WŁADYSŁAW STUDNICKI. GENEZA UPADKU POLSKI.

GENEZA UPADKU POLSKI.

Przyczyny upadku Polski. Nie społeczne przyczyny doprowadziły Polskę do upadku. Nieszczęśliwy przypadek — wygaśnięcie dynastyi. Znaczenie dziejowe kolonizacyi Eitwy i Rusi. Czynniki spójni z Wę­grami, Czechami INiezrównanie ważniejsze czynniki spójni z LitwTą. Unia z Eitw7ą była czynnikiem rozwmju i potęgi. Unia kościelna — nieszczęściem. Od XVI st. główną antagonistką Polski stała się Mo­skwa. Czynniki zwycięstwa Moskwy. Brak drugiego frontu w ciągu stuleci. Antyteza ustroju Rosyi i Polski. Nadmierny fiskalizm rosyjski. Zastój budżetowy Rzeczypospolitej. Elekcya znosi ciągłość w polityce zewnętrznej. Elekcya wytwarza liczne wzajemnie neutralizujące się organy polityki zewnętrznej.

N

ie tylko historyków, ale polityków polskich jak i wro­gich Polsce zajmowała i zajmować będzie przyczyna upadku Polski, jej politycznego ujarzmienia i podziałów.

«Zbrodnia popełniona nad Polską mścić się będzie na waszych dzieciach« — mówił Inebknecht w parlamen­cie niemieckim.

 

»Myśmy wyzwolili chłopa z pod ucisku szlachcica, szlachcica z pod ucisku magnata« — piszą publicyści rosyjscy.

Pokolenia, które urządzały powstania, uznawały roz­biory za zbrodnię wołającą o pomstę do nieba. Pokolenie, które potępiło powstanie, upowszechniło pogląd, że nasze własne wady i błędy doprowadziły nas do upadku, że przemoc obca rozebrała już rozkładający się organizm. Polska, zdaniem jego, nie miała racyi. Socyalizująca i radykalizująca młodzież nasza, pod wpływem historyozofii rosyjskiej, uznawała upadek Polski za naturalną konsek­wencję ucisku chłopa, upośledzenia mieszczanina.

  1. Korzon przez swe Wewnętrzne D z i e j e, w których z kolosalnym nakładem pracy udowodnił, żeśmy się w epoce rozbiorów odradzali, że moglibyśmy pod wielu względami uprzedzić nawet inne narody, gdyby nie spadły na kraj rozbiory, przyczynił się do wzmożenia prądu patryotycznego u nas.

Nie społeczne, a polityczne, częstokroć przypadkowe czynniki wywołały nasz upadek — oto twierdzenie, które uznajemy za uzasadnione przez liczne fakty, ujawnione przez obcych i naszych historyków. Musimy to podnieść, gdyż jest to niezbędne dla prawidłowego ujmowania na­szych politycznych i społecznych zadań.

Historyk rosyjski Siemiewskij w znakomitem dziele Włościanie i k we s ty a włości ańska za pa­nowania Katarzyny II pisze: »Skargi na ucieczkę chłopów pańszczyźnianych do Polski znajdujemy w na­kazach szlachty we wszystkich miejscowościach mniej więcej bliskich granicy. Podług słów właścicieli ziem­skich z gubernii Smoleńskiej uciekło do Polski ponad 50 000 osób płci obojga. Właściciele ziemscy wskazywali powody ściągające włościan do Polski:                       »Wiedzą oni, —

mówiła szlachta powiatu Opoczyńskiego, że tam wolna sprzedaż soli i niema rekrutacyi. Podług słów szlachty pustorżewskiej włościanie nie tylko na właścicieli ziemskich ale I na ojczyznę swą narzekają — przedewszystkiem na niewolę, podatek pogłówny i pobór rekruta ciężką rozłąkę z rodziną, skarbowe roboty bezpłatne, a oprócz tego na ciężary pańszczyznianie, jakich w Polsce niema«. »Można sobie wyobrazić zadowolenie szlachty rosyjskiej, gdy granice, za które uciekali włościanie, odsunęły się daleko na zachód» — pisze Siemiewskij.

Znakomity badacz niemiecki Knapp podaje, że w 1 708 r. wobec ucieczki wielu chłopów do Polski, król pruski zaproponował stanom pomorskim oraz kamerze pomorskiej rozważyć pytanie, czyby nie należało znieść chłopskiego podaństwa w majątkach, w dobrach prywa­tnych. (Knapp. Die Bauerbefreiung I. str. 1616.) Dla nas nie jest ważną odpowiedź stanów— »niemożebne«, ale to że ucieczka chłopów z Prus do Polski zmuszała królów pruskich do podjęcia sprawy włościańskiej. Analogiczne zjawiska względem Śląska naonczas austrjackiego podaje Griinberg, historyk zniesienia poddaństwa i pańszczyzny w Austryi. Fakta powyższe dowodzą, że położenie chłopa w Rzeczypospolitej nie było gorsze, raczej lepsze, niż w państwach ościennych, że więc nie ucisk chłopów był przyczyną jej upadku.

Względnie nieznaczne ciężary publiczne w Rzeczy­pospolitej, brak rekrutacyi wyjaśnia to nam w znacznej mierze. Oprócz tego należy przyjąć pod uwagę, że po­mimo postanowień sejmowych z końca XV. i początku XVI. w., ażeby prawo wychodu kmieci jaknajbardziej ograniczyć, a nawet sprowadzić do zera, jeszcze w osta­tnich dniach Rzeczypospolitej chłopi przesiedlali się na całym jej obszarze z północy na południe, z zachodu na wschód. »Ludność wiejska znajduje się jakoby w stanie płynnym«           — pisze w swym pierwszym memoryale

z 1 773 r. gubernator galicyjski Pergen. Brak aparatu policyjnego w Rzeczypospolitej uniemożliwiał faktycznie przytwierdzenie chłopa do gleby, pomimo jego przypisa­nia de jurę.

Pisano u nas dużo o upadku miast w Polsce, jak­kolwiek nie udowodniono, że był to faktyczny upadek, nie zaś brak rozwoju. Istnienie większych miast, zwłaszcza przed zaprowadzeniem komunikacyi ulepszonej, jest nie­możliwością tam, gdzie ludność jest rzadka. Polska już nawet po pierwszym rozbiorze, po odpadnięciu od niej na rzecz Rosyi jej kresów wschodnich, słabo zaludnionych, należała do najbardziej rzadko zaludnionych krajów Europy, miała bowiem 931 mieszkańców na milę kwadra­tową, tj. 18 na kwadratowy kilometr, gdy tymczasem owoczesna Francya w 1 776 r. miała 2668 mieszkańców na milę kwadratową, (52 na kilometr), Prusy w 1791 r. 1613 na milę, licząc 37 mieszkańców na kilometr, na Śląsku w 1 775 r. 46, w Magdeburskie] prowincyi 46 w 1 733 r. 52 w 1800 r. Królestwo Saskie, należąc do najgęściej zalu­dnionych krajów Europy, posiadało w 1 786 r. 76 miesz­kańców na kwadratowy kilometr, Anglia 3127 na milę kwadratową.

Polska końca XVIII w. co do gęstości zaludnienia bardziej była zbliżona do Francyi z IX w., której ludność Eevasseur szacuje na 9 milionów, niż do Francyi lub Anglii owoczesnej. Rzecz więc naturalna, że gdy w końcu XVIII w. Paryż liczył już 400,000 mieszkańców, Warszawa nie dochodziła nawet 100.000, owoczesna Francya posiadała 79 miast z ludnością przeszło 10.000, Polska nie miała nawet 10-ciu takich miast Francya miała już wTówczas Eyon o 135.000, Marseille 80.800, Bordeau 75.800, Rodin 68.040, Filie 68.909, Nantes 51.000. W Polsce poza Warszawą w 1 773 tylko jedno Wilno przekraczało 50.000 mieszkańców, Kraków liczył 23.590, Fwów 15.000, Lublin 8.550, Kowno w 1873 r. 22.000 w 1796 — 8.500, Poznań przy okupacyi 12.509.

Miasta polskie, wobec rzadkiej ludności Rzeczypo­spolitej i częstych uszkodzeń mechanicznych przez najazdy, musiały zasilać się obcym pierwiastkiem. Dostarczały go nam Niemcy, co jest zrozumiałem wobec znacznej różnicy gęstości zaludnienia Niemiec i Polski; stąd szło niemieckie i zgermanizowane językowo mieszczaństwo żydowskie.

Otóż względna nieliczność żywiołu miejskiego, któ­rego znaczną część stanowiły pierwiastki obce, wywołała abstynencyę polityczną miast na sejmach, lub zredukowa­nie uczestnictwa do spraw nielicznych kilku ważniejszych miast.

Ograniczone prawa miast i polityka ekonomiczna, zwracająca się częstokroć przeciwko nim, była rezultatem stosunku sił między miastami a szlachtą, nosicielką inte­resów agrarnych.

