Berlin-Zehlendorf, lato 1988 roku.
Peter Raina
1 Została dwukrotnie odznaczona Krzyżem Walecznych. Nabożeństwo żałobne odprawił ks. Józef Warszawski.
2 Bolesław Piasecki, Pismo (Warszawa, 12 września 1958), s. 21. Pismo jest maszynopisem o objętości 27 stron. Piasecki przedstawił w nim hipotezy dotyczące motywów porwania swego syna Bohdana i uwagi na temat działania organów ścigania. Pismo zostało sporządzone w pięciu egzemplarzach, z których po jednym otrzymali: Mieczysław Moczar (ówczesny wiceminister spraw wewnętrznych), płk Bry- niarski (dyrektor Biura Śledczego MSW), Jan Wasilewski (zastępca prokuratora generalnego), prokurator Olekiewicz.
3 Bolesław Piasecki, Instynkt państwowy, „Słowo Powszechne”, 16 X ^ 956.
4 Wszystkie te artykuły wydane zostały jako zbiór w paxowskim piśmie „Życie i myśl” 1956, nr 4-5.
5 Leopold Tyrmand, Sprawa Piaseckiego, „Świat”, 18 XI 1956.
6 Jerzy Hagmajer, Przyczynek do biografii Bolesława Piaseckiego, „Kultura, Oświata, Nauka. Zeszyty naukowe Pax” 1983, nr 1, s. 17.
7 Ibidem.
8 Ibidem, s. 18.
9 Bolesław Piasecki, Pismo, s. 23-24.
10 Ibidem, s. 24-26.
11 Zabójcy syna polityka polskiego żyją w Izraelu, „Maariv”, 13 III 1966, s. 2. Skrót tego artykułu został zamieszczony 14 III 1966 w dzienniku „Kurier-Nowiny”, wychodzącym w Izraelu w języku polskim.
12 Ibidem.
13 Bolesław Piasecki zmarł w styczniu 1979 roku.
ODTWORZENIE PRZEBIEGU WYDARZEŃ
- PORWANIE1
Bohdan Piasecki był uczniem X klasy Liceum Św. Augustyna, należącego do Stowarzyszenia Pax. Liceum to mieści się przy ulicy Naruszewicza 32 w Warszawie. Około godziny 13.50 dnia 22 stycznia 1957 roku Bohdan wyszedł ze szkoły w towarzystwie kolegów: Wojciecha Szczęsnego, Janusza Świątkowskiego i Ryszarda Karwańskiego. Bezpośrednio za nimi szła luźna grupa innych kolegów. Chłopcy szli ulicą Naruszewicza w kierunku Puławskiej. Gdy minęli ulicę Wejnerta, podszedł do nich mężczyzna i spytał, który z nich jest Piasecki. Poprosił Bohdana na stronę; wyjął jakieś papiery z teczki i pokazał je Bohdanowi. Potem obaj skierowali się na ulicę Wejnerta, gdzie czekał drugi mężczyzna. Wszyscy trzej udali się do taksówki, która stała na ulicy Wejnerta. Jeden z mężczyzn otworzył drzwi, przepuścił przed sobą Bohdana i sam usiadł obok niego. Drugi zajął miejsce na przednim siedzeniu taksówki, która niezwłocznie odjechała w kierunku Śródmieścia.
W chwili zatrzymania Bohdana jego koledzy, Wojciech Szczęsny i Janusz Świątkowski, zaciekawieni wydarzeniem, cofnęli się za podejrzanie zachowującymi się mężczyznami i zanotowali numer rejestracyjny taksówki : T-75-222. Koledzy Bohdana powinni byli pobiec natychmiast do domu Piaseckich, który oddalony był od
1 Przebieg wydarzeń przedstawiony w tym rozdziale odtworzony został na podstawie napisanego przez Bolesława Piaseckiego Memoriału (Warszawa, bez daty), opisującego sprawę porwania i zabójstwa Bohdana Piaseckiego, przebieg śledztwa i postępowanie sądowe. Memoriał istnieje jako maszynopis obejmujący 84 strony, podzielone na sześć rozdziałów. Memoriał ten przekazany został na ręce najwyższych władz.
