Roman Dmowski: Przyszłość Rosji.
Przyszłość Rosji
I
ROZWÓJ HISTORYCZNY ROSJI
Jeżeli przyszłość Rosji była zawsze wielką zagadką, to tem większą jest ona teraz, po wojnie z Japonją i towarzyszących jej wypadkach wewnątrz państwa. Niepodobna zaiste przewidzieć wyjścia z położenia, w jakiem się państwo znalazło. A trudność położenia wcale się nie sprowadza do kryzysu politycznego, na jaki Rosja obecnie cierpi. Niezależnie od niego jest ona konsekwencją rozwoju hisorycznego tego państwa, który w różnych kierunkach podążał szybko po drodze kończącej się położeniem bez wyjścia.
Trudno na tem miejscu zagłębiać się w niesłychanie skomplikowane i niemniej interesujące, gdy idzie o Rosję, zagadnienie historjozoficzne, wchodzić na teren, na którym zbyt szerokie otwiera się pole dla poglądów subjektywnych. Trzymając się wszakże realnych zagadnień politycznych dzisiejszego położenia, musimy za punkt wyjścia wziąć jeden rys zasadniczy rozwoju historycznego państwa rosyjskiego. Mianowicie jest to rozwój idący nazewnątrz, a nie nawewnątrz.
Państwo się rozrasta niesłychanie szybko, z małego księstewka moskiewskiego w ciągu pół tysiąca lat urasta w olbrzymie imperjum, stanowiące szóstą część świata, dążące ciągle do rozszerzania się, nie mające granic za stałe uznanych, prócz jednej — brzegu Oceanu Lodowatego. Jednocześnie nie postępuje ono należycie w rozwoju swych instytucyj, w organizacji społeczeństwa i jego wytwórczości, zastosowanej do wzrostu zaludnienia. Cala praca wewnętrzna skierowana jest do udoskonalenia machiny państwowej, przystosowanej do zadań rozwoju zewnętrznego. Wyjaśnienie, dlaczego rozwój państwa poszedł w tym kierunku, jest kwestją historjozoficzną — dla nas ważne są rezultaty do jakich doprowadził, bo doprowadzić musiał.
Rezultatem tego rozwoju musiał być szybszy wzrost zadań państwowych, niż środków do podołania im, mnożenie się trudnych, przerastających siły rządu i narodu kwestyj bytu państwowego. Państwo coraz bardziej musiało się stawać przysłowiowym „kolosem na glinianych nogach”. Z jednej strony rozrost zewnętrzny ciągłe powiększanie zaborów, związanie ich dość trwałe z państwem, zabezpieczenie od dążności odśrodkowych, separatystycznych i od wrogów zewnętrznych, wreszcie ich zupełna asymilacja wymagały kolosalnego zapasu sił ekonomicznych i kulturalnych, z drugiej — zastój wewnętrzny przy szybkim przyroście zaludnienia tych sił nie dawał, ale wytwarzał nawewnątrz położenie, któremu coraz trudniej było zaradzić, a którego trwanie i pogarszanie się coraz bliższemi i straszniejszemi musiało grozić katastrofami. Machina rządowa, istniejąca sama w sobie, nie oparta o odpowiednie instytucje społeczne, nie przymuszona do liczenia się z potrzebami i dążeniami społeczeństwa, rozrastając się szybko pod względem swych rozmiarów, nie mogła się tak szybko doskonalić, jakby tego wymagały wyrastające przed nią zdania. Jasnem jest, że taki kierunek rozwoju musiał prędzej czy później doprowadzić do impasu.
Dziś chętnie się przypisuje trudność położeni rządu rosyjskiego nieszczęśliwej wojnie z Japonją i wybuchowi rewolucji, uważając za przyczynę to, co było skutkiem, za źródło nieszczęścia to, co było tylko przejawem głębokiego zła i może ostrzeżeniem przed straszniejszą o wiele katastrofą. Obecny kryzys wewnętrzny, którego głównem tłem jest kwestja konstytucyjna, w państwie, mającem wiele bolących punktów, musiał się skomplikować całym szeregiem innych kwestyj, tak jak w organizmie ludzkim, gdy ten zapada na jedną chorobę, ujawniają się naraz wszystkie jego dolegliwości, wszystkie słabe strony. Ale te kwestje istniały niezależnie od konstytucyjnej i zaostrzały się w szybkiem tempie.
Rozwój historyczny Rosji w kierunku zewnętrznym, łącznie z powstrzymaniem rozwoju wewnętrznego, wytworzył przedewszystkiem dwie wielkie kwestje, z których każda wystarczałaby, żeby najpotężniejsze państwo doprowadzić do położenia bez wyjścia, o ileby nie nastąpił jakiś głęboki przewrót, zmieniający zasadniczo kierunek jego rozwoju, jest to t. zw. kwestja „kresów” i kwestja włościańska. Pierwsza jest bezpośrednim wynikiem szybkiego rozwoju nezewnątrz, druga — towarzyszącego mu zastoju wewnętrznego. Rozwijały się one w miarę tworzenia się dzisiejszego państwa rosyjskiego, dawały znać o sobie na długo przed ostrym wybuchem dzisiejszego kryzysu i bez niego gotowały państwu katastrofy.
Kwestja włościańska w Wielkorosji nie jest jedynie kwestja agrarną — w swej niesłychanie skomplikowanej istocie jest ona zarazem kwestja ekonomiczną, polityczną i kulturalną.