Niezamożność szlachty zradzała zapotrzebowanie na produkty tanie; cechy były czynnikiem zabezpieczającym jakość, ale utrzymującym na dosyć wysokiej normie pro­dukty przemysłowe, stąd naturalna dążność szlachty do znoszenia cechów; dążność ta spotykała się z interesem żydów w Polsce, którzy nie mogli należeć do cechów, gdyż cechy były związkiem na śmierć i życie; każdy cech miał swego świętego w niebie i swe ołtarze na ziemi. W walce cechowych rzemieślników z partaczami, tj. rze­mieślnikami do cechów nie należącymi, przeważnie z ży­dami, szlachta staje po stronie tych ostatnich. Widzimy szereg uchwał sejmowych z 1423, 1538, 1550 i t d. zno­szących cechy. Sama jednak ilość tych uchwał wskazuje, że nie bywały one częstokroć wykonywane, zniesiony cech wyjednywał znów przywileje królewskie. W zno­szeniu cechów widzimy próby, częstokroć nieudolne, przy­stosowania cen towarów do niezamożnego rynku polskie­go i o ileby ów rynek rozszerzył się, sama słabość i chwiej ność cechów ułatwiłaby rozwój form przemysło­wych, powstanie rękodzieł na większą skalę.

Za ujemny i wielkiej wagi czynnik, tamujący rozwój handlu, uważają historycy prawa polskiego ustawy z 1496 i 1507 r., na mocy których szlachcie przyznaną została wolność od ceł, tj. opłat za przewóz towarów, uiszczanych nie tylko na granicach państwa, ale i w kraju samym

2

na rozmaitych komorach celnych. Było to zwolnienie nie ty Iko od ceł za wyprowadzane produkta, ale i przywożone do kraju. Sądzimy jednak, że było to bardziej fiskalnym, niż gospodarczym minusem, gdyż szlachcic, nie mając prawa trudnienia się handlem, (ustawa 1505 r.) sprowa­dzał towary obce tylko dla własnego użytku, co nie mo­gło podkopać przy w ozowego handlu do Rzeczypospolitej. Bardziej ujemnie na rozwój handlu polskiego musiały wpływać uchwały z 1 507 r, 1538 r. zezwalające cudzo­ziemskim kupcom na detaliczną sprzedaż przywożonych przez się towarów.

Wołnohandlowa dążność, przenikająca politykę eko­nomiczną Rzeczypospolitej, była jednak rzeczą naturalną, w kraju .słabo zaludnionym, nie mającym przez to wiele szans rozwoju przemysłowego oraz wymagającego udziału obcych kapitałów w handlu wobec częstego spustoszenia, jakie dawały wypadki polityczne w kraju.

Zbyt rzadkie było zaludnienie Rzeczypospolitej, aby połit} ka uprzemysłowienia mogła mieć powodzenie takie, jak we Francy i system ColberPa.

Rzadkość zaludnienia utrudniała obronę i potęgo- yvała chciwość sąsiadów na jej ziemie, zwłaszcza sąsiadów zachodnich. Zadaniem połitycznem XVII i XVIII yv. było możliwe zwiększenie ludności państwa (Kameralista austryacki końca XVIII w., Sonnenfels upatruje w zwię­kszaniu ludności główne zadanie państyya.)

Mniemając, że kolonizacya Litwy i Rusi rozpraszała ludność Polski i tern przeszkadzała zgęszczaniu się jej zaludnienia, niektórzy nasi historycy i politycy uważają za czynnik naszego upadku kolonizacyę Litwy i Rusi.

Na Polskę — pisze p. Bobrzyński — spadło olbrzy­mie zadanie cywilizoyvania i kolonizacyi niezmierzonych ruskich i litewskich obszarów. Spełniała je z chlubą, ale zadanie to pochłonęło nasze n aj ży wo tn i ej sz e siły, rozpro­szyło je na daleki wschód, zamiast żeby się miały na ciaśniejszej przestrzeni wzmóc, zjednoczyć i do głębszego

 

a ruchliwszego obudzić życia. Chciejmy tylko pomyśleć, że te miliony ludności polskiej, ten kapitał i praca, któ­reśmy na wschód popchnęli, pozostały w naszych etno­graficznych granicach, ■— jakąż odmienną kolej byłby obrał wewnętrzny nasz rozwój! Gęstsza ludność nie znajdując utrzymania na roli, byłaby musiała rzucić się do przemysłu i handlu, zapełnić miasta żywiołem miesz­czańskim, stworzyć przeciwwagę szlachcie. Trudniejsze warunki codziennego życia, trudniejsza wałka o byt była­by zaostrz) ła nasz narodowy charakter, zbudziłaby na­miętności, stwofzjła energię, pogłębiłaby dziedzinę my­śli, a podniosłaby dziedzinę czynu. Popchnięci do walk domowych, groźnych, ale stanowczych, bylibyśmy z nich wynieśli silny rząd i jasny kierunek dalszego dążenia i pracy. Bez unii nie moglibyśmy się ostać, a unia nas wewnętrznie trawiła. (Dzieje Polski w zarysie. Wydanie drugie. Tom II, str. 337).

  1. Dobrzyński nie uwzględnia tego, że emigracya, nie przechodząca zbyt znacznych rozmiarów, nie wyludnia kraju.

W Europie jeden tylko kraj, mianowicie Irlandya, zredukowała swą ludność pod wpływem emigracyi, prze­połowiła ją w porównaniu z r. 1840 (w 1840 r. 8.171.000 mieszkańców, w 1890 4.130.000). Anglia, która zaludniła swą emigracya Amerykę i Australię, rozwijała swe ko­lonie we wszystkich częściach świata, przeszło potroiła swą ludność w XIX wieku (z 9.250.000 w 1800^ r. do 30.728.000 w 1898 r.). Emigracya, współdziałając uła­twieniu warunków bytu, współdziała zmniejszeniu się śmiertelności; czasami nie wiadomo, czy więcej istnień ludzkich zaoszczędza ona w metropolii, czy więcej ludzi przenosi do kolonii. W Polsce etnograficznej przenosze­nie się ludności na Wschód przeciwdziałało wzrostowi ciężarów pańszczyźnianych, zmuszało szlachcica bardziej dbać o chłopa; wszystko to miało wpływać dodatnio na przyrost ludności.

Gęstsza ludność, nie znajdując utrzymania na roli, musiałaby rzucić się do przemysłu, pisze p. Bobrzyński, zapominając, że w Europie częstokroć ludność, nie znaj­dująca zatrudnienia na roli, rzucała się do włóczęgostwa, że dla rozwoju przemysłu w państwie potrzebne było jej bezpieczeństwo na zewnątrz.

Przyrost ludności do XVIII w., a w wielu krajach na­wet do XIX w. nosił odmienny charakter, niż obecnie, nie był bowiem stały, ale ulegał olbrzymiemu wahaniu. Czarna śmierć w Anglii w 1348 zabrała około dzie­wiątą część ludności. W końcu XIV w. szacują ludność Anglii na 21/2 miljona; w XVI w. wedle obliczeń Ro­gera ma Anglia też 21/2 milj. ludności, w końcu w. XVII (w 1690 r.) na mocy wykazów podatkowych obliczają ludność Anglii na 5 milionów, na początku XVIII w. na 5y2 mil., w 1 770 na 8 milionów.

W Anglii od XVI stulecia rozpoczyna się stały wzrost ludności.

Francy a za czasów Karola Wielkiego, na początku IX w. posiada od 8 do 9 mil. ludności, a więc gęstość zaludnienia Polski z XVIII w., w XIV stuleciu liczy prze­szło 20 miljonów. Potem czarna śmierć XIV wieku, stu­letnia wojna, zmniejsza znacznie ludność Francy i i ludność jej za czasów Henryka III (1574—-1580) równa się wszyst­kiego 14 mil., w połowie XVIII w. Francya dochodzi do zaludnienia, jakie już posiadała w wieku XIV.

W Niemczech w XIV stuleciu czarna śmierć zdzie­siątkowała ludność; okresem wzrostu ludności były XV i XVI stulecia, okresem nadzwyczajnego zmniejszenia wojna 30-letnia.

Jeżeli ilość ludności do XVIII w., a dla wielu kra­jów do XIX, podlegała znacznemu wahaniu dla całych państw, tern znaczniejsze było wahanie się dla prowincyj poszczególnych. Stąd im w mniejszych granicach była­by Rzeczpospolita Polska, tern łatwiej pod wpływem lo­kalnych warunków nastąpićby mogło zmniejszenie się jej ludności. Bez unii z Litwą, bez pleców od wschodu, jakie ta unia nadawała, Polska musiałaby znaleźć się wśród krajów dziedzicznych Habsburgów, jej bowiem pa­nujący nie wytrzymaliby współzawodnictwa z nimi. Spo­tkałby nas los Czechów7, nie do pozazdroszczenia, gdyż polskie ostatki są więcej warte, niż czeskie dostatki.

Czyż mogło większe pole rozwinąć się dla nas w dzie­dzinie czynu, jak unia z Litwą, otwierająca nam drogi na wschód oraz zniweczenie gniazd tatarskich w Krymie, skąd szły spustoszenia naszych miast, wyludnienie naszych wsi. Gdy naturalnym sprzemierzeńcem Polski i Litwy był chan tatarski, naturalnym sprzymierzeńcem Moskwy był przez długi czas, aż do upadku kazańskiego chaństwa“ chan krymski; otóż zniszczenie krymskiego państwa musiało być politycznem zadaniem Rzeczypospolitej.

