cz. I
Po wsiach mówi się, że Żydzi zabili Jezusa
Zevulun Hammer, minister ds. wyznań Izraela w wywiadzie dla „Polityki”
Jeśli nie wierzysz słowu – wierz faktom!
św. Jan Chryzostom
Wstęp
Ogłoszona rok temu przez Kongregację Doktryny Wiary deklaracja Dominus Iesus zrazu wydawała się modernistom „łyżką dziegciu w garncu miodu”. Jednak praktyka religijna ostatniego roku pokazała, że stanowi ona łatwy do wkomponowania element watykańskiej polityki ekumenicznej. Początkowo wyolbrzymiany jednoznaczny, ostry, charakter deklaracji zastąpiła refleksja nad zawartymi w niej odniesieniami do filozofii dialogu międzyreligijnego2. Dyskusja wokół tekstu okazała się majową burzą, która równie gwałtownie i szybko rozgorzała, jak też błyskawicznie się zakończyła. Nie znaczy to bynajmniej, że skutki jej wydania nie są dziś widoczne. Polityka ekumeniczna Watykanu względem prawosławia, polegająca na głoszeniu zasady „Kościoła siostrzanego” i rezygnacja z misyjności, delikatna zmiana stosunków katolicko-protestanckich i katolicko-anglikańskich, wskazuje na fakt dużego znaczenia, jaki nadają deklaracji moderniści.
Dziwny, niejasny język deklaracji wzbudził sporo wątpliwości wśród wiernych. Deklaracja zawierała dość czytelne odniesienie do prawosławia i sekt protestanckich, często odwoływała się do enigmatycznego pojęcia „innych religii”, brakowało w niej jasnego ustosunkowania się do judaizmu, z którym łączą Kościół liczne więzy historyczne i religijne, nie zawsze radosne i pełne sympatii3. Ale analiza działań podejmowanych przez kościelną hierarchię w ciągu ostatnich lat na niwie dialogu międzyreligijnego z judaizmem, analiza działań Watykanu z szerokiej politycznej perspektywy dowodzi nieprzypadkowego pominięcia (?) żydów w tekście deklaracji, o czym wypadnie jeszcze napisać w dalszej części tekstu. Dialog z judaizmem w przeciągu ostatnich lat nabiera również nowego oblicza, stając się coraz wyraźniej synkretyzmem religijnym opartym na duchu tzw. judeochrześcijaństwa. Nowym elementem tego dialogu stało się coraz częstsze zastępowanie tradycyjnego judaizmu, niezmiennie negatywnie ustosunkowanego do chrześcijaństwa, współczesnym fenomenem religijnym i socjologicznym zwanym „religią Holocaustu”.
Celem niniejszego artykułu jest scharakteryzowanie „religii Holocaustu”*) poprzez przypomnienie najważniejszych tez zawartych w tekstach na ten temat, uzupełnienie luk, aktualizację lub odpowiedź na pytania postawione we wcześniejszych artykułach, oraz spojrzenie na dialog katolicko-żydowski z perspektywy holocaustyzmu. Autora niniejszego artykułu interesuje wyłącznie odbiór współczesny wydarzenia historycznego zwanego Holocaustem lub Shoah, pod którym powszechnie rozumie się podjętą przez hitlerowców próbę całkowitej eksterminacji ludności żydowskiej w Europie w czasie II wojny światowej, wpływ tego wydarzenia na dzisiejszą sferę sacrum, na aktualną kondycję Kościoła katolickiego i podejmowany przez hierarchię kościelną dialog ekumeniczny. Natomiast całkowicie nie interesują autora artykułu wszelkie szczegóły techniczne zbrodni – czy ona nastąpiła, czy nie; w jaki sposób likwidowano ofiary; gdzie dokonywano zbrodni; jaki był jej cel; czy ofiary należały wyłącznie do jednej grupy etnicznej. Wszystkie te zagadnienia autor pozostawia do dyskusji specjalistom.
Wzrastające od prawie dziesięciu lat zainteresowanie różnych środowisk religijnych, intelektualnych i politycznych fenomenem holocaustyzmu spowodowało pojawienie się licznych interpretacji tego religijno-socjologicznego zjawiska. Dla jednych Holocaust został przeniesiony w sferę sacrum, uległ mitologizacji, przeradzając się w świecki system religijny dzisiejszego zlaicyzowanego Zachodu. Dla innych mitologizacja Holocaustu jest związana z ekspansywną polityką Izraela. Służy celom tej polityki przez wzbudzanie poczucia winy u nie-Żydów za wydarzenia II wojny światowej, jest moralnym szantażem zmuszającym do uległości względem polityki izraelskiej, której służy wiernie żydowska diaspora. Z tym poglądem zazwyczaj w parze idzie traktowanie religii Holocaustu jako mechanizmu służącego do uzyskiwania olbrzymich, bezprecedensowych w dotychczasowej historii, odszkodowań dla Izraela i żydowskich organizacji na świecie. Sporą grupę zwolenników posiada również pogląd głoszący tezę o postępującej sakralizacji Holocaustu spełniającego od dłuższego czasu rolę zwornika świadomości żydowskiej dla ulegających zeświecczeniu Żydów tak w Izraelu, jak również w diasporze. W tym poglądzie nowa religia – holocaustyzm wypiera religię judaistyczną. Ta wielość poglądów świadczy o jednym, a mianowicie, że Holocaust nie jest już zwykłym wydarzeniem historycznym, takim jak wojny Cezara, bitwa pod Grunwaldem, wojna stuletnia, ale uległ sakralizacji. Bolesne wydarzenia II wojny światowej stały się obiektem manipulacji, w której pozytywne uczucia ludzkie, współczucie, szacunek dla ofiar, zostały wykorzystane dla swoich celów przez niejasne grupy interesów. Do opisywania Holocaustu używa się języka quasi-teologicznego, cześć mu oddawana jest nieporównywalna z hołdem oddawanym jakiemukolwiek wydarzeniu II wojny światowej, a zmitologizowana formuła przeniknęła na trwałe do świadomości społecznej, np. w postaci używanej powszechnie terminologii4.
Analiza zjawiska
Najpoważniejszym i pierwszym w Polsce opracowaniem dotyczącym religii holocaustu jest dwuczęściowy artykuł Tomasza Gabisia, który ukazał się w kolejnych dwóch numerach pisma „Stańczyk”5. Pomimo licznych innych tekstów poruszających te zagadnienie, artykuł T. Gabisia wyróżnia ogrom materiału zebranego do napisania tekstu i wnikliwość w analizie zjawiska, dzięki czemu został on zauważony za granicą i przetłumaczony na kilka języków europejskich. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że każde kolejne poruszanie tego tematu może być jedynie dopisywaniem marginaliów do artykułu ze „Stańczyka”. Warto zapoznać się z tezami prezentowanymi przez autora artykułu z powodu dużego znaczenia tekstu dla niniejszego tematu, ale również z powodu niewielkiej jego dostępności.