We wszystkich krajach europejskich warstwa drobnych rolników jest najzdrowszą warstwą społeczną, przez swój dobrobyt, na trwałych oparty podstawach, i przez swój konserwatyzm nadającą równowagę stosunkom społecznym i politycznym. W Rosji, skutkiem zaniedbania spraw wewnętrznego postępu, stan oświaty i kultury włościaństwa od wieków bardzo mało się posunął, a organizacja jego we wspólnocie (obszczynie) pozbawia ją tych pobudek do pracy i postępu w gospodarstwie, tych podstaw samodzielności umysłowej i obywatelskiej, jakie daje własność indywidualna; natomiast zaś czyni je dostępnem dla najbardziej utopijnych doktryn kolektywistycznych. Ten ostatni rys przy ogólnem niezadowoleniu i buncie przeciw najbliższym, przeciw współuczestnikom tej samej gminy, wytwarza z włościaństwa żywioł w całem tego słowa znaczeniu rewolucyjny. Nie potrzeba nawet propagandy socjalistycznej – włościanin rosyjski umie sobie na podstawie Ewangelii takie zbudować teorie, które ją w zupełności zastąpią. Niski poziom kultury i zacofanie w uprawie roli sprawia, że ilość ziemi, będąca w rękach włościan, nie tylko nie pozwala z nich zrobić należytej siły podatkowej, ale nie wystarcza nawet do zabezpieczenia ich od głodowej śmierci. Z drugiej strony, zwrócenie się państwa do zadań wyłącznie zewnętrznych oraz będący jego skutkiem szalony rozrost machiny biurokratycznej i armii, pociągnął w szeregi służby rządowej całą niemal szlachtę, oderwał ją od pracy na ziemi, której dzięki wpływom w rządzie wiele dostała w swe ręce, i uczynił z niej żywioł jedynie ciągnący dochód z ziemi, a nie produkujący i nie podnoszący kultury rolnej, ani bezpośrednio we własnej posiadłości, ani przez wpływ pośredni na włościańską.
Kwestja tedy włościańska, kwestja ratowania wprost życia włościan, uzdrowienia ich bytu, uczynienia ich warstwą stanowiącą podstawę finansowej siły państwa i jego wewnętrznej równowagi politycznej – to kwestja zarazem dostarczenia tym milionom brakującej im ziemi, reorganizacji ich społecznego bytu, założenia im szkół, wreszcie zorganizowania przez rząd, czy samorząd środków popierania postępu kultury rolnej, rozwoju zdrowego kredytu itd. A teraz zapytajmy ile potrzeba nakładu zdolności i pracy ludzkiej, ile środków materialnych, by w tej dziedzinie zrobić coś, co będzie miało szerszy, widoczny skutek, co oddali naprawdę choćby niebezpieczeństwo perjodycznych głodów i rozruchów agrarnych? Czy rząd rosyjski temi siłami i temi środkami rozporządza?… Ani rząd obecny, ani żaden inny przy obecnym systemie państwowym na te środki zdobyć się nie może.
Niemniej groźną dla przyszłości jest t. zw. kwestja „kresów”.
Rosja po Austrji jest drugiem w Europie państwem pod względem różnorodności swego składu. Rząd jej wszakże nie bał się nigdy tak olbrzymiego procentu nierosyjskiej ludności w swem państwie, ale gotów był go zwiększyć przez nowe zabory. Na uregulowanie stosunku tych żywiołów do państwa miał on i ma jeden sposób — rusyfikację. Ten program tak się przyjął, że zastosowano go nietylko do mniejszych, mniej kulturalnych lub rzadko rozsianych narodowości, ale i do całych krajów odrębnych i nawet przewyższających kulturą Rosję właściwą. Mając do pochłonięcia tyle jeszcze drobnych plemion fińskich, zabrawszy się do asymilacji Kaukazu oraz miljonów ludności muzułmańskiej nad Wołgą, Uralem i na Krymie, przystąpiwszy przy pomocy gwałtownych środków do zapewnienia żywiołowi rosyjskiemu przewagi w ziemiach litewsko – ruskich, nie zawahano się z jednoczesnem rozwinięciem energicznej akcji rusyfikacyjnej w Polsce właściwej, w prowincjach nadbałtyckich, wreszcie rozpoczęto ją w Finlandji i poprowadzonoby dalej, gdyby nie wypadki czasów ostatnich.
Dziś w dobie kryzysu, w r. 1905, system rusyfikacyjny o tyle się cofnął, że ludność nierosyjska, między innemi Polacy otrzymali prawo zakładania szkół prywatnych z ojczystym językiem wykładowym1. Ale wystawiona została zasada, że instytucje państwowe, a między innemi szkoły, mogą się posługiwać tylko językiem rosyjskim. Przypuśćmy, że ta zasada utrzymania języka państwowego w tak szerokim zakresie na obszarze całego państwa nie prowadzi do rusyfikacji. Przypuśćmy, że narody, w skład państwa wchodzące, zachowują swą indywidualność, że rozwijają swą kulturę środkami prywatnemi, że tą drogą wzmacniają swą narodową odrębność i podnoszą swą kulturalną wartość. Czy jednak można przypuścić, ażeby naród odrębny, wysoką mający kulturę, pogodził się kiedykolwiek ze szkołą państwową w obcym języku, z przymusem używania tego obcego języka w sądzie i w stosunkach z władzami administracyjnymi? Nigdy. A więc jakiż będzie rezultat? Ten, że dziesiątki mil jonów obywateli państwa będą się stale uważały za pokrzywdzone przez nie, będą w ciągłej z niem walce o swe narodowe prawa, będą je osłabiały i radowały się z klęsk jego, zamiast cieszyć się z jego powodzeń i przyczyniać do jego potęgi. Nie sądzimy, żeby to można byto uważać za rozwiązanie kwestji kresowej, państwo zaś godzące się z tem, że ma kwestje nierozwiązane, godzi się tem samem na przyszłe katastrofy. I nawet bardzo silne państwo, mające zdrową podstawę w centrum, wśród rdzennej ludności, którą reprezentuje — jakiem Rosja nie jest i długo nie będzie — długoby nie wytrzymało stanu rzeczy, wytworzonego w Rosji na gruncie kwestji kresowej przy jej obecnem pojmowaniu.
