165
zdar świadomie wymierających. Właśnie życie rodzinno-rcdowe,
katolickie — dekoncentruje insiynkt walki - na całe życie cy-
wilne zdrowej części narodu, na każdego swego członka. Walka
musi tu być chlebem codziennym. Walka rycerska. Natomiast
wygodne społeczeństwo, które aż się rozwodzi i aż zabija dzieci,
by żyć wygodnie - bez walki, nie nadaje się do tego, by roz-
wiązywało po rycersku te sytuacje o charakterze moralnym,
które na swej drodze w życiu cywilnym napotyka. Bo życie po
katolicku — wymaga ofiary i walki, i ekspasji, i ofensywy —
od tego, kto postępuje po katolicku,- wymaga ofiar, walki, eks-
pansji i ofensywy w stopniu najwyższym na terenie moralnym.
Postępowanie chrześcijańskie wymaga wojny ustawicznej —
- własną słabością, ze słabościami innych i ze złą wolą. Gdy nie
ma wśród chrześcijan takiej walki etycznej, ponieważ unikają
oni życia moralnego, to ich instynkt walki wyżywa się w woj-
nach totalnych. Albo, albo. Bo człowiek ma instynkt walki. Tru-
dno, tak człowiek jest dany.
Tylko urzeczywistnianie pełni chrześcijaństwa rozładuje
w stu procentach wojny. Nie dlatego jakoby chrystianizm był
najbardziej ckliwy i aż mdły od dobroci jak mięta, ale dlatego,
że wymaga najwięcej walk w życiu cywilnym. Gdyby Chrystus
nie chciał walczyć z faryzeuszami na drodze cvwilnej : gdyby nie
chciał postępować doskonale po chrześcijańsku, wezwałby huf-
ce aniołów. Szatani zostaliby wówczas wyrżnięci z szybkością
błyskawicy. Ale odtąd świat tak mało byłby interesujący, jak...
małżeństwo tego niedojdy, co nie widział innego „wyńścia'', tyl-
ko wziął i... rozwiódł się.
SZTUKA POD ZNAKIEM ŻONY
W małżeństwie jest bogactwo sytuacyj dramatycznych,
węzłów gordyjskich, ocean motywów sprzecznych, przepaść
różnic, a wraz z tym wszystkim — bezmiar okazyj do harmonii
wbrew wszystkiemu i wszystkim, nadziei wbrew nadziei. Blaski
i nędze. Niebo i piekło. Całość.
Tylko niedojda nie podejmuje rozwiązań w tak skonstruo-
wanym środowisku i za lada napięciem... ucieka od życia: roz-
wodzi się.
Tylko niedojda boi się... płci. Nie chce żony: jest ho-
moseksualistą. Niedojda-żona nie chce dzieci: jest mopsicą.
Niedojda pragnie, by wszystko było w jednym kolorze.
8y nie było dziewcząt, tylko wydry,- by nie było rodzin, tylko
obory zarodowe. By nie było państw, tylko Paneuropa. By nie
166
było maiek, tylko społecznice. Czarownice nowoczesne. Same
się palą — do wszystkiego.
Niedojda boi się dyskusji, zatargów, walk, śpiewu na gło-
sy, koncertu orkiestr,- boi się wojny, spięć, naładowań, przeci-
wieństw, rozmaitości, palety, tęczy. Maniaka przeraża różnora-
kość. Maniak nie lęka się jedynie własnej manii.
Gdy zobaczy piękne, a ubogie dziewczę, węszy w niej
zaraz przyszłą jawnogrzesznicę. Gdy widzi w ubogiej rodzinie
gromadę dzieci, węszy w nich przyszłych złoczyńców.
Maniak gdyby mógł, zamieniłby człowieka na samą... rękę,
albo na... samą' nogę. Albo na samego totalislę, faszystę.
Maniak gdyby był wędliniarzem, wyrabiałby samą kiszkę,
by zbawić ludzkość.
Maniak nawet... we własności widzi tylko powód do samo*
lubsłwa. Tymczasem „własność w rozumieniu chrześcijańskim
tak się ma do samolubstwa jak małżeństwo do życia płciowego"
(Chesterton).
Tak samo maniak widzi w rodzinie tylko „problem seksual-
ny". Albo... tylko „więzienie". Albo - tylko „grozę dzieci".
Grozę... ciąży. Albo - samą grozę.
Kto nie jest wielkim artystą, albo kto nie ma wielkiej wia-
ry w człowieka, niech nie tyka rodziny. Atoli dziś wycierają
sobie gęby rodziną właśnie niedorajdy, • tchórze, maniacy. I to
maniacy naj ciaśniej fanatyczni tak zwani „seksuologowie".
Reformatorzy „płciowi". Pyskują na rodzinę tak, że swym szcze-
kiem połowę ludzkości wygnali z ognisk domowych. Kogo
mogą, syfilizują-cywilizują. A tymczasem musimy wrócić...
do domów my, ludzie bezdomni XX wieku. Musimy znów zostać
ludźmi natury, ludźmi piękna, a kto chce odzyskać wiarę w czło-
wieka, musi na nowo oszaleć na rzecz żony i na rzecz dzieci.
Najzdrowsze szaleństwo. Albowiem nawet stajnia, w której miesz-
ka rodzina, jest pałacem sztuki, bo rodzina wytwarza te uczucia,
z których powstał Partenon i wszystkie muzea oraz wszystkie
świątynie świata.
Oto czemu im wyżej stanie sztuka i im piękniejsze two-
rzyć będzie piękno, tym większym czarem otoczy źródło piękna
narodowego: rodzinę i dom rodzinny.
Jednocześnie przywróci się życiu rodzinnemu całe dzie-
dzictwo obyczaju dawnych rodzin polskich i rozbudowywać się
będzie te skarby. Sztuka polska i malka-Polka odegrają tu głów-
ną rolę. W rodzinie wielodzietnej nadaje ton młodzież. A mło-
45) Chesterton. tamże, 150. t28.
167
dzież, jak nikt, żyję sztuką, bo młodzież żyje najbardziej rozryw-
ką. Młodzież jest najżarłoczniejszym konsumentem sztuki. Wiek
młody, narzec.zeński, do czasu zawarcia małżeństwa, to wiek-
pożerania piękna, wiek sztuki: okres artystyczny. Tańce, mu-
zyka, śpiew, gry, sport, życie towarzyskie, zaloty, miłość: to ży-
wioł młodzieży. Dziś to wszystko odbywa się poza domem, bo
w domu... nie ma młodzieży, nie ma dzieci. A poza domem to
wszystko odbywa się na poziomie kabaretu. Tak się bawi mło-
dzież wymierających narodów.
Zdrowa rodzina prowadzić będzie życie artystyczne i to-
warzyskie nie u handlarzy pięknem i wesołością, ale u siebie,
w domach zdrowych rodzin, z młodzieżą ze zdrowych rodzin,
w zdrowy sposób. Tylko w ten sposób da się zarazem podnieść
życie artystyczne towarzyskie. Ale taki dom wymaga od pani
domu artyzmu. Zarazem tego typu życie rozrywkowe stawia
panią domu w punkcie środkowym sztuki narodowej. W kaba-
recie łączy wódka i zmysły, poza tym jest każdy sobie obcy.
W domu łączy gości atmosfera rodziny: iest to poziom o sto
piefer wyższy od szynku-kabaretu. I w kabarecie, i w domu —
uwaga wszystkich jest skierowana na kobietę: tam na kokotę ,-
tu — na małżonkę. Tam — plugawy dowcip, tu — słońce domu.
Przyjęcie gościa w domu jest nobilitacją do poziomu członka
rodziny, przyiecie gościa przez szynkarza w kabarecie - iest
zawsze burżujskim wyzyskiem. Nie ma wśród gości domu takich
przeciwieństw, których nie rozładowałaby atmosfera domu. Ży-
cie towarzyskie wśród zdrowych rodzin nieprawdopodobnie
zespala całą zdrową część narodu. Artyzm i zdrowie moralne:
oto pani domu w Polsce jutra!
Artyści wejdą z całą twórczością do takiego domu. Nie
na wielkie muzea będziemy nastawieni, ale na to. by każdv dom
rodzinny bvł piękny. Tylko decentralizacja sztuki stanowi o jej
upowszechnieniu. Jedynie urodzinnienie sztuki umożliwi jej de-
koncentrację. A jedno i drugie ochroni zabytki sztuki od znisz-
czenia podczas przyszłych wojen totalnych.
Poza tym każdy ród będzie miał swoje muzeum rodowe,
swe instytuty sztuki rodzinnej i rodowej.
Nie na nagusach... z muzeów, filmów, reklam, ale na kul-
turze własnego życia rodzinnego urabiać będzie swe poczucie
piękna - chłopiec: przyszła głowa domu, tudzież dziewczę —
przyszłe serce domu.
Kultura życia rodzinnego przesądza, ile Polski zaniesie
z sobą wychodźca, gdy go los rzuci na obczyznę. Etyka katolic-
ka, wyniesiona z domu ojców, da mu niezależność od miazma-
168
iów cudzoziemczyzny. Posiawa służebna wobec narodów, wynie-
siona z kraju da mu świadomość misji Polaków wśród obcych.
Obraz życia rodzinnego, z lal dziecięcyfih, krzepić go będzie jak
wspomnienie złotego wieku. Wszystko lo przesądza nie tylko
0 tym, jak żywotna może być polskość naszego wychodźstwa
1 w związku z tym o ile my, Polacy, zapełniać możemy ziemią,
ale i o tym, jakie bądzie nasze stanowisko wśród ludów świata.
Niezależnie od tego, czy w najbliższym czasie będziemy
popierali nasze wychodźstwo, czy nie, prężność życia polskiego
zagranicą jest ważna, bo mamy tam 8 milionów Polaków, a więc
dwa razy tyle, ile było wszystkich Polaków w Rzplitej w XVIII
wieku. Czy te 8 milionów będą mierzwą pod obce narody, czy
nie, zależy od poziomu życia rodzinnego w Macierzy i zagrani-
cą. „Związek Polaków z Zagranicy”, to instytucja rodzin i ro-
dów wychodźcy.
Wychodźca polski niesie we świat przede wszystkim pols-
kie życie rodzinne. Im kultura tego życia jest w Macierzy wyż-
sza niż u obcych i im ściślejszy tviwa związek pozostających
nadal w starym kraju familiantów, krewniaków, rodowców -
z udającym się zagranicę wychodźcą, tym wyższą i trwalszą kul-
turę życia rodzinnego zanosi on na obczyznę: tym bardziej Po-
lonia może pozostawać Polską.
MUNDUR SERCA
Sztuka rodzinna da Polsce strój harmonizujący z macie-
rzyństwem.
Dziś moda rozróżnia strój popołudniowy, balowy, sporto-
wy, wieczorowy, plażowy, wizytowy, kąpielowy, zawodowy itd.,
ale nie rozróżnia stroju dla żony. Dla normalnej żony: co ma
dzieci.
Obecna moda jest przeciwdziecięca, zwalcza macierzyń-
stwo. Jest to moda kobiet wyskrobujących się, wymierają-
cych. Można by wykazać statystyką, że im więcej kobiet ubiera
się modnie, tym mniej jest dzieci. Najbardziej modna w Polsce
Warszawa dawała cztery razy mniej dzieci niż reszta kraju. Naj-
bardziej modny w świecie Paryż i Wiedeń: jeden miewał 100.000
dzieciobójstw rocznie, drugi — najmniej urodzeń w Europie.
Strój neomaltuzjański każe Polce mizdrzyć się do każde-
go mężczyzny — kusą suknią, kolankami i czym tylko, a latem -
wprost włóczyć się nago wśród mężczyzn, by możliwie wszystko,
możliwie wszystkim pokazywać, czy kto chce na „to” patrzeć, czy
nie.
16 V
Sirój kobiet wymierających każe Polce skrzeczeć do każ-
dego, że w Polce nie ma nic, jeno zmysły. W modzie osiągnęła
masoneria swe cele w fOO %■. „Kulturą nagości szerzy sią poi
pretekstem zdrowia publicznego. Trzeba sobie jednak uświado-
mić, że głównym promotorem tej kultury jest masoneria. W tym
celu wykorzystuje masoneria przede wszystkim modą kobiecą"
(Osservalore Romano).
„Najlepszy cios w Kościół, to rozprzężenie obyczajów.
Niech masy popadną w rozpustą, to i serca ulegną zepsuciu,
a wówczas nie będziemy mieli więcej katolików".
W stroju Polek widzimy: albo — u zakonnic — okrywanie
sią latem i zimą aż do kostek i za kostki; albo u dam świeckich —
wystoperczanie mięsa i kości. Brak „stanu średniego" w mo-
dzie. A przecież Polka ma coś więcej do pokazania, niż samą
„płciowość".
Polka nie potrzebuje współzawodniczyć z ulicznicą pa-
ryską, wiedeńską, hollywódzką. Stać ją na to. Zresztą strój dla
kobiet przychodzi z kraju onanistów i dzieciobójców: z Paryża,
więc nie może pasować do zdrowego społeczeństwa. Krawcy
polscy, to bęcwały bezkrytyczne i niewolnicy. Nie starają się
o niepodległość stroju polskiego.
Myślimy już o architekturze narodowej, robimy własne
meblarstwo, szerzymy haft rodzimy, a nie mamy nadal krawiec-
twa jako sztuki polskiej. Nasze krawiectwo jest dziś, jak i w XVIII
wieku, naśladownicze, parobczańskie. Nie potrafią nasi krawcy
nic sami narysować.
Uderzyć więc w ciemnotę krawców! Nie godzić się na
modele, które stręczą! Grymasić! Kręcić noskiem! Wybredzać!
Doprowadzać tumanów do rozpaczy! Żądać, wymagać - etyki
w stroju kobiecym! Czemu kobieta katolicka ma ciągle składać
daninę diabłu swym sposobem ubierania się? Po jakiego diabła!
Strój należy do sztuki. Do sztuki ubierania się. A sztuka,
jak wiemy, wpływa przemożnie, magicznie - na styl życia.
Nie będzie w naszym życiu stylu polskiego - bez mody
polskiej. Strój podpowiada, jak się zachowywać. Strój pcha do
zajęcia tej, a nie innej postawy w każdym położeniu. Ciężko
jest w innym stylu postępować, niż to wynika ze stylu stroju,
który wtedy nosimy. Dlatego strój, to najważniejsza ze sztuk sto-
sowanych - sztuka. Strój polski, to mundur narodowy.
Krawiec polski, gdy się leni i nie daje swojskiej, zdrowej
mody kobiecej, pozwala krawcom obcych narodów kształtować
życie Polek. Pozwala na okupację najwewnętrzniejszą. Taki
krawiec, podopieczny Paryża, Wiednia — zdradza naród.
170
O, krawiec - artysta wywiera większy wpływ, niż mu się zda-
je! Dyktator mody, to dyktator obyczajów. Bo sztuka ubierania
się wraz z całą sztuką rządzi 99 % naszych czynów, a moda
rządzi 100 % naszych kobiet.
Strój kobiety wpływa na postawę dzieci - do matki. Na
postawę braci do sióstr: na postępowanie rodziny. Na obvczaje
domu. Polki nie ubierają się dotychczas świadomie. Świadomie
p.o katolicku.
Strój Polki, to mundur jej serca. Musi być zdrowy (higiena),
piękny (estetyka) i bez skazy (etyka). Wtedy będą i rycerze bez
skazy. Bo kobieta rodzi rycerzy. Dzisiejsze chamstwo mężczyzn
w stosunku do kobiet wywołała moda kobieca. Moda la aż pro-
si, by sobie z kobiety nic nie robić. Mężczyzna przestaje być ry-
cerski wobec damy, gdy widzi, że ta się ubrała jak „zdzira, co
leci na każdego chłopa". A tak się ubiera każda „modna" Polka.
Pius XII mówił do młodzieży żeńskiej w roku 1943: „Go-
dność i wolność kobiety nie pozwala jej być niewolnicą mody.
Sprawa to delikatna, ale nagląca. I tutaj od waszej nieustannej
działalności oczekiwać należy dobroczynnych wyników.
A żarliwość wasza przeciw nieskromnym strojom i występkom
niechaj nie tylko ggni, ale i buduje, pokazując praktycznie
światu kobiecemu, jak młoda kobieta w ubiorze swoim i zacho-
waniu może pogodzić wyższe prawa cnoty z zasadami higieny
i wytwomości" ,
A teraz z innej beczki. Mówi właścicielka licznych za-
kładów kosmetycznych, Amerykanka, Elżbieta Arden:
„Piękność kobiety jest raczej harmonią duszy i zdrowego
ciała, która promieniuje na zewnątrz i potrafi nadać nawet
brzydkim rysom piękny wygląd".
I dodaje: „A więc pamiętajcie o duszy! Zdrowie bowiem
i piękno, to dar Boży, z którego właściwego użycia trzeba kie-
dyś złożyć rachunek. Więc podobajcie się naprzód Bogu!''.
I jeszcze niech mówi wdzięczna buzia pani Arden:
„Twórców przesadnej mody należało by karać sądownie
za szkody i po prostu tragedie rodzinne, na jakie naraziła nie-
rozumna moda wielki procent kobiet". „Więc pamiętajcie
o obowiązkach ważniejszych: macierzyństwie i rodzinie". „Każ-
da przesada, każda przesadna pasja, czy namiętność, każde
zakłócenie naturalnego rytmu życia nie tylko wpływa ujem-
nie na zdrowie, ale niszczy rysy jak pług". „Więc pamiętajcie:
nie gubić w trosce o modę i urodę — urody i wdzięku
kobiecego"
171
A więc pamiętajcie! Bo my, mężczyźni chcemy kochać
nasze żony i matki nade wszystko, co nam drogie, dlatego pra-
gniemy, by Polki prezentowały się najpiękniej i najskromniej:
czarująco.
