Hugon Hajducki „Religia Holocaustu” a dialog katolicko-żydowski

Article Index

cz. II: Pomiędzy judaizmem, syjonizmem a chrześcijaństwem

Zdaniem Normana G. Finkelsteina, dogmaty „religii Holocaustu” wiążą się z judaizmem i syjonizmem. Dlatego warto w tym miejscu przeanalizować wzajemny związek zachodzący pomiędzy holocaustyzmem a judaizmem.

Raymond Aron starał się w swoich naukowych dociekaniach dokonać rozróżnienia pomiędzy pojęciem wiary religijnej a dogmatycznej „świeckiej teologii”. Jego zdaniem, religia nie musi dążyć do wyjaśnienia dogmatów logicznie, ponieważ znajduje się poza materialną rzeczywistością. Natomiast dogmatyczna teologia „świecka”, z jednej strony stawiając prawdy nie podlegające dyskusji i racjonalnemu osądowi, z drugiej stara się narzucić swój obraz jako czegoś dającego się poznać naukowo, czegoś ze świata materialnego.

Uri Huppert, rozpatrując powyższe rozważania Arona odnośnie do żydowskiej ortodoksji w Izraelu stwierdza, że ortodoksyjny judaizm zaciera różnice pomiędzy religią a „świecką teologią” i stanowi syntezę wiary i „świeckiej teologii”1. Rozważając wzajemne relacje holocaustyzmu i judaizmu, musimy mieć na uwadze te spostrzeżenia, ponieważ ułatwią nam one znalezienie odpowiedzi na pytanie – czy „religia Holocaustu” jest konsekwentnym zwieńczeniem judaizmu, czy też stanowi nową jakość, czerpiącą tylko powierzchownie z tradycji judaistycznej, a będącą w istocie „ureligijnioną” ideologią elit liberalnych.

Żydowski ekskluzywizm

Najbardziej rzucającym się w oczy związkiem „religii Holocaustu” z judaizmem jest akceptacja doktryny o wybraństwie Żydów. W systemie religijnym judaizmu, pomimo jego dużego zróżnicowania, jest to wynikająca z przyjęcia Tory koncepcja powołania ludu izraelskiego jako narzędzia Bożego, natomiast w doktrynie holocaustycznej uległa ona modyfikacji, przeradzając się w przekonanie o niepowtarzalnym i wyjątkowym charakterze Holocaustu oraz o specjalnej, wyjątkowej nienawiści do Żydów, której kulminacyjnym momentem był genocyd II wojny światowej. Ismar Schorsch, kanclerz Żydowskiego Seminarium Teologicznego, cytowany przez Finkelsteina, nazywa stwierdzenie o wyjątkowości Holocaustu „niesmaczną, świecką wersją tezy o narodzie wybranym”. Podobnie Jacob Neusner, który twierdzi, że wyjątkowe zło Holocaustu odróżnia Żydów od innych oraz daje im moralne prawo do roszczeń względem innych. Z kolei Jean-Michel Chaumont, autor książki poświęconej pojęciu „wyjątkowości Holocaustu” utrzymuje przekonywająco, że twierdzenie o wyjątkowości Holocaustu wywodzi się i może być sensownie zrozumiane jedynie w kontekście religijnego dogmatu o Żydach jako narodzie wybranym2. Sławomir Buryła, omawiając książkę ks. G. Ignatowskiego pt. Kościół i Synagoga, pisze:

niewielu chrześcijan uświadamia sobie, iż liczba upokorzeń, jakich Izraelici doznali od Kościołów, jest dla nich (…) powodem do dumy i „pewnej pychy” (ks. Ignatowski powołuje się tu na wypowiedź rabina Klenickiego). „Pamiętając o prześladowaniach i poniżeniach, Żydzi są przekonani o własnej wyższości i sprawiedliwości”3.

Rozumiana pierwotnie w sposób stricte religijny idea wybraństwa jako powołania przez Boga swojego ludu, którego zadaniem było szerzenie chwały Bożej i szafowanie wśród innych ludów Bożego błogosławieństwa, została zarzucona na rzecz antyuniwersalistycznego ekskluzywizmu Żydów. System religijny Żydów dość szybko przekształcił się w idolatrię (F. Koneczny pisze o monolatrii), w której duchowa przynależność do ludu wybranego została zastąpiona przynależnością etniczną, łatwą do zrozumienia i użyteczną, zważywszy na stosunkowo małą liczbę żydów wśród innych ludów. „(…) wikłają się w Izraelu ciągle dwie religie – monolatria z monoteizmem, czy też kto wolał by nazywać je «czynnikiem narodu» a «religią duszy i serca»” – pisał Feliks Koneczny4. Etnocentryczne rozumienie idei wybraństwa, ugruntowane przez Talmud i zaakceptowane przez syjonizm jako jeden z fundamentów ideologii, dobrze ilustruje wypowiedź autora deklaracji chrześcijańsko-żydowskiej „Dabru emet”, rabina Davida Novaka:

Z powodu klasycznej żydowskiej doktryny wybrania, nawet najbardziej zeświecczeni Żydzi są wciąż Żydami (w znaczeniu religijnym – przyp. H. H.). Bycie Żydem nie jest kwestią ludzkiego wyboru (nawet ktoś nawracający się na judaizm musi wierzyć, że został wybrany przez Boga)4.