Pierwsza część artykułu pt. Religia Holocaustu posiada kapitalne znaczenie dla tematu przez nas poruszanego. Pomimo politycznego charakteru deklarowanego przez T. Gabisia już we wstępie swojego artykułu, jego pierwsza część w jasny i bezstronny sposób opisuje i udowadnia postępującą sakralizację Holocaustu, przemianę historycznego wydarzenia w mit, umiejscowienia wydarzeń II wojny światowej w „historii świętej”. T. Gabiś pisze we wstępie:
Holocaust nie należy do historii, która minęła, ale jest wszechobecnym, bezustannie aktualizowanym i instrumentalizowanym «mitem», jednym z centralnych elementów kultury, polityki, ideologii współczesnego Zachodu. Pozostając „mitem” żydowskim uległ dzięki mass-mediom i powszechnej edukacji swoistej uniwersalizacji, uczyniono go pryzmatem, poprzez który patrzy się na historię XX wieku, a nawet na całą historię ludzkości6.
Rozważając „wieczną teraźniejszość” Holocaustu autor powołuje się na znanego francuskiego anarchistę Serge Thiona piszącego o roli mediów w niszczeniu tych, którzy pragną rozważania tragicznych wydarzeń II wojny światowej jedynie w kategoriach historycznych, naukowych, a nie politycznych, czy teologicznych:
Oświęcim jest globalnym punktem odniesienia. Oświęcim jest hasłem potrzebnym do przejścia przez cło. Otwórzcie gazetę dowolnego dnia: za każdym razem zauważycie, że gdzieś wspomniany jest Oświęcim, niezależnie od tego, w jakim kontekście. Słowo „Oświęcim” mówi wszystko (S. Thion, Prawda historyczna czy prawda polityczna? Władza mediów: afera Faurissona, Berlin 1994, s. 20)7.
W ten sposób Holocaustu nie można badać, trzeba go kontemplować; nie można go rozpatrywać, należy go adorować; nie należy on do sfery profanum, ale do sfery sacrum. „Nie jest to zagłada, ale Zagłada, nie ostateczne rozwiązanie, ale Ostateczne Rozwiązanie, nie holocaust, ale Holocaust” – pisze T. Gabiś. Długo można by cytować przytoczone w artykule poświęconemu „religii Holocaustu” fragmenty książek, wykładów, wspomnień, wycinki prasowe potwierdzające tezy wrocławskiego badacza. Zamknięcie Holocaustu w sferze sacrum, nadanie mu tak decydującego znaczenia –
Oświęcim nie może być wyjaśniony i nie podlega wizualizacji. Obojętnie, czy jest punktem kulminacyjnym historii czy jej zbłądzeniem, Holocaust jest transcendentny wobec historii. Wszystko w nim wzbudza lęk i prowadzi ku rozpaczy. Umarli są w posiadaniu tajemnicy, której my żyjący nie jesteśmy warci i nie jesteśmy zdolni odkryć (Elie Wiesel, „New York Times”, 16 IV 1978)
– powoduje „ujawnienie się” nowego „sakralnego” podziału czasu. Dzieje świata, dzieje ludzkości, dzieje cywilizacji, dzielą się na dwie części – przed i po Holocauście. „Na początku był Oświęcim”. T. Gabiś pisze:
Dziś wszystko jest «po Oświęcimiu» (po Holocauście): Bóg po Oświęcimiu, teodycea po Oświęcimiu, wychowanie po Oświęcimiu, Kościół po Oświęcimiu, myślenie po Oświęcimiu, świat po Oświęcimiu, teologia po Oświęcimiu, Żydzi po Oświęcimiu, chrześcijanie po Oświęcimiu, kultura po Oświęcimiu, filozofia po Oświęcimiu, socjologia po Oświęcimiu itd. itp8.
Zdanie redaktora pisma „Stańczyk” dobrze podsumowują słowa Dyrektora Międzynarodowego Instytutu Badań Holocaustu Yad Vashem Izraela Gutmana:
Auschwitz – Oświęcim stał się symbolem czasów pogardy i zdziczenia. Mówi się o Oświęcimiu, o świecie, który istniał przed Oświęcimiem i o cieniu niepewności i obawach, które otaczają świat po Oświęcimiu. Oświęcim urósł do rangi symbolu (…)9.
Oświęcim stał się fundamentem nowej religii: „religii Holocaustu”, Religii Oświęcimskiej, tzw. holocaustyzmu. Holocaust stał się wyznaniem wiary dla współczesnych Żydów, czego nie ukrywa m.in. Szewach Weiss: „To jest część naszej kultury, jakby nowa religia dla tych, którzy nie są religijni. Jeżeli po śmierci Chrystusa powstała religia, to my mamy moralny obowiązek stworzenia 6 milionów takich religii. (…) U nas właśnie zaczęła się taka nowa religia jako reakcja na zło„ (Szewach Weiss, „Gazeta Wyborcza”, 26 I 1995).
„Nowa religia” – by użyć określenia Szewacha Weissa, posiada dobrze dopracowany język teologiczny i zbiór swoich dogmatów. Jednym z najważniejszych dogmatów wynikających z umiejscowienia Holocaustu w „świętej historii”, w sferze sacrum, jest uznanie tego wydarzenia za jednorazowe, niepowtarzalne, bezprecedensowe i nieporównywalne. Szef Ligi Przeciw Zniesławieniu (ADL), która – jak trafnie zauważył T. Gabiś – „specjalizuje się w zniesławianiu wszystkich naokoło jako «antysemitów»”, Abraham Foxman stwierdził:
Holocaust jest szczególnym wydarzeniem. Nie jest on po prostu jednym z przykładów ludobójstwa, lecz prawie udanym zamachem na życie wybranych dzieci Boga a tym samym na Boga samego. Jest to wydarzenie będące antytezą Stworzenia tak jak przekazuje je Biblia; (…) Musi ono być pamiętane z pokolenia na pokolenie (Biuletyn ADL „On the Frontline”, I 1994, s. 2.).