Że kobieta szaleje, by się podobać mężczyźnie: zgoda.
Ale niech się nam nie podlizuje. Bo wtedy śmierdzi, choćby
wylała na siebie wszystką wodę kolońską.
Przed ostatnią wojną lansowano w Warszawie jakieś mo-
dele polskie wśród kobiet z wyższych sfer. Modele nie znalazły
przyjęcia. Warto zauważyć, że zdrowy strój może się przyjąć tyl-
ko wśród zdrowego odłamu kobiet. Dlatego nie na snobizmie
„wyższych sfer" należy oprzeć powodzenie zdrowego stroju,
ale na istnieniu wyjątkowo zdrowej części narodu, gdzie kobiety
są wyjątkowo odporne, na to, jak się ubiera wymierająca więk-
szość, i ubierają się po katolicku świadomie, oraz gdzie korpora-
cja krawiecka lansuje modę polską — świadomie. I świadomie
katolicką.
Zresztą chodzi także o strój panien oraz dzieci, ponieważ
„francuskie czasopismo masońskie „La Francaise" radzi, żeby
już w dzieciach przytłumiać zwolna uczucie wstydu i przyzwy-
czajać je do zupełnego obnażania.”
. ZBROJENIA ARTYSTYCZNE
— Jak szczepić modę czarującą?
Film. Film robi to piorunem i demokratycznie: wszyscy film
oglądają i wszyscy są mu posłuszni. Ci, co stale chodzą do kina,
już inaczej nic nie robią, tylko tak jak widzą na filmie. Są sparali-
żowani. Tabes. Nie' potrzeba żadnego gestapo. Film wystarczy.
Film dopilnuje. W ogóle Hitler się pomylił. Samym filmem mógł
zawojować świat. I wszyscy byliby hitlerowcami bez kremato-
riów. Sam Churchill — też. Toż dziś każdy ubiera się na komendę
filmu i wszystko robi tak, jak nakazuje film, i nikt nawet palcem
nie ruszy z protestem. I panna Churchill, i pani Truman ubierają
się modnie.
Film im to każe.
. Moda locuta, causa finita. .
Po co bomby? Przewrotny film wszystkich przewróci: mał-
żonków, narzeczonych, rządzących i rządzonych. Chodzi tylko
o to, by był najdoskonalszy artystycznie i najniechludniejszy
moralnie.
172
„W samych tylko Stanach Zjednoczonych co tydzień og-
ląda obrazy filmowe 90 milionów osób", a „miliony ludzi uczest-
niczy codziennie w tego rodzaju widowiskach". W „roku 19;35
wyświetlono w ogóle 1800 filmów, które oglądało 10 milionów
osób" 16 ). Codziennie siedzi w kinie 28 milionów gapiów.
Ludzi teraz bardzo ciągnie do filmu. Do tego „kościoła"
dziś wszyscy chodzą codziennie i radziby przesiadywać tam go-
dzinami. Taka nowa dewocja. Obecnie dewotek i dewotów nie
ma już na Mszy. Siedzą w kinie. Pełno tam światła, jak na nabo-
żeństwie, i jest cicho, gra muzyka, organista kręci obraz na chó-
rze, scena mówi kazanie, a publika słucha jak na odpuście. Czyż
nie walą ludzie do kin, jak po święconą wodę! Cóż teraz znaczy
niedziela, szabes, albo piątek - bez kina! Nawet w Wielki Pią-
tek ludzie pielgrzymują na film... z Drogą Krzyżową, maluczko,
a będą tam chodzili w Wielkim Poście — na Gorzkie Żale. Koś-
ciół się przenosi do kina. Parafianie już się przenieśli.
Film. Polacy muszą się dorwać do filmu. Film, to niepodle-
głość. Do...rywanie się do filmu, to praca niepodległościowa.
Film wpływa bajkowo. Masoneria bez filmu byłaby ni-
czym, Polska bez własnego filmu byłaby niczym, byłaby „Gu-
bernia" w rękach lyęh. co dawaliby jej film.
Jeżeli wpuszczamy do siebie obcy film, to tym samym
oddajemy w obce ręce wpływ na własny naród. Film zagranicz-
ny, to wszechmocna agentura obca.
Film dziś bardziej y/pływa niż wszystkie inne czynniki po-
zostałe razem. Dlatego, żeby mieć rozumny stosunek do sztuki,
musimy nasamprzód oddzielić się od. filmu obcego: od agentur
obcych. Podobnie trzeba kontrolować dopływ innych dzieł sztu-
ki obcej na nasze rynki (literatura, teatr, gazeta, architektura, ta-
niec, muzyka, rozrywki, "lekka" piosenka).
Mamy obecnie olbrzymią część narodu idącego za lada
impulsem i oglądającego się na to, co „Tobią wszyscy". Jeżeli tę
część narodu chcemy wychować do polskiego stylu życia, to
przez własny, rodzimy film można to zrobić najprędzej.
Naród jest niepodległy, gdy ma własną sztukę. Dopiero
wówczas całe jego życie irracjonalne, odruchowe, impulsywne,
podświadome, instynktowne — jest rodzime. Wtedy „wybucha"
każdy człowiek i cały naród - odruchowo - tylko w taki spo-
sób, jak to świadomie wprowadzono na długo przedtem do
sztuki.
46) Hoszowski Tadeusz: sztuka, etyka", Waszawa 1938, strony V, o ; ,o;
- Por. Piusa XI „Encyklikę o widowiskach kmematoftreficznych" z dnia 39, VI. 1936 r.
Warszawa 1937, strony 4, 7, 8, fi, 13.
173
Gdy znów naród ma sztukę iak urzekli wą. że włazi ona in-
nym narodom „w uszy, w oczy", to taki naród... narzuca swój
styl życia tamtym, mniej artystycznym narodom. I rządzi nimi.
Może orać w nich.
Trzeba mieć potężną armię: to prawda. Ale trzeba też
mieć potężną sztukę. „Nie dać się mijać". By nas nie zawojował...
militaryzm sztuki obcej. Militaryzm... w sztuce. Zbrojenia arty-
styczne, irracjonalne, racjonalnie prowadzone. Gigantyczne.
Samym mordobiciem nie zwojuje się wszystkiego. Sztuką
i ideą można snadniej zagazować świat niż wszystkimi gazami
świata. Tylko, że nie wzięto się jeszcze do tych form walki. Są
dopiero próbki, migawki, przedsmak.
Na razie wojny są chirurgiczne i chemiczne. Tak jak me-
dycyna (na razie). Ograniczone to wszystko do materializmu.
A przecież artyści znaczą tyle dla niepodległości, co generało-
wie, a wielcy artyści — tyle, co marszałkowie armij. Ale nie arty-
ści świadomie zdychający-, dzieciobójcy i neomaluzjanie, bo to
pognój. Na Wawelu leżą nie tylko Batory i Sobieski, ale Mickie-
wicz i Słowacki. Miecz i piękno.
Lecz wieszczmy dalej. Owóż ów cały nowy świat, te
nowe formy rozrywek i wczasów film będzie szczepił, tak jak
będzie szczepił wizję rodzin i rodów świadomych, narodów
świadomych i świadomej — rodziny narodów. Idee ubra-
ne w film.
STANDARD OF LIFE
— Idee muszą być ubrane również... w pieniądz: w dobra
materialne? Dzieci — chcą jeść, ubrania chcą?
Im naród dzielniejszy, tym wcześniej dojdzie do bogactw,
nie zmniejszając rodności.
— Tak, lecz wymierająca większość ma postawę cielęcą?
Wówczas im ludzie zamożni bardziej unikają dzieci, tym
bardziej niezamożni i biedni również unikają. Żeby zmniejszyć to
zjawsko, trzeba ograniczyć do minimum ujemny wpływ środ-
ków materialnych na dzietność rodzin.
- Jak to zrobić?
Owóż nie każdy naród jest dość zaradny, by zapewniać
najofiarniejszym małżonkom najwięcej środków materialnych.
Lecz im podział dóbr jest sprawiedliwszy, tym małżonkowie
zniosą łatwiej nawet najmniejszą ilość dóbr.
174
Rząd tedy musi zdążać ku temu, żeby ilość dóbr należna
każdemu małżeństwu zależała od tego, ile małżeństwo ma dzieci
i jak je wychowuje, I to jest sprawiedliwy ustrój gospodarczy -
dla narodów świadomie wymierających. Wśród tych narodów
sprawiedliwy ustrój, to warunek bytu biologicznego, bo małżon-
kowie muszą tam być opłacani... za posiadanie dzieci. Już to wi-
dzimy w postaci dodatków rodzinnych, wprowadzonych w róż-
nych państwach itp.
Bywa i regulacja organiczna. Wygląda ona tak: gdy mał-
żeństwa żyją zgodnie z naturą świadomie, życie gospodarcze
zmierza ku najsprawiedliwszemu podziałowi dóbr i najwydaj-
niejszej gospodarce tymi dobrami. Nikt tak nie reguluje podzia-
łu dóbr jak ojciec świadomy. Rycyna. Dlaczego! Bo ojciec no-
woczesny nie tylko ma dzieci świadomie, ale walczy o sprawied-
liwość świadomie. Dlatego dopiero wśród narodów o świadomie
zgodnym z naturą życiu małżeńskim bądzie klimat dla spra-
wiedliwości.
- Sprawiedliwość to nie wszystko? Mamy do podziału
mało dóbr i nieprędko dorobimy się ich wiele? Jak się dzielić
zerem? W dodatku mamy co 20 lat wojnę? totalną?
- Zagadnienie standardu aż się naprasza. Jaki my mamy
mieć wobec tego poziom materialny w życiu rodzin? w życiu
w ogóle? Mówią, że cała Europa musi obniżyć standard, a mówią
nie od dziś.
Właśnie, właśnie. Po co meble, kiedy co 20 lat wysiedlają?
Stoły i stołki wystarczą. Zamiast pierzyn - kołdry. Zamiast koł-
der - koce. Przecież już nawet gimnastykę projektuje się na
deszczu: żeby się młodzież hartowała 48 ).
Na przykład mama się teraz „wypucza” na luksusowy wó-
zek dla brzdąca. Dwoje następnych dzieci zarzyna, żeby móc ów
wózek wypłacić (na raty). Fe co to? Wózek — drewniany! Po-
pularny! Ludowy! Już są „ludowe", popularne samochody (oczy-
wiście, nie u nas), a dla dziecka wózka ludowego ma nie być?
Albo-, po co matka takie nadzwyczajności sprawia na wy-
prawkę dla niemowlęcia, kiedy sama... wyprawki nie dostała,
nawet gdy wychodziła za mąż? 49 )
Albo: po co aż futerka dla dzieci? Czy taki wychuchany
i wydmuchany „jeden dzieciak'' - wytrzyma za dwadzieścia.
47 ) Dmowski (,, Świat powojenny i Polska”), 227, 325 i 334.
48 ) Eug. Piasecki („Zarys teorii wychowania fizycznego), 175.
49) W XVIII wieku „uroczystości rodzinne dla byle małego dziecka dawały pre-
tekst do najhuczniejszych balów i przyjęć, a kraj pozostawał ubogim jak dnwnlfip
Bruckner, t. III, 270.
175
la!... w Oświęcimiu, w Treblince, w Majdanku w... Polsce, gdy
będzie nowa... wojna światowa z chmarami gestapowców, ga-
zów, mikrobów i bomb atomowych? Hartować się, Moi Państwo,
do przyszłej wojny! Przygotować i swój rozum, i swoje dzieci -
do życia! 50 )
Jesteśmy krajem „smaganym przez huragany", a zatem,
jak mówi Carrel, mamy warunki na najcudniejszą rasę świata-
To nie tragedia, to warunki! Tylko z tych warunków trzeba wys-
nuć wniosek, że życie w Polsce, to życie w obozie warownvn,
a nie - że już takiej wojny, jak ostatnia, nie będzie. Będzie,
tyle że będzie jeszcze lepsza. Kto tego nie może już teraz wytrzy-
mać, niech się już teraz powiesi.
Buciki — dzieciom? Niech w trepach chodzą! A całe lato
— boso! Francuzi, Duńczycy, Holendrzy chodzą w trepach
okrągły rok, choć są sto razy bogatsi od tego taty, co kupuje
swemu „jednemu dziecku" wykwintne trzewiczki w „magazy-
nie". Niech po tym pozna się w Polsce, które dziecko jest dziec-
kiem rodziców onanistów i dzieciobójców: że paraduje w stroju
luksusowym! Porządni rodzice mogą tylko — miąć dzieci i mieć
ie ubrane jak najskromniej. Po c.o udawać bogatszych, niż
jesteśmy?
Podobnie — architektura. Po co luksusowe domy? Czy
po to, żeby sobie z nic.h robili... niemieckie dzielnice - przyszli
okupanci? co dwadzieścia lat? Chata skromna, ale niech ją ma
każda rodzina - własną! Czy wiecie, że w Warszawie przed
wojną, w roku 1939 mieszkało 100.000 rodzin bez własnego miesz-
kania? Tak się powoli przyzwyczajaliśmy do wysiedleń. I do...
poligamii, albowiem zjawiskiem towarzyszącym wyższej formie
małżeństwa, czyli monogamii, jest zawsze własność (Tcwner).
Reprezentacyjne budy rozebrać! Pomniki dla zasłużonych
— budować w sercach! Muzea rozparcelować między rodziny!
Po co skupiać skarby narodowe w jednym miejscu-, czy po to,
żeby łatwiej w nie trafiały bombowce wrogów? Po co opłacać
tamże dyrektorów, stróżów i dziewczęta roznoszące zupkę? Cui
bono?
Banki poumieszczać, w skromnych domkach! Im w któ-.
rym. jest więcej pieniędzy, tym w skromniejszym. Z wejściem od
tyłu.
50) Im większa wystawność w wychowaniu, tym bardziej rodzice.,, oddają wycho-
wanie obcym. W XVIII wieku właściciel majątku oddawał swe malutkie dzieci,... eko-
aomom, a większe — „dyrektorom”. Bruckner, i. III. 261, 262.
Dziś po miastach mama i<ftie „do pracy” (na służbę do urzędu), a małe dziec-
ko, zazwyczaj jedno, powierza tak zwanej „ wychowawczy ni”.
176
Parki i ogrody miejskie są dobre, ale najlepsza jest grzę-
da kapusty koło własnego domu. Czy nie rosły kartofle w Ale-
jach Jerozolimskich — czasu wojny? Czyż nie pięknie kwitły?
I czy źle na tym wyszła Warszawa? Własna kapusta to nie to
samo, co kupiona,- tak jak własny ojciec, to nie to samo, co przy-
brany. Czemu się wstydzić kartofli podczas pokoju, a nie wsty-
dzić się, że nadal mamy wszędzie głowy i głąby kapuściane 51 )?
To wszystko... nie poezja. Kto w naszych czasach chce
mieć wiele dzieci, musi żyć ubogo. Chyba, że jest zamożny.
Ale chodzi o nowość w tym ubóstwie świadomie i dobrowolnie
obranym! Musimy być ubodzy i zarazem kulturalni wszechstron-
nie. Musi powstać kultura ubogich Polaków — obok dotychcza-
sowej kultury zamożnych Polaków. Uzupełnienie kultury naro-
dowej. Kultura dla wszystkich. Katolicyzm.
TRZEBA TO MÓWIĆ UCZENNICOM ZAWCZASU
Szkołv? Brak nauczycieli? Ależ mamy ich 10000.000. To
kobiety. Dziewczęta właściwie uczą się głównie po to, by jako
matki mogły uczyć swe dzieci, pomagać im w nauce. Kobieta
się kształci tylko na nauczycielkę. Wszystkie licea żeńskie win-
ny być pedagogiczne. Dzisiejsze licea kształcą panny... na mop-
sice. To nie są szkoły dla normalnych dziewcząt. Nie mamy
szkół dla normalnych dziewcząt, dla przyszłych normalnych
kobiet.
Dyplomowane nauczycielki, to matki. Matki niech uczą.
Przynajmniej w zakresie pierwszych trzech klas szkoły pow-
szechnej! Każda - u siebie w chałupie, w salonie, w pałacu,
na Zamku. Każda — każde swe dziecko 52 ).
Trzeba to mówić uczennicom zawczasu. Zaraz inaczej się
będą starały. Bo dziewczę kocha tylko jedno całą duszą: wiel-
kość przyszłych swych dzieci. Należy wychowywać do życia.
Tak jak dawniej królowa, czy chłopka, przędły, tak teraz kró-
lowa, czy chłopka, mają wychowywać każde swe dziecko.
51) ,, Niektórym ludziom się zdaje, że powaga urzędu zależy od jego rcprezon- in-
tacji, że nie wolno przyznać się do ubóstwa”. Rybarski (..Przyszłość gospodarcza Pol-
ski'), 211.
52) Oświata „mas w Europie, z której wiek 19 był tak dumny, poprowadzono
została w niemałej mierze w kierunku fałszywym, dla przyszłości narodów zgubnym”
Temu przede wszystkim fałszywemu kierunkowi oświaty zawdzięcza dzisiejsza Europu,
że masy jej mają poirzeby i wymagania, które życie jest coraz mniej zdolne zaspokoić;
że chcąc ca wszelką cenę poziom swych materialnych potrzeb utrzymać, redukują coraz
skuteczniej liczbę dzieci; że ludzie nudzą się na wsi i w coraz większej liczbie uciekają
do miast”, „że coraz mniej energii wyraża się w pracy, a coraz więcej w szukaniu róz
rywek”. Dmowski .„świat pow. i Polska", 277
177
Pięknie jakaś pani gra? śpiewa? rzeźbi? pisze? maluje?
