Dorastając w południowej Kalifornii, zawsze byłem wśród Żydów. To dlatego, że wielu Żydów uczęszczało do tych samych szkół publicznych co ja w dolinie San Fernando. Mój ojciec prowadził firmę w Hollywood przez prawie 50 lat, a wielu jego klientów i przyjaciół było Żydami.
Nie mogę uczciwie powiedzieć, że miałem wtedy jakiś problem z Żydami. Jedyne, co mnie wyróżniało, to ich geekowość i nieco wątły wygląd. Widziałem ich jako frajerów i książkowych typów. Nie wydawali się uzdolnieni atletycznie i wyglądali raczej dziwnie w porównaniu z moimi przyjaciółmi z WASP-ów w liceum. Cieszyłam się, gdy nadchodziły święta żydowskie, bo duża część naszej studenckiej społeczności zniknęła, a na te dni nie było zadań domowych.
Kiedy miałem dwadzieścia kilka lat, miałem przyjaciela Żyda, z którym byłem bardzo blisko. Chociaż nie wiedziałem wówczas nic o kwestii żydowskiej, doskonale pamiętam, jak bardzo był „żydowski”. Miał wszystkie stereotypowe cechy, o których myślimy, kiedy próbujemy opisać jacy są Żydzi. Jedną rzeczą, która się wyróżniała, było to, że miał tendencję do wyolbrzymiania wszystkiego, co mu się nie podobało lub z czym się nie zgadzał. Musiałam go ciągle uspokajać i przekonać, że nie jest tak źle, jak sobie wyobrażał.