (już pod­czas wojny we wstrętnie pełzających notach), ta bezgraniczna nie- czułość na katastrofę narodową, ta wstrząsająca obojętność aż do szczytów, zaludniająca kawiarnie i sale taneczne, rozkładowo dą­żąca do użycia, mająca za bożka nasyt obżarstwa i zgarniania pieniądza, a wtedy tylko czujna, gdy własna kieszeń zagrożona, że ten bezecny i bezduszny mamonizm i materjalizm nie tryska z głębi ludowej duszy niemieckiej. »Komisja karnawałowa* pewnej miejscowości przy Alzey prosiła miejscowego komendanta francu­skiego o pozwolenie na bale maskowe. Odpowiedź: » Ponieważ Francja nosi żałobę po swoich synach, w kraju zajętym nie mogą. być dawane pozwolenia na tego rodzaju rzeczy nie w porę. Zresztą i Niemcy mają poważne powody do żałoby i do oszczędności«. o takich rzeczach Niemcy muszą się dowiadywać dopiero od nie­przyjaciela! W dziennikach berlińskich pisze się: » Tańczy się na nowy rok (1919). Muzyka w setkach lokali berlińskich gra tańce i tańce: walc, foxtrot, onestep, twostep, nogi szaleją po podłodze jak opętane, poły fruwają, tchu brak, korki szampańskie strzelają. Takiego Sylwestra Berlin nigdy nie miał«. Taka nędza nie może zgadzać się z naturą. Kto ma jeszcze serce w piersi, a rozsądek w głowie, ten musi przyjść do wniosku, że naród, który tak nie­dawno jeszcze z zapałem szedł za takim Bismarckiem i Treitsch- kem, który wydał Lutra, Fryderyka, Kanta, Wagnera, Schillera, który przeżył sierpień r. 1914, który mimo straszliwie nieudolne przewodnictwo złożył tysiące ofiar mienia i krwi na ołtarzu wznio­słych tradycyj i świętych nadziei i przez lata bohatersko stawiał opór występnemu światu, że taki naród sam z siebie nie może upaść tak bardzo nisko, tak haniebnie nisko, lecz raczej na duszę jego i na ciało wejść musiało coś obcego, co uderzyło go śmier­telnie. Jedynie takie przekonanie rokuje nadzieję, że naród nie­miecki nie jest stracony zupełnie i na zawsze, że podniesie się z nędzy i z hańby, i po ozdrowieniu będzie miał przyszłość. Dziś niemiecka dusza narodowa jest chora, zatruta i zarażona do głębi.

Już same wystarczają za dowód zupełnie obce gatunkowo rysy, cechujące naszą rewolucję. Że nawet taki dobroduszny, jagnięco-cierpli wy naród, jak niemiecki, gdy mu przez gnuśność moralną za pomocą zabijającej ducha propagandy wyrzeczeń, pro­wadzonej od góry podczas ciężkiej walki o istnienie, wyrwano sztucznie wszelką celowość, wszelką zdolność zapału, wszelką pobudkę wewnętrzną, wszelkie wzniesienie poczucia narodowego, gdy rozmyślnie stępiono w nim poczucie czci narodowej, gdy za pomocą wymędrkowanej »socjalizacji* i gospodarstwa przymuso­wego obrabowano go z naturalnych sił gospodarczych, gdy go wygłodzono i wszelkiem lichwiarstwem ubiczowano do krwi — że taki naród po takiej bezprzykładnej nieudolności politycznej w końcu rąbie naokoło siebie, chcąc prędko raz z tern skończyć, nie jest to żadne dziwo. (Że czas i cel takiej reakcji wybrano dla narodu niemieckiego tak możliwie głupio, dla innych tak chytrze, jest to inna sprawa).

Osławieni wszechniemcy tysiąckrotnie przepowiedzieli, że przy stosowaniu takiej warjackiej metody do tego przyjść musi i że ostatecznie i tron, i zwycięstwo rozbiją się w kawałki, i to w swoim czasie cesarzowi całkiem wyraźnie i jasno wypowiedzieli. Ale on był mądrzejszy i wynagrodził niedogodnych radców bizantyńską kur­tuazją. Wpadli w »niełaskę*. Nawet książęta Związkowi musieli zapłacić utratą łaski cesarskiej za swoją ostrożną próbę oświecenia cesarza w sprawie polityki Bethmanna. Jako odpowiedź na tego rodzaju próbę cesarz dnia 29 listopada 1915 r., w celu opubliko- kowania, wysłał do Bethmanna depeszę następującą: »Pozdrawiam cię, kochany Bethmannie, serdecznie w dniu twych urodzin, który obchodzisz po raz wtóry, niestety, podczas wojny. Byłeś mi w tych ciężkich czasach wierną podporą, a twoje powodzenia 'zarówno zasługują na moje szczere życzenia, jak i na zawiść naszych nie­przyjaciół; niechaj Opatrzność użyczy ci ich i na rok nadchodzący na błogosławieństwo cesarzowi i państwu, na dumną radość twoim*. Cesarz aż do dnia tragicznego upadku był taki sam, jakim jest w dwóch opublikowanych z archiwów austrjackich listach, ukazu­jących jego wnętrze; z listów do cesarza Franciszka Józefa z dnia 3 kwietnia 1890 r. i z 12 czerwca 1892 r., jak również z listów do Mikołaja II z r. 1894/5, Izajasz 3. 4 i kaznodzieja 10. 16! Nigdy nikt nie zaszkodził myśli monarchicznej tyle, ile ten mo­narcha.

Nie można się dziwić, że naród tak politycznie niedojrzały, jak niemiecki, nie widzi jasno przyczyn swego nieszczęścia, że pod przewodnictwem żydowsko-socjalistycznem usprawiedliwiony gniew publiczny szuka fałszywych dróg wyjścia i fałszywych wino­wajców, że winnych podnosi do góry, a niewinnych, jedynych, którzy mają czyste sumienie, krzyżuje. Jest to do pewnego stopnia naturalne zjawisko niedojrzałości ludzkiej i lenistwa myśli — tak bywało zawsze. Starożytność takich przykładów pełna. Żydzi już nieraz ukrzyżowali prawdę i czystość, a zawsze znajdowali obcych parobków, którzy tępo wykonywali dla nich czynności katowskie.

Ale co zadziwia, to obrzydłe nie niemieckie rysy rewolucji. Rewolucja nie usunęła żadnego »systemu«, jedynie uwieńczyła i stwierdziła stary, dzięki czemu widzimy, że po rewolucji B-system działa w dalszym ciągu rozkładowo nawewnątrz i nazewnątrz. Ani jednego wybuchu gwałtownego, ani jednego ruchu przewro­towego, w całej historji niemieckiej, nie cechuje taki zupełny brak jakiegokolwiek idealistycznego poruszenia, jakiejkolwiek chociażby

G

miernej siły twórczej, natomiast rysy puste samokastracji i samo- zbeszczeszczenia, haniebne piętno tchórzostwa i podstępu. Ta swoista rewolucja już w pierwszej swej godzinie stała się *inte- resikiem*, nowym sposobem wzbogacenia się, okradania narodu i lichwiarstwa; z rewolucjonistów zrobiła błyskawicznie »paska- rzy* i zarówno w Radach jak i poniżej u najlepiej zapłaconych doprowadziła do twardego, bezmyślnego, bezdusznego »ruchu płac*. To nie było niemieckie! I jeżeli pan Ebert w swej ubogiej mowie powitalnej do Zgromadzenia Narodowego wynosił rewolucję, jako przejście od »imperjalizmu do idealizmu*, nie wie się, czy w po­dobnej gadaninie było więcej lekkomyślności, czy śmieszności.

I dalej. Żaden mózg niemiecki nie był zdolny wymędrkować form, w jakich dokonała się ta rewolucja i przygotować dróg, jakiemi poszła. Samoponiżenie do klasy bezcześcią napiętnowanej przez zrywanie kokard narodowych, wynoszenie nędznych tchó­rzów na bohaterów, co się działo w instytucji suto opłacanych Rad dezerterów, bezcelowa, podstępna, spartakusowska żądza mordu, szydersko gnuśne wydanie na łup towarzyszów na Wschodzie (jacy szanowni nicponie w porównaniu byli jakobini), djabelskie zatamo­wanie niemieckiego Ostchutzu wobec mongolskich morderców- podpalaczów, brud przez samooskarżanie się wobec wrogów, to wszystko wystarczające na pomnik hańby nie jest niemieckie, nic w tern niemieckiego niema. Żaden z wielu grzechów aryjskich nie tkwi w tych zjawiskach. Mamy wprawdzie Segesta, łajdaka żywego w całych dziejach niemieckich, ale nie mamy takiego, któryby obezwładnionych zdradą ojców ku uciesze obcych lżył; ale Chama, obnażającego wstyd ojca, takiego nie posiadamy! Nie mamy i Ja- kóba, bezwstydnie szukającego swego ojca.

Doszliśmy do gruntu sprawy. Jeżeli wiedzieć chcemy, komu Niemcy mają zawdzięczać swoje nieopisane nieszczęście, swoją bezcześć i poniżenie do »bockes en pantoufles«, do >płaskich stonóg*, do parjasów, którymi pogardzają najdrobniejsze narody, jeżeli wiedzieć chcemy, kto duszę niemiecką tak zatruł, że umiera, a jedynie cud lub końska kuracja może ją uratować — musimy zwrócić się do tych, którzy uszczęśliwili ten świat Chamem. Wtedj- zagadkę rozwiązujemy na czysto. Wtedy mgła opada z oczu wszyst­kich nie należących do rządu tych nieszczęśliwych, o których mówi przysłowie francuskie: ^najbardziej ślepymi są ci, którzy nie chcą widzieć*. Sądzimy zresztą, że literalnie przewalające się bezeceń­stwa żydowskie z okazji rozejmu i spraw pokojowych, oraz zachowanie się żydostwa w miejscach okupowanych, mogłyby napę­dzić rozumu nawet najgłupszemu z Michałków. Z potopu materjału kilka przykładów. Gdy dzięki rewolucji niemieckiej i obłąkańczemu skruszeniu wytrwałej armji niemieckiej śmiesznie tani » zwycięzca* marszałek francuski Foch wszedł do Saarlouis, od miejscowych szkół żeńskich zażądano hołdu. Szkoły niemieckie odmówiły. Jedynie tylko szkoła żydowska zadosyćuczyniła zuchwałemu żądaniu. Jeszcze piękniej odsłonił istotę rzeczy dr. Natan Netter, nadrabin lotaryński.

7

Dr. Netter był bizantyńczykiem pierwszej wody, wytryskał patrjo- tyzrnem, noszonym natarczywie na pokaz. Jego mowy na urodziny cesarskie w synagodze w Metz cieszyły się sławą. Był członkiem pierwszej Izby w landtagu krajów państwowych, miał krzyż żela­zny. Czy dziwić się, że jego dzielność duchowa z wejścia Fran­cuzów, tych »zdobywców« Alzacji-Lotaryngji, zrobiła święto rado­sne ? Wobec naczelnictwa wojskowego i cywilnego odprawił namaszczone modły dziękczynne, wysławiając wybawienie przez Francję, święty kraj wolności i obyczajności, obrońcę i przedsta­wiciela myśli żydowskiej na świecie. Dziś — kotek, jutro — kocur, jak wypadnie. Zresztą tak samo zachowali się żydzi berlińscy w r. 1807 wobec Napoleona. Prześcigali się w lżeniu dawnego rządu i w partactwie pochwalnem dla obcego zdobywcy. Odznaczył się wtedy nadewszystko bankier Itzig i Dawidsohna »Telegraf«.

Instynkt narodowy wybory do parlamentu z r. 1912 rozpo­znał trafnie jako żydowskie«. Skudlenie się wzajemne czerwonej i złotej międzynarodówki wyszło na światło dzienne; nie żenując się, po raz pierwszy maszerowały otwarcie, ramię pzzy ramieniu, w obliczu narodu. Prasa wszechżydowska była pełna radości, że nareszcie socjaldemokracja stała się »salonową« (salonfahig), że już nie potrzeba udawać i kryć stosunków wzajemnych przed publicum. Hasłem żydowskiem: »walki z prawicą«, stemplami z ży­dowskiego zakładu fałszowania monet, takiemi jak: » reakcja*, »kon­serwatyzm*, »wszechniemcy «, »wielcy-przeruysłowcy«, »agrarjusze«, »wschodni elbjauie«, ->junkry« i t. d., wydmuchano z mózgownicy głupiego niemieckiego Michałka resztki rozumu ojców i myśli narodowej. W r. 1912 filister niemiecki był gotów. Pierwszy egzamin dojrzałości złożył przy żydowskiej sztuczce z Zabern (Saverne). Złożył go ku uciesze wszystkich »orjentalnych« i tych z Francji i z Anglji. Potem przyszła wojna z olbrzymiem rozczarowaniem, z pranagłem przebudzeniem się germańskiego poczucia wielkości w sierpniu r. 1914. Wtedy pewni ludzi z przestrachu chcieli »spaść z krzesła« i zawijali się w futra, »ziębnąc« i obrzydzeni, jak nie­gdyś przed 12 świętem gimnastycznem r. 1913. Ale przyszli do siebie, nie z sił własnych, z pomocą Bethmanna. On, którego też * mroziłoś w sierpniu r. 1914, z właściwą sobie w tych rzeczach energją, podjął nędzną, okaleczałą, czerwono-złotą istotę. Zresztą okazało się, że płomienny pódlot r. 1914 był jako ostatnie podnie­sienie się chorego śmiertelnie wewnątrz, jako ostatnie ocknienie otrutego, ostatni krzyk tęsknoty duszy upadłej za straconą nie­winnością i czystością. Za wiele już »zjadła z żyda«, a — qw mangc dujuif en meurt. Jest to dziejowe prawo natury, dla książąt i dla ludów.

Więc Judasz Iskarjota i tyra razem zwyciężył. Najgorsze to, że zwyciężył nietylko państwo niemieckie, ale i niemiecką duszę narodową. Czy kto pomyślał, co to np. znaczy, że podczas tej wojny tak wesołe pieśnią usta niemieckie zupełnie milczały? Tak jak wybory r. 1912 były wyborami żydowskiemi, tak samo wojna

8

niemiecka była żydowską pod każdym względem. W dziennikach i książkach wszechżydowskich szczuto najnikczemniej na rze­komo niemieckich podżegaczy wojny, na »przedłużaczów wojny i na ^przestępców wojny*. Literatura wszechżydowska była kuźnią Ententy do propagandy kłamstw, od której ostatecznie padliśmy. We wszystkiem stosowano starą regułę żydowską: »trzymaj zło­dzieja*. Mianowicie, jeżeli byli w Niemczech podżegacze wojny, siedzieli wyrachowanie w rządzie prowadzonym po żydowsku. Jak demokracja i socjaldemokracja przez lat dziesiątki pracowała nad zarówno głupią, jak niebezpieczną awanturą rosyjską (Russen- hetze), z jakiem szkodliwem wyrach o wan iem utrudniała przez to politykę pokojową, jak często Bismarck musiał zabierać głos ostrze­gawczy, z jaką uciechą fanatyczną te niewinne jagnięta spotkały zerwanie stosunku reasekuracyjnego z Rosją, co było prapowodem wojny, jest to sam przez się temat poważny, czekający jeszcze na głębokie opracowanie. Dzisiaj winni sądzą niewinnych. Ten fary- zeim żydowski jest cechą naszych czasów. Wielki interes histo­ryczny radzi wykazać, jak niemal za każdą nieszczęsną decyzją rządu niemieckiego podczas wojny stał decydujący wpływ żydowski. Taki wykaz będzie do podania osobno. Tutaj chodzi przedewszystkiem jedynie o ustalenie faktu, że i dlaczego w tej wojnie zwycięzcą jest żyd, że i dlaczego Panjuda osiągnął cel upragniony i że Niemiec, również prowadzony za nos robotnik niemiecki, stał się podnóżkiem dla brudnych nóg. Znany belgijski poseł w Berlinie baron Beyen opowiada w »Revue des Deux Mondes« z 1 list. 1919 r. o swoich wrażeniach berlińskich. »Naj- ruchliwszych i najbardziej stanowczych zwolenników spartacyzm znajduje w ludności żydowskiej wielkich miast. W Berlinie już od 2-go roku wojny kupcy i inteligenci żydowscy pracowali nad przewrotem i parli do zawarcia pokoju. Dzisiaj stanowią oni sztab główny komunizmu«.

Naprzeciw temu strona żydowska często wskazuje na rze­komo wydatne znaczenie współudziału żydów w wojnie. W jednym z listów żydowskich do mnie, czytam: »Księgą win Judy osłania pan swoją słabiznę, która daje obraz głębokości pańskiego osobi­stego wykształcenia. Czemu na miejscach naczelnych są niektórzy żydzi? Bo właśnie z żydostwa wychodzą najzdolniejsze głowy. Czemu handel i finanse są przeważnie w ręku żydowskiem? Albo­wiem żyd myśli jasno, bo umie wyzyskać (sic!) swoje zalety. Jacy lekarze byli najtężsi podczas wojny i kto na froncie oddawał swoje życie za sprawę ojczyzny? — Żydzi. Statystycznie jest dowie­dzione, że procentowo jest więcej kawalerów Krzyża żelaznego żydów, niżeli chrześcijan. Panu do wiadomości*. W broszurach rabinów podano nadzwyczaj wysokie liczby procentowe co do udziału żydów w walkach na froncie i z tego punktu widzenia zazna­czono poruszającemi słowy występność ruchu przeciwżydowskiego.

Jak się rzeczy mają naprawdę? O tern ze źródeł urzędowych poucza książka Otto Armina p. t.: » Żydzi w wojsku, statystyka

9

ze źródeł urzędowych*. Tę książkę musi przeczytać każdy, kto chce wiedzieć prawdę. Zdumie się, porównawszy ją ze statystyką zrobioną przez rabinów, i wejrzy w stosunki poprostu niesłychane.

Nie można tu, nawet w wyciągach, podawać liczb statystycznych, ustalonych na 1 list. 1916, dzień statystyczny ministerjum wojny. Jedynie trochę wskazań. Straty wojska niemieckiego wynosiły wtedy ll°/0, żydowskie 5, 4°/0. Padło, ponad 36°/0 wszystkich ofi­cerów aktywnych, żydów . Ze wszystkich żołnierzy żydów na froncie czynnych było tylko 34°/0. Zato 3/5 wszystkich żydów, znajdujących się w jakikolwiek sposób w obrębie frontu, dostało krzyż żelazny, a w służbie przy oficerach żydów było dwa razy więcej, niż Niemców. Prawie każdy czwarty żołnierz żyd był posta­wiony w stosunku zwierzchniczym. Między innetni wykazano, że np. u naszych sojuszników austrjaków w wykręcaniu się od służby wyrabiali nawet rabini pierwszeństwo współplemieńcom, za co kazali sobie jeszcze płacić. Ale najokropniejszy jest znany obecnie materjał do wykazania, jakich środków użyć umiało żydo- stwo, aby przeszkodzić opublikowaniu zestawionej na wniosek tira Wernera (Giessen) statystyki żydowskiej, przyczem znalazł© poparcie urzędu kanclerskiego i urzędu skarbowego. Żydzi naczelni, jak radca sprawiedliwości Cassel, obywatel honorowy miasta Ber­lina, znany bankier Maks Warburg, p. Gothein, prezes komisji śledczej, senator Meyer, Nathan, Horwitz, Breslauer i t. d. wy­mogli wkońcu na ministrze wojny v. Steinie zapewnienie, że sta­tystyka żydowska » spocznie w aktach«. Ukryta groźba strajku żydów przeciwko pożyczkom wojennym, przyczem odgrywa rolę wysoce wart przeczytania list Warburga do radcy tajnego Schmie- dicke w Banku Państwa z dn. 19 stycznia 1917 r., uczyniła opusz­czony przez wszystkie dobre duchy rząd » małym «. Ponieważ żyd, chwyciwszy już za mały palec, bierze całą rękę, więc to go nie zadowoliło, lecz w nieustannych atakach żądał od ministra wojny specjalnej, nieumotywowanej, publicznej odezwy o wale­czności żydów. Jednakże do takiego błota minister wojny v. Stein jeszcze gotów nie był. Ciekawe, że przy niesłychanych czynno­ściach wpływowych żydzi użyli do posług łączności pułkownika Hoffmanna, jenerała Groenera i sekretarza stanu »Wahnschaffa, z których dwaj ostatni zdobyli sobie historyczne nazwiska w tra- gedji cesarskiej. Dotyczące tej sprawy rozdziały książki Armina, którą, jak powiedziano, każdy Niemiec przeczytać musi, są wy­soce dramatyczne. Jaką złą potęgę miało żydostwo już podczas wojny, wyjaśnia zresztą książka rabina dra Lange z Essen: »Ży­dzi, wojna światowa, rewolucja«. Poprzedni minister wojny Wild von Hohenborn, jak wiadomo, na wniosek rzeczonego dra Wer­nera sporządził urzędową statystykę. Pisze Lange: »Minister wojny za tę antisemicką ustępliwość musiał ustąpić*. Już wtedy tak wielka była potęga żydowska, ale równie wielka obawa przed prawdą. Dzisiaj wiemy dlaczego!

 

10

 

Obojętne, czy nas lżą — antisemitami. Być może nadejdzie dzień, gdy to określenie będzie nazwą honorową. Jeżeli nadejdzie, byłby on początkiem wybawienia Niemców z wewnętrznej i ze­wnętrznej nędzy. Nie chcemy żadnych pogromów żydowskich, nie# | chcemy żydów zabijać ani duchowo, ani moralnie, ani cieleśnie. Chętnie chcemy pozostawić ich na ich własną modłę. Ale ten ich fason od siebie odpychamy. Chcemy szanować narodowość ży­dowską, jak każdą inną narodowość obcą, ale w; żadnym razie nie możemy dać im więcej, niż innym obcym: prawo gościny.

W każdym razie bronimy się od tego, aby w domu własnym stać ' się sługami obcych natrętów'. ,Tak wygląda dla nas sprawa żydow­ska. Pragniemy jedynie ujść okropnego losu, jaki ongi żydzi zgo­towali dumnemu i wspaniałemu państwu Wizygotów w Hiszpanji, do którego nasz los zaczyna być podobny. Proszę również prze­czytać I. ks. Mojżeszową 47, 13 — 25 i Sędziów' 1, 28 — 35. Zresztą nie chodzi o słowa, lecz o rzecz. Kto posiada zmysł rzeczywi- j stości, ten nad tą sprawą nie zatrzymać się nie może, a kto ma serce niemieckie w ciele, musi zająć stanowisko takie lub inne. Nienawiść osobista daleka od nas. Nie zapoznajemy również, że istnieją żydzi, usposobieni po niemiecku, że są nawet z duszą niemiecką, jak Fryderyk Judic Stahl. Dla typu, o któr\ tu chodzi, niema to żadnego znaczenia. Zresztą są żydzi i nie najgorsi, zupełnie rozumiejący nasz pogląd. Mówiąc krótko, sprawa istnienia nie­miecka, sprawa odnowdenia ciała i duszy Niemców jest to sprawa żydowska. Kto się jeszcze od niej usuwa, ten jest albo nędznie słaby, albo świadomy zdrajca narodu i duszprzekupca, sam już Judasz Iskarjota.

III. Zwycięstwo żydów.

W rzeczywistości trudno już dziś o luazi serjo, wątpiących że to Juda zwyciężył. Tę wojnę, ze strony niemieckiej prowadzono,, przez nieprzytomność rządu a przez obrachunek żydowski, niemal wyłącznie dla powodów polityki wewnętrznej, a mianowicie, dla względów polityki żydowskiej, przez co ukradziono nam zwycię­stwo. Dlatego po 9 listopada nasza klęska nazewnątrz była zale­dwie zauważoną sprawą postronną i Erzberger mógł był bez przeszkody i niepilnowany działać dalej; jak podczas wojny, tak po wojnie sytuacja polityczna wewnętrznie była osią całego inte­resu. Zamiast skargi bólu wobec niesłychanego nieszczęścia - zwycięska radość ze »zdobyczy rewolucji^. To było konsekwentne. Rzeczywiście po 9 listopada byli w Niemczech zwycięzcy. Ich zwycięstwo było tem większe, że do ich hosanna przyłączyli się w obłędnem ogłupieniu i zwyciężeni.

Kto chce wiedzieć, kto jest zwycięzcą w ruchach polity­cznych, niechaj tylko spojrzy, kogo ten ruch wyniósł na czoło. Jak jest u nas? Wymienimy kilka nazwisk członków pierwszego i późniejszych rządów: Hirsch, James Simon, Hause, Bernstein, Rosenfeld, Schlesinger, Wurm, Cohn, Bresin, Katzenstein, Weyl, Landsberg, Gradnauer, Preuss, Schiffer (niegdyś Mojżesz Schiff- mann), Printz, Hertzfeld, Heymann, Eisner (Salomon Kosmanowski alias Silberstein), Oppenheimer, Bauer, Ludo Hartmann, Adler, Kónigsberger, Jaffe, Fliedner, Haas, Lówengaard i t. d. do nie­skończoności. W samym Berlinie pośród nowych mocodawców' występuje odrazu 13 żydów. Również w naczelnych radach robo­tniczych i żołnierskich i innych organizacjach rewolucyjnych, jako- naganiacze, żyd na żydzie: Lewin, Manasse, Cohn, Frenkel, Izrae- lowicz, Lew-etiberg, Stern, Herz, Knoblauch, Seligmann, Herzfeld.. Lewinsohn, Ruben, Grunberg, Cohen, Katzenstein, Lipp, Toller, Lewdne, Kaliski, Landauer, Nathati. Sontheimer, Muhlbaum, Cro- nauer, Sauber, Miihsara z Simplicissimusa, poeta klozetów i pede- rastów' i t. d. I przedstawicielstwo Austrji w Berlinie spoczywało w ręku żydowskiem. Głowy najważniejszych niemieckich państw', prezydenci i prezesi ministrów byli żydzi; w Wirtembergji był żyd ministrem wyznań. Najważniejsze prezydja policyjne obsadzili żydzi, np. Levy w' Essen, Sinzheimer w Frankfurcie nad M. W sumie pierwsze utworzone rządy w całem państwde łącznie z niemiecką Austrją zawierały żydów 83°/0.                                                                     »Dokąd sięgniesz,, chwycisz żyda* (Dingelstedt). A procent żydów w stosunku do całej ludności według pisma: »l’Univers Jsraelite« wynosi 1 •/,. Ta statystyka wszakże uwzględnia tylko żydów ortodoksów, nie chrzczonych, którzy rasowo i politycznie są niebezpieczniejsi. W ra­dach robotniczych i żołnierskich żywioł żydowski coraz bardziej wysuwał się na pierwszy plan. Rady » dezerterów* są już same przez się rośliną czysto wschodnią. Nawet armja frontowa czę­ściowo poszła pod przywódców żydów. Na czele rady żołnierskiej 4-tej armji stał niejaki Lewinsohn, reprezentując '/„ miljona sza­rych niemieckich w-ojowników. Przy »rewolucji etapowrej« nie ma się co temu dziwić. Komu na to nie otwierają się oczy, temu już nic nie pomoże. Samym żydom było jakoś nieswojo, że w pierw- szem uniesieniu swego zwycięstwa dali się porwać do zbyt moc­nego zdemaskowania się i przez fakt prawie zupełnego zagarnięcia władzy w ręce żydowskie nieodparcie dowiedli współczesnym i potomnym, kto doprowadził wojnę do takiego końca, kto zrobił «• zdobycie rew7olucji« i kto jest dzisiejszym zwycięzcą.

Przypisek. Żyd A. F. Fried pisze w zeszycie grudniowym 1918 swej »Friedenswarte«: »z radością musimy demokracjom zachodu podziękować, że zwyciężyły. Oswobodziły i nas*. Jak długo jeszcze naród niemiecki będzie kosztował takiej szyderskiej nikczemności ? Bóg wie, nigdy nie był sv bardziej gorzkiej biedzie, niż dzisiaj. »Judische Rundschau* pisze: >Dla narodu żydowskiego-

ta wojna była najżywioło wszem i najrewolucyjniejszem zdarzeniem jego historji od zburzenia świątyni. To, co ojcowie przez 2 tysiące lat uważali za ideał, wojna z nieoczekiwaną szybkością wprowa­dziła na drogę spełnienia«. »Bote aus Zion« pisze we wrześniu 1919: »Nastrój żydów, zważywszy na powodzenia, oczywiście dum­ny i pełen świadomości. To samouświadomienie opiera się z jednej strony na potędze złota żydowskiego, gdyż do naszego to zbior­nika podczas wojny skierował się prąd złota jeszcze więcej, niżli przedtem — z drugiej strony na wierzę, że pomiędzy narodami żydzi posiadają przeważającą siłę duchową®. Więc załamanie nie­mieckie zapisane, jako »powodzenie«, czyniące szczęśliwym i dum­nym. Niemcy w głębokiej hańbie i biedzie, Juda w dumnem po­czuciu »spełnienia się«. Żyd Wohlgemut w swem piśmie: » Wojna światowa w świetle żydowskiem«: »stara prawda, że nawet najwięk­sze, świat poruszające wypadki, spełniają się na dobro Izraela«.

»Judische Echo« w Monachjum już w listopadzie r. 1918 pisało z gniewem o taktycznym nierozsądku swoich współple- mieńców: »Jest za wielu żydów w rządzie, zarówno w państwie, jak w Bawaiji, to zdanie powszechne. Jeżeli głos ogólny zwalcza tych przywódców, którzy nie przez szerokie prawnie uzasadnione wybory wznieśli się do tego, ku czemu ich rewolucja stworzyła, wtedy postępują, być może, nierozsądnie, jeżeli trwają w roli przy­wódców. Ich dzielność w takich warunkach nie spotyka sądu objektywnego, do jakiego powinni dążyć. Niechęć i niedowierzanie szkodzi nietylko im, ale ogółowi, przedewszystkiem żydostwu. Trudno znaleźć dobitniejszy przykład taktyki żydowskiej. Dobra rada przychodzi całkiem za późno. Głupstwo już się stało i nawet taka giętka guma nie wyskrobie wschodniej alei zwycięstwa z listo­pada 1918 r. Również Maksymiljan Harden, alias Izydor Wit­kowski, zląkł się własnej odwagi: »Cofnijcie się i zróbcie miejsce innym w stosunku do tego, co jest«. Zwrot końcowy jest charak­terystyczny. Ma znaczyć: »jak najprędzej zasłońcie to, co jest«, Albowiem faktycznie proporcja władzy żydowskiej 83°/o, to jeszcze nie zjawisko pełne. Nawet 100°/0 nie byłoby za wiele dla tego, sco jest*. Jednocześnie żydówka Rachel Rabinowitch w »Kurjerze Bawarskim* oświadczyła, że usunięcia rządu żydowskiego nie można uważać za nieusprawiedliwiony antisemityzm. Bo Eisner nie jest ani Niemiec, ani Bawar, jest żyd, obcy i nie jest to ob­jaw snajniższych instynktów«, lecz usprawiedliwione zdrowe poczucie, jeżeli naród bawarski broni się przeciwko rządom obcego. »My, żydzi, rozgoryczylibyśmy się bardzo, gdyby nam chciano wmusić na naczelnika gminy nieżyda. Nie z tego robi się zarzut Eisnerowi, że jest żyd i jako taki jest na zawsze obcy niemiec- kości, lecz z tego, że będąc żydem, miał niesłychaną pretensję w takiem położeniu rzeczy, stanąć na czele państwa*. W zdaniu końcowem nasz problemat jest ujęty i napisany tak trafnie i tak ■•wyczerpująco, że dalsze wyjaśnienia są zbyteczne.

IV. Juda przed wojną.

Po ustaleniu faktu zwycięstwa Judy nad Niemcami powstaje pytanie, w jaki sposób było ono możliwe i jaki cel ostateczny ma Juda. Te pytania w ogólnym zarysie rozpatrzymy.

Drogi Judy są tysiącznie splątane. Jego sposoby działania tysiącorakie i różne. Razem to cienkooczkowa siatka, zarzucana na głowę ofiary, która zrazu jej nie dostrzega; siatka ściągą się powoli, aż się złapany udusi. W całej subtelnej maszyneiji, kiero­wanej jednolitą wolą z mocną świadomością celu, jedno zszyte z drugiem, niedostrzegalnie, a trwale, Właśnie dlatego prostodu­sznemu z natury Niemcowi dotychczas było tak trudno dopatrzeć, o co chodzi. Czuł tu i owdzie obcego dręczyciela, jeżeli szło o jego własną egzystencję, dostrzegał tu i tam swoiste osłabienia sił społecznych i bijące w oczy straty gospodarstwa narodowego, Ale powód tych zjawisk,. ich jednolitość, ich świadome współdzia­łanie — to było mu obce. Uważał je za wypadkowe, niepożądane fakty życia codziennego, nic więcej. A potem — być podejrzanym

0    »antisemickie« nastroje, to tak źle, jak o »wszechniemieckość* lub »konserwatyzm«. Wszystko, aby nie to. Niemiecki bierbank- filister nadewszystko wysoko ukształcony i oświecony, gotów raczej zrobić plajtę wewnętrznie i zewnętrznie, niżeli wystawić się na niebezpieczeństwo zrobienia czegoś nie »modern« lub myśleć albo działać samodzielnie. To za niego robi •— żyd. Dziś, gdy nakoniec nici są widoczniejsze, jest, być może, łatwiej wyjaśnić Niemcowi, w jaki sposób pozwolił był tak głupio i bezwolnie ukształ tować swój los.

Udział żydostwa w niemieckiem życiu kulturalnem i go- spodarczem już przed wojną był bardzo wielki i — poza wszelkim stosunkiem procentowym. Szczególnie godnem uwagi było przytem dążenie, aby obok gospodarczego zdobyć i duchowe przewodni­ctwo narodu. Pisze już żyd Benjamin d’Israeli, późniejszy lord Beaconsfield, w odniesieniu do rewolucji 1848 r.: »potężna rewo­lucja, przygotowująca się w tej chwili (1847), rozwija się całkiem pod auspicjami żydów, którzy monopolizują katedry profesorskie w Niemczech«. Według Th. Fritscha (Jarzmo duchowe) przed wojną na 3140 wyższych nauczycieli Niemców było już 520 żydów, t. j. 302 profesorów i 227 prywatdocentów. W gimnazjach i szkołach realnych było (na 1 '/^°/0 stosunku ludnościowego) 12°/0; w niektórych gimnazjach żydzi dosięgali 50% uczniów. W Ber­linie r. 1904 było' żydów w gimnazjum Zofji 44°/0, w gimn. Fran- cuskiem 47%, w gimn. Wilhelma 511 /2°/o- Na uniwersytetach pruskich żydów studentów było okrągło 10%. Nie dziw, że z leka­rzy berlińskich jest większa połowa żydów, a z berlińskich adwo­katów %. Godne uwagi są liczby dra Jakóba Segalla w 9 zeszycie

li

biura statystycznego żydów: w samym Berlinie od r. 1900 do 1908 odstąpiło od »żydowstwa« 1000 żydów. Ilość żydowskich małżeństw mieszanych wzrosła szybko, od 277 w r. 1877 do 740 w r. 1904. W Saksonji od 1895—1905 ilość żydów więcej niż potroiła się, w Bawarji i w Wirtembergji stanęła. Do Prus żydzi w dużej ilości wwędrowali ze Wschodu, przedewszystkiem do Berlina i do Brandenburgji (Dzisiaj rozmiary napływu od Wschodu nie do przewidzenia!). Prawie '/e wszystkich żydów niemieckich, a ]/5 pru­skich w r. 1905 zamieszkiwała Berlin, połowa zaś—miasta liczące ponad 50.000. Znaczna jest ilość rentjerów. Od r. 1895— 1907 wzrosła ilość żydowskich dyrektorów7 i zarządzających z 2528 na 3197. Prawie wszystkie składy towarów założone przez żydów7. Przykład spowodowanego przez to wyparcia istnień samodzielnych; w domu składowym Leonhardt Tietz w Kolonji w r. 1907 pośród sze­fów wydziałów 20°/0 było samodzielnych kupców. Procent żydów ortodoksów śród wyższych państwowych i rządowych urzędników wynosił w 1907 r. 1.93. W sprawiedliwości r. 1907 było 906 sę­dziów żydów, t. j. 4.28°/0; prokuratorzy żydzi wtedy byli tylko w Bawarji. W całej adwokaturze już wtedy żydów było 43°/0. Wśród lekarzy, zwłaszcza w niektórych specjalnościach, udział żydów jest niepomiernie wielki. Żyd Fryderyk Blach w swojem piśmie >Żydzi i Niemcy« pisze: »Trudno ustalić u lekarzy żydów powody wyboru zawodu. Właśnie w tym zawodzie przysłużyli się naukowo w7ybitnie, ale tutaj najłatwiej pogodzić żądzę zarobku z surową naukowością«. E. Diihring wiele dorzucił danych w swych utalentowanych i gruntowych studjach. Mówi on (»Zagadnienie ży­dowskie pod względem rasowym, obyczajowym i kulturalnym«): »Do właściwej i poważnej nauki samej sobie gwoli żydzi i dzisiaj nie posiadają żadnego zmysłu. Teżeli zewnętrznie owładną nauką, operują, jak ich na to stać, cudzemi myślami, a całe ich działanie w nauce ma, jeżeli nie bezpośrednio cel interesu, to zawsze cha­rakter interesu. Żydzi sami nigdy nie dochodzą do genjalności, lecz ostatecznie i wyjątkowo do talentu, zdolnego handlowi cu­dzemi ideami nadać pozór twórczości własnej«. Niema nic śmie­szniejszego nad bezgraniczną pychę żydowską, z jaką ich duch bezpłodny w7 fałszywym blasku ich intellektu promienieje wobec głupców7, przedewszystkiem wobec prostaków niemieckich! Na­prawdę myślenie żydowskie jest starczo jałowe, wprzężone do rabulistycznej sztuki prastarej szkoły talmudycznej, pozbawione wszelkiej naiwności i pranatuialnej siły twórczej, sprowadzone do mateijalistycznej celowości. Wyraża to, jako pochlebstwo żyd Schmeizer (Międzynarodowy miesięcznik, styczeń 1883): »Do ma­tematyki i gospodarstwa państwowego wszystkie europejskie mózgi narodowe zawsze okazały zupełną impotencję. Jedynie mózg żydowski posiada intensywne połączenie tych dwóch rachunkowych potencyj i działa bezlitośnie ku ruinie gospodarczej słabego w ra­chunku*. Więc żydzi wcisnęli się właśnie do najwpływowszych gospodarczych powołań. Z tego, według Fryderyka Blacha, wy-

15

nika możliwość: próby stanowczego wpływu na losy całego narodu«. Pismo (listop. 1911) ^Związku centralnego obywateli niemieckich wyznania żydowskiego* mówi: »na zbyt duży przy­pływ żydów do dziedzin wymagających natężonego umysłowego pracowania, idealizmu naukowego i oddania się z poświęceniem, dotąd nikt nie może się skarżyć«. Przed wojną pisał żyd angielski mr. Castle:

» Rzeczy wiście zjawił się pogląd, że najnowsze fazy rozwoju państwa niemieckiego są zjawiskiem specyficznie żydowskiem, wcale nie niemieckiem. Banki niemieckie są niemal wyłącznie w ręku żydów7, i ta rasa jest zakwasem handlu. Pan Baltin, budo­wniczy linji Hamburg-Ameryka, największego towarzystwa żeglugi na świecie; pan Rathenau, organizator A. E. G., naczelnego w Eu­ropie przedsiębiorstwa elektrycznego, Loewesy z rozgłosem mię­dzynarodowym w gałęzi broni niemieckiej i maszyn, są to żydzi, a listę możnaby ciągnąć w nieskończoność. Żydzi są masowo reprezentowani wśród wybitnych przedstawicieli niemieckiej jurys- prudencji, medycyny, sztuki, muzyki, literatury, dramatu, dzien­nikarstwa. Znajdujemy ich wszędzie działających, jako doskonale wyczuwających życzenia publiczności, z ich podziwu godną zdol­nością organizacyjną. W rzeczywistości cały Berlin jest ich wła­snością*.