Żadne jej dzieło nie będzie wieczne, ale każde jej dziecko bę-
dzie nieśmiertelne/ bo każdy człowiek żyje wiekuiście: zbawio-
ny żyje wiekuiście w Niebie, chociażby tuż po przyjściu na
świat — umarł. Byle zdążyć ochrzcić brzdąca.
Książa nie mogą podołać pracy? Matka niech przygoto-
wuje u siebie, w domu każde dziecko do Pierwszej Spowiedzi
i Komunii. I niech z nim wspólnie idzie do Spowiedzi i Komu-
- I niech tak z nim chodzi odtąd zawsze. A tatą niech z sobą
leż zabierają. Mąża trzeba wychowywać. Aż go wreszcie sią
wychowa! „Uświęcony bądzie mąż niewierny przez żoną swoją"
— mówi Paweł święty. ,
kobiety chcą być w każdym zawodzie? Ależ zawodem
kobiety jest prowadzić rodziną 53 ). Która tego nie umie, jest nie-
wykwalifikowaną pracowniczką zawodową.
Kwestia kobieca? Ależ to kwestia dobrego wyjścia za mąż.
Kwestia dobrego wyjścia za mąż? Ależ to kwestia dobre-
go wychowania synków przez... mamą... w domu: bo na ulicy
nie bądzie żył synek z żoną.
Że księży nie ma? Niech każda parafia kształci pięciu
chłopaków na księży, a każdy porządny ojciec wielodzietny
jednego syna! Koledzy niech pilnują łącznie z koleżankami, by
tacy chłopcy zbytnio się nie rozbestwiali. Odpowiedzialność
zbiorowa. Czemu mamy sią starać o odpowiedzialność zbiorową
tylko na rzecz Niemców i tylko podczas okupacji? Wprawdzie
powołanie duchowne, to sprawa Łaski, jednak Łaska buduje na
naturze. Łatwiej rzeczywiste powołania zrealizować, gdy środo-
wisko te powołania wychowuje.
Synek nie chce sią uczyć w gimnazjum? Tym lepiej. Dać
go na krawca, na szewca, na montera — zamiast na... matu-
rzystą 54 ).
Czemu koniecznie każde nasze dziecko ma być czymś
„wyższym" niż my, rodzice? A czy nie wystarczy, że bądzie tyl-
ko dzielniejszym i porządniejszym człowiekiem od nas, choć na
zwykłym, prostym stanowisku? Czemu syn generała nie ma być
podoficerem, jeśli sią na nic innego nie nadaje? Czemu woje-
woda nie ma mieć dzieci dorożkarzami, jeżeli tego pragną całą
53) Burgerowa („Dziewczęta z bocznej ulicy"). 173*
54) „A jedno przeobrażenie jest konieczne: należy zaprzestać przyśpieszonego
fabrykowania t. zw. inteligencji pracującej"... ..podoficerów brakuje naszemu życiu go*
spodarczcmu. Zamiast mnożyć patenty naukowe, trzeba pomnożyć kwalifikowanych maj-
strów, drobnych przedsiębiorców, rzutkich i soRdnych kupców". Rybarskf („Przyszłość
gosp. Polski". 178
178
duszą? Okazuje się, że łączenie narodu poprzez same zawody
nie sprzyja ani spójni, ani demokratyzacji, bo zawsze pewne
zawody są uważane za „niższe". Dopiero spójnia rodowa zapo-
biega poniżaniu, albowiem do rodu mogą należeć ludzie wszel-
kich uzdolnień, wszelkich zawodów i o każdej ilości gotówki.
Sam ruch zawodowy stwarza zawsze pasożytniczy elitaryzm, czy
to urzędniczy (mandarynizm, totalizm), stanowy, czy partyjny
(zawodowi i jedynie „nieomylni" politycy).
Ma lekarz ośmiu synów i dwie córki, a nie ma ich za co
kształcić na doktorów medycyny, na doktorów prawa, na dok-
torów filozofii, doktorów statystyki? Zamiast się powiesić niech
kształci dzieci na porządnych ludzi! Wystarczy. Niech da każ-
demu z dziesięciorga dzieci szkołę powszechną, a potem: ta
córka — praczką, ta służącą, ten syn — ogrodnikiem, tamten —
fornalem, ów stolarzem, ci znów dwaj - malarzami (pokojowy-
mi), z Dozostalych — jeden handlowcem, drucri piekarzem (dobry
„fach" w rodzinie podczas wojny), trzeci rzeźnikiem (bliskie chi-
rurgii), czwarty hyclem (prosektoria).
Jeżeli któryś z nich jest utalentowany, to później w życiu
sam się wykształci o własnych siłach. Po tym się pozna, że to
prawdziwy inteligent, że się urodził na inteligenta. Doskonalszej
selekcji nie potrzeba. Wystarczy tedy, gdy ojciec da dzieciom
wychowanie. Porządnych ojców nie można zbytnio obciążać.
Szkoda ojców.
Gdy będziemy mieli takich ojców z wyższym wykształ-
ceniem, prowadzących zdrowe życie rodzinne, to dopiero wów-
czas będzie demokracja, bo w doły społeczne napływać będą
porządnie wychowane jednostki — z warstw górnych.
Bo cóż nam przyjdzie z tego, że doktor medycyny ożenił
się, że jest demokratą, że ma „jedną" córeczkę i że ta jedna có-
reczka umie po grecku i po łacinie,- cóż z tego, że doktor jest
mason i że córeczka na fortepianie brzdąka i filozofie skończyła
kiedy owa córeczka nie umie ugotować kapusty o własnych si-
łach, a o tym, żeby potrafiła, jako żona, urodzić kupę dzieci
w biednej Polsce i wychować je potem na porządnych ludzi ~
i mowy nie ma! A o tym, żeby z tymi dziećmi, gdy mąż będzie
kiedyś w obozie, umiała przetrwać przyszłą wojnę, ani jej gadaj,
bo dostanie szoku nerwowego... na dwadzieścia lat przed ową
wojną. Czy to elita taka „kobita"? Co taka zrobi Hitlerowi?
Syn prezydenta miasta ile się prowadzi? karciarz? leń?
pijak? łobuz? złodziej? łajdak? Nie chce się uczyć? - A na stró-
ża go dać do sąsiedniej kamienicy! Dostojny ojciec będzie go
z okna miał na oku. Po co łobuza podciągać wzwyż gwałtem,
za włosy, jako że synem jest prezydenta? Niech pracuje tak jak
179
czarna ręka. Czyż dozorca nie jest człowiekiem? Jak demokra-
cja, to demokracja! Co to za piękna więź byłaby w narodzie,
gdyby swywolny syn prezydenta mógł też być porządnym stró-
żem i gdyby to nie było shocking.
Nie wtedy głowa państwa ma autorytet, gdy posiada 10
samochodów reprezentacyjnych i co dzień świeży garnitur,
a na starość żonę jak pieścidełko (n-tą z kolei!}, ale gdy mądrze
rządzi i dobrze dzieci wychowuje. Po chłopsku. Po gospoaar-
sku. Jak dobry tata.
Tak, czy nie?
DOM PERYKLESA
- Czy jednak nie zbyt nisko wtedy upadniemy?
Pisano tuż przed ostatnią wojną:
„Japonia jest krajem ubogim, nie posiada bogactw ko-
palnianych, a przy swoim stosunkowo niewielkim obszarze mu-
si wyżywić 70 milionów ludzi, toteż ludność jest uboga. Ale Ja-
pończycy uczynili z biedy cnotę. Prosty tryb życia, prostota
■w mieszkaniu stały się zasadą, w kwestii odżywiania się Japoń-
czyk stał się bezgranicznie skromny. Robotnik japoński żywi się
przeważnie ryżem i rybą,- nie może sobie pozwolić na mięso,
ser, masło, a mleko spożywa rzadko, ale też nie wymaga tych
produktów.
Pod tym względem ubodzy i bogaci są podobni do siebie.
Baron Mitsui, w którego ogrodzie 300 ludzi uprząta codziennie
spadłe na ziemię liście, jada to samo, co drobny urzędnik lub
robotnik. Nawet przepych w pożywieniu, podobnie jak i w bu-
downictwie, wyraża się nie w wybujałości,, lecz w ciężarze ga-
tunkowym naturalnej prostoty. Odcienie tej prostoty są dostrze-
galne tylko dla zrthwców... Rzecz oczywista, taki trvh życia jest
korzystny dla narodu, który musi produkować tanio 55 ).
„Robotnik japoński może sobie zbudować dom za 1.000
jenów (jen - półtora wówczas złotego). Za szesnaście jenów
miesięcznie może wynająć dla swej rodziny w Tokio willę, któ-
ra pod względem estetycznym nie ustępuje domom europej-
skim lub amerykańskim. Na domiar robotnik japoński kąpie się
7 razy w tygodniu. Czy wobec tego można mówić o jego niż-
szej stopie życiowej 50 )?
55) Leitha, 158. 56) Leitha, 159, 149.
180
Górnik za dom jednorodzinny (z wodą i światłem) płaci
półtora do 3 zł miesięcznie. Najlepiej płatny górnik zarabia 2 zł
70 groszy dziennie.
W przemyśle - płaca maksymalna 1 zł 80 gr dziennie,
robotnica - 1 zł 10 gr.
Kelnerka pracuje za 15 zł miesięcznie i nie kradnie. 34%
chłopów utrzymuje się z rodzinami za 450 zł rocznie, 36% za
1.100 zł, a 30 procent za 1.500 — 2.250 zł.
Skromny tryb życia jest zasadą narodową. Rolę główną
gra tu kobieta. Ideałem Japonki jest żyć dla swego męża i dzie-
- Tak jest wśród chłopów, robotników i najwyższej arystokra-
cji — rodowej, naukowej i artystycznej.
„Żona robotnika mająca na wyżywieniu rodzinę złożoną
z 5 osób może prowadzić gospodarstwo za 10 jenów miesięcz-
nie" 15 złotych... Tej sztuki może dokazać jedynie dlatego, że
od wielu pokoleń przyzwyczaiła się do takich artykułów spo-
żywczych, jakie za taką małą sumkę można kupić. Może się obyć
bez mleka, mięsa, sera i masła równie dobrze, jak proletariusz-
ka w Europie środkowej nie odczuwa braku homara, gęsi lub
indyka" 57 ).
Młodzież szkolna, nieprawdopodobnie pracowita. „Książki
dla ucznia na cały rok kosztują jena" 5 *).
Już malcy lubią się włóczyć po księgarniach za książkami.
Włażą nawet na półki. Księgarze obsługują ich tąk samo uprzej-
mie jak dorosłych, bo tak kulturalnie się zachowują jak dorośli.
Nigdzie na świecie nie zobaczymy tak często dziecka z książką,
czytającego, jak w Japonii!
- Czy jednak my wytrzymalibyśmy to wszystko?
Co można wytrzymać, wiedzą ci, co byli w Oświęcimiach,
Właściwie bogate musimy mieć jedynie uzbrojenie i naukę..
A co do pojęcia biedy, to jest ono bardziej względne niż sam
Einstein.
W XVIII wieku „w Paryżu wczesnym rankiem można by-
ło spotkać ludzi piorących w Sekwanie jedyną koszulę lub
chustkę do nosa,- rozwieszano je zaraz na drągach i czekano, aż
je słońce wysuszy" 59 ).
„Za Ludwika XIV podczas najuroczystszych obiadów wszy-
scy jedli własnymi łyżkami ze wspólnej misy" 00 ). W Wersalu to
wystarczyło.
57) Leitha, 149. 58) Leiłha, 149-160.
59) Kutiszer, i. II. 24. 60) Kuliszer, ł. II. 23. 61) Kuliszer, ł. II. 24.
181
Gdy Henryk IV zosiał królem francuskim, miał iylko iuzin
koszul, z czego część była podarła, i zaledwie pięć chusfek do
nosa 61 ).
Ojciec naszego „króla chłopków" sypiał jeszcze na
skórach.
„Lud angielski nie był ani utrzymywany, ani oświecany
przez państwo, a przez pięć wieków wydawał geniuszów w nia-
zmęczony sposób" (Towner).
— A Ateńczycy?
Attyka, to był kraj ubogi. Kozy. Skały. A przecież mieli
wytworzyć kulturę, z której następnie czerpała ludzkość . przez
wszystkie wieki. Co tedy robili? — „Mieli oni bardzo niewielkie
wymagania pod względem pożywiena, ubrania i mieszkania."
„Odzież składała się z dwóch kawałków chitonu i himationu.
„Urządzenie domu było jeszcze mniej skompliwowane; w ogóle
hasłem Ateńczyka w przeciwieństwie do ciężkiego przepychu
wschodniego było przytaczane przez Peryklesa: Lubimy piękno
połączone z taniością. Można być pewnym, że gdybyśmy znali
w cyfrach majątek największych ówczesnych bogaczy, to skrom-
ność tych cyfr wywołałaby uśmiech" 62 ).
Było tak w latach 500 - 323. A w dobie najwyższej świet-
ności Aten „dom Peryklesa nie różnił się niczym od domu pier-
wszego lepszego bywalela" 63 ).
I czyż to zaszkodziło Atenom co w kulturze?
A nam miałoby zaszkodzić?!
Musimy produkować jak najwięcej, obniżyć ceny jak naj-
więcej i zrównać stopę życiową inteligencji — z poziomem ro-
botników i chłopów, stopę zaś robotników i chłopów - z pozio-
mem inteligencji. Jak w obozie warownym. I - jak w rodzinie.
Jak u Ludwika XIV: z jednej misy. Upowszechnienie kultury
i skromności potrzeb - na miarę z okresu Peryklesa i zarazem
gigantyczny rozrost produkcji — na miarę amerykańską: oto
program narodu jedynie realny, jeśli realną ma być liczba dwu-
stu milionów Polaków. Jeżeli mamy żyć.
TATA - NA POSŁUGI, MAMA NA POSŁUGI
Im mniej tata chce żyć z małżonką po katolicku, tym bar-
dziej chce regulować życie za pomocą... pensyjki. Społeczeń-
stwo na pensyjkach, to folwark, gdzie wszyscy są parobkami.
63) Zieliński, t. f. 164. 64) Zieliński, t. II. 31; f. I. 4.
182
To samo: mama wymierająca.
Im bardziej mama nienawidzi dzieci, tym bardziej chce...
służyć. Taka sobie służąca. Pewnie, iż wstydzi się przyznać, że
chodzi na posługi... do biura, do sklepu, do fabryki. Wstydzi się
mama siebie nazwać po imieniu: służącą. Mówi, że „pracuje".
Ale — za pensję. Więc służy.
Tata-parobek, mama-służąca. Fornale - w k*órymś tam
„stopniu służbowym". Tata „pracuje", mama , pracuje". Towa-
rzystwo parobczańskie, czyli małżeństwa pensyjkowe. Wycho-
dzą z domu lub wyjeżdżają rano. Wolno im się tylko nocą wi-
dywać. Rodzina nocą. Takie „dziadowskie pany lub pańskie
dziady". Za „obrok". Za pensyjkę. Za nienawiść do rodzaju ludz-
kiego: do dzieci.
— Ale nie można takiej kobiety potępiać, skoro mąż za
mało zarabia?
To przez łeb takiego męża! Niech prawie zarabia. Trzeba
dopingować niedołęgę, by się tym bardziej starał, im ma więcej
dzieci.
Kobieta winna być natchnieniem dla męża lub, gdy mu
tego za mało, to kijem go po mądrej głowie!
Jeżeli jednak natchnieniem nie chce być niewiasta, ani
też prać swego bliźniego, to przynajmniej winna go podżegać
do walki o wielkość i dobrobyt rodziny. Agitator rewolucyjny,
to żona.
Musimy odkryć na nowo kobietę. Gdy żona nie pełni
swej roli rewolucyjnej przy mężu, to sfora Koziołków-Matołków
puszcza w bieg ruch rewolucyjny, fałszywy, reakcyjny, a żonę...
wypędza z domowego ogniska, żeby Koziołkom-Maiołkom nie
robiła konkurencji.
Mąż, to człowiek walki. Inaczej, jest babą. A co babie po
babie! Lecz człowiekiem walki może go uczynić kobieta. Tym-
czasem wygodna kobieta zamiast krzesać męża, woli iść... na
służącą, na pensyjkę, na „pracowniczkę, na posługaczkę, na
miesięczny „obrok". Jak szkapa.
I za to się ją potępia niniejszym. Za brak kobiecości, god-
ności. Za to, że nie jest natchnieniem mężczyzny.
— Ale przecież muszą być urzędnicy, nauczyciele, żołnie-
rze, utrzymujący się z pensji rządowej? z pensji prywatnej?
Owszem byle nie zadużo. Natomiast gospodarka kwitnie,
gdy jest za dużo producentów dóbr.
I państwo wtedy kwitnie. Historyk Alojzy Lichtenstein
w dziele „Das Reich de Romer" wskazuje „przyczynę, która prze-
183
dłużyła wschodnio-rzymskie impierium o 1.000 lal w porówna-
niu do zachodnio-rzymskiego. Było nią ustawodawstwo rolne,
które brało w obroną pracą chłopów przed „dinatoi", bogatymi.
