Jędrzej Giertych: NIEDOSZŁE PAŃSTWO ŻYDOWSKIE W LUBELSZCZYŹNIE Cz.3.

Cz.3.

OD ZOSTAŁO WYKONANE W PRAKTYCE?

Studiując plan przesiedlenia kilku milionów ludności w celu wytworzenia z tej ludności sku­pienia, zdolnego do życia państwowego, albo — być może na początek — do życia choćby tylko autonomicznego, trzeba mieć na uwadze kilka kwestii odrębnych.

Trzeba po pierwsze, by dana ludność chciała się przesiedlić i wytworzyć takie skupienie. Aby to osiągnąć, trzeba ją wyrwać z dotychczaso­wych warunków bytu, podciąć dotychczasowe warunki jej egzystencji i uświadomić ją, że owo dotychczasowe bytowanie nie da się odbudo­wać. Ludność ta będzie wówczas skłonna pod­dać się procesowi, który w terminologii syjonistycznej nazywa się „przewarstwowieniem” i roz­począć egzystencję w nowych warunkach. Jest rzeczą jasną, że masa żydowskich sklepikarzy, kupców, komiwojażerów i biuralistów nie ze­chce się, poza wyjątkami, poświęcić pracy na roli, czy pracy w przemyśle, o ile nie będzie mia­ła pewności, że dotychczasowe sposoby życia i zarobkowania, do których była przyzwyczajona, stały się dla niej nieodwołalnie zamknięte. Jest wprawdzie rzeczą wiadomą, że dotychczasowe; podstawy egzystencji masy żydowskiej w Polsce stopniowe się kruszyły i proces ten był nawet dość szybki, ale pomimo tego procesu duża część tej masy mogła mieć nadzieję, że się, siłą inercji, przez szereg lat a nawet szereg pokoleń w swej dotychczasowej roli utrzyma; Zburzenia tej nadziei za jednym zamachem, mimo, że dla tej masy bolesne i mimo, że dla poszczegól­nych indywiduów w obrębie tej masy z reguły krzywdzące, bvło z punktu widzenia celu jakim było takie wielkie przesiedlenie operacją konieczną.

Po wtóre, trzeba było przygotować tę masę do życia w nowej roli w zwartym skupieniu, przez stopniowe wytworzenie w niej czynników, zdolnych jej życiem pokierować. Paromilionowe, zwarte skupienie żydowskie musiałoby po pierwsze posiadać kadrę ludzi, znających się na rolnictwie i produkcji przemysłowej (kadrę taką żydostwo polskie posiadało), a po wtóre, za­wiązek aparatu administracyjnego, policyjnego, wojskowego itp. bez którego funkcjonowanie społeczności tak licznej, a zdanej odtąd wyłącz= nie na siebie nie jest możliwe. Takiego zawiązku Żydzi polscy nie posiadali; zaczęli go sobie sku­tecznie wytwarzać Żydzi w Palestynie, ale trud­no przypuścić, by mogli się oni podjąć zorgani­zowania życia państwowego Żydów polskich w Polsce. Wytworzenie i stopniowe zaprawienie w praktycznym doświadczeniu żydowskich kadr administracyjnych, policyjnych itp. było więc ważnym etapem przygotowawczym przed utwo­rzeniem skupienia żydowskiego, mającego mieć przyszłość państwową: życia państwowego nie da się zaimprowizować, musi ono wyrosnąć stopniowo.

Po trzecie, można było rozpocząć, lub nawet w całości przeprowadzić faktyczne przesiedlenie do Lubelszczyzny.

Jeśli idzie o pierwszy z tych trzech punktów, jest rzeczą jasną, że władze okupacyjne nie­mieckie wykonały go w całości. Wszyscy wiemy i nie potrzeba na to przedstawiać dowodów, że żydzi zostali usunięci ze wszystkich swych do­tychczasowych siedzib i umieszczeni w „ghet­tach’’. które miały charakter czegoś w rodzaju wielkich obozów przejściowych. W ghettach tych Żydzi nie żyli życiem normalnym; wykony­wali oni prace o charakterze przemysłowym lub rzemieślniczym na niemieckie potrzeby wo­jenne, lecz praca ta miała charakter tymczasowy, Wiemy o tym, że ghetta te zostały przez Niem­ców ostatecznie wymordowane i to sprawia, że nie przychodzi nam na myśl, iż mogły one po­czątkowo być utworzone w całkiem innym celu. Ale nie trudno zdać sobie z tego sprawę, że były one także i znakomitym wstępem do maso­wego przesiedlenia — na przykład do państwa żydowskiego w Lubelszczyźnie — na wypadek, zwłaszcza, pokoju kompromisowego. A wszak wiemy, że Hitler dążył do takiego pokoju kom­promisowego co najmniej do wiosny 1941 roku (podróż Hessa do Anglii). Jest rzeczą jasną, że w wypadku pokoju kompromisowego Hitler nie- mógł żydów wymordować. Ale Żydzi nie mog­li także pozostać na stałe w ghettach. A co więcej, nie mogli powrócić do miasteczek, uliczek, sklepików, gdzie ich dotychczasowa egzystencja została zburzona. Najlogiczniejszym sposobem- likwidacji owych obozów przejściowych była operacja transportowa na miarę przewozu 50 dy­wizji wojska, o której mówił Żabotyński. Ope­racja masowego przesiedlenia ludności tych obozów przejściowych do jakiejś ziemi obieca­nej — w rodzaju Lubelszczyzny.

Jeśli idzie o przygotowanie kadr administra­cyjnych żydowskich, zostało ono w sposób oczywisty zapoczątkowane przez władze niemiec­kie — w ghettach. Zapoznajmy się dla przykładu z największym z tych ghett, mianowicie z ghettem warszawskim.

Zacznijmy od książki Gerald Reitline.er’a „The Final Solution. The Attempt to Extermi­nate the Jews of Europe 1939-1945”, London, Vafientine, Mitchell, 1953. Jest to poważna mo­nografia historyczna, poświęcona dziejom lik­widacji Żydów polskich przez Hitlera. Jedną z jej szczególnych zalet jest obfita bibliografia: przedmiotu, obejmująca jedenaście stronic: 531- 541).

Rozdział tej książki, poświęcony założeniu ghetta warszawskiego nosi tytuł, w cudzysłowie ..The Jewish State” (Państwo żydowskie), (str. 57-67). W rozdziale tym możemy znaleźć infor­macje następujące.

“The Jewish Council carried out a census of the ghetto on January 1st, 1941. showing 378.979 persons. Accord­ing to Du Prel 72,000 Jews were mo­ved, in, so that, allowing for the fan­tastic death-rate, there must have been at least 430,000 ghetto inhabi­tants in Mav.” (Str. 5 9, przypi­sek ) .

(P r z e k ł a d, R.ada 7TTdcv/5>ka prze­prowadziła w dniu 1 stycznia 1941 ro­ku spis ludności w getcie, który wy­kazał 378,979 osób. Wedle Du Prel’a, przywieziono do ghetta dalszych 72.000 żydów, tak że, biorąc pod uwagę fan­tastyczną śmiertelność, musiało być w ghetcie co najmniej 430,000 ludności w maju).

“The report of a secret conference, addressed by Heydrieh on September 21st, (19 3 9) . is of great significan­ce,., As a first “step to the Final So­lution of the Jewish Prob­lem, Hevdrieh declares, all country- dwelling Jews must be moved Into the towns. In the territories, due for incor­poration, the Jews must be grouped’ handily in a few urban communities. Except in the densely populated Je­wish area east of Cracow there must be no Jewish communities of less than 500 souls and these only where the railway passes. Each is to elect a Je­wish Council of not less than 24 mem­bers and the chief responsibility of the Jewish Council is to be the transpor­tation or reception of the Jews who are to be moved… A huge shuffling of the Jewish population did in fact take p!”.’ . It was. Hitler told the Reichs­tag in his „peace plan” speech of Octo­ber 6th, one of the six German cardi­nal aims in the Eastern area that all iviaorty problems should be solved and the living space organized accord­ing to nationalities. An experiment would therefore be made in regulating and organizing the Jewish problem in Poland”, (ibid, str. 35).

(‘Przekład. Wielkie znaczenie ma sprawozdanie z tajnej konferencji z dn. 21 września (19 3 9 r.), na któ­rej przemawiał Heydrich… Pierwszym krokiem do Ostatecznego Rozwiązania sprawy żydows­kiej powiedział Heydrich, musi być przeniesienie do miast wszystkich ży­dów mieszkających po wsiach. Na ob­szarach przyłączonych żydzi muszą zo­stać dogodnie zgrupowani w kilku sku­pieniach miejskich. Z wyjątkiem gęs­to zaludnionych obszarów żydowskich na wschód od Krakowa, nie może być skupień żydowskich mniejszych niż po 500 dusz, i to tylko tam, gdzie przechodzi kolej. Każde ma wybrać Radę żydowska przynajmniej o 24 członkach, a głównym zadaniem Rady żydowskiej ma być przewiezienie, lub przyjęcie żydów, którzy mają być przesiedleni… Wielkie przesunięcie ludności żydows­kiej istotnie nastąpiło. Był to, jak po­wiedział Hitler w Reichstagu w swo­jej mowie, poświęconej „planowi poko­jowemu”, wygłoszonej dn. 6 paździer­nika, jeden z sześciu podstawowych celów niemieckich, dotyczących obsza­rów wschodnich, że wszystkie kwestie mniejszościowe mają być rozwiązane i że obszar życiowy ma być urządzony wedle narodowości. Zrobiony wobec te­go zostanie eksperyment, dotyczący uregulowania i zorganizowania proble­matu żydowskiego w Polsce.).

Owe Rady Żydowskie (Judenrat), o których mówił Heydrich na wymienionej wyżej konfe­rencji, stały się następnie podstawą administra­cji we wszystkich ghettach, a -więc także i w glieeie warszawskim. „The overlarge population of black- coated workers, swollen by deportees from Łódź and Cracow, had to jostle each other for posts in the bureau­cracy of the Judenrat, in the police force or Ordnungsdienst, or in the coveted service of Hausmeis- t e r to the apartment houses”. (Ibid, str. 5 8).

(Przekład. Nadmiernie liczna ludność, złożona z chałatowych robotni­ków, pomnożona przez przesiedlenia z Łodzi i z Krakowa, musiała walczyć ze sobą o posady w biurokracji Rady Żydowskiej, w sile policyjnej Służby Po­rządkowej i w upragnionej służbie gos­podarzy domów w kamienicach).

,,Some 400,000 Warsaw Jews were permitted to survive an entire year in the shadow of the massacres of Rus­sian Jewry. Even as late as May, 1942, the Warsaw Ghetto was considered a paradise, compared with Lodz, and sums of 20,000 zlotys were paid for the privilege of being smuggled into the Warsaw Ghetto by the Kohn-Keller transport service”. (Str. 61).

(Przekład. Około 400.000 Żydów warszawskich mogło przetrwać cały rok w cieniu rzezi żydostwa rosyjskie­go. Nawet jeszcze w maju 1942 roku ghetto warszawskie uważane było za rai w porównaniu z Łodzią i płacono su­my po 20.000 złotych za przywilej zastania przemyconym do ghetta war­szawskiego przez służbę transportową Kohn-Kellera).

“Accusations of corruption”. .. have been made against the Jewish Councils iof all the Polish ghettoes, but the subject is beset with many difficulties. The theory that the Germans picked the Jewish Councils at random or that they deliberately appointed scoundrels may be dismissed altogether. As in the West, Heydrich‘s agents enlisted the help of the relief organisations. These had great power in communities where there was a biff element of destitu­tion, Conscripted under pain of death to act for the Germans, the relief or­ganisations became at once soup-lad- lers and policemen and symbolically the Warsaw Jewish Council used the premises of the former K e h i 11 ah or Community relief centre. To reduce the population to the soup kitchen level, to amalgamate the soup kitchens into one Gestapo-controlled bureaucracy was generally an easy matter, given the isolation of the Jews in Poland, except in such enormously complicated communities as Warsaw. Here the situ­ation somewhat resembled France where the Jewish organisations avoided lieing swept up altogether in a Reichvereinigung on the Ger­man model…Thus, in Warsaw, the President of the Jewish Council, the Obmann or J u – denaeiteste, never came anywhere near being a ghetto dictator though such dictators were common, for the National Socialist system reposed on dictatorships at every grade. The Ger­mans found it easier to get their quota of work or lives, if a single man was made responsible for them. These presidents did not have long to exer­cise their ambitions. The record of their fate is one of suicides and execu­tions. Dr. Adam Czerniaków of the Warsaw Judenrat was allowed to own a motor-car. His almost regal state became the butt of the ghetto cabaret artists. Yet he committed sui­cide in July, 1942, sooner than be as­sociated with the German ‘resettle­ment”. Cserniakow’s successor, Dr. Li- chtenbaum, was removed by the Ger­mans on the eve of the Ghetto rebel­lion having never been more than a cipher. Dr. Bieberstein of Cracow was sent to Auschwitz as early as the sum­mer of 1940. Dr. Rotfeld, of Lwow, committed suicide during the October 1942 action. His successor, Dr. Landsber- ger, was hanged from a balcony with ten colleagues. At Kolomia (s i c) the Judenaelteste or Jewish Presi­dent Dr. Horowitz, committed suicide during the final action in the presence of the German police. Other instances can be quoted by the dozen.

