Page 2 of 2
Na tem tle toczyła się sprawa mego artykułu w » Myśli Niepodległej”. W obronie zagrożonej »S. D. K. P. i L.« — przedniej straży żydowskiej, walczącej z Polską i starającej się ją »utrupić« rękami ludu polskiego — zerwało się jak jeden mąż całe żydostwo zagranicą. Cel tej kampanii był jasny: ponieważ sama »S. D. K. P. i L.« nie mogła odeprzeć moich zarzutów, gdyż fakty przeze mnie przytoczone, były zbyt jaskrawe ? nieubłagane, by można je było przemilczeć i obalić, więc trzeba było ją uwolnić od dania odpowiedzi ogółowi i to za wszelką cenę. I tu żydzi duży spryt wykazali. Zdobywszy hegemonię w koloniach zagranicznych i oswoiwszy »gojów« postanowili wyzyskać tę swoją uprzywilejowaną sytuację, by ratować socjał-litwactwo z opałów. Aby nie dopuścić do rozpatrzenia moich zarzutów, skierowanych przeciwko działalności określonej grupy żydowskiej, cała skłębiona masa »żydków-kombinatorów«, pospolitych szachrajów, »kradków«, «prostytuujących się żydóweczek”, zawodowych pornografów, defraudantów pieniędzy publicznych i t. d., i t. d. hurmem rzuciła się na »odszczepieńca”, by go zlinczować moralnie, »potępić«, «napiętnować”, podając swój wrzask — wrzask najmniej etycznych elementów żydowskich (') — za opinię młodzieży p o 1 s k i e j i w ten sposób załatwić się z całą sprawą. Zwoływano hałaśliwe wiece żydowskie i to nawet w rocznicę listopadowego powstania, na których litwacy grozili w języku «państwowym” narodowi polskiemu, a nieszczęśni «Polaczkowie” potulnie im przytakiwali, bijąc się w piersi i przysięgając, iż zawsze wiernie przy Izraelu stać będą. Smutny to był zaiste widok, i mimo woli wyrywał się okrzyk z piersi: matki polskie, jak wyście wychowały swoje dzieci, co z taką zaciekłością występują przeciwko swej ojczyźnie? Z owych «Polaków” zwrócę uwagę ogółu tylko na dwóch, ponieważ pragną oni odgrywać pewną rolę w społeczeństwie. Jednym z nich jest niejaki p. Witold Giełżyński, który żądał na pewnym, zresztą nieprawomocnym zebraniu » Bratniej Pomocy” w Paryżu oddania mnie pod sąd za «nieetyczny postępek” piśmiennie na jakiejś liście i to wraz z tymi elementami żydowskimi, o których, zwłaszcza żydowek, głębokiej demoralizacji — nieraz mnie informował! Aby zaś zaszkodzić znienawidzonemu i szykanowanemu zagranicą przez żydów ruchowi filareckiemu wśród młodzieży polskiej, w »Kurierze lubelskim” z dnia 31 maja 1910 w art. „Staremi szlaki”, podawał, iż jedyny powód powstania «Filarecji”, — to: »dążenie do założenia wśród młodzieży ekspozytury jednej z naszych partii, partii, której ekstrawaganckie poglądy i nieobliczalna polityka nie znajdują już posłuchu wśród mas robotniczych i która szuka teraz dla siebie zarybku(s) wśród niewyrobionej, czułej na głośno brzmiące hasła młodzieży”.
Aby uzupełnić charakterystykę owego pana, dodam, iż w Paryżu nie tylko występował jako zaciekły filosemita i antypolak, lecz pozował jeszcze na ideologa proletariatu polskiego, a wróciwszy do kraju i ostawszy się «redaktorem* tegoż «Kuriera lubelskiego”, jak typowy aferzysta, umieszcza artykuły, głoszące, iż solidarności mieszczaństwa żydowskiego trzeba przeciwstawić solidarność mieszczaństwa polskiego...
r) Jak podawały pisma nasze, żydzi zagraniczni uważają napływowych żydów z Polski i Rosji za hańbą swego narodu.
s) Wszędzie dalej podkreślenia nieoznaczone są moje.
Drugim jest p. Jan Stróżecki, którego najbardziej żydzi w kolonii paryskiej wysuwają przeciwko dążeniom polskim. Wyzyskując do krańcowości jego wprost fenomenalny niedorozwój umysłowy, Dopychają go oni do czynów, wstręt i obrzydzenie budzących w każdej uczciwej jednostce. P. Strożecki 1° publicznie na jednym zebraniu rzucił oszczercze oskarżenie pod adresem »Koła«, — stowarzyszenia młodzieży narodowej w Paryżu — iż jest gniazdem morderców; 2° wygłosił odczyt, będący jedną haniebną w całym tego słowa znaczeniu napaścią na Polskę i starał się publicznie domyślić, kto może być autorem pewnej bardzo nielegalnej książki. 3° gdy znany historyk M. Handelsman, oburzony tym jego odczytem, odpowiedział innym »Co Polska dała światu«, w którym wykazał jego nieuctwo, jeśli nie coś gorszego — p. Stróżecki miał dość czelności, by fałszować przy p. Handelsmanie cytaty z jego dzieł, a sprostowany przez autora, oświadczyć »to wszystko jedno”.
O innych nawet mówić nie warto, zwłaszcza o żydach i żydówkach, którzy by przynajmniej jakie takie pozory zachować, nie powinni byli bawić się w żadną »etykę«, gdyż ta, raz postawiona, fatalnie przeciwko nim zwrócić się musi
Ponieważ celem tej naganki było salwowanie socjał-litwactwa. więc nie cofano się przed żadnymi środkami, z elementarną etyką nie mającymi absolutnie nic wspólnego, byleby tyko «załatwić się«. Wyrachowanie żydów polegało na tem, że w razie oddania mnie pod sąd za rzekomo nieetyczny postępek przez Bratnią Pomoc Młodzieży Polskiej w Paryżu, upada tem samem całe znaczenie mego wystąpienia, a »S. D. K. P. i L.«, o której wszyscy wiedzieli, iż nie jest w stanie dać odpowiedzi, będzie tem samem zwolniona od niej. Lecz żydzi się przerachowali fatalnie: l° nie umieli się zdobyć na odrobinę bezstronności i etyczności; przy prowadzeniu tej sprawy dokonali tylu szujostw, że wzburzył się w końcu cały ogół polski; 2° żydzi nie liczyli się z tem, iż sprawa toczy się przed opinią polską i że w samej »Bratniej Pomocy” element polski jest dość silny;
3° żydzi nie byli w stanie zrozumieć, iż jeśli się kogoś oskarża o coś, to trzeba to motywować — i żadną miarą nie mogłem przekonać co do tego Zarządu » Bratniej Pomocy”, opanowanego przez żydów, który próbował się osłaniać przed moim zarzutem niemotywowania nieistniejącemu uchwałami nieprawomocnych zebrań!
