TADEUSZ GLUZIŃSKI. SPRAWA UKRAIŃSKA

Article Index

Kontynuując swe niewygasłe tradycje historyczne i uwzględniając niewątpliwie ukraiński charakter swych ziem^ oraz wykonywując święte prawo każdego narodu do zupełnego samostanowienia o sobie, zrealizował ukraiński naród w nie­dawnej przeszłości na wszystkich swych ziemiach swój naro­dowy, testamentem pokoleń przekazany mu ideał niepodległości państwowej: a) proklamując czwartym uniwersałem Ukraińskiej Centralnej Rady w Kijowie w dn. 22 stycznia 1918 r. Ukraińską Rzeczpospolitą Ludową na ukraińskich ziemiach b. zaboru ro­syjskiego, b) powołując do życia ustawą Ukraińskiej Rady Na­rodowej we Lwowie z dn. 19 października 1918 roku państwo ukraińskie na ukraińskich ziemiach b. austrjacko-węgierskiej monarchji (Wschodnia Galicja, Bukowina i Zakarpacie) i wkoń- cu c) proklamując w Kijowie aktem z dn. 22 stycznia 1919 r. połączenie obu ukraińskich organizmów państwowych w zje­dnoczoną, niepodległą Ukraińską Rzeczpospolitą Ludową.

W obronie tego swego państwa przeciw przemocy ze strony Rosji, Polski i Rumunji przelał naród ukraiński w latach 1918— 1919 morze krwi i złożył w ofierze życie swych najlepszych synów, poległych na polach bitew lub zamęczonych w obozach jeńców. Z największą dumą wspominamy ten bohaterski okres naszej niedawnej historji. Kłonimy głowy w najgłębszym sza­cunku przed cieniami naszych narodowych bohaterów, wierni ich świętemu testamentowi.

Ulegliśmy przemocy. Lecz niezłamani oświadczamy uro­czyście, że najwyższym, świętym i niezachwianym ideałem naszym jest niepodległe, ukraińskie państwo narodowe na wszystkich ziemiach ukraińskich.

Dlatego wszystkie międzynarodowe akty, któremi od­wieczne ukraińskie ziemie: Wschodnią Galicję wraz z Łem- kowszczyzną, Chełmszczyznę, Wołyń, Podlasie i Polesie przy­znano Polsce, a mianowicie: traktat zawarty w Rydze w dniu 18 marca 1921 roku i decyzję Rady Ambasadorów w Paryżu z dn. 14 marca 1923 r. jako akty, któremi pogwałcono prawo

 

ukraińskiego narodu do samostanowienia o sobie, uważamy de iure za nieprawomocne.

Toteż wstępując do polskich izb ustawodawczych, bę­dziemy i tą drogą dążyć do urzeczywistnienia najwyższego prawa ukraińskiego narodu”.

Dosadna ta deklaracja nastręczyła widać jednak w kołach ukraińskich jeszcze wątpliwości, skoro ten sam przywódca ukraiński uznał za właściwe w dwa miesiące później wyraźniej zinterpretować jej treść:

„Stojąc na platformie niepodległości ukraińskiej" — mó­wił na posiedzeniu z dn. 30 maja 1928 r. — „i zjednoczenia wszystkich ziem etnograficznych ukraińskich w jedną całość państwową, kierujemy się nietylko uczuciem głębokiej miłości ojczyzny naszej, lecz także świadomością stanu faktycznego^ który powstał na wschodzie Europy. Albowiem rozwój wypad­ków w b. imperjum rosyjskiem od wiosny 1917 roku świadczy niezbicie, że musi przyjść do oderwania się ziem ukraińskich, od wszelkiej wspólności państwowej z ziemiami rosyjskiemi i że musi przyjść do powstania niepodległości pańtwa ukraiń­skiego. Zaś logika dziejów mówi, że nigdy trzydziestoiniljono- we państwo macierzyste nie zrezygnuje z sześciu miljonów ziomków swych, oddzielonych wąską rzeczką od pnia macie­rzystego tern bardziej, jeśli owe ziemie oderwane były kiedyś kulturalnym i politycznym Piemontem narodowym. Tą świado- ścią jest przejęty cały naród ukraiński i wszystkie jego parfje"^

Równolegle z jawną działalnością polityczną trzech partyj ukraińskich w Małopolsce wschodniej, ukraińskich narodowych demokratów (UNDO), ukra­ińskich socjal-radykałów i ukraińskich socjalistów, rozwijała się podziemna działalność spiskowa organi- zacyj nielegalnych, znacząca się szeregiem napadów rabunkowych, mordów politycznych i podpalam Do­szło do tego, że oddziały wojska atakowano w nocy

 

z zasadzki i nie było dnia, w którym nie dokonaliby nieznani sprawcy podpalenia folwarków, czy zbiorów zboża i siana, przecięcia drutów telegraficznych, uszkodzenia linji kolejowych. Ta masowa akcja sabo­tażowa trwała przez parę miesięcy i spotkała się ze strony legalnej prasy ukraińskiej z wyrozumiałą oceną. W dn. 11 września „Diło”, oficjalny organ UNDO po­mieścił artykuł wstępny p.t. „Pidpały“ („Podpalenia44), którego zakończenie przytoczę:

„Każdy czyn, podjęty nie z osobistych motywów, bez osobistych materjalnych korzyści, a przeciwnie — z naraże­niem swego życia i bezpieczeństwa i w przekonaniu, że przy­niesie korzyść wielkiej sprawie, która w danym wypadku jest idea narodowa — każdy taki czyn jest czynem idealistycznym. Tak nakazuje definicja tego pojęcia. I dlatego my — pozwoli pan, panie cenzorze! — nie możemy w żaden sposób zgodzić się ze stanowiskiem tych polskich czynników, które zgóry każdy akt gwałtu, czy to U. W. O., czy pojedynczych młodzień­ców, nienależących do U. W. O. ale nasiąkniętych rewolucyj- nemi hasłami i starających się przejawić swój zapał w jakichś czynach — nie możemy zgodzić się, aby każdy taki czyn określać mianem „bandytyzmu’', a jego sprawców zwać „ban­dytami”. Nie możemy w żaden sposób pominąć momentu ide­alizmu, nie możemy w żaden sposób podciągnąć akcji podpa­lania pod miano „niemieckiego dyktanda”, w żaden sposób nie możemy oddzielić skutków od ich przyczyn, do których zaliczamy i obecne położenie narodu ukraińskiego jak i pol­ską politykę narodową wogóle i w odniesieniu do młodzieży ukraińskiej w szczególności, jak wreszcie całe psychiczne pod­łoże, wynikłe z różnych poważnych i ogólnych zjawisk życio­wych. Oto jedna strona medalu, odnosząca się w zasadzie do ocęny konspiracyjnych, rewolucyjnych organizacyj i ich dzia­łalności; strona ta związana jest z historją narodowych ruchów bodaj u wszystkich narodów kulturalnych świata i jest ona też

zapisana w dziejach polskiego narodu. Ale istnieje i druga strona medalu: czy w zasadzie każda rewolucyjna działalność w każdym czasie jest potrzebna i eelową i czy w zasadzie wystarczy, aby jakiś czyn był idealistyczny, aby tern samem był korzystny dla realizacji idei?

