TADEUSZ GLUZIŃSKI. SPRAWA UKRAIŃSKA

Article Index

Od tego dnia zjawia się mord polityczny, jako normalna broń, w arsenale ruchu ukraińskiego w wal­ce z polskością. Zamach Fedaka, zamordowanie ku­ratora Sobińskiego, mord na Hołówce i t. d. — to już tylko owoce z tego drzewa, które w dn. 12 kwiet­nia 1908 zasadziła partja ukraińska w swym politycz- nym ogrodzie.

Zaraź po morderstwie jeden z przywódców ukra­ińskich, znany nam już poseł Budzynowski, depeszu­je z Wiednia triumfalnie do redakcji „Diła”: „Vivat sequens!” Kolej na następnego! A drugi poseł, E. Le-

wieki, depeszuje do siostry mordercy; „Ogólne zado­wolenie narodowe niech ci będzie pociechą!" Poseł Trylowski w wywiadzie z pismem wiedeńskiem „Neues Wiener Journal” wypowiada się, że jest „przekonany, iż czyn Siczyńskiego będzie sławiony w całym naro­dzie ruskim, jako czyn bohaterski". A „Diło” z dn. 15 kwietnia 1908 r. w artykule p. t. „Polityczny ne­krolog hr. Potockiego” pisze;

„Sejmowe wybory, ten ostatni polityczny akt ś. p. na­miestnika, były nietylko gwaltownem złamaniem naszych wy­borczych praw; były także aktem zwyczajnego wiarołomstwa butnego polskiego magnata wobec wyższej swojej władzy i wo­bec naszego narodu, aktem, który mógł bardzo poważnie za- chwiaćjego stanowiskiem.Tymczasem austrjacki rząd ukorzył się przed polskim magnatem, zostawiając dalej nasz naród jemu na łup. I kto wie, czy nie ta właśnie okoliczność przyczyniła się do tego, że młody syn naszego narodu zdecydował się osta­tecznie sam na własną rękę usunąć siłą tego, przeciw któremu cała polityczno-pąrlamentarna siła narodu okazała się bezsilna".

Wkrótce potem „Diło" pisze już wyraźnie (w dn. 24 kwietnia 1908 r.):

„Mordercy polityczni przechodzą do historji, a poeci i artyści uwieczniają ich”.

Jeszcze w rok później, gdy morderca, Siczyński, stanął przed lwowskim sądem przysięgłych, czytamy w „Dile“ z dn 14 kwietnia 1909 r. taką groźbę na wypadek, gdyby sąd wyniósł wyrok śmierci:

„Wasza wina, jeśli za taki posiew w chwili dzisiejszej zbierzecie w przyszłości takie plony, jakie zebraliście przed rokiem za taki posiew w przyszłości. Kto wiatr sieje, burzę zbierał”.

 

A oto ustęp z przemówienia obrońcy, posła ukraińskiego, Okuniewskiego:

„Lud wiejski, doprowadzony naszemi stosunkami spo- lecznemi, brakiem ziemi i chleba do rospaczy, rzuca się w strajki agrarne lub emigruje do Ameryki. Jęki i krzyki po kraju, a tu nadchodzi agitacja za reformą wyborczą. Wśród takich ciężkich chwil przyjeżdża ś. p. Potocki zaraz po mia­nowaniu do sąsiedniego sioła, do Drohiczówki nad Dniestrem i tu za stołem przy szumnych toastach, jako cesarski na­miestnik, przemówił publicznie, a dzienniki rozniosły po ca- całym kraju te słowa: „Mówią nam, że były niegdyś Żółte Wody; tak, były, ale było także Beresteczko". Przyznaję, że mnie osłupieniem przejęły te słowa. Jakto myślę, namiestnik cesarski, zamiast przyjaznego uspokojenia wzburzonych mas, wywołuje z pobojowiska, okrytego tysiącami trupów, krwawego upiora narodowych tłumów? Przemówiły widać przodki w Po­tockim, a na to krwawe wezwanie ktoś niebawem odpowie. J stało się. Odpowiedź przyszła! Czy był wówczas Siczyński tylko orężem sądu, czy historyczną Nemezis— Bóg jeden wie. Baczcie zatem, panowie, by wyrok świetnej historji nie musiał kiedyś poprawić Waszego dzisiejszego wyroku".

Gloryfikacja mordercy przez partję ukraińską szła niepowstrzymanie. Duchowy wódz ruchu ukraiń­skiego, prof. HruszewsKi, pisał w „Dile“:

.Żydowska tradycja przekazała nam skreślony z głębo­kim pietyzmem obraz heroicznej niewiasty, Judyty, która, pod­stępnie podkradłszy się, morduje wroga swego narodu".

W dn. 3 lipca 1908 r. ogłasza „Diło” zbiórkę na fundusz im. Oleny Siczyńskiej, matki Mirosława! A później jeszcze po skazaniu mordercy na śmierć i podaniu do łaski cesarskiej przez polski sąd sięgnę­ło „Diło” do takiego porównania:

 

„Tak Piłat, oddawszy Chrystusa na śmierć, umywał rę­ce, tak Judasz całował Chrystusa oddawszy go wrogom”.

Pojawiły się pocztówki ukraińskie z wizerunkiem Siczyńskiego, a na zebraniach wznoszono okrzyki na jego cześć. Gdy zaś morderca, ułaskawiony przez ce­sarza na dożywotnie więzienie, przy pomocy polskich władz i straży więziennej uciekł z więzienia w Stanisła­wowie, wybuchł w obozie ukraińskim istny szał radości. Organ ludowy partji ukraińskiej „Swoboda” z dn. 16 listopada 1911 r. takie pomieszcza impresje o wra­żeniu, jakie ucieczka Siczyńskiego rzekomo miała wy- wrzeć w pewnej wsi:

„Wiadomość wywołała we wsi wielkie wrażenie. Wszyst­ko, co żyło, porzuciło pracę. Włościanie poczęli tłumnie zbie­rać się na ulicach. Przez całą noc nikt prawie we wsi nie spał. Gdy w niedzielę zjawiła się przed cerkwią gazeta, wszyscy wyszli z cerkwi tak, że oprócz księdza i djaków nikt w cerkwi nie został. Włościanie drżą na myśl, że Siczyńskiego mogą złapać. „Boże! Boże! — biadają — żeby jeszcze dzień, żeby jeszcze tydzień! Może Pan Bóg mu dopomoże! U nas od piątku nikt spać nie może. Gdyby tak można Siczyńskiego po kawałeczku schować, to byśmy go uchowali pod sercem. Chy­ba wraz z sercem by go nam wyrwali! Wy, inteligenci, nie od­czuwacie, ale my, chłopi, czujemy, że on nasze serce, że on nasza krew!*

A parę dni później ta sama ludowa „Swoboda” z dn. 23 listopada 1911 r. pisze:

„Taki człowiek, jak Siczyńslu, to ma w sobie cudowną siłę i ta siła cudem go wyprowadziła z murów więzienia. Bramy same się pootwierały, mury same się rozstąpiły a wszys­cy dozorcy na tę chwilę oślepli i oniemieli. On mógł był już dawniej wyjść z murów, ale wolał żyć zamknięty przez trzy

lata, aby odpokutować grzechy narodu ruskiego. Za nasze grzechy on tam marnował swoje młode dnie i noce. Aż gdy odpokutował w zamkniętych murąch grzechy swego narodu, wtedy wstąpiła w niego cudowna siła i spadły z niego kajdany. Teraz on wolny i niema już mocy, któraby go ujęła. A dlatego on dostał taką siłę, bo mu żal nie było oddać swego życia za naród. Jak będzie więcej takich, jak on, to dopiero wtedy nasz naród będzie wolny".

Zaiste, czy nie dziwny mesjanizm? Toteż Si* czyński, uszedłszy do Ameryki, stał się tam przywód­cą emigracji ruskiej i ukraińskim bohaterem narodo­wym, obwożonym z miasta do miasta.

Czy wolno dzisiaj wpadać w zdumienie, że taka szkoła wychowawcza rodzi O. U. N , tę organizację, w której ideowi szaleńcy o duszy wschodniej, pospo­lici zbrodniarze, dziewczęta w stylu Narodnej Woli rosyjskiej i konfidenci policji mieszają się dziwnie? I czy sposób jeszcze prześlepiać ten prosty fakt, że kierownicze koła ukraińskiego ruchu z organizacją terroru wiąże niesubtelnie ukryta nić?

Dzień 12 kwietnia 1908 r. — to plon działalno­ści Romańczuków i Badzynowskich, to kwiat ideologji prof. Hruszewskiego. To w ruchu ukraińskim data historyczna.

 

\

Wybory sejmowe, przeprowadzone przez Andrzeja Potockiego w grudniu 1907 roku, w wyniku któ­rych obóz ukraiński utracił połowę swych manda­tów sejmowych na rzecz stronnictwa staroruskiego,. były ostatnim samodzielnym aktem polskiej admini­stracji w Galicji, w którym mogła ona sobie pozwo~ lić na politykę, dyktowaną polską racją stanu. Zamor­dowanie namiestnika Potockiego przez ukraińców zeszło się z początkiem okresu, w którym austrjackie interesy, wynikające z wymogów zagranicznej polityki monarchji, poczynają ciążyć już wszechmożnie nad jej polityką wewnętrzną; polska administracja w Ga­licji traci odtąd wobec ruchu ukraińskiego swobodę działania.

Jesienią 1908 r. ogłosiła Bułgarja w porozumie­niu z Austro-Węgrami swą pełną niezależność wobec Turcji; nazajutrz Franciszek Józef obwieścił wcielenie Bośni i Hercogowiny do monarchji Habsburskiej. Za­skoczona Rosja, której polityka bałkańska została tak mocno zaszachowana, próbowała nacisku dyploma­tycznego, na który Austro-Węgry odpowiedziały próbną

 

 

 

mobilizacją. Rosja, nieprzygotowana do wojny, mu­siała ustąpić tern bardziej, że Niemcy dały jej do zrozumienia, że stanęłyby zbrojnie po stronie Austro- Węgier.