Nie odbiega od takiego ujęcia sprawy Adam Michnik, gdy pisze:
Żydzi zwykle protestują, gdy ich tragedię porównuje się do nieszczęść innych narodów. Mają właściwie rację: Zagłada była czymś wyjątkowym. Ale rzeź dokonana przez Turków była dla Ormian też czymś wyjątkowym. Dla Rosjan czy Ukraińców wyjątkowym było doświadczenie Gułagu. Dla Polaków wyjątkowy był pięcioletni hitlerowski terror, powstanie warszawskie, zdrada sojuszników w Jałcie („Gazeta Wyborcza”, 17–18 IV 1993).
T. Gabiś zwraca uwagę na niuans językowy. O ile rzeź Ormian jest wyjątkowa dla Ormian, stalinizm wyjątkowy dla Rosjan i Ukraińców, a okupacja hitlerowska dla Polaków, to Holocaust jest OBIEKTYWNIE wyjątkowy, posiada ogólnoludzką wyjątkowość10.
Czytając liczne teksty wpisujące się w teologiczny obszar „religii Holocaustu”, uderza potężny ładunek destrukcyjnego i bluźnierczego nihilizmu. Żydzi w obliczu Zagłady zostali sami, ich samotność można porównać do samotności Boga (Elie Wiesel, Bóg po Oświęcimiu, s. 23–24). A może po prostu Boga nie ma? Na to pytanie odpowiadają holocaustyści w różny sposób. Piotr Rawicz stwierdza, że Bóg oszalał, Robert Mc Afee Brown twierdzi, że Bóg padł ofiarą „tego masowego mordu”, dla Richarda Rubinsteina egzystencja Boga po Oświęcimiu jest wątpliwa, bo jeśli by istniał, musiałby być „moralnym potworem”, Fredrich – Wilhelm Marquardt uważa, że wiara doszła do kresu, Theo Klein uznaje, że niebo „było wtedy puste i takie powinno pozostać”, a Ferdinand Camon popiera tezę, że istnienie Auschwitz stawia pod znakiem zapytania egzystencję Boga11. Warto już w tej chwili zaznaczyć, że ateizm powyższych poglądów jest jedynie pozorny. Rozpaczliwy okrzyk: „Boga nie ma po Oświęcimiu!” nie łączy się ze wściekłym, ateistycznym hasłem bolszewików. Wypadnie nam o tym pisać jeszcze szerzej w dalszej części artykułu. Temu pozornemu ateizmowi nie daje się zwieść T. Gabiś.
(…) Holocaust nie jest traktowany jak jedno z historycznych wydarzeń, ale jako wydarzenie rangi „kosmicznej„, które jest tak demoniczne i tak infernalne, że każe stawiać pytania ostateczne12.
Autor omawianego artykułu zauważa, że:
Nowa religia (…) ma swoje święte miejsca, święte teksty, swoich kapłanów, swoje relikwie, swoje świątynie, swoich heretyków a może nawet „ateistów Holocaustu„, i ożywiana jest potężnym impulsem, aby nawracać i aby panować13.
Dogmaty „religii Holocaustu”
Już pobieżne przyjrzenie się dogmatom „religii Holocaustu” pozwala stwierdzić, że stoi ona w opozycji do katolicyzmu. Jednoznaczność wypowiedzi cytowanych w artykule T. Gabisia jest dla katolika jasna – Holocaust znosi chrześcijaństwo, uwidacznia bezsens chrześcijaństwa, jego małość, a nawet bluźnierczość w obliczu Shoah. Holocaust „usuwa w cień centralne wydarzenie chrześcijaństwa, czyli Ofiarę Chrystusa” – pisze redaktor „Stańczyka”. Jak to ujął Franklin Littwell w swoim artykule pt. „Ukrzyżowanie Żydów”, Oświęcim stał się „Golgotą milionów ukrzyżowanych”. Z kolei Jeffrey Hart nazwał Holocaust „ekwiwalentem Ukrzyżowania. Izrael stał się ekwiwalentem Odkupienia”. Teolog niemiecki Joachim Baptist Metz pisze: „Uważam każdą chrześcijańską teodyceę i każde mówienie o «sensie» w obliczu Oświęcimia, które biorą początek poza lub poniżej tej katastrofy, za bluźnierstwo”. Paradoksalnie w tym samym tonie wypowiedział się Jan Paweł II w czasie wizyty w Oświęcimiu w 1978 roku, nazywając to miejsce „Golgotą naszych czasów”14.
Analizując tekst awangardowego w dalszym ciągu teologa o. Wacława Hryniewicza OMI pt. Niepojęty Bóg w obliczu piekieł świata („Znak” nr 4, 1996), T. Gabiś zauważa wśród modernistycznych zwolenników „religii Holocaustu” wstęp do przyszłej całkowitej kapitulacji przed jej dogmatami15. Ojciec Hryniewicz i ks. Czajkowski próbują jeszcze godzić chrześcijaństwo z nową religią, jeszcze nie zrównują Golgoty Jezusa Chrystusa z Oświęcimiem, ale piszą już o „podobieństwie do WYDARZENIA (podkreślenie moje! – H. H.)Krzyża i zstąpienia do Otchłani” (sic!). Jednocześnie modernistyczny podział na Kościół przedsoborowy i posoborowy uzyskuje nowy wymiar w zetknięciu się z „doświadczeniem” Shoah, tworząc – można rzec – Kościół przedholocaustowy i poholocaustowy, z nową teologią, nową biblistyką, nową teorią, nowym stosunkiem do judaizmu itd. W ten sposób chrześcijaństwo zostaje wyparte przez „religię Holocaustu”, a krzyż coraz bardziej przypomina krematoryjny komin…
I tylko w ten sposób, pokornie akceptując najpierw równoważność, a później wyższość ofiary Holocaustu nad Ofiarą Jezusa Chrystusa, można zostać dopuszczonym przez najwyższych kapłanów nowej religii do wspólnego stołu, co staje się udziałem wielu modernistów. Ci, którzy obstają twardo przy katolickiej wizji kontaktów z judaizmem, mówią o nawracaniu żydów, stają się wrogami publicznymi wyznawców „religii Holocaustu”, nazywani antysemitami, o czym przekonali się niejednokrotnie tradycjonaliści katoliccy. Skoro „(…) już w samym dążeniu do nawrócenia Żydów dzisiejsi historycy widzą rodzaj duchowego «ostatecznego rozwiązania» – jak to określili Alice i Roy Eckardtowie, bo jest to przecież dążenie do tego, żeby Żydów więcej nie było” (Henryk Grynberg, Prawda nieartystyczna, Katowice 1990, s. 39)16, to w takim razie Kościół przedholocaustowy, chrześcijaństwo misyjne odpowiedzialne jest za Holocaust, za który musi odpokutować. Wina chrześcijan za Holocaust jest dla zwolenników nowej wiary bezdyskusyjna: „Nienawiść, która doprowadziła do tej zbrodni wyrosła z chrześcijańskiego antysemityzmu” (H. Grynberg); „(…) sześć milionów ludzi zostało wymordowanych przez spadkobierców chrześcijaństwa z tej tylko przyczyny, że byli Żydami” (H. Kremers); „(…) dla Żydów – działania nazistów były ostateczną konsekwencją tradycyjnego chrześcijańskiego antysemityzmu” (A. Graczyk); źródło Holocaustu tkwi w „(…) pierwotnej teologii nienawiści do Żydów apostoła Pawła i Ojców Kościoła” (G. Steiner); wreszcie – „To właśnie chrześcijański antysemityzm umożliwił zaistnienie Holocaustu” (o. W. Hryniewicz OMI)17. Rola jaką przywiązują dzisiejsi teoretycy i praktycy ekumenizmu z jednej strony a wyznawcy holocaustyzmu z drugiej strony do oficjalnego przyznania się Kościoła do współodpowiedzialności za Holocaust świadczy o wyjątkowej wadze tego aktu dla przyszłości Kościoła. Czy pozostanie on Kościołem katolickim, czy stanie się „odrębnym obrządkiem w ramach światowej religii Holocaustu” T. Gabiś podsumowuje:
Nic bardziej nie dowodzi tego, że Kościół kapituluje przed religią Holocaustu. Dialog można dziś prowadzić z każdym: z wyznawcami judaizmu, muzułmanami, animistami, ateistami. Tylko dialog z tymi, którzy nie chcą wyznawać religii Holocaustu jest wykluczony18.