Jeszcze w r. 996 cesarz Basileus II ponowił prawa swych po-
przedników w tym wzglądzie, uważajac słusznie, że upowszech-
nienie prywatnej własności jest utrwaleniem państwa, bo zwią-
zywaniem abstrakcyjnej idei „ojczyzny" z rzeczywistością prak-
tyczną" 64 ).
A poza tym chodzi o to, by nie powtórzył sią hitleryzm.
I by nie zaraził swą ideą świata. Np. „gdy u nas z rolnictwa żyło
60,6% : ludności, z przemysłu 19,4%, z handlu 6,1 proc., z komuni-
kacji 36%, to w Niemczech było na odwrót. Podobnie było ze
stosunkiem pracowników samodzielnych do najemnych w obu
państwach". Dlatego, że było aż tylu Niemiaszków niesamo-
dzielnych gospodarczo, najmitów, urzędników, mógł wyrosnąć
Hitler, bo niesamodzielnych, stanowiących większość, wziął za
pysk i kazał im wyrzynać Europą. Niesamodzielny gospodarczo
człowiek, to niewolnik. Państwo złożone z niesamodzielnej gos-
podarczo ludności, to niebezpieczeństwo światowe. Całą gospo-
darkę może tam w każdej chwili złapać w garść Hitler i orać
takim narodem. Czyż był potworniejszy burżuj od Hitlera, któ-
iy całą gospodarką i wszystkie kapitały Niemiec skupił
w swych rękach? Taki Hitler, gdy rządzi, może prześcignąć
wszystkich burżujów. Jeśli ma niewolników, może z tak sprepa-
rowaną zgrają „obywateli" nawet podpalać świat. Nawet będą
ginęli entuzjastycznie za swego pastucha, poganiacza. Totalizm
niewolnictwa. „Heil Hitler"!
Gdy pracodawca nie uwłaszcza, to produkuje niewolni-
ków. Skoro taki pracodawca wścibia się ze swym „dawaniem"
pracy do zdrowego społeczeństwa, to nie posiada pracowników,
ale najmitów. Helotyzm. Pańszczyzna.
Ubezpieczenie od lolaiizmów: to upowszechnienie włas-
ności.
Zabezpieczenie człowiekowi godności: to własność.
Ciekawe, że z robotnika nie posiadającego własności nikt
sobie nic nie robi. Nawet... robotnicy. A lekarze zaraz go chcą
sterylizować jak bydlę. Stary, poważny pan. eugenista doktor-
Wernic dziwił sią publicznie, „jak to bezrobotny może mieć du-
żo dzieci i nie chcieć sią poddać operacji wyjałowienia" 05 ). Owo
64) Piwowarczyk Jan ks: „Dlaczego własność prywatna ', artykuł w „Tyg. Powsz,'*
z dn. 27. V. 1945 r.
65) Ze sprawozdania prasy warszawskiej z konferencji prasowej w Polskim To-
warzystwie Eugenicznym. Prasa warszawska z dnia 30. V. 1937 r.
184
wyjałowienie zaprojektowali biedakowi nie gestapowcy, ale in-
stytucja rządowa polska, gdyby od niej chciał pomocy w r. 1937.
Miał siedmioro dzieci. Gdyby je pozabijał przed urodzeniem, to
nie zaprojektowano by mu wyjałowienia. I gdyby był milione-
rem, też nie... Okazuje sią więc, że tylko ten robotnik może mieć
wolność, który będzie miał własność. Tylko tedy tego robotnika
nie będzie kastrował żaden „Wernic".
Człowiek bez własności zależy od mądrali partyjnych,
a cała jego ucieczka w urzędnikach. Lecz gdy rząd w imię... nau-
ki nakaże sterylizację? Najbiedniejsi pójdą wówczas na pierwszy
ogień — pod nóż, społeczeństwo zaś nabierze ..naukowego po-
dejścia" do nędzy. Ludzie się pozamieniają w „Werniców", i gdy
jakiś biedak zapuka o jałmużnę, to zamiast mu wynieść skibkę
chleba, prace lub zpoomoge, każdy , .Wernic" mweła naukowo:
„Chodźno, obywatelu, to cię tu zaraz wystendizuję! , .Naukowa
„Caritas"... Nie będzie wtedy potrzeba opiek społecznych, mi-
łosierdzia, żadnego serca. Sterylizacja i bezdz etność rozwiążą
wszystkie bolączki społeczne. Eureka!
Nadchodzą hordy dziksze od najdzikszych: naukowi... wa-
riaci — wraz z wymierającymi narodami. I takież... naukowe rzą-
dy nadchodzą. *■
Tam, gdzie nie ma sprawiedliwego ustroju, jedynie ten ro-
botnik może korzystać z pełni praw, który każdej chwili może
pokazać plecy wyzyskiwaczowi. Ale, bv sobie na to pozwolić,
trzeba mieć nie tylko siedmioro dzieci, ale własny dom i własny
warsztat pracy.
Własność jest po to, by zabezpieczyć człowiekowi wolność
czynienia dobrze. Człowiek zależny materialnie, im bardziej za-
leży od Pracodawcy, tym mniej jest swobodny w swym postępo-
waniu. Wolny naród jest tylko tam. gdzie są uwłaszczeni obywa-
tele. Inaczej, na czele państwa może stanąć gromada łofrzyków-
hitlerowców. A gdy wszystkie państwa są takie, wówczas taka
gromada opryszków może brać sobie w pacht dowolny kawał
świata. Jedynie własność rozszerza wolną wolę (do dobrego)
w życiu małżeństw, rodów i narodu.
O tym, że niewolnictwo może wrócić pisał już w r. 1913
Hilary Belloc w głośnej książce: „The Servile State" (Państwo
niewolnicze). Trzeba postawić kropkę nad i: że państwo niewol-
nicze jest właściwością wymierających narodów, Bertrand Ru-
ssel w swej książce „The Prospect of Industrial Civilization" po-
ciesza, że tej pańszczyzny w Anglii będzie tylko 4 godziny dzien-
nie, gdy sami Anglicy wszystkich Anglików zamienią na pa-
robków.
185
Narody wymierające ględzą o uspołecznieniu. Zakładają
spółdzielnie. Ale jednocześnie... wymierają świadomie społem.
Uspołeczniają wszelkie warsztaty pracy, ale jednocześnie... roz-
społeczniają takie warsztaty współżycia, jak instytucje złożone
z dwojga zaledwie osób: małżeństwa! Wszak każdy wymierają-
cy dudek uznaje rozwody! W USA w ciągu roku 1945 przepro-
wadzono 502 tysiące rozwodów. Jeden rozwód przypada na trzy
małżeństwa.
Uspołecznienie polega na sposobie, w jakim naród żyje.
Ów sposób, to styl rodzinny we współżyciu. Rodziny i rody go
wytwarzają: one dadzą świat spółdzielczy.
NOWOCZESNY ANALFABETA
Nawet Platonowi we wczesnej, zielonej fazie twórczości -
nie chodziłyby kolektywne „muszki" po głowie, gdyby miał żo-
nę i dzieci. Gdyby nie był starym kawalerem. Dlatego platonizm,
do nie realizm, ale muszki. Ale na starość i Platon zmądrzał 00 ).
W Anglii również jedni mają „muszki" w głowie, a drudzy
założyli „The Ligue for the Preseryation of Liberty by the Resio-
ration of Property" Liga dla Zachowania Wolności przez Odno-
wienie Własności. Założyli tę ligę ci Anglicy, co nie ch^-ą wym-
rzeć. Pozostali siedzą w Labour Party, w konserwie i w RusselTu.
I zdychają świadomie.
Liga głosi: „Wszyscy ludzie mają prawo do następują-
cych dóbr: życia, wolności, pracy, odpoczynku, nauki". Life,
liberty, labour, lessure, learing 70 }.
Liga propaguje „w rolnictwie — drobne gospodarstwa,
w przemyśle — rzemiosła, cechy, małe sklepy,- w rzeczach, które
nie mogą być własnością indvwidualną, jak koleje, kopalnie,
kanały itd. — upaństwowienie" 71 ).
Dodać by do tego można: w wielkich upaństwowionych
warsztatach pracować powinna młodzież męska. I starzy kawa-
lerowie. Odbywać tam mogą coś w rodzaju służby wojskowe*
Wielkie bowiem warsztaty pracy rozbijają życie rodzinne. Tytuł
własności może mieć jedynie głowa rodziny. W dodatku „da-
wać pracę" — będzie znaczyło w przyszłości uwłaszczać. Wśród
zdrowych narodów, kto nie uwłaszcza się, nie pracuje. I kto nie
69)W „Rzeczypospolitej" nie uznaje własności i rodziny, które jego zdaniem roz-
bijaj ą oddanie się służbie publicznej. Naiomiast w późniejszych „Prawdach” uznaje włas-
ność prywatną. Co zaś do rodziny, zaleca, by młodzi przed zawarciem małżeństwa za-
sięgali rady mędrców. Mosca, 31, 32, 33.
78) 71) Borowy, 131, 13*.
186
uwłaszcza, nie jest pracodawcą, lecz producentem niewolników.
Powstanie kultura dawania pracy.
Niedługi to czas, gdy człowiek bez własności ze samego
wstydu będzie udawał posiadacza. Tak jak garbaty... udaje pros-
tego jak świeca. Niedługi to czas qdy rządy tym bardziej będą
się wstydziły, im więcej mieć będą ludzi bez własności.
- Dlaczego?
Bo ci, którzy są dziś bez własności, „zawdzięczają swą sy-
tuację wadom dziedzicznym ciał i umysłów" — stwierdza wielki
uczonv 72 }. Zawdzięczają temu. że są... garbaci: nieeugeniczni.
Eugenika, to własność. Bo małżeństwo, które nie ma włas-
ności, jest niewolnicze, więc iest nieeugeniczne. ..Własność jest
obowiązkiem katolika 71 ). Bo kto nie ma własności, temu może
być za ciężko posteoować po chrześcijańsku, i zacznie postępo-
wać niemoralnie. Nawet zacznie nie chcieć żyć: nie chcieć
dzieci.
Gdy wszystkie małżeństwa mają własny dom i własny war-
sztat pracy, wtedy w państwie są warunki dla eugeniki: dla
wolności i dla dzieci. Każdy umie sam' sobie dać egzystencję,
dom i pracę. Nikt tutaj nie potrzebuje płakać, że mu pracy nie
dają, że mu pensji nie podwyższają, że go redukują, że nie ma
gdzie mieszkać, że nie ma za co wyżyć z rodziną. Po prostu nie
jest dziadem. I rząd nie rządzi wtedy dziadami.
- Ale to trudno tak zrobić, żeby każde małżeństwo miało
własność i żeby jednocześnie technika i przemysł stały jak naj-
wyżej?
Wszystko, co zdrowe, jest trudne. Jak taką gospodarkę
prowadzić, jest już cała literatura ekonomiczna 71 )
„Utarło się przekonanie, że największą zbrodnią ustroju
kapitalistycznego jest wyzysk materialny, stworzenie rażących
dysproporcyj w rozdziale dochodu społecznego”. „Ale jest jesz-
cze druga, cięższa zbrodnia ustroju kapitalistycznego niż wyzysk
materialny, to zbrodnia duchowego zubożenia człowieka".
„Odarto człowieka z człowieczeństwa. Pozbawiono go najwięk-
szej rozkoszy ludzkiej — twórczości. To zarezerwowano dla elity.
Szaremu człowiekowi niech wystarczy, że haruje, żre i że może
iść do kina". „Praca stała się przekleństwem, a brak pracy to
głód i nędza".
71) Carrel, 252.
73) Szymański Ant. ks. dr prof,: „Ekonomika i etyka”. Lublin 1930, sir. 19.
74) Por. artykuły Raczkowskiego (konieczne wydanie książkowe), prace Rybar-
*kiego („Przyszłość gosp. świata'*, 201, 202; „Przyszłość gosp. Polski”, 208, 209) dane
z książki Borowego („G. K. Chesłerłon) mówią o tvm ruchu w Anglii, prace korporacło-
nistdw katolickich Ud..
187
Nie wystarczy robotników upaństwowić. „To tylko moi*
im poprawić warunki materialne, skrócić czas ich pracy, uchro-
nić ich od bezrobocia. Człowieczeństwa im nie wróci.”
Człowieczeństwo wraca, gdy się ma „prawo do twórczości:
można je mieć, gdy się pracuje na własnym warsztacie. Co za
szczęście, że teraz nie można wyżyć z pensji, i że trzeba mieć
koniecznie jakiś własny warsztat pracy! Bez tego zostalibyśmy
skończonymi niedołęgami... i jeszcze bardziej nie chciano by
dzieci.
Ojcowie licznych rodzin, łączcie się, bo Was zje robactwo
bezdzietne! Związki zawodowe i własność: dopiero jedno i dru-
gie zabezpiecza byt.
Musimy w gospodarce zbliżyć się do żony i dzieci. Dla ro-
dziny: własny dom i własny warr t pracy. Dla rodu : większe, ro-
dowe warsztaty pracy. Uspołecznienie własności będzie święciło
triumfy na poziomie życia rodowego. Gospodarka indywidualna
i społeczna - bez biurokracji, ze swoimi, na swoim: jak ludzie.
/
Krótko.- wszystko musi być moje i krewnych: rodzin, ro-
dów, narodu.
Tylko ten nie jest analfabetą, kto umie prowadzić zdrowe
życie rodzinne, kto umie zbudować sobie własny dom i stworzyć
własny warsztat pracy. Czytać, pisać, rachować - może potrafić
i niewolnik.
Szkoły, które nie uczą żyć zdrowym życiem rodzinnym,
które nie uczą, jak zbudować dla własnej rodziny dom i jak stwo-
rzyć własny warsztat pracy - produkują analfabetów nowo-
czesnych: materiał na niewolników i na gawiedź wymierającą.
Umieć czytać, pisać, i rachować, to była podstawa wyższej
kultury — w średniowieczu. Ale nie dziś. Toż wszyscy już czyta-
my, piszemy i rachujemy, no i... wymieramy! A nawet im kto
lepiej czyta, pisze, rachuje, tym pilniej wymiera. Anglia, USA,
Skandynawia, Szwajcaria, Czechy, Paryż, Londyn, Nowy Jork:
czyż tam nie czytają? I wymierają.
W PAŃSTWIE KREWNIAKÓW
Życie gospodarcze się gmatwa, jeżeli to, co złożone gospo-
darczo, nie pochodzi z rozbudowanego prymitywu: z warsztatu
rodzinnego i nie jest wmontowane w warsztaty rodzin, rodów
i narodu. Gospodarka organiczna.
188
Cóż za zabawny stwór laki profesor ekonomii, który trzęsie
porłuchnami ze strachu, bo nie wie, co począć z przyrostem na-
turalnym. Ekonomia neomalfuzjan nie wie, co zrobić z najwięk-
szym bogactwem narodu: człowiekiem. Dopiero ekonomia naro-
dów zdrowych odpowie, co robić z nową armią twórców no-
wych dóbr: z przyrostem naturalnym; jak łącznie z tym nadążyć
z przyrostem dóbr gospodarczych oraz, jak uwłaszczać każde
małżeństwo i wszystkie rody.
Planowa gospodarka? Czemu nie? Według lego planowa,
co potrzebne rodzinom, rodom i obronie narodu. Wyłącznie taka
planowość nie powoduje kryzysów gospodarczych. Tylko pie-
niądz oparty na... dziecku i produkcji ma pokryce, bo dziecko
zapewnia byt produkcji, a produkcja gwarantuje byt dziecku.
Tak samo jedynie pokój oparty na... dziecku i armii ies*
realny. Poza tym trzeba... uwłaszczać narody. Ale na to musi być
klimat. Otóż gdy w państwach będzie obowiązywała sprawiedli-
wość dla rodzin, wytworzy się powszechne przekonanie, że ilość
ziem i wód, należną każdemu narodowi, trzeba przydzielać odpo-
wiednio do tego, ile każdy naród ma ludzi, oraz odpowiednio do
poziomu, na którym każdy naród wychowuje swe dzieci. Jedy-
nie wtedy zmaleje liczba tych wojen, które powstają w skutek
niesprawiedliwego podziału dóbr we świecie. Uwłaszczanie
narodów.
Pokój zresztą musi być i wewnąrz państw. Gdyby były ro-
dy, to rodowcy trzymaliby krótko krewniaków: każdy „fami-
liant" musiałby w Polsce „trzymać fason". A tak, to nikt nikogo...
nie zna, nikt więc za nikogo nie odpowiada. Za wszystkich od-
powiada policjant... Nikt nie jest niczyim krewnym. Tylko poli-
cjant jest każdemu., krewnym, Wszyscy natomiast są sobie... ob-
cy, nieznani. Każdy w ten sposób jest w Polsce przybłędą.
Musimy znów stać się krewniakami.
Frontem do krewnych!
Każdy związek rodzin (ród) odpowiada za swego członka
moralnie i materialnie. Podobnie rodowiec odpowiada za ród Bo
to, że niby każdy z nas winien odpowiadać za cały naród... Za
cały naród nie zawsze chce odpowiadać cały rząd, a cóż dopie-
ro pierwszy z brzega Antoś, czy Kunegunda. W Polsce nie mo-
że być nigdzie człowieka... niczyjego. Sami swoi.
