Ten rodzaj kontemplacji naprawdę staje się modlitwą serca,
tak jak całe przesłanie o Zbawieniu zawiera się w tych kilku słowach.
Dorastałam jako katoliczka, a mimo to nigdy nie słyszałam o modlitwie Jezusowej,
a przynajmniej nie w tej formie, w jakiej jest zachowywana od wieków i odmawiana przez chrześcijan prawosławnych.
Najprostszą formą tej modlitwy jest krótkie powtarzające się wezwanie –
„Panie, Jezu Chryste, Synu Boży,
zmiłuj się nade mną grzesznikiem”.
Jest ono oczywiście do pewnego stopnia znane z historii ewangelicznych,
jak na przykład tej o uzdrowieniu niewidomego (Mk 10, 46-52).
Pojawia się także w skromnym wyznaniu celnika w przypowieści (Łk 18, 9-14).
Jest to na swój sposób trochę bardziej wyszukana wersja Kyrie eleison („Boże, zmiłuj się”),
innego zawołania modlitewnego, które odziedziczyliśmy ze Wschodu.
Modlitwa Jezusowa została spopularyzowana przez XIX-wieczną książkę rosyjską „Opowieści pielgrzyma”,
zaliczaną do duchowej klasyki, która jest kojarzona z modlitewną kontemplacją trwająca cały czas.
Św. Paweł nazywał ją modlitwą „nieustanną”. Modlitwa ta jest tak ukochana przez wschodnich
(a obecnie coraz częściej zachodnich) chrześcijan, że mówi się,
iż jest to najczęściej odmawiana modlitwa po Ojcze Nasz i Zdrowaś Maryjo.