Miejsce Polski w „religii Holocaustu”
Ostatni rozdział I części artykułu T. Gabisia i aneks poświęcone zostały miejscu wyznaczonemu Polsce i Polakom w „religii Holocaustu” i interpretacjom holocaustyzmu w pismach prawicy niemieckiej. Nie posiadają już tak dużej wagi dla interesującego nas zagadnienia, jednak pomimo tego warto zapoznać się z najważniejszymi politycznymi tezami T. Gabisia.
Miejsce wyznaczone Polsce i Polakom w ramach „religii Holocaustu” jest dla przytłaczającej większości mieszkańców naszego kraju niezrozumiałe, zważywszy na zaangażowanie Polaków w pomoc niesioną Żydom w czasie II wojny światowej. Jest ono zazwyczaj traktowane przez Polaków jako gruba niewdzięczność względem tych, którzy mają posadzonych najwięcej drzewek w Instytucie Yad Vashem i otrzymali najwięcej medali „Sprawiedliwy wśród narodów świata” za ratowanie Żydów. Polska stała się w czasie II wojny światowej „epicentrum Zagłady”, miejscem gdzie ujawniło swoje oblicze absolutne zło świata, dokonujące rytualnego mordu nad „Narodem Wybranym”. Natomiast Polakom wyznaczono rolę biernych obserwatorów tego dramatu, ze względu na odwieczną wrogość polskich chrześcijan do Żydów. W ten sposób Polska ziemia, „użyźniona” żydowską krwią i popiołem została „skażona”, „zbezczeszczona” (Jan Błoński, Biedni Polacy patrzą na getto, Kraków 1994), stała się „drugim Egiptem” (zob. Powt 4, 20) zamienionym w pustynię. Dosadnie wyraził to Elie Wiesel: „Jeśli chodzi o Polaków… Nie jest to zwykły przypadek, że obozy największej zagłady powstały u nich, w Polsce, a nie gdzie indziej” (Elie Wiesel, Pieśń umarłych, Wrocław 1991, s. 143). Rola przyznana Polakom jest rolą „metafizycznego wroga„, odpowiedzialnego – może w mniejszym stopniu niż Niemcy – ale odpowiedzialnego za Holocaust19. Świadczy o tym wpisanie w 1996 roku w program jerozolimskich Dni Upamiętnienia Zagłady i Bohaterstwa wspomnienia „polskiej” zbrodni na Żydach, czyli tzw. „pogromu kieleckiego”. W Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie znajduje się zdjęcie kończące ekspozycję przedstawiające „pogrom kielecki”. Tzw. „pogrom kielecki” uznaje się za historyczną część, polski finał Holocaustu. Łatwo w tym kontekście zrozumieć walkę, jaka trwa wokół interpretacji wydarzeń w Jedwabnem z 1941 roku. T. Gabiś zwraca uwagę, że rola wyznaczona Polakom jest prawie identyczna z tą wyznaczoną Niemcom. Można powiedzieć, że w „holocaustycznej egzegezie historii” Niemcy i Polacy „jadą na tym samym wózku”. „W «religii Holocaustu» zawarty jest spreparowany dla Niemców i Polaków dogmat o wiecznej winie przechodzącej z ojca na syna i każdy, kto tę religię akceptuje, musi równocześnie uznawać i ten dogmat i tę „metafizyczną winę” – pisze T. Gabiś20. Zdają sobie z tego sprawę konserwatyści niemieccy i część niemieckich katolików, którzy wnikliwie analizują i komentują kolejne etapy powstawania i krzepnięcia religii Holocaustu, musimy sobie z tego zdawać sprawę i my.
Druga część tego niezwykle interesującego artykułu porusza również tematy polityczne, a mianowicie funkcjonowanie religii Holocaustu wśród Żydów izraelskich i żyjących w diasporze, roli, jaką wyznaczono holocaustyzmowi w polityce Stanów Zjednoczonych, odbiorowi w państwach europejskich i wadze, jaką przywiązują demokratyczni liberałowie do nowych dogmatów.
Już powyżej przedstawione opracowanie artykułu T. Gabisia ukazuje niezwykle silny związek nowej religii z polityką. Posiada ona bardzo czytelnie określone cele polityczne. Jednym z tych mocno akcentowanych zarówno przez zwolenników jak i przeciwników religii Holocaustu zadań jest budowa jednolitej tożsamości politycznej Żydów. Wiąże się to ze stopniowym zeświecczeniem i upadkiem rabinatu, utrzymującym się rozproszeniem Żydów żyjących w Izraelu i diasporze, oraz różnymi tradycjami kulturowymi obywateli Izraela21. W tym kontekście religia Holocaustu byłaby czymś na kształt bismarckowskiego Kulturkampfu, zmierzając do pełnego ujednolicenia Żydów.
