Od tego dnia zjawia się mord polityczny, jako normalna broń, w arsenale ruchu ukraińskiego w walce z polskością. Zamach Fedaka, zamordowanie kuratora Sobińskiego, mord na Hołówce i t. d. — to już tylko owoce z tego drzewa, które w dn. 12 kwietnia 1908 zasadziła partja ukraińska w swym politycz- nym ogrodzie.
Zaraź po morderstwie jeden z przywódców ukraińskich, znany nam już poseł Budzynowski, depeszuje z Wiednia triumfalnie do redakcji „Diła”: „Vivat sequens!” Kolej na następnego! A drugi poseł, E. Le-
wieki, depeszuje do siostry mordercy; „Ogólne zadowolenie narodowe niech ci będzie pociechą!" Poseł Trylowski w wywiadzie z pismem wiedeńskiem „Neues Wiener Journal” wypowiada się, że jest „przekonany, iż czyn Siczyńskiego będzie sławiony w całym narodzie ruskim, jako czyn bohaterski". A „Diło” z dn. 15 kwietnia 1908 r. w artykule p. t. „Polityczny nekrolog hr. Potockiego” pisze;
„Sejmowe wybory, ten ostatni polityczny akt ś. p. namiestnika, były nietylko gwaltownem złamaniem naszych wyborczych praw; były także aktem zwyczajnego wiarołomstwa butnego polskiego magnata wobec wyższej swojej władzy i wobec naszego narodu, aktem, który mógł bardzo poważnie za- chwiaćjego stanowiskiem.Tymczasem austrjacki rząd ukorzył się przed polskim magnatem, zostawiając dalej nasz naród jemu na łup. I kto wie, czy nie ta właśnie okoliczność przyczyniła się do tego, że młody syn naszego narodu zdecydował się ostatecznie sam na własną rękę usunąć siłą tego, przeciw któremu cała polityczno-pąrlamentarna siła narodu okazała się bezsilna".
Wkrótce potem „Diło" pisze już wyraźnie (w dn. 24 kwietnia 1908 r.):
„Mordercy polityczni przechodzą do historji, a poeci i artyści uwieczniają ich”.
Jeszcze w rok później, gdy morderca, Siczyński, stanął przed lwowskim sądem przysięgłych, czytamy w „Dile“ z dn 14 kwietnia 1909 r. taką groźbę na wypadek, gdyby sąd wyniósł wyrok śmierci:
„Wasza wina, jeśli za taki posiew w chwili dzisiejszej zbierzecie w przyszłości takie plony, jakie zebraliście przed rokiem za taki posiew w przyszłości. Kto wiatr sieje, burzę zbierał”.
A oto ustęp z przemówienia obrońcy, posła ukraińskiego, Okuniewskiego:
„Lud wiejski, doprowadzony naszemi stosunkami spo- lecznemi, brakiem ziemi i chleba do rospaczy, rzuca się w strajki agrarne lub emigruje do Ameryki. Jęki i krzyki po kraju, a tu nadchodzi agitacja za reformą wyborczą. Wśród takich ciężkich chwil przyjeżdża ś. p. Potocki zaraz po mianowaniu do sąsiedniego sioła, do Drohiczówki nad Dniestrem i tu za stołem przy szumnych toastach, jako cesarski namiestnik, przemówił publicznie, a dzienniki rozniosły po ca- całym kraju te słowa: „Mówią nam, że były niegdyś Żółte Wody; tak, były, ale było także Beresteczko". Przyznaję, że mnie osłupieniem przejęły te słowa. Jakto myślę, namiestnik cesarski, zamiast przyjaznego uspokojenia wzburzonych mas, wywołuje z pobojowiska, okrytego tysiącami trupów, krwawego upiora narodowych tłumów? Przemówiły widać przodki w Potockim, a na to krwawe wezwanie ktoś niebawem odpowie. J stało się. Odpowiedź przyszła! Czy był wówczas Siczyński tylko orężem sądu, czy historyczną Nemezis— Bóg jeden wie. Baczcie zatem, panowie, by wyrok świetnej historji nie musiał kiedyś poprawić Waszego dzisiejszego wyroku".
Gloryfikacja mordercy przez partję ukraińską szła niepowstrzymanie. Duchowy wódz ruchu ukraińskiego, prof. HruszewsKi, pisał w „Dile“:
.Żydowska tradycja przekazała nam skreślony z głębokim pietyzmem obraz heroicznej niewiasty, Judyty, która, podstępnie podkradłszy się, morduje wroga swego narodu".
W dn. 3 lipca 1908 r. ogłasza „Diło” zbiórkę na fundusz im. Oleny Siczyńskiej, matki Mirosława! A później jeszcze po skazaniu mordercy na śmierć i podaniu do łaski cesarskiej przez polski sąd sięgnęło „Diło” do takiego porównania:
„Tak Piłat, oddawszy Chrystusa na śmierć, umywał ręce, tak Judasz całował Chrystusa oddawszy go wrogom”.
Pojawiły się pocztówki ukraińskie z wizerunkiem Siczyńskiego, a na zebraniach wznoszono okrzyki na jego cześć. Gdy zaś morderca, ułaskawiony przez cesarza na dożywotnie więzienie, przy pomocy polskich władz i straży więziennej uciekł z więzienia w Stanisławowie, wybuchł w obozie ukraińskim istny szał radości. Organ ludowy partji ukraińskiej „Swoboda” z dn. 16 listopada 1911 r. takie pomieszcza impresje o wrażeniu, jakie ucieczka Siczyńskiego rzekomo miała wy- wrzeć w pewnej wsi:
„Wiadomość wywołała we wsi wielkie wrażenie. Wszystko, co żyło, porzuciło pracę. Włościanie poczęli tłumnie zbierać się na ulicach. Przez całą noc nikt prawie we wsi nie spał. Gdy w niedzielę zjawiła się przed cerkwią gazeta, wszyscy wyszli z cerkwi tak, że oprócz księdza i djaków nikt w cerkwi nie został. Włościanie drżą na myśl, że Siczyńskiego mogą złapać. „Boże! Boże! — biadają — żeby jeszcze dzień, żeby jeszcze tydzień! Może Pan Bóg mu dopomoże! U nas od piątku nikt spać nie może. Gdyby tak można Siczyńskiego po kawałeczku schować, to byśmy go uchowali pod sercem. Chyba wraz z sercem by go nam wyrwali! Wy, inteligenci, nie odczuwacie, ale my, chłopi, czujemy, że on nasze serce, że on nasza krew!*
A parę dni później ta sama ludowa „Swoboda” z dn. 23 listopada 1911 r. pisze:
„Taki człowiek, jak Siczyńslu, to ma w sobie cudowną siłę i ta siła cudem go wyprowadziła z murów więzienia. Bramy same się pootwierały, mury same się rozstąpiły a wszyscy dozorcy na tę chwilę oślepli i oniemieli. On mógł był już dawniej wyjść z murów, ale wolał żyć zamknięty przez trzy
lata, aby odpokutować grzechy narodu ruskiego. Za nasze grzechy on tam marnował swoje młode dnie i noce. Aż gdy odpokutował w zamkniętych murąch grzechy swego narodu, wtedy wstąpiła w niego cudowna siła i spadły z niego kajdany. Teraz on wolny i niema już mocy, któraby go ujęła. A dlatego on dostał taką siłę, bo mu żal nie było oddać swego życia za naród. Jak będzie więcej takich, jak on, to dopiero wtedy nasz naród będzie wolny".
Zaiste, czy nie dziwny mesjanizm? Toteż Si* czyński, uszedłszy do Ameryki, stał się tam przywódcą emigracji ruskiej i ukraińskim bohaterem narodowym, obwożonym z miasta do miasta.
Czy wolno dzisiaj wpadać w zdumienie, że taka szkoła wychowawcza rodzi O. U. N , tę organizację, w której ideowi szaleńcy o duszy wschodniej, pospolici zbrodniarze, dziewczęta w stylu Narodnej Woli rosyjskiej i konfidenci policji mieszają się dziwnie? I czy sposób jeszcze prześlepiać ten prosty fakt, że kierownicze koła ukraińskiego ruchu z organizacją terroru wiąże niesubtelnie ukryta nić?
Dzień 12 kwietnia 1908 r. — to plon działalności Romańczuków i Badzynowskich, to kwiat ideologji prof. Hruszewskiego. To w ruchu ukraińskim data historyczna.
\
Wybory sejmowe, przeprowadzone przez Andrzeja Potockiego w grudniu 1907 roku, w wyniku których obóz ukraiński utracił połowę swych mandatów sejmowych na rzecz stronnictwa staroruskiego,. były ostatnim samodzielnym aktem polskiej administracji w Galicji, w którym mogła ona sobie pozwo~ lić na politykę, dyktowaną polską racją stanu. Zamordowanie namiestnika Potockiego przez ukraińców zeszło się z początkiem okresu, w którym austrjackie interesy, wynikające z wymogów zagranicznej polityki monarchji, poczynają ciążyć już wszechmożnie nad jej polityką wewnętrzną; polska administracja w Galicji traci odtąd wobec ruchu ukraińskiego swobodę działania.
Jesienią 1908 r. ogłosiła Bułgarja w porozumieniu z Austro-Węgrami swą pełną niezależność wobec Turcji; nazajutrz Franciszek Józef obwieścił wcielenie Bośni i Hercogowiny do monarchji Habsburskiej. Zaskoczona Rosja, której polityka bałkańska została tak mocno zaszachowana, próbowała nacisku dyplomatycznego, na który Austro-Węgry odpowiedziały próbną
mobilizacją. Rosja, nieprzygotowana do wojny, musiała ustąpić tern bardziej, że Niemcy dały jej do zrozumienia, że stanęłyby zbrojnie po stronie Austro- Węgier.
