W dyskusjach poświęconych kondycji Kościoła katolickiego bardzo często podnoszone są kwestie zmian, do których doszło po Soborze Watykańskim II. Argumenty obrońców porządku przedsoborowego nadwyraz często neutralizowane są banalnym stwierdzeniem, że w Kościele istnieje ciągły rozwój, ciągła dynamika, że Duch Święty prowadzi nas ku nowemu, że nieustannie nas rozwija, wypychając z tego, co znamy. Podawany jest przykład Apostołów. Gdy zstąpił na nich Duch Święty, zaczęli robić rzeczy, o których wcześniej nigdy nawet nie pomyśleli. Oczywiście to wszystko jest prawdą, ale niecałą. Zapalczywi zwolennicy zmian zapominają bądź celowo przemilczają fakt, że ziemska reprezentacja Kościoła, a więc ludzie, którzy go tworzą, z nieprzeniknionego dopustu Bożego narażeni są na agitację i mamienie ze strony złego ducha, przeciwnika ich zbawienia. To on ich bałamuci, wprowadza w stan dezorientacji skutkującej podejmowaniem błędnych decyzji, których pierwszorzędnym przykładem jest grzech Adama i Ewy.