Rody będą miały własne szkoły, instytucje naukowe, han-
dlowe, fabryki, sklepy, banki, domy mieszkalne, letniska, świąly
nie, ubezpieczenia, własne szpitale i sanatoria. Wyłączy to drew-
189
nianego urzędnika z dzisiejsze} ubezpieczalni, „okienka", ,, nu-
merki", „kolejki", zastępując to wszystko żywym miłosierdziem
krewniaków. Każdy będzie wtedy czuł, że nie jest sam, gdy po-
trzebuje pomocy; że są z nimi bliżsi i dalsi krewni.
Najlepsze ubezpieczalnie dla ojca i matki na starość, to
uwłaszczone, zaradne, dobrze wychowane dzieci.
Najlepsze ubezpieczenie dla mężczyzny, to własny dom
i własny warsztat pracy.
Najlepsze ubezpieczenie dla kobiety, to dobry mąż.
Natomiast wymierająca część narodu nadal utrzyma tra*
dycyjne Ubezpieczalnie, które podczas następnej wojny będą
wypłacały emerytom po 50 złotych miesięcznie, gdy kilo słoniny
będzie kosztowało 250 złotych.
Kobietom zamężnym będzie wolno wynajmować się na
służbę, urzędy, handel, orzemysł, rolnictwo — tylko za zezwo'e-
niem zarządu swego rodu. Natomiast żony z rodzin wymierają-
cych będą obrabiały pańszczyznę według wskazań „Arbeilsam-
tów" (Urzędy Pracy). Jak podczas okupacji.
Bank gospodarstw rodzinnych i rodowych finansować bę-
dzie budowę domów mieszkalnych dla rodzin rodowców. zakła-
danie wielkich warsztatów pracy (handel hurtowy, fabryki itd.)
prowadzonych przez zespoły rodowców, a nawet przez grupy
rodów.
Rozparceluje się wielkie miasta ( pokąd ich nie rozparcelu-
ją bomby atomowe). Państwo będzie wsią.
Z wyjątkiem szpitali i sanatoriów — żaden gmach rządowy,
żadna budowla użyteczności publicznej i żaden lokal rozrywko-
wy nie będą mogły być zbudowane i urządzone bardziej luksuso-
wo niż dom najbiedniejszej rodziny dzietnej w Państwie. Najle-
piej ma być Polakowi w domu rodzinnym. Architektura na-
rodowa.
Lecz puśćmy wodze fantazji! Owóż, być może, iż rosnąć,
tworzyć będzie to nowe budownictwo — osady rodowe i włą-
czać coraz to nowe wsie i miasteczka, a nawet całe połacie kraju,
w pewne całostki jako wyłączne regiony rodu. W nowego typu...
województwa... familijne. Kto wie, czy każdy z rodów nie wy-
tworzy własnej odmiany stylu polskiego w swym budownictwie,
w organizacji swoich ubezpieczeń, swego szkolnictwa, produkcji,
ustroju życia rodowego, sztuki, języka, sposobu bycia, rodzaju
służby wojskowej. Regionalizm rodowy.
Być może, powstaną specjalizacje naukowe, zawodowe
i gospodarcze, odrębne w poszczególnych rodach. Być może, iż
dojdzie nawet do gwar rodowych. Być może... I tak dalej. Nim
190
jednak io wszystko będzie, nim przyjdzie lawina reform z powo-
du przechodzenia całego świata na świadome dawanie życia,
trzeba coś zrobić. Natychmiast. Prywatnie. Z własnej inicjatywy.
Znieść „wskazania" do zabijania dzieci nienarodzonych i wpro-
wadzić karę śmierci na tych, co takie dzieci zabijają, na lekarzy,
akuszerki i tak dalej oraz ustanowić zwykłą, ordynarną Kasę Wy-
tównawczą dla przedsiębiorców. Będą oni z niej pobierali po-
trzebne kwoty, by nimi dopłacać do pensyj swym pracownikom
dzietnym. Składki płacone przez pracodawców, nie będą zależa-
ły od tego, jaki będzie stan rodzinny osób zatrudnionych w war-
sztacie pracy, lecz od majątku tegoż warsztatu, od obrotu i ilości
tamże pracowników. Tak czyniła przed tą wojną zdrowa część
Francji - z własnej, prywatnej inicjatywy. Ze zdrowej Francji
można wśzystko brać 7 '). Ale ową kasę będą także opłacali pra-
cownicy, wszyscy, a więc i samotni i bezdzietni, prywatnie
z własnej chęci. Z czasem poprze to Rząd, i muszą płacić wów-
czas restauratorzy, właściciele hoteli, panie mające spacerowe
psy i małżonkowie rozdzieleni oraz separowani. Wówczas nawet
z... panią Twardowską każdy wytrzyma. Musimy się hartować,
my mężczyźni.
Państwo opiera się na rodzinie. Ale nie na rodzinie z jed-
dym dzieckiem, ani z dwojgiem, bo to nie żadna rodzina, tylko
spółka do wymierania narodu. Polak tedy tylko wówczas zapew-
nia byt państwu, gdy ma rodzinę wielodzietną, gdy posiada
własność i gdy żyje po katolicku. Wtedy jest obywatelem.
Przez dzieci wszczepia się obywatel w bios narodu,- przez
własność — w kulturę materialną narodu, a przez postępowanie
katolickie — włącza się w życie wspólne świata i zaświatów oraz
rozbudowuje w sumieniu odpowiedzialność za siebie, za wszyst-
kie grupy narodu i ludzkość. Nic tak nie łączy jak jeden świa-
topogląd, wspólnie i za wszelką cenę realizowany. Tylko ten, kto
jest wkorzeniony w ziemię i w Niebo, ma dane na obywatela.
Pozostali to „zbieranina", jak mawiano w Atenach. „Pływaki",
jak mówią nasi chłopi. „Dziadostwo", jak mówią robotnicy.
W Atenach „strateg musiał mieć dzieci z prawowitego
małżeństwa, a nadto posiadłość ziemską w Attyce" 76 ). Czyli wy-
magano kwalifikacyj ojcowskich i gospodarczych — na mar-
szałka.
Ze zdrowej starej Grecji można wszystko brać.
75) W roku 1938 Kęsy obejmowały 280.000 przedsiębiorców i 5.550 000 pobiera- i-
jących pobory rodzinne, t. 920.000 rodzin otrzymywało zasiłki na rodziny, w tym 3.420 00#
dzieci. Sarapata, 11-20.
70 Witkowski.
191
Ojciec rodziny, Polak, nabywa pełnych praw, gdy ma
piąte dziecko, ponieważ posiada wtedy co najmniej tyle dzieci,
iloma musi się wykazać każda rodzina w Polsce, by naród nasz
rozradzał się minimalnie w naszym położeniu geopolitycznym.
Bezdzietni nabywają takich praw, jak i dzietne małżeńst-
wa, gdy wychowują na odpowiednim poziomie tyleż sierot. Spro-
wadzi to dziwny kryzys-, braknie sierot...
Przyszłość narodu, to nie dzieci i nie żadna szkoła, ale mał-
żeństwa i dom rodzinny.
Zdrowej rodzinie można wszystko dać.
ZŁOTE CZASY HUMANISTYKI
Nauczyciele neomaltuzjańscy patrzą na dziecko szkolne
jako na jednostkę, jako na członka państwa. Aż tak wysoko.
Tymczasem dziecko rośnie i z czasem zakłada nie... państwo, ale
rodzinę. No i nie wie, co z tym ,, fantem" zrobić. Ogląda się
wówczas na nauczycieli, i widzi, że oni też nie mają lub prawie
że nie mają dzieci. I że tacy sami są naokolusieńko: dokiorowie,
profesorowie, redaktorowie, kuratorowie, inspektorowie szkolni,
no i... właśni rodzice.
Dzisiejsze „śniadanka" szkolne dla niedożywionych i obo-
zy letnie dla anemicznych byłyby dobre, gdyby dzieci były
pieskami, szkoła - budą, a naród dziadem.
Im naród ma mniej zdrowych rodzin, tym bardziej szkoła
musi związać chłopca i dziewczynę z podstawową instytucją
Państwa: rodziną,- z przyszłym najosobistszym życiem (ucznia) —
w jego własnym życiu rodzinnym,- z najsprawiedliwszym i naj-
zdrowszym podziałem dóbr: obowiązkiem uwłaszczania się każ-
dego małżeństwa oraz powiększania maksymalnie dóbr rodziny,
rodu i narodu - we własnym warsztacie pracy.
Kultura jutrzejsza, to sprawność elyczna-katolicka, spraw-
ność współżycia - rodzin, rodów i narodu oraz sprawność gos-
podarcza: zdolność produkcyjna. Inne sprawności, owszem, ale
najpierw fundamenty. Złoty wiek rozkwitu kultur przypadał
zawsze na czasy, gdy elementarne potrzeby zaspakajano najpo-
wszechniej. U nas - wieki XV i XVI 77 ).
Pięknie, gdy pani zdobywa doktorat, ale... po wydaniu na
świat pięciorga dzieci. Najpierw... magisterium z dzieci, a potem
doktorat!
77) Michał Klepacz, ks. prof. dr.: „Ideały średniowiecza a czasy dzisiejsze”, sze".
Wilno, 1938. Str. 8.
192
„Czy to nie osobliwe, że większa część naszych młodych
dziewcząt nie poświęca się studiom fizjologicznym i umyłowym
0 dzieciach i metodach wychowania"? „Trzeba, żeby kobiety ro-
dziły w swej pierwszej młodości. Nie byłyby wówczas oddzie-
lone od swych dzieci przedziałem czasu tak wielkim, że nawet
miłość nie zdoła go zapełnić" 78 }.
Ilość ludzi inteligentnych nie zależy od liczby gimnazjów
1 liceów ogólnokształcących, ale od tego, ile dzieci mają ludzie
utalentowani i zdolni, bo dzieci dziedziczą po niezwykłych ro-
dzicach wrodzone wartości duchowe 70 ), inteligencji nie nabywa
się w szkole, bo inteligencja, to wrodzona dyspozycja du-
chowa 80 ).
A zatem: nie więcej szkół ogólnokształcących, ale jak
najwięcej dzieci w rodzinach inteligenckich! Czy po to ma na-
ród rozbudowywać tak kosztowne szkolnictwo, by ci, co najbar
dziej z niego korzystają, wymierali i to świadomie? Czy na to
są szkoły? Wrzask o szkoły był błogosławiony, gdy inteligent,
skoro się wykształcił, zakładał rodzinę i żył w niej jak człowiek:
miał dzieci. Ale dziś inteligent, skoro się wykształci, chce wym-
rzeć. Policzcie dzieci u ludzi z dokioratami. To samo dotyczy
zdolnych dzieci z ludu. Co z tego, że dzieci z ludu wykształcimy
jak najwyżej, kiedy one stawszy się inteligencją, nie rozrodzą
się, ale wymrą! W fen sposób wyjałowić można lud w krótkim
czasie z najzdolniejszego elementu. A zatem wyjałowić z ludzi
zdolnych — naród... przez kształcenie warstw ludowych.
- A szkoła powszechna?
Szkoła średnia i wyższa przygotowują nam młodzież do
niewolnictwa: na posady. Szkoła powszechna uczy próżniactwa
i pretensyj do życia.
„Panuje na ogół przekonanie, że nauczanie powszechne
zwiększa wiedzę ludu i że ten zachowuje to, co zdobył i że trwa
w powiększaniu swych wiadomości. Tymczasem wykazano świe-
żo, że to jest nie tylko błędne, ale że taka oświata nie dorzuca
nic do wiadomości już zdobytych, nie zastępuje dawnego na-
bytku nowym, lecz przeciwnie, niweczy dawne wiadomości,
a daje mało, jeśli nie nic, w zamian. Abraham Lincoln pochodził
ze środowiska nie tylko niewykształconego, nie umiejącego czy-
tać, lecz takiego, które było zawsze takim". Dalej zaś Towner mó-
wi równie rewolucyjnie do kierowników oświaty. Krótko mó-
wiąc: szkoła daje maksimum, jeżeli rodzina jest zdrowa.
78) Carrel, 367. 159.
79) Stern William: „Inteligencja dzieci i młodzieży”. Warszawo 1927, str, 242 —
270, 424.
80) Stern. 349 — 353..
193
— No więc kto wychowuje?
Przez gadulstwo nikt nikogo nie wychował. Poziom, na
którym zdrowa rodzina, porządny ród, święty pleban, ideowy
urzędnik, uczciwy zawodowiec - spełniają swe obowiązki: oto
wychowanie! Im bardziej ci ludzie współżyją z sobą, im ideow-
sze tworzą wspólnoty zawodowe i ogólną wspólnotę, tym bar-
dziej wychowują. Zdrowa świadomie część narodu — wycho-
wuje: i właśnie taką szkołę trzeba założyć. Nie posiada takiej
szkoły jeszcze żaden naród świata.
— A łacina i greka?
O łacinę i grekę nie ma u nas kłopotu. Nasampierw nasi
księża będą pielęgnowali filologię klasyczną. A po wtóre prze-
sadzaliśmy z tą łaciną. Sanktuarium narodu, katedra na Wawelu,
nie ma ani jednego wyrazu po polsku. Nigdy nie docenialiśmy
języka narodowego. Dlatego miliony Polaków ukrainizowały się
w dawnej Polsce. Trzeba spolszczyć Wawel.
PROSTOTA
świat czuje, że się coś zbliża. Nawet uczeni wieszczą.
Carrel woła-. „Do tego świata nie przystosujemy się nigdy.
Zbuntujemy się przeciw niemu. Przemienimy jego wartości".
„Po nowej drodze trzeba nam dziś kroczyć naprzód". „Musimy
się podnieść i ruszyć w drogę !"
A tako rzecze James Wiliam, filar pragmatyzmu: „Na sce-
nie świata heroizm i tylko heroizm odgrywa wielką rolę. Czuje-
my dobrze, że w heroizmie tkwi skryta tajemnica życia. Nie
wchodzi w rachubę człowiek niezdolny do ofiary". „Szaleństwo
Krzyża, którego rozum pojąć nie jest w stanie, zachowuje na
zawsze swe głębokie i żywotne znaczenie."
Ofiara, heroizm... Czemu aż heroizm? Co się kończy, a co
się zbliża?
Wymierające narody się kończą. Zbliżają się narody ży-
- Ale bez heroizmu się nie zbliżą. Bo żeby dziś żyć zdrowym
życiem małżeńskim, trzeba bohaterstwa. Stąd... krzyk o heroizm,
o szaleństwo krzyża.
Heroizm. Ależ w heroizmie mało kto wytrzyma. Ludzie, to
przeciętniaki, lenie. Gdy człowieczkowi pierwszemu z brzega
wspomnimy o heroizmie, gotów zrobić jak warszawski patriota
z XVIII wieku, co to... zaprotestował, i... uciekł na Pragę.
Zgoda: zdrowa, świadomie bohaterska część narodu skupi
się i wytworzy ognisko wychowawcze dla narodu. Ale prze-
194
edątniaki?... Co zrobić z wymierającą większością? Aż sią tam
roi od poczciwych niedołęgów. Ludzie ci chcą żyć tak jak waay*
scy, żyć zwyczajnie, nie nadzwyczajnie. A nawet wśród zdrowej
części narodu nie każdy wytrzyma całe życie w nadzwyczajno-
ści. Człowieczek może być tylko zwyczajny. I właśnie to ratuje
cywilizację !
— Jak to?
Bo nadzwyczajni ludzie zapominali się dotąd uzwyczaj-
niać. Dlatego kompromitowali idealizm i nadzwyczajność im
się rwała. A tymczasem kubek podany pragnącemu i szata dla
ubogiego tak wiele znaczy, że Chrystus będzie o tym mówił
podczas sądu nad światem. O laureatach Nobla nie wspomni.
Przecież wszyscy narzeczeni się kochają, a czemuż to tuż
po ślubie zaczynają się komedie, dramaty, tragedie? A bo ich
idealizm był nieuziemiony: nie wiedzieli, że są ludźmi. Głupi
narzeczeni. Idealiści głupi.
Cudne małżeństwo? Owszem. Ale zarazem: własny do-
mek. Domowy warsztat pracy i panowanie nad sobą w domu
i poza domem. Panowanie nad sobą tak wściekłe, że gdyby na
ten przykład młoda małżonka uciekła sobie na dwadzieścia lat,
albo gdyby młodą małżonkę tknął paraliż na przeciąg dwudzie-
stu lat, to żeby jej mąż panował nad sobą jak zakonnik przez te
dwadzieścia lat i żonę kochał pierwszą miłością ustawicznie
przez 20 lat! Przez pięćdziesiąt lat! Prostota.
Łaska? Współdziałanie świadome z Łaską. Ależ pysznie:
Łaska uziemiona! Wszak nawet Bóg, żeby działać na świecie,
nasampierw się narodził na ziemi jako człowiek, żył na ziemi
jako człowiek i umarł na ziemi jako człowiek — na wbitym
mocno w ziemię krzyżu. Uziemienie idealizmu.
Co to za piękni święci byliby z dewotów, gdyby każdy
z nich przedtem został porządnym człowiekiem! uczciwym poga-
ninem! Murzynem dzielnym! Chata wuja Toma.
Polska — Chrystusem narodów? Czemu nie. Ale najpierw
Polska z jakim takim porządkiem w każdej chałupie!
Idealista myśli, że pierwszym jego obowiązkiem jest ko-
chać żonę, tymczasem pierwszym jego obowiązkiem jest mieć
dzieci. Żonę się kocha bez obowiązku.