Uri Huppert, rozważając rasistowskie wypowiedzi współczesnego ortodoksyjnego myśliciela Haima Pelesa, stwierdza: „Droga do mesjanizmu jako substytutu objawienia boskiego i do wyniesienia jako substytutu panowania – nie jest daleka6. Parafrazując słowa izraelskiego dziennikarza – droga odmesjanizmu jako substytutu objawienia Boskiego do wyniesienia jako substytutu panowania – nie jest daleka. Widomym przykładem jest prowadzona przez państwo Izrael polityka różnicująca i dyskryminująca swoich obywateli, opierająca się na zeświecczonej wersji teologicznego wybraństwa. Polityka, często usprawiedliwiana trudną sytuacją geopolitycznego położenia Izraela i walką z terroryzmem, ale w rzeczywistości mająca mało z tym wspólnego7.

(…) w Izraelu nie tylko otwarcie mówi się o ideologii dyskryminowania wszystkich nie-Żydów, ale także broni się jej jako tej, dzięki której Izrael, będąc „państwem żydowskim”, zachowuje „żydowski charakter”. Żydzi popierający praktykę dyskryminacji przyznają, że w ten sposób chcą zachować „żydowski charakter” Izraela, który, podobnie jak większość Żydów izraelskich, postrzegają jako spuściznę judaizmu historycznego. W istocie, jeśli zapomnimy o erze nowożytnej, okaże się, iż w twierdzeniu tym jest sporo prawdy. Aż do nadejścia ery nowożytnej wszyscy Żydzi wierzyli, że wobec nie-Żydów powinno się stosować dyskryminację kiedy tylko się da. Obecnie widać, że żydowskie Oświecenie nie spowodowało w tym względzie zmiany zapatrywań większości Żydów. Wielu niewierzących Żydów nadal uważa, że w imię nakazów wiary żydowskiej i tradycji, która nakazuje dyskryminację nie-Żydów, ci ostatni zawsze powinni w „państwie żydowskim” mieć niższy status. Pogląd ten głosi się pomimo, a być może właśnie dlatego, że dyskryminacja ta ma dokładnie ten sam charakter jak dyskryminacja antysemitów wymierzona w Żydów

– pisze prof. Szahak8.

Wytapianie srebra

W „religii Holocaustu” idea wybraństwa uległa pewnym modyfikacjom, stając się doprowadzoną do skrajnej formy idolatrią, o której możemy przeczytać w Starym Testamencie (Wj 32, 1–6). Systemem religijnym, który powierzchownie może być uważany za zateizowaną ideologię, negującą „po Oświęcimiu” zasadność odwoływania się do istotowo pojętej idei Boga, o czym już pisałem w I części artykułu. Jednak jest to tylko powierzchowny ateizm, kryjący utożsamienie idei Boga z ideą narodu żydowskiego. Abraham Foxman, Dyrektor Narodowy ADL of B’nai B’rith, nazywał Holocaust „pojedynczym przypadkiem”, na pewno

nie jednym z przykładów ludobójstwa, lecz prawie udanym zamachem na życie wybranych dzieci Boga a tym samym NA BOGA SAMEGO (podkreślenie moje – H. H.). Jest to wydarzenie będące antytezą Stworzenia tak, jak przekazuje je Biblia…9.

Z kolei Szewach Weiss „religię Holocaustu” nazwał

jakby nową religią dla tych, którzy nie są religijni. Jeżeli po śmierci Chrystusa powstała nowa religia, to my mamy moralny obowiązek stworzenia 6 milionów takich religii.