At Lodz, however, the Germans cho­se a president in October, 1939, who suited* their purposes for nearly five years. Mordechai Chaim Rumkowski, the manager of a Jewish orphanage, was known for his skill in raising surj- scriptions. Besides this gift, which had such obvious appeal for the Germans, Rumkowski possessed resiliency. He was ordered to appoint a Jewish Coun­cil, who were then imprisoned as hos­tages. Badly beaten up while trying to obtain their release, Rumkowski was forced to appoint another council but thereafter was not physically mo­lested. He was treated like a dog out­side the ghetto but allowed to be a king within the barbed wire. He issued currencj notes bearing his signature, and postage stamps, engraved with portrait, a genial elderly philantro- pist with a cloak and a flowing mane of white hair, who moved about the ghetto in a respectable broken-down

carriage. Rumkowski believed that the position the Germans had accorded him could be used to save Jewish li­ves during the resettlements. Thus in September, 1942, he marched to the station with the children whom the Germans had demanded — for had not the Germans spared his own orphana­ge? juven in August, 1944, when close on 100,000 Lodz Jews had been “reset­tled”, he sponsored the treacherous „ap­peal” of the ghetto administrator, Hans Biebow. Then, perceiving the trap he had baited, he voluntarily bo­arded the train for Auschwitz, where he was seen going into the gas cham­ber…

The distribution of food and the alloc­ation of labour in the Lodz Ghetto was Rumkowski’s personal monopoly. There can be no question that he was efficient. He made the ghetto so essen­tial to the German economic ministries that it outlasted Warsaw and Białys­tok by a year and more. But this form of ghetto dictatorship was something unusual. The normal ghetto govern­ment was a police state reposing on the Jewish Ordnungsdienst or police force, who were in some cases quite independent of the Jewish Coun­cils and took their orders straight from the Gestapo, to whom they were responsible for delivering their quota of live bodies; in the early days for la­bour assignment or genuine resettle­ment, but later for the execution pla­ces. Yet, long after they had discover­ed the truth, the men of the Ord­nungsdienst earned their exemp­ted status and wore their German- pattern blue uniforms. Dr. Michal Mazor, the most impartial of witnesses, declares that during the great Warsaw “resettlement action”, a Jewish police officer inspired as much fear as a Ger­man and that the Ordnungs­dienst even revealed the hiding places of children. Sometimes they trafficked in Jewish lives. At Vilna they grew rich on the sale of employment certificates. At Kovno, however, Dr. Gringauz absolves all but a few of the Ordnungsdienst of collusion with the Gestapo. Whatever their role, the end of the Ordnungsdienst was always the same. As soon as they had outlived their usefulness to the Germans, they were collective!?  shot

— usually by a trick as at Mińsk, where they were decoyed away to fight a fire…

The commander of the Ordnungsenst was frequently a baptised, Jew who had held a commission in the Polish Army, such as Colonel Szeryriski, who commanded a force in the Warsaw Ghetto, which numbered at one time 1,650 men. His deputy, Lejkin, who commanded early in 1942 while Szerynski was in prison, was photograph­ed in Voelkische Beobachter over the caption “The Jewish Napoleon”. Never­theless, the power of these men could be real. Thus, another Jewish profes­sional soldier, Jakofc Germs, the com­mander of the Ordnungsdienst in Vilna, made himself independent of the Jewish Council. In the autumn of 1942 the Germans recognised him as overseer of all the ghettoes surviving in Lithuania and White Russia, and he was saluted by the Lithuanian militia. Like Rumkowski, Genns deceived him­self that his personal usefulness to the Germans could be the means of saving Jewish lives — a genuine self-decep­tion since in the end he chose to sur­render himself for execution sooner than escape and so cause mass repri­sals.

During the “resettlement actions” the power of the Ordnungs­dienst became intolerable, for fre­quently they alone decided how the numbers to be delivered to the Ger­mans should be made up. In Lodz, Lieutenant Rosenblatt told Dr. Fried­rich Hielscher, a member of the Ger­man resistance circle, that he contrived to select those who were past end­uring the life of the ghetto and he ar­ranged to keep aged couples together on the road to the gas chamber, but he was sorely troubled with his cons­cience. Jacob Genns on the other hand preferred to brazen his activity. In October, 1941, he declared that by de­livering a few Vilna Jews he had sa­ved thousands from the Ponary death pits. Genns was then confronted by the Vilna rabbis with this sentence of Mai- monides:

“When the idolater shall say unto you “Deliver to us one of your people that we may slay him. but if vou refu­se we shall slay you”, then let all consent to perish and let no single .Jewish soul be delivered freely to the idolater”.

Perhaps the best answer to the rabbis would have been that there were no machine guns in the twelfth century. The Jewish policeman, who bousrht himself a reprieve of weeks or days by delivering- his countrymen at the collecting station or Umschlags- plat/, was no more to be blamed than the Jews in the death camps, who were made to search the secret places of tht gassed corpses for valuables and whose own reprieve might be reckoned only in hours. To-day, however, a burninghatred pursues the Jewish Councils and the Ordnungsdienst beyond their nameless graves. In November, 1949. the Bulletin of the Jewish Historical Institute of Poland announced that hen­ceforward it would continue its studies on strict Marxist lines. In particular it would Investigate the members of the Jewish Councils, their political affilia­tions, personal fortunes, and relations with the Germans. It is rather sad to recall how little of this spirit there- was in the first post-war researches of the Central Jewish Historical Com­mission of Poland.

The record of the amalgamated re­lief associations, the Juediache S o z i a 1 e S e 1 b s t h i I f e, seems to have bean better than that of the Jew­ish Councils, particularly in the case of the bigger ghettoes where they we­re almost independent”. (Str. 62- 68), ‘

( Przekład. Oskarżenie przekup­stwa… było wysuwane przeciwko Ra­dom żydowskim we wszystkich pols­kich ghettach, ale przedmiot ten jest najeżony trudnościami. Teorię, że Niemcy powołali do Rad żydowskich ludzi pierwszych z brzegu, albo że umyślnie mianowali łajdaków, możemy całkowicie odrzucić. Tak jak na Zacho­dzie, agenci Heydricha zwerbowali po­moc organizacji dobroczynnych. Orga­nizacje te były bardzo wpływowe w społecznościach, wśród których był li­czny element ubóstwa. Zmobilizowane pod karą śmierci do pracy w służbie Niemców, organizacje dobroczynne z miejsca stały się zarówno rozdawczyniami zupy jak policjantami i symbo­licznie, Rada żydowska w Warszawie- używała lokali kahału i gminnego ośrodka opieki. Sprowadzić ludność na poziom zupy z kuchni dobroczynnej, połączyć kuchnie dobroczynne w jedną biurokrację, nad którą Gestapo sprawo­wało władzę, było zwykle rzeczą łatwą, biorąc pod uwagę odizolowanie żydów polskich z wyjątkiem tak ogromnie skomplikowanych społeczności jak War­szawa. Tutaj, sytuacja trochę przypo­minała Francję, gdzie organizacje ży­dowskie uniknęły całkowitego wciele­nia w związek ogólnopaństwowy na wzór Rzeszy…

Toteż w Warszawie, prezydent Rady Żydowskiej, czyli Starszy żydowski, nigdy nie stał się czymkolwiek w ro­dzaju dyktatora w ghetcie, chociaż tacy dyktatorzy byli zjawiskiem częstym, bo system hitlerowski opierał się na dyktaturach na każdym szczeblu. Niemicy uważali, że jest im łatwiej znaleźć potrzebną im ilość siły roboczej lub żyć ludzkich, jeśli jeden człowiek jest za to odpowiedzialny przed nimi. Nie przypadło tym prezydentom w udziale zbyt długo zaspakajać swe ambicje. Usta ich losów osobistych składa się z samobójstw i egzekucji. Doktorowi Adamowi Czerniakowowi z warszaws­kiego Judenratu pozwolono posia­dać samochód. Jego niemal królewska wspaniałość stała się przedmiotem dowcipów artystów kabaretowych w ghetcie. A jednak wolał on, w lipcu 1942 roku. popełnić samobójstwo, niż mleć cośkolwiek wspólnego z niemiec­kim „przesiedleniem”. Następca Czer­niaków.*, Dr. Lichtenbaum, został przez Niemców usunięty w przededniu ży­dowskiego powstania w ghetcie i nie był nigdy niczym więcej, niż figurantem. Dr. Bieberstein w Krakowie zos­tał już w lecie 1940 roku wysłany do Oświęcimia, Dr. Rotfeld we Lwowie po­pełnił samobójstwo w czasie akcji paź­dziernikowej 1942 roku. Jego następca, dr. Landsberger, został powieszony na balkonie razem z dziesięciu kolegami. W Kołomyi Judenaełteste, czyli prezydent żydowski, dr. Horowitz po­pełnił samobójstwo w czasie końcowej akcji w obecności niemieckiej policji. Inne przykłady można cytować na tu­ziny.

W Lodzi natomiast Niemcy wybrali prezydenta w październiku 1939 roku, który służył ich celom przez prawie piec lat. Mordechai Chairn Rumkowski, kierownik żydowskiego sierocińca, znany był ze swojej umiejętności urzą­dzania zbiórek. Obok tego talentu, któ­ry w sposób oczywisty był Niemcom na rękę, Rumkowski posiadał zaletę giętkości. Kazano mu mianować Radę żydowską, którą potem uwięziono jako zakładników. Zbito go dotkliwie, gdy usiłował uzyskać ich zwolnienie, a po­tem zmuszono go do powołania nowej rady, pocztem więcej go już nie molestowano fizycznie. Był on traktowany jak pies poza ghettem, ale pozwalano mu być niczym król w obrębię drutów kolczastych. Wydawał on pieniądze papierowe, noszące jego podpis, oraz znaczki pocztowe z wyrytym jego por­tretem, dobroduszny starszy filantrop w pelerynie i z rozwianą grzywą si­wych włosów, krążący po ghetcie w czcigodnym, zniszczonym powozie, Rumkowski wierzył że pozycja, jaką mu Niemcy dali, może być zużytkowana w celu ratowania żyć żydowskich w czasie przesiedleń. Toteż we wrześniu 1942 poszedł on na dworzec z dziećmi, których Niemcy zażądali — bo czyż nie oszczędzili oni jego własnego sierociń­ca? Jeszcze w sierpniu 1044 r. gdy blisko 100.000 łódzkich żydów uległo „przesiedleniu”, poparł on swoim porę­czeniem zdradziecki „apel” adminis­tratora ghetta, Hansa Biebowa. Nagle, zrozumiawszy, że zwabiał do pułapki, dobrowolnie wsiadł do pociągu, idącego do Oświęcimia, gdzie widziano go, jak wchodził do komory gazowej…

Rozdział żywności i przydział pracy były w łódzkim ghetcie osobistym monopolem Rumkowskiego. Nie ma wąt­pliwości, że był on sprawny. Uczynił on to ghetto tak nieodzownym dla niemieckich ministerstw gospodarczych, że przetrwało ono ghetta w Warszawie i w Białymstoku o rok i o więcej. Ale ta forma ustroju dyktatorskiego w ghetcie była czymś wyjątkowym. Nor­malną formą ustroju ghetta było państwo policyjne, opierające się o żydowską Służbę Porządkową, czyli siłę policyjną, która niekiedy była całkiem niezależna od Rady żydowskiej i otrzymywała ro­zkazy bezpośrednio od Gestapo, wobec którego była odpowiedzialna za dostar­czenie kwoty żywych ciał; w począt­kach na przydział do robót lub na rze­czywiste przesiedlenie, a później na miejsca stracenia. A jednak, długo po wykryciu przez siebie prawdy, żołnie­rze Służby Porządkowej zarabiali na swoje uprzywilejowane stanowisko i no­sili niebieskie mundury niemieckiego typu. Dr. Michał Mazor, najbezstronniejszy ze świadków, oświadcza, że w okresie wielkiej warszawskiej „akcji przesiedleńczej” żydowski policjant bu­dził taki sam strach jak Niemiec i że Służba Porządkowa zdradzała nawet kryjówki dzieci. Czasami handlowali oni życiem żydów. W Wilnie bogacili się oni na sprzedaży świadectw o za­trudnieniu. W Kownie jednak, dr. Gringauz twierdzi, że poza wyjątkami Służba Porządkowa nie była winna ja­kiejkolwiek zmowy z Gestapo, Jakakol­wiek była rola Służby Porządkowej, jej koniec był zawsze ten sam. Jak tylko przestała ona być Niemcom potrzebna, ulegała ona zbiorowemu wystrzelaniu —   zazwyczaj przy użyciu podstępu, jak w Mińsku, gdzie zostali wywabie­ni na ubocze rzekomo dla ugaszenia pożaru…

Komendantem Służby Porządkowej był często ochrzczony Żyd, który pełnił służbę oficerską w wojsku polskim. Ta­kim był pułkownik Szeryński, który dowodził w ghetcie warszawskim for­macją, liczącą w pewnej chwili 1,650 ludzi. Jego zastępca, Lejkin, który był komendantem na początku r. 1942, gdy Szeryński był w więzieniu, był sfotografowany dla gazety Volkischer Beobachter.w której pod 10 fotografią jego ukazał się napis „Napo­leon żydowski”. Mimo wszystko, wła­dza tych ludzi mogła być władzą rze­czywistą. Tak na przykład inny żoł­nierz zawodowy, Jakub Genns, komen­dant Służby Porządkowej w Wilnie, wywalczył sobie niezależność od Rady Żydowskiej. Jesienią 1942 roku Niem­cy uznali go za nadzorcę wszystkich istniejących jeszcze ghett na Litwie i na Białej Rusi i milicjanci litewscy mu­sieli mu salutować. Jak Rumkowski, Genns oszukiwał sam siebie, że jego osobista użyteczność dla Niemców może być sposobem ratowania żyć żydows­kich, — szczere oszukanie samego sie­bie, skoro w końcu sam zgłosił się do egzekucji, przekładając to nad uciecz­kę, która spowodowałaby masowe represje.

