To trudno powiedzieć – pod względem dowodowym - ale pod względem okoliczności nagłego ataku choroby w aspekcie określonej atmosfery politycznej w Polsce jest wysoce prawdopodobne, że Michalewicz został otruty (podtruty) i mogła by to być to próba morderstwa politycznego lub pedagogicznego zastarszenia innych. A jak wiadomo redaktor żyje i ma się lepiej i nie zakładamy, że to była farsa.
A proste podejrzenie pada na żydów, bo Michalkiewicz w ostatnim czasie zaczął im wyraźnie szkodzić. Gdyż szerzył kampanie przeciwko żydowskim żądaniom odszkodowawczym w kwestii osławionych 65 miliardów dolarów, które rzekomo żydom się należą, a to w gotówce, albo faktycznie w naturze, bo byłoby to otwarte przejęcie terytorium Polski pod żydowską własność.
I nie siejmy tu jakieś sensacji w obronie „Pana redaktora”, bo Michalkiewicz jako redaktor i polityk był od lat szkodnikiem politycznym takim samym jak np. Korwin Mikke i podobni mu „polacy”. Przy okazji tej sensacji czy faktu faktycznego chcemy zwrócić uwagę na inne wątki i przypomnieć inne osoby, które również nie należały do naszych faworytów.
Gazeta Warszawska zaś nie tylko nie toleruje demokracji, liberalizmu czy żydostwa, ale dodatkowo stara się zachować poprawność logiczno-nomenklaturową. I w takim aspekcie np. określenie „złota pani” pod adresem Merkel jest u nas poczytane jako zabieg socjologiczny mający na celu przysposobienie nas do zła i zaakceptowania jako stanu permanentnego, do którego mamy się przyzwyczaić i przysposobić. I tu Michalkiewicz należy do czołowych wręcz krętaczy, a do tych krętactw należy dodać ten niekłamany uśmiech i urbanowy chichot szeroko eksponowany na twarzy przy podawaniu coraz to nowych informacji o wyniszczaniu Polski. A co tak toczyło się od lat w jego felietonach popularyzowanych na łamach Radio Maryja czy TV Trwam.
Przypomnijmy nieco starsze czasy: Duet Michalkiewicz Mikke wszedł szerzej do polskiej polityki zaraz po Okrągłym Stole i działalność ta polegała na głoszeniu haseł liberalizacji gospodarczej w Polsce, a nawet na nawoływaniu do przekazania polskiej gospodarki w „zagraniczne ręce”….. „bo Polski nie stać na zarządzanie takim przemysłem” – cytujemy to z pamięci, ale chyba dosłownie. Bez wątpienia ta antypolska i antyspołeczna działalność była opłacana przez obecnych beneficjentów tego strasznego kataklizmu transformacji Polski Ludowej na gniazdo kapitalizmu i żydowskiego kosmopolityzmu.
Michalkiewicz – Unia Polityki Realnej (Pruchno-Wróblewski) odpowiada za sejmową kampanię mającą na celu wypłacenie odszkodowań przez Polskę – polski podatnik – za tzw. mienie zabużańskie, a to utorowało drogę do innych rabunków – pod hasłami „zwrotu” mienia.
Tak w jednym, jak w drugim wypadku Mikke`mu, Michalkiewiczowi i Pruchno-Wróblewskiemu się udało! Są to ludzie sukcesu, a o Lechu Pruchno-Wróblewskim, należy mówić w czasie przeszłym, bo dawno temu wyciągnął kopyta i już dobrze poznał prawdę o „reprywatyzacji”.
Tak więc „Mistrz Michalkiewicz” ma rękach krew ofiar „polskiej” reprywatyzacji, prywatyzacji i gospodarki rynkowej. Potworny fiskalizm żydowski w Polsce nastawiony na „odszkodowania dawnym właścicielom”, subwencje państwowe wypłacane żydowskiemu wielkiemu kapitałowi, coraz to nowe nadania żydom dały Narodowi eksmisje dziesiątków Polaków na bruk, bezrobocie i wypędzenie milionów Polaków z Polski to jego - Michalkiewicza - robota.
Przez ostatnie miesiące coś jednak stało się dziwnego z Michalkiewiczem: Zaczął mówić o żydach i to w formie coraz bardziej otwartej, bezpośredniej i podkreślał szkodliwy aspekt „odszkodowań”. Niewątpliwie dotknął tu nie tylko „praw” żydowskich w Polsce, ale autentycznego tabu.
Żydowskich tabu w Polsce jest wiele, bardzo wiele, a w zasadzie wszystko co się w Polsce mówi i pokazuje, czy chciałoby się pomyśleć musi być uzgodnione z cenzurą, bo wszystko jest podejrzane o antysemityzm.
