Page 4 of 5
Podam teraz sytuacje demograficzną Żydów na świecie w 1972 roku. Liczbę ich szacowano na 15 milionów, z czego ponad 5 milionów żyło w USA, 2,8 miliona w Izraelu, około 2,5 miliona w ZSRR, 0,6 miliona w Wielkiej Brytanii i po 0,7 miliona we Francji, Polsce, Kandzie, Brazylii i Austrii. Te same szacunki mówią, że 51% Żydów mieszka w Ameryce Północnej i Południowej, 28% w Europie, 19% w Izraelu, 1,5% w Afryce i 0,5% w pozostałych częściach świata.
W Polsce działa oficjalnie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. To właśnie pod jego szyldem zbiera się Centralny Komitet Żydów w Polsce. Przewodniczącym Zarządu Głównego TSKŻ był Edward Rajbar. Wydawany jest tygodnik „Fołks Sztyme”, działa Teatr Żydowski i placówka naukowa pod nazwą „Żydowski Instytut Historyczny”, powiązany z Paryżem i Kopenhagą.
4 lutego 1972 roku odbyło się kolejne posiedzenie Prezydium CKŻ. Omawiano, jak poprzednio, równie interesujące sprawy, a szczególnie omawiano charakterystyki osób narodowości polskiej zajmujące centralne stanowiska w aparacie partyjnym i państwowym. Najogólniej mówiąc, to 83 osoby ze świecznika politycznego i gospodarczego podzielono na dwie grupy, tj. na grupę swoich i grupę obcych. Podstawą do zastosowanie takiego podziału były wyniki obserwacji tych ludzi, którą przeprowadzono w 1971 roku.
Do swoich zaliczono te osoby ze sfer rządowych, których można było, ich zdaniem, uznać jako karierowiczów, naiwnych, przekupnych, oponentów politycznych, zdeklarowanych przeciwników ZSRR itp.
Natomiast do obcych zaliczono ludzi o rożnych odcieniach w poglądach nacjonalistycznych, patriotów, zdeterminowanych komunistów itp. Tych postanowiono się strzec, w miarę możliwości odsunąć od ważnych stanowisk w partii i w rządzie oraz w jednostkach gospodarczych.
Dlatego też dyskretnie wspierano, począwszy od drugiej połowy 1972 roku, politykę kadrową E.Babiucha, jeżeli można to, co ten człowiek robił, nazwać polityką kadrową, bowiem dobierał ludzi stosując jedyne kryterium, by byli mierni, bierni i wierni. Z tak dobranymi ludzki działacze żydowscy nie mieli żadnego kłopotu. Przestrzegano przy tym zasady, by szczególnie ważne stanowiska w Urzędzie Rady Ministrów i w resortach pozostawały zawsze w ich rękach, jako że wtedy było więcej pewności, iż wytyczony cel zostanie osiągnięty.
Rozmiar sukcesów działaczy żydowskich uzależniony był jednak od stopnia osobistego zaangażowania E. Gierka i P. Jaroszewicza w handlu z Zachodem. A to przyszło im nadzwyczaj łatwo. Zasługa w tym M. Jagielskiego, E. Szyra, S. Jędrychowskiego, H. Kisiela, R. Karskiego, T.Olechowskiego, E. Wojtaszka, J.Szydlaka (ten od czasu pracy w ZMP był mocno związany z CKŻ).
Potrzeba też była jeszcze zachęta ze strony mężów stanu niektórych krajów zachodnich. Oto miały się postarać regionalne biura Światowego Kongresu Żydów oraz żydowskie koła przemysłowe.
Początek marszu do kryzysu gospodarczego
Na efekty nie trzeba było długo czekać. 13 stycznia 1972 roku T. Olechowski, ambasador PRL we Francji, w rozmowie z E. Gierkiem poinformował go, że prezydent Francji, Georges Pampidou, rad byłby z przyjęcia przez I Sekretarza KC PZPR zaproszenia do złożenia oficjalnej wizyty we Francji. Odpowiedź, jak wiemy, była pozytywna.
Zanim przejdę do omówienia skutków tej wizyty podam, że 7 stycznia 1972 roku Prezydium Rządu podjęło decyzję o rozpoczęciu budowy „Huty Katowice” o zdolności produkcyjnej 4,5 tysiąca ton stali. Dzisiaj wiemy, że te jej zdolności wzrosły prawie czterokrotnie.
Do wizyty E. Gierka obie strony, tj. polska i francuska, przygotowały się bardzo starannie. A oto wydarzenie wizytę tę poprzedzające.
10 kwietnie udał się do Paryża Z. Grudzień by wziąć udział w posiedzeniu Francusko-Polskiej Grupy Parlamentarnej. Rewizytował on w ten sposób ubiegłoroczny pobyt w Polsce Jean-Paul Palewskiego. Następnego dnia, tj. 11 kwietnia, Z. Grudnia przyjął premier Francji, Jacques Chaben-Delmas, a w komunikacie po tym spotkaniu podkreślono rangę wizyty E. Gierka wczesną jesienią we Francji.
22 kwietnia 1972 roku, T. Olechowski, dotychczasowy ambasador PRL we Francji, został przyjęta na audiencji pożegnalnej przez prezydenta Francji G. Pampiduo. W czasie tej audiencji francuski prezydent stwierdził m.in., że jesienna wizyta E. Gierka stworzy perspektywy współpracy we wszystkich dziedzinach. T. Olechowski 29 marca został mianowany ministrem handlu zagranicznego.
23 maja E. Gierek przyjął na rozmowę nowo mianowanego ambasadora PRL we Francji E.Wojtaszka. Tematem tego spotkania były sprawy związane z wizytą E. Gierka we Francji.
13 lipca przekazano do eksploatacji I etap budowy wrocławskich „Azotów”. Cały proces produkcyjny tych zakładów został oparty o technologię i dostawę maszyn z francuskich firm „Ensa” i „Sonneider-Cvanset” (nazwy prawie nieczytelne)
1 sierpnia w Warszawie podpisano polsko-francuskie porozumienie rządowe w sprawie kooperacji przy produkcji autobusów miejskich i międzymiastowych „Berliet”. Porozumienie podpisali polski minister handlu zagranicznego T. Olechowski (dzisiaj jest wiceministrem spraw zagranicznych) i ambasador Francji w Polsce Augustin Jordan. Obecny przy tej ceremonii był też T.Wrzaszczyk, minister przemysłu maszynowego (zięć P. Jaroszewicza).
Tymczasem zawarto największy z dotychczasowych kontraktów francusko-polskich, tj. kontrakt na uruchomienie nas produkcji autobusów „Berliet”. Kontrakt w imieniu Polmot podpisał dyrektor naczelny A. Górecki, a imieniu zakładów „Berliet” prezes B. Berliet. Z kontraktu wynikało, że kraj nasz do roku 1980 otrzyma około 20 tysięcy autobusów. Podam przy okazji, że kontrakt ten odsunął od firmy „Berlet” widmo bankructwa, jakie pojawiło się w tym czasie na horyzoncie tej firmy.
Teraz trochę informacji i firmie „Berliet”. Jaj kapitał zakładowy wynosił wówczas 120 milionów franków francuskich. W 1967 roku firma ta została przejęta przez francuskiego producenta samochodów spółkę „Citroen”. Mimo to kłopoty firmy nie skończyły się. Dopiero kontrakt z Polską jako tako postawił firmę na nogi.
20 września „Trybuna Ludu” opublikowała wywiad z prezydentem Pompidou, a którym, powiedział on m.in.: „Ach, to stara, dobre Francja! Ach kuchnia francuska! Ach moda francuska! Oto w tej chwili z tym jest koniec! Francja stała się konkurentem! W cenach i w technice, choć jeszcze nie we wszystkich dziedzinach. Nasi ambasadorowie przestali trzymać szklankę herbaty w jednej ręce, zaczęli interesować się gospodarką. Co więcej – strach pomyśleć! Nasi radcy handlowi zaczęli się znać na handlu i zaczęli nim rządzić”.
Trudno odmówić racji prezydentowi Francji. Cho c trudno pogodzić się z faktem, że tak pozytywnej oceny nie możemy wydać wić o naszych ambasadorach i radcach handlowych.
23 września przeczytać można było w „Trybunie Ludu”, że od początku nawiązania stosunków handlowych po wojnie wyeksportowaliśmy 21 milionów ton węgla do Francji, która stała się po Włoszech drugim zachodnim krajem odbierającym ten surowiec od nas. Tylko w 1971 roku Francja dostała od nas 2 miliony ton miliony ton, co stanowiło aż 27% udziały w ogólnym obrocie handlowym między naszymi krajami. Minęło już 10 lat a my wciąż jesteśmy dla Francji głównym zapleczem surowcowym.