Z drugiej strony zrusyfikowanie obcych żywiołów w państwie nie jest możliwe. Gdyby państwo rosyjskie miało do zruszczenia tylko Polaków, których dziś, po odtrąceniu wszelkich żywiołów wątpliwych, żyje w jego granicach 11 miljonów (wbrew mówiącym inaczej statystykom urzędowym) — to wystarczy zastanowienie się nad rezultatami germanizacji Polaków w Prusiech, prowadzonej przez silny, znakomicie zorganizowany i wysoki kulturą naród przeciw czterem milionom niespełna, pchanej naprzód z niesłychanem wytężeniem sił i olbrzymim nakładem środków, na jakie Rosja nigdy się nie będzie mogła zdobyć — ażeby przyjść do niezachwianego przekonania, że zrusyfikowanie Polski jest chimerą.
A przecie oprócz Polaków są w państwie Litwini, Łotysze, Estowie, są Ormianie, Gruzini i inne plemiona kaukaskie, są Tatarzy, Baszkirowie, Kirgizi, Sartowie i t. d., i t. d. A przecie w dzisiejszym stanie rzeczy za Rosjan naprawdę można uważać tylko szczep wielkoruski, stanowiący zaledwie połowę ludności państwa. Około dwudziestu miljonów Małorusinów i 6 miljonów Białorusinów jeszcze Rosjanami właściwie nie są. Nie znaczy to, żeby nimi nie mogli zostać — wszak Niemcami są mieszkańcy brzegów Morza Północnego, mówiący Plattdeutsch’em, Francuzami niewątpliwymi nietylko mieszkańcy południa, obszaru langued’oc’u, ale nawet Bretończycy. Ale te szczepy mogą również się poczuć narodowościami odrębnemi, do czego tendencje na Ukrainie istnieją. Wszystko zależy od tego, czy państwowość i kultura rosyjska wytworzy dla nich taką atrakcję, że ich w swoją sferę niepowrotnie wciągnie. Gdybyśmy się nawet zgodzili, jak chce większość Rosjan, że to jest nieuniknione, to na to trzeba jeszcze wiele czasu i wiele spokojnej pracy twórczej, bo ta jedynie tylko zespala z narodem pokrewne i obce żywioły, nie mające
własnych ognisk szerokiego kulturalnego życia. Rosja zaś jest w położeniu, w którem ma mało czasu na rozwiązanie swych trudności wewnętrznych, społeczeństwo zaś rosyjskie mało warunków do rozwinięcia spokojnej twórczej pracy, społecznej i kulturalnej.
Kwestja tedy kresowa to właściwie dziś jeszcze kwestja połowy ludności państwa, kwestja, która skutkiem kierunku rozwoju historycznego Rosji stała się nierozwiązaną i tworzy położenie bez wyjścia. Tymczasem kwestja włościańska jest kwestja drugiej połowy ludności. Wytwarzający te dwie kwestje i zaostrzający je stopniowo kierunek rozwoju państwa musiał je prowadzić do katastrofy — bądź do upadku, bądź do wielkiego wewnętrznego przewrotu, wprowadzającego je na nowe drogi.
Rosnące niedomagania Rosji, na skutek niezdrowego kierunku, w którym szedł jej rozwój państwowy, wcale się do tych dwóch kwestyj nie sprowadzają.
Zrozumiałą jest rzeczą, iż temu rozwojowi państwa musiał towarzyszyć skrajny, postępujący coraz bardziej centralizm zarządu, jednocześnie zaś tenże rozwój powiększał szybko obszar państwa i różnorodność jego składu. Państwo coraz mniej, dzięki swemu obszarowi i składowi nadawało się do tego, by mogło być rządzone sprawnie z jednego centrum, gdy tymczasem decentralizacja musiałaby z konieczności doprowadzić do wysunięcia wewnętrznych potrzeb i interesów poszczególnych prowincyj, które z istoty rzeczy przeciwstawiłyby się polityce rządu centralnego i uniemożliwiłyby dalszy jej postęp w dotychczasowym kierunku. Chcąc tedy utrzymać dotychczasowy kierunek rozwoju państwa, z zasad centralizmu nie można było robić ustępstw, ale przeciwnie, trzeba było go wzmacniać ciągle, czyniąc go w coraz większym stopniu hamulcem życia i postępu na wszystkich polach. O tem, do jak śmiesznych rozmiarów ten centralizm doszedł, świadczy najlepiej liczba i charakter rządowych wniosków prawodawczych w Dumie, przez którą według ustaw zasadniczych muszą dziś przechodzić wszystkie prawa, stanowione dawniej w Komitecie Ministrów. Te projekty sprowadzają wprost do absurdu istnienie parlamentu centralnego. Czyż można sobie wyobrazić, żeby mógł on, przy najdoskonalszym składzie ciała poselskiego, podołać należycie swym zadaniom, jeżeli w państwie, liczącem 140 miljonów mieszkańców i zajmującem szóstą część świata, z najróżnorodniejszych złożoną krajów, należy do niego załatwienie w drodze prawodawczej wszystkich spraw tej wagi, co np. wyznaczenie farmaceucie okręgu amurskiego etatu rocznego 600 rubli lub przyznanie nauczycielowi kaligrafji w miejskiej szkole handlowej w Radomiu dodatku do pensji w sumie stu kilkudziesięciu rubli na mieszkanie. To też normalny bieg spraw państwowych, postępujący coraz wolniej i coraz bardziej stojący na drodze zaspokojenia potrzeb życia — z chwilą ogłoszenia nowych ustaw zasadniczych formalnie został powstrzymany.