W czasie „akcji przesiedleniowych”, władza Służby Porządkowej zrobiła się nieznośna, bo często sama jedna musia­ła ona decydować, z kogo ma się za każdym razem składać liczba ludzi, których dostarczenia Niemcy żądali. W Łodzi, ponjcznik Rosenblatt powie­dział doktorowi Friedrich Hielscherowi, członkowi niemieckiego kółka oporu, że starał się on wybierać tych, którzy nie byli zdolni przetrwać w warunkach bytowania w ghetcie i że troszczył się oto by starszych wiekiem par małżeńskich nie rozdzielać w drodze do ko­mory gazowej, ale był on głęboko nie­spokojny w swym sumieniu. Jakub Genns z drugiej strony wolał trakto­wać swą działalność w sposób pewny siebie. W październiku 1941 roku o- świadczył on, że wydając paru wileńs­kich żydów ratuje on tysiące przed gro­bami zbiorowymi w Ponarach. Rabini wileńscy przedłożyli mu wtedy nastę­pującą cytatę z Majmonidesa:

„Jeśli bałwochwalca powie ci: ,wydaj mi jednego człowieka z twego ludu, abyśmy go mogli stracić, a jeśli odmó­wisz, to stracimy ciebie’, wtedy wszys­cy powinni zgodzić się zginąć, tak by ani jeden żyd nie został bałwochwalcy wydany w sposób dobrowolny”.

Być może najlepszą odpowiedzią Rabinom byłoby, że w dwunastym wieku nie było karabinów maszynowych. Ży­dowscy policjanci, którzy kupowali so­bie odroczenie wyroku śmierci na okres dni i tygodni przez oddawanie swychrodaków na stację zbiorczą, czyli punkt przeładunkowy, nie więcej zasługują na potępienie niż żydzi w obozach śmier­ci, którym kazano rewidować utajone miejsca zagazowanych trupów w poszukiwaniu przedmiotów drogocennych, a których zysk czasu mógł wynosić tyl­ko godziny. Dzisiaj jednak, paląca nie­nawiść ściga Rady żydowskie i Służbę Porządkową aż do ich bezimiennych gro­bów. W listopadzie 1949 roku Biuletyn żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie ogłosił, że będzie odtąd prowadził swe studia ściśle wedle zasad marksowskich. W szczególności, będzie badał oblicze członków Rad żydows­kich, ich afiliacje polityczne, ich losy osobiste i ich stosunki z Niemcami. Smutno jest stwierdzić, jak mało ta­kiego ducha było w pierwszych powo­jennych badaniach Centralnej Komisji Historycznej żydowskiej w Polsce.

Karta połączonych żydowskich orga­nizacji dobroczynnych, żydowskiej Sa­mopomocy Społecznej, zdaje się przed­stawiać się lepiej, niż karta Rad Żydow­skich, zwłaszcza jeśli idzie o większe ghetta, gdzie była ona prawie niezależ­na). Zapoznajmy się teraz z inną książką, mogącą nas poinformować, czym było ghetto żydowskie w Warszawie, mianowicie z książką „Martyrr and Fighters. The Epic of the Warsaw Ghei. to”. Edited by Philip Friedman, With a Prefa­ce by Norman Bentwich, London, Routledge & Keiran Paul Ltd. 1954.

Oto garść cytat.

O prezesie Rady Żydowskiej w Warszawie. “Czerniaków had been a teacher in a high school, and later was active in Jewish trade unions. He was an assimil­ated Jew and you never heard a Yiddish word from him. But he was an ho­nest man, and this was recognized by everyone”. (Str. 6 7).

( P rz ek ł a d. Czerniaków był nau­czycielem w gimnazjum, a potem był czynny w żydowskich związkach zawo­dowych. Był to żyd zasymilowany i nigdy nie usłyszało się z jego ust słowa w żargonie. Ale to był człowiek uczciwy i    to było przyznawane przez wszystkich).

“Czerniaków kept in the Juden- r a t all former councilmen of the Je­wish Community Council who were in Warsaw at that time, among others, Mi­rek Lichtenbaum, Meshulpm T-^m’ner, Benjamin Zabłudowski, A.B. Ekerman, Itche Meir Lewin, Zishie Frydman and Senator M. Kemer. He then co-opted a number of others, mostly his personal friends. I shall mention here, besides those already named, a number of coun- cilmen who played a minor or major role in various periods, from the start of the German occupation until the liquidation of the Warsaw ghetto. These were: Joseph Jaszunslci ( leader of CRT in Poland), Dr. Hayim Shoshkes (director of the Cooperative Bank), Commercial Court Judge Edward Ko- bryner, Stanisław Szereszewski, the lawyer Bernard Zundelewicz, the law­yer Rozensztadt, M. Kupczyker (from trade unions), Rabbi Sztokhamer, A- braham Wolfowicz, Rosen, Graf, Bart, Rabbi Szapiro, Sztolcman (director of the Bank of Jewish Merchants), the lawyer Dr. G. Wielikowski, Sz. Winter, Dr. Izrael Milejkowski, Abraham Gep- ner and Kaczka (chief of the Prison Department of the Judenrat. (Przypis : The author omitted S. Zygelboyim).

The Judenrat was composed of 24 members… All Jewish inhabitants had to belong to the Jewish Community (headed by the Judenrat), and to pay the taxes imposed on them. All converts and persons who were descen­dants of parents of Jewish origin were also considered Jews and had to belong to the Jewish Community. Indeed, they had the right to hold positions in the Judenrat and all its agencies. And, not infrequently am important post was occupied by a convert. For instan­ce, the chief of the Jewish police, or, as the Germans called it, the Public Safety Service (Ordnungsdienst), was the convert and violent anti-Semite, Colonel Szeryński, a former Polish po­lice inspector”. (Str. 6 8-6 9)

(Przekład. Czerniaków utrzymał w Radzie żydowskiej wszystkich by­łych członków kahału, którzy byli w owym czasie w Warszawie, wśród nich Mirka Liehtenbauma. Meszulama Kaminera, Benjamina Zabłudowskiego, A.Ekermana, Icka Meira Lewina, Zvsa Frydmana i senatora M. Kemera. Po­nadto. kooptował szereg innych osób, przeważnie swych przyjaciół osobistych. Wymienię tu, prócz wymienionych wyżej szereg członków rady, któ­rzy odgrywali mniejszą lub większą rolę w różnych okresach od początku okupacji niemieckiej do likwidacji ghetta warszawskiego. Oto oni: Józef Jaszuński (przywódca ORT-u w Pols­ce), dr.Chaim Szoszkes (dyrektor Ban­ku Spółdzielczego), sędzia handlowy Edward Kobryner, Stanisław Szere­szewski, prawnik Bernard Zundelewicz, prawnik Rozensztadt, M. Kupczyker

(ze związków zawodowych), rabin Sztokhamer, Abraham Wolfowicz, Rożen, Graf, Bart, rabin Szapiro, Sztolcman

(dyrektor żydowskiego Baniu Kupiec­kiego), prawnik dr. G. Wielikowski, Sz. Winter, dr. Izrael Milejkowski, Abraham Gepner, i Kaczka (szef wy­działu więziennictwa Rady żydowskiej). (Przypis autora książki: Autor ominął S. Zygeibojma).

Rada żydowska składała się z 24 członków… Wszyscy żydowscy miesz­kańcy musieli należeć do Społeczności żydowskiej (na której czele stał Ju­denrat) i płacić nałożone na siebie podatki. Wszyscy ochrzczeni Żydzi i osoby, pochodzące od rodziców żydows­kiego pochodzenia byli również uwa­żani za żydów i musieli należeć do Społeczności żydowskiej. Ba, mieli oni prawo zajmować stanowiska w Radzie żydowskiej (Judenrat) i we wszys­tkich podległych jej ciałach. Nie rzad­ko, ważne stanowiska obsadzone były przez wychrztów. Na przykład szefem policji żydowskiej, albo jak ją Niemcy nazywali, Służby Bezpieczeństwa Pub­licznego (Ordnungsdienst) był wychrzta i zaciekły antysemita, pułkownik Szeryński, były polski komisarz polic­ji)

„There was a whole army of Jew­ish policemen, or as they were called, “public safety men”. At the start of the liquidation, in July 1942, their number had grown to two thousand five hundred. All of them wore the same uniform and large, wide caps with a blue band around them. Instead of the silver stars of the officers, the policemen had brass stars, the number according to their rank. The chief po­liceman of a district or the so-called “group” chief had three brass stars on his cap”. (Str. 78).

(Przekład. Istniała cała armia żydowskich policjantów, albo, jak ich nazywano, ludzi bezpieczeństwa publi­cznego. Na początku likwidacji, w lipcu 1942 roku, liczba ich urosła do dwóch tysięcy pięciuset. Nosili oni jed­nolite mundury i duże, szerokie czap­ki z niebieskim otokiem. Oficerowie mieli gwiazdki srebrne, policjanci gwiazdki brązowe; ich liczba oznacza­ła rangę. Starszy policjant w rewirze, czyli tak zwany szef grupy miał na czapce trzy brązowe gwiazdki).

“At the beginning, when the offi­cer’s staff was composed only of men from the liberal professions with dip­lomas, a person without at least a high school diploma was not admitted to the rank of an officer.

The Jewish police included all kinds of elements from men of liberal pro­fessions with university diplomas down to underworld characters… In the police Szerynski sought to surround himself mostly with converts… When Szerynski was arrested in connection with the fur scandal, his post as chief of police was taken over by his assis­tant, the Warsaw lawyer Leikin or, as the Germans called him, the „little Napoleon”. He was an energetic and able officer, an excellent administrator, who had already won distinction in the officers’ school in Poland before the war. It was predicted that he was on the road to a great military career, despite his Jewish origin and his gro­tesquely short stature.

Leikin was the actual organizer of the wide-spread network of the police in the ghetto. When, after Szerynski had been arrested, he assumed the post of the chief of police and acquired the four silver stars on his police cap… After his death (he was sentenced and killed by the Jewish Fighting Organi­zation) the Germans shot his wife and their new-born child” (str. 79).

(Przekład. W początkach, gdy personel oficerski rekrutował się wy­łącznie z członków zawodów wolnych, osoba bez co najmniej matury nie mog­ła być mianowana oficerem.

Policja żydowska liczyła w swoich szeregach wszelkie rodzaje ludzi, po­czynając od członków zawodów wol­nych a kończąc na typach ze świata przestępczego… Szeryński starał się otaczać się w policji głównie przechrz­tami… Gdy Szeryński został aresztowa­ny w związku ze skandalem futrzanym, miejsce jego jako szefa policji objął jego zastępca, warszawski prawnik Lejkin, czyli, jak go Niemcy nazywali, ..mały Napoleon”. Był to energiczny i zdolny oficer, doskonały administrator, który odznaczył się już w polskiej szko­le oficerskiej przed wojną. Przepowia­dano mu, że jest on na drodze do wiel­kiej wojskowej kariery, pomimo ży­dowskiego pochodzenia i groteskowo niskiego wzrostu.

Lejkin był rzeczywistym organizato­rem szerokiej sieci policyjnej w ghetcie. Gdy Szeryński został aresztowany, otrzymał on stanowisko szefa policji i zdobył cztery srebrne gwiazdki na swej czapce policyjnej… Po jego śmierci (został on skazany i zabity przez ży­dowską Organizację Bojową) Niemcy zastrzelili jego żonę i ich świeżo uro­dzone dziecko).

Na stronicach 148-152 autor podaje szczegółowe informacje o popełnieniu przez Czerniakowa samobójstwa po tym, gdy nie chciał on podpisać „petycji” o wyewakuowanie z Warsza­wy żywiołów nieproduktywnych. Na stron. 150,152 podany jest obszerny list żony Czerniakowa z dnia 18 lutego 1946 r.

Autor twierdzi, że osią spisku powstańczego, który był źródłem zbrojnej obrony ghetta, byliRewizjoniści. (Str. 203-205). Autor cytuje fragmenty z pamiętników Goebbelsa, świadczące o sile powstania w ghetcie, a tym samym i o sile ghetta. Notatka z 1 maja 1943 roku.

“Reports from the occupied areas contain no sensational news. The only noteworthy item is the exceedingly se­rious fights in Warsaw between the po­lice and even a part of our Wehr­macht on the one hand and the re­bellious Jews on the other. The Jew* have actually succeeded in making a defensive position of the ghetto. Heavy engagements are being fought there which led even to the Jewish Supreme Command’s issuing daily communi­ques. Of course this fun won’t last very long. But it shows what is to be expected of the Jews when they are in possession of arms. Unfortunately so­me of their weapons are good German ones, especially machine guns. Heaven only knows how they got them”. (S t r.2 5 8 -259).

(Przekład. Raporty z krajów o- kupowanych nie zawierają wiadomości sensacyjnych. Jedynym faktem god­nym uwagi są poważne walki w War­szawie między policją a nawet częścią naszego wojska z jednej strony, a zbun­towanymi żydami z drugiej. Żydom udało się w Istocie zrobić z ghetta pozy­cję obronną. Toczą się tam ciężkie wal­ki, które spowodowały nawet wydawa­nie codziennych komunikatów przez Żydowskie Naczelne Dowództwo. Natu­ralnie ta zabawa długo nie potrwa. Ale pokazuje ona, czego można oczeki­wać od żydów jeśli posiadają oni broń. Niestety część ich broni jest dobrego niemieckiego pochodzenia, a zwłaszcza karabiny maszynowe. Niebiosa tylko wiedzą, skąd oni ją wzięli).