Cenzura, ograniczenie praw dotyczy wszystkich; prezydenta, premiera czy biskupa. Co sami sobie mogą.........., ale faktycznie niezbyt wiele. Sytuację najlepiej ilustruje obecny przypadek chorobowy Jarosława Kaczyńskiego, który jak jaki Zorro spadł na Sejm, obniżył posłom pensje i odleciał.
Oszczędności na pensjach posłów to kropla w morzu gigantycznego złodziejstwa żydowskiego w Polsce w postaci pensji i emerytur dla żydów w Izraelu i już nie tylko ofiar hitleryzmu jak i komunizmu po wojnie, a wkrótce polskiego antysemityzmu. I każdy żyd w świecie będzie miał prawo do polskiej renty z powodu polskiego antysemityzmu – tak ma być. Do tego należy doliczyć gigantyczne subwencje dla żydowskiego wielkiego kapitału w Polsce, dopłacanie do żydowskich banków i 2-3 krotne przepłacenie za Patriot, a który – jako taki – jest typową bramą do lasu i do niczego się nie nadaje. To typowe nabijanie kasy żydowskiemu przemysłowi zbrojeniowemu w USA, który taką okrężną drogą zbroi Izrael za polskie nadpłaty.
Sama akcja Kaczyńskiego pokazuje, że może on nawet naszczać posłom na słomiankę, ale już nawet o ukraińcach nic mu powiedzieć nie wolno, a nawet katastrofę smoleńską sobie odpuścił i posłusznie milczy, to znaczy bezustannie przybliża się do prawdy.
Taka jest swoboda myśli, słowa i czynu w Polsce - nie wolno wejść w konflikt z żydostwem, bo to kończy się śmiercią. A to tym gorzej, jeśli ofiara kiedykolwiek miała styczność z żydowskimi układami i koncesjami. Bo w takim wypadku żyd ma w rezerwie nadzwyczajną czarę żółci, która się przelewa, np. gdy do tej pory posłuszny osobnik, nagle zerwie się z uwięzi i robi coś bez zezwolenia.
Wtedy kary są gorsze i szybsze niż dla klasycznych antysemitów, którzy to, każdy z nich z osobna, czeka na swoją kolejkę, a ta przecież nie jest krótka.
Michalkiewicz, w przeciwieństwie do innych kolegów z UPR, zaczął chyba autentycznie brykać, i jeśli jest to naturalne i samowolne to będzie musiał być ukarany, a poprzednie zasługi czy umowy są właśnie jednie okolicznością obciążającą.
U żydów nie ma żadnych przyjaźni ani zasług lub sojuszy czy wdzięczności. To oni otruli Mickiewicza, który przecież propagował żydostwo. To żydzi otruli króla Batorego, truli przez ponad 10 lat Jana Pawła II lekarstwami na Parkinsona, której to choroby u Wojtyły nie było. W Szwecji zamordowali premiera Olaf ´a Palme i później minister Anna Lindh. Zaraz po wojnie dokonali brutalnej egzekucja na szwedzkim polityku Bernadotte, i niemal w tym samym czasie zestrzeli samolot z wysłannikiem ONZ Dag Hammarskjöld. W Izraelu zamordowali premiera Icchaka Rabina i otruli premiera Ariel Sharon`a.
To oni mieli główny motyw przy otruciu szpiega Siergieja Skripala, a okoliczności zamachu mogą wskazywać, że trucizna była podrzucona zdalnie, czyli za pomocą drona - helikopter. Taki dron wielkości telefonu komórkowego może bezszelestnie nadlecieć nad głowę ofiary opryskać trucizną i odlecieć. Zasięg roboczy takiej maszyny to dobre 100 metrów, a to już wystarczy do skomplikowanych nawet manewrów.
A włączenie sprayu nad głowami dwojga ludzi na otwartej przestrzeni jest dziecinnie proste. Nota bene jest to najskuteczniejsze narzędzie polityczne najbliższej przyszłości, gdzie ofiary w drodze do pracy lub do domu będą atakowane trucizną poprzez właśnie drogi oddechowe. I pomyśleć, jakiś polityk z rana powiedział coś antysemickiego, a wieczorem już zmarł na zawał, zator albo sepsę! Yaweh tak chciał!
