Historia: Iran i dzieci europejskie
Ponieważ Iran zajmuje miejsce Iraku jako światowy potwór monopolistycznej telewizji/mediów, ten artykuł jest niezwykły. Jak większość wie, miliony Polaków w latach 1939-41 zostały przesiedlone do Rosji, a około 2 miliony przesiedlono na zamarzniętą Syberię.
Nikt nie zna ogromnej liczby tych Słowian, którzy zginęli. Wiadomo, że zrzucono ich bez zabezpieczenia przed zimnem. Te europejskie dzieci zdechły jak muchy. Podobnie jak miliony innych, wielu z nich przesiedliłoby rosyjską wersję Alaski. Mało kto wie o tym horrorze.
Rozmawiałem kiedyś z Polakiem-Rosjaninem. Wtedy mój polski był doskonały, jeśli chodzi o nowy slang i tak dalej, i byłem zdumiony, jak bardzo jego język był „pol-na-pol” (pół na pół). Szlachetnie starał się pokazać swoje dziedzictwo. Nie pamiętam, ale myślę, że jego matka była Rosjanką. Należał do mas, które po prostu się zasymilowały/zniknęły/stały się niewidzialne.
Syberia pochłonęła niezliczoną liczbę Europejczyków. Niektórzy z tych mieszkańców Europy Środkowej wspomnieli o żonatych, inni przenieśli się. Po zamknięciu granic niewielu odważyło się obrazić moskiewską jednostkę FBI/CIA (Czeka/KGB). Jeśli chodzi o Polaków, to na przestrzeni wieków do Polski wróciło według wszelkiego prawdopodobieństwa niecałe 15-20%.
Być może ten artykuł o małych dzieciach złagodzi nieco odcień oszczerstw mediów. Pomyśl o małych dzieciach. Cieszyć się.
Warszawa (PMN) – Isfahan jest najbardziej znany ze swojej architektury. Jest tak piękne, mówią Irańczycy, że odwiedzić to miasto, to zobaczyć „połowę świata”. Isfahan słynie z dywanów w klasycznym perskim stylu dworskim.

Jednak w Polsce miasto znane jest z jeszcze czegoś innego. To „Isfahan – Miasto Polskich Dzieci” [„ Isfahan – Miasto Dzieci Polskich ”]

W czerwcu 2008 roku polska poczta wydała znaczek wyjaśniający dlaczego.

Znaczek przedstawia małego chłopca ubranego w mundur kadeta. Za nim wisi dywan Isfahanu ozdobiony polskim orłem. A obok niego widnieje przydomek miasta w języku polskim: „ Isfahan – Miasto Dzieci Polskich ”.
Znaczek upamiętnia dwie rzeczy: ogromną tragedię w historii Polski oraz pomoc Iranu w uratowaniu części ofiar. Aby jednak zrozumieć całą historię, dziś w dużej mierze zapomnianą poza granicami Polski, trzeba cofnąć się do samych początków II wojny światowej.
W 1939 roku Niemcy i Związek Radziecki zaatakowały Polskę i podzieliły ją między siebie. Zarówno naziści, jak i Sowieci wysłali ogromną liczbę polskiej elity do więzień i obozów pracy. Jednak Sowieci poszli o krok dalej. Deportowali około 1,5 miliona obywateli Polski do odległych punktów Syberii i Azji Środkowej.
Deportacje rodzin wojskowych, policji, lekarzy, nauczycieli i wszystkich innych osób podejrzanych o uczucia patriotyczne miały na celu ułatwienie włączenia ziem polskich do Związku Radzieckiego. Zapewniło także więcej pracowników dla kołchozów Związku Radzieckiego, gdy Moskwa przygotowywała się do nieuniknionej wojny z Niemcami.
Potem, po przymusowym osiedleniu wszystkich tych rodzin iw międzyczasie rozstrzelaniu około 20 000 polskich oficerów przetrzymywanych w obozach jenieckich, przywódcy sowieccy nagle zmienili strategię. Gdy latem 1941 roku rozpoczęła się wojna z Niemcami, Niemcy zdecydowali się zamiast tego zebrać armię spośród tysięcy wciąż internowanych polskich żołnierzy. A na poprawę nastroju udzielono „amnestii” wszystkim polskim deportowanym.
Rezultatem była jedna z epickich podróży II wojny światowej. Nowa armia polska, na mocy porozumienia między Moskwą a rządem polskim na wygnaniu w Londynie, miała zostać wysłana na front północnoafrykański, aby walczyć u boku Brytyjczyków. Armia zebrała się więc na północ od granicy z Iranem, w drodze na Bliski Wschód. I to właśnie tam, w bazach w Turkmenistanie i Uzbekistanie, udały się dziesiątki tysięcy deportowanych polskich rodzin w nadziei na ponowne dołączenie do żołnierzy.
Aby jednak rodziny odniosły sukces, musiały najpierw uciec z przydzielonych im gospodarstw (a wielu lokalnych szefów odmówiło ich zwolnienia), mieć pieniądze na bilety kolejowe i miesiącami podróżować z Syberii na południe w zastraszających warunkach.

