BIBLIOTEKA „NOWEGO ŁADU
TADEUSZ GLUZIŃSKI
SPRAWA UKRAIŃSKA
Bratu mojemu
ś. p. podp. Lechowi Oluzimhemu
poległemu pod Lwowem w dniu 29 grudnia 1918 roku poświęcam.
WARSZAWA - 1936
Jednem z zagadnień, w którem brak znajomości historii, choćby niedawnej, najfatalniejsze daje wyniki, to t. zw. kwestia ukraińska. Ocenianie istoty ruchu ukraińskiego z perspektywy przedwojennego Kijowa — to absurd zupełny, a jakże rozpowszechniony! Liczenie na możność przeciwstawienia ukraińców Rosji — jakże zawodne dla kogokolwiek, a tem bardziej dla nas! ..Sprowadzanie „kwestii ukraińskiej “ do źródeł wyłącznie gospodarczo-społecznych — jakże fałszywe! A wskutek tych mylnych poglądów każdy krok—jakże błędny i szkodliwy! Toteż, biorąc się do rozważań nad kwestią ukraińską w Polsce, trzeba zacząć od pobieżnego choćby rysu historycznego.
W okresie rozbiorów Polski i potem jeszcze, podczas kongresu wiedeńskiego, o Rusinach głucho. Przecież przed i po r. 1831 duchowieństwo unickie pisze i mówi po polsku, a klerycy w grecko-katolickiem seminarium duchownem we Lwowie spiskują wraz z Polakami na rzecz sprawy polskiej. Pochodzenie rusińskie powszechnie oznacza się znanem powiedzeniem: gente Ruthenus, natione Polonus.
Ruch ruski począł na terenie wschodniej Galicji tworzyć rząd austrjacki bezpośrednio po kongresie wiedeńskim, a więc wówczas, gdy za kordonem rosyjskim nikomu się o ruchu małoruskim nie śniło. Czytamy w konserwatywnym „Przeglądzie Polskim^ z r. 1857 t. 1 str. 502 w studjum B. Kalickiego:
.Już około r. 1820 rozpoczęły figury rządowe agitację w sprawie ruskiej... Niemcy urzędnicy... urządzali w domach swoich pierwsze wieczorki rusko-literackie, spraszali na nie młodzież ruską, która dopiero za popędem i w domu Niemców iprzypominała sobie o istnieniu ruskiej literatury i ruskiego języka. Uczestnikami takich muzykalno-deklamacyjnych wieczorków, odbywanych w ścisłej tajemnicy, byli po największej części ludzie, którzy po r. 1848 wypłynęli na ruską widownię polityczną”.
Pamiętajmy, że jest to okres Świętego Przymierza, a więc pełnego zbliżenia austro-rosyjskiego, które w r. 1849 znalazło swój wyraz w przemarszu wojsk rosyjskich przez Galicję na Węgry, celem stłumienia powstania przeciw Austrii. Toteż tworzony przez Austrię, a przeciw Polakom zwrócony, ruch ruski ma zabarwienie filorosyjskie. Ruch ten krystalizuje się pod opieką namiestnika cesarskiego hr. Stadiona. Rząd austriacki, sparaliżowawszy knowania emigracji polskiej przez wywołanie rzezi szlachty w zachodnie} Galicji, rozdmuchał równocześnie zawiść społeczną we wschodniej Galicji. Uwłaszczenie włościan, za które indemnizacją obciążył cały kraj, przedstawił jako akt łaski cesarskiej, tak samo, jak później ta uczynił rząd rosyjski w Królestwie, zaś między chłopów ruskich rzucił hasło, że tylko polska szlachta stoi na przeszkodzie, a nastąpiłby podział lasów i obszarów dworskich między nich.
Agitacji społecznej towarzyszyło popieranie ruchu filorosyjskiego. Toteż nowopowstały ruch, umocniony przyjaźnią austro-rosyjską i neutralnością Austrii w wojnie krymskiej 1855 r. skłania swe sympatie wyraźnie w stronę Rosji. W okresie walk konstytucyjnych w Austrii wyłania się zeń stronnictwo świętojurców, tak nazwane od katedry świętego Jura we Lwowie.
Stronnictwo świętojurców przy pomocy rządu austriackiego oparło swe wpływy w kraju na potężnej organizacji Kościoła unickiego. Rozpoczęło się na wielką skalę odpolonizowanie cerkwi unickiej. Usuwano obrzędy i obyczaje, przejęte z biegiem stuleci od Kościoła łacińskiego i zastępowano je przejętymi z cerkwi prawosławnej. Zarazem zakazywano parafianom uczęszczać do kościołów rzymsko-katolickich, brać udział w rzymsko-katolickich odpustach i przestano dopuszczać księży łacińskich do odprawiania nabożeństw w cerkwiach unickich. Tak stopniowo ruch świętojurski zbliżał cerkiew unicką do prawosławia. Równocześnie przez wpływ na szkoły propagowało duchowieństwo unickie moskwiczenie języka ruskiego, usuwając zeń wyrazy polskiego pochodzenia i zastępując je słowami pochodzenia rosyjskiego. Ten wrogi wobec polskości stosunek wyraził się także w gwałtownym ruszczeniu Polaków grecko-katolickie- go obrządku.
„We Lwowie i Brodach dyaki staczają utarczki z tymi, którzy po polsku i z polskiej modlą się książki, w Bełzie chłopi wychodzą z kościoła, gdy pop po rusku mówić zacznie" (patrz lwowska „Gazeta Narodowa" z r, 1865 Na 227).
O sztuczności ówczesnego ruchu ruskiego, o presji, przy pomocy której go szczepiono, świadczy zdumienie współczesnych temu Polaków. Wybitny polityk i sławny historyk, Józef Szujski, tak pisze w r. 1866 w swoich „Listach ze Lwowa":
„Faktem jest, że od roku 1773 do 1848 mało słyszana o Rusinach, a wcale nic o ruskiem stronnictwie".
A Florian Ziemiałkowski, ugodowy wobec Wiednia, późniejszy pierwszy minister dla Galicji, tak wyraża swe zdumienie:
„Wiedzieliśmy o tem wszyscy, że za czasów Polski część dzisiejsze] Galicji nazywała się Rusią i że wschodnią część Galicji zamieszkują Rusini; lecz o tem wiedzieliśmy, że Rusini są „nątione Poloni", bo jako ród nie stanowi jeszcze narodu, tak odrębna rodowość nie stanowi jeszcze odrębnej narodowości. W Rzeczypospolitej polskiej, z różnych szczepów złożonej, wyrobił się pod wpływem wspólnego łącznika państwowego jeden naród polski, jako wyraz kilkowiekowej spójności dziejowej,
W roku 1848 raptem pojawiła się w Galicji tak zwana kwestia ruska, która, wywołana przez niemiecką biurokrację służąc tejże, nawzajem przez nią wspierana, stała się zmorą kraju. Powiedziałem tak zwana kwestia ruska, była ona bowiem raz centralistyczną, drugi raz schizmatycką, potem stała się moskiewską u góry, a u dołu socjalną — byłą wszystkiem, ale nie kwestją ruską" (patrz „Przegląd Polski" z r, 856 str, 16).
A oto ustęp z przemówienia posła sejmowego, unity Mikołaja Zyblikiewicza, późniejszego marszałka, sejmu galicyjskiego, które zostało wygłoszone podczas pamiętnej dyskusji nad adresem do Franciszka Józefa w roku 1866, gdy to świętojurcy przedstawili własny projekt adresu:
„I ja jestem Rusinem i jestem pewny, że może więcej Rusinów stoi za mną, niż za autorami tego adresu, a jako Rusin własnym i współwyznawców moich imieniem wypieram się tego adresu*.
Świętojurcy, idąc ręka w rękę z Austrją, zwalczającą polskie dążenia do autonomii, tak istotne w okresie bezpośrednio po upadku powstania z roku 1863, odnosili się wręcz wrogo do polskich dążeń.
„Nie wiem" — mówił w sejmie 1865 roku o odbudowaniu państwa polskiego świętojurzec ks. Łoziński — „czyto zgodziłoby się z nadziejami naszego narodu i z jego stanowiskiem i nie wiem, czyżby to nie było nieszczęściem dla nas".
W Wiedniu posłowie świętojurscy do parlamentu w r. 1861 przystąpili do klubu unionistów, utworzonego przez najzawziętszych centralistów niemieckich, nieprzejednanych wrogów autonomji Galicji i Czech.
Polacy szukali pojednania i ugody z ruchem ruskim, ale oczywiście po roku 1865 nie chcieli ugody z ruchem moskalofilskim. Stanisław Tarnowski, późniejszy wódz konserwatystów krakowskich, tak pisał:
„Gdyby ta sprawa ruska była sprawą narodowości, gdyby raz dowiodła, że jest ruską, a nie rosyjską, wtedy wiedzielibyśmy, co robić: otworzyć jej ramiona i serce i dać jej wszystko, co sami mamy, lub kiedykolwiek mieć możemy. Taka Ruś byłaby kotwicą i tarczą wiary, cywilizacji i narodowości przeciw Rosji, ale dziś nią nie jest" (patrz „Przegląd Polski" z r. 1866 I str, 146).
Austria umiała cenić swych sojuszników w walce z odśrodkowymi dążeniami Polaków i starała się im pomagać wszędzie i zawsze. W r. 1861 rząd Schmerlinga zniósł rozporządzenie o stosowaniu alfabetu łacińskiego w piśmie ruskiem, a wprowadził cyrylicę. Najcharakterystyczniejsze zaś w owej epoce, gdy to we Lwowie istniał uniwersytet czysto niemiecki, zaś Polacy nie mieli we Lwowie ani trochę językowych praw w szkolnictwie średniem i wyższem, to to gwałtowne narzucanie Rusinom szkolnictwa wyższego. Oto w r. 1843 reskrypt ministerialny z d. 4 grudnia znosi katedry języka polskiego na uniwersytecie lwowskim (inne katedry były niemieckie) i zapowiada stopniowe wprowadzenie języka ruskiego do wykładów. Patent cesarski z dn. 21 października 1862 r. tworzy na uniwersytecie dwie ruskie katedry prawa, gdy nie było polskich, poczem następuje na te katedry telegraficzna nominacja dwóch ruskich zastępców profesorów, skoro kandydatów, ukwalifikowanych na profesorów, brakło. W końcu reskrypt ministerstwa stanu z d. 31 marca 1865 r. zezwala na zdawanie egzaminu sądowego w języku ruskim!
Toteż w uznaniu tych dobrodziejstw przedstawiciel świętojurców, ks. Naumowicz, tak zadrwił sobie z Polaków na sejmie 1866 r. podczas dyskusji nad adresem do cesarza, żartując z wiernopoddańczej dyplomacji projektowanego adresu:
„Czytając projekt Waszego adresu jedno tylko nas ucieszyło, a mianowicie to, że i wy, panowie, zrozumieliście, że dobro nas wszystkich jest silnie związane z dobrem Austrji. Takie prze-
świadczenie ma u nas każdy wykształcony i niewykształcony Rusin od czasu rewindykacji Galicji (t. j. rozbioru Polski—przyp. autora), aż po dzień dzisiejszy. Imię wielkiego reformatora, Józefa II, który dał naszemu narodowi, jak i innym narodom austrjackiej monarchji ludzkie i obywatelskie prawa, wspomina się jeszcze dziś w naszych wiejskich chatach z głęboką czcią, a pamięć dobrodziejstw światłej dynastii Habsburgów i rządu austriackiego wymogła na przeciąg prawie stu lat to bezgraniczne zaparcie się, wierność i miłość, dla której żadna ofiara mienia i krwi w obronie ojczyzny austriackiej nie była wielka. Świadkiem tego jest historia wszystkich wojen i rewolucyj, w których w pierwszym rzędzie stali synowie wschodu, naszej Rusi, twardym murem; i były czasy, gdy różne narody Austrii stawały w szeregu różnych wrogów, monarcha dopiero wówczas spokojnie zasnął, gdy dowiedział się. że go strzegą ruskie pułki-.
Nic dziwnego, że świętojurców w Wiedniu za wierność wobec Habsburgów długo nazywano Tyrolczykami wschodu.
Pierwsze przejawy odrębności małoruskiej w stosunku do Rosji budzą się na Kijowszczyźnie po z górą stuletniem uśpieniu pod wpływem polskiej literatury romantycznej. Ruch to słaby, odznaczający się nawet raczej pewnemi sympatiami dla Polski i Polaków, niż dla Rosji; wyrazem jego literackim staje się twórczość Szewczenki. Dopiero jednak równolegle z ruchem świętojurców w Galicji, jako jego echo wtórne poniekąd zaczął się w Kijowie pewien żywszy ruch intelektualny, kultywujący odrębności językowe i obyczajowe tamtejszego ludu. Przodował temu ruchowi Włodzimierz Antonowicz, z pochodzenia Polak; od r. 1862, jako dwudziestokilkuletni młodzieniec, nauczy-
ciel w kijowskim korpusie kadetów, począł pisać o stosunkach między szlachtą polską a ludem małoruskim na Ukrainie. Zostawszy w r. 1870 docentem, a w r. 1878 profesorem historii ruskiej na uniwersytecie, wytworzył koło uczniów, którym głosił apoteozę buntu Chmielnickiego i gloryfikował jego poddanie się Rosji. Dzięki niemu powstał ruch umysłowy, zdecydowanie filorosyjski, a wręcz wrogi w stosunku do Polski i oparty na antagonizmie społecznym między chłopem małoruskim, a polską szlachtą. Ruch ten — tak podobny do ruchu świętojurowców i od ich powstania późniejszy — niósł przed sobą sławne zawołanie swego wodza, stawiające Polakom alternatywę: „roztopić się w ukraińskim narodzie, albo uciekać do Warszawy!“
Ruch kijowski zaważyć miał w przyszłości na stosunkach polsko-ruskich w Galicji, gdyż uczniem Antonowicza był Michał Hruszewski, późniejszy duchowy przywódca ruchu ukraińskiego.
Pewne naprężenie w stosunkach austro - rosyjskich zaczyna się już od wojny krymskiej. Zajęte przez Austrię stanowisko zbrojnej neutralności, jej nacisk na Rosję, zmuszający ją do przyjęcia warunków Anglji i Francji, rozgoryczyły rząd rosyjski i rosyjską opinię narodową. Polityka austriacka ułatwiła zbliżenie między rządami Aleksandra II i Napoleona III.
W okresie wojny francusko-austriackiej, wskutek której Austria utraciła Lombardję, Rosja sympatyzuje z Francją. Później jednak wypadki, rozgrywające się w Polsce, rozruchy w Warszawie i wybuch powstania doprowadzają do zupełnego zbliżenia, a potem do konwencji wojskowej rosyjsko-pruskiej z dn. 8 lutego 1863 r. Austria po cichu popiera powstanie, bierze udział w inicjowanych przez Napoleona III interwencjach dyplomatycznych wraz z Francją i Anglią; wycofanie się Austria z popierania powstania nie usuwa już osadu gwałtownej niechęci w Petersburgu, a porozumienie Bismarcka z ks. Gorczakowem trwa nie- zamącone niczem aż do wojny niemiecko-francuskiej 1870 r. Przy życzliwej neutralności Rosji napadają
Prusy na Austrję, a katastrofa pod Koeniggraetzem w 1866 roku wyrzuca Austrję ze związku państw niemieckich. Przez cały ten czas rząd wiedeński podejrzewa Rosję o zamiary zaborcze w stosunku do Galicji. Po pokoju praskim 1866 roku, po klęsce Austrji w wojnie z Prusami pisał Kajetan Koźmian:
„Istniała między Prusami i Rosją umowa o odstąpienie temu ostatniemu mocarstwu Galicji, co w dzisiejszem położeniu rzeczy byłoby niezawodnie największą dla sprawy interesów polskich klęską".
Od r. 1866 naprężenie stosunków austro-rosyj- skich trwa już bez przerwy i znajduje swój wyraz podczas wojny rosyjsko-tureckiej 1878 r., gdzie wojna austro-rosyjska przez kilka lat wisi na włosku. I później jeszcze trwa wzajemna nieufność i doprowadza do częściowych mobilizacyj w latach 1908 i 1912 i wreszcie do wybuchu 1914 r.
Zmiana stosunku Austrji do Rosji musiała przynieść ze sobą i zmianę postawy Austrji wobec ruchu filorosyjskiego wśród Rusinów galicyjskich. Zwrot nie dokonał się jednak odrazu, bo zbyt silnie zakorzeniło się w Wiedniu przekonanie o wierności świętojurców, tych „Tyrolczyków Wschodu”. Na otrzeźwienie wpłynęły w pewnym stopniu głosy prasy rosyjskiej w 1866 roku, wyrażające przeświadczenie, że świętojurcy poprą najście wojsk rosyjskich na Galicję. Ale i wierno- poddańcze oświadczenia przywódców ruskich na sejmie galicyjskim 1866 r. i ich taktyka w parlamencie wiedeńskim, zwrócona przeciw dążeniom autonomicznym Polaków i Czechów zdołały rządowi wiedeńskie-
mu zaciemnić rzeczywistość. Niemniej przeto rząd Franciszka Józefa próbuje się asekurować w stosunku do świętojurców przez popieranie narodzin ruchu młodoruskiego, mówiącego o odrębności Rusinów wobec Rosji. W dążeniach tych sekundują mu Polacy, jednolicie zajmujący po wypadkach 1863 r. stanowis- ko antyrosyjskie. Mimo tej wspólnej linji rząd austr- jacki dbał jednak usilnie, by nie dopuścić Polaków do zbliżenia z Rusinami.
Około r. 1861 ogarnia ruską młodzież akademicką na lwowskim uniwersytecie ruch t. zw. „Młodej Rusi”, przeniesiony z poza kordonu rosyjskiego. Głosi on hasła odrębności ludu rusińskiego w stosunku do Rosji i szerzy kult ukraińskiego poety, Szewczenki i ruskiej pieśni ludowej. Biurokracja austrjacka wita ten prąd radośnie. Jeden z wyższych urzędników au- strjackich, Niemiec oczywiście, staje się w r. 1862 głównym założycielem pisma młodoruskiego „Weczor- nycia", a potem w r. 1864 otrzymuje koncesję na założenie teatru ruskiego we Lwowie, przyczem do komitetu teatralnego powołuje samych adeptów „Mło- dej Rusi”.
Atoli sztucznie szczepiony ruch nie zdobywa sobie gruntu i nie umie sobie poradzić z atakami świętojurców, tern bardziej, że i rząd wiedeński nie chce się jeszcze angażować w walce przeciw dotychczasowym „Tyrolczykom Wschodu** i woli grać na cztery ręce, wywierając równocześnie swój wpływ na oba ugrupowania ruskie. I tak ruch młodoruski w ciągu kilku lat zamiera niemal zupełnie. Około r. 1865
już niemal o nim nie słychać. Bojkot, stosowany wobec niego przez cerkiew unicką i przez stronnictwo świętojurskie doprowadza do upadku wszystkie wydawnictwa „Młodej Rusi". Kończą swój żywot „We- czornycia”, „Meta”, „Czytelnia" i „Niwy". Teatr ruski przechodzi w ręce świętojurców. W rezultacie na placu zostają tylko „Tyrolczycy Wschodu".
Mimo naprężenia stosunków austro-rosyjskich i wrogiego usposobienia Polaków wobec Rosji rząd wiedeński z większą nieufnością odnosi się do Polaków, walczących o autonomję Galicji, niż do filoro- syjskich, lecz centralistycznie nastrojonych przedstawicieli ruskich. W myśl starej austrjackiej zasady „divide et impera" stara się podtrzymać waśń polsko- ruską i za żadną cenę nie chce dopuścić do jakiegoś istotnego zbliżenia między Polakami a ludem ruskim; w tej tendencji znajduje pełne poparęie u świętojurców.
Polacy, hołdujący idei Jagiellońskiej zlania w jedno wszystkich ludów Rzeczypospolitej, pragnęli usunąć tę zawadę, jaką stanowić musiało nierozumienie języka ruskiego przez Polaków i naodwrót. Ustawa sejmowa galicyjska z 1867 r. wprowadzała do szkół ludowych przymus uczenia się obu języków. Tymczasem konstytucja austrjacka z dn. 21 grudnia 1867 r. zakazała umyślnie stosowania takiego przymusu i pod presją rządu sejm galicyjski musiał przyjąć w r. 1869 odpowiednią zmianę swej ustawy. Gdy później w r. 1871 Józef Szujski i Krzeczunowicz próbowali wprowadzić obowiązkową naukę języka ruskiego do
szkół średnich w całej Galicji, sprzeciwił się temu rząd i świętojurcy. Ich przedstawiciel, Szaszkiewicz, oświadczył w sejmie, że jest przeciwny takiemu wnioskowi, bo — jako zwolennik wolności — nie może znieść przymusu. I znowu w r. 1884 Wojciech Dzie- duszycki postawił wniosek, żądający przymusowego nauczania w szkole średniej w całej Galicji języka ruskiego i tak go motywował:
„Jeśli się będziemy dalej w ten sposób godzić, jak się dotąd godzimy, doprowadzimy do tego, że się ze wszystkiem rozpadniemy, że Małopolska stanie się całkiem obcą dla Rusi Czerwonej, że szlachta na Rusi nie będzie rozumiała umysłowego ruchu ludu, co się dokołą niej budzi, że młodzieniec wyszły z ludu nie pojmie dziejów własnego kraju i będzie patrzał na historyczne stany swego narodu, jak na obcych, że Małopolanin nie będzie sobie mógł radzić, jak do Przemyśla przyjedzie, że prądy socjalistyczne, destrukcyjne, wrogie cywilizacji i obałamucające lud, będą mogły rozpościerać swą propagandę jak najbezpieczniej zapomocą książek drukowanych abecadłem, niedostępnem dla klas zamożnych; że wielu z nas nie będzie zgoła nic wiedziało o najważniejszych ruchach umysłowych, odbywających się w kraju naszym zapomocą niedostępnej pisowni, dla śmiesznej nieznajomości najściślej spokrewnionej mowy”.
- ten rozumny wniosek został utrącony wskutek stanowiska rządu i Rusinów. Przepaść rosła nieprzebyta. Ale rząd austrjacki miał już wtedy znaczne perspektywy na wytworzenie wśród Rusinów filoaustrjackiego prądu o silnem nastawieniu antypolskiem.
Ruch młodoruski ożywa bowiem po r. 1870, aczkolwiek na razie nie zrywa jeszcze ze stronnictwem świętojurskiem. Na terenie akademickim następuje
w latach 1874 — 1876 rozłam w towarzystwie „Akade- miczeskij Krużok" i pod wodzą radykałów Franki i Pawlika część studentów ruskich usuwa się od współpracy z świętojurcami. Wcześniej jeszcze, bo w r. 1868 powstaje ruskie towarzystwo oświatowe „Proświta". W r. 1881 nauczyciele ruscy występują z Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego i powołują do życia własne Towarzystwo Pedagogiczne.
A tymczasem ruch świętojurski kompromituje się w oczach Austrji ostatecznie. Jak już wspomniałem, w r. 1878, w czasie wojny rosyjsko-tureckiej zaostrzenie stosunków austrjacko-rosyjskich grozi lada chwila wybuchem wojny. Ta groźba wisi odtąd przez parę lat następnych. W tym właśnie czasie święto- jurcy rozwijają wśród ludu żarliwą agitację na rzecz Rosji. Około r. 1880 oddziela się od święto- jurców grupa młodych „Wielkorusów”, zwolenników pełnej jedności rosyjskiej i tworzy nowe ugrupowanie. Ruch ten zakończył się w r. 1882 wielkim procesem politycznym Olgi Hrabar, Dobrjańskiego, Markowa i tow. o zdradę stanu i szpiegostwo na rzecz Rosji. Proces ten stał się końcem tego radykalnego ruchu i definitywnie pogrzebał w opinji wiedeńskich sfer rządzących „Tyrolczyków Wschodu**, w których środowiskach lęgło się szpiegostwo i zdrada.
Secesja radykalnych, która dokonała się na terenie akademickim w latach 1874—1876, rozwinęła się wkrótce w osobne ugrupowanie społeczno-rady- kalne i antykościelne. Duchowym wodzem tego odłamu był niejaki Dragomanów, zaś jego pomocnikami
Franko, Pawlik, Budzynowski iTrylowski. Działali głównie na Pokuciu, czyli na terenie Huculszczyzny, głosząc walkę z panami i klerem i obiecując chłopom rozdział lasów rządowych i pastwisk, oraz ziemi ornej, należącej do polskiej szlachty. Część tego ugrupowania miała się w niedalekiej przyszłości stać ośrodkiem krystaliza- cyjnym ruchu „ukraińskiego", choć na razie, aż do śmierci Dragomanowa w r. 1895, nie aKcentowała wcale w swej działalności pierwiastków nacjonalistycznych. Brak poczucia narodowego wśród tego odłamu szedł tak daleko, że jeszcze w r. 1903 jeden z jego głównych działaczy, Trylowski — gdy we wsi Załucze w powiecie śniatyńskim zmarł proboszcz unicki i powstał zatarg między ludnością, a biskupem grecko-katolickim w Stanisławowie o osobę nowego proboszcza — zorganizował przejście 400 mieszkańców tej wsi na prawosławie.
Bezpośrednio przed r. 1890 wyłączność stronnictwa świętojurskiego miała się już ku końcowi. Wyodrębniona w latach 1874—1876 radykalna grupa Dragomanowa poszła własną drogą. Secesja „wielko- rusów*' zakończyła swój żywot procesem Olgi Hrabar i rzuciła taki cień na resztę, że ta wolała odtąd przycichnąć i zwać się w odróżnieniu od tamtych stronnictwem staroruskiem. Wreszcie wewnątrz ugrupowania wyłaniał się jeszcze organizacyjnie nieskrystalizowany ruch, podkreślający odrębność narodową Rusinów wobec Rosji i — pod wodzą Romańczuka — pojawił się nawet w osobach swych przedstawicieli na ławach sejmu galicyjskiego.
W tej sytuacji rząd wiedeński zdecydował się na zadanie stronnictwu filorosyjskiemu ostatecznego uderzenia drogą doprowadzenia do nowego rozłamu przez wyodrębnienie młodoruskiej grupy Romańczuka i udzielenie jej pełnego poparcia administracji. Użył do tej akcji rządzących naówczas w Galicji stańczyków krakowskich i wyszłego spośród nich namiestnika cesarskiego, Kazimierza hr. Badeniego, późniejszego austrjackiego prezesa ministrów. Tak doszło do pamiętnej „ugody polsko-ruskiej" z r. 1890 i do powstania stronnictwa „ukraińskiego". Ale nie wyprzedzajmy wypadków.
W r. 1889 rozpoczął namiestnik, Kazimierz Ba- deni, na życzenie Wiednia i za poparciem stronnictwa konserwatywnego krakowskiego, a w szczególności swego brata, Stanisława Badeniego, późniejszego długoletniego marszałka sejmowego, oraz Michała Bo- brzyńskiego, w najbliższym już czasie wiceprezydenta Rady Szkolnej Krajowej, a w szereg lat później namiestnika Galicji, pertraktacje z grupą Romańczuka i Barwińskiego. W zamian za obietnicę pełnego poparcia domagał się od nich namiestnik secesji ze stronnictwa staroruskiego i „wierności dla państwa i Kościoła". Dla Polaków nie domagał się nic. Pokusa poskutkowała i w r. 1890 przy poparciu kardynała unickiego, ks. Sembratowicza, dokonywa się rozłam w klubie sejmowym ruskim i na czele secesji stają posłowie Romańczuk, Barwiński i Teliszewski. Zostaje zawarty pakt między namiestnikiem i polską, konserwatywną większością sejmową, a przedstawicielami
nowego ugrupowania ruskiego- Na posiedzeniu sejmo* wem z dn. 26 listopada 1890 r. zabrał głos imieniem nowej formacji politycznej ks. Teliszewski w te słowa:
„Na polu wspólnego interesu, bogactwa krajowego, Rusini i Polacy zgodzić się mogą. Jakiekolwiek dzielić nas mogą niechęci, to wiemy — Rusini wiedzą tak dobrze, jak Polacy,— że grunt pod nogami mamy wspólny i że nie walczyć z sobą, ale jednoczyć się powinniśmy, bo przed nami stoi wspólny wielki wróg (Rosja — przyp. autora\ przeciw któremu, jeżeli nie połączymy się w obronie, to zginiemy jedni i drudzy”.
