Zwróciło uwagę Szczęsnego, że mężczyźni ci wyglądali nienaturalnie i robili wrażenie, że są poprzebierani. Szczęsny powiedział nawet kolegom, że osobnicy ci robili wrażenie agentów, lecz chłopcy na jego słowa nie zwrócili uwagi.
Również Karwański, Olczak, Rochoń i Maszerek idąc ulicą Naruszewicza widzieli obu mężczyzn bądź na rogu ul. Wejnerta i Naruszewicza, bądź jednego z nich odchodzącego od kiosku, zaś drugiego stojącego na rogu ul. Wejnerta lub na lewym chodniku przy samochodzie. Minąwszy ul. Wejnerta i po przejściu około 20 m ul. Naruszewicza w kierunku ul. Puławskiej, do Bohdana Piaseckiego podszedł jeden z mężczyzn, widziany poprzednio, który spytał go, czy jest Bohdanem Piaseckim, a po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzią odprowadził go w stronę ul. Wejnerta na odległość około 8 m, gdzie przystanął i pokazał mu jakiś papier.
Świadek Olczak, który idąc z tyłu w tym momencie dopędził idących przed nim chłopców, mijał Bohdana i nieznanego mężczyznę w chwili, gdy ten tłumaczył coś Bohdanowi, że chodzi o udanie się do sądu.
Następnie mężczyzna i Bohdan udali się w kierunku ul. Wejnerta i skręcili w tę ulicę, chłopcy zaś, zaciekawieni wydarzeniem, podążyli za nimi i doszedłszy do ul. Wejnerta zobaczyli, że do mężczyzny idącego z Bohdanem przyłączył się drugi mężczyzna, stojący za rogiem ul. Wejnerta, po czym dwóch mężczyzn i Bohdan wsiadło do samochodu, który odjechał ul. Wejnerta,
W toku śledztwa ustalono również, że nikt ze świadków nie widział sprawców, stojących za tylnym oknem samochodu w czasie jego postoju.
Ponieważ śledztwo wykazało, że lekcje w klasie Bohdana skończyły się o godz 13.30, zaś czas potrzebny na przejście z klasy do samochodu wyniósł 16 minut, należy przyjąć, że wóz z uprowadzonym Bohdanem mógł odjechać nie wcześniej niż o godz 13.46.
Świadkowie Wojciech Szczęsny, Janusz Świątkowski, Ryszard Karwański, Remigiusz Rochoń i Roman Olczak przy składaniu pierwszych zeznań nie byli przesłuchiwani na okoliczność, po której stronie ul. Wejnerta widzieli samochód. Z wymienionych świadków okoliczność tę zeznał po raz pierwszy świadek Wojciech Szczęsny w dniu 1 lutego 1957 r., w przeddzień wizji lokalnej; podaje on, że samochód stał po prawej stronie ul. Wejnerta, jednak nie określił miejsca, z którego oglądał samochód.
W czasie oględzin miejsca uprowadzenia w dniu 2 lutego 1957 r. z udziałem Ekerlinga, Szczęsnego, Świątkowskiego i Karwańskiego, Ekerling pierwszy ustawił wóz po prawej stronie ul. Wejnerta na odległość około 10 m od rogu, zaś Szczęsny, odtwarzając odległość wozu od rogu, zlecił samochód ustawiony przez Ekerlinga przesunąć o 7 m dalej od rogu. Ani Szczęsny, ani pozostali świadkowie biorący udział w wizji nie wypowiadali się, po której stronie był ustawiony samochód i o to nie byli pytani.
W czasie następnych oględzin w dniu 6 maja 1957 r., w których brali udział oprócz uczestników wizji z 2 lutego 1957 r. nadto Rysak, Rochoń, Olczak i Maszerek, powstała rozbieżność zeznań dotycząca strony ulicy, po której stał samochód.
