Owacja na stojąco zgotowana weteranowi ukraińskiej jednostki nazistowskiej z II wojny światowej w Izbie Gmin Kanady jesienią 2023 r. zszokowała Kanadyjczyków — i cały świat. 

Nie byłem zaskoczony, ponieważ poświęciłem już trzy lata na zgłębianie historii dwojga ludzi, Mychajła Chomiaka i Ann Charney, których równoległe losy w trakcie i po wojnie rzucają światło na złożoną i niepokojącą historię Ukrainy i powojennej społeczności ukraińsko-kanadyjskiej w Kanadzie. 

Ann Charney miała dwa lata, kiedy wraz z żydowską matką uniknęła pewnej śmierci, ukrywając się w stodole na siano na ukraińskiej wsi. Ann spędziła tam dwa długie lata. Ona i jej matka przeżyły wojnę i ostatecznie dotarły do ​​Montrealu. Tam Ann zrobiła błyskotliwą karierę jako powieściopisarka i dziennikarka. 

Mychajło Chomiak, dziadek Chrystii Freeland, spędził wojnę pracując dla niemieckiego wywiadu wojskowego jako redaktor wpływowej ukraińskiej gazety, wielbiącej Hitlera i propagującej zjadliwą formę antysemityzmu. Po wojnie Chomiak i jego rodzina zostali bez problemu przyjęci jako powojenni imigranci do Kanady, wraz z tysiącami innych ukraińskich kolaborantów nazistowskich i byłych esesmanów. Chomiak osiedlił się w Albercie, gdzie kontynuował działalność na rzecz skrajnie prawicowych idei.

książce „Więzy rodzinne: Jak ukraiński nazista i żyjący świadek łączą Kanadę z Ukrainą dzisiaj” opowiadam historie tych dwojga w czasie wojny i po jej zakończeniu, aktualizując ich historię poprzez badania prowadzone na współczesnej Ukrainie. Kiedy odwiedziłem krewnych Chomiaka na Ukrainie, odkryłem, że tematy nienawiści etnicznej i antysemityzmu są dziś silnie obecne w publicznym poparciu dla wojny z Rosją. 

Kanadyjscy potomkowie Ukraińców o poglądach pronazistowskich często nie dostrzegają tego związku przeszłości z teraźniejszością. Wnuczka Mychajła Chomiaka, Chrystia Freeland, odgrywa wiodącą rolę w rządzie Trudeau jako minister finansów i wicepremier. 

Samo w sobie posiadanie dziadka z taką przeszłością nie było dla Freeland wielkim skandalem – nie można było jej obarczać odpowiedzialnością za grzechy dziadka. Jednak kiedy historia ujrzała światło dzienne, Freeland nie chciała przyznać się do faktów. Określiła Mychajła Chomiaka jako jedną z największych inspiracji w swoim życiu i odrzuciła opowieści o jego przeszłości kolaboracyjnej z nazistami jako rosyjską dezinformację. Jak wielu innych, wciąż zaprzecza roli dziadka w promowaniu polityki nazistów i Holokaustu na Ukrainie. 

Jak dowiedziałem się podczas podróży do archiwów, a także przez Polskę i Ukrainę, rola ta mogłaby zgodnie z dzisiejszym prawem skutkować oskarżeniem go o zbrodnię ludobójstwa.

Unikanie Chrystii Freeland

W swoim profilu kandydatki, gdy po raz pierwszy została polityczką, Chrystia Freeland mocno podkreślała imigracyjną przeszłość swojej rodziny. „Jestem również dumną członkinią ukraińskiej społeczności kanadyjskiej” – napisała w swojej biografii politycznej. „Moi dziadkowie ze strony matki uciekli z zachodniej Ukrainy po tym, jak Hitler i Stalin podpisali pakt o nieagresji w 1939 roku. Nigdy nie odważyli się wrócić, ale utrzymywali bliskie kontakty z braćmi, siostrami i rodzinami, którzy pozostali. Do końca życia moi dziadkowie postrzegali siebie jako politycznych wygnańców, których obowiązkiem jest podtrzymywanie idei niepodległej Ukrainy”.

Niewiele z tego stwierdzenia jest prawdą. 

Jej dziadek, Mychajło Chomiak, nie uciekł ze Lwowa w sierpniu 1939 roku, kiedy podpisano niemiecko-sowiecki pakt o nieagresji. Mieszkał we Lwowie z krewnymi ze strony matki, Bławatskimi, do końca października 1939 roku, kiedy to wyjechał do Krakowa z kuzynem.

