"...do Centrum Powiadamiania Ratunkowego zadzwonił mężczyzna z prośbą o pomoc. Powiedział, że udzielał pierwszej pomocy żonie, która topiła się w basenie..."
Możliwe śmierć była zaplanowana na dwie osoby, a nie na jedną, bo druga osoba udzielająca pomocy pierwszej ofierze, też miała umrzeć. Może śmierć pierwsza dotyczyła niewłaściwej osoby, dlatego zmarła też i druga osoba. Zamachowiec zauważył swój błąd — co do osoby ofiary, powrócił i dokonał korekty.
Pytanie: Czym zajmował się T. Łapiński, w jakie badania był zamieszany? Przypadek może również dotyczyć zwykłej próby zastraszenia środowiska medycznego. Plotki i tajemniczość to wypróbowana broń psychologiczna.
Żydowskie egzekucje na Polakach są bezkarne.
Red. Gazeta Warszawska
Ze wszystkich opisów zdarzenia wynika, że Małgorzata Michalewicz nie odpowiadała na telefon od wielu godzin. To, dlatego Tadeusz Łapiński zdecydował się nagle pojechać do domu i sprawdzić sytuację.
Jeżeli tak, to Małgorzata Michalewicz była martwa od "wielu godzin" i musiała mieć łatwo zauważalne na ciele zasinienia i sztywność kończyn. Nawet silnie zestresowany, ale normalnie doświadczony lekarz nie przystępuje do reanimacji na denatce, lecz dzwoni na policję.
I odwrotnie, zaalarmowany ambulans, który przybył na miejsce wypadku, powinien podjąć czynności ratunkowe na osobie Tadeusza Łapińskiego, który nie powinien być „martwy”, bo nikt tak łatwo nie umiera. Nic nam nie wiadomo, aby personel ratunkowy przystąpił do akcji ratunkowej na ofiarach lub ofierze.
Skoro oboje „byli martwi” to znaczy, że zgon nastąpił w innym czasie, niż to jest sugerowane przez media.
Paru uczestników „delegacji do Katynia” 10 kwietnia 2010 roku rozmawiało przez telefon ze swoimi bliskim – w trakcie lotu lub krótko przed. Rozmowy nie miały jednak charakteru normalnego dialogu, ale były wypowiedzeniem jakiejś kwestii przez – „członka delegacji” i rozłączeniu się. Czyli mieliśmy przypadek jednostronnego odtworzenia jakiejś sekwencji zdań i rozłączaniu się. Tu mogło być podobnie: zgłoszenie wypadku przez Tadeusza Łapińskiego mogło być odtworzone z jakiegoś starszego zapisu dźwiękowego. Podczas tego zgłoszenia Tadeusz Łapiński mógł już być martwy.
Polscy dziennikarze, tacy inteligentni, dociekliwi i mądrzy są jakoś mało podejrzliwi w tym wypadku.
RED. GW 09 06 2021
+
W podbiałostockiej miejscowości Zajezierce zginęli tragicznie prof. Tadeusz Łapiński i jego żona dr Małgorzata Michalewicz.