Kozaczyzna, nie zwrócona przez nas przeciwko Ta­tarom, nie zaabsorbowana zaczepną wojną z nimi, musiała obrócić się przeciwLo nam. Tu leży źródło buntów ko­zackich, które siały spustoszenie i wyludnienie nie mniej od napadów tatarskich. Dyzunia, przywiązanie do prawo­sławia było tu czynnikiem pochodnym, hasłem bojowem, jako antyteza religijna z katolicyzmem Lachów, jako spójnia z Moskwą, z którą przymierze było niezbędne dla kozactwm do walki z Rzeczpospolitą. Magnaterya polska urosła na kolonizacyi, odczuwała większą potrzebę ludzi, niż ziemi. Stąd nie do zdobyczy tery tory alnych parła, ale do zmniejszenia ilości kozaków, zwrócenia znacznej ich części nie wniesionej do rejestrową do pracy rolnej, pańszczyźnianej.

Zbyt rzadką miała ludność Rzeczpospolita, zbyt dużo obszarów było jeszcze do skolonizowania na Rusi, aby dalsze zdobycze na południe pociągać mogły szlachtę i panów; brakowało tu podniety materyalnej natury. Ale państwo, które reprezentuje nie tylko teraźniejsze, ale i przyszłe interesy narodu, winno było dokonać niezbędnych podbojów. Realną siłą, uosobiającą państwo i pchającą je do zdobyczy jest zwykle dynastya, odczuwająca państwo jako swój majątek dziedziczny, którego przyiunożenie, tj. rozszerzenie granie jest punktem honoru panującego. Ale nieszczęściem wygasły w Polsce dynastye, nastąpiła elekcya, unietnożliwiająca ciągłość w polityce zewnętrznej, wykoszla wiaj ąca jej prowadzenie. Wygaśnięcie dynasty i Jagielonów było nieszczęśliwym przypadkiem; jakkolwiek też przypadek — wygaśnięcie dyn as tj i Piastów spowodo­wał unię Polski z Litwą, jednak nie była ona t)łko przy­padkiem, miała znaczniejsze podstawy naturalne, niż związek z Czecliami lub Węgrami, z którymi też mie­liśmy wspólnych królów. Szujski powiada, że „mieszczanie ujrzeli się przez połączenie Polski z Rusią i Litwą w świetnych ekonomicznych warunkach, które obok głównych miast: Krakowa, Sandomierza, Poznania, Ka­lisza i Lwowa, dozwoliły się rozwinąć licznym pomniej­szym. Materyal dawniej dostający się z dalekiego Wschodu, szczególniej skóry i wełna, przerabiany na miejscu, dostawał się i za granicę i w kraju miał znaczny popyt (Szujski. Plis tory a Polski wieku XIII. str. 113). Ani Czechy dla narodu polskiego, ani Polska dla cze­skiego nie stanowiły terenu kolonizacyjnego, oba te kraje ulegały w większym lub mniejszym stopniu kolouizacyi niemieckiej. Węgry, jakkolwiek na znaczniejszej prze­strzeni przylegle, — analogiczne ze względu na strukturę społeczno-polityczną, będące częstokroć wzorem, na którym urabiały się prawa polityczne Polski, ■— nie mogły mieć spójni naturalnej z Polską w interesach kolonizacyjnych, gospodarczych żadnego z obu krajowa Z Czechami spa-r jało nas wspólne niebezpieczeństwo ze strony Niemiec, z Węgrami niebezpieczeństwo niemieckie i tureckie, za czasów Jagielonów to ostatnie.

Ta spójnia mogłaby wytworzyć unię na stale, ale Polska, która za czasów Piastów musiała wytężyć swe siły dla obrony od Niemców, za czasów Jagielonów po­siadała zadanie dziejowe —■ zdobywanie Litwy i Rusi dla kultury zachodniej, walkę o Litwę i Ruś z Moskwą, która z małego księstwa rozrosła się w duże państwo. Po Grunwaldzie, tj. po 1410 r. na trzy przeszło stulecia odsu­nęło się niebezpieczeństwo niemieckie.

Walki z Turcyą XV i XVI st mogły za Jagielonów spoić Polskę z Węgrami na stałe, lecz Austrya zdołała wytworzyć silniejszą, opartą na kolonizacyi spójnię z nie­mi, spójnię częstokroć żywotnym ich interesom zagraża­jącą, co wywołało chwianie się Węgier między Austrya i Turcyą. Przez obronę Wiednia Sobieski przeciwdziałał wyjarzmieniu się Węgier.

Kolonizacya wytwarzała spójnię między Polską a Li­twą i Rusią. B}ła czemś naturalnem wobec różnicy za­ludnienia tych krajów, wobec urodzajności stepów połu­dniowych w porównaniu z mazowieckimi piaskami.

Stosunek liczbowy Litwy do Korony w końcu XV. wueku przedstawia Papee w sposób następujący: „ Pospolite ruszenie W. Księstwa przedstawiało cyfrę 40.000 ludzi. Natomiast pospolite ruszenie Korony wy­nosi za Kazimierza Jagielończyka 60.000 ludzi. Otóż uważajmy dobrze ten stosunek liczbowy 4 : 6 czyli 2:3, jaki zachodzi między po spoił tern ruszeniem Litwy a Pol­ski, miejmy dalej na względzie, że obszar W". Księstwa był wówczas trzy razy większy od obszaru Korony — a dojdziemy już prostą rachubą do wyobrażenia, że zalu­dnienie Litwy było przeciętnie ĄL/2 razy rzadsze od zalu­dnienia PolskiL (Pr. Papee. Litwa i Polska na przeło­mie wieków średnich str. 12). Ludność Litwy ówczesnej szacuje Papee na 1 milion, Korony na 11/2 miliona a Prus i Mazowsza na 1L miliona.

W końcu XVIII w. (1 796 r.) nabytki Rosyi po trzech rozbiorach, mniejsze niż Litwa z XV wieku wobec strat Zadnieprza XVI w., posiadały ludności 8.400.000, gdy reszta Polski 8 milionów. Otóż gdy ludność Polski w ciągu trzech stuleci zwiększyła się 21j2 raza, ludność Litwy i Rusi przeszło osiem razy. Przypuśćmy, że sza-

Glinek ludności W. Księstwa dla końca XV stulecia, przyjęty przez Papee’go był zbyt mały, jeżeli nawet go zwiększymy 11/2 raza, wypada że w Wielkiem Księstwie Litewskiem ludność wzrastała znacznie szybciej, niż w Koronie. Był to wynik tak kolonizacyi polskiej, jak i większej plenności ludności rolnej na czarnoziemiu Rusi, niż na piaskach mazowieckich.

W końcu XVI w. kolonizacya polska nowe, ogromne przybrała rozmiary — pisze M. Bobrzyński — a tak da­lece na żyzną Ukrainę garnęła się szlachta i chłopi, że wiele okolic w dawnej Polsce, mianowicie na Mazowszu, wyludniło się i stanęło odłogiem. A jednak cała ta ludność polska na Rusi traciła prędko poczucie swej na­rodowości. — Nie troszczono się bynajmniej o potrzeby duchowe polskiej ludności wieśniaczej, na Rusi przeby­wającej. Nie zakładano dla niej kościołów katolickich, a tern samem prędzej czy później przerzucano ją na łono wschodniego kościoła, który obrządkiem swoim ją ruszczył. Błędowi temu unia wcale nie zapobiegła, owszem ona go jeszcze zwiększyła, bo skoro teraz kościół ruski i łaciński był jeden, a podrzędna tylko między niemi zachodziła różnica w obrządku, to już panowie nie uznawali potrzeby budowania dla ludności polskiej na Rusi łacińskich ko­ściołów.

Nie kolonizacya, ale unia kościelna i niedbałość na potrzeby duchowe kolonistów polskich zmarnowała masę sił narodowych polskich. Pomimo to ileż to sił ducho­wych otrzymała Polska z Uitwy i Rusi, sił wzmagaj ących naszą żywotność, a pochodzą one z tej ludności polskiej, z przymieszką krwi ruskiej lub litewskiej. Ludzie ci „zbudzili namiętności, stworzyli energię, pogłębili energię myśli, podnieśli dziedzinę czynu. “

Było to całkiem naturalnym i zdrowym procesem przesuwania sił ludności Polski na Wschód i Południe, ale błędem było nie rozpostarcie mocno i szeroko ekspansyi naszej na wybrzeże morza Czarnego. Moskwa występowała jako groźny współzawodnik Polski już w XV i XVI w. Cesarz austryacki Maxymilian II i car moskiewski zawarli umowę o podział Polski. „ Cesarz — powiada protokół z r. 1573 ■— wyjawił życzenie, aby Kró­lestwo (to znaczy Polska) zostało podzielone: Korona dla cesarza, a Wielkie Księstwo Litewskie dla cara moskiew­skiego I aby obaj zjednoczyli swe siły przeciw władcy Turcy! i władcom Tatarów. “

O ileby Moskwa zawładnęła ziemiami litewsko- ruskiemi, podział taki sam przez się urzeczywistniałby się, gdyż Polska nie zdołałaby się ostać państwu Plabsburgów i obniżyłaby się do poziomu krajów czeskich.