Najdroższe podróże
Dzień 2 października 1972roku powinniśmy, my Polacy, dobrze zapamiętać. Tego dnia bowiem zaczęły się niezwykle kosztowne podróże I Sekretarza KC PZPR, E. Gierka, do najbardziej rozwiniętych krajów kapitalistycznych.
Panowie z Pałacu Elizejskiego mieli o E. Gierku pełną informację. Wiedzieli, że in z większą pompą będą go gościć, tym większe cyfry znajdą się w zawieranych później kontraktach. Dlatego gościowi z Polski postanowili oddać do dyspozycji Pałac Grand Trianon w Wersalu za oficjalną rezydencję. Środki masowego przekazu miały bez przerwy nadawać audycje o E. Gierku i Polsce. I tak na przykład telewizja francuska nadała drugiego października wieczorem specjalny program pt. „E. Gierek – robotnik u władzy”. „Le Monde”, pro izraelskie pismo, opublikowało z naszym I Sekretarzem wywiad itp.
Łatwo więc o zawrót głowy. A oto przecież gospodarzom chodziło. Prawdziwe intencje Francuzów znali przecież tylko M. Jagielski i T. Olechowski.
Relację z tej wizyty ograniczę tylko do wydarzenia, które miało miejsce 5 października 1972 roki. W tym dniu podpisano układ o współpracy na okres 10 lat (efekt na dziś, to około 3 miliardy dolarów długu). Przewidywano w nim m.in. powołanie Międzynarodowej Komisji Współpracy Gospodarczej. Podpis ze strony polskiej złożył M. Jagielski (przewodniczący Komisji Planowania), a ze strony francuskiej Valéry Giscard d’Estaing (minister finansów i gospodarki).
Układające się strony powołały się na udział obu krajów w GATT, tj. Ogólnym Układzie o Cłach i Handlu, który postuluje bezdyskryminacyjną politykę w międzynarodowych stosunkach gospodarczych. Teraz dopiero wiemy, że GAT obowiązywał tylko w jedną strone.
Ta wizyta E. Gierka trwała we Francji tylko 5 dni a jej skutki odczuwamy do dziś pomimo, że upłynęło 9 lat.
W 1972 roku również ze Stanami Zjednoczonymi kontrakty handlowe poczęły przybierać coraz większego rozmachu. 17 kwietnia nasz ambasador w USA, W. Trąmpczyński, złożył wizytę w Białym Domu, by zaprosić prezydenta Richarda Nixona do złożenia wizyty w Polsce.
Zaproszenie zostało przyjęte i 31 maja tegoż roku samolot z Nixonem wylądował na Okęciu. W komunikacie opublikowanym 1 czerwca, tj na zakończenie wizyty, czytamy w rozdziale III, punkt 1., że „strona polska wykazała zainteresowanie w zwiększeniu zakupu dóbr inwestycyjnych, licencji i technologii w Stanach Zjednoczonych”. Szybko zabrano się do realizacji przyjętych ustaleń.
Już 1 sierpnia przybył do Polski sekretarz handlu USA Peter G. Peterson na czele delegacji gospodarczej. Rozmawiał z ministrem handlu T. Olechowskim, na temat przyspieszenia dostaw do Polski towarów ze Stanów Zjednoczonych i powołania specjalnej komisji do spraw handlu. Kontakty z USA nabrały właściwych rumieńców dopiero w 1974 roku, gdy E. Gierek zlożył tam wizytę.
Tego samego 1972 roku Z. Olechowski i M. Jagielski podjęli starania by rozszerzyć kontakty gospodarcze z Wielką Brytanią. W tym celu 3 sierpnia P. Jaroszewicz spotkał się z ambasadorem Wielkiej Brytanii w Polsce. W rozmowie uczestniczył, jak zawsze, T. Olechowski.
Dwa miesiące później, tj 19 października, przybył do Warszawy sekretarz d.s. handlu i przemysłu Wielkiej Brytanii, John Davies, by podjęte wcześniej sprawy bardziej skonkretyzować.
Nie mniejsze tempo towarzyszyło zawieraniu kontraktów w NRF, chociaż Bundestag układ zawarty z Polską 7.12. 1970, ratyfikował dopiero 17 maja 1972. Jako przykład może służyć CHZ „Budimex”, która jeszcze przed ratyfikowaniem wspomnianego układu zawarła 23 marca 1972 roku czwarty z kolei kontrakt z firmą „Diana” na budowę w NRF zakładu sanatoryjno-hotelowego. Do transakcji tej trzeba było późnij dopłacić.
Skoro jesteśmy już przy sprawach handlu zagranicznego, to podam fragment wywiadu jaki „Trybuna Ludu” opublikowała 26 stycznia 1972 z ministrem handlu zagranicznego T.Olechowskim. Powiedział on m.in., że obroty handlu zagranicznego zamknęły się w 1971 roku kwotą 31,6 miliarda złotych dewizowych, tj. około 8 miliardów dolarów. Eksport wzrósł w porównaniu do roku poprzedniego o 9,2%, a import o 11,9%. Mimo to były to wskaźniki niższe od osiągniętych pod koniec 1970 roku. Minister Olechowski zaznaczył również, że w imporcie ogółem towarów konsumpcyjnych było więcej o ponad 38% niż w 1970 roku. Praktycznych wniosków z tego faktu nie wyciągnięto w latach późniejszych.
W 1972 roku miały miejsce także wydarzenia innej natury, których skutki do dziś odczuwamy. 21 lutego na przedwyborczym zgromadzeniu mieszkańców Śląska i Zagłębia E. Gierek po raz pierwszy użył obrazowego określenia, tzn. zbudowania jeszcze jednej Polski. Chodziło o podwojenie substancji mieszkaniowej. Czym się to skończyło – dobrze wiemy.
12 kwietnia Komisja Partyjno-Rządowa, powołana dla unowocześnienia gospodarki i państwa, zakończyła opracowanie koncepcji dotyczącej doskonalenia gospodarki. Komisja pracowała w 11 Zespołach Problemowych, a odział w niej wzięło 200 naukowców. Na zorganizowanej właśnie tego dnia w KC naradzie referat na temat jak należy wdrażać opracowaną koncepcję wygłosił M.Jagielski. Zamiast udoskonalenia doczekaliśmy się rozregulowania naszego życia gospodarczego.
4 sierpnia Prezydium Rządu podjęło decyzję o policzeniu przemysłu terenowego z kluczowym. Jakie straty poniósł ten przemysł terenowy jest dziś tajemnicą poliszynela.
18 sierpnia w Urzędzie Rady Ministrów odbyła się narada w sprawie intensyfikacji handlu z krajami kapitalistycznymi. Referat w tej sprawie wygłosił M. Jagielski.
1 września 1972 roku Prezydium Rządu podjęło zaskakującą decyzję o umożliwieniu sprzedaży indywidualnym nabywcom palantowych budynków i lokali i oddawanie im w wieczyste użytkowanie działek siedliskowych. Tak rozpoczęto dekapitalizację majątku trwałego. Czyżby pomylili panowie z Rządu kierunki rozwoju socjalizmu w Polsce?
Zdaję sobie sprawę, że większość Polaków zadaje sobie pytanie o to, jak mogło dojść do tak wielkiego zadłużenia Polski na Zachodzie? Wyczerpującą odpowiedź na takie pytanie mogą udzielić tylko ludzie, którzy w imieniu władz polskich zaciągali kredyty i realizowali zakupy. Ja natomiast podam chronologię faktów, które dały początek obecnym dziś trudnościom ekonomicznym.
1 lutego 1973 roku E. Gierek spotyka się z Davidem Rockefellerem prezesem rady nadzorczej „Chase Manhattan Bank”. W rozmowie biorą też udział panowie Michael W. Curran wiceprezes tej rady oraz dyrektor filii tego banku w Wiedniu Osvald E. Judar. Obecny był też H. Kisiel, zastępca przewodniczącego Komisji Planowania.
Tematem spotkanie było udzielenie Polsce kredytów i chodziło tu o pokaźne sumy.
11 września 1973 roku we Frankfurcie nad Menem otwarto bank polsko-zachodnioniemiecki. Jego główni akcjonariusze to Bank Handlowy SA z Warszawy i Hessische Landsbank. W otwarciu udział wziął m.in. prezes rady nadzorczej Banku Handlowego H. Kisiel.