Szczytnie świadczy o ukraińskiem społeczeństwie, a w szczególności o ukraińskiej młodzieży ta wrażliwość nie­zwykła na wszelkie czyny, należące do kategorji aktów walki o wyzwolenie. Ale w takiej działalności trzeba i pewnego kry­tycyzmu. Bo jeśli tego nie zachowamy, to możemy stać się ofiarą tragicznych pomyłek".

Cóż więcej za cenzury czasów pomajowych mo­gło o stosunku do działań spiskowych i do aktów sabotażu napisać legalne pismo?

Władze polskie na akcję sabotażową odpowie­działy znaną akcją pacyfikacyjną, podjętą na jesieni 1930 r. Metody jej wywołały uzasadnioną krytykę ze

* 4

strony opozycji polskiej w sejmie, niepodobna jednak odmówić słuszności przedstawicielowi obozu rządo­wego, posłowi Zdzisławowi Strońskiemu, gdy zarzucił Ukraińcom ścisłą współpracę z Berlinem. Na ten za­rzut replikował poseł ukraiński, dr. Stefan Baran:

„Proszę Panów! Łączenie sprawy naszej, sprawy ukraiń­skiej ze sprawą Berlina, ze sprawą Ukraińskiej Wojskowej Or­ganizacji jest świadomem naciąganiem sprawy".

Oto autorytatywne, wiarogodnie brzmiące oświad­czenie ukraińskie, do złożenia którego wydelegowany został najwłaściwszy człowiek: dr. Stefan Baran, w ro­ku 1913 sekrerarz generalny partji ukraińskiej we Lwowie, w listopadzie 1918 r. znowu we Lwowie na­czelnik policji ukraińskiej, później minister rządu Za-

 

chodniej Ukrainy, a znany nam już w r. 1913 jako... oficjalny korespondent ukraiński berlińskiego Ostmar- kenverein’u (Tow. H. K. T.).

Ukraińcy rozwinęli dziś działalność legalną. Sto­sunek ich akcji legalnej do akcji spiskowej da się na zasadzie spostrzeżeń historycznych określić pokrótce prostą maksymą polityczną: wszystkie korzyści z akcji spiskowej, ale żadnej za nią odpowiedzialności.

Teraz, gdy przed paru miesiącami współpraca ukraińców małopolskich w Kijowie z rządem Ukrainy sowieckiej zakończyła się fiaskiem, usunięciem ich wpływów i wyrokami karnemi w Kijowie, znowu je­steśmy świadkami prób ugody z rządem polskim, ugody, mającej na celu rozszerzenie ram ukraińskiej działalności legalnej w Polsce. O zacieśnieniu ram działalności nielegalnej nie może oczywiście być mo­wy, gdyż za nią przecież legalne partje ukraińskie nie myślą brać odpowiedzialności. O. U. N. działać bę­dzie nadal na własny rachunek.

 

Nie uważam, by było rzeczą celową rozważać teoretycznie, czy istnieje dziś samodzielnie ukształ­towany naród ruski, czy lud ruski posiada te istot­ne cechy, jakich pisarze nacjonalistyczni wymaga­ją od każdego narodu. Taka dyskusja nosi dla mnie wszelkie znamiona doktrynerstwa i w rezultacie musi uzależnić stanowisko polityczne wobec żywego ruchu od czysto papierowego rozstrzygnięcia. Wystarczy stwierdzić, że lud ruski w stosunku do elementu pol­skiego posiada cechy odrębne, będące — być może,, bo w to zagłębiać się nie zamierzam — po części wynikiem czynników rasowych, ale wynikłe w znacz­nej mierze z przyczyn odrębności językowej, religij­nej, gospodarczo-społecznej i nawet historycznej. Ta odrębność umożliwiła powstanie ruchu ukraińskiego choć byłoby jaskrawą przesadą twierdzić, jakoby była jego dostatecznem uzasadnieniem.

Szereg czynników wewnętrzno-ruskich i w rów­nej mierze czynników zewnętrznych wpłynęło na to,, aby ruchowi ukraińskiemu nadać jego treść. Pewien kult odrębności etnicznej, jaki w połowie XIX wieku

 

pojawił się w szczupłych kołach inteligencji rosyj" skiej nad Dnieprem, pozostawał w ścisłym związku z ruchem romantycznym w Europie, z jego pociągiem do ludowości, do poezji i pieśni ludowej, do gwary i folkloru. Ten pociąg, który w polskiej literaturze stworzył dzieła t. zw. poetów ukraińskich, umożliwił również twórczość Szewczenki i jej spopularyzowanie w pewnych kołach inteligencji rosyjskiej, pochodze­nia małoruskiego. Na tym samym ruchu romantycz­nym oparła i Austrja około r. 1820 swe pierwsze pró­by tworzenia odrębności ruskiej w Galicji.

