Przepraszamy dla własnego dobra, żeby się oczyścić, żeby w XXI wiek wejść z czystym sumieniem. Przepraszamy za "milczenie owiec", czyli bierność polskiej większości, za "biednych Polaków patrzących na getto", za patrzących na pociągi jadące do Treblinki. Za tych, którym nie przeszkadzają rysunki powieszonej gwiazdy Dawida. Za prokuratorów, którzy ordynarne antysemickie dowcipy i broszury propagujące kłamstwo oświęcimskie uznają za niegodne ich wysiłku. Przepraszamy za tych, dla których ujawnienie zbrodni w Jedwabnem stało się kolejną okazją do uzewnętrznienia antysemickich fobii i stereotypów, okazją do wyprania sumień, do przerzucenia polskich przewin wobec Żydów na samych Żydów, do negowania Holocaustu. Wreszcie przepraszamy za tych, którzy nie chcą za to wszystko przeprosić. Przepraszamy, mimo że nikomu nie przychodzi to łatwo, ani Francuzom, ani Węgrom, ani Słowakom, ani Rumunom.
SOJUSZ NARODOWO-SOCJALISTYCZNY, CZYLI JAK G. BRAUN WZMOCNIŁ UKŁAD GDAŃSKI
Na wstępie zastrzegam, że tytułowe określenie „narodowy” wcale nie musi dotyczyć narodu polskiego, natomiast bez wątpienia dotyczy narodu – jakikolwiek by on nie był (polski, niemiecki czy koczowniczy) – reprezentowanego przez Grzegorza Brauna, niedawnego pretendenta do urzędu prezydenta miasta Gdańska. Przymiotnik „socjalistyczny” nie podlega natomiast żadnemu wariantowaniu i związany jest z niejakim Markiem Formelą, faktycznym reżyserem w decydującym okresie kampanii ww. kandydata, zresztą też reżysera.