Ten mieszany bank znakomicie wywiązał się tylko z jednego zadania, tj. z popierania eksportu towarów niemieckich do Polski.
W dniach 25-27 września 1973 roku odbyła się w Warszawie III sesja Polsko-amerykańskiej Komisji d.s. Handlu. Zebrani wyrazili duże zadowolenie z faktu, ze w ostatnich dwóch latach nastąpiło podwojeniem obrotów handlowych między Polską i USA.
W Warszawie w dniach 26-29 października obradowała I sesja Polsko-francuskiej Komisji Międzynarodowej. Przewodniczył w tej sesji M. Jagielski (wicepremier i przewodniczący Komisji Planowania) i Valéry Giscard d’Estaing (minister gospodarki i finansów Francji). Zawarto porozumienie na mocy którego mieli Francuzi nami unowocześnić telekomunikację (modernizację central telefonicznych) i informatykę (drukarki i sterowanie procesami przemysłowymi) itp. Otrzymać mieliśmy również urządzenia hutnicze dla Huty Katowice i Huty Zawiercie, maszyny włókiennicze i wyposażenie dla wznoszonych właśnie hoteli, tzw. Novoteli.
Podczas tej sesji stwierdzono, że w minionych ośmiu miesiącach osiągnięto 50-cio procentowy wzrost obrotów. Korzystnych naturalnie tylko dla Francji.
Do Belgii 19 listopada udał się z wizytą E. Gierek. Obok spraw politycznych przedmiotem rozmów były również zagadnienia gospodarcze. Zawarto szereg kontraktów i porozumień międzynarodowych. Wiele z nich było niekorzystnymi dla naszego kraju.
W dniach 12-14 grudnia 1973 roku przebywał minister gospodarki NRF H. Friderisch. Podczas rozmów w polskim resorcie handlu zagranicznego obie strony stwierdziły, że w ostatnich trzech latach wartość wymiany handlowej uległa podwojeniu. Importowaliśmy maszyny, technologię i dobra konsumpcyjne. Natomiast eksportowaliśmy energię elektryczną, węgiel, miedź. Staliśmy się więc dla NRF dużym zapleczem surowcowym.
W następnym roku było podobne. Oto przykłady.
17 stycznia 1974 roku minister handlu zagranicznego, T. Olechowski, podpisał w Rzymie 10-cio letnią umowę gospodarczą z Włochami. Umowa ta przewidywała powołanie stałej Komisji Międzyrządowej do wspierania przyszłej współpracy.
Dwa tygodnie później, tj. 30 stycznia, T. Olechowski prawie identyczna umowę zawarł z Finlandią.
3 lutego 1974 roku przybył do Paryża minister przemysłu maszynowego T. Wrzaszczyk. W wydanym z tej okazji komunikacie czytam, że wartość obrotów polsko-francuskich osiągnęła wartość 1,5 miliarda złotych dewizowych i było o 60% wyższa niż w roku 1972. Udział artykułów przemysłowych w naszym eksporcie wynosił około 25%. Co to oznacza nie trzeba chyba tłumaczyć.
W dniach 18 – 24 lutego przebywał w Austrii minister przemysłu ciężkiego Włodzimierz Lejczak. Podpisał on porozumienie handlowe w sprawie dostarczenia do Polski urządzeń dla przemysłu ciężkiego. Dostawcami były zakłady Vost-Alpine i Gustaw Schmidt w Solbat Hal. Nie będę pisał o tym, jak ciężkie kłopoty mieliśmy z zainstalowaniem tych urządzeń.
# czerwca 1974 roiku rozpoczął się w Warszawie trzydniowy Międzynarodowy Kongres na temat kooperacji Polski z krajami kapitalistycznymi. Głównym organizatorem tego kongresu była Polska Izba Handlu Zagranicznego (prezes M. Kajzer) i Organizacja d.s. Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych (IER z siedzibą w Wiedniu – prezes Fritz Bock).W Kongresie uczestniczyło 300 przedstawicieli krajów Europy Zachodnie oraz USA, Japonii i Kanady. Reprezentowane było 130, banków światowych. Otwarcie Kongresu dokonał T. Olechowski.
4 czerwca 1974 roku w Madrycie wiceminister handlu zagranicznego H. Kisiel i minister spraw zagranicznych Hiszpanii Cortina Manci podpisali 10-cio letnią umowę gospodarczą.
W tym miejscu wspomnę, że 10 kwietnia utworzono z dwóch resortów jeden ood nazwą Ministerstwo Handlu Zagranicznego i Gospodarki Morskiej z K. Olszewskim na czele. T.Olszewski został później polskim ambasadorem w Egipcie, by po dwóch latach, tj w 1976 roku, zostać po raz drugi polskim ambasadorem w Paryżu (a to już ewenement!). Teraz wrócił do kraju i urzęduje jako wiceminister spraw zagranicznych.
24 czerwca 1974 roku rozpoczęła się w Wiedniu 4-dniowa sesja Polsko-Austriackiej Komisji Mieszanej powołanej na mocy 10-letniej Umowy o Współpracy Gospodarczej zawartej 6 września 1973 roku.
12 września 1974 roku wicepremier K. Olszewski i minister przemysłu maszynowego T.Wrzaszczyk podpisali w Londynie kontrakt współpracy polsko-brytyjskiej przy produkcji ciągników firmy Massay-Ferguson-Perkins. W doprowadzeniu do sfinansowania kontraktu istotną rolę odegrał ambasador PRL-u w Londynie Artur Starewicz. Z zawartej umowy wynikało, że kraj nasz będzie produkował ciągniki klasy 36, 45, 56 i 75 KM z silnikiem Perkinsa, a więc klasy, która była nam najmniej potrzebna. Wartość całego kontraktu oceniono na 600 milionów dolarów.
30 września przybył do Wiednia P. Jaroszewicz. Pokazano mu zakłady Voest- Alpina” i „Chemia Ag” w Linzu, z których mieliśmy importować urządzenia i stal. Stwierdzono przy okazji, że dynamika handlu miedzy oboma krajami w latach 1972 – 1973 wynosiła 45%, a pierwszym półroczu 1974 roku aż 65%. Zawarty został też kontrakt Centralą Handlu Zagranicznego „Polimex-Cekop” a „Voest-Alpine” w sprawie budowy w Polsce wytwórni melaniny. Można było odnieść wrażenie, że to my jesteśmy bardziej bogaci niż Austriacy. Eksportowaliśmy do tego kraju głównie: siarkę, kwas siarkowy, węgiel, koks, torf, miedź, energię elektryczną itp.
8 października złożył oficjalną wizytę w USA E. Gierek. Towarzyszyli mu nasi znawcy handlu z Zachodem: M. Jagielski, H. Kisiel (I zastępca ministra handlu zagranicznego) i W. Trąmpczyński (ambasador PRL-u w Waszyngtonie). Oprawa tej wizyty była podobna do tej we Francji. Firmy takie jak np. „International Bussines Machines”, „Singer”, „Contral Dale”, „DOW Chemical” wyraziły chęć zwiększenia swego eksportu do Polski. Oto jak wyglądały obroty między USA i Polską: w roku 1970 – 120 milionów dolarów, w 1974 roku – 760 milionów dolarów, a roku 1976 miały osiągnac 1 miliard dolarów, w 1980 roku – 2 miliardy dolarów.
11 listopada 1974 roku przebywający w NRF, z okazji zorganizowanej w Essen wystawy o nazwie „Polska – 74, K. Olszewski podpisał 10-cio letnią umowę gospodarczą. W imieniu władz NRF podpis pod układem złożył Hans Dietrich Genscher (minister spraw zagranicznych NRF). Obroty handlowe naszego kraju z NRF w latach 1970 – 1974 wzrosły aż trzykrotnie i wynosiły 4 miliardy marek rocznie.
Ten pęd po kredytu i zakupy na Zachodzie próbowano zatrzymać dopiero w 1979 roku, kiedy już było za późno. Dlatego przykłady jakie powyżej podałem można mnożyć znacznie dalej. Ograniczę się jedynie do tych, bo mam nadzieję, że i one uchylą przynajmniej rąbek tajemnicy otaczający przyczyny naszych dzisiejszych kłopotów gospodarczych (udział krajów kapitalistycznych w wymianie handlowej z Polską wynosił pod koniec w 1974 roku aż 45%).