Zadania swego walki z Moskwą Polska nie spełniła należycie, gdyż siły jej zostały rozstrzelone między walkę z Turcyą i Moskwą. Zajęcie Konstantynopola przez Turków w 1453 r. było erą szachowania Rzeczypospolitej przez Turcyę. Od połowy więc XV stulecia niebezpieczeństwo tureckie było czynnikiem, wpływającym na politykę Rze­czypospolitej. Trwa to aż do końca XVII w., jakkolwiek u schyłku tego okresu Turcya już nie jest najniebezpie­czniejszym sąsiadem Rzeczypospolitej, chociaż przez Inercyę myślenia politycznego jest jeszcze za takiego uważaną, np. Sobieski zrzeka się na rzecz Moskwy Kijowa dla sojuszu polsko-moskiewskiego przeciwko Turcyi. W 1686 r. odbyła się pierwsza wojna rosyjsko-turecka, od tego czasu Turcya staje się faktycznie naturalnym sprzymierzeńcem Polski.

Walka o Litwę i Ruś Pdlski z Moskwą, ów proces nie zakończony po dziś dzień pomimo zniesienia państwa polskiego, trwa już pięć wieków. Moskwie Litwa była potrzebną, jako plecy do kraju Nadbałtyckiego, jako błona łączna z krajem Nadbałtyckim. Ruś (Ukraina, Wołyń i Podole) stały się potrzebne, gdy porobiła zdobycze nad morzem Czarnem i pragnęła owładnąć Turcyą, a więc w końcu XVIII w. Litwa pogańska, zdobywszy Ruś, wyżej od niej kulturalnie stojącą, poddała się jej wpły­wowi i była na drodze do zupełnej asymiłacyi. Język białoruski stał się oficyalnym językiem Litwy.

Prawosławie spajało Ruś litewską z Moskwą. Po zrzuceniu jarzma tatarskiego przez Moskwę Litwa nie­chybnie stałaby się jej zdobyczą, gdyby nie uprzednia unia z Polską. Dzięki jej, Litwa nietyiko osiągnęła bez­pieczeństwo ze strony zagrażających jej Krzyżaków, lecz uchroniła się na kilka wieków od ustroju państwowego Rosy i, polegającego na poniewieraniu praw jednostki.

Polska reprezen to wal a katolicyzm, Moskwa — prawo­sławie. Walka między Polską a Moskwm do dziś dnia na terenie Litwy i Rusi jest walką między katolicyzmem i prawosławiem. Bez aktów przymusu nad prawosławny­mi, któreby dorównywały okrucieństw7om zniesienia Unii w XIX st. Litw7a pozostająca dotąd w pogaństwie przy­jęła chętnie katolicyzm. Na Rusi Małej i Białej obok ludności prawosławmej zjawiała się coraz to liczniejsza ludność katolicka, byli to nietyiko koloniści polscy z Ko­rony, ale i przedstawiciele miejscowej ludności, zwiaszcza warstw wyższych, ciążących do kultury polskiej.

Cementem, któryby mógł spoić całą ludność Rze­czypospolitej, znieść podstawy walki religijnej między Polską a Rusią, mogłaby być reformacya i Kościół na­rodowcy na tle jej powstały. Już szerząca się na Litwue reformacya czyniła zdobycze na prawosławiu, gdy zatry­umfował katolicyzm. Ożywuony, dzięki walce z reformacya katolicyzm stał się przez siłę swej propagandy, bez po­mocy państwa, zdobywczym nad prawosławiem w ciągu XVI w. i mógłby był podbić dla kultury zachodniej Ruś. Ale w 1596 r. zawiera kompromis szkodliwy dla naszych celów narodow7ych, tj. unię, jakąś mieszaninę obrządków wschodnich, słowiańskiego języka w liturgii, służącego jakby do zasilania filologicznego ruszezyzny, dogma­tów katolickich, całkiem obojętnych dla naszych celów narodowych oraz uznawania władzy Papieża, który przez to wiedziony zamiarem rozciągnięcia swTej władzy na

Moskwę, stawał się protektorem unii, osłaniając ją od zdobywczego katolicyzmu. Unia, nasze historyczne nie­szczęście, jest najlepszym dowodem nieidentyczności inte­resów polskości z katolicyzmem, pomimo częstego koja­rzenia się.

Szkodliwość unii dla polskiego państwa wybornie wyjaśnił Bobrzyński: />Nie wszyscy Rusini — pisze on -— przystąpili do unii, znaczna część ich pozostała przy da­wnym Kościele, przedewszystkiem Kozacy, a ci Rusini ujrzeli teraz swój punkt ciężkości w Moskwie, do której popychały ich nadto coraz to częstsze, a bezcelowe, bo- sporadyczne ze strony unitów uciski. Rząd polski zbyt już był słabym, ażeby biskupów unickich poprzeć całą swą siłą i prawosławia na swojem tery tory um bezwzglę­dnie nie dopuścić. Biskupi polscy zbyt byli dumni, aże- b}r biskupów ruskich dopuścić do Senatu, do polityczne­go wpływu, do zsolidaryzowania się z polskimi intere­sami. Urokowi krzesła senatorskiego nie byłby się z pewnością oparł żaden biskup ruski i każdy za tę cenę do unii by przystąpił. Uudność ruska widząc swych bi­skupów w Senacie, nie miałaby powodu do skarg na upośledzenie. Więcej niewątpliwie byliby dla Polski znaczyli biskupi nieunicey, zasiadający w Senacie, niż uniccy odsunięci od Senatu i poniżeni. Unia taka, jaką przeprowadzono, była wprost politycznym błędem. Na­stępnie Bobrzyński, jak już cytowaliśmy uprzednio mówiąc

  • kołonizacyi Rusi, zaznacza słusznie, że unia religijna była czynnikiem rutenizacyi kolonistów polskich.

Instytucye polityczne polskie, w których tkwiło źró­dło słabości Rzeczypospolitej w wieku XVIII, a nawet XVII, które osłabiały jej dążności podbojowe już za Ja- gielonów, były czynnikiem podboju moralnego Rit wy

  • Rusi; wywierały nawet wpływ atrakcyjny na Nowogród i Psków, stwarzały w Moskwie jeszcze w XVIII wieku partye polonofilów, pragnące wzorować ustrój państwowy Kosyi na ustroju państwowym Rzeczypospolitej.

Instytucye polskie, jako źródło słabości państwa, zo­stały zanalizowane przez Szujskiego i Kobrzyńskiego, lecz były one i źródłem siły. Od 1387 r., wprowadzenia Jagiełły na tron polski, do 1 556 r., Unii Lubelskiej, prze­szło sześć pokoleń, niemal lat dwieście, wypełnionych procesem zjednoczenia dwóch organizmów politycznych.

Instytucye polskie na gruncie cywilizacyi zachodniej wyrosłe, uznające samodzielne prawa jednostki, niezależne od panującego, oraz zagwarantowana wolność osobista szlachty przez prawo »neminum captiyabimus nisi jurę victum« wszystko to pociągało szlachtę litewską.

Ustrój społeczny Księstwa Litewskiego charaktery­zuje Lelewel w sposób następujący: »W Księstwie Litew- skiem, byli również szlachta i chłopi poddani, byli miesz­czanie i klasy nieszlacheckie wolne, ale cała szlachta nie posiadała znaczenia politycznego, nie było jakiejbądz . władzy publicznej przy niej, tylko w całem Księstwie Li- tewskiem południowem i północnem jednostajna była plątanina zwierzchnictw jednych nad drugimi, służebność jednych ku drugim, a tak osobistej zależności ku drugim pełna, że wolnego człowieka prawie nie zoczył. Litewskie prawodawstwo nazywało niektórych wolnymi, niektórych niewolnikami; jeżeli jednak powiedzieć można, że niewol­nika nie było w ścisłem jego rzeczywistem znaczeniu, tak podobnież i wolnego nie dostawało. (Lelewel, Polska. Dzieje i rzeczy jej. 1863 r. Tom V, str. 207).

W 1387 r. otrzymuje szlachta litewska przywilej rozporządzania maj ątkiem i sądy ziemskie na wzór pol­skich. Potem idzie przywilej horodelski z 8 października 1410 r., udzielający Litwinom i mieszkańcom Litwy kato­lickiej wiary prawo dziedziczenia własności.

Osobnym aktem panowie i szlachta polska przyj­mują możnych i szlachtę litewską do rodów i herbów swych rycerskich.

Ruś czerwona zostaje wcieloną do Polski i otrzymu­je teżsame prawa. Przywileje szlachcie polskiej przez

Jagiełłę w Jedlnie w 1430 r. zatwierdzone, obejmując Ruś, znosiły w niej ciężary służebności, daniny, podatki; kniazie ruscy i szlachta odtąd byli obowiązani do płacenia takich podatków, jak w Polsce, t j. dwa grosze od łanu. Przy­wilej 1433 r. zapewnił szlachcie ruskiej obrządku łaciń­skiego teżsame i równe przywileje i prerogatywy, z jakich korzystała dotąd szlachta polska. Przywileje otrzymywane przez Ruś czerwoną, zwiększały, ciążenie ku Polsce szlachty Księstwa Litewskiego. Antypolską była tylko partya pa­nów litewskich. Ona to sprowadza Tatarów na Polskę w tymsamym czasie, gdy ta była zajęta wojną z Prusami. Po śmierci Kazimierza Jagielończyka separatyzm panów litewskich przejawił .się przez wyniesienie na Wielkie Księstwo Aleksandra, podczas gdy Polska na króla Jana Alberta powołała. Lecz niebezpieczeństwo rosyjskie zwraca znów Litwę ku Polsce. Postępy wojenne cara Iwana III zmuszają ją do zatwierdzenia wr Wilnie unii Jagiełońskiej, a w 1499 r. na wieść o śmierci Jana Alberta wyprawiają do Polski poselstwo z zapewnieniem związku z Koroną, z przyrzeczeniem, że odtąd zawsze Król polski i Wielki Książe litewski w jednej i tej samej osobie będzie. W końcu XV w. Polska stanowczo jest bardziej atrak­cyjną nawet dla panów litewskich, niż Moskwa. Jeszcze raz na początku XVI w. widzimy objawy zdrady panów ruskich na rzecz Moskwy, emigracyę Glińskiego do Mo­skwy po spełnieniu zabójstwa.