Odtąd naprężenie między Austrją i Rosją trwa już nieprzerwanie aż do wojny światowej Jesienią 1912 r. Austrja zostaje zaskoczona przygotowanym przez Rosję wybuchem wojny bałkańskiej, w której Serbja, Bułgarja i Grecja rozgromiły wojska tureckie. I znowu Austrja zarządza częściową mobilizację prze- ciw Rosji i wydaje się, że wojna wisi na włosku. I na­gle w roku 1913 po zakończeniu wojny bałkańskiej armja bułgarska za podszeptem Austrji uderza na woj­ska serbskie i greckie, lecz wkroczenie armji rumuń­skiej doprowadza Bułgarję do klęski w tej krótko­trwałej, drugiej wojnie bałkańskiej. Rosja więc umo­cniła swą pozycję na Bałkanach. Odtąd Austro-Węgry Czują się stale zagrożone popieraną przez Rosję irre- dentą serbską i gotują się przy poparciu Niemiec do wojennego wkroczenia na półwysep bałkański. Zamor­dowanie austrjackiego następcy tronu w czerwcu 1914 roku to już tylko pretekst do wybuchu wojny.

Rosja, świadoma bliskiej rozprawy z Austrją, od roku 1908 zdaje sobie sprawę, że wschodnia Galicja stanie się terenem przyszłej wojny. Toteż podejmuje usilne starania, by ożywić zdławiony przez Austrję ruch filorosyjski; z Petersburga poczynają płynąć hoj­nie ruble na agitację wśród ludności ruskiej. Znowu głoszą agitatorzy hasła pełnej jedności ludu ruskiego z narodem rosyjskim i propagują prawosławie; w roku

1908 organizują wielką pielgrzymkę unickich Rusinów do prawosławnego Poczajowa. Nasilenie propagandy rośnie i w dn. 2 lutego 1909 roku udaje się wyznaw­com Moskwy po wodzą Dudykiewicza i Markowa opa­nować władze partji staroruskiej. Starzy działacze sta- roruscy opuszczają szeregi partji, zdobytej przez ro­syjskich radykałów, a w ich siedzibie politycznej roz- gaszczają się następcy owych „Wielkorusów”, zde­maskowanych ongiś w procesie Olgi Hrabar i Dobrjań- skiego. Równolegle w Rosji w Dumie i prasie podnoszą się coraz mocniej głosy, że wschodnia Galicja — to kraj rdzennie rosyjski, jęczący w niewoli austrjackiej i polskiej. W związku z tą propagandą przygotowuje Rosja wyłączenie Chełmszczyzny z granic Królestwa Kongresowego, by ten kraj poddać intensywnej rusy­fikacji. Ziemia chełmska ma stanowić pomost między Wołyniem, a zachodniemi powiatami Wschodniej Ga­licji. Im bliżej wybuch wojny, tern groźniejsza dla Austrji staję się agitacja rosyjska wśród Rusinów. Liczne przejścia na prawosławie, mnogie procesy o szpiegostwo i zdradę stanu — oto jej widoczne sukcesy. Kraj został zalany rublami rosyjskiemi i pod­minowany przeciw Austrji. Rezultaty tej akcji rosyj­skiej ujawniły się w całej pełni dopiero na początku wojny i podczas zajęcia Galicji wschodniej przez wojska rosyjskie.

Tak więc okres, poprzedzający bezpośrednio wojnę światową, zastał wśród Rusinów galicyjskich wyznawców trzech narodowości: przedstawicieli naro­du „ukraińskiego", przyznających się do łączności

narodowej z Kijowszczyzną i działających w partji ukraińskiej, ukraińsko-radykalnej oraz w t. zw. grupie „Rusłana", skupionej około metropolity Szeptyckiego (rodzaj chrześcijańskiej demokracji wiejskiej); następ­nie przedstawicieli narodu rosyjskiego, którzy pod wodzą Dudykiewicza opanowali stronnictwo starorus- kie i głosili jedność narodową z Moskwą; wreszcie dawnych starorusinów, którzy za przewodem posła Korola opuścili stronnictwo staroruskie, opanowane przez „Wielkorusów” i głosili odrębność narodu rus­kiego w Galicji, poczuwając się jedynie do więzi kul­turalnej z narodem rosyjskim.

Austrja w tej sytuacji przy trwałem naprężeniu jej stosunków z Rosją widziała oczywisty interes w tłu­mieniu propagandy rosyjskiej i rozpoczął się sze­reg procesów politycznych i aresztowań, zwróco­nych przeciw agitatorom rosyjskości i prawosławia. Z drugiej strony i tak od lat już wyraźne popieranie ruchu ukraińskiego staje się od r. 1908 zdecydowaną i silnie akcentowaną polityką Wiednia. Nie przesą­dzałoby to atoli ustosunkowania się rządu wiedeń" skiego wobec Polaków, którzy przecież w zaborze austrjackim ujawniali sympatje austrjackie i wierność dla dynastji, gdyby nie perspektywy, sprytnie podsu­nięte przez polityków ukraińskich, na groźne zasza­chowanie Rosji na jej własnem terytorjum- Jeżeli — jak to przytoczyłem już poprzednio — o stosunkach politycznych za kordonem rosyjskim nie miał zielo­nego pojęcia prezes Koła Polskiego, Biliński, to igno­rancja wiedeńskich mężów stanu w tej dziedzinie

była jeszcze bardziej idealna. To też obietnice poli­tyków ukraińskich, że za Austrją i Niemcami, a prze­ciw Rosji opowie się w razie wojny cały naród ukra­iński od Sanu aż po Wołgę, zawróciły w głowie sta­tystom nad Dunajem. Ukraińcy manewrują sprytnie. Opowiadają cuda o ruchu ukraińskim w Rosji. W ro­ku 1912 poseł Okuniewski mówi w parlamencie o licz­nych posłach ludu ukraińskiego, działających w ro­syjskiej Dumie, choć byli nimi... skrajni nacjonaliści rosyjscy! Słynny profesor Hruszewski, sprowadzony ongiś do Lwowa z Kijowa przez twórców zawartej w roku 1899 ugody polsko-ruskiej, choć po przybyciu do Lwowa uczył się dopiero języka ruskiego, zwane­go później ukraińskim, po r. 1908 zapowiada rozbicie Rosji przez federację Ukrainy, sięgającej od Karpat aż po Kaukaz, z Czarną Rusią, Białą Rusią, Litwą, Łotwą, Estonią i Finlandją.

Berlin i Wiedeń zachłystywały się ukraińską przynętą, a politycy ukraińscy manewrowali chytrze na terenie wiedeńskim przeciw Polakom, oskarżając ich o sympatje dla Rosji i Słowiańszczyzny. Ułatwiała im grę antyniemiecka postawa całego społeczeństwa polskiego w okresie Wrześni i wywłaszczenia, pod­czas gdy ukraińcy, jedyni ze Słowian austrjackich, popierali z zapałem przymierze austro - niemieckie. Zachowując niezmiennie grymaśną postawę opozycyj­ną wobec rządu wiedeńskiego, który wydał ich rze­komo na łup Polakom, poczęli czynić zaszczytne wy­różnienie dla ministra spraw zagranicznych. W grudniu 1911 r. przedstawiciel ukraińców w t. zw. delegacji

po raz pierwszy głosuje manifestacyjnie za budżetem ministra spraw zagranicznych. W numerze z dnia 2 stycznia 1912 r. „Diło“ tak komentuje to stanowisko:

„Ukraiński naród i ukraińską sprawa traktowana przez Austrję ze stanowiska aspiracyj zagranicznych, już nieraz wpływała i w przyszłości wpływać będzie na kierunek we­wnętrznej polityki kierowników państwa, odbijała słę i będzie się odbijać na doli naszego narodu tak w granicach, Austrji, jak i poza jej granicami. W ten sposób naród ukraiński jest choć nie aktywnym, to bodaj biernym czynnikiem i to bardzo ważnym w zagranicznej polityce monarchji. Nie zmienia to rzeczy, że to nasze znaczenie w zagranicznej polityce miało dla nas dotychczas bardzo fatalne następstwa. W przyszłości, gdy tego wymagać będzie zagraniczna polityka, a na to jakby się zanosiło, kierownicy państwa mogą skorzystać z przysłowia, że każdy kij ma dwa końce. Dotychczas bili bez korzyści koń­cem polskim, otóż od jutra mogą zacząć bić ruskim końcem".

Od roku 1908 Wiedeń w jawnem porozumieniu z Berlinem poczyna przygotowywać bicie Rosji „rus­kim końcem”. Pozyskanie Ukraińców w roli narzędzia w polityce antyrosyjskiej zależy jednak od spełnienia jednego warunku wstępnego: od złamania przez rząd wiedeński roli Polaków we wschodniej Galicji na rzecz hegemonji ukraińców. I jeżeli co wpływa jeszcze chwilowo na hamowanie tej akcji, to chyba perspek­tywy niemicko-austrjackie na równoczesne zaszacho­wanie Rosji powstaniem polskiem w Królestwie.

Wkrótce po zamordowaniu namiestnika Potockie­go ukraińcy zakrzątnęli się w Wiedniu około sprawy jego następcy. Wysunęli żądanie mianowania na to stanowisko urzędnika, Niemca, jak to stale bywało przed r. 1848. Na tak jawne zdeptanie Koła Polskiego

rząd wiedeński jednak iść nie mógł i znalazł wyjście, zaakceptowane przez ukraińców, przez powołanie na stanowisko namiestnika Michała Bobrzyńskiego, jedne­go z twórców ugody austrjacko-polsko-ruskiej z roku 1890, twórcy ruskich gimnazjów.