Na tern samem posiedzeniu prezes nowego klubu, Romańczuk, zwrócił się do Polaków:
„Rusini chcą zostać katolikami, bo ten charakter łączy ich z zachodem, a zasłania od rusyfikacji, a że nie chcą ani Polaków za San przepędzić, ani sami jedni i wyłącznie swoim językiem się rządzić, ale chcą na podstawie tego języka być narodem, a nie odnogą narodu (rosyjskiego — przyp. autora): chcą pełni praw równych i tych samych. Rząd powinien na nich zważać i popierać ich, bo wskutek swego położenia geograficznego i swojej narodowej świadomości są dla niego potrzebni i ważni*1.
Akt ugody — po przemówieniu posła Madey- skiego, imieniem większości sejmowej — zakończyło oświadczenie namiestnika, Kazimierza hr. Badeniego:
„Rząd, jak z obowiązku prawa mniejszości strzedz powinien, tak z obowiązku także większości lekceważyć nie może a winien starać się o to, by w poszanowaniu praw mniejszości ta większość pomagać mu mogła. Zadanie to należy ułatwić rządowi i większości, ułatwić zaś można, wyznając czynem i słowem wierność dla państwa i dynastji, dążąc do zgodnego wspólnego życia, odrzucając od siebie to wszystko, co powyższym zasadom zaprzecza i staje na wspak. Jeżeli te hasła zdołają zjednoczyć Rusinów pod przewodnictwem ich
duchowych zwierzchników, biskupów, zadanie rządu będzie ułatwione i jego życzliwość niewątpliwą”.
Tak przypieczętował namiestnik swem oświadczeniem zapewnienia nowego stronnictwa ruskiego, że „zachowa wierność dla państwa i Kościoła'1. Rząd wiedeński zaś po raz pierwszy połknął przynętę, zawartą w słowach posła Romańczuka, jakoby Rusini byli dla Wiednia cennym sojusznikiem na wypadek wojny z Rosją, bo „wskutek swego położenia geograficznego i swojej narodowej świadomości są dla niego potrzebni i ważni”. Tę przynętę połyka Wiedeń po raz wtóry w kilkanaście lat później, w obliczu grożącej wojny światowej.
Rozpoczęła się teraz idylla austrjacko-rusko-pol- ska. Zaraz po sesji sejmowej kardynał metropolita lwowski i inni biskupi uniccy wydali odezwę, wzywającą lud ruski do poparcia nowego stronnictwa, Polacy odtąd długie lata żyli pod urokiem ugody, choć glosy ugodowe po stronie ruskiej w stosunku do Polaków przebrzmiały już po upływie roku.
Od r. 1890 rząd wiedeński i polska administracja w Galicji udzielają zdecydowanego poparcia stronnictwu narodowo-ruskiemu w walce ze stronnictwem staroruskiem. Podczas wyborów poparciem administracji cieszą się stale kandydaci młodoruscy, na probostwa i biskupstwa otrzymują nominacje jedynie zwolennicy narodowego kierunku. Mianowany w r. 1890 wiceprezydentem Rady Szkolnej Krajowej, Michał Bo- brzyński rozpoczyna nową erę w szkolnictwie w stosunku do Rusinów. Na przekór tradycyjnemu polskie-
mu domaganiu się obowiązkowej nauki obu języków w całem szkolnictwie średniem, kładzie w porozumieniu z namiestnikiem Badenim pieczęć na separatyzmie ruskim przez tworzenie gimnazjów z ruskim językiem wykładowym, których dyrektorami mianuje zwolenników narodowege ruchu ruskiego. Naskutek inicjatywy Bobrzyńskiego i za możnem poparciem namiestnika tworzy się na uniwersytecie lwowskim katedrę historji powszechnej ze specjalnem uwzględnieniem historji wschodu z ruskim językiem wykładowym; na katedrę staraniem obu sprowadza się Rusina kijowskiego, Michała Hruszewskiego, ucznia Antonowicza i gloryfi- katora Chmielnickiego, choć egzotyczny kandydat liczy ledwo 29 lat i nie posiada nawet stopnia doktorskiego. Ten importowany uczony staje się wkrótce ideologiem ruchu „ukraińskiego" i głosicielem hasła: Polacy za San!
Równocześnie namiestnik Badeni stara się i o fundamenty materjalne dla nowego ruchu i za jego wpływem krakowskie towarzystwo ubezpieczeń, t. zw. Flo- rjanka, umożliwia powstanie odrębnego ruskiego towarzystwa asekuracyjnego „Dnister”, które w parę lat zdołało ogarnąć całą wieś ruską. Bez oporu ze strony polskiej kler ruski uprawia w dalszym ciągu przeciąganie polskiej ludności rzymsko-katolickiej po wsiach •do cerkwi unickiej, wyzyskując fakt, że szlachta polska tak teraz, jak i przedtem woli fundować cerkwie, niż kościoły i do chłopa we wschodniej Galicji — bez względu na jego narodowość — mówi wyłącznie po rusku, bo to „język chłopski11, gdy polski jest „ję-
zykiem pańskim". Polacy niczem nie dają się zachwiać w swej wierności dla dzieła ugody. Gdy w r. 1894 poseł Romańczuk narzekał w sejmie, że Rusini zawiedli się na ugodzie 1890 r., lecz nie zapowiadał jeszcze jaj zerwania, Stanisław Badeni, brat namiestnika, tak mu odpowiedział:
„Panowie, co właściwie znaczy to, co mylnie nazywają nową erą? Zdaje mi się, że było to przekonaniem tak u panów,* jak u nas, że należy nam szukać wspólnego gruntu, na którym byśmy^się spotkać, porozumieć i łączyć mogli i przypuszczaliśmy, że gdy się na tym gruncie raz szczerze spotkamy, to stosunki tak nasze, jak i wasze na tym tylko zyskać mogą. A w czem ten punkt wspólny się znalazł? Znalazł się przedewszystkiem w tern, że wy i my chcemy stać przy Austrji i przy dynastji. Aby uniknąć możliwych tu nieporozumień, muszę powiedzieć, że stać przy Austrji i dynastji to nie znaczy nie mówić tego nigdy, co takiego stanowiska byłoby jaw- nem zaprzeczeniem, tylko znaczy nie zrobić nigdy nic takiego, coby dla tego państwa było osłabieniem. Otóż, gdy Rusini narodowcy na tym gruncie stoją i stać chcą, to już jest pewna i główna podstawa do porozumienia i do wspólnego działania. Drugim czynnikiem jest oparcie się o Kościół katolicki. To znowu jest grunt, na którym się spotykamy... Rozumieją to dobrze ci spośród Rusinów, którzy sobie tej wspólności z nam* nie życzą; dla nich unja z Kościołem katolickim jest przeszkodą w ich politycznem działaniu. Nakoniec trzeci punkt, t. j. rozwój narodowości naszej i waszej, to znowu grunt wspólny, bo wspólne są pod tym względem nasza prawa i dążenia. 1 to znów powód, dlaczego my ten wasz program nie tylko akceptujemy, ale wprost przy nim stać musimy. Bo jeśli i dopóki wy chcecie rozwijać waszą odrębną narodowość, to nietylko możecie i macie prawo liczyć na naszą pomoc i po* parcie, ale powinniście pamiętać o tern, że to jest też zgodne z naszym interesem narodowym”.
Gdy te pojednawcze słowa padały z ust przedstawiciela konserwatywnej większości sejmowej i póź niejszego marszałka sejmu, ruskie stronnictwo narodowe— nie zdradzając się na razie z niczem —miało już w zanadrzu nowy sojusz.
Oto w r. 1895, po śmierci Dragomanowa, dochodzi do skutku rozłam w ugrupowaniu radykalno-rus- kiem, o którem pisałem wyżej. Młodzi, z Franką i Bu- dzynowskim na czele, nagle poczynają akcentować w swych wyznaniach wiary politycznej pierwiastki narodowe i opuszczają Trylowskiego, zgłaszając akces do partji narodowo-ruskiej Romańczuka. Wnoszą do niej motyw walki społecznej i odtąd w ruchu naro- dowo-ruskim moment radykalno-społeczny zlewa się w jedno z nacjonalistyczną nutą.
Walka Rusinów z polskością zaostrza się od tej pory i jedynie Polacy trwają ciągle przy złudzeniach zawartej ongiś ugody. Tendencje do przestrzegania ugody zakorzeniły się były tak silnie w społeczeństwie polskiem we wszystkich obozach, że jeszcze w dn. 14 marca 1903 r. narodowa polska młodzież akademicka we Lwowie zwołuje wspólny wiec z Rusinami, aby zaprotestować razem przeciw temu, że żandar- merja austrjacka udziela pomocy żandarmerji rosyjskiej w ściganiu rewolucjonistów ukraińskich z Kijow- szęzyzny.
Celem przeciwdziałania akcji radykałów, którzy się znaleźli tak niespodziewanie w stronnictwie naro- dowem ruskiem, umyślili sobie promotorzy ugody opanować cerkiew przez wprowadzenie na tron me-
tropolitalny we Lwowie swego człowieka. W tym celu upatrzony kandydat, Andrzej Szeptycki, były oficer austrjacki, brat późniejszego polskiego generała, który już przed kilku laty zmienił obrządek na grec- ko-katolicki, wstąpił w ambitnych zamiarach na teo- logję i stał się Bazyljaninem; zostaje on za staraniem stańczyków, po śmierci arcybiskupa Kuiłowskiego, metropolitą unickim lwowskim, jako Polak i zaufany patron zbliżenia polsko-ruskiego. W krótkim czasie nowy arcybiskup stał się opiekunem tendencyj antypolskich wśród Rusinów, zdradził swój naród i swoich protektorów i doprowadził do tego, że rodzony jego ojciec, polski poseł na sejm galicyjski, wyparł się go publicznie Pod jego skrzydłami w kilkanaście miesięcy potem księża uniccy agitują za strajkiem rolnym i namawiają parafjan do puszczania „czerwonego koguta” na polskie dwory, zaś w parę lat później studenci teologji biorą czynny udział w awanturach uniwersyteckich i w niszczeniu portretów rektorskich.
Sprowadzony przez Bobrzyńskiego i Badeniego profesor Michał Hruszewski przywiózł ze sobą z Kijowa zaczerpnięte u Antonowicza idee bezwzględnej walki z Polakami, apoteozę buntu kozackiego i haj- damaczyzny. Dzięki niemu ruch narodowy ruski przyjmuje teraz Bohdana Chmielnickiego w poczet swoich bohaterów historycznych. Dzięki Hruszewskiemu kijowska dewiza Antonowicza: „Polacy do Warszawy!” przeszczepiona została w zmienionej formie na grunt galicyjski, jako hasło: „Polacy za San!” Dopiero Hru-
szewski wpoił w działaczy ruskich pogląd, źe powoływanie się na łączność narodową z Kijowem da im wobec Austrji i wobec Polaków potężne atuty do ręki. Polaków przerazi, zaś Austrję zachęci perspektywami na pomoc w walce z Rosją. Toteż dopiero około r. 1900 poczyna ruch narodowy ruski rościć sobie pretensje do jedności z Ukrainą i wyglądać swej duchowej stolicy w Kijowie, choć komenda polityczna i organizacyjna całego ruchu pozostaje we Lwowie.
W r. 1900 stronnictwo narodowe ruskie przybiera nazwę partji „ukraińskiej" i podejmuje z żywiołem polskim otwartą i nieprzejednaną walkę na wszystkich polach. Tak to dwie secesje ze stronnictwa staroruskiego, głoszącego jedność z Rosją: z jednej strony Franko i Budzynowski, z drugiej Romańczuk i Barwiński, zaczerpnąwszy kijowskiego natchnienia z nauk Michała Flruszewskiego, dały początek ruchowi, który znamy dziś, jako ruch ukraiński. Przy patronacie austrjackim i przy współdziałaniu obałamu- conego stronnictwa konserwatywnego krakowskiego wyszedł ten ruch z rosyjskiego pnia i miał służyć Austrji i Polakom, jako sprzymierzeniec w walce z kolosem rosyjskim. Najbliższe lata zwróciły go jednak wyłącznie przeciwko Polakom.
Nastrój ugodowy w stosunku do Polaków nie przetrwał w obozie młodoruskim dłużej, niż rok po pamiętnej ugodzie 1890 roku. W rezultacie ugoda nabrała charakteru jednostronnych koncesyj, dawanych przez polskie czynniki w Galicji z maniackim uporem, przy chętnej akceptacji rządu wiedeńskiego. Naskutek uchwał sejmu galicyjskiego powstają gimnazja z językiem wykładowym ruskim w Kołomyji w r. 1892, w Przemyślu w roku 1894, w Tarnopolu w r. 1897, we Lwowie i t. d , a jeszcze w r. 1904 — tym razem już wbrew prawu, bo bez uchwały sejmu galicyjskiego — tworzy rząd wiedeński gimnazjum ruskie w Stanisławowie. Gimnazja te stają się siedliskiem propagandy ukraińskiej, mającej przysposobić element inteligencki dla potrzeb nowozorganizowanego ruchu
Od chwili przybrania przez stronnictwo młodo- ruskie nazwy stronnictwa „ukraińskiego” znajduje wyraz w jego programie nowa ideologja. Stanowi ona konglomerat haseł radykalno-społecznych, wniesionych przez secesjonistów ruchu radykalnego, Frankę
i Budzynowskiego, z hasłami narodowemi ruskiemi secesjonistów z grupy staroruskiej, moskalofilskiej, pod wodzą Romańczuka i Barwińskiego; oba te odłamy zespala w jedną całość zaczerpnięta z nauk Antonowicza i przywieziona z Kijowa do Lwowa przez Hruszewskiego doktryna historyczno-polityczna, wywodząca naród „ukraiński0 od kozaków i hajdamaczy- zny i zakreślająca mu granice osiadłości i historycznych praw od Sanu aż po Wołgę. Ten zgórą trzy- dziestomiljonowy naród ukraiński, którego ludność ruska w Galicji ma być tylko drobnym odłamem i Piemontem niejako, należy ukazać na targowisku mię- dzynarodowem, jako kontrahenta do pozyskania. „U- kraina” Hruszewskiego z każdym może wejść w przymierze: z Austrją, czy Niemcami przeciw Rosji, z Rosją przeciw Austrji. Z każdym — byle przeciw Polsce. Jak w Kijowie ongiś zrusyfikowany Polak i ideolog małoruski, Antonowicz, wołał „Polacy do Warszawy!”, tak we Lwowie sprowadzony przez Badenich i Bo- brzyńskiego Hruszewski poczyna wzywać gromko: „Polacy za San!” Wschodnia Galicja staje się w oczach „Ukraińców” ich niepodzielną własnością, a stanowiąca tam zgórą 30% ogółu ludności, półtoramiljo- nowa, osiadła ludność polska, przeważnie wiejska, licząca w wielu powiatach 40%—50% zaludnienia, zostaje w tych zamiarach zaborczych całkowicie przekreślona i pominięta. Już pierwszy program stronnictwa ukraińskiego z dn. 21 grudnia 1899r. uznaje całą wschodnią Galicję za wyłącznie ukraińską dzierżawę.
Tak więc od r. 1900 na kartach Europy ukazał
się nowy naród Nie znała go dotąd historja. Mówi ona jedynie o licznych, średniowiecznych księstwach ruskich, walczących pomiędzy sobą i niezdolnych do stawienia poważnego odporu Tatarom; zna jedynie kozactwo na Zadnieprzu, złożone z napływających z całej Rzeczypospolitej elementów awanturniczych, wojujących z tatarem i turkiem i podnoszących bunty przeciw królom i szlachcie; zna bunt Chmielnickiego, kiedyto kozactwo, żądne swobód, zespoliło się z mówiącym po rusku ludem chłopskim wschodnich kresów Rzeczypospolitej i — sprzymierzone z chanem tatarskim—ruszyło przeciw królowi, panom i żydom, bunt zakończony rozgromem beresteckim i poddaniem się Chmielnickiego Moskwie; pamięta bunt Mazepy przeciw Piotrowi Wielkiemu i połączenie się jego sił z wojskami szwedzkiego Karola XII w przeddzień bitwy pod Połtawą, który to epizod historycy ukraińscy chętnie przemilczają; opowiada wreszcie o ruchach hajdamackich i o rzezi humańskiej, zorganizowanej przez Rosję w odpowiedzi na konfederację barską. Ale historja ta zna również dzieło unji brzeskiej i długoletnią martyrologję unji w walce z prawosławiem i z cesarskim rządem. Cokolwiek pokazuje nam przeszłość — to zawsze płynie z niej nauka, że nie było można nigdy mówić nietylko w sensie historycznym, czy religijno-kulturalnym, ale nawet w znaczeniu czysto szczepowem o jednolitej osiadło- ści na przestrzeni od Wołgi aż po San. Twór histo- ryczno-polityczny prof. Hruszewskiego był kłamliwy i sztuczny, a jako podstawa polityczna nowego ruchu
był oszukiwaniem Austrji i Niemiec i Polaków i ma mieniem własnego, ciemnego ludu w Galicji. Nic więc dziwnego, że twórcą tej ideologji był człowiek, importowany zzewnątrz, obcy ludowi, któremu miał przewodzić.
Wobec Rosji oszustwo na temat jedności „ukraińskiej ” nie miało widoków powodzenia. Rosja wiedziała dobrze, że ludność, mówiąca djalektami mało- ruskiemi w jej granicach, jest prawosławna, gdy Rusi- ni galicyjscy są unitami; że o tendencjach separatystycznych małoruskich na Ukrainie można mówić chyba tylko w szczupłych kołach inteligencji i że ruch ten nie jest dla niej groźny; że jeżeli można mówić
- jakiejś jedności tego ludu — to chyba z morzem rosyjskiem. Wszak przecie prof. E. Korsz, małorusin
- zwolennik ruchu małoruskiego ogłosił 18 lutego 1911 roku w „Utro Rossii” artykuł, w którym stwierdził „odwieczną jedność narodu rosyjskiego” i uznał, że Wielka, Biała i Mała Ruś tworzą pod względem etnograficznym „naród rosyjski jeden i nierozerwalny", a cały swój artykuł zatytułował wymownie: „Trójjedyna Ruś”.
Tymczasem po stronie polskiej i austrjackiej krążyły cudowne legendy na temat samowiedzy wielkiego narodu ukraińskiego. Oto w dn. 29 grudnia 1911 r. ówczesny prezes Koła Polskiego w Wiedniu, wielokrotny austrjacki minister skarbu, a późniejszy minister skarbu w niepodległej Polsce, Leon Biliński, w mowie wygłoszonej na posiedzeniu delegacji austrjackiej do spraw wspólnych austro-węgierskich, dał taki doku-
ment orjentacji Polaków i Austrji w sprawach ruchu ukraińskiego w Rosji:
„W państwie rosyjskiem część prześladowanych Rusinów i wszyscy Polacy mają jedną rzecz wspólną: są katolikami, Polacy wyznania rzymsko-katolickiego, Rusini greko-katolickiego... Między językiem Rusinów, a Rosjan jest takie pokrewieństwo jak między językami rasy germańskiej i romąńskiej".
Jeżeli takie miarodajne pouczenie było możliwe przez prezesa Koła Polskiego, to jakież otwierały się perspektywy dla mistyfikacyj „ukraińskich”! A przecież z całej sztuczności tej legendy zdawali sobie doskonale sprawę jej twórcy. Sam wódz, prof. Hruszew- ski, na zebraniu w Tow. im Szewczenki we Lwowie w dn. 12 maja 1909 r. tak mówił:
„Nacisk reakcji ściągnął ukraińskie życie w Rosji do wąskich granic samej tylko kulturalnej działalności i to jeszcze obstawionej niekończącemi się przeszkodami. Nowe elementy, które przystały do ruchu ukraińskiego podczas dni swobód, odstąpiły od niego, skoro się ujawniło, jak mało ma on widoków, aby zaraz stać się wielką siłą polityczną" (patrz „Diło” z dn. 17 maja 1909 r.).
Mimo tych warunków i ucisku w Rosji front ukraiński zwracał się wyłącznie przeciw Polakom, zgodnie zresztą z tradycją, nawiązującą do Chmielnickiego. Już pierwszy program stronnictwa ukraińskiego z dn. 21 grudnia 1899 r. głosił, że stronnictwo
„będzie utrzymywało ścisły związek z rosyjskimi Ukraińcami i dążyło do przeobrażenia Rosji w duchu federacyjnym".
Zato nienawiść do Polski umożliwiała nawet współdziałanie polityczne z reakcją carską, czego dowodzi odezwa prof. Hruszewskiego z r. 1909 do Li-
twinów i Białorusinów, wzywająca ich do walki z Po lakami. A przecież ten ruch antypolski wśród Białorusinów i Litwinów organizował równocześnie rząd carski!
Radykalizm secesjonistów z grupy Dragomanowa znalazł w ideologji kijowskiej cenne uzupełnienie; zrodził w partji ukraińskiej kult hajdamaczyzny i rzezi humańskiej i dał plastyczną interpretację tradycjom buntu Chmielnickiego. Dla ilustracji przytoczę jedno tylko wynurzenie posła ukraińskiego, Budzy- nowskiego, z sierpnia 1911 r.:
.Kozacka szabla i wsparty przez zaporożców hajdamacki nóż dość silnie przetrzebiły i wypleniły obcy żywioł na naszej ziemi. My idziemy w bój, uzbrojeni w te tradycje, jakie przodkowie kubańskiego wojska zostawili nam w spuściźnie. W naszej walce narodowej są tradycje kozaczyzny tą kuźnią, w której kujemy sobie broń silniejszą, niż przesławne artykuły austrjackiej konstytucji, bo te tradycje rodzą twardych i niezłomnych bojowników za ideały Ukrainy!”
Jednym z pierwszych aktów partji ukraińskiej po przybraniu tej nazwy było w roku 1902 proklamowanie powszechnego strajku rolnego w okresie żniw w całej wschodniej Galicji. Jak zwykle w takich wypadkach bywa, podłoże gospodarcze do strajku istniało rzeczywiście, lecz zostało wyzyskane przez partję w celach politycznych. Chłopi zwykli byli sprzątać zboże, biorąc — jako wynagrodzenie w naturze — co 14 snop na własność. Pierwotnie w strajku wzięła udział i cała polska ludność wiejska i strajkujący uzyskali ugodę z właścicielami folwarków, dzięki której mieli otrzymać w zapłacie co 10 snop zboża. Po
zawarciu umowy polska ludność poszła do pracy, zaś ukraińscy kierownicy strajku zażądali nagle, by oddawano w zapłacie co 8 snop. Gdzie tylko uzyskali to ustępstwo, domagali się odrazu co 6 snopa; jeden z właścicieli ziemskich, pragnąc ratować zboże, zgodził się pod przymusem i na to, a wówczas strajkujący zażądali w zapłacie co 4 snopa.
Strajkowi towarzyszył teror i podpalania; podżegało do nich duchowieństwo unickie. Partja dawnych radykałów, która zachowała pod wodzą Trylowskiego odrębność organizacyjną od partji ukraińskiej, działała tu oczywiście w ścisłym z nią sojuszu i przyjmowała od niej stopniowo zabarwienie „ukraińskie”. Niebawem przy pełnem zachowaniu organizacyjnej niezależności przybiera ona nazwę partji „ukraińsko-ra- dykalnej”. Jej rolą staje się kontynuowanie dorobku strajkowego przez systematyczne radykalizowanie wsi, przez przyrzekanie chłopom rozdziału lasów państwowych i pastwisk, tudzież ziemi folwarcznej. Trylowski zakłada po wsiach t. zw. „Sicze", rodzaj bojówek, mających teroryzować polską ludność wiejską. W okresie wojny światowej wyszły z nich oddziały t- zw. strzelców siczowych.
Owocem kilkuletniej pracy organizacyjnej partji ukraińskiej, której sprawność podziwiać należy, była potężna sieć instytucyj ruskićh w kraju. Oto ich przegląd w r. 1908: towarzystwo oświatowe „Proświta”, liczące 30.000 członków, 2164 czytelń ludowych, 194 chórów włościańskich, 170 drużyn scenicznych, 372 sklepy wiejskie, 264 kas pożyczkowych, 100 śpichle-
rzy pożyczkowych, gmachy własne i t.d.; Towarzystwo Pedagogiczne, prowadzące seminarja nauczycielskie męskie i żeńskie, dwie ogromne bursy dla 390 uczniów we Lwowie, 12 burs prowincjonalnych, szereg szkół powszechnych i t.d-; Sokół ruski z 24.000 członków; Silskij Hospodar, obejmujący wszystkie powiaty swą działalnością gospodarczą; Związek Rewizyjny, skupiający 262 towarzystwa zarobkowe; Krajowy Związek Spółdzielni gospodarskich i mleczarskich, obracających kapitałem ponad 30 miljonów koron; towarzystwo asekuracyjne „Dnister”, które przyjęło ubezpieczeń na sumę 224.915.556 koron i wiele drobniejszych instytucyj.
I źle byłoby z polskiemi wpływami w tym kraju, gdyby nie praca religijna i społeczna, jaką przeciwstawiono ze strony polskiej wysiłkom ruskim! W roku 1900 zostaje metropolitą rzymsko-katolickim we Lwowie niezapomianej pamięci ks. Józef Bilczewski. Setki kościołów i kaplic łacińskich, zbudowanych jego staraniem po wsiach wschodniej Galicji — to pomnik jego działalności. Dzięki niemu dotychczasowa kradzież dusz, uprawiana od lat przez duchowieństwo unickie skutkiem braku kościołów i księży łacińskich, została niemal całkowicie zahamowana. A tej akcji religijnej, będącej w danych warunkach i pracą dla polskości, towarzyszyła niestrudzona działalność oświatowa i społeczna tysięcy polskich bezimiennych pracowników w Towarzystwie Szkoły Ludowej, Kółkach Rolniczych, Kasach Reiffeisena, Sokołach, przeciwstawianych Siczom Drużynach Bartoszowych i t. d.
Jeszcze w r. 1910 ponad 40 tysięcy polskich dzieci wiejskich musiałoby uczęszczać do szkół powszechnych ruskich, gdyby nie szkoły prywatne Towarzystwa Szkoły Ludowej!
Jako przeciwwaga ruskiej sieci organizacyj politycznych Narodnej Rady, powstaje po miasteczkach Wschodniej Galicji sieć bezpartyjnych Organizacyj Narodowych, które w r. 1906 otrzymują, jako nadbudowę, Radę Narodową ze wszystkich polskich stronnictw ze stałem biurem we Lwowie. I gdyby nie cała ta pracowita akcja religijna, społeczna, oświatowa i gospodarcza, wcielenie tej ziemi do Rzeczypospolitej napewno nie miałoby miejsca, bo cały kraj byłby zorganizowaną jednolicie irredentą ukraińską!
W wyniku powstania uzyskanych na mocy ugody z r. 1890 gimnazjów ruskich wyłoniło się, jako logiczna konsekwencja, tworzenie na polskim uniwersytecie we Lwowie katedr z językiem wykładowym ruskim. Pod koniec XIX w. katedr tych istniało już kilka na wydziałach filozoficznym i prawnym. Wobec braku ruskich uczonych polscy rzecznicy ugody polsko-ruskiej byli bezsilni, a już mianowanie Hruszew- skiego świadczy, że ani poziom naukowy (brak doktoratu), ani obce obywatelstwo (rosyjskie) nie stanowiły tu przeszkody.
