To okupacja hitlerowska w Polsce, z inspiracji i pod ochroną żydostwa warsiawskiego i światowego,
a teraz za pomocą „mniejszości”, w której prym wodzą ukraińskie rezuny.
Polacy po Okrągłym Stole są w sytuacji gorszej niż za okupacji hitlerowskiej 1939-45.
Tam nie było takiego terroru mentalnego, połączonego z terrorem ekonomicznym oraz administracjo-nakazowym
w każdym niemal przejawie życia osamotnionej jednostki.
Hitlerowcy, którzy pod karabinami rabowali Polakom ich polskie dzieci o blond włosach nie byli jednak tak skuteczni,
jak ta obecna swołocz warszawska, a przede wszystkim to np. gestapo składało się z niemców,
którzy mieli chrześcijanie sumienie, a czego nie ma w polskich urzędach, sądach,
policji czy służbie zdrowia mordującej strzykawkami polskie niemowlęta.
To jest okupacja, przede wszystkim jest to okupacja naszych umysłów.
Polka skuta kajdanami zespolonymi, przywleczona przed grób jej własnego,
wcześniej porwanego dziecka to obraz, który daje świadectwo praw unijnych w polskiej aplikacji:
PO, PIS, PSL, Wojtyła, Sobór Watykański Drugi,
EU, antysemityzm, gospodarka wolnorynkowa, demokracja.
– Oto hasła, zaklęcia, to metafizyka kręgu zbrodni wymierzonej w Polskę i Polaków.
Trzeba ich zabijać!
Red. Gazeta Warszawska
+
Mająca 22 lata Magdalena została aresztowana z powodu niezapłaconych mandatów. Jej dwójkę małych dzieci przekazano rodzinie zastępczej, choć mogła zająć się nimi zająć ich własna rodzina. Kilka dni później czteromiesięczny Oskar zmarł. Matkę doprowadzono na pogrzeb w kajdankach zespolonych.

Do tragicznego zdarzenia doszło w Warszawie. Przedstawił je Polsat News w programie „Interwencja”.
15 maja do mieszkania 22-letniej Magdaleny, 26-letniego Jakuba i 71-letniej Haliny zapukała policja. Młoda kobieta trafiła do więzienia za niezapłacone mandaty. Dzieci zostały zabrane natomiast przez opiekę społeczną, ponieważ ojciec pracuje na budowach w różnych miejscach kraju.
„Nic kompletnie, żadnych dokumentów, tylko «książeczki proszę oddać i akty urodzenia». Ja mówię, czy ja nie mogę zostać z dziećmi? «Nie, bo pani jest za stara i pani sobie nie poradzi». Tłumaczyłam, że przyjdzie córka z pracy i mi pomoże” – mówiła Halina, prababcia Oskara i trzyletniej Leny.
„Nie mogłam nic zrobić, bo byłam w pracy, a poza tym ja wiedziałam, że jest mama, dzieci miały z kim zostać. To był szok, to było coś dziwnego. Tu nikt nie spożywa alkoholu, nikt nie ma problemu z narkotykami” – mówiła Monika, babcia Oskara i Leny.
Dzieci trafiły do różnych rodzin zastępczych. Nikt nie poinformował, gdzie i do kogo trafiły.
„Za daleko było, bym dojechał wówczas do domu. Nie miałem szans, by zdążyć w dwie godziny, a tyle czasu dostałem od policjanta”
– relacjonował Jakub, ojciec dzieci.
Skuta na pogrzebie
Jak wskazał Polsat News, Monika postanowiła sądownie walczyć o odzyskanie wnuków. Nie zdążyła, ponieważ mały Oskar zmarł po czterech dniach w rodzinie zastępczej.
„Z tego co wiem, to się zachłysnęło. Na początku była wersja, że kawałkiem buraka, nie wiem, to nie jest potwierdzone. Obstawiam, że dziecko było nakarmione mlekiem i nie zostało postawione do odbicia się. Chciałam mieć wgląd w akta, ale prokuratura powiedziała, że go uzyskam, jak się zakończy sprawa. Obawiam się, że jak się zakończy, to już nic nie będę mogła zrobić”
– wskazała babcia dzieci.
Sprawą zajęła się policja i prokuratura. Śledztwo jest wszczęte w kierunku art. 155 kodeksu karnego, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci.
Magdalena została doprowadzona na pogrzeb dziecka w więziennym stroju i w kajdankach zespolonych, co potwierdzają zdjęcia.
