|
coby mogło zwrócić uwagę świata na wypadki w Algierze i Francji. Żydzi czują to aż nadto dobrze, że nienawiść, która pod popiołem dalej się żarzy, wzrasta coraz bardziej i że pewnego dnia musi znaleźć sobie ujście w wybuchu, którego się już oddawna obawiają. Francja jest dzisiaj jeszcze dla wielu narodów pewnego rodzaju barometrem, z którego odczytuj ą, co się w świecie myśli, mówi i jakie się próby czyni. Nasz rząd, który jest „rządem żydowskim”, jak go nazwał znany antysemicki polemik Urbain Gohier, przykłada wielką wagę do tego, ażeby wszyscy żydzi świata sądzili, że Francja jest całkowicie podbita. Gdy żydzi w swych twierdzach Marsylji, Paryżu. Bordeaux i t. d. przyjmują całe rzesze swych współwyznawców z Bliskiego Wschodu (Levante), Polski i Bałkanu, wtedy rabini i chorążowie żydowskiej armji mogą do swych braci radośnie wołać, gdy oni wysiadają z okrętu albo z pociągu: „Jesteście w domu; Francja jest waszą Ziemią Chananejską, dysponujcie naszemi domami, polami, fabrykami, kolejami żelaznemi. Ani jeden głos przeciw wam się nie podniesie, Francuzi leżą przed wami na brzuchu”.
Nasz żydowski rząd przywiązuje, powtarzamy to jeszcze raz, wielką wagę do tego, żeby antysemici całego świata sądzili, że we Francji niema żadnej nienawiści ku żydom. Ich agenci mająpolecenie, ażeby wszędzie w Polsce, Austrji, Anglji, Czechosłowacji,Niemczech, Rosji, Ameryce i t. d. stwierdzali i ciągle w ludzi wmawiali: „Antysemityzm jest rzeczą przeszłości, patrzcie na Francj ę, zaglądnijcie do gazet francuskich: musiałby się zarumienić, ktoby choćby jedno tylko słowo wymówił przeciw tej wybranej istocie, przeciw wysłannikowi Jehowy, przeciw temu nadczłowiekowi, wszechmocnemu panu, przeciw żydowi! Wyglądalibyście przecież, jak fanatycy, gdybyście wystąpili przeciw żydowi i we Francji uważanoby was za dzikich”.
A ten argument — zdaje się — jest pociągający. Także ludzie z kartelu, biedne marjonetki w szponach żydowskich władcóv/, nie wstydzili się stwierdzić wobec żydowskich dziennikarzy z Anglji i Ameryki, że we Francji niema najmniejszego śladu antysemityzmu, a gdyby antysemityzm istniał, to natychmiast zostałby zduszony. To było hasłem Izraela i jego kahału. Ale my musimy poznać swoje zadanie i oznajmić wszystkim Aryjczykom świata to, co my w Oranie zrobiliśmy, tu na ziemi algierskiej, i jaki z tego osiągnęliśmy rezultat. A przy tej sposobności nie będziemy mogli przemilczeć nazwiska jednego człowieka, który nieustraszenie naszą myśl propagował: Jest to Dr. Molle, burmistrz Oranu. Przez swoje ustawiczne przekonywuj ące mowy, w których zawsze ostrzegał przed ekscesami, potrafił ten odnowiciel algierskiego antysemityzmu przekonać ludność pracuj ącą Oranu o niebezpieczeństwie, w którem się znajdowała, o niebezpieczeństwie, jakiem dla niej było panowanie żydowskie. „Patrz”, mówi zapłacona socjalno-demokratyczna prasa żydowska do robotnika, „ten pracodawca bez sumienia jest twoim nieprzyjacielem; patrz, ten nienasycony spekulant, który od twojej płacy olbrzymi zarobek dla siebie odciąga, jest twoim wrogiem; patrz na tego agitatora, który nadużywa twojej dobrej wiary, aby cię za nos wodzić i bałamucić, jest twoim nieprzyjacielem!”
Ale my pod impulsywną mocą tego, który dzisiaj kieruje losaminaszego miasta, powiedzieUśmy ludowi:
„Tym pracodawcą, tym spekulantem, tym znienawidzonym Tartuffem, na którego się palcem pokazuje, jest wszakże żyd, a jeżeli do dzisiaj tego nie poznałeś, to pochodzi to stąd, że on potrafił się przez swoją piekielną zręczność zawsze kryć i wykorzystywać twoją naiwność, twoj ą dobrą wiarę”.
Te słowa wydawały się wyrazem tak oczywistej prawdy, że dzisiaj cała ludność Oranu stoi po naszej stronie, a Dr. Molle jest jednym z najpopularniejszych ludzi. Narażając się nawet na obrażenie jego zbyt wielkiej skromności, opowiem moim aryjskim braciom jeden szczegół charakterystyczny dla Dr. Molle’go. Nasze miasto jest podzielone ściśle na dzielnice, a Dr. Molle wykonywa obecnie swój zawód lekarski, który dla niego jest zaiste zawodem kapłańskim, w dzielnicy aryjskiej, zwanej La Galero, która zamieszkała jest wyłącznie przez
|