Kwestja tedy państwowego centralizmu i jego stosunku do potrzeb rozwoju wewnętrznego, wreszcie jego wpływ na normalny bieg czynności samego rządu, musiała także sprowadzić prędzej czy później położenie bez wyjścia.
II
KWESTIA ŻYDOWSKA
Z chwilą zainaugurowania wyraźnej polityki nacjonalistycznej zaczęła się też zaostrzać niesłychanie szybko kwestja żydowska. Rosja, zagarniając ziemie polskie, wzięła pod swoje panowanie nietylko Polaków, Litwinów, Biało- i Małorusinów, stanowiących rdzenną ludność ziem Rzeczypospolitej, ale także napływową ludność żydowską, skoncentrowaną, dzięki zbiegowi różnorodnych przyczyn historycznych w Polsce i rozsiedloną w niej coraz gęściej w kierunku z północnego zachodu na południowy wschód. Im niższa była kultura danej prowincji, im większa bierność ekonomiczna jej ludności, tem większy był odsetek ludności żydowskiej, żyjącej z pośrednictwa i prosperującej skutkiem tego tem więcej, im słabsza była organizacja życia ekonomicznego kraju. Miasta w Polsce właściwej w znacznej większości polskie, na Litwie i Rusi były w większości żydowskie. Było do przewidzenia, że Żydzi będą się posuwali dalej na wschód, nietylko do zaludniającej się stopniowo Rosji południowej, nad Morze Czarne, gdzie stanowią dziś główny element życia ekonomicznego i intelektualnego, mając swoje centrum w Odessie, ale do ziem rdzennie rosyjskich. Zastój wewnętrzny Rosji i wynikająca stąd bierność ekonomiczna ludności nie pozwalała jej współzawodniczyć skutecznie z Żydami, co tem bardziej musiało budzić antagonizm do nich i oglądać się na pomoc rządu, na prawa wyjątkowe. To też w okresie, kiedy prawne ograniczenia Żydów w innych państwach należały już do przeszłości, kiedy byli oni już równouprawnieni w Królestwie Polskiem (nastąpiło to za rządów Wielopolskiego), Rosja weszła na drogę ciągłego zaostrzania praw wyjątkowych. Państwo zostało podzielone t. zw. „linją osiedlenia” na dwie części: w pierwszej, obejmującej głównie ziemie nierosyjskie, Żydzi zostali uznani za miejscową ludność, przy zastosowaniu wszakże do nich całego szeregu ograniczeń; w drugiej, rdzennie rosyjskiej części państwa nawet pobyt został im wzbroniony. Tych, którzy się tam już osiedlili za panowania Aleksandra III, wydalono. Część ich emigrowała do Anglji i za Ocean, część przeniosła się do Polski, część wreszcie Żydów inteligentnych, związanych już ściśle z miejscowemi stosunkami, przyjęła prawosławie i w ten sposób ocalała przed proskrypcją.
Rząd wypowiedział walkę bezwzględną sześciu miljonom ludności przedsiębiorczej, ruchliwej, silnej solidarnością rasowo-wyznaniową, robiąc z niej swych zawziętych wrogów. Coraz bardziej krępowani w swych ruchach, coraz gorzej się czujący w zacieśnionych pętach, a jednocześnie zdobywając nowe siły przez postęp oświaty w swych szeregach — Żydzi musieli coraz bardziej stawać się fermentem niepokoju w państwie, inicjując i zasilając ruchy polityczne, dążące do rozsadzenia uciskającego ich ustroju. Coraz większa liczba wybitnych z pośród Żydów jednostek zasilała opozycję rosyjską i ruch rewolucyjny, a cała masa żydowska odnosiła się ze zrozumiałą do tych ruchów sympatją. I w tej więc dziedzinie system rządów wytworzył kwestję, zaostrzającą się w niesłychanie szybkiem tempie i przyczyniającą się w coraz większej mierze do rozsadzania ustroju państwowego. Na gruncie tej kwestji zbliżało się również położenie bez wyjścia, tem bardziej, że procentowy stosunek ludności żydowskiej w państwie nie zmniejszał się, ale szybko wzrastał. Ten zaś wzrost — jakkolwiek mniej obeznanym ze sprawą może się to wydać dziwnem — jest w znacznej mierze także wynikiem systemu rządów.
Skoncentrowanie Żydów w tak wielkiej liczbie na obszarze Rzeczypospolitej polskiej było przedewszystkiem wynikiem zastoju handlowego i wiążącej się z tem niskiej organizacji życia ekonomicznego w jej krajach. Po upadku Bizancjum i odgrodzeniu murem muzułmańskim od Wschodu, Polska przestała być krajem wielkich dróg handlowych. Miasta zaczęły upadać, stan mieszczański zubożał i stracił znaczenie w państwie, a szlachta otrzymawszy monopol władzy politycznej, rządząca bez przeciwwagi, interesom miast zadała cios ostateczny. W kraju bogatym, będącym spiżarnią Europy, ale czysto rolniczym, nic prawie poza płodami ziemi nie wytwarzającym, organizacja życia ekonomicznego schodziła na coraz niższy poziom, przy którym nie było miejsca na wielkie, samodzielne kupiectwo, ale zato otworzyło się szerokie pole dla licznej ludności, nie mającej żadnego zawodu, żyjącej wyłącznie z pośrednictwa. Rozleniwiony w dobrobycie szlachcic-rolnik coraz więcej potrzebował pośredników, umiejętnie naginających się do jego upodobań, nimi się otaczał, ich popierał. Do roli takich pośredników znakomicie się nadawali Żydzi, nie aspirujący do żadnej samodzielnej pozycji w Rzeczypospolitej; w ich też ręce cała prawie wymiana w kraju przeszła. W dobie, kiedy się już wyraźnie zaznacza upadek Polski, w XVII stuleciu, liczba Żydów, rosnąc szybko, zaczyna nadawać specyficzną fizjognomję miastom i wtedy, pod wpływem przybyszów żydowskich z Niemiec, na miejsce języka polskiego, zapanowuje wśród nich niemieckie narzecze, które przybierając naleciałości polskie i hebrajskie, staje się powszechnym ich żargonem. Niemniej przeto prowincje polskie ze starszą kulturą, mianowicie zachodnia część rdzennej Polski, zachowały poziom życia ekonomicznego, zbliżający je więcej do Zachodniej Europy. Tam zostało względnie silne mieszczaństwo polskie, które w końcu XVIII stulecia odegrało pewną rolę w dziele politycznego odrodzenia Rzeczypospolitej. I tam też liczba Żydów zawsze była znacznie mniejsza.
