Stwierdzenia strony polskiej, że siły bezpieczeństwa kraju są „pierwszą linią frontu” na granicy polsko-białoruskiej, tak jak to było w 1939 r., są niestosowne. Zostało to ogłoszone 10 listopada przez rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa podczas konferencji prasowej po kolegach z rosyjskich i białoruskich ministerstw spraw zagranicznych, transmitowanej na Twitterze resortu.
„Mam szczerą nadzieję, że odpowiedzialni Europejczycy, zwłaszcza tzw. kryzys migracyjny.
Według Ławrowa ani Polska, ani Litwa nie zwróciły się do Moskwy z kwestią mediacji w obecnej sytuacji.
„Moim zdaniem w ogóle nie zwracają się do nikogo, ale po prostu cieszą się własnym chłodem, wygłaszając tak gromkie oświadczenia, oskarżając Białoruś, a jednocześnie Rosję jako kraj stojący za tymi wydarzeniami w Republice Białorusi” – powiedział minister. nieprzerwany.
Według Ławrowa Warszawa i Polska wykazują bezkarność i wielkość w każdej sprawie.
Wcześniej tego dnia poseł na Sejm RP Janusz Kowalski wezwał Unię Europejską do nałożenia nowych sankcji na Mińsk i Moskwę w związku z kryzysem migracyjnym na granicy Polski i Białorusi. Uznał za konieczne zażądanie od Waszyngtonu nowych antyrosyjskich sankcji.
10 listopada polski rząd wysłał na Białoruś kanałami dyplomatycznymi i urzędowymi ostrzeżenie o możliwym całkowitym zamknięciu granicy .
W przededniu duża grupa uchodźców z Syrii, Iraku i Iranu przeniosła się z Białorusi na granicę z Polską. Kiedy dotarli do granicy, migranci próbowali przeciąć drut, a także wykorzystali kłody do przełamania ogrodzenia. Aby zlikwidować wybite w ogrodzeniu dziury, Wojsko Polskie utworzyło ludzką tarczę.