Partja ukraińska od chwili swego powstania w roku 1900 wysunęła, jako postulat polityczny, utrakwi- zację polskiego uniwersytetu, czyli zamianę go na polsko-ruski. Na,..poparcie swego żądania zorganizowała — po burzliwej demostracji studentów ruskich
w murach uczelni w dn. 12 listopada 1901 r. —bojkot uniwersytetu lwowskiego; studenci ruscy przy dużym nakładzie środków finansowych na rok cały przerzuceni zostali do Wiednia i do Pragi. Równolegle posłowie ukraińscy wręczyli austrjackiemu ministrowi oświaty memorjał „lwowskich Rusinów”, w którym po raz pierwszy postulat odebrania Polakom uniwersytetu sformułowano oficjalnie. Oto tekst jego wniosków w przekładzie polskim:
„Z uwagi ną to. że bezwłoczne przystąpienie do założę- nia samoistnego uniwersytetu musiałoby wymagać dłuższego czasu i że ruska młodzież musi tymczasem uczyć się w dotychczasowym, prawnie utrakwistycznym uniwersytecie — że w porównaniu do liczby ruskich studentów liczba katedr ruskich jest znikomo mała, a usiłowania dotychczasowych, wyłącznie polskich władz uniwersyteckich, idą oczywiście w tym kierunku, aby i tę małą liczbę ruskich katedr zmniejszyć, albo conajmniej niedopuścić do jej zwiększenia i czynić im trudności, aby i tak już drobne uprawnienia ruskiego języka całkowicie wyplenić i wyprzeć z uniwersytetu, wkońcu z uwagi na to, że panujący w kołach polskich profesorów szowinizm udziela się także i polskiej uniwersyteckiej młodzieży tak, że dla ruskiej młodzieży nastaje pod względem naukowym i kulturalnym niemożliwy stan rzeczy — zechce Wasza Ekscelencja powziąć na razie takie przejściowe postanowienia i zarządzenia:
- z własnej inicjatywy Waszej Ekscelencji utworzyć na lwowskim uniwersytecie samoistne katedry z ruskim językiem wykładowym dla wszystkich przedmiotów i na wszystkich wydziałach — z tern, że wybór rektora i dziekanów ma się corocznie odbywać na przemiany spośród ruskich i polskich profesorów;
- k. profesorom, wykładającym po rusku, ma być wyraźnie przyznane prawo używania ruskiego języka we wszyst-
kich urzędowych czynnościach, a szczególnie na konferencjach i naradach kolegjów profesorskich i senatu akademickiego;
- spis wykładów, księga ustaw i rozporządzeń uniwersyteckich, wszystkie obwieszczenia rektora, dziekanów i innych władz uniwersyteckich, wszystkie druki, jak: rodowody, świadectwa niezamożności, karty legitymacyjne i indeksy, tymczasowe zaświadczenia przyjęcia, poświadczenia bibljotecznę i t.d. mają być układane także i w ruskim języku i oddawane do do użytku ruskich studentów: w ruskich prośbach i podaniach ma być wolno posługiwać się językiem ruskim i ruską piaow- nią; na głównym budynku uniwersyteckim i na innych budynkach, na bibljotece, laboratorjach, gabinetach, salach wykładowych i wogóle wszędzie, gdzie teraz znajdują się same tylko polskie napisy, należy poprzytwierazać także i ruskie napisy^ wkońcu nabożeństwo na otwarcie roku szkolnego należy odprawiać nietylko w kościele, ale także i w cerkwi'.
Oto w wyniku ugody z roku 1890 próba zaboru polskiego uniwersytetu i to nawet nie w drodze porozumienia z Polakami, ale za ich plecami via Wiedeń i w zupełnej przed polską stroną tajemnicy, aby żyjący złudzeniami ugody nie zdołali się spostrzec. Toteż przytoczony memorjał z r. 1901 opublikowany został po raz pierwszy dopiero w „Dile“ w dn. 26—28 grudnia 1907 r. (Nr. 279—281), a więc w sześć lat po wręczeniu go w Wiedniu! (Zwracam uwagę, że w memorjale tym nie mówi się jeszcze o „ukraińskim narodzie", ale poprostu o Rusinach).
Od dnia wręczenia tego memorjału przedstawicielowi rządu wiedeńskiego stało się zadaniem organizacji ukraińskiej wykazywać Wiedniowi za pośrednictwem studentów ruskich, że spokojne kształcenie się ich w polskim uniwersytecie istotnie nie jest mo-
żlłwe. Tak oto, po przerwaniu bojkotu, w dn. 16 października 1903 r. studenci ruscy napadają w budynku uniwersyteckim na rektora ks. prof. Fijałka, domagają się jego'[ustąpienia i obrzucają go zgniłemi jajami. W dn. 22 grudnia 1905 r. ma miejsce znowu hałaśliwa demonstracja ruska w murach wszechnicy, zaś w dn. 1 marca 1906 r. ponownie tłum studentów ruskich napastuje rektora prof. Gluzińskiego i domaga się odpowiedzi urzędowej w języku ruskim. Wobec odmowy rozpoęzyna się oblężenie rektora, tłuczenie lamp, szyb, zdzieranie tablic. I znowu dnia następnego na deputację polskiej młodzieży do rektora napada tłum ukraińskich studentów z pałkami i dopiero po dłuższej walce i oblężeniu zostaje zmuszony do opuszczenia gmachu. I jeszcze w d. 23 stycznia 1907 roku podczas uroczystości uniwersyteckiej na znak protestu przeciw polskiej rocie ślubowania akademickiego młodzież ukraińska demoluje aulę, rozdziera i profanuje togę rektorską, kraje na strzępy portrety rektorów, a potem, ochłonąwszy po kilku dniach, uchwala na swym wiecu oficjalne swe stanowisko:
.Ukraińska młodzież akademicka solidaryzuje się z ostatnią demonstracją ukraińskich studentów z dn. 23 stycznia b. r. i uważa ją za jedyną odpowiedź na prowokacje ze strony władz uniwersyteckich".
Pokrajane portrety, połatane kunsztownie, wiszą podziśdzień w auli uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i świadczą wymownie o metodach walki, zmierzającej do zdobycia przybytku własnej nauki!
Cała ta akcja miała na celu dostarczać partji
ukraińskiej argumentów w jej działalności parlamentarnej. Zasadą taktyczną w tej walce — to podkopywanie praw autonomicznych sejmu galicyjskiego i przenoszenie wszelkich spraw na grunt wiedeński. Zaraz niemal po swem powstaniu inscenizuje partja ukraińska secesję z sejmu galicyjskiego w roku 1901. Agitacja za wprowadzeniem powszechnego głosowania do parlamentu austrjackiego w latach 1905—1906 daje Ukraińcom nową sposobność do rozdmuchiwania nienawiści ku Polakom na tysiącznych wiecach. Przy pierwszych wyborach parlamentarnych na zasadzie powszechnego głosowania w r. 1907 ukraińcy w dwóch okręgach wiejskich przy ściślejszym wyborze między Polakiem, a sjonistą decydują o wyborze sjonistów. Chłopi ruscy za poduszczeniem agitatorów głosują solidarnie na żydów przeciw Polakom.
Ówczesny namiestnik cesarski Andrzej Potocki, zasłużony Polak, zrozumiał po wyborach 1907 r. i ocenił trafnie istotę dążeń partji ukraińskiej wobec Polaków. Wynikająca z jego wyjątkowej pozycji na dworze Franciszka Józefa znaczna niezależność od rządu wiedeńskiego pozwalała mu na prowadzenie prawdziwie polskiej polityki wtedy nawet, gdy ta nie odpowiadała zamierzeniom austrjackim. Toteż przy wyborach parlamentarnych 1907 r. namiestnik poparł zdecydowanie polską Radę Narodową, zaś przy wyborach sejmowych w grudniu 1907 roku nie pozwolił administracji na popieranie ukraińców przeciw starorusinom, dzięki czemu ci ostatni zdobyli niemal połowę ruskich mandatów sejmowych (starorusini 9, ukraińcy
i radykali razem 12). Austrjacki prezydent ministrów, bar. Beck, poczynił był w dn. 16 grudnia 1907 roku ukraińcom szereg przyrzeczeń w sprawach administracji, w sprawie uniwersyteckiej i w szeregu spraw gospodarczo-finansowych. Wynik wyborów sejmowych z dn. 28 grudnia 1907 r. poderwał ukraińcom grunt i zachwiał ich pozycją w Wiedniu. Tę kompromitację zapragnęła partja ukraińska pomścić, zarzucając w Wiedniu Potockiemu, że poparł moskalofilów i zdradził interesy Austrji.
„Bar. Beck" — pisało „Diło" (Luty 1908 Ns 46) — „dal ruskim posłom słowo na pełną legalność galicyjskich wyborów’' — wobec czego ukraiński klub parlamentarny musi... „dostać od rządu satysfakcję za zachowanie się jego przedstawicieli w Galicji. I ta satysfakcja musi być niedwuznaczna i stanowcza".
Tymczasem rząd wiedeński dla wygody umył ręce i wskazał na Potockiego, jako na winowajcę, bo po dyskusji w wiedeńskiej komisji budżetowej pisze „Diło“ w dn. 19 marca 1908 r.:
„Przebieg okazał, że wszelkie nasze polityczne zdobycze, zagwarantowane przyrzeczeniami ministrów... nic nie znaczą i los nasz bez gruntownej zmiany całego administracyjnego systemu i bez usunięcia jego filarów ani trochę się nie poprawi".
W dn. 3 kwietnia 1908 r. pomieściło znowu „Diło” korespondencję własną z Wiednia, w której czytamy (cytuję fragmenty):
„Centralny rząd swojemi koncesjami posłów ruskich po- prostu oszukał, gdyż nie liczył się z ewentualnością, że skoro galicyjski namiestnik nie pozwoli wykonać tego, do czego rząd
centralny się zobowiązał, to zobowiązania rządu nie będą wykonane... Przed sejmowemi wyborami niektórzy posłowie mieli jeszcze nadzieję, że prezydent ministrów Beck, który, jak wiadomo, stał przy tern, że koncesje mają i muszą być wykonane, przecież przyprze namiestnika do muru tak, że on wykona te ustępstwa, których wykonnnie leży w zakresie jego działania i kompentencji. Wybory do sejmu pokazały, że Potocki jest nad Galicją większym panem, niż prezydent ministrów, że przeciw woli namiestnika centralny rząd w galicyjskich sprawach niczego nie zrobi i że — co jest najważniejsze — prezydent ministrów nie ma siły, by opornego namiestnika usunąć z urzędu*.
Wpływy Potockiego na dworze wiedeńskim były więc zbyt wielkie, aby go można było usunąć legalnie. Toteż partja ukraińska usunęła go nielegalnie. W dn. 12 kwietnia 1908 r. wychowanek uniwersytetu, Mirosław Siczyński, podczas audjencji w pałacu namiestnikowskim we Lwowie strzelił z browninga do Andrzeja Potockiego, a potem do śmiertelnie rannego,
leżącego na ziemi, dał jeszcze pięć kolejnych, celnych strzałów.
Od tego dnia zjawia się mord polityczny, jako normalna broń, w arsenale ruchu ukraińskiego w walce z polskością. Zamach Fedaka, zamordowanie kuratora Sobińskiego, mord na Hołówce i t. d. — to już tylko owoce z tego drzewa, które w dn. 12 kwietnia 1908 zasadziła partja ukraińska w swym politycz- nym ogrodzie.
Zaraź po morderstwie jeden z przywódców ukraińskich, znany nam już poseł Budzynowski, depeszuje z Wiednia triumfalnie do redakcji „Diła”: „Vivat sequens!” Kolej na następnego! A drugi poseł, E. Le-
wieki, depeszuje do siostry mordercy; „Ogólne zadowolenie narodowe niech ci będzie pociechą!" Poseł Trylowski w wywiadzie z pismem wiedeńskiem „Neues Wiener Journal” wypowiada się, że jest „przekonany, iż czyn Siczyńskiego będzie sławiony w całym narodzie ruskim, jako czyn bohaterski". A „Diło” z dn. 15 kwietnia 1908 r. w artykule p. t. „Polityczny nekrolog hr. Potockiego” pisze;
„Sejmowe wybory, ten ostatni polityczny akt ś. p. namiestnika, były nietylko gwaltownem złamaniem naszych wyborczych praw; były także aktem zwyczajnego wiarołomstwa butnego polskiego magnata wobec wyższej swojej władzy i wobec naszego narodu, aktem, który mógł bardzo poważnie za- chwiaćjego stanowiskiem.Tymczasem austrjacki rząd ukorzył się przed polskim magnatem, zostawiając dalej nasz naród jemu na łup. I kto wie, czy nie ta właśnie okoliczność przyczyniła się do tego, że młody syn naszego narodu zdecydował się ostatecznie sam na własną rękę usunąć siłą tego, przeciw któremu cała polityczno-pąrlamentarna siła narodu okazała się bezsilna".
Wkrótce potem „Diło" pisze już wyraźnie (w dn. 24 kwietnia 1908 r.):
„Mordercy polityczni przechodzą do historji, a poeci i artyści uwieczniają ich”.
Jeszcze w rok później, gdy morderca, Siczyński, stanął przed lwowskim sądem przysięgłych, czytamy w „Dile“ z dn 14 kwietnia 1909 r. taką groźbę na wypadek, gdyby sąd wyniósł wyrok śmierci:
„Wasza wina, jeśli za taki posiew w chwili dzisiejszej zbierzecie w przyszłości takie plony, jakie zebraliście przed rokiem za taki posiew w przyszłości. Kto wiatr sieje, burzę zbierał”.
A oto ustęp z przemówienia obrońcy, posła ukraińskiego, Okuniewskiego:
„Lud wiejski, doprowadzony naszemi stosunkami spo- lecznemi, brakiem ziemi i chleba do rospaczy, rzuca się w strajki agrarne lub emigruje do Ameryki. Jęki i krzyki po kraju, a tu nadchodzi agitacja za reformą wyborczą. Wśród takich ciężkich chwil przyjeżdża ś. p. Potocki zaraz po mianowaniu do sąsiedniego sioła, do Drohiczówki nad Dniestrem i tu za stołem przy szumnych toastach, jako cesarski namiestnik, przemówił publicznie, a dzienniki rozniosły po ca- całym kraju te słowa: „Mówią nam, że były niegdyś Żółte Wody; tak, były, ale było także Beresteczko". Przyznaję, że mnie osłupieniem przejęły te słowa. Jakto myślę, namiestnik cesarski, zamiast przyjaznego uspokojenia wzburzonych mas, wywołuje z pobojowiska, okrytego tysiącami trupów, krwawego upiora narodowych tłumów? Przemówiły widać przodki w Potockim, a na to krwawe wezwanie ktoś niebawem odpowie. J stało się. Odpowiedź przyszła! Czy był wówczas Siczyński tylko orężem sądu, czy historyczną Nemezis— Bóg jeden wie. Baczcie zatem, panowie, by wyrok świetnej historji nie musiał kiedyś poprawić Waszego dzisiejszego wyroku".
Gloryfikacja mordercy przez partję ukraińską szła niepowstrzymanie. Duchowy wódz ruchu ukraińskiego, prof. HruszewsKi, pisał w „Dile“:
.Żydowska tradycja przekazała nam skreślony z głębokim pietyzmem obraz heroicznej niewiasty, Judyty, która, podstępnie podkradłszy się, morduje wroga swego narodu".
W dn. 3 lipca 1908 r. ogłasza „Diło” zbiórkę na fundusz im. Oleny Siczyńskiej, matki Mirosława! A później jeszcze po skazaniu mordercy na śmierć i podaniu do łaski cesarskiej przez polski sąd sięgnęło „Diło” do takiego porównania:
„Tak Piłat, oddawszy Chrystusa na śmierć, umywał ręce, tak Judasz całował Chrystusa oddawszy go wrogom”.
Pojawiły się pocztówki ukraińskie z wizerunkiem Siczyńskiego, a na zebraniach wznoszono okrzyki na jego cześć. Gdy zaś morderca, ułaskawiony przez cesarza na dożywotnie więzienie, przy pomocy polskich władz i straży więziennej uciekł z więzienia w Stanisławowie, wybuchł w obozie ukraińskim istny szał radości. Organ ludowy partji ukraińskiej „Swoboda” z dn. 16 listopada 1911 r. takie pomieszcza impresje o wrażeniu, jakie ucieczka Siczyńskiego rzekomo miała wy- wrzeć w pewnej wsi:
„Wiadomość wywołała we wsi wielkie wrażenie. Wszystko, co żyło, porzuciło pracę. Włościanie poczęli tłumnie zbierać się na ulicach. Przez całą noc nikt prawie we wsi nie spał. Gdy w niedzielę zjawiła się przed cerkwią gazeta, wszyscy wyszli z cerkwi tak, że oprócz księdza i djaków nikt w cerkwi nie został. Włościanie drżą na myśl, że Siczyńskiego mogą złapać. „Boże! Boże! — biadają — żeby jeszcze dzień, żeby jeszcze tydzień! Może Pan Bóg mu dopomoże! U nas od piątku nikt spać nie może. Gdyby tak można Siczyńskiego po kawałeczku schować, to byśmy go uchowali pod sercem. Chyba wraz z sercem by go nam wyrwali! Wy, inteligenci, nie odczuwacie, ale my, chłopi, czujemy, że on nasze serce, że on nasza krew!*
A parę dni później ta sama ludowa „Swoboda” z dn. 23 listopada 1911 r. pisze:
„Taki człowiek, jak Siczyńslu, to ma w sobie cudowną siłę i ta siła cudem go wyprowadziła z murów więzienia. Bramy same się pootwierały, mury same się rozstąpiły a wszyscy dozorcy na tę chwilę oślepli i oniemieli. On mógł był już dawniej wyjść z murów, ale wolał żyć zamknięty przez trzy
lata, aby odpokutować grzechy narodu ruskiego. Za nasze grzechy on tam marnował swoje młode dnie i noce. Aż gdy odpokutował w zamkniętych murąch grzechy swego narodu, wtedy wstąpiła w niego cudowna siła i spadły z niego kajdany. Teraz on wolny i niema już mocy, któraby go ujęła. A dlatego on dostał taką siłę, bo mu żal nie było oddać swego życia za naród. Jak będzie więcej takich, jak on, to dopiero wtedy nasz naród będzie wolny".
Zaiste, czy nie dziwny mesjanizm? Toteż Si* czyński, uszedłszy do Ameryki, stał się tam przywódcą emigracji ruskiej i ukraińskim bohaterem narodowym, obwożonym z miasta do miasta.
Czy wolno dzisiaj wpadać w zdumienie, że taka szkoła wychowawcza rodzi O. U. N , tę organizację, w której ideowi szaleńcy o duszy wschodniej, pospolici zbrodniarze, dziewczęta w stylu Narodnej Woli rosyjskiej i konfidenci policji mieszają się dziwnie? I czy sposób jeszcze prześlepiać ten prosty fakt, że kierownicze koła ukraińskiego ruchu z organizacją terroru wiąże niesubtelnie ukryta nić?
Dzień 12 kwietnia 1908 r. — to plon działalności Romańczuków i Badzynowskich, to kwiat ideologji prof. Hruszewskiego. To w ruchu ukraińskim data historyczna.
\
Wybory sejmowe, przeprowadzone przez Andrzeja Potockiego w grudniu 1907 roku, w wyniku których obóz ukraiński utracił połowę swych mandatów sejmowych na rzecz stronnictwa staroruskiego,. były ostatnim samodzielnym aktem polskiej administracji w Galicji, w którym mogła ona sobie pozwo~ lić na politykę, dyktowaną polską racją stanu. Zamordowanie namiestnika Potockiego przez ukraińców zeszło się z początkiem okresu, w którym austrjackie interesy, wynikające z wymogów zagranicznej polityki monarchji, poczynają ciążyć już wszechmożnie nad jej polityką wewnętrzną; polska administracja w Galicji traci odtąd wobec ruchu ukraińskiego swobodę działania.
Jesienią 1908 r. ogłosiła Bułgarja w porozumieniu z Austro-Węgrami swą pełną niezależność wobec Turcji; nazajutrz Franciszek Józef obwieścił wcielenie Bośni i Hercogowiny do monarchji Habsburskiej. Zaskoczona Rosja, której polityka bałkańska została tak mocno zaszachowana, próbowała nacisku dyplomatycznego, na który Austro-Węgry odpowiedziały próbną
mobilizacją. Rosja, nieprzygotowana do wojny, musiała ustąpić tern bardziej, że Niemcy dały jej do zrozumienia, że stanęłyby zbrojnie po stronie Austro- Węgier.
Odtąd naprężenie między Austrją i Rosją trwa już nieprzerwanie aż do wojny światowej Jesienią 1912 r. Austrja zostaje zaskoczona przygotowanym przez Rosję wybuchem wojny bałkańskiej, w której Serbja, Bułgarja i Grecja rozgromiły wojska tureckie. I znowu Austrja zarządza częściową mobilizację prze- ciw Rosji i wydaje się, że wojna wisi na włosku. I nagle w roku 1913 po zakończeniu wojny bałkańskiej armja bułgarska za podszeptem Austrji uderza na wojska serbskie i greckie, lecz wkroczenie armji rumuńskiej doprowadza Bułgarję do klęski w tej krótkotrwałej, drugiej wojnie bałkańskiej. Rosja więc umocniła swą pozycję na Bałkanach. Odtąd Austro-Węgry Czują się stale zagrożone popieraną przez Rosję irre- dentą serbską i gotują się przy poparciu Niemiec do wojennego wkroczenia na półwysep bałkański. Zamordowanie austrjackiego następcy tronu w czerwcu 1914 roku to już tylko pretekst do wybuchu wojny.
Rosja, świadoma bliskiej rozprawy z Austrją, od roku 1908 zdaje sobie sprawę, że wschodnia Galicja stanie się terenem przyszłej wojny. Toteż podejmuje usilne starania, by ożywić zdławiony przez Austrję ruch filorosyjski; z Petersburga poczynają płynąć hojnie ruble na agitację wśród ludności ruskiej. Znowu głoszą agitatorzy hasła pełnej jedności ludu ruskiego z narodem rosyjskim i propagują prawosławie; w roku
1908 organizują wielką pielgrzymkę unickich Rusinów do prawosławnego Poczajowa. Nasilenie propagandy rośnie i w dn. 2 lutego 1909 roku udaje się wyznawcom Moskwy po wodzą Dudykiewicza i Markowa opanować władze partji staroruskiej. Starzy działacze sta- roruscy opuszczają szeregi partji, zdobytej przez rosyjskich radykałów, a w ich siedzibie politycznej roz- gaszczają się następcy owych „Wielkorusów”, zdemaskowanych ongiś w procesie Olgi Hrabar i Dobrjań- skiego. Równolegle w Rosji w Dumie i prasie podnoszą się coraz mocniej głosy, że wschodnia Galicja — to kraj rdzennie rosyjski, jęczący w niewoli austrjackiej i polskiej. W związku z tą propagandą przygotowuje Rosja wyłączenie Chełmszczyzny z granic Królestwa Kongresowego, by ten kraj poddać intensywnej rusyfikacji. Ziemia chełmska ma stanowić pomost między Wołyniem, a zachodniemi powiatami Wschodniej Galicji. Im bliżej wybuch wojny, tern groźniejsza dla Austrji staję się agitacja rosyjska wśród Rusinów. Liczne przejścia na prawosławie, mnogie procesy o szpiegostwo i zdradę stanu — oto jej widoczne sukcesy. Kraj został zalany rublami rosyjskiemi i podminowany przeciw Austrji. Rezultaty tej akcji rosyjskiej ujawniły się w całej pełni dopiero na początku wojny i podczas zajęcia Galicji wschodniej przez wojska rosyjskie.
Tak więc okres, poprzedzający bezpośrednio wojnę światową, zastał wśród Rusinów galicyjskich wyznawców trzech narodowości: przedstawicieli narodu „ukraińskiego", przyznających się do łączności
narodowej z Kijowszczyzną i działających w partji ukraińskiej, ukraińsko-radykalnej oraz w t. zw. grupie „Rusłana", skupionej około metropolity Szeptyckiego (rodzaj chrześcijańskiej demokracji wiejskiej); następnie przedstawicieli narodu rosyjskiego, którzy pod wodzą Dudykiewicza opanowali stronnictwo starorus- kie i głosili jedność narodową z Moskwą; wreszcie dawnych starorusinów, którzy za przewodem posła Korola opuścili stronnictwo staroruskie, opanowane przez „Wielkorusów” i głosili odrębność narodu ruskiego w Galicji, poczuwając się jedynie do więzi kulturalnej z narodem rosyjskim.
Austrja w tej sytuacji przy trwałem naprężeniu jej stosunków z Rosją widziała oczywisty interes w tłumieniu propagandy rosyjskiej i rozpoczął się szereg procesów politycznych i aresztowań, zwróconych przeciw agitatorom rosyjskości i prawosławia. Z drugiej strony i tak od lat już wyraźne popieranie ruchu ukraińskiego staje się od r. 1908 zdecydowaną i silnie akcentowaną polityką Wiednia. Nie przesądzałoby to atoli ustosunkowania się rządu wiedeń" skiego wobec Polaków, którzy przecież w zaborze austrjackim ujawniali sympatje austrjackie i wierność dla dynastji, gdyby nie perspektywy, sprytnie podsunięte przez polityków ukraińskich, na groźne zaszachowanie Rosji na jej własnem terytorjum- Jeżeli — jak to przytoczyłem już poprzednio — o stosunkach politycznych za kordonem rosyjskim nie miał zielonego pojęcia prezes Koła Polskiego, Biliński, to ignorancja wiedeńskich mężów stanu w tej dziedzinie
była jeszcze bardziej idealna. To też obietnice polityków ukraińskich, że za Austrją i Niemcami, a przeciw Rosji opowie się w razie wojny cały naród ukraiński od Sanu aż po Wołgę, zawróciły w głowie statystom nad Dunajem. Ukraińcy manewrują sprytnie. Opowiadają cuda o ruchu ukraińskim w Rosji. W roku 1912 poseł Okuniewski mówi w parlamencie o licznych posłach ludu ukraińskiego, działających w rosyjskiej Dumie, choć byli nimi... skrajni nacjonaliści rosyjscy! Słynny profesor Hruszewski, sprowadzony ongiś do Lwowa z Kijowa przez twórców zawartej w roku 1899 ugody polsko-ruskiej, choć po przybyciu do Lwowa uczył się dopiero języka ruskiego, zwanego później ukraińskim, po r. 1908 zapowiada rozbicie Rosji przez federację Ukrainy, sięgającej od Karpat aż po Kaukaz, z Czarną Rusią, Białą Rusią, Litwą, Łotwą, Estonią i Finlandją.
Berlin i Wiedeń zachłystywały się ukraińską przynętą, a politycy ukraińscy manewrowali chytrze na terenie wiedeńskim przeciw Polakom, oskarżając ich o sympatje dla Rosji i Słowiańszczyzny. Ułatwiała im grę antyniemiecka postawa całego społeczeństwa polskiego w okresie Wrześni i wywłaszczenia, podczas gdy ukraińcy, jedyni ze Słowian austrjackich, popierali z zapałem przymierze austro - niemieckie. Zachowując niezmiennie grymaśną postawę opozycyjną wobec rządu wiedeńskiego, który wydał ich rzekomo na łup Polakom, poczęli czynić zaszczytne wyróżnienie dla ministra spraw zagranicznych. W grudniu 1911 r. przedstawiciel ukraińców w t. zw. delegacji
po raz pierwszy głosuje manifestacyjnie za budżetem ministra spraw zagranicznych. W numerze z dnia 2 stycznia 1912 r. „Diło“ tak komentuje to stanowisko:
„Ukraiński naród i ukraińską sprawa traktowana przez Austrję ze stanowiska aspiracyj zagranicznych, już nieraz wpływała i w przyszłości wpływać będzie na kierunek wewnętrznej polityki kierowników państwa, odbijała słę i będzie się odbijać na doli naszego narodu tak w granicach, Austrji, jak i poza jej granicami. W ten sposób naród ukraiński jest choć nie aktywnym, to bodaj biernym czynnikiem i to bardzo ważnym w zagranicznej polityce monarchji. Nie zmienia to rzeczy, że to nasze znaczenie w zagranicznej polityce miało dla nas dotychczas bardzo fatalne następstwa. W przyszłości, gdy tego wymagać będzie zagraniczna polityka, a na to jakby się zanosiło, kierownicy państwa mogą skorzystać z przysłowia, że każdy kij ma dwa końce. Dotychczas bili bez korzyści końcem polskim, otóż od jutra mogą zacząć bić ruskim końcem".
Od roku 1908 Wiedeń w jawnem porozumieniu z Berlinem poczyna przygotowywać bicie Rosji „ruskim końcem”. Pozyskanie Ukraińców w roli narzędzia w polityce antyrosyjskiej zależy jednak od spełnienia jednego warunku wstępnego: od złamania przez rząd wiedeński roli Polaków we wschodniej Galicji na rzecz hegemonji ukraińców. I jeżeli co wpływa jeszcze chwilowo na hamowanie tej akcji, to chyba perspektywy niemicko-austrjackie na równoczesne zaszachowanie Rosji powstaniem polskiem w Królestwie.
