Wielkopiątkowa modlitwa za Żydów (1/3), (2/3), (3,3)

    W tygodniu rozpasanych bluźnierstw żydowskich, na Naszej umęczonej Ziemi, jakim jest tydzień tzw. „dni judaizmu”, podajemy obszerny tekst na temat liturgii. Jest to również związane z niedawno ujawnionym skandalem, jakim jest konspiracja watykańska – z Prevostem na czele – mająca prowadzić do zakazu Mszy Rytu Trydenckiego, co de facto już jest wprowadzane w życie.

   Zamach ten ma doprowadzić do zmiany naszej wiary, do apostazji, przed którą broniła nas Msza, i to było jednym z jej głównych zadań. Nie ma tu żadnego paradoksu ani nieścisłości, ponieważ chociaż dogmaty stoją ponad liturgią, to właśnie liturgia usposabia nas do przyjęcia dogmatów albo do ich odrzucenia, co widać gołym okiem na przykładzie polskich katolików posoborowych.

   Autor tekstu, Maciej Zachara MIC, skoncentrował się na modlitwie piątkowej za żydów (których błędnie identyfikuje) w aspekcie jej historycznych zmian. Tekst jest bardzo obfity w faktografię, co stanowi jego główny atut, ponieważ reszta – intencja – jest bardzo słaba i wprowadzająca w błąd. Do poważnych negatywów należy wybiórczość tej faktografii, pomijająca mowę nienawiści wobec Judaitów (Hebrajczyków), którą wielokrotnie wypowiadał nasz Pan Jezus Chrystus. A którego też odsądziłby od czci i wiary.

   Ten rozległy rys historyczny jest główną zaletą pracy i nie sposób go pominąć. I w zasadzie na tym zalety się kończą. Tekst jest nie tylko filosemicki, heretycki, a nawet bluźnierczy, ale również kulturowo obraźliwy wobec takich postaci jak np. Chryzostom, któremu przypisuje się zachowania agresywne – czyniąc z niego jakiegoś dawnego „kibola”.

   W tym miejscu M. Zachara, rozumując na poziomie kobietek z partii Polska 2050, potępia Chryzostoma, posługując się argumentami własnego rozumu i subiektywnymi odczuciami, a nie faktami. Tymczasem to Chryzostom osobiście doświadczył żydów, których opisał i ocenił – autorytatywnie dając świadectwo prawdzie.

   Tydzień „dni judaizmu” oraz omawiany dokument niech będą ostrzeżeniem dla nas wszystkich, że wszelkie zło czynione przez żydów ma swoje rzeczywiste źródło w takich naukach i w takich ludziach jak Maciej Zachara, których w naszym społeczeństwie mamy faktycznie zatrzęsienie i których nadal tolerujemy.

 

Red. Gazeta Warszawska.

 

Wielkopiątkowa modlitwa za Żydów (1/3)

 

  • Maciej Zachara MIC
  •  · 
  • 7 kwietnia 2025

W 2022 r. Dykasteria ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zatwierdziła korektę polskiego przekładu wielkopiątkowej modlitwy za Żydów. Chciałbym w tym wpisie zwrócić uwagę na tę modlitwę, ponieważ w niektórych kościołach wciąż jest ona odmawiana według starej wersji.

 

Zacznijmy od zestawienia obydwu przekładów, dzięki czemu od razu możemy wychwycić różnice:

Przekład z 1986 r.:

„Módlmy się za Żydów, do których przodków Pan Bóg przemawiał, aby pomógł im wzrastać w miłości ku Niemu i w wierności Jego przymierzu.

Wszechmogący, wieczny Boże, Ty dałeś swoje obietnice Abrahamowi i jego potomkom; wysłuchaj łaskawie prośby swojego Kościoła, aby lud, który niegdyś był narodem wybranym, mógł osiągnąć pełnię odkupienia. Przez Chrystusa Pana naszego”.

Przekład z 2022 r.:

„Módlmy się za Żydów, do których najpierw Pan Bóg nasz przemówił, aby pomógł im wzrastać w miłości Jego Imienia i w wierności Jego przymierzu.

Wszechmogący, wieczny Boże, Ty dałeś swoje obietnice Abrahamowi i jego potomstwu; wysłuchaj łaskawie próśb Twego Kościoła, aby lud, który jako pierwszy nabyłeś na własność, mógł osiągnąć pełnię odkupienia. Przez Chrystusa Pana naszego”.

I podajmy od razu tekst łaciński z typicznej edycji Missale Romanum, tak żebyśmy mogli ocenić wierność obu przekładów względem oryginału:

„Oremus et pro Iudaeis, ut, ad quos prius locutus est Dominus Deus noster, eis tribuat in sui nominis amore et in sui foederis fidelitate profícere.

Omnipotens sempiterne Deus, qui promissiones tuas Abrahae eiusque semini contulisti, Ecclesiae tuae preces clementer exaudi, ut populus acquisitionis prioris ad redemptionis mereatur plenitudinem pervenire. Per Christum Dominum nostrum”.

Uwagi do przekładów

Jak łatwo zauważyć, różnic między przekładami jest pięć. Jedna z nich ma wyłącznie charakter korekty językowej: „wysłuchaj łaskawie próśb” zamiast „prośby”. Cztery pozostałe korekty uściślają przekład względem tekstu typicznego, przy czym dwie z nich w poważny sposób dotykają kwestii teologicznych. Dwie poprawki mniejszej rangi to: „w miłości Jego imienia” (łac. in sui nominis amore) zamiast „w miłości ku Niemu” oraz „Abrahamowi i jego potomstwu” (łac. Abrahae eiusque semini) zamiast „Abrahamowi i jego potomkom”.

I teraz dwie korekty najistotniejsze. Najpierw „za Żydów, do których najpierw Pan Bóg nasz przemówił” (łac. pro Iudaeis, ad quos prius locutus est Dominus Deus noster) w miejsce „za Żydów, do których przodków Pan Bóg przemawiał”. Nowy przekład, w pełni zgodny z oryginałem łacińskim, wskazuje jednoznacznie na ciągłość historii ludu żydowskiego. Kościół modli się za Żydów, widząc w nich ten sam lud, do którego Pan Bóg przemówił w historii Pierwszego Przymierza. Stary przekład natomiast nie musi, ale może zostać zinterpretowany w duchu nieciągłości historii. Według tej wizji tzw. judaizm rabiniczny, czyli judaizm uformowany po zburzeniu Jerozolimy i ustaniu kultu świątynnego, choć odwołuje się do dziedzictwa przodków, nie jest wprost kontynuacją judaizmu epoki biblijnej. Pan Bóg przemówił nie do tego ludu, za który teraz się modlimy, tylko do przodków tego ludu. Nie zarzucam autorowi dawnego przekładu, że miał to na myśli, ale o taką interpretację nietrudno. I jeszcze coś. Nowy przekład dodaje pominięty w starym przekładzie zaimek „nasz”, co podkreśla wspólne dziedzictwo Kościoła i narodu żydowskiego. Bóg, który przemówił do ludu Pierwszego Przymierza jest także naszym Bogiem. To wcale nie jest oczywiste dla niemałej części chodzących do kościoła wiernych. Ponadto, według tekstu typicznego, zostaje zmieniony czas gramatyczny z przeszłego niedokonanego na dokonany („przemawiał” – „przemówił”).