Lekarz dr. G. Lomer w7 >Zukunft« Hardena (X. 12 — 1910) pisze uczenie o »masowem wzniesieniu się żydów*, oświadczając zgodnie: »Droga do stanowczego wpływu na naród — gospodarza prowadzi przez zawody akademickie, zatem przez szkoły wyższe. W całości przypada na 80 Niemców tylko jeden żyd, wśród pro­fesorów uniwersytetu (w Berlinie) jednakże jest 12 żydów. W są­dach obiegowych Berlina (r. 1906) było 16°f0 sędziów żydów,- w sądach pokoju 11°„«. Wkońcu mówi otwarcie: »ta nie zaprze­czona przewaga żydó'w w wyższych, dla duchowego życia narodu miarodajnych zawodach, musi naturalnie mieć skutkiem odpo­wiednią przewagę wpływu żydowskiego na życie publiczne. Posia­dają olbrzymi, o wiele niedoceniany oręż w prasie, którą przeważnie władają, mają przedewszystkiem niezbędną do prowadzenia wojny mamonę. Któż zaprzeczy, że taki stan rzeczy każdego myślącego musi przygnębić?* To, co zastanawia w tym rozwoju, ujął Artur Trebitsch z Wiednia, sam z pochodzenia żyd, w odczycie berliń­skim z dn. 30 stycznia 1919 r.: »zżydzony, to znaczy pozbawiony życia*. Największy grzech ducha żydowskiego polega na tern, że odbiera to, co" inny stworzył.

Przypisek. Dr. Lomer pisze do mnie wyraźnie, że sam jest czystej krwi aryjczykiem, że jego wymienione wyżej poglądy, pisane w chęci ułatwienia kompromisu, dzisiaj uległy zmianie. W rze­czywistości uważa za mało możliwe unieszkodliwienie przewagi żydowskiej przez absorcję żydów i zamknięcie granicy wschodniej.

V. Zaraza dusz.

Zazwyczaj bierze się odrębność i niebezpieczeństwo żydow­skie jedynie pod kątem widzenia współzawodniczej walki gospo­darczej. Niewątpliwie to trafia w jedną z istotnych form zjawiska, ale nie w najwłaściwszą. Zobaczymy później, że wielki cel Judy wcale nie jest to zarobek pieniędzy i lichwiarski wyzysk innych, lecz ukryty o wiele głębiej. Żyd pożąda nietylko ciała innjmh, ale przedewszystkiem — duszy. Więc pierwsza i zasadnicza jego po­trzeba — to zniszczyć przeszkadzającą jego celom siłę duchową innych, mówiąc inaczej, odebrać im gatunek, to jest charakter, co za tern idzie, wolę, uczucie narodowe i sumienie i przesadzić ich na grunt ^czystego rozumu*. Jeden z naszych wszechżydowsko- usposobionych uczonych, grabarz niemieckich idej konstytucyj­nych, prof. Anschiitz wyraża to niechcący samokrytycznie w »Ju- risten Zeitung« z 1 lutego 1919 r. O to w dziele konstytucyjnem chodzi, aby »usunąć stylko historyczne* (nur historisches) na rzecz »rozumnego*. Ten »rozum* żydowski prowadzi na sucho przez ujednostajnienie wszystkiego, począwszy od religji i szkoły aż do ♦ unormowania* szkolnych podeszew, przez ustanowienie bezro- zumnej » równości* nierównego — do wykorzenienia gatunku i charakteru, w końcti do samozniszczenia, do czegośmy dzisiaj doszli; chodzi tu o zamiar djabelski sztucznego oderwania gatun­ku narodowego i jego rozwoju od wszystkich historycznych ko­rzeni, odcięcie nici rozwojowych, o podwiązanie organizacji roz­woju. Na miejsce organicznego wkracza nieorganiczne. Ale to zna­czy, że wystawiony na to organizm sam zginąć musi. Z tern ręka w rękę idzie celowe burzenie aryjskiego idealistycznego światopo­glądu, zabijanie idealnego wzlotu duszy i wychowanie w bezdu­sznym, pustynnym, bezpłodnym materjalizmie Uczciwi z żydów przyznają to. Moritz Rappaport (»Socjalizm, rewolucja i sprawa żydowska*) mówi: »Żyd jest przedstawicielem materjalistycznego światopoglądu. Dzięki swemu bezprzykładnemu intelektualnemu i analitycznemu uzdolnieniu staje się przywódcą innych narodów, przewodnikiem w dziedzinie materjalizmu. Narody dają się pro­wadzić; chcą oprzeć się, a nie mogą, gdyż niedorosły do talentów dialektycznych i sztuki przekonywania żydowskich. Niezdolność odparcia trafnych argumentów, przemawiających za światopoglą­dem materjalistycznym jest rzeczywistą przyczyną ańtisemityzmu. Żydzi nie uznają poznań serca za poznania, niszczą w sobie sa­mych i w innych wiarę w nadprzyrodzony zmysł życia, grzebią religję i przez to są straszliwem niebezpieczeństwem dla narodów, śród których żyją*. Również w piśmie żydowskiem »Nowy list do hebrajczyków* (obszernie cytowane w Dintera): »Grzech prze­ciwko krwi*) czytamy: »Antisemityzm zastępuje na nowo zbu­dzony idealizm*.

17

Dzisiaj nie ulega wątpliwości, że takie wynaturzenie narodu najpewniej da się osiągnąć przez zniszczenie szacunku dla histo­rycznej przeszłości, czci i świętego dreszczu wobec wszelkiej wie­czności i czystości własnej istoty, wogóle poczucia honoru. Naród, nie mający już czci, jest jak upadła kobieta; stracił wszystko. Odduchowienie prowadzi koniecznie i do zguby cielesnej. Prawo »psychofizycznej« jedni stosuje się nietylko do jednostek, lecz i do całości narodowej. Tu leży powód nienawiści żydowskiej do nie­mieckich świąt narodowych. Naprzykład, jakiemi pełnemi nienawiści sposobami napastowano uroczystość Sedanu. I tu rewolucja dopro­wadziła do »spełnienia się«. Szczególnie gorliwie starał się zadowolić żydów na swym fotelu minister kultu pan Haenisch, słynny prze­śladowca krzyżów i portretów cesarskich. O tern informuje inter­pelacja frakcji niemiecko-narodowej z dnia 2 września 1920 r. »Dzień, który przed latu 50 na polu bitwy pod Sedanein ugrun­tował jedność niemiecką, nie mógł był być (z powodu zakazu Haenischa) uroczyście obchodzony«. Mają być bez pobłażania uka­rani uczniowie, którzy nie stawili się do szkoły, bo byli na święcie narodowem, mającem pielęgnować w sercach młodzieży wspomnie­nie wielkości i siły Niemiec! Czemś podobnem dzisiaj raczą Niem­ców. Dla siebie Juda myśli inaczej. Dziś jeszcze obchodzą święto Puritn na pamiątkę rzezi masowej patrjotów perskich. W »Leip- ziger Neueste Nachrichten« z 20 grudnia 1919 r. mieści się następująca wiadomość; »Dom Kupiecki. Dziś w sobotę o 7 wie­czorem święto Machabeuszów narodowo-żydowskich organizacyj lip­skich. Uczestnicy: Pani Eugenja Wilms-Schendray, panna Betty Kindermann (śpiew), p. Jonini Sonnabend (pieśni żydowskie narodowe) I i p. Feliks Robert Mendelsohn (basy); mówca dr. R. Chemizer.

 

I

 

 Fortepian—Josue Goldstein«. Cóżby się Stało, gdyby Niemcy ze-

chcieli obchodzić bitwę w lesie Teutoburskim lub bitwę na

Lechfeld? Sikawki rynsztokowe w rodzaju »Ulka« otworzyłyby

ogień szybkostrzelny. Do usług odduchowienia Niemców stanęło

i omawianie »win« wojennych. Słynna Komisja Śledcza Zgromadzenia

Narodowego, w której pod przewodnictwem żyda Gotheina, jako

nowego nauczyciela Germanji, żydzi Cohn, Sinzheimer z posłami

Katzenstein i Bonn zasiadają do sądzenia wielkich ludzi narodu

niemieckiego, jest to poprostu żydowski filtr do honoru niemiec-

kiego. Odbiorca srebrników Cohn, jako sędzia honorowy Hinden-

 

1 burga i Ludendorffa! byłaby to najkrwawsza farsa teatru świato-

! wego, gdyby niebyła tak głęboko tragiczna. Jak długo ma trwaćjeszcze

I ta bezdenna nędza? KiecTy przejrzy Michałek niemiecki, robotnik

i niemiecki, że go krzyżują? Podobne a przy tern praktyczne zna-

czenie ma sprawa wydania; obok niszczenia niemieckiego poczu-

S* cia czci występuje rzeźnicza metoda pozbawiania narodu niemiec-

^ kiego sił najwartościowszych, zdatnych do czynu. Przy tej całej

uczciwej uszczęśliwiającej naród działalności ustrzela swojego

ptaszka socjalista »niemiecki«, chwilowo członek urzędu zagra-

ją nicznego, Kautsky, żyd czeski, który swoją kłamliwą zdradziecką

 

Księga Win Judy.                                                                                                                                                                         2

 

18

 

książką o »winie« niemieckiej, sprowadza na naród niemiecki nie­opisane nieszczęście. Gdzie leży prawdziwe źródło tego djabelskiego żydowskiego poszukiwania »winy« niemieckiej? Wskazał na nie ktoś, kto musi wiedzieć, z cynicznem szyderstwem w „Glocke" (listop. 1919): »Kautsky chciał grubo zarobić... Postanowił praco­wać w sensacjach politycznych. Chciał wyzyskać konjunkturę wojenną. Chciał zrobić głębokie cięcie w kieszeniach czytającego ogółu*. W taki sposób prowadzi dochodowy handel wyprzedażą niemieckiej wartości dusz. Najstraszniejsze było przyznanie nie­mieckiej »winy« w traktacie pokojowym. Na tern okropnem kłam­stwie wiszą Niemcy, jak wisielec na powrozie.

Drogę odebrania czci narodowi niemieckiemu Juda utorował z powodzeniem. Zaszczepił mu własny grzech historyczny, pozba­wiając go poczucia wstydu tak, że z rewolucją Niemcy w pełnej mierze stały się jednym wielkim »Gebruder Herrnfeld* teatrem. Głownem narzędziem Judy jest socjaldemokracja niemiecka. Pod kierownictwem żydów nie oszczędziła sobie żadnej fatygi, nie za­niedbała żadnej okoliczności, aby odzierać naród z naturalnego poczucia honoru; w szczególności był w służbie tego uczciwego działania ruch młodzieży socjaldemokratycznej, inspirowanej po żydowsku. Dosyć spojrzeć na dotychczasowe zbiory piosnek mło­dzieńczych i gimnastycznych. Od dziś, kto poszukuje przyczyn obrzydliwości Spartakusowych, nie ma potrzeby leźć w bagno rosyjskie.

Ojciec duchowy tego żydowskiego zapłodnienia socjalisty­cznej opaczności jest »canaille« Henrjk Heine alias Chaim Biicke- burg: »Wszystko, co niemieckie, wstrętne mi, a tyś niestety Nie­miec. Wszystko, co niemieckie, działa na mnie, jak proszek na womity*. O Henryku Heinem mówił Edward Móricke: »nie mo­głem żyć z nim ani kwadransa z powodu kłamliwości całej jego istoty*. Jeden z socjaldemokratycznych dzienników pisze: »Wal- czący proletarjat całkiem zrozumie wielkość Heinego i strzec będzie bezpiecznie jego sławy: jedynie klasa robotnicza wzięła całkowicie 'dziedzictwo Heinego«. Gdy przed wojną socjaldemo­kraci chcieli mu postawić pomnik, pisał Figaro: >jeżeli Niemcy rzeczywiście postawią pomnik Heinemu, Francuzi mogą tegoż sa­mego dnia zdemobilizować jeden korpus*. W sensie Heinego punkt wyjścia Wilhelma Liebknechta jest logiczny: »wyraz »ojczy zna*, będący na waszych ustach, nie ma dla nas żadnego czaru; ojczyzna w waszem zrozumieniu jest to dla nas punkt wyjścia, któryśmy przekroczyli, wrogie kulturze'pojęcie«. Mehring mówi w swojem dziele o socjaldemokracji: »jądro socjaldemokracji, to nienawiść do ojczyzny*.

Przypisek. O roli socjaldemokracji podczas wojny i o zgo­dzie jej na kredyty wojenne, patrz u Wacha »Socjaldemokracja* i »Przedłużacze wojny* (u Lehmanna, Monachjum).

19

Działacz rewolucyjny i »pełnomocnik narodu* Barth, głośny z wzniosku, aby uwięzić i Hindenburga i sądzić go za zdradę, dn. 4 maja 1919 r. w »stowarzyszeniu dla praktycznej oświaty i podniesienia narodowej siły roboczej* oświadczył: »Możnaby się cieszyć, że Niemcy już nie mają nic do stracenia ze swego ho­noru narodowego... Lud niemiecki musi wydrzeć ze swego serca myśl narodową, a myśleć międzynarodowo*. Ten dzielnie usposo­biony niemiecki przywódca robotników wyjaśnił też i przedstawi­cielom zagranicznym, że jesteśmy w możności zapłacenia tyle, ile wróg zażąda.

Lecz Juda za narzędzie zniszczenia poczucia honoru naro­dowego wziął nietylko socjaldemokrację. Również wtargnął do niezliczonych »bezpartyjnych« burżuazyjnych towarzystw i ich kółek i jeżeli nie mógł ich zaprząc bezpośrednio do roboty nisz­czenia poczucia honoru, to pilnował w nich niezbędnego »objek- tywizmu* w sensie wszechżydowskiej » kultury*, to jest ubezwła- dniał ich dla myśli narodowej i krok za krokiem pchał sprawę w określony kierunek polityczny, tak zwany Wolnomyślny (Frei- sinn), to jest właśnie żydowski. Że wymienimy tu popierane przez »Berliner Tageblatt* Towarzystwo szerzenia oświaty ludowej. Wspomnimy również o zażydzeniu niemieckiego ruchu kobiecego. Partyjno-polityczne nadużywanie takich towarzystw w sensie ży­dowskiego frazesu »o kulturze* musiało również doprowadzić do zagmatwania obrazu ideowego, do zniszczenia prawoli nacjonal- nej i wykorzenienia się czucia, do niezdolności wytworzenia własnego sądu. Wogóle znaczy to tak, że żydzi usiłują wcisnąć się wszędzie, dokąd z natury rzeczy nie należą. Ciągle ponawiają próby w tym kierunku nietylko względem korporacyj i związków politycznych, ale i instytucyj towarzyskich — często z powo­dzeniem, a wtedy następstwa nieuniknione. W taki sposób Juda przenika całą istotę narodową, działa w jej wnętrzu jak >ferment rozkładu* i wysuwa ją z zawiasów. Pomyślmy naprzykład o czy­nionych niegdyś próbach wtargnięcia do zw. »Wandervogel< upar­cie, groźbą, pieniędzmi. Hasło otwarcie dała przywódczyni zwią­zków młodzieży żydowskiej Córa Bęrliner w piśmie centralnego związku niemieckiego obywateli wyznania żydowskiego (po nie­miecku: rasy żydowskiej). Wandervogel obronił się, chciał bowiem pozostać jednolity, czego mu nikt nie może wziąć za złe. To zmartwiło zawsze gotow7ą pomocnicę Judy, postępową partję lu­dową i, na kilka miesięcy przed wojną, uczyniło ze sprawy przed­miot utarczki w sejmie pruskim. Nie chcesz, to cię zmuszą!

Znaczenie i cel żydowskiego zarażania duszy naszego zatru­tego ludu wyjaśni uważne przeczytanie następującej poezji żyda Pawła Mayera w żydowskiem piśmie »Aktion« Nr. 5, styczeń 1913:

»Patrzcie, jam bez korzeni, nie związany z otoczeniem, ża­den narkotyk snu o ojczyźnie nie pędzi mojego serca, zaharto­wanego na cierpienie.

20

»Odpędzacie mnie od progu, jednak jestem pożądany, wasza zawiść ryczy, bo wypijani wasze źródła i ważę, coście warci.

♦ Mojej duszy gładkie skórki ukrywają, com żebrząc cierpiał, ale piętrzy się moja zdobycz i kobiety wasze cieszą się ze mnie, wy­rzutka obcych pustyń.

♦Poziewaj ąc, ćmicie wasz knaster dla dobrego trawienia, alem ja mądry macacz i podniecam wasze występki ku własnemu zbudowaniu.

»Więc moja dojrzała zuchwałość prowadzi gry osobliwe, arcysubtelne, ostateczne skryte dla was cele mojej krwi azjatyckiej®.

 

VI. Kościół i Szkoła.

Jednakże najbardziej osłonięte jest wtargnięcie Judy do kościoła i szkoły chrześcijańskiej. Na ten fakt zwracano uwagi

0    wiele za mało. Można dowieść, że poza istotnemi dotyczącemi szkoły i kościoła ♦ modernistycznemi ruchami* stoi Judasz Iska- rjota. Tak zwana liberalna prasa i wlokący się na jej ogonie nasi refor­matorzy szkolni, prowadzeni za nos na obrączce żydowskiej ♦pew­nych danych naukowych* maszerują całkiem po torze panjudaizmu. Istnieją wolnomyślni teologowie, pragnący nas uwolnić od rzeko­mego »żydowskiego chrystjanizmu«. W rzeczywistości oni sami stworzyli taki żydowski chrystjanizm. Są oni podobni do przemędr- ków, którzy mając obciąć drzewo, najprzód je przepiłują. Dotyczy to przeważnie tak drogiej reformatorom szkolnym teologji związku protestanckiego, neoprotestantyzmu. Rabin Back z Dusseldorfu powiedział o tym rodzaju chrystjanizmu: ♦ najważniejsze fakty i poglądy są tak zmiękczone, że istotnie niema niczego, coby się różniło od tego, co zawiera też oświecony judaizm*. Stąd i ta czysto żydowska pseudo-pedagogiczna myśl »nauki moralności«, będąca i z naukowego punktu widzenia zupełnym nonsensem, jednym z tęczowych pęcherzyków, wypuszczanych z międzynaro­dowej rurki mydlin. Ci nowatorzy »robią* religję niemiecko- chrześcijańską według recepty: ♦ Chrystus, poganin, żyd, Hotentot, wszyscy wierzymy w jednego Boga*. Naprawdę ów Bóg zowie się Jehowa, a ustawa tej religji i moralność zwie się Talmud. Istotą tego goszczącego już w kościele i w szkole chrześcijańskiej judaizmu jest w gruncie faryzeim, i jest go tem więcej, im ♦ libe- ralniejsza* jest sukienka. W żydowskiej książce szkolnej (E. Hecht, podręcznik historji Izraela) czytamy: 'Faryzeusze ze względu na zasadę byli najdostojniejszymi przedstawicielami i zachowaw­cami judaizmu*. Jaka przyszłość nas czeka wykazuje to »Frank- furter Zeitung« (z 24 grudnia 1911 r.), uświetniając stylem kwie­cistym ♦ ewangelicko-żydowskie nabożeństwo* w San Francisco

21

temi słowy: »Ciche, szczególne święto, które wprawdzie obcho­dzono nie z powodu urodzenia Jezusa, ale które owiewał wzniosły i święty duch wesołego zwiastowania pokoju na ziemi, w dn. 30 listopada odprawili członkowie gminy ewangelickiego First Con- gregation Church i izraelskiego Tempie Etnanu-El w bóżnicy. Było to jesienne święto dziękczynne, które połączyło żydów i chrześcijan na wspólnem nabożeństwie, które uczyniło z syna­gogi żywy chram tolerancji i pokoju. Poprostu i dostojnie odbyło się święto z liturgją i kazaniem ewangelickiego pastora. A gdy rabin pobłogosławił, w bóżnicy unosiła się cicha, choć dla wielu dosłyszalna, pieśń aniołów w Świętą Noc: chwała Bogu na wyso­kościach, pokój ziemi, ludziom dobra wola«.

Wspaniałe widoki na przyszłość. Dzisiaj widzimy je urze­czywistnione u nas jako »zdobycze rewolucji«. Neue Westfalische Volks-Zeitung pisze z Detmold (lipiec 1919): ^Świeżo w tutejszej szkole miejskiej odbyło się wprowadzenie kaznodziei Riilfa, mia­nowanego przez rząd obecny stałym nauczycielem ludowej szkoły ewangelickiej. Deputowany na sejm krajowy radca miejski Starkę, nakładca książek w Lippe i prezes zarządu szkoły zaprosili na tę uroczystość kolegjum nauczycieli, dodając, że przywiązuje do tego wagę aby wszyscy byli obecni. Przy zagajeniu uroczystości dzieci szkolne śpiewały: »Ach bleib mit deiner Gnade bei uns, Herr Jesu Christ«. Podobnej uroczystości u nas jeszcze nigdy nie było; na parę ty­godni przedtem nauczyciel starszy objął obowiązki bez śpiewu i pompy. Na to miejsce kandydowało kilku nauczycieli Niemców, uczestników wojny — daje się pierwszeństwo młodemu, obcemu rasą niewojownikowi«. I są jeszcze ludzie bezmyślni, nie widzący ohydy »zdobyczy rewolucji«! Należy zawsze mieć przed oczyma, z jaką bluźnierczą nikczemnością Juda, skrycie i otwarcie, usiłuje podpiłować nienawistne dla siebie zasady religji chrześcijańskiej. To dzieje się nieustannie i przy każdej sposobności. Zygmunt Feldmann w » VossischeZeitung« nazwał naukę chrześcijańską: »nową nauką, która spłynęła na Galileę ze skurczonych miłością bli­źniego ust wzniosłego włóczęgi«. Przy takim bezwstydzie, któż nie myśli o słowach Goethego: »Dosyć jednego żebraka, żyda, aby naigrawać się z Boga na Krzyżu«? Okropna nienawiść do krzyża Chrystusowego, często szyderczo i bluźnierczo występująca, jest to cecha charakterystyczna żydowskiego sposobu myślenia. Występuje tu duchowe zwątpienie co do własnego upadku. Judaizm popełnił grzech przeciwko duchowi świętemu, zapoznał wysokie i święte posłannictwo światowe, które niewątpliwie miał i zamiast błogosławieństwa, stał się wobec ludzkości występkiem, pragnącym omotać wszystkich w grzechu własnym. Ma on lęk przed imie- ■ niem Chrystusa, opisuje go bluźnierczo. Prof. Graetz (Historja żydówj nazywa Chrystusa: »nowonarodzony z martwą maską«. W żydowskich książkach rytualnych Chrystus występuje jako: ^czarownik®, »głupiec«, »bezbożnik«, »nieprawy syn«, »sługa bał­wanów®, »dziecko rozpusty«, »syn ladacznicy®, » wisielec®, »Bileam®.

22

W wydanem na nowo (r. 1880) piśmie Mojżesza z Leonu Chrystus nazwany »martwy pies, który leży pogrzebany w kupie gnoju*. W Konstantyna Brunnera (Leo Wertheimer) książce: »Judenhass und Juden« (porów. Nr. 34 »Allg. Zeit. Jud.« z 28 sierpnia 1918, nakład Rudolfa Mosse!) pisze się: »Jeżeli nie chce się zapomnieć, czego zresztą nie tak łatwo zapomnieć i ukryć niepodobna, że wielki, największy i najsłynniejszy z ludzi pochodzi z niższej rasy żydowskiej — rzeczywiście ten, który od tak dawna u wszystkich narodów kulturalnych jest najznakomitszy, ten, który swoją sławą przeważa wszystkie inne znakomitości, ten w każdym kraju czło­wiek najznaczniejszy i najznakomitszy, tak znakomity, jak der liebe Gott: to Josephsson. Myślę naturalnie o synie Józefa, którego ojciec był cieślą Józefem, a matka fryzjerką Marją, którego od działania nazwano Chrystusem«. Jest to typowy przykład bezdusznego, pu­stego żydowskiego rynsztokowego dowcipkowania w związku z bez- wstydnem bluźnierstwem. Możnaby tem jednem wypełnfć książkę. Cała prasa wszechżydowska drukowała często powtarzającą się reklamę w postaci chrześcijańskiego nekrologu: w obwódce żałobnej pod krzyżem chrześcijańskim napis: »Szatan umarł*. O co chodziło przy tem wstrętnem szyderstwie żydowskiem? O reklamę dzieł poety żyda Artura Lendsbergera:                          »Wie Satan starb?*, *Ludie

Kokotte*, »Hildę Simon* i t. d. Albo pomyślmy o panu Alfredzie Kempner-Kerr, który w »Berliner Tageblatt« opiekuje się wykształce­niem smaku głupich niemieckich Michałków. Ten szachruje w swoim szkicu podróżnym »Jeruzalem« swoimi współplemieńcami, którzy: »po Mojżeszu, i Spinozie dali Karola Marksa*. O Chrystusie mówi: uczułem się trochę wzięty przez galilejskiego pochlebcę chociaż się nie daję*. Nazywa: »ty męczony Icku, słodki Reb Joszua! kochany, powieszony antimilitarysto! Jesteś zawsze w mojem sercu, chociaż w dręczącym tonie... czy czujecie serdecznego azjatę Jezusa! Słyszycie, jak szachruje.. On szachrował«. O Marji mówi: »cicha matka zbawczego bachora«. Albo przeczytać bezwstydne bluźnierstwo w »Żydo-chrześcijańskich poznaniach i wiadomościach« Zygfryda Eichentauba, ży^dy biblijne, żydy babilońskie, żydy berlińskie, nie­mieckie, wydanie pieśni, Berlin W. 1 5:

»Wieczerza«.

» Świętą wieczerzę uważa się za obyczaj chrześcijański, jednakże w starem Peru istniała również. W świątyniach tłumnie jedzono chleb, pokropiony krwią jagniąt ofiarnych. I tam pobożnie jedzono zmysłowo swojego Boga i jego krew, jako pozostałość ludożerstwa. Wziąwszy w świetle: łaska Boża to — wymożenie, dla ludzi oświe­conych złe błazeństwo! Kiedyż świat uwolni się od takiego obłędu?* 

Takie brudne bezeceństwo pozwala podawać sobie żydom chrześcijanin Niemiec w swojej własnej ojczyźnie. Nie porusza to żadnej władzy państwowej. Za to wprowadzono urzędy do pilno­wania i prześladowania »ruchu antisemickiego«. Podamy tu, co mówi

 

23

 

Fryderyk Pulsen w swym >systemie etyki« (4 wyd. II, str. 518):

 Że religja, do której istoty należy pewne okaleczenie ciała, lub szczególny sposób zabijania zwierząt, pretenduje do zrównania z re- ligją narodów cywilizowanych i dopina tego, jest to fakt osobliwy«. Starożytny Tacyt (hist. V. ' 5) sądził: » obyczaj żydów wstrętny i brudny*. Za osiągniętem teraz odłączeniem kościoła od państwa też stoi Juda. Dziki »Komitet bezwyznaniowy*, »bezwyznaniowe* podżegawcze pismo »Der Weg* jest pod wpływem żydowskim. Na dużą skalę zorganizowany ruch występowania z kościoła, który przed wojną wykazał haniebne zjawiska zwyrodnienia obyczajo­wego, był kierowanj' przez żyda Waldeck-Manasse i podobnych. Żydowska tendencja polityczna tych wszystkich »religijnych ru­chów reformacyjnych* wyjaśnia się z artykułu Hermana Fernaus (autora psiej śpiewki: Deutschland ueber alles) w lipcowym numerze »Weg* r 1914, w którym zaleca się ku zniszczeniu siły narodu niemieckiego — środki prewencyjne. »Mamy ogromny interes w tern, aby liczba urodzeń niemieckich w dalszym ciągu malała. Przez to pewność zwycięstwa niemieckiego, zważywszy na nadzwyczajny rozrost słowiańskich i rosyjskich mas, z czasem stanie się tak mała, że kierunki demokratyczne wezmą górę i Niemcy muszą zrobić Francuzom pożądaną małą koncesję w Alzacji i Lotaryngji«. Cze­muż nie żądamy zamiast rozłączenia państwa z kościołem, rozłą­czenia państwa z żydostwem? W każdym razie już przed laty 10 Berliner Tageblatt« sądził, że państwo chrześcijańskie nawet w swej postaci wycienionej (yerfeinart) jest już pokonane.

Przyptsek. Poruszyliśmy fakt ciekawy i ważny. Widzimy w tern jeden z najoczywistszych powodów wojny z Niemcami. Juda nie­nawidzi >płodność« Germanów. W pismach belgijskich i francu­skich dzisiaj przyznaje się bez osłonek, że zdrowe rozmnażanie się Niemców było jedną z istotnych przyczyn wojny. W »Ziiricher Zeitung« (Nr. 51/19) F. Heinemann zarzuca nam winę »szybkiego rozmnażania się szczepu teutońskiego«. Znane jest powiedzenie Clemenceau: vingt millions de trop (znaczy, że 20 miljonów Niemców ma być zamorzonych głodem). Pokój ma dać Niemcom ciszę cmen­tarną. Do tego jest potrzebne zniszczenie płodności niemieckiej. Na usługi tych dążeń stoją metody żydowskie podsycania i prze­sycania pociągu płciowego, starania o wynaturzenie pociągu płcio­wego, agitacja za zniesieniem kar za nienaturalne występki płciowe i kar za spędzanie płodu. To wszystko należy do żydowskiej »oświaty«. W tym celu urządza się »wieczory uświadamiające*, a lekarze żydowscy mówią o niezbędności ograniczenia urodzeń w Niemczech, o błogich skutkach »odludnienia« i t. d. Proszę przeczytać sprawozdanie w »Deutscher Woclienblatt« w Berlinie (Nr. 24 z 13 paź. 1919) o działalności lekarza żyda dra Goldsteina, którego pismo p. t. »Aufklarung« jest kopalnią dowodów naszego twierdzenia. Żyd Sontheimer proponuje jako sposoby kompromi­sowe środki »zapobiegawcze zapłodnieniu«. Okropne, co musimy znosić, okropniejsze, że to znosimy.

I nowszy ruch występowania z kościoła prowadzą żydzi. Na czele tego ruchu wrogiego narodowi i kulturze obok »Komitetu bez­wyznaniowego*, w którym gra pierwsze skrzypce minister »kultu« Adolf Hoffmann, stoi fanatyczny »związek bezwyznaniowym z preze­sem lekarzem żydem drem Zeplerem na czele. Zepler (w odczycie z 18 list. 1919 r.) nazywa chrystjanizm »2000-letnim występkiem historji świata«, przestępstwem duchownego ujarzmienia ludzkości przez wynalezienie i zaszczepienie chrystjanizmu (»Der Weg«, sier­pień 1919). »Do dzieci trzeba pójść i pisemkami odpowiedniemi do ich rozumienia wyjaśnić i zawołać, że i dlaczego okłamane są przez naukę religji i że podawanym naukom wierzyć nie powinny*. Juda jest celu świadom aż do zatruwania i niszczenia bezbronnych dusz dziecięcych. W takim stosunku zależności, rozumie się samo przez się, że na tym powrozie iść musi i cała czerwona między­narodówka. Że czyni to pod nędzną i kłamliwą pokrywką frazesu: »religja jest sprawą osobistą« —tem bezecniejsze staje się jej duchowe dzieło zniszczenia.

Nawet nie wziąwszy w rachubę strony rasowej i narodowej sprawy żydowskiej, a mając na uwadze tę piekielną nienawiść Judy do chrześcijaństwa, pozostaje zagadka prawie niepojęta, obo­jętność i niezrozumienie tej sprawy spraw przez pozytywnie wierzące koła kościoła ewangelickiego. Możemy przytoczyć przy­kłady godne uwagi. Dzisiaj sprawy tak stoją, że kościół katolicki, ile nie jest bezpośrednio zależny od jezuityzmu, lub się nim pokrywa, często rozumie te sprawy i wynikające z nich narodowe i religijne zobowiązania — lepiej, niż kościół Lutra. Z nielicznemi wyjątkami kościół ewangelicki zawinił wiele wobec narodu. Jest winien i nadzwyczaj niebezpiecznego rozłamu, któremu ulegli nie najgorsi jego członkowie, rozłamu, prowadzącego do zupełnego niezrozumienia chrystjanizmu i do osobliwych błędów nowych przeważnie atawistycznych utworów kultu, które muszą szkodzić iednocześnie i kościołowi chrześcijańskiemu i ruchowi narodowemu. Co można, naprzykład, sądzić, o następujących kwiatkach (w Nr. 22 1920. »Missionszeitschrift«): »Przejmuje nas gorzki ból na widok tego nieszczęśliwego narodu tu i tam wypędzonego i ciągle prześlado­wanego. Nigdy żydzi nam nie szkodzili... i t. d. »Te żałośne tony, wcale przez rzeczywistość niezamącone, nie pochodzą z ducha Chrystusowego, lecz z własnego ducha takich pisarzów i mówców! Już czas najwyższy, aby kościół ewangelicki, który w latach przedwojennych wTpadł w taką nieczułość i lęk konfliktów i we wszystkich sprawach samozachowawczych stał się taki obojętny, jak cały nasz byt publiczny, powrócił do chrystjanizmu Lutra lub Arndta. W tym przedmiocie zalecamy i przedewszystkiem duchow'- nym przeczytanie pism Lntra z 1543 r. p. t. »0 żydach i ich kłamstwach* i »0 Szem Hamfores« (w 32 tomie dzieł Lutra, wy­danie Heydera, opracowanie dra Irmischera). Luter pisze:

»Nigdy nie było pod słońcem narodu krwi żądniejszego i mnściwszego, niż ci, którym się zdaje, że są narodem przez

25

Boga wybranym, aby obowiązani byli i musieli mordować i dusić pogan. Największą rzeczą, jakiej spodziewają się od swego Me­sjasza jest to, że powinien swym mieczem wymordować i zatracić cały świat. Żyd, to jest serce żydowskie, jest drewniano-Ł^giienno- djabelsko-stalowo twarde, niczem niewzruszalne... gdy przyjdzie Mesjasz, to on ma zabrać całemu światu złoto i srebro i pomiędzy nich rozdzielić«. Bardziej niż kiedykolwiek jest na czasie napom­nienie Lutra duchownym: >A wy, moi kochani panowie i przy­jaciele, pastorzy i kaznodzieje, przypominam wam wierność obo­wiązkom, abyście bronili parafjan, jak to czynić umiecie, od zguby wiecznej — aby strzegli się żydów i unikali ich, o ile mogą«.

