Nikt – nawet Donald Trump – nie zna finału, gdy sześciotygodniowa wojna USA i Izraela z Iranem wchodzi w tymczasowe zawieszenie broni. Wystarczy spojrzeć na zawrotną oś czasu :
Niedziela, 5 kwietnia (niszczenie infrastruktury-I): „Wtorek będzie w Iranie Dniem Elektrowni i Dniem Mostu, wszystko w jednym. Nie będzie niczego podobnego!!! Otwórzcie tę cholerną cieśninę, wy szalone dranie, albo traficie do piekła – POPATRZCIE! Chwała Allahowi”.
Poniedziałek, 6 kwietnia: (niszczenie infrastruktury II): „Ich infrastrukturę można by zniszczyć w jedną noc. Mówię wam, żadnych mostów, żadnych elektrowni. Rozważam wysadzenie wszystkiego w powietrze i przejęcie ropy”.
Wtorek, 7 kwietnia (rano) (groźba ludobójstwa): „Cała cywilizacja zginie dziś w nocy i nigdy nie zostanie przywrócona. Nie chcę, żeby to się stało, ale prawdopodobnie tak się stanie. Jednak teraz, gdy mamy całkowitą i totalną zmianę reżimu… może wydarzy się coś rewolucyjnie cudownego, KTO WIE?”
Wtorek, 7 kwietnia (wieczór): Ogłoszenie dwutygodniowego zawieszenia broni osiągniętego przy mediacji Pakistanu.
Nigdy ludzkość nie widziała tak wielkiej władzy skupionej w rękach tak kapryśnego człowieka. Czy zawieszenie broni utrzyma się, jak długo i w jaki sposób, pokażą nadchodzące dni. Nikt – nawet Donald Trump – nie zna ostatecznego wyniku. Ale niezmienny jest człowiek, którego palec może nacisnąć nuklearny guzik. Człowiek przyzwyczajony do szybkich, bezsensownych zwycięstw za pomocą zastraszania i nieokiełznanej siły jest zawzięty, udaremniany i mściwy. Został pokonany przez krnąbrne państwo teokratyczne, które przyjmowało cios za ciosem, opierało się zabójstwu swojego czczonego przywódcy, bombardowaniom jego miast, niszczeniu kluczowej infrastruktury i systematycznym atakom na jego szkoły i uniwersytety.
Kilka tygodni później, kiedy Iran powinien być na kolanach, wciąż kontroluje Cieśninę Ormuz i odmawia negocjacji, podczas gdy jest ona bombardowana. Zamiast tego nadal sieje zamęt wśród sojuszników Ameryki i atakuje Izrael. Wyobraźcie sobie frustrację Trumpa, zwłaszcza po jego bezkrwawym zwycięstwie w Wenezueli.
Ale tabu, dotąd nienaruszone, nienaruszalne od czasu opadnięcia popiołu nuklearnego nad Hiroszimą i Nagasaki, może pęknąć. To, co kiedyś wydawało się absurdalne, jest teraz realną możliwością. Kiedy Trump, powtarzając groźbę generała Curtisa LeMaya z 1965 roku wobec Wietnamu Północnego, groził „unicestwieniem ” Iranu i zbombardowaniem go „z powrotem do epoki kamienia łupanego” – retorykę powtórzoną przez sekretarza obrony Pete'a Hegsetha – nie był to jedynie pozór. W rzeczywistości sygnalizował, że w administracji, która nie szanuje żadnych norm, grzyby atomowe mogą być akceptowalne.
„Jak” i „kiedy” pozostają otwarte, ale jeśli zawieszenie broni ustanie, celownik prawdopodobnie zostanie skierowany na Zakład Wzbogacania Paliwa w Fordow lub, równie prawdopodobne, na Isfahan, gdzie rzekomo przetransportowano irański materiał rozszczepialny przed atakiem w czerwcu 2025 roku. Zakopany głęboko pod górą litej skały, Fordow to obiekt jądrowy, który Trump wcześniej twierdził, że „zniszczył”.
Matematyka eskalacji jest nieubłagana: Iran podobno posiada około 450 kilogramów uranu wzbogaconego do 60 procent. Podczas gdy prymitywna broń jądrowa typu armatniego zostałaby zbudowana z 80-100 kilogramów tego materiału, zaawansowana bomba implozyjna wymaga 20-25 kilogramów uranu wzbogaconego do 90 procent izotopu uranu 235, a proces ten zajmuje zaledwie kilka tygodni. Jeśli Iran opanował skomplikowaną inżynierię wymaganą do tego celu, jego obecne rezerwy stanowią potencjalny arsenał ośmiu do dziesięciu głowic jądrowych.