Jeszcze poważniejsza jest druga z tych korekt: „lud, który jako pierwszy nabyłeś na własność” (łac. populus acquisitionis prioris) w miejsce „lud, który niegdyś był narodem wybranym”. W starym przekładzie wprost wybrzmiewa teoria zastępstwa, według której po śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa oraz zesłaniu Ducha Świętego wybraństwo całkowicie przeszło z Izraela na Kościół, a Izrael został odrzucony przez Boga.

Teoria zastępstwa jest przez bardzo wielu chrześcijan uważana za coś oczywistego i jest mocno zakorzeniona w świadomości licznych wiernych. Jest ona jednak niemożliwa do pogodzenia z Listem św. Pawła do Rzymian, rozdz. 9-11, gdzie padają m.in. takie stwierdzenia: „Są to Izraelici, do których należy przybrane synostwo i chwała, przymierza i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice” (Rz 9, 4); „Pytam więc: Czyż Bóg odrzucił lud swój? Żadną miarą!” (Rz 11, 1); „Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11, 29). Teoria ta jest też w sprzeczności z deklaracją Nostra aetate Soboru Watykańskiego II (nr 4), która nazywa Żydów ludem Abrahama (wyraźne podkreślenie ciągłości historii) i wyraźnie podkreśla, że wciąż są oni ludem drogim Bogu, który nie żałuje darów i wybrania. Jak głosi soborowa Deklaracja, chociaż Kościół jest Ludem Bożym, Żydów nie można przez to uważać za odrzuconych przez Boga. Teoria zastępstwa została też wprost odrzucona w dokumencie Papieskiej Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem „Dary i wezwanie Boże” (2015). Papież-senior Benedykt XVI napisał esej będący komentarzem do tego dokumentu, w którym napisał, że teoria zastępstwa nigdy nie była oficjalnym stanowiskiem Kościoła, a Kościół katolicki z judaizmem łączą relacje nieporównywalne z relacjami wobec innych religii. Warto przy okazji wspomnieć, bo wielu o tym nie wie, że wspomniana Komisja ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem jest włączona w struktury Dykasterii ds. Popierania Jedności Chrześcijan, a nie Dykasterii ds. Dialogu Międzyreligijnego. To jest jeden ze znaków tej wyjątkowości relacji katolicko-żydowskich na tle relacji wobec innych religii. To nie są relacje między obcymi, a relacje w rodzinie. Mówienie o relacjach w rodzinie nie oznacza sztucznego kreowania jakiejś idylli. Relacje w rodzinie bywają skomplikowane i trudne, ale to nadal są relacje w rodzinie.

W takim kontekście utrzymywanie starego przekładu modlitwy wielkopiątkowej było czymś po prostu niemożliwym do utrzymania. Nowy przekład został przyjęty przez Konferencję Episkopatu Polski już w czerwcu 2010 r., ale sprawa ugrzęzła w Watykanie najpewniej z powodu nadziei na rychłe nowe tłumaczenie całego Mszału. Ponieważ jednak sprawa Mszału to jest The Neverending Story, w Dykasterii chyba w końcu zorientowano się, że czekanie nie ma sensu i wreszcie w 2022 roku zatwierdzono nowy przekład zgodny z tym, co faktycznie jest napisane w Mszale Rzymskim. (Nawiasem mówiąc, ciekawe co zostanie ukończone wcześniej: polska wersja trzeciej edycji Mszału Rzymskiego czy projektowana obecnie modernizacja linii kolejowej z Lęborka do Łeby.)

Skąd się wziął stary przekład?

Tutaj trzeba się cofnąć do tymczasowej wersji modlitw wielkopiątkowych, zatwierdzonej przez Kongregację Obrzędów 7 marca 1965 r. i istniejącej do publikacji pierwszej edycji Mszału Pawła VI, czyli do roku 1970.

Łaciński tekst wersji tymczasowej jest taki:

Oremus et pro Iudaeis: ut Deus et Dominus noster faciem suam super eos illuminare dignetur; ut et ipsi agnoscant omnium Redemptorem, Iesum Christum Dominum nostrum.

Omnipotens sempiterne Deus, qui promissiones tuas Abrahae et semini eius contulisti, Ecclesiae tuae preces clementer exaudi, ut populus acquisitionis antiquae ad redemptionis mereatur plenitudinem pervenire. Per Christum Dominum nostrum.

I polski przekład, zapisany w łacińsko-polskiej edycji Mszału z 1968 r.:

„Módlmy się także za Żydów: niech Bóg i Pan nasz raczy im ukazać swoje jaśniejące oblicze, aby i oni uznali Odkupiciela wszystkich ludzi, Jezusa Chrystusa, Pana naszego.

Wszechmogący, wieczny Boże, Ty dałeś swoje obietnice Abrahamowi i jego potomkom; wysłuchaj łaskawie prośby swojego Kościoła, aby lud, który niegdyś był narodem wybranym, mógł osiągnąć pełnię odkupienia. Przez Chrystusa Pana naszego”.

Skoncentrujmy się na drugiej części modlitwy, ponieważ Mszał Pawła VI pozostawił ją prawie bez zmian. Prawie. Jest drobna redakcyjna zmiana „Abrahae et semini eius” na „Abrahae eiusque semini” oraz, co ważniejsze, zmiana z „populus acquisitionis antiquae” (dosł. „lud dawnego nabycia [na własność]”) na aktualne „populus acquisitionis prioris”. I właśnie frazę „populus acquisitionis antiquae” polski tłumacz w latach 60-tych oddał jako „lud, który niegdyś był narodem wybranym”. Czy takie tłumaczenie narzuca się jako oczywiste? Nie. Tekst łaciński mówi dosłownie o „dawnym” czy „starożytnym” nabyciu ludu na własność, ale z tego nie wynika w sposób konieczny, jakoby to wybranie czy nabycie na własność już się zdezaktualizowało. Polski przekład był interpretacją, od strony językowej dopuszczalną, ale nie narzucającą się. Nie znam dokumentacji przejścia od wersji z 1965 do wersji ostatecznej z 1970, ale uważam za prawdopodobne, że zmiana z „populus acquisitionis antiquae” na „populus acquisitionis prioris” miała na celu właśnie uniknięcie pułapki teorii zastępstwa, w którą wpadł polski tłumacz. Mechaniczne powielenie polskiego przekładu wersji tymczasowej bez żadnych zmian najpierw w polskiej edycji studyjnej Mszału (1979), a potem w ostatecznej (1986) jest trudne do wytłumaczenia. Przyjmując wersję najkorzystniejszą, może stało się to przez jakieś niedopatrzenie. Może w nawale pracy polski tłumacz nie wczytał się uważnie w skorygowaną redakcję drugiej części modlitwy, nie wychwycił różnic i w konsekwencji pozostawił bez zmian przekład już istniejący? To się oczywiście nie chwali, ale to korzystniejsze wytłumaczenie niż założenie świadomego pozostawienia starego tekstu. „Lud, który niegdyś był narodem wybranym” jako przekład „populus acquisitionis prioris” nijak się nie broni.