Porażka stanowcza wojsk moskiewskich przez pol­skie w 1509 i 1614, zapewnia przewagę Polski na Litwie; Litwa odzyskuje zabrane uprzednio przez Moskwę Czer­nichów, Nowgorod Siewierski, Starodub.

Zygmunt August polonizował Litwę, nadając szlachcie prawo obierania sędziów i posłów ziemskich, rozciągnięciem swobód szlachty polskiej na Rusinów wy­znania greckiego, którzy nie mieli herbów polskich. W języku ruskim ogłoszony Statut litewski z 1530 r. był objawem wpływów polskich na Litwie. Oznacza on kon-- stytucyę W. Księstwa litewskiego, zaręcza przywileje szlachcie, Senat z wojewodów, kasztelanów, dostojników i dziedzicznych kniaziów złożony, składa sejm prawo­dawczy. Szlachta sama pełni służbę rycerską, sprawuje urzędy, może z kraju wolnie wyjeżdżać, gdy w Moskwie stany nie wyłączając szlacheckiego były przytwierdzone i nie miały prawa opuszczania kraju.

W Wilnie 1560 r. pozwolił Zygmunt August obierać posłów, co stworzyło reprezentacyę narodu litewskiego — „szlachty — na wzór polskiej.

Panowie litewscy nie chcieli zejść na skromniejszą rolę dożywotnych senatorów. Zygmunt August musiał więc w swych unifikacyjnych dążeniach oprzeć się na szlachcie litewskiej i ruskiej; dlatego zwiększał jej prawa polityczne, siły społeczne.

W końcu odbył się ostatni akt, sejm lubelski z 1569 roku ustanawiający ostateczną unię Litwy z Koroną przy- czeni wcielono do Korony Polesie i ziemię Wołyńską. „Społecznie używać i z tego weselić się po wieczne czasy oni i potomkowie ich będą.“ Zapewniono im wszystkie swobody koronne. Posłowie tych nowych województw zasiedli chętnie wskazane im miejsce i domagali się, aby niewolnictwo litewskie było z nich złożone jaknaj- rychlej.

Rozkwit literatury polskiej w dobie humanizmu wy­tworzył i podbił wykształcone warstwy Litwy dla języka polskiego. Nie ulega wątpliwości że dalszy proces, o iie- by nie został przerwany przez podział Polski doprowadził­by do polonizacyi ludu litewskiego. Ustrój państwowy Polski wywierał wpływ atrakcyjny na ziemie ruskie po za Litwą leżące: Nowgorod i Psków pragnęły szukać u Rzeczypospolitej opieki przed zaborczością i despoty­zmem Moskwy i weszłyby chętnie z nią w unię, gdyby tylko znalazły ze strony Rzeczpospolitej odpowiednie po­parcie. Zajęta jednak na zachodzie Rzeczpospolita polska dała upaść dwom Rzeczpo społity m miejskim. Car

Was) 1 III. w 1517 r. już był panem całej Rusi wscho­dniej. Już uprzednio Moskwa Iwana III. przejawiała swe tendeneye zaborcze względem Litwy. W 1440 r. Iwan III. zabrał Litwie włości w Siewierszczyznie i Smołeńszczyżnie, nz} skał znaczne ustępstwa terytoryalne w 1494 r. i rościł pretensye do krajów ruskich po Berezynę.

Cały wiek XVI. jest wypełniony wojnami Litwy i Polski z Moskwą. Mamy je w 1507—1508 latach, w 1 51 2—1 522 łatach, w 1554—1557 łatach, w 1558 —1582. Potem następuje pochód na Moskwę polskich panów, osadzając} ch tam na tronie Dymitra Samozwańca w 1 601 do 1604 r., bardziej akt awanturniczy, niż cz) n o myśli politycznej; pozostaje jako wspomnienie dziejowe przysięga Moskwy Władysławowi w 1609 —1610 r.

Następnie znów wrogi występ Moskwy przeciw Rzeczypospolitej, sukurs Chmielnickiemu, odpadnięcie od Rzeczypospolitej Rusi Zaporoskiej, którą Moskwa bierze pod swój protektorat i przeobraża stopniowo w zwykłą swą prowincyę. Znów wojna z Polską w 1658—1667. W XVII w. widzimy mniej wojen Rzeczypospolitej z Mo­skwą, przytem wojny te z wyjątkiem początku XVII w* stają się dla Polski mniej pomyślne, niż wojny XVI w. Rzeczpospolita utrącą żyzną Ruś Zadnieprzańską. „I za wolą Bożą zajęliśmy Litwę i staliśmy się W. Carem na Li­twie, Białej Rusi, Wołyniu i Podolu i nazwaliśmy się W. Hosudar, Carskoje Wiełiczestwo w swym tytule, mia­nować nas W. Księciem litewskim, Białej Rusi, Wołyńskim i Podolskimi' — czytamy w ukazie z 1655 r.

W tym samym czasie car moskiewski Aleksiej, na­jeżdżając ziemie Rzeczypospolitej, stawiał swą kandydaturę na tron Polski, obiecując za elekcyę wrócić Litwę bez Białej Rusi i Ukrainy. Słusznie zaznaczył w swej rezo- lucyi Senat Rzeczypospolitej, że „sprawy elekcyi łącznie z kwestyą pokoju traktować nie można, bo wyglądałoby to na kupienie sobie pokoju, czegoby wolny naród nie zniósłk Wkrótce jednak potem sejm z 1658 r. wybrał cara Aleksieja na króla polskiego, jako następcę Jana Kazimierza (wprawdzie dzięki staraniu biskupów uchwała ta została anulowaną). Litwa najeżdżana przez wojska rosyjskie rada była okupić na stałe spokój przez elekcyę; panowie wielkopolscy i małopolscy ofiarowali natomiast koronę cesarzowi austryackiemu. „Jedynie Litwa pochle­bia carowi i chce przeprowadzić jego elekcyą i Polacy przeciwdziałają temu brzydząc się nim cale" — pisał jeden ze współczesnych. („Przyczyny dla których car moskiewski korony Polski, której się nadzieją karmi, ani bądź sam ani dla swego następcy otrzymać nie może" zebrane przez Piotra Bangalka posła francuskiego, arb M. Hawlika Kwartalnik Historyczny 1909 r.)

Nie obawiano się separatyzmu litewskiego i przejścia Litwy znów na stronę cara, gdyż „u Litwinów poszano­wanie wolnej elekcyi, a w wolności urodzeni Litwini i przywiązani do wiary katolickiej Car moskiewski, urodzony w tyranii odmienić się nie będzie mógł. Szczę­ściem dla Rzeczypospolitej, car moskiewski nie został ko­niec końcem wyniesiony na tron polski.

Połączenie tronów Rzeczypospolitej i Moskwy, bliskie urzeczywistnienia w 1610 i 1654 r. musiałoby wieść do okropnych walk między biegunowo sprzecznymi organi­zmami politycznymi i jeżeliby nawet rozluźniło ustrój państwowy Rosyi na tradycyach chańskich i bizantyńskich ugruntowany, to wzmocniłoby jej wpływ na Litwie i Rusi.

Przewaga militarna Moskwy nad Polską od drugiej połowy XVII w. zależała od różnych czynników. Prze- dewszystkiem od zdobycia chaństwa Kazańskiego w 1552 r. Astrachania w 1553 r., Moskwa nie miała drugiego frontu i tylko w 1897 r. przez usadowienie się w Port Arturze a następnie przez przegraną wojnę w 1905 r. staje się znów państwem o dwóch frontach. Gdy dawniej natu­ralnym sprzymierzeńcem Rzeczypospolitej był chan ka­zański, a Moskwy chan krymski, od połowy XVI w.

 

narusza się polityczna równowaga w Europie wscho­dniej.

Zwyciężywszy chaństwa Kazańskie i Astrachańskie rozpostarła się Moskwa na wschodzie równiny rosyj­skiej i po niezmierzonych przestrzeniach Syberyi. Spotę­gowana liczebnie przez ciągły proces kolonizacyjny, sprzy­jający przyrostowi naturalnemu, Rosya nabrała sił do prze­sunięcia swych granic na terytoryum Rzeczypospolitej. Nie siła jednak liczebna zdecydowała o wielowiekowej walce polsko-rosyjskiej. Zasadnicze pierwiastki państwowe: armia i skarb, rozwijały się w Rosji szybko, częstokroć kosztem jej sił gospodarczych, czasami nawet jak za Piotra I. za cenę zmniejszenia się jej ludności o 20%. Ustrój państwowy Rosji był jakoby prasą, wytłaczającą obficie dochody skarbowe.

