Biskup Schneider wzywa do „ojcowskiej miłości” wobec Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X i odpowiada na audiencję generalną Sacrosanctum Concilium

   Nigdy nie uznamy bogów judaizmu i islamu!

   Tego właśnie wymagają „papieże” posoborowi, a właściwie wszyscy, którzy podpisali dokumenty soborowe. Nie była to herezja – choćby tylko, z której można się wycofać czy wytłumaczyć – ale jawna apostazja. Stolica Piotrowa jest pusta, papież nie jest tronem, lecz wyznaniem Boga w Chrystusie. W dokumentach soborowych nie było „nadmiernej retoryki”, skutkiem chaosu wywołanego tamtym kolektywem, lecz dosłowność. Kropkę nad „i” w sensie wykluczenia nieporozumień lub wypaczonych interpretacji postawił Karol Wojtyła w swoim katechizmie – w artykule 841 mówi o tym dobitnie i bez ogródek. Najlepiej wydanie tego katechizmu podsumował Józef Stanisław Tischner: „Cóż za zmiana! Kościół nie jest konieczny do zbawienia”.

   Nazywanie Prevosta papieżem i traktowanie go jako takiego jest absolutnym błędem, a w takim przypadku nie możemy liczyć na żadną poprawę, a wszystko to jest tylko daremną gadaniną.

 

Red. Gazeta Warszawska

 

WYŁĄCZNIE: Biskup Athanasius Schneider wezwał do „ojcowskiej miłości i wielkoduszności” wobec Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (SSPX) i przedstawił swoją ocenę posoborowej reformy liturgicznej po niedawnej audiencji generalnej papieża Leona XIV na temat Sacrosanctum Concilium

Biskup Athanasius Schneider jest jednym z najbardziej szanowanych i otwartych prałatów tradycjonalistycznych we współczesnym Kościele. Jako biskup pomocniczy archidiecezji Najświętszej Marii Panny w Astanie w Kazachstanie, pełni posługę w kraju, w którym katolicy stanowią mniej niż jeden procent populacji. Sama archidiecezja została ustanowiona zaledwie 23 lata temu, co sprawia, że ​​jej siedziba nie jest miejscem, z którego mogłaby wyłonić się jako znaczący głos tradycyjnej myśli katolickiej.

Mimo to biskup Schneider stał się źródłem inspiracji i nadziei dla pokolenia młodych księży oddanych tradycyjnej mszy łacińskiej, którym często brakowało wsparcia ze strony hierarchii. Ugruntował również swoją pozycję jako głos jasny i bezkompromisowy w kwestiach wiary i moralności.

W obliczu wielu wyzwań stojących przed Kościołem, Jego Ekscelencja, przyjaciel AdVaticanum, udzielił dogłębnego wywiadu, analizując niektóre z najbardziej kontrowersyjnych kwestii kościelnych. Biskup omawia swoje wypowiedzi na temat Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (SSPX), trwającą debatę nad tradycyjnym obrządkiem rzymskim oraz cykl katechez papieża Leona XIV z audiencji generalnych, w tym niedawny odcinek poświęcony Sacrosanctum Concilium .

AV: Wasza Ekscelencjo, w oświadczeniu opublikowanym po konsekracjach 1 lipca w Écône, określił Pan działanie Bractwa jako „rzadki dylemat”: albo zachować jednoznaczną integralność wiary katolickiej, nauczanej przez wieki przez Magisterium, albo pozostać kanonicznie uznaną przez Papieża. Porównał Pan ten dylemat do św. Atanazego za czasów papieża Liberiusza. Jak daleko zamierza Pan posunąć się w tej analogii? Czy twierdzi Pan, że obecne kary nałożone na biskupów konsekrowanych i konsekrowanych wpisują się w tę samą linię moralną, co nagana Liberiusza wobec Atanazego, czy też porównanie ma charakter jedynie ilustracyjny?

+AS: Cóż, żadne porównanie nie jest w stu procentach trafne. W trudnych sytuacjach historycznych jest bardziej obrazowe. Oczywiście, nie porównywałem Atanazego w odniesieniu do samego aktu konsekracji. To byłoby błędne, a niektórzy autorzy pisali, że to zrobiłem. Nigdy nie twierdziłem, że Atanazy dokonywał konsekracji biskupich bez papieskiego mandatu. Byłoby to anachroniczne, ponieważ w tamtych czasach nie istniał papieski mandat do konsekracji biskupich. Każdy metropolita miał prawo wybierać i konsekrować biskupów z pomocą innych sufraganów.