Pamięć o Holocauście to dziś jeden z głównych elementów budowania tożsamości Izraelczyków – zarówno tych, których korzenie rodzinne są w Europie, jak i tych, których przodkowie pochodzą z krajów islamskich (Dyrektor Yad Vashem Avner Shalev, „Gazeta Wyborcza”, 14–15 VIII 1995).
Problem ten rozpatruje wydana ostatnio w USA, a dostępna już w wielu krajach europejskich, praca żydowskiego historyka z Chicago Petera Novicka22. Badania socjologiczne Amerykańskiego Komitetu Żydów, na których m.in. opiera się Novick stwierdzają, że wśród działań i zachowań najważniejszych dla żydowskiej tożsamości od kilku lat króluje Holocaust, wypierający świadomość religijną i polityczną w znaczeniu syjonizmu. Historyk stwierdza:
Żydzi w USA doskonale asymilują się z amerykańskim społeczeństwem. W rezultacie małżeństw z gojami liczba ortodoksyjnych Żydów stale spada. Teraz świadomość Holocaustu zastępuje czasem religię jako wyznacznik żydowskiej przynależności. Jesteś prawdziwym Żydem, jeśli Holocaust staje się częścią twej świadomości23.
W swoich mimo wszystko „poprawnych politycznie” poglądach Novick idzie dalej, zauważając następującą sakralizację Holocaustu postępującą od lat ’70 wraz z emisją serialu pt. Holocaust przez stację NBC i budowy przez Cartera Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, a skończywszy na działaniach Simona Wisenthala w Los Angeles i Liście Schindlera24. Poglądy chicagowskiego historyka omawia interesujący artykuł Adama Krzemińskiego zamieszczony w „Polityce”25. Krzemiński opierając się na książce Novicka przyznaje, że „holocaust stał się wręcz sakralnym mitem amerykańskiej kultury masowej”, czego nie można wyjaśnić jedynie dużą ilością Żydów, którzy są „narodem Księgi” i „narodem pamięci”, ale przede wszystkim tym, że są narodem Hollywood, TV, mediów, komiksów, uniwersytetów. Z tego bierze się szeroka prezentacja Holocaustu w tematyce kulturalnej USA. Novick odwracając tezę Zygmunta Freuda o pamięci zbiorowej, opiera się na koncepcjach zabitego w Buchenwaldzie Maurice’a Halbwachsa, „że zbiorowa świadomość jest zawsze ahistoryczna, a nawet antyhistoryczna”, opiera się na mitycznych archetypach, nie zawierających zbyt wiele prawdy. Tuż po wojnie Holocaust nie był atrakcyjnym tematem i mitem politycznym w USA ani dla Żydów, ani dla głównych sił politycznych. „Amerykańskie organizacje żydowskie (…) zabiegały o to, by w prasie czy w filmach hollywodzkich nie podkreślano żydowskich cierpień”. Holocaust w Ameryce zawłaszczyli komuniści żydowskiego pochodzenia. Novick przypomina pogrzeb Rosenbergów skazanych na śmierć za szpiegostwo na rzecz ZSRR, na którym odśpiewano pieśń „żydowskich bojowców”: „Nigdy nie mów, że idziesz w ostatnią drogę…”. Żydowskie kręgi konserwatywne i liberalne temat Holocaustu starały się przemilczeć. Zmiana nastąpiła pod koniec lat ’60, po „wojnie sześciodniowej”, kiedy Izrael w 1968 r. został oficjalnie uznany za filar polityki bliskowschodniej USA i pod koniec groźnej dla Izraela wojny Yom Kippur z 1973 roku. Wydarzenia te zdaniem Novicka skierowały zainteresowanie w stronę Holocaustu. Ale prawdziwa przyczyna leżała w głębokiej identyfikacji z innymi Żydami, w momencie rozpadu tradycyjnego autorytetu rabinatu. Postępujący „łagodny holocaust”, czyli utrata świadomości etniczno-religijnej przez Żydów spowodowała poszukiwanie takiego elementu, który stanowiłby dla nich spoiwo. Był nim Holocaust, który od lat ’70 ulega stopniowej sakralizacji, przekształcając się w „religię zastępczą”. Żydowski publicysta Adi Ophir pisze:
Przyjmuje ona cechy religii zastępczej, z własną synagogą (muzeum Holocaustu), z doktryną o wyjątkowości żydowskiego cierpienia, z Wielkim Kapłanem – Eli Wieselem, z nowymi przykazaniami („nie porównuj”, „nie będziesz miał innego Holocaustu przede mną”), z nową Drogą Krzyżową (w Muzeum Holocaustu zwiedzający otrzymuje biogram konkretnej ofiary Zagłady i idzie stacjami jej męki), a także ze swoimi relikwiami – pamiątkami po zgładzonych, i z własnymi świętymi, którzy przeżyli Noc Ofiary Całopalenia (Holocaust)26.
W liberalnym piśmie „Tikkun” Philip Lopate pisał:
Nic na to nie poradzę, ale w tej „zadumie z Zagłady” widzę nowy wariant Przymierza z Bogiem – tyle, że teraz naród wybrany został do tego, by szczególnie cierpiał. Tym samym Holocaust staje się niczym innym jak okazją do żydowskiego szowinizmu27.
Z socjologicznego punktu widzenia sakralizacja Holocaustu stworzyła „nową kulturę ofiar”, która idealnie pasuje do lewicowo-liberalnej ideologii, w której status ofiary daje pozycję uprzywilejowaną. „Zdaniem Novicka jest to intelektualnie bezpłodne, ponieważ każde tego rodzaju ludobójstwo jest wyjątkowe i porównywalne zarazem”28. W sumie należy podkreślić, że nie ma w pracy Petera Novicka takich tez, których nie możemy znaleźć w artykule T. Gabisia.
„Mit założycielski”
Innym aspektem tego problemu jest coś znacznie większego niż integracja Żydów. Wraz z upadkiem syjonizmu, stał się Holocaust – używając określenia Rogera Garaudy’ego – „mitem założycielskim Izraela”29. Wieloletni prezes Światowego Kongresu Żydów Nahum Goldmann pisał:
Nie jestem pewien, czy państwo żydowskie istniałoby dziś bez Oświęcimia; po Oświęcimiu nie-Żydzi mieli wyrzuty sumienia i byli skłonni traktować nas w sposób uprzywilejowany. Z tego powodu opowiedzieli się za państwem żydowskim; Do tego dochodzi ścisły związek pomiędzy państwem Izrael a ludobójstwem. Mówię często, że Żydzi swoje państwo nie opłacili tysiącami młodych ludzi, którzy polegli w czterech wojnach izraelskich, lecz sześcioma milionami ofiar narodowego socjalizmu (Żydowski paradoks. Syjonizm i żydostwo po Hitlerze, Frankfurt n. Menem 1988, s. 77, 111, 126).