Który przekład jest stosowany w praktyce?

Zatwierdzenie i ogłoszenie nowego przekładu to jedno, a stosowanie w praktyce liturgicznej to drugie. Nie mam pojęcia jak to wygląda procentowo, ale w ostatnim czasie, kiedy w ramach różnych publicznych wystąpień poruszałem ten temat, odebrałem sporo sygnałów od różnych ludzi, że ta zmiana została przez część moich braci w prezbiteracie zignorowana i w wielu parafiach wciąż powtarza się modlitwę za „lud, który niegdyś był narodem wybranym”.

Co powoduje tymi, którzy wciąż trzymają się starego przekładu? „Tegu to ja nie wim” – jak powiedziałby Pietrek z „Rancza”. Przypuszczam, że powody są różne. U niektórych to może być zwykła inercja lub bałaganiarstwo. Coś tam ogłosili, coś tam kazali, czytałem, ale zapomniałem, tyle tych ogłoszeń przychodzi. Dla innych to sprawa po prostu mało ważna. Jakieś tam drobiazgi i po co tyle zachodu: ściągać tekst z kurialnej strony internetowej, drukować i wklejać do Mszału. Strata czasu i energii, przed świętami jest tyle roboty. Na pewno jednak są też tacy, którym wprost nie podoba się dokonana zmiana. Wśród takich osób też może być parę postaw. Dla niektórych, nawet bez jakichś szczególnych antyżydowskich uprzedzeń, teoria zastępstwa jest po prostu czymś oczywistym, a nowy przekład jawi się jako jakieś nowinkarstwo. Wielu nie zdaje sobie przy tym sprawy z tego, że stary przekład nie zgadzał się z oficjalnym tekstem łacińskim. Ale nie mam złudzeń, są też tacy, którymi powoduje po prostu ideologiczna wrogość wobec Żydów i judaizmu. Bardzo bym chciał móc powiedzieć, że wśród Polaków i wśród polskich księży nie ma antysemityzmu, ale gdybym tak powiedział, uprawiałbym myślenie życzeniowe. Ciężko to powiedzieć, ale są nawet księża, z ust których można usłyszeć: „Hitler jaki był, taki był, ale przynajmniej to jedno robił dobrze, że tępił Żydów, szkoda, że mu nie dali dokończyć”. Oczywiście takich księży nie jest dużo, ale nawet pojedynczy głos w takim duchu to skandal. Jest tragedią, że ktoś z taką mentalnością może nie tylko uchować się w Kościele, ale także dojść do święceń i być pasterzem prowadzącym innych. Bywa również i takie podłoże odmowy stosowania nowego przekładu wielkopiątkowej modlitwy.

Robię ten wpis i umieszczam go na stronie głównej właśnie dlatego, że wciąż trzeba przypominać o tej sprawie. I celowo umieszczam go krótko przed Wielkim Tygodniem. Może w ten sposób uwrażliwię niektórych księży, żeby zaczęli tego pilnować, może też zainspiruję niektórych świeckich braci i siostry, żeby odważyli się zwracać na to uwagę księżom, jeśli usłyszą w swojej parafii starą wersję modlitwy. I niech się nie zrażają, jeśli taka interwencja będzie się wydawała nieskuteczna. Może tu zadziałać logika przypowieści o natrętnej wdowie (Łk 18, 1-5). Mój brat w kapłaństwie może bowiem najpierw odruchowo odburknąć, żeby go nie pouczać i nie zawracać mu głowy, a za rok pomyśleć: „Aha, jest ta modlitwa. No dobra, wezmę ten nowy tekst, żeby mi tu znowu ktoś nie przychodził i nie marudził”.

Tyle na temat nowego przekładu wielkopiątkowej modlitwy za Żydów. W drugiej części już po oktawie Wielkanocy pójdziemy dalej w historię i powiemy o starej wielkopiątkowej modlitwie za Żydów, która obowiązywała do lat 50-tych ubiegłego stulecia. A potem w trzeciej części na postscriptum coś jeszcze na temat pokrewny. Z tym, że dwóch kolejnych części raczej już nie dam na stronę główną, a normalnie u dołu.

Jeszcze jedno dopowiedzenie. W bieżącym numerze „Oremus” (kwiecień 2025) w dziale „Pytania i odpowiedzi” (s. 250-251) jest mój tekst na ten sam temat. W tekście przez nieuwagę popełniłem błąd w nazwie watykańskiej komisji. Zamiast „Papieska Komisja ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem” napisałem „Papieska Komisja ds. Dialogu z Judaizmem”. Mój błąd, za który Czytelników, członków Komisji i wszystkich zainteresowanych bardzo przepraszam.

 

 https://www.liturgia.pl/wielkopiatkowa-modlitwa-za-zydow-1-3/

 

Wielkopiątkowa modlitwa za Żydów (2/3)

  • Maciej Zachara MIC
  •  · 
  • 29 kwietnia 2025

Ciąg dalszy tematu wielkopiątkowej modlitwy za Żydów. W pierwszej części poruszyłem temat polskich przekładów modlitwy zapisanej w aktualnie obowiązującym Mszale Pawła VI. Dzisiaj pójdźmy głębiej w historię i powiedzmy coś o modlitwie, która była w użyciu do lat 50-tych ubiegłego stulecia.

 

W tym wpisie korzystam głównie z czterech publikacji, ich dokładne odniesienia bibliograficzne podaję na końcu. Są to dwa opracowania ks. prof. Czesława Krakowiaka z KUL poświęcone historii tej modlitwy, artykuł niemieckiego teologa Erika Petersona (1890-1960), konwertyty z luteranizmu, analizujący modlitwę od strony językowej (bardzo ważny artykuł opublikowany w 1936 r. na łamach Ephemerides liturgicae,  udostępniony w wersji polskiej na łamach Christianitas) oraz znakomity tekst włoskiego historyka prof. Andrei Nicolottiego z Turynu, będący komentarzem do tekstu Petersona, pokazującym tamten artykuł w szerokim kontekście zarówno historii modlitwy jak też toczonej wokół niej debaty.