 

Wewnętrzne strony dokumentu roboczego dziadka Chrystii Freeland wydanego przez nazistowski rząd okupacyjny w Polsce w 1944 r. Chomiak był zatrudniony jako redaktor Krakivski Visti, ukraińskojęzycznej gazety propagandowej w Krakowie, finansowanej przez niemiecki wywiad wojskowy.

Twierdzenie Freeland, że jej dziadek nigdy nie wrócił, również nie jest prawdziwe. Aleksandra Bławatska szczegółowo opisuje wizytę Chomiaka we Lwowie kilka tygodni po inwazji nazistowskiej w 1941 roku – mniej więcej w tym samym czasie, gdy profaszystowska milicja Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów dokonywała brutalnego pogromu Petlury na ulicach Lwowa – aby opowiedzieć jej i jej matce o śmierci ojca miesiąc wcześniej. Wzmianki o wizytach Chomiaka w Stronyatyn znajdują się również w listach od jego brata Wołodymyra z 1943 roku oraz w zdjęciach z podróży po Galicji, którą odbył w tym samym roku, w jego archiwum w Edmonton.

Ale ważniejszym elementem historii Chrystii Freeland nie są jej nieścisłości, lecz ogrom pomijanych przez nią informacji. W jej opowieści dziadkowie przenoszą się w czasie i przestrzeni od Lwowa w 1939 roku do obozu dla przesiedleńców w Niemczech w 1945 roku, nie wspominając o Krakowie, o pracy Mychajły jako redaktora naczelnego zajadle antysemickiej gazety „Krakivski Visti” , o jego hojnej pensji otrzymywanej od niemieckiego wywiadu wojskowego ani o jego codziennej współpracy z SS i Gestapo w ciągu pięciu lat, od marca 1940 do kwietnia 1945 roku.

Odpowiedzialność karna?

Ale kiedy przyjrzałem się wszystkim znanym faktom z życia Chomiaka, wciąż pozostawało jedno nierozstrzygnięte pytanie. Jako redaktor „Krakowskiego Wisti” był ewidentnie nazistowskim propagandzistą, ale czy, jeśli w ogóle, był winny w sensie prawnym? Próbowałem poskładać odpowiedź podczas podróży do Krakowa po mojej ostatniej podróży na Ukrainę przed rosyjską inwazją. Pojechałem pociągiem ze Lwowa do Krakowa i spędziłem dzień, podążając śladami Mychajła Chomiaka po mieście.

Wypiłem poranną kawę na tarasie na rynku starego miasta, w cieniu dominującej nad nim gotyckiej wieży. Od lat 40. XX wieku na placu niewiele się zmieniło. W rzeczywistości główne elementy placu – zabytkowy pasaż handlowy, Bazylika Mariacka i wieża ratuszowa – stoją tu od co najmniej sześciuset lat.

Jedyną realną różnicą w porównaniu z latami 40. XX wieku, kiedy Chomiak mieszkał w Krakowie, była nazwa i wystrój. W latach 40. plac nazywał się Adolf Hitler Square i był ozdobiony dziesiątkami nazistowskich sztandarów. Chomiak przechodził tędy wielokrotnie, spacerując między biurami UCC na południe od placu, przy ul. Zielonej 26 (obecnie ul. Józefa Sarego) a Uniwersytetem Jagiellońskim, przecznicę dalej na północ, gdzie wieczorami kończył studia magisterskie. Pierwsze mieszkanie Chomiaka znajdowało się w pobliżu, ale później przeniósł się do mieszkania nad Wisłą, oddalonego zaledwie o kilka minut od gazety odebranej żydowskiemu właścicielowi, Mojżeszowi Kanferowi, który później został zamordowany w obozie zagłady w Bełżcu.

 

Mychajło Chomiak, tylny rząd po prawej, spotyka się z oficerami nazistowskimi i ukraińskimi kolegami w Krakowie, 1943 r.

Jeśli chodzi o odpowiedzialność karną, polscy śledczy ds. zbrodni wojennych wszczęli oficjalne śledztwo przeciwko Mychajło Chomiakowi 23 kwietnia 1966 r., ale jasne było, że stracili z nim kontakt, ponieważ jako jego ostatni znany adres podano jego mieszkanie w Krakowie.

Zatem pytanie, czy nazistowscy propagandyści, tacy jak Chomiak (i ​​inni propagandyści, tacy jak Samczuk i Doncow, którzy również uciekli do Kanady) mogli zostać oskarżeni o zbrodnie wojenne, pozostało otwarte. Wiemy jednak, że publikowanie nazistowskiej i antysemickiej propagandy było przestępstwem w czasach Chomiaka – Julius Streicher został za to powieszony w Norymberdze. I tak jest do dziś.