Wynikiem tego wszystkiego było, iż walne zebranie »Bratniej Pomocy Młodzieży Polskiej w Paryżu«, zwołane na moje żądanie, odrzuciło pretensję żydów do sądzenia mnie za zdemaskowanie właściwego oblicza socjał-litwactwa; ponieważ zaś wniosek — nie wiadomo czyj i nie wiadomo dlaczego postawiony — oddania mnie pod sąd upadł głosami polskimi przeciwko żydowskim, więc stąd jasnym było dla wszystkich, że gdyby do Bratniej Pomocy« należeli tylko Polacy, sprawa tego rodzaju nigdy nie mogłaby być postawiona na porządku dziennym. (‘) Honor » Bratniej Pomocy” został więc uratowany,, lecz kiedy jednak nastąpi sanacja tej instytucji i w ogóle stosunków zagranicznych?
Los chce widać, żeby sprawa przeze mnie podniesiona Ujawniała właściwie oblicze żydów, pozornie nawet zupełnie «spolszczonych”. Wychodzi w Krakowie miesięcznik «Krytyka”, redagowany przez żyda, p. W. Feldmana, «historyka literatury polskiej”, «przedstawiciela idei Polski Niepodległej”, «szermierza postępu polskiego”. I oto, gdy najzacieklejszy wróg polskości, sprawy polskiej i niepodległości Polski — «S. D. K. P. i L.« znalazła się pod pręgierzem całego ogółu polskiego, wtedy na odsiecz socjal-litwactwu pośpieszył — p. W. Feldman. Maska spadła od razu: pod parciem niepokonanej solidarności rasowej prysła rzekoma polskość, a idea Polski Niepodległej, tak droga każdemu sercu polskiemu, na pośmiewisko została wystawiona. Jest to zjawisko tem bardziej zasługujące na uwagę i tem głębsze nasuwające refleksje, iż w tej samej; «Krytyce”, w lutym 1911 r. (a więc po moim art. w «Myśli Niepodległej”) umieszczony był artykuł K. Stefańskiego p. t. «Współczesne stronnictwa polityczne w Królestwie Polskiemu”, w którym na str, 82 w ten sposób została scharakteryzowana taktyka >S. D. K. ?. i L.«: »Starały się one (partie socjali-
0 Patrz cytowany wyżej art. w »Gońcu* — »Młodzież polska na obczyźnie», gdzie obszernie przebieg tej sprawy opisałem.
styczne) poszczególne przejawy ruchu masowego wyzyskać na swoją korzyść lub też wprost dla reklamy. Rozbita ideowo P. P S. zatraciła swą indywidualność. Kosztem jej wzmogły się w opinii S. D. i Proletariat, stojące zdawna na gruncie państwowości rosyjskiej i one też w tym czasie rozpoczynają wzmożoną konkurencję z P. P. S. Konkurencja ta odbija się boleśnie na skórze proletariatu i doprowadza do zbrodniczej wprost lekkomyślności, jak choćby iście ohydne urządzenie przez S. D. manifestacji Igo maja w Alejach Jerozolimskich, podczas strejku powszechnego, urządzonego przez P P. S. Manifestacja ta, idiotyczna w pomyśle i lekkomyślnie wykonana, kosztowała lud 31 zabitych i drugie tyle rannych. (Ofiar było znacznie więcej, przyp. mój). Dopiero po pięciu latach wywoła ona : ci ę ż k i e zarzuty dla inicjatorów i polemikę, na razie zaś stała się ta właśnie manifestacja punktem wyjścia dla szeregu strejków powszechnych, urządzanych za pomocą terroru. W początkach będzie to robiła S. D., a później i P. P. S., w końcu stanie się to wreszcie regułą i zdezorganizuje w zupełności ruch robotniczy. Do tegoż rodzaju konkurencyjnych objawów zaliczyć należy czerwcowe zaburzenia łódzkie, kosztujące przeszło setkę ofiar (ofiar było do 1500, przyp. mój) proletariat polski, w rezultacie zaś niosące jedynie reklamę dla S. D., która wreszcie wysunie się na czoło ruchu socjalistycznego w Polsce, umieściwszy zmodernizowaną P. P. S. w swym ogonie. »Proletariat« zbyt słaby liczebnie i przeważnie na młodzieży szkolnej oparty nie zdobywał się na takie rzeczy... Słowem ruch masowy nie miał z nich (S. D. i Proletariatu) wielkiej pociechy, a raczę’ niewygodę i szkodę, stały się one na razie jego pasożytem jedynie”.
Zdawałoby się więc, iż p. Feldman, drukując powyższy artykuł, tem samem potępił działalność socjał-litwactwa w jej przejawach najjaskrawszych, a już żadną miarą, jako apostoł niepodległości Polski, nie mógłby sympatyzować z »organicznym wcieleniem” »trupa Polski« do państw zaborczych z taką zaciekłością głoszonym przez nie. Ze skruchą też muszę przyznać, iż liczyłem na poparcie organu p. Feldmana w mej akcji, co by poniekąd zamanifestowało wobec opinii polskiej, iż Polacy pochodzenia żydowskiego jeszcze istnieją. Stanowisko tego rodzaju tem bardziej było dla mnie zrozumiałem, iż rezolucja Polskiego Zjednoczenia Postępowego w kwestii żydowskiej (opublikowana w »Prawdzie« No 15, 1910), rezolucja, pod którą podpisała się nawet »Nowa Gazeta* między innymi opiewała: Solidaryzowanie się i czynne popieranie dążeń politycznych narodu polskiego przez żydów jest bezwzględnie koniecznym warunkiem pokojowego współżycia Polaków i żydów.
Obowiązkiem społeczeństwa polskiego i żydowskiego jest energiczne zwalczanie grup żydowskich, głoszących zasady egoizmu narodowego, obojętności lub przeciwstawienia się interesom narodu polskiego. Żydzi wyodrębniający się są żywiołem obcym, a w pewnych warunkach i stosunkach — wrogim. W końcu rezolucja potępia projekt Bundu — sojusznika »S. D. K. P. i L.« — co do podziału Polski między Polaków i żydów, orzekając dobitnie, iż »dla zwalczenia tego rodzaju dążeń naród polski będzie miał zawsze dostateczną siłę”.
A więc p. Feldman nie mógł nie wiedzieć, jak się był powinien zachować. Nadomiar p. Feldman doskonale wiedział o szeregu artykułów W. Sedeckiego w » Przedświcie” o »socyal-Iitwactwie”, których »S. D. K. P. i L.« nie miała odwagi odeprzeć, a które najmniejszej wątpliwości nie zostawiały co do litwacko-antypolskiego charakteru tej osobliwej »partii«.
I oto nagle w „Krytyce” ukazuje się szczególne studium p. Baudouina de Courtenay p. t: „W sprawie antysemityzmu postępowego”, mające na celu za wszelką cenę zrehabilitować socjał-litwactwo i nacjonalizm żydowski!