W każdym razie, nie z powodu konsekracji Atanazy został ekskomunikowany, ale z powodu jeszcze poważniejszej sprawy. W obu przypadkach punktem porównania nie były same konsekracje. Porównanie polegało na tym, że w obu przypadkach doszło do aktu nieposłuszeństwa wobec konkretnego nakazu papieża.

W przypadku Bractwa chodzi o konsekracje biskupie bez papieskiego mandatu. W przypadku Atanazego, to papież nakazał mu wejście w komunię kościelną z heretyckimi lub półheretyckimi biskupami na Wschodzie. Atanazy odmówił posłuszeństwa. Odmówił posłuszeństwa papieżowi w bardzo ważnej sprawie, ponieważ papież powiedział w istocie: „Ja, jako papież, jestem w jedności z tymi biskupami. Jak możesz, Atanazy, odmawiać komunii z grupą biskupów, z którymi ja, jako papież, jestem w jedności?”. I to jest, moim zdaniem, kościelnie poważniejsze.

Sytuacja Atanazego w tym czasie była pod tym względem poważniejsza niż materialne nieposłuszeństwo Bractwa Świętego Piusa X w kwestii konsekracji. W każdym razie został ekskomunikowany za nieposłuszeństwo i za powodowanie zamieszek w Kościele poprzez odmowę komunii z biskupami uznanymi przez papieża.

Są inne powody, dla których wybrałem Atanazego jako przykład. Po pierwsze, jego działania były aktem nieposłuszeństwa. Gdyby Atanazy był posłuszny papieżowi, sprzeniewierzyłby się swojemu sumieniu i integralności wiary, ponieważ w jakiś sposób uznałby co najmniej półheretyckich biskupów. Tego nie mógł uczynić. Po drugie, będąc ekskomunikowanym, zlekceważył ekskomunikę papieża i nadal rządził swoją diecezją. To coś więcej niż tylko konsekracja biskupia. Jako ekskomunikowany biskup sprawował pełną jurysdykcję nad swoją diecezją, a nawet nad swoimi metropolitami – nie tylko sprawując sakramenty, ale sprawując pełną jurysdykcję kościelną. Po prostu zlekceważył ekskomunikę papieża.

Podobnie Bractwo Świętego Piusa X lekceważy ekskomunikę, która została na nie nałożona w lipcu, ponieważ uważa ją za niesprawiedliwą i nieważną, gdyż uniemożliwiłaby im kontynuowanie działalności z miłości do Kościoła. Podobnie było z Atanazym: lekceważąc ekskomunikę papieża Liberiusza, powiedział w istocie: „Muszę nadal rządzić moją diecezją i moją strukturą metropolitalną tam w Egipcie dla dobra – z miłości – do Kościoła”. A zatem pod tym względem było to podobne.

W obu przypadkach istnieje kolejny element porównania. Bractwo Świętego Piusa X nie zareagowało z goryczą na ekskomunikę, ale nadal modli się za Papieża i uważa go za swojego ojca. Nawet gdy ojciec bije syna, nadal – nawet będąc bitym przez Papieża – kochają go i wykonują swoją pracę z miłości do Stolicy Apostolskiej i całego Kościoła. Taka jest intencja. Święty Atanazy został również pobity przez Papieża Liberiusza i nie zareagował z goryczą. Święty Atanazy, nawet w jednym ze swoich pism, wspomniał o tej słabości Liberiusza bardzo taktownie. Wspomniał o niej bardzo ostrożnie, nie osądzając go, a nawet w pewien sposób go usprawiedliwiając, ponieważ, jak napisał Święty Atanazy, działał pod presją. Widzimy bardzo delikatną postawę. To były elementy porównania – nie w 100 procentach, ale pod pewnymi względami można je wykorzystać. To było, powiedziałbym, sedno mojego tekstu.

AV: Napisał Pan, że gdyby Stolica Apostolska poważnie potraktowała stanowisko Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (SSPX) i przyznała się do „obiektywnych niejasności” w niektórych stwierdzeniach Soboru Watykańskiego II oraz w rycie Nowej Mszy, oznaczałoby to „początek końca modernistycznego projektu w Kościele”. Co musiałoby zawierać to uznanie, aby było czymś więcej niż grzeczną formułką? I czy widzi Pan jakieś oznaki, za papieża Leona XIV, że Rzym jest gotów nazwać te niejasności niejasnościami?