Wkrótce po zamordowaniu namiestnika Potockiego ukraińcy zakrzątnęli się w Wiedniu około sprawy jego następcy. Wysunęli żądanie mianowania na to stanowisko urzędnika, Niemca, jak to stale bywało przed r. 1848. Na tak jawne zdeptanie Koła Polskiego
rząd wiedeński jednak iść nie mógł i znalazł wyjście, zaakceptowane przez ukraińców, przez powołanie na stanowisko namiestnika Michała Bobrzyńskiego, jednego z twórców ugody austrjacko-polsko-ruskiej z roku 1890, twórcy ruskich gimnazjów.
Nominacja Bobrzyńskiego, jako odpowiedź na mord polityczny, stała się zapoczątkowaniem radykalnej zmiany kursu wobec ukraińców. Nowy namiestnik natychmiast odgrodził się od linji politycznej swego poprzednika i poszedł po drodze naginania polskich interesów do nakazów politycznych, płynących z Wiednia. Po gloryfikowanym w obozie ukraińskim mordzie politycznym, dokonanym na przedstawicielu polskiej administracji w Galicji, nastąpił wobec ukraińców z całą siłą narzucany społeczeństwu polskiemu kurs pobłażania i ugody. Symbolem nowej taktyki stała się sprawa mordercy, Siczyńskiego. W trzy miesiące po zbrodni sąd przysięgłych we Lwowie skazał go na śmierć. Naskutek kasacji wyroku przez sąd najwyższy w Wiedniu odbyła się w rok po morderstwie ponowna rozprawa we Lwowie przed sądem przysięgłych. Znowu zapadł wyrok śmierci, ale trybunał, złożony z sędziów-urzędników, wbrew procedurze i zwyczajom, uchwalił podać skazanego do łaski cesarskiej. I tak Siczyński, ułaskawiony przez Franciszka Józefa na dożywotnie więzienie, osadzony został wbrew zwyczajom znowu nie w więzieniu lwowskiem, lecz w więzieniu stanisławowskiem w otoczeniu prawie samych „ukraińskich” dozorców. Po trzech latach —
spiwszy rzekomo całą straż więzienną! — uciekł śżćzę-
..,
śliwie z więzienia i dotarł bez przeszkód do Ameryki.
Nacisk namiestnika na polską administrację szedł po linji Wiednia w kierunku popierania Ukraińców kosztem Polaków. Oto jak charakteryzuje wytworzony w kraju nastrój bezpartyjna „Gazeta Kołomyjska” z dnia
12 lutego 1910 r.:
„Wobec ciągłych żalów, krzyków i oszczerstw ukrałńców wszystko ustępuje. Ustępuje społeczeństwo, ustępuje rząd, ustępują sądy i urzędy. Sędzia polski, gdy ma sprawę między Rusinem, a Polakiem, szczególnie gdy sprawa jest nieco „zabarwiona”, traktuje Rusina niesłychanie pobłażliwie, bo aż się trzęsie ze strachu na myśl, że dzienniki ruskie wezmą go na języki i zarzucą stronniczość; starostowie przez palce patrzą na gwałty siczowników, bo boją się interpelacji ruskich posłów w parlamencie; wszystko się boi, by nie narazić się na
zarzut prześladowania Rusinów, więc ustępuje gdzie może
- jak może”.
A postawa Ukraińców staje się coraz bardziej buńczuczna. W r. 1909 zjazd partji ukraińskiej domaga się usunięcia języka polskiego z urzędów wschodniej Galicji. Potem zjazd posłów ukraińskich w dniu
- lutego 1910 r. przy współudziale metropolity Szeptyckiego i innych biskupów unickich ogłasza żądanie oddzielenia od Galicji t. zw. wielkiego księstwa krakowskiego i pełnej autonomji dla Rusinów w reszcie kraju. A w odpowiedzi na ofiarowanie realnych kon- cesyj i na próby ugody za wszelką cenę, mimo niezmordowanych usiłowań namiestnika Bobrzyńskiego i partji konserwatywnej krakowskiej, której namiestnik jest przedstawicielem, ze strony ukraińskiej rosną bezustannie żądania, a ich oświadczenia są niedwu
znaczne.
„My z dobrej woli Kola Polskiego rezygnujemy” — oświadczył w sejmie galicyjskim w r. 1909 przywódca Ukraińców, poseł Kost Lewicki — „Umiarkowanej partji niema i nie będzie, a conajwyżej możecie znaleźć kilku ludzi bez zasad”.
A w parę lat później oficjalny organ partji ukraińskiej „Diło” pisze już wprost (.Nś 173 z r. 1911):
„Sprawa polsko-ukraińskiego porozumienia to nie sprawa kilku nowych subwencyj z funduszów krajowych i państwowych, kilku nowych gimnazjów, kilku nowych katedr, czy nawet całego uniwersytetu dla narodu ukraińskiego, jednem słowem nie sprawa nowych „ustępstw" z polskiej, a „nabytków” z ruskiej strony, lecz sprawa zasad całego prawno-politycznego życia w Galicji”.
I w parę dni później jeszcze wyraźniej („Diło” z r, 1911 Jsfe 176):
„Mylą się Polacy, jeśli sądzą, że to lub inne stronnictwo ukraińskie może dać im jakieś gwarancje, że z zakresu narodowej polityki ukraińskiej zniknie walka przeciw Polakom; takie gwarancje może dać tylko oparcie polsko-ukraińskich stosunków na zasadach, dzięki którym rozwój narodu ukraińskiego nie zależałby od Polaków”.
Te, tak jasne, oświadczenia partji ukraińskiej nie zahamowały w niczem kroków ugodowych ze strony namiestnika Bobrzyńskiego, ani ze strony bloku podtrzymujących go polskich stronnictw (konserwatystów krakowskich, t. zw. krakowskich demokratów i ludowców Stapińskiego przy poparciu socjalistów); nacisk Wiednia, domagającego się ustępstw ze strony polskiej na rzecz ukraińców, potęgował się zresztą w miarę zaostrzania się sytuacji międzynarodowej.
Partja ukraińska postanowiła położenie wyzyskać przedewszystkiem w dwóch kierunkach: chodziło jej
- stworzenie faktów, pozbawiających Polaków we Lwowie uniwersytetu przez uczynienie zeń instytucji na razie polsko-ruskiej, a później już czysto ruskiej.
- o zniszczenie polskiej autonomji w Galicji, której wyrazem był sejm galicyjski we Lwowie.
Niespełna rok upłynął od mordu, dokonanego na Andrzeju Potockim, a już rozpoczynają się w Wiedniu pertraktacje między klubem ukraińskim, rządem i Kołem Polskiem o ustępstwa na rzecz Rusinów. Jak. zwykle, towarzyszy tym rozmowom ofensywa w kraju. W dn. 2 lutego 1909 r. na zjeździe z okazji czterdziestolecia „Proświty”, odbytym we Lwowie, młodzież ukraińska podejmuje rezolucję, w której pragnie
„ostrzec kierujące polityczne kola, ażeby swoją dotychczasową polityką w sprawie ukraińskiego uniwersytetu same nie wywoływały w niej przekonania, że ukraiński uniwersytet stanie dopiero wtedy, gdy nauka na dotychczasowym uniwersytecie stanie się niemożliwa".
Rezolucję tę wręczono namiestnikowi Bobrzyń- skiemu i senatowi uniwersytetu. Stała się ona wytyczną taktyki ukraińskiej. Ilekroć posłom ukraińskim gorzej wiodło się w Wiedniu, tylekroć następowały gwałty ze strony studentów ruskich na uniwersytecie lwowskim i służyły w Wiedniu za dowód, że stosunki
muszą w interesie nauki ulec radykalnej zmianie na rzecz ukraińców.
Gdy więc nie powiodły się próby tworzenia nowych katedr ruskich na uniwesytecie dzięki demo- stracji i obiciu namiestnika Bobrzyńskiego przez polską młodzież akademicką, gdy później w r. 191 Oper" traktacje z Kołem Polskiem nie doprowadzały do
realnych zdobyczy, poczęli ukraińcy wznawiać taktykę gwałtów na uniwersytecie. W dniu 14 marca 1910 roku ma miejsce najście studentów ruskich na uniwersytet, wyłamanie drzwi jednej ze sal wykładowych i wiec nielegalny. W maju 1910 r. rozsyła „Komitet ukraińskiej młodzieży*1 wezwania na prowincje, których tekst dla charakterystyki podaję:
„Kolego! Jak wiadomo Wam z dzienników, prowokują od kilku dni wszechpolacy na lwowskim uniwersytecie ukraińską młodzież i nie dopuszczają jej na wykłady. Ażeby położyć koniec bezczelnej prowokacji i posunąć naprzód sprawę kreowania ruskiego uniwersytetu we Lwowie, Komitet ukraińskiej młodzieży wzywa Was pod grozą towarzyskiego bojkotu do bezwzględnego jawienia się we Lwowie w środę dn. 18 maja rano (najdalej popołudniu) z chłopskim paragrafem (kołem z płotu — przyp. autora) w ręce. Powiadomcie o tern także i godnych zaufania kolegów i przywieźcie ich ze sobą. Mater- jalna strona sprawy w części zabezpieczona. Prosto z dworca zgłoście się w Domu Akad. ul. Supińskiego 17, gdzie otrzymacie potrzebne informacje. K.U M.’
Po tern przygotowaniu ma miejsce nieudałe najście na uniwersytet w dn. 19 maja 1910 r. W czerwcu 1910 r. pojawia się w „Dile“ artykuł w związku z pertraktacjami w sprawie uniwersytetu, stwierdzający, że
„polscy potentaci są tak ślepi, że nawet tragiczna śmierć hr. Andrzeja Potockiego niczego ich nie nąuczyła”.
W parę dni potem wygłosił w parlamencie wiedeńskim podżegającą mowę poseł ukraiński, Dnie- strzański, profesor lwowskiego uniwersytetu. I niemal bezpośrednio po tej mowie w dn. 1 lipca 1910 roku, kilkuset ukraińców przy współudziale teologów rus-
kich wpada tłumnie na uniwersytet, wyłamuje drzwi jednej z śal i uchwalają następującą rezolucję:
„Ze względu na to, że wszystkie dotychczasowe sposoby walki młodzieży ukraińskiej o uniwersytet ukraiński we Lwowie spotykały się ze strony Polaków', polskiej młodzieży akademickiej, Senatu lwowskiego uniwersytetu i prawie całego społeczeństwa polskiego z bezwględnym oporem, a rząd centralny założenie osobnego uniwersytetu ukraińskiego zawsze odsuwał na drugi plan, ukraińska młodzież akademicka przystępuje do jaknajostrzejszych sposobów walki”, (patrz „Diło” z r. 1910 Ns 146).
Natychmiast po tej uchwale wiecownicy napadają na rektorat, a napotkawszy garstkę młodzieży polskiej — witają ją salwami rewolwerowemi. W rezultacie, dzięki wypadkowi, ustalonemu później niezbicie przez rzeczoznawców wiedeńskich i sąd, pada ofiarą strzelaniny ze strony ruskiej jeden z przywódców młodych ukraińców, student Adam Kocko. Po
t
krwawych zajściach „Narodnyj Komitet", naczelna in- sytucja polityczna ukraińska, uchwala rezolucję, której wstęp przytaczam (patrz „Diło" z dnia 4 lipca 1910 roku N° 146):
„Narodnyj Komitet na posiedzeniu w dn. 2 lipca skonstatował, że odpowiedzialność za ostatnie krwawe zajścia na lwowskim uniwersytecie pada na rząd austrjacki, który wszel- kiemi prawnemi i nieprawnemi sposobami utrzymuje w Galicji panowanie polskich możnowladców nad Rusinami, a wszystkie żądania galicyjskich Rusinów—nawet czysto kulturalne —systematycznie ignoruje, a w szczególności w sprawie założenia ruskiego uniwersytetu we Lwowie dotąd nic nie zrobił..
Rząd wiedeński naciska więc znowu w kierunku ugody i jedynie oburzenie, wywołane przez napad
wśród ludności polskiej, wymusza kilkumiesięczną zwłokę w pertraktacjach. Niemniej przeto już w połowie lutego 1911 r. komisja budżetowa parlamentu wiedeńskiego na wniosek prezesa klubu ukraińskiego, Kost Lewickiego, uchwala m. i. głosami delegatów
Koła Polskiego następującą rezolucję:
„Wzywa się rząd, aby bezwłocznie poczynił wszelkie przygotowania, które są potrzebne do jaknajrychlejszego otwarcia samodzielnego uniwersytetu ukraińsko-ruskiego".
Wybory do parlamentu austrjackiego, przeprowadzone w r. 1911, oddały — dzięki nadużyciom administracji — nowe Koło Polskie całkowicie w ręce namiestnika Bobrzyńskiego. Odtąd taktyka ugody znajduje już jedyny hamulec w opinji publicznej kraju. W maju, a potem w grudniu 1912 r. godzi się nowe Koło Polskie nietylko na utworzenie ruskiego uniwersytetu we Lwowie, ale nawet na zakwestjonowanie polskości istniejącego uniwersytetu na szereg lat i dopiero pod naciskiem kraju cofa się z tego stanowiska. Namiestnikowski „Czas" krakowski (w numerze z dn. 23 stycznia 1913 r.) tak charakteryzuje sytuację:
„Stała się rzecz w Austrji niebywała; jeden naród bez walki zgodził się na olbrzymie ustępstwo na rzecz drugiego. Polacy nietylko zgodzili się na powstanie ruskiego uniwersytetu w kraju, ale ułatwiają je, ofiarując własny uniwersytet do wstępnych przygotowań...”
Na szczęście dla Polaków ukraińcy odrzucili te ustępstwa, domagając się jeszcze większych i sprawa przewlokła się aż do wybuchu wojny światowej.
Drugim kierunkiem, w którym poszła ofensywa -ukraińska po zamordowaniu Potockiego, był postulat
zniszczenia ostoji autonomji Galicji, jaką stanowił sejm we Lwowie. Wprowadzenie powszechnego głosowania do parlamentu wiedeńskiego wysunęło konieczność reformy przestarzałej ordynacji wyborczej do sejmu galicyjskiego. Rząd wiedeński i jego namiestnik w Galicji dążyli do tego, by ta reforma doszła do skutku za zgodą partji ukraińskiej. Przy zatrzymaniu instytucji kurji wyborczych skonstruował namiestnik projekt, gdzie w każdej z tych kurji wyborcy ruscy otrzymywali rażące przywileje kosztem wyborców polskich. I znowu powstaje burza w kraju, aż wreszcie list pasterski wszystkich biskupów polskich, zwrócony przeciw zasadom projektu Bobrzyńskiego,zmusza namiestnika katolickiej Austrji do podania się do dymisji. W dniu 14 maja 1913 r. Franciszek Józef odwołuje Bobrzyń- skiego i mianuje na jego miejsce b. austrjackiego ministra skarbu, Witolda Korytowskiego.
W nastroju rządu i administracji galicyjskiej w stosunku do Ukraińców niewiele się zmienia. Podczas nowych wyborów do sejmu galicyjskiego, odbytych w czerwcu 1913 r., dokonała administracja szeregu nadużyć na korzyść partji ukraińskiej. Nowoobra- ny sejm uchwalił za zgodą Ukraińców reformę ordynacji wyborczej, ledwo trochę korzystniejszą dla Polaków od poprzedniego projektu rządowego, lecz znowu wybuch wojny światowej nie pozwolił jej wejść w życie.
Celem ostatecznym ofensywy ukraińskiej po zamordowaniu Potockiego, trwającej aż do wojny światowej, było — w myśl programu — wyparcie Polaków
za San. Prawno-polityczną formą tego żądania stał się postulat rozdziału Galicji na obejmującą część trzecią jej obszaru — połać polską z Krakowem i na— obejmującą dwie trzecie jej obszaru — część ruską ze Lwowem, Przemyślem, Drohobyczem, Tarnopolem i Stanisławowem. „Diło“ z dn. 9 sierpnia 1911 roku pisze:
„W programie całego ukraińskiego narodowego obozu Galicji, jako zasadnicze żądanie narodowe, znajduje się żądanie urzeczywistnienia narodowej niezależności ukraińskiego narodu w terytorjalnych i prawnych granicach państwa austriackiego przez utworzenie z terytorjum ukraińskiego w Austrji osobnej prowincji na zasadach autonomicznych".
A jaki obszar tej prowincji? Tu znowu czytamy w „Dile“ z dn. 8 październiha 1913 roku:
„Jakie powinno być załatwienie sporu polsko-ukraińskiego, to dla nas jasne... Jest to ukonstytuowanie narodu ukraińskiego, jako odrębnego organizmu politycznego, na własnem terytorjum narodowem i utworzenie kraju ukraińskiego ze wszystkięmi uprawnieniami, jakie daje krajom ustrój państwowy...”
A w numerze dn. 13 października 1913 roku:
„Z historycznego i etnograficznego stanowiska jest Galicja wschodnia ukraińskiem terytorjum i na tej podstawie domagamy się utworzenia z niej odrębnego ukraińskiego kraju ze wszystkiem prawno-państwowemi uprawnieniami, jakie krajom przyznaje prawno-państwowy ustrój Austrji... Wschodnia Galicja jest ziemią ukraińską, bo na niej zwartą masą żyje ludność ukraińska... wśród której polsko-żydowskie mniejszości tworzą tylko wysepki obco-narodowościowe”.
Tymczasem według spisu ludności z 1910 roku było w Galicji wschodniej (bez zachodniej) 3 miljo- ny 132 tysiące ludności ruskiej, a 1 miljon 650 ty-
sięćy Polaków katolików i około 500 tysięcy żydów którzy podali narodowość polską.
Tak oto w okresie, bezpośrednio poprzedzającym wybuch wojny światowej, ustalali sobie ukraińcy, jakie ziemie, uważane przez Polaków za naturalne dzielnice przyszłej Polski, winny przypaść na własność narodowi „ukraińskiemu". A więc dwie trzecie Galicji. A potem?
Przedewszystkiem Chełmszczyzna, której wyłączenie z granic Królestwa Kongresowego przeprowadzał właśnie rząd rosyjski. Oto w dn. 7 maja 1909r. klub ukraiński w parlamencie wiedeńskim określa swój stosunek do zagrabienia ziemi chełmskiej przez
rząd rosyjski w ten sposób:
„Chełmszczyzna historycznie i etnograficznie jest ziemią nie polską, lecz ruską... Oddzielenie tego kraju od rosyjskiej Polski, ą przyłączenie do ruskiej kijowskiej ziemi jest pono- wnem złączeniem jednakowych składowych części, które powinno było już dawno się dokonać”.
A więc znowu pochwała i poparcie moralne dla rządu carskiego, skoro ten czyni zamach na prawa Polaków. A w stosunku do zamachów pruskich?
W r. 1908 wnosi rząd pruski do sejmu pruskiego głośny projekt ustawy o przymusowem wywłaszczaniu Polaków na rzecz Komisji Kolonizacyjnej. Zdawałoby się, że sprawa ta w niczem nie dotyczy żywotnych interesów obozu ukraińskiego. Koło Polskie w parlamencie wiedeńskim przeciw projektowi ustawy o wywłaszczeniu organizuje w grudniu 1908 r. uroczysty protest wszystkich klubów słowiańskich, do którego przyjączają się posłowie włoscy i rumuńscy.
Stronnictwa niemieckie, a nawet rząd austrjacki, za-- chowują się biernie, nie odważają się pochwalać postępowania sprzymierzeńca. I jedynie klub ukraiński podczas uroczystego składania oświadczeń przez przywódców klubów demonstruje krzykliwie i pochwala jawnie gwałty pruskie!
Cóż to za nieprzytomna zaciekłość? Nie tak nieprzytomna jak zdawało się naówczas zdumionym świadkom. Był to bowiem wynik ścisłego przymierza, którego istnienia domyślali się już wówczas niektórzy, lecz nie mieli na to dowodów. Dowody wieloletniego sojuszu antypolskiego między kierownictwem ruchu ukraińskiego, a Berlinem udało się dopiero zdobyć bezpośrednio przed wojną światową. Ujawnione przez Franciszka Krysiaka w końcu 1913 r. dokumenty, wykradzione z archiwów Ostmarkenverein’u w Berlinie, podane w fotograficznych odbitkach w paru pismach polskich, ukazały opinji polskiej w całej jaskrawości spisek prusko-ukraiński na zniszczenie narodu polskiego. Wojna światowa w pokoju brzeskim odsłoniła resztę tajnego planu.
*
Popieranie ruchu ukraińskiego przez Wiedeń od początku dla wszystkich było jasne. Natomiast tylko część polskiej opinji publicznej podejrzywała przywódców ukraińskich o ścisłą współpracę z Berlinem. Za tą współpracą przemawiały fakty: stosunek ukraińców do przymierza austrjacko-niemieckiego, do ustawy o wywłaszczeniu, dostarczanie prasie polakożerczej w Niemczech tendencyjnych informacyj z Galicji, jaskrawe wystąpienie pruskiego ministra spraw wewnętrznych w sejmie pruskim w obronie ukraińców galicyjskich podczas dyskusji o wywłaszczeniu, przeciw czemu urzędowo protestował hr. Gołuchowski, jako austro-węgierski minister spraw zagranicznych. W r. 1909 pojawiły się rewelacje b. szpiega pruskiego Rakowskiego, który dostarczył szeregu dokumentów o współdziałaniu konsulatu niemieckiego we Lwowie z Ukraińcami; dokumenty te miały jednak zbyt podejrzany wygląd, by je można było uznać za autentyczne. Dopiero przed samą wojną światową uzyskał Franciszek Salezy Krysiak dowody, niewątpliwie autentyczne i stwierdzające niezbicie patronat pruski nad ruchem ukra-
jńskim. Były to fotograficzne zdjęcia listów, wykradzionych z archiwum t. zw. Ostmarkenverein’u, instytucji stworzonej w r. 1894 za inspiracją Bismarck a przez Hansemanna z Pempowa, Kennemanna z Klenki i Tiedemanna z Jeziorek i zwanej stąd przez Polaków w skrócie Tow. H. K. T. Stosunek rządu pruskiego do tej instytucji da się ściśle porównać do
dzisiejszego stosunku rządu sowietów do Kominternu. Listy, ogłoszone przez Krysiaka w kilku pismach polskich pod koniec 1913 i z początkiem 1914 r. zde- konspirowały rolę rządu pruskiego w sprawie ukraińskiej. Warto trochę zajrzeć do tych dokumentów.
W liście z daty Wiedeń 23 marca 1903 r. zaopatrzonym pieczęcią „Krużok Zemljakiw u Widni”, adresowanym do generalnego sekretarza Tow. H.K.T. Bovenschena, prosi Jan Tyranowicz o poparcie komitetu prasowego, utworzonego przez ukraińców w Wiedniu:
»dla poinformowania prasy zachodnio - europejskiej o wszechpolskich machinacjach w Galicji”.
W liście z dn. 20 kwietnia 1903 r. Bovenschen zapowiada poparcie dla tej antypolskiej instytucji prasowej i zachęca ukraińców do akcji w wielkim stylu.
W aktach Tow. H. K. T. znajduje się 147 listów, wymienionych między działaczami Narodnego Komitetu ukraińskiego, a Tow. H. K. T. w Berlinie na przestrzeni lat 1903—1913. W akcji porozumienia współdziała konsulat niemiecki we Lwowie, którego sekretarz, W. Falter, jest agentem zarządu głównego
Tow. H. K. T. Korespondentem zarządu Tow. H K.T. jest ze strony ukraińskiej delegat Narodnego Komitetu ks. Hanycki. Gdy w roku 1903 rozeszły się pogłoski
- zamierzonej ponownej ugodzie polsko-ruskiej, ks. Hanycki w liście z dn. 10 października 1903 r. spieszy zapewnić zarząd H. K. T.:
„W odpowiedzi na cenne pismo Panów z dn. 7 października donoszę, że niema zawieszenia broni między Rusinami, a Polakami. Dopóki tylko trwać będzie polska niewola, dopóty mowy nie ma o zawieszeniu broni”. - i dalej — „Dnia 7 października mieliśmy posiedzenie szerszego komitetu, do którego z całego kraju należy 30 mężów, które zatwierdziło plan komitetu wykonawczego wysyłania robotników do Niemiec
- wejścia w porozumienie z niemieckiemi politycznemi towarzystwami, dając zarazem mandat, aby nawiązać jaknajściślej- szy związek z Niemcami...”—i kończy — „O bliższych szczegółach nie mogę pisać, to trzeba osobiście omówić przy na- szem spotkaniu".
W liście z dn. 4 listopada 1903 zapowiada ks. Hanycki zarządowi głównemu Tow. H. K. T. że Ukraińcy wysyłają delegatów na zjazd w Berlinie
„aby ustanowić jednolity program działania w walce z Polakami*.
Prezes i jeden z twórców Tow. H. K. T. Tiede- mann z Jeziorek listem z dn. 22 grudnia 1903 roku zwraca się do Narodnego Komitetu i — powołując się na odbyty w Berlinie w dn. 11 grudnia zjazd — poucza, że
.zadania, omówione na zebraniu, tylko wtedy mogą być załatwione ku obustronnemu zadowoleniu, jeżeli ruski Komitet Narodny, jako reprezentacja ruskiego narodu, stworzy silną organizację, stanowiącą organ, z którym ci, którzy w Niem-
czech współpracują dla wielkiego dzieła, będą mieli obowiązek się znosić".
Hakatystom zawadzało mocno polskie wychodź- two sezonowe robotników rolnych, sprowadzanych z Galicji i Królestwa na Śląsk i Pomorze, gdyż przyczyniało się do budzenia polskiego ruchu narodowego na tych ziemiach. To też zarząd H.K.T. podjął próby sprowadzania na ich miejsce niemieckich kolonistów z Galicji. Akcja ta nie mogła jednak dać wyników odrazu, toteż zwrócono się do ukraińców, by nimi zluzować wychodztwo polskie. W tej sprawne prezes Tiedemann pisze w7 dn. 4 sierpnia 1903 roku list do niejakiego von Pilis, kierownika założonej w tym celu „Zentralstelle zur Beschałfung deutscher Ansiedler und Feldarbeiter” w Berlinie, w którym powołuje się na swą rozmowę z ks. Hanyckim i ustala:
„Stosunek z ruskim Narodnim Komitetem może mieć dla nas wartość na wypadek, że nie uda się nam w pierwszych latach sprowadzić odpowiedniej masy niemieckich robotników z Galicji; w takim razie musielibyśmy się wyręczać Rusinami" — i niżej — „Cale nasze staranie musi być skierowane ku temu celowi, by w przyszłości polscy robotnicy, tak z Galicji, jak z Rosji nie byli potrzebni i nie zostali dopuszczeni".
I znowu w dniu 8 lutego 1904 roku ks. Hanyckt odnosi się do Tiedemanna w sprawie robotników ruskich i kończy list ciekawą propozycją:
„Jest obecnie do nabycia polski majątek książęcy (20 tysięcy mórg pruskich), cena wynosi około 2 miljony marek. Jest w nim wiele lasów, stawów z młynem (znany staw gródecki), cena jest bardzo przystępna. Byłoby dobrze, żeby Niemiec go kupił, albo żeby udzielono Rusinom pomocy do nabycia go... Dziękując za życzliwą i łaskawą pomoc Jaśnie
Wielmożnemu Panu i składając całe nasze nadzieje w Jego wszechmocne ręce, pozostaję z najgłębszym szacunkiem. Hanycki*.
I znowu zacytuję z listu Hanyckiego do Tiede- manna z dn. 13 lutego 1904 r.:
.Tak zwany Komitet Czynu, rozumie się ruski, postanowił za dwa lata t. j. w r. 1905 wywołać powszechny bojkot i przeprowadzić go. Przez bojkot ten zamierza on zrujnować polskich właścicieli ziemskich. Ponieważ Komitet zwrócił się do mnie, abym go wspomagał radami i pomocą, przeto zwracam się do JWPana z najgorętszą prośbą o wspieranie nas w tej sprawie... Robotnicy, zatrudnieni w państwie niemieckiem, będą przystępniejsi wobec odpowiedniej agitacji w słowie
- piśmie, która u nas podlegałaby karze i to więzienia aż do
- Słowa, które ci ludzie usłyszą tam w Niemczech i druki, które z sobą przywiozą, utrzymają przy odpowiedniem doagi- towaniu ferment w ludzie i doprowadzą go do wybuchu... Ponieważ sprawa z Komitetem Czynu i zamierzony bojkot jest ścisłą tajemnicą, proszę tedy, żeby JWPąn pismo niniejsze uważał za akt zaufania do siebie i żeby tylko wydał zarządzenia w myśl tego pisma".
