Obserwując dzisiejsze uroczystości pogrzebowe eks-prezydenta Gdańska w Bazylice Mariackiej miałem zamiar skoncentrować się na ekumenicznym, czyli żydowskim obrządku tego spektaklu i poddać gruntownej weryfikacji swoje dotychczasowe przekonanie na temat rodowodu zamordowanego.
Od dziesięcioleci uważałem bowiem Pawła Adamowicza za potomka tej części Litwinów, którzy nienawiść do Polaków z jednoczesnym kundlizmem wobec swołoczy sowieckiej – zarówno stalinowskiej, jak i hitlerowskiej – wyssali z mlekiem matki. Ta cecha dawała im zresztą przepustkę do wyjazdu z Litwy na odzyskane, historyczne ziemie polskie. Dokonali tego w ramach tzw. repatriacji, która w swoim głównym założeniu nie była niczym innym, jak starannie zaplanowanym i zrealizowanym przez NKWD (Narodnyj Komissariat Wnutriennich Dieł) desantem co najmniej kilkusettysięcznej stalinowskiej agentury, mającej utrzymać w ryzach krnąbrnych „Paliaków”.