Ale Holocaust to nie tylko fundament z krwi i popiołu państwa Izrael, ale również ultima ratio istnienia Żydów na świecie. Izrael, jego bezpieczne funkcjonowanie, zdaniem T. Gabisia gwarantuje, że Holocaust się nie powtórzy – Holocaust staje się więc wyznacznikiem polityki Izraela… Staje się również sposobem uzyskiwania olbrzymich korzyści finansowych30.
Długie jałowe spory można prowadzić o wzajemne relacje i zależności polityczne pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Izraelem. Niezaprzeczalnie polityka amerykańska stoi na straży religii Holocaustu, jako wygodnego oręża w walce politycznej. Na pewno nie można ograniczać posługiwania się religią Holocaustu przez establishment amerykański wyłącznie do gry geopolitycznej na Bliskim Wschodzie. Powodzenie religii Holocaustu w Stanach Zjednoczonych wiąże się z dużymi wpływami diaspory żydowskiej w tym kraju, uległości amerykańskich środowisk liberalnych, widzących w holocaustyzmie duże możliwości realizacji własnych celów stworzenia Nowego Porządku Światowego. Jeden z amerykańskich działaczy loży B’nai B’rith Ian J. Kagedan stwierdził: „Pamięć o Holocauście jest czymś zasadniczym dla budowy Nowego Porządku Światowego” („Toronto Star”, 26 XI 1991). Według T. Gabisia „religia Holocaustu” jest w Stanach Zjednoczonych „elementem demoliberalnego mesjanizmu, wyrazem świeckiej potrzeby zbawienia świata czyli osiągnięcia «the end of history» równoznacznego z globalną ideologiczno-kulturalno-gospodarczo-polityczną hegemonią USA, z powstaniem amerykańskiego państwa światowego (…)”31. Nowa wiara doskonale wpisuje się według licznych badaczy w „amerykańską ideę wybraństwa – samowyniesienia przez samojudaizację”, charakterystyczną dla anglosaskiego protestantyzmu. Amerykański publicysta konserwatywnego pisma „All These Things” Michael A. Hoffman II wspomniany na łamach katolickiego pisma „The Remnant” stwierdził, że Holocaust stał się „nową religią państwową” w USA, rozgłaszaną przez media – ostatnią religią w którą naprawdę wierzy zlaicyzowany Zachód. „Naszą religią państwową jest naturalnie Kult Komór Gazowych. Główną świątynią jest amerykańskie Muzeum Holocaustu. Liturgią… jest Lista Schindlera”. Jest to forma religii obywatelskiej, świeckiej, która neguje odkupienie ludzkości przez Chrystusa na Kalwarii, zastępując je doświadczeniami Żydów z Auschwitz, jako centrum historii ludzkości. W jednym ze swoich esejów Hoffman pisze o wszechobecności religii Holocaustu w telewizji, filmie, w rządzie, polityce, edukacji i kulturze. Podsumowanie nie jest optymistyczne:
Nowa religia państwowa zarządziła całkowite podporządkowanie; nie wierzący powinien zostać natychmiast napiętnowany, oczerniony stoi w obliczu utraty dobrej reputacji, utraty pracy, a nawet w obliczu fizycznego zagrożenia32.
Również światowe, zwłaszcza europejskie środowiska demoliberalne partycypują w „religii Holocaustu”. W prowadzonej przez siebie krucjacie przeciwko tradycji europejskiej prezentowanej przez Kościół katolicki, znajdują w holocaustyzmie użyteczne narzędzie w budowie swojego Novus Ordo Saeculorum. T. Gabiś stwierdza, kończąc swoje rozważania, że „religia Holocaustu” jest
kulminacją, ostatecznym wypełnieniem ideologii demoliberalnej pragnącej wykorzenić człowieka, zniszczyć wszystkie tradycje religijne, i narodowe, dokonać globalnej niwelacji kultur, stworzyć „Jeden Świat” na gruzach „ludobójczej cywilizacji, która zrodziła Holocaust”33.
Swój cel pragną osiągnąć poprzez zerwanie ciągłości tradycji, która według ich zdania jest zbrodnicza, ponieważ wydała Holocaust. Andrzej Szczypiorski twierdził:
W pewnym sensie cała europejska cywilizacja ponosi odpowiedzialność za Holocaust. Eksterminacja europejskich Żydów była następstwem liczącej dwa tysiące lat europejskiej historii. (…) Była to zorganizowana realizacja brudnych pragnień chrześcijaństwa z okresu średniowiecza: wypędzenie z Hiszpanii, z Francji, z Nadrenii. Żydzi byli zawsze kozłami ofiarnymi chrześcijaństwa (wywiad dla „Der Tagesspiegel”, 30 I 1997)34.
W podobnym tonie wypowiadają się inni bojownicy o „wolność słowa”, „pluralizm światopoglądowy” i „postawę krytyczną”. Pytanie, które machinalnie nasuwa się – gdzie ta „wolność słowa”, ten „pluralizm światopoglądowy”, ta „postawa krytyczna” względem Holocaustu? Nie ma, bo być nie może. Dogmatów się nie dyskutuje, w dogmaty się wierzy! „Religia Holocaustu jest więc podstawą demoliberalnego fundamentalizmu zapewniającego obecnie rządzącym elitom utrzymanie się przy władzy” – pisze T. Gabiś35.
Podsumowując: dzięki dwuczęściowemu artykułowi T. Gabisia „religia Holocaustu” została w Polsce starannie zanalizowana na ówczesnym etapie jej rozwoju i scharakteryzowana. Dogmaty wyznawane przez „religię Holocaustu” można ograniczyć do czterech zasadniczych: 1° Holocaust, czyli eksterminacja Żydów w czasie II wojny światowej była wydarzeniem jednorazowym, bezprecedensowym w dziejach ludzkości, przez co stanowi centrum historii ludzkości; 2° Holocaust znosi dotychczasowy stosunek człowieka do Boga i ogólnoludzkich wartości, człowiek uniezależnia się od Boga, który swoim brakiem litości utracił ludzki szacunek – w konsekwencji jedynie człowiek jest godny być bogiem; 3° Chrześcijaństwo, szczególnie Kościół katolicki ponosi zbiorową odpowiedzialność za Holocaust; 4° Holocaust uwidacznia porażkę, marność i zakłamanie cywilizacji europejskiej, którą należy zrewidować. Wszystkie wiążą się one mniej lub bardziej z tematem tego artykułu, więc zostaną rozpatrzone w dalszej części tekstu.