W liście z dn. 26 marca 1904 r. Hanycki pisze do sekretarza generalnego H. K. T. w Berlinie, Bo- venschena:
„Upoważniam p. dr. H. Bovenschena, ażeby udał się do wydawnictwa Hermanna Waltkera i jeżeli ten nie zgodzi się na publikację broszury, ażeby odebrał manuskrypt i go wydał. Ponieważ jednak autorowi, Budzynowskiemu, już teraz grożą procesem o zdradę stanu, przeto tytuł broszury brzmieć będzie: „Polskie niebezpieczeństwo (Die polnische Gefahr)*, opracowane na podstawie pisma Budzynowskiego p. t. „Austrja czy Polską".
Hanycki dla większej swobody przesiedlił się do
Katowic i znowu w liście z dnia 9 lipca 1905 roku pisze do Tow. H. K. T.:
„Proszę przysłać wszystko, co moglibyśmy zużyć wspólnie przeciw Polakom, a wszystko zostanie przeciw Polakom zużyte".
A w liście, skierowanym znowu do prezesa Tie- demanna z daty 15 stycznia 1910 r., a więc w kilka lat później, przypomina mu Hanycki ustaloną wspólnie zasadę, że „Polakom trzeba wydać bitwę w Galicji" i proponuje tę bitwę rozszerzyć w ten sposób, by
.Polakom wydąć bitwę na tyłach, także ze strony Litwinów, Białorusinów i Rusinów w Rosji".
Zajmę się teraz jeszcze przez chwilę drugim korespondentem H. K. T. dr. Stefanem Baranem, generalnym sekretarzem partji ukraińskiej. W liście z dn. 19 listopada 1912 r. skierowanym do generalnego sekretarza Tow. H. K. T. Schultza, przesyła dr. Stefan Baran opracowany memorjał i wyraża przekonanie, że Niemcy zainteresują się informacjami
„o drugim co do wielkości, a germanofilskim narodzie".
W odpowiedzi z daty 20 stycznia 1913 Schultz prosi go o naszkicowanie programów stronnictw polskich i ruskich, zapytuje, co to są „Drużyny Bartoszowe", których ma być w Galicji 79 i dowiaduje się o stosunek kościoła ruskiego do papieża i czem różni się od prawosławia.
Tyle wybrałem spośród stu kilkudziesięciu listów. Okazuje się z nich dowodnie, że stosunki między Berlinem, a Ukraińcami już od r. 1903 stały się oficjalne, przyczem ukraińcy wyraźnie podjęli się roli
narzędzia Berlina w walce z Polakami. Wzamian za te usługi cieszyli się poparciem moralnem i mater- jalnem. Pozatem jednak służyli wywiadowi niemieckiemu w Galicji i na terenie państwa rosyjskiego, jak możemy to wywnioskować choćby z listu sekretarza Schultza do dr. Stefana Barana. Byli ponadto jedynymi informatorami niemieckich czynników rządzących o ruchu ukraińskim i jego zasięgu w Rosji,, albowiem w tym zakresie cechowała Niemców zupełna ignoracja, skoro po dziesięcioletnich stosunkach konsulatu pruskiego we Lwowie z Ukraińcami Schultz pyta dr. Barana o stosunek cerkwi unickiej do prawosławia. Te informacje i ta współpraca prusko- ukraińska skierowały w czasie wojny światowej ekspansję wojskową Niemiec na Kijów i Charków i znalazły swój polityczny wyraz w pokoju brzeskim.
W parę miesięcy po ujawnieniu tych dokumentów wybuchła wojna światowa i armje rosyjskie wkroczyły do wschodniej Galicji- I nagle wojskowe władze austrjackie zostały zaalarmowane faktem nieoczekiwanym: oto cały lud ruski w Galicji witał entuzjastycznie wojska rosyjskie, w każdej wsi pułki carskie znajdowały chętnych przewodników i szpiegów dla swego wywiadu. Przerażone władze austrjackie straciły głowę i jęły się środków barbarzyńskich i drakońskich. Masowe rozstrzeliwania i wieszania, wywożenie księży unickich do obozów koncentracyjnych, palenie wsi, a nawet masowe masakry kobiet i dzieci, spędzonych z szeregu wsi, jak w twierdzy przemyskiej. Austrjacka krajowa komenda żandarmerji we Lwowie
wydała w sierpniu i wrześniu 1914 r. kilka rozkazów, które — wykradzione w parę lat później — opublikowane zostały w moim przekładzie na język polski w drukowanem we Lwowie tajnem czasopiśmie »Z chwi- li“ (.NŁ 2 lipiec 1917). Oto rozkaz z dn. 16 sierpnia 1914 roku (pomijam wstęp):
„Żandarmi! Pomnijcie dobrze, co wam teraz powiem, a mówię wam to po raz ostatni! Zbudźcie się z małoduszności, wyzbądźcie się ograniczających was małostek i ciasnych, prawnych skrupułów. Dzisiaj istnieje tylko jedna, jedyna sprawiedliwość, t. j. pomyślność państwa i tej należy przymnażać ze wszystkich sił bez względu na to, czy to zgadza się z upar- temi, prawnemi mądrostkami, czy też nie. Także istnieje jedna, jedyna odpowiedzialność, t. j. odpowiedzialność za bezpieczeństwo państwa i armji. W obliczu tej jedynej odpowiedzialności nie ma już żadnych względów dla niczego i dla nikogo... Dlatego opieka bez zastrzeżeń każdemu patrjocie, a bezwzględność bez zastrzeżeń w stosunku do każdego podejrzanego, kimkolwiekby on był. Pomnijcie dobrze! Zguba każdemu -zdrajcy! Przy niektórych zderzeniach z nieprzyjacielem, gdy wojsko stało w ogniu, zdradzili moskalofilscy chłopi, a nawet, księża — przeciwnikowi stanowiska i siły. Żandarmi zdołali uwięzić podejrzanych, z tych jednak kilku uciekło podczas odwrotu, albowiem troskliwe pilnowanie ich nie było możliwe. Tu należało tych zdrajców nawet na miejscu wyrżnąć! W podobnych wypadkach, gdy ma się do czynienia z tak jawną zdradą, należy właśnie sprawić się krótko i nie mieć skrupułów z czasów pokoju! (—) Hagauer, podpułkownik”.
Następny rozkaz z dn. 19 sierpnia 1914 r. koń" •czy się tak:
„Skoro tylko dadzą się gdziekolwiek spostrzec oznaki popierania nieprzyjaciela, należy postąpić w sposób bezwzględny. Żaden środek nie jest w tych wypadkach dostatecznie ostry... (—) Kolosvary, generał kawalerji”.
roku:
„W ostatnich czasach mnożą się wypadki zdrady mo~ skalorilów wobec naszych wojsk... Żandarmi! Z powodu niezbyt energicznego odporu zjawia się niebezpieczeństwo, że ruch moskalofilski ośmielony wystąpi tern gwałtowniej i rozprzestrzeni się ku naszej nieobliczalnej szkodzie... Nie ma już dziś czasu na wydawanie tych nędzników sądom wojskowym przesłuchuje się ich i świadków krótko, sporządza się odpowiedni protokół i strzela się im w łeb, dając ludziom odstraszający przykład... (—) Hagauer, podpułkownik”.
I drugi rozkaz z tego samego dnia 20 sierpnia 1914 roku:
„Z powołaniem się na tutejszy rozkaz z dn. 16 sierpnia
- N° 403 poufne — należy w obliczu wroga każdego podejrzanego o zdradę, poprostu zatłuc. (—) Hagauer, podpułkownik ".
I wreszcie dn. 19 września 1914 roku rozkaz telegraficzny:
„Pouczyć natychmiast wszystkie posterunki: zaprzestać zupełnie sądownictwa, dopuszczalne użycie broni według art 12 ustawy i art. 65 instrukcji służbowej. Krajowa Komenda Żandarmerii”.
Cała wschodnia Galicja znalazła się aż do czerwca
- pod władzą wojsk rosyjskich. Po wkroczeniu armij rosyjskich do Lwowa w pierwszych dniach września 1914 r. wygłosił metropolita Szeptycki kazanie w katedrze św. Jura, w którem wystąpił przeciw rządowi rosyjskiemu, zaco wywieziony został do Kijowa,, lecz conajmniej dziwnie określił stosunek cerkwi unickiej do prawosławia:
„Kordon padł” — mówił o Ukraińcach kijowskich —„złączyliśmy się z naszymi braćmi. U nich ta sama wiara, co
i u nas i tenże sam obrządek. Oni nazywają się prawosławni i my prawosławni. Ale ich prawosławie państwowe, synodalne, rządowe, nasze zaś lepsze i wyższe, gdyż jesteśmy katolikami, uznającymi zwierzchnictwo papieżą. Naszym obowiązkiem dać im wszystko nasze lepsze, naszym obowiązkiem walczyć za naszą wiarę do ostatniej kropli krwi", (cytuje „Prikarpatskaja Ruś* N° 1421).
Przypomina się goszczący u metropolity Szeptyckiego na kilka lat przed wojną tajemniczy ksiądz, książę Max bawarski, którego doktryna o braku różnic dogmatycznych między katolicyzmem i prawosławiem została wówczas potępiona przez oficjalny organ watykański. A ludność ruska, pouczana od czasów świę- tojurców, że różnica między unją, a prawosławiem leży tylko w uznaniu władzy papieża, zamiast synodu i cara, wolała uznać potęgę cara, którego wspaniałe wojska okupowały kraj. Mimo to, że władze wojskowe rosyjskie wydały w dn. 8 października 1914 r. zakaz stosowania jakiegokolwiek przymusu na rzecz prawosławia, rozpoczyna się masowe, dobrowolne przechodzenie Rusinów na prawosławie. Przytoczę dwa charakterystyczne ustępy z pism gmin ruskich, domagających się przysłania popa w miejsce księdza unickiego. Wieś Sławna w powiecie Zborowskim pisze w dn. 23 listopada 1914 r.:
„My zawsze byliśmy prawosławni, nie zaś wrogami prawosławia. Ongiś Jezuici, a w nowszych czasach mazepińcy wykoślawili naszą cerkiew i nasz obrządek cerkiewny, że teraz sami nie wiemy, czem jesteśmy".
A wieś Snowicz w dniu 4 grudnia 1914 roku:
„Jezuity, Lachy i żydy wymyśliły jakąś unię. My nigdy
I •• M * • * '
S-S; ^ £5
nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy unitami. My zawsze byliśmy i będziemy prawosławni".
W marcu zawitał do Lwowa car Mikołaj II. W odbytem z tej okazji nabożeństwie prawosławnem, które celebrował prawosławny arcybiskup wołyński, Eulog- jusz, asystują mu księża uniccy, choć nie przechodzą na prawosławie. Rosyjskie „Birżewyja Wiedomosti” tak komentują ten niezwykły fakt:
„Podobnego wspólnego nabożeństwa nie było ani razu przez czas wszystkich czterech wieków istnienia unji. Nabożeństwo lwowskie tembardziej jest znamienne pod względem kanonicznym, że celebrował je arcybiskup wołyński Eulogjusz i tym sposobem duchowni uniccy służyli wspólnie z archijerejem prawosławnym; według prawideł cerkiewnych z archirejem służyć mogą tylko ci kapłani, którzy uznają jego zwierzchnictwo kanoniczne".
W maju 1915 r. gdy Rosjanie naskutek klęski pod Gorlicami poczęli się wycofywać z Galicji wschodniej, istniało już 200 zorganizowanych parafij prawo- sławnych, a 300 było w stadjum organizacji, zaś kilkudziesięciu księży unickich przeszło na prawosławie. Nie zapominajmy, że ogromną większość księży sprzyjających Rosji Austrjacy już przedtem pomordowali, lub wywieźli do obozów koncentracyjnych.
Ofensywa państw centralnych doprowadziła w roku 1915 do odbioru większej części wschodniej Galicji, a ponadto posunęła wojska niemieckie i austriackie poza granice Królewstwa Polskiego na ziemie, zamieszkałe przez prawosławną ludność ruską i białoruską. Odtąd Berlin i Wiedeń poczynają liczyć na możliwość zawarcia odrębnego pokoju na wschodzie.
a za drogę, wiodącą do tego celu, uważają — poza intrygami na dworze carskim — szachowanie Rosji groźbami. Tej polityce wojennej należy zawdzięczać, obok proklamacji Królestwa Polskiego w dn. 5 listopada 1916 roku, odżycie rachub na zastraszenie Rosji separatyzmem ukraińskim. W obliczu tych rachub zmienia się kurs wobec ukraińców. Jużwmaju 1915ro- ku zaraz po bitwie gorlickiej, jako pierwszy akt powrotu do dawnej polityki, następuje zwolnienie Rusinów, internowanych masowo w obozach koncentracyjnych.
Politycy ukraińscy podchwytują moment i usiłują nawiązać do harmonijnej współpracy z okresu przedwojennego i zatrzeć w pamięci wydarzenia w Galicji z pierwszego okresu wojny. W Wiedniu, a szczególnie w Berlinie organizują od roku 1915 wielką akcję prasową, mającą zachęcić państwa centralne do ponownego podjęcia sprawy „wielkiej Ukrainy11, zdolnej zniweczyć potęgę rosyjską na zawsze. Wychodzą książki, pisane przez ukraińców w języku niemieckim, zaś w Berlinie pojawia się perjodyczne wydawnictwo „Die Ukrainę”, pomieszczające rozprawy polityków ukraińskich i niemieckich. Ukazują się opracowane przez ukraińców mapy, na których widnieje „wielka Ukraina od Kaukazu do Lublina1*.
Politycy ukraińscy wiązali losy „wielkiej Ukrainy* ze zwycięstwem Niemiec i Austrji, musieli więc ją ograniczać do ziem, pozostających pod suwerennością rosyjską; nie mogli głosić jawnie programu oderwania wschodniej Galicji od Austrji. Głosili więc
program wyodrębnienia wschodniej Galicji aż po San w autonomiczną prowincję ukraińską pod berłem Habsburgów.
„Narodowy podział Galicji* — wyjaśniał dr. Michał Łoziński w broszurze p. t. „Die Schaffung einer ukrainischen Provinz in Oesterreich", wydanej w Berlinie w r. 1915 (patrz str. 75) — „byłby tylko usunięciem polskich przywilejów, sprzecznych z nowoczesnemi poglądami na wolność narodową. Natomiast nie byłby on poderwaniem narodowych praw poi' skiego ludu, których mógłby ten zażywać w polskiej prowincji, utworzonej z polskiego obszaru Galicji*, (a więc na zachód od Sanu — przyp. autora).
Wódz ruchu ukraińskiego, importowany z Kijowa, prof. Hruszewski, wydaje w Wiedniu w r. 1915 broszurę p. t. „Die ukrainische Frage in historischer Entwicklung", w której przestrzega państwa centralne przed skutkami niepodjęcia sprawy wielkoukraińskiej:
„Bliska przyszłość" — pisze na str. 52 — „przyniesie nam rozstrzygnięcie. Każdy znawca stosunków wschodnioeuropejskich musi zapowiedzieć z góry, że problem ukraiński — jeżeli nie zostanie rozwiązany przez obecną wojnę — stanie się źródłem nowych wstrząśnień we wschodniej Europie*.
Trzeba było oczywiście wykazać, że lud ukraiński po stronie rosyjskiej nie będzie biernym czynnikiem w walce o własne państwo, lecz poprze czynnie Niemcy i Austrję, a w przyszłości stanie przy ich boku, jako stały sprzymierzeniec. Temu zadaniu poświęcone zostało wychodzące w Berlinie czasopismo „Die Ukrainę".
„O dziejach Ukrainy”, — pisze w niem w artykule p. t. „Die wiedererwachte Ukrainę” poseł E. Lewicki (Rok 1916 zeszyt 12 str. 77) — „jej położeniu geograficznem i nieprzebra-
nych bogactwach tej ziemi, a wreszcie o jej poiitycznem znaczeniu międzynarodowem pisano już wiele w ciągu wojny, szczególnie w Niemczech. Przyczyniło się to istotnie do poznania krąju i jego przeszłości. Natomiast w rozważaniu problemu ukraińskiego dotknięto zaledwie, a może nawet pominięto pytanie, jak to lud ukraiński po jego całkowitem zgnieceniu podźwignąUsię ze swego smutnego położenia i pomimo tak trudnych warunków zewnętrznych umiał wywalczyć sobie na nową duchową i polityczną indywidualność. Albowiem lud ten dokonał wszystkiego, a także i tego, czem może się wykazać w swym duchowo-politycznym rozwoju jedynie i wyłącznie własnemi siłami; w dążeniach swych nie znalazł opiekuna, ani sprzymierzeńca aż do czasów wojny, jeżeli wyłączymy politycznie dogodne warunki, które dawała mu konstytucja austriacka”.
Opiekę i przymierze, które ujawniły dokumenty, opublikowane bezpośrednio przed wojną przez Fr. Krysiaka, pominął polityk ukraiński z łatwo zrozumiałych względów. A tymczasem polityków i wojskowych niemieckich coraz bardziej nęciły perspektywy rozwalenia Rosji i zdobycia sobie drogi aż ku Indjom. Istotę planów niemieckich w tej dziedzinie, mogących mieć walor i dzisiaj jeszcze, odsłania w cyto- wanem już czasopiśmie „Die Ukrainę” w roku 1916 dr. Falk Schupp w artykule p. t.: „Ukraina, pomost niemiecki do krajów Wschodu”, (zeszyt 12, str. 102)
„Jeżeli spojrzymy na mapę”, — pisze — .to spostrzeżemy, że droga z Berlina do Odesy jest krótsza niż droga- z Berlina do Konstantynopola. Ujrzymy dalej, że przez Warszawę, Kijów, Rostów nad Donem, a dalej przez Ty- flis, Tebris wiedzie bezpośrednia droga kolejowa do zatoki perskiej, a stąd do Indyj. Rosja chciała przy pomocy swego serbskiego wasala zatarasować państwom centralnym drogę
przez Bałkan, aby je odciąć na trwale od ich tureckiego przyjaciela. Gdyby to się powiodło, to państwo Osmanów byłoby przez mocarstwa entente’y przecięte, jak tort i podzielone. Toteż przepędzenie Rosji znad morza Czarnego przywraca polityczną równowagę naszej części świata wobec Wschodu i otwiera uzasadnione widoki na ożywienie kultury krajów kaukaskich, szczególnie Gruzji, oraz graniczących z nię części Azji. Bismarck rozpoznał był te polityczne skutki z właściwą mu bystrością i dlatego to polecił w 1888 r. filozofowi, Edwardowi v. Hartmann wystąpienie z projektem przywrócenia wielkiego miasta Kijowa, czyli Ukrainy. Choćby te projekty były wówczas tylko politycznym szachem, przeznaczonym na to, aby Rosję, coraz bardziej zadufaną w sobie, połechtać w piętę Achillesowy — to jednak są w nich zawarte wytyczne naszej polityki, w myśl których dobrze byłoby podążyć. Jeżeli przedtem półwysep bałkański uchodził w polityce europejskiej za kocioł czarownic, a rozwiązywanie jego zagadnień za dowód mistrzostwa w sztuce państwowej w zakresie Wschodu, to dzisiaj zadanie to kryje się, jak karzeł, za problemem ukraińskim, którego wymiary muszą być uznane za olbrzymie”.
♦ * • «
Rewolucja marcowa 1917 r. w Rosji, detronizu- jąca cara, otwarła przed państwami centralnemi możliwość realizacji ich planów ukraińskich i rozpaliła nadzieje ukraińskich polityków. Ale dopiero przewrót październikowy 1917 r., doprowadzający do władzy Lenina i Trockiego pchnął Niemcy i Austrję do podjęcia sprawy ukraińskiej na wielką skalę. Bolszewicy bowiem wstrzymali odrazu kroki wojenne na froncie i patronowali dzikiej demobilizacji całej armji rosyjskiej. W rozpoczętych z delegacją bolszewicką pertraktacjach państwa centralne odrazu wyłączyły spod kompetencji rosyjsko-komunistycznej delegacji pokojowej sprawy ukraińskie. Już przedtem w dn. 2 grud-
nia 1917 r. odbył się w Kijowie na zasadach stanowienia narodów o sobie, głoszonych przez bolszewików, zjazd Centralnej Rady ukraińskiej pod przewodnictwem znanego nam już dobrze prof. Hruszew- skiego. Przedstawicielstwo tej Centralnej Rady po- powołały teraz państwa centralne do rokowań o pokój, tworząc poza plecami bolszewików delegację ukraińską do rokowań z sobą. W dyskusjach, toczonych w Brześciu litewskim, okupowanym przez wojska niemieckie, wynikł spór z delegacją rosyjsko-bolszewicką o zasady pokoju i kompetencje niezależnej od bolszewików delegacji ukraińskiej do zawarcia osobnego pokoju, zaś austro-węgierski minister spraw zagranicznych, hr. Czernin, w dn. 4 lutego 1918 r. złożył imieniem państw centralnych następujące oświadczenie w tej sprawie na posiedzeniu z delegacją ukraińską :
„Nie mamy powodu do cofnięcia lub ograniczenia potwierdzonego na posiedzeniu plenarnem z dn. 12 stycznia r.b. uznania delegacji ukraińskiej za delegację samodzielną i za upełnomocnione przedstawicielstwo ukraińskiej republiki ludowej. Przeciwnie, uważamy raczej za stosowne już teraz uznać ukraińską republikę ludową za niepodległe, wolne, suwerenne państwo, które znajduje się w tej sytuacji, że może samodzielnie zawierać układy międzynarodowe”.
Jakkolwiek przedmiotem rokowań o granice Ukrainy miały m. in. stać się terytorja, wchodzące w skład utworzonego przez państwa centralne aktem z dnia 5 listopada 1916 r. Królewstwa Polskiego, przedstawicielstwo warszawskiej Rady Regencyjnej nie zostało dopuszczone do rokowań i na posiedzeniu z dnia 9
lutego nad ranem delegaci państw centralnych podpisali ze swoją delegacją ukraińską pokój w Brześciu litewskim, ustanawiający ^wschodnie granice „wielkiej Ukrainy”. Podpisanie aktu uczcił imieniem państw centralnych niemiecki sekretarz stanu do spraw zagranicznych, v. Kuehlmann, uroczystym przemówieniem:
„Panowie! Nikt z Panów nie zechce się usunąć od oceny historycznego znaczenia tej chwili, w której przedstawiciele czterech sprzymierzonych państw zeszli się w tej oto sali z przedstawicielami ukraińskiej republiki ludowej, aby podpisać pierwszy pokój, który został zawarty w czasie wojny światowej. Sprzymierzonym delegacjom sprawia szczególną satysfakcję fakt, że pokój zawarły z młodym organizmem państwowym, który się wyłonił z zamętu wielkiej wojny. Niechaj ten pokój będzie pierwszym z szeregu traktatów pokojowych, pełnym błogosławieństw zarówno dla państw sprzymierzonych, jak i dla ukraińskiej republiki ludowej, której wszyscy życzymy najlepszej przyszłości”.
Wytyczone w Brześciu granice^wschodnie Ukrainy miały pójść po linji Tarnogród—Biłgoraj—Szczebrzeszyn—Krasnystaw — Puchaczów—Radzyń—Międzyrzecz—Sarnaki —Mielnik—Wysokie litewskie—Kamieniec litewski — Prużany—Wyganowicze. Odcinały więc na rzecz republiki ukraińskiej z granic dzisiejszego państwa polskiego następujące obszary: 1) całe województwo wołyńskie i większość poleskiego, 2) połowę województwa lubelskiego z Chełmem, i Zamościem i całem Podlasiem, przyczem granica miała iść tuż na wschód od samego Lublina, 3) południowy skrawek województwa białostockiego, 4) ponadto całe województwa stanisławowskie i tarnopolskie, oraz prawie całe województwo lwowskie, połączone z au-
* zaeMtue
strjacką Bukowiną, miały utworzyć — czego nie opublikowano — autonomiczną, ukraińską prowincję pod berłem Habsburgów. Oczywiście województwa wileńskie, nowogrodzkie, reszta poleskiego i prawie całe białostockie również nie miały wchodzić w skład Królestwa Polskiego, tak samo jak poznańskie, pomorskie, śląskie, krakowskie i reszta lwowskiego.
Wobec rozejścia się wojsk rosyjskich i deklaracji Trockiego, kończącej wojnę bez zawarcia pokoju, wmaszerowały wojska niemiecko-austrjackie w głąb południowej Rosji i zajęły Kijów i Charków. Zaczęła się po parotygodniowych rządach z ramienia Centralnej Rady organizacja pod protektoratem wojsk niemieckich rządu ukraińskiego z hetmanem Skoro- padzkim na czele. Równocześnie w austrjackiej Bukowinie pod opieką Austrji, a pod wodzą atamana Witowskiego, sformowano oddziały legionistów ukraińskich, t. zw. strzelców siczowych, pochodzących z Galicji; oddziały te niebawem odegrały znaczną rolę w walce o Lwów.
Tymczasem nastąpił pogrom państw Centralnych i rozpad Austro-Węgier. Wojska niemieckie na wschodzie zostały odcięte od macierzy i wycofywały się spiesznie. Straciwszy poparcie wojsk niemieckich upadł natychmiast w Kijowie umiarkowany rząd hetmana Skoropadzkiego, a miasto zostało opanowane przez ukraińskich radykałów z atamanem Petlurą na czele. W tym samym czasie we wschodniej Galicji władze wojskowe i cywilne austrjackie poczyniły wszelkie przygotowania, mające na celu przekazanie władzy
Ukraińcom. Wiedeń roił sobie nadzieje zatrzymania dla Habsburgów korony Zachodniej Ukrainy i w związku z tymi nadziejami arcyksiąże Wilhelm Habsburg, syn arcyksięcia Karola Stefana z Żywca, niedawnego kandydata do korony polskiej, został odkomenderowany do wschodniej Galicji i później, w początku walk polsko-ukraińskich, przebywał stale w głównej kwaterze ukraińskiej, jako „Wasyl Wyszywany". Na parę tygodni przed katastrofą Austrji kadry pułków, rekrutujących się z Rusinów, zostały przeniesione do wschodniej Galicji, podczas gdy polskie pułki trzymano zdała od kraju.
Ukraińcy nie próżnowali. W dn. 17 października 1918 r. delegacja Narodnej Rady powzięła we Lwowie uchwały, w których
„1) postanowiła ze względu na stanowisko Polskiej Komisji Likwidacyjnej w stosunku do suwerennej państwowości ukraińskiej we wschodniej Galicji dla wszystkich władz i urzędów ukraińskiego państwa rozporządzenie bezwzględnie obowiązujące. Ukraińska Narodna Rada, jako naczelna władza suwerennego ukraińskiego państwa, rozkazuje, by wszystkie zarządzenia Polskiej Komisji Likwidacyjnej na terenie ukraińskiego państwa uważać za pozbawione wszelkiej mocy prawnej i zakazuje ich wykonywania pod odpowiedzialnością przed Ukraińską Narodną Radą.
- Delegacja Ukraińskiej Narodnej Rady uznaje ukraiński legjon siczowych strzelców za początek i zawiązek narodowej siły zbrojnej ukraińskiego państwa i postanawia, że wszystkie ukraińskie pułki, jakie dotychczas pozostawały w związku z c. k. armją, podlegają rozkazom atamana Ukraińskiej Narodnej Rady.
- Delegacja Ukraińskiej Narodnej Rady wzyw;a austrjac-;
ki likwidacyjny rząd i c. k. komendę naczelną austrjackiej
armji, by oddala wszystkie austrjackie pułki, o których mowa,
do rozporządzenia Ukraińskiej Naczelnej Radzie i przeniosła
bezwlocznie wszystkie kadry tych wojskowych oddziałów do kraju.
Za delegację Ukraińskiej Narodnej Rady: Kost Lewicki, Iwan Kiweluk".