Rysak i Maszerek utrzymywali, że taksówka stała po lewej stronie ul. Wejnerta, przy czym Maszerek zeznał, że widział samochód po lewej stronie Wejnerta w chwili, gdy mijał ul. Wejnerta, natomiast pozostali świadkowie zeznali, że samochód stał po prawej stronie ul. Wejnerta z tym jednak, że Szczęsny, Świątkowski i Karwański wyraźnie zastrzegli, że samochód widzieli po prawej stronie przez siatkę ogrodzeniową parkanu, gdy szli ul. Naruszewicza w stronę ul. Wejnerta.
Okoliczność tę Szczęsny, Karwański i Świątkowski potwierdzili w następnych zeznaniach, utrzymując, że samochód widzieli po prawej stronie przez podwójną siatkę ogrodzenia w odległości od kilkunastu do 30 m od rogu ul. Wejnerta.
Również Rochoń uzupełnił poprzednie zeznania wyjaśniając, że widział samochód po prawej stronie przez siatkę ogrodzenia w odległości około 20 m od ul. Wejnerta.
W celu ustalenia warunków widoczności samochodu, ustawionego po lewej stronie ul. Wejnerta, przez podwójną siatkę ogrodzenia, w dniu 13 marca 1958 r. dwóch prokuratorów dokonało oględzin miejsca uprowadzenia oraz zgodnie stwierdziło, że patrząc z ul. Naruszewicza od strony ul. Puławskiej przez podwójną siatkę ogrodzenia na samochód marki „Warszawa”, ustawiony po lewej stronie ul. Wejnerta w odległości około 15 m od rogu, obserwujący stojąc w odległości około 25 m od rogu ulega optycznemu złudzeniu, że samochód stoi po prawej stronie ul. Wejnerta.
Złudzenie to utrzymuje się również przy zbliżaniu się do rogu ul. Wejnerta na odległość 12 kroków. Wtedy dopiero, przy dalszym zbliżeniu się do rogu można dostrzec, że samochód stoi po lewej stronie ul. Wejnerta.
Również patrząc z ulicy Naruszewicza od strony szkoły Pax-u przez siatkę ogrodzeniową na samochód ustawiony w tej samej pozycji, stwierdzono, że dopiero przy zbliżeniu się do rogu na odległość 12 kroków widać, po której stronie faktycznie stoi samochód, z odległości zaś większej nie można tego odróżnić.
Z uwagi na to, że Szczęsny, Karwański, Świątkowski i Rochoń widzieli wóz idąc ul. Naruszewicza bądź od strony szkoły w odległości kilkunastu do 30 m, przeto należy przyjąć, że ulegli oni złudzeniu optycznemu i że samochód faktycznie w tym czasie stał po lewej stronie ul. Wejnerta, jak zeznali w sposób nie budzący wątpliwości Rysak, Nowakowski i Maszerek.
Ż powyższych ustaleń wynika, że w czasie porwania miały miejsce następujące wydarzenia:
- samochód sprawców jechał ulicą Wejnerta i zatrzymał się w odległości 3-5 m przodem do kiosku, a następnie wykręcił do tyłu i wjechał z powrotem w ul. Wejnerta,
- po wjechaniu w ulicę Wejnerta samochód został przez kierowcę ustawiony po lewej stronie ul. Wejnerta, patrząc od strony Naruszewicza,
- czas trwania postoju taksówki przy ul. Wejnerta od chwili zatrzymania się wozu do odjechania z uprowadzonym Bohdanem Piaseckim wynosił około 25 minut,
- żaden ze sprawców nie stał za tylnym oknem taksówki przez cały czas postoju oraz nikt ze świadków nie stwierdził, że widział w tej pozycji jednego ze sprawców,
- po wyjściu z samochodu dwóch sprawców, w samochodzie nikogo nie było,
- z samochodu wysiadło również dwóch sprawców.
Po ustaleniu, że samochód marki „Warszawa”, oznaczony numerem rejestracyjnym T-75-222, należy do Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego i że w dniu 22 stycznia 1957 r. był obsługiwany przez kierowcę MPT Ignacego Ekerlinga, następnego dnia, tj. 23 stycznia 57 r. Ekerling został przesłuchany w charakterze świadka.