Kończąc omawianie wydarzeń 1974 roku podam jeszcze, że 21 listopada S. Jędrychowski odwołany został ze stanowiska ministra finansów, a 18 stycznia Rada Państwa mianowała go ambasadorem na Węgrzech. Jego miejsce w resorcie zajął H. Kisiel, bardzo mocno związany z CKŻ. Miała miejsce i jeszcze inna zmiana. K.Olszewskiego, który zachował stanowisko wicepremiera, zastąpił w Ministerstwie Handlu Zagranicznego i Gospodarki Morskiej Jerzy Olszewski, dotychczasowy minister przemysłu chemicznego.
Analizę wydarzeń politycznych ograniczę do podania zmian w Radzie Ministrów i wyników wyborów przeprowadzonych podczas Zjazdu Partii, który odbył się w grudniu.
28 maja 1975 roku odwołanego ze stanowiska ministra handlu wewnętrznego E. Sznajdera zastąpił Jerzy Gawrysiak (obecnie szef Państwowej Komisji Cen).
Dopiero poważniejsze zmiany nastąpiły jesienią. 23 października na prośbę M. Jagielskiego, który ponoć 4 maja na czynie partyjnym zaniemógł, zwolniono ze stanowiska przewodniczącego Komisji Planowania zachowując go jednak na stanowisku wiceprezesa Rady Ministrów. Tego samego dnia mianowano T. Wrzaszczyka wicepremierem i przewodniczącym Komisji Planowania, T. Pyke wicepremierem i A. Kopcia ministrem przemysłu maszynowego.
Odejście S. Jędrychowskiego i schowanie się wciern M. Jagielskiego należy przede wszystkim interpretować jako przygotowanie do wydarzeń 1976 roku
VII Zjazd Partii
W dniach od 8 do 12 grudnia obradował w Warszawie VII Zjazd Partii. Wśród wielu oddanych , przy tej okazji, do użytku obiektów znalazł się m.in. Dworzec Główny PKP w Warszawie. Zarzz po Zjeździe obradowało I Plenum KC i wybrano Biuro Polityczne w niestepującym składzie: E.Gierek, E. Babiuch, H. Jabłoński, M. Jagielski, P. Jaroszewicz, W. Jaruzelski, St. Kania, J. Kępa, St.Kowalczyk, W. Kruczek, St. Olszowski, J. Szydlak, J. Tejchma.
W porównaniu do poprzedniego Zjazdu Biuro Polityczne zostało powiększone o 4 osoby. Do Biura Politycznego awansowali Z. Grudzień, St. Kania, St. Kowalczyk i J.Kepa. Działacze żydowscy utrzymali swój dotychczasowy stan posiadania.
Na zastępców członków Biura Politycznego wybrano: K. Barcikowskiego, J. Łukaszewicza, T.Wrzaszczyka.
Tak więc liczba zastępców członków BP uległa, w porównaniu to tego co było po VI Zjeździe, zmniejszeniu z 5 do 3 osób. Awansowali dwaj nieudacznicy, tj. J. Łukaszewicz i T. Wrzaszczyk. Poziom ich intelektu, jak już wiemy, był daleko niższy niż mierny.
Do Sekretariatu KC zostali powołani: E. Gierek – I Sekretarz, E. Babiuch, R. Frelek, St. Kania, W.Kraśko, J. Łukaszewicz, J. Pińkowski, J. Szydlak, A. Werblan, Z. Żandarowski.
Zastępcą członka sekretariatu został Zdzisław Kurowski (przewodniczący Rady Głównej ZMP). W nowym sekretariacie nie ma już St. Kowalczyka (został ministrem spraw wewnętrznych), K.Barcikowskiego (został ministrem rolnictwa), F. Szlachcica (popadł w zasłużoną niełaskę i został szefem Polskiego Komitetu Normalizacji i Miar) oraz J. Tejchmy (został ministrem kultury i sztuki).
Natomiast po raz pierwszy sekretarzami KC zostali: W. Krasko (zajmował się sprawami kultury), J. Pińkowskiego (został nim jeszcze przed Zjazdem i nadzorował rolnictwo z załosnym dla rolnictwa skutkiem), A. Werblan (odpowiadał za naukę i oświatę) i Z. Żandarowski (kierował sprawami wewnątrzpartyjnymi). Jak widać działacz żydowski A. Werblan wspiął się w hierarchii partyjnej o jeden stopień wyżej.
Przejdźmy teraz do wydarzeń politycznych następnego, tj. 1976 roku. 27 marca tegoż roku w składzie Rządu zaszły dalsze zmiany. J. Bafia (dotychczasowy prezes SN, przyjaciel znanego już nam Mariana Rybickiego, ten teraz w Instytucie PIP PAN) został ministrem sprawiedliwości, W.Wojtaszek mianowany ministrem administracji, gospodarki terenowej o ochrony środowiska. Po W. Wrzaszczyku ambasadę w Paryżu przejął ponownie T. Olechowski. E. Szyr został ministrem gospodarki materiałowej.
Uważny obserwator już z tych zmian personalnych, które wyżej wymieniłem, mógł zauważyć, że działacze żydowscy ustawili się jakby na drugiej linii. Po prostu wiedzieli już, że w najbliższym czasie musi dojść do podwyżki cen na artykuły żywnościowe i co to w konsekwencji spowoduje w określonych grupach społeczeństwa.
8 czerwca udał się E. Gierek z czterodniową wizytą do Bonn. Towarzyszyli mu m.in. E.Babiuch, T. Wrzaszczyk i J. Olszewski. Niemcy znali już upodobania E. Gierka. Powitali go z równie wielką pompą jak Francuzi i Amerykanie. Efekt, to podpisania 5-letniej umowy gospodarczej i zawarcie aż 14 porozumień między polskimi centralami handlu zagranicznego a firmami zachodnioniemieckimi. Zadłużenie więc rosło a nieświadomi tego Polacy wciąż cieszyli się z wojaży zagranicznych E. Gierka.
Umiarkowany optymizm panował tylko w gronie działaczy żydowskich chociaż inne były tego przyczyny. Ich plan – jak wiemy - przyniósł niespodziewanie dobre rezultaty. Gra jednak stawała się niebezpieczna. Zadłużenie Polski wynosiło bowiem już ponad 10 miliardów dolarów, a niektórym Polakom tak się spodobały wyjazdy na Zachód i zaciąganie dalszych kredytów, że im nawet na myśl nie przychodziło, by się w końcu opamiętać. Przestano się w ogóle liczyć z interesem kraju i zamieszkanego w nim narodu.
Konieczny był wstrząs, by te owoce spadły z drzewa partyjno-rządowego. Działacze żydowscy myśleli jednak tylko o ratunku dla niektórych. Nie myśleli przecież by sami siebie karać. Kozłem ofiarnym miał być głównie E. Gierek i P. Jaroszewicz, a zwłaszcza ten ostatni. W ten sposób społeczeństwo zostałoby w jakiejś mierze częściowo uspokojone, jako że dostałoby winnych, że później nastąpiłyby kolejne zakręty w historii Polski, to już inna sprawa
11 czerwca 1976 roku zebrało się w Warszawie na nadzwyczajnym posiedzeniu Plenum CKŻ. Zebrało się, jak zazwyczaj, w późnych godzinach wieczornych, by nie budzić niepotrzebnych podejrzeń. Uczestniczyli w nim m.in. M. Jagielski, E. Szyr, M. Kisiel i A. Werblan. Tematem rozmów była przygotowywana podwyżka cen na artykuły żywnościowe, a konkretnie to wykorzystanie jej do dokonania zmian w kierownictwie partyjnym i rządowym.
Wszyscy zebrani podzielali pogląd, że w opracowywanej podwyżce trzeba uwzględnić około 80% wzrost cen na mięso i jego przetwory. Będzie to dla społeczeństwa szok, po którym wpadnie ono w gniew, a oto przecież chodzi i plan musi się udać – stwierdzali działacze żydowscy. Z takim postanowieniem zakończyło się zebrania plenum CKŻ.
Zadania „właściwego” opracowania podwyżki cen wzięli na siebie działacze żydowscy pracujący w Urzędzie Rady Ministrów i w Komisji Planowania. Natomiast specjalnej grupie inicjatywnej przypadł obowiązek zorganizowania spontanicznych protestów klasy robotniczej. W tym celu 6 panów spotkało się 13 czerwca o godzinie 21.00 w pewnym mieszkaniu przy ul. Przyjaciół w Warszawie. Na miejsc akcji wyznaczono 3 zakłady, tj. „Ursus” (w Ursusie pod Warszawą) i „Walter” w Radomiu i „.....remont” (nieczytelne) w Płocku.