Autor podaje także godne uwagi notatki Go­ebbelsa z dn. 25 kwietnia 1943 r. (str. 258) i z dn. 22 maja tegoż roku (str. 259).Powyżej przytoczone dane pozwalają nam stwierdzić dwie rzeczy. Niemcy przygotowywali żydowskie kadry administracyjne i policyjne (te ostatnie mogły się z czasem stać nawet kadrami wojskowymi). Oraz Niemcy w poczynaniach swoich mieli po swojej stronie liczny zastęp Żydów, których nie sposób uważać za „kolaboran­tów” i zdrajców sprawy żydowskiej, lecz którzy bez wszelkiej wątpliwości uważali, że sprawie żydowskiej dobrze i ofiarnie służą. Ludzie ci długi czas z zadziwiającym zaślepieniem nie wierzyli, że Niemcy rozpoczęli rzeź Żydów. Wi­docznie mieli oni podstawy do tego, by ufać poczynaniom niemieckim i wierzyć w ich ostateczną celowość i użyteczność z punktu widze­nia żydowskiego. Zostali w tragiczny sposób oszukani i protest swój zamanifestowali masowym popełnianiem samobójstw. Ich zachowanie świadczy, że nastąpił w pewnej chwili gwałtow­ny przełom w niemieckiej polityce wobec Żydów że oni się w tym nie od razu połapali. Fakt, Że byli oni otoczeni nienawiścią ze strony _ części Swoich współwyznawców nie dowodzi niczego: prowadzili on; politykę niepopularną, z pewnością nie aprobowaną przez duży odłam Żydów dobrze poinformowanych, a zupełnie nie rozu­mianą przez szerokie masy nie poinformowane. Wewnętrzne walki w łonie narodu żydowskiego nie są niczym nowym i nawet wyroki śmierci, wydawane przez żydowską Organizację Bojową nic dowodzą, by dana jednostka nie była cała duszą sprawie narodowej żydowskiej oddana.

Ghetto warszawskie miało wszelkie cechy za­wiązku małego żydowskiego państewka pod nie­mieckim protektoratem, liczebnie większego, niż Luksemburg czy Islandia, ale mniejszego, niż Estonia, czy Albania. Państewko to, z jego radą zarządzającą, z jego policją, z jego aparatem urzędniczym itd. można było potem w całości i z łatwością przenieść do Lubelszczyzny. Niem­cy nie mieli potrzeby nadawać ghettu cechy ta­kiego zaczątkowego państewka. Jeśli ją nadali, jest rzeczą widoczną, że mieli oni świadomy za­miar przygotowania i wyszkolenia pod swoim kierownictwem gotowego aparatu państwowego żydowskiego. Jest także rzeczą widoczną, że w dziele tym korzystali oni z pomocy i poparcia co najmniej pewnego odłamu polityków i działaczy żydowskich. Być może nie wszyscy Żydzi szli na współdziałanie z Hitlerem, być może nie wszys­cy to współdziałanie rozumieli i o nim wiedzieli. Ale byli tacy żydzi, były być może takie partie lub organizacje żydowskie, które z Hitlerem współdziałały. Jest rzeczą przyszłych badań his­torycznych zidentyfikowane nazwiska, ustalić co to byli za ludzie, skąd się wzięli, jaka była ich przeszłość i ich powiązania organizacyjne.

+

Jeśli idzie o punkt trzeci: o samo przesied­lenie do Lubelszczyzny, władze niemieckie do­konały stosunkowo najmniej. Nic dziwnego: przesiedlenie to było programem Niemiec przez niecałe dwa lata (październik 1939 – czerwiec 1941) a być może nawet dużo krócej, a był to najtrudniejszy punkt programu, trudny do wy­konania zwłaszcza w warunkach wojennych.

Mimo to, coś niecoś jednak zrobiono. Pisa­łem już trochę na ten temat w rozdziale o stano­wisku Niemiec. Czego nie podałem, podaję po­niżej.

„Pierwsze transporty Żydów z okupowanej Austrii i Czechosłowacji przybyły (do rezerwatu lubelskiego) już w październiku 1939 r. Przybyło tam wówczas kilka tysięcy żydów z Pragi, Morawskiej O- strawy, Cieszyna, Bogumina, Pilzna oraz ze Słowacji.i) w październiku przybyli również żydzi z Wiednia?) i Ciechanowa). W lutym 1940 r. osied­lono tam —zgodnie z zapowiedzią Heydricha — partię Żydów przybyłych ze Szczecina. Transporty Żydów, wy­siedlonych z miast „Kraju Warty” w ramach ogólnej akcji wysiedleńczej, kierowano również na tereny wyzna­czone na „rezerwat”, chociaż większość przesiedlonej ludności żydowskiej roz­proszyła się po wszystkich miastach i miasteczkach Generalnej Gubernii.

Ringelblum wspomina — w notat­kach pisanych w Warszawie podczas okupacji hitlerowskiej pod datą 17-20 stycznia 1940 r. że według pogłosek krążących w Warszawie, Żydzi ze wszystkich okupowanych ziem pols­kich będą przesiedleni do „rezerwa­tu”)

Życie żydów deportowanych na Lu­belszczyznę niewiele różniło się od ży­cia więźniów w ówczesnych obozach koncentracyjnych. Niezwykłe przelud­nienie, nędza ludności żydowskiej ogra­bionej z całego mienia (pozwolono za­brać ze sobą tylko podręczny bagaż), straszny i stale wzmagający się głód — sprzyjały szerzeniu się epidemii” i wy­sokiej śmiertelności wśród deportowa­nych.”. (Artur Eisenbach, „Hi­tlerowska polityka ekster­minacji Żydów”. Warszawa, żydowski Instytut Historyczny, 1953, Str. 124).

Przypiski do powyższego tekstu brzmią jak następuje). „Porównaj „National Ztg— Ba­sel” z 7.XI. 1949 r.; „Luksemburger Wort” z 21. XI. 1930 r.; Spizman: Ży­dzi w okupowanej Polsce, New York 1942 r. str. 30.

2. Porówm. „Prozess’’ t. XXXII, str. 255. dokum. PS-3398, pismo SeyssInquarta do Himmlera z 4. XI. 1939 r.

O   rozkazie zorganizowania transpor­tów żydów do Gen. Gubernii, jaki o trzymała w październiku 1939 r. Gmi­na Żyd. w Wiedniu, porówn. ,,.Tivo-Ble- ter”, 1940, Nr. 1-2, str. 156”.

3. „Prozes”, t. VII, str. 182, z prze­mówienia gen. Rudienki”.

4. „Arch. Z.I.H. Akta I.D.C.. teka Nr 414. Wykaz miast i liczby uchodźców”.

— 71

5. „Arch. Z.I.P.” Ardh. Ring’. I, notatka Ringelbluma”. (Ibid, str. 124).

Dane, ogłoszone w książce Eisenbacha, oraz w innych wydawnictwach, cytowanych już wy­żej, a wśród nich zwłaszcza w książce Jon Evansą świadczą, że osiedlanie Żydów w rezerwacie lubelskim zostało przez władze niemieckie rze­czywiście rozpoczęte, choć nie zdążyło przybrać rozmiarów akcji o dużym zakresie.

—————————————–

KONKLUZJA

Jak widzimy, groziło nam w czasie ubiegłej wojny zupełnie realne niebezpieczeństwo doz­nania tego samego losu, jakiego w parę lat po zakończeniu tej wojny doznali Arabowie palestyńscy, mianowicie stania się terenem żydow­skiej kolonizacji i żydowskich planów państwotwórczych.

Terytorium żydowskie w Lubelszczyźnie, o ile by powstało, byłoby dla Niemiec kamieniem węgielnym programu rozbioru Polski; zadało­by ono Polsce cios śmiertelny, rozbijając polskie terytorium narodowe i na zawsze skazując Polskę na los małego narodu. Dla Żydów, było­by ono punktem wyjścia do dalszych ich planów w Europie Wschodniej.

Byłoby ono niewątpliwie doznało takiego po­parcia, politycznego, gospodarczego i wojskowe­go z zewnątrz, a zwłaszcza z Ameryki, jak repub­lika izraelska w 1948 roku i później, a byłoby także z pewnością otrzymało pomoc i ze strony Sowietów.

Wszystko to wydaje się dziś rzeczą zupełnie nierealną. Ale wszak tak samo rzeczą nierealną wydaje nam się dziś niebezpieczeństwo zwycięs­twa krzyżackiego pod Grunwaldem i utworzenia imperium krzyżackiego, sięgającego do Mo­rza Czarnego i Uralu, zwycięstwa tureckiego pod Chocimiem i Wiedniem i podboju Polski i dużej części Europy przez Turcję i zwycięstwa szwedzkiego w „potopie” i długich rządów szwedzkich w Polsce. A jednak były to wszystko nie­bezpieczeństwa rzeczywiste i tylko niemal cu­dem odparte lub uniknięte.

Tak samo — niemal cudem — uniknęliśmy pokoju kompromisowego między Hitlerem, Ameryką i być może Rosją, pokoju, którego jed­nym z rezultatów byłoby się stało państwo ży­dowskie na polskiej ziemi.

Dlaczego Hitler żydów wymordował? — Mor­dował ich na raty i na przestrzeni dość dłu­giego czasu. Trudno się oprzeć podejrzeniu, że owa rzeź Żydów była dla niego środkiem nacisku, przy którego pomocy chciał wymusić na swoich przeciwnikach wojennych zawarcie po­koju kompromisowego.

————————————————-

DODATEK

Już po zakończeniu przepisywania powyższe­go tekstu, powziąłem zamiar dodania do roz­prawy o niebezpieczeństwie, które nas ominęło, dwóch jeszcze dodatkowych tekstów, rzucają­cych na to niebezpieczeństwo pewne światło.

Pierwszym z tych tekstów jest cytata z dzie­ła znakomitego polskiego historyka, śp. Felik­sa Konecznego „O wielości cywilizacji”  (Kraków, 1935), informująca, że dążenia do wykrojenia z ziem polskich osobnego terytorium dla żydów, mającego znaleźć się pod żydowską adminis­tracją, zarysowywały się już w XVIII wieku, a może nawet i w wieku XV[I-tym.

Pisząc o prądzie, znanym pod nazwą chasydyzmu, Koneczny pisze:

„Obmyślono sposoby oznaczenia cza­su, kiedy zjawi się mesjasz, a wraz z nim żydowskie panowanie nad świa­tem. Wyznaczano kilka razy wyraźnie daty (1525, 1568, 1648 — najważniej­sze)”. (Str. 245 ).

„Zapowiedziano jego przyjście ,na rok 1648 i tym razem zjawił się. Był nim Sabbataj Cwi… Idea… przeszła na

Jakuba ben Jehude, ben Lejba z Czerniowiec, znanego w historii pod imie­niem Franka. Ten działał w Turcji przez lat 15. poczem w r. 1755 prze­niósł się do Polski…

Frank trafił w Polsce na zaciekłą walkę talmudu z soharem. Frankiści posunęli się do tego, iż publicznie za­rzucali talmudystom mordy rytualne. Frank zjednywał sobie na wszelkie sposoby łaski dworu i wyższego ducho­wieństwa, a w r. 1759 przyjął chrzest wraz z 24.000 zwolenników. Chodziło o to, żeby otrzymać na Podolu znaczny płat kraju we własny zarząd, boć mes­jasz musiał wreszcie gdzieś królować. Był to pierwszy pomysł Judeopolonii. Byłby się może powiódł, gdyby Frank nie był zrywał z talmudystami, którzy zemścili się i doprowadzili do tego, iż Franka internowano w twierdzy często­chowskiej, skąd dopiero w r. 1773 powio- mu się wyjechać do Niemiec”. (Str.2 4 6-247 ).

Dzieje Franka i frankistów mają w Polsce Obszerną literaturę. Jest rzeczą znaną, że liczna grupa frankistów została w Polsce nobilitowana i wszedłszy w szeregi (polskiej szlachty zaczęła odgrywać niejaką rolę w życiu politycznym Polski, jeśli nie we własnym pokoleniu, to w następnych. Uchodzi za rzecz powszechnie przy­jętą, że chrzest frankistów był aktem nieszcze­rym. Przez kilka pokoleń frankiści żenili się wy­łącznie między sobą, lub z nowo ochrzczonymi Żydówkami. Wedle Jeske-Choińskiego (,Neofici polscy*, Warszawa 1905), aż do roku 1810 mniej więcej tworzyli frankiści gromadę nieszczerych neofitów, obcych ludności chrześcijańskiej własnymi obrzędami i majakami sabbatejskimi. (Str. 68). ,Dopiero około roku 1810 zaczyna, „wiara” Franka, powoli gasnąć… Dorastało drugie i trzecie pokolenie, które kształciło się w szkołach pijarskich zżyło się z ludnością rdzenną, co im jednak wcale nieprzeszkadzało trzymać się ciągle kupy, żenić się pomiędzy sobą, albo z neofitkami świeższej daty. Tak potężnym był wpływ Fran­ka, że go sto lat odmiennych warunków nie zmogło, nie strawiło.’ (Ibid). Posłuszni wska­zówkom Franka nie mieszali się frankiści przez sto lat z rasą aryjską. Albo żenili się pomiędzy sobą, albo z neofitkami świeższej daty. Dopiero około 1850 roku zaczęli nie­którzy frankiści łamać tradycje ,kompanii. Pierwszy przykład w tym kierunku dali Woło­wscy, Łabęccy i Krysińscy. Później uczynili to samo inni*. (Str. 187).

O Franku i frankistach pisałem nieco obszer­niej w moim ,Tragiźmie losów Polski’ (Pelplin, 1935) na str. 63-78.

Drugim tekstem, który zdecydowałem się tu przytoczyć, są informacje, zdające się świadczyć, że już po zakończeniu drugiej wojny światowej istniały w jakichś kołach tendencje do rozwią­zania terytorialnego na Krymie.

Jest rzeczą od dawna wiadomą, że pod rządami sowieckimi prowadzona była na Krymie koloni­zacja żydowska, stanowiąca w pewnym sensie przedsięwzięcie konkurencyjne w stosunku do kolonizacji syjonistycznej w Palestynie. O wiele było mniej w tej sprawie rozgłosu, niż w spra­wie t.zw. Birobidżanu, który okazał się czy to przedsięwzięciem nieudanym, czy też bluffem, o wiele realniejsze jednak były tu osiągnięte rezultaty.