miejsca porwania zaledwie o kilka minut drogi. Zamiast tego Wojciech Szczęsny wrócił do szkoły i tu nie skontaktował się natychmiast z dyrektorem, lecz czekał prawie godzinę, by zawiadomić brata Bohdaną, Jarka, który w tym dniu kończył lekcje o godzinę później. W rozmowie z Jarkiem Wojciech nie dał jasno do zrozumienia, że Bohdan został porwany. Stracona została cenna godzina. Wojciech i Jarek udali się do domu Piaseckich, gdzie zastali babcię i Barbarę Piasecką. Dopiero teraz, z ponad godzinnym opóźnieniem poinformowano Bolesława Piaseckiego, który w tym czasie był w swoim biurze. Niezwłocznie po otrzymaniu wiadomości zawiadomił on telefonicznie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych o porwaniu syna, prosząc o natychmiastowe wszczęcie poszukiwań uprowadzonego.
- POSZUKIWANIA
Pomimo że Komenda Miejska MO dysponowała już numerem rejestracyjnym taksówki, nie mogła ustalić jej posiadacza. Kiedy oficer MO, Henryk Sochacki, pytał kierownika Wydziału Komunikacji, Zygmunta Westera, do kogo należy taksówka oznaczona numerem T-75-222, Wester oświadczył, że pod takim numerem nie figuruje żaden samochód osobowy ani taksówka. Właściciela taksówki ustaliło nie MO, lecz pracownik Pax Gustaw Kitzman. Udał się on na polecenie Bolesława Piaseckiego do Wydziału Komunikacji i dowiedział się, że taksówka należy do Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego. Wiadomość ta została natychmiast przekazana władzom śledczym. Prowadzone przez patrole milicyjne poszukiwania taksówki, którą dokonano porwania, pozostawały bezskuteczne. Dopiero około godziny 23 inny pracownik Pax, Tadeusz Ander- szewski, znalazł tę taksówkę w ciągu 10 minut poszukiwań na ulicy Nowy Świat. Polecił kierowcy jechać do biura Pax na Mokotowską. Podczas jazdy do biura taksówka została zatrzymana na ulicy Wilczej przez radiowozy milicyjne i skierowana do komendy MO.
Po upływie około dwóch godzin od porwania Bohdana porywacze zadzwonili do dyrektora Liceum Św. Augustyna, Stanisława Pacuły, zsyłaniem, czy Bohdan jest synem Bolesława Piaseckiego.
Halina z Kopciów Piasecka (ur. 12. XI. 1914 r.) łączniczka Zgrupowania »Radosław” AK, zginęła w Powstaniu Warszawskim 14 sierpnia 1944 r.
Na pytanie Pacuły, kto mówi – padła odpowiedź: „Ministerstwo Oświaty”. W tym samym czasie otrzymał telefon ojciec Bohdana. Informowano go, że w Urzędzie Pocztowym Nr 1, na poste restante znajduje się dla niego list. Bolesław Piasecki wysłał po list swoich pracowników. W ślad za nimi udał się również do wymienionego urzędu dyrektor departamentu MSW ze swoimi oficerami. Autorzy listu zawiadamiali Piaseckiego o uprowadzeniu syna oraz żądali okupu, po którego otrzymaniu mieli uwolnić Bohdana. Zapowiadali nawiązanie kontaktu w sprawie doręczenia im okupu w wysokości 4000 dolarów i 100 000 złotych. Jak wykazały późniejsze wydarzenia, był to manewr morderców mający stworzyć pozory, że syn Piaseckiego został uprowadzony dla wyłudzenia okupu.