Gra opiera się na modernizacji. Iran może w ciągu kilku tygodni zwiększyć swój arsenał do poziomu broni nuklearnej. Konwencjonalne „niszczyciele bunkrów”, takie jak GBU-57, już zawiodły; 14 z nich zrzucono na Fordow i Natanz w 2025 roku, ale serce programu wciąż działało. Aby osiągnąć całkowitą destrukcję, młot musiałby być nuklearny.
Jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się na użycie broni nuklearnej w Iranie, rozwiązaniem Pentagonu prawdopodobnie będzie głowica penetrująca Ziemię, taka jak B61-11 lub nowo rozmieszczona B61-12. Waszyngton przedstawiłby taki atak nie jako apokalipsę na miarę Hiroszimy, ale jako „konieczność kliniczną” – operację taktyczną mającą na celu zabicie setek, a nie dziesiątek tysięcy ludzi.
Iran jednak nie podda się po cichu i odpowie z całych sił. Szczęśliwy traf wystrzelonego pocisku rakietowego mógłby zatopić amerykański lotniskowiec; skoordynowany rój dronów i pocisków rakietowych mógłby zamienić główne arabskie terminale naftowe w słupy ognia. W tym momencie „kliniczny” eksperyment mógłby się zakończyć, a apokalipsa mogłaby się rozpocząć, gdy Stany Zjednoczone sięgną po kolejny cel nuklearny.
Nawet dla człowieka, który znajduje satysfakcję w cierpieniu innych — który świętował niedawne zniszczenie największego mostu w Iranie, a następnie spadające samochody — ambicje nuklearne Trumpa są ograniczone przez amerykańską politykę wyborczą i nadchodzące wybory w listopadzie, potencjalnie wrogą reakcję społeczeństwa i raczej niechętne wojsko.
Na razie Ameryka i Izrael działają w zwartej koalicji. Podobno 18 marca i 4 kwietnia przeprowadzili skoordynowane ataki na irańską elektrownię jądrową w Buszehr – co nie ma nic wspólnego z produkcją bomb. Prawdopodobnie były to „ataki sygnalizacyjne”, ponieważ zniszczyli jedynie budynek pomocniczy i zabili jednego strażnika. Ich intencje były jasne – nawet jeśli cel końcowy nie jest. Wiadomość została odebrana: we współpracy z Siłami Obronnymi Izraela ponad 200 rosyjskich techników wysokiego szczebla ewakuowało już elektrownię w Buszehr, pozostawiając jedynie minimalną załogę do zarządzania potencjalnym awaryjnym wyłączeniem.
Jednak „sygnalizacja” w pobliżu czynnego reaktora to ryzykowna gra o niejasnym ostatecznym celu. Podczas gdy elektrownia nadal zasila sieć, bezpośrednie uderzenie w jej osłonę bezpieczeństwa spowodowałoby katastrofę radiologiczną znacznie przewyższającą katastrofę w Czarnobylu czy Fukushimie. Z 70-80 tonami dwutlenku uranu w rdzeniu i ogromnymi zapasami wypalonego paliwa zalegającymi w pobliskich zbiornikach chłodzących, wyrwa w obudowie mogłaby spowić Zatokę Perską śmiercionośną mgłą radiojodu i cezu-137. Nie byłby to jedynie atak na reżim; byłby to wyrok śmierci dla środowiska i mieszkańców regionu.
Izrael – który zrównał Gazę z ziemią i dąży do podobnego rezultatu w południowym Libanie – może mieć mniej zahamowań niż Stany Zjednoczone. Tam, gdzie Waszyngton może się wahać, Izrael może celować w kopułę. Dla sojuszników Ameryki w Zatoce Perskiej – Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu, Bahrajnu, Kataru, Arabii Saudyjskiej i Omanu – skutki będą od katastrofalnych po trwałe, a ich wynik będzie zależał od kierunku i prędkości wiatru.
Mając do dyspozycji niezgłoszony arsenał ponad 150 głowic i niezawodne środki ich dostarczenia w dowolne miejsce w Iranie, izraelskie ataki nuklearne na irańskie skupiska ludności nie są już tylko marginalną teorią; staną się realną opcją strategiczną w Jerozolimie, jeśli Iranowi uda się w jakiś sposób częściej i skuteczniej łamać izraelski system obrony przeciwrakietowej Żelazna Kopuła.
Operacja Epic Fury wkracza właśnie w szósty tydzień. Jak dotąd nie toczą się żadne bezpośrednie negocjacje, jedynie tymczasowe zawieszenie broni. Z powodu braku optymizmu, świat obserwuje ponurą lekcję. Wniosek dla każdego mocarstwa średniego i tak zwanego państwa zbójeckiego staje się niepodważalny: jeśli masz bombę, nie zostaniesz zbombardowany. Trwa wyścig o jej zdobycie, póki jeszcze jest to możliwe.
https://thebulletin.org/2026/04/will-trump-nuke-iran/