Nominacja Bobrzyńskiego, jako odpowiedź na mord polityczny, stała się zapoczątkowaniem rady­kalnej zmiany kursu wobec ukraińców. Nowy namiest­nik natychmiast odgrodził się od linji politycznej swego poprzednika i poszedł po drodze naginania polskich interesów do nakazów politycznych, płyną­cych z Wiednia. Po gloryfikowanym w obozie ukraiń­skim mordzie politycznym, dokonanym na przedstawi­cielu polskiej administracji w Galicji, nastąpił wobec ukraińców z całą siłą narzucany społeczeństwu pol­skiemu kurs pobłażania i ugody. Symbolem nowej taktyki stała się sprawa mordercy, Siczyńskiego. W trzy miesiące po zbrodni sąd przysięgłych we Lwowie skazał go na śmierć. Naskutek kasacji wyroku przez sąd najwyższy w Wiedniu odbyła się w rok po mor­derstwie ponowna rozprawa we Lwowie przed sądem przysięgłych. Znowu zapadł wyrok śmierci, ale trybu­nał, złożony z sędziów-urzędników, wbrew procedurze i zwyczajom, uchwalił podać skazanego do łaski ce­sarskiej. I tak Siczyński, ułaskawiony przez Franciszka Józefa na dożywotnie więzienie, osadzony został wbrew zwyczajom znowu nie w więzieniu lwowskiem, lecz w więzieniu stanisławowskiem w otoczeniu prawie samych „ukraińskich” dozorców. Po trzech latach —

spiwszy rzekomo całą straż więzienną! — uciekł śżćzę-

..,

 

śliwie z więzienia i dotarł bez przeszkód do Ameryki.

Nacisk namiestnika na polską administrację szedł po linji Wiednia w kierunku popierania Ukraińców kosztem Polaków. Oto jak charakteryzuje wytworzony w kraju nastrój bezpartyjna „Gazeta Kołomyjska” z dnia

12 lutego 1910 r.:

„Wobec ciągłych żalów, krzyków i oszczerstw ukrałńców wszystko ustępuje. Ustępuje społeczeństwo, ustępuje rząd, ustępują sądy i urzędy. Sędzia polski, gdy ma sprawę między Rusinem, a Polakiem, szczególnie gdy sprawa jest nieco „za­barwiona”, traktuje Rusina niesłychanie pobłażliwie, bo aż się trzęsie ze strachu na myśl, że dzienniki ruskie wezmą go na języki i zarzucą stronniczość; starostowie przez palce patrzą na gwałty siczowników, bo boją się interpelacji ruskich po­słów w parlamencie; wszystko się boi, by nie narazić się na

zarzut prześladowania Rusinów, więc ustępuje gdzie może

  • jak może”.

A postawa Ukraińców staje się coraz bardziej buńczuczna. W r. 1909 zjazd partji ukraińskiej doma­ga się usunięcia języka polskiego z urzędów wschod­niej Galicji. Potem zjazd posłów ukraińskich w dniu

  • lutego 1910 r. przy współudziale metropolity Szep­tyckiego i innych biskupów unickich ogłasza żądanie oddzielenia od Galicji t. zw. wielkiego księstwa kra­kowskiego i pełnej autonomji dla Rusinów w reszcie kraju. A w odpowiedzi na ofiarowanie realnych kon- cesyj i na próby ugody za wszelką cenę, mimo nie­zmordowanych usiłowań namiestnika Bobrzyńskiego i partji konserwatywnej krakowskiej, której namiestnik jest przedstawicielem, ze strony ukraińskiej rosną bezustannie żądania, a ich oświadczenia są niedwu­

znaczne.

„My z dobrej woli Kola Polskiego rezygnujemy” — oświadczył w sejmie galicyjskim w r. 1909 przywódca Ukraiń­ców, poseł Kost Lewicki — „Umiarkowanej partji niema i nie będzie, a conajwyżej możecie znaleźć kilku ludzi bez zasad”.

A w parę lat później oficjalny organ partji ukra­ińskiej „Diło” pisze już wprost (.Nś 173 z r. 1911):

„Sprawa polsko-ukraińskiego porozumienia to nie sprawa kilku nowych subwencyj z funduszów krajowych i państwowych, kilku nowych gimnazjów, kilku nowych katedr, czy nawet ca­łego uniwersytetu dla narodu ukraińskiego, jednem słowem nie sprawa nowych „ustępstw" z polskiej, a „nabytków” z ruskiej strony, lecz sprawa zasad całego prawno-politycznego życia w Galicji”.

I w parę dni później jeszcze wyraźniej („Diło” z r, 1911 Jsfe 176):

„Mylą się Polacy, jeśli sądzą, że to lub inne stronnictwo ukraińskie może dać im jakieś gwarancje, że z zakresu naro­dowej polityki ukraińskiej zniknie walka przeciw Polakom; ta­kie gwarancje może dać tylko oparcie polsko-ukraińskich sto­sunków na zasadach, dzięki którym rozwój narodu ukraińskie­go nie zależałby od Polaków”.

Te, tak jasne, oświadczenia partji ukraińskiej nie zahamowały w niczem kroków ugodowych ze strony namiestnika Bobrzyńskiego, ani ze strony blo­ku podtrzymujących go polskich stronnictw (konser­watystów krakowskich, t. zw. krakowskich demokratów i ludowców Stapińskiego przy poparciu socjalistów); nacisk Wiednia, domagającego się ustępstw ze strony polskiej na rzecz ukraińców, potęgował się zresztą w miarę zaostrzania się sytuacji międzynarodowej.

Partja ukraińska postanowiła położenie wyzyskać przedewszystkiem w dwóch kierunkach: chodziło jej

 

  • stworzenie faktów, pozbawiających Polaków we Lwowie uniwersytetu przez uczynienie zeń instytucji na razie polsko-ruskiej, a później już czysto ruskiej.
  • o zniszczenie polskiej autonomji w Galicji, której wyrazem był sejm galicyjski we Lwowie.

Niespełna rok upłynął od mordu, dokonanego na Andrzeju Potockim, a już rozpoczynają się w Wiedniu pertraktacje między klubem ukraińskim, rządem i Ko­łem Polskiem o ustępstwa na rzecz Rusinów. Jak. zwykle, towarzyszy tym rozmowom ofensywa w kraju. W dn. 2 lutego 1909 r. na zjeździe z okazji czter­dziestolecia „Proświty”, odbytym we Lwowie, mło­dzież ukraińska podejmuje rezolucję, w której pragnie

„ostrzec kierujące polityczne kola, ażeby swoją dotych­czasową polityką w sprawie ukraińskiego uniwersytetu same nie wywoływały w niej przekonania, że ukraiński uniwersytet stanie dopiero wtedy, gdy nauka na dotychczasowym uniwer­sytecie stanie się niemożliwa".

Rezolucję tę wręczono namiestnikowi Bobrzyń- skiemu i senatowi uniwersytetu. Stała się ona wy­tyczną taktyki ukraińskiej. Ilekroć posłom ukraińskim gorzej wiodło się w Wiedniu, tylekroć następowały gwałty ze strony studentów ruskich na uniwersytecie lwowskim i służyły w Wiedniu za dowód, że stosunki

muszą w interesie nauki ulec radykalnej zmianie na rzecz ukraińców.

Gdy więc nie powiodły się próby tworzenia no­wych katedr ruskich na uniwesytecie dzięki demo- stracji i obiciu namiestnika Bobrzyńskiego przez pol­ską młodzież akademicką, gdy później w r. 191 Oper" traktacje z Kołem Polskiem nie doprowadzały do

 

realnych zdobyczy, poczęli ukraińcy wznawiać taktykę gwałtów na uniwersytecie. W dniu 14 marca 1910 roku ma miejsce najście studentów ruskich na uniwersytet, wyłamanie drzwi jednej ze sal wykłado­wych i wiec nielegalny. W maju 1910 r. rozsyła „Ko­mitet ukraińskiej młodzieży*1 wezwania na prowincje, których tekst dla charakterystyki podaję:

„Kolego! Jak wiadomo Wam z dzienników, prowokują od kilku dni wszechpolacy na lwowskim uniwersytecie ukraińską młodzież i nie dopuszczają jej na wykłady. Ażeby położyć ko­niec bezczelnej prowokacji i posunąć naprzód sprawę kreowa­nia ruskiego uniwersytetu we Lwowie, Komitet ukraińskiej młodzieży wzywa Was pod grozą towarzyskiego bojkotu do bezwzględnego jawienia się we Lwowie w środę dn. 18 maja rano (najdalej popołudniu) z chłopskim paragrafem (kołem z płotu — przyp. autora) w ręce. Powiadomcie o tern także i godnych zaufania kolegów i przywieźcie ich ze sobą. Mater- jalna strona sprawy w części zabezpieczona. Prosto z dworca zgłoście się w Domu Akad. ul. Supińskiego 17, gdzie otrzy­macie potrzebne informacje. K.U M.’

Po tern przygotowaniu ma miejsce nieudałe naj­ście na uniwersytet w dn. 19 maja 1910 r. W czer­wcu 1910 r. pojawia się w „Dile“ artykuł w związku z pertraktacjami w sprawie uniwersytetu, stwierdza­jący, że

„polscy potentaci są tak ślepi, że nawet tragiczna śmierć hr. Andrzeja Potockiego niczego ich nie nąuczyła”.

W parę dni potem wygłosił w parlamencie wie­deńskim podżegającą mowę poseł ukraiński, Dnie- strzański, profesor lwowskiego uniwersytetu. I niemal bezpośrednio po tej mowie w dn. 1 lipca 1910 roku, kilkuset ukraińców przy współudziale teologów rus-

kich wpada tłumnie na uniwersytet, wyłamuje drzwi jednej z śal i uchwalają następującą rezolucję:

„Ze względu na to, że wszystkie dotychczasowe sposoby walki młodzieży ukraińskiej o uniwersytet ukraiński we Lwo­wie spotykały się ze strony Polaków', polskiej młodzieży aka­demickiej, Senatu lwowskiego uniwersytetu i prawie całego społeczeństwa polskiego z bezwględnym oporem, a rząd cen­tralny założenie osobnego uniwersytetu ukraińskiego zawsze odsuwał na drugi plan, ukraińska młodzież akademicka przy­stępuje do jaknajostrzejszych sposobów walki”, (patrz „Diło” z r. 1910 Ns 146).