Zacznijmy od materiału dowodowego, czyli od tekstu modlitwy.

Tekst łaciński wg Missale Romanum Piusa V

Oremus et pro perfidis Iudaeis: ut Deus et Dominus noster auferat velamen de cordibus eorum, ut et ipsi agnoscant Iesum Christum Dominum nostrum.

Omnipotens sempiterne Deus, qui etiam iudaicam perfidiam a tua misericordia non repellis: exaudi preces nostras, quas pro illius populi obcaecatione deferimus; ut agnita veritatis tuae luce, quae Christus est, a suis tenebris eruantur. Per eundem Dominum.

Tekst polski

(tłum. własne)

Módlmy się też i za niewiernych (albo: wiarołomnych) Żydów: niech Pan i Bóg nasz zdejmie zasłonę z ich serc, aby i oni uznali Jezusa Chrystusa, naszego Pana.

Wszechmogący, wieczny Boże, który także żydowskiej niewiary (albo: żydowskiego wiarołomstwa) nie odtrącasz od swego miłosierdzia, wysłuchaj nasze modlitwy, które zanosimy za ten zaślepiony lud, aby uznawszy światło prawdy, którym jest Chrystus, został wybawiony ze swych ciemności. Przez tegoż Pana.

O różnych możliwościach przekładu „pro perfidis Iudaeis” będzie nieco dalej, wtedy stanie się jasne, dlaczego zdecydowałem się na dwoistość przekładu.

Pochodzenie modlitwy

Kiedy powstała modlitwa „pro perfidis Iudaeis”? Modlitwa w tej formie na pewno istniała w VII wieku. W najstarszych zachowanych rzymskich sakramentarzach są poświadczone uroczyste modlitwy wielkopiątkowe z tak właśnie brzmiącą modlitwą za Żydów. Ma ją zarówno Sakramentarz Gelazjański (GeV 414-415) jak i egzemplarze trzech linii Sakramentarza Gregoriańskiego, czyli Hadrianum (GrH 352-353), Paduense (GrP 317-318) i Tridentinum (GrT 408-409). Przypomnijmy, że oba sakramenatrze, Gelasianum i Gregorianum, są datowane na VII wiek. Zatem w VII wieku modlitwa „pro perfidis Iudaeis” istnieje na pewno. Jest bardzo prawdopodobne, że wielkopiątkowe orationes sollemnes powstały wcześniej, tylko nie mamy na ten temat pewnych informacji i musimy pozostawać w sferze hipotez. Prosper z Akwitanii (zm. 465) pisze o modlitwach wstawienniczych zanoszonych przez Kościół w różnych intencjach i wspomina także o modlitwie za Żydów, stosując sformułowania bardzo podobne do tych, które występują w modlitwie wielkopiątkowej. Odnośne cytaty, pochodzące z pism Prospera Capitula (ok. 435/442) i De vocatione omnium gentium (ok. 450) przytoczyłem we wpisie z 4 listopada 2016, można je więc tam znaleźć (link również u dołu).

Andrea Nicolotti uważa, że modlitwa powstała w dwóch etapach. Jego zdaniem część pierwsza, będąca wezwaniem do modlitwy, jest starsza i początkowo funkcjonowała autonomicznie. Jej powstanie włoski historyk datuje na czas między rokiem 250 a 320. Część druga, będąca modlitwą kapłańską sensu stricto, jest zbudowana według reguł łacińskiej retoryki i z zastosowaniem odpowiedniego rytmu (cursus), co wskazuje na czas nieco późniejszy. Prof. Nicolotti sądzi, że Prosper z Akwitanii w swoich pismach odnosił się już do gotowej modlitwy, zatem powstanie modlitwy właściwej i złożenie obu części razem musiałoby nastąpić do końca IV wieku.

Kwestia pierwotnego znaczenia „perfidi” i „perfidia”

Trzeba powiedzieć wprost, że starożytna modlitwa wielkopiątkowa za Żydów dzisiaj brzmi po prostu okropnie. Jest tutaj cała kumulacja negatywnych określeń, toteż wielu komentatorów mówiło, że lepiej byłoby już w ogóle się nie modlić, niż modlić się w taki sposób.

Nie zamierzam uprawiać jakiejś apologii tej modlitwy. Prawdopodobnie jednak w swojej genezie nie miała aż tak mocnego wydźwięku antyżydowskiego, jakiego nabrała z czasem. Tutaj najważniejszą kwestią jest sens sformułowań „perfidi Iudaei” i „iudaica perfidia”. Ta kwestia była mocno dyskutowana od początku ubiegłego wieku i dobrze, że na łamach Christianitas został przypomniany bardzo ważny artykuł Erika Petersona, w którym autor przedstawia wyniki kwerendy w starożytnej literaturze chrześcijańskiej odnośnie do stosowania słów „perfidia” i „perfidus”. Słowo „perfidia” jest wieloznaczne i zależnie od kontekstu może oznaczać „przewrotność”, „wiarołomstwo” lub „niewiarę”. Peterson przekonująco twierdzi, że tutaj zdecydowanie należy interpretować „perfidia” jako „niewiarę”. Modlitwa „pro perfidis Iudaeis” jest więc modlitwą za tych Żydów, którzy nie są „fideles” – „wiernymi”, czyli chrześcijanami. Nie było intencją Kościoła przy ułożeniu tej modlitwy przypisywanie Żydom jako takim wiarołomstwa czy przewrotności. Dlatego w podanym powyżej tłumaczeniu dałem pierwszeństwo przekładowi „za niewiernych Żydów” i „żydowskiej niewiary”, bo najprawdopodobniej taki właśnie jest pierwotny sens tych sformułowań. Ks. prof. Krakowiak w swoim opracowaniu przywołuje jeszcze komentarz ks. abpa Henryka Muszyńskiego, który w Episkopacie Polski był przez lata przewodniczącym Komisji ds. Dialogu z Judaizmem. Jak uważa ks. abp Muszyński, w przyjęciu określenia „perfidi Iudaei” mogło chodzić o to, by Żydów, którzy nie przyjęli Chrystusa nie stawiać, także na poziomie terminologii, w jednym szeregu z „infideles”, czyli z poganami.