Walną pomocą dla przyszłego ruchu ukraińskie­go stało się nieco później zniszczenie unji na zie­miach zaboru rosyjskiego i zrusyfikowanie kościoła unickiego w Galicji. Unja była dziełem cywilizacji zachodniej, dziełem polskiem w szczególności. Zni­szczenie jej na rzecz prawosławia na ziemiach, za­branych przez Rosję, stworzyło między rzymsko-kato­lickim żywiołem polskim, a małoruskim przepaść re­ligijnej obcości. Tego samego dzieła w zaborze austr- jackim dokonała, popierana przez rząd wiedeński, działalność świętojurców. Usunięcie z cerkwi unickiej alfabetu łacińskiego i całkowite zastąpienie go cyry­licą, wyrugowanie z kościołów unickich języka pol­skiego, wprowadzenie obrzędów cerkiewnych, zapoży­czonych z prawosławia, wyłączenie księży rzymsko­katolickich od odprawiania nabożeństw w cerkwiach unickich — te wszystkie akty austrjackiej administra­cji i unickich władz kościelnych, działających ręka w rę­kę na przestrzeni lat 1840—1870, oddaliły cerkiew

 

 

 

 

unicką od kościoła łacińskiego i zbliżyły do prawo­sławia. Do tego dodać należy rozpoczęte w tym cza­sie i prowadzone konsekwentnie przez świętojurowców odpolszczanie języka ruskiego i bogacenie go wzamian słowami, urabianemi z rosyjskiego. Te wszystkie akty planowe przyczyniły się sztucznie do stworzenia roz­działu między ludnością ruską i polską w zaborze austrjackim i umożliwiły później zaszczepienie wśród ludności ruskiej ideologji ukraińskiej. Poważnym sprzy­mierzeńcem w tej akcji były momenty gospodarczo- społeczne. Na ziemiach zaboru rosyjskiego wytracenie licznej warstwy szlacheckiej w powstaniach sprawiło, że przeciwstawiły się sobie szerokie rzesze ludu chłop­skiego, mówiące po małorusku i hołdujące prawosła­wiu i jednostki, należące przeważnie do sfery wiel­kiego ziemiaństwa i wyznające religję rzymsko-kato­licką. W Galicji wschodniej rozdział ten nie był tak przepastny, liczono tam setki tysięcy polskiej ludności chłopskiej, ale naogół w okresie znoszenia resztek pańszczyzny tarcia społeczne łatwo można było wyzy­skać tern bardziej, że działy się często rzeczy krzy­czące i drastyczne. Rząd wiedeński wyzyskał te sto­sunki w zachodniej Galicji, organizując znaną rzeź szlachty w kilku powiatach w 1846 r., a we wschod­niej Galicji już w połowie XIX w. grali na tych stru­nach świętojurcy tem łatwiej, że cała większa wła­sność ziemska pozostawała w rękach polskich. Póź­niej na tem tle powstaje w zachodniej Galicji rady­kalny ruch ludowy pod wodzą ks. Stojałowskiego i Stapińskiego, zaś we wschodniej Galicji tworzą ruch

krańcowy ludzie, wychowani pod wpływami rewolu­cjonistów rosyjskich i nasiąkli oparami socjalizmu europejskiego w jego rosyjskim przekładzie. Metody socjalistów, w szczególności zaś cechy psychiczne i metody działania rewolucjonistów rosyjskich znaj­dujemy w duszach pierwszych twórców ideologji ukra­ińskiej w daleko wyższym stopniu, niż w naszym przed­wojennym P. P. S., gdyż rusyfikacja wśród Rusinów zaboru rosyjskiego i austrjackiego zaszła była znacz­nie dalej i sięgnęła znacznie głębiej, niż w jakich­kolwiek sferach społeczeństwa polskiego.

Bardzo silnie na ideologji ruchu ukraińskiego zaważyły i bezpośrednie wpływy tych państw, które rozebrały Polskę. Jak pamiętamy, pierwszą świadomą akcję w kierunku przeciwstawienia Rusinów Polakom podjął rząd austrjacki bezpośrednio po kongresie wie­deńskim. W założeniach polityki austrjackiej, które nie uległy zmianie aż do r. 1918, t. j. do rozpadnię- cia się monarchji Habsburgów, było użycie Rusinów do osłabienia irredentystycznych, a później autono­micznych roszczeń narodu polskiego. W oczach Wied­nia zadaniem Rusinów i racją ich odrębności było umożliwić Austrji strawienie zaborów, dokonanych w latach 1772, 1795 i 1815.

Polityka rosyjska już w XVII w. użyła kozaków i czerni przeciw Polsce. W XVIII w. Rosja podniosła kwestję dyssydentów, a zorganizowaniem rzezi hu- mańskiej zadała cios konfederacji barskiej. W XIX w. lud ruski na ziemiach Wołynia, Podola i Ukrainy ułatwił Rosji opanowanie powstań i wytępienie pol-

 

skiej szlachty. Jeszcze w XX w. stosunek ruchu ukra­ińskiego do Polaków uzasadniał w Dumie akt gwałtu wobec ziemi chełmskiej, a równocześnie sukcesy partji ukraińskiej podsycały apetyt nacjonalistów ro­syjskich na wschodnią Galicję, co znalazło swój wy­raz jaskrawy w czasie okupacji tej ziemi przez woj­ska rosyjskie w czasie wojny światowej. Tak to poli­tyka carska uważała przeciwstawianie ludności ruskiej Polakom za rzecz korzystną dla swych zamiarów. To nastawienie nie uległo w Rosji zmianie po przewro­cie rewolucyjnym i oto po rozgromię wojsk zachod- nio-ukraińskich 10 tysięcy żołnierzy ukraińskich z b. Galicji walczyło w r. 1920 w szeregach bolszewickich przeciw Polsce.

Wreszcie polityka Berlina. Berlin dopiero z po­czątkiem XX w. poczyna się interesować odrębnością Rusinów i odrazu intensywnie popiera ruch ukraiński. Trzeba przyznać, że Niemcy umieli wyzyskać ruch ukraiński wszechstronnie na swą korzyść. Z jednej strony uczynili zeń jeden z filarów swej akcji anty­polskiej i w tej roli ukraińcy byli czynnikiem, mają­cym utrwalić rozbiory Polski i zabezpieczyć Niemcom posiadanie Poznania, Pomorza i Górnego Śląska i mo­żliwość zaboru części b. Królestwa. Z drugiej strony przeciw Rosji mieli stanowić groźbę w rękach nie­mieckich, wyzyskaną pod koniec wojny światowej przez okupację południowej Rosji i traktat w Brześciu Litewskim. i dziś w stosunku do Rosji sowieckiej ukraińcy w rachubach niemieckich zajmują to samo miejsce. Stąd plany tworzenia Ukrainy nie znikły

 

~w Niemczech i co jakiś czas dochodzą nas echa tych zamierzeń. Po dziś dzień Berlin uważa Ukraińców za jedno z narzędzi do rozbicia niedogodnego dla nie­mieckiej hegemonji ustroju politycznego Europy wschodniej, a zarówno bojowe organizacje ukraińskie, jak i publikacje polityczne mają w Niemczech bezpieczny przytułek. Zadaniem Ukraińców w przyszłości — ułat­wić Niemcom rozkawałkowanie polityczne ziem, na wschód od ich granicy położonych, w szczególności zaś rozbić oba wielkie państwa, Polskę i Rosję, by potęga niemiecka mogła wśród drobnych, zwalczają­cych się, państewek pełnić funkcje rozjemcy, dykta­tora i eksploatatora. „Mehr Raum“ — woła Rosen­berg i spogląda łakomie na wschód.