Idealista myśli, że pierwszym jego obowiązkiem jest dać
dzieciom szkołę, gdy pierwszym jego obowiązkiem jest mieć
własną chatę. Nie można wychowywać uczonych dzieci po cu-
dzych kątach. Nie można być dziadowskim łatą - od uczonych
dzieci
195
Ileż mądrości miałaby filozofia narodowa, gdyby każdy
filozof z katedrą - otarł codziennie rodzonemu maleństwu pew-
ną część ciała. Dopiero gdy się idealizm styka z realizmem,
uzdrawia się idealizm.
Jak silny byłby chłop polski, gdyby pęd do wyższej kul-
tury zaczął nie od ograniczania liczby chłopskich dzieci; ale od
tego, że produkcję z hektara dawałby Polsce wyższą niż na ca-
łym świecie! Co to za zdrowy byłby wtedy chłopski rozum!
Z jaką dumą słuchałby każdy ludowców!
Jakiż potężny byłby Kościół w Rzplitej, gdyby każdy pro-
boszcz panował nad własnym tchórzostwem i wygodnictwem!
Pierwszego lepszego proboszcza można by wtedy brać na
prymasa.
Wykręcamy się od zwyczajnego życia.
Prosty, porządny człowiek... Co za możliwości leżą w tej
płaszczyźnie! Demokracja bez masonerii: ależ to cud arcychrze-
ścijański!
Heroizm, to człowiek. Porządny. Czysty. Trzeźwy. Praco-
wity. Zaradny. Taki, co jak ma żonę, to ma też dzieci. Jak ma
dzieci, to ma też dom własny, własny warsztat pracy, gotówkę.
Co ma też - rozum i co dlatego mówi co dnia pacierz, jak dziec-
ko, i co dzień spełnia Przykazania Boskie - bez wykrętów-, po
męsku. Jak bohater.
Prosty, kulturalny człowiek, to złom granitu — pod wszy-
stko. Ludzie nadzwyczajni zawsze będą. Braknąć może tylko
zwyczajnych. Kultura prostego życia jest nam najpotrzebniejsza.
Kultura i natura.
Musimy się wszyscy uzwyczajnić, nie tylko profesorowie
uniwersyteccy.
Ludzie nadzwyczajni nabywają kultury zwyczajności •—
w życiu małżeńskim: z żoną taką, jaka jest, choćby ze zmorą,-
z dziećmi takimi, jakie są: choćby z piekielnikami. Głowy
państw, uczeni, artyści, dygnitarze, wodzowie - tu mają szkołę
prostoty: uzwyczaj niania się na porządnych, mądrych ludzi:
w rodzinie. Ileż Wyspiańskiemu dało to, że miał za żonę pyska-
tą córkę chłopa, którą czcił jak świętość! Inaczej, byłby skoń-
czonym psychopatą.
Prostota jest najtrudniejsza. Prostota jest stylem najbar-
dziej boskiej książki: Ewangelii. A z kolei „cywilizację świado-
mą" można kształtować tylko w stylu Ewangelii - twierdzi
Towner.
Cały teraz kryzys rasy białej pochodzi przecież stąd, że
małżonkowie, gdy nie mogą mieć dzieci, nie powstrzymują się
19Ó
od pożycia. Po prostu. A z drugiej strony: gdy mogą mieć dzie-
ci, nie żyją z sobą naturalnie. Po prostu.
Heroizmu nie potrzeba zawsze, bo nikt by tego nie wytrzy-
mał. Potrzeba heroizmu tylko wtedy, gdy tego Wymaga obowią-
zek. Po prostu.
Gdy zaś ktoś musi być herosem przez lat dwadzieścia, jak
ten, co... ma sparaliżowaną żonę, a jest piękny jak Apollo, to
niech spędzi po bohatersku dzień, a na drugi dzień - znów tyl-
ko dzień. I tak przez lat pięćdziesiąt. Po prostu.
Nie róbmy tragedii z bohaterstwa. Ono jest proste. A wie-
dzą to ci, co żyją ofiarnie, a tak swobodnie jak dzieci.
Nie róbmy tragedii z tego, że mamy żyć w małżeństwie
po prostu: zgodnie z naturą.
Chcesz być szczęśliwą w małżeństwie? Idź na całkowite
całopalenie... na rzecz męża i dzieci. Tylko to gwarantuje
szczęście.
Chcesz być szczęśliwym w małżeństwie? Idź na całkowi-
te całopalenie... na rzecz żony i dzieci. Człowiek się żeni przede
wszystkim nie po to, by być szczęśliwy.
Cisi mężowie posiada miłość żony, miłość dzieci. Ciche
posiądą miłość męża, miłość dzieci. „Cisi posiądą ziemię".
Cisi... ofiarnicy. Gorejący całopaleniem.
O wy, Tchórze, co boicie się bohaterstwa w małżeństwie,
chyba już rozumiecie, że jest ono dla każdego tak przystępne
jak... posiadanie dzieci?
Gdy zdrowa część narodu będzie płonęła całopaleniem,
wówczas wychowywać będzie pozostałą, wymierającą więk-
szość - do zdrowego życia. Płonący stos.
„Szaleństwo Krzyża, którego rozum pojąć nie jest w stanie,
zachowuje na zawsze swe głębokie, żywotne znaczenie" — mó-
wi James, filozof... z krainy dolara. Przeczuł wymierający wiek
- Przeczuł zalaną Azjatami Amerykę w wieku XXI.
KOLONIE... NA WEWNĄTRZ POLSKI
Zawsze w kraju jest trochę porządnych ludzi, choćby ich
to kosztowało nie wiem ile. Ci ludzie muszą zacząć kształtować
„cywilizację świadomą".
Mianowicie ci, co żyją w małżeństwie zgodnie z żoną i na-
turą, muszą się jeszcze nauczyć żyć... zgodnie z grupą talki ch
samych małżeństw jak ich małżeństwa. Ród może powstać do-
piero w drugim, trzecim, ósmym pokoleniu, inne zaś cuda,
vie,
197
0 których mówiliśmy, mogą wcale nie powstać, ale współpraca
zdrowych małżeństw, świadomie wiernych naturze i Łasce, mo-
że zawsze zaistnieć. Ona poprzedzi świadome życie w rodzie
1 w narodzie.
Dziś porządni ludzie są pomieszani z parszywymi jak
groch z kapustą. Musimy się łączyć na zasadzie demokratycznej :
równi z równymi. Nie można: za pan brat Świnia z pastuchem.
W XIII wieku zakładario u nas wsie „na prawie osadni-
czym". Każdy wiedział, że na takiej wsi jest zdrowsza i wyższa
kultura niż na zwykłej wsi. Należy teraz na każdej wsi i w każ-
dym mieście zakładać życie „na prawie osadniczym”. Zakładać
kolonie porządnych ludzi! I tam się grupować.
O! wiadomo, na przykład, mamie i tacie, że mają tak wy-
jątkową córeczkę, co, jak wyjdzie za mąż, chce mieć dzieci. Nie
można takiej córeczki wydawać byle gdzie za mąż, ale tylko...
na kolonie. Jakże, bo można taką córeczkę wydać za kawalera
„prewencyjnego” i dzieciobójcę! I na odwrót: jak można się że-
nić porządnemu chłopcu z panną, która nie wyobraża sobie po-
życia z nim inaczej, jak z „prewencją". Nie mogą kojarzyć się
w stadła takie szlachetne, wyjątkowe dzieci byle gdzie, z byle
kim, bo wdepną w ...„prewencję". Trzeba ich - na kolonie! Czy-
li w takie miejsce, na wsi, czy w mieście, należy ich żenić gdzie
grupują się obok siebie małżeństwa wyjątkowe, gdzie mają obok
siebie swoje domy, swoje warsztaty pracy, swoje szkoły, swoje
kina, swój teatr, swój sport, swoje plaże, swoją ziemię, swój ro-
zum. Wszystko odrębne, wyjątkowe. Architekturę wyjątkową
(mieszkania dla rodzin z wielu dziećmi), rzeźbę, malarstwo i gos-
podarstwo, śpiew i tańce, muzykę i dowcip, żony i mężów — wy-
jątkowych oraz — kawalerów i panny.
Na takiej kolonii łatwiej jest żyć wyjątkowo porządnie
z tej prostej racji, że człowiek szlachetny nie jest tu wyjątkiem.
Przeciwnie, kto chce tu żyć jak Świnia, jest mu ciężko: bo takie
życie jest tu... wyjątkiem. Ludziska bowiem mają to do siebie,
że najcięższe rzeczy robią najchętniej, gdy widzą, że to samo in-
ni robią. Ot, choćby, jeszcze nasze babki miewały po piętnaś-
cioro dzieci, i nie wiedziały, że im ciężko. Czemu? Bo tak wszy-
stkie kobiety wtedy robiły. Dziś żadna kobieta nie wzięłaby na
trzaskający mróz jedwabnych pończoszek, ale gdy widzi, że
wszystkie tak chodzą, to ona też. I... ciepło jej. Bo nie chce być
wyjątkową...
Lecz wróćmy do naszych kolonij. Owóż choćby żyć szla-
chetnie było nie wiem jak ciężko na reszcie globu, to tutaj, na
kolonii, żyje sobie każdy szlachetnie po prostu dlatego, że tu
198
jest taka moda, że tu lak żyją wszyscy, że taki tu jest duch czasu,
że tak tu wygląda kultura, wyzwolenie, postąp, reformy, nowo-
czesność, wolność, tolerancja, demokracja, że tu jest taki wiek
dwudziesty. Dziąki temu będzie też tu łatwo małżeństwom żyć
zgodnie z naturą. Natomiast poza koloniami, aby tak żyć, trzeba
będzie nadał bohaterstwa.
Polska musi mieć kolonie... porządnych ludzi. Związek Pola-
ków... za Granicą Świństwa. Musi powstać emigracja wewnętrzna.
W razie gdy poza koloniami będzie ktoś wówczas potrze-
bował kogoś gwarantowanego,- czy to na męża, czy na żonę, czy
na jakie stanowisko, czy na robotnika: będzie brał z kolonij
W ten sposób będzie można nareszcie porządnie się ożenić, mieć
mądrego urzędnika, uczciwego robotnika, coś robić „na pew-
niaka". W ten też sposób będzie mógł powstać związek po-
rządnych urzędników i związek uczciwych robotników, bo sam
związek urzędników i sam związek robotników nic nie daje. Ko-
mu bowiem z uczciwych ludzi jest potrzebny urzędnik? albo
robotnik? Ale każdemu jest konieczny porządny urzędnik i ro-
botnik porządny. Owóż jedni i drudzy będą na koloniach.
Gdy nie ma kolonij, to jest wieża Babel, brak organizacji.
Dlatego chociaż byłaby wtedy nawet najczystsza demokracja,
mimo to dyktatorem bidzie nadal Bałagan, i gdy się weźmie ga-
zetę do ręki, książkę, gdy patrzeć się będzie na film: wszystko
opiewać będzie życie tej gorszej Polski, tej... z „prewencją". Tak
jakby tej drugiej wcale nie było. Tej, dla której warto żyć i za
Którą słodko jest umierać.
Niedługo biskupi będą dawali księży tylko na kolonie. Bo
na cóż parafie dla uprawiających onanizm małżeński - rodzin
warszawskich, łódzkich, poznańskich! Jedna parafia na całą
Warszawę, na Łódź, na cały Poznań: to narazie dosyć! Natomiast,
ze wszystkich wymierających wsi polskich, osad i miast zrobi się
wikariat apostolski. Który ksiądz bedzie tam chciał proboszczo-
wać, zapuści brodę i wyjedzie do nich na misje. Do tej wymiera-
jącej, cmentarnej, czarnej, grobowej Polski. Na ciemny ląd.
W dżunglę przeciwdziecięcą. Do dzieciobójców. Do mamy z jed-
nym dzieckiem, z dwoma mężami i z wytatuowaną gębą.
Vita nuova, moi Państwo, się szykuje! „Musisz być inną,
choć będziesz tą samą''. Czytajmy Asnyka.
Dobry nauczyciel - na kolonie! Szkoda uczyć dzieci
z onanistycznych małżeństw dygnitarskich nawet w Zakładzie
Księży Marianów na Bielanach pod Warszawą. Bo te chłopczy-
ny, jak dorosną, też będą miały po jednym dziecku i po trzy io-
199
ny, i leż synka poślą na Bielany. Będą parszywe — w kółko.
Zaczarowane koło. Czy na to mamy Bielany i księży marianów?
Dobry oświatowiec — na kolonie! Uczciwa aktorka — na
kolonie! Prawdomówny dziennikarz - na kolonie! Tylko lam bę-
dzie można prawdę rżnąć bez pardonu. Dobry policjant — na
kolonie! Gdzie indziej się nauczy kraść. Dobry wikary - na ko-
lonie! Gdzie indziej się zmanieruje. Przynajmniej raz wtedy us-
łyszymy porządne kazanie do porządnych ludzi, nie zaś abstrak-
cyjną wodę przeznaczoną nie wiadomo dla kogo i po co!
Nawet do szkół państwowych będzie można śmiało posiać
dziecko nawet na 10 lat nauki przymusowej, nawet na dwadzieś-
cia, ale na kolonie!
— Czemu?
Bo w tych szkołach będą dzieci, pochodzące z małżeństw
nie obciążonych parchami „prewencji” i w tych szkołach będą
nauczyciele nie obciążeni nędzą „prewencji". "Wyjątkowo zdro-
we dzieci i wyjątkowo zdrowi nauczyciele. Inaczej budżet szkol-
ny pójdzie w błoto. Sapere Auso. Konarskich - na kolonie!
Do czasu, pokąd się wszyscy nie wyprowadzimy na kolo-
nie, każdy kio chce coś robić trwałego, niech wali ze swym wy-
siłkiem społecznym na kolonie.
Wszelki wysiłek odrodzeńczy musi być przestawiony na
pracę w zespołach złożonych z rodzin wyjątkowych: świadomie
wiernych naturze. Tam natrafi na najzdrowszy grunt, Tam będzie
podtrzymywał życie bohaterskie w ludziach z rodzin wyjątko-
wych, dynamizował wpływ tych rodzin, by zapalały do wyjątko-
wego życia coraz większą liczbę małżeństw, dopóki cały nasz
naród nie stanie się wyjątkiem wśród wszystkich społeczeństw
świata.
ATOMÓWKI I DZIECI
Postawa „na kolonie", to dziś jedyna postawa we wszelkiej
pracy charytatywnej, kulturalnej, oświatowej, wychowczej, za-
wodowej, gospodarczej, duszpasterskiej. To eugenika nad euge-
nikami.
Postawa „na kolonie", to nowy motyw w naukowej orga-
nizacji życia. Współpraca zdrowych rodzin, to nowy obowiązek
w epoce świadomego ojcostwa i macierzyństwa.
Obecnie ten jest przygotowany do małżeństwa, kto umie
żyć wyjątkowo w morzu wymierającej większości i kto postępu-
jąc lak wyjątkowo, umie tworzyć wokół siebie grupę małżeństw
200
wielodzietnych, współdziałających z sobą i rozszerzających swą
postawą na coraz dalsze małżeństwa. Kolonizatorzy zdrowej
Polski. Polski Kwitnącej Dziećmi.
W ten sposób typ małżeństwa wyjątkowego się upowszech-
- Ale nim to się stanie, prowadzić zdrowe małżeństwo, to boha-
terstwo. „Heroizm i tylko heroizm odgrywa wielką rolę. Nie
wchodzi w rachubę człowiek niezdolny do ofiary" — mówi Ja-
mes, filozof z krainy dplara.
Bez heroizmu małżonków nie ma mowy, by dźwignąć
w pierwszym pokoleniu małżeństwo polskie do poziomu życia
zgodnego z naturą. Maksymalna skromność potrzeb material-
nych, maksymalna pracowitość i dzielność, maksymalny związek
z narodem i Chrystusem — u rodziców i dzieci: oto styl życia
pionierskiej rodziny inteligenckiej. Rodziny wyjątkowej. Żyjemy
w dobie bomb aromowych i kosmicznych katastrof, gdzie mogę
ginąć naraz całe kontynenty. Ale nawet wówczas od kilku ta-
kich wyjątkowo zdrowych rodzin, ocalałych z kataklizmu, może
odrosnąć, jak od pr.ia cały naród polski ze wszystką tradycją,
wielkością, pięknem.
K“ O NIEĆ
201
BIBLIOGRAFIA
Adamski Stanisław: „Łaska Boża", Kraków 192-1, 2 tomy.
„Agentia Fides", Roma 1940, rocznik,
„Asceza organiczna* 1 . Warszawa.
Baranowski Walerian: „Wielka tajemnica psychiki narodu polskiego",
Poznań 1930.
Baranowski Z.: „Małżeństwo w nowej Polsce", wyd. II, Poznań 1910.
Barker Ernest: „Charakter narodowy i kształtujące go czynniki". War-
szawa 1933.
Belch Józef: „Katolickie odrodzenie wsi", Poznań 1939.
Bielawski Zygmunt: „Wychowanie religijne" (w Encykl. wycl.
Bielawski Zygmunt: „Dydaktyka religii w szkole powszechnej" (w En-
cyklopedii wychowania).
„Biuletyn Oddz. Warszawskiego Zw. Lekarzy Państwa Polskiego",
roczniki 1938 i 1939.
Błachowski Stefan: „Wyniki psychologii pedagogicznej" (w Encykl.
wychów.).
Bobicki Czesław' i W. Woytowicz-Grabińska: „Opieka Społeczna nad
dziećmi i młodzieżą" (w Encyklopedii wychowania).
Borowy Wacław: „G. K. Chesterton", Kraków 1929.
Breasted J. H.: „Geschichte Aegyptens", Phajdon.