Powyżej przytoczona cytata z art K. Stefańskiego, sama dostatecznie obalała wszystkie (przepraszam za wyrażenie) bzdurstwa p. Baudouin’a de Courtenay, zaś pominięcie staranne przez niego łódzkich walk bratobójczych, wydawania przez socjał-litwaków rozporządzeń w rodzaju „strzelać po łbach do prezydium” i t. p. od razu zdradzały tendencyjność wystąpień p. Baudouin’a de Courtenay, mniemającego, iż jego znajomość filologii wszystko to pokryje.
W tych warunkach trudno zaiste było mi brać na serio zarzuty w rodzaju, iż pragnę »podbechtywać do pogromów«, »iż nasi «myśliciele niepodlegli” twierdzą, że «żydzi urządzali pogromy Polaków”, a twierdząc to, kłamią... zapominają że gorliwy chrześcijanin, podpułkownik dragonów Tichanowskij, urządzał w Siedlcach polowanie pogromowe na żydów, za co «antysemici postępowi” powinni mu być wdzięczni*. (Str. 156 Krytyka No 3, 1911) i t. p.
Pod adresem autora pracy niniejszej posypał się jeszcze szereg innych, bardzo brudnych napaści, między innymi p. Baudouin de Courtenay przyczepił się do mojego pochodzenia żydowskiego(l), nie mogąc mi darować, iż reagowałem w liście do redakcji «Myśli Niepodległej*, No 147, 1910 r., przeciwko »litwackiej Targowicy, która się chyłkiem, zdradziecko zakradła do naszych mas robotniczych, aby dla antypolskich szwindlów drobnomieszczańskiego nacjonalizmu żydowskiego wyzyskać siłę polityczną proletariatu polskiego przez stałe podjudzanie go przeciwko własnej ojczyźnie, co zostało przedrukowane w »Naprzodzie« w art. Heckera „Socjał-litwactwo« z dnia 1 go października 1905 i że nazwałem tamże «podłym żydkiem” pewnego «pisarza” żydowskiego, który w warszawskim «Młocie*, głośnym ze swych wybryków antypolskich, starał się pod polskim pseudonimem «Kamieński* wpoić w robotnika polskiego przekonanie, iż ojczyzna jego — to »trup«. (NB. w No 128 «Czerwonego Sztandaru”, ze stycznia 1907, we wstępnym artykule są takie wyrażenia jak »żydko-postępowcy« (sic) i t. p., a wszak jest publiczną tajemnicą, iż wszyscy niemal działacze i pisarze tej «partii” są to żydzi — i to bardzo zaciekli).
Ponieważ jednak p. Baudouin de Courtenay zapatruje się na sprawy polskie z punktu widzenia państwowego liberalizmu rosyjskiego, co niezbyt się godzi z apostołowaniem hasła niepodległości przez p. Feldmana, więc tenże zmuszony był umieścić (na str. 153, No 3, 1911) uwagę od redakcji następującą:
«Krytyka” nie jest organem Partii żadnej, pole dla siebie mają tu przedstawiciele różnych odłamów lewicy polskiej. W szczególności czcigodny profesor Baudouin de Ccurtenay,
‘J Pomimo mego pochodzenia żydowskiego jestem Polakiem i tylko Polakiem, podczas gdy p. de Courlenay uznaje wielonarodowość i dlatego być może tak protestuje przeciwko krytykowaniu żydów nie może być podporządkowany żadnej obcej sobie ideologii, (zwłaszcza ideologu polskiej, dodajmy od siebie) i przemawia tu od siebie ze swobodą, wobec której jesteśmy dalecy od roli cenzorskiej «.
Wszystko dlatego, iż pospieszył na odsiecz socjał-litwakom! Lecz właśnie ta uwaga redakcyjna upoważniała mię do przypuszczania, iż „Krytyka” umieści moją odpowiedź, bardzo rzeczową i spokojną, lecz nie mniej obalającą bezwzględnie wszystkie wywody p. Baudouin’a de Courtenay. Do odpowiedzi tej załączyłem broszurkę «Jeszcze o pogromach” i odezwę »Pod pręgierz”, gdzie obszernie umotywowałem swoje oskarżenia i wskazałem publicznie sprawców tych «zbrodniczych wprost lekkomyślności''. Na to otrzymałem następującą odpowiedź od p. Feldmana z dnia 16 marca 1911 r.:
Szanowny Panie!
Rękopis musiałem zwrócić. P. prof. Baudouin drukował dosłownie cytaty — oświetlenie ich musi być jemu pozostawioną (zupełnie się z nim zgadzam), a intencja i motywy Pana są dla »Krytyki« zupełnie obojętne.
Z winnym szacunkiem W. Feldman.
Etyka Szulchan Aruchu odezwała się w p. Feldmanie.
W » Gońcu warszawskim” z dn. 6 kwietnia 1911 r., umieściłem list protestujący przeciwko p. Feldmanowi, zaznaczając, iż z powodu wystąpienia p. Baudouin’a de Courtenay, posłałem do »Krytyki« nader wyczerpującą odpowiedź, zbijając jeden po drugim zarzuty, jako bezpodstawne i rozpatrywałem ze szczególną drobiazgowością smutnej pamięci łódzkie walki bratobójcze, zupełnie pominięte przez p, Baudouin’a de Courtenay i to głównie na mocy materiału zaczerpanego z Czerwonego Sztandaru4, malującego rolę w nich »S D K. P i L.« aż nadto wyraźnie. Otóż p. Feldman wbrew elementarnej zasadzie bezstronności i sprawiedliwości (audiatur et altera pars!) odpowiedzi mej umieścić nie chciał, uważając widocznie, że »Krytyka« nie na wszystkie dziedziny życia się rozciąga — przy czem oświadczył, iż się zgadza zupełnie z p.Baudouin de Courtenay (który, wątpię, aby się zgodził z postępkiem p. Feldmana).
Przeciwko tego rodzaju postępowaniu p. Feldmana zmuszony jestem zaprotestować, jako nie licującemu zgoła z etyką, ani z rzekomą bezstronnością, którą się pismo jego przechwala.
Nadomiar ostatnimi czasy, p. Feldman, apostołujący Niepodległość Polski, zaczął raptem umieszczać anonimowe artykuły, przepowiadające zagładę narodowi polskiemu, co wywołało gwałtowny protest prasy postępowej w Warszawie. Sam zaś w »Krytyce« z grudnia 1911 w art. wstępnym »Naród się zgubił (str. 221 i nast.) w ten sposób pisze:
„Orgie antysemickie, urządzane przez prasę nacjonalistyczną polską w dobie obecnej, rumieniec wstydu wywołują na czoło każdego człowieka, który się nauczył szanować mowę polską. W krótkim czasie zdołało kilka niesumiennych jednostek ciemną rzucić plamę na wielką, wiekową kulturę polską, zbrukać patriotyzm polski, narzucając mu tendencje czarnosecinne, gdy inni zbrudzili postępowość i wolnomyślność, rozpuszczając w niej wyroby klasztorne najobskurniejszych mnichów”.