Przywołanie obrazu zasłony w pierwszej części modlitwy jest inspirowane Drugim Listem do Koryntian (2 Kor 3, 15-16), gdzie święty Paweł, nawiązując do zasłony na twarzy Mojżesza (Wj 34, 33), mówi, że gdy synowie Izraela czytają Pisma, pozostaje nad nimi zasłona, która opada dzięki Chrystusowi. Z tym obrazem zasłony należy chyba potem łączyć frazy z drugiej części modlitwy o zaślepieniu ludu i o ciemnościach, w których jest on pogrążony. W gruncie rzeczy jest to modlitwa o to, by naród żydowski rozpoznał Mesjasza w Jezusie. Nie traćmy też z oczu tego, że druga część modlitwy mówi, że Bóg nie odtrąca niewiary ludu żydowskiego od swego miłosierdzia.

Zarzuty wobec modlitwy

Czy biorąc to wszystko pod uwagę można powiedzieć, jak chcą także niektórzy współcześni apologeci (u dołu podaję adres bibliograficzny do jednego niedawnego artykułu broniącego tej modlitwy), że modlitwa ta w gruncie rzeczy jest bez zarzutu i spokojnie mogłaby pozostać? Odpowiadając słowami świętego Pawła „żadną miarą!” (Rz 3, 4).

Jest ważne odczytywać pierwotne znaczenie modlitwy, bo pozwala to zobaczyć modlitwę w nieco innym świetle, ale to jednak nie uwalnia jej do końca od zarzutów.

Po pierwsze, modlitwa jednak wyrosła na gruncie polemiki chrześcijańsko-żydowskiej i nawet uwzględniając wyjaśnienia Petersona czuć w niej ducha niechęci wobec obejmowanej modlitwą społeczności. W okresie powstawania modlitwy relacje żydowsko-chrześcijańskie były bardzo trudne i obustronnie obciążone przejawami wrogości. Po stronie żydowskiej zdarzały się obelżywe teksty na temat Jezusa i Maryi, nie do zaakceptowania dla chrześcijan. Ponadto w ramach codziennej żydowskiej modlitwy 18 błogosławieństw, modlitwa dwunasta przeciw heretykom i odstępcom (Birkat ha-minim) w swej wersji palestyńskiej jest skierowana według wszelkiego prawdopodobieństwa przeciwko judeochrześcijanom (chrześcijanom żydowskiego pochodzenia), traktowanym jako zdrajcy i jako zagrożenie dla judaizmu. Z drugiej strony były bardzo ostre i agresywne wypowiedzi antyżydowskie ze strony niektórych Ojców Kościoła (np. św. Jan Chryzostom i św. Ambroży). Znany z kwiecistego języka Chryzostom nazywał żydowskie synagogi siedliskiem bestii i mówił, że nie ma takiej zbrodni, której nie popełniliby Żydzi, a św. Ambroży pochwalił antyżydowski pogrom w Kallinikum (Syria), gdzie podburzeni przez tamtejszego biskupa chrześcijanie spalili synagogę i gwałtownie zaprotestował, gdy cesarz Teodozjusz chciał zobowiązać tamtejszych chrześcijan do jej odbudowania. Wrogość Ojców brała się również z poczucia zagrożenia, ponieważ judaizm miał siłę przyciągającą i zdarzali się etnochrześcijanie, którzy przechodzili na judaizm jako prozelici oraz judeochrześcijanie, którzy chcieli nadal chodzić zarówno do kościołów jak i do synagog, skądinąd według praktyki pierwotnego Kościoła w Jerozolimie (zob. Dz 21, 20-21). Nasza modlitwa wyrosła na takim właśnie podglebiu. Jak mówił w innym kontekście o. Robert F. Taft SJ, polemiki nigdy nie są pedagogiem godnym zaufania.

Po drugie, artykuł Petersona tłumaczył prawdopodobny zamysł bezpośrednich twórców modlitwy. Ale „perfidia” mogła być różnie rozumiana już wtedy, więc od samego początku modlitwa była otwarta na różne interpretacje. A dlaczego tekst Petersona miał takie znaczenie w latach 30-tych XX wieku? Odpowiedź jest oczywista: Ponieważ wówczas słowa „perfidi” i „perfidia” były powszechnie rozumiane w znaczeniu przyjętym w językach nowożytnych, czyli jako „wiarołomstwo” lub „przewrotność” (stąd na początku alternatywny przekład w nawiasach, tak jak modlitwa faktycznie była rozumiana sto lat temu) . W powszechnym odbiorze była to modlitwa za Żydów, którzy niejako z natury są wiarołomni czy przewrotni. Erik Peterson na początku swego artykułu przytoczył pewien zjadliwie antysemicki cytat XIX-wiecznego francuskiego autora katolickiego, znajdującego w wielkopiątkowej modlitwie Kościoła potwierdzenie tezy, że Żydów z natury cechuje łotrostwo. W dobie ruchu liturgicznego wierni zaczęli dostawać do rąk dwujęzyczne mszaliki. Jak pisze Nicolotti, najczęstszym tłumaczeniem „pro perfidis Iudaeis” i „iudaicam perfidiam” na języki ojczyste było „za wiarołomnych Żydów” i „żydowskiego wiarołomstwa”. Tak też jest w posiadanym przeze mnie łacińsko-polskim mszaliku z 1932 roku. Po artykule Petersona w niektórych nowo wydawanych mszalikach zmieniano przekład na „niewiernych Żydów” i „żydowskiej niewiary”, ale nawet dzisiaj niektórzy tłumaczą „perfidis Iudaeis” jako „wiarołomnych Żydów”. Reasumując, niezależnie od prawdopodobnego pierwotnego sensu modlitwy, ona w historii zafunkcjonowała jako tekst jednoznacznie antyżydowski.

Po trzecie, dodatkowym potwierdzeniem antyżydowskiego charakteru modlitwy jest warstwa ceremonialna. Do ostatniej edycji Mszału Piusa V (1962) wielkopiątkowe orationes sollemnes były wykonywane następująco. Najpierw był śpiew pierwszej części, będącej rozbudowanym wezwaniem do modlitwy. Potem padała komenda „Flectamus genua” (Klęknijmy) i następowała chwila cichej modlitwy w postawie klęczącej. Następowała komenda „Levate” (Wstańcie) i kapłan śpiewał część drugą, czyli właściwą modlitwę. Mszał Pawła VI zniósł obligatoryjny charakter klękania i wstawania. Nie ma wątpliwości, że pierwotnie wszystkie intencje wielkopiątkowe były wykonywane w taki właśnie sposób. Od czasów karolińskich zaczęto jednak czynić wyjątek dla modlitwy za Żydów, znosząc klękanie i praktyka taka stała się w liturgii rzymskiej powszechna aż do 1955 r., kiedy reforma Piusa XII przywróciła klękanie także podczas modlitwy za Żydów. Od Amalariusza z Metzu (zm. 856) pojawiało się w źródłach tłumaczenie, że nie klękamy, aby nie naśladować Żydów, którzy szyderczo klękali przed pojmanym Jezusem. Tłumaczenie takie było kompletnie bez sensu, ponieważ przed aresztowanym Jezusem klękali nie Żydzi, a rzymscy żołnierze (Mt 27, 29; Mk 15, 19), na co zresztą zwracali uwagę także niektórzy średniowieczni autorzy. W Sakramentarzu Ratolda z X w. znajduje się na marginesie dopisek, że nie klęka się z powodu winy i gniewu ludu (Paris, B.N. lat. 12052, f. 122v). Dopisek ten był przez część badaczy interpretowany w taki sposób, że wierni wpadali w złość z powodu modlitwy za Żydów, więc żeby ich jakoś ułagodzić przynajmniej oszczędzono im klękania. Wydaje się jednak bardziej prawdopodobne, że „winę i gniew ludu” w Sakramentarzu Ratolda należy rozumieć jako winę Żydów wobec Jezusa i ich gniew wobec Niego. Najprawdopodobniej więc to powstrzymanie się od klękania było jakby takim rodzajem odwetu wobec Żydów, którzy doprowadzili do śmierci Jezusa. Skoro już trzeba, modlimy się za nich, ale przynajmniej nie klękamy. Peterson w swoim artykule zajmował się również tą kwestią i rozważał różne hipotezy co do genezy tej rezygnacji z klękania.