+AS: Wręcz przeciwnie. W oświadczeniu kardynała Fernándeza z lutego, po spotkaniu z F. Pagliaranim, ponownie podkreślono, że Sobór Watykański II nie powinien być przedmiotem dyskusji, a tekstów Soboru Watykańskiego II nie można korygować. Chociaż formalnie nie są to nauki ostateczne – jak oświadczył Paweł VI w styczniu 1966 roku – teksty Soboru Watykańskiego II nie są naukami nieomylnymi i nie są ostatecznymi naukami Kościoła. Mam na myśli własne nauczanie Soboru. Oczywiście, kiedy Sobór powoływał się na dogmaty – a powoływał się na wiele dogmatów Kościoła – to one pozostają dogmatami. Nie o to chodzi. Kwestią są własne nauki Soboru.

Skoro zatem te teksty nie są ostateczne, nie są ex cathedra , dlaczego nie można ich poprawić, ulepszyć, a nawet poprawić? W historii Kościoła zdarzały się takie przypadki. Na Soborze Florenckim istniały orzeczenia doktrynalne – nie tylko dyscyplinarne – które nie miały być nieomylne. Jednym z nich było stwierdzenie Soboru Florenckiego, że materią ( materia ) sakramentu święceń jest wręczenie kielichów, narzędzi, a nie włożenie rąk, czyli nałożenie rąk.

Ale to było sprzeczne z długą tradycją Kościoła, ponieważ przez całe pierwsze tysiąclecie, na Wschodzie i Zachodzie, nie było jeszcze przekazywania instrumentów. Nastąpiło to dopiero później, być może pod koniec pierwszego tysiąclecia. Przez długi czas Kościół stosował tylko nałożenie rąk. A potem, w czasach florenckich, prawie połowa Kościoła — Kościoły wschodnie — nadal stosowała tylko nałożenie rąk. I to jest ten jeden Kościół z jednym sakramentem. Dlatego dla niektórych teologów dziwne było, że Sobór wydał takie oświadczenie. Nie było ono zrównoważone. Obiektywnie było to błąd. Ale Stolica Apostolska w tym czasie była dość tolerancyjna i nie zabroniła teologom dyskutowania na ten temat, a nawet wnoszenia sprzeciwu wobec tego sformułowania.

Przez stulecia większość teologów uważała, że ​​istotą rzeczy jest jedynie włożenie rąk. Dojrzewała, dojrzewała, aż wreszcie papież Pius XII w uroczystym dokumencie definitywnie stwierdził, że istotą rzeczy jest jedynie – podkreślił – włożenie rąk. Formalnie więc skorygował sobór powszechny w kwestii doktryny.

Stolica Apostolska była w tamtych stuleciach bardziej tolerancyjna niż dzisiaj. Dziś Stolica Apostolska zabrania dyskusji i korekt lub modyfikacji niektórych oświadczeń duszpastersko-doktrynalnych – wolności religijnej, ekumenizmu, kolegialności: tych dwóch lub trzech punktów, które są istotne dla Bractwa Świętego Piusa X. Trzeba je po prostu zaakceptować; włożyć trochę wysiłku intelektualnego, trochę gimnastyki umysłowej, a wtedy wszystko będzie w porządku. To nieuczciwe.

Kolejny punkt: ten sam Sobór stwierdził, że każda osoba nieochrzczona, niemowlę czy dorosły, która umiera bez chrztu, idzie prosto do piekła. Takie stwierdzenie jest bardzo niespójne. Później teologowie uznali, że czegoś tu brakuje; nie było to do końca słuszne. Kościół dopuszczał dyskusję aż do XIX wieku. Pius IX wydał dwa dokumenty, encykliki, w których zajął się tą kwestią i sprostował doktrynalne stwierdzenie Florencji, stwierdzając, że gdy osoby nieochrzczone umierają w tak zwanej nieświadomości nieprzezwyciężalnej, mogą dostąpić zbawienia drogami, które zna tylko Bóg.

Widzicie więc, mamy już kilka przykładów. Dlaczego nie być bardziej tolerancyjnym i nie powiedzieć: „Dobrze, porozmawiajmy; te trzy punkty mogą być ważniejsze; dajmy im swobodę dyskusji”? Dlaczego nie zaproponować poprawek, a nawet modyfikacji czy poprawek, aby te teksty nie były już niejednoznaczne?