W latach 2000. w Rwandzie dwaj dziennikarze, Ferdinand Nahimana, członek-założyciel Radia Telewizji Wolnych Tysiąca Wzgórz, i Hassan Ngeze, redaktor ekstremistycznej gazety Hutu „Kangura”, zostali skazani na dożywocie, co stanowiło najsurowszą karę w procesach o zbrodnie wojenne w Rwandzie, za propagowanie nienawiści, która doprowadziła do śmierci ponad 500 000 Tutsi.4 Chomiak, Samczuk i Doncow byli ewidentnie wydawcami „mediów nienawiści” w tym okresie. Nawet zięć Chomiaka, historyk John-Paul Himka, twierdzi, że gazeta „Krakowskie Wisti ” była „zaciekle antysemicka” i „pomogła stworzyć atmosferę sprzyjającą masowym mordom, które miały miejsce w Galicji w latach 1941–1944”.

Znałem adres Krakivski Visti i mieszkania Chomiaka nad rzeką i szedłem w jesiennym słońcu, mijając Zamek Królewski na Wawelu, gdzie naziści utworzyli Generalne Gubernatorstwo, a gdzie swoje biuro miał nazistowski łącznik i przyjaciel Chomiaka, Emil Gassner. Stamtąd, szeroką Aleją Józefy Dietla, do biura Krakivski Visti przy ulicy Elizy Orzeszkowej 7 było niecałe dziesięć minut spacerem.

Do dziś pozostaje tym samym, niepozornym, niskim biurowcem, co w styczniu 1940 roku, kiedy Mychajło Chomiak przekroczył jego progi, najpierw jako zastępca redaktora, a dwa miesiące później jako redaktor naczelny. To właśnie w tym okresie, od wiosny 1940 roku do początku kwietnia 1944 roku, kierowana przez niego gazeta opublikowała dziesiątki antysemickich artykułów, wzmianek i karykatur.

Mieszkanie Mychajła Chomiaka z widokiem na Wisłę znajdowało się zaledwie dwie przecznice od biura Krakivski Visti . Chomiak prawdopodobnie poszedłby do domu na lunch, aby cieszyć się towarzystwem dzieci i oddanej żony. Potem wróciłby do biura, aby zamknąć kolejne wydanie gazety artykułami promującymi nazistowski program zagłady.

Sprawa obrońców Chomiaka legła w gruzach

Przyciśnięci obrońcy Chomiaka twierdzą, że dziadek Freelanda nie miał wyboru. Został w jakiś sposób zmuszony do objęcia stanowiska redaktora i nie mógł sprzeciwić się Niemcom – oznaczałoby to pewną śmierć. Fakty tego nie potwierdzają. W styczniu 1940 roku Chomiak został zatrudniony jako zastępca redaktora. Pierwszym redaktorem był Borys Lewycki, zwolniony z gazety dwa miesiące później przez nadzorców z Gestapo w Generalnym Gubernatorstwie za zbytnie odejście od oficjalnej linii. Zażądali bardziej uległego redaktora – kogoś, kto przed publikacją dokładnie zapoznałby się z oczekiwaniami nazistów, i Mychajło Chomiak otrzymał to stanowisko.

Warto zauważyć, że po tym, jak Borys Lewycki został zwolniony za złamanie nazistowskich przepisów wydawniczych, nie poniósł żadnej szkody. Po prostu przeniósł się do Warszawy i ostatecznie dołączył do podziemia walczącego z nazistami. Chomiak zawsze miał możliwość odmowy dalszego pełnienia funkcji redaktora.

 

Chomiak, trzeci od prawej, w tylnym rzędzie, stoi między dwoma sztandarami Galizien SS na przyjęciu w Krakowie z przyjaciółmi i innymi kolaborantami nazistowskimi. 

Nie było to nawet jego jedyną nadzieją na zatrudnienie. Krewni, z którymi uciekł, jego kuzyn Dmytro Bławatski i kuzyn Bławatskiej, Genko Łowicki, oboje znaleźli pracę jako prawnicy w okupowanej przez nazistów Polsce. Łowicki otworzył kancelarię notarialną w Lublinie, a Bławatska została mianowana sędzią w sądzie w Chełmie. Gdyby Mychajło Chomiak, sam prawnik, zrezygnował z pracy nazistowskiego propagandzisty, mógłby znaleźć zatrudnienie w zawodzie prawniczym u Łowickiego lub Bławatskiej. Było to szczególnie ważne po 1943 roku, kiedy ukończył studia magisterskie na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Obrońcy Chomiaka podnoszą również argument, że chociaż dobrowolnie przyjął i pozostał na stanowisku, był zmuszany do publikowania antysemickich artykułów i tak naprawdę nie wierzył w ich treść. Pomijając jednak fakt, że mógł odejść z pracy w dowolnym momencie, istnieją dowody na to, że antysemityzm w „ Krakowskich Wisti” odzwierciedlał jego własny.