Następnego dnia ci panowie spotkali się ponownie w mieszkaniu T. Mazowieckiego dla skonfrontowania tego planu z bogatym doświadczeniem gospodarza mieszkania. Obecny byli także mecenas Siła-Nowicki, A. Hajnicz i inni. Dokonano razem tylko kosmetycznych korekt w scenariuszu. Nie było przecież potrzeby dokonywania w nim zmian skoro tak doskonale sprawdził się 6 lat temu w Stoczni im. Lenina.
Owe zmiany kosmetyczne odnosiły się do ilości osób, które miały sprowokować strajki załóg wymienionych zakładów i następnie wyprowadzić robotników na ulice. Przebieg wypadków w Radomiu i Płocku miał być identyczny jak tych w Gdańsku. Natomiast robotnicy „Ursusa” mieli zablokować pobliską ważną linię kolejową. W ten sposób o strajku miała się dowiedzieć cała Polska.
Do udziału w sprowokowaniu akcji strajkowej na terenie „Ursusa” namówiono 7 młodych robotników. Najstarszy miał 25 lat. Dwóch z nich mieszkało w Teresinie, jeden w Ursusie przy ulicy Spisaka. Pozostała czwórka to mieszkańcy warszawskich dzielnic Ochota i Wola.
W Radomiu wykorzystano naiwność 9 chłopaków w wieku 20-22 lat zatrudnionych w zakładach „Waltera”. Czterech z nich mieszkało w Radomiu (przy ulicach Żółkiewskiego, Struga, Żeromskiego i Wierzbickiej), dwóch w Zwoleniu, jeden w Skarżysku i dwóch w Grójcu.
Natomiast w Płocku do tej niecnej gry wciągnięto 5 młodych robotników mieszkańców tego miasta. Nie podaję żadnych nazwisk ani dokładnych adresów owych młodych robotników, ponieważ pod tym właśnie warunkiem otrzymałem informacje od jednego z członków grupy inicjatywnej kierującej akcją pod nazwą „Czerwiec metalowców 76”.
Podobnie jak w Gdańsku zadaniem tych młodych ludzi było oderwanie robotników od stanowisk pracy i zorganizowanie wiecu w okolicy bramy wyjściowej. Tam już inicjatywę mieli przejąć przybysze z Warszawy, po wcześniejszym przedostaniu się przez ogrodzenie zakładu, by wyprowadzić robotników na ulice.
Później miało to przybrać charakter żywiołowego oburzenia społeczeństwa.
Teraz prześledźmy przebieg wydarzeń z 24 czerwca 1976 roku. W Warszawie rozpoczęło się posiedzenie Sejmu. Gwoździem programu posiedzeń w gmachu przy ulicy Wiejskiej było wystąpienie premiera P. Jaroszewicza. W przydługim przemówieniu zapowiedział podwyżkę cen detalicznych na artykuły spożywcze i tak np. mięso i jego przetwory miały zdrożeć średnio o 69%, drób o 30% itd. A jakże – zaplanowano również rekompensatę, która miała polegać na tym, że kto zarabiał więcej miał większą rekompensatę. Biedny stawał się jeszcze biedniejszym. Jaroszewicz zapowiadał, że nowe ceny wejdą w życie dopiero 28 czerwca. Do tego czasu w całym kraju miały się odbywać tzw. „konsultacje” (sobie a muzom).
W imieniu klubów poselskich przemawiał E. Babiuch, który rozwijał zawarte w przemówieniu Jaroszewicza zamierzenia i przy okazji wspomniał, że E. Gierek jest tego samego zdania. Dotąd szlo wszystko jak po maśle.
Kryzys 1976
A teraz podam skrócony przebieg wydarzeń jakie miały miejsce 25 czerwca w Ursusie, Radomiu i w Płocku.
Radom 25 czerwca
Godz 7.10 – W Zakładach Metalowych im. gen. Waltera na Wydziale P-6, zatrudniającym 636 osób, pracownicy przerywają pracę, a cześć młodych robotników udaje się do innych wydziałów namawiając innych do przerwania pracy.
Godz. 8.00 – duża cześć załogi zebrała się na placu fabrycznym. Przemawia zastępca dyrektora Skrzypek, ale bez skutku. Kilkunastu robotników (młodych, w czystych kombinezonach) nawołuje do wyjścia na ulice i udania się pod budynek KW PZPR.
Godz. 8.10 – 8.30 – Zakład opuszcza około 1000 pracowników, głównie młodych. Tuż za bramą tłum zatrzymuje samochód dostawczy z piwem. Samnochód przewrócono a skrzynki z piwem zabrano ze sobą.
Godz. 8.30 – 9.45 – Część pracowników „Waltera” próbuje wyciągnąć na ulice załogi innych zakładów radomskich. Częściowo im się to udaje.
Godz 10.00 – 10.15 – Przez KW PZPR zebrał się tłum liczący około 2000 osób. Do zebranych próbuje przemówić, stojąc na krześle przed budynkiem, sekretarz KW J. Admaczyk. Po otrzymaniu kilku ciosów pięścią, od stojących najbliżej, mdleje i odnoszą go do pomieszczeń w KW.
Godz. 11.00 – Tłum, liczący około 2000 osób, wdarł się do Zakładów Mięsnych przy ul. Mireckiego i rozkradł mięso i jego przetwory,
Godz.12.00 – Część załogi „ZREMB-u” opuszcza zakład i łączy się z tłumem na ulicy. W sumie około 3000 osób udaje się pod budynek KWPZPR. Z okna holu na I piętrze usiłuje przemówić przez tubę nagłaśniającą, I sekretarz KW J. Prokopiak, ale nikt go nie słucha. W tłumie rej wodzą ludzie podchmieleni.
Godz. 14.00- 14.20 – rozpoczęto atak na budynek KW PZPR. Po zniszczeniu kilku pomieszczeń budynek podpalono. Palił się również znajdujący się opodal kiosk „Ruchu” oraz punkt fotograficzny i sklep. Kilkunastoosobowa grupa młodych ludzi kijami i kamieniami wybija wszystkie szyldy wystawowe sklepów wzdłuż całej ulicy Żeromskiego.
Godz. 14.30 – Do akcji wkracza MO. Gdy tłum, stojący przed palącym się budynkiem KW, spostrzegł oddział MO, zepchnął wzdłuż spadku ulicy zaparkowaną opodal przyczepą z płytami betonowymi w kierunku nadchodzących milicjantów. W momencie nabierania przez przyczepę dużej szybkości trzymający jej dyszel Łabędzki i Ząbecki nie zdążyli odskoczyć i przejechani przez przyczepę ponieśli śmierć na miejscu. Obaj byli mocno nietrzeźwi – delikatnie mówiąc. Ich ciała grupa 6 młodych mężczyzn ułożyła na wózku akumulatorowym i wożąc ich po mieście wszem i wobec głosiła, że to są ciała zabitych przez MO robotników.
Godz. 14.39 – 15.00 – rozpoczęła się fala kradzieży w sklepach, których wystawy zostały wcześniej rozbite.
Godz. 18.00 – Duża grupa ludzi próbuje opanować budynek KM MO. Na szczęście do opanowania budynku nie dochodzi. W mieście pali się kilka samochodowe osobowych i trzy wozy strażackie.
Godz. 23.00 – na ulicach Radomia zapanował spokój.
Z rozkazu Ministra Spraw Wewnętrznych, którego to rozkazu kopię widziałem, wynikało, że MO miała posiadać tylko pałki gumowe, kaski ochronne i miotacze gazów łzawiących oraz tarcze. Faktem jest, że w Radomiu nie padł ani jeden strzał z broni palnej. I to na całe szczęście.
Z.M. „Ursus” 25 czerwca 1976 roku
Godz. 6.00 – Pracownicy I zmiany, liczącej około 10000 ludzi, nie podejmują pracy na znak protestu przeciwko zapowiedzianej podwyżce cen na artykuły spożywcze. Część jednak z tzw. działów ruchu ciągłego, wraca na stanowiska pracy.
Godz. 8.00 – 8.45 – Wyłączono dopływ energii elektrycznej i sprężonego powietrza uniemożliwiając pracę tym, którzy chcieli do niej przystąpić. Część załogi, licząca około 400 osób opuszcza zakład i udaje się w kierunku miasta Ursus. Liczebność tłumu szybko rośnie. Około godziny 10.00 jest już około 2000 osób. Zablokowano linię kolejową. Pierwszym zatrzymanym pociągiem jest „Opolanin”, następnie „Górnik” i pociąg międzynarodowej relacji Warszawa-Paryż oraz pociągi podmiejskie i Wąskotorowa Kolejka Dojazdowa.