Po czwarte, niestety, ale Wielki Piątek w historii łatwo stawał się okazją do manifestowania antyżydowskich postaw, według schematu myślenia z Sakramentarza Ratolda. Jeden z moich profesorów na rzymskim „Anselmianum” wspominał, że jako dziecko był w swojej rodzinnej miejscowości w Hiszpanii naocznym świadkiem zamieszek antyżydowskich właśnie w Wielki Piątek, gdy grupa pobożnych wiernych po skończonej liturgii poszła prosto z kościoła pod miejscową synagogę i wytłukła szyby kamieniami. To musiały być lata 40-te XX w. Doprawdy, piękny owoc uczestnictwa w liturgii Wielkiego Piątku! Wielki Piątek stawał się kontekstem powtarzania zarzutu „bogobójstwa” oraz całkowicie absurdalnego obarczania dzisiejszych Żydów odpowiedzialnością za doprowadzenie do śmierci Jezusa. Ktoś powie, że przecież mieszkańcy Jerozolimy wołali „Krew Jego na nas i na dzieci nasze” (Mt 27, 25). Ale co ma z tego wynikać? Już prorok Ezechiel mówił, że dzieci nie ponoszą odpowiedzialności za grzechy rodziców (Ez 18, 1nn), a wołanie tłumu możemy odczytać tak jak Ewangelista Jan odczytał słowa Kajfasza (J 11, 49-52), czyli jako nieświadomie wypowiedziane proroctwo, z którego, paradoksalnie, wynika nadzieja zbawienia. Krew Jezusa to krew odkupieńcza, również za tych, którzy doprowadzili do skazania Go na śmierć i za tych, którzy fizycznie przybijali Go do krzyża. W każdym razie modlitwa „pro perfidis Iudaeis” łatwo wpisywała się w antyżydowskie nastroje nierzadko towarzyszące celebracji Wielkiego Piątku i ze swej strony przyczyniała się do podsycania tych nastrojów.

Ku zmianie tej modlitwy

Nie myślmy, że w czasach nowożytnych na długo przed Soborem Watykańskim II nie było w Kościele ludzi odczuwających zażenowanie z powodu modlitwy „pro perfidis Iudaeis”. Jak pisze Nicolotti, pierwsza oficjalna inicjatywa na rzecz zmiany tej modlitwy miała miejsce w 1808 roku ze strony okupujących wówczas Toskanię Francuzów. Do biskupów Toskanii został skierowany apel o modyfikację dwóch modlitw wielkopiątkowych: za imperatora (modlitwa druga), aby można było w niej wymieniać imię Napoleona oraz za Żydów, która brzmi za ostro i żeby „perfidia” złagodzić na „caecitas” (ślepota). Toskańscy biskupi nie byli temu przeciwni, ale zwrócili się o pozwolenie do Rzymu. Błyskawicznie przyszła odpowiedź, którą w imieniu papieża Piusa VII przekazał kard. Leonardo Antonelli. Rzym zezwalał na wstawienie imienia Napoleona, za to kategorycznie zakazał jakiejkolwiek modyfikacji w modlitwie za Żydów. W uzasadnieniu napisano, że modlitwa jest przekazana przez czcigodną tradycję, słusznie zarzuca Żydom złośliwość („malizia”), zmiana oznaczałaby zaś sugestię, że Kościół dotąd się mylił. Rzym nie chcąc wchodzić w zbyt ostrą konfrontację z Francuzami pozwolił ostatecznie na omijanie modlitwy za Żydów, ale nie na jej modyfikację. Zakaz Rzymu został zresztą w dużej mierze zignorowany i w wielu kościołach Toskanii modlitwa została zmieniona według inicjatywy francuskiej. W każdym razie ta historia jasno pokazuje, jak w praktyce była wtedy rozumiana „perfidia iudaica”, zarówno w szerokim odbiorze jak i na samych szczytach władzy w Kościele. Oczywistym było, że jest to modlitwa programowo antyżydowska, tylko u jednych to budziło zażenowanie, a drudzy, z papieżem na czele, uważali to za słuszne i zgodne z tradycją Kościoła.

Kolejna inicjatywa miała miejsce w 1928 roku, tym razem ze strony stowarzyszenia kapłańskiego Opus Sacerdotale Amici Israel. Ze strony stowarzyszenia została skierowana prośba do Świętej Kongregacji Obrzędów, aby przywrócić klękanie podczas modlitwy za Żydów i usunąć z niej słowa „perfidis” i „perfidiam”. Kongregacja była przychylna, pozytywnie o projekcie zmiany wypowiedział się konsultor Kongregacji o. Ildefons Schuster OSB, natomiast stanowcze potępienie propozycji przyszło ze strony Świętego Oficjum i samego papieża Piusa XI. Stowarzyszenie Amici Israel zostało rozwiązane, najprawdopodobniej w związku z tą sprawą.

W tym kontekście, zauważa Nicolotti, bardzo interesujące jest pojawienie się kilka lat później artykułu Petersona akurat na łamach Ephemerides liturgicae, periodyku powiązanego z Kongregacją Obrzędów. Jest to tym ciekawsze, że do tej pory Ephemerides liturgicae zajmowało się głównie sprawami ceremonialnymi i rubrycystycznymi, nie zaś pogłębionymi studiami historycznymi i teologicznymi. Artykuł Petersona nie zawierał żadnej propozycji modyfikacji modlitwy, co zresztą byłoby wtedy nierealne i mogłoby ściągnąć sankcje na pismo, ale tłumacząc prawdopodobny pierwotny sens słowa „perfidia” i pokazując, że zniesienie klękania jest czymś późniejszym, unaoczniał zmianę jaka zaszła w ciągu wieków w rozumieniu modlitwy. To zaś stwarzało szansę otwarcia na nowo debaty nad modlitwą.