W dokumentach osobistych Chomiaka znajduje się kopia jego listu do władz nazistowskich, w którym wymieniono piętnaście mebli, które – jak twierdził – pozostawił „Żyd dr Finkelstein” w jego pierwszym „zaryjskim” mieszkaniu. Chomiak chciał uzyskać pozwolenie na przeniesienie wszystkich tych mebli do drugiego mieszkania i zwrócił się do władz o zwrot kosztów poniesionych na sprzątanie. „Mieszkanie, które mi przydzielono… było dawną własnością żydowską” – napisał – „i było tak zarobaczone i brudne, że byłem zmuszony odnowić i zdezynfekować całe mieszkanie na własny koszt. Jestem zmuszony zdezynfekować mieszkanie po raz drugi świecami gazowymi, ponieważ nie wszystkie robaki zostały zabite podczas pierwszej dezynfekcji”.

Odzwierciedlało to prezentację Żydów w Krakivski Visti autorstwa Chomiaka , którą Ernest Gyidel omawia w swojej pracy doktorskiej w rozdziale zatytułowanym „Szkoła nienawiści: obrazy Polaków, Rosjan/Sowietów i Żydów w Krakivski Visti”. W artykule, jak twierdzi Gyidel, „nierzadko kojarzono Żydów z brudem, nieprzyjemnymi zapachami, chorobami zakaźnymi i odrazą wizualną”.

Gyidel znalazł również kilka wymownych odniesień do społeczności żydowskiej. W powojennej korespondencji Chomiaka wskazał on na rozdział o tematyce antysemickiej w książce przyjaciela, który powtarzał wiele antysemickich metafor, które Chomiak propagował w „ Krakowskich Wiszniach” – że Związek Radziecki był państwem żydowskim, Żydzi byli narodem wyzyskiwaczy, Żydzi wyzyskują inne narody, ponieważ uważają się za „naród wybrany”, Żydzi kontrolują prasę, Żydzi marzą o globalnej dominacji itd.

Chomiak pochwalił autora za „odwagę” w napisaniu książki, która pokazała „decydujący wpływ Żydów” na Ukrainie i zalecił rozszerzenie rozdziału o tematyce antysemickiej i opublikowanie go w osobnej książce.

Chomiak starannie unikał tematu Żydów w artykułach o polityce i kulturze, które pisał dla ukraińskich wydawnictw w Kanadzie. Jednak w całym jego piśmie i w całej jego pracy brakuje jakiegokolwiek wyrazu współczucia dla ludzi, których widział niszczonych na swoich oczach w Krakowie.

Niezaprzeczalny antysemityzm

Historyk John-Paul Himka opisał pobicia, gwałty i mordy na Żydach na ulicach Krakowa między 1939 a wiosną 1941 roku, z którymi Chomiak miał do czynienia w życiu codziennym. W rzeczywistości, mimo że wielu Ukraińców czuło się nieswojo z powodu specjalnej serii antysemickich artykułów, którą osobiście zamówił w 1943 roku, Chomiak ich bronił. 

Gyidel odnalazł dwa listy Chomiaka z 1943 roku, w których odnosił się do tej serii. W pierwszym liście, z 10 lipca, Chomiak bronił publikacji artykułów o Żydach: „Muszę przyznać, że wystarczająco dużo pisaliśmy na temat Żydów i [również] usłyszeliśmy wystarczająco dużo dezaprobaty od wielu osób, że prowadzimy, a raczej usprawiedliwiamy, działania przeciwko Żydom, również za naszą nieuczciwość i prowincjonalizm, a także za ucieczkę od rzeczywistości i odpowiedzialności, ale to drobiazg. Wydaje nam się, że podchodzimy do każdej sprawy w sposób jak najbardziej obiektywny i staramy się rozwiązać te problemy, które życie nam stawia lub rzuca. Staramy się to robić «sine ire et studia» [bez gniewu i gorliwości]”.