Innym przykładem w historii był papież Honoriusz I w VII wieku. Napisał on dwa listy, należące do jego autentycznego magisterium pontyfikalnego, do patriarchy Konstantynopola dotyczące chrystologii. Te listy papieża były tak niejasne, tak niejednoznaczne. Nie były wprost heretyckie, nie były wprost błędne, ale całkowicie niejednoznaczne. Te dwa niejednoznaczne listy dały heretyckiemu patriarsze w Konstantynopolu i na Wschodzie bodziec do dalszego szerzenia tam herezji. Powoływali się na papieża Honoriusza i szerzyli herezję.

Bezpośrednim następcą Honoriusza – ponieważ pierwszy następca sprawował urząd zaledwie kilka miesięcy – był Jan IV. Próbował ratować sytuację i bronić Honoriusza, stosując to, co dziś nazwalibyśmy hermeneutyką ciągłości. Jednak kolejni następcy Honoriusza w tym samym stuleciu, a także III Sobór Konstantynopolitański, nie zaakceptowali hermeneutyki Jana IV. Powiedzieli: „Nie, twoje wyjaśnienie jest nie do przyjęcia” – nie dlatego, że było herezją, ale dlatego, że brakowało mu jasności; było niejednoznaczne. I z tego powodu uroczyście go potępili. A papież, święty Leon II, który zatwierdził sobór powszechny, również potępił swojego poprzednika z powodu niejednoznaczności.

Dlatego nie możemy kontynuować z niejasnymi tekstami Soboru Watykańskiego II. Musimy je skorygować, aby były krystalicznie jasne w odniesieniu do ekumenizmu i wolności religijnej, bez jakiejkolwiek zachęty do niejednoznacznych interpretacji – które miały już miejsce przez te sześć dekad, przez te sześćdziesiąt lat. Teraz mamy owoce tych niejasnych tekstów w postaci błędnego ekumenizmu, błędnego systemu dialogu religijnego, który jest w istocie relatywizmem, podważającym jedyną prawdę i jedyną prawdziwą religię, jaką jest Kościół katolicki założony przez Boga. I to jest całkowicie podważone.

Kiedy odwiedza się seminaria i wydziały teologiczne z ostatnich sześćdziesięciu lat, kiedy rozmawia się z nimi teraz i pyta, większość księży i ​​seminarzystów z tzw. Novus Ordo, z obecnych wydziałów teologicznych w Kościele katolickim, odpowie: „Tak, różne wspólnoty chrześcijańskie podążają tą samą drogą do Boga, do Chrystusa, i możemy ze sobą współistnieć. Nawracanie nie jest absolutnie konieczne”. Dotyczy to nawet niechrześcijan. Jest to coraz bardziej powszechne i nauczane na wydziałach oraz głoszone przez księży, a nawet biskupów. 

AV: Wasza Ekscelencjo, opisał Pan konsekracje w Écône jako wybór między zachowaniem jasnej wiary a uznaniem przez Papieża, ponieważ Rzym wymagałby od Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (FSSPX) zaakceptowania pewnych nowych niejasności i legalności Nowej Mszy. Sam jest Pan biskupem w pełnej komunii i od dawna wskazywał Pan na te same problemy. Czy przyjął Pan te warunki? Jeśli nie, to dlaczego jest to dylemat tylko dla Bractwa?

+AS: Cóż, kiedy zostałem biskupem, nie byłem jeszcze tego w pełni świadomy. Muszę być szczery. Teraz jestem biskupem od dwudziestu lat. Jestem znawcą patrystyki. Studiuję sytuację coraz głębiej: teksty soborowe, historię soboru, debaty. Uważnie czytałem sobór. Dzięki temu mam większą świadomość niejednoznaczności tych tekstów. Nie możemy akceptować takich niejednoznaczności.

A także Novus Ordo: coraz bardziej, studiując teksty i świadectwa, uświadamiałem sobie, że nie jest ono poprawne. Nie możemy twierdzić, że Novus Ordo – innymi słowy, jego poprawność czy prawowitość – nie wymaga korekty. Nie możemy trwać przy tak niejednoznacznym rycie liturgicznym, który podważa jasność ofiarniczego charakteru Mszy Świętej. Teraz jestem tego bardziej świadomy. I dlatego lepiej rozumiem Bractwo, które nie jest w stanie podpisać się pod tymi stwierdzeniami Soboru ani pod dobrocią czy poprawnością Nowej Mszy.