Artykuł Petersona odbił się szerokim echem i miał wpływ na przekłady modlitwy w dwujęzycznych mszalikach do użytku wiernych. W wielu nowych wydaniach „wiarołomstwo” zaczęło być zastępowane przez „niewiarę”. W 1948 r. Kongregacja Obrzędów w odpowiedzi na zapytania z różnych stron zadeklarowała ostrożnie, że nie odrzuca się tego nowego przekładu.

Debata nad samą modlitwą została otwarta w ramach ustanowionej w 1948 r. przez Piusa XII komisji mającej przygotować generalną reformę liturgii. Kard. Agostino Bea zaproponował przywrócenie klękania podczas modlitwy za Żydów, a o. Ferdinando Antonelli OFM z Kongregacji Obrzędów postawił wniosek o zastąpienie słowa „perfidia” przez „incredulitas” (niewiara). Stanowisko Antonellego poparli: kard. Bea, sekretarz komisji o. Annibale Bugnini CM, który także napisał na ten temat własny artykuł na łamach kierowanego wówczas przez siebie Ephemerides liturgicae, artykuł odwołujący się do Petersona i popierający jego tezy, oraz – najmocniej – o. Joseph Löw CSsR z sekcji historycznej Kongregacji Obrzędów, który na łamach periodyku Rivista liturgica napisał, że modlić się za kogoś jednocześnie obrażając go jest przeciwne miłości Chrystusa oraz że należy przezwyciężyć ducha lenistwa i nadmiernego konserwatyzmu, które opierają się reformom liturgii. Przeciwni zmianom byli natomiast ks. Enrico Dante, prefekt ceremonii papieskich (późniejszy kardynał), o. Anselmo Albareda OSB, prefekt Biblioteki Watykańskiej, powołujący się na niedawny zakaz Piusa XI oraz cieszący się wielkim autorytetem ekspert o. Bernard Botte OSB, uważający, że wystarczy odpowiednio tłumaczyć modlitwę na języki ojczyste. Z tych powodów reforma Triduum z 1955 r. była pod tym względem kompromisowa: tekst modlitwy pozostał bez zmian, ale przywrócono klękanie. Wreszcie w 1959 r. papież Jan XXIII nakazał usunięcie z modlitwy słów „perfidi” i „perfidia”, toteż w ostatniej edycji Mszału Piusa V (1962) modlitwa zawiera sformułowania „oremus et pro Iudaeis” oraz „Iudaeos etiam a tua misericordia non repellis”.

Na tym kończy się historia wielkopiątkowej modlitwy za Żydów w tej postaci. W tym samym 1962 roku rozpoczął się Sobór Watykański II, a w ramach zarządzonej przez Sobór reformy liturgii modlitwa została ułożona na nowo. Stara modlitwa odeszła tym samym do lamusa historii i tam niech już pozostanie.

Całkowicie nie zgadzam się z tymi, którzy chcieliby wykorzystywać artykuł Petersona jako argument za zachowaniem modlitwy w praktyce liturgicznej. Tekst Petersona unaoczniał to, że modlitwa w ciągu wieków stała się praktycznie rzecz biorąc niezrozumiała, ponieważ dziś oznacza co innego niż znaczyła w swoich początkach. A nie mówimy tutaj o tekście akademickim, będącym przedmiotem dociekań w uniwersyteckiej auli, tylko o tekście liturgicznym formującym świadomość katolików i ich postawy. Tekst niezrozumiały lub wymagający zbytnich objaśnień, na które podczas wielkopiątkowej liturgii nie ma warunków, należy zmienić, co na szczęście zrobiono podczas reformy liturgii.

Jeszcze w zakończeniu uwaga natury ogólnej. Casus wielkopiątkowej modlitwy „pro perfidis Iudaeis” pokazuje, najdelikatniej mówiąc, słabość popularnej maksymy „lex orandi, lex credendi”. Z samego faktu, że coś jest zapisane w Mszale Rzymskim i że coś znajduje się w źródłach niezmiennie przez kilkanaście wieków nic jeszcze nie wynika. Czasem coś zostaje utrwalone niesłusznie, a czasem coś pozostaje w liturgii przez czas zbyt długi. Jak mawiał wspominany już przeze mnie parokrotnie we wpisach blogowych o. prof. Stanisław Celestyn Napiórkowski OFMConv, wierność Tradycji każe niekiedy zrywać z tradycjami. A Robert F. Taft SJ mówił, że autentyczna tradycja Kościoła nie jest retrospektywną ideologią, tylko samoświadomością żyjącego dzisiaj Kościoła dokonującego refleksji nad drogą, którą przebywa od swych początków. Tradycja nie jest odziedziczoną z przeszłości pamiątką, którą trzeba zachować w sposób nietknięty, tylko dynamiczną zasadą życia. Dlatego przeszłość jest zawsze pouczająca, ale nigdy nie jest normatywna, a Kościół jest dłużnikiem przeszłości, ale nie jest jej więźniem.

 

Bibliografia

 

Literatura bezpośrednio nt. modlitwy wielkopiątkowej:

Czesław Krakowiak, „Geneza i rozwój liturgicznej modlitwy za Żydów w Mszale Rzymskim”, Ateneum Kapłańskie 163 (2014), s. 294-309.

Czesław Krakowiak, Modlitwa za Żydów w liturgii Kościoła rzymskiego, Lublin 2016.

Dawid Mielnik, „Czy wielkopiątkowa modlitwa za Żydów jest istotnie krzywdząca? Próba apologii oracji „za wiarołomnych Żydów”, Łódzkie Studia Teologiczne 31 (2022), s. 243-256.

Andrea Nicolotti, „Perfidia iudaica. Le tormentate vicende di un’orazione liturgica prima e dopo Erik Peterson”, w: Giancarlo Caronello (red.), Erik Peterson. La presenza teologica di un outsider, Città del Vaticano 2012, s. 477-514.

Erik Peterson, „Perfidia iudaica”, Ephemerides liturgicae 50 (1936), s. 296-311; wersja polska na stronie interentowej Christianitas: Perfidia iudaica | Christianitas. Religia, kultura, społeczeństwo. (tłum. Aleksandra Głos; możliwość ściągnięcia tekstu w formie pdf)

 

Na temat stosunków chrześcijańsko-żydowskich w starożytności:

Stanisław Adamiak, „Wielki rozwód”, Gość Niedzielny. Historia Kościoła 2 (2025), s. 8-15.