“Jewish agricultural colonies had al­ready existed under the Czarist regi­me in the areas of Kherson, Dnepro­petrovsk (Yekaterinoslav) and Kiev. The number of Jewish persons living in these colonies in the Czarist period Was at no time higher than 90,000 and Considerably below that maximum fi­gure on the eve of the First World War.

Soon after the October Revolution the Soviet Government set itself the task of expanding greatly the experi­ment with Jewish agricultural colonies and founded two special organizations for the encouragement of a Soviet Je­wish peasantry. These organizations were the “Komzet”… and Ozet”…

Through the combined efforts of Komzet and Ozet three Jewish National Districts of an agricultural character were set up in the Ukraine — Kaiinin- dorf, Stalinidorf and Novolatopol. Of these Kalininidorf with forty five col­lective farms in 1937 was the most important as it contained the highest proportion of Jews. In the Crimea the Jews had two more National Districts^ Fraydorf and Larindorf, the last one named after the pioneer of Jewish a- gricultural settlement, Yuri Larin. So­viet propaganda made especially great play of the Fraydorf District, which was about 190.000 acres in extent, inc­luded thinty-three collective farms with 1.692 families and had thirty- eight schools and seven reading rooms.

The total number of Jewish collective farms in the U.S.S.R, in the middle thirties amounted to 500 and there we­re 225.000 Jewish persons engaged in agriculture of whom 90 per cent lived in the Ukraine, Byelorussia and the Crimea. This figure diminished, howev­er in the years just before the Se­cond World War… The fact that Jews became agriculturits did not dimi­nish anti-semite feelings but, on the contrary, simulated them… The Cri­mean settlement project in particular provoked a great deal of jealousy among Russian and Ukrainian peasants. The communist peasant newspaper Bednota, received many letters from land-hungry peasants who said the following „When we apply for our resettlement into the Crimea we get a reteal and are told that we should go to Siberia. Why do Jews deser­ve such attention since they are allo­wed to go to the Crimea?” Official pro­paganda quietened down these pro­tests by making the point that Jewish landowners like Baron Ginzburg had owned under the Czarist regime more land in the Crimea than the Soviet re­gime was allocating to Jewish far­mers”. (Walter Kolarz, „Russia and Her Colonies”, Londyn 1952”, George Philip & Son Ltd., str. 171-173).

(Przekład, żydowskie kolonie rol­nicze istniały już pod rządami carski­mi w okolicach Chersonia, Dniepropietrowska (Jekaterynosławia) i Kijowa. Liczba żydów żyjących w tych kolo­niach w czasach carskich nie była nig­dy większa niż 90.000, a znaczniebliższa od tej liczby w przededniu pierw­szej wojny światowej.

Wkrótce po rewolucji październiko­wej władze sowieckie postawiły sobie za zadanie znacznie rozszerzyć ekspe­ryment z żydowskimi koloniami rolni­czymi i utworzyły dwie specjalne orga­nizacje służące popieraniu żydowskie­go chłopstwa. Te organizacje to były… „Komzet”. .. i „Ozet”.,

Dzięki wspólnym wysiłkom Komzetu i Ozetu trzy żydowskie Dystrykty Na­rodowe o charakterze rolniczym zostały utworzone na Ukrainie: Kalinindorf, Stalindorf i Nowozłatopol. Najważniej­szy z nich był Kalinindorf z czterdzies­tu pięciu kołchozami w roku 1937, gdyż zawierał on najwyższy odsetek żydów. Na Krymie żydzi mieli dwa dalsze Dystrykty Narodowe, Frajdorf i Łarindorf, ten ostatni nazwany imieniem pioniera żydowskiego osadnictwa rolnego, Juri­ja Łarina. Sowiecka propaganda szero­ko wychwalała zwłaszcza dystrykt frajdorfski, który miał 190.000 akrów (75.000 hektarów) obszaru, zawierał trzydzieści trzy kołchozy zamieszkane przez 1.692 rodziny i miał trzydzieści osiem szkół i siedem czytelni.

Ogólna liczba żydowskich kołchozów w Z.S.R.R. w połowie lat trzydziestych wynosiła około 500, a około 225.000 osób narodowości żydowskiej zatrudnio­nych było w rolnictwie, z czego 90% żyło na Ukrainie, na Białejrusi i na Kry­mie. Liczba ta jednak zmniejszyła się w latach tuż przed drugą wojną światową…Fakt, że Żydzi stali się rol­nikami nie zmniejszył uczuć antysemi­ckich, wręcz przeciwnie, dodał im bodź­ca… Plan osadnictwa krymskiego w szczególności wywołał dużo zawiści wśród chłopów rosyjskich i ukraińskich. Komunistyczne pismo chłopskie Biednota otrzymało wiele listów od chło­pów spragnionych ziemi, którzy pisali co następuje: „Gdy my prosimy o osied­lenie nas na Krymie, spotykamy się z odmową i mówi się nam że powinniśmy pójść na Syberię. Dlaczego więc Żydzi otrzymują takie względy, że mogą iść na Krym”? Propaganda oficjalna uspo­kajała te protesty, podkreślając, że ży­dowscy wielcy właściciele ziemscy tacy jak baron Ginzburg władali za carskich czasów większą ilością ziemi na Krymie niż rząd sowiecki przydzielał żydows­kim chłopom.) (Uwaga. Teirmin Dystrykt pozostawiłem bez zmiany, nie wiem bo­wiem, czy oznacza on rejon, czy powiat. Przypuszczam, że chodzi o rejon, t.j. mniejszą jednostkę administracji so­wieckiej).

Jak widzimy więc, żydowska kolonizacja na Krymie i na terenach przyległych prowadzona była już przed rewolucją i osiągnęła wówczas rozmiary liczebnie nie mniejsze od syjonistycz­nej kolonizacji w Palestynie. Być może zakupy ziemi przez żydowskich wielkich właścicieli ziemskich (barona Ginsburga) pozostawały związku z planami tej kolonizacji w ten sam sposób jak podobne zakupy barona Montefior w XIX wieku w Palestynie pozostawały w związku jako etap wstępny z kolonizacją syjonistycz­ną. Rząd sowiecki po rewolucji kontynuował te akcje kolonizacyjną. Jest rzeczą ciekawą, że czynniki sowieckie powoływały się na uprawnienia żydowskie na Krymie, wynikające z faktu istnienia tam żydowskiej wielkiej własności; wszak byłoby rzeczą zupełnie nie do pomyśle­nia, by te same czynniki mogły uznawać jakie­kolwiek uprawnienia polskie na Ukrainie nad­dnieprzańskiej, wynikające z faktu istnienia tam w tymże czasie tj. przed rewolucją, wiel­kiej własności polskiej!

Informacje, które chcę tu zacytować, pochodzą z rosyjskiej gazety emigracyjnej ,Socjalisticzeskij Wiestnik*, wychodzącej w Nowym Jorku i Paryżu, No 5 z roku 1957. Przedrukowuję je z niemieckiego przekładu, który znalazłem w czasopiśmie ,Ost-Probleme’, No 26 z dn. 11 października 1957, wydawanym przez Wydział Prasowy Ambasady Amerykańskiej w Zachod­nich Niemczech. Przekład ten nosi tytuł: ,Die „Krim-Affare”, co jest przekładem orginalnego tytułu: ,Krymskoje Dieło’.

Cytuję poniżej najważniejsze urywki.

Unter diesem Namen wird ein un- wahrscheinlicher „Fali” in die Geschi- chte eingehen, bei dem eine Reihe von angesehenen judischen Soviets chrift- stellern mit David Gergelson an der Spitze, das Mitglied der Akademie der Medizinischen Wissenschaften der UdSSR und Professor der Biochemie Lina Stern (friiher Dozen tin der Gen- fer Universitat) und der ehemalige Leiter des sowjetischen Informations- biiros wahrend des Krieges und spatere stellvertretende Aussenminister Losow- skij des Landesverrats beschuldigt wur- den, weil sie angeblisch die Abtren- nung der Krim von der Sowjetunion im Falle eines neuen Krieges vorbereitet hatten. Ausser L. Stern wurden alle Mitangeklagten wegen dieses Verge- hens zum Tode vterurteilt und am 12 August 1952 hingerichtet. Lina Stern, die sich den ins Ausland durchgesicker- ten Berichten zufolge in dem Prozess ausserordentlich tapfer hielt, kam mit einer mehrjahrigen Gefangnisstrafe da- von und wurde 1956 wieder auf freien Fuss gesetzt…

Am 4 April 1956 erschien in der War- schauer jtldischen Zeitung “Folkszty^

— 74—

me” ider sensationelle Airtikiel „Unser Schmerz und unser Trost”, der von der ‘Liquidieruing der unter yolkommen fal- schem Verdaohit angefclagten sowjetl- schen jiidischen Kulturschaffecnden und ^ersonlichkeiten des offentlichen Lebens in der zweiten Halfte der dreissiger Jahre berichtet… Man erfuhr daraus fer- ner von dem zweiten Vernichtungs- :»chlag gegen die sowjetische jiidische Elite in allerjiingster Zeit und von der ebenfalls unter falscher Anklage er- folgten Hinrichtung Bergelsons, Pfef- fers, Markischs, Der Nisters, Hofsteins, Suskins, Nusinows, Spiwaks und Per- 90ws. tflber den ‘‘Fall Krim”, den Pro- zess und die Erschiessungen am 12 Au­gust wuirde dn dem Artikel der “Folk- sztyme” allerdings noeh nichts berich­tet, obwohl die Verfasser (oder der Verfasser) des Artikels selbst an- deuteten, dass sie schon seit langem etwas titar dieseni traurigen “Fall” wussten…

m der kanadischen Kommunistischen Partei (die jetzt den Namen Labour- iproigresisive Party — Ł0PP tragt), war das fiihrende Parteimitglied Y.B. Salts- berg ischon seit der „grossen Saube- rung” in der Sowjetunion wahrend der ’zweiten Halfte der dreissiger Jahre we- gen der sowjetischen Judenpolitik von ^Zweifeln geplagt . .. Erst im Juli 1955 war es fem moglich, in diie iSowjet- union zu reisen, und zwar auf eigene Faust und nicht als Delegierter seiner Partei… Das ZK beauftragte eine „Son- derkommission”, Saltsiberg die notigen Aufklarungen zu erteilen… War es un- mdglich, etwas Genaueres fiber die be- Ikannteren der von sechs und mehr Jahren Inhaftierten zu erfahren. Wohl noeh erstaunlicher ist es, dass bei die- sen Gesprachen nicht einmal andeu- tungsweiise dfe Reschul/diguingeai im Palle ‘ Krim” erwahnt wurden.

Nach Kanada zurtickgekehirt, ver- suchte Saltsberg erneut, die Fiihrung seiner Partei zu einer grosseren Akti- vitat in diieser tragischem Frage izu be- wegen. Aber erst nach dem XX Partei- tag der KPdSU und der Veroffentli- chunig des Chruscht^chev-Berichts „fi­ber den Personlichkeitskult und seine Foligen” in Ameaika so wie unter dem Eindruck des Artikels der „Folksztyme” beschloss 4as ZK der UPP eine Delega­tion in die TJdSSR zu schicken, um eine Reihe van Fragen zu kl&ren, die sich aus den Beschllissen des XX Partei- tages ergaben, und dieser Delegation mit einem Sonderauftrag Saltsberg bei- zugeben. Er sollte Fragen klaren, die

mit der Lage der Juden in der Sowjet­union in Zusammenhang standen.

In der zweiten Halfte des August traf die Delegation der LPP in Moskau ein. Sie flihrte eine Reihe von Gespra­chen mit zahlreichem sowjetischen Funktionaren und hatte vier Sitzungen (von zusamman (14 Stunden) mit den Sonderbevollm&chtigten fiir die Ge- sprache mit der Delegation, den ZK- Mitgliedern Ponomarew, Suslow und Chruschtschew. Chruschtschew nahm nur an der letzten Besprechung am 29 August teil, die unigefS.hr zwei Stun- den dauerte und sich fast ausschliess- lich mit dem Judenproblem befasste, wobei auf sowijetischer Seite die ganze Zeit liber Chruschtschew das Wort ftihrte,

Bei diesen Gesprachen wurden u.a. folgende Fragen bertihrt: die Anerken- nung oder Nichtanerkennung der Ju­den als Nationality und — im Zusam­menhang damit — das Recht der Ju­den auf die Entwicklung ihrer nationa- len Kultur in der Sowjetunion; die As­similation der Juden; der Antisemitis- mus; der nationale Charakter des Ju- dentums(!); das Schicksal der im Jah­re 1948 und spater verhafteten jtldi- schen Persónlichkeiten des offentlichen und kulturellen Lebens. Im Rahmen die­ser ubersicht kann ich nur auf die letzte Frage eingehen. Hier wurde zum ersten Mai der Vorhang iiber dem „Fall Krim geliiftet. Ich fiihre die Stelle dariiber im Wortlaut aus dem Air- tikel von Saltsberg in “Morgen-iFrei- heit” vom 12 Dezembeir an: Chruschts- chew teilte mit:

… er war der gleichen Meinung wie Stalin, dass die Krim, die am Ende des Krieges gegen Hitler unbevol- kert war, nicht zum Mittelpunkt ei­ner jiidischen Kolonisation werden dtirfe, da sie sich sonst im Falle eines Krieges in eineh Aufmarschraum ge­gen die Sowjetuniom verwandeln wtir_ de;

…dass der alte und ergebene Genosse Solomon Losowskij (ein in der ganzen Welt bekannter Altbol- schewik, ehemaliger Ftihrer der ro- ten Intemationalen Gewerks chaften) unschuldig umkam, nachdem er in ((Meinesi Wiissens ist (Losowskij zu- “Fall Krim” himeingezogen wuirde. isammen mit einer jiidischen Schrifts- tellergruppe am 1:2 August 1952 um- gekommen. Eine der Verlenmdungen Stalins gegen die Schriftsteller und Losowskij besagte, sie seien angeb-

lich bestrebt gewesen, ,,das Gebiet

Krim von der Sowjetunion loszutren-

nen”).