Uchwałę tę opublikowali ukraińcy dopiero w dwa tygodnie później, po dokonaniu zamachu na Lwów i wschodnią Galicję. Tymczasem w dn. 18 paździer- rnika 1918 roku obradowała we Lwowie konstytuanta ukraińska i zażądała od austrjackiego prezydenta ministrów, hrabiego Lammascha, przekształcenia Galicji wschodniej wraz z Bukowiną na niepodległe państwo ukraińskie w związku dynastycznym z Austrją. W kilkanaście dni potem austrjacka rada ministrów w obliczu upadku państwa uchwaliła nakazać namiestnikowi we Lwowie, generałowi hr. Huynowi, przekazanie władzy nad wschodnią Galicją Ukraińskiej Narodnej Radzie (patrz: W. Kuczabski, „Die Westukraine im Kampfe mit Polen und dem Bolscheviśmus”, Berlin 1934 str. 33).
Istotnie w nocy z 31 października na 1 listopada 1918 r. władze austrjackie w tajemnicy przed Polakami przekazały Ukraińskiej Narodnej Radzie władzę cywilną i wojskową, koleje, policję, objekty i magazyny wojskowe, budynki państwowe i znacznę fundu" sze. Komenda główna i inne dowództwa ukraińskie zasilone zostały oficerami niemieckimi i austrjackimi,. narodowości niemieckiej, ci zaś kierowali później,
przez szereg miesięcy wojskiem ukraińskiem w walce z Polakami.
8f
Zaraz po obsadzeniu Lwowa ogłosiło „Diło" odezwę do żołnierzy:
„Stare miasto stołeczne halickiej Ukrainy“ — czytamy w niej — „i cały naród ukraiński składa Wam, wojacy ukraińscy, swoją najserdeczniejszą i najgorętszą podziękę za najpiękniejsze dzieło życia Waszego, jakiegoście, bracia, dokonali, za oswobodzenie z niewoli lackiej. Naród ukraiński, jakoteż wielka i szeroka jego ziemia, od Sanu do gór Kaukazu, zapamięta Wam i dzieciom Waszym to, że Wy byliście pierwsi pomiędzy miljonami synów Ukrainy, którzy tu podnieśli broń w obronie praw narodu, który był 600 lat w niewoli polskiej".
Zbrojny czyn ukraiński zwrócił się więc przeciw Polsce. Ale Lwów nie pogodził się z okupacją ukraińską i do broni porwała się ludność cywilna, kobiety i dzieci. Z górą 3 tygodnie trwające wałki wewnątrz miasta pod dowództwem ś. p. Czesława Mączyńskie- go stanowią jedną z najchlubniejszych kart w naszych dziejach. Ówczesne dowództwo polskie we Lwowie i obrońcy Lwowa doczekali się najwymowniejszego hołdu, bo uznania ze strony pisarza ukraińskiego (patrz: W. Kuczabski, „Die Westukraine im Kampfe mit Polen und dem Bolschevismus”, Berlin 1934 r., str. 48):
„W tym samym czasie” — pisze Kuczabski — „zorganizował kapitan Mączyński komendę naczelną ze służbą łącz- czności i wywiadu, uporządkował zamieszki w związany front i wytyczył atakom, prącym naprzód, cel i plan... Ze strony Polaków był to wspaniały wyczyn wojskowy, w którym złączyła się pogarda śmierci poszczególnych walczących z niepohamowanym zapałem ofensywnym poszczególnych oddziałów, wspaniałe zdolności organizacyjne naczelnego dowództwa z celo- wemi działaniami wojennemi poto, aby wywalczyć zwycięstwo”.
W dn. 22 listopada 1918 r., naskutek wzmocnienia polskich oddziałów w mieście nadeszłą odsieczą, ukraińcy zostali zmuszeni w walce do ucieczki z wnętrza miasta i rozpoczęła się z górą pół roku trwająca wojna polsko ukraińska. Tak wygląda ostateczny bilans polityczny ugody austrjacko-polsko-rus- kiej 1890 r., dzięki której powstała partja ukraińska, aby zorganizować współmieszkający z Polakami lud ruski w dorzeczu Sanu, Bugu, Dniestru i Prutu do walki z Polską.
Załamanie się państw centralnych na schyłku 191S roku nastręczyło przywódcom ruchu ukraińskiego sposobne warunki dla budowy niepodległego państwa po obu stronach dawnego granicznego kordonu. Po stronie austrjackiej konający rząd wiedeński w drodze ostatniej uchwały rady ministrów przekazał ukraińcom władzę w całej Galicji wschodniej i oddał im na usługi broń i zapasy wojskowe. Po stronie rosyjskiej wojska niemieckie życzliwie odnosiły się do organizacji państwa ukraińskiego i — póki nie opuściły kraju — osłaniały go przed bolszewikami. Nowopowstające państwo polskie targane było wewnętrzne- mi walkami politycznemi i stoczone anarchją, przy- czem granice jego zewsząd zostały wojskowo zagrożone; od zachodu przez Niemców i Czechów, od wschodu przez bolszewików i ukraińców. Koalicja była na wschodzie bezsilna i przerażona postępami bolszewizmu, podminowującego całą Europę; ogarniał on Rosję, spowodował bunt marynarzy francuskich w Odesie i już w sercu Europy doprowadził do wybuchów w Berlinie i Bawarji i do opanowania władzy
na Węgrzech przez rząd Beli Kuna. W tej sytuacji czynniki polityczne i wojskowe koalicji marzyły o stworzeniu na wschodzie wspólnego frontu, osłaniającego zachód Europy przed bolszewizmem, w skład którego wchodziłyby armję kontrrewolucyjne rosyjskie, Polska, Rumunja i niepodległa Ukraina. Dla niepodległej Ukrainy otwierały się więc i widoki uznania przez dyktatorów kongresu pokojowego. Tę przychylną dla dążeń ukraińskich konstelację umacniały jeszcze rachuby angielskie na osłabienie Polski, jako sojuszniczki Francji i apetyty na galicyjską naftę. Wreszcie poparcie Czechosłowacji, która poprzez Ukrainę pragnęła zyskać łączność z Rosją, zapewniało państwu ukraińskiemu bezpieczeństwo jego południowo-zachodnich granic. Wkońcu możnie ważyło na szali antypolskie stanowisko żydostwa światowego, które swoje wpływy
- mimo pogromów żydowskich na Ukrainie rosyjskiej
- rzuciło na rzecz Ukrainy.
Zaraz po opanowaniu Lwowa przez zamach ukraiński żydzi lwowscy zadeklarowali „neutralność” w sporze polsko-ukraińskim. Deklarację, imieniem całego żydostwa lwowskiego, podpisali przedstawiciele wszystkich ugrupowań żydowskich, a wraz z nimi i t. zw. asymilatorzy, czyli „żydzi-Polacy“. Za zgodą komendy ukraińskiej powstała uzbrojona milicja żydowska, aby strzec neutralności dzielnic żydowskich; w praktyce jednak neutralność ta skłaniała się przychylnie ku ukraińcom i sprowadzała się do obrony żydowskiej części miasta przed zajęciem ze strony oddziałów polskich. Deklaracja neutralności znalazła
swój wyraz w obwieszczeniu komendanta milicji żydowskiej, kapitana Eisnera:
,Po raz pierwszy powiewa nad budynkiem gminy żydowskiej we Lwowie chorągiew o biało-niebieskich barwach. Tern samern wyrażono, że my, żydzi, występujemy zupełnie samodzielnie i tę niezależność pragniemy zachować na lewa i na prawo. Pragniemy służyć tylko interesom żydowskim ! bronić ludności żydowskiej według sił. Z całą siłą będziemy się starali przeszkodzić, by ludność żydowską miano wciągnąć wbrew jej woli w wir sporu walczącyęh narodów. Wiernie pełnimy służbę przed żydowską dzielnicą”...
Neutralność żydowska przejawiła się nietylko na polu wojskowem przez zabezpieczenie tyłów wojskom ukraińskim w mieście, ale wyraziła się także na polu politycznem słynną radiodepeszą, skierowaną do prezydenta Wilsona przez żydowski wydział bezpieczeństwa we Lwowie. Oto jej treść, podana dosłownie w wychodzącej we Lwowie pod protektoratem ukraińskim niemieckiej „Lemberger Zeitung” (JMs z dnia 15 listopada 1918 r.):
„We Lwowie panują od 1 listopada krwawe walki uliczne pomiędzy wojskami polskiemi, a ukraińskiemi. Setki ofiar między niewinną ludnością cywilną. Całe dzielnice znajdują., się w strefie ognia i wystawione są na śmierć głodową. Żydzi proklamowali we Lwowie i w całej wschodniej Galicji najściślejszą neutralność. Mimo to rekrutują Polacy w zajętych przez nich dzielnicach miasta żydowskich mężów przymusowo do walki przeciw Ukraińcom. Lwowski wydział bezpieczeństwa protestuje uroczyścielprzeciw temu i prosi o skuteczną interwencję".
Gdy po wyparciu Ukraińców z miasta milicja i ludność żydowska broniła się zbrojnie, by nie dopuścić do zajęcia dzielnic żydowskich przez wojska polskie, wybuchły we Lwowie zamieszki antyżydow-
skie, którym kres położyło wkroczenie polskich władz wojskowych. Mimo to żydostwo roztrąbiło po całym świecie wieści o krwawym pogromie we Lwowie, podczas gdy równoczesne pogromy żydowskie na Ukra- inie rosyjskie], o wiele krwawsze, zostały planowo przemilczane i dopiero w wiele lat później zostały pomszczone morderstwem Petlury przez żyda Szwarc- barta. Oto, co o tych zaburzeniach antyżydowskich we Lwowie i o stanowisku żydów pisze historyk ukraiński (W. Kuczabski: Die Westukraine im Kampfe mit Polen und dem Bolschevismus, Berlin 1934 str. 65):
„Ponieważ żydzi podczas poprzednich walk zachowali neutralność, choć okazywali przychylność Ukraińcom, stały się zaraz dzielnice żydowskie ofiarą trzydniowego pogromu, przy- czem całe bloki domów zostały spalone, a wielu żydów bez różnicy wieku i płci utraciło życie. Potem wkroczyło dowództwo polskie i przywróciło porządek, ale żydowstwo wschodnio-gali- cyjskie stanęło odtąd podczas całej wojny polsko-ukraińskiej po stronie Ukraińców*.
Tak to „przychylna neutralność'1 zamieniła się w ścisły sojusz.
We Lwowie w pierwszych dniach listopada 1918 roku ukonstytuował się rząd Zachodniej Ukrainy, który po zdobyciu miasta przez wojska polskie przeniósł się do Stanisławowa. Jeszcze ze Lwowa w pierwszej
połowie listopada zwrócił się ten rząd do Kijowa do hetmana Skoropadzkiego z prośbą o pomoc przeciw
Polakom, w szczególności zaś o przysłanie kijowskich oddziałów strzelców siczowych, w skład których wchodzili wyłącznie niemal Rusini wschodniogalicyjscy.
Jednak dalsze wydarzenia na kijowskiej Ukrainie uniemożliwiły spełnienie tej prośby.
W odmęcie rewolucji bolszewickiej i w obliczu ewakuacji Ukrainy przez wojska niemieckie hetman Skoropadzki postanowił połączyć swe siły z kontrrewolucją rosyjską i obwieścił o wejściu Ukrainy w stosunek federacyjny z tą Rosją, którą odbuduje prze- ciwrewolucja. W odpowiedzi na to żywioły radykalne wywołały bunt chłopski, czyli t. zw. powstanie Pe~ tlurowskie w dn. 15.XI—19.XI 1918 r. Na czele nowej socjal-rewolucyjnej Ukrainy stanął dyrektorjat, do którego wchodzili Petlura, Hołubowicz i inni; dyrektorjat podjął marsz na Kijów i oblężenie tego miasta. W dniu 14 grudnia 1918 r. wojska Petlury wkroczyły do Kijowa. W najbliższym okresie czasu na skutek ciągłego stanu wojennego dyrektorjat usunięty został całkowicie w cień przez dyktaturę wojskową Petlury.
Pierwsze miesiące istnienia dwóch Ukrain — to czas ich wzajemnego zbliżenia, przyczem oba państwa łączy na gruzach Rosji i Austrji ścisły sojusz wojenny. Znajduje on odrazu swój wyraz w powołaniu b. wyższego oficera armji carskiej, generała Omeljanow- Pawlenki na wodza armji Zachodniej Ukrainy w dniu 10 grudnia 1918 r. Wkrótce potem z końcem grudnia pojawiają się pod Lwowem oddziały Petlury i biorą udział w walkach z Polakami, lecz niechęć popędzonych pod Lwów chłopów z rosyjskiej Ukrainy do walki na obcym terenie wybucha w masowym buncie, który powoduje zdziesiątkowanie ich, a potem odesłanie do rodzinnego kraju (patrz cytowane dzieło Kuczabskiego str. 148). Niemniej przeto pierwszy okres trwania Wschodniej i Zachodniej Ukrainy cechuje
dążność do wprowadzenia w życie ideału jedności Wielkiej Ukrainy, zaś odrębne rządy obu jej części miały być tylko czynieniem zadość chwilowej konieczności polityczno-wojskowej.
W myśl tych zasad w dn. 3 stycznia 1919 roku Narodna Rada, zebrana w Stanisławowie, podejmuje uchwałę o połączeniu obu Ukrain i wysyła delegację do dyrektorjatu do Kijowa, celem uzgodnienia szczegółów tego połączenia. Po przybyciu delegacji do Kijowa dyrektorjat Wschodniej Ukrainy podaje w dniu 23 stycznia 1919 r. do publicznej wiadomości uchwałę stanisławowską Narodnej Rady i obwieszcza o połączeniu obu Ukrain w jedno państwo; odtąd do dyrektorjatu miał wchodzić E. Petruszewicz, jako przedstawiciel Zachodniej Ukrainy. W praktyce jednak rozdział polityczny, administracyjny i wojskowy trwał nadal, zaś unifikację pozostawiono przyszłości.
Tymczasem operacje ukraińskie we wschodniej Galicji rozwijały się groźnie dla wojsk polskich; przewadze liczebnej armji ukraińskiej, zasilonej przymusowym poborem we wschodniej Galicji i fachową pomocą oficerów niemieckich, austrjackich i rosyjskich, z trudem przeciwstawiała się skromna siła ochotniczych formacyj polskich, płynących zresztą z całej Polski. Oblężony Lwów, ostrzeliwany bezustannie przez artylerję ukraińską, pozbawiony wody, światła i gazu, a często dowozu żywności bronił się ostatkiem sił; po jego zdobyciu dowództwo ukraińskie zamierzało uderzyć na Przemyśl, by mocną stopą stanąć nad Sanem. W tej sytuacji zjawiła się we Lwowie
misja wojskowa państw koalicji, wydelegowana przez kongres pokojowy, której zadaniem było doprowadzić do trwałego zawieszenia broni między wojskami poi- skiemi i ukraińskiemi, by wojska ukraińskie stały się czynnym elementem frontu przeciwbolszewickiego. Równocześnie inna misja wojskowa francuska pertraktowała z rządem Petlury.
W dn. 19 stycznia 1919 roku angielski generał Carton de Wiart zwrócił się do komendy wojskowej ukraińskiej, by podała swe warunki zawieszenia broni, z Polakami. W odpowiedzi dowództwo ukraińskie zażądało oddania Lwowa i Przemyśla i wycofania wojsk polskich na linję Sanu, przyczem oświadczyło, że ukraińcy nie rezygnują i z ziem, położonych jeszcze na zachód od Sanu
W lutym 1919 roku zjechał do Lwowa imieniem koalicyjnej misji wojskowej francuski generał, Barthe- lemy i w dn. 18 lutego zaproponował Ukraińcom lin ję rozejmu z zapewnieniem, że stanie się ona podstawą przyszłej granicy politycznej. Linja ta pozostawiała po stronie polskiej Lwów i Przemyśl, a nadto Drohobycz i Borysław, a więc zagłębie naftowe. Miała jść wzdłuż Bugu do Kamionki Strumiłowej, poczem przez Bóbrkę, Mikołajów nad Dniestrem i między Stryjem i Drohobyczem do Karpat. Dla poparcia swej propozycji udaje się generał Barthelemy do Chodo- rowa, dokąd zjechał Petlura wraz ze swym sztabem. I znowu w dn. 28 lutego 1919 roku wygłasza generał Barthelemy przemówienie do przedstawicieli ukraińskich, mające ich nakłonić do przyjęcia jego warunków.
„My, przedstawiciele entente‘yw,— mówi — „armji Anglji, Francji, Ameryki i Wioch, zbadaliśmy sumiennie i dokładnie sprawę, którą mamy rozstrzygnąć... Jeśli przyjmiecie naszą propozycję, przedsięweźmiemy kroki, celem uznania waszej suwerenności. Fakt, że pertraktujemy z wami i że kierujemy do was tę propozycję, jest już do pewnego stopnia uznaniem waszego państwa, bo przecież nie pertraktuje się z kimś, kto nie istnieje. Następnie z naszą pomocą zwyciężycie bolszewików, odzyskacie utracony kraj i nie staniecie z pustemi rękoma przed konferencją pokojową... Poczynimy przygotowania, abv wasi przedstawiciele zostali dopuszczeni na konferencję pokojową. Wyślemy do was misję, która u was pozostanie i powiadomi nasze rządy o waszych potrzebach. Nawiążemy kontakt między waszym rządem, a mocarstwami entente’y... Nigdy ! nigdzie nie będziecie mieli takiej sposobności, jak dzisiaj. Chwila jest wielka i uroczysta. Los waszego ludu znajduje się w waszych rękach", (cytuje Kuczabski na str. 262-263).
Ale ukraińcy, zaślepieni chwilowemi sukcesami wojennemi i nienawiścią do Polski odrzucili propozycję koalicji i linję graniczną Barthelemy’ego. W dniu
27 marca na ponowną propozycję odpowiedzieli odmownie po raz wtóry.
Tymczasem Wschodnia Ukraina zagrożona została atakiem bolszewickim. Już w dn. 4 lutego 1919 roku zdobyli bolszewicy Kijów, symboliczną stolicę Wielkiej Ukrainy. W tym czasie wojska Zachodniej Ukrainy, miast spieszyć Petlurze na pomoc, oblegały na własny rachunek Lwów i odrzucały warunki zawieszenia broni. Toteż Petlura, pozostawiony własnym siłom, został w kwietniu 1919 r. pobity przez wojska bolszewickie i zepchnięty na środkowy Wołyń, zaś wojska bolszewickie stanęły nad Zbruczem na granicy Zachodniej Ukrainy. Tu zatrzymały swój pochód,
obserwując neutralnie walki polsko-ukraińskie I tak Wschodnia Ukraina nie podołała w walce bolszewikom i została sprowadzona do ciasnego obszaru ziemi wołyńskiej. Przyczyny tej klęski tak ujmuje historyk ukraiński (W. Kuczabski str. 12):
.Póki trwała walka masowa przeciwko ochotnikom rosyjskiej kontrrewolucji, poty autorytet dyrektorjatu, który wyobrażał sobie, że stoi na czele polityczno-narodjwej rewolucją gdy faktycznie przewodził rewolucji społecznej, był powszechnie uznany. Skoro jednak zgłosił swe pretensje jedyny prawny i prawdziwy rozkazodawca wschodnio-europejskiej rewolucji społecznej — bolszewizm—cały autorytet załamał się odrazu".
Czyli po prostu Petlura swe sukcesy na Ukrainie oparł na demagogji społecznej, zaś bolszewicy przelicytowali go i tern zapewnili sobie powodzenie. Poczucie narodowe na Wschodniej Ukrainie — zdaniem historyka ukraińskiego — znikomą odegrało rolę.
„Nad Ukrainą panowała Wielkorosja" — pisze (str. 347) — „ponieważ ukraińskie poczucie odrębności spało w masach ludowych i nie przeciwstawiało się czynnie Wielkorosji, zaś ukraińskie warstwy wyższe, które niekiedy pielęgnowały „ma- łoruskie" szczepowe obyczaje, poczuwały się, jako naród do .wszechrosyjskiej" jedności z Wielkorusami i uważały swą ojczystą „małoruskość" w stosunku do jednego „wszechrosyj- skiego narodu" jedynie za regjonalną odmianę”.
Wówczas, kiedyto Petlura poniósł klęskę na Ukrainie, także i siły Polski poczynają się wzmagać. Postępująca naprzód organizacja wewnętrzna, przybycie armji Hallera przesuwają szanse walki we wschodniej Galicji coraz wyraźniej na stronę Polaków. W tym okresie czasu rośnie nacisk koalicji na Polskę, by zaniechała rozprawy wojennej z wojskami Zachodniej
Ukrainy i zrzekła się znacznej części wschodniej Galicji. Za przewodem Anglji Rada Najwyższa w Paryżu stawia delegatom polskim ultimata, zaś jej przedstawiciel, południowo - afrykański premjer, generał Botha, domaga się od Polski w dn. 12 maja 1919 r. przyjęcia nowej linji zawieszenia broni, która pozostawiała wprawdzie Lwów po stronie polskiej, ale zato „nacjonalizowała,’ galicyjską naftę, odcinając Drohobycz i Borysław na rzecz Ukraińców. Żądanie Rady, Najwyższej zostało odrzucone wręcz przez polskiego delegata na konferencję, Romana Dmowskiego. Polska tymczasem czyniła przygotowania do decydującego uderzenia.
W dn. 18 maja 19J9 r. misja Petlury w Lublinie składa dowództwu wojsk polskich oświadczenie, że pretensje polskie do wschodniej Galicji nie stoją w drodze porozumieniu Ukrainy Wschodniej z Polską, (patrz Kuczabski str. 301). Przy neutralności Petlury rozpoczyna się ofensywa polska, która spycha wojska Zachodniej Ukrainy w południowo-wschodni kąt Galicji. Atoli wycofanie części sił polskich spowodowało nagły zwrot w położeniu. Rząd Zachodniej Ukrainy postawił w czerwcu na czele swej armji, zdemoralizowanej odwrotem, generała Grekowa, Rosjanina z armji carskiej, który poprostu stał się najemnym wodzem; śmiały ten dowódca podjął odrazu przeciwuderzenie i doprowadził je niemal do Bugu. W tej ciężkiej dla Polski sytuacji udzieliła jej pomocy armja rumuńska, wkraczając do południowo-wschodnich powiatów Galicji i zajmując Kołomyję, gdy świeżo nadeszła przez
Rumunję dywizja generała Żeligowskiego obsadziła południowy brzeg Dniestru wraz ze Stanisławowem. Wojska Ukrainy Wschodniej w czasie tej ofensywy zachodnio-ukraińskiej zachowały pełną neutralność.
„W tej ostatniej chwili ostatniej szansy, jaka pozostała Ukraińcom" — pisze W. Kuczabski (str. 320—321)—„zemściła się na ich losie okoliczność, że aż dotąd istniały dwa od siebie niezależne ukraińskie ustroje państwowe i że ani kierownictwo zachodniej, ani też wschodniej Ukrainy nie ogarniało całości położenia Ukrainy, tylko każde z nich dążyło uparcie do swych odrębnych celów, zasadniczo sobie przeciwstawnych... Nawet teraz nie nastąpiło połączenie ukraińców pod jednym rządem, a upadkowi kraju towarzyszyły małostkowe spory między dwoma rządami, które sobie nawzajem przeszkadzały i nawzajem się zwalczały".
W lipcu 1919 r. nowa ofensywa polska wyparła ukraińców całkowicie ze wschodniej Galicji poza linję Zbrucza. Odtąd w Kamieńcu Podolskim rezydowały dwa rządy ukraińskie i dwa dowództwa wojskowe.
Za Zbruczem wojska Zachodniej Ukrainy zetknęły się z bolszewikami, atakującymi wojska Petlury i rozpoczyna się krótki okres współdziałania. Ale wojska zachodnio-ukraińskie za Zbruczem spotkały się z wrogą postawą tamtejszej ludności, która uważała ich za obcych, za najezdników. Toteż zza Zbrucza
„nadeszły meldunki od brygady, która uderzyła na Pło- skirów, o nieprzyjaznem, a nawet wrogiem zachowaniu się wschodnio-ukraińskiej ludności, która straciła zaufanie”. (W Kuczabski str. 331).
Tymczasem bolszewicy poczęli się wycofywać z Ukrainy pod naciskiem kontrrewolucyjnej armji De- nikina. Ośmielone tern obie armie ukraińskie podej-
mują więc ofensywę przeciw bolszewikom w kierunku wschodnim i dochodzą aż pod Kijów, gdzie spotykają się z białą armją rosyjską. Staje z nią układ, ustalający linję demarkacyjną, przyczem Kijów pozostaje po stronie rosyjskiej. Wkrótce jednak zawieszenie broni zostaje zerwane i nacisk Denikina spycha znowu obie armję ukraińskie do Kamieńca Podolskiego.
Oba rządy ukraińskie, które przed kilku miesiącami w styczniu 1919 r. deklarowały uroczyście połączenie Wielkiej Ukrainy, przebywały terazwjednem mieście, strzegąc zazdrośnie swej niezależności.
„Utrzymanie fikcyjnej zachodnio-ukraińskiej odrębności na wygnaniu stało się dla zachodnich ukraińców politycznym aksjomatem”. (Kuczabski str. 326).
W tych warunkach rosły trudności pożycia i narastał antagonizm coraz silniejszy.
„Podczas gdy oba rządy"—mówi Kuczabski na str. 372 — .rezydując w jednem i tern samem mieście, w Kamieńcu Podolskim, wykuwały swe plany w zupełnej odrębności i mimo wszystko, skute ze sobą, zmuszone były w każdem zagadnieniu do prowadzenia z sobą żmudnych rokowań i gdy te rokowania wyradzały się po obu stronach, w poszukiwanie klauzul, zabezpieczających własne korzyści lub własny prestiż, obie armje i obie biurokracje przesiąkały wzajemną nieufnością tak, że wkońcu oba rządy widziały po stronie przeciwnej groźbę zbrojnego zamachu, zamierzającego posłużyć się gwałtem".
I tak — ku parodji jedności ukraińskiej — stosunki obu rządów zaogniły się do tego stopnia, że pod koniec 1919 r. —- jak informuje nas Kuczabski (str. 381).
.przyszło do tego, że oba odrębne rządy otoczyły się
w Kamieńcu Podolskim silnie uzbrojonemi wojskami, a siedziba ich przeistoczyła się w dwa wrogie obozy*.
W dniu 17 listopada dowództwo wojsk Zachodniej Ukrainy podpisało kapitulację wobec wojsk De- nikina, zdradzając jawnie Petlurę i sprawę wschodniej Ukrainy. W układzie kapitulacyjnym pominięto nawet słowo „Ukraina". Rząd Zachodniej Ukrainy wraz z jej dyktatorem, Petruszewiczem, przeniósł się do Wiednia.
Równolegle w dn. 16 listopada 1919 r. na wezwanie Petlury wkroczyła do Kamieńca kawalerja polska. W dniu 2 grudnia 1919 roku ogłosił Petlura, że zrzeka się wschodniej Galicji, zaś w dniu 6 grudnia resztki jego wojsk przeszły na Wołyniu na stronę polską. Zawarty w dn. 22 kwietnia 1920 r. układ między Petlura, a marszałkiem Piłsudskim, ustanawiał granice między Polską, a Ukrainą tam mniej więcej, gdzie biegnie dzisiejsza granica polsko rosyjska (patrz Kuczabski str. 396).
W rezultacie w wojnie polsko - bolszewickiej 1920 r. wzięło dobrowolny udział po stronie polskiej około 10.000 żołnierzy wschodnio-ukraińskich, podczas gdy równocześnie około 10.000 żołnierzy zachodnio- ukraińskich walczyło ochotniczo przeciw Polsce i Pe- tlurowcom w 3 brygadach armji bolszewickiej (Kuczabski str. 399).