Aby pouczyć p. Feldmana, jak dalekim jest on od rozumienia życia polskiego i jak bliskie są mu tylko interesy jego rasy, choćby się one najjaskrawiej przeciwstawiały dążeniom narodu polskiego — przytoczę tu w całości głośny artykuł, który się ukazał w redagowanej przez Al. Świętochowskiego „Kulturze Polskiej”, Nr. 12, 1 grudnia 1911, a więc mniej więcej w tym samym czasie, p. t. „Polska żydowska”.
Z zestawienia treści tego artykułu z powyższym ustępem z art. p. W. Feldmana każdy natychmiast spostrzeże, iż » Krytyka* nie jest już więcej organem postępowym polskim, i że z opinią jej nikt liczyć się nie powinien. Zarazem potwierdza to jeszcze raz smutny, lecz prawdziwy fakt, którego zatkać nie wolno, iż asymilacja zbankrutowała i to w swych pozornie najbardziej spolszczonych typach.
Oto treść art. „Polska żydowska”, który ze względu na pismo i autora, poruszy! całą opinię:
»Jest to naturalnym i nieuniknionym skutkiem polityki, wpychającej do Królestwa Polskiego, jako do głównego zbiornika, żydów z całego państwa, że oni w końcu uznali się współdziedzicami i współgospodarzami naszego kraju. Liczba daje silę, a siła — śmiałość.
Nic też dziwnego, że gdy spłynęły do nas fale t. zw. litwactwa, usłyszeliśmy od przybyszów słowa, które przejęły społeczeństwo polskie strachem i zgrozą. Strachem, bo ten zalew topi słabą naszą kulturę, zgrozę, bo nas chce wyprzeć żywioł, który nigdzie w Europie nie zdołał zdobyć dla siebie cala własnej ziemi, który, jak gromady wędrownych szczurów, wkopuje się w nory budynków całego świata. Więc w tym świecie tylko nasza ojczyzna jest oddana na pastwę przybłędów? Więc tylko naszą ziemię mogą uznać za swoją ludzie, niczym z nią nie związani, jej mieszkańcom wrodzy, którzy zatrzymali się w niej popasem? Chyba nic bardziej od tego skazania nie dowodzi, do jakiego stopnia jesteśmy sponiewierani, zlekceważeni, pozbawieni wszelkich praw opieki i obrony.
»Gazety warszawskie przytaczają artykuł niejakiego Szelita w hebrajskim Hazmanie, który każe nam błogosławić litwaków, jako apostołów wolności i kultury, a nadto radzi dokonywać krzyżowania ich z żydami miejscowymi dla wytworzenia nowej, doskonalszej rasy. Gdyby takie bezczelności odezwały się w Niemczech lub Francji, zdmuchnięto by je szyderstwem i nikomu nie zamąciłyby spokoju. Ale w kraju, gdzie jedno miasto (Warszawa) ma daleko więcej żydów, niż całe wielkie państwo Francja), posiadają one złowrogą wagę.
Naturalnie, poza rozwijaniem własnej kultury niema żadnego środka przeciw temu niebezpieczeństwu. Do jakiej miary w tej niemocy wyrośnie u nas antysemityzm, trudno przewidzieć To tylko pewna, że on na długo pozostanie jednym z głównych nerwów naszego społeczeństwa i że gdyby kiedykolwiek pękła przeciągnięta struna, patrzylibyśmy na wybuch gniewu i zemsty, którego bodajbyśmy nigdy nie oglądali.
Gdy tedy p. Feldman nie chciał umieścić mej odpowiedzi, przesłałem ją wraz z rzeczami przeze mnie już wydanymi »Jeszcze o pogromach” i »pod pręgierz” wprost p. Baudoum’owi de Courtenay, wskazując zarazem na postępek p. Feldmana.
Mimo to, p. Baudouin de Courtenay ani nie cofnął swych napaści pod adresem «Myśli Niepodległej« i jej współpracowników, ani nie protestował przeciwko nieetycznemu postępkowi p. Feldmana, więc wobec tego zacytuję tu z odpowiedzi »Myśli Niepodległej” p. t. »Filosemityzm po roku dyskusji« Nr. 179 i 180, sierpień 1911) niektóre ustępy (podkreślenia oryginału) :
»Rok upływa od chwili, gdy w Warszawie zapoczątkowana została dyskusja żydowska, w której wzięły udział wszystkie pisma, a nawet powstał szereg broszur. Ponieważ była to dla niektórych publicystów i pewnych ster niespodzianka nieprzyjemna, przeto w pierwszej chwili musiała z natury rzeczy powstać wielka kurzawa polemiczna, wywołująca wrażenie zamętu bezładnego. Ale kurzawa ta sztucznie wzdymana i podtrzymywana, musiała niebawem opaść. Płucom, które w piasek dmuchały, zabrakło oddechu. Polemiki ustąpiły miejsca rozważaniom zasadniczym, gromadził się materiał dowodowy, powstały nowe orientacje, wstąpiliśmy w okres nowych uświadomień,
I oto po roku, gdy dyskusja została wyczerpana i zamknięta, gdy każdy, kto chciałby dać do niej jakiś przyczynek, już liczyć się musi z tem, co zostało napisane i przeczytane, zjawia się broszura ([2]) profesora petersburskiego, p. Jana Bau douin’a de Courtenay, jako odbitka z krakowskiej »Krytyki« p. Wilhelma Feldmana, owoc półrocznej pracy tłoczni drukarskich, i chociaż czas był do namysłu, poprawek, uzupełnień, sprostowań celem uniknięcia zbyt jaskrawych fałszów, przekręcań, sofizmatów, dialektycznych koziołków i rozmaitej akrobatyki polemicznej, aby się bodaj nieco uszanować mogli autor i redaktor, rzecz zachowana została w postaci swej doraźności, zjawiając się, że użyję starego porównania obrazowego, »jak sowa w dzień”.
Zadawszy sobie pytanie, dlaczego p. Feldman, propagujący hasło zbrojnej walki o niepodległość, połączył się z liberałem petersburskim, stojącym mocno na gruncie państwowości rosyjskiej, A. Niemojewski pisze:
» Rzecz jest jasna, jak słońce. Chodziło o kwestię żydowską, a właściwie o pewien gatunek żydów, do których p Feldman instynktownie siebie zaliczył. Czuł, że zbliża Się ktoś do jego twarzy, chwyta za maskę i ciągnie. W bezprzytomnej panice zawołał do pana de Courtenay: »ratuj”. Chwycił się tego, jak tonący brzytwy, nie orientując się, że ta brzytwa nie uchroni go od zatonięcia i tylko przedtem odkraje mu palce Ale nie na tem koniec dziwów. Z programu wynikałoby, że ideą niepodległości i powstania zbrojnego przejęty p. Feldman, łamy swego pisma odda przede wszystkim takiemu szermierzowi, który uderzy na zażartych owej idei przeciwników, mianowicie na socjał-litwactwo, które w znacznym stopniu przyczyniło się do wywołania całej dyskusji żydowskiej ustawicznemu podszczuwaniem klasy robotnicze; przeciwko wszystkiemu, co polskie, które ogłosiło, że Polska to trup, po którym robotnik przejdzie do swych celów, które dla większego efektu fałszowało nawet historię i t. d. Zdawałoby się, że p. Feldman nie tylko żarliwie poprze tych, którzy wystąpili przeciwko socjał-litwactwu z protestem i odporem, ale sam rozwinie znaną swą na tym punkcie gorliwość. Nagle pokazało się, że nie, p. Feldman znalazł nawet słowa usprawiedliwienia dla autorów tego typu. To go nie zabolało, natomiast zabolało go co innego.