Że wszystkie rzeczy dobre są trzy, więc obok wyżej wspom­nianych dwóch, »związków bezwyznaniowych«, powstał jeszcze ■> związek nadwyznaniowy« dra Katza, chcącego założyć wszędzie »domy nadwyznaniowe« z »włączeniem domów młodzieży na pod­stawie socjalnej i nadwyznaniowej«. Prospekt głosi: »Duchowo powinowaci będą pracowali razem. Związanie z centrami kultu- ralnemi zagranicy dodaje nadwyznaniowcom polotu międzynarodo­wego. Finansiści są zainteresowani*. Jako »śmietanka Niemiec* są śród członków: Axel von Fielitz, Hans Friedenthal, Aug. Gaul, Herman Gura, Otto Hettner, Artur Holitscher, Willy Jaeckl, Cezar Klein, Arno Nadel, Maks Pechstein, Brtino Taut, James Simon.

Czyż nie ma być wstrętne Niemcowi, zupełnie poza sprawą wiary, że na sędziego spraw wiary i na obrońcę chrześcijańskich dążeń kościelnych i oświatowych narzuca się prasa wszechżydow- ska, szczególnie »Berliner Tageblatt« i » Frankfurter Zeitung*. Nowo­czesne dążenia reformacyjno-szkolne wyrastają z ziemi żydowskiej, a przyświeca im słońce »Berliner Tageblatt’u«. Nienawiść ku poznaniu chrześcijańskiemu, rozumek oświaty bezwyznaniowej (t. j. bezreligijnej) i szkoły wspólnej w celu »uwewnętrzenia religji* jest to roślina całkiem z gleby Judy. Jedynie ubłogosławiający żydowski »rozum«, żydowskie panaceum racjonalnego równorób- stwa (*Szkoła zjednoczona* dla zasłonięcia prawdy nazywa się naro­dową) triumfuje i tutaj. Trzeba czytać niektóre z naszych pism nauczy­cielskich, aby poznać, jak silnie podziałało zatrucie żydowskie, jak roz­szerzyła się nienawiść bezduszna i bezmyślna ku wartościom i wspom­nieniom historycznym, jaka bezautorytetowa swawola, jakie sposoby nawskroś żydowskie tu działają, (»prawdziwi« luteranie przeciwko Lutrowi, w rzeczywistości grabarze wolności) i jakże fanatycznie bu­duje się front przeciwko »wszechniemieckiemu« i »antisemickiemu«.

Zwycięstwo wszechżydowskiego frazesu »kulturalnego« na gruncie poczucia religijnego wiąże się z jego zwycięstwem na gruncie poczucia ojczystego. Z myśli ojczystej narodowej zrobiono czysto obywatelskie pojęcie, zatrzymano jako wyrazy: »ojczystość« i a narodowość* jedynie dla zamaskowania. Pojęcie »ojczystego« i »narodowego« już przed rewolucją stało się pustym orzechem. Szczególniej do utorowania drogi dla wszechżydowskiego kie-

 

26

runku polityki szkolnej przyczynił się Saski związek nauczycielski ze swetni dwoma pseudopedagogicznemi pismami: sLeipziger Leh- rerzeitung* i »Sachsische Schulzeitung«. Zasadniczo podciął po­czucie toff odo we i religijne nauczycielstwa niemieckiego i stał się przewodnikiem tego niebezpiecznego, fałszywego wnętrznie pacy­fizmu, od którego zginął nasz naród pod wodzą Judy. W saskiej »Staatszeitung« w grudniu 1919 r. muzeum szkolne saskiego związku nauczycieli wydało odezwę do tych, co walczyli na froncie, do jeńców wojennych i cywilnych o przysyłanie wiado­mości, dotyczących wypadków przyjacielskiego usposobienia osób należących do państw sobie wrogich. Zbiór ma się podać do wia­domości publicznej w celu wzmocnienia w Niemczech idei związku narodów. I to pod znakiem zabójczego pokoju, pod znakiem hań­bienia kobiet niemieckich przez czarnych Francuzów’ i najhanieb­niejszego znęcania się nad jeńcami. Niewiadomo, śmiać się czy płakać? Nie dziw, że natychmiastowe po rewolucji żydowskiej podjęcie ■ reformy« szkolnej wraz z usunięciem nauki religji chrześcijańskiej i z wyplenieniem »narodowego« z nauki historji powitały z ra­dością niektóre niemieckie pisma przedstawicielstwa nauczyciel­skiego. Któż nie pomyśli o nauczj’cielu Wander, o którym opowiada Treitschke! Hans von Heutig pisze w sw’ojem wartościowem studjum kryminalno- psychologicznem: »Fouche«. (Nakład Mohr, Tii- bingen): We wszystkich dziecięcych okresach historycznych nauczy­ciele odgrywają znaczną rolę polityczną. Bliższe badanie prowadzi do bardzo ciekawych wniosków co do zwuązku duchowego, na co nalegał Bebel w parlamencie dn. 3 lutego 1893 r.: »jesteśmv prze­ciwko wszelkim autorytetom zarówno niebieskim, jak ziemskim*.

Z otwartym bezwstydem występuje ta żydowska zasada rozkładu w wypadkowo znajdującym się w naszym ręku zarysie nowego programu niezależnej partji socjaldemokratycznej (styczeń 1920). Stoi tam dosłownie: „U. S. P. D.“ ma za zadanie: przedewszystkiem uwolnić proletarjat od wiary w jakikolwiek autorytet. Myśl pod­stawowa systemu Rad musi być wcielona, ab$’ każdy klasowo uświadomiony robotnik uczuł się wolny od poczucia autorytetu«. Tak się naucza młodzież. Judasz Iskarjota przemawia tu z każdego wyrazu. Ci sami ludzie, którzy całe swe życie urządzili według takiej ' piekielnej zasady, rozkładając dusze narodu, dziwią się dzisiaj i jęczą, że ten naród tłucze, jak szkło, ich autorytet.

W każdym razie takie, pod hasłem: »kto ma młodzież, ma przyszłość« od lat dwudziestu nadużywanie szkoły do celów par­tyjno politycznych żydowskich, jest faktem za mało rozważanym ze względu na ciężkie następstwa. Niezaprzeczalne zarażenie wielkich związków nauczycielskich, ześrodkowanych w wielkich miastach, ży­dowskim frazesem »o kulturze« i ideą w’Szechżydowską stanowi dla sprawy odnowienia samo przez się wielki teren.

Źle, że wielu zarazą żydowską zarażonych sami nie dostrze­gają, co się z nimi stało — i przez to próba ozdrowienia utru­dniona, Zarażony jest jak opętaniec, jak gdyby chory na śpiączkę; ślini

27

się, wścieka i bije, gdy lekarz chce go obudzić. Lekarza uważa za swego śmiertelnego wroga, za rabusia swego największego szczęścia *— snu. Dlatego przy obchodzeniu się z takimi cho­rymi potrzeba wiele rozwagi, spokoju i cierpliwości. Samooman chorego polega na tem, że zaraza przenika głównie w obramo­waniu idealistycznem, w mądrze obracliowanych wolnościowych myślach i żądaniach, w co Niemiec bardzo chętnie wpada, lub w pięknej i strojnej sukience kultury, więc poczciwy Niemiec chętnie klepie się po lędźwiach, nie podejrzywając, że obleka ży- dowskąkoszulę Nessusa. To jest istota choroby; kto w jakiejkolwiek części duszy zarażony, nie ma dlań ratunku: »qui mange du juif...« Dla Niemców w tej chorobie nawet cienie przymiotów są fatalne: ich wielostronność, ich nadmierne zrozumienie obcego, ich tenden­cja do zrozumienia wszystkiego i do przebaczenia wszystkiego, ich do chorobliwości posunięta zdolność »objektywizacji«, co wszystko uczyniło z nich poziomych subjektywistów względem własnego na­rodu, niesprawiedliwych krytykusów, a w końcu pogardzających sa­mymi sobą. Fichte (Przyczynek do sprostowania sądów ogółu o rewo­lucji francuskiej) pisze: »wiem, wobec różnych uczonych trybunałów raczej zaatakować można całą obyczajowość i jej wytwór najświętszy: religję, niż—naród żydowski«. Jest charakterystyczne dla kolorytu li­terackiego niemieckiego rozwoju politycznego, że i kapitulacja nie­miecka przed Judą pochodzi z korzenia literackiego: z ciężarnego występkami opacznego zrozumienia Natana Mędrca. Gdyby Lessing przeczuł był, jakie jaje kukułcze włożył w gniazdo niemieckie, z jaką niepojętą naiwnością poczciwTe Niemcy nie rozumieją bajki literackiej, nigdyby Natana Mędrca nie był uwiecznił. Treitschke (Historja Niemiec, V, 631) pisze: »wspaniałą bajkę o trzech pier­ścieniach, której głęboką ironję łatwo poznać, gdyż tylko jeden z pierścieni jest prawdziwy, wyłożono bezmyślnie, jak gdyby Les­sing był tak tępy, jak jego wykładacze, jak gdyby rzeczywiście chciał postawić narówni gwałtowny mahometanizm lub oddawna zmumifikowany judaizm — z religją miłości i wolności«.

Dla tych powodów widzimy większość -naszych religijnych i pedagogicznych reformatorów, jak Troeltsch, Harnack, Baum- garten, oczywiście i mniejszj^ch bogów, jak Hobóhmen, Wenckei. t. p., jak również i miarodajne pisma pedagogiczne — na sznurku idei porozumienia międzynarodowego, w rzędzie wyrzekających się, jako bezmyślnych wyznawców czysto materjalistycznej, nie­uzasadnionej religijnie idei pacyfistycznej, tego szalonego obłędu, jaki Ententa via Juda zeszczepiła naszym wielkościom szkolnym, doprowadzając nas do tego, czein jesteśmy. Capus pisze w »Figaro < (1917): »wprawdzie pacyfizm sam przez się nie jest zdradą, ale jest sojusznikiem zdrajców«. Gdy swego czasu naród nasz oburzał się na krwawe dostawy broni »neutralnej« Ameryki, w prasie uka­zała się wzmianka i bez zaprzeczenia, że bankier żyd Arnhold w Dreźnie publicznie bronił prawa Ameryki do takiego lichwiar- stwa krwią niemiecką, naturalnie z pobudek pacyfistycznych. Skąd

28

to pochodzi, że jeszcze żaden pacyfista nie potrącił o żądny krwi i łupu imperjalizm angielski i amerykański, więc żydowski? Ro­zumie się, że ci wszyscy znajdują się, w stanie wściekłej niena­wiści przeciwko »wszechniemieckiemu*.

Naturalnie posiadamy i »socjalistyczny związek studencki«, otwarcie występujący za »przewartościowaniem wszystkich war­tości politycznych i etycznych«, za pacyfizmem i odważnie prze­ciwko Grenzschutz’owi. Na czele stał stud. phil. — Rothschild. Na uniwersytecie frankfurckim powstała »międzynarodowa grupa stu­dentów®, która w sierpniu 1919 wystąpiła z tematem: “Przeciwko ojczyznowaniu i szowinizmowi®. Prelegent żyd, pod strażą robo­tników niemieckich, dosięgnął punktu najwyższego w słowach: »potwór leży na ziemi, wyrwano mu jadowite zęby, postawmy mu nogę na grzbiecie, aby nie podniósł głowy«. Dla uzupełnienia wskażemy, że dziś nawet dezerterzy są możliwi, jako nauczyciele szkół wyższych: zbiegły podczas wojny na samolocie do Danji i czynami dla nas wrogiemi osławiony profesor Nikolai-Lewinstein, jako profesor uniwersytetu w Berlinie. Obsadzanie niemieckich krzeseł nauczycielskich od czasu słynnej rewolucji jest to temat szeroki. Wszystkie korzenie mają być podcięte kulturze niemieckiej.

 

VII. Teatr. Sztuka. Literatura.

 

Rzecz prosta, wyżej przytoczone sposoby żydowskie roz­kładania niemieckiej duszy narodowej o wiele nie wyczerpują sprawy. Znane jest celowe zażydzenie Teatru, Sztuki i Literatury; już przed wojną tak daleko było posunięte, że wyraźne koła o kie­runku żydowskim opasały teren, tak, że artystom i pisarzom niemieckim było trudno, często niemożliwie, przerwać się.

Przypisek. Tacyt pisze: »Żydzi są wierni i miłosierni tylko dla współplemieńców®. Juwenal: »żydzi tylko współrasowcom wskazują drogę i tylko obrzezanych doprowadzają do źródła*. To pierścieniowe opasanie po rewolucji żydowskiej ma szczególne znaczenie w stosunku do wysokiego urzędnictwa i rządów. Żyd żyje i przędzie w obrębie własnej krwi; kto do niej nie należy, ma dzisiaj mir i awans pod warunkiem obrzezania duchowego. Koryto, gospodarstwo w rodzinie i wszystko, co ma z tern związek przy żadnym ze »zgasłych starych systemów« nie kwitnęło w takim stopniu, jak przy nowym. Jeszcze jedna »zdobycz rewolucji*.

Szczególne znaczenie ma udoskonalona żydowska reklama, o czem możnaby napisać księgę. Żydostwo występuje jako zwarta instytucja ubezpieczeń wzajemnych, poparć i awansów wzajemnych, wychwalań wzajemnych. Nikt nie wejdzie do koła, kto nie należy

29

doń z krwi, z rasy, lub kto nie zapisze mu duszy. Odnosi się to jednakowo do prawnika, do artysty, do lekarza, do — pospo- litaka. Teatr się poprostu »robi«,jak giełda; odkrywa się artystów, inorodnych zabija się. Casus Dinter jeszcze pamiętamy (Dinter: »Wykluczenie moje ze związku niemieckich pisarzów scenicznych«). Reklama żydowska przybiera niekiedy groteskowe formy. Przyto­czymy tylko sposób, w jaki »zrobiono« salvarsan — profesora Ehrlicha. Frankfurckie »Fackel« pisze o nim: »Tylko jedno nazwisko promienieje jasno z nieba, djamentowemi głoski. Wdzięczna ludz­kość zgina kolana ze czcią przed tym wspaniałym: Pawłem Ehr- lichem. Judaizm stworzył dwóch mocarzów: Chrystusa i Ehrlicha. Uważajmy siebie za szczęśliwych, że dano nam ujrzeć twarzą w twarz Mesjasza, że możemy go nazwać swoim i rękę mu uści­snąć, dopóki żyw! Gdy już imiona wielkich oddawna pogrążą się w noc wieczną, gdy stulecia po nich przejdą, gdy imię samego Bismarcka stanie się legendowe, imię Ehrlicha promienieć będzie z gwiazd wieczną płomienną pięknością. Wielki Nazarejczyk błagał o błogosławieństwo niebios dla narodów, Ehrlich dał mu postać lich wy tną... « Podobnież pisze Stefan Zweig o Walterze Rathenau, do czego powrócimy. Jest godne pożałowania i niemądre, że

1    gazety, oraz czasopisma niemieckie przez powolność i nieuwagę dają się brać na reklamy żydowskie, co się ciągle spotyka, jak np. z powodu śmierci starego Lindau’a, bohatera afery Szabelski. Charakteryzuje pogląd żydowski to, co żyd Mauthner napisał na obronę Lindau’a: »Moje poczucie sprawiedliwości wzbrania mi na­zwać Lindau’a łajdakiem za pogląd życiowy (!), wyznawany przez */,, dziennikarzy, mianowicie, że pióro jest orężem, którego iftożna używać i dla korzyści osobistej. Według mojego niezmie­nionego zdania większość krytyków teatralnych popełnia codziennie to, co ma być zarzucone Pawłowi Lindau samemu, jako występek. Zapytuję tych kolegów, którzy tak, jak ja, nie mieszkają w domku szklanym: ile się pisze przychylnych krytyk lub wzmianek, aby podziękować ładnej aktorce za płomienne spojrzenie lub za bru- talniejsze pocałunki? I ile wzmianek złośliwych pisze się, aby ładną aktorkę dobrze usposobić? Setki nicponiów oddaje się temu rzemiosłu, nieprzyłapanych. Dlatego oburza mnie, że Paweł Lindau w porywie namiętności dał się złapać*. Droga dla artystek nie­mieckich prowadzi często przez sypialnię dziennikarzy żydów, i tu, jak wszędzie, jedyny grzech, to »być złapanym«.

Z powodu śmierci Lindau’a czeska »Venkov« podaje ciekawe wyjaśnienia co do sprawy, tak pilnie przez żydów poruszanej, dla­czego Niemca zagranicą tak nie lubią. Pisze: osoba Lindaua niezasłu- giwałaby na wyjaśnienia, zwłaszcza zagranicą, gdyby nie stanowiła doskonałego typu »berlińskości«. W Pawle Lindau znalazł wyraz najdoskonalszy ten Berlin, który powstał po zwycięstwie nad Francją w r. 1870: stolica merkantylnej burżuazji, siedziba gospo­darczego i moralnego materjalizmu. Założyciele i mieszkańcy tego wytupanego z ziemi miasta z febryczną żarłocznością gonili za

no

połyskiem, użyciem i wystawnością, i tern chcieli pokryć brak istotnej kultury. Jak prawdziwi pół-cywilizowani kurczowo naśla­dowali Paryż,... lecz nie dało się ukryć, że byli t3'lko surogatem, łudzącym na jedną chwilę, ale prędko — nieznośnym. Pod nie­istotną szminką paryską w całej 'generacji Lindau'a objawiało się coś komicznego: wrodzona natura berlińska z jej płaskim, czczym nacjonalizmem, z jej zadowoloną z siebie i bezpłodną przesadą, z jej bezecnym dowcipem, niezdolnym do pokornego ugięcia się przed jakąkolwiek kulturalną wielkością. Ta »berlińskość« stwo­rzyła jedno z największych, zarazem i najszkodliwszych miast świata, wyprowadzając na arenę polityki światowej i kulturalnej jeden z najbardziej zaborczych i jednocześnie najbardziej odraża­jących nacjonalnych typów. Dzisiaj ta imperjalistyczna berlińskość uległa niszczącej katastrofie. Być może, jest to coś więcej, niż przypadek, że nie przeżył jej przedstawiciel i panegirista Paweł Lindau, który tak często z lekkim uśmiechem przeżył własną godność. Zdaje się więc, że to nie źli »wszechniemcy« uczynili imię niemieckie zagranicą nienawistnem. Zresztą w Anglji żyd i Niemiec to jednoznaczniki. Jeszcze gorzej, gdy żydom powierza się duchowe mienie niemieckie. Co z tego wynika, pokazuje powie­rzenie wydania korespondencji Goethego z Kneblem uczonemu żydowi Guhrauer’owi. Guhrauer poprostu wykreślił to, co mu się nie podobało, np. słowa Goethego. »Dosyć jednego żebraka żyda, aby wyszydził Boga na krzyżu« (szczegóły u Chamberlaina »Goethe«).

Zepsucie smaku i poczucia u Niemców, ich otępienie na wzniosło-proste i ob}rezajowo-wielkie, ma swój powód w ogar­nięciu dziedziny wychowania artystycznego przez Judę, który nas wychował w muzyce kawiarnianej, w tańcach murzyńskich, w świń­skich operetkach i farsach burdelowych, a Meyrinkultem i w ten sposób pozbawił męskości. Najokropniejszym rozdziałem jest ży­dowska zaraza filmowa, wjrpędzająca »fil mami uświadamiaj ącemi« resztę wstydliwości niemieckiej, zapomocą której narodowi niemie­ckiemu usmacznia się zboczenia seksualne. Lekarz żyd dr. Hirschfeld wraz z »komitetem naukowym« w sosie naukowym podaje mło­dzieży niemieckiej występki przeciwko naturze. Oficjalnie protego­wana Kynadenwirtschaft rozszerza się. Już zagranica nazywa rozpustę przeciwko naturze niemiecką: »vice allemand«, »the german evil«. Moritz Goldstein oświadczył pysznie w »Kunst- wart« (marzec 1912), że żydzi rządzą duchowem mieniem Niemców. Na innem miejscu pisze o sniemiecko-chrześcijańsko-germańskich głupcach i zazdrośnikach«. Ma zupełną słuszność, jak i Adolf Bartels: swyciągają nam szpik z kości i kradną nam duszę*. Zresztą są i żydzi uczciwi, którzy to przyznają i są innego zdania, niżeli pan Goldstein. Naprzykład Konrad Alberti Sittenfeld (Ży- dostwo i antisemityzm w stosunkach towarzyskich, 1889): »Ńie- stety nie da się zaprzeczyć, że sztukę nowoczesną, zwłaszcza teatr zepsuli tylko żydzi. Wogóle dla żydów sztuka jest tylko przed­miotem, na którym ostrzą swój koncept, a ogólna szkodliwość

31

ej własności polega na tein, że to swoje puste dowcipkowanie śmiało podają za prawdziwą krytykę«. Więc czyż dziwić się należy, że ta wielka wojna była bez pieśni niemieckiej? I tutaj pozba­wienie oryginalności, zwyrodnienie, zapomnienie, że zarówno jak cała kultura, tak i sztuka tryska jedynie ze źródeł narodowjmh, że pojęcie międzynarodowości, jak wszędzie, tak i tutaj jest uro­jeniem. Z tej wystawionej przez siebie, contra-naturze, wiedzy, narodowi frazesu o »kulturze«, Juda, sam własnej kultury nie posiadając}7, żyjący wyłącznie z kultury innych, zrobił swoje naj­lepsze geszefty w światowo-obywatelskich Niemczech. Jak wielki jest brak elementarnej wiedzy w tym względzie, szczególnie wyra­ziście wykazuje mowa Lichnowsky’ego, wygłoszona na krótko przed wojną w Londynie, w której ku uciesze anglosaskich łapi- chłopów dał od siebie 'taką mądrość: »pojęcie ^narodowości* jest sstopniem przejściowym indywidualności ludzi*, a »ideały narodowe« muszą być przewartościowane gwoli potrzebom nowo­czesnym «".

W tym kwitnącym nonsensie, w który dzięki żydowskiej zarazie mózgów wierzy się i powtarza nabożnie, zwłaszcza w ko­łach nauczycielskich, gdzie poprostu sprawia spustoszenie, objawia się brak oświaty, albowiem podstawą »intellektualizmu« naszych czasów jest nietylko brak w7oli, lecz i brak wiedzy. To odnosi się przedewszystkiem do jego wyrazu politycznego: B. — systemu. Poza pretensjonalną ambicją jego wyznawców kryje się duża porcja duchowej nieudolności i niewiedzy, więc głupoty. Często brak nawet elementarnych podstaw wiedzy. Wszystko: prawo, kultura, gospodarstwo, ciało i duch istnieje wr warunkach » narodowych*, również i poczucie ludzkości, które nie jest rzeczą w sobie, ale jedynie abstrakcją filozoficzną, potrzebującą podstawy konkretnej (nie stopnia przejściowego) narodowej, aby zyskać wartość prak­tyczną. Dawid Fryderyk Strauss: »do poczucia ludzkości wznieść się można jedynie z poczucia narodowego«. Zresztą i nowo wjma- leziona »wolna ludowość* nie jest wytworem myśli Rousseau’a i Woltera, lecz ma źródło starogermańskie. Praw człowieka wol­nego Germanowie lepiej strzegli i wyżej je szacowali, niżeli wszystkie nowoczesne państwa rewolucyjne. Świat nie postąpił naprzód, lecz »rozwinął się« reakcyjnie, na drodze atawizmu.

Być może, ci sztukmistrze wynajdą jeszcze rasę zjednoczoną i nauczą nas sztuki, w jaki sposób robić z gruszek jabłka, a ze śliwek wiśnie. Niewątpliwie jest to przestępstwo przeciwko po­wszechności i równości, że przyroda nie zna pojęcia »owoc«, ale rodzi jabłka, gruszki i t. d.

Dokumenty wartościowe, do czego doprowadził dziś Juda w dziedzinie sztuki, podaje Karol Storck w »Tiirmer« (grudzień 1917). Jako papież wszechżydowski nad sztuką wiernym panuje Max Liebermann, który zresztą zatacza i poważne kręgi polity­

32

czne. Liebermann jest teściem Riezlera, »cudownego dziecka Beth- mannowego«. Riezler jeszcze na wiosnę r. 1914 tak objaśnił swój dar handlowy. »W wojnach już nie będą bić się, lecz rachować i jak dotychczas wynik bitew, tak teraz rezultat kalkulacji roz­strzygnie o korzyściach, jakie jeden osiągnie i odszkodowaniu, jakie drugi musi wziąć na siebie«. Ta myśl była wprawdzie, jak i cały B.- system bogato głupia, ale wcale nie nowa. Już dwa lata przedtem zwolennik B. - systemu Walter Steinthal wypowiedział ją piękniej: »Nasze wojny będą prowadzone na kawałku papieru rachunkowego. Politycy, każdy a part, obrachują swoje szanse i na tak zwanych entrevues przedłożą swoje ceduły. Na czyjej cedule wyrachowane będą najmniejsze szanse, ten musi się poddać, ten przegrał«. W taki sposób mózg żydowski przedstawia sobie sprawy losowe istnienia i śmierci. Siostra Liebermanna jest żoną bankiera, żyda Warburga, który również odegrał rolę polityczną i jeszcze odgrywa. Nadprzyrodzona mądrość Bethmanna przezna­czyła Warburga do misyj politycznych — do nawiązania stosun­ków z antisemickim ministrem rosyjskim, Protopopowem. Nie można przypuszczać, aby Bethmann chciał pokój oddzielny z Rosją sabotować tym nad wyraz »mądrym« sposobem. Stało się i płacimy koszty. Ale wracając do sztuki: nie było to genjalne p. Pawła Kassirer, organizatora handlu sztuką i członka honorowego secesji berlińskiej, mianować komisarzem państwowym na propagandowej wystawie sztuki niemieckiej w krajach neutralnych. Że do pilno­wania interesów sztuki niemieckiej posadzono w ministerjum spraw' zagranicznych również pana ze stemplem Liebermanowskim, Ro­berta Breuer alias Friedlander, że na kierownika niemieckiego zagranicznego muzeum w Stuttgardzie wsadzono redaktora »Frank­furter Zeitung« Fritza Wertheimera, to wszystko wprawdzie do- w'odzi godnego uznania żydowskiego poczucia rodzinnego, ale i daleko posuniętego oddawania ważnych miejsc niemieckich żydowskiemu krewniactwu, Z jaką pychą bezgraniczną Juda głosi swój triumf nad sztuką niemiecką, wrskazuje pogląd (Carl Storck) oczywiście spokrewnionego także z Liebermannem Waltera Rathenau (w »Kunst und Kunstler«): »W Menzlu stare Prusy postawiły sobie pomnik, w Liebermannie nowe wielkomiejskie zmechanizo­wane Prusy malują swój portret«. W istocie malarstwo rozkładu! Symfonję do tego skomponował żyd Preuss w swej konstytucji. yNur historische« (»tylko historyczne*) składa się z tronu na korzyść rozumnego — im więcej korzeni dębu niemieckiego obna­żonych, tern prędzej runie. Mimikra żydowska tu, jak i gdzie­indziej, odgrywa rolę wielką, może rozstrzygającą rolę. Czy Henryk Heine mógłby wywrzeć wpływ taki, jaki wywarł, gdyby na dzie­łach jego było zamiast Henryk Heine — Chaim Buckeburg? Czy Harden znalazłby był tylu głupców, gdyby pracował pod firmą prawdziwą »Izydor Witkowski«? Z Lublinera zrobił się Burger, z Arona — 1’Arronge, z Izraela — Seiler, z Hermanna Levy — Julius Rodenberg, z I. Rosenfelda — dumny Roderich Fels,

z Isidora Obstgartena — Robert Berger i t. d. Ustawa o prawdziwo­ści firm i w rzeczach duchowych musi być w nowych Niem­czech przywrócona. Będzie to jeden z głównych postulatów Niemców.

Że żydzi w zrozumieniu własnem są logiczni, nikt temu nie zaprzeczy. Gdy głupiowierny Niemiec, nie wierzący nigdy w cudzą nikczemność i sam nikczemny tylko wobec swoich współplemień- ców i tylko wtedy, jeżeli chcą mu pomóc i ratować go, gdy to nieboraczysko dozna nietylko szkody, ale i szyderstwa, rachuba ży­dowska się wyjaśni. Naprzykład gdy Julius Meier, Grafe ku uciesze wszystkich oszczerców »boszów« i hunnów oświadcza: »Wy wszyscy, Bocklinie, Klingerze, Thoma, z waszym tanim barba­rzyńskim antropomorfizmem wykazujecie, że upadek Bocklinajest upadkiem Niemiec. To, czego tym ludziom brak, nazywa się kul­tura. Kultury brak i Niemcom*. Być może będzie lepiej, gdy z dumnego Germańskiego muzeum narodowego w Norymberdze zrobi się wprzódy żydowski skład towarów. Odezwa, podpisana przez rabina Freudenberga, Samuela Blocha, taj. rad. Gerngrosa mówi: »Zamierza się do germańskiego muzeum w Norymberdze dołączyć także zabytki starożytności, które są charakterystyczne i wartościowe dla bytu żydów w Niemczech«. Dyrektorzy muzeum w »Allgemeine Zeitung des Judenthums« ogłosili swoją uszczęśli­wioną zgodę, bo chodzi »o wspólny rozwój naszej ojczystej insty­tucji*, o to, aby wszystkie koła »naszego ludu« współpracowały. Tak daleko zaawansowaliśmy. Wprawdzie mieliśmy Goethego, Cornelius’a, Wagnera, Ritscheba i innych w tym rodzaju. Ale bra­kowało nam »kultury«. Tylko starożytność żydowska i modernizm żydowski mogą nas ocalić. On zaszczepił nam materjalizm, w płasz­czyku pacyfistycznym podwójnie odrażający i niebezpieczny, który nam odjął ducha, męskość i życie. Jak to mówił Artur Trebisch 30 stycznia 1919 w sali Bliithnera w Berlinie: »zżydzony to znaczy pozbawiony życia; największy grzech ducha żydowskiego, że zabiera to, co inny tworzy«. Tę to działalność zwierzchniczą ujawioną podczas wojny, a jeszcze więcej po wojnie Juda nazywa »kulturą«. Materjalizm w życiu narodów nigdy jeszcze nie okazał się czynnikiem twórczym. Dzieje uczą, że materjaliści, gdzie tylko ich i duch« dostał się do władzy, strącali narody w barbarzyń­stwo. To się okazało i na nas. Ale jeszcze Niemiec nie widzi, gdzie leży przyczyna jego nieszczęścia.

»Kultura« dzisiaj jest całkiem żydowska, co było celem za­dania. W czerwcu 1919 w Berlinie wyszedł prospekt »Wystawy 1848 celem uświetnienia rewolucji żydowskiej. Do komisyi nale­żeli Edward Bernstein, prof. Oskar Bie, dr. Ludwig Fulda, prof. Friedlander, Fritz Engel (»Berliner Tageblatt), dr. Wenzel Gold- aaum, dr. Ludo Hartmann, dr. Alfred Klaar, minister Preuss, prof. Sanger, prof. Richard Stettiner, Lotar Brieger i t. d. Ex oriente lux!». Tak, Goethe w Wilhelmie Meistrze napisał: »jakżeż moglibyśmy dopuszczać żyda do wyższej kultury, której źródła i pochodzenia nie uznaje?«                                                                                                                                   

34

Oni z Niemiec zrobili lupanar kultury, władają naszym duchem i ciągną go wiernie nadół (lub do góry?) do kin, do brudnych kart pocztowych, do Muhsamowych poezyj pederasty- cznych, do syfilitycznych i prostytucyjnych filmów »niemieckiej« firmy Ornstein, do żydowskiego bazgracza d’Annunzio (Rappaport — Ruble), o którym Victor Hahn znów roztapiająco pisze: »styl elegancki, jak gdyby Gabrjela d’Annunzio, którego nakoniec wolno nam uznać jako poetę«. I »XJlk« i »Simplicissimus« etc. nabrały tchu, że wreszcie można być samym sobą. Żydowski środek wycho­wawczy »Ulk« w styczniu podaje następujący »dowcip«: »szwarz- weiss-roth, te barwy zawsze są aktualne, gdy wielu Niemców jest: »verschwarzt, verwTaist und verroht«, (zczernionych, osieroconych, zdziczałych). Okropna nędza Niemców jest dla Judy rozpustą, zmartwychwstaniem, zwycięstwem. Stare przysłowie niemieckie mówi: co dla jednego sowa, to dla drugiego — słowik.

Biedna dusza niemiecka. Nie dziw, że chora, śmiertelnie chora. I to, co się narodowi niemieckiemu stało, też nie dziwo. Naród niemiecki stracił nietylko swoje szczęście i swoją przy­szłość, ale co gorsza swoją cześć. Stracił już wprzódy swoje po­, czucie honoru narodowego, bo pozwolił je sobie wyrwać,/ bez oporu. Bezkarnie dał się wychować na sposób żydowski. »Cześć narodowa, piękny wyraz, ale już żadnego dorosłego Niemca nie zwabi do miecza« (Walter Steinthal 1912 r.), lub: »istnieje wpraw­dzie cześć osobista, ale nie narodowa« (słowa Veit Valentina, ucznia Bethmannowego). Bezkarnie pozwolił »pluć w ręce« Scheide- manowskie, i Hansowi Delbruck oświadczyć: już w r. 1909 »naj- większe nieszczęście, jakie mogłoby spotkać Niemcy, to zwycię­stwo nad Anglją. Przyjął bez baczenia słowo Scheidemanna (23 wrześn. 1918): »Zresztą byliśmy zawsze wtedy, gdy nasza sy­tuacja wojenna była najświetniejsza, w najgwałtowniejszej opo­zycji*. I sam stał się krętaczem i kramarzem, któremu w wojnie pełen nienawiści i pobity wróg zarzucał: »submission canine*, »podłe pełzanie«, »nędzne skomlenie«, »tchórzliwe ciągnięcie za wszystkie dzwonki świata*, naród, którego jeńców można było męczyć i mordować bez troski o porachunek. Naród, który podczas walki za swoje istnienie znosił chociażby tydzień to, co nazywamy B. systemem, i nietylko to, który stanął w obronie tego sy­stemu i przekrzyczał każdego i dziś jeszcze ryczy na każdego, kto chce położyć koniec temu wszechżydowskiemu splątaniu win — taki naród musiał się zachwiać. I ścierpieć musi, co pisze »Times < ; » Kręgosłup moralny narodu niemieckiego złamany. Często ich duma narodowa wywoływała w nas podziw.... Z jednej ostate­czności wpadli w drugą; arogancja przeszła w służalczość, głośne przechwałki w skarżące się zwątpienie. Klęskę znoszą bez żadnej godności. Jeden zwala winę na drugiego, na Hohenzollernów, na Ludendorffa, Tirpitza. Niemcy mieli przedtem za wiele dumy, dzisiaj nie mają jej wcale. Jakżeż inni byli Francuzi po r. 1871*.

 

35

 

VIII. Zaraza polityczna.

 

Dochodzimy do polityki. Oczywiście Juda dążył do zwycię­stwa nad duszą niemiecką nie dla tej duszy, ale z powodów real­niejszych i to osiągnął. Gorliwie od wewnątrz i od zewnątrz Ju­dasz Iskarjota ku odurzeniu sentymentalnego Niemca rozpo­wszechniał unicestwiający, błędny pogląd, że również w stosunku narodu do narodu, nawet podczas wojny, kultura i prawo idzie przed siłą i drogą »przeszacowania wszelkich wartości« doprowa­dził do tego, że Treitschke-Bismarkowe pojęcie siły państwowej, ta elementarna podstawa istnienia każdego narodu, zniknęło z nie­mieckiego myślenia, czucia i chcenia (w nagrodę nasza kultura jeździ teraz na wózku pocztowym; kto nie chce słyszeć, musi czuć). Naturalnie Juda sam ani myśli wstąpić na drogę tego po­glądu, według niego działać. Grę prowadzi wyłącznie dla obcych zupełnie jednakowo, czy kramarzy towrarem, czy »ideą«. On sam wie, że siła jest podstawą wszystkiego: i prawa, i kultury. I on chce siły. Poprostu niema nienasyceńszej żadnej potęgi, aniżeli żydowska. Powrócimy jeszcze do tego. Aby osiągnąć potęgę, Juda stara się o siły duchowe swej ofiary jedynie w znaczeniu zdobycia środka do celu i chce te środki swej ofiary doprowadzić do burzy.

 

0     nie chodzi jego żądzy. Chce je porwać dla siebie, aby później ze swej ofiary uczynić poprostu hołotę, niewolnika swej woli, przedmiot wyzysku. O ile Juda dzisiaj osiągnął cel, jest rządcą nietylko duchowego, lecz również rządcą, rzec lepiej, wyzyskiwa­czem nieograniczonym niemieckiego politycznego i gospodarczego posiadania.