Z tego podłoża i przy współdziałaniu tych czyn­ników obcych wyrosła ideologja ruchu ukraińskiego. Od zarania swego miała w sobie pierwiastki duszy rosyjskiej. Przypominam, że powstanie pierwszej orga­nizacji ruchu ukraińskiego było wynikiem zlania się w jedno dwóch secesji: Romańczuka i Barwińskiego ze stronnictwa świętojurców, pozostającego pod wpły­wami Rosji carskiej i prawosławia oraz z secesji Franki i Budzynowskiego ze stronnictwa radykałów, pozostającego pod wpływem Rosji rewolucyjnej. Ideo- logję ruchu sformułował Kijowianin, prof. Hruszewski, uczeń Antonowicza, wyrażającego wpływy Rosji car­skiej na regjonalny ruch małoruski, gdy znowu sam Hruszewski był pod wpływem rewolucyjnych kół ro­syjskich. Od Antonowicza przejął Hruszewski glory­fikację Chmielnickiego, który zbuntował się przeciw

 

Polsce, a w tej gloryfikacji zaporoskiego hetmana,, który kozaczyznę poddał Rosji, znalazł punkt wyjścia dla swej fikcji historycznej, wywodzącej ruch ukraiń­ski od kozaków. Tak powstała koncepcja Wielkie} Ukrainy i skomponowanej z pogwałceniem prawdy jej przeszłości historycznej. Ta fantazja przybrała szczególnie jaskrawe formy na terenie Galicji wschod­niej, gdzie nie sposób naprawdę się doszukać związ­ków historycznych między ludem ruskim a kozaczyz- ną. Jak wiadomo przecież, kozaczyzna składała się z elementów niejednolitych, po części nawet ze zbie­głej szlachty z całej Polski. Bunt Chmielnickiego podniósł przeciw Polsce nietylko kozaczyznę, ale czerpał swe siły także i z t. zw. czerni, z chłopstwa, które przyłączyło się do walki przeciw panom. Tym­czasem lud ruski na przestrzeni późniejszej wschod­niej Galicji do buntu nie przystąpił, a spokój jego stworzył warunki, w których możliwa była zwycięska obrona Zbaraża, bitwa pod Zborowem i wreszcie bezskuteczne oblężenie Lwowa przez Chmielnickiego. W buncie brała udział przedewszystkiem ludność z dorzecza Dniepru. Toteż tradycje historyczne 1648 r., a szczególnie tradycje kozactwa obce są ludowi ru­skiemu z b. zaboru austrjackiego i szczepione były z całą świadomością fałszu.

Nauki Antonowicza przeniesione zostały na grunt wschodnio-galicyjski i okrzepły przy współudziale Berlina. W interesie przedwojennego Berlina było tworzący się ruch ukraiński zwrócić przedewszystkiem przeciw Polakom, zachowując równocześnie możność

 

szantażowania Rosji widmem separatyzmu ukraiń­skiego. Ale w stosunku do Rosji groźba ta miała być użyta tylko na wypadek ostrego zatargu; na razie broń miała spoczywać w pochwie. Pomocy politycz­nej i materjalnej Berlina partja ukraińska zawdzięcza w dużej mierze swą organizacyjną sprawność. W tym zakresie ukraińcy — trzeba to przyznać — stali się pojętnymi uczniami pruskiej szkoły i umieli od mi­strzów zbiorowego, koszarowego działania nauczyć się wiele. Stąd w latach próby 1918—1919 ta rażą­ca różnica między nienajgorszą organizacyjną spraw­nością zachodniej Ukrainy, a organizacyjnem rozprzę­żeniem, cechującem Ukrainę wschodnią.

Berlinowi udało się organizacje ruchu ukraiń­skiego napoić własną swą nienawiścią do Polski do tego stopnia, że nienawiść ta zawiodła wkońcu reszt­ki wojsk Ukrainy Zachodniej do obozu bolszewickiego, gdzie walczyły przeciw Polsce i znajdującym się w pol­skich szeregach własnym braciom z Ukrainy wschod­niej (Petlurowcom).

Tak więc w ideologji i metodach ruchu ukraiń­skiego spotykamy pierwiastki sobie nawzajem obce: pierwiastki rosyjskie, jakbyśmy dziś powiedzieli, euraz- jatyckie, połączone sztucznie ze szkołą pruską o charak­terze bądź co bądź europejskim. Eurazjatycki charakter w ruchu ukraińskim zdradza przedewsztkiem olbrzymia przewaga pierwiastka negatywnego nad pozytywnym; mówiąc poprostu, przewaga nienawiści do przeciwni­ka nad przywiązaniem do własnego ludu, przewaga żądzy niszczenia nad pragnieniem tworzenia. Wreszcie

11.3

 

azjatycka kłamliwość, chytrość i posługiwanie się pod­stępem w politycznem działaniu. Równolegle z tern wyniesione ze szkoły socjalno-rewolucyjnej rosyjskiej zamiłowanie do akcji nielegalnej i terorystycznej, organiczna niechęć do praworządności. Natomiast eu­ropejski pierwiastek — to umiejętności organiza­cyjne i zdolność do jednolitych, politycznych wystąpień.

Temu naporowi miał się przeciwstawić naród polski, rozbity na zabory, pozbawiony oparcia naze- wnątrz, żyjący nawet w okresie pozywityzmu trady­cjami romantycznemi, miękki i naiwny. Azjatycki pod­stęp i kłamliwość brane były i podziśdzień bywają brane za dobrą monetę. To też ze strony polskiej mieliśmy już szereg okresów ugody z ruchem ukraińskim; lata 1891 — 1904, 1908—1911, 1913, a potem już w niepodległej Polsce 1920 i znowu 1927 i znowu próby teraz... Charakterystyczne, że zawsze inicjatorzy ugody zapo­minali o dziejach ugod poprzednich, o ićh jednostron- nem, zgóry zamierzonem, zrywaniu przez ukraińców. Ugody te musiały być przez ukraińców zrywane, bo nie tylko domagał się tego od nich stały protektor ich, Berlin, co wyraźnie stwierdzają przytoczone po­przednio dokumenty, ujawnione przez Krysiaka, ale i sama ideologja ruchu ukraińskiego nigdy i w żad­nych warunkach nie da się pogodzić z polską racją stanu. Trwała ugoda z Polską — to przekreślenie ide- ologji ukraińskiej.