Arts che mend haben die Beschuldi.

gungen im “Falle Krim” die anderen ‘BeschuldiigiiHigen gegien Bergelson-Lo- sowskij so stark uberschattet und^ die Argumente Chruschtschews zum ‘Fall Krim” sowie seine anderen Aussetrun- gen zu den Besonderheiten des Charak­ter der jlidischen Nationalitat Salts- berg so sehr iiberrascht, dass er seine unmittelbaxe Aufgabe yergass, die Griinde und TJmstande des Verschwin- dens der prominenten jlidischen Schrift- steller genau festzustellen.

Dass die Anklage gegen Bergelson, Losowskij und die anderen wegen Lan- deisverrats falsch war, gab Chnusch- tsohew jetzt ddrekt zu. Aber tiber die Hintergrtinde dieser Beschuldigung konnen wir nur Mutmassungen anstel- len.

Die Mitglieder dess Anitifaschistichen Komittees kamen erst mehr als dreiein- halb Jahre nach ihrer Verhaftucng vor den Richter. Ohne den „Fall Krim” hatten sie wahrscheinlich noch langer ohne Gerichtskomodie im Gefangnis Co­der Lager) schmachten miissen; man konnte diese Leute schliesslich nicht deshalb vor Gericht stellen, weil sie sich darum bemtiht hatten, anderem Juden Arbeit oder eine Wohnung zu ver- schaffen oder weil sie das Judentum als Nationalitat auffassten, die gewis- se gemeinsame Elemente mit den Ju­den verschiedener Lander aufweist. Wenn dem so ist, liesse sich erklaren, warum man die Aufmerksamkeit aus- schliesslich auf den ‘Fall Krim” kon- zenitrierte, als bei dem Gesprach zwi- schen Chiruschtschew und den Kajna- diem der Prozess gegen Bergelson-Lo- sowskij beriihrt wurde.

Die Tatsache der Anklage im „Fall- Krim” und der Hinrichtung einer gros- sen Giruppe vollkommen unschuldiger Menschen auf Grund dieser Anklage steht nummehr ausser Zweifel, inach- dem sie von Chruschtschew — ohne da- zu aufgefordert worden zu sein — un- verblumt eingestand, auch er person- lich habe bei diesem unglaublichen Fall seine Hande im Spiel gehabt.

Obwohl jetzt niemand mehr zu best- reiten wagt, dass der Fall von Bergel­son, Losowskij und ihren Mitangeklag- ten ein Musterbeispiel sowjetischer Willkiirjustiz ist und dass die Ange- klagten Folterungen ausgesetzt waren und unschuldig hingerichtet wurden, findet sich tiber ihre Rehabilitierung

nirgends in der Sowjetunion ein direk- ter Hinweis”… (Str. 927-930).

(P r z e k ł a d. Pod powyższą nazwą przejdzie do historii nieprawdopodob­ny „incydent”, w trakcie którego szereg szanowanych żydowskich sowieckich pisarzy, na czele z Dawidem Bergelsonem, członkiem Akademii Nauk Me­dycznych Związku Sowieckiego i pro­fesorką biochemii Liną Stern (poprzed­nio docentką uniwersytetu w Genewie), oraz z byłym kierownikiem sowieckie­go biura informacyjnego w czasie woj­ny i później zastępcą Ministra Spraw Zagranicznych, Łazowskim, oskarżo­nych zostało o zdradę stanu, jako że rzekomo przygotowywali oderwanie Krymu od Związku Sowieckiego w wy­padku, gdyby wybuchła nowa wojna. Po­za Liną Stern wszyscy oskarżeni zostali na zasadzie tego oskarżenia skazani na śmierć i dnia 12 sierpnia 1952 roku stra­ceni. Lina Stern, która wedle wiadomości jakie się przedostały na zachód, b. odważnie się na procesie zachowy­wała, wybrnęła tylko z długoletnią ka­rą więzienia i została w roku 1956 wy­puszczona na wolną stopę…

Dnia 4 kwietnia 1956 roku ukazał się w warszawskiej żydowskiej gazecie „Folksztyme” sensacyjny artykuł p.t. „Nasz ból i nasza pociecha”, który in­formował o zlikwidowaniu oskarżonych na podstawie zupełnie fałszywych po­dejrzeń grupy sowiecko- żydowskich działaczy kulturalnych i osobistości ży­cia publicznego w drugiej połowie lat trzydziestych… Dowiedziano się ponad­to z tego artykułu o drugim miażdżą­cym ciosie, jaki spadł na sowiecko-żydowską elitę w czasach najnowszych i o straceniu, również pod fałszywym oskarżeniem, Bergelsona, Pfeffera, Markisza, Nisterów, Hofsteina, Suskina, Nusinowa, Spiwaka i Persowa. O „incy­dencie krymskim”, o procesie i o rozs­trzeliwaniach w dniu 12 sierpnia ar­tykuł w „Folksztyme” nie mówił zresz­tą. Jeszcze nic, choć autorzy (czy też autor) artykułu dawali sami do zrozu­mienia, że już od dawna o tym smut­nym „incydencie ” wiedzieli…

W kanadyjskiej partii komunistycz­nej (która nosi obecnie nazwę Labour Progressive Party — LPP), czołowy członek partii, Y.B. Saltsberg był już od czasu „wielkiej czystki” w Związku Sowieckim w drugiej połowie lat trzy­dziestych -gnębiony wątpliwościami z powodu sowieckiej polityki wobec ży­dów… Dopiero w lipcu 1955 zdołał on odbyć podróż do Rosji Sowieckiej i to na własną rękę, a nie jako delegat swo­jej partii…. Centralny Komitet wyzna­czył „komisję specjalną” do udzielenia Saltsibeirgowi potrzebnych wyjaśnień..? Było rzeczą niemożliwą dowiedzieć się czegokolwiek dokładnego o bardziej znanych spośród osób aresztowanych przed sześciu i więcej laty. Rzeczą je­szcze dziwniejszą jest to, że w rozmo­wach tych oskarżenia z tytułu „incy­dentu krymskiego” nie były wymienio­ne nawet w formie aluzji.

(Powróciwszy do Kanady, Saltsberg usiłował na nowo nakłonić kierownictwo swojej partii do większej aktywności w tej tragicznej sprawie. Ale dopiero po XX Kongresie partii komunistycznej Związku Sowieckiego i po ogłoszeniu w Ameryce mowy Chruszczowa o „Kul­cie jednostki i jego skutkach”, zarów­no jak pod wrażeniem artykułu w „Foiksiztyme”, postanowił Centralny Komitet LPP wysłać delegację do Zwią­zku Sowieckiego, by wyświetlić szereg pytań jakie się wyłoniły z uchwał XX Kongresu Partyjnego i przydzielił do tej delegacji Saltsberga, obarczonego zadaniem specjalnym. Miał on miano­wicie wyjaśnić kwestie, pozostające w związku ze sprawą położenia żydów w Związku Sowieckim.

IW drugiej połowie sierpnia delegacja LPP przybyła do Moskwy. Przeprowa­dziła ona szereg rozmów z licznymi so­wieckimi dygnitarzami i odbyła cztery posiedzenia (razem trwające 14 godzin) z wyznaczonymi do rozmów z delega­cją członkami Centralnego Komitetu Ponomarewem, Susłowem i Chruszczowem. Chruszczów wziął udział tylko w ostatniej rozmowie, w dniu 29 sierpnia, która trwała około dwóch godzin i poś­więcona była niemal wyłącznie sprawie żydowskiej, przy czym po stronie sowieckiej przez cały czas głos zabierał Chruszczów.

W rozmowach tych m.in. poruszono sprawy następujące; uznawanie lub nie­uznawanie żydów za osobną narodo­wość i — w związku z tym — prawo żydów do rozwijania swojej narodowej kultury w Związku Sowieckim; asymi­lacja żydów; antysemityzm; narodowy charakter żydostwa (! — wykrzyknik autorów artykułu); los aresztowanych w 1948 roku i później osobistości żydow­skich należących do świata kulturalne­go i do życia publicznego. W ramach tego przeglądu mogę tylko zająć się punktem ostatnim. Podniesiono tu po raz pierwszy zasłonę, która osłaniała „incydent krymski”. Przytaczam tu do­słownie odpowiedni ustęp z artykułu Saltsberga w gazecie ,‘Morgen- Freiheit” z dnia 12 grudnia. Chruszczów zakomunikował:

.. był on tego samego zdania co Sta­lin, że Krym, który w chwili ukończe­nia wojny z Hitlerem był niezaludniony, nie może stać się centralnym punk­tem kolonizacji żydowskiej, bo w ra­zie wojny stałby się on terenem kon­centracji zwróconej przeciwko Związko­wi Sowieckiemu;

… że stary i wiemy towarzysz So­lomon Łozowski (znany w całym świecie stary bolszewik, ongiś przywódca czerwonych międzynarodowych związ­ków zawodowych) zginął niewinnie, wskutek tego, że go wplątano w sprawę incydentu krymskiego”.

(Wedle tego co wiem, Łozowski zginął 12 sierpnia 1952 roku z grupą żydowskich pisarzy. Jedni z osz­czerstw Stalina, zwróconych przeciw­ko pisarzom i Łazowskiemu brzmiało, że oni rzekomo dążyli do tego „by oderwać obszar Krymu od Związku So­wieckiego”).

Oskarżenia dotyczące „incydentu krymskiego” najwidoczniej tak dalece zepchnęły w cień inne oskarżenia zwró­cone przeciwko grupie Bergeison – Łozowski, a Saltsberg tak był zaskoczony argumentami Chruszczowa w sprawie „incydentu krymskiego”, zarówno jak jego innymi wynurzeniami co do osob­liwości charakteru narodowego żydows­kiego, że zapomniał on o swoim bez­pośrednim zadaniu, to jest o dokładnym zbadaniu przyczyn i okoliczności znik­nięcia czołowych żydowskich pisarzy.

Że oskarżenie przeciwko Bergelsonowi, Łozowskięmu i innym o zdradę sta­niu było bezpodstawne, Chruszczów przy­znał teraz wprost. Ale o kulisach tego oskarżenia możemy tylko snuć domys­ły*

Członkowie Komitetu Antyfaszystow­skiego dostali się przed oblicze sędzie­go dopiero w z górą 3 i pół roku po swo­im aresztowaniu. Gdyby nie „incydent krymski”, byliby oni zapewne musieli jeszcze dłużej męczyć się bez komedii sądowej w więzieniu (lub w obozie); ostatecznie, przecież nie można było po­stawić tych ludzi przed sądem za to, że się starali innym żydom wyrobić pra­cę” czy mieszkanie, albo, że uważali żydostwo za narodowość, wykazującą pew­ne wspólne pierwiastki z żydami in­nych krajów. Jakkolwiek się sprawa ma, można bez trudu zrozumieć, dla­czego ostatecznie skoncentrowano uwagę na „incydencie krymskim”, skoro w rozmowie między Chruszczowem i Ka­nadyjczykami poruszono sprawę proce­su Bergelsona i Łozowskiego.

Fakt oskarżenia w „incydencie krym­skim” i stracenia całej grupy zupełnie niewinnych ludzi na podstawie tego os­karżenia pozostaje odtąd poza wszel­ką wątpliwością, odkąd został on przez Chruszczowa bezpośrednio przyznany. Najdziwniejsze z tego jest jednak to, że Chruszczów — nie będąc do tego wez­wany, — bez ogródek wyznał, że i on osobiście maczał swoje ręce w tej spra­wie.

Chociaż nikt się już dziś nie odważa przeczyć, że sprawa Bergelsona, Łozowskiego i ich współoskarżonych jest ty­powym przykładem sowieckiego bez­prawia w wymiarze sprawiedliwości, oraz że oskarżeni byli poddani tortu­rom i straceni niewinnie nigdzie w So­wietach nie ma bezpośredniej oznaki, świadczącej o ich rehabilitacji”). (Str. 927-930).

W tym samym artykule znajdują się i dalsze jeszcze, godne uwagi informacje.

“Der 1943 in der Sowjetunion ver- haftete “Daily -Herald” — Korrespon- dent Bernhard Turner beirichtete nach seiner Rtickkehr im den Westen 1955 uber weitere Einzelheiten der antise- mitscben Kampagne in der USSR, die ihm 1949 von Bergelson und Pfeffer im Lager Bratsk an der Angara mitge- teilt worden waren. Demzufolge hatten sich die beiden bereits 1944 gemeinsam mit Łosowskij, Michoels und Stern we- gen der diskriminierenden Zuriickset- zung judischer Studenten bei der Auf- nahme in die Moskauer Diplomatenhoch- schule zu Protestschritten veranlasst gesehen. Aber selbst Łosowskijs per- sonliche Demarchen bei Dekanosow, Wy- schinskij und Kaganowitsch in dieser Angelegenheit blieben erfolglos. Kurze Zeit spater veranlasste ein Geheim- befehl des ZK die Entfernung aller- fiusserlich als Juden kenntlichen Perso- nen aus den auf sowjetischem Boden aufgestellten polnischen und tschechi- schen Nationalarmeen. Zu den Haupt- initiatoren der damaligem antijlidischen Politik habe die iSchriiftstellerin Wanda Wasilewska ja gehort. Als Haupt- zeuge igegen die spater Verhafte- ten sei 31 ja Ehrenburg aufgetre- ten; er hatte zuvor an den meisten zusammenkiinften teilgenommem,

auf denen Pfeffer, Bergelson und ande- re jiidische Kulturschaffende das Dis- kriminierungsproblem erortet hatten… Im Jami 1957 veroffentlichte femer das amerikanische Jewish Labor Com­mittee einen Dokumentbericht tiber die Judenverfolgungen in der UdSSR. Be- sonders vermerkt werden darin die Ver- haftung judischer (Schriftsteller 1936

(Isi Barik, Lew, Susskind, Dunez, Bron*

stein u.a.), die zweite Verhaftungswel- le 1937 (Moses Litwakow, Estera Frum- kin, Moses Kulbak, Max Erich u.a.), die Liquidierung der Fiihrungsspitze der’ jtidischen ,?Heimstatt” Birdbischan 1938 (Prof. Liberberg, Politkommissar Dimenstein, Chawkim, Heller, Simberg u.a.) und die Deportierung der Bundi- stenfuhrer 1939 (Heinrich Ehrlich, Vik­tor Alteir, Salomon Reisen, Anna Rosen- tal J. Tscheimychow u.a), die spater auf Stalins Befehl erschossen wurden”. (No­tatka podpisana jest literami O-P, co oznacza że jest notatką redakcyjną Ost- probleme.)

