Meir Bulka, nazywany „Żydowskim Jamesem Bondem”, przebywa w Polsce z misją odnalezienia starych żydowskich cmentarzy. Używa w tym celu m.in. dronów. Ma już na swoim koncie pierwsze sukcesy, a w sądach próbuje rozstrzygnąć, kto ma prawo do użytkowania tych gruntów.
Bulka to założyciel organizacji J-Nerations, zajmującej się ochroną żydowskich miejsc pochówku w Polsce i innych częściach Europy. Szuka nieistniejących już cmentarzy żydowskich i w ten sposób udowadnia naruszenie wrażliwości społeczności żydowskiej.
Do Polski przyjechał po raz pierwszy w 2015 roku, by podążać śladami swoich przodków. Pochodzi z rodziny chasydzkiej i większość swojego życia pracował w gastronomii. Gdy natknął się na niszczejący cmentarz żydowski w Ostrowcu Świętokrzyskim zrozumiał, że teraz jego misją życiową będzie walka o należytą pamięć tych miejsc.
Bulka chciał wyjaśnić tę sprawę z burmistrzem Ostrowca Świętokrzyskiego, ale niewiele wskórał. Mógł wprawdzie odnowić niszczejący cmentarz, ale z własnych, a nie gminnych środków. Wrócił więc do Izraela i założył wspomnianą wcześniej organizację J-Nerations. Zaczął działać pod zmienionym szyldem.