Godz. 13.00 – Ireneusz i Marek Majewscy przywożą aparaturę spawalniczą. Po przecięciu kilku śrub na złączach torów zabrakło im acetylenu więc musieli zrezygnować ze swego zamiaru. W tej sytuacji inna grupa po zabraniu klucza z elektrowozu pociągu „Opolanin” rozkręca szyny i w powstałą lukę wpycha elektrowóz.
Godz. 21.30 – do akcji w Ursusie wkracza ZOMO. W rejonie stacji PKP na przejeżdżające samochody z milicją zrzucono z wiaduktu i nasypu kolejowego kilkanaście podkładów betonowych oraz grad kamieni, butelek itp. Milicja, i to niepodważalna prawda, nie użyła broni palnej. Około godziny 23 w Zakładzie i mieście zapanował spokój
Płock, 25 czerwiec 1976 rok
Godz. 14.30 – Przy bramie nr 2 LZRiP zaczęli się gromadzić robotnicy pierwszej zmiany. Tłum liczył około 300 osób i byli to głównie młodzi ludzie.
Godz. 16.10 – 200 osobowa grupa rusza w kierunku KW PZPR. Już pod budynkiem, razem z przechodniami, grupa ta liczy około 500 - 600 osób.
Godz. 17.30 – Do demonstrantów przemawia I Sekretarz KW. Efekt jego wystąpienia prawie żaden.
Godz. 21 – Pod gmach KW PZPR podjeżdża radiowóz milicyjny z głośników którego podają komunikaty, że rząd cofnął podwyżkę cen. Mimo to zebrani obrzucają radiowóz kamieniami wybijając w min szyby. Następnie przewrócono samochód straży pożarnej i wybito szyby w gmachu KW.
Godz. 21.10 – Do akcji wchodzi ZOMO. 10 minut później jest już spokój przy gmachu KW PZPR. W całym mieści zapanował spokój około 22.15.
Proszę zauważyć, że mimo odwołania przez Jaroszewicza, we wczesnych godzinach wieczornych 25 czerwca, zamiaru przeprowadzenia podwyżki cen na artykuły żywnościowe, duże grupy młodych ludzi nadal demonstrowały na ulicach miast niszcząc mienie społeczne, z którego przecież każdego dnia ci młodzi ludzie korzystali.
Wydawało się, że po tym feralnym dniu kierownictwo partyjne i palantowe będzie się starało przeanalizować powstałą sytuację i wyciągnie właściwe wnioski. Zresztą tego wieczoru większość Polaków było prawie pewna, że ze stanowiska ustąpi, co najmniej, P. Jaroszewicz i E. Babiuch. Tak uważano chociaż główni architekci tej podwyżki cen działali za plecami wymienionych panów w tzw. drugiej linii.
Tymczasem przewidywania się nie sprawdziły. Po prostu niektórzy z działacze potwierdzili, że nie mają zdrowej ambicji. Dla nich bowiem stołek był ważniejszy niż interes państwa i narodu.
Teraz zacytuję bardzo charakterystyczny fragment z wypowiedzi E. Gierka, jaką usłyszeli na specjalnej telekonferencji sekretarze Komitetów Wojewódzkich PZPR w dniu 26 czerwca 1976 roku, a więc nazajutrz po wyżej opisanych wydarzeniach. Wydaje mi się, że ta właśnie wypowiedź udowodniła, że I Sekretarz umysłem buszował w chmurach i że nawet rozruchy nie są w stanie ściągnąć go z tej wysokości na ziemię. I jeszcze jedno – wyzuwa się, że uwierzył w skandowane na różnych wiecach hasła w rodzaju „Gierek, Partia, Polska”. A oto ten fragment wypowiedzi:
„Biorąc pod uwagę całokształt sytuacji postanowiłem, zgodnie zresztą z zapowiedzią, że jest to konsultacja i od wyników konsultacji uzależnimy podjęcie decyzji lub nie i zaproponowałem Biuru Politycznemu, aby Premier wystąpił powiedział, że odkładamy tę sprawę, że musimy przepracować te koncepcję. Uważam, że trzeba będzie w ciągu dnia jutrzejszego i w poniedziałek odbyć we wszystkich województwach masowe wiece, wiece na kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Nawet na 100 i więcej tysięcy ludzi. Muszą to być wiece złożone z ludzi dobranych, żeby brali w nich udział i ludzie bezpartyjni. Żeby na wiecu, w oparciu na przygotowanym wcześniej materiale, mogli towarzysze powiedzieć, że nie popieracie metod chuligaństwa i metod narzucania ogromnej większości klasy robotniczej i narodu woli niewielkich grup. Towarzysze, jest to mi potrzebne jak słonce, jak woda, jak powietrze. Jeśli tego nie zrobicie, to będę się musiał nad tym zastanowić. Oddzielnym zagadnieniem jest sprawa Radomia i sprawa Ursusa a może i Płocka. Ale przede wszystkim tych dwóch. Uważam towarzysze, że niezależnie o Zakładów „Waltera” trzeba odbyć wiec w samym Radomiu i sąsiednie województwa będą musiały posłać do Radomia trochę aktywu. Trzeba będzie zebrać Radomiaków i powiedzieć im jak my ich oceniamy. Jak oni wychowali swoje dzieci, jak oni szkodzą Polsce. Po prostu Radomiacy powinni odczuć, że cała Polska ma do nich pretensje, że cała Polską będzie im to długo pamiętała”.
Towarzysze – mówił dalej Gierek – to co ja wczoraj przeżyłem tego przez swoje 63 lata nie przeżyłem, a przeżyłem już dużo.
Wprawdzie pewnien komentarz dałem już przed tym cytowaniem E. Gierka ale proszę aby sam czytelnik ocenił, co dla Gierka było przedmiotem, a co podmiotem działania.
Po Gierku głos zabierali E. Babiuch i J. Szydlak dając województwom konkretne zadania do wykonania. Zapene jeszcze świeża jest pamięć tamtych dni. Odbyły się w dniach 27-28 czerwca na terenie całego kraju wielkie wiece. Otrzymał, jak wiemy, Gierek poparcie, ale źle je później spożytkował.
28 czerwca zebrało się Prezydium CKŻ. Krytycznie oceniono przebieg wydarzeń. Strajki miały się przenieść do innych zakładów i miast w kraju powodując w konsekwencji przynajmniej ustąpienie ze stanowiska premiera P. Jaroszewicza. Do tego nie doszło bo pospiesznie wycofano się z zamiaru podwyższenia cen. Nie mógł więc awansować M. Jagielski. Więc w tej sytuacji wydarzenia czerwcowe potraktowano jako porażkę, którą koniecznie należało poddać wnikliwej ocenie i postanowiono wyciągnąć z tego na przyszłość odpowiednie wnioski.
Wszystkie na ten temat informacje zbierał Sekretariat Światowego Kongresu Żydów w Genewie i w Paryżu. Robiono to bardzo dyskretnie wykorzystując rzekomo turystyczne wojaże bezpośrednich organizatorów strajków robotniczych i niektórych sprzyjających im działaczy społeczno-politycznych.
To właśnie w Genewie latem 1976 roku postanowiono utworzyć KOR (Komitet Obrony Robotników). Nazwa miała organizatorom ułatwić penetrację środowiska robotniczego, a zwłaszcza wciąganie do działalności opozycyjnej młodych robotników podatnych na hasełka demagogiczne itp. manipulacje. Następnie miały być utworzone z tych młodych, nie dostatecznie uświadomionych robotników, grupy wolnych związków zawodowych. Ale o tym później.
Na spotkaniach i naradach w Szwajcarii, w miejscowości koło Genewy, brali udział następujące osoby: J. Kuroń, M. Modzelewski, T. Mazowiecki, A. Hajnicz, A. Zambrowski, L. Kołakowski (przybył z Londynu) i in ni.
Interesujący urlop spędzał w tym samym czasie w Grecji Mieczysław F. Rakowski (ówczesny naczelny redaktor „Polityki” i członek KC PZPR). Podczas pobytu w Atenach, spotkał się dwukrotnie w dzielnicy Aten Plaka z trzema redaktorami popołudniówek wydawanych w Tel-Awiwie i z pewnym dziennikarzem „Bild Zeitung”. Rozmowa dotyczyła oczywiście przebiegu wydarzeń czerwcowych w Polsce.