Cóż więc? Wojna? Na śmierć i życie?

Zanim zadamy sobie poważnie takie zapytanie odpowiedzmy na inne. Czy ideologja ruchu ukraiń-

 

skiego jest rzeczywistą wiarą tych miljonów ludności, które ma objąć—w myśl propagandy polityków ukra­ińskich — owa „Wielka Ukraina od Kaukazu do Lu- blina?“ Czy przedewszystkiem ta ludność przedstawia jednolity blok narodowy?

Okres lat 1918—1919 był dla ruchu ukraińskiego prawdziwym okresem próby. W warunkach wyjątkowo sprzyjających, przy rozbiciu Rosji i niemocy Polski Ukraina zdawała egzamin. Nie będę obciążał jej konta przegraną wojną z Polską, choć i to należałoby uczynić. Ale przyjrzyjmy się jej stosunkom wewnętrz­nym, od niej tylko zależnym. Czyż ten rozdział po­lityczny i wojskowy Ukrainy zachodniej i wschodniej nie mówi sam za siebie? Cały czas dw>a rządy ukra­ińskie, dwa dowództwa wojskowe, dwie administracje cywilne, a wreszcie ten absurd, że w Kamieńcu Po­dolskim oba rządy, oba dowództwa, obie administra­cje funkcjonują długi czas obok siebie i nietylko nie myślą się łączyć, ale następują sobie na pięty, zbroją się przeciw sobie i wkońcu jedne wojska łączą się z Polską przeciw bolszewikom, a drugie z bolszewi­kami przeciw Polsce. Egzamin wypadł dla idei Wiel­kiej Ukrainy wprost fatalnie, stwierdził w sposób nie­zbity sztuczność całej ideologji ukraińskiego obozu.

I cóż w tern dziwnego? Cóż bowiem łączy Ma- łorusów naddnieprzańskich z Rusinami wschodniej Małopolski? Rasa? Można mieć duże wątpliwości, czy Rusin z pod Charkowa i z pod Lwowa to ten sam typ rasowy. Historja? Aż do Dniepru władała kiedyś Polska, ale dalej były stepy, kozactwo i Tatarzy, a po-

 

 

 

 

tem Rosja. Nad Dnieprem ciążyło ongiś wiekowe jarz­mo tatarskie, nad górnym Bugiem, Sanem, Dniestrem i Prutem—nigdy. Potem, gdy na zachodniem dorzeczu Dniepru stanęła Rosja, Galicja wschodnia pozostawała nadal pod wpływem cywilizacji europejskiej, gdyż przy­padła Austrji. A może religja? Całą zachodnią część tych ziem zamieszkiwali unici. Unia z Rzymem od końca XVI w. związała tę ludność z cywilizacją Euro­py. Naddnieprze pozostało przy prawosławiu. Potem Rosja zniszczyła unię w swym zaborze, ale to dopiero w XIX w. i po części tylko powierzchownie. Tymcza­sem cała wschodnia Małopolska w zasadzie trwa na­dal przy unji brzeskiej. Zaś unia do połowy XIX w.— to był alfabet łaciński i polski język równouprawniony z rusińskim i rzymsko-katoliccy księża, odprawiający w cerkwiach nabożeństwa, narówni z księżmi unic­kimi. A język? Język Rusinów we wschodniej Galicji aż do połowy XIX w., aż do planowej działalności świętojurców był nieporównanie bliższy językowi pol­skiemu, niż rosyjskiemu. I dziś jeszcze, po blisko stu­letnich rugach polszczyzny, język ten mniej różni się od polskiego, niż bliski polszczyźnie język słowacki, a każdy Polak, gdyby nie cyrylica, mógłby bez znajo­mości rosyjskiego ze znaczną swobodą czytać ukraiń­skie dzienniki. A nawet struktura społeczna! Rusini ze wschodniej Małopolski wytworzyli już zastępy własnej inteligencji zawodowej i mieszczaństwa. Ukraina wscho­dnia — to społeczeństwo niemal czysto chłopskie,, które w latach 1918—1919 posiłkowało się inteligen­cją rosyjską, czy polską i nawet nie wytworzyło do­tąd własnego drobnego mieszczaństwa.

 

Te wszystkie czynniki złożyły tię na to, że w okresie przełomowej próby nie mogło być mowy o jednolitości politycznej Ukrainy. Okazało się, że Wielka Ukraina jest fikcją, gdyż zaprzeczyło jej życie. Nawet najsilniejszy czynnik w ideologji ukraińsxiej, fundamentalne credo prof. Hruszewskiego, nienawiść do Polski nie zdołała Ukrainy zjednoczyć, czego do­wodnym wyrazem stał się w r. 1919 układ polskiego wojskowego dowództwa z Petlurą!

Rozbrat między ukraińcami ze wschodniej Mało­polski, a Petlurowcami trwa nadal i jest objawem na" turalnym. Małopolscy ukraińcy trwają przy dawnej dok­trynie w całej rozciągłości. Zaprzeczyły jej fakty *— tern ci gorzej dla faktów! Ałe oni jedynie poza agita­torami bolszewickimi wzięli sobie monopol na lud ruski w granicach Rzeczypospolitej, bo Petlurowcy — to emigranci z Rosji. Tymczasem monopol ten nie jest wcale naturalny, a szczepienie sztucznej doktry­ny dziś jeszcze, po tylu latach swobodnego działania, natrafia wśród ludu na odpór. Ale zato monopol ten z uporem niezrozumiałym sankcjonuje od r. 1890 stro­na polska, naprzekór ostrzeżeniom i sprzeciwom ludzi, znających warunki i stosunki z codziennej obserwacji.