Wyjaśnił on, że od 1952 r. jest zatrudniony w charakterze kierowcy i miał przydzielony na stałe inny samochód, który został 13 stycznia oddany do remontu, wobec czego w ciągu kilku dni jeździł na różnych wozach, zaś od dnia 21 stycznia 57 r. otrzymał do eksploatacji taksówkę koloru granatowego marki „Warszawa” oznaczoną numerem rejestracyjnym T-75-222 i numerem bocznym 1471.
W dniu 22 stycznia 57 r. Ekerling otrzymał samochód nr T-75-222 i wyjechał nim z bazy MPT przy ul. Słowackiego o godz. 9-ej. Tego dnia miał 12 kursów, z których dokładnie sobie przypomina 2 – do Józefowa i na ul. Wejnerta. Pierwszy kurs z ul. Brukowej Ekerling odbył między godz. 12-13-tą, przewożąc nieznanych mężczyznę i kobietę do Józefowa, gdzie zaczekał na pasażerów i odwiózł ich do W-wy. Mężczyzna wysiadł przy ul. Targowej, kobieta zaś wysiadła przy ul. Nowolipki.
Następnie Ekerling dojechał do ul. Żelaznej i ustawił wóz kilka minut po godz. 13-ej na postoju taksówek przy zbiegu ulic Żelaznej i al. Świerczewskiego. Po upływie kilku minut podszedł do Ekerlinga nie znany mu mężczyzna, który oświadczył, że chce odbyć dłuższy kurs, tj. zabrać przed gmachem Sądów jeszcze jednego pasażera, a następnie pojechać na Mokotów i przywieźć stamtąd trzeciego pasażera do Sądów.
Następnie mężczyzna ten wsiadł do taksówki koło Ekerlinga i udali się do Sądów, gdzie wsiadł na tylne siedzenie wozu drugi mężczyzna. Z pasażerami tymi Ekerling pojechał na ul. Naruszewicza i zatrzymał się przy ul. Wejnerta. Tam pasażer wynajmujący taksówkę wysiadł z wozu i oddalił się, drugi zaś mężczyzna po chwili również wysiadł z taksówki i stanął za samochodem przy tylnym okienku wozu oraz przez cały czas postoju pozostawał w tej pozycji, co Ekerling stwierdził obserwując go, gdyż obawiał się, aby pasażerowie nie odeszli bez uiszczenia opłaty.
Po upływie 4-5 minut pasażer, który wynajął go, wrócił do samochodu prowadząc młodego osobnika, prawdopodobnie studenta w wieku około 20 lat, wysokiego i dobrze zbudowanego, po czym wsiadł na przednie siedzenie obok Ekerlinga, drugi zaś pasażer z młodym osobnikiem usiedli na tylne siedzenie wozu. W drodze powrotnej do Sądu młody człowiek zabrany z ul. Wejnerta nie odzywał się, pasażer zaś siedzący obok Ekerlinga opowiadał mu o księdzu, który miał sprawę o alimenty oraz o wysokich cenach na koncert francuskiego śpiewaka.
Na polecenie pasażerów Ekerling zatrzymał się przed gmachem Sądu, gdzie wszyscy wysiedli i udali się w kierunku Sądów. Za kurs ten Ekerling otrzymał zapłatę w wysokości 35 zł.
Ekerling podał w sposób bardzo lakoniczny rysopis jednego ze sprawców, tj. tego, który go wynajął przy ul. Żelaznej, określając go jako mężczyznę w wieku około 30 lat, wzrostu około 165-170, średniej tuszy, dość pełnego na twarzy. Rysopisu drugiego sprawcy Ekerling nie umiał podać, stwierdził tylko, że jeden z nich był w okularach, zaś obaj mieli czapki.
W dniu 2 lutego 57 r. przy odtwarzaniu przy udziale Ekerlinga trasy, którą jechał z ul. Wejnerta i z powrotem do Sądów, Ekerling wskazał, że od ul. Żelaznej jechał al. Świerczewskiego, następnie al. Marchlewskiego, ul. Chałubińskiego i al. Niepodległości do ul. Odyńca. Następnie dojechał do ul. Naruszewicza, z której skręcił w ul. Wejnerta.