Dziesięć lat temu byłem jednym z wizytatorów apostolskich Bractwa i jestem tego świadomy. I jeden z ostatnich dokumentów, nawet w 2017 roku, kardynał Müller im przedstawił. Mam tekst, w którym wzywa ich do uznania nie tylko ważności Nowej Mszy i nowych sakramentów, które są gotowi uznać. Wyobraźcie sobie: Stolica Apostolska musi się tym już zadowolić. Mówiłem wtedy, za mojego życia, do Stolicy Apostolskiej: „Proszę, bądźcie zadowoleni, kiedy będą gotowi uznać ważność”. Ale Stolica Apostolska nie była tym usatysfakcjonowana. Przyjęli maksymalistyczne podejście i oczekiwali więcej od Bractwa. Powiedziałem im: „Proszę, przyjmijcie minimalistyczne podejście, ze względów duszpasterskich i historycznych”.

Bractwo nie przyjęło propozycji, by uznać dobroć, prawowitość i poprawność Mszy Świętej – nie tylko jej ważność. A także, że – globalnie rzecz biorąc – nauki Soboru Watykańskiego II stanowią część tradycji Kościoła.

W lutym tego roku kardynał Fernández ponownie jasno określił wymagania. Chcąc mieć biskupów, trzeba zaakceptować te warunki. Musimy prowadzić debaty teologiczne, ale Bractwo i Stolica Apostolska znają już ich wynik: muszą zaakceptować te niejednoznaczne stwierdzenia, zaakceptować dobroć Nowej Mszy.

AV: Ostatnie pytanie dotyczące Bractwa: gdyby Ksiądz miał okazję ponownie spotkać się z Jego Świątobliwością i kardynałem Fernándezem w Świętym Oficjum, co by im Pan powiedział? Jak przedstawiłby im Pan sprawę Bractwa?

+AS: Powiedziałbym im: „Nie popełniajcie wielkiego błędu historycznego, aby Kościół nie musiał pokutować po waszej śmierci – aby następni papieże nie musieli pokutować”. Dlaczego? Ponieważ w tamtym czasie, w roku 2026, Kościół był tak sztywny i niezdolny do rozwiązania problemu duszpasterskiego – oczywiście z pewnymi elementami doktrynalnymi, ale nie chodzi tu o bezpośrednie omawianie dogmatu wiary. Chodzi raczej o duszpasterskie wyjaśnienia Soboru.

Potrzebujemy bardzo wielkodusznego, prawdziwie duszpasterskiego, a wręcz synodalnego podejścia i rozwiązania tego problemu: odrobiny większej otwartości i ducha synodalnego. Powinniśmy powiedzieć: „Tak, zgadzamy się na to teraz”, a następnie pozwolić biskupom na wyświęcenie – lub uznać ich po ich wyświęceniu – w celu stworzenia klimatu wzajemnego zaufania.

Ponieważ Stolica Apostolska jest silniejsza, ci, którzy są silniejsi, muszą być bardziej otwarci niż ci słabsi, którzy nie mają tak wielkiej władzy. Tak więc potężni stają twarzą w twarz z bezsilnymi. Bractwo jest, kanonicznie rzecz biorąc, bezsilne. Stolica Apostolska jest potężna. Cała władza jest w niej. A teraz, dlaczego nie, wy, którzy jesteście potężni, nie skłonicie się trochę, nie uczynicie ustępstw duszpasterskich, a następnie nie stworzycie tego klimatu wzajemnego zaufania, klimatu psychologicznego? Zintegrujcie ich trochę z normalnym życiem Kościoła, a wtedy będziemy mieli więcej pozytywnych i owocnych elementów oraz ramy do prowadzenia niezbędnych dyskusji.

Ale to może zająć trochę czasu. To może zająć dużo czasu. Kościół zawsze poświęcał czas i wykazywał się tolerancją w omawianiu pewnych kwestii przez wiele, wiele lat. Najpierw należy je trochę zintegrować.

Powiedziałbym Ojcu Świętemu: „Tylko Ty możesz to rozwiązać, z wielką ojcowską miłością i wielkodusznością”.