Odtąd naprężenie między Austrją i Rosją trwa już nieprzerwanie aż do wojny światowej Jesienią 1912 r. Austrja zostaje zaskoczona przygotowanym przez Rosję wybuchem wojny bałkańskiej, w której Serbja, Bułgarja i Grecja rozgromiły wojska tureckie. I znowu Austrja zarządza częściową mobilizację prze- ciw Rosji i wydaje się, że wojna wisi na włosku. I nagle w roku 1913 po zakończeniu wojny bałkańskiej armja bułgarska za podszeptem Austrji uderza na wojska serbskie i greckie, lecz wkroczenie armji rumuńskiej doprowadza Bułgarję do klęski w tej krótkotrwałej, drugiej wojnie bałkańskiej. Rosja więc umocniła swą pozycję na Bałkanach. Odtąd Austro-Węgry Czują się stale zagrożone popieraną przez Rosję irre- dentą serbską i gotują się przy poparciu Niemiec do wojennego wkroczenia na półwysep bałkański. Zamordowanie austrjackiego następcy tronu w czerwcu 1914 roku to już tylko pretekst do wybuchu wojny.
Rosja, świadoma bliskiej rozprawy z Austrją, od roku 1908 zdaje sobie sprawę, że wschodnia Galicja stanie się terenem przyszłej wojny. Toteż podejmuje usilne starania, by ożywić zdławiony przez Austrję ruch filorosyjski; z Petersburga poczynają płynąć hojnie ruble na agitację wśród ludności ruskiej. Znowu głoszą agitatorzy hasła pełnej jedności ludu ruskiego z narodem rosyjskim i propagują prawosławie; w roku
1908 organizują wielką pielgrzymkę unickich Rusinów do prawosławnego Poczajowa. Nasilenie propagandy rośnie i w dn. 2 lutego 1909 roku udaje się wyznawcom Moskwy po wodzą Dudykiewicza i Markowa opanować władze partji staroruskiej. Starzy działacze sta- roruscy opuszczają szeregi partji, zdobytej przez rosyjskich radykałów, a w ich siedzibie politycznej roz- gaszczają się następcy owych „Wielkorusów”, zdemaskowanych ongiś w procesie Olgi Hrabar i Dobrjań- skiego. Równolegle w Rosji w Dumie i prasie podnoszą się coraz mocniej głosy, że wschodnia Galicja — to kraj rdzennie rosyjski, jęczący w niewoli austrjackiej i polskiej. W związku z tą propagandą przygotowuje Rosja wyłączenie Chełmszczyzny z granic Królestwa Kongresowego, by ten kraj poddać intensywnej rusyfikacji. Ziemia chełmska ma stanowić pomost między Wołyniem, a zachodniemi powiatami Wschodniej Galicji. Im bliżej wybuch wojny, tern groźniejsza dla Austrji staję się agitacja rosyjska wśród Rusinów. Liczne przejścia na prawosławie, mnogie procesy o szpiegostwo i zdradę stanu — oto jej widoczne sukcesy. Kraj został zalany rublami rosyjskiemi i podminowany przeciw Austrji. Rezultaty tej akcji rosyjskiej ujawniły się w całej pełni dopiero na początku wojny i podczas zajęcia Galicji wschodniej przez wojska rosyjskie.
Tak więc okres, poprzedzający bezpośrednio wojnę światową, zastał wśród Rusinów galicyjskich wyznawców trzech narodowości: przedstawicieli narodu „ukraińskiego", przyznających się do łączności
narodowej z Kijowszczyzną i działających w partji ukraińskiej, ukraińsko-radykalnej oraz w t. zw. grupie „Rusłana", skupionej około metropolity Szeptyckiego (rodzaj chrześcijańskiej demokracji wiejskiej); następnie przedstawicieli narodu rosyjskiego, którzy pod wodzą Dudykiewicza opanowali stronnictwo starorus- kie i głosili jedność narodową z Moskwą; wreszcie dawnych starorusinów, którzy za przewodem posła Korola opuścili stronnictwo staroruskie, opanowane przez „Wielkorusów” i głosili odrębność narodu ruskiego w Galicji, poczuwając się jedynie do więzi kulturalnej z narodem rosyjskim.
Austrja w tej sytuacji przy trwałem naprężeniu jej stosunków z Rosją widziała oczywisty interes w tłumieniu propagandy rosyjskiej i rozpoczął się szereg procesów politycznych i aresztowań, zwróconych przeciw agitatorom rosyjskości i prawosławia. Z drugiej strony i tak od lat już wyraźne popieranie ruchu ukraińskiego staje się od r. 1908 zdecydowaną i silnie akcentowaną polityką Wiednia. Nie przesądzałoby to atoli ustosunkowania się rządu wiedeń" skiego wobec Polaków, którzy przecież w zaborze austrjackim ujawniali sympatje austrjackie i wierność dla dynastji, gdyby nie perspektywy, sprytnie podsunięte przez polityków ukraińskich, na groźne zaszachowanie Rosji na jej własnem terytorjum- Jeżeli — jak to przytoczyłem już poprzednio — o stosunkach politycznych za kordonem rosyjskim nie miał zielonego pojęcia prezes Koła Polskiego, Biliński, to ignorancja wiedeńskich mężów stanu w tej dziedzinie
była jeszcze bardziej idealna. To też obietnice polityków ukraińskich, że za Austrją i Niemcami, a przeciw Rosji opowie się w razie wojny cały naród ukraiński od Sanu aż po Wołgę, zawróciły w głowie statystom nad Dunajem. Ukraińcy manewrują sprytnie. Opowiadają cuda o ruchu ukraińskim w Rosji. W roku 1912 poseł Okuniewski mówi w parlamencie o licznych posłach ludu ukraińskiego, działających w rosyjskiej Dumie, choć byli nimi... skrajni nacjonaliści rosyjscy! Słynny profesor Hruszewski, sprowadzony ongiś do Lwowa z Kijowa przez twórców zawartej w roku 1899 ugody polsko-ruskiej, choć po przybyciu do Lwowa uczył się dopiero języka ruskiego, zwanego później ukraińskim, po r. 1908 zapowiada rozbicie Rosji przez federację Ukrainy, sięgającej od Karpat aż po Kaukaz, z Czarną Rusią, Białą Rusią, Litwą, Łotwą, Estonią i Finlandją.
Berlin i Wiedeń zachłystywały się ukraińską przynętą, a politycy ukraińscy manewrowali chytrze na terenie wiedeńskim przeciw Polakom, oskarżając ich o sympatje dla Rosji i Słowiańszczyzny. Ułatwiała im grę antyniemiecka postawa całego społeczeństwa polskiego w okresie Wrześni i wywłaszczenia, podczas gdy ukraińcy, jedyni ze Słowian austrjackich, popierali z zapałem przymierze austro - niemieckie. Zachowując niezmiennie grymaśną postawę opozycyjną wobec rządu wiedeńskiego, który wydał ich rzekomo na łup Polakom, poczęli czynić zaszczytne wyróżnienie dla ministra spraw zagranicznych. W grudniu 1911 r. przedstawiciel ukraińców w t. zw. delegacji
po raz pierwszy głosuje manifestacyjnie za budżetem ministra spraw zagranicznych. W numerze z dnia 2 stycznia 1912 r. „Diło“ tak komentuje to stanowisko:
„Ukraiński naród i ukraińską sprawa traktowana przez Austrję ze stanowiska aspiracyj zagranicznych, już nieraz wpływała i w przyszłości wpływać będzie na kierunek wewnętrznej polityki kierowników państwa, odbijała słę i będzie się odbijać na doli naszego narodu tak w granicach, Austrji, jak i poza jej granicami. W ten sposób naród ukraiński jest choć nie aktywnym, to bodaj biernym czynnikiem i to bardzo ważnym w zagranicznej polityce monarchji. Nie zmienia to rzeczy, że to nasze znaczenie w zagranicznej polityce miało dla nas dotychczas bardzo fatalne następstwa. W przyszłości, gdy tego wymagać będzie zagraniczna polityka, a na to jakby się zanosiło, kierownicy państwa mogą skorzystać z przysłowia, że każdy kij ma dwa końce. Dotychczas bili bez korzyści końcem polskim, otóż od jutra mogą zacząć bić ruskim końcem".
Od roku 1908 Wiedeń w jawnem porozumieniu z Berlinem poczyna przygotowywać bicie Rosji „ruskim końcem”. Pozyskanie Ukraińców w roli narzędzia w polityce antyrosyjskiej zależy jednak od spełnienia jednego warunku wstępnego: od złamania przez rząd wiedeński roli Polaków we wschodniej Galicji na rzecz hegemonji ukraińców. I jeżeli co wpływa jeszcze chwilowo na hamowanie tej akcji, to chyba perspektywy niemicko-austrjackie na równoczesne zaszachowanie Rosji powstaniem polskiem w Królestwie.
Wkrótce po zamordowaniu namiestnika Potockiego ukraińcy zakrzątnęli się w Wiedniu około sprawy jego następcy. Wysunęli żądanie mianowania na to stanowisko urzędnika, Niemca, jak to stale bywało przed r. 1848. Na tak jawne zdeptanie Koła Polskiego
rząd wiedeński jednak iść nie mógł i znalazł wyjście, zaakceptowane przez ukraińców, przez powołanie na stanowisko namiestnika Michała Bobrzyńskiego, jednego z twórców ugody austrjacko-polsko-ruskiej z roku 1890, twórcy ruskich gimnazjów.