Wizja trasy, którą wskazał Ekerling wykazała, że opłata za przejazd tej trasy wynosi 36 zł. przy założeniu, że postój na ul. Wejnerta trwał 4 minuty.
W czasie oględzin miejsca uprowadzenia przy ul. Wejnerta dokonanego tegoż dnia z udziałem świadków Szczęsnego, Karwańskiego i Świątkowskiego, Ekerling, odtwarzając wydarzenia przy ul. Wejnerta, ustawił wóz w odległości 10 m od rogu po prawej stronie Wejnerta i wyjaśnił, że osobnik, który stanął z tyłu za tylnym oknem wozu, mógł na kilka minut odejść od samochodu.
Zeznania te, dopuszczające możliwość odejścia od okna tylnego wozu sprawcy porwania, Ekerling w dniu 13 lutego 57 r. i w następnych zeznaniach odwołał, podtrzymując nadal, że jeden ze sprawców zatrzymał się przy tylnym oknie taksówki i przez cały czas postoju stał w tej pozycji, o czym pamięta, gdyż obserwował go przez cały czas w obawie, by pasażerowie nie odeszli bez uiszczenia zapłaty.
W czasie przesłuchania w dniu 3 maja 57 r., a więc już po pierwszej wizji, gdy świadek Szczęsny określił odległość wozu od rogu na około 17 m, Ekerling zmienia dotychczasowe zeznania wyjaśniając, że wóz stał w odległości 15-20 metrów.
Poza tym Ekerling podtrzymywał swoje poprzednie zeznania uzupełniając, że po przyjeździe na ul. Wejnerta i wyjściu pierwszego pasażera drugi pasażer wysiadł z wozu po upływie 2-3 minut i stanął za tylnym oknem wozu, zaś Ekerling obserwował go pozorując czytanie gazety. Po upływie 5-6 minut pasażer, który wynajął taksówkę, wrócił z chłopcem i otworzył prawe tylne drzwi, przez które wpuścił chłopca, sam zaś usiadł na przednim siedzeniu, drugi zaś mężczyzna usiadł obok chłopca. W czasie wizji w dniu 6 maja 57 r. Ekerling uzupełnił swoje zeznania stwierdzeniem, że na ulicę Wejnerta wjechał z ul. Naruszewicza bez cofania wozu i skręcania w innym kierunku.
Należy zauważyć, że w czasie 5-ciokrotnego przesłuchania w charakterze świadka Ekerling w zasadzie uporczywie podtrzymywał okoliczności podane w pierwszym zeznaniu.
W 3 dni po uprowadzeniu Bohdana Piaseckiego, tj. w dniu 25 stycznia 57 r. Ekerling otrzymał paszport zagraniczny na wyjazd do Izraela.
Ekerling po otrzymaniu paszportów i wiz wysłał swoje bagaże do Izraela, zaś w dniu 4 kwietnia 57 r. wyjechał z W-wy do Zebrzydowic, celem przekroczenia granicy, lecz na skutek zastrzeżeń, poczynionych przez Komendę Miasta MO w Warszawie w WOP-ie został w przejściu granicznym w Zebrzydowicach zatrzymany i odesłany do Warszawy.
W toku śledztwa ustalono na podstawie arkuszy podziału zajęć i kart eksploatacyjnych MPT, że Ignacy Ekerling w dniach 21 i 22 stycznia 57 r. jeździł wozem nr T-75-222 o numerze bocznym 1471, przy czym w dniu 22 stycznia Ekerling eksploatował ten wóz na zmianie rannej w godzinach od 9-tej do 17-ej za kierowcę Pieńkowskiego, który w tym dniu był nieobecny. Kartę eksploatacyjną wystawił Eker- lingowi dyspozytor Brzuski, odebrał zaś ją po zmianie dyspozytor Tabor. Po zakończeniu pracy Ekerling 22 stycznia 57 r. przekazał wóz
swemu zmiennikowi Trzecińskiemu w uprzednio umówionym miejscu na Pradze. .