Aby dojść do tego, musiał zdobyć siłę polityczną. Trzy pozycje miał do wzięcia: przedstawicielstwo narodowe, cesarza

1      rząd. Decydujący rozwój, przypadający na początek ubiegłego stulecia, wart poznania, lecz tutaj zaledwie możemy go dotknąć. Żydzi stworzyli dla siebie wprowadzające w błąd pojęcie »eman- cypacji«. Naprawdę o to nie chodziło wcale. Prawnie lub gospo­darczo »emancypowany« może być tylko » rodak*, który dla histo­rycznych lub jakichś innych powodów nie posiada pełni praw, jakie prawny i gospodarczy porządek zapewnia pełnym obywate­lom. O emancypacji może mówić kobieta niemiecka i robotnik, ale nie żyd. Tak zwana emancypacja żydów oznacza raczej sztu­cznie włączenie obcego narodu i elementu państwowego do na­rodu niemieckiego i państwa i nadanie praw narodowych obcym. Założenie, że żyd przez pełną » emancypację* i przez nieograni­czone przyjęcie do związku państwowego niemieckiego stanie się Niemcem, jest to wielki błąd z wielkiemi następstwami, taki sam jak przypuszczenie, że przez wystąpienie z gminy synagogalnej, przestaje być żydem. Pozostaje żydem. Właśnie żydzi »reformo-

36

wani* i żydzi chrzczeni stanowią dla narodn-gospodarza nie­bezpieczeństwo wzmożone. Sztuka »schwarzweiss« (robienie bia­łego czarnem i odwrotnie) »Berliner-Tageblattu« do oszukania ogółu wymyśliła pojęcie: »obywatele niemieccy wyznania żydow­skiego*. Jest to pojęcie bezpojęciowe, sens bez sensu, więc absurd. Śliwka nie jest jabłkiem, chociaż wisi na jabłonce; wilki nie będą jagniętami, chociażby były okryte owczą skórą.

Przypisek. Ojcowie nasi jaśniej patrzyli na te sprawy. Pismo »Die Zeiten«, redagowane przez prof. uniw. dra Daniela Vossa, w artykule Ernesta Trautvettera (r. 1819) pisze: »Stoimy wobec Hebrajczyków, Rzymian, Gallów, nie jako chrześcijanie, lecz jako Niemcy, jako gatunek narodu, jako rodacy plemienni i językowi. Bez uwzględnienia tej różnicy (co się stało w lipskich Messberichte, gdzie żydów uważa się za krzywdzicieli chrześcijan), nasze skargi są bezpodstawne. Tylko nasza niemieckość daje nam prawo wykluczyć każdego nieniemca z posiadania realności i praw ob}'watelskich.

O głupoto ludzka! Wrzeszczą na Francuzów, prowokują ich, użyźniają pola bitew krwią własnych dzieci. Poco? Aby stwier­dzić niemieckość, aby być panami ojczyzny. A wewnątrz, modlą się do cudzych świętych, dowierzają cudzemu objawieniu, ustępują żydom, z uświadomienia i ludzkości, własne domy, własne miasta, słowem wszystkie źródła bytu, nie zastanawiając się, że du­chowo i cieleśnie oddają przez głupotę to, czego tam bronią w krwawym boju. Bo w jakim celu ojcowie nasi, wszystkie szczepy histoiji wojowały ze zdobywcą i poświęcały życie? Za ziemię ojczystą, za ojczyste, religijne i obywatelskie prawa, t. j. za cielesne i duchowe istnienie szczepu. Jeżeli jest to nam obo­jętne, jeżeli przełożymy kieszeń nad rodaka, no to rzeczywiście nie warciśmy niczego lepszego. Żyd, chociażby dziesięciokrotnie stał się chrześcijaninem, pozostaje do tysięcznego pokolenia nie- niemcem, obcym.

Dopóki nie wszyscy Niemcy uznają tę prawdę i według niej nie będą postępowali, szczep żydowski tak płodnie się rozmnaża­jący, olbrzymiemi kroki dążyć będzie ku swemu zamiarowi: objąć w posiadanie wyłącznie całą ziemię. Od żydów wyszło duchowe ujarzmienie życia narodowego, teraz — i po to Bóg zachował żydów — to życie musi się obudzić przez walkę z nimi, albo wszyscyśmy zgubieni. jO plemię nięmieckie! Jeżeliś nie całkiem zgniło, jak twój sąsiad wschodni, opędź się robactwu. Już ciebie całkiem pożarło!«.

Żaden Niemiec nie może stać się żydem. Chaim Buckeburg alias Henryk Heine był zdania: »strzeżcie się żądać chrztu od żydów; jest to tylko woda i łatwo wysycha*. Wspomniany dr. Lomer oświadcza: »w sensie narodowym przeważnie kosmopolici, są oni chorążymi wyrazistego egoizmu rasowego. Cała rasa ostatecznie czuje się jak jedna wielka rodzina, której członkowie występują

37

nazewnątrz bezwzględnie solidarnie, często nawet przeciwko prawu i słuszności«. Mówi o » przeciwieństwie rasy żydowskiej i właści­wych europejczyków*. Krzyżowanie, jak wykazuje doświadczenie, w większości wypadków prowadzi do przewagi krwi żydowskiej. W powieści żyda dra Kurta Miinzera p. t. »Droga do Syjonu* jest następujące przyznanie: »Wszystkim rasom Europy, prawdo­podobnie zaraziliśmy je, zepsuliśmy krew. Wogóle dzisiaj wszystko zżydzone. Nasze zmysły żyją we wszystkiem, nasz duch rządzi światem. My panowie, gdyż to, co dziś jest potęgą, jest dzieckiem naszego ducha. Mogą nas nienawidzieć, wypędzać, mogą nasi wro­gowie triumfować z naszej słabości cielesnej. Już nas niepodobna wypędzić, jużeśmy się wżarli w narody, przeniknęliśmy rasy, zhań­bili, złamali ich siły, wszystko uczynili miękkiem, zgniłem, mur- szawem, za pomocą naszej zdechłej kultury. Nasz duch jest już niewypędzalny«. Dlatego polityka szkodzenia jest to jeden z naj­skuteczniejszych sposobów do osiągnięcia celu. Starogermańska mądrość wykuła prawdę biologiczną: »dziecko idzie za gorszem«. Zupełnie trafnie mówi żyd prof. Gans: »chrzty i ukrzyżowania nie pomagają nic. Pozostajemy żydami nawet w setnem pokoleniu, jak 3000 lat temu. Nawet przy dziesięciokrotnem skrzyżowaniu nasza rasa jest panująca; powstają młode żydy«. W romansie »Miljoner« pisze Artur Landsberger: »Niepodobna ani wyjść, ani przejść. Rozmawiałem obszernie z etnologami, są oni mojego zdania. Wystawcie sobie murzyna utrzymującego, że wychodzi z murzyń- stwa i przechodzi do niemieckości. Można uważać to za wyższość lub za niższość, że się jest żydem, jest to rzecz gustu. Ale nie można zrobić jednego: »zmienić, chociażby się chrzciło co sobotę*. Żyd prof. Graetz (Historja żydów, zeszyt II. str. 367) pisze o Bor­nem i Heinem: »Wprawdzie zewnętrznie wyparli się żydostwa, ale tak jak walczący, biorą oręż i chorągiew wroga, aby tem pew­niej weń uderzyć i tem zupełniej zniszczyć«. Ostatnia uwaga jest świetnem stwierdzeniem ogólnej żydowskiej metody walki, to jest fałszowania flagi. Ważne słowo, istotę sprawy, pisze wielki żyd angielski Disraeli (lord Beaconsfield) w swoim »Endymionie«: »Nikt nie powinien obojętnie traktować zasady ras: jest to klucz do dziejów świata i histoiję tak często plączą dlatego, że piszą ją ludzie nie obznajomieni z zagadnieniem ras i odnośnemi mo­mentami. Język i religja nie tworzą rasy; krew ją robi*. Każdy mąż stanu, każdy polityk powinien te godne podziwu słowa wy­ryć w sercu. Dawny wniosek drą Lomera: »albo Israel triumphans, albo połączenie firm« już z tego powodu jest wskazówką błędną. Albowiem w ostatnim wypadku byłby Izrael triumphans.

Oczywiście ta żydowska wspólnota obywatelska rozluźniła i zewnętrzne węzły wojenne. Z Bytomia meldowały »Haynauer Nachrichten«: »W dniu pokutnym naszych żydowskich współoby­wateli, przyprowadzono 37 rosyjskich jeńców wojennych do syna­gogi. Po nabożeństwie radca handlowy Grunfeld ugościł rytualnie jeńców' swoim kosztem w restauracji Monopol-Pils«. »Hamburger

38

Fremdenblatt« (16 września 1914) pisał o pogrzebie turkosa żyda Abrahama Mamana: »Chociaż zabity żołnierz nie miał w Kolonji ani krewnych ani znajomych, zebrała się pokaźna ilość uczestni­ków. Przed karawanem szło Infanteriekorporalschaft, w czem przed­stawiciele zarządu obydwóch gmin synagogalnych i żydowskich to­warzystw dobroczynności®. Jest to całkiem naturalne, że Juda z własnej skóry wyjść nie może i bardzo nierozsądnie żądać, że powinien swoją myśl, czucie i wolę przerobić na sposób niemiecki, a jeszcze nierozsądniej i niebezpieczniej łudzić się, jak to czynią niektóre stronnictwa nawet narodowe, z pobudek »taktycznych*, że Juda sam na sobie takie harakiri wykonać może. Rozumie się samo przez się, że Juda patrzy i reguluje sprawy niemieckie we­dług właściwości i żądań swojej rasy; jego wina obyczajowa polega na tern, że przez egoizm i żądzę panowania, obłudnie zaprzecza tej prostej i wzniosłej rzeczy i że szczuje z niezrównanem łgar­stwem i brutalnością na niezepsutych narodowo Niemców, którzy z jego zaprzeczeń wyciągają zrozumiałe wnioski. Ojcem tak zwa­nego »antisemityzmu« jest właściwie nie żyd, lecz jego obłudna maskarada, wstrętny fakt, że Juda z powodów niecnych naze- wnątrz nie chce b37ć żydem. Uważa za swoje prawo zdobywać po­siadanie mateijalne i duchowe swego narodu-gospodarza w tegoż własnem ubraniu, a gdy zeń to ubranie ściągają, krzyczy w nie- bogłosy. Jak dalece żyd pozostaje w obrębie własnej krwi, wi­dzimy to bezustanku. Ani chce, ani może myśleć inaczej, jak po żydowsku. Właściwie nie potrzeba już dalej dowodzić, z jaką wy­łącznością odnosi się do niemieckich wewnętrznych i zewnętrz­nych stanowisk. Naprzykład jak Gothein z punktu sprawy ży­dowskiej omawia pokój (Hallsche Zeitung, Nr. 256 z 1920): »Czyż nie paraliżuje się usiłowań najlepszych, przychylnych Niemcom elementów zagranicznych (!) usiłowań w celu złagodzenia (!) wa­runków pokoju, aby naród niemiecki jak przedtem mógł współ­pracować w zadaniach kulturalnych świata (!) ? Czyż ma dla nich jakikolwiek sens obrona żj^dów górnośląskich od pogromów polskich, gdyby same Niemcy sprzyjały takim stosunkom w spra­wie żydowskiej ?«. Dosyć wyraźne, jednoznaczne, gdy Gothein po próbie zdjęcia z komunistów monachijskich surdutów żydowskich mówi: »wreszcie czyż monachijscy żydzi komuniści nie są zna­cznie sympatyczniejsi, niż monachijscy zwierzęco-grubi aryjscy to­warzysze mordu?«. Hans Cohn słusznie pisze (Sammelwerke »Vom Judenthum«, Curt Wolf, Leipzig): »jesteśmy dziś żydami, żydami z pochodzenia, z historji, ustaleni myślowo i czuciowo przez czyn­niki krwi*. Wysoko polityczne działania tej wspólnoty obywatel­skiej podczas wojny, były jeszcze poważniejsze i niebezpieczniej­sze, Nie o wyznaniowość i o przynależność państwową tu chodzi, jest to sprawa rasowa.

Przypisek. Pompejusz przyprowadził do Rzymu tysiące nie­wolników żydów. Musiano ich wkońcu puścić wolno, gdyż, jak

39

pisze Philo: »nie można ich było przymusić do najmniejszej zmiany obyczajów«. Ci wolno puszczeni stali się dla Rzymu fermentem rozkładu.

»Asymilacja« i »równość« są to wyraźne frazesy-szwindle, któremi przykrywa się istotę sprawy. To oni sami przyznają zwłaszcza w gniewie. Tak w »Jiidische Rundschau« (22 paździer­nika 1913 r.) Feliks Rosenbliith w uniesieniu nienawiści lży chrześcijańskie związki młodzieży, jako: »brudne flance równości asymilatorskiej«, stając się głównym świadkiem naszego twier­dzenia. Dr. Jakób Klatzkin wyraża się w żydowskim związku studentów w Bazylei (Wahrheit, 1 czerwca 1918): »Nie jesteśmy ani Niemcy, ani Francuzi i t. d., ani tamtejsi żydzi; nasza żydość (Judensein) nie jest nadbudową niemieckości i t. d., ani nie jest jej podbudową. Te »ości« wykluczają się wzajemnie. Jesteśmy żydzi bez związania, niestrychowani, żydzi bez klauzul i bez zastrzeżeń. Jesteśmy poprostu istotnie obcy, musimy to ciągle powtarzać, naród obcy pośród was i chcemy tak pozostać. Między nami a wami zieje przepaść bez mostu; obcy jest nam wasz Bóg, wasz mit, wasza legenda, wasze dziedzictwo narodowe, wasze tradycje, oby­czaje i potrzeby, wasze religijne i narodowe świętości, wasze nie­dziele i święta, jako dla nas straszne wspomnienia haniebnych czynów, jakich dopuścili się ojcowie wasi na naszych szczególnie w te dni uroczyste. Obce nam są wasze narodowe uroczystości, radość i bóle waszego bytu narodowego, dzieje waszych zwycięstw i waszych klęsk, wasze pieśni bojowe i hymny, wasze okrutne czyny bohaterskie, wasze narodowe uciechy i zdobycze, wasze narodowe dążenia, tęsknoty i nadzieje. Wasze granice krajów nie rozgraniczają naszego narodu i wasze spory graniczne nie są nasze; ponad wami jest nasza jedność i poprzez warunki i rozdziały waszego patrjotyzmu. Na zgromadzeniu »Związku Centralnego niemieckich obywateli wyznania żydowskiego* 17 maja 1913 (cy­tata »Im Deutschen Reich«, lipiec-sierpień 1913): »Chcę krótko określić punkt mego widzenia, że jesteśmy dobrzy patrjoci nie­mieccy, dobrzy obywatele niemieccy i nietylko obywatele, aleśmy przeniknięci do pewnego stopnia mocnem niemieckiem poczuciem kulturalnem, ale niemieckiego poczucia narodowego mieć nie mo­żemy!! Wiedeński Jiidische Volksblatt (styczeń 1903) pisze: »My żydzi z powodu naszej rasy, naszego pochodzenia wschodniego, z powodu tej bezdennej, etnologicznej, idealnej i kulturalnej prze­paści, jaka dzieli nas od szczepu aryjskiego, a przedewszystkiem od germanizmu, nie możemy mieć najmniejszej pretensji do oby­czaju i zwyczaju niemieckiego, słowem nie mamy nic wspólnego z Niemcami«. Ten łatwy do pojęcia dla rasowych myślicieli po­gląd żyda występuje w zachowaniu się tak zwanych żydów nie­mieckich zagranicą. Z ogromnego materjału podajemy następujące:

Sir John Brunner, rzekomy Szwajcar, naprawdę żyd niemiecki, miał mowę publiczną dnia 1 października 1915 r. w Chertsey

40

pod Londynem. Ze sprawozdań prasowych bierzemy takie twier­dzenie:

»Długi czas miałem dla Niemiec tylko słowa pochwały, ale już od lat trzydziestu doszedłem do przekonania, że jest to wstyd dla Niemca być Niemcem, jeżeli może się wyrzec swej narodowości«.

Jan Antoni Ellert, dyrektor Banku Drezdeńskiego w Lon­dynie, prawdopodobnie żyd, w każdym razie ożeniony z córką anglizowanego żyda niemieckiego Roberta »Harta« (recte Hirsch), pod przysięgą zeznał (11 i 12 grudnia 1917 r.) w procesie o znie­wagę, wytoczonym przeciwko »Daily Maile.

»Nie jestem zdania, jakobym był winien wierność Niemcom lub cesarzowi niemieckiemu. Moje sympatje są zupełnie po stronie Anglji, życzę sobie jak najdalej odsunąć się od Niemiec, podpisałem protest do króla mieszkających tu Niemców (!) po zatopieniu Lu- sitanji. Nie mam zamiaru kiedykolwiek powrócić do niemieckiej narodowości. W każdym razie jestem jeszcze tutejszym dyrektorem Banku Drezdeńskiego i pobieram rocznie pensji 1500 f. Wogóle nigdy nie byłem Niemcem, gdyż urodziłem się w Bremie, zanim Niemcy istniały (sic!j«.

Mimo to godne podziwu wyjaśnienie, Ellertowi sąd przy­sądził odszkodowania tylko jeden farthing (dwa fenigi). 

Sir Józef Jonas, urodzony w Bingen n. Renem w r. 1845, od r. 1892 aż do wybuchu wojny konsul niemiecki w Sheffield opu­blikował w' Sheffield Daily Telegraph (latem 1915 r.) następujące wyjaśnienie (powtórnie wKolnische Zeitung p t.: »Pod pręgierzem* dnia 3 października 1915 r.):

»Przedewszystkiem mógłbym powiedzieć, że urodziłem się w Niemczech Południowych, nie w Prusach i że od moich lat najmłodszych nienawidziłem pruskiego militarnego ducha. Jestem stanowczym przeciwnikiem niemieckiej partji wojennej i postęp­ków nieludzkich od dni Lowanjum do okropnej zbrodni zatopienia Lusitanji. Czynię wszystko, co w moich siłach, aby sprowadzić sławne zwycięstwo oręża brytańskiego i usunąć system military- styczny Niemiec. Jestem dumny z poddaństwa brytańskiego«.

Jonas cieszył się przez długie lata wielkim odbytem w Niem­czech towarów swej fabryki, gdzie przedstawicielem jego był p. v. Gontard (kotfy parowe i maszyny). Swoją drogą za wydanie angielskich sekretów fabrycznych v. Gontardowi (przed wojną) był osądzony w r. 1918 na 2.000 funtów kary, a następnie król an­gielski odjął mu tytuł »sir«. Nicby nas nie dziwiło, gdyby po zawarciu pokoju został na nowo konsulem niemieckim. Byłoby to prawdziwie po żydowsku.

Henryk Samuel »urodzony w Niemczech z rodziców nie- mieckich« dnia 19 września 1918 r. w londyńskim sądzie poli­cyjnym pod zarzutem ukrycia swej narodowości oświadczył:

»Jestem żyd i ani jedna kropla krwi niemieckiej nie płynie w moich żyłach. Moje sympatje są wyłącznie po stronie angiel­skiej Jako żydniemam żadnej narodowości. (Osądzony na 726funtów).

41

Ten człowiek dokładnie i krótko wyraził poczucie każdego żyda. Żyd ma tylko żydowską narodowość i w taki sposób trzeba go szacować. +

Sir Isidor Spielmann, żyd niemiecki, bardzo bogaty handlarz starożytnościami w Londynie, opublikował (sierpień 1917 r.) po angielsku broszurę: »List otwarty do Maksymiljana Hardena«, rozpoczynając od słów:

»Sądząc z artykułów pańskich, zdaje się pań być jednym z nielicznych Niemców, którzy nie stracili jeszcze zdrowego roz­sądku*.

I po trudnych do uwierzenia brudnych napaściach na Niemcy wyraża nadzieję, że wojna zakończyć się może zniszczeniem Prus.

Od 12 maja 1915 r. Times przez cały tydzień ogłaszał pod­pisy mieszkających w Anglji Niemców (przeważnie żydów) pod deklaracją, która zawierała zdanie:

»Chcemy wyrazić najgłębszą pogardę dla kraju, prowadzącego wojnę tak po barbarzyńsku, jak Niemcy...« Pośród podpisów: Samuel Bar, H. Hirst (to jest Hirsch), Aug. Cohen, A. Kohn- stamm, Samuel Weiler, Aug. Wolf, sir Felix Schuster, sir Sigis- mund Neumann, sir Ernest Cassel, G. Kottgen, Paweł Windmiiller i tysiące innych. Nazwisk anglizowanych jest śród podpisów mało.

Wszyscy Niemcy, naturalizowani w Anglji, byli wykluczeni z klubów, nawet członkowie dożywotni, jeżeli nie podpisali nastę­puj ącej deklaracji:

»Życzę sobie zjednoczyć się uczuciem narodowem, wywo- łanem w tym kraju przez narzuconą wojnę i podzielam takowe zupełnie. Wyrażam wstręt i oburzenie z powodu używanych przez wroga metod prowadzenia wojny. Jeszcze raz stwierdzam swoją szczerą i prawdziwą wierność poddańczą Jego Królewskiej Mości i zapewniam o szczerem oddaniu mojem ojczyźnie adoptowanej. Świadomy obowiązku mojego obywatelstwa, jako brytański poddany, bez zastrzeżeń oddaję się całkiem na usługi i do rozporządzenia rządowi J. Królewskiej Mości w czemkolwiek mogę się przysłużyć szybkiemu i zwycięskiemu zakończeniu wojny«.

Z wyjątkiem sir Edgara Speyer’a (ożenionego z córką zmar­łego admirała Stosch’a) wszyscy żydzi podpisali deklarację.

Artur Schuster, żyd pochodzenia niemieckiego, wydał w sty­czniu 1918 w Londynie książkę: »Britains Heritage of Science«, w której usilnie stara się dowieść, że wszystkie gałęzie nauki mają do zawdzięczenia Anglji więcej, niż Niemcom. Ku wykazaniu tonu i treści książki przytaczam, co następuje:

»Bacon urodził się w r. 1214 w epoce, gdy Prusacy mieli takie wyobrażenie o pracy duchowrej, jak czarni tubylcy Australji, i pogrążeni byli w głębokiem pogaństwie. Dopiero w ostatniem stuleciu Niemcy zaczęli produkować naukowo wykształconych dzikusów, zawsze jednak o wiele poniżej Anglji, aczkolwiek gor­liwie i chętnie usiłowali wyzyskać odkrycia angielskie dla przemysłu niemieckiego*.

42

Takie same stosunki w Ameryce. Przeczytajmy tylko: >Se- crets of the Bosphorus«, książkę posła amerykańskiego w Konstan­tynopolu, urodzonego w Mannheim żyda Morgentaua, a dowiemy się, że Juda w Ameryce prowadził zupełnie taką samą wrogą Niemcom politykę, jak w Anglji.

Ten sam Morgentau w październiku 1918 w mowie publi­cznej w New-Yorku (ogłoszona w »Evening News« Londyn dnia 19 października 1914 r.) powiedział:

»Jestem stanowczo za planem przeniesienia wojny do Niemiec i nie zawierania pokoju, zanim to się stanie. Niechaj Niemcy na własnem ciele odczują nieszczęście, jakie sprowadzili na inne kraje. Jest to nonsens robić różnicę pomiędzy armją niemiecką, a na­rodem niemieckim. Każdy Niemiec łaknie mordu, pożogi, gwałtu, spustoszenia. Trzeba ukarać naród niemiecki w całości za tę wojnę*.

A w »Times« z dnia. 14 maja 1915 r..

»Mam nadzieję, że setki ludzi, którzy tak jak ja, byli niegdyś poddanymi niemieckimi, dzisiaj oświadczą swoją nienawiść i wstręt do kraju, gdzie, ku swojej hańbie, urodzili się, a który, jak sądzę, istnieć przestanie«.             E. Wollheim.

Jako godny uwagi przyczynek do sprawy żydowskiej »naro­dowości przytaczamy: żyd sir Alfred Mond, odgrywający w Anglji znaczną rolę, w r. 1920 w sądzie angielskim na zapytanie: »Je- dnakże musisz pan być Niemcem, skoro rodzina pańska ma na­zwisko niemieckie, oddawna była w Niemczech osiedlona i pan tam rodziłeś się ?« — odpowiedział pod przysięgą:

>Japończyk, urodzony w Niemczech, nie staje się przez to Niemcem. Iżyd, urodzony w Niemczech, również nie staje się Niem­cem. Jest to rzecz krwi i rasy. Anglosas urodzony we Włoszech nie jest przez to Włochem, ale pozostaje Anglikiem i prawo an­gielskie określa to wyraźnie«.

Pomiędzy adwokatem a sir Alfredem Mondem powstaje nastę­pująca rozmowa: »Ponieważ pan jest tutaj naturalizowany, czy uważa pan siebie za Anglika?« »Nie za Anglika, za brytańskiego poddanego«. »Jednakże pan musi należeć do jakiejś narodowości?« »Tak, do żydowskiej « (Szczegóły w broszurze Rheinlandera: »Żydzi niemieccy* w Anglji podczas wojny, u Lehmann’a, Monachjum).

Podczas wojny najwyższy sąd związkowy Stanów Zjedno­czonych orzekł, że żyd niemiecki nie jest »Niemcem«. Wiadomo że Niemcy o tern inaczej myśleli; żyd niemiecki ma poza sobą zwycięstwo swojej »emancypacji«, nie ma potrzeby bawić się w cho­wanego, nietylko jest emancypowany, ale panuje nad 83°;0, w rze­czywistości nad 100%. W nowej żydowskiej konstytucji państwa zwycięstwo tej emancypacji, które po niemiecku nazywa się jedno- władztwem, ma wyraz w słynnem określeniu: »Nikt nie jest obo­wiązany wykazywać swej przynależności do jakiejkolwiek gminy religijnej (!)« Oto przywilej żydowski. Wszystkie niemieckie sta­nowiska są do jego rozporządzenia.

43

Przypisek. Obok niezatamowanego przypływu żydów wscho­dnich nadzwyczaj niebezpieczną »nowością« rewolucji jest lekko­myślne przyzwolenie nietylko na obywatelstwo, ale i na zmianę nazwisk. Obecnie żydowska mimikra idzie en gros. Z Seligsohna staje się Sólling, z Kohna — Karbe i Kurth, z Levy’ego — Lernau, z Levysohn’a ■— Lernhardt i t. d. Jakiego pochodzenia są ci tysiączni przybysze wschodni, świadczą ich prośby o obywatelstwo, skierowane do Rady miejskiej w Berlinie od początku nowych czasów. Oto niektóre nazwiska: Mojżesz Kempe, Samuel Weiss, Cipra Lauser, Izaak Marz, Steinwel Dorn, Pepi Arak, Chaim Bor- gen, Mojżesz Badian, Bernhard Joffe, Chaim Englander, Elkan Mandelberg, Ryszard Rotzmacliel, Benno Kempe, Samuel Friedner Josef Dawid, Salomon Colemann, Leon Blumenthal, Zygmunt, Bósen, Salomon Feldstein, Jakób Cardher, Moryc Schwager, Bern _ hard Einzig, Chie Koppel, Erich Bernstein, Barisz Buchband Jossel Schrager, Pinkus Horowitz, Izydor Gehler, Schia Gehler, Eliasz Friedelman, Samuel Chaleiner, Bernhard Weinstein, Zacha- rjasz Fink, Ester Lasker, Josef Silbermann, Mayer Fluss, Erna Radbruch, Ilona Radbruch, Kuno Bernblum, Mendel Silberblatt, Karol Rattenheimer, Abel Lubitsch, Abraham Sack, Juda Ver- standig, Leo Corin, Henryk Feigenbaura, Leopold Bluhdorn, Szymon Weinberger, Leo Katz, Salomon Brenner, Jankel Gierer, Koppel Teppich, Izrael Rosenzweig, Mojżesz Blasbalg, Mojżesz Fliederbaum, Maurycy Bransdorfer i t. d.

Tak zwany rząd dzisiejszy, utworzony po powrocie »konsty- tucyjno-prawnego stanu« jest poprostu komisją egzekucyjną wielko- żydostwa. Żydostwo działa nietylko pośrednio przez żydów człon­ków rządu, ale i bezpośrednio na to, co nazywa się dziś państwową władzą wykonawczą z takim naciskiem, że nie jest przesadą uważać rząd dzisiejszy za regime żydowski. Nie dzieje się nic, coby nie podobało się Judzie, dzieje się wszystko, czego on chce. Żyjemy, tak powiedzieć, pod terorem żydowskim. Już niema faktu w dziedzinie politycznej, gospodarczej i kulturalnej, któryby nie podlegał żydow­skiemu placet. Kto choć cokolwiek zna rzecz, a przedewszystkiem spojrzał za kulisy, wie, że w tern pod żadnym względem nie przesa­dzamy. Panująca dziś socjaldemokracja jest, jak tego dowiedziemy w rozdziale następującym, tylko wojskiem żydowskiem i to tem świadomszem celu, im radykalniejsza: duchowe obrzezanie socjali­stów wzrasta ku lewicy. Niezależnie od tego Juda stara się o obsa­dzenie żydami najważniejszych stanowisk (np. pruskim i saskim prezydentem ministrów był żyd) lub o wprowadzenie szpiegów do urzędów. W urzędzie spraw zagranicznych utworzono specjalny oddział żydowski z prof. Sobernheimem na czele. Jego stałym współpracownikiem był żydowsko-ruski pan Nachum Goldmann. Również wydział informacyjny urzędu spraw zagranicznych obsłu­guje żydowska służba nadzorcza. W ministerjum wojny wydziałom dodano »pełnomocników podsekretarjatu stanu«. Ich nazwiska:

Goldschmit, Łowy, Schlesinger, Nieswand, Wartschinsky, Zucker, Riepenhausen i Brunn. Ich funkcją było rozpatrywać ^projekty i skargi*. W ministerjum gospodarczem na pierwszego żeńskiego referenta powołano wyżej wymienioną pannę dra Korę Berliner.

0     tem możuaby napisać całą księgę. Niesłychany nacisk żydowski na wszelkie posady rządowe wyjaśnia się może najwyraźniej z tra­ktowania sprawy żydów wschodnich, sprawy arcyniebezpiecznej. Polski i galicyjski motłoch żydowski od czasu rewolucji setkami tysięcy płynie przez granicę i zyskuje »prawo obywatelstwa*. Dawniej, nie będąc jeszcze u władzy, Juda był w tej sprawie ostrożny. W r. 1912 na uroczystości setnej rocznicy dnia »eman- cypacji« dr. Chaim Weitzmann oświadczył: »Każdy kraj ma swój stan nasycenia żydami; każdy kraj może znieść tylko pewną ilość żydów bez zepsucia żołądka. Żydzi nie znają granic politycznych

1     geograficznych. Świat nie powinien o jednem zapominać, że istnieje sprawa żydowska, która może stać się krwawa« (»Deutsche Tageszeitung, Nr. 472—1919 r.) Dzisiaj Juda nie ma potrzeby być ostrożnym, dzisiaj jest dyktatorem. Dlatego granice będą na oścież otwarte. Rozporządzenie pruskiego ministra spraw wewnętrznych Heine’go z dnia 1 listopada 1919 r. do prezydentów rządowych i prezydenta policji berlińskiej uniemożliwia w praktyce zatamo­wanie imigracji i spis. Jednocześnie prywatne żydowskie »towa­rzystwa pomocy* stały się rodzajem władz, bo włożono na nie zadania odnośnej organizacji i kontroli. Dalekośmy zajechali w ojczyźnie niemieckiej! Rozporządzenie usprawiedliwia się »mo­tywami ludzkości, acz nie jest potrzebą ludności; niepodobna odpędzać żydów wschodnich, chociażby wwędrowali przez obejście granicy, bez obowiązujących legitymacyj i bez pozwoleń na wjazd, gdyż byłoby to wystawienie na karę za zbiegostwo z pod chorągwi i za uchylenie się od powinności wojskowej*. Oto mamy klasy­czny przykład polityki »dezerterów*, na której opiera się cała przemoc rewolucji i betmanowska >ludzkość«, zaczynająca się od nie-niemca, przedewszystkiem od żyda i bezwzględnie, nieli- tośnie poświęcająca własny naród obcym korzyściom. Że naród niemiecki z powodu masowego wtargnięcia obcych musi wciąż głodować, że bezrobotność robotników niemieckich tem większa) że ludność niemiecka tem głębiej stacza się w zdziczenie — o to nie chodzi. Jak działają rozporządzenia urzędowe w rodzaju wyżej wymienionych, wskazuje okólnik urzędu Pracy dla Westfalji i Lippe w Munster do związanych z nim biur spisowych (lipiec 1920). »Tak zwany żydowski urząd Pracy w Duisburgu żąda planowej imigracji wschodnio-żydowskich sił roboczych w naszym okręgu. Działalność jego już niejednokrotnie w sposób niezdrowy pokrzy­żowała usiłowania publicznego urzędu wykazu Pracy, skierowane ku uregulowaniu stosunków robotniczych. Kieruje się nie po­trzebami niemieckiego gospodarstwa narodowego, ale potrzebami wschodnio-żydowskich imigrantów. Dlatego usilnie prosimy biura wykazowe, aby na przyszłość zaniechały jakiejkolwiek pracy wspólnej

45

z żydowskim urzędem Pracy i przy rozmowach telefonicznych z Duisburgiem kontrolowały, czy rozmawiają z urzędem miejskim, czy z żydowskim*. Czy rząd niemiecki kłopotał się równie gor­liwie o powrót jeńców Niemców, jak o ratunek żydowskich dezer­terów wschodnich? W iście haniebny sposób pisma socjalistyczne lżyły jako »dezerterów« nasze waleczne wojska bałtyckie za to, że wykazały więcej poczucia obowiązku, honoru i miłości ojczyzny, niżeli to dzisiaj policyjnie dozwolone — i jednym tchem przytu­lały do serca wschodni motłoch żydowski, co podlega karze za­służonej za zbiegostwo z pod chorągwi. Czy cośkolwiek może lepiej ilustrować stan rzeczy? Czy nie jest to niesłychane, że przy powrocie wojsk bałtyckich urzędowo ostrzega się przed prze­niesieniem chorób azjatyckich, a przyjmuje się tysiąc razy niebez­pieczniejszą zarazę imigracji wschodniej?

Nie dziw, że dziś stan rzeczy jest taki: Niemiec wychodzi, a żyd wchodzi. Brudna rzeka płynie przez granice niemieckie. Ta »dziura na wschodzie« jest jeszcze o wiele niebezpieczniejsza, niż była zachodnia. W taki sposób coraz bardziej prowadzi się rze­miosło lichwy i przemieszczania, co prowadzi do celu i ciągłego wzmacniania szlachetnego, kulturę niosącego, rewolucyjnego, »nie­mieckiego* proletarjatu. Rewolucja żywi się ze źródła, z jakiego powstała. Do samego Berlina do połowy stycznia 1920 r. przy­było około 100.000 żydów wschodnich. Według cyfr urzędu lu­dnościowego codziennie przybywa do Berlina okrągło 100. Z tych 1 , melduje się zaraz, pozostałe */.. uchylają się od meldunku. Proszę przeczytać publikację dyrektora berlińskiego urzędu mie­szkaniowego p. Laporte’a w Nr. 581/19 »Berliner Tageblatt’u«.

Ręka w rękę z tem bezpośredniem popieraniem zarazy poli­tycznej przez dopływ krwi żydowskiej idzie usiłowanie rządu ży­dowskiego zabić każdy zrozumiały ruch aryjskiego poczucia samozachowawczego. W tym celu wprawia się w ruch bezwzglę­dnie wszelkie środki państwowe. Ku temu służą wyżej wymienione żydowskie stanowiska szpiegowskie i organy kontroli. Już we wrześniu 1919 r. zdradził się »Vorwarts«, że na żądanie ?komi- sarza rządowego do nadzoru nad porządkiem publicznym« wystąpi się przeciwko »propagandzie antisemickiej«. Więc nawet przeciwko prawnie dozwolonej działalności uzasadniającej ! 'Innemi słowy: Antisemityzm ma podlegać prawom wyjątkowym, Niemcowi ma być odebrana, policyjnie wzbroniona możliwość samoobrony! W tym celu ustanowiono państwową centralę do nadzoru nad ruchem antisemickim z p. drem Kurtem Rosenfeldem, jako przewodnikiem duchowym. Notabene: wszystko na koszt podatków niemieckich! Aby takie postępowanie bezprawne nazewnątrz niejako uspra­wiedliwić, wynaleziono szwindel nad szwindlami: »pogromy«. Że jest to! taka czczość, taki szwindel, jak ten, jakoby dzisiaj nami rządzili »junkry«, »reakcjoniści« i »agraryusze«, to macherom wiadomo. Ale również znana im jest wpływowość dziecinnej duszy niemieckiej, która bez oporu dała się złapać Northcliffowi. W Niem-

46

czech panują słowa: Faktycznie dotyczas objawy przemocy w walce ras wyszły teraz od strony żydowskiej. Czyż cała rewolucja i jej przebieg jest czem innem, nie pogromem znienawidzonych Niem­ców ? Więc już od dłuższego czasu widzimy władzę państwową w gorliwej, bezprawnej anty-robocie przeciwko uświadamianiu ra­sowemu; fakt celowo idzie za faktem i przeżywamy rzeczy, wobec których »zaraza demagogiczna* z przed 100 laty była igraszką dziecinną. Przypomnimy o bezprawnej konfiskacie pism komisji uświadamiającej, zniesionej później przez sąd — o wielotygodniowem, bezpodstawnem zawieszeniu sDeutsches Wochenblatfu* na skutek grubego oskarżenia Noske’go w Zgromadzeniu Narodowem dnia 9 października 1919 r., jakoby Kunze w swojem piśmie wzywał do wymordowania żydów w Berlinie — o nieustannem usiłowaniu zabicia finansowego przez ciągłe zawieszania dzielnej i wybornej » Deutsche Zeitung« — o tajnem rozporządzeniu prokuratora ber­lińskiego, a obecnie komisarza rządowego do porządku publi­cznego w Prusach dra Weissmanna, według którego trzeba rege- strować nawet myśli przeciwżydowskie. To rozporządzenie jest tak godne uwagi, że zasługuje na przedruk. Brzmi:

Pierwszy prokurator                            Berlin, 29 listopada 1919 r.