W taki oto dyskretny sposób mógł być podtruty Michalkiewicz – spray w windzie lub systemie nawiewnym w samochodzie jest wdychany do płuc i tak wchodzi w krwiobieg. Za komuny agenci na Zachodzie tak mordowali Polaków. Proszek na bazie cyjanku potasu był dmuchnięty w twarz ofiary, która automatycznie oddychając inhalowała się taką trucizną, która wywoływała powierzchowne objawy zawału serca. Największą śmiertelność, i szybkie znikanie ze sceny politycznej mieli działacze narodowi i akcje takie miały charakter czystek etnicznych w polskich elitach emigracyjnych – to z korzyścią dla żydów polskojęzycznych.
Tak więc posługiwanie się systemem oddechowym u ofiary nie jest niczym nowy lub odkrywczym, a ma zalety bezśladowe dla zamachowca. Jeżeli dodatkowo ofiara miała schorzenia sercowe lub płucne, to taka trucizna może się składać z substancji, które standardowo znajdują się przyjmowanych lekarstwach i ich ślady we krwi są łatwo wytłumaczalne, tak mogło być, zwłaszcza, że ta gwałtowna choroba Michalkiewicza przypadła tradycyjnie na koniec tygodnia, gdzie nieboszczyk poczekałby do poniedziałku z ew. obdukcją. Na gazetawarszawska.com oraz archiwum gazetawarszawska.eu mamy „listę nagłych zgonów”. Część zmarłych osób na tej liście była skonfliktowana lub niebezpieczna dla sił ustanowionych w Polsce, a to ze względu na posiadaną wiedzę.
„Lista” jest bardzo mało kompleta, brak tam Delegacji do Katynia 4 kwietnia 2010 roku, ofiar zabitych w samolocie CASA nad Mirosławcem, czy profesora Grocholewskiego, który był niebezpiecznym znawcą zapisów dźwięków na różnych rejestratorach – Profesor zmarł nagle na parę tygodni przed Smoleńskiem.
Nie ma tam na Liście dyrektorów archiwów państwowych, jeden zabił się w katastrofie samochodowej we Francji, drugi zmarł w samochodzie na zawał – w drodze na konferencję ws. jego ustaleń na temat wyników badań „pogromu” w Jedwabnem. Nie ma tam Henia, który był najważniejszym świadkiem „pogromu kieleckiego” – zmarł, kiedy się rozgadał i chciał mówić więcej. Ale jest tam reżyser Bohdan Poręba, który zmarł na czas i nie dokończył filmu o Jedwabnem, jest Dariusz Ratajczak, którego mord ma zagadkowe motywy, jest Larkowski, którego znaleziono martwego w domu po tygodniowych atakach na FB zapowiadających jego śmierć lub informujących, że taka już nastąpiła. Na liście nagłych zgonów jest dr Wróbel, który miał utrzymywać, że w Smoleńsku leżał bliźniak. Wróbel i Grocholewski byliby śmiertelnym zagrożeniem dla komisji smoleńskiej, Millera, Macierewicza, zespołu ds. Tupolewa tu 154, czy jak ich zwał. Do Polski nie trzeba by ściągać nieuków Biniendy, Nowaczyka, Jørgensena, Szuladzińskiego, Berczyńskiego, etc. Dlatego dr Wróbel i prof Grocholewski musieli umrzeć!
„Lista nagłych zgonów” jest krótka wybiórcza, ale straszna. Pokazuje ona jak z tego świata są nagle usuwani Polacy, którzy stoją na drodze do żydowskiej władzy nad Polską. To straszne, ale dużo straszniejsza jest pasywność Polaków, wobec tego procederu. Straszny jest brak reakcji na mord na Lepperze. A zanim zamordowano Leppera zamordowano troje jego doradców w okresie chyba 6 miesięcy. A przypadek Leppera jest o tyle specjalny, że ujawnia rolę doradcy ds. wizerunku, który współpracował z mordercami. Sam Lepper zaś musiał być pod wpływem bardzo silnych środków psychotropowych, w takim stopniu, że nie kojarzył zgonów swoich współpracowników z zagrożeniem własnego życia.
+++
Na gazetawarszaska.com. na tej liście – „Liście nagłych zgonów” mamy sporo miejsca i dla red. Michalkiewicza własna grzęda zawsze się znajdzie – o ile oczywiście zgon spełni warunki wstępu na listę!
Ale zakładając, że może faktycznie Michalkiewicz nie jest żydem – o co my go podejrzewamy, ale jest Polakiem, to nie życzymy mu śmierci!
Jeżeli Stanisław Michalkiewicz nie jest żydem, to nie życzymy mu śmierci!
Ale życzymy powrotu do zdrowia!
Niech Stanisław Michalkiewicz zdrowieje i wraca do pracy, żniwa wielkie a robotników mało.
Red. Gazeta Warszawska.