Według adnotacji umieszczonej na karcie eksploatacyjnej kierowcy Trzecińskiego Stanisława z dnia 22 stycznia 57 r. przyjął on od Ekerlinga wóz nr T-75-222 tegoż dnia o godz. 15.30. Rozbieżność między godziną przekazania przez Ekerlinga wozu Trzecińskiemu, a godziną przyjęcia wozu przez Trzecińskiego od Ekerlinga, Trzeciński tłumaczy pomyłką, jaką w pośpiechu mógł popełnić.
Postawę Ekerlinga i jego stosunek do uprowadzenia Bohdana Piaseckiego charakteryzuje zachowanie się jego w stosunku do Janiny Kolendo, szwagierki Bolesława Piaseckiego, która w krótkim czasie po uprowadzeniu Bohdana udała się w towarzystwie dr. Schoenberga do Ekerlinga, prosząc go o współudział w poszukiwaniu i rozpoznaniu sprawców porwania. Ekerling odmówił współpracy, oświadczając, że i tak sprawców nie pozna.
Po kilku miesiącach Kolendo zwróciła się do Ekerlinga ponownie z prośbą o skontaktowanie się z Bolesławem Piaseckim, jednak Ekerling w sposób opryskliwy odmówił.
Na uwagę zasługuje również okoliczność, że Ekerling w rozmowie z Kolendo starał się ją zasugerować, że nie zamierza wyjeżdżać, pomimo że w tym czasie miał już paszporty zagraniczne.
W dniu 1 kwietnia 58 r. wobec Ignacego Ekerlinga został zastosowany areszt tymczasowy, jako podejrzanego z art. 248 § 2 KK. Zarzut został przedstawiony Ekerlingowi w dniu 14 kwietnia 1958 r. Ekerling, przesłuchany jako podejrzany, nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu, wyjaśniając, że sprawców nie znał i że przypadkowo został przez nich wynajęty do przewiezienia pasażera oraz dodał, że porwany chłopiec jego zdaniem był w zmowie z porywaczami.
W następnym przesłuchaniu w dniu 2 kwietnia 58 r. Ekerling wprowadza uzupełnienie do swoich poprzednich zeznań wyjaśniając, że gdy wrócił z kursu z Józefowa na ul. Nowolipki, było po godz. 12-ej, lecz przed godz. 12.30, co pamięta, gdyż patrzył wówczas na zegar. W wyjaśnieniach z tegoż dnia Ekerling wprowadza zmianę co do wydarzeń przy ul. Wejnerta stwierdzając, że gdy krytycznego dnia pierwszy pasażer podszedł z chłopcem do samochodu przy ul. Wejnerta, nie mógł otworzyć tylnych drzwi, które się zacięły.
Wtedy Ekerling wysiadł przednimi lewymi drzwiami z samochodu, obszedł go z tyłu, otworzył pasażerowi drzwi wozu, a następnie tą samą drogą wrócił na swoje miejsce.
Wyjaśnienie jest oczywiście kłamliwe. Żaden ze świadków uprowadzenia, którzy obserwowali moment wsiadania sprawców i Bohdana do wozu, okoliczności tej nie potwierdzają, natomiast wszyscy zeznają, że poza dwoma pasażerami i Bohdanem nikogo przy wozie nie było.
W dalszych wyjaśnieniach Ekerling podtrzymuje swoje poprzednie twierdzenia oraz wyjaśnia, że za tylną szybą okna wozu stał przez cały czas jeden ze sprawców. Również w dniu 16 kwietnia 58 r. po zacytowaniu mu kolejno fragmentów zeznań Szczęsnego, Świątkowskiego i Rysaka, z których wynikało, że sprawcy stali na rogu Wejnerta lub przy ul. Naruszewicza, Ekerling za każdym razem zaprzecza temu i dopiero po odczytaniu fragmentów zeznań Nowakowskiego, że widział dwóch sprawców stojących na rogu ul. Wejnerta, Ekerling wyjaśnił: „nie mam co na to odpowiedzieć”, a następnie, po zastanowieniu się odpowiedział, że może jeden ze sprawców, stojący przy tylnym okienku samochodu odchodził na chwilę, lecz zasadniczo stał przez cały czas w podanym przez niego miejscu.
