Safjan i Giertych to dwaj przestępczy idioci. A nie tylko oni. Polska palestra, jako całość, bije rekordy bezwstydu i głupoty.
Jak można żądać ponownego przeliczenia głosów,
skoro po wydaniu worków z kartami do głosowania w obce ręce (inne niż komisja wyborcza)
– karty te straciły wartość dowodową w sprawie, gdyż łatwo mogą być sfałszowane?
Wartość dowodowa tego materiału, to tylko ilość worków lub wymiar wagowy tych paczek, ale nigdy zawartości kart.
Sprawa problemu przechowywani kart jest znana od lat i przez ten okres nikt tego nie zabezpieczył prawnie,
bo prawdopodobnie jest to zakazane ze strony animatorów tych operetkowych partii PO i PiS.
Tak Tusk, jak i Kaczyński mają zakaz uszczelnienia procesów wyborczych, bo wtedy nie będzie można łowić ryb w mętnej wodzie.
"Polscy" prawnicy jako spadkobiercy PRL´owskiego nepotyzmu, koszeru lat powojennych,
są genetycznymi idiotami i jako tacy nie nadają się do sprawowania tych ważnych funkcji społecznych.
To, że mają jakieś tam wyksztalcenie formalne, nic tu nie znaczy,
bo rozum i mądrość oraz etyka są niezębne jako nadbudowa wiedzy nabytej - a to bydło tego nie ma, koszerność pochodzenia to wyklucza.
W dawnym PRL, dzieci siedzące na trzepakach i żarliwie dyskutujące nt. spraw politycznych czy społecznych
zwykły mawiać w takich przypadkach: „nic… g ł u p i e m u… po… rozumie”.
Taka jest dziecięca prawda, mądrość o obecnej Polsce w całości.
Łowców źle policzonych głosów i tych, którzy tolerują ten nikczemny cyrk,
należy pozbawiać praw sprawowania funkcji publicznych na zawsze,
wsadzić ich do obozów pracy przymusowej i dawać do jedzenia tylko tyle, ile siebie zapracują.
Tylko kto, jaka siła, dokona takiego cudu?
Red. Gazeta Warszawska
+
Z całej Polski napływają sygnały, że w kolejnych obwodowych komisjach wyborczych mogło dojść do nieprawidłowości, a głosy oddane na Rafała Trzaskowskiego przepływały na Karola Nawrockiego.
Czołowi politycy PO, w tym premier Donald Tusk. nawołują do starannego zbadania wszystkich anomalii w komisjach. Inni, bardziej radykalni, jak Roman Giertych, żądają, by powtórzyć liczenie głosów w całym kraju.
Worki z kartami do głosowania miały zostać porzucone. "Członkowie komisji zrezygnowali z pracy"
Polska
- Nie mogę potwierdzić, ani zaprzeczyć - powiedział przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej w Słupsku Bartłomiej Głowala, odnosząc się do informacji Radia Gdańsk o workach z kartami do głosowania porzuconych na korytarzu przed MKW przez przedstawicieli obwodowych komisji.
Radio Gdańsk podało, że w Słupsku "przez przeciągające się godzinami odbieranie głosów w miejskiej komisji wyborczej porzucono worki z głosami" oraz że niektórzy członkowie obwodowych komisji "zdenerwowani, zrezygnowali z pracy".
Do godz. 18 w poniedziałek Miejska Komisja Wyborcza w Słupsku przyjęła protokoły z 43 na 47 komisji obwodowych.
- Nie mogę potwierdzić, ani zaprzeczyć, czy te worki były porzucone. Pracowałem razem z komisją wyborczą w pomieszczeniu obok. Nie nadzorowaliśmy tych worków. Te worki do momentu, do którego nie trafią do Miejskiej Komisji Wyborczej, a właściwie do momentu, gdy komisja potwierdzi prawidłowość sporządzonych protokołów, są do dyspozycji obwodowych komisji. One za nie odpowiadają - powiedział przewodniczący MKW w Słupsku Bartłomiej Głowala.
Dodał, że "ciężko" jest mu się odnieść do zachowań poszczególnych członków obwodowych komisji wyborczych. - Tu jest wąski korytarz, ludzi było bardzo dużo. (…) Czy ktoś wyszedł i nie było żadnego członka komisji wyborczej przy danym worku, czy może stał trochę dalej od niego, nie jestem w stanie powiedzieć - zaznaczył Głowala.
"Bardzo dużo błędów"
Mówił, że "w szczytowym momencie byli tu przedstawiciele 25 komisji obwodowych, z każdej średnio po dwie osoby. Robi nam się 50 osób w bardzo wąskim korytarzu". Przewodniczący zaznaczył, że "członkowie komisji obwodowych mogli być zmęczeni, zdenerwowani (…), ale za to nie może ponosić odpowiedzialności miejska komisja wyborcza. Ona musi rzetelnie sprawdzić i przyjąć protokoły".