»Milczał p. Feldman, kiedy rozmaite »Kradki« kopały »trupa« Polski. Ale kiedy zawołałem na to : baczność panowie, abyście się na własnej skórze czasem nie przekonali, jak ten trup potrafi być jeszcze żywym, p. Feldman krzyknął: to jest pogróżka pogromu, a konfrater jego z »Nowej Gazety” dodał natychmiast: i to są też zarazem chętki rabunkowe” Podkreślając dalej, iż p. Feldman nie rozumie całkiem psychiki polskiej, przeto nie może być historykiem literatury polskiej, Niemojewski odpowiada w sposób następujący na oszczerstwo p. Feldmana co do »pogromowości” postępowców, socjalistów i wolnych myślicieli polskich:
Wyręczyły nas fakty. Sześć lat temu, Warszawa kilkakrotnie czuwała nocami całymi, aby nie dopuścić do pogromów, o których chodziły głuche wieści... Nie robiło się tego dla żydów, ale pro honore domus. Mieli ludzie ten dziwny gromadzki honor w kościach, zwany przez innych romantyką. Bo żydzi ? Odpowiedzieli nam na to w latach uspokojenia ustami nacjonalistów swoich: »Cóż, czy żądacie zapłaty!? Czy szczycicie się tem, żeście nie zrobili świństwa!? Można było nad temi gruboskórcami przejść do porządku dziennego. Swoją drogą, stara, głupia rycerskość polska dostana nauczkę: nastawiaj łba za tego rodzaju ludzi, jeszcze cię potem, gdy strach minie, wydrwią. Ko tak, ale przecież żaden z tych krzykaczy socjał-litwackich nie podawał się za Polaka, nie ślinił się z nami, nie głosił Polski niepodległej, nie apostołował zbrojnego powstania, nie mienił się heroldem naszego romantyzmu rycerskiego. Praw do połowy Królestwa plemię ich nie rościło, powołując się na Berków Joselewiczów, ale na procentowość posiadania przez kupno, choćby na licytacji i choćby po różnych romantykach, co to się wdawali w niepotrzebne rzeczy”.
Cóż jednak Dowiedzieć o człowieku, który się ogłasza historykiem literatury polskiej i w Tym samym tonie śpiewać nam zaczyna pieśni wdzięczności swego plemienia? Jak patrzeć na historyka, który dalej idzie od socjał-litwactwa, gdyż wprost posądza nas o chętkę urządzenia pogromów żydowskich? Który w taki sposób umie sfałszować naszą psychikę z dobrą lub złą wiarą? A przecież jego przyjaciel z »Nowej Gazety” zaraz dorzucił o chętkach »rabunku« żydowskiego mienia w tych »projektowanych” już całkiem konkretnie pogromach.
„Nie może bvć Przede wszystkim psychik, który nie umie odróżnić komendy »naród, baczność” od okrzyku: »hultajstwo, bić żyda«, wyargumentowanej dyskusji od pokrzykiwań »hep, hep« (nam przez p. Feldmana zarzucanych!), prostości badacza ud krętaniny i matactwa straganiarza”.
Załatwiwszy s:ę z p. Feldmanem, A. Niemojewski z kolei omawia wystąpienie p. de Courtenay.
»Na podstawie czego napisał p. de Courtenay swoją broszurę »W sprawie » antysemityzmu postępowego ? „Przeczytał dwa artykuły »Myśli Niepodległej”, »Do żydów” i »Uwertura żydowska«, oraz gdzieś drukowany jeden artykuł p. Appla o języku sztucznym esperanto. Tc było literalnie wszystko. Ale kto w lipcu 1911 roku wypuszcza broszurę »W sprawie » antysemityzmu postępowego«, a jest człowiekiem, który choć jedną nogą chodzi po ziemi, ten powinien się liczyć z faktami następującymi:
- Pojawiła się już przed czterema miesiącami broszura »Skład i pochód armii piątego zaboru« (A. Niemojewskiego), która traktowała zagadnienie rzeczowo i bardzo wyczerpująco. Może przemilczenie tej broszury jest dla pana de Courtenay bardzo wygodne, ale świat wytknie to takiemu pana, który aż z broszurami chce występować w doniosłych, jak mniema. »sprawach«.
- Pojawiła się broszura, niemal już książka, p. t. «Postęp na rozdrożu*, której także nie należało przemilczeć. I ona ukazała się również przed czterema miesiącami.
- Pojawiła się przed trzema miesiącami już nie broszura, ale w całem tego słowa znaczeniu książka, bo licząca 157 stron, p. t. «Socjał-litwactwo w Polsce«. I o niej p. de Courtenay nic nie wie-
- Pojawiła się wcześniej od tamtych wszystkich, bo z datą roku 1910, broszura »Korupcja w kierownictwie Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy*. Pan de Courtenay, który sprawę »bada« wedle swych »zasad\ swej »logiki” i swej „etyki”, nie potrzebuje naturalnie poznawać materiałów sprawy.
- W styczniowej księdze »Russkoj Myśli” pojawił się wyczerpujący referat o żydach: »Jewrejstwo i jewo nastrojenia”, znanego nacjonalisty żydowskiego, W. Żabotyńskiego z Odessy, jest to znakomita charakterystyka żydowstwa. I tej pracy p. de Courtenay nie czytał.
A zatem p. de Courtenay pominął właściwie wszystko, co się w edycjach osobnych na ten temat pojawiło, bo już nie będę przypominał istnego morza artykułów całej prasy polskiej”.
»Panu de Courtenay nie jest wcale potrzebne poznanie rzeczywistości, gdyż ma swoje »zasady«. Wprawdzie nauka dziś mniema, że wszelka zasada wysnuwa się z faktów, ale pan de Courter.ay jest takim uczonym, który chce fakty szpikować słoniną swoich zasad«.
Wszyscy świadkowie, zeznający przeciwko żydom polskim, zdaniem pana »profesora« de Courtenay, kłamią, gdyż to, co mówią, nie jest zgodne z jego — powiedzmy, tak jest — zasadami o żydach polskich.
Żydzi polscy powinni być tacy, jak to wskazują »zasady« naszego «badacza”.
»Z zarzutami przeciwko matactwu i korupcji Socjalnej Demokracji Królestwa Polskiego i Litwy wystąpili ludzie, którzy dawniej byli cziormami tej partii. Pan de Courtenay, który naturalnie pojęcia nie ma o tem, co się działo w partii i kto w niej rejwodził, potępia w czambuł tych świadków, nazywa ich oszczercami etc. etc.