Natychmiast po tej uchwale wiecownicy napa­dają na rektorat, a napotkawszy garstkę młodzieży polskiej — witają ją salwami rewolwerowemi. W re­zultacie, dzięki wypadkowi, ustalonemu później nie­zbicie przez rzeczoznawców wiedeńskich i sąd, pada ofiarą strzelaniny ze strony ruskiej jeden z przywód­ców młodych ukraińców, student Adam Kocko. Po

t

krwawych zajściach „Narodnyj Komitet", naczelna in- sytucja polityczna ukraińska, uchwala rezolucję, której wstęp przytaczam (patrz „Diło" z dnia 4 lipca 1910 roku N° 146):

„Narodnyj Komitet na posiedzeniu w dn. 2 lipca skon­statował, że odpowiedzialność za ostatnie krwawe zajścia na lwowskim uniwersytecie pada na rząd austrjacki, który wszel- kiemi prawnemi i nieprawnemi sposobami utrzymuje w Galicji panowanie polskich możnowladców nad Rusinami, a wszystkie żądania galicyjskich Rusinów—nawet czysto kulturalne —sy­stematycznie ignoruje, a w szczególności w sprawie założenia ruskiego uniwersytetu we Lwowie dotąd nic nie zrobił..

Rząd wiedeński naciska więc znowu w kierunku ugody i jedynie oburzenie, wywołane przez napad

 

wśród ludności polskiej, wymusza kilkumiesięczną zwłokę w pertraktacjach. Niemniej przeto już w po­łowie lutego 1911 r. komisja budżetowa parlamentu wiedeńskiego na wniosek prezesa klubu ukraińskiego, Kost Lewickiego, uchwala m. i. głosami delegatów

Koła Polskiego następującą rezolucję:

„Wzywa się rząd, aby bezwłocznie poczynił wszelkie przygotowania, które są potrzebne do jaknajrychlejszego otwar­cia samodzielnego uniwersytetu ukraińsko-ruskiego".

Wybory do parlamentu austrjackiego, przepro­wadzone w r. 1911, oddały — dzięki nadużyciom ad­ministracji — nowe Koło Polskie całkowicie w ręce namiestnika Bobrzyńskiego. Odtąd taktyka ugody znaj­duje już jedyny hamulec w opinji publicznej kraju. W maju, a potem w grudniu 1912 r. godzi się nowe Koło Polskie nietylko na utworzenie ruskiego uniwer­sytetu we Lwowie, ale nawet na zakwestjonowanie polskości istniejącego uniwersytetu na szereg lat i do­piero pod naciskiem kraju cofa się z tego stanowiska. Namiestnikowski „Czas" krakowski (w numerze z dn. 23 stycznia 1913 r.) tak charakteryzuje sytuację:

„Stała się rzecz w Austrji niebywała; jeden naród bez walki zgodził się na olbrzymie ustępstwo na rzecz drugiego. Polacy nietylko zgodzili się na powstanie ruskiego uniwersy­tetu w kraju, ale ułatwiają je, ofiarując własny uniwersytet do wstępnych przygotowań...”

Na szczęście dla Polaków ukraińcy odrzucili te ustępstwa, domagając się jeszcze większych i sprawa przewlokła się aż do wybuchu wojny światowej.

Drugim kierunkiem, w którym poszła ofensywa -ukraińska po zamordowaniu Potockiego, był postulat

 

zniszczenia ostoji autonomji Galicji, jaką stanowił sejm we Lwowie. Wprowadzenie powszechnego głoso­wania do parlamentu wiedeńskiego wysunęło koniecz­ność reformy przestarzałej ordynacji wyborczej do sej­mu galicyjskiego. Rząd wiedeński i jego namiestnik w Galicji dążyli do tego, by ta reforma doszła do skutku za zgodą partji ukraińskiej. Przy zatrzymaniu instytucji kurji wyborczych skonstruował namiestnik projekt, gdzie w każdej z tych kurji wyborcy ruscy otrzymywali rażące przywileje kosztem wyborców pol­skich. I znowu powstaje burza w kraju, aż wreszcie list pasterski wszystkich biskupów polskich, zwrócony przeciw zasadom projektu Bobrzyńskiego,zmusza namie­stnika katolickiej Austrji do podania się do dymisji. W dniu 14 maja 1913 r. Franciszek Józef odwołuje Bobrzyń- skiego i mianuje na jego miejsce b. austrjackiego mi­nistra skarbu, Witolda Korytowskiego.

W nastroju rządu i administracji galicyjskiej w stosunku do Ukraińców niewiele się zmienia. Pod­czas nowych wyborów do sejmu galicyjskiego, odby­tych w czerwcu 1913 r., dokonała administracja sze­regu nadużyć na korzyść partji ukraińskiej. Nowoobra- ny sejm uchwalił za zgodą Ukraińców reformę ordy­nacji wyborczej, ledwo trochę korzystniejszą dla Polaków od poprzedniego projektu rządowego, lecz znowu wybuch wojny światowej nie pozwolił jej wejść w życie.

Celem ostatecznym ofensywy ukraińskiej po za­mordowaniu Potockiego, trwającej aż do wojny świa­towej, było — w myśl programu — wyparcie Polaków

za San. Prawno-polityczną formą tego żądania stał się postulat rozdziału Galicji na obejmującą część trzecią jej obszaru — połać polską z Krakowem i na— obejmującą dwie trzecie jej obszaru — część ruską ze Lwowem, Przemyślem, Drohobyczem, Tarnopolem i Stanisławowem. „Diło“ z dn. 9 sierpnia 1911 roku pisze:

„W programie całego ukraińskiego narodowego obozu Galicji, jako zasadnicze żądanie narodowe, znajduje się żąda­nie urzeczywistnienia narodowej niezależności ukraińskiego narodu w terytorjalnych i prawnych granicach państwa au­striackiego przez utworzenie z terytorjum ukraińskiego w Austrji osobnej prowincji na zasadach autonomicznych".

A jaki obszar tej prowincji? Tu znowu czytamy w „Dile“ z dn. 8 październiha 1913 roku:

„Jakie powinno być załatwienie sporu polsko-ukraińskie­go, to dla nas jasne... Jest to ukonstytuowanie narodu ukra­ińskiego, jako odrębnego organizmu politycznego, na własnem terytorjum narodowem i utworzenie kraju ukraińskiego ze wszystkięmi uprawnieniami, jakie daje krajom ustrój państwowy...”

A w numerze dn. 13 października 1913 roku:

„Z historycznego i etnograficznego stanowiska jest Ga­licja wschodnia ukraińskiem terytorjum i na tej podstawie do­magamy się utworzenia z niej odrębnego ukraińskiego kraju ze wszystkiem prawno-państwowemi uprawnieniami, jakie krajom przyznaje prawno-państwowy ustrój Austrji... Wschodnia Galic­ja jest ziemią ukraińską, bo na niej zwartą masą żyje ludność ukraińska... wśród której polsko-żydowskie mniejszości tworzą tylko wysepki obco-narodowościowe”.

Tymczasem według spisu ludności z 1910 roku było w Galicji wschodniej (bez zachodniej) 3 miljo- ny 132 tysiące ludności ruskiej, a 1 miljon 650 ty-

sięćy Polaków katolików i około 500 tysięcy żydów którzy podali narodowość polską.

Tak oto w okresie, bezpośrednio poprzedzają­cym wybuch wojny światowej, ustalali sobie ukraińcy, jakie ziemie, uważane przez Polaków za naturalne dzielnice przyszłej Polski, winny przypaść na włas­ność narodowi „ukraińskiemu". A więc dwie trzecie Galicji. A potem?

Przedewszystkiem Chełmszczyzna, której wyłą­czenie z granic Królestwa Kongresowego przeprowa­dzał właśnie rząd rosyjski. Oto w dn. 7 maja 1909r. klub ukraiński w parlamencie wiedeńskim określa swój stosunek do zagrabienia ziemi chełmskiej przez

rząd rosyjski w ten sposób:

„Chełmszczyzna historycznie i etnograficznie jest ziemią nie polską, lecz ruską... Oddzielenie tego kraju od rosyjskiej Polski, ą przyłączenie do ruskiej kijowskiej ziemi jest pono- wnem złączeniem jednakowych składowych części, które po­winno było już dawno się dokonać”.

A więc znowu pochwała i poparcie moralne dla rządu carskiego, skoro ten czyni zamach na prawa Polaków. A w stosunku do zamachów pruskich?

W r. 1908 wnosi rząd pruski do sejmu prus­kiego głośny projekt ustawy o przymusowem wywła­szczaniu Polaków na rzecz Komisji Kolonizacyjnej. Zdawałoby się, że sprawa ta w niczem nie dotyczy żywotnych interesów obozu ukraińskiego. Koło Polskie w parlamencie wiedeńskim przeciw projektowi ustawy o wywłaszczeniu organizuje w grudniu 1908 r. uro­czysty protest wszystkich klubów słowiańskich, do którego przyjączają się posłowie włoscy i rumuńscy.

 

Stronnictwa niemieckie, a nawet rząd austrjacki, za-- chowują się biernie, nie odważają się pochwalać po­stępowania sprzymierzeńca. I jedynie klub ukraiński podczas uroczystego składania oświadczeń przez przywódców klubów demonstruje krzykliwie i pochwala jawnie gwałty pruskie!