.Zachodni ukraińcy" — osądza ich własny historyk (str. 130— 131) — „byli w swej wierze, że ich wojna przeciw Polakom jest jedyną poważną sprawą całej Ukrainy, tak samo bezwzględni, jak Ukraińcy wschodni (wojujący z Rosją — przyp. autora). Byli oni politycznie zainteresowani Ukrainą wschodnią o tyle tylko, o ile zakrywała ich przed boiszewika-
- Ale wkońcu byli w stosunku do niej tak srodze rozczarowani, że w gruncie rzeczy najchętniej pragnęliby o niej więcej nie słyszeć i zachowywali się niemal, jak odrębny naród. Później po rozluźnieniu związku ze wschodnią Ukrainą polityka zachodnio - ukraińska od r. 1920 zmierzała do powstania państwa neutralnego we wschodniej Galicji pod gwarancją Ligi Narodów".
Tak wyglądała w okresie próby jedność narodowa Stanisławowa i Tarnopola z Kijowem i Żytomierzem. Od końca roku 1920 działalność polityków za- chodnio-ukraińskich przeniosła się do Paryża i Wiednia, a potem do Berlina i Pragi. W Paryżu, opierając się na wpływach angielskich i żydowskich, politycy ukraińscy przy pomocy koalicji pragnęli zmusić Polskę do oddania wschodniej Galicji ze Lwowem pod suwerenność Ligi Narodów, przyczem Polska miała otrzymać mandat do zarządu tym krajem na lat 25. Zdecydowany opór polski udaremił to rozwiązanie.
Traktat ryski z Rosją sowiecką ustanowił granicę polsko-rosyjską na linji Zbrucza. Wkońcu więc ustąpiła i koalicja i Rada Ambasadorów uchwałą z dnia 14 marca 1923 r. w myśl art. 87 traktatu wersalskiego i art. 91 traktatu w St. Germain uznała wschodnie granice Polski zgodnie z traktatem ryskim.
Odtąd ukraińcy małopolscy poczęli żyć negacją państwowości polskiej. Na długie lata ciężar swej akcji politycznej przenieśli na emigrację i przerzucili na działalność nielegalną i terorystyczną, której ucieleśnieniem stała się ILW.O., przeorganizowana potem w O. U. N. Wrogie nastawienie Niemiec wobec Polski umożliwiło im stworzenie centrali ruchu w Berlinie, pod -
czas gdy instytucja wyższego szkolnictwa ukraińskiego tworzył u siebie rząd czechosłowacki. W kraju ogłosili ukraińcy bojkot państwa polskiego, który wyraził się przedewszystkiem w r. 1922 bojkotem wyborów sejmowych.
Opieka Czechosłowacji nad irredentą ukraińską przerwana została przed kilku laty, gdy — przy równoczesnej poprawie stosunków polsko-czeskich — ukraińcy przerwali bojkot wyższych szkół w Polsce, zaś uczelnie ich w Czechach zostały stopniowo zlikwidowane. Natomiast współpraca ukraińsko-niemiecka trwała jawnie aż do złagodzenia polsko-niemieckich stosunków pod rządem Hitlera i nadal trwa bardziej pocichu, jak o tern świadczy choćby pojawienie sięf w Berlinie w r. 1934 cytowanej tu wielokrotnie książki W. Kuczabskiego.
W roku 1924 wychodzące w Monachjum „Sued- deutsche Monatshefte" poświęcają cały zeszyt (R. 21 zesz. 5) zagadnieniu „Ukraina a przyszłość Niemiec" i znowu, jak za dobrych, wojennych czasów — piszą w nim galicyjscy ukraińcy obok Niemców.
„Chcemy dziś przypomieć” — czytemy w redakcyjnym wstępie — „że punkt ciężkości europejskiej Rosji Ieżywczter- dziestomiljonowym ludzie ukraińskim. A lud ten — nie biorąc już pod uwagę jego konieczności życiowych — jest dla nas przyjaźnie usposobiony od czasu, kiedy to Niemcy pod koniec wojny przebywali w tym kraju, a — będący mężem stanu — marszałek Eichhorn rozumiał konieczności życiowe tego ludu. Czy nie daje do myślenia fakt, że sympatje ukraińców dla nas — jak się zdaje — przetrwały dłużej, niż nasza pamięć o tym epizodzie?*
Bohdan Lepkyj, b. docent uniwersytetu w Krakowie, ogłasza artykuł p.t. „Dusza naszego ludu”, w którym oświadcza:
„Lud, który przez tysiąc lat umiał się bronić przeciw burzliwym falom narodowych zmagań i teraz nie zadowoli się sztucznemi liniami granicznemi, nie uzna rozkawałkowania swe' go żywego organizmu za polityczną konieczność*.
A wkońcu dr. Paweł Rohrbach z Berlina w artykule p. t. „Ukraina, jako problem europejski" formułuje powojenny niemiecki program w sprawie ukraińskiej:
„Czterdzieści miljonów Ukraińców pod panowaniem sowietów i Polski uważa się za narodową jedność. Ani Polska, ani Moskwa nie są tworami państwowemi, którymby można w ich obecnej postaci zapowiadać trwałą przyszłość. W interesie Wschodu i w interesie Niemiec leży, by Europa wschodnia nie tworzyła przymusowo zwartej masy, ale by stanowiła system większych i mniejszych państw, których narodowe cele i tendencje by się nawzajem równoważyły, częściowo zaś biegły równolegle z niemieckiemi. Z Ukrainą rzecz się miała tak, jak n. p. z Finlandją. Ukraina jest wrogiem Polski, a Polska — to sęp, który pożera ciało niemieckie. Polityczna samodzielność Ukrainy da nam w przyszłości najmocniejszą rękojmię, że Niemcy nie zostaną równocześnie okrążone ze wschodu i z zachodu”.
Mijały lata i emigracja poczęła ciążyć działaczom ukraińskim. Coraz bardziej torował sobie wśród nich drogę pogląd, że polityczna i gospodarcza działalność legalna daje wielkie korzyści, tern większe, jeżeli udaje się ją skojarzyć w ukryciu z działalnością nielegalną i terorystyczną. Pozostawiono więc na emigracji centralę U. W. O., a później U. O. N., gdy ogół
polityków i działaczy powrócił do Polski i podjął legalną akcję polityczną, nie biorąc na siebie — jak za dawnych, galicyjskich czasów — odpowiedzialności za to, co robią „młodzi teroryści“. Niemniej jednak zasadnicza postawa zewnętrzna polityków i partyj ukraińskich wobec państwa polskiego pozostała niezmieniona.
W r. 1928 po raz pierwszy ukraińscy posłowie ze wschodniej Małopolski weszli do sejmu polskiego. Zaraz na posiedzeniu z dn. 29 marca 1928 r. poseł Dymitr Lewicki złożył imieniem ogółu posłów ukraiń- kich następujące oświadczenie:
„My przedstawiciele tej części wielkiego ukraińskiego narodu, która znalazła się w granicach Rzeczypospolitej Polskiej, wstępując do polskich izb ustawodawczych, oświadczamy niniejszem przed całym światem:
Zwyż sześć miljonów ukraińskiej ludności żyje zwartą masą w Polsce, stanowiąc znaczną i niewątpliwą większość w Galicji wschodniej wraz z Łemkowszczyzną, w Chełmszczyź- nie, na Podlasiu, Polesiu i na Wołyniu i zajmuje na południowo-wschodnich i wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej Polskiej wielki i jednolity obszar około 200 tysięcy kilometrów kwadratowych. Ziemie te łączą się bezpośrednio z dalszem zwartem ukraińskiem terytorjum na wschodzie (z Ukrainą nad- nieprzańską), na południu (Zakarpacie) i na południowym wschodzie (Bukowina i Besarabia) i tworzą jego nierozdzielną część składową.
Od wieków naród ukraiński jest autochtonem tych ziem. Wchodziły one niegdyś w skład państwa kijowskiego, tworzyły następnie samoistne państwo halicko-włodzimierskie, częściowo należały później do państwa, utworzonego przez hetmana Ukrainy, Bohdana Chmielnickiego, a nawet i pod obcym zaborem (litewskim, polskim, austrjackim i rosyjskim) nie straciły
nigdy swej narodowej odrębności i nigdy nie wyrzekły się dążenia do niepodległości państwowej.
Kontynuując swe niewygasłe tradycje historyczne i uwzględniając niewątpliwie ukraiński charakter swych ziem^ oraz wykonywując święte prawo każdego narodu do zupełnego samostanowienia o sobie, zrealizował ukraiński naród w niedawnej przeszłości na wszystkich swych ziemiach swój narodowy, testamentem pokoleń przekazany mu ideał niepodległości państwowej: a) proklamując czwartym uniwersałem Ukraińskiej Centralnej Rady w Kijowie w dn. 22 stycznia 1918 r. Ukraińską Rzeczpospolitą Ludową na ukraińskich ziemiach b. zaboru rosyjskiego, b) powołując do życia ustawą Ukraińskiej Rady Narodowej we Lwowie z dn. 19 października 1918 roku państwo ukraińskie na ukraińskich ziemiach b. austrjacko-węgierskiej monarchji (Wschodnia Galicja, Bukowina i Zakarpacie) i wkoń- cu c) proklamując w Kijowie aktem z dn. 22 stycznia 1919 r. połączenie obu ukraińskich organizmów państwowych w zjednoczoną, niepodległą Ukraińską Rzeczpospolitą Ludową.
W obronie tego swego państwa przeciw przemocy ze strony Rosji, Polski i Rumunji przelał naród ukraiński w latach 1918— 1919 morze krwi i złożył w ofierze życie swych najlepszych synów, poległych na polach bitew lub zamęczonych w obozach jeńców. Z największą dumą wspominamy ten bohaterski okres naszej niedawnej historji. Kłonimy głowy w najgłębszym szacunku przed cieniami naszych narodowych bohaterów, wierni ich świętemu testamentowi.
Ulegliśmy przemocy. Lecz niezłamani oświadczamy uroczyście, że najwyższym, świętym i niezachwianym ideałem naszym jest niepodległe, ukraińskie państwo narodowe na wszystkich ziemiach ukraińskich.
Dlatego wszystkie międzynarodowe akty, któremi odwieczne ukraińskie ziemie: Wschodnią Galicję wraz z Łem- kowszczyzną, Chełmszczyznę, Wołyń, Podlasie i Polesie przyznano Polsce, a mianowicie: traktat zawarty w Rydze w dniu 18 marca 1921 roku i decyzję Rady Ambasadorów w Paryżu z dn. 14 marca 1923 r. jako akty, któremi pogwałcono prawo
ukraińskiego narodu do samostanowienia o sobie, uważamy de iure za nieprawomocne.
Toteż wstępując do polskich izb ustawodawczych, będziemy i tą drogą dążyć do urzeczywistnienia najwyższego prawa ukraińskiego narodu”.
Dosadna ta deklaracja nastręczyła widać jednak w kołach ukraińskich jeszcze wątpliwości, skoro ten sam przywódca ukraiński uznał za właściwe w dwa miesiące później wyraźniej zinterpretować jej treść:
„Stojąc na platformie niepodległości ukraińskiej" — mówił na posiedzeniu z dn. 30 maja 1928 r. — „i zjednoczenia wszystkich ziem etnograficznych ukraińskich w jedną całość państwową, kierujemy się nietylko uczuciem głębokiej miłości ojczyzny naszej, lecz także świadomością stanu faktycznego^ który powstał na wschodzie Europy. Albowiem rozwój wypadków w b. imperjum rosyjskiem od wiosny 1917 roku świadczy niezbicie, że musi przyjść do oderwania się ziem ukraińskich, od wszelkiej wspólności państwowej z ziemiami rosyjskiemi i że musi przyjść do powstania niepodległości pańtwa ukraińskiego. Zaś logika dziejów mówi, że nigdy trzydziestoiniljono- we państwo macierzyste nie zrezygnuje z sześciu miljonów ziomków swych, oddzielonych wąską rzeczką od pnia macierzystego tern bardziej, jeśli owe ziemie oderwane były kiedyś kulturalnym i politycznym Piemontem narodowym. Tą świado- ścią jest przejęty cały naród ukraiński i wszystkie jego parfje"^
Równolegle z jawną działalnością polityczną trzech partyj ukraińskich w Małopolsce wschodniej, ukraińskich narodowych demokratów (UNDO), ukraińskich socjal-radykałów i ukraińskich socjalistów, rozwijała się podziemna działalność spiskowa organi- zacyj nielegalnych, znacząca się szeregiem napadów rabunkowych, mordów politycznych i podpalam Doszło do tego, że oddziały wojska atakowano w nocy
z zasadzki i nie było dnia, w którym nie dokonaliby nieznani sprawcy podpalenia folwarków, czy zbiorów zboża i siana, przecięcia drutów telegraficznych, uszkodzenia linji kolejowych. Ta masowa akcja sabotażowa trwała przez parę miesięcy i spotkała się ze strony legalnej prasy ukraińskiej z wyrozumiałą oceną. W dn. 11 września „Diło”, oficjalny organ UNDO pomieścił artykuł wstępny p.t. „Pidpały“ („Podpalenia44), którego zakończenie przytoczę:
„Każdy czyn, podjęty nie z osobistych motywów, bez osobistych materjalnych korzyści, a przeciwnie — z narażeniem swego życia i bezpieczeństwa i w przekonaniu, że przyniesie korzyść wielkiej sprawie, która w danym wypadku jest idea narodowa — każdy taki czyn jest czynem idealistycznym. Tak nakazuje definicja tego pojęcia. I dlatego my — pozwoli pan, panie cenzorze! — nie możemy w żaden sposób zgodzić się ze stanowiskiem tych polskich czynników, które zgóry każdy akt gwałtu, czy to U. W. O., czy pojedynczych młodzieńców, nienależących do U. W. O. ale nasiąkniętych rewolucyj- nemi hasłami i starających się przejawić swój zapał w jakichś czynach — nie możemy zgodzić się, aby każdy taki czyn określać mianem „bandytyzmu’', a jego sprawców zwać „bandytami”. Nie możemy w żaden sposób pominąć momentu idealizmu, nie możemy w żaden sposób podciągnąć akcji podpalania pod miano „niemieckiego dyktanda”, w żaden sposób nie możemy oddzielić skutków od ich przyczyn, do których zaliczamy i obecne położenie narodu ukraińskiego jak i polską politykę narodową wogóle i w odniesieniu do młodzieży ukraińskiej w szczególności, jak wreszcie całe psychiczne podłoże, wynikłe z różnych poważnych i ogólnych zjawisk życiowych. Oto jedna strona medalu, odnosząca się w zasadzie do ocęny konspiracyjnych, rewolucyjnych organizacyj i ich działalności; strona ta związana jest z historją narodowych ruchów bodaj u wszystkich narodów kulturalnych świata i jest ona też
zapisana w dziejach polskiego narodu. Ale istnieje i druga strona medalu: czy w zasadzie każda rewolucyjna działalność w każdym czasie jest potrzebna i eelową i czy w zasadzie wystarczy, aby jakiś czyn był idealistyczny, aby tern samem był korzystny dla realizacji idei?
Szczytnie świadczy o ukraińskiem społeczeństwie, a w szczególności o ukraińskiej młodzieży ta wrażliwość niezwykła na wszelkie czyny, należące do kategorji aktów walki o wyzwolenie. Ale w takiej działalności trzeba i pewnego krytycyzmu. Bo jeśli tego nie zachowamy, to możemy stać się ofiarą tragicznych pomyłek".
Cóż więcej za cenzury czasów pomajowych mogło o stosunku do działań spiskowych i do aktów sabotażu napisać legalne pismo?
Władze polskie na akcję sabotażową odpowiedziały znaną akcją pacyfikacyjną, podjętą na jesieni 1930 r. Metody jej wywołały uzasadnioną krytykę ze
* 4
strony opozycji polskiej w sejmie, niepodobna jednak odmówić słuszności przedstawicielowi obozu rządowego, posłowi Zdzisławowi Strońskiemu, gdy zarzucił Ukraińcom ścisłą współpracę z Berlinem. Na ten zarzut replikował poseł ukraiński, dr. Stefan Baran:
„Proszę Panów! Łączenie sprawy naszej, sprawy ukraińskiej ze sprawą Berlina, ze sprawą Ukraińskiej Wojskowej Organizacji jest świadomem naciąganiem sprawy".
Oto autorytatywne, wiarogodnie brzmiące oświadczenie ukraińskie, do złożenia którego wydelegowany został najwłaściwszy człowiek: dr. Stefan Baran, w roku 1913 sekrerarz generalny partji ukraińskiej we Lwowie, w listopadzie 1918 r. znowu we Lwowie naczelnik policji ukraińskiej, później minister rządu Za-
chodniej Ukrainy, a znany nam już w r. 1913 jako... oficjalny korespondent ukraiński berlińskiego Ostmar- kenverein’u (Tow. H. K. T.).
Ukraińcy rozwinęli dziś działalność legalną. Stosunek ich akcji legalnej do akcji spiskowej da się na zasadzie spostrzeżeń historycznych określić pokrótce prostą maksymą polityczną: wszystkie korzyści z akcji spiskowej, ale żadnej za nią odpowiedzialności.
Teraz, gdy przed paru miesiącami współpraca ukraińców małopolskich w Kijowie z rządem Ukrainy sowieckiej zakończyła się fiaskiem, usunięciem ich wpływów i wyrokami karnemi w Kijowie, znowu jesteśmy świadkami prób ugody z rządem polskim, ugody, mającej na celu rozszerzenie ram ukraińskiej działalności legalnej w Polsce. O zacieśnieniu ram działalności nielegalnej nie może oczywiście być mowy, gdyż za nią przecież legalne partje ukraińskie nie myślą brać odpowiedzialności. O. U. N. działać będzie nadal na własny rachunek.
Nie uważam, by było rzeczą celową rozważać teoretycznie, czy istnieje dziś samodzielnie ukształtowany naród ruski, czy lud ruski posiada te istotne cechy, jakich pisarze nacjonalistyczni wymagają od każdego narodu. Taka dyskusja nosi dla mnie wszelkie znamiona doktrynerstwa i w rezultacie musi uzależnić stanowisko polityczne wobec żywego ruchu od czysto papierowego rozstrzygnięcia. Wystarczy stwierdzić, że lud ruski w stosunku do elementu polskiego posiada cechy odrębne, będące — być może,, bo w to zagłębiać się nie zamierzam — po części wynikiem czynników rasowych, ale wynikłe w znacznej mierze z przyczyn odrębności językowej, religijnej, gospodarczo-społecznej i nawet historycznej. Ta odrębność umożliwiła powstanie ruchu ukraińskiego choć byłoby jaskrawą przesadą twierdzić, jakoby była jego dostatecznem uzasadnieniem.
Szereg czynników wewnętrzno-ruskich i w równej mierze czynników zewnętrznych wpłynęło na to,, aby ruchowi ukraińskiemu nadać jego treść. Pewien kult odrębności etnicznej, jaki w połowie XIX wieku
pojawił się w szczupłych kołach inteligencji rosyj" skiej nad Dnieprem, pozostawał w ścisłym związku z ruchem romantycznym w Europie, z jego pociągiem do ludowości, do poezji i pieśni ludowej, do gwary i folkloru. Ten pociąg, który w polskiej literaturze stworzył dzieła t. zw. poetów ukraińskich, umożliwił również twórczość Szewczenki i jej spopularyzowanie w pewnych kołach inteligencji rosyjskiej, pochodzenia małoruskiego. Na tym samym ruchu romantycznym oparła i Austrja około r. 1820 swe pierwsze próby tworzenia odrębności ruskiej w Galicji.
Walną pomocą dla przyszłego ruchu ukraińskiego stało się nieco później zniszczenie unji na ziemiach zaboru rosyjskiego i zrusyfikowanie kościoła unickiego w Galicji. Unja była dziełem cywilizacji zachodniej, dziełem polskiem w szczególności. Zniszczenie jej na rzecz prawosławia na ziemiach, zabranych przez Rosję, stworzyło między rzymsko-katolickim żywiołem polskim, a małoruskim przepaść religijnej obcości. Tego samego dzieła w zaborze austr- jackim dokonała, popierana przez rząd wiedeński, działalność świętojurców. Usunięcie z cerkwi unickiej alfabetu łacińskiego i całkowite zastąpienie go cyrylicą, wyrugowanie z kościołów unickich języka polskiego, wprowadzenie obrzędów cerkiewnych, zapożyczonych z prawosławia, wyłączenie księży rzymskokatolickich od odprawiania nabożeństw w cerkwiach unickich — te wszystkie akty austrjackiej administracji i unickich władz kościelnych, działających ręka w rękę na przestrzeni lat 1840—1870, oddaliły cerkiew
unicką od kościoła łacińskiego i zbliżyły do prawosławia. Do tego dodać należy rozpoczęte w tym czasie i prowadzone konsekwentnie przez świętojurowców odpolszczanie języka ruskiego i bogacenie go wzamian słowami, urabianemi z rosyjskiego. Te wszystkie akty planowe przyczyniły się sztucznie do stworzenia rozdziału między ludnością ruską i polską w zaborze austrjackim i umożliwiły później zaszczepienie wśród ludności ruskiej ideologji ukraińskiej. Poważnym sprzymierzeńcem w tej akcji były momenty gospodarczo- społeczne. Na ziemiach zaboru rosyjskiego wytracenie licznej warstwy szlacheckiej w powstaniach sprawiło, że przeciwstawiły się sobie szerokie rzesze ludu chłopskiego, mówiące po małorusku i hołdujące prawosławiu i jednostki, należące przeważnie do sfery wielkiego ziemiaństwa i wyznające religję rzymsko-katolicką. W Galicji wschodniej rozdział ten nie był tak przepastny, liczono tam setki tysięcy polskiej ludności chłopskiej, ale naogół w okresie znoszenia resztek pańszczyzny tarcia społeczne łatwo można było wyzyskać tern bardziej, że działy się często rzeczy krzyczące i drastyczne. Rząd wiedeński wyzyskał te stosunki w zachodniej Galicji, organizując znaną rzeź szlachty w kilku powiatach w 1846 r., a we wschodniej Galicji już w połowie XIX w. grali na tych strunach świętojurcy tem łatwiej, że cała większa własność ziemska pozostawała w rękach polskich. Później na tem tle powstaje w zachodniej Galicji radykalny ruch ludowy pod wodzą ks. Stojałowskiego i Stapińskiego, zaś we wschodniej Galicji tworzą ruch
krańcowy ludzie, wychowani pod wpływami rewolucjonistów rosyjskich i nasiąkli oparami socjalizmu europejskiego w jego rosyjskim przekładzie. Metody socjalistów, w szczególności zaś cechy psychiczne i metody działania rewolucjonistów rosyjskich znajdujemy w duszach pierwszych twórców ideologji ukraińskiej w daleko wyższym stopniu, niż w naszym przedwojennym P. P. S., gdyż rusyfikacja wśród Rusinów zaboru rosyjskiego i austrjackiego zaszła była znacznie dalej i sięgnęła znacznie głębiej, niż w jakichkolwiek sferach społeczeństwa polskiego.
Bardzo silnie na ideologji ruchu ukraińskiego zaważyły i bezpośrednie wpływy tych państw, które rozebrały Polskę. Jak pamiętamy, pierwszą świadomą akcję w kierunku przeciwstawienia Rusinów Polakom podjął rząd austrjacki bezpośrednio po kongresie wiedeńskim. W założeniach polityki austrjackiej, które nie uległy zmianie aż do r. 1918, t. j. do rozpadnię- cia się monarchji Habsburgów, było użycie Rusinów do osłabienia irredentystycznych, a później autonomicznych roszczeń narodu polskiego. W oczach Wiednia zadaniem Rusinów i racją ich odrębności było umożliwić Austrji strawienie zaborów, dokonanych w latach 1772, 1795 i 1815.
Polityka rosyjska już w XVII w. użyła kozaków i czerni przeciw Polsce. W XVIII w. Rosja podniosła kwestję dyssydentów, a zorganizowaniem rzezi hu- mańskiej zadała cios konfederacji barskiej. W XIX w. lud ruski na ziemiach Wołynia, Podola i Ukrainy ułatwił Rosji opanowanie powstań i wytępienie pol-
skiej szlachty. Jeszcze w XX w. stosunek ruchu ukraińskiego do Polaków uzasadniał w Dumie akt gwałtu wobec ziemi chełmskiej, a równocześnie sukcesy partji ukraińskiej podsycały apetyt nacjonalistów rosyjskich na wschodnią Galicję, co znalazło swój wyraz jaskrawy w czasie okupacji tej ziemi przez wojska rosyjskie w czasie wojny światowej. Tak to polityka carska uważała przeciwstawianie ludności ruskiej Polakom za rzecz korzystną dla swych zamiarów. To nastawienie nie uległo w Rosji zmianie po przewrocie rewolucyjnym i oto po rozgromię wojsk zachod- nio-ukraińskich 10 tysięcy żołnierzy ukraińskich z b. Galicji walczyło w r. 1920 w szeregach bolszewickich przeciw Polsce.
Wreszcie polityka Berlina. Berlin dopiero z początkiem XX w. poczyna się interesować odrębnością Rusinów i odrazu intensywnie popiera ruch ukraiński. Trzeba przyznać, że Niemcy umieli wyzyskać ruch ukraiński wszechstronnie na swą korzyść. Z jednej strony uczynili zeń jeden z filarów swej akcji antypolskiej i w tej roli ukraińcy byli czynnikiem, mającym utrwalić rozbiory Polski i zabezpieczyć Niemcom posiadanie Poznania, Pomorza i Górnego Śląska i możliwość zaboru części b. Królestwa. Z drugiej strony przeciw Rosji mieli stanowić groźbę w rękach niemieckich, wyzyskaną pod koniec wojny światowej przez okupację południowej Rosji i traktat w Brześciu Litewskim. i dziś w stosunku do Rosji sowieckiej ukraińcy w rachubach niemieckich zajmują to samo miejsce. Stąd plany tworzenia Ukrainy nie znikły
~w Niemczech i co jakiś czas dochodzą nas echa tych zamierzeń. Po dziś dzień Berlin uważa Ukraińców za jedno z narzędzi do rozbicia niedogodnego dla niemieckiej hegemonji ustroju politycznego Europy wschodniej, a zarówno bojowe organizacje ukraińskie, jak i publikacje polityczne mają w Niemczech bezpieczny przytułek. Zadaniem Ukraińców w przyszłości — ułatwić Niemcom rozkawałkowanie polityczne ziem, na wschód od ich granicy położonych, w szczególności zaś rozbić oba wielkie państwa, Polskę i Rosję, by potęga niemiecka mogła wśród drobnych, zwalczających się, państewek pełnić funkcje rozjemcy, dyktatora i eksploatatora. „Mehr Raum“ — woła Rosenberg i spogląda łakomie na wschód.
Z tego podłoża i przy współdziałaniu tych czynników obcych wyrosła ideologja ruchu ukraińskiego. Od zarania swego miała w sobie pierwiastki duszy rosyjskiej. Przypominam, że powstanie pierwszej organizacji ruchu ukraińskiego było wynikiem zlania się w jedno dwóch secesji: Romańczuka i Barwińskiego ze stronnictwa świętojurców, pozostającego pod wpływami Rosji carskiej i prawosławia oraz z secesji Franki i Budzynowskiego ze stronnictwa radykałów, pozostającego pod wpływem Rosji rewolucyjnej. Ideo- logję ruchu sformułował Kijowianin, prof. Hruszewski, uczeń Antonowicza, wyrażającego wpływy Rosji carskiej na regjonalny ruch małoruski, gdy znowu sam Hruszewski był pod wpływem rewolucyjnych kół rosyjskich. Od Antonowicza przejął Hruszewski gloryfikację Chmielnickiego, który zbuntował się przeciw
Polsce, a w tej gloryfikacji zaporoskiego hetmana,, który kozaczyznę poddał Rosji, znalazł punkt wyjścia dla swej fikcji historycznej, wywodzącej ruch ukraiński od kozaków. Tak powstała koncepcja Wielkie} Ukrainy i skomponowanej z pogwałceniem prawdy jej przeszłości historycznej. Ta fantazja przybrała szczególnie jaskrawe formy na terenie Galicji wschodniej, gdzie nie sposób naprawdę się doszukać związków historycznych między ludem ruskim a kozaczyz- ną. Jak wiadomo przecież, kozaczyzna składała się z elementów niejednolitych, po części nawet ze zbiegłej szlachty z całej Polski. Bunt Chmielnickiego podniósł przeciw Polsce nietylko kozaczyznę, ale czerpał swe siły także i z t. zw. czerni, z chłopstwa, które przyłączyło się do walki przeciw panom. Tymczasem lud ruski na przestrzeni późniejszej wschodniej Galicji do buntu nie przystąpił, a spokój jego stworzył warunki, w których możliwa była zwycięska obrona Zbaraża, bitwa pod Zborowem i wreszcie bezskuteczne oblężenie Lwowa przez Chmielnickiego. W buncie brała udział przedewszystkiem ludność z dorzecza Dniepru. Toteż tradycje historyczne 1648 r., a szczególnie tradycje kozactwa obce są ludowi ruskiemu z b. zaboru austrjackiego i szczepione były z całą świadomością fałszu.