Niska organizacja życia ekonomicznego, przy trwającym do niedawnych czasów ustroju pańszczyźnianym (w należących do Rosji ziemiach polskich aż do r. 1864), późno zaczęła ustępować miejsca stosunkom nowoczesnym. I pośrednictwo też pierwotne niedawno zaczęło się cofać przed kulturalną organizacją handlu. Tam, gdzie ten proces dalej się posunął naprzód, zaczął się szybko zmniejszać odsetek ludności żydowskiej. Kulturalny handel, intensywniej pracując, o wiele mniejszej ilości ludzi daje zajęcie, Żydzi zaś niedość szybko przystosowują się do innych gałęzi pracy. Z drugiej strony, pod wpływem wewnętrznych przekształceń w społeczeństwie polskiem i wzrostu jego energji ekonomicznej, szybko od pewnego czasu wzrasta liczba polskich sił na polu handlowem. Wreszcie zjawia się kooperacja, która w zachodnich dzielnicach Polski, mających kulturalne warunki bytu, odgrywa już doniosłą rolę. Doświadczenie tych dzielnic wykazuje, że kwestja żydowska jako kwestja ekonomiczna jest w znacznej mierze właściwie kwestja niskiego poziomu kulturalnego i niskiej organizacji ekonomicznej społeczeństwa.
W ziemiach zaboru pruskiego kwestji żydowskiej już niema. W najwięcej liczącem Żydów Poznańskiem, gdzie liczba ich wzrastała do r. 1830, kiedy doszła 6,7% ludności, spadła ona dziś do całkiem nieznacznego odsetka (mniej niż 1,5%). W Galicji, której zapuszczenie kulturalne i ekonomiczne wytworzyło warunki sprzyjające liczebnemu wzrostowi masy żydowskiej, a która dopiero od początku ery autonomicznej weszła na drogę szybkiego postępu kulturalnego, liczba Żydów silnie wzrastała do końca ubiegłego stulecia i doszła 11% ogółu ludności; od r. 1895 zaczęła ona już zmniejszać się, przytem w zachodniej, kulturalniejszej części kraju nietylko w stosunku do ogółu ludności, ale absolutnie. A jednak Żydzi tam nie podlegają żadnym ograniczeniom i nie organizuje się tam pogromów, któremi Rosja tak zasłynęła za granicą.
Natomiast w ziemiach, należących do Rosji, liczba Żydów w stosunku do ogółu mieszkańców wzrasta stale, co ma źródło nietyle w zamknięciu im odpływu na wschód „linją osiedlenia”, ile w powstrzymaniu postępu kulturalnego tych krajów i utrzymaniu na niskim poziomie organizacji ich społecznego życia. Rosyjski system polityki „kresowej”, polegający na tłumieniu sił miejscowego społeczeństwa, nie dopuszczający do jego organizacji i tamujący jego kulturalny postęp, tem samem pomaga wzrostowi liczebnemu biednej masy żydowskiej, która tem szybciej się mnoży, im niższa jest kultura kraju.
Tak tedy system rosyjski, który, walcząc z Żydami przy pomocy ograniczeń prawnych, nie mogących nigdy ograniczyć ich rozmnażania się, współdziała temu rozmnażaniu przez swą antykulturalną politykę na zamieszkałych przez Żydów kresach. W Krajach Zabranych, gdzie rządowi chodziło o utrwalenie przewagi żywiołu rosyjskiego, cel ten został w małym stopniu osiągnięty, a natomiast, jednocześnie z osłabieniem polskości wyrósł silny żywioł żydowski, do którego rząd wcale nie odnosi się z większem zaufaniem, niż do Polaków. I gdyby się tu nawet udało rządowi odebrać polskości rolę, którą ona odgrywa w kraju, miałby na jej miejsce silny swą pozycją żywioł żydowski, którego rola w równej conajmniej mierze nie odpowiadałaby widokom rządowym.
Z powyższego okazuje się, że właściwość dotychczasowego ustroju państwowego Rosji, polegająca na wytwarzaniu położeń bez wyjścia, na gruncie kwestji żydowskiej występuje może jeszcze jaskrawiej, niż w innych dziedzinach. Kwestja ta nie przestanie komplikować położenia wewnętrznego w państwie i zgotuje mu jeszcze, przy istnieniu inych, głębokich niedomagań, niejedno ciężkie doświadczenie.
III
NIEBEZPIECZEŃSTWA USTROJU PAŃSTWOWEGO
Od dłuższego już czasu Rosja zaczęła czuć, że w jej życiu wyrasta nowa kwestja, niesłychanie doniosła dla samego rządu, bo dotycząca jednej z najważniejszych, uznanych podstaw ustroju państwowego. Zaczęto stwierdzać upadek religji państwowej, któremu towarzyszyło coraz więcej objawów dezorganizacji w kościele. Pod osłoną okazałej formy postępowało zubożenie treści życia religijnego, a w szeregach duchowieństwa zjawiła się z jednej strony demoralizacja, z drugiej — dążności antypaństwowe.