W ten sposób Żydzi nie muszą już oczekiwać przyjścia mesjasza, sami Żydzi dzięki Holocaustowi stali się zbiorowym mesjaszem, obiektem czci religijnej. Holocaust w opinii Żydów niekoniecznie posiada wyłącznie przymioty mściwego Jahwe, niekoniecznie jest tylko najtragiczniejszym, najciemniejszym, najstraszniejszym wydarzeniem w dziejach ludzkich, wydarzeniem, wobec którego ludzkość musi przewartościować wartości – „traumatycznym” (ulubione określenie prof. Hanny Świdy-Ziemby), jest również ofiarą całopalną – Superofiarą, dzięki której przyjęciu Żydzi stali się „kamieniami szlachetnymi” („Jüdische Allgemeine Wochenzeitung”) ludzkości10. Obozy koncentracyjne, jako miejsce kaźni, ale i miejsce złożenia ofiary, stają się miejscami świętymi, jak ołtarze. Dlatego rabin Pinchas Menachem Joskowicz ma prawo twierdzić, że Auschwitz „jest to najświętsze miejsce na świecie. Świętsze niż Ściana Płaczu w Jerozolimie. Każda religia ma prawo do swoich symboli11. W tradycji Tory Żydzi wierzą, że każde cierpienie, jakie za ich przeniewierstwa zsyłał na nich „mściwy Jahwe”, wszystkie próby, jakim poddał Bóg swój lud wybrany, takie jak niewola egipska czy niewola babilońska, były wstępem do wywyższenia, uzyskania nagrody. W ignorującym duchowy aspekt nagrody Boskiej, żydowskim rozumieniu, nagroda ograniczała się niemalże wyłącznie do zapewnienia materialnego powodzenia ludowi, wytracenia wrogów, odrodzenia państwa12. Na tym tle, Holocaust uzyskuje status specjalny w historii judaizmu. Jest zwieńczeniem koncepcji judaistycznych, doprowadza historię świętą judaizmu, oczekującego przyjścia mesjasza, do szczęśliwego końca. Na skutek genocydu II wojny światowej Żydzi wstąpili w nową, ostatnią epokę swojej historii, doprowadzając swoją „hodowlę” (G. Benn) do uzyskania „Holocaust survivors”, najlepszej jakościowo grupy ludzkości i uzyskania obiecanego (wywalczonego) państwa13. Na skutek Holocaustu talmudyczne wyobrażenie Boga, jako pierwszego, najważniejszego Żyda, który „nakłada tefilim, przyodziewa tałes i cycyt”, „w pierwszych trzech godzinach dnia (…) zajmuje się Torą14, ulega przemianie w Żyda-nowego mesjasza. Spełnia się marzenie syjonistów, wypowiedziane przez Włodzimierza Żabotyńskiego i Hansa Kohna – „Izrael naród sam jest mesjaszem15. „Teomorfizacja” narodu żydowskiego staje się faktem, wytop w „piecach utrapienia” zakończył się – ruda przekształciła się, jak zapowiedział Bóg prorokowi Izajaszowi (Iz 48, 9–11) w czyste srebro.

Nietrudno zauważyć, że „religia Holocaustu” dobrze wpisuje się w tradycję religijną judaizmu, opierającą się tak jak dzisiejsze dni pamięci ofiar na „rytuałach pamięci” (prof. Ne-eman-Arad). W 1959 roku Kneset przyjął ustawę o obchodach „Dnia Pamięci Bohaterstwa i Holocaustu”, które to święto uzyskało po procesie pokazowym Eichmana w Jerozolimie bardziej uroczysty i „bardziej żydowski” (Tom Segev) charakter. Od tego czasu obchody święta rozpoczynały się wraz z zachodem słońca dnia poprzedniego, jak nakazuje tradycja żydowska, i obejmowały wszystkie miejsca nie wyłączając miejsc zabaw, np. kin, kawiarń, które miały być zamknięte16. Amerykański publicysta Kevin Beary zauważa, że Dzień Holocaustu został bez przeszkód wprowadzony w obręb świąt judaizmu. Jest to możliwe, ponieważ święta żydowskie są wspomnieniem wielkich wydarzeń historycznych, w których brali Żydzi udział. Pascha jest celebracją ucieczki Żydów z Egiptu, święto Purim wspomina klęskę zadaną Żydom przez Persów, natomiast Hanukkah świętuje odbudowę Świątyni odzyskanej z rąk Greków17. Naród żydowski jest nie tylko „ludem, który egzystuje samotnie” (Zvi Rosenberg), ale również narodem zwróconym wybitnie ku swojej przeszłości, co tłumaczy dalsze „rozdrapywanie ran i sypanie ich solą”, w sytuacji kiedy narody europejskie, a także USA i Japonia doprowadziły do zabliźnienia ran z czasów wojny w swojej świadomości. Wyjście z niewoli egipskiej, uwolnienie z niewoli babilońskiej, kształtujące talmudyczny judaizm „zderzenie cywilizacji” z hellenizmem, niewola rzymska, rozproszenie Żydów, wreszcie wydarzenie Holocaustu – zwieńczenie historii, finał tragiczny, ale zarazem czyniący z wybraństwa – „Superwybraństwo”

Piece i ofiary

Silny związek z tradycją judaistyczną „religii Holocaustu” nie można ukryć również ze względu na wtopione w tradycję Tory i Talmudu elementy, do których holocaustyści przywiązują szczególna wagę „teologiczną”. Dotyczą one silnie zsakralizowanego stosunku do pojęcia 1° pieców krematoryjnych i 2° sześciu milionów ofiar, stanowiących czytelny symbol religijny, oraz 3° czci oddawanej ziemi i prochom ofiar obozów koncentracyjnych.