Polacy ze wschodniej Małopolski od lat są od­suwani od wytyczania polskiej polityki wobec Ukraiń­ców, choć sztab ruchu ukraińskiego od lat kilkudzie­sięciu rezyduje właśnie we Lwowie. Pomawiano ich zawsze o szowinizm, zaściankowość, brak szerszego poglądu i robiono śmiało głupstwa we własnem imie­niu, ale na ich rachunek. Do wojny o polityce pol-

 

skiej w tej dzielnicy decydował Kraków, a teraz War­szawa, czy nawet Polacy z Kijowa, Wilna i Mińska. Jaskrawo przemawia fakt, że Małopolska wschodnia,, choć przed wojną najbardziej w całej Polsce zasobna była w polskie siły urzędnicze, stojące na poziomie, w niepodległej Polsce otrzymuje wojewodów i inne kierownicze siły urzędnicze z pośród Polaków, pocho­dzących z ziem kresowych, pozostających przedtem pod władzą carską, albo też z b. Królestwa. W rezul­tacie oficjalną politykę polską wobec ukraińców brali na swe barki ludzie, nie znający terenu i stosunków, ani ideologji i metod ruchu ukraińskiego. Dopiero po dłuższym czasie przekonywali się, że zawodzą ich ko­lorowe szkiełka, które nałożyli przedtem na oczy, że to nie to, co sobie wyobrażali, ale szkody były już niepowetowane, a polski element miejscowy, otrzymu­jący stale votum nieufności od własnego narodu, roz­kładał się, grzązł w pesymizmie i bierności. Bo jakże? Po obronie Lwowa, po dziewięciomiesięcznej wojnie ukraińskiej, w której skrwawiło się całe młode poko­lenie — odebrano im głos! A tu trzeba patrzeć. Ugo­dy, pacyfikacje i znowu ugody... Niezrozumiałe pląsy na linie nad przepaścią

Niewielu Polaków zna ruch ukraiński do gruntu, poznało jego ideologję i dzieje. Nie lubimy grzebać się w przeszłości, nastawieni na improwizowanie przy­szłości, na efekty olimpijskich rekordów. Lubimy się uczyć, ale na własnej skórze. Apoteoza dyletantyzmu,

najbardziej szkodliwa w polityce, doczekała się na*

wet utrwalenia w znanem przysłowiu narodowem: mądry Polak po szkodzie.

 

Ideologja ukraińskiego ruchu w interpretacji Ukra­ińców wschodniomałopolskich—powtarzam — nie da się nigdy pogodzić z polską racją stanu. Cóż z tego, że Petlurowcy ukrainizm pojmują inaczej? Ci emigranci nie mają tutaj głosu, nie mają dziś ani jednej szansy, by głos ich wpłynął na stosunek spadkobierców prof. Hruszewskiego do Polski. Ci wierni sojusznicy Ber­lina są w tej sprawie jedynie miarodajni i dla szcze­rej ugody z Polską musieliby wyrzec się siebie.

Ideologja prof. Hruszewskiego, a najistotniejsze interesy Polski — to ogień i woda. Nie mówię tu nic nowego. Ta prosta prawda znana jest oddawna pol­skim działaczom z Małopolski wschodniej. I druga prawda: niema konieczności dziejowej, by ruch ukra­iński uznawać za wyraz istotnych dążeń i potrzeb Ru­sinów, by nienawiść do Polski miała na zawsze pozo­stać istotną dźwignią ich działania. Dzisiejszy mono­pol ukraińców stworzyliśmy sami naszą samobójczą polityką od r. 1890.

O tern wszystkiem wschodniomałopolscy działa­cze wiedzieli już przed wojną. Na dowód przytoczę własne słowa, drukowane w r. 1911 w sprawozdaniu z działalności lwowskiej „Czytelni Akademickiej":

„My nie jesteśmy wrogami narodu ruskiego, co więcej, na podstawie tradycyj historycznych Rzeczypospolitej uważać chcemy naród ruski za naród bratni. I dlatego to z całym na­ciskiem stwierdzamy, że zarówno nasze uczucia i nasza idea polityczna, jak i też stan faktyczny, zabraniają nam uważać partję ukraińską za reprezentantkę ruskiego narodu. Reprezen­tantką narodu, z którym nas sprzęgły wspólne wiekowe trady­cje, wspólna dola i niedola, z którym razem przelewaliśmy

 

 

 

 

krew na polach bitew, nie jest i być nie może partja, która za cel swój postawiła sobie wykopać przepaść między bratniemi ludami. Chwilowy szal nienawiści minie, a narodów, związa­nych wiekami wspólnego pożycia, nie potrafi rozerwać histo­ryczna fikcja i nie licząca się z niczem, zbrodnicza agitacja*, (sprawozdanie „Czyt. Akad.* za rok 1910 str. 51).

Od chwili, gdy pisałem te słowa, przeszła burza wojny światowej i zawierucha wojny ukraińskiej, a Polska odzyskała niepodległość. Przebieg dziejów uwydatnił jeszcze wyraźniej rolę i wytyczne ruchu ukraińskiego. A polska polityka przez to ćwierćwiecze szła dalej zygzakiem, po linji łamanej. Czy twórcy tej linji zdołali coś lepszego wymyśleć, ponad tę prostą prawdę, głoszoną już wtedy?

 

Umyślnie zajmowałem uwagę czytelnika przez taki długi czas wywodami o charakterze historycz­nym. Bez znajomości historji równie błędnie rozstrzy­ga się problemy polityczne, jak bez znajomości dzi­siejszej rzeczywistości. Dopiero oba te pierwiastki, zespolone ściśle, dają wnioskom politycznym realną podstawę. Wtedy dopiero, gdy zbuduje się budynek na rzetelnych fundamentach, wolno go pokropić świę­coną wodą intuicji.

Wszystkie przytoczone materjały historyczne i oparte na nich rozważania prowadzą nas do nie­uchronnego wniosku: ludność Ukrainy naddnieprzań­skiej i ludność ruska wschodniej Małopolski — to z dziejów, religji i cywilizacji coś istotnie odrębnego. W ostatnich kilkudziesięciu latach usiłowano te odręb­ne elementy spoić sztucznie. Zaczęła tę niewdzięczną pracę Austrja i Rosja, potem klecił tę jedność z po­zorami powodzenia obóz ukraiński, któremu dodał ducha i życia świadomy swych celów wiew z Berlina. Lata 1918—1919 skompromitowały tę fikcję. Prze-

 

trwała ona jednak, jako pobożne pragnienie, przede- wszystkiem w Berlinie, wiążąc się z planami rozczłon- kowania Rosji i Polski, a następnie wśród polityków ukraińskich we Lwowie, dla których Kijów stał się odległą i otoczoną mgławicą ziemią obiecaną. Opary tych mglistych koncepcyj włóczą się także po gło­wach niektórych polityków polskich, a zwłaszcza tych, których uczucia ciągną bardziej do Dniepru, niż do Wisły. Wydaje im się, że Ukraina przy pomocy Nie­miec i Polski stanie się tym taranem, który rozbije Rosję i tym pomostem, po którym Polska dojdzie nad Dniepr.