Bronikowski Wiktor: „Drogi postępu chłopa polskiego", Warszawa 1934.
Bross Stanisław: „Miłość, małżeństwo, rodzina", Poznań 1935.
Bruckner Aleksander: „Dzieje Kultury polskiej", Warszawa 19.39,
trzy toiny.
Bujak Franciszek: „Siły gospodarcze Polski" (w dziele zbiorowym
„Przyczyny upadku Polski", Kraków 1918).
Bujak Franciszek: „Źródła do historii zaludnienia Polski" odbił ka
z „Pamiętnika 'I. Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich
w Wilnie w r. 1935 w dniu 17-20. IX. “, Lwów 1936.
Bujalski Jerzy: „Rzut oka na stan i działalność zakładów leczniczych
203
państwowych, komunalnych, społecznych i prywatnych na pod-
stawie sprawozdań za rok 1934-1935“, Warszawa 1935.
Buieau Paul: „Rozprzężenie obyczajów 14 , Kraków 1929, tłum. z franc.
Burger 15.: „Czterdzieści łat w służbie bociana 44 , Katowice 1931.
Burger 15.: „Dziewczęta z bocznej ulicy 44 , Katowice 1933.
Burger 15.: „Kowalscy -4 , Kraków 1934.
„Caritas 44 , czasopismo, Kraków 1946, rocznik.
Carrel AlcXis: „Człowiek istota nieznana 44 , Warszawa, Trzaska-Ewert-
Michalski.
Cliałasiński Józef: „Klasa szkolna jako grupa społeczna' 4 (w Encykl.
wychowania).
Cliałasiński Józef: „Zawód nauczycielski 44 (w Encyklopedii wychów.).
Chesterton G. K.: „Kuła i krzyż 44 , Poznań 1927, tłumacz, z ang.
Choiński- Jeske Teodor: „Nowoczesna kobieta 44 , Warszawa 1917.
CJioiński-Jekse Teodor: „Psychologia renesansu włoskiego' 4 . Warszawa.
Chomrański E.: „Jeszcze w obronie nienarodzonych 44 , „W obronie
dziecka nienarodzonego 44 , w czasopiśmie „Caritas 44 nr 8; 12; 13;
1946 r.
Choromański Zygmunt: „W obronie chrześcijańskiego małżeństwa 44 ,
Warszawa 1934.
Cieszyński Nikodem: „Roczniki katolickie 1939“, Poznań 1939.
Clement (>.: „Le droit de 1'enfent a naitre, rćfIexions pour les me -
decins e le non medecins 44 , 4-edit., Brugcs. Bcyart 1928.
Cyrek.: „Wielki sługa Boży, ks. Piotr Skarga 44 , Kraków 1935.
Czarnecki J. S.: „Zmysły na licytacji' 4 . Warszawa 1932.
Czekanowski Jan: „Zarys antropologii Polski 44 , Lwów 1930.
Czunia J.: „Roformy prawne dla obrony rodziny 44 , Poznań 1936 w dzie-
le zbiorowym „Rodzina 4- , Poznań 1936).
Dąbrowski Stefan: „Eugenika ze stanowiska katolickiego 44 (w pracy
zbiorowej „Rodzina 44 , Poznań 1936).
Dąbrowski Piotr: „Wychowanie dzieci i młodzieży 44 (w Encykl. wych.).
Debout J.: „Światowe damy 44 . Warszawa 1938.
Detnbour 15.: „Pour une Politiąue de Natalite“, I.ouvain 1928.
Dewas K. S.: „Postęp świata a Kościół -4 , Warszawa 1913, tłum. z ang.
Dewas K. S.: „Studies of Family Life 4 ’, 1886.
Dmowski Roman: „Kościół, naród i państwo 44 , Poznań 1927.
Dmowski Roman: „Przewrót 44 , Warszawa 1934.
Dmowski Roman: „Świat powojenny i Polska 44 , Warszawa 1936.
204
Długosz Jan. patrz niżej.
Dobraczyński Jan: „Z problemów populacyjnych", artykuł w Tygodni-
ku Powszechnym z dn. 9. VI- 1946.
Dohrzyńska-Rybicka Ludwika: „Zadania świata kobiecego wobec ro-
dżiny" (w dziele zbiorowym „Rodzina").
„Dola i niedola naszych dzieci", wyd. „Pierw. Kongr. Dziecka", War-
szawa 1938.
Drozdowicz-Jurgielewiczowa Irena: „Podstawowe zagadnienia dydak-
tyki dorosłych" (w Encykl. wychowania).
Dybowski Władysław: „Fizjologiczne podstawy wychowania", (w En-
cyklopedii wychowania).
Dybowski Władysław: „Wychowanie fizyczne pozaszkolne" (w Encykl,
wychowania).
„Duszpasterstwo miejskie", pamiętnik kursu duszpasterskiego W War-
szawie (4-8 listopada 192!) r.). Warszawa 1930.
Dziennik Urzędowy nr. 38 z r. 1928, nr. 86 z r. 1933. nr. 4 z r. 1934,
- 2 z r. 1936.
„Dziennik Zjednoczenia", Chicago z dn. 12. f. 1939 r.
Dzierzbicka Maria i Radwan Władysław: „Kształcenie nauczycielstwa
szkół ogólnokształcących" (w Encyklopedii wychowania).
Dzierzbicka Maria: „Racłio w szkole" (w Encyklopedii wychowania).
„Elementarz", S. Tync, J. Gołąbek. J. Duszyńska, Warszawa-Lwów
„Encyklopedia nauk politycznych". Warszawa 1936-39, 4 tomy.
„Encyklopedia wychowania", Warszawa 1933-39. 3 tomy.
Falski M.: „Elementarz dla szkół wiejskie!)", Warszawa i 937.
Faure Gabriel: „Rom", Paris 1938.
Foerster F. W. „Chrystus a życie ludzkie". Warszawa 1926.
Eogelson Samuel: „Historia, rozmieszczenie i struktura ludności"
(tamże).
Eogelson Samuel: „Tablice demograficzne" (w Encykl. nauk politycz-
nych, Warszawa 1938).
Eogelson Samuel: „Spisy i szacunki ludności" (tamże).
Eogelson Samuel: „Wędrówki" (tamże).
Fondaliński ].: Koedukacja w świetle badań współczesnej psychologii'*,
Poznań 1936.
Frank Fritz: „Schutzengel oder Wiirgengel", Koln, 1922 3 wyd.
1 roń Józef: „Dydaktyka przedmiotów rolniczych" (w Encykl. wychów.).
205
Fuard: „Święty Piotr 1 *, Piotrków 1908, tłum. z frant
Gałecki Włodzimierz: „Nadzór szkolny" (w Encyklopedii wychów.).
Gałecki Włodzimierz: „Organizacja szkoły" (w Encyklopedii wychów.).
Gałuszka J. A.: „Czym się karmi młodzież w szkołach?", Kraków 1939.
Georg J. E.: „Z tajników pożycia małżeńskiego", Kraków, wydanie IV-
Giergielewicz Mieczysław: „Teatr szkolny" (w Encyklopedii wychów.).
„Głos Nauczycielski" z dn. 13. VI- 1937.
„Glos Podlaski", Nr. 22 z r. 1935.
„Główne liczby Nowej Polski", Gdańsk, Toruń, Bydgoszcz 1945.
Goliński Z.: „Kościół w walce z pornografią". Lublin — Uniwer. 1939.
Gotlieb Wojciech: „Morfologia socjologiczna wychowania dzieci i mło-
dzieży" (w Encykl. wychowania).
Gotlieb Wojciech: „Organizacja szkolnictwa" (w Encykl. wychów.).
Gotlieb Woj.: „Socjologia oświaty pozaszkolnej" (w Encykl. wych.).
Gotlieb W.: „Socjologiczne podstawy wychowania" (w Encykl. wych.).
Gotlieb Wojciech: „Socjologiczna teoria wychowania" (w Encykl. wy-
chowania).
Górski Antoni: „Cnoty i wady narodu szlacheckiego". Warszawa 1935.
Górski Artur: „Ku czemu Polska szła?", Lwów 1938, wyd. IV-
Górski Artur: „Niepokój naszego czasu". Warszawa 1938.
Górski Karol: „Wychowanie personalistyczne", Poznań 1936.
Grabski Stanisław: „Potrzeba wielkich idei" (w dzienniku Polonia,
Katowice).
Grabski Władysław: „Wychowanie gospodarcze społeczeństwa". War-
szawa 1929.
Grądzki Kaz.: „Małżeństwo w świetle prawda i życia". Warszawa 1936.
Grotjahn Alfred: „Higiena ludzkiego rozrodu". Warszawa 1930, tłum.
z niem.
Gutry M. i Grossglikowa: „Czytelnictwo" (w Encyklopedii wychów.).
Haluschka Helena: „Adam i Ewa", Warszawa.
Haluschka Helena: „Słuchaj Ewo", Warszawa.
Haluschka Helena: „W cztery oczy". Warszawa.
Heiman Teodor: „Etyka lekarska i obowiązki lekarza (deontologia)".
Warszawa 1917.
Henke Antoni: „Etyka lekarska podczas wojny" (w „Nowinach Lekar-
skich", sierpień 1946 rok, nr. 15).
Henke Antoni: „Zadania eugeniki w dobie dzisiejszej" (w „Nowinach
Lekarskich", czerwiec 1946 r., nr. 12).
266
Hessen Sergiusz: „Szkoła powszechna" (w Encyklopedii wychów.).
Hessen Sergiusz: „Podstawy pedagogiki". Warszawa.
Hirszfeld Ludwik: „Historia jednego życia", Warszawa 1947.
„Historia towarzystw tajnych", Kraków.
Hoszowski Tadeusz: „Film, sztuka, etyka". Warszawa 1938.
Igieł Salomon: „Dydaktyka propedeutyki filozofii" (w Encykl. wycli.).
Jan Długosz: „Jana Długosza, kanonika krakowskiego, dziejów Pol-
skich ksiąg dwanaście". Dzieła wszystkie wydane staraniem Ale-
ksandra Przezdzieckiego. przekład Mccherzyńskiego, Kraków
1867 — 1876.
Jarzębowski J.: „Duchowe oblicze Traugutta", Warszawa 1936.
Jasiński Walery: „O katolicką pedagogikę w Polsce", Katowice 1938.
Jasiński Walery: „O szkolę katolicką w Polsce", Poznań 1938.
Kaczmarek, ksiądz biskup: „Podstawy życia rodzinnego", Kielce 1916 r.
Kacprzak Marcin: „Przyczyny zgonów" (w Encyklopedii nauk politycz.).
Karwowski Adam: „Zwalczanie chorób płciowych" (w Księdze pamiąt-
kowej zjazdu katolickiego". Warszawa 1927).
„Katolicka myśl wychowawcza", pamiętnik II. Studium Katolickiego
w Wilnie, Poznań 1937.
„Katolicka myśl społeczna", pamiętnik III. Studium Katolickiego
w Warszawie, Poznań 1938.
Kępińska Maria: „Świadome macierzyństwo", Poznań 1934.
Klepacz Michał: „Ideały średniowiecza a czasy obecne", Wilno 1938.
. Klepacz Michał :„Kierunki organizacyjne i ideały we współczesnej szko-
le polskiej", Katowice 1937.
„Kodeks społeczny", zarys katolickiej syntezy społecznej, przekład
z francuskiego, I.tiblin — Uniwersytet 1934.
Koneczny Feliks: „Kościół jako wychowawca narodów". Warsza-
wa 1 938.
Koneczny Feliks: „O wielości cywilizacyj", Kraków 1923.
Koneczny Feliks: „Rozwój moralności", Lublin — Uniwersytet 1933.
Koneczny Feliks: „Święci w dziejach narodu polskiego", 1939.
Korzon Tadeusz: „Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta",
Kraków 1897, 6 tomów.
Kosiński Wacław: „Zwyczaje towarzyskie w dawnej Polsce", Sando-
mierz 1921.
Kot Stanisław: „Zarys dziejów wychowania jako funkcji społecznej"
(w Encyklopedii wychowania).
Kozubski Zygmunt: „Podstawy etyki płciowej", Warszawa 1949.
Kozubski Zygmunt: „Problem potomstwa", Warszawa 1931.
Kozubski Zygmunt: „Sporty i tańce w świetle nauki katolickiej" War-
szawa (934.
Kreutz Mieczysław: „Osobowość nauczyciela wychowawcy" (w Ency-
klopedii wychów.).
Krzywicki Ludwik: „Społeczeństwo pierwotne, jego rozmiary i wzrost".
Warszawa 1937.
Krzywicki Ludwik: „Stosunki ludnościowe w Polsce za Piastów"
(w „Przeglądzie Statystycznym", 1938, tom 1., Nr. 2).
„Księga pamiątkowa zjazdu Katolickiego", Warszawa 1927.
Kuliszer ). M.: „Dzieje gospodarcze Europy zachodniej", 2 tomy,
tłum. z rosyjskiego.
Kyscla J.: „Spadek urodzin w katolickich rodzinach Krakowa w ostat-
nim dziesięcioleciu 1926 - 1936", Kraków 1938.
I.adenberger Tadeusz: „Zaludnienie Polski na początku panowania Ka-
zimierza Wielkiego", Lwów 1930.
I.eehicki Czesław: „Przewodnik po beletrystyce", Poznań 1935.
I.eitha Edgar: „Kraj Wschodzącego Słońca", Warszawa, Trzaska-Ewert
-Michalski.
- l.ennhoff, O. Posner: „Internationales Freimaurer-IeMkon", Amal-
thea-Verlag, Zuneh-I.eipzig-Vicn 1932.
Leon XIH: „Humanum genus", encyklika o masonerii z 20. IV. 1884
l.ikowski E.: „Unia Brzeska", Warszawa 1907.
„L‘Osservatore Romano", nr. 17 z r. 1931.
T.ubieniecki A.: „Palineutichia", Lwów 1843.
Lutostański: „Projekt prawa małżeńskiego i zasady projektu prawa
małżeńskiego". Komisja Kodyfikacyjna, tom I, zeszyt IV- War-
szawa 1931, wydawn. państwowe.
Lucken G.: „Partenonsskulpturen", Augsburg-Kóln-Wien 1930.
Lempicki Stanisław: „Polski ideał wychowawczy", I.wów-Warszawa.
Łoziński Władysław: „Życie polskie w dawnych wiekach", Lwów 1912.
Machay Ferdynand: „Zadania duszpasterskie świeckich", Poznań 1932.
Macko Józef: „Prostytucja", Warszawa 1927.
Makowski Jan: „Nowe konstytucje". Warszawa 1925.
Malthus T. R.: „Prawo ludności". Warszawa, Kraków, Lublin, Łódź
itd. 1925, z przedmową A. Krzyżanowskiego.
„Mały rocznik statystyczny", zbiór — po rok 1938.
„Małżeństwo w świetle nauki katolickiej", praca zbiorowa, Lublin —
Uniwersytet 1928 r.
208
Manteuffel Marian: „Ustrój korporacyjny w poszczególnych krajach**.
Lublin 1939.
„Marchołt**, roczniki 193(i-39.
Jean Marques-Riviere: „Wolnomularstwo a szkoła**, Katowice 1 5l.it>.
'tłum. z francuskiego.
Mączenski Zdzisław: „Budownictwo szkolne** (w Encyklopedii wycli ).
„Memoriał Ministerstwa Zdrowia**, Warszawa 1921, z dn. 19. I.
„Memoriał w sprawie reformy lecznictwa**, praca zbiorowa lekarzy
warszawskich, Warszawa 1938, 1944.
Michel A. G.: „Państwo w okowach masonerii**, Katowice 1937, tłum.
z francuskiego.
Mirek Franciszek: „Elementy społeczne w parafii rzymskokatolickiej **,
Poznań 1928.
Mirski-Kretz Józef: „Wychowanie i wychowawca**. Warszawa 1936.
„Monatsschrift fjir christliche Sozialreform**, Luzern 1906, rocznik.
Morawski Marian: „Dogmat łaski**, Kraków.
Morawski Marian: „Podstawy etyki i prawa**, Kraków 1906.
Morawski Marian Kazimierz: „Źródło rozbioru Polski**, Poznań 19. ki.
Mosca Gaetano: „Historia doktryn politycznych**, Warszawa, Trzaska-
Ewert- Michalski; tłumaczenie z włoskiego.
Mosdorf Jan: „Wczoraj i jutro**. Warszawa 1937, 2 tomy.
Myczka Eugeniusz: „Swoistość struktury społecznej i ekonomicznej Pol-
ski oraz możliwości jej reformy**, Poznań 1937.
Mysłakowski Z.: „Pedagogika ogólna** (w Encykl. wychowania).
„Nasza Szkoła**, organ współpracy domu i szkoły, nr. 10 z r. 1937.
Nawroczyński Bogdan: „Program szkolny** (w Encyklopedii wychów.).
Nawroczyński Bogdan: „Przedmowa** (w Encyklopedii wychowania).
Nawroczyński Bogdan: „Współczesne prądy pedagogiczne** (w Ency-
klopedii wychowania).
Nicolas A.: „Badania filozoficzne o chrześcijaństwie**, Wilno 1879,
tłum. z franc.
Niedermeyer Albert: „Sexualethik und Medizin. Wiss., und Wcltan-
schaung**, Hildesheim 1931.
Niedermeyer Albert: „Zadania lekarza katolika**, Poznań 1933 .limu
z niem.
Niedziałkowski Karol, bp.: „Studia estetyczne**, str. 203. Warszawa
1901, tamże „Nagość w sztuce pod względem etycznym i c»i«-
tycznym** strony 143-205.