(Przekład. Aresztowany w roku 1943 w Sowietach korespondent gaze­ty (angielskiej) „Daily Herald, Bernard Turner, podał po swoim powrocie w roku 1955 na zachód dalsze szczegóły dotyczące kampanii antysemickiej w Związku Sowieckim, o których się dowie­dział w roku 1949 od Bergelsona i Pfeffera w obozie w Bracku nad Angarą. Wedle tych informacji, obaj oni, razem z Łozowskim, Michoelsem i Sternem czuli się już w 1944 roku zmuszeni wy­stąpić z krokami protestacyjnymi przeciwko dyskryminacyjnemu pomijaniu żydowskich studentów przy zapisach do moskiewskiej Wyższej Szkoły Dyplomatycznej. Ale nawet osobiste wystąpienia Łazowskiego w tej sprawie u Dekanosowa, Wyszyńskiego i Kaganowicza pozostały bezskuteczne. Wkrótce potem tajny (rozkaz (Komitetu Central­nego nakazał usunięcie wszystkich osób wyglądem zewnętrznym zdradzają­cych swą żydowskość z armii narodo­wych polskiej i czeskiej, formowanych na terytorium sowieckim. Do głównych inicjatorów ówczesnej polityki antyży­dowskiej należała pisarka Wanda Wasilewska. Jako główny świadek prze­ciwko później uwięzionym wystąpił Ilia Ehrenburg; brał on poprzednio udział w większości zebrań, na których Pfeffer, Bergelson i inni żydowscy dzia­łacze kulturalni omawiali problemat dyskryminacji… W czerwcu i957 roku ponadto ogłoszony został przez amery­kański Jewish Labor Committee udo­kumentowany raport o prześladowaniu żydów w Związku Sowieckim. Podkreślo­no w nim szczególnie aresztowanie ży­dowskich pisarzy w roku 1936 (Izi Ba­rik, Lew, Susskind, Duniec, Bronstein i inni), drugą falę aresztowań w 193T roku (Majżeaz /Litwakow, Estera Frumkin, Mojżesz Kulbak, Maks Erich i inni), likwidację ośrodka przywódców żydowskiej „Siedziby” w Birobidżanie w 1938 roku (prof. Liberberg, komisarz

polityczny Dimenstein, Chawkin, Hel­ler, Simberg i inni), oraz deportację przywódców Bundu w 1939 roku (Hen­ryka Ehiiicha, Wiktora Altera. Salomo­na Reisena, Anny Rosental, J. Czerni­chowa i innych), którzy potem na roz­kaz Stalina zostali rozstrzelani). (Str. 931).

Jak widzimy, rozstrzelano w Rosji w roku 1952 pewną liczbę sowieckich działaczy ży­dowskich pod zarzutem zamiaru skolonizowania Krymu przez osadników żydowskich i oderwania z czasem tej prowincji od Rosji.

Z oświadczenia Chruszczowa dowiadujemy się, że Łozowski zginął niewinnie, gdyż został w sprawę krymską ,wplątany’. Ale nie znajdu­jemy bynajmniej w tym oświadczeniu twierdze­nia, że i inni zginęli w tej sprawie niewinnie i że sprawa cała była nieporozumieniem, czy też oszczerstwem. Przeciwnie, znajdujemy solidaryzowanie się Chruszczowa ze Stalinem w negatywnym ustosunkowaniu się do projektów ży­dowskich, dotyczących Krymu, które najwi­doczniej istniały. Znajdujemy także informację, że ,sprawa krymska’ istniała.

Nie wszystko, co politycy sowieccy twierdzą, jest prawdą, ale nie wszystko także jest kłam­stwem. Możemy stwierdzić co najmniej tyle, że w kołach rządowych rosyjskich oskarża się Ży­dów o chęć skolonizowania Krymu i oderwania go od Rosji bezpośrednio po ostatniej woj­nie i że z tego tytułu pewną ilość Żydów roz­strzelano.

Oskarżenie to o tyle ma cechy prawdopodo­bieństwa, że po pierwsze Krym był oddawana terenem planowej kolonizacji żydowskiej, a po wtóre był po wojnie pusty, bo Stalin wysiedlił stamtąd ludność tatarską tytułem represji za jej współdziałanie z okupacją niemiecką, a więc dla urzeczywistnienia ewentualnych, szeroko za­krojonych planów żydowskich istniały znakomi­te warunki.

Egzekucja miała miejsce w roku 1952, a więc rzekome czy też prawdziwe przestępstwo mu­siało mieć miejsce nieco wcześniej. Otóż przypomnijmy sobie, że państwo żydowskie w Pa­lestynie uzyskało niepodległość w roku 1948, więc niemal bezpośrednio przedtem.

Informacja o ,sprawie krymskiej’ znakomicie pasuje do tego, co pisał Żabotyński o ewentual­nych ,kilku’ państwach żydowskich, które mo­głyby powstać po ukończeniu drugiej wojny światowej.

Zapewne także i terytorium — a w konsek­wencji i państwo — żydowskie w Lubelszczyźnie miało być podobnym rezultatem wstrząśnień owej wojny.

Dążenia żydowskie w Palestynie zostały uwieńczone pełnym sukcesem. Dążenia żydows­kie w Lubelszczyźnie i na Krymie uwieńczone powodzeniem nie zostały. Ale to nie znaczy, że na obu tych terytoriach realne niebezpieczeń­stwo polityki zaborczej żydowskiej się w pewnej chwili, tu nieco wcześniej, tam nieco później, nie zarysowywało.

 http://gazetawarszawska.eu/2012/12/23/a-jewish-state-in-central-poland-2/

 

Dodatek:

SPRAWA EICHMANNA

 

Jędrzej Giertych

Komunikaty Nr15 /1979

„On często nie lubił tego co musiał robić (na przykład, wysyłania ludzi ca­łymi pociągami na śmierć i zamiast zmu­szania ich do emigracji), … zgadywał, raczej dość wcześnie, że cały interes źle się skończy, że Niemcy przegrają wojnę.”, (i) wszystkie jego najulubieńsze plany skończą się na niczym (ewa­kuacja europejskiego żydostwa na Ma­dagaskar, ustanowienie żydowskiego terytorium w rejonie Niska w Pols­ce…)”

(Tekst oryginalny: „He did not always like what he had to do (for example, dispatching people to their death by the trainload instead of forcing them to emigrate),… he guessed, rather early, that the whole business would come to a bad end, with Germany losing the war,… all his most cherished plans came to nothing (the evacuation of European Jewry to Madagascar, the establishment of a Jewish territory in the Nislco region of Poland…)”).

(Str. 29-30).

„Gdy Eichmann wstąpił do swego no­wego Urzędu w Sekcji IV Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy stanął on w obliczu ambarasującego dylema­tu, że z jednej strony „emigracja przy­musowa” była oficjalną formułą roz­wiązania sprawy żydowskiej, a z drugiej strony, emigracja nie była już więcej

—————————–

– (Już po napisaniu tekstów wyżej ogłoszonych natknąłem się na nowe zagadnienie, które wy­maga tu uwzględnienia. Zagadnieniem tym jest proces Eichmanna, który się w międzyczasie odbył w Jerozolimie i publikacje, które się w związku z nim ukazały.

Jak się okazało, Eichmann zeznał w pro­cesie, że pracował początkowo nad zorganizo­waniem „terytorium żydowskiego’w rejonie miasta Niska w Polsce. Rzut oka na mapę poz­wala stwierdzić, że Nisko, nie leżąc w Lubek szczyźnie, leży na samej jej granicy, a więc cho­dzi w istocie o Lubelszczyznę.

Podaję tu – w polskim przekładzie i w angielskim oryginale — garść cytat z książki Hannah Arendt „Eichmann in Jerusalem. A Re­port on the Banality of Evil’’, London 1963, Faber & Faber. )

—————————–

możliwa. Po raz pierwszy (i bez mała po raz ostatni) w swoim życiu w S.S. został on zmuszony przez okoliczności do wzięcia inicjatywy i do próbowania czy nie mógłby się stać „ojcem nowej idei”. Wedle wersji, którą podał w czasie dochodzenia policyjnego, był on autorem trzech idei. Wszystkie trzy, musiał to przyznać, skończyły się na niczym… On przyznał… że dwie spo­śród trzech stanowczo nie były jego po­mysłami w ogóle, a co do trzeciej — ba, „ja nie wiem już, czy to Stahlecker… czy ja byłem autorem pomysłu, ale w każdym razie, pomysł się narodził”. Ta ostatnia idea była chronologicznie pier­wsza; to była „idea Niska”, a jej upa­dek był dla Eichmanna najjaśniejszym z możliwych do pomyślenia przykładów (złych skutków) wmieszania się czyn­ników postronnych. (Osobą, która w tym wypadku zawiniła był Hans Frank, gubernator generalny Polski). Aby zro­zumieć pomysł, musimy pamiętać, że po podboju Polski, a przed niemieckim atakiem na Rosję, terytorium Polski było podzielone pomiędzy Niemcy i Ros­ję; część niemiecka składała się z Ob­szarów Zachodnich, które zostały włą­czone do Rzeszy, i tak zwanego Obsza­ru Wschodniego, do którego należała i Warszawa, który znany był jako Gubernatorstwo Generalne. Na razie, Obszar Wschodni traktowany był jako terytorium okupowane. Jako że rozwiąza­niem sprawy żydowskiej w owym cza­sie i była wciąż „przymusowa emigracja’’, której celem było uczynienie Niemiec judenrein (czystymi od żydów), było naturalne, że polscy żydzi z obszarów anektowanych, wraz z żydami pozosta­łymi jeszcze w innych częściach Rze­szy, powinni byli być wysłani do Gubernatorstwa Generalnego, które, czymkol­wiek było, nie było w każdym razie uważane za część Rzeszy. W grudniu 1939 roku ewakuacja w kierunku wschodnim się zaczęła i około miliona żydów — sześćset tysięcy z obszarów inkorporowanych i czterysta tysięcy z Rzeszy — zaczęło zjeżdżać do General­nego Gubernatorstwa.

Jeśli wersja Eichmanna o przedsię­wzięciu w sprawie Niska jest prawdzi­wa — a nie ma powodu, by mu nie wierzyć, — bądź on, bądź, co jest praw­dopodobniejsze, jego praski i wiedeński przełożony, Brigadefiihrer (generał brygady) Franz Stahlecker musieli przewidzieć ten rozwój wypadków o kilka miesięcy naprzód… We wrześniu 1939 roku, podczas gdy armia niemiec­ka była wciąż jeszcze zajęta okupowa­niem polskich terytoriów, Eichmann i dr. Stahlecker zaczęli rozmyślać „pry­watnie” nad tym jak Służba Bezpie­czeństwa mogłaby zapewnić sobie udział we wpływach na wschodzie. To czego potrzebowali to był „obszar tak duży jak się tylko da w Polsce który można by wykroić, celem stworzenia odrębnego Państwa żydowskiego w for­mie protektoratu… (Wielokropek Han­ny Arendt). To mogło być istotne roz­wiązanie.” I oto zabrali się oni, z włas­nej inicjatywy, bez rozkazów z czyjej­kolwiek strony, do badania sytuacji. Udali się oni do dystryktu radomskiego, nad rzekę San i w pobliże rosyjskiej granicy i „zobaczyli rozległe terytorium, wioski, miasteczka targowe, małe mias­ta” i powiedzieliśmy sobie: oto jest to czego potrzebujemy no i dlaczego nie można, by dla odmiany przesiedlić Po­laków, skoro wszędzie się ludzi prze­siedla”, to będzie „rozwiązanie kwest- tii żydowskiej” — mocny grunt pod ich nogami, przynajmniej na pewien czas.