1° Symbolika pieców występuje często w Starym Testamencie jako element strachu, dzięki któremu Jahwe trzyma swój lud w karności:

A was Pan wybrał sobie, wyprowadził was z pieca do topienia żelaza, z Egiptu, abyście się stali Jego ludem (Pwt 4, 20);

Bo dawno przygotowano Tofet, ono jest także dla króla gotowe, zostało pogłębione, rozszerzone; stos węgli i drwa w nim obfitują. Tchnienie Pana niby potok siarki je rozpali (Iz 30, 33)18;

Oto jak srebro przetopiłem cię ogniem i wypróbowałem cię w piecu utrapienia (Iz 48, 10);

I zbudowali wyżynę Tofet w dolinie Ben-Hinnom, aby palić w ogniu swoich synów i córki, czego nie nakazałem i co nie przyszło Mi nawet na myśl. Dlatego przyjdą dni – wyrocznia Pana – że nie będzie się już mówić o Tofet lub dolinie Ben-Hinnom, lecz o Dolinie Mordu; w Tofet będą grzebać zmarłych z braku innego miejsca. Trupy tego narodu staną się pożywieniem ptactwa drapieżnego w powietrzu i dzikich zwierząt na ziemi, których nikt nie odpędzi (Jr 7, 31–33)19.

Dla Żydów współcześnie żyjących symbol pieców jest w dalszym ciągu porażający, posiada moc magiczną. Analiza opisów funkcjonowania obozów koncentracyjnych przynosi obfity materiał. Tomasz Gabiś cytuje Eli Wiesela:

Niedaleko od nas z dołu buchały płomienie, gigantyczne płomienie. Coś palili. Ciężarówka zatrzymywała się przed dołem dostarczając swój ładunek – małe dzieci. Dzieciaczki! Tak, widziałem to na własne oczy (…)20.

Wrażenie jest tak silne, że u prawdziwych wyznawców „religii Holocaustu” doprowadza do zatarcia różnicy pomiędzy komorą gazową a krematorium. Nie rozróżnia ich np. Kalman Sultanik, wiceprzewodniczący Światowego Kongresu Żydów, zdaniem którego

hitlerowcy próbowali przenieść swoich więźniów do obozów z krematoriami, gdzie można ich było szybko zagazować

Schodząc po stopniach krematorium można zobaczyć i utożsamić się z setkami tysięcy ofiar (…)21.

Rabin Joskowicz twierdzi, że jedynym symbolem Auschwitz „powinien pozostać komin krematoryjny22. Potężne kominy ziejące ogniem są stałym elementem filmów poświęconych Holocaustowi.

Warto w tym kontekście przypomnieć sobie dyskusję dotyczącą wypadków mających miejsce w Jedwabnem w 1941 roku, jak na ludzką wyobraźnię działał opis płonącej stodoły pełnej pomordowanych Żydów. Polscy publicyści oraz przedstawiciele IPN z niebywałym zacięciem bronili tezy, że spalono zastrzelonych Żydów, a nie żywych, absolutnie nie zauważając, iż dla holocaustystów nie stanowi to żadnej różnicy. Spalenie ciała żydowskiego powoduje potężne konsekwencje eschatologiczne. Judaizm nie posiada dopracowanych poglądów dotyczących zmartwychwstania23; dla Żydów możliwość normalnego, pełnego zmartwychwstania posiadają jedynie ci, którzy zostali złożeni do grobu bez uszczerbku na swoim ciele. Zwłoki zniszczone, spopielone, mają automatycznie zablokowaną możliwość odrodzenia. Na tym polegała perfidia nazistów, że nie tylko zabijali, ale niszczyli ciała. To prawdziwa tragedia Holocaustu!

2° Sześć milionów ofiar stanowi czytelny dla judaizmu symbol religijny, bowiem tradycja kabalistyczna uważa, że pod znanym nam tekstem hebrajskim Pisma św. ukryte jest dodatkowe przesłanie zawarte w liczbach. Każdej literze, każdemu wyrażeniu, każdemu wersowi odpowiada konkretna wartość numeryczna. Według tej tradycji, która uzyskała sporą akceptację w środowiskach syjonistycznych, Żydzi uzyskają swoje państwo, odbudują biblijny Izrael, jeśli utracą sześć milionów Żydów. Literze alfabetu hebrajskiego – vav odpowiada cyfra 6; według tradycji kabalistycznej posiada ona „potężną siłę twórczą”. Holocaustyści nawiązują do tej bogatej tradycji, która idealnie pasuje do ich sposobu myślenia, przez co dogmat sześciu milionów zostaje zespolony z tradycja żydowską. Kabaliści odczytują sybolicznie pierwszą literę vav użytą w Torze jako łącznik nieba i ziemi, symbol emanacji Kreatora, co odpowiadałoby mniej wiecej literze „i”. Z tego powodu vav łączy przeszłość z przyszłością (lub przyszłość z przeszłością) i zwiastuje, według kabalistów, nadejście Mesjasza. Holocaustyści odczytują literę vav, czyli liczbę 6, jako historyczno-mistyczną figurę zwiastującą po całopalnej ofierze Holocaustu nastanie czasów wywyższenia Żydów. Vav jest symbolem w pełni wpisującym się w ideę żydowskiego wybraństwa i ekskluzywizmu – vav ukrywa w sobie potężne treści: piękno (tiferet), potęgę dyscypliny, segregacji i sprawiedliwosci (gevurah) oraz zwycięstwo (netzach). Są to wszystko symbole wyższości – prawdziwe piękno odpowiadające tylko Żydom wybranym przez samego Boga, potęga jedności i wspólnoty, oddzielenie od nieczystych gojów, pognębienie fizycznych wrogów i unicestwienie ich. Sytuację tę przewiduje profetycznie Talmud:

Bóg powiedział: Czy mógłbym zapomnieć ofiarę całopalenia? Rabin Tanchum, syn Chaniliasa powiedział: w godzinie, kiedy Hananja, Misael i Asarja przyśpieszą czas płonących pieców, ludzie z całego świata przybędą razem uderzyć w twarz wrogów Izraela24.

Erwin Löwe w pracy poświęconej Chaimowi Weizmannowi, długoletniemu prezydentowi Światowej Organizacji Syjonistycznej i Agencji Żydowskiej, a wkrótce po wojnie pierwszemu prezydentowi Izraela, pisał, że około25 listopada 1936 roku w swojej mowie przed Królewską Komisją w Jerozolimie definiował on „sześć milionów”, jako symboliczną figurę żydowskiego przeznaczenia25. Wyobrażenie było dla Żydów tak silne, że już przed II wojną światową pojawiły się informację o zabitych sześciu milionach Żydów przez antysemickie oddziały atamana Petruli. „The American Hebrew” (The Crucifixion of the Jews Must Stop, nr 582, 31 X 1919) pisał:

Sześć milionów mężczyzn i kobiet umiera… 800 tysięcy dzieci płacze za chlebem. Ich los nie został spowodowany żadną ich winą… ale przez okropieństwa wojny i zajadłą żądzę żydowskiej krwi. Grozi im holocaust ludzkiego życia (threatened holocaust of human life)26.

Wraz z dużymi stratami Żydów w czasie hitlerowskiej okupacji Europy, kabalistyczna figura odżyła na nowo, wieńcząc starania żydowskie o uzyskanie swojego państwa w Palestynie w 1948 roku27. Przewodniczący Konferencji Wyzwolonych Żydów, Zalman Grinberg, stwierdził 27 I 1946 r. w czasie konferencji w Monachium, że Żydzi „złożyli w ofierze sześć milionów ludzi28. W ten sposób sześć milionów ofiar stało się brakującym ogniwem między narodem żydowskim a Ziemią Obiecaną, wysoką ceną wystawioną przez Jahwe, sposobem dla żydowskich dusz na oczyszczenie z wszystkich grzechów, które doprowadziło do wyodrębnienia tych szczęśliwie „wybranych”, którzy przeżyli czas „pieców utrapienia”.

3° Judaizm przywiązuje bałwochwalczą wręcz cześć dla ciał zmarłych Żydów; nie ma ona nic wspólnego z okazywanym powszechnie szacunkiem dla zmarłych. Prof. Szahak, omawiając interpretację halachiczną dotyczącą zwłok i cmentarzy (Lb 19, 16), stwierdza, że „pobożni Żydzi mają magiczny wręcz stosunek do żydowskich zwłok i żydowskich cmentarzy”, a ciało zmarłego Żyda jest zarówno święte, jak i nieczyste29. Interpretacja ta nie dotyczy absolutnie zwłok nieżydowskich i nieżydowskich cmentarzy30, co tłumaczyłoby opory wyznawców „religii Holocaustu” przed przyznaniem, że wśród ofiar nazistowskich obozów koncentracyjnych byli również goje. Z tego przeświadczenia religijnego wynika również domaganie się przyznania specjalnego statusu terenom byłych obozów koncentracyjnych, zwłaszcza dla miejsca „wyjątkowego” (Kalman Sultanik), czyli Auschwitz. Wiceprezes Światowego Kongresu Żydów Kalman Sultanik przyznaje, że „Oświęcim ma status szczególny”, „Oświęcim jest dla Żydów świętym cmentarzem31. Naczelny rabin Polski Pinchas Menachem Joskowicz, dla którego Auschwitz jest „świętsze niż Ściana Płaczu”, mówi:

Ten cmentarz jest w powietrzu. Zawsze, gdy tam jestem, słyszę modlitwę, którą miliony zamordowanych moich współwyznawców wypowiadały przed śmiercią32.

Władysław Bartoszewski dodaje:

Wielkim grobem zbiorowym jest sam teren ich męczeństwa, co musi nadawać mu szczególne znaczenie w dzisiejszej świadomości nowych pokoleń ludzi33.