"Interwencja". Zabrali i umieścili w rodzinie zastępczej. Cztery dni później doszło do tragedii
aktualizacja: Polska
"Interwencja"
Dramat rodziny z Warszawy. Policja odebrała i umieściła w rodzinie zastępczej trzyletnią Lenę i czteromiesięcznego Oskara. Cztery dni później chłopiec zmarł. Jak to możliwe? Rodzeństwo odebrano, gdy matka dzieci trafiła do więzienia za nieopłacone mandaty. Policja swoje działania tłumaczy w oświadczeniu. Materiał "Interwencji".
- Wypuścili matkę Oskara, miała skute ręce, nogi, w zielonym stroju. No wyglądało to okropnie. Bardzo przeżywała pogrzeb - opowiada pani Karolina, znajoma rodziny o ostatnim pożegnaniu czteromiesięcznego Oskara. Kilka dni temu odbył się pogrzeb dziecka, które zmarło podczas pobytu w rodzinie zastępczej.
- Cały czas jest na uspakajających lekach, pogrzeb przeżyła strasznie – opowiada pani Monika, babcia Oskara i Leny.
Warszawa. Umieścili dziecko w rodzinie zastępczej. Cztery dni później doszło do dramatu
Rodzicami zmarłego Oskara są 22-letnia pani Magdalena i 26-letni pan Jakub. Mieszkają z babcią 71-letnią panią Haliną w Warszawie. Babcia bardzo pomagała w wychowaniu prawnucząt, bo ojciec dzieci pracuje na budowach w całej Polsce.
Życie rodzinne układało się dobrze do 15 maja tego roku. Wtedy to do mieszkania zapukała policja. Matka dzieci została zabrana do więzienia za niezapłacone mandaty. Dzieci do rodzin zastępczych zabrała opieka społeczna.
- Wciąż nie wiem, dlaczego te dzieci zostały zabrane z domu. Owszem przyszli policjanci, bo Magda ma się stawić na cztery miesiące, wyrok do odsiedzenia za bzdurę. Dobrze, jej wina, zabrali ją ale czemu te dzieci - pyta pani Karolina, koleżanka pani Magdaleny.
- Nic kompletnie, żadnych dokumentów, tylko "książeczki proszę oddać i akty urodzenia". Ja mówię, czy ja nie mogę zostać z dziećmi? "Nie, bo pani jest za stara i pani sobie nie poradzi”. Tłumaczyłam, że przyjdzie córka z pracy i mi pomoże - opowiada pani Halina, prababcia Oskara i trzyletniej Leny.
- Nie mogłam nic zrobić, bo byłam w pracy, a poza tym ja wiedziałam, że jest mama, dzieci miały z kim zostać. To był szok, to było coś dziwnego. Tu nikt nie spożywa alkoholu, nikt nie ma problemu z narkotykami – mówi pani Monika, babcia Oskara i Leny.
Maluchy zabrano i umieszczono w różnych rodzinach zastępczych. Rodziny nikt nie poinformował, gdzie i do kogo dzieci trafią.
- Nie dali mi żadnej szansy, żadnego kuratora ani żadnej opieki, asystenta. Powinni przyjść i sprawdzić mnie, czy ja sobie daję radę czy nie. Jak nie, to wtedy jest podstawa, że zabieramy – zauważa prababcia pani Halina.
- Za daleko było, bym dojechał wówczas do domu. Nie miałem szans, by zdążyć w dwie godziny, a tyle czasu dostałem od policjanta - wskazuje pan Jakub, ojciec dzieci.
"Z tego co wiem, to się zachłysnęło"
Babcia postanowiła sądownie walczyć o odzyskanie wnuków. Chciała by jak najszybciej wróciły do domu, w którym się wychowywały. Niestety nie udało się. Cztery dni po odebraniu dzieci mały Oskar zginął w rodzinie zastępczej. Jak do tego doszło? Na te pytania nie ma jeszcze odpowiedzi.
- My o tej całej sprawie słyszałyśmy w radiu, że zmarło dziecko na Saskiej Kępie, że miało cztery miesiące. Nie miałyśmy pojęcia, że to chodzi o Oskara, wnuka Moniki - rozpacza pani Karolina, znajoma rodziny.
- Z tego co wiem, to się zachłysnęło. Na początku była wersja, że kawałkiem buraka, nie wiem, to nie jest potwierdzone. Obstawiam, że dziecko było nakarmione mlekiem i nie zostało postawione do odbicia się. Chciałam mieć wgląd w akta, ale prokuratura powiedziała, że go uzyskam, jak się zakończy sprawa. Obawiam się, że jak się zakończy, to już nic nie będę mogła zrobić - komentuje pani Monika, babcia dzieci.
Rodzina jest zrozpaczona. Nadal nie wie, jak mogło dojść do śmierci chłopca w rodzinie zastępczej. Sprawą zajęła się policja i prokuratura.