Ludzie ci wszelako podjęli zadanie niewdzięczne, narazili się na napaści, jeden z nich chciał się nawet poddać pod sąd obywatelski i wzywał kierownictwo partii Socjalnej Demokracji Królestwa Polskiego i Litwy, aby się upomniała o swój honor. Lecz kierownictwo tej partii stchórzyło i sądu nie przy jęło, wiedziało bowiem, iż sąd taki byłby dla jej opinii zabójczy. Przecież fakt ten został ogłoszony drukiem. Rozumie się. że wszystko to razem wzięte bardzo się przyczynia do podniesienia kredytu moralnego owych świadków. Dlaczego mamy im mniej wierzyć, niż profesorowi de Courtenay, który opuszcza, się na takie kawały, iż wmawia w ogół, że »Myśl Niepodległa” obrała sobie za punkt wyjścia tezę o jedności polskości i katolicyzmu? Albo takie, iż w pisarzach » Myśli Niepodległej” i » Prawdy « działa pretensja do żydów, że Pana Jezusa powiesili? Jakaż pretensja 'działa« w psychice pp. Auerbacha, Unszlichta i innych?
Jak wierzyć panu de Courtenay, gdy ze znaną sobie furią rzuca się na ludzi za ich powiedzenia, zasłyszane widocznie od plotkarzy, ale nie czytane?
Przez socjał-litwactwo« Sedecki rozumiał tych żydów InewsKirh, którzy lata całe stali na czele Socjalnej Demokracji Królestwa Polskiego i Litwy, z nienawiści ku Polakom zbadawszy całą swoją teorię polityczną i socjalną. Wyrażenie „socjał litwactwo” jest niezaprzeczoną własnością Sedeckiego, więc tylko w jego impertynencji powinno być brane i rozumiane Lecz oto zjawia się »profesor«, badacz, człowiek »zasad”, »etyk:« i logiki-, który na str. 50 w rozdziale »Litwacy« tak pisze:
tylko litwacy, nie zaś »socjał-litwacy‘. Ta ostatnia nazwa jest wyzwiskiem nietrafnym i niesprawiedliwym
Tu widać całkiem wyraźnie, że -profesor« nie czytał Sedeckiego. Właśnie byłoby «wyzwiskiem” i to »nietrafnym i 3niesprawiedliwym", gdyby się chciało wszystkich t. zw. litwaków, czyli żydów litewskich nazwać »socjał-litwakami«, więc albo w ogóle socjalistami, albo członkami i zwolennikami Socjalnej Demokraci Królestwa Polskiego i Litwy.
Tym, którzy zdemaskowali niejakiego K Radka, jako zwyczajnego złodzieja, który nawet fundusze partyjne rozkradał, rozpędzony p. de Courtenay zarzuca «instynkty wywiadowcze” Dlaczego? Gdyż przypadek zrządził, że K Radek Jest żydem. Więc demaskowanie takiego złodzieja będzie „antysemityzmem postępowym» ?
Pan de Courtenay kończy swą broszurę w ten sposób:
Jestem ogromnie zły na siebie za stracenie tylu godzin czasu na tę kwestię, za napisanie rozwlekłego artykułu i za nudzenie czytelnika. Do tego dołącza się obawa, że mogę się wydać »politykom praktycznym i rwącym to, co się da urwać w danej chwili, dziecinnym albo też zarozumiałym marzycielem, roztaczającym swe wizję i mrzonki zamiast rad, mogących być urzeczywistnionymi.
Otóż bronią się Wizje wizjami, mrzonki mrzonkami, ale zasady zasadami. Sądzę, że działanie nawet polityczne nie oparte na zasadach i pozostawione związku z ogólnym tłem dziejowemu i społecznej, nie może dać trwałych wyników«.
Słuszne są przewidywania p. de Courtenay, ciągnie Niemojewski- Słusznie był zły na siebie za stratę czasu, za rozwlekłość i za nudzenie czytelnika. Bardzo trafnie przewidywał, iż wyda się dziecinnym i zarozumiałym, i nadzwyczaj trafnie powiada, że wszelkie działanie, nie oparte na zasadach, trwałych rezultatów dać nie może. Takich bowiem zasad jest pozbawiony całkowicie on sam i jego książka. Przeczy ona faktom, przez innych mozolnie ustalonym; wykazuje zupełną nieznajomość kwestii, którą omawia; autor jej fałszywe daje charakterystyki swych przeciwników, napisał nie pamflet, ale paszkwil, przeważnie niedorzeczny, często nieuczciwy, gdy na przykład mniema, iż »Myśl Niepodległa” za punkt wyjścia obiera sobie tezę o jedności katolicyzmu z polskością.
Ale nie nam — sobie jedynie zaszkodził p. de Courtenay. Dziś stracił on w sferach postępowych opinię człowieka poważnego i szanowanego. Mówi się o nim, wzruszając ramionami. Co zaś sądzić będą o nim jego koledzy naukowi, że się puszcza na fale takiej demagogii, to im już zostawiamy. Sadzimy tylko, ze »uczony powinien by się nieco szanować i nie puszczać się na „kawały«, godne ulicznego krzykacza. A najmniej przystoi » uczonemu « kłamać, zmyślać i kręcić. Resztką przytomności umysłu, jaka panu de Courtenay została, niechaj poskromi swe wybryki, swój temperament i swoje chętki, a niechaj wie, że jeśli puszcza w świat o ras nikczemną bajdę, iż chcieliśmy sprowokować lub urządzić pogromy żydowskie, to mamy na to tylko jedną odpowiedź: pan profesor Jan Baudouin de Courrenay, członek wielu akademii umiejętności i innych ciał naukowych, nie jest człowiekiem honoru i czci obywatelskiej, jeżeli rzuca na ludzi uczciwych . ideowych tak bezecne oszczerstwa, nie zasłużył na dalsze podawanie ręki i powinien być wyświecony z towarzystwa osób, szanujących swój honor. Obowiązani jesteśmy tak stawiać kwestię, gdyż honor nasz został zaatakowany w sposób niegodny, a cześć nasza jest dla nas wszystkie m. Badamy, rezultaty badań naszych ogłaszamy i ponosimy za to konsekwencję
Gdy tym sposobem wszyscy obrońcy socjał-litwactwa zamilknąć w końcu musieli, gdy naganka na mnie zorganizowana zagranicą przez żydów i ich »lenników«, jak mówi Prus, poniosła fiasko okropne i otworzyła w dodatku oczy ogółowi na stosunki, panujące w koloniach zagranicznych, wtedy żydzi, zamiast zrehabilitować się przez poparcie mej akcji i ułatwienie mi zdemaskowania winowajców owych pogromów ludu polskiego, zaczęli w haniebny wprost sposób terroryzować moich rodziców, sądząc, że tem zmuszą mnie do zaniechania tej sprawy. Taka to jest logika i etyka tej dziwnej rasy, uznającej wszelkie środki za godziwe w walce z narodem, który dał jej przytułek!