Uniwersalizm przez judaizację

Gdyby „religia Holocaustu” pozostała jedynie w obrębie wcześniejszego judaizmu, można przypuszczać, że nie uzyskałaby tak przemożnego wpływu na ludzi. Zamknięcie, ksenofobia, partykularyzm judaizmu definitywnie uniemożliwiłby skuteczną akcję misyjną, jaką podejmowano od lat ’60. Dopiero przezwyciężenie partykularyzmu żydowskiego na rzecz specyficznie pojętego „uniwersalizmu przez judaizację” umożliwiło osiągnięcie sukcesu. Do tego celu „religia Holocaustu” wykorzystała wiele elementów charakterystycznych dla chrześcijaństwa. Ukute zostały nowe terminy, np. „judeochrześcijaństwo”. Pomocne okazały się również wpływy żydowskie w światowych mediach. Od pewnego czasu widoczne jest „radosne rytotwórstwo” dla elit politycznych i dla gminu34.

Ofiary obozów koncentracyjnych zaczęto utożsamiać z ukrzyżowanym Chrystusem, w końcu stylizować na Ukrzyżowanego (zobacz ilustracja)35. W filmie Stevena Spilberga Lista Schindlera korzystano ze specjalnych ujęć pod światło, aby głowy Żydów wieńczyło coś na kształt aureoli. W stylizowanych na świątynie muzeach Holocaustu36 zorganizowano zwiedzanie oparte na chrześcijańskim rozpamiętywaniu zbawczej śmierci Chrystusa, czyli na Drodze Krzyżowej. Każdy zwiedzający Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie otrzymuje biogram konkretnej ofiary i idzie „stacjami jej męki”. W domach żydowskich wyznawców „religii Holocaustu” zamiast jedzenia macy stopniowo przyjmuje się zwyczaj jedzenia suchego chleba i łupin kartofli37. Można to interpretować jako kalkę postu chrześcijańskiego w czasie Wielkiego Tygodnia. Nie tylko szczątki ofiar, ale i prywatne przedmioty pozostawione przez nich czci się jak święte relikwie. Dotyczy to nie tylko podarowanych muzeum Yad Vashem w styczniu 1994 roku dwóch dywanów zrobionych z włosów Żydów z Oświęcimia, czy kostek mydła RIF, traktowanych jako mydło zrobione z ludzkiego tłuszczu (co okazało się nieprawdą), ale również sprawy „obrazów-relikwii z Oświęcimia” (sic!) Diny Gottlieb-Babbit38. Do świętych miejsc „religii Holocaustu” organizuje się pielgrzymki, np. tzw. „Marsze Żywych”, w czasie których wywołuje się wśród żydowskiej młodzieży przekonanie o wszechobecnej nienawiści gojów do Żydów. „«Tak strasznie się boję, dłużej tego nie wytrzymam, chcę już być w Izraelu», w kółko powtarza dziewczyna z Connecticut39. Jak w każdej fałszywej religii, holocaustyzm również posiada swoje „pseudocuda”. Tomasz Gabiś w swoim już wielokrotnie cytowanym artykule opisuje holocaustyczne „cuda” – Mosze Peer, mając jedenaście lat, w czasie swojego pobytu w Bergen-Belsen przynajmniej sześć razy znalazł się w komorze gazowej. Był za każdym razem świadkiem śmierci innych Żydów, którzy ginęli w straszliwych męczarniach (montrealska „The Gazette” z 5 VIII 1993); sam z komory gazowej wychodził bez szwanku. Arnold Friedman, świadek w procesie Ernsta Zündela, zeznał, że po kolorze dymu z krematoryjnego komina rozpoznawał, jacy Żydzi są paleni. Jeśli kolor dymu był niebieski, wtedy palono Żydów węgierskich, jeśli zielony – Żydów polskich („The Globe and Mail”, 12 I 1985, s. 1–2.) Wyjątkowym „cudo-twórcą” jest jednak Elie Wiesel, którego książki roją się od zdarzeń sprzecznych z logiką i zwykle obowiązującymi prawami fizyki. W książce Bóg po Oświęcimiu (s. 41) przytacza wspomnienie J. Wiernika o tym, że w Treblince stłaczano 450 do 500 ludzi w 4-metrowej (!!!) komorze gazowej, w Słowach obcego (Paryż 1982, s. 86) opisując mord w Babim Jarze, w czasie którego ciała zabitych hitlerowcy zakopali w olbrzymich dołach, pisze:

Później dowiedziałem się od jednego ze świadków, że miesiąc za miesiącem ziemia nie przestawała drżeć i od czasu do czasu, wytryskiwały z niej gejzery krwi40.