Cóż to za nieprzytomna zaciekłość? Nie tak nie­przytomna jak zdawało się naówczas zdumionym świadkom. Był to bowiem wynik ścisłego przymierza, którego istnienia domyślali się już wówczas niektórzy, lecz nie mieli na to dowodów. Dowody wieloletniego sojuszu antypolskiego między kierownictwem ruchu ukraińskiego, a Berlinem udało się dopiero zdobyć bezpośrednio przed wojną światową. Ujawnione przez Franciszka Krysiaka w końcu 1913 r. dokumenty, wy­kradzione z archiwów Ostmarkenverein’u w Berlinie, podane w fotograficznych odbitkach w paru pismach polskich, ukazały opinji polskiej w całej jaskrawości spisek prusko-ukraiński na zniszczenie narodu pol­skiego. Wojna światowa w pokoju brzeskim odsłoniła resztę tajnego planu.

*


Popieranie ruchu ukraińskiego przez Wiedeń od początku dla wszystkich było jasne. Natomiast tyl­ko część polskiej opinji publicznej podejrzywała przywódców ukraińskich o ścisłą współpracę z Berli­nem. Za tą współpracą przemawiały fakty: stosunek ukraińców do przymierza austrjacko-niemieckiego, do ustawy o wywłaszczeniu, dostarczanie prasie polako­żerczej w Niemczech tendencyjnych informacyj z Ga­licji, jaskrawe wystąpienie pruskiego ministra spraw wewnętrznych w sejmie pruskim w obronie ukraińców galicyjskich podczas dyskusji o wywłaszczeniu, przeciw czemu urzędowo protestował hr. Gołuchowski, jako austro-węgierski minister spraw zagranicznych. W r. 1909 pojawiły się rewelacje b. szpiega pruskiego Rakowskiego, który dostarczył szeregu dokumentów o współdziała­niu konsulatu niemieckiego we Lwowie z Ukraińcami; dokumenty te miały jednak zbyt podejrzany wygląd, by je można było uznać za autentyczne. Dopiero przed samą wojną światową uzyskał Franciszek Salezy Krysiak dowody, niewątpliwie autentyczne i stwier­dzające niezbicie patronat pruski nad ruchem ukra-

 

jńskim. Były to fotograficzne zdjęcia listów, wykra­dzionych z archiwum t. zw. Ostmarkenverein’u, insty­tucji stworzonej w r. 1894 za inspiracją Bismarck a przez Hansemanna z Pempowa, Kennemanna z Klenki i Tiedemanna z Jeziorek i zwanej stąd przez Pola­ków w skrócie Tow. H. K. T. Stosunek rządu prus­kiego do tej instytucji da się ściśle porównać do

dzisiejszego stosunku rządu sowietów do Kominternu. Listy, ogłoszone przez Krysiaka w kilku pismach pol­skich pod koniec 1913 i z początkiem 1914 r. zde- konspirowały rolę rządu pruskiego w sprawie ukraiń­skiej. Warto trochę zajrzeć do tych dokumentów.

W liście z daty Wiedeń 23 marca 1903 r. zao­patrzonym pieczęcią „Krużok Zemljakiw u Widni”, adresowanym do generalnego sekretarza Tow. H.K.T. Bovenschena, prosi Jan Tyranowicz o poparcie ko­mitetu prasowego, utworzonego przez ukraińców w Wiedniu:

»dla poinformowania prasy zachodnio - europejskiej o wszechpolskich machinacjach w Galicji”.

W liście z dn. 20 kwietnia 1903 r. Bovenschen zapowiada poparcie dla tej antypolskiej instytucji prasowej i zachęca ukraińców do akcji w wielkim stylu.

W aktach Tow. H. K. T. znajduje się 147 listów, wymienionych między działaczami Narodnego Komi­tetu ukraińskiego, a Tow. H. K. T. w Berlinie na przestrzeni lat 1903—1913. W akcji porozumienia współdziała konsulat niemiecki we Lwowie, którego sekretarz, W. Falter, jest agentem zarządu głównego

Tow. H. K. T. Korespondentem zarządu Tow. H K.T. jest ze strony ukraińskiej delegat Narodnego Komitetu ks. Hanycki. Gdy w roku 1903 rozeszły się pogłoski

  • zamierzonej ponownej ugodzie polsko-ruskiej, ks. Hanycki w liście z dn. 10 października 1903 r. spie­szy zapewnić zarząd H. K. T.:

„W odpowiedzi na cenne pismo Panów z dn. 7 paździer­nika donoszę, że niema zawieszenia broni między Rusinami, a Polakami. Dopóki tylko trwać będzie polska niewola, dopóty mowy nie ma o zawieszeniu broni”. - i dalej — „Dnia 7 października mieliśmy posiedzenie szerszego komitetu, do którego z całego kraju należy 30 mężów, które zatwierdziło plan komitetu wykonawczego wysyłania robotników do Niemiec

  • wejścia w porozumienie z niemieckiemi politycznemi towa­rzystwami, dając zarazem mandat, aby nawiązać jaknajściślej- szy związek z Niemcami...”—i kończy — „O bliższych szcze­gółach nie mogę pisać, to trzeba osobiście omówić przy na- szem spotkaniu".

W liście z dn. 4 listopada 1903 zapowiada ks. Hanycki zarządowi głównemu Tow. H. K. T. że Ukra­ińcy wysyłają delegatów na zjazd w Berlinie

„aby ustanowić jednolity program działania w walce z Polakami*.

Prezes i jeden z twórców Tow. H. K. T. Tiede- mann z Jeziorek listem z dn. 22 grudnia 1903 roku zwraca się do Narodnego Komitetu i — powołując się na odbyty w Berlinie w dn. 11 grudnia zjazd — poucza, że

.zadania, omówione na zebraniu, tylko wtedy mogą być załatwione ku obustronnemu zadowoleniu, jeżeli ruski Komitet Narodny, jako reprezentacja ruskiego narodu, stworzy silną organizację, stanowiącą organ, z którym ci, którzy w Niem-

czech współpracują dla wielkiego dzieła, będą mieli obowią­zek się znosić".

Hakatystom zawadzało mocno polskie wychodź- two sezonowe robotników rolnych, sprowadzanych z Galicji i Królestwa na Śląsk i Pomorze, gdyż przy­czyniało się do budzenia polskiego ruchu narodowego na tych ziemiach. To też zarząd H.K.T. podjął próby sprowadzania na ich miejsce niemieckich kolonistów z Galicji. Akcja ta nie mogła jednak dać wyników odrazu, toteż zwrócono się do ukraińców, by nimi zluzować wychodztwo polskie. W tej sprawne prezes Tiedemann pisze w7 dn. 4 sierpnia 1903 roku list do niejakiego von Pilis, kierownika założonej w tym celu „Zentralstelle zur Beschałfung deutscher Ansiedler und Feldarbeiter” w Berlinie, w którym powołuje się na swą rozmowę z ks. Hanyckim i ustala:

„Stosunek z ruskim Narodnim Komitetem może mieć dla nas wartość na wypadek, że nie uda się nam w pierwszych latach sprowadzić odpowiedniej masy niemieckich robotników z Galicji; w takim razie musielibyśmy się wyręczać Rusinami" — i niżej — „Cale nasze staranie musi być skierowane ku temu celowi, by w przyszłości polscy robotnicy, tak z Galicji, jak z Rosji nie byli potrzebni i nie zostali dopuszczeni".

I znowu w dniu 8 lutego 1904 roku ks. Hanyckt odnosi się do Tiedemanna w sprawie robotników rus­kich i kończy list ciekawą propozycją:

„Jest obecnie do nabycia polski majątek książęcy (20 tysięcy mórg pruskich), cena wynosi około 2 miljony marek. Jest w nim wiele lasów, stawów z młynem (znany staw gró­decki), cena jest bardzo przystępna. Byłoby dobrze, żeby Niemiec go kupił, albo żeby udzielono Rusinom pomocy do nabycia go... Dziękując za życzliwą i łaskawą pomoc Jaśnie

Wielmożnemu Panu i składając całe nasze nadzieje w Jego wszechmocne ręce, pozostaję z najgłębszym szacunkiem. Hanycki*.

I znowu zacytuję z listu Hanyckiego do Tiede- manna z dn. 13 lutego 1904 r.:

.Tak zwany Komitet Czynu, rozumie się ruski, posta­nowił za dwa lata t. j. w r. 1905 wywołać powszechny bojkot i przeprowadzić go. Przez bojkot ten zamierza on zrujnować polskich właścicieli ziemskich. Ponieważ Komitet zwrócił się do mnie, abym go wspomagał radami i pomocą, przeto zwra­cam się do JWPana z najgorętszą prośbą o wspieranie nas w tej sprawie... Robotnicy, zatrudnieni w państwie niemieckiem, będą przystępniejsi wobec odpowiedniej agitacji w słowie

  • piśmie, która u nas podlegałaby karze i to więzienia aż do
  • Słowa, które ci ludzie usłyszą tam w Niemczech i druki, które z sobą przywiozą, utrzymają przy odpowiedniem doagi- towaniu ferment w ludzie i doprowadzą go do wybuchu... Po­nieważ sprawa z Komitetem Czynu i zamierzony bojkot jest ścisłą tajemnicą, proszę tedy, żeby JWPąn pismo niniejsze uważał za akt zaufania do siebie i żeby tylko wydał zarzą­dzenia w myśl tego pisma".

W liście z dn. 26 marca 1904 r. Hanycki pisze do sekretarza generalnego H. K. T. w Berlinie, Bo- venschena:

„Upoważniam p. dr. H. Bovenschena, ażeby udał się do wydawnictwa Hermanna Waltkera i jeżeli ten nie zgodzi się na publikację broszury, ażeby odebrał manuskrypt i go wydał. Ponieważ jednak autorowi, Budzynowskiemu, już teraz grożą procesem o zdradę stanu, przeto tytuł broszury brzmieć bę­dzie: „Polskie niebezpieczeństwo (Die polnische Gefahr)*, opracowane na podstawie pisma Budzynowskiego p. t. „Austrja czy Polską".