Nominacja Bobrzyńskiego, jako odpowiedź na mord polityczny, stała się zapoczątkowaniem radykalnej zmiany kursu wobec ukraińców. Nowy namiestnik natychmiast odgrodził się od linji politycznej swego poprzednika i poszedł po drodze naginania polskich interesów do nakazów politycznych, płynących z Wiednia. Po gloryfikowanym w obozie ukraińskim mordzie politycznym, dokonanym na przedstawicielu polskiej administracji w Galicji, nastąpił wobec ukraińców z całą siłą narzucany społeczeństwu polskiemu kurs pobłażania i ugody. Symbolem nowej taktyki stała się sprawa mordercy, Siczyńskiego. W trzy miesiące po zbrodni sąd przysięgłych we Lwowie skazał go na śmierć. Naskutek kasacji wyroku przez sąd najwyższy w Wiedniu odbyła się w rok po morderstwie ponowna rozprawa we Lwowie przed sądem przysięgłych. Znowu zapadł wyrok śmierci, ale trybunał, złożony z sędziów-urzędników, wbrew procedurze i zwyczajom, uchwalił podać skazanego do łaski cesarskiej. I tak Siczyński, ułaskawiony przez Franciszka Józefa na dożywotnie więzienie, osadzony został wbrew zwyczajom znowu nie w więzieniu lwowskiem, lecz w więzieniu stanisławowskiem w otoczeniu prawie samych „ukraińskich” dozorców. Po trzech latach —
spiwszy rzekomo całą straż więzienną! — uciekł śżćzę-
..,
śliwie z więzienia i dotarł bez przeszkód do Ameryki.
Nacisk namiestnika na polską administrację szedł po linji Wiednia w kierunku popierania Ukraińców kosztem Polaków. Oto jak charakteryzuje wytworzony w kraju nastrój bezpartyjna „Gazeta Kołomyjska” z dnia
12 lutego 1910 r.:
„Wobec ciągłych żalów, krzyków i oszczerstw ukrałńców wszystko ustępuje. Ustępuje społeczeństwo, ustępuje rząd, ustępują sądy i urzędy. Sędzia polski, gdy ma sprawę między Rusinem, a Polakiem, szczególnie gdy sprawa jest nieco „zabarwiona”, traktuje Rusina niesłychanie pobłażliwie, bo aż się trzęsie ze strachu na myśl, że dzienniki ruskie wezmą go na języki i zarzucą stronniczość; starostowie przez palce patrzą na gwałty siczowników, bo boją się interpelacji ruskich posłów w parlamencie; wszystko się boi, by nie narazić się na
zarzut prześladowania Rusinów, więc ustępuje gdzie może
- jak może”.
A postawa Ukraińców staje się coraz bardziej buńczuczna. W r. 1909 zjazd partji ukraińskiej domaga się usunięcia języka polskiego z urzędów wschodniej Galicji. Potem zjazd posłów ukraińskich w dniu
- lutego 1910 r. przy współudziale metropolity Szeptyckiego i innych biskupów unickich ogłasza żądanie oddzielenia od Galicji t. zw. wielkiego księstwa krakowskiego i pełnej autonomji dla Rusinów w reszcie kraju. A w odpowiedzi na ofiarowanie realnych kon- cesyj i na próby ugody za wszelką cenę, mimo niezmordowanych usiłowań namiestnika Bobrzyńskiego i partji konserwatywnej krakowskiej, której namiestnik jest przedstawicielem, ze strony ukraińskiej rosną bezustannie żądania, a ich oświadczenia są niedwu
znaczne.
„My z dobrej woli Kola Polskiego rezygnujemy” — oświadczył w sejmie galicyjskim w r. 1909 przywódca Ukraińców, poseł Kost Lewicki — „Umiarkowanej partji niema i nie będzie, a conajwyżej możecie znaleźć kilku ludzi bez zasad”.
A w parę lat później oficjalny organ partji ukraińskiej „Diło” pisze już wprost (.Nś 173 z r. 1911):
„Sprawa polsko-ukraińskiego porozumienia to nie sprawa kilku nowych subwencyj z funduszów krajowych i państwowych, kilku nowych gimnazjów, kilku nowych katedr, czy nawet całego uniwersytetu dla narodu ukraińskiego, jednem słowem nie sprawa nowych „ustępstw" z polskiej, a „nabytków” z ruskiej strony, lecz sprawa zasad całego prawno-politycznego życia w Galicji”.
I w parę dni później jeszcze wyraźniej („Diło” z r, 1911 Jsfe 176):
„Mylą się Polacy, jeśli sądzą, że to lub inne stronnictwo ukraińskie może dać im jakieś gwarancje, że z zakresu narodowej polityki ukraińskiej zniknie walka przeciw Polakom; takie gwarancje może dać tylko oparcie polsko-ukraińskich stosunków na zasadach, dzięki którym rozwój narodu ukraińskiego nie zależałby od Polaków”.
Te, tak jasne, oświadczenia partji ukraińskiej nie zahamowały w niczem kroków ugodowych ze strony namiestnika Bobrzyńskiego, ani ze strony bloku podtrzymujących go polskich stronnictw (konserwatystów krakowskich, t. zw. krakowskich demokratów i ludowców Stapińskiego przy poparciu socjalistów); nacisk Wiednia, domagającego się ustępstw ze strony polskiej na rzecz ukraińców, potęgował się zresztą w miarę zaostrzania się sytuacji międzynarodowej.
Partja ukraińska postanowiła położenie wyzyskać przedewszystkiem w dwóch kierunkach: chodziło jej
- stworzenie faktów, pozbawiających Polaków we Lwowie uniwersytetu przez uczynienie zeń instytucji na razie polsko-ruskiej, a później już czysto ruskiej.
- o zniszczenie polskiej autonomji w Galicji, której wyrazem był sejm galicyjski we Lwowie.
Niespełna rok upłynął od mordu, dokonanego na Andrzeju Potockim, a już rozpoczynają się w Wiedniu pertraktacje między klubem ukraińskim, rządem i Kołem Polskiem o ustępstwa na rzecz Rusinów. Jak. zwykle, towarzyszy tym rozmowom ofensywa w kraju. W dn. 2 lutego 1909 r. na zjeździe z okazji czterdziestolecia „Proświty”, odbytym we Lwowie, młodzież ukraińska podejmuje rezolucję, w której pragnie
„ostrzec kierujące polityczne kola, ażeby swoją dotychczasową polityką w sprawie ukraińskiego uniwersytetu same nie wywoływały w niej przekonania, że ukraiński uniwersytet stanie dopiero wtedy, gdy nauka na dotychczasowym uniwersytecie stanie się niemożliwa".
Rezolucję tę wręczono namiestnikowi Bobrzyń- skiemu i senatowi uniwersytetu. Stała się ona wytyczną taktyki ukraińskiej. Ilekroć posłom ukraińskim gorzej wiodło się w Wiedniu, tylekroć następowały gwałty ze strony studentów ruskich na uniwersytecie lwowskim i służyły w Wiedniu za dowód, że stosunki
muszą w interesie nauki ulec radykalnej zmianie na rzecz ukraińców.
Gdy więc nie powiodły się próby tworzenia nowych katedr ruskich na uniwesytecie dzięki demo- stracji i obiciu namiestnika Bobrzyńskiego przez polską młodzież akademicką, gdy później w r. 191 Oper" traktacje z Kołem Polskiem nie doprowadzały do
realnych zdobyczy, poczęli ukraińcy wznawiać taktykę gwałtów na uniwersytecie. W dniu 14 marca 1910 roku ma miejsce najście studentów ruskich na uniwersytet, wyłamanie drzwi jednej ze sal wykładowych i wiec nielegalny. W maju 1910 r. rozsyła „Komitet ukraińskiej młodzieży*1 wezwania na prowincje, których tekst dla charakterystyki podaję:
„Kolego! Jak wiadomo Wam z dzienników, prowokują od kilku dni wszechpolacy na lwowskim uniwersytecie ukraińską młodzież i nie dopuszczają jej na wykłady. Ażeby położyć koniec bezczelnej prowokacji i posunąć naprzód sprawę kreowania ruskiego uniwersytetu we Lwowie, Komitet ukraińskiej młodzieży wzywa Was pod grozą towarzyskiego bojkotu do bezwzględnego jawienia się we Lwowie w środę dn. 18 maja rano (najdalej popołudniu) z chłopskim paragrafem (kołem z płotu — przyp. autora) w ręce. Powiadomcie o tern także i godnych zaufania kolegów i przywieźcie ich ze sobą. Mater- jalna strona sprawy w części zabezpieczona. Prosto z dworca zgłoście się w Domu Akad. ul. Supińskiego 17, gdzie otrzymacie potrzebne informacje. K.U M.’
Po tern przygotowaniu ma miejsce nieudałe najście na uniwersytet w dn. 19 maja 1910 r. W czerwcu 1910 r. pojawia się w „Dile“ artykuł w związku z pertraktacjami w sprawie uniwersytetu, stwierdzający, że
„polscy potentaci są tak ślepi, że nawet tragiczna śmierć hr. Andrzeja Potockiego niczego ich nie nąuczyła”.
W parę dni potem wygłosił w parlamencie wiedeńskim podżegającą mowę poseł ukraiński, Dnie- strzański, profesor lwowskiego uniwersytetu. I niemal bezpośrednio po tej mowie w dn. 1 lipca 1910 roku, kilkuset ukraińców przy współudziale teologów rus-
kich wpada tłumnie na uniwersytet, wyłamuje drzwi jednej z śal i uchwalają następującą rezolucję:
„Ze względu na to, że wszystkie dotychczasowe sposoby walki młodzieży ukraińskiej o uniwersytet ukraiński we Lwowie spotykały się ze strony Polaków', polskiej młodzieży akademickiej, Senatu lwowskiego uniwersytetu i prawie całego społeczeństwa polskiego z bezwględnym oporem, a rząd centralny założenie osobnego uniwersytetu ukraińskiego zawsze odsuwał na drugi plan, ukraińska młodzież akademicka przystępuje do jaknajostrzejszych sposobów walki”, (patrz „Diło” z r. 1910 Ns 146).