Landesgericht.

Od miesięcy w Niemczech, w miastach i po wsiach, związki i broszury szerzą antysemicką propagandę, która może i prawdo­podobnie ma na celu w sposób dla spokoju publicznego niebez­pieczny podżeganie różnych klas ludności do wzajemnych gwał­tów (§ 130). Aby, w celu kary, powziąć pogląd na zakres propagandy antysemickiej, proszę uprzejmie o wiadomość, jakie obserwacje w tym względzie zrobiono, szczególniej proszę o wyczerpującą odpowiedź na następujące pytania:

  1. Czy na miejscu istnieją związki lub filje związków, zaj­mujących się obecnie lub dawniej propagandą antysemicką i w jaki sposób? Pożądane są dokładne dane co do nazwisk, adresów, związków, członków zarządu i przywódców, ujawnień i rozsze­rzanych pism.
  2. Czy oddzielne jednostki działały antysemicko? Nazwiska,

adresy, sposób działania.                                                                

  1. Czy są dzienniki lub czasopisma, gdzie się pisze prze­ciwko ludności żydowskiej? Dokładny wykaz dzienników i czaso­pism, nazwisko i adres odpowiedzialnego redaktora. Pożądany jest wykaz szczególnie wydatnych artykułów i załączenie kilku egzem­plarzy odnośnego dziennika lub czasopisma.
  2. Czy rozpowszechniane są broszury o treści antysemickiej? Od kogo wyszły broszury i kto je rozpowszechnia? Załączenie paru egzemplarzy broszur pożądane.
  3. Czy znane są fakty ukarania propagandy antysemickiej? Pożądane jest wskazanie oskarżonego, aktu oskarżenia i odno­śnych władz, jeżeli możliwe — dane o wyniku procesu.

47

  1. Czy zauważono ruchy w kierunku obrony propagandy antysemickiej i jakie?

Proszę o szybkie śledztwo, dokładne wiadomości i możliwy pośpiech. Podpisano: Weismann.

Juda rządzi i chce u rządów pozostać, a kto chce mu wy­ciągnąć żądło, ten staje się wrogiem porządku publicznego, wro­giem państwa, jak ongi chrześcijanin w upadającym Rzymie, od­mawiający boskiej czci mieszańcowi Neronowi. Nie mamy jeszcze Circus Maximus. Może będzie.

Po tern wszystkiem nie dziw, że wszelkiego rodzaju orga­nizacje żydowskie dzisiaj grają rolę władz i usiłują z gestem dy­ktatorskim ujarzmić życie gospodarcze i duchowe Niemców. Mo- żnaby o tern wiele powiedzieć, naprzykład z powodu losów tej książki. Pewna księgarnia pisze mi, że żydzi zabronili jej sprze­dawania map do jednej z naszych szkół wyższych, grożąc wymó­wieniem lokalu handlowego. Charakterystyczną jest następująca wymiana listów:

Berlin, 21 maja 1919.

Do Nakładowej Księgarni Hellwing’a w Hanowerze.

Nakład ogłosił zapowiedź dzieła: »Hamulce wewnętrzne sil­nej polityki zagranicznej* Franza v. Bodelschwingh. W zapowiedzi znajdujemy twierdzenie następujące:

^Socjaldemokracja i żydostwo, przez ciągłą ustępliwość rządu, popierane przez stronnictwa wedle zasług jako zdrajcy stanu pod pręgież nie postawione, wpadły na tyły niezwyciężonej na froncie armji«.

Zapowiedź dostała się w ręce licznym żydom prawnikom, członkom naszego związku, a odbiorcom pańskiej firmy i oczy­wiście wywołała wśród nich wielkie wzburzenie.

Czyż dzisiaj, gdy jedynie stanowczość wszystkich stronnictw i wyznań Niemcy od zguby uratować może, jest na czasie publi­kacja takiego dzieła, o tern słusznie należy wątpić. Na pewno zaś szerzenie takiego poglądu, który bez wyboru piętnuje nietylko niemieckich socjaldemokratów, ale i wszystkich żydów niemieckich, jako zdrajców — należy potępić jak najostrzej.

Możemy przypuścić, że ustęp uszedł uwagi osób miarodaj­nych. Prosimy najuprzejmiej, jeżeli nie jest możliwe wycofanie całego nakładu książki, przynajmniej o wstrzymanie dalszej wysyłki.

Prosimy o łaskawą odnośną odpowiedź i pozostajemy z Wy­sokiem poważaniem:

Związek Centralny obywateli niemieckich wyznania żydowskiego.

List drugi:

Berlin, 25 sierpnia 1919 r.

Do Księgarni Nakładowej Hellwing’a, Hanower.

Stwierdzamy uprzejmie, że nasze niejednokrotne listy dotych­czas nie doczekały się odpowiedzi pańskiej.

Najuprzejmiej pozwalamy sobie przypomnieć o tych listach i zaznaczyć...

48

W tem miejscu odsyłamy jeszcze raz do oddziału II, gdzieśmy stwierdzili nacisk na ukrycie urzędowej statystyki żydów.

Jak rak ciało, tak orjentalna zaraza polityczna pożera naród niemiecki.

 

IX. Przedstawicielstwo Narodowe.

Co się tyczy szczegółów zdobywania sił politycznych rządu niemieckiego, mamy przed oczami przedstawicielstwo narodowe. Drzwi do ziemi obiecanej to powszechne równe prawo głosowania. Żyd Ferdynand Lasalle (właściwie Feist Lasai), nie był bez wpływu na jego wprowadzenie. Śród stronnictw niemieccy wolnomyślni byli poprostu partją żydowską. Nie trzeba tego dowodzić. Był to cenny widok, gdy 6 marca 1914 roku, postępowa »Volkspartei« w Reichstagu demonstracyjnie wyszła podczas mowy posła Boett- gera. Dlaczego ? Bo Boettger »obraził« »Berliner Tageblatt« okru­tnym zarzutem, że stoi za nim wielu żydów. Więc strajk demon­stracyjny za Judę.

Przypisek. Szczegółowe światło na zarozumienie żydowskie rzuca fakt, że jako potężnym sposobem do unieszkodliwienia naro­dowych, ludowych przywódców, posługują się kłamstwem, jakoby ci byli pochodzenia żydowskiego. Ma się zamiar — często udaje się — pozbawić ich wpływu. Mamy tu do czynienia ze zręczną spekulacją na filisterstwie, zawiści i niechęci, na chorobliwem wietrzeniu małych wąskoczołowych konwentyklów. Taki Graefe- Goldebec musiał się publicznie tłumaczyć z zarzutu żydowskiego pochodzenia (»Deutsche Tageszeitung«, 604—1919). Znam więcej takich przykładów.

Toż samo stosuje się i do dzisiejszej »Demokratische Volks- partei«, urodzonej pod skrzydłami »Berliner Tageblatt’u i podpie­ranej złotą sztangą Rudolfa Mosse’go. Sposób, w jaki wszechżydzi chcą się od tego wykręcić, jest równie zalecony, jak charaktery­stycznym dla ciągle jeszcze żywej obawy, że za wielka otwartość miałaby skutki fatalne. Jeszcze uważa się za celowe stosownie do okoliczności zaprzeczać faktowi, zresztą nie ubliżającemu, że ktoś jest żydem. Naprzykład przy wyborach lansowały pewne koła berlińskie p. Dernburga (nazywają go dumnie człowiek z głową asyryjską), jako syna pastora ewangelickiego. Jak to w porę ucz­ciwie dep. Hoff w »Kieler Zeitung* wyjaśnił, że »teraz demo­kracja z socjalistami musi wziąć losy ojczyzny w swoje ręce«, gdyż »w ostatnie lata postępowi wspólnie z socjaldemokracją pro­wadzili prawdziwie ojczystą politykę, walcząc z przewrotnemi dążeniami konserwatystów i wszechniemców«. Stwierdzenie godne

49

uwagi. W »Lubecker Anzeiger* i w )3/19 »Esslinger Zeitung* była następująca odezwa: »stronnictwem żydostwa niemieckiego jest niemiecka partja demokratyczna. Wyborcy żydzi i żydówki spełnili w dn. 19 stycznia swoją powinność*. W wszechżydow- skiej »Breslauer Morgenzeitung* (Leopold Freund) z 26 stycznia 1919 stoi: » współobywatele wyznania mojżeszowego* głosujcie w niedzielę na niemiecką partję demokratyczną! Nie dajcie się uwieść niemiecko-narodowym, są to zamaskowani antysemici. Tylko przez demokratów nasze interesy są dobrze bronione. Tylko śród nich nasi współwyznawcy są przodujący i miarodajni*. Demokra­tyczny dep. prof. Gerland z Jeny oświadczył na zgromadzeniu publicznem w Lignicy 17 września 1919 r.: »jeżeli zarzuca się partji demokratycznej, że jest żydowska, oświadczam tak, jesteśmy partją żydów. Gdyby na plakatach przy mojem nazwisku napisane »przyjaciel żydów*, byłby to dla mnie tytuł honorowy* (»Deu- tsches Wochenblatt* 23/19). O sancta simplicitas! Żydowska więc międzynarodowo-kapitalistyczna istota tej partji objawia się w jej działaniu ręka w rękę z socjaldemokracją. »Frankfurter Zeitung* (20 grudnia 1918): »najniebezpieczniejszy wspólny wróg stoi na prawo od was« (Spartacus jest mniej niebezpieczny niż naro­dowiec). Jeżeli naród niemiecki w godnym politowania obłędzie przy pierwszych wyborach oddał tyle głosów na tę do gruntu, niemiecką partję, będącą zbiornikiem prawdziwych winowajców naszego nieszczęścia, dał przez to dowód bolesny swojej choroby duchowej. To jeszcze bardziej, niż liczba głosów partji socjal­demokratycznej, wykazało, że naród niemiecki w znacznej mierze zasłużył na swój los. Kongres demokratów w lipcu 1919 jeszcze raz przedstawił duchową bezpłodność i wewnętrzną niedojrzałość tej partji założonej dla utrzymywania niemieckiego Michałka w stanie głupoty. Nawet jeden z dzienników berlińskich wzywał do utwo­rzenia nowej partji »międzynarodowej burżuazji*. Odezwa prze­mawia do: »wvkształconych, możliwie bogatych, indywidualistycznie usposobionych ludzi*, idea przewodnia: »naród to rzecz prywatna*.

Że socjaldemokracja jest budowlą żydowską i narzędziem siły żydowskiej, wobec jawności faktów, dowodów nie potrzeba. Niemiecka socjaldemokracja urodziła się w paryskim klubie ży­dowskim z Marxa (nazywa się Mordechaj), Bórnsteina, Vernays’a, Mojżesza Hessa i Chaima Buckeburga (Henryka Heinego), którzy wtedy wydawali »Naprzód«, zawieszony przez Guizota. Do dzisiaj pozostała obcą rośliną. Myśl socjaldemokratyczna i międzynarodowa, obydwie zwyrodniałe i przeciwne naturze, które wyrządziły naj­cięższe szkody niemieckiemu ruchowi robotniczemu i stały się tamą do usprawiedliwionych dążeń emancypacyjnych, nie mogła była wyrosnąć z duszy niemieckiej. Jest ona produktem mierzwy żydowskiej. W marcu 1921 pisze pani Wally Zepler w Freiheit:

»Rzeczy wiście nietylko założyciele nowoczesnego socjalizmu, ale i wielu z jego najlepszych przywódców byli i są żydami. Jest to honor dla żydów i honor dla robotników niemieckich, że poznali

50

się na wielkości tych mężów żydowskich i ich idei*. To przy­najmniej uczciwe. Kto zna ruch robotniczy niemiecki, wie, z jakim wysiłkiem robotnicy się przeciwko temu bronili i zapomocą jakich sposobów kłamliwych i podstępnych przedewszystkiem Wilhelmowi Liebknechtowi udało się zwyciężyć i uczynić z robotnika to, czem dziś jest: policja żydowską dla ochrony bezmyślnej, bez­wolnej maszyny głosowania i wyborczej do nadużyć wszech- żydowskiego kapitalizmu (Charakterystyczne, że nigdy jeszcze w rządach niemieckich nie zasiadało tylu bogaczów, ilu ich jest w »rządach ludowych* od 9 listopada 1918 r. Myślimy nietylko

0    pp. Simon i Rosenfeld). Główny organ socjaldemokracji wydaje Linger et Cie; liczne socjaldemokratyczne dzienniki są w ręku żydów, zarówno jak inne liczne wydawnictwa. Na konferencję stockholmską 1917 r. »niezależni* wysłali następujących przedsta­wicieli: Haase, Bernstein, Herzfeld, Stadthagen i Kautsky, t. j. czterech żydów i jednego czecha! Nawet »Internationale Korre- spondenz uważała to za uderzające. Na początku lipca 1919 ujaw­niono listę kandydatów »niezależnych« do forsowanego systemu Rad; arcydzieło naszych »ludzi«. Do wydziału sprawiedliwości wyznaczeni: Haase, Rosenfeld, Cohn i Wertauer. Nawet najnowsze, najpiękniejsze, najkrwawsze organy spartakusowe są niemal nawskróś żydowskie. Naprzykład czynna w Niemczech środkowych »szu­bienica* zrobiona przez trzech żydów: Plessnera, Oh. Marczesa

1    Solingera. Sam »Vorwarts« w swym ilustrowanym dodatku czcił Marksa jako: »płonkę starej prawowiernej rodziny żydowskiej z nieprzerwanym z pokolenia w pokolenie łańcuchem rabinów*. W święto majowe 1899 r. wzywał »Vorwarts« robotników nie­mieckich, aby »duchowo wraz ze starym Mojżeszem wznieśli się do wyżyn Horebu i tam ożywili się rzeźwiącym, ciepłym wido­kiem uśmiechającego się do nich Chanaanu (Zukunftsstaat).

Na tern miejscu utknie wielu, nie umiejących myśleć poli­tycznie. Fakt, że socjaldemokracja w programie jest antykapitali- styczna, że chciała przewrotu, że na swojem krańcowem skrzydle chce go pchnąć jeszcze dalej, niż się stało, wielu ludziom utrudnia wiarę w to, że jest ona bezradnem narzędziem międzynarodowego żydowskiego wielkiego kapitału. Jakiż interes mieliby mieć bogaci żydzi w przewrocie socjalnym? Jednakże rzeczy są dosyć proste i wyraźne dla tego, kto chce patrzeć. Trzymajmy się przede­wszystkiem faktów powszechnie znanych. Związku pomiędzy wielko- żydostwem, a socjaldemokracją nie da się zaprzeczyć.

Przypisek. Dr. Karol Lueger, wielki burmistrz Wiednia, są­dził: »socjaldemokraci — to pieszczone dzieci dzienników żydow­skich... Co z tego wynika? Że poglądy i działalność socjaldemo­kracji nie są wrogie wielkiemu kapitałowi. Wielkożydostwo opłaca działalność partji socjaldemokratycznej. Na zgromadzeniach socjal­demokratów można lżyć wszystko: religję, państwo, księży; jedynie Juda jest wolny, o nim mówić nie wolno. To wskazuje, kto jest

panem socjaldemokracji*. Gdy Bebel siedział w więzieniu, Loeb Sonnemann, wydawca »Frankfurter Zeitung«, posłał mu 20 bu­telek wina, a w dniu wyjścia pozdrowienie i życzenia (Bebel — Z. mojego życia).

Zewnętrznie ujawnia się to w łączności »wolnomyślicieli* (de­mokracji) z socjaldemokracją i dziś, właśnie dziś, podczas wybo­rów, często mówi się z pewnem politowaniem, że »Freisinn« jest to słaba kreatorka wielkiego czerwonego brata i pod tegoż skrzy­dłami wiedzie nędzny żywot. To tylko pozór łudzący obserwatora powierzchownego. W rzeczywistości jest odwrotnie: najwyższe kie­rownictwo spoczywa nie w ręku Scheidemannów i Liebknechtów. Jest również niezaprzeczalne, że socjaldemokracja od samego po­czątku okazała się wojskiem obronnem żydów, że stale i zawsze, gdzie tylko chodziło o wyraźne interesy żydowskie, występowała w ich obronie z energją bezwzględną, że szczególnie ochraniała wielko-kapitalistyczne interesy żydostwa, przyczem często gwi­zdała na własny program. Np. przy ustawodawstwie giełdowem i bankowem, Juda stale strzygł barana niemieckiego nożycami socjaldemokratycznemi. Socjaldemokracja stale głosowała prze­ciwko podatkom, dotyczącym wielkiego kapitału. 1881 — prze­ciwko podatkom giełdowym, 1885, 1894, 1900 — przeciwko ich powiększeniu, 1909 -— przeciwko podwyższeniu stempla akcyjnego i t. d. Zwalczała też podwyżkę cła na wina musujące, cło na ostrygi, kawior i przedmioty zbytku, podatek wyścigowy, jego pod­wyżkę i t. d. Ręka w rękę z podszczuwaniem przeciwko war­stwom producentów, głównie przeciwko rolnictwu, idzie dotkliwa opieka nad rzeczywistymi podrażaczami artykułów żywności, nad żydowską spekulacją zbożem, handlem bydłem. Wspólność intere­sów żydostwa z socjaldemokracją, idzię bardzo daleko. Syjonisty­czny »Welt« 1906 r. pisał: »Dziś już niema wyborów bez krę­tactw ze strony burżuazji żydowskiej. Dopiero z powodu ostatnich wyborów do rady miejskiej w Wiedniu, żydowski »Arbeiter« mógł był opublikować poufny cyrkularz socjaldemokratycznego komitetu -wyborczego do bogatych żydów, w którym uprasza się o podtrzy­manie funduszu wyborczego, wobec »brutalnego antysemityzmu*. Socjaldemokratyczna » Arbeiterzeitung«, jest to organ ulubiony wielu zamożnych żydów i już raz wyratował go z bankructwa kapitał żydowski. Pyszny socjaldemokratyczny Dom Robotniczy w Wiedniu, wartości setek tysięcy guldenów, zawdzięcza swe po­wstanie złotu miljonerów żydowskich. W wiedeńskim »Jiidisches Volksblatt« (porówn. »Staatsbiirgerzeitung* 3 sierpnia 1899 r.) napisano: »popierajmy socjaldemokrację jak i gdzie można, ale bądźmy przezorni, aby szerokie masy nie dostrzegły, że socjalde­mokracja jest tylko strażą ochronną żydów«. I synagoga stale cieszyła się opieką czerwonego, kulturalnego atlety. I wyżej nad­mieniona »emancypacja« żydów, jest to jego kawał bohaterski. ■Z chrześcijańską miłością bliźniego, postarała się socjaldemokracja,

52

aby metody lichwiarskie podczas wojny pozostały w ukryciu, tak, sama dopomogła do zaprowadzenia tego wojennego systemu, który z Niemca zrobił przedmiot wyzysku, stanowi średniemu niemiec­kiemu złamał kręgosłup i stał się świętem żniw dia Judy. Kaut- sky, niemiecki przywódca socjalistyczny i żyd czeski, mówi (Rasa i żydzi) : »tylko zwycięski proletarjat może żydostwu zapewnić emancypację, w jego zwycięstwie zainteresowane jest całe żydo- stwo«. To socjaldemokracja przyszła na pomoc lichwiarskiemu kapitałowi żydowskiemu i obroniła go od zaciekłości ludu, skie­rowawszy słuszny gniew udręczonego ludu, przy pomocy prasy żydowskiej, do konduktorów — niemieckich posiadaczy ziem­skich i agrarjuszów.

Sam Juda to dziś przyznaje. Niejaki Landau, oświadczył na zgromadzeniu syjonistycznem w Berlinie: »Miałem sposobność wniknąć w materjał obciążający żydów podczas wojny. Ogłoszenie tego materjału doprowadziłoby do tego, że żydów pozabijanoby na ulicach. Przykro mu, że żydzi dali powód do takiego materjału, i wzywa ich do głębokiej wdzięczności dla socjaldemokracji, któ­rej zwycięstwo było jedynym ratunkiem dla żydów w Niemczech.

Usiłowania rewolucyjnej socjaldemokracji zawsze i wszędzie bronić żydów i stanowisk żydowskich, a z lichwiarskiego kapitału żydowskiego zrobić »tabu«, ujawniły się ponad wszystko podczas, rewolucji (I Komarisa w Paryżu ograbili i pozabijali własnych rodaków; wielki kapitał żydowski był dla nich święty; pomniki naro­dowe i pałace poszły w gruzy, w »Palais Rothschild« nie wybito ani jednej szyby). Z największą gorliwością tępiono wszystko, co mogło być niewygodne dla żydów i co mogło oświecić lud o praw­dziwym stanie rzeczy. Np. w Berlinie, na dowód wolności słowa i druku, ogniem i mieczem prześladowano słynne szumne odezwy, w których czujący po niemiecku żołnierze w spokojnej formie usiło­wali wyjawić swoim kolegom jedynie fakt niezaprzeczalny prze­wagi żydowskiej w rządzie i wielu radach robotniczych i żołnier­skich. Berlińska służba bezpieczeństwa, za smutnej pamięci Eich- horna, dostała rozkaz aresztowania rozdawaczy i niszczenia odezw. W skardze publicznej szarych nakładców, z których jeden krótko i węzłowato bez sądu powędrował na długo za kraty, pisze sięr »Nowi żydowścy żołnierze bezpieczeństwa, dawniejsi »driickeber- gerzy«, pozwalają sobie wyrywać nasze czerwone odezwy nawet z rąk spacerujących! Znowu towarzyszów naszych, rozdających te odezwy, schwytano, zawleczono na od wach, grożono im więzieniem, nawet wtrącono do aresztu policyjnego pospołu ze zbrodniarzami i przeróżnym motłochem«. Bywały i rewizje w domach, uwięzienia osób całkiem nieuczestniczących, którym przypisywano zaintereso­wanie się. Oprócz tej działalności oficjalnej socjalistycznej straży bezpieczeństwa, zwalczaniem uświadomienia zajmowali się szcze­gólnie Machabeusze półżyda Liebknechta, podtrzymywanego przez Berlin, proletarjusza, z rzekomym, opodatkowanym dochodem 48.000 marek. W taki sposób szuja spartacka połączyła wynisz-

53

czenie i głód mężczyzn i kobiet niemieckich, z ich strażą u ko­szernych, wielkich worków złota Judy. Gdy Hall-Halsen i Strobel, członek rady wykonawczej, napisali swój list publiczny do narodu niemieckiego i li tylko dla względów »paritetu« żądali usunięcia tej anomalji, że »w rządzie jest 80% żydów«, socjaldemokratę Strobla, iż wyszedł ze swej roli, jego partja poddała pod sąd i pozbawiła miejsca w radzie wykonawczej. Gdy pierwszy prezes socjaldemokratycznego związku introligatorów Emil Kloth we wrze­śniu 1919 napisał rzeczową rozprawę o panowaniu żydów, i>Vor- warts« wściekle rzucił się na niego pod hasłem: »za burtę z nim!«:

»Niezmiernie ubolewamy nad błędem naszego, niegdyś zasłużo­nego i rozumnego towarzysza. Praktycznie nie opłaci się zajmo­wać jego »hecą pogromową*. Pozostaje jak najprędzej usunąć go z partji, aby przynajmniej nie w charakterze socjaldemokraty sze­rzył swoją niechęć« (Deutsches Tageszeitung, Nr. 465, 1919. Po- równ. wywody Emila Kloth'a: »Wstęp, rozważania działacza socjal­demokratycznego o polityce socjaldemokracji niemieckiej). W okręgu Hersfeld-Hiinsfeld-Rotenburg odezwa socjaldemokratyczna z wście­kłością rzuca się na odezwę uświadamiającą, nie mającą żadnego związku ze sprawą robotniczą. W rzeczonej odezwie wzywa się robotników, aby wystąpili z »kułakiem« i z »twardą nogą« prze­ciwko pogromcom żydów. Również w »Hersfelder Zeitung« 212-1919: »jako socjaldemokraci, potrafimy obronić naszych ży­dowskich współobywateli. Jeżeli nie można inaczej — pięścią. Robotnicy, tak uczyńcie, odpowiedzcie szczwaczom na żydów od- powiedniem kopnięciem«. W sierpniu 1920: »niezależni« robotnicy portowi z Emden, groźbą strejku wymusili wstrzymanie święta śpiewaczego na wyspie Borkum. Czy i to groziło interesom ro­botniczym? Niezliczone przykłady. Bardzo uczciwie nietylko »Frei- heit*, ale nawet i »Vorwarts«, w sprawozdaniu z procesu o za­mordowanie monachijskich zakładników, opuściła nazwiska oskar­żonych żydów, przedewszystkiem Levines’a i Leviens’a. Tak ścisły jest związek żydostwa, żydowskiego lichwiarskiego kapitału i socjaldemokracji. Gdy w Bawaiji, po straszliwem doświadczeniu z rządem rad mafji żydowskiej, budziła się świadomość, gdzie przyczyna złego, bawarska »Rada ludowa« wydała ukaz następu­jący: sMinisterjum Spraw Wewnętrznych. Do urzędów okręgowych. Wniesiono skargi, że niekiedy w prasie codziennej i w ulotkach pisze się podniecająco przeciwko ludności żydowskiej. Takim zja­wiskom trzeba usilnie przeciwdziałać przez sprostowania. Będzie to możliwe w stosunku do tej części prasy, z którą urzędy są w styczności, przez wydawanie dziennika urzędowego lub jakiej innej. I co do innej części prasy można znaleźć sposób. Jeżeli np. w broszurach brak wymaganych przez prawo prasowe danych co do druku i nakładu i takie zaniedbanie usprawiedliwia wszczę­cie procesu. Bamberg( 7 czerwca 1919 r. Endres«. Ptaszku, jak się trzepoczesz! Minister z łaski Judy! W tym samym czasie pi­sał »Berliner Tageblatt*: »ze sfer miarodajnych donoszą, że prasa (?!)

54

wyraża niezadowolenie z powodu, jako władze bezczynnie przy­patrują się rozpowszechnianiu ulotek antysemickich. Tak nie jest! Policja robi co możliwe przeciwko bezeceństwom. Np. we wtorek zniszczyła 2000 takich ulotek na miejscu druku. Wszystko zarzą­dzono, aby przeciwdziałać rozpowszechnianiu ich na ulicach*. Bezspornie ma się poddać naród niemiecki codziennemu żydow­skiemu zatruciu, spotwarzaniu i zbrudzeniu czci.

Znaczne wielkożydowskie pomoce pieniężne dla socjaldemo­kracji nie dadzą się ukryć. Nawet Spartacusa i bolszewizm karmi złoto żydowskie. Ernest Heilmann pisał w socjal. »Chemnitzer Volkstimme«: »To, co Liebknecht gromadzi przy sobie, są to ży­wioły bardzo wątpliwe. Sam wystawia dezerterów, jako swe naj­lepsze wojska. Z drugiej strony, są to miljonerzy i kapitaliści, podtrzymujący bolszewizm*. Wiadomo, że np. synowiec pana von Schwarzbacha, szefa domu S. Bleichroder, »Rittersgutsbesitzer«, dał dwa miljony marek na założenie pisma bolszewickiego. Je­steśmy na śladzie dalszych stosunków, rzucających ciekawe światło na stosunek miłosny pomiędzy żydowskim wielkim kapitałem, a socjaldemokracją. Ta miłość rozciąga się na socjaldemokrację wszelkich odcieni, więc i na bolszewizm. Czy kto uwierzy, że np. ścisłe stosunki miljardera Pawła Kastrera (handlarza przedmiotami sztuki) i jego żony, aktorki Tilly Durieux z bolszewizmem, są to zjawiska wypadkowe? Nawet dla »Vorwarts« ta poczciwość ży­dowskiego ^szlachetnego anarchisty« wydaje się zbyt wielka i pi­sze o dyktaturze klubu Kassirera: >wielokrotny miljoner, Paul Kassirer, założył elegancki klub, w którym elegancko ubrana część berlińskich » niezależnych* szykuje sobie miejsca. Przy ulicy Bel- levue (Berlin W.) klub Kassirer wynajął całe piętro, gdzie roz­prawia się, kto ma wziąć w ręce nowy rząd rewolucyjny. Szef klubu, możny pan Kassirer, przy wybuchu wojny stawił się jako ochotnik... no nie do okopów, lecz jako członek cesarskiego klubu automobilowego, przyczem nie omieszkał wyzyskać patrjo- tycznej konjunktury do założenia czasopisma luksusowego, które Liebermann i inni naczelni modernmistrzowie oddali na usługi za­pału wojennego. Zapał wojenny Paula Kassirera nieco ochłódł, gdy z cesarskiego klubu automobilowego zdatnym członkom wcią­gano mundury piechurów. Jednakże dobre stosunki wyzwoliły go z tego losu i wysłały do Szwajcarji, w celu »niemieckiej kul- turpropagandy*. Gdy w lecie 1918 szczęście wojenne na Zacho­dzie odwróciło się, instynkt kupiecki miljonera poczuł, że wysokie zarobki księgarskie można osiągnąć tylko z radykalizmu. Zwią­zał się nagle z partją » niezależnych*, zawarł układy z wydatnymi pisarzami tj. S. P. W klubie Kassirer przebywają pp. Dr. Breit- scheid, eksminister Simon, redaktor naczelny »Freiheit« Dr. Hilf- ferding i Helmut v. Gerlach, który w swojej »Welt am Montag* miażdży wszystkie partje poza niezależnymi i komunistami. I człon­kowie klubu Kassirer rozdzielają pomiędzy siebie stanowiska mi- nisteijalne i inne dostojnictwa. Tymczasem ci panowie, przy

55

spotkaniu się, śmieją się, jak augurowie rzymscy, ci prorocy, któ­rzy znali siebie wzajemnie*. To się czyta nie w jakimś »wszech- niemieckim« dzienniku, ale w »Vorwarts!«.

Niechaj nikt nie sądzi, że to tchórzliwi miljonerzy żydow­scy pieniędzmi chcą się wykupić, aby ich nie ujawniono, że cho­dzi tu o rodzaj pretnji ubezpieczeniowej. Całkiem mylnie... Od początku istniejący aliaż finansowy czerwonej i złotej międzyna­rodówki jest nawskróś celowy w tern znaczeniu, że zasadnicze cele obydwu międzynarodowych kierunków są wspólne: zniszcze­nie poczucia i myśli narodowej; oto, czego potrzeba! Na zgroma­dzeniu syjonistów w salach Zofji (marzec 1906) w Berlinie, gdzie zajęto stanowisko względem rewolucji rosyjskiej, powszechnie zaaprobowano: » Pozbawienie praw narodu żydowskiego jest sprawą istniejącego porządku społecznego. Dlatego żydzi muszą ten po­rządek obalić, a to przyłączając się do socjaldemokracji. Gdy so­cjaldemokracja przeprowadzi równouprawnienie wszystkich warstw społecznych i żydostwo samo przez się osiągnie żądane prawa. Więc niemiecka socjaldemokracja i żydostwo, mają pracować wspólnie nad obaleniem istniejącego porządku społecznego. Socjal­demokracja rosyjska z powodu swej słabości wcale nie forsowała rewolucji rosyjskiej. To uczyniła socjaldemokracja niemiecka i prze­ważnie w interesie żydów rosyjskich, dla których zebrała większą część pieniędzy*.

Przypisek. Do takich samych wniosków dochodzi v. Liebig, w styczniowym (1919) zeszycie »Deutschlands Erneuerung«, po­wołujący się na politykę Centrum. O niej nie będziemy tu mówili. Niewątpliwie żydostwo wietrzy w katolicyzmie jednego z naj­większych wrogów. Jest wątpliwe, czy polityka Centrum zawsze odpowiadała interesom Kościoła katolickiego. Wielu dobrych ka­tolików obawia się, że Juda właśnie via Centrum umie szkodzić interesom Kościoła katolickiego i tern objaśniają sobie politykę Erzbergera.

Poza tem wszystkiem istnieje pogląd, że Juda, jako pojęcie zbiorowe, nie miał żadnego interesu w podtrzymywaniu politycznego i gospodarczego bankructwa, zamierzonego przez socjaldemokrację. Przeciwnie. Dla Judy dotychczas każdy rozkład, mały czy duży, był opłacającym się geszeftem — istnieją rośliny najbujniej, najsoczyściej wyrastające z gruzów, istnieją zwierzęta, padające zawsze »na nogi« tam, gdzie inne gruchoczą sobie kości i czaszki. Bogactwa głównych, międzynarodowych żydów pocho­dzą z najcięższych okresów finansowego rozstroju Niemiec. Np. Rothschild, wyzyskał największą, południowo-niemiecką nędzę finansową.

Przypisek. W krótkich słowach streścimy, w jaki sposób powstał kolos Rothschild. Landgraf Heski Wilhelm IX. wziął ponad

56

80 miljonów złotych, przeważnie w banku angielskim, gdy w r. 1806 musiał uciekać przed wkraczającymi Francuzami. Uciekając, oddał wekslarzowi z Frankfurtu Mayer Amschel Rothschildowi kilka miljonów gotówką i ten ukrył je w piwnicy w beczkach od wina. Temi pieniędzmi obracał, nie płacąc procentów. Wkrótce uzyskał i wolną rozporządzalność miljonami leżącemi w Anglji, od których płacił 2°/0. Rothschild prowadził interesy jednocześnie z wszystkiemi ówczesnemi partjami wojennemi. Więc zebrał wielki majątek na ten czas, gdy po zawarciu pokoju przyszły wielkie pożyczki państwowe. Od r. 1815—1826 państwa europejskie poży­czyły od niego 1 miljard 200 miljonów marek! Oto przykład jego zasługi 1818 r. Prusy zrobiły pierwszą pożyczkę na 5 miljonów funt. szter. Była ona 5°/0-wa, ale jako pierwszą połowę pożyczki otrzymały Prusy zamiast 2% milj. funt. szter. tylko 70% wartości nominalnej; drugą połowę rozdzielono na dwie równe części 72% i 75°/0, co również nie wpłynęło w całości, gdyż w pierwszym roku miało być jeszcze odliczone 3°/0. Jeszcze większe zyski Roth­schild osiągnął z handlu temi papierami państwowemi. Ponieważ stale posiadał ich większość, mógł był dowolnie podnosić i obni­żać kurs. Z tern zyskał wpływ na politykę. Ministerja były odeń zależne; niektóre obalał poprostu naciskiem na papiery. Później przez rozszerzenie firmy na 5 wielkich mocarstw kapitał Rothschil- dowski zapanował nad światem (Hemann, »Die historische Welt- stellung der Juden«, 1882). Prof. Sombart pisze: ^Nazwisko Roth­schild znaczy więcej niż firma, oznacza wspólną żydowskość czynną na giełdzie. Albowiem tylko z jej pomocą mogli byli Roth- schildzi zdobyć nadzwyczajną potęgę, ba, jedynowładztwo na gieł- dzie«. Rothschild nie jest wcale pierwszym historycznym królem pieniężnym. I metody jego nie są nowe: np. londyński Nathan Meyer Rothschild przez szpiegów żydów w Brukseli dowiaduje się o wyniku bitwy pod Waterloo, rozpuszcza wieść fałszywą, wywo­łując niesłychaną zniżkę papierów. Sam kupował je, a gdy w dni najbliższe prawdziwa wiadomość doszła był już człowiekiem »zro­bionym®. Żyd Medina płacił rocznie wodzowi angielskiemu Mal- borourgh (1650—1722) 6000 f. szt. (120.000 marek) za wiadomości z pola bitwy z pierwszej ręki. Metternich pisał w r. 1845 do posła- w Paryżu: »Dom Rothschild odgrywa we Francji większą rolę niż jakiekolwiek mocarstwo.