Potrzeba zaprzężenia wszelkich sił do służby opartemu na słabych wewnętrznych podstawach państwu, nakazała odebranie cerkwi prawosławnej wszelkiej samodzielności, narzucenie jej czynności politycznych, zrobienie jej władzy naczelnej jednym z departamentów rządu. Cerkiew stawała się coraz bardziej rządową, a coraz mniej narodową, co przy rosnącym ciągle przedziale między rządem a narodem musiało ją zbliżać coraz bardziej do bankructwa. Poszła ona razem z państwem na podboje na „kresach” i zaczęła się tam szerzyć przy pomocy środków policyjnych i przy poparciu armji, a jednocześnie w rdzennej Rosji, wśród ludności od wieków prawosławnej, stawała się coraz bardziej martwą w swej treści kancelarją rządową. Lud, nie znajdujący w cerkwi urzędowej zaspokojenia swych potrzeb moralnych, szukał ratunku w sekciarstwie. Ukaz tolerancyjny zrobił krok niewątpliwy ku uzdrowieniu, ku przywróceniu prawosławiu charakteru kościoła, ale przyszedł w dobie, kiedy się już w duchowieństwie zaczął rozłam, kiedy obok duchownych „biurokratów” zaczęli się zjawiać duchowni przywódcy ludu, z ideałami pierwotnego chrześcijaństwa, z Ewangelją w ręku prowadzący walkę przeciw ustrojowi państwowemu i społecznemu. Tym sposobem nastąpiła łatwa do przewidzenia-komplikacja kwestji kościelnej — idzie już nietylko o przywrócenie żywotności i uroku urzędowemu wyznaniu, ponoszącemu oddawna, przy formalnych zdobyczach, moralne porażki ze strony sekt i obcych wyznań, ale o wyjście z kryzysu wewnątrz samej cerkwi, kryzysu, który ma wszelkie dane do tego, żeby się coraz bardziej zaostrzał.
Frazeologja patrjotyzmu urzędowego, czującego niejasno, że bytu państwa nie można opierać wyłącznie na fizycznym przymusie, wywieranym na ludność, formułowała od pewnego czasu podstawy państwowości rosyjskiej w trzech ideach: prawosławie, samowładztwo i narodowość rosyjska. Tymczasem ewolucja ustroju państwowego prowadziła w swej konsekwencji do zniszczenia tych podstaw. Samowładztwo, którego zachwianie reakcjoniści rosyjscy widzą w manifeście październikowym, już oddawna stało się fikcją i zaczęło służyć za osłonę dla nieograniczonych rządów biurokratycznej oligarchji. Narodowość rosyjska, za słaba liczebnie, kulturalnie i moralnie do narzucenia swej kultury i swych ideałów ludności całego państwa — w swym rdzeniu, w wielkoruskiej masie ludowej została doprowadzona do zastoju kulturalnego i ruiny ekonomicznej. Wreszcie okazało się, że system podporządkowania rządowi całego życia wewnątrz państwa zaczął odbierać żywotność prawosławiu, doprowadzać do dezorganizacji kościół, że w szeregu kwestji palących, a nie dających się. przy istniejącym ustroju rozwiązać, staje kwestja kościelna.
Kierunek rozwoju państwowego Rosji musiał z konieczności prowadzić do szybkiego wzrostu budżetu rozchodów przy nieproporcjonalnie słabym wzroście wydajności podatkowej kraju, co prędzej czy później musiało zniszczyć równowagę bilansu państwowego, pomimo niezwykłej wynalazczości usiłującycych ją utrzymać kierowników finansów państwa.
Pozycja rozchodów produkcyjnych, zwiększających wytwórczość i siłę podatkową kraju, była zawsze nieproporcjonalnie mała, obok zaś olbrzymich wydatków na armję, flotę, budowę kolei strategicznych, znaczne pozycje rozchodowe wyrażały działalność państwa, zwróconą ku obniżeniu kultury ludności i tem samem obniżeniu wytwórczości. Taką była i jest znaczna część wydatków na „kresy”. Tam biurokracja, korzystająca ze szczególnych przywilejów, kosztuje więcej, niż w centrum państwa, natomiast działalność jej nie osiąga rusyfikacji, jeno obniżenie kultury tych krajów, co musi zmniejszać ich siłę podatkową.
Już wyżej wskazaliśmy, że warstwa włościańska, przedstawiająca w innych krajach trwałą podstawę siły finansowej państwa, w rdzennej Rosji popadała w stopniową ruinę. Rząd nietylko nie mógł marzyć o podwyższaniu podatków z ziemi, ale zmuszony był od czasu do czasu zaległości podatkowe darować; natomiast zaczęły się zjawiać w budżecie coraz większe sumy na ratowanie ludności w okolicach dotkniętych głodem.
Z drugiej strony całe kraje pod uciskiem polityki „kresowej” zatrzymały się w rozwoju kulturalnym i ekonomicznym, jak naprzykład Litwa, gdzie pod wpływem zdławienia prawami wyjątkowemi żywiołu polskiego, który przed r. 1863 tworzył całą jej kulturę, ruch umysłowy, i kierował jej wytwórczością ekonomiczną, w ciągu ostatniego czterdziestolecia nastąpiło cofnięcie się w kulturze na wielu polach. Jeżeli zaś niektóre kraje pod wpływem przyczyn, niezależnych od polityki rządu, ekonomicznie się podniosły, jak Królestwo Polskie, gdzie powstał wielki przemysł fabryczny, to niema najmniejszej wątpliwości, że przy innym zarządzie i przy innym systemie politycznym, postęp ten byłby o wiele szybszy, bez porównania wszechstronniejszy i na zdrowszych oparty podstawach.