Hanycki dla większej swobody przesiedlił się do

Katowic i znowu w liście z dnia 9 lipca 1905 roku pisze do Tow. H. K. T.:

„Proszę przysłać wszystko, co moglibyśmy zużyć wspól­nie przeciw Polakom, a wszystko zostanie przeciw Polakom zużyte".

A w liście, skierowanym znowu do prezesa Tie- demanna z daty 15 stycznia 1910 r., a więc w kilka lat później, przypomina mu Hanycki ustaloną wspól­nie zasadę, że „Polakom trzeba wydać bitwę w Ga­licji" i proponuje tę bitwę rozszerzyć w ten sposób, by

.Polakom wydąć bitwę na tyłach, także ze strony Litwi­nów, Białorusinów i Rusinów w Rosji".

Zajmę się teraz jeszcze przez chwilę drugim korespondentem H. K. T. dr. Stefanem Baranem, ge­neralnym sekretarzem partji ukraińskiej. W liście z dn. 19 listopada 1912 r. skierowanym do generalnego se­kretarza Tow. H. K. T. Schultza, przesyła dr. Stefan Baran opracowany memorjał i wyraża przekonanie, że Niemcy zainteresują się informacjami

„o drugim co do wielkości, a germanofilskim narodzie".

W odpowiedzi z daty 20 stycznia 1913 Schultz prosi go o naszkicowanie programów stronnictw pol­skich i ruskich, zapytuje, co to są „Drużyny Barto­szowe", których ma być w Galicji 79 i dowiaduje się o stosunek kościoła ruskiego do papieża i czem różni się od prawosławia.

Tyle wybrałem spośród stu kilkudziesięciu listów. Okazuje się z nich dowodnie, że stosunki między Berlinem, a Ukraińcami już od r. 1903 stały się ofi­cjalne, przyczem ukraińcy wyraźnie podjęli się roli

 

narzędzia Berlina w walce z Polakami. Wzamian za te usługi cieszyli się poparciem moralnem i mater- jalnem. Pozatem jednak służyli wywiadowi niemiec­kiemu w Galicji i na terenie państwa rosyjskiego, jak możemy to wywnioskować choćby z listu sekre­tarza Schultza do dr. Stefana Barana. Byli ponadto jedynymi informatorami niemieckich czynników rzą­dzących o ruchu ukraińskim i jego zasięgu w Rosji,, albowiem w tym zakresie cechowała Niemców zupeł­na ignoracja, skoro po dziesięcioletnich stosunkach konsulatu pruskiego we Lwowie z Ukraińcami Schultz pyta dr. Barana o stosunek cerkwi unickiej do pra­wosławia. Te informacje i ta współpraca prusko- ukraińska skierowały w czasie wojny światowej eks­pansję wojskową Niemiec na Kijów i Charków i zna­lazły swój polityczny wyraz w pokoju brzeskim.

W parę miesięcy po ujawnieniu tych dokumen­tów wybuchła wojna światowa i armje rosyjskie wkro­czyły do wschodniej Galicji- I nagle wojskowe władze austrjackie zostały zaalarmowane faktem nieoczeki­wanym: oto cały lud ruski w Galicji witał entuzja­stycznie wojska rosyjskie, w każdej wsi pułki carskie znajdowały chętnych przewodników i szpiegów dla swego wywiadu. Przerażone władze austrjackie stra­ciły głowę i jęły się środków barbarzyńskich i dra­końskich. Masowe rozstrzeliwania i wieszania, wywo­żenie księży unickich do obozów koncentracyjnych, palenie wsi, a nawet masowe masakry kobiet i dzieci, spędzonych z szeregu wsi, jak w twierdzy przemyskiej. Austrjacka krajowa komenda żandarmerji we Lwowie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wydała w sierpniu i wrześniu 1914 r. kilka rozkazów, które — wykradzione w parę lat później — opubli­kowane zostały w moim przekładzie na język polski w drukowanem we Lwowie tajnem czasopiśmie »Z chwi- li“ (.NŁ 2 lipiec 1917). Oto rozkaz z dn. 16 sierpnia 1914 roku (pomijam wstęp):

„Żandarmi! Pomnijcie dobrze, co wam teraz powiem, a mówię wam to po raz ostatni! Zbudźcie się z małodusz­ności, wyzbądźcie się ograniczających was małostek i ciasnych, prawnych skrupułów. Dzisiaj istnieje tylko jedna, jedyna spra­wiedliwość, t. j. pomyślność państwa i tej należy przymnażać ze wszystkich sił bez względu na to, czy to zgadza się z upar- temi, prawnemi mądrostkami, czy też nie. Także istnieje jedna, jedyna odpowiedzialność, t. j. odpowiedzialność za bezpie­czeństwo państwa i armji. W obliczu tej jedynej odpowiedzial­ności nie ma już żadnych względów dla niczego i dla nikogo... Dlatego opieka bez zastrzeżeń każdemu patrjocie, a bez­względność bez zastrzeżeń w stosunku do każdego podejrza­nego, kimkolwiekby on był. Pomnijcie dobrze! Zguba każdemu -zdrajcy! Przy niektórych zderzeniach z nieprzyjacielem, gdy wojsko stało w ogniu, zdradzili moskalofilscy chłopi, a nawet, księża — przeciwnikowi stanowiska i siły. Żandarmi zdołali uwięzić podejrzanych, z tych jednak kilku uciekło podczas odwrotu, albowiem troskliwe pilnowanie ich nie było możliwe. Tu należało tych zdrajców nawet na miejscu wyrżnąć! W po­dobnych wypadkach, gdy ma się do czynienia z tak jawną zdradą, należy właśnie sprawić się krótko i nie mieć skrupu­łów z czasów pokoju! (—) Hagauer, podpułkownik”.

Następny rozkaz z dn. 19 sierpnia 1914 r. koń" •czy się tak:

„Skoro tylko dadzą się gdziekolwiek spostrzec oznaki popierania nieprzyjaciela, należy postąpić w sposób bezwzględ­ny. Żaden środek nie jest w tych wypadkach dostatecznie ostry... (—) Kolosvary, generał kawalerji”.

roku:

„W ostatnich czasach mnożą się wypadki zdrady mo~ skalorilów wobec naszych wojsk... Żandarmi! Z powodu niezbyt energicznego odporu zjawia się niebezpieczeństwo, że ruch moskalofilski ośmielony wystąpi tern gwałtowniej i rozprze­strzeni się ku naszej nieobliczalnej szkodzie... Nie ma już dziś czasu na wydawanie tych nędzników sądom wojskowym przesłuchuje się ich i świadków krótko, sporządza się odpo­wiedni protokół i strzela się im w łeb, dając ludziom odstra­szający przykład... (—) Hagauer, podpułkownik”.

I drugi rozkaz z tego samego dnia 20 sierpnia 1914 roku:

„Z powołaniem się na tutejszy rozkaz z dn. 16 sierpnia

  • N° 403 poufne — należy w obliczu wroga każdego po­dejrzanego o zdradę, poprostu zatłuc. (—) Hagauer, podpułko­wnik ".

I wreszcie dn. 19 września 1914 roku rozkaz telegraficzny:

„Pouczyć natychmiast wszystkie posterunki: zaprzestać zupełnie sądownictwa, dopuszczalne użycie broni według art 12 ustawy i art. 65 instrukcji służbowej. Krajowa Komenda Żandarmerii”.

Cała wschodnia Galicja znalazła się aż do czerwca

  • pod władzą wojsk rosyjskich. Po wkroczeniu armij rosyjskich do Lwowa w pierwszych dniach wrze­śnia 1914 r. wygłosił metropolita Szeptycki kazanie w katedrze św. Jura, w którem wystąpił przeciw rzą­dowi rosyjskiemu, zaco wywieziony został do Kijowa,, lecz conajmniej dziwnie określił stosunek cerkwi unic­kiej do prawosławia:

„Kordon padł” — mówił o Ukraińcach kijowskich —„złą­czyliśmy się z naszymi braćmi. U nich ta sama wiara, co

i u nas i tenże sam obrządek. Oni nazywają się prawosławni i my prawosławni. Ale ich prawosławie państwowe, synodalne, rządowe, nasze zaś lepsze i wyższe, gdyż jesteśmy katolikami, uznającymi zwierzchnictwo papieżą. Naszym obowiązkiem dać im wszystko nasze lepsze, naszym obowiązkiem walczyć za naszą wiarę do ostatniej kropli krwi", (cytuje „Prikarpatskaja Ruś* N° 1421).

Przypomina się goszczący u metropolity Szeptyc­kiego na kilka lat przed wojną tajemniczy ksiądz, książę Max bawarski, którego doktryna o braku różnic dogmatycznych między katolicyzmem i prawosławiem została wówczas potępiona przez oficjalny organ wa­tykański. A ludność ruska, pouczana od czasów świę- tojurców, że różnica między unją, a prawosławiem leży tylko w uznaniu władzy papieża, zamiast synodu i cara, wolała uznać potęgę cara, którego wspaniałe wojska okupowały kraj. Mimo to, że władze wojskowe rosyjskie wydały w dn. 8 października 1914 r. zakaz stosowania jakiegokolwiek przymusu na rzecz prawo­sławia, rozpoczyna się masowe, dobrowolne przecho­dzenie Rusinów na prawosławie. Przytoczę dwa cha­rakterystyczne ustępy z pism gmin ruskich, domaga­jących się przysłania popa w miejsce księdza unic­kiego. Wieś Sławna w powiecie Zborowskim pisze w dn. 23 listopada 1914 r.:

„My zawsze byliśmy prawosławni, nie zaś wrogami pra­wosławia. Ongiś Jezuici, a w nowszych czasach mazepińcy wykoślawili naszą cerkiew i nasz obrządek cerkiewny, że teraz sami nie wiemy, czem jesteśmy".

A wieś Snowicz w dniu 4 grudnia 1914 roku:

„Jezuity, Lachy i żydy wymyśliły jakąś unię. My nigdy

I •• M * • * '

S-S; ^ £5

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy unitami. My zawsze byliśmy i będziemy prawosławni".