Natychmiast po tej uchwale wiecownicy napadają na rektorat, a napotkawszy garstkę młodzieży polskiej — witają ją salwami rewolwerowemi. W rezultacie, dzięki wypadkowi, ustalonemu później niezbicie przez rzeczoznawców wiedeńskich i sąd, pada ofiarą strzelaniny ze strony ruskiej jeden z przywódców młodych ukraińców, student Adam Kocko. Po
t
krwawych zajściach „Narodnyj Komitet", naczelna in- sytucja polityczna ukraińska, uchwala rezolucję, której wstęp przytaczam (patrz „Diło" z dnia 4 lipca 1910 roku N° 146):
„Narodnyj Komitet na posiedzeniu w dn. 2 lipca skonstatował, że odpowiedzialność za ostatnie krwawe zajścia na lwowskim uniwersytecie pada na rząd austrjacki, który wszel- kiemi prawnemi i nieprawnemi sposobami utrzymuje w Galicji panowanie polskich możnowladców nad Rusinami, a wszystkie żądania galicyjskich Rusinów—nawet czysto kulturalne —systematycznie ignoruje, a w szczególności w sprawie założenia ruskiego uniwersytetu we Lwowie dotąd nic nie zrobił..
Rząd wiedeński naciska więc znowu w kierunku ugody i jedynie oburzenie, wywołane przez napad
wśród ludności polskiej, wymusza kilkumiesięczną zwłokę w pertraktacjach. Niemniej przeto już w połowie lutego 1911 r. komisja budżetowa parlamentu wiedeńskiego na wniosek prezesa klubu ukraińskiego, Kost Lewickiego, uchwala m. i. głosami delegatów
Koła Polskiego następującą rezolucję:
„Wzywa się rząd, aby bezwłocznie poczynił wszelkie przygotowania, które są potrzebne do jaknajrychlejszego otwarcia samodzielnego uniwersytetu ukraińsko-ruskiego".
Wybory do parlamentu austrjackiego, przeprowadzone w r. 1911, oddały — dzięki nadużyciom administracji — nowe Koło Polskie całkowicie w ręce namiestnika Bobrzyńskiego. Odtąd taktyka ugody znajduje już jedyny hamulec w opinji publicznej kraju. W maju, a potem w grudniu 1912 r. godzi się nowe Koło Polskie nietylko na utworzenie ruskiego uniwersytetu we Lwowie, ale nawet na zakwestjonowanie polskości istniejącego uniwersytetu na szereg lat i dopiero pod naciskiem kraju cofa się z tego stanowiska. Namiestnikowski „Czas" krakowski (w numerze z dn. 23 stycznia 1913 r.) tak charakteryzuje sytuację:
„Stała się rzecz w Austrji niebywała; jeden naród bez walki zgodził się na olbrzymie ustępstwo na rzecz drugiego. Polacy nietylko zgodzili się na powstanie ruskiego uniwersytetu w kraju, ale ułatwiają je, ofiarując własny uniwersytet do wstępnych przygotowań...”
Na szczęście dla Polaków ukraińcy odrzucili te ustępstwa, domagając się jeszcze większych i sprawa przewlokła się aż do wybuchu wojny światowej.
Drugim kierunkiem, w którym poszła ofensywa -ukraińska po zamordowaniu Potockiego, był postulat
zniszczenia ostoji autonomji Galicji, jaką stanowił sejm we Lwowie. Wprowadzenie powszechnego głosowania do parlamentu wiedeńskiego wysunęło konieczność reformy przestarzałej ordynacji wyborczej do sejmu galicyjskiego. Rząd wiedeński i jego namiestnik w Galicji dążyli do tego, by ta reforma doszła do skutku za zgodą partji ukraińskiej. Przy zatrzymaniu instytucji kurji wyborczych skonstruował namiestnik projekt, gdzie w każdej z tych kurji wyborcy ruscy otrzymywali rażące przywileje kosztem wyborców polskich. I znowu powstaje burza w kraju, aż wreszcie list pasterski wszystkich biskupów polskich, zwrócony przeciw zasadom projektu Bobrzyńskiego,zmusza namiestnika katolickiej Austrji do podania się do dymisji. W dniu 14 maja 1913 r. Franciszek Józef odwołuje Bobrzyń- skiego i mianuje na jego miejsce b. austrjackiego ministra skarbu, Witolda Korytowskiego.
W nastroju rządu i administracji galicyjskiej w stosunku do Ukraińców niewiele się zmienia. Podczas nowych wyborów do sejmu galicyjskiego, odbytych w czerwcu 1913 r., dokonała administracja szeregu nadużyć na korzyść partji ukraińskiej. Nowoobra- ny sejm uchwalił za zgodą Ukraińców reformę ordynacji wyborczej, ledwo trochę korzystniejszą dla Polaków od poprzedniego projektu rządowego, lecz znowu wybuch wojny światowej nie pozwolił jej wejść w życie.
Celem ostatecznym ofensywy ukraińskiej po zamordowaniu Potockiego, trwającej aż do wojny światowej, było — w myśl programu — wyparcie Polaków
za San. Prawno-polityczną formą tego żądania stał się postulat rozdziału Galicji na obejmującą część trzecią jej obszaru — połać polską z Krakowem i na— obejmującą dwie trzecie jej obszaru — część ruską ze Lwowem, Przemyślem, Drohobyczem, Tarnopolem i Stanisławowem. „Diło“ z dn. 9 sierpnia 1911 roku pisze:
„W programie całego ukraińskiego narodowego obozu Galicji, jako zasadnicze żądanie narodowe, znajduje się żądanie urzeczywistnienia narodowej niezależności ukraińskiego narodu w terytorjalnych i prawnych granicach państwa austriackiego przez utworzenie z terytorjum ukraińskiego w Austrji osobnej prowincji na zasadach autonomicznych".
A jaki obszar tej prowincji? Tu znowu czytamy w „Dile“ z dn. 8 październiha 1913 roku:
„Jakie powinno być załatwienie sporu polsko-ukraińskiego, to dla nas jasne... Jest to ukonstytuowanie narodu ukraińskiego, jako odrębnego organizmu politycznego, na własnem terytorjum narodowem i utworzenie kraju ukraińskiego ze wszystkięmi uprawnieniami, jakie daje krajom ustrój państwowy...”
A w numerze dn. 13 października 1913 roku:
„Z historycznego i etnograficznego stanowiska jest Galicja wschodnia ukraińskiem terytorjum i na tej podstawie domagamy się utworzenia z niej odrębnego ukraińskiego kraju ze wszystkiem prawno-państwowemi uprawnieniami, jakie krajom przyznaje prawno-państwowy ustrój Austrji... Wschodnia Galicja jest ziemią ukraińską, bo na niej zwartą masą żyje ludność ukraińska... wśród której polsko-żydowskie mniejszości tworzą tylko wysepki obco-narodowościowe”.
Tymczasem według spisu ludności z 1910 roku było w Galicji wschodniej (bez zachodniej) 3 miljo- ny 132 tysiące ludności ruskiej, a 1 miljon 650 ty-
sięćy Polaków katolików i około 500 tysięcy żydów którzy podali narodowość polską.
Tak oto w okresie, bezpośrednio poprzedzającym wybuch wojny światowej, ustalali sobie ukraińcy, jakie ziemie, uważane przez Polaków za naturalne dzielnice przyszłej Polski, winny przypaść na własność narodowi „ukraińskiemu". A więc dwie trzecie Galicji. A potem?
Przedewszystkiem Chełmszczyzna, której wyłączenie z granic Królestwa Kongresowego przeprowadzał właśnie rząd rosyjski. Oto w dn. 7 maja 1909r. klub ukraiński w parlamencie wiedeńskim określa swój stosunek do zagrabienia ziemi chełmskiej przez
rząd rosyjski w ten sposób:
„Chełmszczyzna historycznie i etnograficznie jest ziemią nie polską, lecz ruską... Oddzielenie tego kraju od rosyjskiej Polski, ą przyłączenie do ruskiej kijowskiej ziemi jest pono- wnem złączeniem jednakowych składowych części, które powinno było już dawno się dokonać”.
A więc znowu pochwała i poparcie moralne dla rządu carskiego, skoro ten czyni zamach na prawa Polaków. A w stosunku do zamachów pruskich?
W r. 1908 wnosi rząd pruski do sejmu pruskiego głośny projekt ustawy o przymusowem wywłaszczaniu Polaków na rzecz Komisji Kolonizacyjnej. Zdawałoby się, że sprawa ta w niczem nie dotyczy żywotnych interesów obozu ukraińskiego. Koło Polskie w parlamencie wiedeńskim przeciw projektowi ustawy o wywłaszczeniu organizuje w grudniu 1908 r. uroczysty protest wszystkich klubów słowiańskich, do którego przyjączają się posłowie włoscy i rumuńscy.
Stronnictwa niemieckie, a nawet rząd austrjacki, za-- chowują się biernie, nie odważają się pochwalać postępowania sprzymierzeńca. I jedynie klub ukraiński podczas uroczystego składania oświadczeń przez przywódców klubów demonstruje krzykliwie i pochwala jawnie gwałty pruskie!