Wielkimi aferami zakończyła się eksploatacja perwersyjnych horrorów pisanych przez rzekomych „Holocaust survivors” Martina Graya (autor Wszystkim, których kochałem) i Beniamina Wiłkomirskiego (autor Fragmentów). W pierwszym przypadku autobiograficzny bestseller o Treblince i okupacji w Polsce, mocno wykorzystywany przez media, okazał się apokryfem, nie napisanym nawet przez samego autora, ale wynajętego „ghostwrittera”41. W drugim przypadku izraelski dziennikarz Daniel Ganzfried udowodnił absolutne fałszerstwo autobiograficznych wspomnień dziecka z Auschwitz, świadczące o niezrównoważeniu umysłowym autora, Szwajcara podającego się za uratowanego bałtyckiego Żyda42. Mentorzy „religii Holocaustu” nie przejęli się prawdą, dotyczącą Fragmentów Wiłkomirskiego. Wydawca książki Arthur Samuelson stwierdził: „jeśli nawet to nieprawda – wówczas Wiłkomirski staje się jeszcze lepszym pisarzem43. W szczery i poetycki sposób wyraziła to Joanna Tokarska-Bakir, broniąc literatury „faktu” pokroju Sąsiadów J. T. Grossa: „Takie opowieści wyróżniają się tym, że są prawdziwe nawet wówczas, gdy w ogóle nie miały miejsca44. Hitler, skonfrontowany z prawdą dotyczącą Protokołów Mędrców Syjonu, tego misternego falsyfikatu carskiej Ochrany, stwierdził, że nawet jeśli nie są one autentyczne, w doskonały sposób oddają „mentalność żydostwa”. Według liberalnego schematu, kłamstwo to przecież tylko „subiektywna prawda” – jak mawiał Oskar Wilde, „Prawda?… Ależ to tylko kwestia formy”.

Wszyscy święci Holocaustu

Osobny problem stanowią holocaustyczni „święci”. Do tego miana pretenduje niewątpliwie Anna Frank, autorka sławnego Dziennika, zmarła w obozie Bergen-Belsen.

Wpływ Dziennika (Anny Frank – przyp. H. H.) był ogromny, szczególnie w młodym pokoleniu, wśród uczniów, młodzieży i studentów. W Niemczech w latach pięćdziesiątych rozwinął się swego rodzaju kult Anny Frank podobny do ruchów zainicjowanych przez św. Teresę i św. Bernadettę. W 1957 roku masowe emocje znalazły swój wyraz w pielgrzymce dwóch tysięcy młodych ludzi, głównie z Hamburga, do Bergen-Belsen, gdzie w padającym deszczu podczas ceremonii składano kwiaty na masowych grobach, w jednym z których pochowana została Anna Frank44.

Postacią popularną w kręgach „chrześcijańskich” „religii Holocaustu” jest Etty Hillesum, 27-letnia Żydówka z Holandii, autorka dziennika i licznych listów, która zginęła prawdopodobnie w Auschwitz. Jest ona szczególnie atrakcyjnym symbolem dla dzisiejszych modernistycznych kręgów intelektualnych ze względu na swoje „poszukujące”, czy raczej „anonimowe chrześcijaństwo”. Etty była Żydówką przeżywającą fascynację chrześcijaństwem, kobietą o rozchwianej osobowości, niestałą, autodestrukcyjną, ale to bynajmniej nie przeszkadza w stwierdzeniach w stylu: „Etty Hillesum szła do świętości prowadzona przez samego Pana Boga46. Z drugiej strony środowiska holocaustyczne skutecznie oprotestowały próby beatyfikacji królowej Hiszpanii Izabeli Katolickiej i (nieskutecznie) Piusa IX, argumentując, że postacie te szerzyły antysemityzm i dały podwaliny pod Holocaust Żydów. Propagandowe oddziaływanie modernistycznych „gęgaczy” doprowadziło do poważnego zatarcia katolickiego pojęcia świętości odnośnie do takich postaci jak św. Maksymilian Maria Kolbe i św. Teresa Benedykta od Krzyża. Kto dziś wie, że św. Teresa Benedykta od Krzyża to właśnie Edyta Stein, która zginęła w hitlerowskim obozie koncentracyjnym? Wyznawcą „religii Holocaustu” udało się przejąć kontrolę nad przeszłością, wypierając z powszechnej świadomości fakt, że siostra Teresa była nawróconą na katolicyzm Żydówką. Dla holocaustystów jest to nieistotny detal.

Edyta Stein (…) została skazana na śmierć nie dlatego, że była chrześcijanką, ale dlatego, że była Żydówką. Niech będzie to dla nas przypomnieniem, że kto poniewiera judaizm, ten poniewiera Chrystusa

– powiedział w wywiadzie ks. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel47. Ze względu na swoje zdecydowanie antyjudaistyczne poglądy, św. Maksymilian nie może dostąpić holocaustycznego zbawienia. Jest postacią „kontrowersyjną”, Świętym dostępującym wywyższenia „warunkowo”, przez wzgląd na śmierć w obozie, przez „wkupienie się” w śmierć żydowskich ofiar Holocaustu. Wyznawcy „religii Holocaustu” całkowicie pomijają świątobliwe życie o. Maksymiliana, jego pracę misyjną, działalność społeczną, dzieło Milicji Niepokalanej, za które dostąpił wywyższenia na ołtarze. Jego męczeńska śmierć była zwieńczeniem świętego życia. Dla holocaustystów „Kościół nie czci Kolbego za jego przedwojenne poglądy, ale za świadectwo, jakie złożył w obozie koncentracyjnym48. Świętość nie musi mieć wiele wspólnego z poglądami o. Kolbego, chociaż stanowiły one treść jego świętego życia i właśnie wierność nauczaniu Chrystusa doprowadziła do zwieńczenia jego życia heroicznym aktem poświęcenia. Ale cóż to znaczy w obliczu takiego stwierdzenia Ernesta Hemingwaya: „Dziś nie potrzeba nam ludzi, potrzeba nam antyfaszystów!”.