„Z powiększeniem wojska, utworzeniem oddziałów piechoty wprowadzony zostaje w połowie w. XVI cały szereg specjalnych podatków wojennych. W. XVII w. utrzymanie wojska staje się jeszcze kosztowniejszem, rząd sprowadzać zaczyna z za granicy oddziały gwardyi, naj­muje żołnierzy i oficerów cudzoziemskich całymi pułkami. Na początku XVII w. wydatek skarbu na wojsko szacuje prof. Milukow na 250 tysięcy (3 mil. współczesnych rubli) i na połowę blizko budżetu, w 1670 r. na 750.000 rb. (12 milionów na pieniądze współczesne), co wynosiło po­łowę budżetu.

„Wydatki na armję i flotę za Piotra zwiększały się do 2/3 a w latach wojny dochodziły nawet 4/5 budżetu; wywołuje to tak olbrzymi wzrost ciężarów państwowych, że ludność państwa już nie wzrasta, ale zmniejsza się o 20%. ■— Podstawą skarbowości rosyjskiej było wdro­żenie ludności do bezwzględnego ucisku podatkowego chanów. Stawszy się spadkobiercami chańskimi, carowie Moskwy rozwijali ich fiskalizm, skupiając w rękach pań­stwa znaczną część dochodów kraju. Życie państwa nad stan społeczeństwa mogłoby jednak doprowadzić je do upadku przez rabunkowe niszczenie jego środków. Nie nastąpiło to w Rosji, gdyż ona, używając budżetów na cele militarne, dokonywała wciąż nowe zaboryu. (Sta­dnicki. Historja ustroju państwowego Rosji stu 84—85. Lwów 1906 r)

Ustrój Polski był zupełną antytezą ustroju Rosji. Wygasanie dynastyi, następnie elekcya, powstrzymywały dążność do rozrastania się skarbu państwa, niwecząc ciągłość polityki zewnętrznej niweczyły dążność do wiel­kich przedsięwzięć politycznych. Prawa iinansowe mo­narchów zostały przeniesione w 1374 r. przywilejem ko­szyckim na Sejm. Król Ludwik Węgierski dla zapewnie­nia tronu dla jednej ze swych córek, uwolnił na zjeździe w Koszycach „ze szczególnych ku szlachcie względów44 od dotychczasowych ciężarów „miasta, grody, posiadłości, miasteczka i wsie, mieszkańców baronów i szlachtę w Królestwie Polskim zamieszkałych44, zastrzegając sobie tylko, aby nadal z każdego łanu na św. Marcina płacono po dwa grosze44 na znak najwyższego zwierzchnictwa i uznania Korony Królestwa Polskiego44. Przywilej ko­szycki przeobraża więc daniny w naturze na pieniężne i znosi wszelkie pobory nadzwyczajne bez zezwolenia Sejmu. Ustalony podatek pieniężny w Polsce przez Lu­dwika był mniejszy od pobieranego przez Kazimierza W., który nakładał poradlne 12 groszowe, a nadto pobierał daniny w naturze. Miał on stałą tendencyę do zmniej­szenia się wobec podlenia monety w Polsce, a od XVI w. wskutek upadku wartości kruszców szlachetnych w Eu­ropie. Grosze Kazimierza W. miały wartość 1/14 czer­wonego złotego, w drugiej połowie XV w. zeszły do 1/32, w połowie XVI w. 1/50, z końcem XVIII w. do 1 /540 części czerwonego złotego. Wprawdzie ilość łanów w miarę wzrostu ludności rolniczej wzrastała, ale nie było to dostateczną rekompensatą dla skarbu państwa w obec upadku wartości grosza polskiego. Nie nakładanie po­datków n adz wy czaj ny ch bez przyzwolenia Sejmu, wobec

 

braku zapasów w skarbie polskim, uniemożliwiało politykę agresywną Rzeczypospolitej i siły, które wyłaniała i które użyte na zewnątrz wzmacniałyby jej potęgę, zwracały się przeciwko niej (Kozaczyzna). Łatwa w 1505 r. uzyskuje przywilej w Nieszawie, analogiczny do ko­szyckiego.

Zastój budżetowy Rzeczypospolitej stał się źródłem jej niemocy. Dla charakterystyki tego zastoju przyto­czymy cyfr parę. W końcu XVI w. podług obliczeń Pawińsldego dochód roczny skarbu koronnego oznaczyć należy na 500 — 530 tysięcy zł; na Litwie 103.000, doli­czywszy do tego kwartę, czyli dochód ze starostw wy­padnie 725.000 złp. Dochód z 1 764 r. w Koronie, we­dług Korzona, równał się 10 inilj. złp., na Litwie 3.5 mil., razem 13.5 miljonów złp. Złoty jednak z 1 764 r. zawierał w sobie o 10.8 mniej złota, niż w wieku XVI; wobec tego dochód Rzeczypospolitej raczej zmniejszył się, niż zwiększył w ciągu dwóch ostatnich stuleci jej bytu. W uszczuplonej pierwszym rozbiorem Rzeczypospolitej wskutek reform finansowych z jednej strony, wskutek odradzania się z upadku z drugiej, widzimy wzrost do­chodów państwowych; w latach 1 776 i 1 777 określa Korzon dochód Rzeczypospolitej, Korony wraz z Litwą na 17.000.000 złp. oprócz skarbu królewskiego, który miewał w owym czasie od 6—9 mil. rocznie. W dwule- leciu 1 788—1790 dochody skarbu koronnego wynosiły 63,2 czyli 31,6 mil. rocznie, dochód skarbu litewskiego 24,4 miliony, przeciętnie 11,2 mil. złp., roczny więc do­chód Rzeczypospolitej z doliczeniem skarbu królewskiego- wynosił 48,8 mil. złp.

Widzimy więc że dochody państwowe Rzeczypospo­litej po zastoju dwucbsetletnim w ostatniem dziesięcioleciu wzrastały szybko. Lecz nie zdołało to uratować państwa polskiego, gdyż rozwój skarbowości w sąsiednich mocar­stwach był znaczniejszy, albo nie znał długiego okresu zastoju. Podatki Rosyi za rządów Katarzyny II. wzrosły

3*

z 17,2 mil. rubli w 1 773 do 65 mil. rb. w 1 795 r. (rubel równał się 5 złp), w dziesięcioleciu od 1781 — 91 r. wzro­sły z 19.3 do 70 mil. rubli.

Budżet Austryi wzrósł od 1771 do 1792 z 65.6 do 76.6 mil. złr. (złr. równał się 4 złp.) tj. z 262.8 mil. złp. do 346.4 mil. złp.

Dochody Kurfiirsta Brandenburskiego wynosiły w 1682 r. 2.5 mil. talarów, z czego 1.6 mil. tal. szło na wojsko, w 1740 r. budżet Prus wynosił 6 mil. talarów, z czego 3.6 mil. tal. szło na wojsko, w 1 776/7 r. budżet równał się 19.6 mil. talarów, czyli około 114 mil. złp., jakkolwiek Prusy posiadały wówczas 5.5 mil. ludności, gdy Rzeczpospolita 8,7 mil. (dane dla obu państw z 1791 roku). Budżety każdego z państw ościennych przewyższały kilkakrotnie budżety Rzeczypospolitej i to zadecydowało o jej losie.

Czy siły gospodarcze Polski były tak nikłe, że nie­podobna było wytworzyć większego budżetu, niezbędnego dla ostania się w walce o byt? Jeden z najgłębszych pisarzy polskich owego czasu, Staszic, stanowczo temu zaprzecza. flWe wszystkich państwach, mówi Staszic, dzisiaj w Europie z mocy sławnych, podatki, w jednych — trzem częściom dochodów czystych równają się, a w dru­gich — 60 od sta czystego dochodu wynoszą. “ Zwraca on uwagę na to, że w Prusach i Austryi Komisya Skar­bowa nakładała na dziedziców 24 od sta z dochodu, że sama Galicya płaci rocznie 40 milionów. W 1788 roku Staszic oblicza „pożytek z pól, łąk i pastwisk44, stosując do tych trzech kategoryi podatków normę galicyjską (71/2? 13, 15 groszy i 4 zł.) wnioskuje, że cała Polska mogła płacić na rok jeden z gruntu podatku 71.667.088 złr.

W 1789 r. Rzeczpospolita zaprowadza nowy podatek gruntowy ofiarę 10% od dochodu dóbr ziemskich, 20 — z intraty majątków duchownych, wykluczając z tego po­datku właścicieli poniżej 10 korcy wysiewu. Wydajność tego podatku zawiodła, nie dał on spodziewanych 35 mil.

zip.? lecz tylko 9.1 mil. Mówiono wówczas i pisano o nie­rzetelności, krzywoprzysięstwie szlachty i duchowieństwa w szacowaniu swych dochodów. Korzon podaje jednak fakt ważny, obalający owe przesadne oskarżenia — ofiara mało się różniła od dziesiątej części do­chodu, wyciągniętego z tranzakcyi kupnaiza- stawu dóbr. W braku katastru ofiara była przez wszystkie rządy w Królestwie brana za podstawę przy wymiarze podatku rolnego. Coraz bardziej odbiegała ona od realnych braków. Nie ulega wątpliwości, że szlachta polska nie uświadamiała sobie całej grozy położenia i przystępowała do szacunku swych dochodów z uczci­wością zwykłych podatkowców, wymagających kontroli organów skarbowych. Wydajność podatkowa Rzeczypo­spolitej w końcu XVIII w. nie mogła być znaczna, ani nawet ściśle odpowiadać jej siłom gospodarczym, gdyż brakowało jej rozgałęzionego aparatu administracyi skarbowej, niezbędnego dla bardziej złożonego systemu podatkowego.