Z powyższych wyjaśnień Ekerlinga wyraźnie widać, że kurczowo się on trzyma swoich pierwszych zeznań i zupełnie wyjątkowo od nich odstępuje.
Odnośnie faktu manewru samochodem przed kioskiem Rysaka Ekerling, po odczytaniu mu fragmentu zeznań Rysaka, stanowczo zaprzeczył twierdząc, że jechał ul. Naruszewicza. W następnych wyjaśnieniach Ekerling nadal podtrzymuje, że samochód ustawił przy ul. Wejnerta po prawej stronie i dopuszcza możliwość, że postój samochodu mógł być dłuższy niż podany przez niego czas 5-6 minut, określając ten czas na 8 minut, co uzasadnia tym, że mógł źle nakręcić zegar i nie spostrzec, że zegar się zatrzymał; natomiast w czasie konfrontacji w dniu 24 kwietnia 1958 r. ze świadkami: Karwańskim, Rysakiem i Nowakowskim po zacytowaniu tych zeznań Ekerling zmienia wyjaśnienia mówiąc, że samochód mógł stać około 15 minut. Przy tejże konfrontacji Ekerling jednak nadal uporczywie wyjaśnia, że obchodził samochód z tyłu i otwierał drzwi jednemu ze sprawców porwania.
Należy nadmienić, że przy wyjaśnieniu przez Ekerlinga okoliczności wyjazdu do Józefowa przyznał się, że jechał za miastem na pierwszej taryfie, zaś pobrał od pasażerów należność w wysokości 170 zł, z czego 100 zł przywłaszczył sobie.
Z zestawienia ustalonego w toku śledztwa materiału dowodowego z wyjaśnieniami Ekerlinga wynika, że przebieg wydarzeń w czasie porwania Bohdana Piaseckiego podany przez Ekerlinga w zasadniczych okolicznościach nie pokrywa się z ustalonym stanem faktycznym. I tak:
- Ekerling wyjaśnia, że został przez sprawców wynajęty i wraz z nimi przejechał w dniu krytycznym na ul. Wejnerta oraz w czasie postoju samochodu znajdował się w taksówce, natomiast śledztwo wykazało, że Ekerlinga w samochodzie przy ul. Wejnerta nie było, co zostało ustalone na podstawie zeznań Henryka Rysaka i Andrzeja Nowakowskiego.
- Według wyjaśnień Ekerlinga jechał on ul. Naruszewicza i skręcił z tej ulicy w ul. Wejnerta, zatrzymując wóz przy ul. Wejnerta, natomiast nie zatrzymał się przy kiosku i nie wykonywał żadnego manewru wozem. Wyjaśnienia są w sprzeczności z zeznaniami Rysaka, który stwierdził, że w pewnej chwili zobaczył samochód, który zatrzymał się na wprost kiosku w odległości około 3 m, a następnie wycofał się z ul. Naruszewicza i wjechał w ul. Wejnerta, z czego wynika, że wóz jechał ulicą Wejnerta, a nie Naruszewicza, jak twierdzi Ekerling.
- Ekerling z uporczywością twierdzi, że samochód zatrzymał się po prawej stronie ul. Wejnerta patrząc od strony Naruszewicza, tymczasem Rysaki Nowakowski, którzy mieli obiektywnie najkorzystniejsze warunki obserwacji, stwierdzili, że wóz stał po lewej stronie ul. Wejnerta, co potwierdza również świadek Babicz i Maszerek, który z wylotu ul. Wejnerta widział wóz po lewej stronie.