Tym marzycielom trzeba powiedzieć parę słów, opartych o podstawy tego wszystkiego, co napisałem dotąd. Wolno mi już w tern miejscu stwierdzić kilka prawd jasnych, których nie dostrzeże chyba ten tyl­ko, kto naprawdę dojrzeć ich nie chce.

Ukraina naddnieprzańska — to problem, połą­czony tylko sztucznie z problemem wschodniej Mało­polski. Między Ukrainą wschodnią, a ziemiami, obję- temi w latach 1918—1919 aspiracjami zdobywczemi zachodniej Ukrainy idzie wyraźna granica religijna, historyczna, gospodarcza, a nawet polityczna. O ile odrębność ludności małoruskiej wschodnich części dzisiejszych województw wołyńskiego i poleskiego w stosunku do ludności po stronie rosyjskiej łatwo można kwestjonować, to bezsporna jest ta odrębność ludności ruskiej Małopolski wschodniej w stosunku do ludności zza kordonu rosyjskiego, a także w stosunku, do ludności ruskiej naszego Wołynia i Polesia. Gra-

 

 

 

nice północne województw lwowskiego i tarnopolskiego są wyraźną lin ją demarkacyjną.

Kwestja ruska w Małopolsce wschodniej — to wyłącznie problem naszej polityki wewnętrznej, nie związany niczem z naszym stosunkiem do Rosji. Wszelkie próby łączenia go z zagadnieniami polityki zagranicznej — to budowanie na fikcjach.

Sprawa Ukrainy .naddnieprzańskiej — to prze­ciwnie znowu wyłącznie problem naszej polityki za­granicznej. Nasz stosunek do niego zależy od naszego ustosunkowania się do Niemiec i do Rosji. Nie tu miejsce na jego rozważanie. Dziś wystarczy stwier­dzić, że od lat trzydziestu Niemcy żyją ideą marszu na Kijów i raz już próbowały zrealizować to pragnie­nie w r. 1918 traktatem brzeskim i jego granicami. Kto o tern nie pamięta — chowa głowę w piasek.

Zagadnienia naszego wschodniego Wołynia i Po­lesia — to ze względu na pokrewieństwo tej ludno­ści z ludnością ruską za kordonem problem, który nazwałbym mieszanym: po części problem naszej po­lityki wewnętrznej, już choćby z uwagi na granice po­lityczne, po części problem polityki zagranicznej, po­lityki w stosunku do Rosji.

Z powyższego wynika, że na gruncie słuszności i w wyraźnym interesie polskim winna być utrzymana ścisła granica administracyjna i gospodarcza między województwem wołyńskiem, a lwowskiem i tarnopol- skiem. Musi to znaleźć swój wyraz w naszej polityce wewnętrznej, w szczególności zaś w niedopuszczeniu agitacji i penetracji gospodarczej „ukraińców” lwow-

 

skich na tereny Wołynia i Polesia. W otwarciu Wo­łynia i Polesia dla tych wpływów leży kardynalny błąd oficjalnej polityki polskiej z ostatnich lat kilku­nastu. Eksperymenty, które ze względu na politykę zagraniczną możnaby w pewnych warunkach tolero­wać i rozumieć na wschodzie województwa wołyń­skiego, na terenie Małopolski wschodniej stają się czemś gorszem od zbrodni, bo głupstwem.

Czego należy się domagać od polityki polskiej na tych terytorjach, na których bez zastrzeżeń i bez liczenia się z widokami w polityce zagranicznej trze­ba stosować środki, mające stworzyć i umocnić we­wnętrzną spoistość Polski?

Powiedzmy sobie na zasadzie doświadczeń wła­snych i cudzych: mechaniczne wynaradawianie odręb­nej etnicznie, religijnie i językowo ludności, polszcze­nie par force — to metoda wstrętna i w naszem rę­ku napewno nieskuteczna. Brzydzimy się taką robotą i nie umiemy jej robić. Nie wychowano nas w Berlinie.

Atoli w stosunku do ludu ruskiego mamy atuty innej natury. Kilkowiekowe wspólne życie w jednem państwie, tradycje, w których jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyrastał powszechny typ „gente Ruthenus, natione Polonus”. Zbliżenie ludu ruskiego do życia, wierzeń i ideałów narodu polskiego znaleźć może dziś jeszcze oparcie w instynktach, wyrosłych z dzie­jowych tradycyj, na przekór fałszom historycznym prof. Hruszewskiego. Aby jednak zmieść z drogi prze­szkody, nagromadzone przez tyloletnią swobodną dzia­łalność Ukraińców lwowskich, trzeba świadomej polityki.

m

 
   


Duchowego i cywilizacyjnego zbliżenia ruskiej ludności do Polski nie osiągniemy nigdy, jeżeli pol­skiemu żywiołowi na tych ziemiach nie damy takiej siły i postawy, by imponował swą wartością cywili­zacyjną i gospodarczą. Stosunek procentowy polskiej ludności do ruskiej na tych obszarach musi ulec ko­rzystnej zmianie, co da się uskutecznić bez krzyw­dzenia Rusinów przez parcelację polskiej większej własności ziemskiej z reguły między Polaków z za­chodu. W tych warunkach parcelacja polskiej ziemi między Rusinów, dyktowana względami, związanemi z polityką zagraniczną, jest znowu jednem głupstwem więcej, opartem o doktrynerstwo i ignorancję.

Żywiołem polskim na tych ziemiach musi się cała Polska zaopiekować gospodarczo i kulturalnie. Najłatwiej jej to przyjdzie, gdy Polska reprezentować będzie w Europie samodzielną i silną, promieniującą na zewnątrz pozycją ideową. Ograniczanie, czy zurzędniczenie inicjatywy społecznej w zakresie opieki nad polską ludnością na wschodzie jest błędem nie do darowania. Czy to nie skandal, że ludność ruska w Małopolsce wschodniej dzięki ukraińskim koopera­tywom zdołała się wyrwać z sieci żydowskich i zbli­ża się do dobrobytu, gdy polska tkwi w szponach lichwiarzy i oszukańczych kupców i stanowi odstra­szający przykład nędzy? Czy w tych warunkach można marzyć o przewadze kulturalnej ludności polskiej nad ruską? Czy nędzarz może asymilować kulturalnie?