Kościół jako Synagoga

„Religia Holocaustu” może zaakceptować jedynie chrześcijaństwo zdetronizowane z Krzyża. Jezusa, jeszcze jednego zamordowanego Żyda, który jednak nie sprawuje swojej królewskiej władzy z Boskiego tronu ani nie szafuje swojego miłosierdzia z tronu Krzyża. Może zaakceptować chrześcijaństwo pozbawione zbawczej siły Ofiary złożonej przez Chrystusa za całą ludzkość, w tym za Żydów, ponieważ odrzuca jednoznacznie Jezusa Chrystusa jako Mesjasza. Akceptuje „chrześcijaństwo” bez istoty chrześcijaństwa, sprowadzone do poziomu społecznej organizacji walczącej o pokój na ziemi, walczącej z wszelkimi przejawami dyskryminacji, potępiającej grzechy społeczne, np. „antysemityzm”. W istocie „religia Holocaustu” nie potrzebuje chrześcijaństwa. Toleruje chrześcijaństwo, ponieważ jeszcze jest użyteczne, tak jak antyczne chrześcijaństwo tolerowało elementy żydowskie w swoim łonie do momentu, kiedy były one użyteczne. Przezwyciężając partykularyzm judaizmu, jego etniczną ograniczoność, przyjmując i akceptując uniwersalizm, musiała „religia Holocaustu” siłą rzeczy upodobnić się powierzchownie do chrześcijaństwa – stąd tyle znajomych elementów. Nawet podobny język sformułowań. Rabin Irving Greenberg głosi nowy „uniwersalizm przez judaizację”, używając niemalże chrześcijańskiego języka:

Zanim nastanie ten czas (koniec czasów – przyp. H. H.), lud Izraela, służąc jako awangarda ludzkości, jest wezwany do tego, by tworzyć przyczółki zbawienia. Lud wybrany, Izrael, jako awangarda spełnia trzy klasyczne role. Po pierwsze, i przede wszystkim, jest nauczycielem ludzkości. (…) Po drugie, lud Izraela służy jako model wspólnoty, żywy przykład systemu wartości i drogi wiodącej do doskonałości. Żydzi albo inspirują przez przykład, co oznacza uświęcenie Bożego imienia (kiddush hashem), albo są obrazem niepowodzenia w spełnieniu tej misji, co umniejsza Bożą reputację (hilul hashem). Wreszcie też współpracują z innymi ludźmi w procesie osiągania doskonałości (…)49.

W ten sposób synagoga tryumfuje nad Kościołem…

Podsumowując, „religia Holocaustu” nie jest żadną nową religią, ale jest zwieńczeniem judaizmu – nowym judaizmem, w doskonalszej, bardziej uniwersalnej formie. Jest niewątpliwie zeświecczona i egalitarna, neguje potrzebę istnienia sakralnego duchowieństwa, ale dzięki temu stała się atrakcyjnym „towarem”, „opium” dla dzisiejszych liberalnych, zlaicyzowanych „elit” intelektualnych. Intelektualiści odnajdują w „religii Holocaustu” bliski swoim ideałom wzór zaangażowanego klerka, stającego się nowym kapłanem społeczeństwa, któremu może wyznaczać nowe drogi w przyszłości. Obserwujemy to chociażby na łamach angażującego się „Tygodnika Powszechnego”. „Religia Holocaustu” jest – zabrzmi to paradoksalnie – wersją uniwersalnej idolatrii żydowskiej, w której zbawienia dostąpić mogą jedynie „duchowi żydzi” i etniczni przedstawiciele „narodu wybranego”. Jeśli przyjęlibyśmy za prawdziwą tezę prof. Jacoba Talmona, że totalitaryzm to „dyktatura niesiona przez falę społecznego entuzjazmu i wiary mesjanistycznej50, to mamy właśnie do czynienia z przykładem takiego nie znoszącego sprzeciwu, głoszonego powszechnie, przekonanego o swoim wybraństwie intelektualnego totalitaryzmu. Totalitaryzmu, który przeraża nas katolików, tak samo jak wiernych tradycyjnemu judaizmowi Żydów, którym wolno z powodów religijnych w Izraelu negować zasadność stworzenia i funkcjonowania Państwa Izrael, ale nie toleruje się absolutnie żadnych wątpliwości związanych z dogmatami „religii Holocaustu”51. [cdn.]

 


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location