Rodzice, którzy nie mogli pójść dalej, oddali swoje dzieci innym, którzy mogli. W miarę trwania podróży liczba sierot rosła do tego stopnia, że ośrodki recepcyjne polskiej armii musiały tworzyć specjalne sierocińce, aby pomieścić je wszystkie.
Armia polska, zwana Armią Andersa od jej dowódcy, generała W. Andersa, wkroczyła do Iranu statkiem przez Morze Kaspijskie lub drogą z Turkmenistanu pod koniec 1942 r. Exodus liczył 115 000 żołnierzy, w tym 45 000 żołnierzy, 37 000 dorosłych cywilów i 18 000 dzieci. Zaraz po ich przekroczeniu rząd radziecki ponownie zamknął granicę, uniemożliwiając wyjazd większej liczbie spośród około miliona obywateli polskich przebywających nadal w ZSRR.
Dla tych Polaków, którzy dotarli do Iranu, po tym jak po drodze zginęło tysiące ludzi, emocje były ogromne. Jak na ironię, Polacy dotarli do kraju, który pod koniec 1941 roku był okupowany przez Rosję i Wielką Brytanię. Sojusznicy zrobili to, aby zabezpieczyć pola naftowe i utrzymać Iran jako drogę zaopatrzenia dla armii radzieckiej. Reza Shah Pahlavi, który wcześniej zbliżył Iran do Niemiec, przebywał na wygnaniu w Republice Południowej Afryki, a w jego miejsce na tronie zasiadał jego syn.
Jeśli jednak Irańczycy czuli urazę do obecności Rosji i Wielkiej Brytanii, okazali sympatię polskim uchodźcom i powitali ich. Mohammad Reza Shah Pahlavi udostępnił swój prywatny basen sierotom. Polscy żołnierze salutowali perskim oficerom, gdy przechodzili ulicą. Z biegiem czasu wszystkie sieroty wraz z wieloma polskimi rodzinami zostały przeniesione do Isfahanu, ponieważ uważano, że piękno miasta sprzyja ich zdrowiu fizycznemu i psychicznemu.


Po wyjeździe Wojska Polskiego na Bliski Wschód rodziny i dzieci pozostały. Od 1942 do 1945 roku w Isfahanie żyło 2590 polskich dzieci w wieku poniżej siedmiu lat, które żyły w tętniącej życiem społeczności, bardzo zainteresowanej kulturą irańską.
W tym czasie polscy akademicy w Isfahanie założyli Instytut Iranistyki. A dywan w tle pamiątkowego znaczka pocztowego utkały Polki ze szkoły tkackiej w Isfahanie.
Pod koniec wojny uchodźcy udali się do Wielkiej Brytanii lub kolonii brytyjskich, a także do Stanów Zjednoczonych i Australii. Jednak w wyniku ostatecznego zrządzenia losu żaden nie wrócił do Polski. Stało się tak, ponieważ przywódcy alianccy na spotkaniu w Teheranie w 1943 r. zgodzili się na umieszczenie Polski w orbicie Związku Radzieckiego. Pozostał tam do 1989 roku.
Całą tę historię przypomina polski znaczek pocztowy wydany w 2008 roku. Jedna z sierot, Przemek Stojakowski, to chłopiec ze znaczka pocztowego. Na okładce pierwszego dnia dołączonej do znaczka wydrukowano także nazwiska zaledwie kilku z setek innych osieroconych dzieci.
Znaczek wyjaśnia także kilka innych rzeczy, m.in. to, dlaczego Dariusz pozostaje dziś popularnym imieniem wśród polskich chłopców.
IRAŃSKIE MIASTO ZNANE JEST „MIASTEM POLSKICH DZIECI”