Cóż to za nieprzytomna zaciekłość? Nie tak nieprzytomna jak zdawało się naówczas zdumionym świadkom. Był to bowiem wynik ścisłego przymierza, którego istnienia domyślali się już wówczas niektórzy, lecz nie mieli na to dowodów. Dowody wieloletniego sojuszu antypolskiego między kierownictwem ruchu ukraińskiego, a Berlinem udało się dopiero zdobyć bezpośrednio przed wojną światową. Ujawnione przez Franciszka Krysiaka w końcu 1913 r. dokumenty, wykradzione z archiwów Ostmarkenverein’u w Berlinie, podane w fotograficznych odbitkach w paru pismach polskich, ukazały opinji polskiej w całej jaskrawości spisek prusko-ukraiński na zniszczenie narodu polskiego. Wojna światowa w pokoju brzeskim odsłoniła resztę tajnego planu.
*
Popieranie ruchu ukraińskiego przez Wiedeń od początku dla wszystkich było jasne. Natomiast tylko część polskiej opinji publicznej podejrzywała przywódców ukraińskich o ścisłą współpracę z Berlinem. Za tą współpracą przemawiały fakty: stosunek ukraińców do przymierza austrjacko-niemieckiego, do ustawy o wywłaszczeniu, dostarczanie prasie polakożerczej w Niemczech tendencyjnych informacyj z Galicji, jaskrawe wystąpienie pruskiego ministra spraw wewnętrznych w sejmie pruskim w obronie ukraińców galicyjskich podczas dyskusji o wywłaszczeniu, przeciw czemu urzędowo protestował hr. Gołuchowski, jako austro-węgierski minister spraw zagranicznych. W r. 1909 pojawiły się rewelacje b. szpiega pruskiego Rakowskiego, który dostarczył szeregu dokumentów o współdziałaniu konsulatu niemieckiego we Lwowie z Ukraińcami; dokumenty te miały jednak zbyt podejrzany wygląd, by je można było uznać za autentyczne. Dopiero przed samą wojną światową uzyskał Franciszek Salezy Krysiak dowody, niewątpliwie autentyczne i stwierdzające niezbicie patronat pruski nad ruchem ukra-
jńskim. Były to fotograficzne zdjęcia listów, wykradzionych z archiwum t. zw. Ostmarkenverein’u, instytucji stworzonej w r. 1894 za inspiracją Bismarck a przez Hansemanna z Pempowa, Kennemanna z Klenki i Tiedemanna z Jeziorek i zwanej stąd przez Polaków w skrócie Tow. H. K. T. Stosunek rządu pruskiego do tej instytucji da się ściśle porównać do
dzisiejszego stosunku rządu sowietów do Kominternu. Listy, ogłoszone przez Krysiaka w kilku pismach polskich pod koniec 1913 i z początkiem 1914 r. zde- konspirowały rolę rządu pruskiego w sprawie ukraińskiej. Warto trochę zajrzeć do tych dokumentów.
W liście z daty Wiedeń 23 marca 1903 r. zaopatrzonym pieczęcią „Krużok Zemljakiw u Widni”, adresowanym do generalnego sekretarza Tow. H.K.T. Bovenschena, prosi Jan Tyranowicz o poparcie komitetu prasowego, utworzonego przez ukraińców w Wiedniu:
»dla poinformowania prasy zachodnio - europejskiej o wszechpolskich machinacjach w Galicji”.
W liście z dn. 20 kwietnia 1903 r. Bovenschen zapowiada poparcie dla tej antypolskiej instytucji prasowej i zachęca ukraińców do akcji w wielkim stylu.
W aktach Tow. H. K. T. znajduje się 147 listów, wymienionych między działaczami Narodnego Komitetu ukraińskiego, a Tow. H. K. T. w Berlinie na przestrzeni lat 1903—1913. W akcji porozumienia współdziała konsulat niemiecki we Lwowie, którego sekretarz, W. Falter, jest agentem zarządu głównego
Tow. H. K. T. Korespondentem zarządu Tow. H K.T. jest ze strony ukraińskiej delegat Narodnego Komitetu ks. Hanycki. Gdy w roku 1903 rozeszły się pogłoski
- zamierzonej ponownej ugodzie polsko-ruskiej, ks. Hanycki w liście z dn. 10 października 1903 r. spieszy zapewnić zarząd H. K. T.:
„W odpowiedzi na cenne pismo Panów z dn. 7 października donoszę, że niema zawieszenia broni między Rusinami, a Polakami. Dopóki tylko trwać będzie polska niewola, dopóty mowy nie ma o zawieszeniu broni”. - i dalej — „Dnia 7 października mieliśmy posiedzenie szerszego komitetu, do którego z całego kraju należy 30 mężów, które zatwierdziło plan komitetu wykonawczego wysyłania robotników do Niemiec
- wejścia w porozumienie z niemieckiemi politycznemi towarzystwami, dając zarazem mandat, aby nawiązać jaknajściślej- szy związek z Niemcami...”—i kończy — „O bliższych szczegółach nie mogę pisać, to trzeba osobiście omówić przy na- szem spotkaniu".
W liście z dn. 4 listopada 1903 zapowiada ks. Hanycki zarządowi głównemu Tow. H. K. T. że Ukraińcy wysyłają delegatów na zjazd w Berlinie
„aby ustanowić jednolity program działania w walce z Polakami*.
Prezes i jeden z twórców Tow. H. K. T. Tiede- mann z Jeziorek listem z dn. 22 grudnia 1903 roku zwraca się do Narodnego Komitetu i — powołując się na odbyty w Berlinie w dn. 11 grudnia zjazd — poucza, że
.zadania, omówione na zebraniu, tylko wtedy mogą być załatwione ku obustronnemu zadowoleniu, jeżeli ruski Komitet Narodny, jako reprezentacja ruskiego narodu, stworzy silną organizację, stanowiącą organ, z którym ci, którzy w Niem-
czech współpracują dla wielkiego dzieła, będą mieli obowiązek się znosić".
Hakatystom zawadzało mocno polskie wychodź- two sezonowe robotników rolnych, sprowadzanych z Galicji i Królestwa na Śląsk i Pomorze, gdyż przyczyniało się do budzenia polskiego ruchu narodowego na tych ziemiach. To też zarząd H.K.T. podjął próby sprowadzania na ich miejsce niemieckich kolonistów z Galicji. Akcja ta nie mogła jednak dać wyników odrazu, toteż zwrócono się do ukraińców, by nimi zluzować wychodztwo polskie. W tej sprawne prezes Tiedemann pisze w7 dn. 4 sierpnia 1903 roku list do niejakiego von Pilis, kierownika założonej w tym celu „Zentralstelle zur Beschałfung deutscher Ansiedler und Feldarbeiter” w Berlinie, w którym powołuje się na swą rozmowę z ks. Hanyckim i ustala:
„Stosunek z ruskim Narodnim Komitetem może mieć dla nas wartość na wypadek, że nie uda się nam w pierwszych latach sprowadzić odpowiedniej masy niemieckich robotników z Galicji; w takim razie musielibyśmy się wyręczać Rusinami" — i niżej — „Cale nasze staranie musi być skierowane ku temu celowi, by w przyszłości polscy robotnicy, tak z Galicji, jak z Rosji nie byli potrzebni i nie zostali dopuszczeni".
I znowu w dniu 8 lutego 1904 roku ks. Hanyckt odnosi się do Tiedemanna w sprawie robotników ruskich i kończy list ciekawą propozycją:
„Jest obecnie do nabycia polski majątek książęcy (20 tysięcy mórg pruskich), cena wynosi około 2 miljony marek. Jest w nim wiele lasów, stawów z młynem (znany staw gródecki), cena jest bardzo przystępna. Byłoby dobrze, żeby Niemiec go kupił, albo żeby udzielono Rusinom pomocy do nabycia go... Dziękując za życzliwą i łaskawą pomoc Jaśnie
Wielmożnemu Panu i składając całe nasze nadzieje w Jego wszechmocne ręce, pozostaję z najgłębszym szacunkiem. Hanycki*.
I znowu zacytuję z listu Hanyckiego do Tiede- manna z dn. 13 lutego 1904 r.:
.Tak zwany Komitet Czynu, rozumie się ruski, postanowił za dwa lata t. j. w r. 1905 wywołać powszechny bojkot i przeprowadzić go. Przez bojkot ten zamierza on zrujnować polskich właścicieli ziemskich. Ponieważ Komitet zwrócił się do mnie, abym go wspomagał radami i pomocą, przeto zwracam się do JWPana z najgorętszą prośbą o wspieranie nas w tej sprawie... Robotnicy, zatrudnieni w państwie niemieckiem, będą przystępniejsi wobec odpowiedniej agitacji w słowie
- piśmie, która u nas podlegałaby karze i to więzienia aż do
- Słowa, które ci ludzie usłyszą tam w Niemczech i druki, które z sobą przywiozą, utrzymają przy odpowiedniem doagi- towaniu ferment w ludzie i doprowadzą go do wybuchu... Ponieważ sprawa z Komitetem Czynu i zamierzony bojkot jest ścisłą tajemnicą, proszę tedy, żeby JWPąn pismo niniejsze uważał za akt zaufania do siebie i żeby tylko wydał zarządzenia w myśl tego pisma".
W liście z dn. 26 marca 1904 r. Hanycki pisze do sekretarza generalnego H. K. T. w Berlinie, Bo- venschena:
„Upoważniam p. dr. H. Bovenschena, ażeby udał się do wydawnictwa Hermanna Waltkera i jeżeli ten nie zgodzi się na publikację broszury, ażeby odebrał manuskrypt i go wydał. Ponieważ jednak autorowi, Budzynowskiemu, już teraz grożą procesem o zdradę stanu, przeto tytuł broszury brzmieć będzie: „Polskie niebezpieczeństwo (Die polnische Gefahr)*, opracowane na podstawie pisma Budzynowskiego p. t. „Austrja czy Polską".