Podkreślił, że przyjmowanie protokołów trwa tak długo, bo "było bardzo dużo błędów popełnionych przez obwodowe komisje wyborcze". Takim przykładem, jak podał Głowala, był brak podpisów członków komisji obwodowej pod protokołem przekazania i "trzeba było taką komisję wezwać do uzupełnienia takich podpisów, to trwało".
Dodał, że zmiana ordynacji wyborczej, wprowadzenie dodatkowej komisji, było powodem wielu "niejasności", a w efekcie wydłużenia całej procedury wyborczej. Zapewnił, że "system informatyczny działa prawidłowo, nie było problemu z odczytaniem nośników informatycznych".
https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2018-10-22/worki-z-kartami-do-glosowania-mialy-zostac-porzucone-czlonkowie-komisji-zrezygnowali-z-pracy/
— Na dziś nie ma podstaw, by ponownie przeliczać głosy we wszystkich komisjach — mówi Onetowi prof. Marek Safjan, sędzia unijnego Trybunału Sprawiedliwości w stanie spoczynku, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. — Natomiast tam, gdzie sygnalizowane są nieprawidłowości, takie ponowne ich przeliczenie bezwzględnie powinno nastąpić – dodaje.
I Prezes SN: nie wszystkie protesty będą rozpoznane. Giertych reaguje
Sąd Najwyższy ma czas na rozpoznanie protestów wyborczych do 2 lipca. Tymczasem w poniedziałek I Prezes SN Małgorzata Manowska wprost stwierdziła, że nie wszystkie z tych protestów zostaną rozpoznane ze względu na błędy formalne.
— 90 proc. z protestów wyborczych to "giertychówki", czyli protesty powielane na wzorze udostępnionym przez posła Romana Giertycha – powiedziała w Radiu ZET Manowska. Jak dodała, kilka tysięcy tych protestów pozostanie bez rozpoznania przez wady formalne. — Ludzie nie potrafili nawet wpisać swojego numeru PESEL – oświadczyła.
Giertych już zapowiedział, że tych słów nie pozostawi bez reakcji. — Jutro złożę zawiadomienie na panią Manowską i inne osoby z tzw. Izby Nadzwyczajnej. We wszystkich 50 tys. protestach wyborczych z mojego wzoru wnosiliśmy o przekazanie ich do Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Z jej wypowiedzi wynika, że nasze protesty ukradli neosędziowie — poinformował na platformie X polityk.
Sędziowie SN: Żaden organ Sądu Najwyższego nie powinien wypowiadać się o treści protestów. A już na pewno nie I Prezes
— Tradycją jest, że część protestów jest protestami seryjnymi, są w nich wspólne argumenty, ale pochodzą one z różnych części Polski i różnych komisji – mówi Onetowi prof. Piotr Prusinowski, były prezes Izby Pracy SN.
— Ci obywatele oddali swoje głosy, nie ma podstaw, żeby generalizować i nie rozpoznawać ich protestów ze względu na wspólny mianownik, który przyświeca tym protestom, na to, że one powielają jakieś konkretne wątpliwości – mówi sędzia Prusinowski. — Każdy z nich należy rozpoznać indywidualnie – zaznacza.
— Żaden organ SN nie powinien się wypowiadać co do treści tych protestów wyborczych. A już na pewno nie I prezes – mówi Onetowi sędzia Bohdan Bieniek, także z Izby Pracy SN. — Ja tych protestów nie widziałem, nie wiem, czy są napisane źle, czy jakaś część z nich świadczy o jakimś "pieniactwie wyborczym". Jednak I Prezes SN nie powinna się w tak kategoryczny sposób o tych protestach wypowiadać, bo to można odebrać jako formę nacisku kierownictwa SN na składy sędziowskie, które mają się tymi protestami zajmować – wskazuje sędzia Bieniek.
- Sędzia SN o błędach w komisjach wyborczych. "Nie pamiętam takiej sytuacji"
Podkreślmy, że to Izba Pracy SN zajmowała się wszystkimi kwestiami wyborczymi do roku 2018. Wtedy PiS zmienił przepisy i sprawy związane z wyborami trafiły do nowo utworzonej Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN, której nie uznają ani europejskie trybunały, ani obecny polski rząd.
https://wiadomosci.onet.pl/wybory/wybory-prezydenckie/zamieszanie-wokol-ponownego-liczenia-glosow-prof-marek-safjan-mowi-wprost/1l19c70