W marcu zawitał do Lwowa car Mikołaj II. W od­bytem z tej okazji nabożeństwie prawosławnem, które celebrował prawosławny arcybiskup wołyński, Eulog- jusz, asystują mu księża uniccy, choć nie przechodzą na prawosławie. Rosyjskie „Birżewyja Wiedomosti” tak komentują ten niezwykły fakt:

„Podobnego wspólnego nabożeństwa nie było ani razu przez czas wszystkich czterech wieków istnienia unji. Nabo­żeństwo lwowskie tembardziej jest znamienne pod względem kanonicznym, że celebrował je arcybiskup wołyński Eulogjusz i tym sposobem duchowni uniccy służyli wspólnie z archijere­jem prawosławnym; według prawideł cerkiewnych z archirejem służyć mogą tylko ci kapłani, którzy uznają jego zwierzchnictwo kanoniczne".

W maju 1915 r. gdy Rosjanie naskutek klęski pod Gorlicami poczęli się wycofywać z Galicji wschod­niej, istniało już 200 zorganizowanych parafij prawo- sławnych, a 300 było w stadjum organizacji, zaś kil­kudziesięciu księży unickich przeszło na prawosławie. Nie zapominajmy, że ogromną większość księży sprzy­jających Rosji Austrjacy już przedtem pomordowali, lub wywieźli do obozów koncentracyjnych.


Ofensywa państw centralnych doprowadziła w ro­ku 1915 do odbioru większej części wschodniej Gali­cji, a ponadto posunęła wojska niemieckie i austr­iackie poza granice Królewstwa Polskiego na ziemie, zamieszkałe przez prawosławną ludność ruską i biało­ruską. Odtąd Berlin i Wiedeń poczynają liczyć na możliwość zawarcia odrębnego pokoju na wschodzie.

a za drogę, wiodącą do tego celu, uważają — poza intrygami na dworze carskim — szachowanie Rosji groźbami. Tej polityce wojennej należy zawdzięczać, obok proklamacji Królestwa Polskiego w dn. 5 listo­pada 1916 roku, odżycie rachub na zastraszenie Rosji separatyzmem ukraińskim. W obliczu tych rachub zmienia się kurs wobec ukraińców. Jużwmaju 1915ro- ku zaraz po bitwie gorlickiej, jako pierwszy akt powrotu do dawnej polityki, następuje zwolnienie Ru­sinów, internowanych masowo w obozach koncentra­cyjnych.

Politycy ukraińscy podchwytują moment i usi­łują nawiązać do harmonijnej współpracy z okresu przedwojennego i zatrzeć w pamięci wydarzenia w Galicji z pierwszego okresu wojny. W Wiedniu, a szczególnie w Berlinie organizują od roku 1915 wielką akcję prasową, mającą zachęcić państwa cen­tralne do ponownego podjęcia sprawy „wielkiej Ukra­iny11, zdolnej zniweczyć potęgę rosyjską na zawsze. Wychodzą książki, pisane przez ukraińców w języku niemieckim, zaś w Berlinie pojawia się perjodyczne wydawnictwo „Die Ukrainę”, pomieszczające rozpra­wy polityków ukraińskich i niemieckich. Ukazują się opracowane przez ukraińców mapy, na których wid­nieje „wielka Ukraina od Kaukazu do Lublina1*.

Politycy ukraińscy wiązali losy „wielkiej Ukra­iny* ze zwycięstwem Niemiec i Austrji, musieli więc ją ograniczać do ziem, pozostających pod suweren­nością rosyjską; nie mogli głosić jawnie programu oderwania wschodniej Galicji od Austrji. Głosili więc

program wyodrębnienia wschodniej Galicji aż po San w autonomiczną prowincję ukraińską pod berłem Habsburgów.

„Narodowy podział Galicji* — wyjaśniał dr. Michał Ło­ziński w broszurze p. t. „Die Schaffung einer ukrainischen Provinz in Oesterreich", wydanej w Berlinie w r. 1915 (patrz str. 75) — „byłby tylko usunięciem polskich przywilejów, sprzecznych z nowoczesnemi poglądami na wolność narodową. Natomiast nie byłby on poderwaniem narodowych praw poi' skiego ludu, których mógłby ten zażywać w polskiej prowincji, utworzonej z polskiego obszaru Galicji*, (a więc na zachód od Sanu — przyp. autora).

Wódz ruchu ukraińskiego, importowany z Kijowa, prof. Hruszewski, wydaje w Wiedniu w r. 1915 bro­szurę p. t. „Die ukrainische Frage in historischer Entwicklung", w której przestrzega państwa centralne przed skutkami niepodjęcia sprawy wielkoukraińskiej:

„Bliska przyszłość" — pisze na str. 52 — „przyniesie nam rozstrzygnięcie. Każdy znawca stosunków wschodnioeu­ropejskich musi zapowiedzieć z góry, że problem ukraiński — jeżeli nie zostanie rozwiązany przez obecną wojnę — stanie się źródłem nowych wstrząśnień we wschodniej Europie*.

Trzeba było oczywiście wykazać, że lud ukraiń­ski po stronie rosyjskiej nie będzie biernym czynni­kiem w walce o własne państwo, lecz poprze czynnie Niemcy i Austrję, a w przyszłości stanie przy ich boku, jako stały sprzymierzeniec. Temu zadaniu po­święcone zostało wychodzące w Berlinie czasopismo „Die Ukrainę".

„O dziejach Ukrainy”, — pisze w niem w artykule p. t. „Die wiedererwachte Ukrainę” poseł E. Lewicki (Rok 1916 ze­szyt 12 str. 77) — „jej położeniu geograficznem i nieprzebra-

nych bogactwach tej ziemi, a wreszcie o jej poiitycznem zna­czeniu międzynarodowem pisano już wiele w ciągu wojny, szczególnie w Niemczech. Przyczyniło się to istotnie do po­znania krąju i jego przeszłości. Natomiast w rozważaniu pro­blemu ukraińskiego dotknięto zaledwie, a może nawet pomi­nięto pytanie, jak to lud ukraiński po jego całkowitem zgnie­ceniu podźwignąUsię ze swego smutnego położenia i pomimo tak trudnych warunków zewnętrznych umiał wywalczyć sobie na nową duchową i polityczną indywidualność. Albowiem lud ten dokonał wszystkiego, a także i tego, czem może się wy­kazać w swym duchowo-politycznym rozwoju jedynie i wyłącz­nie własnemi siłami; w dążeniach swych nie znalazł opiekuna, ani sprzymierzeńca aż do czasów wojny, jeżeli wyłączymy po­litycznie dogodne warunki, które dawała mu konstytucja au­striacka”.

Opiekę i przymierze, które ujawniły dokumenty, opublikowane bezpośrednio przed wojną przez Fr. Krysiaka, pominął polityk ukraiński z łatwo zrozu­miałych względów. A tymczasem polityków i wojsko­wych niemieckich coraz bardziej nęciły perspektywy rozwalenia Rosji i zdobycia sobie drogi aż ku Indjom. Istotę planów niemieckich w tej dziedzinie, mogą­cych mieć walor i dzisiaj jeszcze, odsłania w cyto- wanem już czasopiśmie „Die Ukrainę” w roku 1916 dr. Falk Schupp w artykule p. t.: „Ukraina, pomost niemiecki do krajów Wschodu”, (zeszyt 12, str. 102)

„Jeżeli spojrzymy na mapę”, — pisze — .to spostrze­żemy, że droga z Berlina do Odesy jest krótsza niż droga- z Berlina do Konstantynopola. Ujrzymy dalej, że przez Warszawę, Kijów, Rostów nad Donem, a dalej przez Ty- flis, Tebris wiedzie bezpośrednia droga kolejowa do zatoki perskiej, a stąd do Indyj. Rosja chciała przy pomocy swego serbskiego wasala zatarasować państwom centralnym drogę

przez Bałkan, aby je odciąć na trwale od ich tureckiego przy­jaciela. Gdyby to się powiodło, to państwo Osmanów byłoby przez mocarstwa entente’y przecięte, jak tort i podzielone. Toteż przepędzenie Rosji znad morza Czarnego przywraca polityczną równowagę naszej części świata wobec Wschodu i otwiera uzasadnione widoki na ożywienie kultury krajów kaukaskich, szczególnie Gruzji, oraz graniczących z nię części Azji. Bismarck rozpoznał był te polityczne skutki z właściwą mu bystrością i dlatego to polecił w 1888 r. filozofowi, Edwar­dowi v. Hartmann wystąpienie z projektem przywrócenia wielkiego miasta Kijowa, czyli Ukrainy. Choćby te projekty były wówczas tylko politycznym szachem, przeznaczonym na to, aby Rosję, coraz bardziej zadufaną w sobie, połechtać w piętę Achillesowy — to jednak są w nich zawarte wytyczne naszej polityki, w myśl których dobrze byłoby podążyć. Jeżeli przedtem półwysep bałkański uchodził w polityce europejskiej za kocioł czarownic, a rozwiązywanie jego zagadnień za dowód mistrzostwa w sztuce państwowej w zakresie Wschodu, to dzisiaj zadanie to kryje się, jak karzeł, za problemem ukra­ińskim, którego wymiary muszą być uznane za olbrzymie”.