Jacek Dziedzina, „Oficjalne nauczanie Kościoła nigdy nie było antysemickie. Rozmowa z kard. Grzegorzem Rysiem”, Gość Niedzielny. Historia Kościoła 2 (2025), s. 32-37.

Mariusz Rosik, Kościół a Synagoga (30-313 po Chr.) na rozdrożu, Wrocław 2016.

kard. Grzegorz Ryś, „Między wrogością a obroną praw Żydów”, Gość Niedzielny. Historia Kościoła 2 (2025), s. 26-31.

(N.B. Bardzo polecam cały marcowo-kwietniowy dodatek historyczny do Gościa Niedzielnego, którego temat przewodni brzmi: Żydzi i chrześcijanie. Rodzina z problemami)

 

Link do wspomnianego we wpisie mojego tekstu z cytatami z Prospera z Akwitanii:

„Lex orandi, lex credendi” – o co właściwie chodzi? (1) – Liturgia.pl

 

Ponadto:

Stanisław C. Napiórkowski, Jak uprawiać teologię, Wrocław 1994.

Robert F. Taft, „‘Presupposti orientali’ e rinnovamento liturgico occidentale” (tłum. z ang.), w: Robert F. Taft, A partire dalla liturgia. Perché è la liturgia che fa la Chiesa, Roma 2005, s. 16-45.

 

https://www.liturgia.pl/wielkopiatkowa-modlitwa-za-zydow-2-3/

 

Wielkopiątkowa modlitwa za Żydów (3/3)

  • Maciej Zachara MIC
  •  · 
  • 5 maja 2025

Dziś trzeci i ostatni odcinek mini-cyklu o wielkopiątkowej modlitwie za Żydów. Tak jak już wcześniej zapowiadałem, na zakończenie będzie nie o samej wielkopiątkowej modlitwie, ale o czymś blisko z tą sprawą związanym.

 

Wezwania wstawiennicze za Żydów pojawiają się sporadycznie także w Liturgii Godzin, w prośbach Jutrzni i Nieszporów. Tutaj chciałbym zwrócić uwagę na modlitwę za Żydów w Nieszporach święta Przemienienia Pańskiego (6 sierpnia), ponieważ mamy problem polskiego przekładu, podobnie jak było w prośbie wielkopiątkowej, co przedstawiłem w pierwszej części tego wpisu jeszcze przed Wielkim Tygodniem.

Zacznijmy od tekstu nieszpornej prośby w Przemienienie Pańskie po polsku i po łacinie (Liturgia Godzin, t. IV, s. 1028; Liturgia Horarum, t. IV, s. 1095 i 1110). Jest to w kolejności intencja trzecia. Jeśli Przemienienie Pańskie przypada w niedzielę, w sobotę odmawia się I Nieszpory z Przemienienia z tymi samymi prośbami.

Tekst polski:

„Chryste, Ty na górze objawiłeś swoją chwałę wobec Mojżesza i Eliasza, błagamy Cię za Żydów, którzy byli niegdyś narodem wybranym,

– spraw, aby osiągnęli pełnię odkupienia”.

I tekst łaciński:

„Christe, qui in monte illuminasti faciem tuam super Moysen et Eliam, oramus te pro Iudaeis, populo acquisitionis antiquae,

– ut ad redemptionis mereantur plenitudinem pervenire”.

Prośba powstała ewidentnie w oparciu o tymczasową wersję wielkopiątkowej modlitwy za Żydów z 1965 r. Przypomnę łaciński tekst tamtej prośby, zaznaczając wytłuszczeniem frazy wspólne lub bardzo podobne:

„Oremus et pro Iudaeis: ut Deus et Dominus noster faciem suam super eos illuminare dignetur; ut et ipsi agnoscant omnium Redemptorem, Iesum Christum Dominum nostrum.

Omnipotens sempiterne Deus, qui promissiones tuas Abrahae et semini eius contulisti, Ecclesiae tuae preces clementer exaudi, ut populus acquisitionis antiquae ad redemptionis mereatur plenitudinem pervenire. Per Christum Dominum nostrum”.

W polskim tekście problemem jest oczywiście fraza „którzy niegdyś byli narodem wybranym”. Tak jak pisałem w pierwszej części przy okazji modlitwy wielkopiątkowej, taki przekład da się jakoś obronić od strony językowej, ale nie jest to przekład narzucający się jako jedyny możliwy. Nie da się go zaś obronić od strony teologicznej, ponieważ jednoznacznie promuje teorię zastępstwa, od której Kościół zdecydowanie się odcina. Skoro został skorygowany polski przekład modlitwy wielkopiątkowej, w której „lud, który niegdyś był narodem wybranym” został zastąpiony przez „lud, który jako pierwszy nabyłeś na własność”, analogicznej korekty należy również dokonać w przekładzie tej prośby nieszpornej.

Ten brewiarzowy tekst raził mnie już od bardzo wielu lat. Na pewno prędzej lub później zostanie on skorygowany, natomiast w swoim brewiarzu poprawiłem go sobie już dawno. Przekreśliłem frazę „którzy byli niegdyś narodem wybranym” i napisałem pod spodem „lud, który jako pierwszy nabyłeś na własność”. Do tego zachęcam wszystkich. A jeśli ktoś mi zacznie zarzucać nieposłuszeństwo, odpowiem, że posłuszeństwo nie może być ślepe i nierozumne, także a może przede wszystkim posłuszeństwo w Kościele. Teksty liturgiczne nie mogą przeczyć sobie nawzajem. Jeśli skorygowaliśmy tekst wielkopiątkowy, tak by nie promował teorii zastępstwa, nie możemy jednocześnie akceptować afirmacji tej teorii w tekście nieszpornym.

A jeszcze co do posłuszeństwa, bardzo mi się podoba tekst Oblatio św. Stanisława Papczyńskiego, założyciela mego zgromadzenia zakonnego. Oblatio to jego akt ofiarowania się Bogu w zakładanym przez siebie Zakonie Marianów (11 grudnia 1670), który to akt uznajemy za moment powstania Marianów. Ojciec Stanisław mówi między innymi: „Przyrzekam ponadto rozsądnie rozumiane posłuszeństwo Jego Świątobliwości Namiestnikowi Jezusa Chrystusa i jego delegowanej władzy oraz wszystkim moim pośrednim i bezpośrednim przełożonym” (św. Stanisław Papczyński, Pisma zebrane, Warszawa 2016, s. 1259). No właśnie, „rozsądnie rozumiane posłuszeństwo”. Trzymanie się ewidentnie niewłaściwego przekładu w imię posłuszeństwa byłoby moim zdaniem przejawem posłuszeństwa rozumianego bardzo nierozsądnie.

 

https://www.liturgia.pl/wielkopiatkowa-modlitwa-za-zydow-3-3/

 


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location