Aby osłonić mych rodziców przed napaściami ze strony żydów, byłem zmuszony umieścić protest publiczny w » Gońcu « z d. 30 maja 1911 r. Na próżno wskazywałem w tym liście, jak i w broszurce «Jeszcze o pogromach”, iż interesy najżywotniejsze samego żydowstwa wymagają jak najszybszego rozwiązania tej litwackiej organizacji, gdyż dalsza jej działalność w duchu dotychczasowym może na nich ściągnąć straszliwą klęskę pogromów — ogół polski nie pozwoli się wiecznie prowokować odezwami w rodzaju » grunwaldzkiej « lub z powodu sprawy szkolnej, wydawnictwami jak „Młot«, nie mówiąc już o krwawych eksperymentach żydowskich na skórze ludu polskiego. Jakieś fatum złowrogie zaciążyło nad żydowstwem, w zaślepieniu rasowemu nie widzące, co czyni i dokąd idzie.
Ani jedno pismo żydowskie nie potępiło dotąd działalności »S. D K. F. i L.«. Przeciwnie, w chwili gdy socjał-litwactwo — jeden z najkrwawszych cierni w męczeńskiej Polski koronie -- zostało publicznie przez «Przedświt” i »Myśl Niepodległą” zaatakowane, »od Jackara do Feldmana” zwartą falangą ruszył Izrael przeciwko Polsce...
Jakże jednak zachowywała się sama »S, D. K. P. i L.« w czasie, gdy tyle wrzawy o nią żydzi podnosili ?
Już w broszurce » Jeszcze o pogromach « wskazałem na objaw charakterystyczny, mianowicie na uporczywe milczenie z jej strony, gdy w „Przedświcie» z r. 1910 ukazał się szereg artykułów W. Sedeckiego o socjał-litwactwie rzucających jaskrawe światło na istotę »S. D. K. P. i L.«. W Nr. 134 «Myśli Niepodległej « z r. 1910 ukazało się ich streszczenie w artykule p. J. Kurnatowskiego p. t. »Socjał-litwactwo«, i tem samem stały się one znane do pewnego stopnia całemu czytającemu ogółowi w Królestwie. Mimo to organizacja ta ‘wciąż próbowała trzymać się swej taktyki przemilczania, póki nie zaczęto ich cytować w czasie wielkiej debaty polsko-żydowskiej w drugie] połowie 1910 r. Wtedy dopiero w afiszującym się swym »Socyal-dem0kratyzmem«, warszawskim Młocie1 (Nr. 10, październik 1910) znalazła się na nie odpowiedz sui generis w' postaci jakichś podejrzanych »informacji z zagranicy* o ich autorze, by zmusić go do autodenuncjacji; przeciwko temu ostro protestował „Przedświt” Nr. 11 («Odpowiedz na brudne napaści»), gdzie między innymi w odpowiedzi na insynuacje »Młota« co do rzekomej tchórzliwości Sedeckiego, przytoczył, powołując się na K. Zalewskiego, iż główny bohater i dyktator esdecyi, »Tyszko« przebywał niemal cały czas zagranicą.
W roku 1911 ukazała się książka W. Sedeckiego p. t. »Socjał-litwactwo w Polsce», na którą powoływały się pisma najrozmaitszych kierunków Otóż »S. D. K. P. i L.« nie była w stanie odpowiedzieć ani na mój; artykuł „Pogromy i pogromcy” w »Myśli Niepodległej«, ani na broszurkę »Jeszcze o pogromach”, zawierającą streszczenie artykułów W. Sedeckiego, analizę taktyki socjał-litwactwa oraz jego własną odezwę: »Jak nie należy urządzać demonstracji«, stawiającą olbrzymi znak zapytania nad całą tą »partią«, ani na odezwę »Pod pręgierz«, gdzie wskazałem, kto organizował te pogromy, nawet wtedy, gdy została ona przedrukowana prze? «Goniec* w art. » Walka z socjał -litwactwem” z dnia 18 maja 1911, ani na szereg mych listów i artykułów w »Gońcu« (13 maja i9!l, 30 maja 1911, 18 czerwca 1911, 7, 8, 9 czerwca 1911, 10 listopada 1911). Z tych ostatnich zwłaszcza odpowiedź » Izraelicie» (13 maja 1911), odpowiedź «Wolnemu Głosowi» p. t. »0 pogromy ludu polskiego« (18 czerwca 1911), oraz art. «Tyszko Ska« (10 listopada 1911), ujawniały zupełnie wyraźnie, iż niemoc »S. D. K. P. i L.« wytłumaczenia się przed ogółem z tych wszystkich zarzutów jest dla niej wyrokiem śmierci.
Zaś brudne napaści, obficie sypane pod moim adresem w warszawskich organach Warskich i Kradków, przy milczącym potwierdzaniu przytaczanych przeze mr.ie faktów i argumentów, tem dosadnie; malowały beznadziejne położenie socjał-litwactwa.
Na zakończenie tego rozdziału podam treść odezwy »Pod pręgierz«, wydanej w Paryżu, w styczniu 1911 i przedrukowanej przez »Goniec« warszawski.
Pod pręgierz!
-S. D. K. P. i L.« zachowuje grobowe milczenie, kryjąc się przezornie za wrzaskiem, który w jej obronie podnoszą nacjonaliści żydowscy różnych kierunków i sekundujący im nieliczni renegaci polscy. Nic dziwnego! Jej własna odezwa z grudnia 1904 r jest publicznym aktem oskarżenia przeciwko niej, dowodzi bowiem niezbicie, iż zbrodnie potworne, dokonane przez tę organizację. były jej narzucane świadomie przez kierownicze centrum tej ’Partyki*. Powoływanie się bowiem na lekkomyślność lub niepoczytalność jej kierowników « nie może w ogóle służyć żadnemu usprawiedliwieniem, bo od kliki bez myślnych kretynów lub niepoczytalnych wariatów nie może zależeć życie i mienie szerokich rzesz ludu polskiego.
Zresztą co do świadomości ’kierowników” — odezwa powyższa rozwiewa ostatnie wątpliwości.
Lecz odpowiedzialność moralna za te zbrodnie spada jednak na całą organizację, choćby je popełniała całkiem bezwiednie, idąc tylko za impulsem dawanym z »góry«. Zauważmy bowiem, iż wszystkie pogromowo-antypolskie eksperymenty «kierownictwa* tej organizacji mogły się udawać tylko w stosunku do Polaków. Nie ulega najmniejszej wątpliwości,., iż gdyby który z socjał-litwackich » kierowników* próbował wywołać analogiczną akcję, skierowaną przeciwko ideałom,, życiu i mieniu mas żydowskich, wnet by przeciwko temu ostro zareagował instynkt rasy żydowskiej, która tę organizację stworzyła i udaremniłby w zarodku tego rodzaju »taktykę«.