Holocaustyzm a amerykanizm
Niedługo po opublikowaniu drugiej części artykułu w „Stańczyku”, temat podjęło pismo „Fronda”, zamieszczając trzy teksty na temat „religii Holocaustu”. Artykuł Igora Figi stanowił omówienie analizy T. Gabisia36, natomiast uzupełniały go bardzo interesujące teksty wzbogacające naszą wiedzę na ten temat. Artykuł Marka Konopki pt. Czy Żydom grozi duchowy Holocaust? stanowi omówienie kontrowersyjnych wątków pracy rabina Byrona L. Sherwina37.
Rabin Sherwin przyznaje, że większość Żydów amerykańskich żyje „mitem Holocaustu”, nie mającym odzwierciedlenia w prawdzie historycznej. Swój sąd opierają na dogmatycznej opinii, że w czasie wojny cierpieli jedynie oni, co uniemożliwia jakiekolwiek porozumienie z Polakami i wypacza obraz rzeczywistości historycznej. Autor książki stwierdza, że „religia Holocaustu” idealnie wpasowuje się w tzw. „amerykańską religię obywatelską”, stanowiącą zlaicyzowaną religię państwową, „za pośrednictwem której naród amerykański odnosi się do swoich perspektyw i przeznaczenia” „Religia obywatelska” zakłada pojmowanie narodu amerykańskiego jako narodu wybranego przez Boga, o czym już pisał redaktor „Stańczyka”. Ortodoksyjny rabin Sherwin stwierdza, że Żydzi amerykańscy traktują siebie jak naród wybrany wewnątrz narodu wybranego, „uważają się za nowy rodzaj Żydów, który pozostawił za sobą Europę oraz pamięć prześladowań, biedy, pogromów i ucisku” Właśnie ten rodzaj Żydów najbardziej zsekularyzowanych, negatywnie ustosunkowanych do ortodoksyjnego judaizmu, natomiast doskonale wpasowanych w „amerykańską religię obywatelską” jest nośnikiem zmitologizowanego Holocaustu. Powstanie religii Holocaustu łączy się nierozerwalnie z kryzysem syjonizmu. Wśród samych ortodoksyjnych Żydów jest sporo rozbieżności na temat syjonizmu, niemniej w opinii rabina Sherwina syjonizm jest nierozerwalnie związany z holocaustową mitologią, która jego zdaniem jest czymś na kształt „religii obywatelskiej”. Podkreśla w swojej książce bardzo negatywne stanowisko syjonistów po wojnie względem Żydów z Europy, którzy przeżyli obozy koncentracyjne. Aż do końca lat ’60 w Izraelu nic nie mówiono o Holocauście ani o Auschwitz, ponieważ nie pasowały do syjonistycznego obrazu jednego, niepodzielnego narodu żydowskiego, w jednym państwie Izrael, z jednym wodzem Dawidem Ben Gurionem. Holocaust w myśl ideologii syjonistycznej był zaprzeczeniem starożytnego bohaterstwa Masady, z bezwolnymi, pozbawionymi siły ofiarami pędzonymi na śmierć. Jak pisze pochodzący z Ameryki rabin:
odcinano się od tych, którym udało się przeżyć nazistowskie obozy śmierci, gdy przybywali oni do Izraela po wojnie. Nazwano ich w izraelskim slangu „sabon” – „mydło”. Takie nastawienie było klasycznym wyrazem ideologii syjonistycznej, (…)38.
Można nie zgadzać się z autorem, że zmiana nastawienia nastąpiła w 1967 roku ze względu na prostą paralelę Holocaust – „wojna sześciodniowa”, która była w konsekwencji realną możliwością powtórzenia się Holocaustu39. Przyczyny związane z rokiem 1967 są znacznie głębsze w pokładach politycznych niż się rabinowi Sherwinowi wydaje40.
Książka Duchowe dziedzictwo Żydów polskich jest w wielu przypadkach kontynuacją polityczno-religijnych sporów wewnątrzżydowskich, zwłaszcza kiedy chodzi o stosunek ortodoksyjnego rabina do syjonizmu41. Sherwin oskarża syjonistów o „duchowy Holocaust”, jego zdaniem ideologia syjonistyczna jest czystym bałwochwalstwem, jest „substytutem judaizmu”, opierającym się na zdaniu przedwojennego przywódcy syjonistycznego Włodzimierza Żabotyńskiego: „jedyny Bóg, którego imię brzmi: naród Izraela”42. Trudno się pogodzić autorowi książki – chociaż za to właśnie tak bardzo ona podpadła – ze starą tradycją judaistyczną poszukującą źródła wszelkich nieszczęść historycznych w kategoriach kary Bożej za przeniewierstwo Izraelitów (np. Wj 32, 1–35). „(…) wraz z Holocaustem coś się radykalnie zmieniło, nie tylko w teologii, lecz także w psychice i mentalności Żydów. Tym razem Żydzi odmówili zaakceptowania tezy, że to ich grzechy spowodowały katastrofę” Doprowadziło to do przeniesienia całej przypisanej winy na innych – Boga, Niemców, Polaków, katolików itd. W tym przekonaniu ugruntowywał Żydów ruch syjonistyczny. Rabin Sherwin nie podziela w całej rozciągłości tej tradycyjnej koncepcji żydowskiej, ponieważ musiałby przyjąć, że Hitler był karzącym narzędziem Bożej Opaczności. Niemniej odrzucenie tej starej koncepcji teologicznej zdaniem Sherwina może spowodować przyjęcie „fałszywego Mesjasza”.
W tym samym tonie utrzymana jest rozmowa zamieszczona we „Frondzie” z ortodoksyjnym rabinem Michaelem Goldbergiem, autorem książki Dlaczego Żydzi powinni przetrwać?43. W jednym z rozdziałów swojej książki rabin Goldberg poświęca zjawisku nazwanym przez siebie „kultem Holocaustu”. Definiując pojęcie kultu stwierdza w rozmowie:
Mówię o ściśle określonych postawach, zachowaniach, miejscach, które uprawniają do stwierdzenia, że kult holocaustu rzeczywiście istnieje. Weźmy na przykład świątynie: praktycznie każda amerykańska społeczność żydowska, bez względu na to, czy jest duża, czy mała, posiada muzeum – pomnik ku czci ofiar holocaustu. Wśród tych wszystkich miejsc rolę Watykanu odgrywa waszyngtońskie Muzeum Pamięci o Zagładzie44.