Pod koniec przydługiego wypoczynku M.F. Rakowski odwiedzając Kretę złożył wizytę w pięknej willi położonej w południowo-zachodniej części miasta Fajstos. Tematu odbytej tam rozmowy można się tylko domyślać. Dzisiaj mieszkańcy tego miasta już wiedzą, że dzierżawcą tej willi była wtedy CIA. Zresztą M.F. Rakowski kontakty ma bardzo rozległe, szczególnie na Zachodzie. Do jego przyjaciół zalicza się m.in. szef koncernu prasowego NRF A. Saringer (prawie nieczytelne).
Omawianie wydarzeń politycznych, jakie miały miejsce w Polsce w roku 1976 zakończę podaniem informacji o zmianach w sekretariacie KC i w Rządzie.
2 grudnia 1976 roku, na V Plenum KC, A. Karkoszka i Stefan Olszowski zostali sekretarzami KC. Miejsce Olszowskiego w resorcie spraw zagranicznych zajął E. Wojtaszek (dotychczasowy minister administracji, gospodarki terenowej i ochrony środowiska).
W tym samym dniu J. Kępa został wicepremierem Rady Ministrów, a jego miejsce w Komitecie Warszawskim PZPR zajął A. Karkoszka (był do tego czasu wicepremierem). Dla Kępy zmiana miejsca pracy miała być swego rodzaju karą za to, że nie zapobiegł wydarzeniom w Ursusie. Wiceprezesami Rady Ministrów mianowano J. Szydlaka i K. Secomskiego. Ten pierwszy odpowiadał za przemysł, a ten drugi za budownictwo i inwestycje. O wynikach ich pracy nawet szkoda pisać.
W następnym roku, tj.21 stycznia 1977, VI Plenum zwolniło J. Szydlaka ze stanowiska sekretarza KC. Odtąd w gmachu, zwanym polskim Białym Domem, panowali niepodzielnie, niski wzrostem ale wielki ambicjami i inspiracjami, E. Babiuch.
14 kwietnia 1977 roku na VII Plenum KC awansował na członka sekretariatu KC Zb. Zieliński, kierownik wydziału przemysłu ciężkiego, transportu i budownictwa.
17 grudnia tegoż roku odwołano z rządu K. Olszewskiego ze stanowiska wicepremiera. Został on ambasadorem PRL w Moskwie. Odwołano też K. Barcikowskiego ze stanowiska ministra rolnictwa, później został I sekretarzem Komitetu Krakowskiego PZPR.
W tym miejscu podam pewne zabawne wydarzenie jakie miało miejsce w 1977 roku na jednym z posiedzeń Rady Ministrów. Zanim to zrobię jeszcze dodam kilka zdań o sprawach to posiedzenie wyprzedzających. Otóż wiadomym było w kręgach ministerialnych, że K. Barcikowski jest w konflikcie z dwoma ludźmi, tj. z P. Jaroszewiczem i T. Wrzaszczykiem. Zaczęło się wszystko od zmniejszenia środków inwestycyjnych na rolnictwo przez Komisję Planowania. Zachodził pewnego rodzaju paradoks. Stawiając coraz to wyższe zadania rolnictwu Komisja jednocześnie zaplanowała zmniejszenie zadań dla przemysłu produkującego na potrzeby rolnictwa. Barcikowski nie wytrzymał tego nerwowo i na wspomnianym posiedzeniu Rady Ministrów, gdy inni ministrowie zgłaszali zapotrzebowania na kilkaset, a nawet na kilka tysięcy nowych etatów, by wykonać zawarte w Narodowym Planie Społeczno-Gospodarczym zadania, powiedział, że on potrzebuje tylko jeden etat. Na pytanie Jaroszewicza - dla kogo – Barcikowski odpowiedział, że dla cudotwórcy. Reakcji premiera można się już domyśleć.
Tak ze w roku 1977 były próby wykorzystania krakowskich Juwenalii, tj. studenckich uroczystości, do zorganizowanych wystąpień antypaństwowych. Jako pretekst do wywołania awantur wykorzystano śmierć studenta Stanisława Pyjasa. Puszczono plotkę, że został on zamordowany przez milicjanta o nazwisku M. Pałamasz. Był więc trup i zaczęły się emocje w umysłach wielu młodych ludzi w Krakowie. Na szczęście nie doszło do awantur. Później, przed sądem, wyszły na jaw intencje prowokatorów. Główni oskarżeni, J. Szczęsna i S. Blumsztajn, w numerze 29 „Życia Warszawy” z 4 lutego 1980 roku, przeprosili M. Pałamasza za fałszywe oskarżenie. Jak się okazało śmierć Pyjasa był przypadkowa. Po prostu był tak zamroczony alkoholem, że nie utrzymał równowagi wchodząc po schodach. Upadł tak nieszczęśliwie, że uderzył tyłem głowy w betonowy kant schodów. Skutek znamy.
W 1979 roku, już po zmianie nazwy na KSS KOR, jego główni organizatorzy postanawiają otworzyć tzw .grupy wolnych związków zawodowych. Pierwsza taka grupa powstała w Gdańsku. W jej skład weszli m.in. B. Lis, L. Wałęsa, małżeństwo Gwiazdów, A. Walentynowicz, Pieńkowska, Borusewicz i inni.
Podobną grupę w tym samym roku utworzono w Zakładach Metalowych „Ursus”. W składzie tej grupy znaleźli się Zbigniew Janas (aktywny w czerwcu 1976), Zbigniew Bujak (zatrudniony w „Ursusie” jako świeży rezerwista WP) i inni.
Ich pierwszym, głównym zadaniem było nawiązywanie jak najlepszych kontaktów z robotnikami, zdobywania u wielu z nich sympatii czy tez zwykłej życzliwości oraz popularności. Mieli wyrabiać o sobie opinie odważnych i sprawiedliwych obrońców ludzi pracy.
Jako przykład dużego sprytu i zdolności trafnego przewidywania przez KOR-owców wydarzeń podam kulisy wciągnięcia do całej gry Walentynowicz, starszej pracownicy Stoczni im. Lenina. Rozumowanie było logiczne. Brakuje jej do otrzymania emerytury około 1,5 roku. Jest więc pod tzw. „ochroną”. Trzeba więc właśnie jej powierzyć zorganizowanie na ternie stoczni tzw. wolnych związków zawodowych. W tym celu J. Kuroń zawiera z Walentynowicz odpowiednią umowę. Najogólniej mówiąc polegała ona na tym, że w przypadku zwolnienia jej z zakładu otrzymywać miała ona każdego miesiąca podwójną rekompensatę w dolarach, cześć tej kwoty miano jej wypłacać w kraju, a resztę wpłacać na kontro specjalnie dla niej założone w Genewie. Walentynowicz przystępuje następnie do wykonania powierzonego jej zadania. O tym co ona robi dowiadują się panowie z Komisji Zakładowej PZPR i dyrekcja stoczni. Konsultują ten fakt z KW PZPR. Zapada w końcu decyzja – zwolnić. Na to tylko czeka J. Kuroń i jego mocodawcy z CKŻ. Mają znakomity argument do głoszenia na cały kraj przez „Radio Wolna Europa”, „BBC” i inne, że oto w Polsce panuje terror, depcze się prawa ludzi pracy, łamie się swobody obywatelskie itd. itd.
Puszczone w ten sposób informację trafią do umysłów wielu robotników stoczni i dają temu wiarę. Nie ma się też zresztą czemu dziwić. Nikt ich z władz przedtem nie informował dlaczego tak poczyniono. A teraz, po fakcie, argumenty panów z KZ PZPR i dyrekcji nie brzmią przekonująco. Wiadomo, że kto pierwszy z informacją, ten lepszy. Dalszy ciąg wypadków znamy.
Działalność ugrupowań opozycyjnych przybiera na sile. Dzieje się tak dlatego, że z polecenia osobistego E. Gierka i St. Kani główni działacze o pochodzeniu żydowskim jak K. Modzelewski, J.Kuroń, A. Michnik, A. Hajnicz, T. Mazowiecki, A. Geysztor mają pełną swobodę działania. Ba, niektórym z ich pomagano nawet znaleźć odpowiednią do ich kwalifikacji i umiejętności pracę. I tak, na przykład, dzięki wstawiennictwom H. Jabłońskiego i A. Geysztora (prezesa PAN) – Karol Modzelewski został zatrudniony we wrocławskim oddziale PAN, a aktualnie wchodzi w skład dolnośląskiej „Solidarności”i w praktyce kieruje jej działalnością. Kryzys polityczny, choć powoli, ale stale się pogłębiał. Wielu Polaków zauważyło to zjawisko i próbowało temu zapobiec, ale opracowana przez E. Babiucha, J. Łukaszewicza i Z. Żandarowskiego taktyka lekceważenia działalności żydowskich ugrupowań opozycyjnych miała obowiązywać wszystkich, od samej góry do samego dołu.