Nieustanne rewolucje środkowo- i południowo-amerykańskich państw były kopalnią złota dla nababów z Wallstreet i południowo­amerykańskich. Tak jak na małą skalę szczęście i bogactwo żyda zaczyna się od własnej, częściej od cudzej plajty (E. Rathenau też rozpoczął jak feniks!), dzieje się tak samo i w większej. Dla wielu dobrodusznych Niemców podczas wojny było zagadką, dla­czego wielu żydów miało dążyć z frazesem o porozumieniu do pokoju głodowego, a w razie wysoce niepożądanego przypadku stanowczego zwycięstwa niemieckiego (Gustaw Eckstein!) do zrze-

czenia się wszelkich odszkodowań, zrzeczenia niebezpiecznego dla naszego życia gospodarczego. Musiało być w tem coś szczególnie mądrego — i oto Michałek szybko staje się bezwolnym osłem »porozumienia się« i dziko rzuca się na każdego, kto chce go z osłostwa wyciągnąć. Rozwiązanie zagadki — powyżej. Bankru­ctwo państwa oczywiście da się jeszcze lepiej wyzyskać, niżeli konkurs prywatny, zwłaszcza gdy giełda żydowska z długów pań­stwowych zrobiła najdochodniejszy artykuł handlowy a »socjali­zacja®, niemożliwa bez olbrzymich kredytów i transakcyj, bez mobilizacyj i likwidacyj, jest dla kapitału żydowskiego trwałem żniwem. Dlatego i prasa wszechżydowska nie zwalcza jej; prze­ciwnie sprzyja, popiera i popycha.

Bezwątpienia śród socjaldemokratów bywają ludzie, nie uzna­jący Judy celu ostatecznego (o czem poniżej mowa będzie), wie­rzący, że mogą użyć żydów i ich lichwiarskiego kapitału jedynie za narzędzie i przebyć z nimi razem tylko początek drogi. Do nich należy zlinczowany przez > niezależnych« Auer. Auer, którego z powodu jego poczucia aryjskiego wielu z towarzyszów uważało nie za całkiem prawowitego, w listop. 1918 na konferencji socjal­demokracji bawarskiej oświadczył, że w wielu organizacjach socjal­demokracji bawarskiej zajmowano się »sprawą rasy* i że mu przedłożono liczne skargi: »Twierdzą, że żydzi po większej części systematycznie uchylają się od ciężkiej służby wojskowej, że gdy chyłkiem dostaną się na tylnych przełożonych, postępują z pod­władnymi żołnierzami i z cywilnymi, którzy muszą mieć z nimi styczność, w sposób najwynioślejszy i najdotkliwszy. Skarżą się, że ci często twardo zdrowi ludzie wykręcają się od służby. W dwóch pismach powiedziano, że izraelici dla siebie wymagają poszanowania poglądów religijnych, natomiast nie mają żadnych względów dla uczuć innych i że żydówki swojemi strojami działają podniecająco. Dalej twierdzą, że w obdzieraniu ze skóry są naj­większymi paskarzami i że dzikie podnoszenie cen zwiększa się jeszcze przez systematycznie prowadzoną przez nich wymianę towarów. W niektórych miastach sporządzono listy żydowskich »dekarzów«, »paskarzów« i przedłożono je władzom. Mnie przy­słano wiele takich list z żądaniem podtrzymania i popierania tej akcji. Na liście takiej miejscowości znajduje się nie mniej niż 60 nazwisk z adresem. Do rzędu takich należy i Heilmann, który Graal-rycerzom z »Berliner Tageblatt* wpisuje do sztambucha: »Nasz wróg to kapitał, a jego wcieleniem jest bardziej »Berliner Tageblatt«, niż król pruski, daleko bardziej parlamentarna repu­blika burżuazyjna, niżeli pruskie urzędnictwo rządowe, wykony­wane przeważnie przez wykształconych proletarjuszów bez majątku i rycerzy obowiązku. Wymieńmy i to, co pisze »Fortschritt« (so- ■cjalist.) Nr. 3/,9: »Nic tak drastycznie nie udawadnia nam wpływu kapitału żydowskiego, jak plantacje prasowe Mossego i Ullsteina. Z bujnością właściwą roślinom błotnym, rozwijają się te pisma, przerastając i dusząc wszystko, cokolwiek chciałoby żyć samo-

58

istnie. Tak gwałtownie nie powinna narastać siła kapitału żydow­skiego, aby wkońcu nikt już nie śmiał powiedzieć prawdy. W dą­żeniu narodów do możliwego wyzwolenia się z pod wpływu żydow­skiego i do pracy faktycznej nad pownem odżydzeniem życia, jest niejaka słuszność. Oczywiście cierpimy o wiele za wielu żydów przywódców«. Ale są to tylko postronni bez znaczenia i bez od­dźwięku w partji, skrępowanej przez Judę.

Móc zużytkować Judę, jest to najgruntowniejszy błąd wszyst­kich socjaldemokratów, którzy sami jeszcze nie zżydzieli. Już dziś. socjaldemokracja, jak wynika z wyżej rzeczonego, nie jest samo­dzielna, stała się słabowolnym niewolnikiem cudzych panów. Pomiędzy socjaldemokracją a żydostwem panuje stosunek nie współrzędności, lecz podr/ędności. Im »niezależniejsza« jest socjal­demokracja, tem zależniejsza od Judy. Obłędna odezwa bawarskiej rady robotniczej i żołnierskiej kończy się słowy: » Kurt Eisner nie żyje, ale tem żywszy jego ducja w kołach proletarjatu«. W tem samoszyderstwie tkwi głęboki sens i niestety wielka prawda. Na­stępcy Eisnera zowią się: Levine, Landauer, Miihsam, Lipp, Toller i Lewien z — wtórnemi objawami syfilisu mózgowego i z komu- nizacją blondynek. Podczas pogrzebu Eisnera biły w dzwony wszystkie kościoły w Bawarji, a mowę pogrzebową wygłosił p. Landauer. Najniższego stopnia narodowego i obyczajowego po­czucia dosięgła niemiecka klasa robotnicza w czerwcu 1919, gdy z powodu stracenia żydowskc oolszewickiego mordercy Levine- Nissena dała się namówić naganiaczom żydowskim do strajku protestującego. Podczas gdy żołnierze niemieccy byli zabijani zwierzęco przez młodzież Liebknechta-Luksemburg, gdy niemiec­kich towarzyszów w Monachjum katowano, li tylko dlatego że są Niemcami, gdy socjaldemokratyczni ministrowie krwi niemiec­kiej byli zastrzeliwani, topieni i zabijani, żadnemu robotnikowi niemieckiemu nie przyszło do głowy strajkować, ani nawet prote­stować. Obrzydliwość! »Strajk szabasowy« robotników niemieckich pozostanie na całą potomność honorowym wawrzynem w dziejach ♦ niemieckiego* ruchu robotniczego. Również i żydowska żałoba dworska robotników niemieckich po prorokini mordów masowych Róży Luksemburg. Na takiej samej wyżynie stoi międzynarodowy strajk robotniczy przeciwko Węgrom (czerw. 1920). Wiadomo, że Węgry wyratowały się z krwawego bagna bolszewizmu żydow­skiego. Sposobem na model Northcliffe’a pracującej niewypowie­dzianie oszczerczej propagandy przeciwko wynalezionemu ad hoc ^białemu terrorowi* Juda podburzył robotników do bojkotowania całego kraju. W odezwie międzynarodowego związku zawodowego, ogłoszonej w »Vorwarts« czytamy: »Międzynarodowy Związek zawodów uchwalił od 20 czerwca Węgry bojkotować, wszelką łączność z tym krajem zerwać, od niedzieli 20 czerwca odmówić wszelkiej pracy, mogącej pośrednio lub bezpośrednio przynieść pożytek Węgrom białego terroru (!) Od niedzieli 20 czerwca nie- wolno żadnemu pociągowi przejść granicy Węgier, żadnemu stat-

59’

kowi do Węgier wpłynąć, żadnego listu ani telegramu wysłać, ani odebrać. Cała komunikacja musi być przerwana. Ani węgla, ani surowców, ani żywności.Tak Juda mści się na całym narodzie za wypędzenie zwierzęcych żydowskich zbrodniarzy. Być może doczekamy się czegoś podobnego przy upadku żydowskiego krwa­wego panowania w Rosji. Dowodzi to dwóch rzeczy: jak olbrzy­mią potęgę ma dziś Juda i jak żałośnie głębokie służalstwo zaszczepił marksizm niemiecki w warstwach robotniczych. Nie dziw, ze zżydzenie socjaldemokracji doprowadziło do jej zepsucia, i im dalej na lewo, tern mocniej. Właściwie żyjemy w rzeczypo­spolitej paskarzy i uobyczajnienie naszego ludu przez żydowską socjaldemokrację codziennie ukazuje świeże wonne kwiatki. Wy­padek ze Sklarzem czeka na wyjaśnienie. Socjaliści »niemieccy*: żyd rumuński Sklarz i żyd rosyjski Parvus (Helphand sodlewacz dzwonów* prawdopodobnie przywódca duchowy żydowskiego socja­lizmu wogóle) zarobili miljony. Bywali u nich mężowie rewolucji,, przedewszystkiem pan Scheidemann. Miljoner dr. Parvus Help­hand posiada w Szwajcarji w Waedenswihl zamek, gra rolę wiel­kiego pana i prowadzi taki żywot, że dzienniki szwajcarskie z głośnem oburzeniem żądają wjdalenia tego towarzysza stołu niemieckich wielkości ministerjalnych. ijournal de Geneve«, »Neue Schweizer Zeitung* i »Schweizer Republikanische Blatter« ogło­siły różne rewelacje. Według nich Parvus obliski przyjaciel posła Adolfa Mullera i jednocześnie mąż zaufania rządu niemieckiego® urządził w swej pańskiej rezydencji prawdziwą »Kapuę«, że utrzy­muje tam formalny harem i że dzieją się tam rzeczy, będące codziennym tematem rozmów dla całej okolicy. I pan Scheidemann kołysał tam swoją zmęczoną głowę po poprowadzeniu »narodu niemieckiego® do zwycięstwa. »Schweizerische Republikanische Blatter* piszą dosłownie (D. Tagezt. 640. 1919). »Żądamy, aby nas wreszcie uwolniono od tych ludzi. Jeżeli władze nie mają odwagi wydalić Helphanda, pokażemy temu panu (monsieur) za pomocą inicjatywy ludu, jak zdrowy rozum helwecki otwiera drzwi ludziom tego rodzaju. Z drugiej strony spodziewamy sie, że Rada Związkowa zawiadomi rząd niemiecki, że pan Adolf Muller przestał być nam persona grata... Jeżeli Rada Związkowa, będzie się ociągała, jesteśmy w stanie pokazać temu socjalisty­cznemu karierowiczowi, że życzymy sobie, aby zupełnie opuścił naszą ziemię!* W taki sposób daje się traktować i zasłużenie rząd niedawno tak wielkiego, uczciwego państwa niemieckiego - przez maluczkich! Do tego doprowadziło »wyzwolenie« naszego narodu z »przeklętego starego systemu*. Kiedyż nareszcie naród niemiecki zacznie się wstydzić hańby, na jaką sam zasłużył? Ze zżydzony rząd skorumpowanej rzeczypospolitej nie czuje tego, to jasne. W każdym razie niesłychane jest to, co napisał pruski minister kultu p. Harnisch w Nr. 274 »8-Uhr Abend- blatt® r. 1919: »Myślę, że Parvus nie byłby w stylu jako członek honorowy związku dziewic ewangelickich. Jest to natura nie—

60

zwykle silna i po stuleciach nędznego bytu tułacza, ta siła żywiołowa jest czynna we wszystkich dziedzinach, a więc w bie­siadzie i w rozkoszach miłosnych, być może trochę za wybu­chowo. Ale jeżeli jestem ministrem kultu, nie mam żadnego obowiązku odgrywać roli moralizatora filistra. Radca konsysto- rjalny, być może, miałby do zarzucenia to lub owo w pro­wadzeniu się Parvusa. Ale... czyż ja jestem radcą konsystorza? Co zaś do niekiedy — nie wiem tego — śmiałych tranzakcyj Par- vusa, których w szczegółach nie znam, to proszę nie zapominać, że Parvus nie jest poprawnym małomieszczaninem niemieckim i że on ze względu na swój proces rozwoju takim być nie może... W żyłach jego w ciekawy sposób pomieszała się krew żydowska, rosyjska i tatarska. Taki człowiek ma prawo, aby są­dzono go według praw jego własnej istoty i bytowania. Nie można go mierzyć łokciem pojęć powszednich, obowiązujących w Niem­czech i wtłaczać w przymusową formę naszych słusznych zresztą poglądów«. Mamy tu, nie mówiąc już o niewypowiedzianem wy­szydzeniu samego siebie, dwie rzeczy: pierwszą — wyraz socja­listycznej moralności »wolnej« rzeczpospolitej, drugą — poprostu utwierdzenie prawa wydatkowego dla żydów! Im krew żydowska, bardziej mongolska i tatarska, tem szlachetniejsza. Niektórzy ro­botnicy niemieccy mają nadzieję, że »niezależni« t. j. komuniści, wyrwą ruch robotniczy z objęć żydowskich. Jest to najstraszliwszy i najśmieszniejszy błąd współczesności. Zawsze należy przypomi­nać, że orjentalny wyzysk ludu z każdym krokiem ku lewicy zwiększa się i ubrutalnia, jak i korupcja. Są na to niezliczone przykłady. Oto jedna z wielu notatek: »Za lichwę, kradzież by­dła i rzeź potajemną, »niezależny« przywódca w Elmshorn ska­zany na 21/, lat więzienia, chociaż zapowiedział, że jeszcze w ciągu tego miesiąca (wrzesień 1919) rewolucja wszechświatowa uwolni go«. Jego wspólnik »niezależny«, radca miejski W., wolał zbiec. Im dalej na lewo, tem większa zdrada. Dowiedziono, że i na za- jętem i na nie zajętem terytoijum dawnego państwa niemieckiego »niezależni« i komuniści zajmują się opłacanem szpiegostwem dla obcych katów jeńców, w dziedzinie przemysłu i wydawania broni.

Całkiem niedorzeczna i nawet rzeczowo głupia konstrukcja przeciwieństwa klas robotniczej i burżuazyjnej, która zatruła całe nasze życie narodowe i dzisiaj całemu narodowi grozi bezpo- średniem śmiertelnem niebezpieczeństwem, jest dziełem wyraźnie żydowskiem. Bebel mówił na początku (Karl Biedermann: »Un- tersuchungen iiber Socialismus und Socialpolitik«) : »Jest to nie- tylko niedorzeczność, ale i zbrodnia, jeżeli się wrogo przeciwsta­wia robotnika, jako stan oddzielny, burżuazji«. Wtedy Bebel był jeszcze przywódcą robotników i nie spadł jeszcze do roli bezwol­nego torownika drogi dla żydów. Wytworzenie przeciwieństwa klas jest robotą całkowicie żydowską. Dlatego ta, wyhodowana przez żydów »nienawiść klasowa« przybiera całkiem formy nik­czemnej, żydowskiej nienawiści rasowej.

61

Przypnek. Tutaj też należy djabelskie postępowanie ro­syjskich i niemieckich bolszewików z zakładnikami. Jest ono,, jak i spartakusowska żądza mordu na usługi nienawiści rasowej. W danym wypadku podżegaczami są żydzi, korzystający ze spo­sobności zrobienia pogromu chrześcijan i usiłujący usunąć prze- dewszystkiem naczelne siły narodowe. W sposób najwidoczniejszy stało się tak w Monachjum. Pozabijani zakładnicy byli wszyscy aryjczykami, przedstawicielami myśli rasowej. Stali się ofiarą ży­dowskiej nienawiści rasowej. Godne uwagi, że w sprawozdaniu z procesu w »Berliner Tageblatt« jest taki ustęp: »Szczególniej członkowie Towarzystwa Thule byli ostro... traktowani, bo twier­dzono o nich, że rozpowszechniali ulotki antysemickie«. Więc chodzi o pogrom aryjczyków. Do dzisiaj żydzi obchodzą święto Purim na pamiątkę uwiecznionej przez księgę Ester rzezi 75.000 persów »antysemitów« i ich kanclerza Hamana. Rabin dr. Selig- kowitz pisze w »Israelitisches Familienblatt® (N. 11, 1914). »że- księga Ester (czytana uroczyście na Purim), cieszy się wielką miłością ludu żydowskiego, cóż naturalniejszego«? W tern samem piśmie (13 marca 1919) rabin dr. Neufeld: * Dzisiaj święto Purim rzuca nowe światło, a szczególnie żyd Mordochaj, który uratował żydów, zasługuje na naszą baczną uwagę. Jego napastował Haman jedynie za jego żydowskość i jeżeli Haman wraz z 10-ciu synami skończył na szubienicy, powstali godni potomkowie Hamana w po­staci niemieckiej narodowej partji ludowej®. Żadna władza pań­stwowa nie troszczy się o taką hecę pogromową. Momsen w 5-tym tomie Histoiji Rzymu str. 543 pisze: »gdy żydzi 2 st. po Chr. mają większość na wyspie Cyprze i chcą założyć państwo naro­dowe, wyrzynają wszystkich mieszkańców nie żydów«. Nie jest to bez kozery, że »Frankfurter Zeitung® (17 str. 1919) pisze o Liebknechcie i o Róży Luksemburg jako o »bojownikach za wiarę w pełnem słowa znaczeniu« i że »Berliner Tageblatt« widzi »aureolę na skroni« takiego Landauera. W zeszycie majowym 1919 »Im Deutschen Reich«, czasopiśmie centrali niemieckich obywateli wyznania żydowskiego, deputowany G. Davidsohn daje artykuł, szczujący na znienawidzonego przez żydów i ich towa­rzyszów księgarza monachijskiego Lehmanna i na pisarza aryjskiego dra Liek, kończąc pogróżkę pogromową: »wreszcie już czas zde­cydować, jak długo jeszcze pan dr. Liek i jego wszechniemieccy antysemiccy przyjaciele mają jeszcze w Niemczech spać spokojnie«. Jelenie wietrzą poranek. Żresztą Lehmann odegrał już rolę, jako » zakładnik® Landauera. Że w ostatniej chwili uszedł Lewine-mu i towarzyszom, był to przypadek. Wspomnijmy i o przyjacielskiem wskazaniu palcem »Berliner Tageblatt’u«, że należy » zapamiętać® nazwisko księcia Salm

Wogóle zarażenie naszych robotników sprytnem łgarstwem międzynarodowem było najmędrszem i najbardziej djabelskiem dziełem Judy. W ten sposób udało się oddzielić od narodu siły

62

najlepsze, najzdrowsze, cenne i zarazem osłabić je i zaprząc do usług cudzych. W ten sposób żydzi, wszędzie Obcy, zawsze bez ojczyzny, odebrali ojczyznę wielkiej części ludu niemieckiego. Niektórzy przebudzają się za późno. Tak Lentsch skarży się w swem tpiśmie : »Socjaldemokracja, jej koniec i los«: »Socjaldemokracja niemiecka do dzisiaj kurczowo opierała się poczuciu, że między­narodówka już ostatecznie zniszczona. Robotnik niemiecki miał nie dowiedzieć, jaki' bjn rzeczywisty nastrój u socjalistów za­granicznych. Z tego powodu »Vorwarts« usuwał od swoich czy­telników wszystko, co mu nie dogadzało. Czego nie można było zamilczeć, to się upiększało, fryzowało, prostowało*. Uczony wódz socjaldemokracji pannie Kock (Bremen) pisał 1912 w swem: »Walka klas i naród*: »Mamy za zadanie głosić walkę klas i budzić po­czucie klasowe, aby odwrócić uwagę od spraw narodowych*. Oto bakcyl żydowski w swej kulturze czystej. Z niego wyrósł marksizm ze swoją logiczną i praktyczną pełnią — bolszewizmem. Na obrączce w nosie, na której Juda prowadzi »niemiecki ruch robotniczy, wyryty napis z czasopisma angielskiego »Daily Sketch* z 2 grudnia 1915 r.: »Gdy wy chrześcijanie wszyscy sami się wytracicie, tym więcej miejsca zostanie dla nas*. Zaszczepionej Niemcom niena­wiści klasowej i walki klasowej żydzi śród swoich nie ścierpią. Na to za mało zwraca się uwagi. Np. »Judische Rundschau« pisze (6 czerwca 1919) w związku z organizacją państwa w Palestynie: »Powinna się spełnić nadzieja, że naszemu krajowi oszczędzony będzie ciężar walki klasowej*. Gdy się dokona, żyd obejdzie się z socjaldemokracją, jak z murzynem, jak z wyciśniętą cytryną, iak z cesarzem niemieckim. Gdy p. Ebert po wyborze na prezy­denta państwa ukazał się zdumionemu ludowi na schodach teatru w Wejmarze, towarzyszył mu jako impresario pan ze sztabu re­dakcyjnego » Frankfurter Zeitung*. Nie będziemy się brudzili i śpie­wali pieśni syryjskich. Socjaldemokracja jest tylko oddziałem Szturmowym. Sztab generalny jest gdzieindziej.

Jeżeli sprawa demokracji i socjaldemokracji jest dosyć prosta i‘jasna, z liberalizmem tak przezroczysta nie jest. Musimy o tern mówić otwarcie, chociaż niejednemu będzie przykro. Jeżeli nie będziemy zupełnie uczciwi i lękać się będziemy prawdy, nie ozdro- wiejemy nigdy. Że liberalizm zawiódł, że stał się współwinnym na­szej choroby i nietylko przez zaniedbanie, ale i przez grzechy w postępowaniu, o to sporu poważnego już być nie może. Wina polega na zupełnem pominięciu sprawy żydowskiej. Stanowisko w tej sprawie jest rozstrzygające dla charakteru politycznego, dla sensu i woli politycznej. Kto się od tego wymyka, ten, mimo dobrą wolę, staje się niespokojnem wahadłem i politycznym pół- mędrkiem. Nadzieje, że liberalizm po zewnętrznem usunięciu jadu żydowskiego przez oddzielenie partji postępowej, i wewnętrznie * ' odtruje się i wyjdzie ze stanu chorobliwego zwyrodniałej poło- wiczności duchowej, zawiodły. Liberalizm, osiągnąwszy przez poli­tyczne i gospodarcze ustawodawstwo Bismarcka swe istotne cele,

63

zapomniał wyciągnąć z nich następstw. Chciał pozostać, czem był, chociaż główna jego racja na tem polegała — i mimowoli za­mknął się w wąskim horyzoncie małego, bezideowego politycznego geszeftoróbstwa, jego przywódcy stali się tylko taktykami polity­cznymi, a często i taktyka była błędna. Liberalizm nigdy nie mógł zaprzeczyć, że i on pochodził z mocno zażydzonej szkoły Rottecka i Welckera. Jego wielką winą jest popieranie dążeń, zmierzających do,»emancypacji« żydów. Żądania żydów znajdowały zapewne po­parcie u liberalizmu, który sam w własnej wierze uległ żydow­skiemu frazesowi o kulturze i oświacie. Ryszard Wagner mówi bardzo trafnie: »Gdyśmy spór wiedli o emancypację żydów, wal­czyliśmy bardziej o zasadę abstrakcyjną, niż o fakty konkretne; tak cały nasz liberalizm był zamroczoną igraszką ducha«. Jeżeli Rotteck pisał: »wolę wolność bez jedności, niż jedność bez wol­ności* albo: »jeżeli cała młodzież będzie powołana do wojska, cały naród będzie miał poczucie najemnika*, w tem zwyrodniałym i pozbawionym charakteru biegu myśli najwidoczniej tkwi jad ży­dowski. Gdy liberalizm podniósł do godności zasad politycznych takie już same z siebie niewłaściwe i głupawe myśli, jak: » środek*, »umiarkowanie*, spartja środka*, już pełzał na sznurku żydowskim i trzymał się go aż do upadku partji. Ta nie-myśl musiała do­prowadzić nietylko do sprzeczności z gruntowną myślą naro­dową, ale i do żydowskich praktyk handlu krowami w stosunku do zasad nie na sprzedaż. Nad tem ubolewał już Dahlmann:

»Wszelkie wnioskowanie polega na niepełnem zastosowaniu siły, której możnaby użyć bez naruszenia prawa*. Do czego prowadzi taki *środek«, państwo niemieckie dowiedziało się w tej wojnie.

Zmiana w kierunku wyraźnie żydowskim wystąpiła przede- wszystkiem w związku z ruchem młodo liberalnym: r. 1900 po­wstała centrala związków młodzieży nacjonalliberalnej. Element ży­dowski wysunął się naprzód. Zewnętrzne stopniowe zażydzanie polityki liberalnej okazało się w powstałych w tym czasie usiło­waniach do połączenia się napowrót z wolnomyślnymi, r. 1912 przy wyborze na prezydenta Scheidemanna, 1913 przy widowisku żydowskiem w Sayerne zasłona spadła i uspokojony Naumann mógł był rzec: » Socjaldemokracja, lewe skrzydło, t. j. część prole­tariacka liberalizmu, robi wszystko radykalniej, niż liberalizm bur- żuazyjny. W gruncie rzeczy robi to samo*. Paasche wystąpił z mocnem słowem za mianowaniem oficerami żydów. Bassermann oświadczył na zjeździe wirtemberskim (stycz. 1914): »zdaniem partji nacjonalliberalnej Bethmann Hollweg jest, być może, człowiekiem najodpowiedniejszym na kanclerza, chociażby nie był po myśli kon­serwatystów. Całość jego polityki kroczy polinji nacjonalliberalnej*.

Później spokrewnienie żydowskie niektórych przywódców par­tyjnych stało się szczególnie niebezpieczne dla liberalizmu i poli­tycy koła Richthofena, Juncka, Paasche’go, Schiffer’a, Niesser’a wpadli zupełnie na tor żydowski. Jakób Niesser jest prototypem polityka żydowskiego. Jest to ojciec związku »Hanza* założonego,

64

aby przy wyborach r. 1912 z niemieckiego Michałka uczynić by­dło, głosujące przeciwko własnym interesom za pomocą sugestyw­nego hasła przeciwko: » czarno-niebieskiemu blokowi*. W szcze­gólności związek Hanzy załatwił się z wprowadzeniem w błąd zdrowego niemieckiego zmysłu kupieckiego; odjął licznym fa­brykantom zrozumienie, że pomiędzy polityką producentów a po­lityką handlarską jest zasadnicza różnica! Przemysłowiec, który wstąpił do związku Hanzy, założonego dla interesów czysto żydowskich handlarzy i ekspedytorów, zrobił jak owca z bajki,, wstępująca do cechu rzeźników. W decydujących wyborach 1912 roku związek Hanza stał oczywiście za socjaldemokracją. Przez to osiągnięto w parlamencie internacjonalną większość, która nas zgubiła. Ludzi w rodzaju Treitschke’go liberalizm ostatnich trzech dziesiątków lat już nie byłby zniósł. Fantastyczna walka z »prawicą«, interfrakcyjne tarcia podczas wojny, oświadczenie się Stresemann’a za »paritetem« uświadomienia na froncie, okrzyk wojenny »Kolnische Zeitung«: »większość nie autorytet«, współ­praca przy rozdzieraniu konstytucji Bismarcka i przy Naumano- wem: »ubezosobieniu korony* —. są to wszystko objawy zatru­cia żydowskiego. Czysto żydowskie było napisanie w jednej z lo­kalnych nacjonalliberalnych odezw przedwyborczych: »My nacjo- nalliberali jesteśmy nacjonaliści z rozumu, a liberali z serca«.

Dahlmann: ^liberalizmu z wartościami bezwzględnemi, t. j. wszystko jedno jakiemi środkami, niema«. Podczas wojny jedno z pism nacjonalliberalnych wystąpiło z propozycją, aby wyraz *nacjonalny « usunąć z nazwy partji! Co się tyczy fatalnej polityki wojennej Stresemann’a, która niejednokrotnie uratowała Bethman- na i usprawiedliwiała się kolejno to: »okiełzaniem socjaldemo­kracji*, to koniecznością »dobrego wrażenia zagranicą«, to powie się o niej jeszcze. Jest to zdumiewające, że jeszcze 18 stycznia 1919 r. w 33 Nr. »Tagliche Rundschau« Stresemann oświadczył: »podczas wojny chodziło jedynie o to, aby okiełzać socjaldemo­krację*. To jest na takiej wysokości, jak gdyby Bethmann jeszcze dziś usprawiedliwiał się z swego »bezprawia względem Belgji«. Że Stresemann w związaniu rządu notą odpowiedzi papieżowi mógłby dostrzec »korzyść narodową«, że mógł był napisać swój artykuł z 17 list. 1917 r. w »8-Uhr Abendblatt«, że jeszcze w marcu 1918 r. w zarządzie centralnym partji nacjonalliberalnej ujmował się za takim Kuhlmannem — te fakty objaśnić może tylko kapitulacja liberalizmu wobec Judy. Zdarzyło się, że Fryderyk Juljusz Stahl przepowiedział o »naukach liberalizmu«: »jak rtęć w kościach wy­drążą ciało państwowe i wątpię, czy jeżeli nadejdzie nowa burza w rodzaju r. 1848, zdołamy się jej oprzeć*. Nadewszystko szko­dliwy dla rozwoju liberalizmu, zresztą i dla dzisiejszej niemieckiej partji ludowców, był i jest wpływ żydówek i związki z niemi. Bas- sermann i Stresemann ożenieni z żydówkami. Przez to wpływ sposobu myślenia krewniaków żydowskich zapewniony. N. p. pro­szę przeczytać: charakterystyka Paasche’go jest podana przez Za-

05

che’go w » Deutsche Kolonialzeitung (paźdz. 1919). Zachę mógłby dodać, że zmiana duchowo zbiega się co do czasu z ożenkiem z sio­strzenicą Izydora Witkowsky’ego, alias Maksymiljana Hardena.

Dzieckiem tej niewytrzymałości i słabości wewnętrznej była całkiem niesłusznie spotwarzona jako niebezpieczna partja ojczyzny. Nieopisana wściekłość, jaką u żydów wywołało jej powstanie, sza­lona przeciw niej heca, dowodzi wyraźnie, że ta partja ojczyzny mogła była stać się błogosławieństwem dla naszego narodu, gdyby tylko była chciała. Ale nie chciała. Odrazu urodziła się jak ka­leka duchowy; od urodzenia sami ojcowie skrępowaii jej ręce i nogi, czyniąc z niej potworka, nieszkodliwego dla żydów, nie­użytecznego dla ojczyzny. Nie chciała być ani zimna, ani gorąca, więc uległa losowi wszystkiego, co połowiczne i letnie. Surowo zakazała zajmować stanowisko wobec » polityki wewnętrznej« albo robić ^opozycję*. Przyczem jednakże wiedziano, że z powodu wy­rafinowanych posunięć Judy cała polityka wojenna stała się za­gadnieniem polityki wewnętrznej. Że i Tirpitz dwukrotnie pokło­nił się Judzie (oświadczenie z 20 st. 1918 r. i pismo z 2 lutego 1918 r. do centrali niemieckich obywateli wyznania mojżeszowego), to wyka­zuje, w jakim stanie nieuświadomienia nawet ludzie wybitni państwa w tej sprawie spraw występują. Austijacko-węgierski polityk Rieger (czeski! przypis tłumacza) powiedział: »tchórzliwość umiarkowanych winna ■wszystkim politycznym nieszczęściom«, a już stary Ancillon (»Treitschke« Historja Niemiec IV, str. 74) nazywa po imieniu nieszczęsne partje »środka« ; mówi o ośrodku, który jest zawsze wrogi dobru, a jeżeli otwarcie nie obdarza łaską złego, to stara się mu podchlebićc.

Dawna partja konserwatywna nie jest wolna od win. Tkwią one nie w postępowaniu, lecz w zaniedbaniu. Brzemienny w na­stępstwa był błąd konserwatystów, że wyżej stawiali cesarza, niżeli cesarstwo. Formę przekładali nad treść. Ich monarchizm w chwili rozstrzygającej stawał się samoskrępowaniem, odmężnie- niem, więc politycznym bizantynizmem. Konserwatyści wiedzieli, że B-system wiedzie do zguby. Ale wiedzieli także, że cesarz uważał za osobistą zniewagę każdą rzeczową krytykę rządu, szczególniej atak na Bethmanna. Przyczepili się dla usprawiedliwienia własnego, do następującej taktycznej, w rzeczywistości całkiem nietaktycznej myśli! Ponieważ cesarz uważa każdą napaść na Bethmanna za skierowaną ku sobie, takie napaści mogą Bethmanna tylko wzmocnić, a więc, jeżeli jest opozycja to w formie najostrożniejszej, o bez- • pośredniej opozycji przeciwko cesarzowi w żadnym razie nie może być mowy. Konserwatyści złapali się w ten »circulus vitiosus<-, który ich mimowoli uczynił współwinnymi. Nie chcieli uszkodzić autorytetu korony, zapominając, że był on uszkodzony przez ich własne zaniedbanie. Partje większości znały tę wewnętrzną nie­dojrzałość, to tragiczne pomieszanie osoby i rzeczy, to samoskrę- powanie się konserwatystów i ręka w rękę z Bethmannem wy­zyskały je gruntownie. Dlatego przy najlepszej konserwatywnej                                                                           

66

opozycji Bethmann stale wysuwał przed siebie osobę cesarza, dla tego z * głosem podniesionym ku prawicy* przy sposobności zawsze na czele swych deklaracyj stawiał groźne słowa wstępne: »Jego Cesarska Mość... to i to«. Szczególnie godny uwagi jest wstęp do postanowienia o cenzurze, skierowany przedewszystkiem przeciwko prasie konserwatywnej, a którym Bethmann usiłował zabić wszelką wolną wymianę zdań: »Z ramienia Jego Cesarskiej Mości przez kanclerza państwa prowadzona polityka zagraniczna w tej chwili krytycznej, rozstrzygającej na stulecie, nie może być zakłócana i tamowana przez jakiekolwiek otwarte lub zamaskowane krytyki«... W sposób tak haniebny naród niemiecki pozwolił za­mknąć sobie usta. Kto się przeciwko temu bronił, był linczowany przez żydów i ich towarzyszów. Nawet socjaldemokracja przeciwko »frondzie* uszła tego dziecinnego, niestety skutecznego sposobu. Przeżyliśmy przecież, że gazety socjaldemokratyczne przeciwko wichrzycielskim deputowanym centrowym wzywały autorytetu... papieża. Tak maciejasznie prowadzi się polityka w parlamencie niemieckim! Od wpływów żydowskich, aż do pewnych wysokich torysów w poprzedniej izbie posłów, partja konserwatywna naogół ustrzegła się. Stąd obłędna nienawiść żydowska do wszystkiego konserwatywnego. Jej program »Tivoli« jest narodowo bez zarzutu i byłby niezawodną bronią, gdyby praktyka zawsze szła za teorją A nie zawsze tak było.