AV: 26 sierpnia papież Leon XIV zakończył swój środowy cykl wykładów poświęcony Sacrosanctum Concilium . Przedstawił posoborową reformę jako zakorzenioną w żywej Tradycji i ukierunkowaną na świadomy, aktywny udział, a nie na „milczących widzów”. Mówił Pan o „doktrynalnej i rytualnej niejasności” w Nowej Mszy oraz o zerwaniu z tradycyjnym rytem rzymskim. Co usłyszał Pan w tej ostatniej katechezie? Czy Novus Ordo, w powszechnie celebrowanej formie, można pogodzić z tym, czego faktycznie domagał się Sobór, czy jedynie z późniejszym duchem reformy, wykraczającym poza tekst?

+AS: Nie uchwyciło prawdziwej rzeczywistości, czym jest Novus Ordo i jak jest ono tak powszechnie obchodzone na całym świecie. Po prostu nie stwierdza, nie akceptuje, nie dostrzega rzeczywistości. To raczej teoretyczne przemówienie, które nie odpowiada praktyce takiej, jaka jest w rzeczywistości.

Novus Ordo, takie jakie jest, nie odpowiada intencji Ojców Kościoła, Ojców Soboru. Papież musi to uznać, ponieważ mamy tak wielu świadków z tamtych dni. Po pierwsze, kardynał Ratzinger, profesor Ratzinger. Napisał słynny list do profesora Waldsteina w 1976 roku i stwierdził, że — ponieważ Ratzinger uczestniczył we wszystkich dyskusjach Soboru jako tak zwany peritus ; był obecny — „Z mojego udziału i obecności w debatach na temat liturgii podczas Soboru, mogę z całą pewnością powiedzieć, że Novus Ordo, jakie mamy, nie jest tym, co mieli na myśli Ojcowie Soboru”. To bardzo ważne świadectwo, o dużej wadze.

Następnie mamy świadectwo kardynała Antonellego, który uczestniczył w Soborze, a następnie w tzw. Komisji Bugniniego. W swoich wspomnieniach kardynał Antonelli krytykuje pracę Bugniniego nad Novus Ordo, która wykraczała poza to, czego oczekiwał Sobór.

Następnie słynny liturgista i teolog Louis Bouyer. Był on również członkiem Soboru jako peritus , a następnie Komisji Bugniniego. W swoich wspomnieniach ostro krytykuje ideologiczną działalność Bugniniego w odniesieniu do Novus Ordo. Z kolei niedawno ukazała się książka archimandryty Bonifacego Luykxa pt. „Szersze spojrzenie na Sobór Watykański II” , w której w sposób dobitny wykazał, na podstawie własnego udziału w Soborze i w komisji, że Msza św. Pawła VI w rzeczywistości nie odpowiada intencjom Ojców Soborowych.

To są fakty. Nie możemy im zaprzeczyć. Wydawało mi się, że wystarczy po prostu zamknąć oczy i powtarzać retoryczne frazesy, które same w sobie mogą być prawdą, ale nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i historią.

A oto kolejny aspekt: ​​gorąco polecam nawet Ojcu Świętemu i jego doradcom, aby uważnie przeczytali wszystkie debaty soborowe dotyczące liturgii. Wiele lat temu w Rzymie opublikowano książkę ze wszystkimi debatami ojców soborowych dotyczącymi liturgii. Przeczytałem ją dwa razy, ale jest po łacinie. I to wiele mówi. Czytając ją, można pomyśleć: „Och, ojcowie soborowi byli tak niepewni, tak ostrożni w kwestii drastycznych zmian”. Cała debata dotyczyła głównie języka, języka ojczystego lub łaciny.

Ale nawet w Sacrosanctum Concilium – i jestem zaskoczony, że papież Leon XIII nie zdawał sobie z tego sprawy – znajdują się dwa zapisy, które mówią, że język łaciński musi być zachowany: nie tylko może, ale musi być zachowany w rycie łacińskim. To jest „konieczne”. Kolejny zapis mówi, że biskupi muszą zapewnić wiernym możliwość poznania Ordinarium Mszy Świętej po łacinie. To oznacza Kyrie, Gloria, Credo, Agnus Dei, Sanctus.

A w ponad 90 procentach Novus Ordo w ogóle się to nie stosuje. Jest to więc sprzeczne z wyraźnym nakazem Soboru, który Ojciec Święty powinien również wziąć pod uwagę, mówiąc o tym.