Wszystko zdawało się iść początko­wo bardzo dobrze. Udali się do Heydricha i Heydrjteh powiedział im by spra­wę ruszyli; Tak się składało — choć Eichmann, w Jerozolimie zupełnie o tym zapomniał — że ich projekt doskonale pasował do ogólnego planu Heydricha rozwiązania sprawy żydowskiej w owej fazie. Dnia 21.9.1939 r. zwołano zebranie ,,naczelników wydziałów” Służby Bezpieczeństwa i Zksatsgruppen, (już operujących w Polsce), w czasie którego wydane zostały ogól­ne dyrektywy na najbliższą przyszłość: skoncentrowanie żydów w ghettach, ustanowienie żydowskich Rad Starszych i deportacja wszystkich żydów do obszaru Generalnego Gubernatorstwa. Eichmann uczestniczył w tym zebraniu i ustanowił „żydowskie Centrum Emi­gracji” — jak to udowodniono na pro­cesie przy pomocy protokołów, znalezionych przez Biuro policji izraelskiej w Archiwum Narodowym w Waszyngtonie. Czyli że inicjatywa Eichmanna czy też Stahleckera nie była niczym innym jak tylko wykonaniem dyrektyw Heydricha. I oto tysiące ludzi, głównie z Austrii, deportowane były na łap cap do tego zapomnianego przez Boga zakątka, który jak to im objaśnił jeden z ofice­rów S.S., „Fuhrer obiecał żydom jako nową ojczyznę. Nie ma tam mieszkań, nie ma tam domów. Jeśli będziecie bu­dować, będziecie mieć dach nad głową. Nie ma tam wody, studnie dookoła są roznosicielkami chorób, jest tam cho­lera, dyzenteria i tyfus. Ale jeśli będziecie kopać i natraficie na wodę, to będziecie mieć wodę”. Jak widzimy, wszystko wyglądało cudownie”, tyle tylko, że S.S. wypędziło niektórych ży­dów z tego raju, a inni mieli dość zdro­wego sensu by uciec stamtąd z własnej ochoty. Ale wtedy, skarżył się Eich­mann, „zaczęły się trudności ze strony Hansa Franka”, którego zapomnieli oni poinformować, mimo, że było to „jego” terytorium. „Frank poskarżył się w Berlinie i zaczęła się wielka walka. Frank chciał rozwiązać sprawę żydow­ską sam jeden. Nie chciał on otrzymy­wać więcej żydów do swego General­nego Gubernatorstwa. Ci, których przy­wieziono, powinni natychmiast znik­nąć”. I oni rzeczywiście znikli niektó­rzy zostali nawet repatriowani, co nig­dy nie miało miejsca przedtem i nigdy nie zdarzyło się i później, a repatrio­wani zostali zarejestrowani w karto­tekach policyjnych jako „wracający z wyszkolenia zawodowego” — ciekawe wpadnięcie w prosyjonistyczną fazę ru­chu. Łapczywość Eichmanna ku zagarnię­ciu jakiegoś terytorium dla „jego” ży­dów da się najlepiej zrozumieć w świe­tle jego własnej kariery. Plan Niska „narodził się” w czasie jego szybkiego awansowania i jest więcej niż prawdo­podobne, że widział on siebie w roli przyszłego Gubernatora Generalnego,takiego, jak Frank w Polsce, albo przy­szłego Protektora, takiego jak Heyd­rich w Czechosłowacji, — w swoim „Państwie żydowskim”. Kompletne fiasko całego przedsięwzięcia musiało dać mu nauczkę na temat możliwości i celowości „prywatnej inicjatywy”.

(Oryginał. ’’When Eichmann entered his new office in Section IV of the RJS.H.A. (Reichs- sicherheitshaufptamt), he was still confronted with the unconfortable dilemma that on the one hand ‘forced emigration’ was the official fora mula for the solution of the Jewish question, and, on the other hand, emigration was no Ion* gcr possible. For the first (and almost the last) time in his life in die S.S., he was compelled by circumstances to take the initiative, to see if he could not ‘give birth to an idea*. According to the version he gave at the police examination, he was blessed with three ideas. All three of them, he had to admit, came to naught… It was… revealed that two of the three were de* finitely not his ideas at all, and with respect to the third — well, «I do not know any longei whether it was Stahlecker… or myself who ga­ve birth to the idea, anyhow, the idea was born». This last idea was the first, chronologi­cally; it was the ‘idea of Nisko’, and its failure was for Eichmann the clearest possible way of interference. (The guilty person in this case was Hans Frank, Governor Genearal of Poland). In order to understand the plan, we must re­member that after the conquest of Poland and prior to the German attack on Russia, the Po­lish territories were divided between Germany and Russia ; the German part consisted of the Western Regions, which were incorporated in­to the Reich, and the so-called Eastern Area, including Warsaw, which was known as the Ge­neral Government. For the time being, the Eastern Area was treated as occupied territory. As to the solution of the Jewish question at this time was still ‘forced emigration’, with the goal of making Germany judenrem, it was na­tural that1 Polish Jews in the annexed territories, together with the remaining Jews in other parts of the Reich, should be shoved into the Ge­neral Government, which, whatever it may ha­ve been. was not considered to be part of the Reich. By December, 1939, evacuations east* ward had started and roughly one million Jews <— sue hundred thousand from the incorpora­ted area and four hundred thousand from the Reich —began to arrive in the General Go­vernment.

If Eichmanm’s version of the Nisko adven­ture is true — and there is no reason not to be­lieve him, he or more likely, his Prague and Vienna superior, Brigadefuhrer (brigadier gene­ral) Franz Stahlecker must have anticipated these developments by several months… In September, 1939, while the German Army was still busy occupying the Poilsh teritories. Eichmann and dr. Stahlecker began to think privately» about how the Security Service might get its share of influence in the East. What they needed was «an area as large as possible in Poland, to be carved off for the erection of an autonomous Jewish state in the form of a pro­tectorate… (Wielokropek Hanny Arendt). Thii could be the solution*. And off they went, on their own initiative, without orders from any­body, to reconnoiter. They went to the Radom District, on the San River, not far from the Russian border, and they «saw a huge territory, villages, market places, small towns,> and «we said to ourselves: that is what we need and why should one not resettle Poles for a change since people are being resettled every­where; it fcis will be «the solution of the Jew* ish question» — firm soil under their feet at least for some time.

Everything seemed to go very well at first. They went to Heydrich, and Heydrich agreed and told them to go ahead. If so happened — though Eichmann, in Jerusalem, had completely forgotten it — that their project fitted very well in Heydrich‘s overall plan at this stage for the solution of the Jewish question. On September 21, 1939, he had called a meeting of the «heads of departments» of the R.S.H.A. and the Einsatzgruppen (operating already in Poland), at which general directives for the immediate future had been given: concentration of Jews in ghettos, establishment of Councils of Jewish Elders, and the deportation of all Jews to the General Government area. Eichmann had at­tended this meeting setting up the „Jewish Cen­ter of Emigration » — as was proved at the trial through the minutes, which Bureau of the Isra­eli police had discovered in the National Archi­ves in Washington. Hence, Eichmann‘s, or Stahlecker‘s, initiative amounted to no more than a concrete plan for carrying out Hey- drich’s directives. And now thousands of people chiefly from Austria, were deported helterskelter into this God-forsaken place which, an S.S. officer explained to them, «the Fuhrer has promised the Jews as a new homeland. There are no dwellings, there are no houses. If you build, there will be a roof over your heads. The* re is no water, the wells all around carry disea­se, there is cholera, dysentery, and typhoid. If you bore and find water, you will have water*. As you can see ^everything looked marvel­lous; except that the S.S. expelled some of the Jews from the paradise, driving them across the Russian border, and others had the good sense to escape of their own volition. But then, Eichmann complained, «the obstructions began on the part of Hans Frank*, when they had forgotten to inform, although this was «his» territory. «Frank complained in Berlin and a great tug of war started. Frank wanted to solve this Jewish question all by him­self. He did not want to receive any more Jews in his General Government. Those who had arrived should disappear*. And they

did disappear; some were even repatriated, which had neyer happened before and never happened again, and thos« who returned to Vienna were registered in the police record as ^returning from vocational trainmg», a curious relapse into the pro-Zionist stage of the move­ment.

Eichmann‘s eagerness to acquire some ter­ritory for <his> Jews is best understood in terms of his own career. The Nisko plan was «born» during the time of his rapid advance­ment, and it is more than likely that he saw himself as the future Governor General, like Hans Frank in Poland, or the future Protector, like Heydrich in Czechoslovakia, of a «Jewish State. The utter fiasco of the whole enterprise, however, must have taught him a Jesson about the possibilities and the desirability of “private” initiative”.) (Str. 68—70).

„Drugą próbą Eichmanna położe­nia mocnego gruntu pod nogi żydów był projekt madagaskarski. Plan wyewakuowania 4 milionów żydów z Eu­ropy na francuską wyspę… narodził się w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i został potem przekazany do Służby Bezpieczeństwa, (ponieważ wedle słów doktora Martina Luthera, który zarzą­dzał sprawami żydowskimi na Wilheliristrasse, tylko policja «posiada doś­wiadczenie i techniczne możliwości do przeprowadzenia ewakuacji żydów en masse i do zabezpieczenia pilnowania ewakuowanych». „Państwo żydowskie” miało mieć policyjnego gubernatora pod jurysdykcją Himmlera. Sam pro­jekt miał długą historię. Eichmann, plą­cząc Madagaskar z Ugandą, zawsze wyobrażał sobie, że marzy o „marzeniu, które wymarzył sobie ongiś żydowski protagonista idei państwa żydowskiego, Teodor Herzl”, jest jednak prawdą, że jego pomysł był już wymyślony przed­tem — najpierw przez rząd polski, któ­ry w 1937 roku włożył wiele wysiłku w zbadanie projektu, po to tylko, by się przekonać, że byłoby całkiem niemożliwe wysłać własne blisko trzy miliony żydów na Madagaskar nie zabijając ich, a nieco później, przez francuskiego Mi­nistra Spraw Zagranicznych Georges

Bonnet’a, który hołdował skromniejsze­mu pomysłowi wysłania do francuskiej kolonii żydów obcokrajowców mieszka­jących we Francji, liczących dwieście tysięcy. Naradzał się on nawet ze swo­im niemieckim kolegą, Joachimem Ribbentropem, w tej sprawie w roku 1938. W każdym razie, powiedziano Eichmannowi latem 1940 roku, gdy emi­gracja zupełnie ustała, by opracował szczegółowy plan ewakuacji czterech milionów żydów na Madagaskar i pro­jekt ten zdaje się zajmował większą część jego czasu aż do inwazji Rosji, w rok później. (Cztery miliony — to jest uderzająco niska liczba, jeśli chodzi o uczynienie Europy oczyszczoną z ży­dów —— judenrein. W sposób oczywisty nie obejmowała ona trzech milionów żydów polskich, którzy, jak każdy wie, byli mordowani od pierwszych dni woj­ny). By ktokolwiek prócz Eichmanna i może jakich innych luminarzy mniejsze­go kalibru kiedykolwiek brał całą spra­wę na serio wydaje się nieprawdopo­dobnym, bo… plan byłby wymagał tonażu okrętowego dla czterech milionów ludzi w środku wojny i w chwili gdy Marynarka Brytyjska panowała na At­lantyku. Plan madagaskarski był zaw­sze tylko traktowany jako zasłona, po­za którą można było prowadzić przy­gotowania do fizycznej eksterminacji żydów zachodnio-europejskich (dla eksterminacji żydów polskich zasłona taka nie była potrzebna!)… Gdy w rok później uznano projekt za, „przestarza­ły”, każdy był psychologicznie, lub ra­czej logicznie, przygotowany do następ­nego kroku: skoro nie istnieje teryto­rium dokąd można by „ewakuować”, jedynym „rozwiązaniem” była ekster­minacja.

To nie znaczy, że Eichmann… kiedy­kolwiek podejrzewał istnienie takich zło­wrogich planów. To brak czasu unicest­wił przedsięwzięcie madagaskarskie…

Zachował on w pamięci, że pauza w poczynaniach zwróconych przeciwko zachodnio- i środkowoeuropejskim żydom istniała w okresie pomiędzy wybuchem wojny… a inwazją Rosji”.

Koniec.

 

 http://www.gazetawarszawska.com/index.php/historia-2/854-jedrzej-giertych-niedoszle-panstwo-zydowskie-w-lubelszczyznie-cz-4

 

by  on 23/12/2012 in Judaizm i islamPolityka

 

1. Jędrzej Giertych: NIEDOSZŁE PAŃSTWO ŻYDOWSKIE W LUBELSZCZYŹNIE, załączniki ...(Judaism & Islam)załączniki  Created on 18 April 20182. 

Jędrzej Giertych: NIEDOSZŁE PAŃSTWO ŻYDOWSKIE W LUBELSZCZYŹNIE Cz.4. ...(Judaism & Islam)... jest w Izraelu premierem. Aczkolwiek nie wiąże się to w sposób ścisły ze sprawą niedoszłe­go budowania państwa żydowskiego w Lubelszczyźnie, warto jest tu odnotować informacje, jakie ukazały się w prasie, ...Created on 18 April 20183. 

Jędrzej Giertych: NIEDOSZŁE PAŃSTWO ŻYDOWSKIE W LUBELSZCZYŹNIE Cz.3. ...(Judaism & Islam)... ciwko zachodnio- i środkowoeuropejskim żydom istniała w okresie pomiędzy wybuchem wojny… a inwazją Rosji”.     Koniec.  http://www.gazetawarszawska.com/index.php/historia-2/854-jedrzej-giertych-niedoszle-panstwo-zydowskie-w-lubelszczyzni ...Created on 18 April 20184. 

Jędrzej Giertych: NIEDOSZŁE PAŃSTWO ŻYDOWSKIE W LUBELSZCZYŹNIE Cz.2 ...(Pugnae)Jędrzej Giertych: NIEDOSZŁE PAŃSTWO ŻYDOWSKIE W LUBELSZCZYŹNIE Cz.2. STANOWISKO KÓŁ POLITYCZNYCH ŻYDOWSKICH Czy były w 1939 roku takie koła polityczne żydowskie, które dążyły do rozwiązania „terytorialistycznego” ...Created on 14 February 20185. 

Jędrzej Giertych: NIEDOSZŁE PAŃSTWO ŻYDOWSKIE W LUBELSZCZYŹNIE Cz.1 ...(Pugnae)NIEDOSZŁE PAŃSTWO ŻYDOWSKIE W LUBELSZCZYŹNIE Jędrzej Giertych Od Autora: Zamieszczona poniżej praca składa się z trzech części. Pierwszą z nich jest artykuł, napisany w roku 1950, przeznaczony ...


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location