W stosunku do ludności ruskiej trzeba również prowadzić konsekwentną politykę, mającą na celu jej

125

 

zbliżenie do narodu polskiego. Przedewszystkiem na­leży uniemożliwić systematyczne kopanie przepaści między ludnością polską i ruską, planowe niecenie nienawiści, zohydzanie państwa i narodu polskiego, zorganizowaną akcję irredentystyczną. Politycy ukra­ińscy we Lwowie muszą zrozumieć i odczuć, że dla spadkobierców ideologji prof. Hruszewskiego i przy­mierza z berlińskim Ostmarkenverein’em w Polsce niema miejsca. To samo dotyczy agitacji, usiłującej ludność ruską związać z Moskwą, obojętne czy czer­woną, czy białą.

Natomiast musi się w Polsce wytworzyć nastrój* pozwalający tym Rusinom, którzy będą się uważać za bliskich narodowi polskiemu i zechcą wspólnie z nami dźwigać obowiązki współgospodarzy w naszem państwie, na dobre samopoczucie. Dla takich musi Polska naprawdę stać otworem. Stan rzeczy, w któ­rym tacy się pojawią licznie, nie może jednak być tworzony sztucznie. Mechaniczne klecenie polonofil- skich partyj ruskich, złożonych z ludzi, pozyskanych w sposób niewybredny — to budowanie na bagnie, to przygarnianie karjerowiczów i ludzi bez charakte­ru, budzących równe obrzydzenie wśród Polaków i wśród Rusinów. Praca nad zbliżeniem ludności rus­kiej — to rzecz żmudna i nie mogąca dać błysko­tliwych efektów.

Autonomia gospodarcza ludności ruskiej, budo­wana tak skutecznie przez małopolskich Ukraińców ma na celu jej odgrodzenie od ludności polskiej i od państwa polskiego. Nie trzeba chyba stwierdzać, że polska racja stanu dyktuje coś przeciwnego: właśnie ścisłe zespolenie gospodarcze tej ludności z państwem polskiem. I tutaj znowu pospolity błąd, przed którym przestrzec muszę; popieranie separatyzmu gospodar­czego ruskiego jest równie błędne, jak gospodarcze

 

zaniedbywanie ludonści ruskiej. I jedno bowiem i dru­gie oddala ją od państwa polskiego. Tylko szczere i istotne zaopiekowanie się potrzebami gospodarczemi tej ludności przez czynniki polskie ponad głowami separatystów może dać rezultat pomyślny.

Gdy mówimy o zbliżaniu Rusinów do Polski, to musimy zwrócić uwagę na Kościół unicki i szkołę. Niepodobna patrzeć spokojnie, jak polityczne dzieło świętojurowców, polegające na upodobnieniu Kościoła unickiego do cerkwi prawosławnej, trwa dalej w pań­stwie polskiem przy zupełnej obojętności czynników polskich. Istotą cerkwi unickiej nigdy nie była rosyj- skość obrzędów, wyłączanie alfabetu łacińskiego i za mykanie dostępu rzymsko-katolickim duchownym i ję­zykowi polskiemu. Ta eksterminacja — to poparte przez Austrję i Rosję dzieło XIX wieku. Jeżeli zaś czynniki watykańskie kiedyś uważały cerkiew unicką za bramę wypadową ku prawosławiu, to mogły się przekonać w latach 1914—1915, że w tej roli za­wiodła ona gruntownie.

Szkoła ruska została oddana przez państwo pol­skie w pacht partjom ukraińskim. Pod okiem polskich władz sączy ona planowo nienawiść do Polski i szcze­pi fikcje ukraińskie. Przygotowuje irredentę i spośród jej uczniów pod wpływem nauczycieli wychodzą sze­regi adeptów ukraińskich organizacyj rewolucyjnych i bojowych. Szkoła ruska w Polsce nie może być gniazdem separatyzmu tak samo, jak środkiem do wynaradawiania. Musi stać się narzędziem zbliżenia.

Na zakończenie jeszcze jedno. Dopuściliśmy do tego absurdu, że Polak, działający na terenach za­mieszkałych przez ludność ruską, jest ściśle od niej odseparowany wskutek nieznajomości jej języka. Po­lacy, wychowani na tych ziemiach, jeszcze od biedy mogą sobie poradzić) choć często żywią dla tego ję-

II

9


zyka szkodliwe lekceważenie, które daje się wyczuć i odstręcza. Natomiast Polacy z innych ziem, zjawia­jący się tam, jako urzędnicy, czy działacze gospo­darczy, mówią z tą ludnością po polsku i wskutek tego nie umieją jej zrozumieć, ani wyczuć jej pra­wdziwych potrzeb i dążeń. Ruski chłop, gdy mówi obcym językiem polskim, albo z kimś, mówiącym po polsku, nie jest nigdy szczery i ufny.

W ten sposób zostawiamy czynnikiom separa­tystycznym i wywrotowym monopol na obcowanie z ludnością ruską i dziwimy się potem przepaści, jaka wyrasta. Polakom wszędzie, na wszystkich zie­miach państwa należy umożliwić przyswojenie sobie

języka ruskiego, a poniekąd nawet zmusić ich do te­go ustrojem planów szkolnych i wymaganiami przy egzaminach zawodowych, zwłaszcza urzędniczych, na­uczycielskich i sędziowskich. O realizację tego po­stulatu walczyli już w XIX wieku mądrzy Polacy w Galicji, ze wspomnę tylko Wojciecha Dzieduszyc- kiego, ale natrafili na zdecydowany sprzeciw Austrji, która pragnęła utrzymać rozdział między Polakami, a Rusinami. Ten przedział nie ma nic wspólnego z polską racją stanu.

Dzięki wpływom ideowym bolszewizmu problem Ukrainy naddnieprzańskiej coraz wyraźniej staje się dzisiaj problemem eurazjatyckim, pozaeuropejskim. Ta okoliczność ułatwia nam niezmiernie postępowanie na ziemiach o ludności polsko-ruskiej, które nasza cywilizacja i nasze państwo spaja z Europą. To spra­wia, że łatwiej dzisiaj przekreślić kilkudziesięcioletnią agitację ukraińską, wiążącą Lwów, Stanisławów i Tar­nopol z Kijowem, o wiele łatwiej, niż wydaje się tym, których myśl dotąd błądzi po szlakach przedwo­jennych.

 

 

 

Biblioteka Narodowa
Warszawa

30001021714229

 

 

 

 


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location