Nauki Antonowicza przeniesione zostały na grunt wschodnio-galicyjski i okrzepły przy współudziale Berlina. W interesie przedwojennego Berlina było tworzący się ruch ukraiński zwrócić przedewszystkiem przeciw Polakom, zachowując równocześnie możność
szantażowania Rosji widmem separatyzmu ukraińskiego. Ale w stosunku do Rosji groźba ta miała być użyta tylko na wypadek ostrego zatargu; na razie broń miała spoczywać w pochwie. Pomocy politycznej i materjalnej Berlina partja ukraińska zawdzięcza w dużej mierze swą organizacyjną sprawność. W tym zakresie ukraińcy — trzeba to przyznać — stali się pojętnymi uczniami pruskiej szkoły i umieli od mistrzów zbiorowego, koszarowego działania nauczyć się wiele. Stąd w latach próby 1918—1919 ta rażąca różnica między nienajgorszą organizacyjną sprawnością zachodniej Ukrainy, a organizacyjnem rozprzężeniem, cechującem Ukrainę wschodnią.
Berlinowi udało się organizacje ruchu ukraińskiego napoić własną swą nienawiścią do Polski do tego stopnia, że nienawiść ta zawiodła wkońcu resztki wojsk Ukrainy Zachodniej do obozu bolszewickiego, gdzie walczyły przeciw Polsce i znajdującym się w polskich szeregach własnym braciom z Ukrainy wschodniej (Petlurowcom).
Tak więc w ideologji i metodach ruchu ukraińskiego spotykamy pierwiastki sobie nawzajem obce: pierwiastki rosyjskie, jakbyśmy dziś powiedzieli, euraz- jatyckie, połączone sztucznie ze szkołą pruską o charakterze bądź co bądź europejskim. Eurazjatycki charakter w ruchu ukraińskim zdradza przedewsztkiem olbrzymia przewaga pierwiastka negatywnego nad pozytywnym; mówiąc poprostu, przewaga nienawiści do przeciwnika nad przywiązaniem do własnego ludu, przewaga żądzy niszczenia nad pragnieniem tworzenia. Wreszcie
11.3
azjatycka kłamliwość, chytrość i posługiwanie się podstępem w politycznem działaniu. Równolegle z tern wyniesione ze szkoły socjalno-rewolucyjnej rosyjskiej zamiłowanie do akcji nielegalnej i terorystycznej, organiczna niechęć do praworządności. Natomiast europejski pierwiastek — to umiejętności organizacyjne i zdolność do jednolitych, politycznych wystąpień.
Temu naporowi miał się przeciwstawić naród polski, rozbity na zabory, pozbawiony oparcia naze- wnątrz, żyjący nawet w okresie pozywityzmu tradycjami romantycznemi, miękki i naiwny. Azjatycki podstęp i kłamliwość brane były i podziśdzień bywają brane za dobrą monetę. To też ze strony polskiej mieliśmy już szereg okresów ugody z ruchem ukraińskim; lata 1891 — 1904, 1908—1911, 1913, a potem już w niepodległej Polsce 1920 i znowu 1927 i znowu próby teraz... Charakterystyczne, że zawsze inicjatorzy ugody zapominali o dziejach ugod poprzednich, o ićh jednostron- nem, zgóry zamierzonem, zrywaniu przez ukraińców. Ugody te musiały być przez ukraińców zrywane, bo nie tylko domagał się tego od nich stały protektor ich, Berlin, co wyraźnie stwierdzają przytoczone poprzednio dokumenty, ujawnione przez Krysiaka, ale i sama ideologja ruchu ukraińskiego nigdy i w żadnych warunkach nie da się pogodzić z polską racją stanu. Trwała ugoda z Polską — to przekreślenie ide- ologji ukraińskiej.
Cóż więc? Wojna? Na śmierć i życie?
Zanim zadamy sobie poważnie takie zapytanie odpowiedzmy na inne. Czy ideologja ruchu ukraiń-
skiego jest rzeczywistą wiarą tych miljonów ludności, które ma objąć—w myśl propagandy polityków ukraińskich — owa „Wielka Ukraina od Kaukazu do Lu- blina?“ Czy przedewszystkiem ta ludność przedstawia jednolity blok narodowy?
Okres lat 1918—1919 był dla ruchu ukraińskiego prawdziwym okresem próby. W warunkach wyjątkowo sprzyjających, przy rozbiciu Rosji i niemocy Polski Ukraina zdawała egzamin. Nie będę obciążał jej konta przegraną wojną z Polską, choć i to należałoby uczynić. Ale przyjrzyjmy się jej stosunkom wewnętrznym, od niej tylko zależnym. Czyż ten rozdział polityczny i wojskowy Ukrainy zachodniej i wschodniej nie mówi sam za siebie? Cały czas dw>a rządy ukraińskie, dwa dowództwa wojskowe, dwie administracje cywilne, a wreszcie ten absurd, że w Kamieńcu Podolskim oba rządy, oba dowództwa, obie administracje funkcjonują długi czas obok siebie i nietylko nie myślą się łączyć, ale następują sobie na pięty, zbroją się przeciw sobie i wkońcu jedne wojska łączą się z Polską przeciw bolszewikom, a drugie z bolszewikami przeciw Polsce. Egzamin wypadł dla idei Wielkiej Ukrainy wprost fatalnie, stwierdził w sposób niezbity sztuczność całej ideologji ukraińskiego obozu.
I cóż w tern dziwnego? Cóż bowiem łączy Ma- łorusów naddnieprzańskich z Rusinami wschodniej Małopolski? Rasa? Można mieć duże wątpliwości, czy Rusin z pod Charkowa i z pod Lwowa to ten sam typ rasowy. Historja? Aż do Dniepru władała kiedyś Polska, ale dalej były stepy, kozactwo i Tatarzy, a po-
tem Rosja. Nad Dnieprem ciążyło ongiś wiekowe jarzmo tatarskie, nad górnym Bugiem, Sanem, Dniestrem i Prutem—nigdy. Potem, gdy na zachodniem dorzeczu Dniepru stanęła Rosja, Galicja wschodnia pozostawała nadal pod wpływem cywilizacji europejskiej, gdyż przypadła Austrji. A może religja? Całą zachodnią część tych ziem zamieszkiwali unici. Unia z Rzymem od końca XVI w. związała tę ludność z cywilizacją Europy. Naddnieprze pozostało przy prawosławiu. Potem Rosja zniszczyła unię w swym zaborze, ale to dopiero w XIX w. i po części tylko powierzchownie. Tymczasem cała wschodnia Małopolska w zasadzie trwa nadal przy unji brzeskiej. Zaś unia do połowy XIX w.— to był alfabet łaciński i polski język równouprawniony z rusińskim i rzymsko-katoliccy księża, odprawiający w cerkwiach nabożeństwa, narówni z księżmi unickimi. A język? Język Rusinów we wschodniej Galicji aż do połowy XIX w., aż do planowej działalności świętojurców był nieporównanie bliższy językowi polskiemu, niż rosyjskiemu. I dziś jeszcze, po blisko stuletnich rugach polszczyzny, język ten mniej różni się od polskiego, niż bliski polszczyźnie język słowacki, a każdy Polak, gdyby nie cyrylica, mógłby bez znajomości rosyjskiego ze znaczną swobodą czytać ukraińskie dzienniki. A nawet struktura społeczna! Rusini ze wschodniej Małopolski wytworzyli już zastępy własnej inteligencji zawodowej i mieszczaństwa. Ukraina wschodnia — to społeczeństwo niemal czysto chłopskie,, które w latach 1918—1919 posiłkowało się inteligencją rosyjską, czy polską i nawet nie wytworzyło dotąd własnego drobnego mieszczaństwa.
Te wszystkie czynniki złożyły tię na to, że w okresie przełomowej próby nie mogło być mowy o jednolitości politycznej Ukrainy. Okazało się, że Wielka Ukraina jest fikcją, gdyż zaprzeczyło jej życie. Nawet najsilniejszy czynnik w ideologji ukraińsxiej, fundamentalne credo prof. Hruszewskiego, nienawiść do Polski nie zdołała Ukrainy zjednoczyć, czego dowodnym wyrazem stał się w r. 1919 układ polskiego wojskowego dowództwa z Petlurą!
Rozbrat między ukraińcami ze wschodniej Małopolski, a Petlurowcami trwa nadal i jest objawem na" turalnym. Małopolscy ukraińcy trwają przy dawnej doktrynie w całej rozciągłości. Zaprzeczyły jej fakty *— tern ci gorzej dla faktów! Ałe oni jedynie poza agitatorami bolszewickimi wzięli sobie monopol na lud ruski w granicach Rzeczypospolitej, bo Petlurowcy — to emigranci z Rosji. Tymczasem monopol ten nie jest wcale naturalny, a szczepienie sztucznej doktryny dziś jeszcze, po tylu latach swobodnego działania, natrafia wśród ludu na odpór. Ale zato monopol ten z uporem niezrozumiałym sankcjonuje od r. 1890 strona polska, naprzekór ostrzeżeniom i sprzeciwom ludzi, znających warunki i stosunki z codziennej obserwacji.
Polacy ze wschodniej Małopolski od lat są odsuwani od wytyczania polskiej polityki wobec Ukraińców, choć sztab ruchu ukraińskiego od lat kilkudziesięciu rezyduje właśnie we Lwowie. Pomawiano ich zawsze o szowinizm, zaściankowość, brak szerszego poglądu i robiono śmiało głupstwa we własnem imieniu, ale na ich rachunek. Do wojny o polityce pol-
skiej w tej dzielnicy decydował Kraków, a teraz Warszawa, czy nawet Polacy z Kijowa, Wilna i Mińska. Jaskrawo przemawia fakt, że Małopolska wschodnia,, choć przed wojną najbardziej w całej Polsce zasobna była w polskie siły urzędnicze, stojące na poziomie, w niepodległej Polsce otrzymuje wojewodów i inne kierownicze siły urzędnicze z pośród Polaków, pochodzących z ziem kresowych, pozostających przedtem pod władzą carską, albo też z b. Królestwa. W rezultacie oficjalną politykę polską wobec ukraińców brali na swe barki ludzie, nie znający terenu i stosunków, ani ideologji i metod ruchu ukraińskiego. Dopiero po dłuższym czasie przekonywali się, że zawodzą ich kolorowe szkiełka, które nałożyli przedtem na oczy, że to nie to, co sobie wyobrażali, ale szkody były już niepowetowane, a polski element miejscowy, otrzymujący stale votum nieufności od własnego narodu, rozkładał się, grzązł w pesymizmie i bierności. Bo jakże? Po obronie Lwowa, po dziewięciomiesięcznej wojnie ukraińskiej, w której skrwawiło się całe młode pokolenie — odebrano im głos! A tu trzeba patrzeć. Ugody, pacyfikacje i znowu ugody... Niezrozumiałe pląsy na linie nad przepaścią
Niewielu Polaków zna ruch ukraiński do gruntu, poznało jego ideologję i dzieje. Nie lubimy grzebać się w przeszłości, nastawieni na improwizowanie przyszłości, na efekty olimpijskich rekordów. Lubimy się uczyć, ale na własnej skórze. Apoteoza dyletantyzmu,
najbardziej szkodliwa w polityce, doczekała się na*
wet utrwalenia w znanem przysłowiu narodowem: mądry Polak po szkodzie.
Ideologja ukraińskiego ruchu w interpretacji Ukraińców wschodniomałopolskich—powtarzam — nie da się nigdy pogodzić z polską racją stanu. Cóż z tego, że Petlurowcy ukrainizm pojmują inaczej? Ci emigranci nie mają tutaj głosu, nie mają dziś ani jednej szansy, by głos ich wpłynął na stosunek spadkobierców prof. Hruszewskiego do Polski. Ci wierni sojusznicy Berlina są w tej sprawie jedynie miarodajni i dla szczerej ugody z Polską musieliby wyrzec się siebie.
Ideologja prof. Hruszewskiego, a najistotniejsze interesy Polski — to ogień i woda. Nie mówię tu nic nowego. Ta prosta prawda znana jest oddawna polskim działaczom z Małopolski wschodniej. I druga prawda: niema konieczności dziejowej, by ruch ukraiński uznawać za wyraz istotnych dążeń i potrzeb Rusinów, by nienawiść do Polski miała na zawsze pozostać istotną dźwignią ich działania. Dzisiejszy monopol ukraińców stworzyliśmy sami naszą samobójczą polityką od r. 1890.
O tern wszystkiem wschodniomałopolscy działacze wiedzieli już przed wojną. Na dowód przytoczę własne słowa, drukowane w r. 1911 w sprawozdaniu z działalności lwowskiej „Czytelni Akademickiej":
„My nie jesteśmy wrogami narodu ruskiego, co więcej, na podstawie tradycyj historycznych Rzeczypospolitej uważać chcemy naród ruski za naród bratni. I dlatego to z całym naciskiem stwierdzamy, że zarówno nasze uczucia i nasza idea polityczna, jak i też stan faktyczny, zabraniają nam uważać partję ukraińską za reprezentantkę ruskiego narodu. Reprezentantką narodu, z którym nas sprzęgły wspólne wiekowe tradycje, wspólna dola i niedola, z którym razem przelewaliśmy
krew na polach bitew, nie jest i być nie może partja, która za cel swój postawiła sobie wykopać przepaść między bratniemi ludami. Chwilowy szal nienawiści minie, a narodów, związanych wiekami wspólnego pożycia, nie potrafi rozerwać historyczna fikcja i nie licząca się z niczem, zbrodnicza agitacja*, (sprawozdanie „Czyt. Akad.* za rok 1910 str. 51).
Od chwili, gdy pisałem te słowa, przeszła burza wojny światowej i zawierucha wojny ukraińskiej, a Polska odzyskała niepodległość. Przebieg dziejów uwydatnił jeszcze wyraźniej rolę i wytyczne ruchu ukraińskiego. A polska polityka przez to ćwierćwiecze szła dalej zygzakiem, po linji łamanej. Czy twórcy tej linji zdołali coś lepszego wymyśleć, ponad tę prostą prawdę, głoszoną już wtedy?
Umyślnie zajmowałem uwagę czytelnika przez taki długi czas wywodami o charakterze historycznym. Bez znajomości historji równie błędnie rozstrzyga się problemy polityczne, jak bez znajomości dzisiejszej rzeczywistości. Dopiero oba te pierwiastki, zespolone ściśle, dają wnioskom politycznym realną podstawę. Wtedy dopiero, gdy zbuduje się budynek na rzetelnych fundamentach, wolno go pokropić święconą wodą intuicji.
Wszystkie przytoczone materjały historyczne i oparte na nich rozważania prowadzą nas do nieuchronnego wniosku: ludność Ukrainy naddnieprzańskiej i ludność ruska wschodniej Małopolski — to z dziejów, religji i cywilizacji coś istotnie odrębnego. W ostatnich kilkudziesięciu latach usiłowano te odrębne elementy spoić sztucznie. Zaczęła tę niewdzięczną pracę Austrja i Rosja, potem klecił tę jedność z pozorami powodzenia obóz ukraiński, któremu dodał ducha i życia świadomy swych celów wiew z Berlina. Lata 1918—1919 skompromitowały tę fikcję. Prze-
trwała ona jednak, jako pobożne pragnienie, przede- wszystkiem w Berlinie, wiążąc się z planami rozczłon- kowania Rosji i Polski, a następnie wśród polityków ukraińskich we Lwowie, dla których Kijów stał się odległą i otoczoną mgławicą ziemią obiecaną. Opary tych mglistych koncepcyj włóczą się także po głowach niektórych polityków polskich, a zwłaszcza tych, których uczucia ciągną bardziej do Dniepru, niż do Wisły. Wydaje im się, że Ukraina przy pomocy Niemiec i Polski stanie się tym taranem, który rozbije Rosję i tym pomostem, po którym Polska dojdzie nad Dniepr.
Tym marzycielom trzeba powiedzieć parę słów, opartych o podstawy tego wszystkiego, co napisałem dotąd. Wolno mi już w tern miejscu stwierdzić kilka prawd jasnych, których nie dostrzeże chyba ten tylko, kto naprawdę dojrzeć ich nie chce.
Ukraina naddnieprzańska — to problem, połączony tylko sztucznie z problemem wschodniej Małopolski. Między Ukrainą wschodnią, a ziemiami, obję- temi w latach 1918—1919 aspiracjami zdobywczemi zachodniej Ukrainy idzie wyraźna granica religijna, historyczna, gospodarcza, a nawet polityczna. O ile odrębność ludności małoruskiej wschodnich części dzisiejszych województw wołyńskiego i poleskiego w stosunku do ludności po stronie rosyjskiej łatwo można kwestjonować, to bezsporna jest ta odrębność ludności ruskiej Małopolski wschodniej w stosunku do ludności zza kordonu rosyjskiego, a także w stosunku, do ludności ruskiej naszego Wołynia i Polesia. Gra-
nice północne województw lwowskiego i tarnopolskiego są wyraźną lin ją demarkacyjną.
Kwestja ruska w Małopolsce wschodniej — to wyłącznie problem naszej polityki wewnętrznej, nie związany niczem z naszym stosunkiem do Rosji. Wszelkie próby łączenia go z zagadnieniami polityki zagranicznej — to budowanie na fikcjach.
Sprawa Ukrainy .naddnieprzańskiej — to przeciwnie znowu wyłącznie problem naszej polityki zagranicznej. Nasz stosunek do niego zależy od naszego ustosunkowania się do Niemiec i do Rosji. Nie tu miejsce na jego rozważanie. Dziś wystarczy stwierdzić, że od lat trzydziestu Niemcy żyją ideą marszu na Kijów i raz już próbowały zrealizować to pragnienie w r. 1918 traktatem brzeskim i jego granicami. Kto o tern nie pamięta — chowa głowę w piasek.
Zagadnienia naszego wschodniego Wołynia i Polesia — to ze względu na pokrewieństwo tej ludności z ludnością ruską za kordonem problem, który nazwałbym mieszanym: po części problem naszej polityki wewnętrznej, już choćby z uwagi na granice polityczne, po części problem polityki zagranicznej, polityki w stosunku do Rosji.
Z powyższego wynika, że na gruncie słuszności i w wyraźnym interesie polskim winna być utrzymana ścisła granica administracyjna i gospodarcza między województwem wołyńskiem, a lwowskiem i tarnopol- skiem. Musi to znaleźć swój wyraz w naszej polityce wewnętrznej, w szczególności zaś w niedopuszczeniu agitacji i penetracji gospodarczej „ukraińców” lwow-
skich na tereny Wołynia i Polesia. W otwarciu Wołynia i Polesia dla tych wpływów leży kardynalny błąd oficjalnej polityki polskiej z ostatnich lat kilkunastu. Eksperymenty, które ze względu na politykę zagraniczną możnaby w pewnych warunkach tolerować i rozumieć na wschodzie województwa wołyńskiego, na terenie Małopolski wschodniej stają się czemś gorszem od zbrodni, bo głupstwem.
Czego należy się domagać od polityki polskiej na tych terytorjach, na których bez zastrzeżeń i bez liczenia się z widokami w polityce zagranicznej trzeba stosować środki, mające stworzyć i umocnić wewnętrzną spoistość Polski?
Powiedzmy sobie na zasadzie doświadczeń własnych i cudzych: mechaniczne wynaradawianie odrębnej etnicznie, religijnie i językowo ludności, polszczenie par force — to metoda wstrętna i w naszem ręku napewno nieskuteczna. Brzydzimy się taką robotą i nie umiemy jej robić. Nie wychowano nas w Berlinie.
Atoli w stosunku do ludu ruskiego mamy atuty innej natury. Kilkowiekowe wspólne życie w jednem państwie, tradycje, w których jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyrastał powszechny typ „gente Ruthenus, natione Polonus”. Zbliżenie ludu ruskiego do życia, wierzeń i ideałów narodu polskiego znaleźć może dziś jeszcze oparcie w instynktach, wyrosłych z dziejowych tradycyj, na przekór fałszom historycznym prof. Hruszewskiego. Aby jednak zmieść z drogi przeszkody, nagromadzone przez tyloletnią swobodną działalność Ukraińców lwowskich, trzeba świadomej polityki.
m
Duchowego i cywilizacyjnego zbliżenia ruskiej ludności do Polski nie osiągniemy nigdy, jeżeli polskiemu żywiołowi na tych ziemiach nie damy takiej siły i postawy, by imponował swą wartością cywilizacyjną i gospodarczą. Stosunek procentowy polskiej ludności do ruskiej na tych obszarach musi ulec korzystnej zmianie, co da się uskutecznić bez krzywdzenia Rusinów przez parcelację polskiej większej własności ziemskiej z reguły między Polaków z zachodu. W tych warunkach parcelacja polskiej ziemi między Rusinów, dyktowana względami, związanemi z polityką zagraniczną, jest znowu jednem głupstwem więcej, opartem o doktrynerstwo i ignorancję.
Żywiołem polskim na tych ziemiach musi się cała Polska zaopiekować gospodarczo i kulturalnie. Najłatwiej jej to przyjdzie, gdy Polska reprezentować będzie w Europie samodzielną i silną, promieniującą na zewnątrz pozycją ideową. Ograniczanie, czy zurzędniczenie inicjatywy społecznej w zakresie opieki nad polską ludnością na wschodzie jest błędem nie do darowania. Czy to nie skandal, że ludność ruska w Małopolsce wschodniej dzięki ukraińskim kooperatywom zdołała się wyrwać z sieci żydowskich i zbliża się do dobrobytu, gdy polska tkwi w szponach lichwiarzy i oszukańczych kupców i stanowi odstraszający przykład nędzy? Czy w tych warunkach można marzyć o przewadze kulturalnej ludności polskiej nad ruską? Czy nędzarz może asymilować kulturalnie?
W stosunku do ludności ruskiej trzeba również prowadzić konsekwentną politykę, mającą na celu jej
125
zbliżenie do narodu polskiego. Przedewszystkiem należy uniemożliwić systematyczne kopanie przepaści między ludnością polską i ruską, planowe niecenie nienawiści, zohydzanie państwa i narodu polskiego, zorganizowaną akcję irredentystyczną. Politycy ukraińscy we Lwowie muszą zrozumieć i odczuć, że dla spadkobierców ideologji prof. Hruszewskiego i przymierza z berlińskim Ostmarkenverein’em w Polsce niema miejsca. To samo dotyczy agitacji, usiłującej ludność ruską związać z Moskwą, obojętne czy czerwoną, czy białą.
Natomiast musi się w Polsce wytworzyć nastrój* pozwalający tym Rusinom, którzy będą się uważać za bliskich narodowi polskiemu i zechcą wspólnie z nami dźwigać obowiązki współgospodarzy w naszem państwie, na dobre samopoczucie. Dla takich musi Polska naprawdę stać otworem. Stan rzeczy, w którym tacy się pojawią licznie, nie może jednak być tworzony sztucznie. Mechaniczne klecenie polonofil- skich partyj ruskich, złożonych z ludzi, pozyskanych w sposób niewybredny — to budowanie na bagnie, to przygarnianie karjerowiczów i ludzi bez charakteru, budzących równe obrzydzenie wśród Polaków i wśród Rusinów. Praca nad zbliżeniem ludności ruskiej — to rzecz żmudna i nie mogąca dać błyskotliwych efektów.
Autonomia gospodarcza ludności ruskiej, budowana tak skutecznie przez małopolskich Ukraińców ma na celu jej odgrodzenie od ludności polskiej i od państwa polskiego. Nie trzeba chyba stwierdzać, że polska racja stanu dyktuje coś przeciwnego: właśnie ścisłe zespolenie gospodarcze tej ludności z państwem polskiem. I tutaj znowu pospolity błąd, przed którym przestrzec muszę; popieranie separatyzmu gospodarczego ruskiego jest równie błędne, jak gospodarcze
zaniedbywanie ludonści ruskiej. I jedno bowiem i drugie oddala ją od państwa polskiego. Tylko szczere i istotne zaopiekowanie się potrzebami gospodarczemi tej ludności przez czynniki polskie ponad głowami separatystów może dać rezultat pomyślny.
Gdy mówimy o zbliżaniu Rusinów do Polski, to musimy zwrócić uwagę na Kościół unicki i szkołę. Niepodobna patrzeć spokojnie, jak polityczne dzieło świętojurowców, polegające na upodobnieniu Kościoła unickiego do cerkwi prawosławnej, trwa dalej w państwie polskiem przy zupełnej obojętności czynników polskich. Istotą cerkwi unickiej nigdy nie była rosyj- skość obrzędów, wyłączanie alfabetu łacińskiego i za mykanie dostępu rzymsko-katolickim duchownym i językowi polskiemu. Ta eksterminacja — to poparte przez Austrję i Rosję dzieło XIX wieku. Jeżeli zaś czynniki watykańskie kiedyś uważały cerkiew unicką za bramę wypadową ku prawosławiu, to mogły się przekonać w latach 1914—1915, że w tej roli zawiodła ona gruntownie.
Szkoła ruska została oddana przez państwo polskie w pacht partjom ukraińskim. Pod okiem polskich władz sączy ona planowo nienawiść do Polski i szczepi fikcje ukraińskie. Przygotowuje irredentę i spośród jej uczniów pod wpływem nauczycieli wychodzą szeregi adeptów ukraińskich organizacyj rewolucyjnych i bojowych. Szkoła ruska w Polsce nie może być gniazdem separatyzmu tak samo, jak środkiem do wynaradawiania. Musi stać się narzędziem zbliżenia.
Na zakończenie jeszcze jedno. Dopuściliśmy do tego absurdu, że Polak, działający na terenach zamieszkałych przez ludność ruską, jest ściśle od niej odseparowany wskutek nieznajomości jej języka. Polacy, wychowani na tych ziemiach, jeszcze od biedy mogą sobie poradzić) choć często żywią dla tego ję-
II
9
zyka szkodliwe lekceważenie, które daje się wyczuć i odstręcza. Natomiast Polacy z innych ziem, zjawiający się tam, jako urzędnicy, czy działacze gospodarczy, mówią z tą ludnością po polsku i wskutek tego nie umieją jej zrozumieć, ani wyczuć jej prawdziwych potrzeb i dążeń. Ruski chłop, gdy mówi obcym językiem polskim, albo z kimś, mówiącym po polsku, nie jest nigdy szczery i ufny.
W ten sposób zostawiamy czynnikiom separatystycznym i wywrotowym monopol na obcowanie z ludnością ruską i dziwimy się potem przepaści, jaka wyrasta. Polakom wszędzie, na wszystkich ziemiach państwa należy umożliwić przyswojenie sobie
języka ruskiego, a poniekąd nawet zmusić ich do tego ustrojem planów szkolnych i wymaganiami przy egzaminach zawodowych, zwłaszcza urzędniczych, nauczycielskich i sędziowskich. O realizację tego postulatu walczyli już w XIX wieku mądrzy Polacy w Galicji, ze wspomnę tylko Wojciecha Dzieduszyc- kiego, ale natrafili na zdecydowany sprzeciw Austrji, która pragnęła utrzymać rozdział między Polakami, a Rusinami. Ten przedział nie ma nic wspólnego z polską racją stanu.
Dzięki wpływom ideowym bolszewizmu problem Ukrainy naddnieprzańskiej coraz wyraźniej staje się dzisiaj problemem eurazjatyckim, pozaeuropejskim. Ta okoliczność ułatwia nam niezmiernie postępowanie na ziemiach o ludności polsko-ruskiej, które nasza cywilizacja i nasze państwo spaja z Europą. To sprawia, że łatwiej dzisiaj przekreślić kilkudziesięcioletnią agitację ukraińską, wiążącą Lwów, Stanisławów i Tarnopol z Kijowem, o wiele łatwiej, niż wydaje się tym, których myśl dotąd błądzi po szlakach przedwojennych.
Biblioteka Narodowa
Warszawa
30001021714229
|
|