Nclhac P.: „La Peinture franęaise**, Flammarion 1937.
Niesiołowski A. (w dziele zbiorowym „Rodzina 1 * — artykuł): „Nowo-
czesny kryzys rodziny i jego przyczyny**.
Olszewicz Bolesław: „Obraz Polski dzisiejszej**, Warszawa 1938.
„O małżeństwie list pasterski biskupów polskich** z dn. 22 października
1921 r., Warszawa 1922.
„Opiekun Społeczny**, Warszawa, czasopismo Opieki Społecznej miasta
stół. Warszawy, rocznik 1946.
Onnicki Wiktor: „O polski program ludnościowy Warszawa 1939.
„Oświata i Wychowanie 1 *, miesięcznik szeszyt VI. r. 1937, Warszawa
„Pax“, periodyk, Wilno, rocznik 1937.
l'hajdon-Au sgabe, „Botticelli**.
Phajdon: „Les Impressionistes**.
„Pamiętnik VI- Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich w r. 193.5
w dniach od 17. IX- — 20. IX.“
Piasecki Stanisław: „Pod znakiem trójkąta** (w „Prosto z mostu**, z dn.
- VII. 1938 r.).
Piasecki Eugeniusz: „Wychowanie fizyczne*’ (w pracy zbiorowej „Ka-
tolicka myśl wychowawcza**, Poznań 1937).
Piasecki Eugeniusz: „Zarys teorii wychowania fizycznego**, Lwów 1935.
Pieter Józef: „Osobowość ucznia i metody jej badania** (w Encyklop.
wychowania).
Pirożyński Marian: „Zakony żeńskie w Polsce**, Lublin — Uniwer. 1935.
Pirożyński Marian: „Zakony męskie w Polsce**, Lublin — Uniwer. 1937.
Pius XI: „Encyklika o małżeństwie chrześcijańskim**, Kraków 1931.
Pius XI, encyklika „O widowiskach kinematograficznych** z dn. 29. VI.
1936, Warszawa 1937.
Piwowarczyk Jan: „Korporacjonizm i jego problematyka**, Poznań 1936.
Plater-Zyberk: „Kilka myśli o wychowaniu w rodzinie**, 1903.
Plater-Zybcrk: „Kobieta ogniskiem**, Poznań 1928.
Plater-Zyberk Cecylia: „Na progu małżeństwa**, Poznań 1928.
Platon: „Prawdy**.
Platon: „Rzeczpospolita**, tłumaczenie Witwickiego
Podkulska Helena: „Środowisko rodzinne**, Lwów 1936.
Podoleński Stanisław: „O życie nienarodzonych 1 *, Kraków 1933.
Poszwa Alojzy: „Eugenika w Polsce**, Płock 1938.
Pohoska Anna: „Wychowanie państwowe’* (w Encyklopedii wychów.).
„Polski Kodeks Karny**, Lwów-Warszawa 1937, wydawn. „Unia**.
Popławski M. S.: „Oktawian August**, Lublin — Uniwersytet 1938.
210
Posadzy Ignacy: „Przez tajemniczy Wschód", Potylice 1939.
„Posłannictwo katolicyzmu polskiego" pamiętnik studium katolickiego
w Katowicach, Poznań 1939.
Poszwa Alojzy: „Małżeństwo i rodzina w uchwałach synodu plenarne-
go" (w „Posłannictwie katolicyzmu polskiego").
„Problemy", miesięcznik, rocznik 194G.
„Przegląd Powszechny", miesięcznik, maj 1937.
„Przegląd Statystyczny", Warszawa 1938, tom. I., Nr 2 oraz roczniki:
1938 i 1939.
Radwan Władysław: „Kształcenie nauczycielstwa szkół ogólnokształcą-
cych" (w Encyklopedii wychowania).
Radwan Władysław: „Zagadnienie oświaty dorosłych w kulturze
współczesnej" (w Encyklopedii wychowania).
Radlińska Helena: „Współczesne formy pracy oświatowej" (w Encykl.
wychowania).
„Rodzina", pamiętnik I. studium Katolickiego, Poznań 193(3.
„Rodzina", miesięcznik. Warszawa, maj 1935 r., wrzesień 1939, roczni-
ki 1935-39.
Romanowski Henryk: „Filozofia cywilizacji". Warszawa 1934.
Romer E.: „Ziemi a i państwo", Lwów- Warszawa 193.9.
Roszkowski Antoni: „Korporacjontzm katolicki", Poznań 1932.
Rowid Iłcnryk: „Dydaktyka przedmiotów pedagogicznych" (w Ency-
klopedii wychowania).
Rowitl Henryk: „Dzieje oświaty pozaszkolnej" (w Encyklopedii wych ).
Rowid Henryk: „Wychowanie dorosłych" (w Encyklopedii wychów.).
„Rozbiór krytyczny projektu prawa małżeńskiego, uchwalonego przez
- K.“, Lublin — Uniwersytet 1932.
Rutkowski: „Zarys gospodarczych dziejów Polski przedrozbiorowej",
Poznań 1923.
Ry barski Roman: „Przyszłość gospodarcza świata". Warszawa 1932.
Ry barski Roman- „Podstawy narodowego programu gospodarczego".
Warszawa ) 03-1 ^
Rycbliński Stanisław: „Przeobrażenia społeczne w Stanach Zjednoczo-
nych na tle urbanizacji". Warszawa 1937.
Rymur Stanisław: „Rozwój stosunków wyznaniowych i narodowościo-
wych w Polsce", Warszawa 1938.
Rybarski Roman: „Przyszłość gospodarcza Polski", Warszawa 1933.
Sarapata Józef: „Zasiłki rodzinne". Warszawa 1938.
Sawicki Fr.: „Fenomenologia wstydliwośd", Warszawa 1938.
Sawicki Franciszek: „Filozofia miłości", Poznań 1924.
Schilgen Hardy: „O czystość młodzieży", Kraków 1928.
Schilgen Hardy: „On i ty“, Kraków 1931.
Schilgen Hardy: „Ty i ona", Kraków 1929.
Seek Otto: „Geschichte des Unterganges der antiken Welt“, 1910, t. [.
Seek Otto: „Geschichte des Unterganges der antiken Welt“, 1920.
Siemieńska L.: „Pedagogika katolicka", Lwów.
Sienicki Stefan: „Urządzenia szkolne", (w Encyklopedii wychowania).
Siwek Paweł: „Konnersreuth w świetle nauki i religii", Kraków 1931.
Siwek P.: „Metoda badań zjawisk nadprzyrodzonych", Kraków 1933.
Skiba Mikołaj: „Umieralność niemowląt w Polsce", Lwów 1931.
Sloniewska Helena: „Poradnictwo zawodowe" (w Encyklopedii wych.).
wychowania).
„Sodalis Marianus", Warszawa 1939, maj.
Sołtysik Kazimierz: „Naród w Kościele", Warszawa 1939.
Sosnowski Józef: „Związki młodzieży" (w Encyklopedii wychowania).
Spalding J.: „Etyka w zawodzie pielęgniarki", Poznań 1930, tłum. z ang.
Stachniuk Jan: „Dzieje bez dziejów", Warszawa 1939.
„Statut Związku Rodzin Polskich", Warszawa 1938.
Stern William: „Inteligencja dzieci i młodzieży". Warszawa 1927.
Suchodolski Bogdan: „Wychowanie moralno-społeczne" (w Encykl.
wychowania).
Swierzbiński R.: „Rozwój społeczeństwa rzymskiego". Warszawa 1870.
Świętochowski Aleksander: „Historia chłopów polskich", Poznań 1928,
tom II.
Świętochowski Aleksander: „Posłannictwo Polski" (w dzienniku „No-
wa Prawda", Warszawa 1938, nr. 92.
Szczurkiewicz Tadeusz: „Rasa, środowisko, rodzina", Warszawa-Poz-
nań 1928.
Szczurkiewicz Tadeusz: „Rodzina w świetle etnosocjologii" (w dziele
zbiorowym „Rodzina").
„Szkoła Chrystusowa", miesięcznik, Lwów 1939 maj-czerwiec.
Szulc Stefan: „Demografia" (w Encyklopedii nauk politycznych").
Szulc Stefan: „Polityka ludnościowa ilościowa", (w Encykl. nauk po-
litycznych).
Szulc Stefan: „Przełom w sytuacji demograficznej europejskiego kręgu
kulturalnego", (w „Problemach", nr 3, Warszawa 1946).
212
Szulc Stefan: „Kuch naturalny ludności" (w Encykl. nauk politycznych).
Szulc Stefan: „Zagadnienia demograficzne Polski", Warszawa 1936.
Szymański Antoni: „Ekonomika a etyka", Lublin — Uniwersytet 1936.
Szymański Antoni w dziele zbiorowym: „Kultura i cywilizacja", Lublin
— Uniwersytet 1937.
Szymański Antoni: „Ograniczanie urodzin i karalność przerywania cią-
ży", Lublin 1930.
Szymański Antoni: „Społeczne znaczenie rozwodów", Lublin — Uni-
wersytet 1931.
Szymański Antoni: „Zagadnienia społeczne". Lublin — Uniwcr, 1929.
Szyszkowski Władysław: „Dydaktyka literatury", (w Encykl wych.).
Tancjuerey A.: „Zarys teologii ascetycznej i mistycznej", Kraków 1928,
2 tomy.
Teodorowicz Józef: „Zjawiska mistyczne i ich tłumaczenie", Poznań
1933 rok.
Teresa od Dzieciątka Jezus, święta: „Dzieje duszy", autobiografia,
Kraków 1942.
„The Nurse", Birmingham, kwartalnik angielskiego pielęgniarstwa ka-
tolickiego, rocznik 1946.
Tochowicz P. — de Hovre: „Podstawy współczesnej podagogiki", Wło-
cławek 1 938.
Tomkiewicz Władysław: „Jeremi Wiśniowiecki", Lwów 1933.
Towner R. H.: „La philosophie de la civi!isation'\ Paris 1928, tłum.
z angielskiego).
Turbak Piotr: „Przyczyny dzisiejszej depopulacji" (w „Prosto z mostu"
z dnia 14. V- 1939).
Turbak Piotr: „W obronie rodziny i potomstwa", Kraków 1939, („Głosy
na czasie").
Turbak Piotr: „Życie lub śmierć narodu", Kraków 1939, („Głosy
na czasie").
Toth Tihamer: „Chrystus-Król", Kraków 1935.
Umiński Józef: „Historia Kościoła", Lwów 1929 — 1934, 2 tomy.
Urban Jan: „O zdrowe ustawodawstwo małżeńskie w Polsce", Kraków.
Vermeersch Artur: „Katechizm życia małżeńskiego", Poznań 1932.
Vielrose Egon: (w „Przeglądzie Statystycznym", Warszawa 1938, nr. 3-4
— o dzietności dawnych rodzin szlacheckich).
Wasylewski Stanisław: „Bardzo przyjemne miasto", Poznań.
Webster Nesta: „Secret Societes and subversive movements“, London
213
Węglęwicz Mieczysław: „Dydaktyka religii w szkole średniej", {w En-
cyklopedii wychowania).
„Wiadomości Statystyczne", organ Gł. Urzędu Statystycznego, Warsza-
wa, roczniki 1945, 1946 i zeszyty 1947.
„Wiara i Życie", miesięcz n ik, Warszawa, styczeń, 1937.
Wisłocki-Sas Juliusz: „Projekt prawa małżeńskiego", Warszawa 1959.
Witkowski Stanisław: „Państwo greckie", Lwów 1938.
Wojtyniak J„ Radlińska H.: „Sieroctwo", 1946. „Polski Instytut Służby
Społecznej".
Woroniecki Jacek: „Nova et vetera“, Warszawa 1931.
Woroniccki Jacek: „Pedagogia perennis", Lwów 1924.
Wóycicki Aleksandr r: (w dziele zbiorowym „Rodzina") — artykuł:
„Rodzina na tle socjologii współczesnej",
Wóycicki Aleksander: „Robotnik polski w życiu rodzinnym", War-
szawa 1922.
„Współczesna myśl prawnicza", nr. 5 z dn. 15. V. 1959 r. i nr. 6 z 1. VL
1939 r. Warszawa.
„W Służbie Zdrowia", organ Naczelnej Izby Lekarskiej. Izb Okręgo-
wych i Pracowników Służby Zdrowia", rocznik 1946.
„W walce o zdrowie wsi polskiej", referaty wygłoszone na konferencji
poświęconej opiece lekarskiej na wsi. zwołanej przez Instytut
Spraw Społecznych w Warszawie dn. 31. I. — 2. II. 1937 r.
Wyszyński S.: „Myśli przewodnie społecznego wychowania katolickie-
go", Warszawa 1943.
Zagajewski Karol: „Dydaktyka przedmiotów humanistycznych w szkole
zawodowej", (w Encyklopedii wychowania).
Zagajewski Karol: „Dydaktyka w szkole zawodowej", (w Encyklopedii
wychowania).
Zakrzewski Z. dr: „Ważniejsze wytyczne eugeniki" (w Księdze pamiąt-
kowej zjazdu katolickiego. Warszawa 1937).
Załuski Bronisław: „Cecylia Plater-Zyberk", Warszawa 1930.
Zarzecki Lucjan: „Wychowanie narodowe". Warszawa 1921.
Zatorski Jan. „Czyngis-Chan", Warszawa 1939.
Zieliński Tadeusz: „Historia kultury antycznej", Warszawa-Kraków
1928, tom L. 1929. tom II.
Ziemnowicz Mieczysław: „Szkoła średnia" (w Encyki. wychowania).
Zischka Antoni: „Japonia", Warszawa.
Zischka Antoni: „Nafta rządzi światem", Warszawa 1936.
Zischka Antoni: „Nauka łamie monopole", Warszawa 1937.
214
Żmigrodzki Henryk: „Krótki zarys historii sztuki“, Kraków 1908, 2 t.
Żukiewiezowa Zofia: „Dydaktyka przedszkola 41 (w Encykl. wychów.).
„Żywot św. Kamila i jego zakon' 1 , Katowice 1928.
815
SPIS
R Z E C Z Y
Tom drugi:
POLSKA KWITNĄCA DZIEĆMI
Część siódma:
ROZUMNA LICZBA DZIECI
Przedmowa do księgi drugiej
Si r.
7
„Standing room only“
S
Wstęp do nauki o cywilizacji
10
Których dziejów nie znamy?
1 1
Reformatorzy płciowi
Mi
Co się stanie z rewolucją?
1/
Niech żyje proletariat!
18
Dwa listy *■
21
Równy start w epoce świadomego macierzyństwa
25
Wymierająca większość
28
Życie na „płciowo"
20
Piosenka rządzi światem
■i
:51
Wpływy... w ulach
;M
Nigdzie tyle bez nosów
;!5
Cóż na to wszystko mama?
.58
Rozmowa z poczciwcem
■W
Czy są tajne Tworki?
41
Wystawa musi być
44
Gęsta Dei
45
Część druga:
DYKTATURA PANOWANIA NAD SOBĄ
Musimy oszczędzać na chorobach
„Eugenika i inne nieszczęścia"
Zwolennicy poprawy... za 2000 lat
Prężność biologiczna
Teologia... na perłowo
Czystość, dziewictwo, potęga
217
Str.
Walerek i Marylka (*5
Separacje przed ślubem 07
Kobiety chłodne — wartościowsze 68
Historia wstydu, ciąg dalszy 70
Profesor Noworodek 7.1
„Małpizm** — w wychowaniu fizycznym 75
Głupia wierzy od razu 78
Ogino-Knaus... bez strachu 80
Treuga Dei i Magna Charta 82
Nawracanie... na kulturę 8 r >
Cóż na to niepodległościowxy2 87
Skarga przed byczkiem 80
Jak w baice 91
Część dziewiąta:
SUMIENIE MOCARSTWEM
Herezja nad herezjami 97
Zaczęło się od trzepaczki 99
Katolicyzm po protestancki: 101
Walka o inwestyturę 108
Alkowa i Łaska 107
Energie, które ciągle rosną 110
Narodziny na niebiosach 112
Kontyngenty cierpienia 114
Jak kawaler panną 1 1 5
Czarująca pokusa 1 1 8
Zabawne 120
Grób „nieznanego dziecka*' 122
Zakony i akuszeria 1 25
Rakowatość medycyny 127
Chore lecznictwo I2s
Pytania 18!
Interes i miłosierdzie 1 82
Woda ze stawu i „szyszka** z Ameryki 184
Świat i klasztor 137
„Naród w kościele*' 141
Część dziesiąta:
KULTURA BIOSFERY
Rody świadome 145
Demokratyzacja arystokratyzmu 148
218
Hellada na ..kółkach' 1
Str.
i ;>u
..Różdżką Duch Święty dziateczki bić radzi"
134
Churchill XXI wieku i Mikołajczyk Drugi
1 56
Świat dziwów, świat czarów
1 51)
Aktorzy w roli ludzi
i lit)
„Rycerskość wieśniacza"
! 62
Sztuka pod znakiem żony
).<;<>
Mundur serca
169
Zbrojenia artystyczne
172
Standard of life
174
Trzeba to mówić uczennicom zawczasu
177
Dom Peryklesa
ISO
l ata — na posługi, mama na posługi
182
Nowoczesny analfabeta
185
W państwie krewniaków
188
Złote czasy humanistyki
192
Prostota
194
Kolonie... na wewnątrz Polski
197
Atomówki i dzieci
209
Bibliografia
203
219