Ze słabym rozwojem skarbowości szło w parze osła­bienie drugiego podstawowego organu państwowego — armii. W 1696 r. rezydent rosyjski Nikitin komunikuje swemu rządowi słowa hetmana koronnego Jabłonow­skiego:                ,.staram się wciąż i publicznie i prywatnie

wszystkim senatorom mówiłem i mówię, że wojsku trzeba zapłacić żołd i spełnić sprzymierzeńczą umowę z J. C. Mo- ścią, ale konwokacyjny sejm został zerwany, trzeba czekać na elekcyjny (Sołowjew. Historya Rosyi Tom XVI str. 230).

W 1724 roku pisał do Petersburga oddany Rosyi biskup prawosławny mohylewski, Rudakowski: „Zasłu­guje na pośmiewisko odwaga tutejszego narodu, który nie ma ani pieniędzy, ani składów, ani armat, ani strzelb, oprócz nadziei na swe szable, ale i te już pordzewiały. (Sołowjew. Tom. XIX str. 35). Jakkolwiek w powyższym sądzie jest dużo przesady, podyktowanej niechęcią, jednak okres saski doprowadził w rzeczy samej do zupełnej ruiny siły zbrojne polskie.

Wojska po rozbiorze pozostało tylko 11.000, zwie- kszano je systematycznie, a w roku 1 788 doprowadzono do 1 7.000.

Miała jeszcze Rzeczpospolita wówczas więcej ofice­rów, niż żołnierzy, całe regimenta nie przechodziły trzech- set głów, pułki po sto i sto kilkadziesiąt

„W kawaleryi narodowej, pisze autor „Myśli patryo- tyczno politycznych,44 oprócz zwykłej liczb}' oficerów znaj­dowali się towarzysze z rangami oficerskiemi w chorą­gwiach niezbyt obsadzonych, bo czasem po kilkaset głów liczących. Połowa w nich towarzyszów była ofi­cerami, połowa szeregowcami. Nadto szli zwyczajni ofi­cerowie.

Tak zorganizowana armia musiała być względnie drogą i nie mogła być odpowiednio wyćwiczoną, tembar- dziej że w magazynach brakowało zapasów broni. Ofice­rowie przed otwarciem korpusu kadetów nie mieli odpo­wiedniego militarnego wykształcenia. Znaczna ilość ofice­rów w armii polskiej przed sejmem czteroletnim ułatwiała jednak rozszerzenie kadrów wojsk polskich. Zachodziła tylko trudność w posiadaniu odpowiedniej ilości i jakości wyższego kierowniczego personału wojskowego i ten z wyjątkiem Józefa Poniatowskiego, Kościuszki i paru innych był jeszcze w 1 792 roku bardzo niezadawalającym, co przyczynia się do niepowodzenia tej kampanii, zwłaszcza na terenie litewskim.

Pospolite ruszenie Rzeczypospolitej wTobec zorgani­zowanych stałych armij w krajach ościennych i opie­szałości szlachty wydaje się czemś niedostatecznem. Mogło być jednak podniesione znacznie i doprowadzone do pierwszorzędnej potęgi bojowej, ale to wymagałoby też znacznych ofiar ze strony skarbów oraz radykalnych reform społecznych, na jakie zdobyć się nie była zdolna szlachta.

Staszic pisał: „Starostwa, które dawniej pracy i straty przy obronie ojczyzny poniesionej nagrodą by­wały, dziś kiedy już służba wojenna usług nie czyni, były hy liajużyteczniej rozrządzone, gdyby Rzeczypospolitej około 100.000 piechoty dawały44, „Niechaj tym końcem Rzeczpospolita grunta w starostwach, tak chłopskie, jak i pańskie, na równe działy rozmierzy, i chłopów od pańszczyzny uwolniwszy, rozda im te grunta z prawem dziedzictwa, pod takiemi warunki; że każdy chłop osiadły, w pewien dzień w tygodniu na mustrę chodzić będzie powinien i że każdy kto jeden taki grunt obsiądzie, je­dnego człowieka, a ten, kto dwa lub trzy pola obsiądzie, dwóch lub trzech ludzi wojennych dostarczyć powinien. A ponieważ wydział tych gruntów zmniejszyć nie powi­nien, więc prawo tylko starszym synom, a w starszego niedołęstwie synowi drugiemu, albo najbliższemu kre­wnemu dziedziczyć pozwoli. Miejsce dzisiejszych podsta- rościch, ekonomów, komisarzy zastąpią najbieglej si w służbie wojennej oficerowie. Broń i mundur dla tych ludzi opatrzą miasta, propinacye i inne potoczne staro­ścińskie dochody. (Staszic. Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego, wydana poraź pierwszy w 1 775 r. wydanie Turowskiego z 1861 r. str. 78, 79).

Myśl Staszica nie była zbawczą dla Rzeczypospolitej dlatego tylko, że nie stała się myślą narodu, jakkolwiek książka Staszica cieszyła się względnem powodzeniem.

W organizacyi siły zbrojnej Rzeczpospolita, jej wielki sejm zapragnął pójść śladami pruskimi. Uchwalono 100.000 wojska, ale zdołano zorganizować zaledwie 45.000, gdy na kraj spadła klęska Targowicy i najazdu rosyj­skiego. Sam żołd dla owych 45.000 wojska wynosił 23 mil. rocznie. Był to postęp znaczny w porównaniu z 11.000 wojska, pozostałego w Polsce po pierwszym roz-' biorze. Jeżeli ta armia polska była jeszcze niedostateczną dla odparcia klęsk, które na kraj spadły, lecz była ona tym organem państwowym, który przeżywszy pań­stwo przyczynił się następnie do jego częściowej re- stytncyi

Nie słabość jednak polskich sił zbrojnych zgubiła Rzeczpospolitą, ale Targowica, która wprowadziła w chwili krytycznej rozstrzelanie sił w narodzie i przyspieszyła na­pad RosyL Targowica była ostatnim ogniwem uciekania się do obcej pomocy przeciwko władzy państwowej polskiej.

„Gdy za Jana Kazimierza możnowładztwo wygóro­wało do najwyższego zuchwałości stopnia, — mówi Sta­szic w Przestrogach do Polski — kiedy panowie polscy zaczęli wprowadzać wojsko obce do kraju, łącząc się z nie­przyjacielem przeciw samemu królowi i swej ojczyźnie, upadł naówczas rząd, upadła siła narodu, upadła zupełnie nadzieja przywrócenia męstwa i charakteru polskiego. Wówczas to Radziejowski na króla i naród sprowadzał Szwedów, Lubomirski Austryaków i Tatarów a Chmiel­nicki, zbuntowawszy chłopstwo ukraińskie, do tej już zuchwałości przyszedł, że przy nim ministrowie rosyjski węgierski i innych dworów rezydowali.

Były to rażące nadużycia, które cytował powyżej Staszic; pochodziły one jednak stąd, że w Polsce wskutek elekcyi nie było nie tylko ciągu polityki zewnętrznej, ale nie było jedynego jej organu. Król i rząd Rzeczypospo­litej nie był jedynym organem polityki zewnętrznej. Sa­modzielnymi jej organami byli magnaci.

Np. gdy po śmierci Ferdynanda Kettlera nadał August III inwestyturę Kurlandyi Ernestowi Bironowi, kandydatowi carowej Anny, ulegając we wszystkiem Rosyi* "hetman koronny Józef Potocki usiłował skonfederować Rzeczpospolitą i połączyć ją przymierzem z Turcyą, Szwe- cyą i Francyą. Akcya ta do skutku nie doszła, zwycięstwo Munnicha nad Turcją w 1 737 r. i zawarty 17 września pokój Miinicha położyły jej kres. Zjawiają się znów okoliczności przyjazne dla podniesienia powyższej myśli politycznej, mianowicie wojna turecko-rosyjska z 1741> ale zamiary Potockiego zneutralizował stronnik dworu Wacław Rzewuski, wojewoda podolski, któremu udało się pozyskać szlachtę podolską, chełmską, krakowską i san­domierską. Widzimy tu politykę Potockich, zgodną z rze­czywistym interesem Rzeczypospolitej.

Podczas każdej elekcyi różni kandydaci na tron pol­ski, podtrzymywani przez różne państwa, pragnące wcią­gnąć Rzeczpospolitą do swej konstelacyi politycznej, wchodzili w porozumienie z różnymi oligarchicznymi ro­dami polskimi. Każdy z tych rodów uważał się za stron­nika, a nawet za sprzymierzeńca jakiegoś mocarstwa, otrzymywał na akcyę elekcyjną odpowiednie środki. Czę­stokroć służył interesom Francyi, Austryi lub Rosyi nie dla tych subwencyi, ale upatrując w związku z danem mo­carstwem dobro Rzeczypospolitej; bywało i stawało się (to coraz częściej) pod wpływem demoralizacyi którą roz­sieli królowie sascy, że sprawy Rzeczypospolitej podpo­rządkowywali nasi magnaci sprawom osobistym, chęci wzbogacenia się, wyniesienia swego rodu. Związek ob­cych mocarstw z magnatami polskimi, nawiązywany naj­częściej podczas elekcyi, nie ustawał z jej zakończeniem, lecz wznawiał się skoro tylko na porządek dzienny wystę­powała sprawa doniosła dla którego z mocarstw i do udziału w niej pragnięto użyć Rzeczpospolitą.