- Śledztwo jest wszczęte w kierunku art. 155 kodeksu karnego, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci. Toczy się in rem ( w sprawie - red.), nikomu żadne zarzuty nie zostały przedstawione ani ogłoszone. Cały czas trwają czynności dowodowe. Przeprowadzono sekcję zwłok i nie wykazała ona jakichkolwiek obrażeń, które wskazywałyby na to, że do śmierci dziecka przyczyniły się urazy mechaniczne, a w drogach oddechowych nie stwierdzono treści pokarmowej. Wstępne wyniki sekcji wskazują na to, że przyczyną zgonu była niewydolność krążeniowo- oddechowa lub pokarmowa. Szczegółowych danych na temat przyczyny śmierci nie mamy - informuje Remigiusz Krynke z Prokuratury Okręgowej w Warszawa-Praga.
Zapytaliśmy policję oraz Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie dlaczego dzieci zostały zabrane z domu, mimo że na miejscu była rodzina, która maluchami mogła się zaopiekować. Policja odpowiedzi odmówiła, a z centrum pomocy rodzinie dostaliśmy jedynie maila.
- Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie nie podejmuje decyzji odnośnie zabezpieczenia dzieci poza rodziną. Takie kompetencje ma sąd, policja, ewentualnie pracownik socjalny. W tym przypadku decyzję o zabezpieczeniu dzieci poza rodziną podjęła policja, która nie zdecydowała się na powierzenie opieki nad dziećmi innym osobom bliskim - przekazała Monika Beuth. rzeczniczka prasowa, zastępczyni dyrektorka Urzędu m.st. Warszawy.
Teraz najbliżsi Lenki marzą, aby dziewczynka wróciła do domu. Każdy dzień rozłąki to dramat dla trzylatki.
- To oni robią krzywdę. Zabierają dzieci, jakbyśmy byli patologię jakąś, my chcemy tylko odzyskać nasze dzieci, nic więcej. Jedno straciliśmy. Nie wiadomo, czy nie dostaniemy kolejnego telefonu, że nie żyje kolejne, tego już nie przeżyjemy – rozpacza babcia, pani Monika.
Do sprawy odniosła się stołeczna policja. "Chcielibyśmy przedstawić informacje, które z uwagi na istotny interes społeczny i zainteresowanie opinii publicznej są niezbędne dla wyjaśnienia roli policjantek podejmujących czynności w powyższej sprawie" - czytamy w komunikacie. Policjanci w oświadczeniu przedstawiają motywy i podstawę prawną swoich działań.
https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2025-06-20/interwencja-zabrali-i-umiescili-w-rodzinie-zastepczej-cztery-dni-pozniej-doszlo-do-tragedii/
Wtuliła się w policjantkę
Po emisji programu Komenda Stołeczna Policji ogłosiła, że funkcjonariusze działali „na podstawie i w obrębie obowiązującego prawa, a dobro dzieci stanowiło wartość nadrzędną decyzji”.
„Podstawą interwencji Policji był wydany w stosunku do matki dzieci przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Południe nakaz doprowadzenia w celu odbycia kary pozbawienia wolności – czytamy w komunikacie. – Zatrzymanie matki dzieci było konieczne, prawnie uzasadnione i zrealizowane zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami. Ze względu na małe dzieci czynności prowadzono w sposób mający maksymalnie ograniczyć jakiekolwiek negatywne skutki. Na miejscu zastano matkę z dwójką małych dzieci, prababcię i dwie dorosłe osoby, które z uwagi na swoją niepełnosprawność wymagały także bieżącej opieki ze strony prababci. Tak wynikało z informacji przekazanych policjantkom przez domowników. Ojciec dzieci nie zamieszkiwał wspólnie z ich matką – jest on osobą poszukiwaną przez Policję i ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości. Matka dzieci nie chciała przekazać informacji o miejscu jego pobytu.
Prababcia poinformowała interweniujące policjantki, że matka dzieci nie przykłada wagi do okresowych badań kontrolnych maluchów, trzyletnia dziewczynka nie mówi, a mama dziecka nie starała się diagnozować przyczyn takiego stanu i konsultować ich z lekarzami. (…) Policjantki zwróciły także uwagę na zachowanie trzyletniej dziewczynki, która po wejściu funkcjonariuszek do mieszkania wtuliła się w jedną z nich, nie chciała pozwolić na rozdzielenie i nie wykazywała zainteresowania osobą mamy”.
Źródło: wpolityce.pl
https://opoka.org.pl/News/Polska/2025/zmarlo-niemowle-odebrane-matce-kobieta-trafila-do-wiezienia-za