Przeciwnie! Ilekroć najlżejsze, choćby zupełnie urojone niebezpieczeństwo zagrażam żydom, natychmiast >S. D. K, P. i L.« śpieszyła mobilizować w ich obronie proletariat polski. Dlaczegóż więc ten zbawienny instynkt nauczał. gdy szło o » gojów”. Skąd taka różnica w reagowaniu na krew polską i żydowską?
Jasną tedy jest rzeczą, że gdyby nawet najbardziej zdemoralizowane indywidua siały na czele tej organizacji, nigdy by im się nie udało wywołać owych rzezi (,w imię » trupa Polski <!), gdyby ta organizacja była polską: instynkt łączności narodowej z ludem polskim stanąłby temu na przeszkodzie i doprowadziłby do wyrzucenia owych indywiduów z organizacji.
Lecz czyż można owe pogromy wytłumaczyć samą tylko » żydowskością « »S. D. K. P. i L.«? Że nacjonaliści żydowscy są obojętni na męki i katusze Polski i lubią z nich publicznie podrwiwać, że ich nie wzruszają krew i łzy ludu polskiego i mogą niemi lekkomyślnie szafować — to jest zupełnie zrozumiałe i oczywiste.
Lecz przypuścić, iżby mogły się znaleźć takie warstwy w żydostwie, które by pragnęły świadomie napawać się cynicznie cierpieniami Polski i pławić się w potokach krwi polskiej — to byłoby wyraźnym oszczerstwem, rzuconym na żydów. Z nieubłaganą więc logiką musi to naprowadzić na myśl, iż tu, poza antagonizmem tej organizacji, kryje się niesłychana, potworna korupcja w jej kierowniczym centrum, umiejętnie wyzyskująca dla swych ohydnych pogromowo - antypolskich celów antagonizm tej organizacji, które, czujność i świadomość są uśpione, ponieważ wszystkie te eksperymenty nie są skierowane przeciwko żydom. Tym sposobem wprawdzie moralna odpowiedzialność spada na całą organizację, lecz karna tylko na jej naczelne kierownictwo, które podeptało cynicznie nakazy własnej odezwy-
Doszedłszy do tego wniosku, aby zapobiec wznowieniu tych » eksperymentów - — znanych mi tylko z opowiadań i opisów, gdyż, niestety, bezpośrednio z niemi się nie stykałem — umieściłem w »Myśli Niepodległej«: art. » Pogromy pogromcy”, który był sygnałem ostrzegawczym dla ogółu przed ta organizacją. Wrzawa, jaka się podniosła — przy uporczywym milczeniu ze strony samej »S. D. K. P. i L.— wykazała, iż wystąpienie moje było koniecznym.
W broszurce «Jeszcze o pogromach obszerniej pisałem î umotywowałem swoje poprzednie twierdzenia.
Teraz więc z kolei trzeba wykryć winnych owych zbrodni. Doszliśmy, że odpowiedzialność karna za nie spada na kierownicze centrum, w którem korupcja wszechwładnie zagnieździć się musiała. Jak wiemy VI. Zjazd tej »partii” uchwalił wznowienie tej «taktyki”.
Kto na tym zjeździe żądał tego? Kio narzucił ją zjazdowi? Idzie, rzecz prosta, o faktycznych inicjatorów, nie zaś podstawione figury.
Bo ogół ma zupełnie fałszywe pojęcie o tem, kto stoi faktycznie na czele tej organizacji i o wszystkich jej akcjach decyduje
Głównym kierownikiem tej organizacji, rządzącym w niej niepodzielnie, jest jakiś litwak, t. zw. »Tyszko«. Na to wiele źródeł wskazuje. List K. Zalewskiego (znanego działacza tej »partii*) do »Towarzyszy« z »S. D. K. P. i L.* z końca 1908 r. wskazuje jako niezmiernie zgubny dla tej »partii< fakt — wszechwładne grasowanie w niej owego «Tyszki s który prawie wcale kraju nie zna (patrz wzmiankę o tem,
»Przedświcie«, Nr 1 -’Odpowiedź na brudne napaści» — o »bohaterze i dyktatorze esdecyi — Tyszce*)-
W. Sedecki w swych artykułach o »socjał-litwactwie« w „Przedświcie” tegorocznym niejednokrotnie zaznacza rozkładowy, jaskrawię antypolski, wpływ tego indywiduum. „Przedświt”, Nr. 1, str. 30: na czele organizacji S. D. stoi żyd rosyjski, który po dziś dzień nie nauczył się mówić ani pisać poprawnie po polsku, który z nienawiści do Polski uczynił swój program polityczny, a pod którego żelazna ręką ucinają się nawet najwybitniejsze figury „S. D. K. P. i L.« » Przedświt-, Nr. 4, str. 232. W owej klasowej i masowej» organizacji wszechwładnie rządzi litwak, nie mający absolutnie nic wspólnego ze społeczeństwem, ani z proletariatem polskim”.
Dalej w dodatku do Nr. 22 »Gołosa Socjał-Demokrata” zatytułowanego «Tryumf intrygi « (sTorżestwo klauzy*) >S. D K. P. i L.« jest nazwaną zjadliwie firmą ’Tyszko i Ska«, organizacja »mieńszewicka” oświadcza, iż nie uznaje nad sobą 'jurysdykcji Tyszki* i t. p.
Wreszcie Nr. 3 Solidarności Robotniczej«, organ opozycji w „S. D. K. P. i L.«, cały jest przepełniony walką z owym ^Tyszką- i tyszkowcami (jego narzędziami bezpośredniem')
- wyraźnie wskazuje, iż ów »Tyszko« jest wszechwładnym dyktatorem >S. D. K. P. i L.«.
Sprawa więc jest jasna: do odpowiedzialności karnej przed społeczeństwem polskim musi być pociągnięty ów litwak - dyktator, »Tyszko« — kto decyduje o wszelkiej akcji, ten za nią publicznie odpowiadać musi...
A wraz z nim trzeba pociągnąć do odpowiedzialności.- wszystkich „tyszkowców«, którzy posłusznie wszelkie jego nakazy przeprowadzają i w czyn wcielają.
Organizacja sama »S. D. K. P. i L.« winna być rozwiązaną, gdyż zbyt łatwo nadaje się do antypolsko- pogromowych eksperymentów (zapowiedzianych na nowo na jej VI. zjeździe).
Sąd winien dokładnie zbadać, dlaczego ów litwak- dyktator i klika owych »tyszkowców« — dopuścili do tych rzezi, komu były one potrzebne, oraz jaki jest charakter korupcji w centrum.
Tego domagają się krew, łzy i cierpienia ludu polskiego, tak obficie nagromadzone przez ową »partię« wreszcie cały ogół polski winien ostro przeciwko niej zareagować. Inaczej, »chyba, że sumienie w Polsce zamarło”...
[1]) Fakt analogiczny powtórzył się w stosunku do autora rzeczy ni
[2] »W sprawie® antysemityzmu postępowego*.
Aleksander Głowacki,
Bolesław Prus