Panowie, których nazwiska wymieniłem, z żelazną konsekwencją realizowali stale tylko dwa zadania. Pierwszym ich zadaniem było sztuczne rozbudowywanie szeregów partyjnych. W 1989 roku PZPR liczyła już 3,4 miliona członków i kandydatów. W latach 1971 – 1980 wstąpiło, lub zapisało się, 1,5 miliona ludzi, z tego około 500 tysięcy w kilka dni po otrzymaniu legitymacji kandydackiej rezygnowało z należenia do partii. Kryteria przyjmowania do tej organizacji politycznej funkcjonowały tylko w teorii. W praktyce do partii zapisywano hurtem wszystkich razem: komunistów z przekonania, karierowiczów, cwaniaków, dorobkiewiczów itd.
W tej sytuacji najwięcej stresów moralnych przeżywali nie ci, którzy zapisali się dla interesu i niecnych celów, lecz prawdziwi komuniści. To oni głownie boleli nad tym, że kierownictwo partyjne coraz bardzie odchodzi w codziennej praktyce od pryncypiów marksistowsko-leninowskich. Co z tego skoro nikt nie liczył się z ich rozterkami.
Nasuwa się w związku z tym pytanie. Dlaczego im, tzn. Gierkowi, Babiuchowi, Żandarowskiemu, Łukaszewiczowi i innych, tak bardzo zależało na istnieniu tak dużej liczebnie partii? W sposób uproszczony można odpowiedzieć na to pytanie w sposób następujący. W gospodarce uspołecznionej pracuje ok 12 milionów ludzi, w związku z tym im więcej będzie ludzi w partii, tym większa liczba ludzi znajdzie się w partii, w której obowiązuje tzw. dyscyplina partyjna. Panom, których nazwiska są wyżej wymienione, ta rzekoma dyscyplina partyjna umożliwiała realizowanie ich własnych, a nie partyjnych i narodowych, interesów.
Organizacje partyjne, zamiast być ich podmiotem działania, stały się powoli narzędziem, którym wyręczano się we wszystkich trudnych sytuacjach. Zamarło więc naturalne życie wewnątrzpartyjne, a to co miało miejsce na wielu naradach i zebraniach graniczyło z tragifarsą. Na napawało to panów, tych wyżej wymienionych, zbyt wielkim smutkiem. Najważniejszy przecież był ich interes. Partia – mawiali – to my!
Odbywały się więc narady za naradami. Opracowywano program za programem dla każdej niemal dziedziny życia społeczno-gospodarczego. Nikt jakoś nie trudził się ich urzeczywistnieniem. Zapomniano (czyżby), że samymi programami nie wyżywi się narodu i nie rozwiąże się jego istotnych problemów.
Nie oznacza to, że nie było w kierownictwie partyjnym ludzi, którzy nie wiedzieli do czego to zmierza. Pierwszym, który podjął próbę położenia przeszkody na drodze dalszego rozregulowania gospodarki był Stefan Olszowski, odpowiadający w Sekretariacie KC za sprawy ekonomiczne. Domagał się więc usunięcia P. Jaroszewicza ze stanowiska premiera. Jakoś nikt go nie słuchał w Sekretariacie i w Biurze Politycznym, chociaż miał niepodważalną rację. Nie liczę oczywiście desperackiego wystąpienia T. Grabskiego na jednym z ostatnich w 1979 roku plenarnych posiedzeń KC. Ukarano go później przykładnie.
Za to nastąpiło jakieś dziwne ujednolicenie poglądów i stanowisk w stosunku do pracy Olszowskiego wśród panów P. Jaroszewicza, M. Jagielskiego, Z. Grudnia, W. Wrzeszczyka, J.Szydlaka, T. Pyki, H. Jabłońskiego (ten robił to bardzo dyskretnie), J. Pińkowskiego, A. Werblana. Doszło do tego, że Olszowski przychodził do KC po to, by siedzieć za biurkiem.
Oczywiście, można go było jeszcze przed VIII Zjazdem wyprowadzić ze składu najwyższych władz partyjnych, ale nie chciano tego zrobić, bo po co czynić coś przeciwko bohaterom. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by odwołanie członka Biura Politycznego i sekretarza KC nie było wśród społeczeństwa odpowiednio komentowane, tzn. z podjęciem próby doszukania się prawdziwej przyczyny zmian.
W okresie 1978 -1979 wiele województw rywalizowało o miano najlepszego w ilości przyjętych do partii. Na specjalnie organizowanych wiecach jedni przyjmowali do tysiąca osób w szeregi kandydatów do partii, inni chcąc być lepszymi bili rekordy i przyjmowali po 2 tysiące, a czasem i więcej osób. To, że następnego dnia kilkaset osób, z reguły, odnosiło do Komitetów wręczane im na wiecach legitymacje już nie miało wielkiego znaczenia. Za tę godnż pożałownia farsę należą się podziekowania panom, Babiuchowi i Żandarowskiemu.
Tak doszliśmy do 1980 roku. W partii trwały już końcowe przygotowania do VIII Zjazdu. Ze wszystkich prawie organizacji partyjnych napływała do KC fala niezwykle krytycznych wniosków zarówno pod adresem kierownictwa partyjnego jak i państwowego. Wydawało się, że nastąpią jakieś istotne zmiany we władzach. A oto lista członków Biura Politycznego wybranych na I Plenum KC po VIII Zjeździe: E. Gierek, E. Babiuch, Z. Grudzień, H. Jabłoński, M. Jagielski, W.Jaruzelski, St. Kania, A. Karkoszka, St. Kowalczyk, W. Kruczek, J. Łukaszewicz, J. Szydlak, A.Werblan, T. Wrzaszczyk.
Sensacją było to, że do KC, a tym samym i do Biura Politycznego, nie kandydował P.Jaroszewicz. Stalo się to w ostatniej chwili, gdy E. Babiuch i Z. Żandarowski zorientowali się, że nie będą mogli przekonać delegatów, by nie zakreślali nazwiska powszechnie nielubianego premiera.
Odszedł więc Jaroszewicz co najmniej o 4 lata za późno. W Biurze Politycznym nie widzimy już E. Kępy – a dużo krytykował tych, którzy pozostali w Biurze. Nie ma już S. Olszowskiego (pisałem o nim wyżej, został później polskim ambasadorem z NRD) i nie ma J.Tejchmy (za to samo co Kępa).
Miejsca tych, którzy odeszli z Biura Politycznego zajęli: A. Karkoszka (I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR), J. Łukaszewicz, A. Werblan i T. Wrzaszczyk. Paradoksem jest to, że to właśnie oni powinni podzielić los Jaroszewicza.
Zstepcami członków Biura Politycznego zostali: K. Barcikowski, J. Pińkowski, T. Pyka, W.Wojtaszek, Z. Żandarowski.
Poza P. Barcikowskim pozostali po raz pierwszy dostąpili honoru pełnienia tej funkcji. Jednoznacznie potwierdza to opinie, że wciąż w doborze kadr obowiązywała reguła: „mierny, bierny ale wierny”.
Na sekretarzy KC wybrano: E. Gierek, St. Kania, J. Łukaszewicz, J. Pińkowski, J. Wrzaszczyk, A.Werblan, A. Żabiński, Z. Żandarowski.
Nowe twarze w gronie sekretarzy to: J. Wrzaszczyk (dotychczasowy kierownik Kancelarii Sekretariatu) i A. Żabiński (dotychczasowy I Sekretarz KW PZPR w Opolu).
Na pierwszym Plenum wybrano także członków Sekretariatu KC: Z. Kurowski - kierownik wydziału handlu i przemysłu lekkiego KC i Zb. Zieliński - kierownik wydziału przemysłu ciężkiego, transportu i budownictwa.
Później jak pamiętamy, doszło do zmian w Rządzie. Premierem został E. Babiuch.
W niespełna 4 miesiące po nominacji Babiuch ruszył w podróż zagraniczną śladami P.Jaroszewicza – 25 czerwca 1980 roku złożył wizytę w Wiedniu, gdzie przeprowadził rozmowy gospodarcze z kanclerzem Brono Kreisky`im.