Hanycki dla większej swobody przesiedlił się do
Katowic i znowu w liście z dnia 9 lipca 1905 roku pisze do Tow. H. K. T.:
„Proszę przysłać wszystko, co moglibyśmy zużyć wspólnie przeciw Polakom, a wszystko zostanie przeciw Polakom zużyte".
A w liście, skierowanym znowu do prezesa Tie- demanna z daty 15 stycznia 1910 r., a więc w kilka lat później, przypomina mu Hanycki ustaloną wspólnie zasadę, że „Polakom trzeba wydać bitwę w Galicji" i proponuje tę bitwę rozszerzyć w ten sposób, by
.Polakom wydąć bitwę na tyłach, także ze strony Litwinów, Białorusinów i Rusinów w Rosji".
Zajmę się teraz jeszcze przez chwilę drugim korespondentem H. K. T. dr. Stefanem Baranem, generalnym sekretarzem partji ukraińskiej. W liście z dn. 19 listopada 1912 r. skierowanym do generalnego sekretarza Tow. H. K. T. Schultza, przesyła dr. Stefan Baran opracowany memorjał i wyraża przekonanie, że Niemcy zainteresują się informacjami
„o drugim co do wielkości, a germanofilskim narodzie".
W odpowiedzi z daty 20 stycznia 1913 Schultz prosi go o naszkicowanie programów stronnictw polskich i ruskich, zapytuje, co to są „Drużyny Bartoszowe", których ma być w Galicji 79 i dowiaduje się o stosunek kościoła ruskiego do papieża i czem różni się od prawosławia.
Tyle wybrałem spośród stu kilkudziesięciu listów. Okazuje się z nich dowodnie, że stosunki między Berlinem, a Ukraińcami już od r. 1903 stały się oficjalne, przyczem ukraińcy wyraźnie podjęli się roli
narzędzia Berlina w walce z Polakami. Wzamian za te usługi cieszyli się poparciem moralnem i mater- jalnem. Pozatem jednak służyli wywiadowi niemieckiemu w Galicji i na terenie państwa rosyjskiego, jak możemy to wywnioskować choćby z listu sekretarza Schultza do dr. Stefana Barana. Byli ponadto jedynymi informatorami niemieckich czynników rządzących o ruchu ukraińskim i jego zasięgu w Rosji,, albowiem w tym zakresie cechowała Niemców zupełna ignoracja, skoro po dziesięcioletnich stosunkach konsulatu pruskiego we Lwowie z Ukraińcami Schultz pyta dr. Barana o stosunek cerkwi unickiej do prawosławia. Te informacje i ta współpraca prusko- ukraińska skierowały w czasie wojny światowej ekspansję wojskową Niemiec na Kijów i Charków i znalazły swój polityczny wyraz w pokoju brzeskim.
W parę miesięcy po ujawnieniu tych dokumentów wybuchła wojna światowa i armje rosyjskie wkroczyły do wschodniej Galicji- I nagle wojskowe władze austrjackie zostały zaalarmowane faktem nieoczekiwanym: oto cały lud ruski w Galicji witał entuzjastycznie wojska rosyjskie, w każdej wsi pułki carskie znajdowały chętnych przewodników i szpiegów dla swego wywiadu. Przerażone władze austrjackie straciły głowę i jęły się środków barbarzyńskich i drakońskich. Masowe rozstrzeliwania i wieszania, wywożenie księży unickich do obozów koncentracyjnych, palenie wsi, a nawet masowe masakry kobiet i dzieci, spędzonych z szeregu wsi, jak w twierdzy przemyskiej. Austrjacka krajowa komenda żandarmerji we Lwowie
wydała w sierpniu i wrześniu 1914 r. kilka rozkazów, które — wykradzione w parę lat później — opublikowane zostały w moim przekładzie na język polski w drukowanem we Lwowie tajnem czasopiśmie »Z chwi- li“ (.NŁ 2 lipiec 1917). Oto rozkaz z dn. 16 sierpnia 1914 roku (pomijam wstęp):
„Żandarmi! Pomnijcie dobrze, co wam teraz powiem, a mówię wam to po raz ostatni! Zbudźcie się z małoduszności, wyzbądźcie się ograniczających was małostek i ciasnych, prawnych skrupułów. Dzisiaj istnieje tylko jedna, jedyna sprawiedliwość, t. j. pomyślność państwa i tej należy przymnażać ze wszystkich sił bez względu na to, czy to zgadza się z upar- temi, prawnemi mądrostkami, czy też nie. Także istnieje jedna, jedyna odpowiedzialność, t. j. odpowiedzialność za bezpieczeństwo państwa i armji. W obliczu tej jedynej odpowiedzialności nie ma już żadnych względów dla niczego i dla nikogo... Dlatego opieka bez zastrzeżeń każdemu patrjocie, a bezwzględność bez zastrzeżeń w stosunku do każdego podejrzanego, kimkolwiekby on był. Pomnijcie dobrze! Zguba każdemu -zdrajcy! Przy niektórych zderzeniach z nieprzyjacielem, gdy wojsko stało w ogniu, zdradzili moskalofilscy chłopi, a nawet, księża — przeciwnikowi stanowiska i siły. Żandarmi zdołali uwięzić podejrzanych, z tych jednak kilku uciekło podczas odwrotu, albowiem troskliwe pilnowanie ich nie było możliwe. Tu należało tych zdrajców nawet na miejscu wyrżnąć! W podobnych wypadkach, gdy ma się do czynienia z tak jawną zdradą, należy właśnie sprawić się krótko i nie mieć skrupułów z czasów pokoju! (—) Hagauer, podpułkownik”.
Następny rozkaz z dn. 19 sierpnia 1914 r. koń" •czy się tak:
„Skoro tylko dadzą się gdziekolwiek spostrzec oznaki popierania nieprzyjaciela, należy postąpić w sposób bezwzględny. Żaden środek nie jest w tych wypadkach dostatecznie ostry... (—) Kolosvary, generał kawalerji”.
roku:
„W ostatnich czasach mnożą się wypadki zdrady mo~ skalorilów wobec naszych wojsk... Żandarmi! Z powodu niezbyt energicznego odporu zjawia się niebezpieczeństwo, że ruch moskalofilski ośmielony wystąpi tern gwałtowniej i rozprzestrzeni się ku naszej nieobliczalnej szkodzie... Nie ma już dziś czasu na wydawanie tych nędzników sądom wojskowym przesłuchuje się ich i świadków krótko, sporządza się odpowiedni protokół i strzela się im w łeb, dając ludziom odstraszający przykład... (—) Hagauer, podpułkownik”.
I drugi rozkaz z tego samego dnia 20 sierpnia 1914 roku:
„Z powołaniem się na tutejszy rozkaz z dn. 16 sierpnia
- N° 403 poufne — należy w obliczu wroga każdego podejrzanego o zdradę, poprostu zatłuc. (—) Hagauer, podpułkownik ".
I wreszcie dn. 19 września 1914 roku rozkaz telegraficzny:
„Pouczyć natychmiast wszystkie posterunki: zaprzestać zupełnie sądownictwa, dopuszczalne użycie broni według art 12 ustawy i art. 65 instrukcji służbowej. Krajowa Komenda Żandarmerii”.
Cała wschodnia Galicja znalazła się aż do czerwca
- pod władzą wojsk rosyjskich. Po wkroczeniu armij rosyjskich do Lwowa w pierwszych dniach września 1914 r. wygłosił metropolita Szeptycki kazanie w katedrze św. Jura, w którem wystąpił przeciw rządowi rosyjskiemu, zaco wywieziony został do Kijowa,, lecz conajmniej dziwnie określił stosunek cerkwi unickiej do prawosławia:
„Kordon padł” — mówił o Ukraińcach kijowskich —„złączyliśmy się z naszymi braćmi. U nich ta sama wiara, co
i u nas i tenże sam obrządek. Oni nazywają się prawosławni i my prawosławni. Ale ich prawosławie państwowe, synodalne, rządowe, nasze zaś lepsze i wyższe, gdyż jesteśmy katolikami, uznającymi zwierzchnictwo papieżą. Naszym obowiązkiem dać im wszystko nasze lepsze, naszym obowiązkiem walczyć za naszą wiarę do ostatniej kropli krwi", (cytuje „Prikarpatskaja Ruś* N° 1421).
Przypomina się goszczący u metropolity Szeptyckiego na kilka lat przed wojną tajemniczy ksiądz, książę Max bawarski, którego doktryna o braku różnic dogmatycznych między katolicyzmem i prawosławiem została wówczas potępiona przez oficjalny organ watykański. A ludność ruska, pouczana od czasów świę- tojurców, że różnica między unją, a prawosławiem leży tylko w uznaniu władzy papieża, zamiast synodu i cara, wolała uznać potęgę cara, którego wspaniałe wojska okupowały kraj. Mimo to, że władze wojskowe rosyjskie wydały w dn. 8 października 1914 r. zakaz stosowania jakiegokolwiek przymusu na rzecz prawosławia, rozpoczyna się masowe, dobrowolne przechodzenie Rusinów na prawosławie. Przytoczę dwa charakterystyczne ustępy z pism gmin ruskich, domagających się przysłania popa w miejsce księdza unickiego. Wieś Sławna w powiecie Zborowskim pisze w dn. 23 listopada 1914 r.:
„My zawsze byliśmy prawosławni, nie zaś wrogami prawosławia. Ongiś Jezuici, a w nowszych czasach mazepińcy wykoślawili naszą cerkiew i nasz obrządek cerkiewny, że teraz sami nie wiemy, czem jesteśmy".
A wieś Snowicz w dniu 4 grudnia 1914 roku:
„Jezuity, Lachy i żydy wymyśliły jakąś unię. My nigdy
I •• M * • * '
S-S; ^ £5
nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy unitami. My zawsze byliśmy i będziemy prawosławni".