Partji prawdziwie niemieckiej, prawdę nietylko znającej, ale mówiącej ją, niezależnej od wysoka i niska, zajmującej uczciwe i bezwzględne stanowisko wobec sprawy spraw, któraby zamiast »finezyj frakcyjnych« prowadziła politykę charakteru i była cał­kiem tylko niemiecką, takiej partji narodowi naszemu brakło i do dziś brak. Juda użyje całej swej potęgi, swoich pieniędzy, swoich pokrewieństw, swojej prasy, aby przeszkodzić powstaniu takiej partji, a słabe głowy niemieckie będą mu świadczyły gladjatorskie usługi. Czy nacjonalna partja ludowa rozwinie się na czysto nie­miecką partję, według rezultatów zjazdu w czerwcu 1919 r. mo- żnaby o tem wątpić. Z jednej strony jeszcze zawsze zapoznanie konieczności celowej i bezwzględnej nacjonalnej opozycji i ta prawdziwa chorobliwa żądza »współpracy pozytywnej«, od czego nie wolna i »Deutsche Tageszeitung*. I jedno i drugie pochodzi ■/. braku prawdziwego czucia politycznego i woli. Właściwie nie chodzi tu o nic innego, jak o dalszy ciąg tych samych błędów,

. które uczyniły konserwatyzm niepopularnym i skrępowanym w dzia­łalności i doprowadziły nas do stanu obecnego. Z drugiej stronj' czysto partyjno-polityczna, nie patriotyczna obawa przed jasnem postawieniem sprawy spraw. Wolnokonserwatyści mieli nawet oświadczyć, że wystąpią z partji, jeżeli na zjeździe będzie oma­wiana sprawa żydowska. Jerzy Heydner (»Charakter polityczny Niemców®) mówi słusznie: »stronnictwo cierpiące śród siebie żydów nie jest niemieckie, chociażby się sto razy nazywało nie- mieckiem« i przytacza za Hofmillerem, że brak wielkiego niemiec­

67

kiego dramatu ma przyczynę w charakterze niemieckim, w oba­wie konfliktu, w zezowaniu na wynik pojednawczy i w strachu przed katastrofą. Odwaga czynienia bólu jest zarówno cechą dra- matopisarza, jak i polityka. Przed wojną »Kreuzzeitung« chwyciło mocno problemat (Nr. 30 r. 1913): »Jest to plama haniebna na euro­pejskiej sztuce politycznej, że pozwala się żydom grać taką nikczemną i niebezpieczną rolę. Potęga Judy musi być skruszona. Który książę, który mąż stanu podejmie tę najnarodowszą ze wszystkich kampanij? Jesteśmy przekonani, że w krótkim czasie będzie miał za sobą cały naród z małemi niegodnemi wyjąt­kami •— i bez względu na środki. Dzisiaj większość to niewol­nicy. Dopiero gdy się skruszy łańcuch mamony żydowskiej, zerwie więzy ducha żydowskiego, będzie można mówić o wolności*. (Z wybornego pisma Alb. Grimpena: »Żydostwo i socjaldemo­kracja*). Przywódca nacjonalnej partji ludowej, były minister liergt nie należy do tych, którzy zrozumieli problem żydowski w jego istocie i znaczeniu. Tego dowodzi np. jego list do kon­sula Marsa (dla porównania sprawozdanie z walnego zebrania cen­trali niemieckich obywateli wyznania żydowskiego z 28 i 29 maja 1919 r. i pismo »Im Deutschen Reich« Nr. 7/8 1919 r.): »Jako prezes Zarządu Głównego nacjonalnej partji ludowej nie czuję się w możności na zapytanie pańskie udzielić odpowiedzi osobiście. Chodzi tu o sprawę partyjną wagi największej, co do której sta­nowisko zająć może tylko zarząd, a właściwie nawet zjazd. Był pan obecny na dotychczasowych obradach Zarządu Głównego w sprawie antysemickiej i zna pan dokładnie motywy, dla których program zatrzymał się na wiadomych panu punktach odnośnie do wyznaniowości (!) i o trudnościach uchwalenia formy bardziej sprecyzowanej. Nie mogę wyjść z podziwu, że jednakże pan kła­dzie nacisk na niemożliwe obecnie (!) rozwiązanie sprawy, w pań- skiem rozumieniu. Wydawałoby mi się słuszniejsze, aby panowie pochodzenia żydowskiego, stojący na naszym gruncie i zewnę­trznie zaliczający się do partji, przez swoją propagandę i ofiary dla partji, sami wywalczyli pożądane dla siebie stanowisko w partji i zabezpieczenie swoich interesów (!). Życzyłbym sobie i od pana, zamiast obydwóch listów, otrzymać dowody, że i pan również przej­muje się wagą takiego poglądu i odpowiednio działa*. Szczęściem niemiecko-nacjonalny zjazd partyjny nie podzielił takiego stano­wiska, lecz członkowie jego z pełnem poczuciem stanowiska raso­wego, jak dotychczas, wzięli górę. Dn. 13 październ. 1919 partja złożyła następujące oświadczenie: »Niemiecko-nacjonalna partja ■ludowa stoi na gruncie ludowości niemieckiej. Na tej podstawie walczy z wszelkim rozkładowym nieniemieckim duchem, pocho­dzącym bądź to od żydów, bądź od innych kół. Zwraca się prze- dewszystkiem przeciwko przemocy żydowskiej, występującej od czasu rewolucji w rządzie i w społeczeństwie w sposób coraz fatalniejszy*. Że i to oświadczenie jest połowicznością, nie potrzeba tłumaczyć. Dotychczasowe próby podrzucenia partji grzybków

68

rozkładowych .żydowskich były mało udane. Żydostwo, być może,, miało za wysokie wyobrażenie o wszechmocy myśli demokraty­cznej i z początku nie doceniało ruchu niemiecko-narodowego. Próbą w tym sensie było podstawienie nacjonalistom prof. Eltz- bachera, słynnego jako propagatora rzezi świń. Eltzbacher wy­stąpił jako rzekomy nacjonalista niemiecki w obronie bolszewizmu przeciwko zachodowi. Partja we właściwym czasie usunęła go. Jednakże tym sposobem osiągnięto materjał agitacyjny przeciwko myśli niemiecko - nacjonalnej. Czy niemiecko - nacjonalna partja ludowa będzie wytworem trwałym lub przejściowym, zależy wy­łącznie od tego, jakie ostatecznie zajmie stanowisko względem sprawy spraw. Jest zastanawiające wejście do partji, jako przy­wódcy, Delbriicka, silnie obciążonego na swem poprzedniem sta­nowisku ministra współdziałaniem ze zgubnym dla państwa syste­mem B. Delbriick nie rozumie dzisiejszej głównej sprawy ludowej (porówn. jego oświadczenie w »Jenaische Zeitung* z 19 stycz. 1920)i »zręczność« i »mądrość« nie stwarzają jeszcze narodowego przy­wódcy !

Niemiecka partja ludowa (Volkspartei), jak na teraz, nie przedstawia się jako poważny czynnik przy niemieckiem ukształ­towaniu się przyszłości niemieckiej. To trzeba wypowiedzieć, cho­ciaż ta partja liczy w swoich szeregach wielu wybornych Niemców. Przesąd o konieczności » partji środkowej« jest dzisiaj nietylko* politycznym nonsensem, ale i polityczną zbrodnią. Że po kata­strofie mimo okropne doświadczenie z walki partyjnej nie było możliwe utworzenie jednolitej zamkniętej niemiecko - nacjonalnej partji, jestto jeden z najgorszych objawów żydowskiego działania rozkładowego na naród niemiecki. Wbrew namacalnej rzeczywi­stości te same żydowskie przezwiska, którym zawdzięczamy naszą katastrofę, znowu w dalszym ciągu działają np.: »na prawo* »kon- serwatyści«, »junkrzy«, »agrarjusze« i t d. Partje, którym ton nadają ludzie, jak Schiele, Maurenbrecher, Traub i inni, znowu napiętnowano, jako » krańcowe*. Gdy w Berlinie założono »Klub narodowy*, jako związek wszystkich nacjonalnych polityków, pan Stresemann natychmiast przeciwstawił mu »Klub państwowy nie­mieckiej partji ludowej«. Zalecamy czytelnikom tej książki przej­rzeć Nr. 22 z 13 stycz. 1920 ^Tagliche Rundschau« i przeczytać artykuł Stresemanna, p. t. »Narodowy jednolity front«, w którym zwalcza taki jednolity front wszelkiemi środkami powierzchownej parlamentarnej rabulistyki, gdyż uważa za nieszczęście »hasła walki żywiołów narodowych z międzynarodowemi w Niemczech*. Ten artykuł, z ordynarnie wypisanem na czele odwołaniem się do bogatych żydowskich protektorów »partji śroclka«, jest klasy­cznym przykładem zniekształcenia sądu politycznego przez sposób myślenia żydowski. Artykuł ma wartość z powodu następującej uwagi: >Jeżeli niemiecko-narodowa partja ludowa w dalszym ciągu będzie trwała przy zasadzie rasowego antysemityzmu, co wynika z wywodów niektórych jej przywódców, przeciwko której

69

to zasadzie, według informacyj dep. Gotheina, występują takie osobi­stości jak hr. Posadowsky, Delbruck i Duringer, a i Hergt ją potępia, nie będzie w tej sprawie jednozgodności (niemieckich ludowców) 7. niemieckimi nacjonalistami*. Juda zrobi z niemieckiej partji ludowej, czy ona chce, czy nie chce, zupełnie takie narzędzie dla swego celu, jak zrobił z nacjonalliberałów. Kto nie poznał jeszcze lub uznać nie chce liberalnego« grzechu, który był istotnem źródłem naszej katastrofy, temu nic nie pomoże, ten, chociażby dziesięciokrotnie twierdził przeciwnie, stawia partję ponad ojczyznę. Wyżej wspomniany Jakób Riesser jest jednym z najwybitniejszych członków niemieckiej partji ludowej, aby w niej tamować czujność ludowego sumienia. W tym celu odrazu stworzył przegrodę sod prawicy«, co w układzie stosunków znaczy: »od uświadomionych niemiecko*. Naturalnie calem sercem ciągnie do swoich »demo­kratycznych* współrodaków Friedberga i Dernburga, Proszę prze- -czjdać (przedruk w »Deutsche Tageszeitung* Nr. 16 r. 1920) jego komentarze do »zasad« niemieckiej partji ludowej: »Partja od­rzuca antysemityzm zasadniczy, lecz kwalifikuje zwalczane przez się objawy tam, gdzie je znajduje. W jej szeregach jest miejsce dla każdego, kto gotów współdziałać w sensie jej poglądów, bez względu na jego wyznanie (tu mamy znowu celowe pomieszanie rasy i wyznania, na czem robią swój geszeft ludzie z »Berliner Tageblattu«). Tego poglądu zasadniczego, wynikającego z libe­ralnej istoty niemieckiej partji ludowej, partja trzymać się będzie«. Nie dziw, że aBerliner Tageblatt* regestruje to stanowisko z wi- docznem zadowoleniem. Informację dobrą ze »strony osobliwej* daje w styczniu 1920 »Chemnitzer Tageblatt* (przedruk w »Deut- sche Zeitung* Nr. 12 r. 1920): »Finansiści i działacze de­mokratyczni rządzą niemiecką partją ludową... Wpływowych członków i przyjaciół partji demokratycznej odkomenderowano <ło niemieckiej partji ludowej; nie'wiemy w jakim zakresie środki pieniężne ze źródeł, demokratycznych dopływają do tej partji. Większość wyborców i podrzędni przywódcy nie widzą nic z tego... Gdy już będą mieli w ręku niemiecką partję ludową, zasłona opadnie, a uświadomieni widzowie poznają za późno, jakie to znane twarze tam się ukrywały*. Wyżej wymieniony artykuł Strese- manna pasuje do tego.

Dotychczasowe roztrząsanie wykazuje zwycięstwo Judy nad mocno większą częścią niemieckiego przedstawicielstwa narodo­wego, nad »większością«. Właśnie ta większość, na nowo teraz powstała, gdyż zmiana »systemu« nie nastąpiła, jest żydowską rośliną cieplarnianą. Wybory żydowskie w r. 1912 wprowadziły poprzez przegrywkę w Saverne do wojuj* żydowskiej i teraz do pokoju żydowskiego.

Przypisek. Warunki pokoju potwierdzają ten pogląd w zupełno­ści. W istocie rzeczy jest tu coś więcej, niż cielesne okaleczenie pań­stwa, niż zniszczenie gospodarcze i ujarzmienie duchowe drogą

70

zbeszczeszczenia. Wykonanie warunków ekonomicznych, urodzo­nych z głębokiej nienawiści i chciwości cudzego mienia, nie jest niemożliwe, jak wielu sądzi, owszem, jest możliwe. Ale w jeden tylko sposób: stałego niewolnictwa pracy niemieckiej w służbie obcych towarzystw finansowych. Jest to cel szatański. Stąd dziwne dla. wielu zakazy emigrowania i spędzanie Niemców z zagranicy do kraju: wielki kapitał anglosaski potrzebuje olbrzymiej ilości robotników fabrycznych. Niemieckie wartości gospodarcze weźmie w stały »zastaw« lub »skupi« je na rachunek długu wojennego. W Niem­czech powstaną olbrzymie przemysły kapitału międzynarodowego. Niemcy będą fabrycznem przedmieściem Londynu i New-York u. Niemiec stanie się nędznie żywionym i opłacanym przez zagra­nicę najemnym niewolnikiem, a nasze międzynarodowe osły, będą, załamując ręce, tęskniły do pięknych czasów » zgniłego, starego systemu«. Będziemy pracowali pod batem hindusów i zulusów;: nad naszem posłuszeństwem czuwać będą dobrze zapłaceni żołdacy, a nad naszą duchową strawą poślednią, już zamierzony anglo- żydowski syndykat prasowy w Berlinie. Ale nasz własny kapitał żydowski będzie znowu kwitnął, niech będzie i drogą fuzji. Oto jest odpowiedź na 9 listopada. Tak jest, panie Scheidemann, masz pan słuszność: snaród niemiecki zwyciężył na całej linji«. Tym­czasem, jak to z góry było wiadomem każdemu znawcy oso­bistości politycznych, tak zwany rząd niemiecki z psią pokorą, przyjął warunki pokojowe, a już na tygodnie przedtem, przed oczyma ludu odgrywano niegodną komedję o »uschłych ramio- nach« i t. p. pięknych rzeczach. Nasz dobry, głupi naród, dał się znowu prowadzić za nos do ostatniej minuty. Wszystkie przepo­wiednie pierwszego wydania tej książki sprawdziły się w zupeł­ności. Ale właśnie wykonanie takiego pokoju otworzy oczy na­szemu ludowi, który nie wie, co kogo czeka i wskaże mu praw­dziwych »winowajców«. Tu zwróćmy uwagę na kilka faktów, wy­jaśniających nawet tępemu istotę spokoju żydowskiego«: 1) Ojcem pierwszej 100 miljardowej oferty wrogowi, jest żyd, bankier Max Warburg z Hamburga, używany już przez Bethmanna do zleceń politycznych. Jego brat jest bankierem w Ameryce. Warburg był członkiem niemieckiej delegacji pokojowej i »zjednał dla swej myśli naprzód poselstwo w Wersalu, potem w Spaa pp. Brockdorffa, Dernburga, Bernstorffa i Scheidemanna«. Czy istnieje taki głupi Michałek, któryby uwierzył, że te zaofiarowane 100 miljardów obciążą międzynarodową sprzymierzoną finansjerę? Są to kajdany, zarzucone na ręce i nogi niemieckiej pracy fizycznej i umysłowej,, w które Juda zamierza okuć i państwo niemieckie na wiekL 2) Poczuciu niemieckiemu głębokiego przygnębienia z powodu tego katastrofalnego spokoju* towarzyszył nagły » nastrój wyso­kiej konjunktury« na giełdzie, na niemieckiej giełdzie! Dlaczego? W nowym rządzie niemieckim, utworzonym w celu przyjęcia wa­runków pokojowych, nie było już żadnego żyda. Dlaczego? Bo- taki >pokój« mógłby niedoświadczonemu gospodarczo i politycznie-

Niemcowi otworzyć oczy na zasadniczą różnicę pomiędzy warto­ściowym kapitalizmem niemieckim, a pożerającym wartość i ni­szczącym żydowskim wielkokapitalizinem i pokazać mu, w jaki idjotyczny sposób robotnicy niemieccy pozwolili się wyprowadzić w pole socjaldemokracji, aby uniemożliwić zdrową politykę anty- kapitalistyczną i jak pod ich osłoną kapitał nieosobowy stał się straszliwą potęgą, która nas unicestwiła.

W dniu, w którym Niemcy swoją pokorną prośbą rozejmu niechwalebnie poddały się, Maksymiljan Harden alias Izydor Wit- kowsky, przy fanatycznym poklasku żydów w Berlinie, oświadczył: sto jest zwycięstwo prawa*. Co dla jednego sowa, dla drugiego słowik. Sckeidemann, z balkonu parlamentu dn. 9 listop. 1918 r. oświadczył: »Naród niemiecki (?) zwyciężył na całej linji«.

Dopełniamy nasz wykład wykazaniem bezpośredniego wpływu Judy na ustawodawstwo niemieckie. Nie chodzi tu wcale tylko o ustawy giełdowe i pieftiężne, ale o całość niemieckiego prawa prywatnego i publicznego. Zająćby to mogło cały rozdział. Wy­starczy jeden przykład charakterystyczny. Projekt rządowy o spo­czynku niedzielnym (1914 r.) zawiera § 3, dozwalający żydom ortodoksom zatrudniać swoich żydowskich pracowników w niedziele do godziny 5-tej. Albowiem nie można narzucać żydowskim przed­siębiorcom, obchodzącym szabas, ograniczenia pracy niedzielnej. Tego rodzaju pogląd zapomina, że żyjemy w państwie chrześci- jańskiem, a przytem opiera się na starym błędzie, że w sprawie żydowskiej ma się do czynienia tylko z gminą wyznaniową. Jakby się w wypadku przeciwnym zachowało żydowskie państwo naro­dowe względem obyczajów chrześcijańskich, niema ■wątpliwości. Pomyśleć tylko o występie nowego lwa bawarskiego dra Levine z Rosji po śmierci Eisnera. Że w danym wypadku musiała wy­niknąć szkoda dla przedsiębiorców chrześcijańskich, zbyteczne — wyjaśniać. Poważny jest również wpływ Judy na niemiecką pro­cedurę i wyrokowanie. Jeżeli wpływ prawa rzymskiego przez roz­luźnienie węzłów społecznych i zniszczenie germańskiego poczucia socjalnego, to jest idei obowiązków krwi i obowiązków wspól­noty narodowej, oraz przez postawienie indywidualnego absolu­tyzmu wogóle umożliwił gospodarczą, a zatem i polityczną władzę żydów, to jego logiczny formalizm stał się cudownem polem dzia­łalności dla ducha żydowskiego, wyszkolonego w wysokiej szkole Talmudu i jego podziemi. Rzec można, że dzisiaj żydowski sposób myślenia jest miarodajny w kwestjach prawnych i nie dziw, że większość adwokatów stanowią żydzi. To, cośmy powiedzieli, być może, najlepiej postrzegamy w fakcie, że proces niemiecki świa­domie nie opiera się na zasadzie znalezienia prawdy. O tak zwaną prawdę materjalną, w niemieckim procesie cywilnym nie chodzi. Każdego sposobu, nawet kłamstwa, wolno użyć dla wygrania pro­cesu, aby tylko zachować przepisaną formalistykę. Żydowskiemu sposobowi myślenia nie chodzi o to, kto ma słuszność, ale komu

72

przysądzą słuszność. Jako mistrz niemieckiego prawa proceso­wego, słynie profesor lipski Adolf Wach, z pochodzenia żyd, spo­krewniony z żydowską berlińską rodziną bankierską Mendelsohnów.

X. Rząd.

Trudniej dla Judy było zdobyć rząd. Co do urzędnictwa poza rządem, było ono przed 9 listopada 1918 r. dosyć wolne od żydów. Wielkie tradycje państwa pruskiego, wykazały się jako mocne naturalnie podpory czystego poczucia narodowego dla ogółu urzędnictwa niemieckiego. Tej okoliczności mamy do zawdzię­czenia, że pomimo rewolucji i jej rozkładowego następstwa, wóz państwowy (jak długo jeszcze?) od biedy jakoś się toczy. Niena­wiść do »biurokracji*, której błędów ludzkich zresztą zaprzeczyć nie można, nienawiść do poteranej »zwierzchności państwowej* ma tu swoje źródło i pochodzi od Judy (Charakterystyczne w Ulk, Nr. 48 z listopada).

Przedewszystkiem jeżeli do ostatka (z wyjątkami) nie udało się wyplenić silnie rozwiniętego w prusko-niemieckim urzędniku poczucia honoru i ta resztka z przeszłości aryjskiej pozostała jeszcze niewzruszona, gdy rząd i jego polityka honor narodowy traktowała jako żydowskie kramarskie dobro, było to dla Judy stałym kamieniem napaści. Heca prasy wszechżydowskiej prze­ciwko berlińskiemu prezydentowi policji v. Jagowowi, jak wogóle przeciwko każdemu urzędnikowi, nie chcącemu kapitulować, są to przykłady, jak postępowano. Najzabawniejszem było, jak żydzi i towarzysze żydowscy występowali w roli stróżów zagrożonej po­wagi państwa. Nigdy nie rozszerzył się brudniejszy bizantynizm, niż w prasie wszechżydowskiej. Niektóre czyny śmierdzą aż do nieba.

Szczęśliwszy był Juda przy ataku na państwowe centrale, przyczem zbiorowa moc tej orjentalnej wyprawy krzyżowej z do­brym instynktem skierowała się ku urzędowi spraw zagranicznych. Kto rzeczywiście włada polityką zagraniczną, ten jest i panem spraw wewnętrznych. Ta wyprawa, rozpoczęta nie wczoraj i nie przedwczoraj, której początek sięga wstecz co najmniej do Kon­gresu wiedeńskiego, powiodła się wyśmienicie. Jest to temat na całą książkę. W ramach tej pracy mieszczą się krótkie wskazówki. Środki, użyte przez Judę, były: złoto, obfite uczty, małżeństwo i w końcu, przy szczęściu, bezpośrednie objęcie państwowego środka potęgi. Czemże są następujące stwierdzenia: Arnold Zweig w dziele zbiorowetn: »0 żydostwie® (Nakład Wolffa, Lipsk) pisze: »dziecko żydówki jest żydem, niezależnie kto ojciec — to prawo talmudyczne wyraża poprostu rzeczywistość w małżeństwach mieszanych żydówek*. Dalej dr. Bernhard Cohn (Żydowsko-poli-

73

tyczne zagadnienia, 1899, Berlin) pisze: » Patrząc na coraz liczniejsze spokrewnienia domów szlacheckich z bogatemi rodzinami żydo- wskiemi, mimo nasze liberalne zapatrywania, musimy to uważać za początek obyczajowego upadku szlachty. Powstaje Koło towa­rzyskie niemieckich obywateli pochodzenia żydowskiego i wyzna­nia chrześcijańskiego, a nemezys logiki z religijuo-asymilowanego czyni atawistycznie prawdziwego nacjonalżyda. Albowiem ich przy­należność do społeczeństwa żydowskiego, a fakt ten jest niewąt­pliwy, niema już podstawy religijnej, ale rzeczywiście nacjonalną«. Juda, już w pierwszej połowie i w środku zeszłego stulecia wtargnąwszy głęboko, napotkał przeszkodę, gdy Bismarck wziął rządy w swoje ręce i energicznemi środkami oczyścił z korupcji ówczesny pruski urząd zagraniczny (Nawet takiemu człowiekowi nie udało się to w pełni). Może to być prawdą, że Bismarck nie poznał w całej pełni straszliwego niebezpieczeństwa sprawy ży­dowskie], ale » Frankfurter Zeitung« (1 lipca 1892) była zdania, że Bismarck spróbował planowo hodować na wielką skalę anty­semityzm «. Niewątpliwie, w czasach Wilhelma Wiernego i Bis­marcka, Juda kulał. O korupcji urzędu spraw zagr. i praktykach żydowskich, opowiada sam Bismarck w swoich wspomnieniach. Bankier Levinstein był jako kupler polityczny w związku z urz. spraw zagrań., gdzie »od lat zajmował stanowisko męża zaufania i Bismarckowi natychmiast zrobił oferty, aby nowego posła uczy­nić powolnym dla żydowskiej polityki interesów. Proponował mu naprzód G0.000 marek, następnie podwyższał do 90.000 rocznie. Bismarck wyrzucił go wraz z jego służalcami za »łapówki«, roz­rzucane przez Levinsteina«. Jak już wtedy rzeczy stały, dowodzi jego uwaga, że dopiero po upływie miesięcy mógł był zdać raport królowi ustnie, gdyż »od pisemnego powiadomienia, nie oczeki­wałem skutku.« Więc mur chiński, raczej — orjentalny, był już wtedy. Później usiłował konsul Bamberg nawiązać z Paryża tak brutalnie przerwane stosunki Judy z rządem Bismarcka. Cała nie­nawiść Judy, działająca w żydowskim zarysie konstytucji prze­ciwko wielkiemu Niemcowi, łatwo się wyjaśnia. Zewnętrznie wy­stępowała w postaci fanatycznej walki politycznych »wolnomyśl- nych«, stempla Eug. Richtera i w dzikiej kampanji prasy wszech- żydowskiej. Udział Bleichródera w upadku Bismarcka nie jest wątpliwy.

Po odejściu jego, Juda odzyskał wolne pole. Nie chcemy twierdzić, że późniejsze rządy Caprivi’ego do Bethmanna, podle­gały metodom przekupstwa a la Levinstein. Osobista uczciwość nowokursistów B-systemu dla nas nie ulega żadnej wątpliwości. Ale dla sprawy i dla następstw słaba to pociecha. Gdyż, że tak nazwany przez Bismarcka mowy kurs«, który w B-systemie osią­gnął swój szczyt, oraz krwawe i haniebne rozwiązanie, niestety nie zakończone — był i jest wyrazem zwycięstwa Judy nad siłą niemiecką, jest to fakt tak niewątpliwy, że żadne żydowskie fałszowanie histoiji nie ukryje go. Jest charakterystyczne, że

74

Caprrn w piśmie do redaktora »Berliner Tageblattu* za główne zadanie następców Bismarcka wskazał: »naród zwrócić do bytu powszedniego«, jak pisał uczeń Bethmanna Riezler, na wiosnę 1914 r.: »W naszych czasach trwałe powodzenie nie idzie za po­jedynczym, śmiałym czynem, nie za genjuszem męża stanu, osta­tecznie rozstrzyga lepsza przeciętność (Walter Steinthal 1912: znasza współczesna polityka nie jest nowotwórcza i nie chce nią być«). W całej tej sofistyce tkwi dla niemieckiego Michałka ukuta przez Judę, od r. 1890 konsekwentnie stosowana, dla wtajemni­czonych bardzo wygodna zasada rządzenia. Krwawe szyderstwo, koniec tragiczny tej najsmutniejszej epoki dziejów niemieckich! Bo ten obłęd wielka podpora B-systemu, wielki człowiek z pań­stwa » Frankfurter Zeitung«, pan v. Payer, na krótko przed kata­strofą, mógł był głosić pełnemi mądrości słowy, jako ewangelję, i nie zatonął w morzu śmiechu: »Musimy wydobyć się z zuży­tego toru naszej wiedzj* historycznej!*. Po nim posłusznie za­gadał Scheidemann: »Musimy dzisiaj zupełnie przeliczyć się, mu­simy rezolutnie wyjść poza świat myśli Bismarcka!«.

Przypisek. Charakterystycznie ośmiela się pisać wszechży- dowski »Kleine Journal* (14 kwietnia 1919): »Był czas, gdyśmy występowali wobec zagranicy z nadętą pychą i nawet ukuliśmy charakterystyczne głupie słowa*. Niemcy nie boją się nikogo prócz Boga i jako dodatek słynną pieśń narodową: »Deutschland, Deutschland, iiber alles!«. »Vorwarls« w Nr. 168 z powodu po­wodu poświęcenia wstęgi u wieńca Bismarckowego z napisem r »w te dni, gdy brak ciebie, woła nadzieja naszej tęsknoty: potrze­bujemy znowu takiego, jak ty*, pisze: »inaczej ułożylibyśmy napis: »w te dni twego spóźnionego dziedzictwa, tęsknota nasza woła, aby umarł i twój duch, gdy już ty sam umarłeś*. Czy los nasz nie zasłużony?

Scheidemann i Payer zresztą dla siebie nie potrzebują tego. Z Bismarckowego świata myśli nie mieli nigdy ani tchnienia. •Już 2 grudnia 1870, konsul francuski Lefaivre pisał do Augusta Bebla: »Moi panowie! W Imieniu Rzeczypospolitej Francuskiej, której rząd mianował mnie swoim przedstawicielem przy demo­kracji niemieckiej (!), uważam za obowiązek podziękować wam za szlachetne słowa, wypowiedziane przez was w parlamencie nie­mieckim, śród ducha zaborczego i upojenia militarnego, sfanaty- zowanego zgromadzenia. Odwaga, jaką w tej okoliczności wy­kazaliście, skierowała na was uwagę całej Europy i zapewniła wam sławne miejsce wśród bojowników za wolność... Francja pozdrawia ciebie, panie, i dziękuje ci, gdyż w tobie widzi przy­szłość Niemiec...«. A »Frankfurter Zeitung« w artykule na­czelnym z 6 lipca 1870 r. ostrzega natarczywie przed widocznym zamiarem Hohenzollernów wzmocnienia państwa niemieckiego. Wyjazd wozu państwowego z * wyjeżdżonego toru* Juda przygotował

75

gruntownie. Przez to leżymy w rynsztoku. A pan v. Payer z ol­brzymią pensją z kasy państwowej (z zaliczeniem czasu swej pro­kuratury), z wszystkimi »nie obciążonymi* i »nie skompromito­wanymi* maszeruje na czele, zaś niedźwiedź niemiecki tańcuje za nim foxtrotta.

Juda zdobył rząd szturmem po r. 1890. Stało się to prze- dewszystkiem drogą oddania wysokich stanowisk państwowych żydom i ich krewniakom. Kto wejdzie w takie pokrewieństwo, staje się przeważnie narodowo-martwym i niezdolnym do czynu. Żydowska polityka szkodzenia od r. 1890 jest godna podziwu. Szczególnie Urząd Spraw Zagrań, wpadał coraz więcej w objęcia Judy. Urząd Spraw Zagrań, stawał się coraz bardziej związaną ściśle z żydowską wysoką finansjerą kliką ludzi bez przekonań, do której nie miał dostępu żaden dzielny człowiek z poczuciem niemieckiem. Admirał Karol Hollweg oświadcza w »Halbmonats- schrift: >jedynie, co Haldane, który trzykrotnie przez dłuższy czas przebywał w Niemczech, w lutym 1912 r. powiedział, było to, że nic go w Niemczech tak nie uderzyło, jak wybitny brak charakterów. I żydowskie sztuczki reklamiarskie wtargnęły do urzędu spraw zagrań. O samochwalczej maszynerji urzędu spraw zagrań, dałoby się wiele po-wiedzieć i to zabawnego, gdyby sprawa nie była gorzko poważna. Żydowskie kuzynowstwo urzędu spraw zagrań., niestety i niektórych wyższych oficerów', dostarcza ma- terjału do kroniki.

Nazewnątrz kapitulacja rządu monarchicznego w r. 1906- objawiła się w mianowaniu reklamisty Dernburga na jedno z naj­wyższych stanowisk. Zwycięstwo nad rządem było dokonane za kanclerstwa Bethmanna. Czy sam Bethmann jest pochodzenia żydowskiego, nie wiemy. Wielu z jego zwolenników zaprzecza temu, odsyłając jego rodowód do szewca z Hessji, oczywiście w mniemaniu, że szewców żydów być nie może. Na ocenę polityki Bethmanna, jego pochodzenie szewskie rzuciłoby nowe światło. Jego dziadek żarliwie nienawidził Bismarcka i w każdym razie Bethmann miał prawdziwą frankfurcką duszę handlaęską, roił o »delikatniejszych środkach« (w liście do Lamprechta z 21 czerwca 1913, gdzie niemal w każdem zdaniu jest słowTo 2kultura*) i oddał swoją wielką nawewnątrz skierowaną euergję, aby Judę doprowadzić do celu. Każda propaganda na korzyść krajowego lub zagranicznego żydostwa była dozwolona i popierana, każda obrona przeciwko natarczywości i zuchwalstwu żydowskiemu tamo­wana. Z pomocą »nowej orjentacji«, spokoju wewnętrznego (Burg- frieden)«, swolnej drogi dla dzielnych*, sjedności«, »jednorodności«, cenzury, policji, aresztowań, rewizyj i t. d. walczył on... z wro­giem wewnętrznym tak dzielnie, jak to czynił był tylko bohater machabejski. Za uwolnieniem Liebknechta zrywał gardło. Juda dziękował mu za to. Pisał »Israelitische Familienblatt«: »W Niem­czech zbyt głośne dążenia antysemickie są przez władze dla utrzy­mania pokoju wewnętrznego tak zdławione, z nielicznemi wy-

76

jątkami, że bezwzględne antysemickie pisma partyjne były wielo­krotnie zakazane lub poddane uprzedniej cenzurze«.

Przypisek. Urzędowe dławienie wszystkiego, co żydom nie­przyjemne, po rewolucji naturalnie idzie w dalszym ciągu, a pod panowaniem socjalistycznem jeszcze się wzmogło. Jak to się robi, oto przykład. Mordem drezdeńskim, którego ofiarą padł jeden z ministrów, kierowali żydzi. Główną rolę grały dwa nazwiska: Lewinsohn i Arsmowski. W pierwszem urzędowem sprawozdaniu był ustęp, że zauważono ludzi w mundurach »z niewątpliwym żydowskim wyglądem«. W następnem sprawozdaniu Wolffa ten ustęp zniknął. Takich przykładów wiele.

Bethmann »pokładał nadzieję w niemieckich żydach« i posłu­giwał się nimi do rozwoju i sklejania swego politycznego domku z kart nawet tam, gdzie wszechżyd powinien był powiedzieć sobie, że właśnie przez to rzecz się rozklei. Wyżej wymieniony duet Warburg-Protopopow był już skomponowany z nadżydowską chy- trością. Zresztą Warburg wraz z innymi żydami należał do komisyj rzeczoznawczych delegacji pokojowej. I wielu innych używano w urzędzie Spr. Zagr. np. Bernhard ta Jollesa, brata dyrektora finansowego »Berliner Tageblattu«, feljetonistę po skończonej edu­kacji u Ullsteina. Jego głowa jest całkiem międzynarodowa. Jollesa urząd Spr. Zagr. wysłał do poselstwa w Bernie. Jeden z dyre­ktorów »Frankfurter Zeitung« dr. Curt Simon działał na wybi- tnem stanowisku przy jenerał-gubernatorstwie Belgji i t. d. Po odejściu Bethmanna to zażydzenie wzmagało się ciągle. Dziś sprawa skończona. Przedewszystkiem cały fundament, tak zwane pierścienie 1 i 2, szczególnie urzędowe połączenia z prasą, są całkowicie żydowskie.

Przypisek. Brockdorff-Rantzau nie może istnieć bez impor­towanego z Kopenhagi cudownego dziecka Calien’a. Młodzież modern należy do B-systemu. Bethmann miał swojego Riezlera. Ci młodzieńcy tworzą »Ringi«. Niekiedy załapią się przytem np. Veit Valentin. Zawsze chodzi o prawdziwe »pierścienie« błogo­sławione przez Natana Mędrca. Zresztą są paralele pomiędzy Brockdorffem i Bethmannem. Przedewszystkiem »nieprawda«; Bethmann sabotował nią wojnę, a Brockdorff pokój. Istotą B-po- lityki jest polityczny samobrud. Jest to »nowy duch«.

Naturalnie najpierwsza reforma po rewolucji w urzędzie Spr. Zagr. polegała na utworzeniu — wydziału żydowskiego. Prof. Sobernheim otrzymał w nim opracowanie spraw żydowskich. Wła­ściwie taka, reforma już nie była potrzebna. Nam wydaje się po­myślną, albowiem wychodzi ze słusznego założenia, że interesy -żydowskie są to sprawy zagraniczne.

77;

W tej mierze następujący dokument rzecz wyjaśnia:

Urząd Spr. Zagr.                              Berlin, 12 stycz. 1921 r.

  1. 1. H. 9. 19. 382.

Prof. dr. Sobernheim od dn. 22 list. 1918 pracujący w Urzę­dzie Spr. Zagr., jako naukowy pomocnik, z dn. 1 grud. 1920 mia­nowany jest radcą stanu w urzędzie Spr. Zagr.

Wyżej wymieniony, lat 49., jest referentem spraw żydowskich^ ku czemu nadaje się szczególnie przez swoje wykształcenie, do­tychczasową działalność i znajomość języków wschodnich i Wschodu, zwłaszcza Palestyny. Po ukończeniu studjum języków wschodnich w r. 1890, otrzymaniu doktoratu w r. 1896, był członkiem ekspe­dycji do Baalbeck, doszłej do skutku za inicjatywą byłego cesarza niemieckiego. Po wielokrotnych podróżach po Wschodzie, został współpracownikiem francuskiego instytutu archeologicznego w Kai­rze, w r. 1910 profesorem tytularnym, w r. 1912 członkiem korespon­dentem Akademji historycznej w Madrycie. Zajmuje również liczne naczelne honorowe s*tanowiska w związkach żydowskich.

Ze względu na wymienione wykształcenie i na jego wiek, niezaliczenie mu okresu jego dotychczasowej działalności, jako nauczyciela prywatnego, do emerytury musiałoby być uważane za surowość.             Podp. Gneist.

Ale Bethmann był kanclerzem nietylko dla żydów niemiec­kich, był też zbawcą dla zagranicznych. Prowadził wojnę, jako wojnę żydowską dosłownie i nazewnątrz. Wojna miała stać się odwrotną wyprawą krzyżową: na sztandarach nie było »in hoc signo vinces«, lecz »emancypacja i wyzwolenie żydów«. Przez to miano nadzieję, tak rzec, nadać wojnie niemieckiej treść zrozu­miałą dla świata. Przecież w Paryżu utworzyła się »liga« dla wy­zwolenia żydów: »podejmie walkę o równouprawnienie żydów przed prawem wszystkich krajów«. I londyńska konferencja socja­listów postawiła za cel wojny: ;> będzie się żądało dla żydów wszystkich krajów takich praw, jakie posiadają obywatele krajów, gdzie mieszkają«. A więc naprawdę: wojna żydowska! Dlatego Bernstorff głosił w Ameryce — o święta polityko realna! — po­czątek złotego wieku dla żydów (jak gdyby byli uciśnięci), a pan Dernburg przyprawił swoją arcyszkodliwrą dla nas propagandę w Ameryce zapowiedzią prawa wyborczego dla kobiet. Wyzwo­lenie żydów polskich i rumuńskich było wysokim celem Beth- manna, pomimo to, że było to sprzeczne z jego własną zasadą przy prowadzeniu interesów niemieckich, z zasadą niewtrącania się do stosunków wewnętrznych państw wrogich. Szachować Włochy państwem kościelnem, Hiszpanję zaostrzać do sprawy Gibraltaru, podtrzymać dążenia wolnościowe Irlandji, Indyj, Egiptu zwiastowaniem im oswobodzenia i przez to ulżyć sobie ciężaru, to nie zgadzało się z etyką Bethmanna i było policyjnie wzbro­nione. Ale bezużyteczny pokój w Brześciu i Bukareszcie — to było co innego. Po odejściu Bethmanna pisała »Frankfurter

78

"eitung«: »Wielki człowiek zszedł ze sceny światowej, być może największy*. Oni wiedzą, dlaczego piszą.