Przy tak niskiej sile podatkowej ludności rząd musiał oprzeć swój budżet przedewszystkiem na podatkach łatwiejszych do ściągania, mniej odczuwanych, jakkolwiek mniej sprawiedliwych i gorzej się odbijających na ludności. W budżecie państwowym rosyjskim uderzał od dawna nieproporcjonalny przerost podatków pośrednich nad bezpośredniemi. Przy taryfie celnej, należącej do najwyższych w świecie, przy wysokiej akcyzie od spirytualiów, tytoniu, zapałek, nafty i cukru, państwo musiało ratować swój budżet, stając się samo przedsiębiorcą a wielką skalę. Dochód z monopolu wódczanego stał się największą pozycją budżetu dochodów, stanowiąc trzecią część jego, stał się, można to śmiało powiedzieć, główną podstawą finansów państwa. Państwo oparło swój byt finansowy na chorobie, która toczy ludność, niszczy ją fizycznie, moralnie rozkłada oraz tamuje jej postęp kulturalny i ekonomiczny.
Budżet państwowy pomimo to w żadnym momencie nie zbliżał się do równowagi: długi państwowe coraz szybciej rosły, a procenty wypłacane zagranicę coraz większą zajmowały pozycję w rubryce rozchodów. rozchodów tu więc zbliżało się położenie bez wyjścia, które, pomimo wszelkich środków ratunku, zapowiadało państwu prędzej czy później finansową katastrofę.
Niezależnie od kryzysu konstytucyjnego, od wzrostu i organizowania się, opozycji przeciw rządowi i od szerzenia się prądów rewolucyjnych—w samej istocie państwowości rosyjskiej i kierunku jej rozwoju tkwiły niebezpieczeństwa, nie dające się bez gruntownej zmiany ustroju państwowego odwrócić. Niejedno z tych niebezpieczeństw było aż nadto widoczne, zdawali sobie z niego sprawę sami kierownicy nawy państwowej, szukali nawet środków zaradczych, ale nigdy nie mogli się pogodzić z myślą, że sama istota ustroju państwowego jest ich źródłem, bo reforma tego ustroju wymagałaby zrzeczenia się całego szeregu ambicyj, z któremi polityka państwa już się była zrosła, odbierając jednocześnie niepodzielną władzę i związane z nią korzyści biurokracji, losy państwa w swych rękach dzierżącej.
Ewolucja rosyjskiej polityki wewnętrznej w ciągu panowań Aleksandra II i Aleksandra III świadczyła, że Rosja nie może się odnowie na drodze reform z góry. W społeczeństwie rosyjskiem coraz wyraźniej rozwijało się przekonanie, że Rosja wejdzie na nowe drogi tylko pod naciskiem z dołu. Konflikt nowoczesny między społeczeństwem a rządem rozwijał się przez całe niemal stulecie, od buntu „dekabrystów”. Ale i w konflikcie tym mniej było prądu twórczego, odnowicielskiego, niż fatalnego dążenia ku katastrofie, co było również konsekwencją ustroju państwa i wewnętrznej jego polityki.
Wschodnie początki państwa rosyjskiego, dążenie do utrwalenia despotyzmu jako jego podstawy, wcześnie rozwinęły we władzy państwowej skłonność do niszczenia w narodzie wszelkiej poza nią siły, wszelkiej organizacji społecznej, zrodziły w niej ducha nieposzanowania dla tradycyjnych instytucyj, wytworzonych przez stulecia życia społecznego pracą całych pokoleń. Władza dążyła do tego, żeby jedyną organizacją ludności była organizacja państwowa. Odnowienie zaś machiny państwowej przez Piotra Wielkiego, udoskonalenie jej na sposób europejski, wreszcie zasilenie jej obcemi żywiołami dało jej znaczną sprawność działania, możność przeniknięcia o wiele głębiej w życie narodu, niż to czyniło dawne państwo moskiewskie. Jeżeli Iwan Groźny niszczył całe ustroje społeczne, jak Nowogrodu i Pskowa, przesiedlając masowo ludzi z jednej prowincji do drugiej, to państwo Piotra Wielkiego i jego następców, zorganizowawszy ścisłą kontrolę nad ludnością, i wnikając we wszystkie dziedziny życia, nie dopuszczając systematycznie, ażeby jakakolwiek organizacja żyła i tworzyła się poza rządem, tępiąc wszelką skłonność do zorganizowanego życia zbiorowego, prowadziło niemniej, skutecznie dzieło zniszczenia wszelkiej budowy społecznej, tem bardziej, że w razie potrzeby umiało się uciekać do niemniej radykalnych, jak Iwan Groźny, środków. W tem właśnie leży wyjątkowy charakter państwowości rosyjskiej, różniący ją od państw europejskich i azjatyckich jednocześnie, że kierownicy jego rozporządzali tem i środkami kontroli nad poddanymi, jakie istnieją w państwach europejskich, a nie mieli tego, co rządy europejskie, zmysłu konserwatywnego, nakazującego szanować instytucje tradycyjne, pielęgnować te cenne fundamenty bytu społecznego, na których wytworzenie wieki się składają. Tradycyjne obyczaje, ustalone pojęcia prawne, poczucie hierarchji społecznej — wszystko to, co stanowi węzły, łączące ludzi w społeczeństwo, i daje temu społeczeństwu trwałą budowę, niezależnie od przemijających form organizacji państwowej — nie miało w ich oczach wartości, a jeżeli im na drodze stało, podlegało bezwzględnemu niszczeniu. Rząd rosyjski umiał być pierwszym rewolucjonistą, gdy mu to było potrzebne. Umiał prowadzić politykę wygrywania jednych warstw społecznych przeciw drugim, podburzać przez swych agentów włościan w Królestwie Polskiem, a zwłaszcza w Krajach Zabranych przeciw szlachcie polskiej, w prowincjach zaś nadbałtyckich przeciw baronom niemieckim. Okrutna żakerja, która wybuchła w Kurlandji i Inflantach w r. 1905, zorganizowana przez socjalistów łotewskich oraz kierowana nienawiścią plemienną i klasową włościan Łotyszów przeciw Niemcom właścicielom większej posiadłości, w znacznej mierze skorzystała z gruntu przygotowanego przez politykę rządu za panowania Aleksandra III. Zwróciła się ona jednocześnie przeciw władzom rosyjskim, które w ten sposób zaczęły zbierać owoce rewolucyjnej polityki rządu, owoce, na które może nie trzeba będzie zbyt długo czekać i w innych prowincjach.