♦ * • «

Rewolucja marcowa 1917 r. w Rosji, detronizu- jąca cara, otwarła przed państwami centralnemi mo­żliwość realizacji ich planów ukraińskich i rozpaliła nadzieje ukraińskich polityków. Ale dopiero przewrót październikowy 1917 r., doprowadzający do władzy Lenina i Trockiego pchnął Niemcy i Austrję do po­djęcia sprawy ukraińskiej na wielką skalę. Bolszewicy bowiem wstrzymali odrazu kroki wojenne na froncie i patronowali dzikiej demobilizacji całej armji rosyj­skiej. W rozpoczętych z delegacją bolszewicką per­traktacjach państwa centralne odrazu wyłączyły spod kompetencji rosyjsko-komunistycznej delegacji poko­jowej sprawy ukraińskie. Już przedtem w dn. 2 grud-

nia 1917 r. odbył się w Kijowie na zasadach stano­wienia narodów o sobie, głoszonych przez bolszewi­ków, zjazd Centralnej Rady ukraińskiej pod przewo­dnictwem znanego nam już dobrze prof. Hruszew- skiego. Przedstawicielstwo tej Centralnej Rady po- powołały teraz państwa centralne do rokowań o pokój, tworząc poza plecami bolszewików delegację ukra­ińską do rokowań z sobą. W dyskusjach, toczonych w Brześciu litewskim, okupowanym przez wojska nie­mieckie, wynikł spór z delegacją rosyjsko-bolszewicką o zasady pokoju i kompetencje niezależnej od bol­szewików delegacji ukraińskiej do zawarcia osobnego pokoju, zaś austro-węgierski minister spraw zagra­nicznych, hr. Czernin, w dn. 4 lutego 1918 r. złożył imieniem państw centralnych następujące oświadcze­nie w tej sprawie na posiedzeniu z delegacją ukra­ińską :

„Nie mamy powodu do cofnięcia lub ograniczenia po­twierdzonego na posiedzeniu plenarnem z dn. 12 stycznia r.b. uznania delegacji ukraińskiej za delegację samodzielną i za upełnomocnione przedstawicielstwo ukraińskiej republiki ludo­wej. Przeciwnie, uważamy raczej za stosowne już teraz uznać ukraińską republikę ludową za niepodległe, wolne, suwerenne państwo, które znajduje się w tej sytuacji, że może samodzielnie zawierać układy międzynarodowe”.

Jakkolwiek przedmiotem rokowań o granice Ukra­iny miały m. in. stać się terytorja, wchodzące w skład utworzonego przez państwa centralne aktem z dnia 5 listopada 1916 r. Królewstwa Polskiego, przedsta­wicielstwo warszawskiej Rady Regencyjnej nie zostało dopuszczone do rokowań i na posiedzeniu z dnia 9

lutego nad ranem delegaci państw centralnych pod­pisali ze swoją delegacją ukraińską pokój w Brześciu litewskim, ustanawiający ^wschodnie granice „wielkiej Ukrainy”. Podpisanie aktu uczcił imieniem państw centralnych niemiecki sekretarz stanu do spraw za­granicznych, v. Kuehlmann, uroczystym przemówieniem:

„Panowie! Nikt z Panów nie zechce się usunąć od oce­ny historycznego znaczenia tej chwili, w której przedstawicie­le czterech sprzymierzonych państw zeszli się w tej oto sali z przedstawicielami ukraińskiej republiki ludowej, aby podpi­sać pierwszy pokój, który został zawarty w czasie wojny świa­towej. Sprzymierzonym delegacjom sprawia szczególną satys­fakcję fakt, że pokój zawarły z młodym organizmem państwo­wym, który się wyłonił z zamętu wielkiej wojny. Niechaj ten pokój będzie pierwszym z szeregu traktatów pokojowych, pełnym błogosławieństw zarówno dla państw sprzymierzonych, jak i dla ukraińskiej republiki ludowej, której wszyscy życzy­my najlepszej przyszłości”.

Wytyczone w Brześciu granice^wschodnie Ukra­iny miały pójść po linji Tarnogród—Biłgoraj—Szcze­brzeszyn—Krasnystaw — Puchaczów—Radzyń—Między­rzecz—Sarnaki —Mielnik—Wysokie litewskie—Kamie­niec litewski — Prużany—Wyganowicze. Odcinały więc na rzecz republiki ukraińskiej z granic dzisiejszego państwa polskiego następujące obszary: 1) całe wo­jewództwo wołyńskie i większość poleskiego, 2) po­łowę województwa lubelskiego z Chełmem, i Zamoś­ciem i całem Podlasiem, przyczem granica miała iść tuż na wschód od samego Lublina, 3) południowy skrawek województwa białostockiego, 4) ponadto całe województwa stanisławowskie i tarnopolskie, oraz prawie całe województwo lwowskie, połączone z au-

* zaeMtue

strjacką Bukowiną, miały utworzyć — czego nie opu­blikowano — autonomiczną, ukraińską prowincję pod berłem Habsburgów. Oczywiście województwa wileń­skie, nowogrodzkie, reszta poleskiego i prawie całe białostockie również nie miały wchodzić w skład Królestwa Polskiego, tak samo jak poznańskie, pomor­skie, śląskie, krakowskie i reszta lwowskiego.

Wobec rozejścia się wojsk rosyjskich i deklaracji Trockiego, kończącej wojnę bez zawarcia pokoju, wmaszerowały wojska niemiecko-austrjackie w głąb południowej Rosji i zajęły Kijów i Charków. Zaczęła się po parotygodniowych rządach z ramienia Cen­tralnej Rady organizacja pod protektoratem wojsk niemieckich rządu ukraińskiego z hetmanem Skoro- padzkim na czele. Równocześnie w austrjackiej Bu­kowinie pod opieką Austrji, a pod wodzą atamana Witowskiego, sformowano oddziały legionistów ukraiń­skich, t. zw. strzelców siczowych, pochodzących z Ga­licji; oddziały te niebawem odegrały znaczną rolę w walce o Lwów.

Tymczasem nastąpił pogrom państw Centralnych i rozpad Austro-Węgier. Wojska niemieckie na wscho­dzie zostały odcięte od macierzy i wycofywały się spiesznie. Straciwszy poparcie wojsk niemieckich upadł natychmiast w Kijowie umiarkowany rząd hetmana Skoropadzkiego, a miasto zostało opanowane przez ukraińskich radykałów z atamanem Petlurą na czele. W tym samym czasie we wschodniej Galicji władze wojskowe i cywilne austrjackie poczyniły wszelkie przygotowania, mające na celu przekazanie władzy

 

Ukraińcom. Wiedeń roił sobie nadzieje zatrzymania dla Habsburgów korony Zachodniej Ukrainy i w zwią­zku z tymi nadziejami arcyksiąże Wilhelm Habsburg, syn arcyksięcia Karola Stefana z Żywca, niedawnego kandydata do korony polskiej, został odkomendero­wany do wschodniej Galicji i później, w początku walk polsko-ukraińskich, przebywał stale w głównej kwaterze ukraińskiej, jako „Wasyl Wyszywany". Na parę tygodni przed katastrofą Austrji kadry pułków, rekrutujących się z Rusinów, zostały przeniesione do wschodniej Galicji, podczas gdy polskie pułki trzyma­no zdała od kraju.

Ukraińcy nie próżnowali. W dn. 17 października 1918 r. delegacja Narodnej Rady powzięła we Lwo­wie uchwały, w których

„1) postanowiła ze względu na stanowisko Polskiej Ko­misji Likwidacyjnej w stosunku do suwerennej państwowości ukraińskiej we wschodniej Galicji dla wszystkich władz i urzę­dów ukraińskiego państwa rozporządzenie bezwzględnie obo­wiązujące. Ukraińska Narodna Rada, jako naczelna władza su­werennego ukraińskiego państwa, rozkazuje, by wszystkie za­rządzenia Polskiej Komisji Likwidacyjnej na terenie ukraiń­skiego państwa uważać za pozbawione wszelkiej mocy prawnej i zakazuje ich wykonywania pod odpowiedzialnością przed Ukraińską Narodną Radą.

  • Delegacja Ukraińskiej Narodnej Rady uznaje ukraiń­ski legjon siczowych strzelców za początek i zawiązek naro­dowej siły zbrojnej ukraińskiego państwa i postanawia, że wszystkie ukraińskie pułki, jakie dotychczas pozostawały w związku z c. k. armją, podlegają rozkazom atamana Ukra­ińskiej Narodnej Rady.
  • Delegacja Ukraińskiej Narodnej Rady wzyw;a austrjac-;

ki likwidacyjny rząd i c. k. komendę naczelną austrjackiej

armji, by oddala wszystkie austrjackie pułki, o których mowa,

do rozporządzenia Ukraińskiej Naczelnej Radzie i przeniosła

bezwlocznie wszystkie kadry tych wojskowych oddziałów do kraju.

Za delegację Ukraińskiej Narodnej Rady: Kost Lewicki, Iwan Kiweluk".

Uchwałę tę opublikowali ukraińcy dopiero w dwa tygodnie później, po dokonaniu zamachu na Lwów i wschodnią Galicję. Tymczasem w dn. 18 paździer- rnika 1918 roku obradowała we Lwowie konstytuanta ukraińska i zażądała od austrjackiego prezydenta mi­nistrów, hrabiego Lammascha, przekształcenia Galicji wschodniej wraz z Bukowiną na niepodległe państwo ukraińskie w związku dynastycznym z Austrją. W kil­kanaście dni potem austrjacka rada ministrów w obli­czu upadku państwa uchwaliła nakazać namiestnikowi we Lwowie, generałowi hr. Huynowi, przekazanie władzy nad wschodnią Galicją Ukraińskiej Narodnej Radzie (patrz: W. Kuczabski, „Die Westukraine im Kampfe mit Polen und dem Bolscheviśmus”, Berlin 1934 str. 33).

Istotnie w nocy z 31 października na 1 listopada 1918 r. władze austrjackie w tajemnicy przed Pola­kami przekazały Ukraińskiej Narodnej Radzie władzę cywilną i wojskową, koleje, policję, objekty i maga­zyny wojskowe, budynki państwowe i znacznę fundu" sze. Komenda główna i inne dowództwa ukraińskie zasilone zostały oficerami niemieckimi i austrjackimi,. narodowości niemieckiej, ci zaś kierowali później,

przez szereg miesięcy wojskiem ukraińskiem w walce z Polakami.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location