Rozmówca zwraca uwagę na olbrzymie koszty budowy (167 mln dolarów), umiejscowienie filii muzeum w Nowym Jorku i Los Angeles, oraz wymowne umiejscowienie budynku waszyngtońskiego w alei The Mall, w pobliżu Kapitolu, pomników Jeffersona i Waszyngtona, na czym zależało „pewnym kręgom” politycznym. W ten sposób nastąpiła fuzja amerykanizmu z holocaustyzmem. Dla ortodoksyjnego rabina jest nie do pomyślenia, że w całym olbrzymim muzeum nie ma ani jednej wzmianki o Bogu. To może mieć tragiczne następstwa. Dawniej żydowskie wybraństwo brało się z wiary, z przekonania, że Bóg powołał Żydów do swoich celów i obdarzył swoją łaską, dzisiejsze wybraństwo zasadza się na przekonaniu o wyjątkowości żydowskiego cierpienia w czasie wojny, o wyjątkowości wydarzenia jakim był Holocaust. Rabin Goldberg sprzeciwia się czynieniu z Holocaustu „czegoś na kształt tajemnicy religijnej, doświadczenia mistycznego”, stwierdzając, że jest to bluźnierstwem. Jak widać z powyższego omówienia sami Żydzi mają bardzo duże kłopoty z wkomponowaniem „religii Holocaustu” w swoją tradycje kulturową, obawiając się utraty swojej tożsamości. Można zaryzykować twierdzenie, że jeśli ma spełnić się obietnica czasów ostatecznych, która mówi o nawróceniu Żydów, to nastąpi ona niechybnie w stosunku do tych wierzących i oczekujących bezskutecznie na Mesjasza, nie zaś tych, którzy zwrócili się w kierunku „złotego cielca”, obdarzając czcią samych siebie…45
Uwagę mediów w ciągu dwóch ostatnich lat przykuwa pojedynek pomiędzy dwoma amerykańskimi profesorami żydowskiego pochodzenia, wspomnianym już Peterem Novickiem a Normanem G. Finkelsteinem. Pojedynek dotyczący religii Holocaustu, sakralizacji tego ważnego dla Żydów wydarzenia dotyczy ściśle sfery politycznej, ale zawiera również interesujące dla nas szczegóły.
Finkelstein nie pisał swojej książki traktując ją jak polemikę z Novickiem, wręcz przeciwnie, w pracy Finkelsteina można znaleźć wiele odwołań do The Holocaust in American Life. Niemniej przerażony konsekwencjami Novick przestraszył się i zaczął publicznie lżyć Finkelsteina za zawarte w jego książce tezy, stwierdzając że Finkelstein sam partycypuje w licytacji ofiar pisząc o oszukanej swojej matce, więźniarce obozu koncentracyjnego, a tezy atakujące Światowy Kongres Żydów (WJC), „jedynie pozwalają zakwestionować jego pytania”, czyli podważają jego status wykładni Holocaustu46. Żydowski historyk atakuje w swojej książce bez pardonu holocaustyczny establishment amerykański, nie zostawiając suchej nitki m.in. na Davidzie Goldhagenie, Elie Wieselu i Simonie Wisenthalu.
W szczególnie dla nas interesującym rozdziale książki Hoaxers, Hucksters and History, już na wstępie autor stwierdza istnienie zjawiska religii Holocaustu i definiuje dogmaty jako: pogląd o absolutnej wyjątkowości historycznej Holocaustu i przekonanie, że Holocaust jest szczytowym przejawem odwiecznej nienawiści „gojów” do Żydów. Obie opinie znalazły miejsce w wypowiedziach przedstawicieli żydowskich elit politycznych i pracach naukowych poświęconych Holocaustowi dopiero po 1967 roku, wraz z powstawaniem tzw. „nowego Holocaustu”, czyli ideologii wymyślonej przez żydowskie elity w USA (Finkelstein dokładnie rozróżnia rzeczywiste wydarzenie historyczne – Holocaust, od jego karykaturalnego obrazu – „nowego Holocaustu”) w celu ugruntowania swojej władzy i wyłudzenia olbrzymich kwot finansowych. Finkelstein pisze, że dogmaty holocaustyzmu są dobrze zakorzenione w judaizmie i syjonizmie, które wydatnie przyczyniły się do tworzenia zsakralizowanego obrazu tego wydarzenia historycznego. Arcykapłanem nowej religii jest Elie Wiesel, którego wypowiedzi przenoszą Holocaust w świat sacrum, nadają mu wymiar kosmiczny, wyjątkowy i niezgłębialny. Dla Wiesela Holocaust jest „tajemnicą religijną”, którą głosi po świecie za jedyne 25 tys. dolarów plus limuzyna z szoferem. Finkelstein zauważa, że dogmat o absolutnej wyjątkowości Holocaustu daje Izraelowi absolutne alibi dla swoich działań, a z Żydów czyni „naród wybrany” nie liczący się z prawami innych. Szczególnie groźne zdaniem autora książki The Holocaust Industry jest przekonanie, że Holocaust stanowi kulminację wielowiekowej, genetycznej nienawiści „gojów” do Żydów, które jest ważnym składnikiem współczesnego, XIX/XX-wiecznego antysemityzmu. W przekonaniu antysemitów, tak jak w sprowadzonej ad absurdum spekulacji myślowej Wiesela, nienawiść do Żydów byłaby całkowicie uzasadniona, bo genetyczna, odwieczna47. Kończąc drugi rozdział Finkelstein cytuje wypowiedź publicysty poczytnej gazety izraelskiej „Haaretz” Ari Shavit, który komentując ataki izraelskiej armii na Liban w 1996 roku, które zakończyły się masakrą ponad 100 cywilów w Qanie, stwierdził, że Izrael może działać bezkarnie, ponieważ to „my mamy Antidefamation League… i Yad Vashem i Muzeum Holocaustu”48. Do czego jeszcze doprowadzi religia Holocaustu? [cdn.]
Słowo holokaust (pisane małą literą i przez „k”) pochodzi z greki i oznacza ofiarę całopalną, jaką Żydzi składali Bogu w świątyni jerozolimskiej. Holocaust pisany dużą literą i przez „c” jest terminem ukutym po II wojnie światowej w USA. Aby podkreślić jego wymiar ideologiczny, Autor konsekwentnie pisze o „religii Holocaustu” bądź o „holocaustyzmie” (terminy zamienne), a nie „religii holokaustu” czy „holokaustyzmie” (na ten temat zob. też T. Gabiś, „Stańczyk” nr 1 (30) z 1997 r.) – przyp. red. Zawsze wierni.