Miesiąc później, w liście z 20 sierpnia, Chomiak opisał reakcję na „żydowskie” artykuły jako mieszaną: „Wiele osób jest zirytowanych, że poruszamy ten drażliwy temat w warunkach, w jakich jesteśmy zmuszeni żyć. Prawdą jest również, że bardzo wiele osób wyraża aprobatę dla dobrego sposobu, w jaki autorzy podchodzą do tego bolesnego problemu”.

Pomnik poświęcony „Bojownikom Ukrainy”, w tym Dywizji SS Galizien, na cmentarzu św. Michała Archanioła w Edmonton. Chomiak był członkiem komitetu, który go wzniósł, a odsłonięcia dokonał jego przyjaciel, były członek SS i kanclerz Uniwersytetu Alberty, Peter Savaryn.

Czy zatem podejście Chomiaka do tego „bolesnego problemu” było zbrodnią wojenną? Osobą, która mogłaby mi pomóc odpowiedzieć na to pytanie, był Noah Weisbord, profesor prawa na Uniwersytecie McGill i jeden z czołowych kanadyjskich ekspertów w dziedzinie zbrodni wojennych, który pracował jako aplikant prokuratora w Międzynarodowym Trybunale Karnym. Noah był autorem książki „ Zbrodnia agresji: Dążenie do sprawiedliwości w dobie dronów, cyberataków, powstańców i autokratów” .

Tego wieczoru — z małego pokoju hotelowego w Krakowie, naprzeciwko starego Krakivskiego Visti — wysłałem mu plik z antysemickimi artykułami z pracy Chomiaka, którą Ernest Gyidel przygotował na potrzeby swojej pracy doktorskiej na Uniwersytecie Alberty, i zadałem mu proste pytanie: Czy Mychajło Chomiak mógłby być ścigany za zbrodnię ludobójstwa na podstawie obowiązującego prawa?

Odpowiedzialny za ściganie

Weisbord zapoznał się z aktami Mychajła Chomiaka, które opierały się na informacjach o Krakivski Visti i roli Chomiaka w redakcji, opisanych w rozprawie doktorskiej Ernesta Gyidela. Noah powiedział, że z tego, co zobaczył w rozprawie doktorskiej Gyidela, prokuratorzy dysponowali dowodami niezbędnymi do oskarżenia kogoś o ludobójstwo. Jako redaktor gazety – która, jak wykazał Gyidel, szerzyła antysemicką propagandę w czasie Holokaustu – Chomiak spełniał wymogi mens rea i actus reus winy zgodnie z prawem międzynarodowym, gdzie podżeganie do ludobójstwa jest równoznaczne z jego popełnieniem.

W Kanadzie sformułowanie zarzutu brzmiałoby „namawianie lub promowanie ludobójstwa”. Zgodnie z projektem ustawy C-63, który trafił do parlamentu w pierwszym czytaniu w lutym 2024 r., „Każda osoba, która namawia lub promuje ludobójstwo, jest winna popełnienia przestępstwa ściganego z oskarżenia publicznego i podlega karze dożywotniego pozbawienia wolności”.

Jednocześnie Noah zwrócił uwagę, że kanadyjskie prawo o ludobójstwie nie działa wstecz, a prokuratorzy biorą pod uwagę wiele czynników przy podejmowaniu decyzji o ewentualnym wszczęciu postępowania. Niemniej jednak, w odniesieniu do zasadniczej kwestii, czy systematyczne publikowanie treści szerzących nienawiść wobec grupy, która doświadczała fizycznego ludobójstwa, tak jak miało to miejsce w przypadku Żydów w Europie Wschodniej w tamtym czasie, może podlegać odpowiedzialności karnej na podstawie kanadyjskiego prawa o ludobójstwie.

Kiedy spotkałem się ponownie z Ann Charney, opowiedziałem jej o opinii Weisborda na temat Chomiaka. Nie była zaskoczona. Prawo jasno stanowiło, że nawoływanie do ludobójstwa jest przestępstwem.

Wątpiła jednak, czy nawet gdyby Chomiak żył, a ustawa o ludobójstwie miałaby moc wsteczną, ktokolwiek w Kanadzie lub Hadze faktycznie by go ścigał. Doświadczenie pokazało, że ukraińscy kolaboranci nazistowscy w Kanadzie byli gatunkiem chronionym.

Jest to adaptacja fragmentu książki „Family Ties: How a Ukrainian Nazi and a living witness link Canada to Ukraine today”, opublikowanej w październiku 2024 r. przez Lorimer. 

 

 https://breachmedia.ca/chrystia-freelands-denials-grandfather-complicit-nazi-genocide/