Polityka niszczenia węzłów organizacji społecznej tam, gdzie ta organizacja jest nierosyjska — przy tamowaniu jej rozwoju na gruncie rdzennie rosyjskim — była stałym systemem i nim pozostała. Budzenie antagonizmów, sianie nieufności wzajemnej, wyzyskiwanie najciemniejszych instynktów w celu osiągnięcia tego, żeby pokłócone żywioły jedynie w rządzie mogły szukać oparcia — nie przestało być po dziś dzień praktyką władz rządowych. Jedną z najświeższych ilustracyj w tym względzie stanowi zachowanie się organów policyjnych, jednakowe w różnych okolicach Królestwa Polskiego od czasu rozwiązania drugiej Dumy. Przeliczając się co do łatwowierności włościan polskich, opowiadają im one, iż rząd rozpędził Dumę, bo „panowie” nie chcieli w niej nic dla włościan zrobić. W ten sposób organy rządu pracują nad przygotowaniem gruntu dla socjalizmu, z którym wolą mieć do czynienia, niż z dążeniami narodowemi polskiemi — z czem wyraźnie się nieraz wypowiadają przedstawiciele władz wyższych w kraju.
Rezultat tego systemu rządów, który z całą słusznością można nazwać antyspołecznym, który władzę rządu na anarchji w społeczeństwie i na pochodzącej stąd jego bezwładności opiera, jest ten, że naród rosyjski o wiele mniej jest społeczeństwem, niż inne w Europie narody. Mniej ma on o wiele struktury wewnętrznej; zarówno w jego instytucjach, jak w jego instynktach bardzo mało pozostało z przeszłości tego, co ze zbiorowiska ludzkiego tworzy jedną spójną całość; nie ma on wyraźnie zróżnicowanych warstw społecznych (co często w Rosji uważane jest za jego wyższość, za rys daleko posuniętego demokratyzmu), niema tradycyjnie utrwalonych wzajemnych uzależnień społecznych. Jest jedna tylko zależność, zależność przymusowa—od rządu. Naród rosyjski posiada niesłychanie mało konserwatyzmu, mało odziedziczonych poglądów na sprawy życia społecznego, z pogardą patrzy na przesądy Zachodniej Europy, które jednak stanowią silną podstawę bytu społecznego. W żadnym momencie swej historji nie miał on jednej silnej warstwy społecznej, któraby mogła rościć sobie prawo do przewodnictwa. Stąd w trudnych chwilach walki o władzę ani rząd, ani opozycja przeciw niemu nie znajduje jednego, dość silnego żywiołu społecznego, któryby im dał pewne oparcie, jednostka w Rosji jest względnie niezależną od społeczeństwa, od jego poglądów i wierzeń, od tego, co można nazwać dziedzictwem doświadczenia pokoleń. Dążenia swoje wyprowadza ona z czysto racjonalistycznych założeń, i dlatego nigdy niewiadomo, gdzie jest kres tych dążeń. Społeczeństwo zaś jest tu w o wiele większej mierze zbiorem jednostek, niż społeczeństwa zachodnie, w których występują warstwy historyczne ze swemi instynktami i pojęciami tradycyjnemi oraz grupy społeczne, związane stałemi interesami. Gdy walki polityczne w Europie są walkami tych stałych, powolnej ewolucji ulegających pojęć i interesów, w Rosji stoją te czynniki na drugim planie, a na pierwszy występują oderwane, racjonalistycznie uzasadniane pryncypia i dążenia do władzy jednostek i organizacyj oraz przemijające nastroje mas. Ponieważ społeczeństwo ma mniej wewnętrznych organizacyj, odgrywa tu o wiele większą rolę psychologia tłumu, na której zmuszony jest opierać widoki swoje zarówno rząd, jak jego przeciwnicy. Idzie o to, żeby wywołać nastrój przeważający i skorzystać z niego dla powalenia przeciwnika, zanim nastrój minie. Nastroje te wystarczają do tego, żeby przy ich pomocy uderzać w przeciwnika, ale z natury rzeczy, jako przemijające szybko, nie mogą służyć za trwałą podstawę danego stanu rzeczy. Idee, opanowujące kolejno naród rosyjski, zmieniają się jak w kalejdoskopie. W ciągu ostatnich lat trzydziestu widzimy, jak zkolei po sobie następują ruchy ekspansywne: panslawizm oswabadzający, panslawizm pochłaniający czyli panrusycyzm, nacjonalizm antygermański, azjatyzm; potem następuje zwrot nawewnątrz: opozycja przeciw oligarchii biurokratycznej, konstytucjonalizm, wreszcie idea obalenia rządu; następnie: zbawianie Rosji od rewolucji i nowa fala szowinizmu… Co jutro przyjdzie? I czy ten nastrój, który jutro opanuje naród, będzie oparciem dla rządu, czy dla jego przeciwników?…






