Nikt z naszych czytelników nie posądzi nas o sympatię dla PiS, bo jest to banda skorumpowanych pachołków żydowskich, pedałów i nieuków. Podstawową opcją tego motłochu jest włażenie w tyłek każdemu obcemu, bo w swym tchórzostwie tam czują się najbezpieczniej.
To jednak co w Sejmie pokazała szeroko rozumiana opozycja, w sprawie głosowania wniosku o przedłużenie stanu wyjątkowego, przeszło wszelkie wyobrażenie.
Ujrzeliśmy żydostwo, zadeklarowany ateizm, nihilizm szeroko instruujące koalicję rządową co do jej powinności chrześcijańskich, a nawet jedna z idiotek opozycyjnych cytowała Ewangelię.
Opozycja solidarnie domagała się, aby agresywne pasożyty imigracyjne miały prawo do godziwych warunków bytu w Polsce. To kosztem polskich emerytów, którym brakuje na chleb, kosztem chorych na raka, których się nie przyjmuje do szpitala, kosztem naszych społecznych patologii, których się nie leczy i pozwala tym samym na straszne cierpienia polskich rozbitych patologicznych rodzin, a szczególnie ich dzieci.
Obraz polskojęzycznych suk proaborcyjnych dzisiaj litujących się nad chłodem i głodem obcych dzieci, traktowanych bez miłosierdzia, opamiętania, bestialsko szarganych po lasach i bezdrożach przez ich własnych rodziców, a wczoraj jeszcze bezlitosnych, wzywających do zabijania Polskich Dzieci, przeraża nas i poniża.
To nawet kiedy suki te nie mają w sobie nic polskiego czy ludzkiego. Bo tu na naszych oczach byt socjalny dzieci czarnuchów jest im ważniejszy niż prawo do życia polskich dzieci nienarodzonych. A nikt z nas nie protestuje.
Szeroko eksponowane zdjęcia dzieci uchodźców poruszyły sumienia ludzi rozumnych i wrażliwych, a to w ten sposób, że ten właśnie dzień, był dniem strasznym dla Polski. W tym dniu, 30 września 2021, matka Polka zamordowała w Lublinie troje własnych dzieci: 4 lata chłopczyk, 2 lata dziewczynka, 8 miesięcy dziewczynka.
Sejm, oblepiony transparentami z dzieckiem czarnuchów emigranckich, głucho ślepił brakiem zdjęć tych trojga zamordowanych, zaduszonych Polskich Dzieci z Lublina, z ulicy Nadbystrzyckiej.
W takcie stawiania pytań, przed głosowaniem, jedna z idiotek-kabotynek wezwała do minuty ciszy dla uczczenia jakiegoś tam dziecka czarnuchów, wtedy wszyscy — bez wyjątku chyba — wstali i kiwali się nad pamięcią jakiegoś tam dziecka im obcego. W trakcie tego kiwania się słychać było z sali sejmowej jakieś burczenie.