Aby żydowskiemu charakterowi B-systemu, który mógł się utrzymywać jedynie dzięki kulturze popularnych nonsensów, nadać potrzebną obyczajową i naukową sankcję i głębokość, powstało pod skrzydłami Solfa i innych żydowsko usposobionych dygni- tarzów »Niemieckie Stowarzyszenie 1914 r.«, które dowcip ber­liński nazwał klubem żydowskim. Słówko »niemieckie« jest zawsze dobre przy takiej robocie, jako szyld reklamowy. Nawet »nacjo- nalny« był w użyciu (w Wedeta »Komisji Narodowej«). »Israeli- tische Familienblatt* był dosyć nieostrożny, uświetniając założenie w sposób następujący: »Sam rząd, trzeba to przyznać, przez wie­lokrotne uwzględnianie szczególnych żydowsko religijnych (!) po­trzeb, przez państwowe pensje rabinom polowym i poparcie ich działalności, przez awansowanie wojowników żydowskich na ofi­cerów, wykazał zamiar w dalszym ciągu wyzwolić prawa obywa­telskie żydów niemieckich w praktyce (!) z dotychczasowych nie­sprawiedliwych ograniczeń. I pod względem społecznym widać dążenie, aby na przyszłość z naszego życia usunąć jad antysemicki. Takim celom ma służyć Niemieckie Stowarzyszenie 1914 roku, powołane do życia przez wpływowe koła nieżydowskie przy wy­raźnej aprobacie urzędowych sfer miarodajnych*. Wogóle trzeba zauważyć, że podczas wojny i jeszcze przed nią, że ilekroć po­wstawała organizacja narodowa, Juda natychmiast pod oszukań- czemi hasłami zakładał organizację przeciwstawną, która złotem i reklamą zabierała wiatr żaglom narodowym. Takie żydowskie kontrorganizacje powstawały zawsze za zgodą, a często i z ucze­stnictwem rządu. W taki sposób »odparowano« Komisję Nieza­leżną dla pokoju niemieckiego za pomocą »Nacjonalnej Komisji* Wedela, a partję ojczyzny przez »Związek Wolności i Ojczyzny*. Jeżeli to nie wystarczało, brano się do państwowych sposobów przymusowych. Przypomnijmy o Drewsa okólniku do urzędników przeciwko partji ojczyzny.

Tak więc B-system oznacza oddanie potęgi państwowej w nie­czyste ręce w najwyższym stopniu wrogich niemieckości żydów. Coś w rodzaju kwatery miała ta polityka w »salonie politycznym* uwięzionej później hrabiny Fischler-Treuberg w Berlinie z poko­lenia Kaufmann-Asser i Jakób Landau. Do gości tego mistycznego salonu obok licznych wielkości polityki niemieckiej i urzędników Spr. Zagr. należeli Maksymiljan Harden, Teodor Wolf, Georg Bernhard, Edward Bernstein, Oskar Cohn, Friedrich Stampfer, Erzberger i hr. Ronikier. Kuzyn hrabiny był w wojennym urzę­dzie prasowym. Niestety skonfiskowaną korespondencję z wyso- kiemi osobistościami zeskamotowano. Tu wschodnia hrabina miała ooprzedniczkę w żydówce v. Leddin, której »salon polityczny« odwiedzał Caprm. Zawsze powracamy na jednolitą linję nowego kursu. Ale lud się kaleczy i gubi, jeżeli się rządzi wbrew jego

79

naturze. Co się dzieje, gdy Juda zyszcze władzę w obcern pań­stwie, sami żydzi opowiedzieli to w księdze Estery.

Tak zwana polityka B-systemu, prawdziwy bicz Boż}-, była żydowska w założeniu, żydowska w wykonaniu, żydowska w ce­lach. Stąd gwizdanie na »honor narodowy*, stąd pokora psa, liżącego bijącą go rękę, stąd głęboka tchórzliwość, która od początku nie wierzyła w zwycięstwo, która przez powstrzy­manie istotnych środków walki »polityką paskarską « chciała wygadać »pokój geszefmarski*, która z całem wmawianiem od zewnątrz wyrobiła nam opinję nieuczciwego kłamcy - obłudnika, tak, że parszywy pies nie weźmie z rąk naszych kawałka chleba. Stąd ten okryty w brudną frazeologję i nikczemną pseudoetykę bezduszny mateijalizm, sięgający po tani laur swym frazesem pu­stym, wierszykiem socjalistycznym i t. p., stąd przeciwne na­turze i śmiertelnie niebezpieczne ugięcie się polityki wojennej przed wewnętrznymi lichwiarzami partyjnymi, stąd oplątanie lichwą wygłodzonego narodu przez rabujących projektowiczów i — stąd sabotaż zwycięstwa niemieckiego i nasza katastrofa. W całej historji świata nie było bardziej djabelskich kłamców, aniżeli żydowscy i półżydowscy fałszerze historji, którzy własną straszliwą winę naszego nieszczęścia próbują zwalić na »zdawna obciążonych*, na »wszechniemców« i t. d. Nigdy zuchwałej nie drwiono z prawdy. Nigdy nikt nie był bardziej obciążony i win- niejszy, niż ci szatańscy kłamcy; nikt nigdy mniej winny, niżeli ich od r. 1890 skazani na bezwładność antypodzi. I nigdy nikt nie znajdował się w stanie takiej koniecznej, tak ciężkiej, gorącej i obyczajowo usprawiedliwionej obrony, jak ci, o których Henryk Class słusznie mówi, że są to dziś w Niemczech jedyni ludzie z sumieniem czystem. To muszą dać sobie powiedzieć wszyscy, chcący zrobić z nas złośliwych napastników. O tern mogą pomy­śleć i miękkostrunne dusze rodu niemieckiego, dla których mocne słowa są niepożądanym wyrokiem. Dotyczy to i sądów Wilhelma Stapela w jego dobrym miesięczniku »I)eutsches Volkstum« (luty 1921 str. 57). On znajduje w tej książce za wiele duchowego pod­niecenia, a za mało naukowego spokoju i przy przedstawieniu ob­cego narodu wymaga: » pewnej miary dobrej woli i samokryty- cznego poczucia sprawiedliwości*. Czy to ostatnie napomnienie jest słuszne i pożyteczne, czy raczej wobec obcego narodu nie grzeszono zbytkiem sprawiedliwości i samokrytycyzmu, pozo­stawmy to. Bądź co bądź zapoznaje istotę tej książki, powstałej z nie­szczęścia czasów okropnych i z gorzkiej konieczności obrony i że książka ma — nie z naukowym spokojem unosić się nad wodami, ale wśród nędznego upadku narodu dać pobudki duchowe do stworzenia ruchu narodowego po za aulą szkolną. Ten cel osią­gnęliśmy. Przez niepolemiczne »rozważania« ruchy wogóle nie mogą być wywołane. Zwłaszcza dzisiaj. Luter raz powiedział: »Potom się urodził, aby walczyć ze zgrają i z djabłem i być w polu, więc książki moje są bardzo burzliwe i wojownicze. Mu-

80

szę pnie karczować, ciernie i chrósty wypalać, błota osuszać, je­stem prostym karczownikiem, który ma utorować i urządzić drogę*. A Goethe skarżył się: »Człowiek musi się teru trapić, że głupca nie może nazwać głupcem*. Łagodnością nie zmusi się płaza,, w spelunkach niema co robić w glansowanych rękawiczkach.

 

XI. Cesarz.

Samo zdobycie rządu nie mogło jeszcze doprowadzić Judy do ostatecznego celu, dopóki nie opanował cesarza. Konstytucja nie­miecka warowała cesarzowi ważkie prawa, których zastosowanie w sensie nacjonalnym i ludowym byłoby zaporą dla planów Judy i wiele zależało od osoby samego cesarza, od jego osobistej władzy. Bismark sądził: »On chce sam wszystko zrobić, chce sam sobie być ministrem*. Dla tego Juda użył wszelkich sztuczek, aby zjednać cesarza.

Zjednał go łatwo. Jeszcze dziś przykro o tem mówić temu, kto dokładniej zna te rzeczy. Musi się narazić na niezrozumie­nie właściwe tym, do których sam należy i na których buduje nadzieję, że dla naszej nieszczęśliwej ojczyzny nadejdzie jeszcze wiosna zmartwychwstania, za sprawą prawdziwych Niemców, wycho­wanych i wzrosłych w świętej miłości dla tradycji Hohenzoller­nów, uważających myśl cesarską za świętość i nie chcących wy­zbyć się nadzieji, że godzina zbawienia jeszcze wybije i przyj­dzie wielki dzień, w którym Siwobrody Cesarz powstanie wraz z swoimi paladynami i prowadzić będzie naród czystszy, szlache­tniejszy, wdzięczniejszy, niżli ten, który dał sobie wiarołomnie i niezgodnie odebrać Bismarcka i z tępotą znosił B-system i dotąd go znosi.

Ale właśnie wszystkim, trwającym przy myśli monarchicznej i pragnącym ją uratować dla lepszej przyszłości, przystoi uczci­wość i prawda. Nasza choroba pochodzi stąd, że i my nie byliśmy takimi zupełnie w ostatnich 30 latach, żeśmy z nieniemiecką niemę- skością przyjmowali od tronu takie rzeczy i decyzje, których przyj­mować nie należało i ze względu na źle prowadzony naród i ze względu na sam tron. Ta w istocie swej tylko byzantyńska troska o zachowanie pozorów monarchicznych, którą sam cesarz odrazu zaczął burzyć i coraz więcej burzył, uczyniła z nas wszystkich współwinowajców, tak, żeśmy wraz z cesarzem stracili i cesarstwo. Tę to współwinę ciągnąć dalej przez służalcze i kłamliwe ochra­nianie i oszczędzanie bezspornych i przeważnie znanych stosun­ków znaczyłoby uniemożliwić myśl monarchiczną na trwałe. Wtedy tylko możemy myśleć o odnowieniu Niemiec, gdy znowu oprzemy się na prawdzie.

81

Że dziś trwamy w hańbie, w nędzy i w głodzie, jest to wina i cesarza Wilhelma II. Jest on winien w pełnem znaczeniu tego wyrazu, winien własnego nieszczęścia i współwinien męki swego źle prowadzonego narodu. Historja umieści go w rzędzie wielkich burzycieli. W swym dzienniku znajduję następujące zapiski: Sylwester 1906 r. Ten cesarz to nasze fatum, nasze nieszczęście narodowe, zbrodniczo marnotrawi dziedzictwo ojców, Bóg go osądzi i nas razem z nim. 1 marca 1914: Czeka nas wojna światowa krwawa, jakiej jeszcze ziemia nie widziała. Cesarz roztrwonił resztę spuścizny Bismarckowej; walczy z cieniem Bismarcka i pa­dnie. 7 sierpnia 1914 r. Oto już jest wielkie i straszne. Czy może się dobrze skończyć pod tym cesarzem?

Ale wina jego leży nie tam, gdzie szuka jej obłudna kłam­liwość Czwórporozumienia i łotrowska nikczemność jego dotych­czasowych wyzyskiwaczy. W rzeczywistości nigdy panującemu nie wyrządzono niesprawiedliwości cięższej, jak właśnie z tej strony, nigdy panujący nie był niewinniejszy tego, co mu dziś zarzucają publicznie szubrawcy. Jego winą jest to, że żaden z tych przeciwko niemu zarzutów ani trochę nie jest usprawiedliwiony. Księga jego win będzie napisana we właściwjgn czasie, a będzie wstrząsająca. Może nigdy naród nie był w tak ciężkim błędzie, jak Niemcy co do swego cesarza. Można rzec: był on przeci­wieństwem tego, jakim się wydawał w mowach swoich i w gestach. Czwór^orozumienie z psyćhologiczną przenikliwością wroga oce­niło go trafniej. Paryż lżył go: »Guillaume le timide«, »Le grand causeur, poseur et faiseur«. W tych obelgach tkwi ziarnko prawdy. Wyrachowany byzantynizm prasy wszechżydowskiej oszukiwał na­ród, jakoby zagranica nam go zazdrościła. Naprawdę śpiewano tam szydercze wierszyki i poczytywano za zrządzenie losu, że rządy tego cesarza stworzyły upragnioną sposobność do złamania groźnej żywiołowej siły niemieckiej. Najlepiej poznali się na nim Edward VII i jego lejbjuda sir Ernest Cassel i osądzili go; oni wiedzieli, teraz albo nigdy! Ententa i wobec naszych zwycięstw militarnych pozostała spokojna, wiedziała, że gra jest pewna. Na­wet ci, którzy dotychczas byli w błędzie, z listów cesarza do Mikołaja II, ogłoszonych w Rosji, i z listów jego do Franciszka Józefa, ogłoszonych w Wiedniu, musieli się przekonać, że istotą myśli i czynów tego chorego, nieszczęśliwego człowieka, była nie odczuwana przez niego samego nierzetelność wewnętrzna, błogie samookłamywanie się, poza. Z tego wypływała jego dziwnie sprzeczna z nieustannem stwierdzaniem wielkiej powagi i obo­wiązków sumienia na urzędzie — obawa odpowiedzialności, która w rozstrzygających godzinach naród pozostawiła bez przewodnika (porównaj wysoce charakterystyczne listy do Mikołaja z dn. 29 czerwca 1905 r. i z 20 sierpnia 1905 r., gdzie wskazuje środki, jakiemi sam się teraz tronu pozbawił). Z tego wyniknęło dziwnie sprzeczne z jego niepomierną potrzebą zewnętrznego uznania świadome zrzeczenie się najwyższego obowiązku urzędowego,                                                                                                                                                                 

82

danego mu od Boga i od ludzi, a więc brak poważnej świado­mości obowiązku. Ramki pięknych mów (»ja tego nie chciałem*, »nie chcę być mordercą* i t. d.) tym mniej można usprawiedliwić, że właśnie te słowa płodziły i rozpowszechniały narodowe błędy, od których zginęliśmy. Nadewszystko odnosi się to do ostatniego i fatalnego cesarskiego powiedzenia: »ja nie chcę wojny domowej«, co arcyprzyjemnie brzmiało dla uszu wszystkich, słabomyślnych i słabowolnych sentymentalistów, a przedewszystkiem szczwanych reżyserów w Berlinie. Przecież to ostatnie słabowolne zrzeczenie się najwyższego spełnienia obowiązku i błąd będący tegoż pod­stawą (dawniej nazywano takie błędy »wspaniałomyślnością*) to wła­ściwie ich dzieło. To słabe słowo oczywiście podzieliło los wszyst­kich podobnych zbłądzeń cesarza; wywołało coś przeciwnego temu, co się zamierzało. Nie zażegnało wojny domowej, ale utrwaliło ją, uczyniło z niej pełzającą chorobę chroniczną. I jednocześnie, jak hamulec, podziałało na wszystkie koła starego systemu, dziś jeszcze jest przyczyną wielu niezrozumiałych okropnych oboję­tności wszystkich tych, którzy od Boga i ludzi mieli obowiązek ratowania państwa. Niebronione stało się pastwą zorganizowanych po żydowsku dezerterów, bohaterów etapowych i niepełnoletnich krzykaczów wielkomiejskich. Abdykacja najwyżej postawionego musiała mieć w skutku zrzeczenie się obowiązku i przez innych.

Bolesna tragedja! Nikt lepiej od cesarza nie określił istoty tej wojny: »Chodzi o walkę dwóch światopoglądów. Albo utrzyma się światopogląd prusko - niemiecko - germański, prawo, wolność, honor, albo — anglo-saski, oznaczający bałwochwalstwo złota«. I nikt faktycznie nie przyczynił się bardziej do klęski światopo­glądu germańskiego. Dusza jego była bezpłodna; latały po niej wielkie myśli, lecz żadna nie zapuściła korzenia. Każdy nowy wiatr zwiewał nasienie. Nigdy cesarz nie pojął istoty męskiego obowiązku i obowiązków swego wysokiego powołania. Było mu całkiem obce, co powiedział Schiller: »Żyj ze swojem stuleciem, ale nie bądź jego wytworem: służ współczesnym, ale tym, co potrzebują, nie tym, co chwalą«.

Nie ulega wątpliwości, że cesarz był w swoim rodzaju idea­listą, że chciał »najlepszego«. Gdyby tak nie było, mielibyśmy do czynienia z rzeczą straszliwą. Oczywiście odrzucić trzeba myśl, że cesarz rozmyślnie i świadomie sprowadził zgubę swego narodu, własną i swoich współpanujących. Ale »chęć dobrego« jest złą pociechą wobec faktu jego niszczycielskich czynów i żadną miarą nie wystarcza do usprawiedliwienia najwyższego urzędnika. Trei- tschke mówi: »Grzać sobie ręce u dymiących zwalisk ojczyzny z moralną pospolitością i z wygodnem samochwalstwem, że się tego hie chciało, że się nigdy nie kłamało, jest to cnota mnicha, nie męża«. Przedewszystkiem nie męża, obowiązanego czuwać nad swoimi. Fichte w swej »Moralności politycznej i wiecznym po­koju® mocno pisze o winie moralnej panujących, którzy przez słabość, Stającą się samolubstwem, prowadzą narody do nieszczęść

83

i śmierci: »Nie wolno panującemu tak działać i mówić: wierzy­łem w ludzkość, wierzyłem w wierność i w uczciwość. Tak może mówić człowiek prywatny. Teżeli zginie, zginie sam. Niechaj wie­rzy w ludzkość, jeżeli chce; w swem życiu prywatnem omyli się, jego własna szkoda. Ale niechaj nie waży się stosować tej wiary do narodu, albowiem nie jest słuszne, aby naród i wraz z nim inne narody, a z niemi najszlachetniejsze dobra tysiącletnich zabiegów ludzkości, topić w błocie dlatego, aby można było o nim powiedzieć, że wierzył w' ludzkość*.

Zwłaszcza wiele omawiana ewangelicka pobożność tego ce­sarza, który w 400-setną rocznicę Reformacji powołał na kanler- stwo Hertlinga, nie była podobna do pobożności Lutra. Była ona chora, nosiła cechę mistyczną »chrystjanizmu angielskiego«; nie była dlań wyzwoleniem wewnętrznem ze słabości serca ludzkiego i podnietą do męskiego czynu i szlachetnego pragnienia, lecz tar­czą, osłaniającą brak woli, oraz wygodnym środkiem do zrzucenia jego najwyższej odpowiedzialności na Opatrzność Bożą. Że nieraz i rzeczy najświętszych używał do pozowania, dowodzi tego jego list do Mikołaja II., godny uwagi nietylko politycznie.

Przypisek. Po dymisji Bismarcka telegrafował do W. Ks. Badeńskiego: >Bóg tak postanowił, muszę to znieść, chociażbym przez to miał zginąć*.

Ze słowami Fryderyka na ustach (28. 10.): »urząd cesarski jest służbą narodowi« (co zawsze było!) i z męczącem oświadcze­niem: »pracuję chętnie z nowym rządem, wielu z panów są bar­dzo sympatyczni przy robocie«, ten niefortunny władca zamierzał ratować czczy blask dawnej korony, którą sam pozbawił wartości.

Stąd wychowanie otoczenia, rodaków, narodu w obawie prawdy, w błędzie o istnieniu i o pozorze, w chronicznem złudzeniu, w płytkości, a zatem w odwartościowaniu wartości wewnętrznych, w wyuzdanym bizantynizmie, który zniewolił najwierniejszego do­stojnika do gorzkiej skargi: »mamy dwór azjatycki*. Udana gra na potrzebach bizantyńskich cesarza odegrała rolę fatalną i w poli­tyce polskiej. Przymus do nieprawdopodobnych wieści, .opowiada­nych przez hr. Lichnowsky’ego, Monts’a i innych, który i pod­czas wojny miał niszczące następstwa, zdeprecjonowanie orderów, szlachty, sztuki i t. d., są to objawy tego zwyrodnienia.

Jest to również błędem, jakoby cesarz był jedynie ofiarą swoich doradców fałszywych, że inaczej rządziłby podczas wojny, gdyby był miał inne otoczenie. On innych wpływów nie zniósłby. Wyszukiwał sobie doradców po swojej myśli. Nie niezdolność do wyboru osób prowadziła go do nieustannie fałszywego; miał on bystry zmysł do wyboru słabych, których potrzebował i których chciał. Jeden z jego najbliższych sądził: »On żyje w wielkiem kłamstwie, kto powie mu prawdę, tego wyrzuca*. Dlatego zmiana kanclerza nie prowadziła do zmiany systemu. Do rzeczywiście

84

narodowej woli i myślenia, był ten cesarz, w przeciwstawieniu dc wielkiego Fryderyka, niezdolny. Do niego odnosi się z (Tim. 5. 8.):

»Kto nie troszczy się o swoich, gorszy od poganina*. Trudno o tra­giczniejszy sąd historji: Amerykanie podarowaną sobie statuę wielkiego Fryca przetopili na kule dum-dum.

Jasne, że cesarz tak usposobiony musiał się stać ofiarą Bi- zantynów, a więc Judy. Żydzi znali go równie dobrze jak Edward VII i umieli, jak tamten, ze sposobności korzystać; do okolenia ze­wnętrznego dołączyło się niebezpieczniejsze —• wewnętrzne. Wil­helm II stał się dla nich ostatniem, największemj najwybitniej- szem narzędziem do osiągnięcia celu; zwyciężyli z nim i przez niego. Cesarz pochodzi z rodu, wpływom żydowskim nie niedo­stępnego. Po wstąpieniu na tron, jednym z jego pierwszych czy­nów było zupełne poddanie się Judzie: niecne unicestwienie testa­mentu politycznego Fryderyka Wilhelma IV. Poczem szybko nastą­piły nowe bizantyńskie rządy, nowego, bizantyńskiego dworu. »Jun-. krzy«, »wschodnioelbijczycy* zniknęli. Ich miejsca zajęła szlachta pieniężna i wielkie finanse w mundurze dworskim •— no i w bier- żakiecie. Albowiem wielki finansista mógł był>bez naprzykrzania się to robić, co na junkra sprowadziłoby wieczystą niełaskę. Często bizantynizm działa najskuteczniej w bierżakiecie lub w półkoszulku Gerarda. Tak wystąpił Cecil Rhodes, a gdy Roosevelt wedle roz­kazu był przyjmowany w uniwersytecie berlińskim w otoczeniu senatu i gali dworskiej, przyjechał dorożką i w bierżakiecie. Mor­gan, Astor, Vanderbildt, Armour i wielcy żydzi amerykańscy, którzy teraz stali się jeszcze bogatszymi, z krwd niemieckiej, przyby­wali na dwór i na regaty, natchnąwszy cesarza do powiedzenia:

»Potrzebujemy Amerykanów«. I James Gordon Bennet należał do otoczenia cesarskiego, mimo szyderstw, jakiemi obrzucał cesarza jego dziennik. Stosunki z żydowską wielką finansjerą stawały się coraz bliższe.

Nie dziw, że jak otoczenie, tak i myśl cesarza, coraz zupeł­niej wkraczały na tory raiędzynarodowo-pacyficzno-wszech żydowskie i że żydowska polityka interesów przestała różnić się od niemiec­kiej polityki narodowej. Przy poufnem częstq! obcowaniu z ta­kimi jak Schwabach, James Simon, Izydor Lowe, Caro, Fried- lander, Fould, Goldberger, Feliks Simon, Lewin, Huldschinsky, Bodenstein, Bleichroder, Mankiewitz, Rathenau, Gwinner, Wein- berg, Koppel, Arnhold, Markus, Ballin i t, d., cesarz coraz bar­dziej oddalał się od rzeczy wielkich i świętych dla przodków. Fałszywe ujęcie istoty i znaczenia swego stanowiska zapuszczało korzenie coraz głębsze, malała zdolność odróżniania prawdy od fałszu, pozoru od rzeczywistości, a wrodzona słabość woli i roz­pusta myśli rozwinęły się w zupełną bezradność. Podczas podróży norweskiej w r. 1910, byli zaproszeni np.: Rathenau, Friedlander, Fould, Mankiewitz, von Schwabach, Delbruck i Gwinner, z 6-ciu żydów 4 i 1j1, wszystko wielcy finansiści. Cesarski klub autofnobi- lowy, stał się wyraźnem towarzystwem żydowskiem. Przyszedł

85

wyśmiewany zagranicą okres żydowsko-dekoracyjny i nobilitacyjny. Dnia 19 grudnia 1913 »Berliner Tageblatt* radośnie pisał pełen dumy demokratycznej: »Wszyscy czterej właściciele domu banko­wego J. Bleichróder, posiadają już szlachectwo: Hans v. Bleich- róder, James v. Bleichróder, Paul v. Schwabach i Albert v. Blaschke*. W taki sposób »przewartościowanie* sięgnęło do wnętrza pań­stwa, szpiku monarchicznego kręgosłupa. Hohenzollern, bez po­czucia historycznych i obyczajowych wartości, igrał z najczul- szem dobrem swego tronu, ze spekulacji zrobił przywilej szla­checki, a z Kurfirstbrandenburgji — prowincję żydowską. Berlin cesarski! Walter Rathenau, w swem piśmie nie bardzo przezor- nem, rodzajem szyderstwa a la bracia Herrnfeld, tak maluje ber­lińskie centrum kulturalne: »Dziwne wizje! W życiu uiemieckiem odrębny, obcy szczep, świetnie i rażąco ugarnirowany, o gorąco- krwistych gestach. Na piaskach Marchji horda azjatycka! Przy­muszona wesołość tych ludzi nie ujawnia, ile nienawiści nienasy­conej spoczywa na ich barkach*. Nieostrożne jest i najnowsze pismo Rathenau’a: »Cesarz — rozważania«. Interesuje psychologa, jak ten najgorszy z »prezydentów« coraz bardziej poświęca swój rozsądek na ofiarę dręczącej potrzeby mówienia o sobie. To pismo jest jednocześnie i wzorem mimowolnego autopersiflażu.

Już Lagarde ostrzegał: »Monarchja, szanująca samą siebie i pragnąca ostać się w Niemczech, nie powinna kokietować syna­gogi^ Cesarz zapomniał, że Juda, już ze względu na swoje azja­tyckie usposobienie, nie jest zdolny czuć rzeczywiście po monar- chicznemu. Nie rozumie on specyficznie niemieckiego poczucia monarchicznego. Stosuje doń znane witze żydowskie. Charakte­rystyczne, że cesarz stanowczo^jnalegał na przyjmowanie żydów do korpusu oficerskiego. Jak cesarz myślał o rzeczach rasowych i religijnych, widać z odpowiedzi Ballino’wi, gdy ten przezornie wskazywał na swoje żydostwo, jako na przeszkodę do zajęcia wy­sokiego stanowiska państwowego. »Ależ to się da zmienić!«.

Jak silna była wola Judy, aby tego pochwyconego już ce­sarza w żadnym wypadku z matni nie wypuścić, wykazuje pou­czający interwiew z Eulenburgiem. Książę Eulenburg przejął się teoiją ras Gobineau i słychać było, że starał się wpłynąć na ce­sarza w tym sensie. Prócz tego Eulenburg popełnił przestępstwo, zwrócenia uwagi cesarza na znienawidzone przez żydów i ich to­warzyszy dzieło »Houston Stewart Chamberlaine’a p. t. »Pod­stawy XIX stulecia«. Jnda znalazł się w niebezpieczeństwie, więc na wielkiej radzie postanowiono Eulenburga zgubić. Z powodu grzechu, wziętego za pretekst, żaden żyd z obozu Hirschberga nie byłby dotknął pióra. Naturalnie, nie chodzi nam o obronę Eulenburga, jeżeli był winien tego, za co mu Izydor Witkowsky, z czystej duszy i z czystego serca zadzierzgnął sznurek. Chcemy tylko stwierdzić niewiarogodność motywów i dać przykład, jak postępuje Juda, gdy mu coś grozi. Po wypadku z Eulenburgiem cesarz był zgubiony bez ratunku. Od tego czasu sieć ściągała się

 

86

 

coraz mocniej, a dla Judy rozpoczęły się dojrzałe żniwa. Pewnego- razu, gdy cesarz z odpowiednio dobranym dworem przybył do Hochkonigsburga, aby tam, w otoczeniu semickiem, marzyć o ger­mańskich legendach, rzekł jakiś dowcipniś ze świty: »Ende Jud — alles Jud«. Fatalne słowa stały się szeptanem przysłowiem.

W taki sposób powstał ów słynny mur chiński. Dla żydów miał on tysiące drzwi i drzwiczek, dla Niemców, podczas wojny, nawet dla książąt krwi, nie miał. Nietylko »drogi Katzi« (Katzen- stein), o którym opowiada Liebig (Odnowienie Niemiec, grudzień 1918), wchodził i wychodził od cesarza, ale i inni »Katzi«. Nie­którym wolno było wchodzić bez anonsu. Ważka rola, jaką ode­grał nadewszystko Ballin, bohater niemiecko-austrjackiego skan­dalu wychodźczego i łamacz siły niemieckiej, jest w świeżej pa­mięci. Dokonał wiele, mógł, jak oni wszyscy, pisać i mówić na prawo i na lewo, według potrzeby i miejsca. Jednocześnie mówił publicznie o niezbędnem wyzwoleniu się z ^płynnego trójkąta« i jednocześnie w Bellevue przy cesarzu, mówił o »warjackiej po­lityce aneksyjnej« i t. d. Członek wojskowej misji francuskiej w Berlinie Ambroży Got, pisze pod tytułem: »L’Allemagne apres debacie« o stanowczym wpływie żydów na katastrofę niemiecką. »Żydowskie zawsze było przeciwstawieniem niemieckiego«. Got wykłada, jak już w »Niemczech cesarskich« żydzi umieli się wślizgnąć do maszynerji państwowej i do parlamentu, jak im się bardzo udało otoczyć tron: »jak'Balliny, Rathenau’y, Arnholdt’y, Simon’y, Koppel’e i t. d. stali się powiernikami Wilhelma II., jak około Kronprinza cisnęli się bracia Weinbergi, a nawet małe ksią- stewko Lippe-Detmold miało własnego, wszechmocnego dworskiego żyda Epsteina*. Got pisze bardzcrńnteresująco o wtargnięciu ży­dów i ich towarzyszy (acolytes de juifs) na urzędy, że Bethmann Hollweg, według zdania autora, również ze krwi żydowskiej, oto­czony był zupełnie ludźmi tego pokroju, jak Niezler, Delbriick, Freund, Lewald. »Israelitische Familienblatt« przytoczyło w marcu 1915 r. interwiew swego współpracownika w Waszyngtonie, z nie­mieckim posłem Bernstorffem, którego działalność była łańcuchem nieszczęść dla naszej ojczyzny. Bernstorff oświadczył: »Żaden żyd angielski, ani amerykański nie zajmuje w swoim kraju takiego stanowiska, jak np. pan Ballin w Niemczech. Cesarz niemiecki nazywa wielu panów żydowskich — przyjaciółmi. Żydzi stworzyli sobie silną pozycję«. Wtajemniczeni twierdzą, że cesarz w listo­padzie 1898 r. chciał abdykować i że już powzięte postanowienie cofnął pod wpływem Balłina.

Juda był przy cesarzu nietylko w Berlinie, ale był przy nim i w kwaterze głównej. W wojnie żydowskiej tak być powinno. Heydebrandt, Class i towarzysze nie byli tam, o ile wiemy, stamm- gośćmi. Byłoby możliwe przedstawić tę wojnę z jej zakrętami jako Walkę Judasza o duszę cesarza. Walter Steinthal, dziennikarz ży­dowski B-systemu, poprzednik myślowy Riezlera, bratanek radcy handlowego i dyrektora Banku Niemieckiego Maksa Steinthala, pisał

 

87

 

27 październ. 1913 r.: ^Dzisiaj na stanowiska kierujące naszemi losami, potrzebni są ludzie z zimnym trzeźw\un rozumem gospo­darczym, rachmistrze, prognostycy wartości materjalnyeh. Czy byłoby to błędne brać ich z szeregów rasy żydowskiej ? Czy był to zły instynkt, który przed kilku laty spowodował cesarza do powierzenia portfelu panu Dernburgowi, Hirsch Dernburgowi, wnukowi talmudysty? Czy byłby to zły instynkt pomnożyć takie zabiegi? Potrzeba nam rachmistrzów, rachmistrzów na czele, raczej rachmistrzów, niż dyplomatów«. Już rok przedtem Walter Steinthal w »Montagszeitung* (10 czerwca 1912) w artykule wstę­pnym, zawierającym kwintensencję mamonistycznej bezideowości B-systemu, pisał: »Niemcami rządzić dobrze, to dziś znaczy być do­brym rachmistrzem, jakimi potomkowie Sema byli zawsze. Dlatego na stanowiska kierownicze potrzebni są... i t. d. Czy nie jest to jednym z najlepszych instynktów rządczych Wilhelma Instynkto­wego (Wilhelms des Instinctiven), że potrzebując dobrej rady w trudnych sytuacjach, zawsze i wszędzie zapraszał do zamku Ballin’ów, Rathenau’ów, Friedlanderów?« Na innem miejscu pisze: »Ta sympatyczna skłonność nie zawsze słuchać rady jasnobro- dych panów przemysłowców i kupców... zawsze w porę chroniła go od niefortunnych kroków«. Gorzkie jest (dla narodu niemie­ckiego) to, co »Freisinnige Zeitung« (Nr. 138—1913 r.) wypo­wiada z powodu jubileuszu cesarskiego: »Był on jako kronprinz przez świętoszków i antysemitów na własność zasekwestrowany. Nie powiedział słów, wyrzeczonych przez jego ojca, że antysemi­tyzm jest największą hańbą stulecia, ale skończył ze Stóckerem (chrześcijański socjalizm to nonsens) i jest tak wolny od prze­sądów, że antysemici widzą w nim przeciwnika. Nie przebaczają mu, że wciąga i ludzi krwi żydowskiej. Antysemici, gdy był księ­ciem, uważali go za swojego, jako przeciwstawienie liberalizmowi cesarza Fryderyka. A teraz, oto igraszka historji, cesarz Wilhelm dowiaduje się, że antysemici chcą przeciw niemu użyć własnego syna i upatrują w nim pochodzenie raczej angielskie, niż pruskie«. Jest to okrutne szyderstwo, gdy Rathenau w swem piśmie »Der Kaiser« mówi: »... musiał on kochać to, co było dlań zabójcze, prześladować to, co mogło go uratować*. Że cesarz przez brak zupełny instynktu szedł tą drogą, było to nieszczęściem jego i na­rodu. Pozazdrościł roli Ludwikowi Filipowi i podzielił los tam­tego. Feldmarszałek v. Boyen (Denkwiirdigkeiten 1, str. 8-1) pisze: »Z ciężarów, jakie narody zazwyczaj dźwigać muszą, jeden z naj­większych jest wpływ na rządy, wywierany poza kulisami przez faworytów, nie zajmujących żadnego urzędu odpowiedzialnego wobec opinji publicznej. Uniemożliwić to zło okropne jest to za­danie wymagające tyleż, a może i więcej ludzkiej przenikliwości, niżeli projekt takiej lub innej formy konstytucji«. A Bismarck: »Gdyby takie rzeczy były robione tak głupio, że panujący może je dostrzec, lub gdyby od zewnątrz można ich było na czysto dowieść, nigdzie kamarylla utrzymaćby się nie mogła ...« Głupim

 

88

 

Juda nie był nigdy. Jak nisko szacuje inteligencję naszego zepsu­tego przez orjentalizm ludu, dowodzi już sam fakt, że haniebna gęba prasy wszechżydowskiej mimo całą wyraźność rzeczonych faktów, z powodzeniem ośmiela się kłamać o »panowaniu jun- krów«, lub o rządach wszechniemców.

W taki sposób Niemcy straciły swego cesarza; bo on sam zgubił siebie. Pismo angielskie »Jewry « (Jewry, Jewry uber alles!) mówi w sierpniu 1920 r.: »Żydzi w Niemczech wyrzucili cesarza i rządzą bezwzględnie«. Żydzi byli jego wyzyskiwaczami pod każdym względem. Zadawali mu haszysz, nie oszczędzali mu ani kadzideł, ani mirry, przyczem ukradli mu berło i przez Neu- mannów i innych pomocników »pozbawioną osobowości« ko­ronę. Odebrawszy mu ostatnią, nie mając już niczego do za­brania, wyekspedjowali go na drogę, którą każdy pójść musi, kto zadał się z żydami. Gdy chciał, za późno, przy ostatniem ocknieniu bronić się przeciwko przeznaczonemu mu losowi, po­mocnicy pomocników Judyr wytworzyli giełdowe »fait accompli« za pomocą sfałszowanych oświadczeń o abdykacji, sfałszowanych wiadomości o krwawej walce domowej w Berlinie i t. p. manew­rów. Tragedję cesarstwa niemieckiego kończy » pasek e. I tak się dokonała walka z cieniem Bismarcka.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location