Również w świetle ustaleń wizji lokalnej dla stwierdzenia widoczności samochodu przez siatkę ogrodzenia, złudzenia optyczne, jakim ulegli świadkowie oglądający wóz w opisanych warunkach, którzy twierdzą, że samochód stał po prawej stronie, nie budzą zastrzeżeń.
- Wyjaśnienia Ekerlinga stwierdzające w pierwszych przesłuchaniach, że samochód przy ul. Wejnerta stał 4-6 minut, czego dowodem ma być opłata za kurs w wysokości 35 zł, są obalone zeznaniami Rysaka i Nowakowskiego popartymi ustaleniami wizji. Należy nadmienić, że Ekerling, mimo oczywiście odmiennych zeznań świadków, kilkakrotnie podtrzymuje swoje twierdzenie, zmieniając je dopiero po zacytowaniu zeznań 3 świadków.
- Ekerling wyjaśnił, że po zatrzymaniu na ul. Wejnerta samochodu wysiadł z wozu sprawca, który wynajął wóz, po upływie zaś dwóch-trzech minut również opuścił wóz drugi sprawca, natomiast według zeznań Rysaka wynika, że po zatrzymaniu samochodu przy ul. Wejnerta wyszło z samochodu dwóch sprawców.
- Wreszcie w dniu 2 kwietnia 58 r., po aresztowaniu, Ekerling wprowadza do swoich wyjaśnień zupełnie nową okoliczność twierdząc, że w chwili, gdy jeden ze sprawców podszedł z Bohdanem Piaseckim do taksówki, nie mógł jej otworzyć, gdyż drzwi zacięły się, wobec czego Ekerling wyszedł z wozu, obszedł go od tyłu i otworzył drzwi. Wyjaśnienia te są oczywiście kłamliwe, co zostało stwierdzone zeznaniami świadków. Wyjaśnienia te ilustruje fakt, że Ekerling szuka różnych sposobów, by podważyć zeznania Rysaka, który w dniu 10 lutego 1958 r. zeznał, że w chwili zbliżenia się jednego ze sprawców z Bohdanem do wozu spojrzał przez otwarte okno kiosku w tylne okienko wozu i stwierdził, że za kierownicą nikogo nie było.
W oparciu o wyżej ustalony materiał dowodowy należy dojść do wniosku, że Ekerlinga w samochodzie przy ul. Wejnerta nie było i tym należy tłumaczyć różnicę między jego wyjaśnieniami a ustaleniami śledztwa.
Daje to podstawę do przyjęcia, że skoro uprowadzenie Bohdana Piaseckiego nastąpiło przy użyciu taksówki, którą w dniu krytycznym Ekerling otrzymał do eksploatacji i w samochodzie tym w czasie uprowadzenia Bohdana Piaseckiego Ekerlinga nie było, musiał zatem samochód wypożyczyć sprawcom porwania.
Jest rzeczą oczywistą, że Ekerling, jako kierowca samochodu stanowiącego własność MPT, z uwagi na wartość wozu nie mógł go pożyczyć osobom nieznanym i przygodnie spotkanym, gdyż nie miałby gwarancji, czy wóz nie zostanie przywłaszczony, przeto pożyczając wóz Ekerling musiał znać osoby, którym samochód pożyczał. Wynika z tego, że musiał znać sprawców porwania i mieć do nich zaufanie.
Również sprawcy uprowadzenia, którzy, jak wykazało śledztwo, niezwłocznie po porwaniu dokonali zabójstwa Bohdana Piaseckiego, a więc w chwili uprowadzenia zabójstwo to z góry planowali oraz w swoich przedsięwzięciach, przy nawiązaniu kontaktów telefonicznych z ojcem uprowadzonego chłopca i organizowaniu trasy dla podjęcia okupu, wykazali dużo inteligencji, umiejętności przewidywania oraz znajomość zasad konspiracji i unikania ryzyka, nie mogli angażować do takiej akcji przypadkowo napotkanego i nieznanego kierowcy.