W marcu zawitał do Lwowa car Mikołaj II. W odbytem z tej okazji nabożeństwie prawosławnem, które celebrował prawosławny arcybiskup wołyński, Eulog- jusz, asystują mu księża uniccy, choć nie przechodzą na prawosławie. Rosyjskie „Birżewyja Wiedomosti” tak komentują ten niezwykły fakt:
„Podobnego wspólnego nabożeństwa nie było ani razu przez czas wszystkich czterech wieków istnienia unji. Nabożeństwo lwowskie tembardziej jest znamienne pod względem kanonicznym, że celebrował je arcybiskup wołyński Eulogjusz i tym sposobem duchowni uniccy służyli wspólnie z archijerejem prawosławnym; według prawideł cerkiewnych z archirejem służyć mogą tylko ci kapłani, którzy uznają jego zwierzchnictwo kanoniczne".
W maju 1915 r. gdy Rosjanie naskutek klęski pod Gorlicami poczęli się wycofywać z Galicji wschodniej, istniało już 200 zorganizowanych parafij prawo- sławnych, a 300 było w stadjum organizacji, zaś kilkudziesięciu księży unickich przeszło na prawosławie. Nie zapominajmy, że ogromną większość księży sprzyjających Rosji Austrjacy już przedtem pomordowali, lub wywieźli do obozów koncentracyjnych.
Ofensywa państw centralnych doprowadziła w roku 1915 do odbioru większej części wschodniej Galicji, a ponadto posunęła wojska niemieckie i austriackie poza granice Królewstwa Polskiego na ziemie, zamieszkałe przez prawosławną ludność ruską i białoruską. Odtąd Berlin i Wiedeń poczynają liczyć na możliwość zawarcia odrębnego pokoju na wschodzie.
a za drogę, wiodącą do tego celu, uważają — poza intrygami na dworze carskim — szachowanie Rosji groźbami. Tej polityce wojennej należy zawdzięczać, obok proklamacji Królestwa Polskiego w dn. 5 listopada 1916 roku, odżycie rachub na zastraszenie Rosji separatyzmem ukraińskim. W obliczu tych rachub zmienia się kurs wobec ukraińców. Jużwmaju 1915ro- ku zaraz po bitwie gorlickiej, jako pierwszy akt powrotu do dawnej polityki, następuje zwolnienie Rusinów, internowanych masowo w obozach koncentracyjnych.
Politycy ukraińscy podchwytują moment i usiłują nawiązać do harmonijnej współpracy z okresu przedwojennego i zatrzeć w pamięci wydarzenia w Galicji z pierwszego okresu wojny. W Wiedniu, a szczególnie w Berlinie organizują od roku 1915 wielką akcję prasową, mającą zachęcić państwa centralne do ponownego podjęcia sprawy „wielkiej Ukrainy11, zdolnej zniweczyć potęgę rosyjską na zawsze. Wychodzą książki, pisane przez ukraińców w języku niemieckim, zaś w Berlinie pojawia się perjodyczne wydawnictwo „Die Ukrainę”, pomieszczające rozprawy polityków ukraińskich i niemieckich. Ukazują się opracowane przez ukraińców mapy, na których widnieje „wielka Ukraina od Kaukazu do Lublina1*.
Politycy ukraińscy wiązali losy „wielkiej Ukrainy* ze zwycięstwem Niemiec i Austrji, musieli więc ją ograniczać do ziem, pozostających pod suwerennością rosyjską; nie mogli głosić jawnie programu oderwania wschodniej Galicji od Austrji. Głosili więc
program wyodrębnienia wschodniej Galicji aż po San w autonomiczną prowincję ukraińską pod berłem Habsburgów.
„Narodowy podział Galicji* — wyjaśniał dr. Michał Łoziński w broszurze p. t. „Die Schaffung einer ukrainischen Provinz in Oesterreich", wydanej w Berlinie w r. 1915 (patrz str. 75) — „byłby tylko usunięciem polskich przywilejów, sprzecznych z nowoczesnemi poglądami na wolność narodową. Natomiast nie byłby on poderwaniem narodowych praw poi' skiego ludu, których mógłby ten zażywać w polskiej prowincji, utworzonej z polskiego obszaru Galicji*, (a więc na zachód od Sanu — przyp. autora).
Wódz ruchu ukraińskiego, importowany z Kijowa, prof. Hruszewski, wydaje w Wiedniu w r. 1915 broszurę p. t. „Die ukrainische Frage in historischer Entwicklung", w której przestrzega państwa centralne przed skutkami niepodjęcia sprawy wielkoukraińskiej:
„Bliska przyszłość" — pisze na str. 52 — „przyniesie nam rozstrzygnięcie. Każdy znawca stosunków wschodnioeuropejskich musi zapowiedzieć z góry, że problem ukraiński — jeżeli nie zostanie rozwiązany przez obecną wojnę — stanie się źródłem nowych wstrząśnień we wschodniej Europie*.
Trzeba było oczywiście wykazać, że lud ukraiński po stronie rosyjskiej nie będzie biernym czynnikiem w walce o własne państwo, lecz poprze czynnie Niemcy i Austrję, a w przyszłości stanie przy ich boku, jako stały sprzymierzeniec. Temu zadaniu poświęcone zostało wychodzące w Berlinie czasopismo „Die Ukrainę".
„O dziejach Ukrainy”, — pisze w niem w artykule p. t. „Die wiedererwachte Ukrainę” poseł E. Lewicki (Rok 1916 zeszyt 12 str. 77) — „jej położeniu geograficznem i nieprzebra-
nych bogactwach tej ziemi, a wreszcie o jej poiitycznem znaczeniu międzynarodowem pisano już wiele w ciągu wojny, szczególnie w Niemczech. Przyczyniło się to istotnie do poznania krąju i jego przeszłości. Natomiast w rozważaniu problemu ukraińskiego dotknięto zaledwie, a może nawet pominięto pytanie, jak to lud ukraiński po jego całkowitem zgnieceniu podźwignąUsię ze swego smutnego położenia i pomimo tak trudnych warunków zewnętrznych umiał wywalczyć sobie na nową duchową i polityczną indywidualność. Albowiem lud ten dokonał wszystkiego, a także i tego, czem może się wykazać w swym duchowo-politycznym rozwoju jedynie i wyłącznie własnemi siłami; w dążeniach swych nie znalazł opiekuna, ani sprzymierzeńca aż do czasów wojny, jeżeli wyłączymy politycznie dogodne warunki, które dawała mu konstytucja austriacka”.
Opiekę i przymierze, które ujawniły dokumenty, opublikowane bezpośrednio przed wojną przez Fr. Krysiaka, pominął polityk ukraiński z łatwo zrozumiałych względów. A tymczasem polityków i wojskowych niemieckich coraz bardziej nęciły perspektywy rozwalenia Rosji i zdobycia sobie drogi aż ku Indjom. Istotę planów niemieckich w tej dziedzinie, mogących mieć walor i dzisiaj jeszcze, odsłania w cyto- wanem już czasopiśmie „Die Ukrainę” w roku 1916 dr. Falk Schupp w artykule p. t.: „Ukraina, pomost niemiecki do krajów Wschodu”, (zeszyt 12, str. 102)
„Jeżeli spojrzymy na mapę”, — pisze — .to spostrzeżemy, że droga z Berlina do Odesy jest krótsza niż droga- z Berlina do Konstantynopola. Ujrzymy dalej, że przez Warszawę, Kijów, Rostów nad Donem, a dalej przez Ty- flis, Tebris wiedzie bezpośrednia droga kolejowa do zatoki perskiej, a stąd do Indyj. Rosja chciała przy pomocy swego serbskiego wasala zatarasować państwom centralnym drogę
przez Bałkan, aby je odciąć na trwale od ich tureckiego przyjaciela. Gdyby to się powiodło, to państwo Osmanów byłoby przez mocarstwa entente’y przecięte, jak tort i podzielone. Toteż przepędzenie Rosji znad morza Czarnego przywraca polityczną równowagę naszej części świata wobec Wschodu i otwiera uzasadnione widoki na ożywienie kultury krajów kaukaskich, szczególnie Gruzji, oraz graniczących z nię części Azji. Bismarck rozpoznał był te polityczne skutki z właściwą mu bystrością i dlatego to polecił w 1888 r. filozofowi, Edwardowi v. Hartmann wystąpienie z projektem przywrócenia wielkiego miasta Kijowa, czyli Ukrainy. Choćby te projekty były wówczas tylko politycznym szachem, przeznaczonym na to, aby Rosję, coraz bardziej zadufaną w sobie, połechtać w piętę Achillesowy — to jednak są w nich zawarte wytyczne naszej polityki, w myśl których dobrze byłoby podążyć. Jeżeli przedtem półwysep bałkański uchodził w polityce europejskiej za kocioł czarownic, a rozwiązywanie jego zagadnień za dowód mistrzostwa w sztuce państwowej w zakresie Wschodu, to dzisiaj zadanie to kryje się, jak karzeł, za problemem ukraińskim, którego wymiary muszą być uznane za olbrzymie”.