Zgodnie z zapowiedzią wyrażoną w liście, ale dopiero po dwóch dniach, sprawcy telefonicznie zlecili ojcu, by skierował swojego wysłannika z żądanymi pieniędzmi i znakiem rozpoznawczym do restauracji „Kameralna” przy ulicy Foksal, gdzie miał on otrzymać dalsze telefoniczne instrukcje. Wyznaczony przez Piaseckiego wysłannik, ks. Suwała, otrzymał w restauracji polecenie udania się do domu przy alei Na Skarpie 65. Pod tym adresem ks. Suwała znalazł instrukcję udania się na ulicę Jakubowską 16, skąd następna instrukcja kierowała go na Wał Miedzeszyński. We wszystkich wypadkach listy pozostawione w oznaczonych miejscach kierowały ks. Suwałę do następnych punktów kontaktowych. W ostatnim punkcie, do którego zresztą ks. Suwała nie dotarł, pozostawiono pusty pantofel; nie było w nim zapowiedzianej dalszej instrukcji.
Wieczorem 24 stycznia żądający okupu nawiązali ponownie telefoniczny kontakt z Bolesławem Piaseckim, zlecając odebranie ‘ listu umieszczonego w drzwiach kościoła Św. Krzyża. W liście tym, z którego wynikało, że sprawcy byli w restauracji „Kameralna” i obserwowali ks. Suwałę oraz mieli dokładne informacje o siedmiu radiowozach MO biorących udział w akcji, podano kolejne instrukcje. Za udział MO w obserwacji ks. Suwały porywacze wyznaczyli karę w formie podniesienia okupu o 100 000 złotych. Kolejny wysłannik Piaseckiego, Ryszard Reiff, stosownie do telefonicznej instrukcji udał się na wyznaczone miejsce przy słupie milowym, jednak listu nie znalazł, wobec czego telefonicznie poinformował MSW, że kontakt został zerwany. Z MSW Reiff otrzymał polecenie, byponownie udał się na umówione miejsce. Tym razem znalazł list, lecz z przerobioną w nim godziną wykonania dalszej instrukcji. Okazało się później, że w tym czasie pracownicy MSW przejęli list przeznaczony dia Bolesława Piaseckiego. Fakt ten nie wyklucza możliwości, że sprawcy mieli swojego informatora w MSW. Następna z kolei instrukcja podjęta przez Reiffa skierowała go do punktu, gdzie żądający okupu nie zostawili żadnej informacji. Kontakt urwał się. W następnych dniach sprawcy telefonicznie polecili oczekiwać na dalsze instrukcje w mieszkaniu pisarza Jana Dobraczyńskiego. W oznaczonym czasie (28 stycznia) nie zgłosili się i od tego dnia kontakt został zerwany ostatecznie.
Wskazane wydaje się zwrócić uwagę czytelnika na następujące fakty:
1) Pierwsza rozmowa z porywaczami, nagrana na taśmie, została w okresie przechowywania jej w aktach MSW z niewyjaśnionych przyczyn wymazana.
2) Dwie części listu i koperta z Urzędu Pocztowego nr 1 oraz list z kościoła zostały przesłane do Zakładu Kryminalistyki KG MO celem przeprowadzenia badań odcisków linii papilarnych. W wyniku badań ustalono, że na wymienionych dowodach pozostało kilka odcisków palców. Dowody te zaginęły w MSW.
- ZEZNANIA NAOCZNYCH ŚWIADKÓW
W dniu porwania Bohdana pierwsze zeznania złożyli , jako naoczni świadkowie, jego koledzy szkolni: Wojciech Szczęsny, Ryszard Karwański, Janusz Świątkowski, Roman Olczak, Remigiusz Rochoń i Marek Maszerek. Jako świadek naoczny wystąpił również Henryk Rysak, sprzedawca z kiosku przy ulicy Naruszewicza.
Uczniowie zeznali, że 22 stycznia lekcje w klasie Bohdana skończyły się o godzinie 13.30. Przejście z klasy do szatni, przebranie się, wyjście ze szkoły na ulicę Naruszewicza trwało 12-14 minut. Przejście od furtki do samochodu stojącego na ulicy Wejnerta zajęło dalsze 4 minuty. Bohdan został doprowadzony do samochodu najwcześniej o godzinie 13.46. Sprawców było dwóch. Obaj stali na ulicy Naruszewicza, w odległości kilkunastu metrów od samochodu. W taksówce nikt nie siedział. Uczniowie nie widzieli w ogóle kierowcy ani innej osoby poza sprawcami porwania.