Mocarstwa ościenne, współzawodniczące w Polsce, musiały wpadać na plan i myśl o kompromisach, stąd występowały koncepcye podziałowe.

Blekcye królów, wadliwa organizacya sejmów, umożli­wiająca ich zrywanie jednemu nawet posłowi opartemu na nieznacznej mniejszości, były to wadliwości ustroju Polski, zdradzające słabość Rzeczypospolitej.

Może nie byliśmy gorsi od innych. Łapownictwo w XVIII w. rozwielmożniło się na wszystkich dworach europejskich. Ogromnie niski poziom etyczny miał dwór petersburski za czasów od Piotra I. do Katarzyny II. włącznie. Ale forma państwowa Polski, ograniczająca przymus do minimum i wymagająca dobrowolnej ofiar­ności bardzo dużo wymagająca świadomości politycznej, potrzebowała naprężenia sił moralnych i umysłowych w narodzie. Moralnych sił pozbawiło nas zepsucie wie­ku, umysłowych reakcya katolicka w Polsce. Długoletni zabójczy pokój zapanował teraz w Polsce — mówi Szuj­ski o panowaniu Augusta III.

Po pokoleniu bohaterskiem, które olbrzymim wysił­kiem uratowało Rzeczpospolitą od zagłady za czasów Jana Kazimierza przyszło pokolenie gnuśne i bierne. Każde pokolenie jest ogniwem w życiu narodu, musi robić historyę, stwarzać wielkie wypadki dziejowe, kombinować swe czyny z wypadkami dziejowymi ościennych państw.

Od końca XVII w. rozpoczyna Rosya wojny z Tur­cją, prowadzi je peryodycznie, korzystając z ziem połu­dniowych Rzeczypospolitej dla przemarszu swych wojsk; od początku XVIII w. do 1808 r. prowadzi perjodyczne wojny ze Szwecją.

Stałe przymierze z temi dwoma państwami, akty­wność Rzeczypospolitej podczas wojen turecko -rosyjskich i rosyj sko - szweckich leżała w racy i stanu Rzeczypospolitej, Wobec sporu prowadzonego na wielkiej arenie dziejowej między Francyą i Austryą, która chcąc stać się państwem dunajskiem brała udział w wojnach rosyjsko -tureckich XVIII w. Występując przeciwko Rosyi, mogłaby mieć Rzeczpospolita, jako stała aliantka Turcyi poparcie Prancyi. Prusy, składające się z kilku oddzielnych kawałków, przez długi czas nie mogły być groźnemi dla Rzeczypospolitej; mogła ona je zawsze neutralizować, przez związki dyna­styczne w Rzeszy niemieckiej, ale na to trzeba było mieć dynasty ę.

Elekcya utrwaliła się u nas, gdyż z wyjątkiem Ba­torego, który był bezdzietny, nie mieliśmy prawdziwie wielkiego króla, zdolnego do utrwalenia tronu w swym rodzie. Nieszczęściem Polski był brak wielkich ludzi na tronie w ostatnich stuleciach jej bytu, na co już wskazy­wał Bobrzyński. „W czasacli, kiedy Francy a posiadała Franciszka L, Henryka IV., Ludwika XIV., Austrya Fer­dynanda, Szwecja Gustawa Wazę, Karola Sudermańskicgo i Gustawa Adolfa, Rosya wreszcie Iwana i Piotra, my jedni mieliśmy słabego poczciwca w Zygmuncie Starym, tchórzącego przed każdym czynem i przekonaniem Zygmunta Augusta, spiskującego na naszą zgubę Zy­gmunta Wazę.

Błysnął geniusz Batorego, ale tylko na chwilę, stworzył dzielniejszych ludzi, ale nie miał czasu, ażeby stworzyć lepsze instytucye. Z późniejszych ludzi jeszcze zaznacza się pięknemi chęciami Władysław IV. najgorzej je przeprowadzając, o Wiśniowieckim i Sasach nie warto wspominać; animusz wojenny Sobieskiego zdaje się na to tylko stworzony, ażeby nieustannym błędom jego poli­tyki służyć za tym jaskrawszy kontrast. Jest to złowro­gie fatum, jakiego nigdzie indziej nie wskazują dziejewa (str. 340).

Wbrew szkole socyologicznej w historyi, stwierdzić musimy, że jednostka odgrywa olbrzymią rolę w dziejach, ale na siłę gatunkową jednostki składa się szereg czyn­ników, zdolności umysłowe, wiedza nabyta, charakter, środki materyalne, pozycya społeczna.

Te ostatnie czynniki nadają szczególniejszą siłę wy­bitnym indywidualnościom na tronie. Król polski przez rozdawnictwo starostw i urzędów, przez urok swego mo­narszego położenia mógł zrobić bardzo dużo. Podłość i brak energii Stanisława Augusta ułatwiały rozbiory, jak uporczywa energia Jana Kazimierza uratowały byt Rze­czypospolitej ; zdolności umysłowe i wiedza Stanisława Augusta były jednym z czynników wzmożenia gospodar­czego i cywilizacyjnego państwa w czasie między pier­wszym a drugim rozbiorem.

Może nie było to przypadkiem, że nie mieliśmy oprócz Batorego, wielkiego człowieka, gdyż wielki czło­wiek nie mógł być narzędziem śłepem partyi łub mocar­stwa, które go wyniosło. Mierność duchowa królów dzie­dzicznych, była przypadkiem.

Czy za przypadek, czy za nieszczęśliwy zbieg okoli­czności należy uważać rozbiory Polski? Wysuwała je elekcya, umożliwiało osłabienie militarne Rzeczypospolitej. Idea rozbiorów Polski wyłania się kilkakrotnie, wysuwał ją nawet król polski August II. Sprzyjająca konstelacya polityczna zachowała byt Rzeczypospolitej. Zbieg nie­przyjaznych konstelacyi politycznych uwarunkował rozbiory.

Zniesienie wolnej elekcyi, liberum veto, umożliwia­jące mniejszości zrywanie narad sejmowych, zwiększenie armii, organizacya skarbu, niecofanie się przed ciężarami państwowymi — oto objawy odrodzenia niepodległe pań­stwowego Polski, wskazujące że mogliśmy ostać się jako państwo. Widzimy reformy społeczne, wywołane dążnością państwową, przeświadczeniem konieczności zwiększenia siły państwa. O ludzie wiejskim czytamy w konstytucyi 3-go Maja: „Lud rolniczy, z pod którego ręki płynie najobfitsze bogactw krajowych źródło, który najliczniej­szą w narodzie stanowi ludność, a zatem najdzielniejszą kraju siłę, ten przez sprawiedliwość i obowiązki chrześci­jańskie, jak i przez własny nasz interes dobrze zrozumiany pod opiekę prawa i rządu kr aj owego przyj­mujemy, stanowiąc: iż odtąd jakiebykolwiek swobody, nadania i umowy dziedzice z włościanami dóbr swoich autentycznie ułożyli, czyliby te nadania i umowy były z gromadami, czyli też z każdym z osobna wsi mieszkań­cem zrobione, będą stanowić wspólny i wzajemny obo­wiązek pod opieką rządu krajowego podpadający.44

Prawo to odpowiadało prądowi owoczesneinu po­lepszenia bytu chłopa przez dobrowolną z nim umowę dziedziców, przez zmianę pańszczyzny na oczynszowanie.

Widzimy też chęć podniesienia miast, nadanie im udziału w sejmie. Konstytueya pragnie uszlachcenia na­rodu, nie chce jednak opierać siły narodu wyłącznie na szlachcie.

„Konstytucya 3-go Maja — powiada słusznie Balcer -— przyszła do skutku nie przez siłę i przemoc dobijających się o swe prawa klas upośledzonych, nie przez nacisk ze strony rządu, dążącego do wzmocnienia swej władzy, nawet nie przez wolę lub poparcie jakiejkolwiek potęgi obcej, a owszem przeciwko ich woli; zrodziła się bez za­machu stanu, z własnej, niczem nie skrępowanej woli narodu samego.44 Negująca ją Targowica mogła przyjść do skutku i zdołała pociągnąć pewne siły narodu tylko wskutek obcej pomocy.

Z dzieł twórców konstytucyi 3-go Maja wiemy, że ustawa 'ta nie była przez nich uważaną za ostatnie słowo w demokratyzacyi narodu, ale możliwym krokiem, aktem dopasowanym do psychologii owoczesnej doby dziejowej.

Wzmożony przyrost ludności, polityka uprzemysło­wienia, wszystko to dowodzi że naród był zdolny do sa­modzielnego życia państwowego, do przeobrażania swej konstrukcyi społecznej dla wzrostu swej potęgi i zawaro- wania swej samodzielności. Uległ zaś nieszczęśliwemu przypadkowi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

,, Kawałkami odrywała Rosy a żywe ciało Polski, odrywała prowincye za prowincyą i jak nieubłagane nieszczęście, jak chmura posępna, coraz bardziej sięgała do jej serca. Gdzie nie mogła zdobyć siłą, tam zdobywała przekręctwem, przekupstwem, robiła ustępstwa swoim największym wrogom.u

Her zen w 1863 r.

iii.

 

https://bibliotekacyfrowa.pl/dlibra/publication/157962/edition/148470/sprawa-polska-studnicki-wladyslaw-1865-1953?format_id=2


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location