♦ * • «
Rewolucja marcowa 1917 r. w Rosji, detronizu- jąca cara, otwarła przed państwami centralnemi możliwość realizacji ich planów ukraińskich i rozpaliła nadzieje ukraińskich polityków. Ale dopiero przewrót październikowy 1917 r., doprowadzający do władzy Lenina i Trockiego pchnął Niemcy i Austrję do podjęcia sprawy ukraińskiej na wielką skalę. Bolszewicy bowiem wstrzymali odrazu kroki wojenne na froncie i patronowali dzikiej demobilizacji całej armji rosyjskiej. W rozpoczętych z delegacją bolszewicką pertraktacjach państwa centralne odrazu wyłączyły spod kompetencji rosyjsko-komunistycznej delegacji pokojowej sprawy ukraińskie. Już przedtem w dn. 2 grud-
nia 1917 r. odbył się w Kijowie na zasadach stanowienia narodów o sobie, głoszonych przez bolszewików, zjazd Centralnej Rady ukraińskiej pod przewodnictwem znanego nam już dobrze prof. Hruszew- skiego. Przedstawicielstwo tej Centralnej Rady po- powołały teraz państwa centralne do rokowań o pokój, tworząc poza plecami bolszewików delegację ukraińską do rokowań z sobą. W dyskusjach, toczonych w Brześciu litewskim, okupowanym przez wojska niemieckie, wynikł spór z delegacją rosyjsko-bolszewicką o zasady pokoju i kompetencje niezależnej od bolszewików delegacji ukraińskiej do zawarcia osobnego pokoju, zaś austro-węgierski minister spraw zagranicznych, hr. Czernin, w dn. 4 lutego 1918 r. złożył imieniem państw centralnych następujące oświadczenie w tej sprawie na posiedzeniu z delegacją ukraińską :
„Nie mamy powodu do cofnięcia lub ograniczenia potwierdzonego na posiedzeniu plenarnem z dn. 12 stycznia r.b. uznania delegacji ukraińskiej za delegację samodzielną i za upełnomocnione przedstawicielstwo ukraińskiej republiki ludowej. Przeciwnie, uważamy raczej za stosowne już teraz uznać ukraińską republikę ludową za niepodległe, wolne, suwerenne państwo, które znajduje się w tej sytuacji, że może samodzielnie zawierać układy międzynarodowe”.
Jakkolwiek przedmiotem rokowań o granice Ukrainy miały m. in. stać się terytorja, wchodzące w skład utworzonego przez państwa centralne aktem z dnia 5 listopada 1916 r. Królewstwa Polskiego, przedstawicielstwo warszawskiej Rady Regencyjnej nie zostało dopuszczone do rokowań i na posiedzeniu z dnia 9
lutego nad ranem delegaci państw centralnych podpisali ze swoją delegacją ukraińską pokój w Brześciu litewskim, ustanawiający ^wschodnie granice „wielkiej Ukrainy”. Podpisanie aktu uczcił imieniem państw centralnych niemiecki sekretarz stanu do spraw zagranicznych, v. Kuehlmann, uroczystym przemówieniem:
„Panowie! Nikt z Panów nie zechce się usunąć od oceny historycznego znaczenia tej chwili, w której przedstawiciele czterech sprzymierzonych państw zeszli się w tej oto sali z przedstawicielami ukraińskiej republiki ludowej, aby podpisać pierwszy pokój, który został zawarty w czasie wojny światowej. Sprzymierzonym delegacjom sprawia szczególną satysfakcję fakt, że pokój zawarły z młodym organizmem państwowym, który się wyłonił z zamętu wielkiej wojny. Niechaj ten pokój będzie pierwszym z szeregu traktatów pokojowych, pełnym błogosławieństw zarówno dla państw sprzymierzonych, jak i dla ukraińskiej republiki ludowej, której wszyscy życzymy najlepszej przyszłości”.
Wytyczone w Brześciu granice^wschodnie Ukrainy miały pójść po linji Tarnogród—Biłgoraj—Szczebrzeszyn—Krasnystaw — Puchaczów—Radzyń—Międzyrzecz—Sarnaki —Mielnik—Wysokie litewskie—Kamieniec litewski — Prużany—Wyganowicze. Odcinały więc na rzecz republiki ukraińskiej z granic dzisiejszego państwa polskiego następujące obszary: 1) całe województwo wołyńskie i większość poleskiego, 2) połowę województwa lubelskiego z Chełmem, i Zamościem i całem Podlasiem, przyczem granica miała iść tuż na wschód od samego Lublina, 3) południowy skrawek województwa białostockiego, 4) ponadto całe województwa stanisławowskie i tarnopolskie, oraz prawie całe województwo lwowskie, połączone z au-
* zaeMtue
strjacką Bukowiną, miały utworzyć — czego nie opublikowano — autonomiczną, ukraińską prowincję pod berłem Habsburgów. Oczywiście województwa wileńskie, nowogrodzkie, reszta poleskiego i prawie całe białostockie również nie miały wchodzić w skład Królestwa Polskiego, tak samo jak poznańskie, pomorskie, śląskie, krakowskie i reszta lwowskiego.
Wobec rozejścia się wojsk rosyjskich i deklaracji Trockiego, kończącej wojnę bez zawarcia pokoju, wmaszerowały wojska niemiecko-austrjackie w głąb południowej Rosji i zajęły Kijów i Charków. Zaczęła się po parotygodniowych rządach z ramienia Centralnej Rady organizacja pod protektoratem wojsk niemieckich rządu ukraińskiego z hetmanem Skoro- padzkim na czele. Równocześnie w austrjackiej Bukowinie pod opieką Austrji, a pod wodzą atamana Witowskiego, sformowano oddziały legionistów ukraińskich, t. zw. strzelców siczowych, pochodzących z Galicji; oddziały te niebawem odegrały znaczną rolę w walce o Lwów.
Tymczasem nastąpił pogrom państw Centralnych i rozpad Austro-Węgier. Wojska niemieckie na wschodzie zostały odcięte od macierzy i wycofywały się spiesznie. Straciwszy poparcie wojsk niemieckich upadł natychmiast w Kijowie umiarkowany rząd hetmana Skoropadzkiego, a miasto zostało opanowane przez ukraińskich radykałów z atamanem Petlurą na czele. W tym samym czasie we wschodniej Galicji władze wojskowe i cywilne austrjackie poczyniły wszelkie przygotowania, mające na celu przekazanie władzy
Ukraińcom. Wiedeń roił sobie nadzieje zatrzymania dla Habsburgów korony Zachodniej Ukrainy i w związku z tymi nadziejami arcyksiąże Wilhelm Habsburg, syn arcyksięcia Karola Stefana z Żywca, niedawnego kandydata do korony polskiej, został odkomenderowany do wschodniej Galicji i później, w początku walk polsko-ukraińskich, przebywał stale w głównej kwaterze ukraińskiej, jako „Wasyl Wyszywany". Na parę tygodni przed katastrofą Austrji kadry pułków, rekrutujących się z Rusinów, zostały przeniesione do wschodniej Galicji, podczas gdy polskie pułki trzymano zdała od kraju.
Ukraińcy nie próżnowali. W dn. 17 października 1918 r. delegacja Narodnej Rady powzięła we Lwowie uchwały, w których
„1) postanowiła ze względu na stanowisko Polskiej Komisji Likwidacyjnej w stosunku do suwerennej państwowości ukraińskiej we wschodniej Galicji dla wszystkich władz i urzędów ukraińskiego państwa rozporządzenie bezwzględnie obowiązujące. Ukraińska Narodna Rada, jako naczelna władza suwerennego ukraińskiego państwa, rozkazuje, by wszystkie zarządzenia Polskiej Komisji Likwidacyjnej na terenie ukraińskiego państwa uważać za pozbawione wszelkiej mocy prawnej i zakazuje ich wykonywania pod odpowiedzialnością przed Ukraińską Narodną Radą.
- Delegacja Ukraińskiej Narodnej Rady uznaje ukraiński legjon siczowych strzelców za początek i zawiązek narodowej siły zbrojnej ukraińskiego państwa i postanawia, że wszystkie ukraińskie pułki, jakie dotychczas pozostawały w związku z c. k. armją, podlegają rozkazom atamana Ukraińskiej Narodnej Rady.
- Delegacja Ukraińskiej Narodnej Rady wzyw;a austrjac-;
ki likwidacyjny rząd i c. k. komendę naczelną austrjackiej
armji, by oddala wszystkie austrjackie pułki, o których mowa,
do rozporządzenia Ukraińskiej Naczelnej Radzie i przeniosła
bezwlocznie wszystkie kadry tych wojskowych oddziałów do kraju.
Za delegację Ukraińskiej Narodnej Rady: Kost Lewicki, Iwan Kiweluk".
Uchwałę tę opublikowali ukraińcy dopiero w dwa tygodnie później, po dokonaniu zamachu na Lwów i wschodnią Galicję. Tymczasem w dn. 18 paździer- rnika 1918 roku obradowała we Lwowie konstytuanta ukraińska i zażądała od austrjackiego prezydenta ministrów, hrabiego Lammascha, przekształcenia Galicji wschodniej wraz z Bukowiną na niepodległe państwo ukraińskie w związku dynastycznym z Austrją. W kilkanaście dni potem austrjacka rada ministrów w obliczu upadku państwa uchwaliła nakazać namiestnikowi we Lwowie, generałowi hr. Huynowi, przekazanie władzy nad wschodnią Galicją Ukraińskiej Narodnej Radzie (patrz: W. Kuczabski, „Die Westukraine im Kampfe mit Polen und dem Bolscheviśmus”, Berlin 1934 str. 33).
Istotnie w nocy z 31 października na 1 listopada 1918 r. władze austrjackie w tajemnicy przed Polakami przekazały Ukraińskiej Narodnej Radzie władzę cywilną i wojskową, koleje, policję, objekty i magazyny wojskowe, budynki państwowe i znacznę fundu" sze. Komenda główna i inne dowództwa ukraińskie zasilone zostały oficerami niemieckimi i austrjackimi,. narodowości niemieckiej, ci zaś kierowali później,
przez szereg miesięcy wojskiem ukraińskiem w walce z Polakami.