Sprawcy musieli zachować przynajmniej taką ostrożność przy planowaniu porwania, jaką wykazali przy organizowaniu kontaktów z ojcem Bohdana, zwłaszcza że musieli być mieszkańcami Warszawy, co wynika z ich znajomości miasta, jaką wykazali przy montowaniu trasy dla podjęcia okupu, przeto musieli się liczyć, że nie znany im ‘ kierowca może ich znać z widzenia i wydać.
Sprawcy musieli przewidywać, że mogą napotkać na przeszkody przy uprowadzeniu chłopca w pobliżu szkoły i natrafić na opór zarówno Bohdana, jak i jego kolegów, co w wypadku wynajęcia nieznanego kierowcy mogłoby narazić ich na nieobliczalne konsekwencje. Nieznany bowiem kierowca, powziąwszy podejrzenie, mógł w drodze zatrzymać wóz i wydać sprawców w ręce władzy.
Stąd wypływa wniosek, że zarówno Ekerling jako pożyczający wóz, jak i sprawcy musieli się dobrze znać i nawzajem mieć do siebie zaufanie, gdyż było to w interesie obu stron i warunkowało skuteczność działania.
Skoro zatem Ekerling, znając sprawców porwania, nie został przez nich poinformowany, jak wykazało śledztwo, o faktycznym przebiegu porwania, a zwłaszcza o tak podstawowym dla każdego szofera fakcie, że wóz był ustawiony po lewej stronie ul. Wejnerta, to stało się to niewątpliwie dlatego, że sprawcy musieli powiadomić go nie o faktycznym, lecz o planowanym przebiegu porwania jeszcze przed lub najpóźniej przy wypożyczaniu od Ekerlinga taksówki, wtajemniczając go na wypadek ujawnienia numeru wozu w szczegóły swego planu, by wiedział, jak ma się tłumaczyć, a między innymi, musieli go poinformować o szczegółach planowanej akcji, a więc i o tym, że zostanie zatrzymany chłopiec i podać Ekerlingowi jego rysopis.
Za koniecznością wtajemniczenia przez sprawców Ekerlinga w plan porwania przed otrzymaniem od niego wozu przemawia okoliczność, że w razie ustalenia numeru wozu władze mogły telefonicznie w ciągu kilku minut ustalić w MPT, kto w tym dniu obsługuje wóz i Ekerling mógł być przesłuchany wcześniej, niż sprawcy zdążyliby się z nim porozumieć. Z tego wynika nieodparty wniosek, że Ekerling musiał być przygotowany na taką ewentualność.
Przy odmiennym bowiem założeniu, że Ekerling nie wiedział, w jakim celu pożycza sprawcom porwania wóz, nie mógłby zeznać, że chodziło o zatrzymanie chłopca i podać jego rysopisu.
Również nie do przyjęcia jest założenie, że Ekerling dowiedział się o porwaniu po fakcie, tj. przy odbiorze wozu, gdyż w takim wypadku sprawcy niewątpliwie poinformowaliby go o faktycznym przebiegu wydarzeń, jak ustawieniu wozu po lewej stronie, czasu postoju itp.
Skoro zatem Ekerling jeszcze przed wypożyczeniem sprawcom wozu został przez nich poinformowany, że chłopiec będzie zatrzymany i wywieziony przez sprawców przy użyciu jego taksówki, a ten fakt ma pozostać tajemnicą wobec władz, przeto należy przyjąć, że Ekerling Ignacy wypożyczył taksówkę ze świadomością, że udziela sprawcom pomocy w uprowadzeniu Bohdana Piaseckiego.
Wiceprokurator Wojewódzki dla m. st. Warszawy1
- WYCOFANIE AKTU OSKARŻENIA
Po skierowaniu do sądu aktu oskarżenia przeciwko Ekerlingowi Bolesław Piasecki zwrócił się do prokuratora generalnego z wnioskiem o przeprowadzenie rozprawy przeciwko Ekerlingowi przy drzwiach otwartych i pozostawienie sprawy zabójstwa Bohdana pod nadzorem Prokuratury Generalnej.
Warszawa, dnia 30 października 1959 r.
Tow. Andrzej Burda
Prokurator Generalny PRL