I potem mamy na przykład podczas Soboru, podczas debaty na temat liturgii, jeden biskup, który wstał i powiedział: „Ja tego nie proponuję; jestem przeciwny tym propozycjom poszerzenia języka ojczystego, ponieważ jeśli je poszerzymy” – powiedział Ojciec Soboru – „to z czasem Msza Święta będzie odprawiana w całości w języku ojczystym”. I wtedy prawie cały Sobór zaczął się śmiać, ponieważ to nie było możliwe.

A potem przewodniczący komisji wstał i powiedział: „Wasza Ekscelencjo, zapewniamy, że to niemożliwe. Nigdy nie będzie tak, żeby cała Msza Święta była odprawiana w języku ojczystym”. Widzicie, jaka była atmosfera psychologiczna podczas Soboru: większość Ojców Soborowych nie wyobrażała sobie, że Msza Święta mogłaby być odprawiana wyłącznie w języku ojczystym.

Ale dziś ponad 90 procent mszy Novus Ordo jest odprawianych w języku narodowym. Są nawet diecezje, gdzie księża chcący odprawić Novus Ordo po łacinie są karani i zakazywani. To absurd.

Są ludzie, którzy naprawdę chcą zachować ciszę podczas Mszy Świętej, kontemplować wewnętrznie. Kontemplacja jest również możliwa podczas Mszy Świętej. Oczywiście nie chodzi o to, aby cała wspólnota milczała i nie mówiła. To nie jest ideał. Ideałem jest, aby odpowiadali księdzu. Ale musimy być również otwarci na możliwość kontemplacji dla osób, które wolą kontemplować.

Może również mieć miejsce aktywne uczestnictwo, które jest bezowocne, ponieważ nie ma w ogóle wewnętrznego uczestnictwa.

I jeszcze jeden aspekt: ​​pierwszy Mszał, zgodny z normami Sacrosanctum Concilium , został opublikowany przez Stolicę Apostolską w 1965 roku. Nie powinniśmy zapominać o Mszale z 1965 roku, który był już pierwszą reformą liturgiczną Soboru Watykańskiego II. Nie był to rok 1969. Był to początek 1965 roku.

A potem, kiedy Ojcowie Soborowi wrócili na ostatnią sesję we wrześniu 1965 roku, odprawili już zreformowaną Mszę. Wszyscy byli szczęśliwi i mówili: „Och, o to nam naprawdę chodziło”. A czym był rok 1965? To była w zasadzie bardzo staranna, organiczna reforma, zgodnie z żądaniem Soboru, aby zachować całą tradycyjną Mszę, z dwoma tylko modyfikacjami: usunięto Psalm 42 i usunięto Ostatnią Ewangelię. Ale na przykład w starym rycie Psalm 42 był również pomijany w każdej Mszy żałobnej za zmarłych. A w ostatnich dwóch tygodniach przed Wielkanocą, w okresie Męki Pańskiej, Psalm 42 również był pomijany. Nie była to więc nowość.

A jaka była ta ogromna, widoczna reforma w 1965 roku? Zgodnie z propozycją Ojców Soborowych, chodziło o szersze, szersze użycie języka ojczystego. Pierwsza część mszy, aż do prefacji, była więc w języku ojczystym. A po kanonie, również w języku ojczystym. Od prefacji do końca kanonu wszystko było po łacinie. Obowiązkowo te części były po łacinie.

Podczas mszy w 1965 roku Kanon był milczący. Była to bardzo staranna reforma, z której zadowoleni byli Ojcowie Soborowi. A potem, w 1967 roku, na pierwszym Synodzie Biskupów, Bugnini przedstawił projekt nowej mszy, która miała wejść w życie w 1969 roku. Miał ją już w 1967 roku, ale większość Ojców Synodalnych w 1967 roku odrzuciła ten projekt.

Widzicie więc: większość Ojców Synodalnych z 1967 roku, którzy jeszcze dwa lata wcześniej byli Ojcami Soborowymi, nie zatwierdziła Mszy z 1969 roku.

Chciałbym, aby papież Leon XIII przestudiował to przed wygłoszeniem swojego przemówienia: zapoznał się ze wszystkimi elementami historii i faktami, zapoznał się z debatami i wysłuchał świadków.

Nowy Limbu

Korespondent Watykanu „Advaticanum”.

 

https://advaticanum.com/article/exclusive-bishop-schneider-calls-for-fatherly-charity-towards-sspx-and-responds-to-sacrosanctum-concilium-general-audience/


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location