Henryk Rysak zauważył taksówkę w momencie, gdy stała przodem do kiosku, a tył jej znajdował się na osi ulicy Wejnerta. Następnie z tej pozycji taksówka cofnęła się skręcając w lewo na ulicę Naruszewicza w kierunku ulicy Krasickiego, po czym ruszając do przodu skręciła w prawo w ulicę Wejnerta. Rysak obserwował ulicę Wejnerta z kiosku stojącego przy ulicy Naruszewicza u wylotu Wejnerta i niemalże na osi tej ulicy. Zjawienie się taksówki było dla niego rzadkim i ciekawym wydarzeniem. Nie mógł więc pomylić się w swojej ocenie, że przez 30 minut wóz stał po lewej stronie ulicy Wejnerta, na wprost domu nr 12. W czasie postoju taksówki zdążył załatwić około 30 klientów, postój musiał więc trwać dłużej niż pół godziny. Jeden z porywaczy był w kapeluszu, żaden ze sprawców nie stał za tylną szybą samochodu. Przy kierownicy nikogo nie było: „Kiedy dwaj mężczyźni podeszli z chłopcem do samochodu, wewnątrz nikogo nie było; nie zauważyłem, aby w taksówce siedział kierowca, myślę obecnie, że osobnik w kapeluszu musiał prowadzić taksówkę”.
- USTALENIE NAZWISKA KIEROWCY TAKSÓWKI
Późnym wieczorem 22 stycznia MO udało się wreszcie ustalić, że taksówką nr T-75-222, którą został uprowadzony Bohdan Piasecki, jeździł w tym dniu kierowca Ignacy Ekerling. Został on w dniu następnym (23 stycznia) przesłuchany w charakterze świadka. Z jego zeznań wynikało, że 22 stycznia jako kierowca MPT około godziny 9 wyjechał z bazy taksówką nr T-75-222 do miasta i odbył 20 kursów, z których zapamiętał dwa: do Józefowa i na ulicę Wejnerta. Po kilku krótkich kursach po mieście między godziną 11 a 12 z ulicy Brukowej na Pradze został wynajęty przez mężczyznę i kobietę, z którymi pojechał do Józefowa, gdzie pasażerowie wysiedli przed jakimś domem. Z pasażerami tymi Ekerling wrócił do Warszawy, a następnie zatrzymał się na postoju przy ulicy Żelaznej.
Kilkanaście minut po godzinie 13 taksówka Ekerlinga została wynajęta przez nieznanego mężczyznę. Pasażer ten polecił Ekerlingowi najpierw zatrzymać się przed Sądami przy alei Świerczewskiego i zabrać drugiego pasażera, a następnie udać się na Mokotów. Przed gmachem Sądów Ekerling zatrzymał się i do taksówki wsiadł na tylne siedzenie drugi pasażer, niższy wzrostem. Następnie Ekerling z pasażerami udał się na Mokotów. Siedzący obok Ekerlinga mężczyzna (ten, który wynajął taksówkę), wskazywał mu drogę prowadzącą na ulicę Naruszewicza, skąd kazał skręcić w ulicę Wejnerta i zaraz za rogiem zatrzymać się. 2 taksówki wysiadł mężczyzna, który zamawiał kurs, a po kilku minutach wyszedł z wozu drugi pasażer, który stanął za samochodem, przy tylnym jego okienku i przez cały czas postoju samochodu tam pozostawał. Ekerling specjalnie go obserwował z obawy, by pasażerowie nie odeszli bez uiszczenia opłaty Po upływie około pięciu minut pasażer, który wynajął taksówkę, wrócił z młodym człowiekiem, po czym wszyscy wsiedli do samochodu i Ekerling jadać ulicami Wejnerta i Malczewskiego zawiózł pasażerów pod gmach Sądów, gdzie wysiedli. Wynajmujący go pasażer zapłacił za kurs sumę wynoszącą 35 złotych, a następnie wszyscy udali się w kierunku wejścia do gmachu Sądów. W drodze powrotnej pasażerowie rozmawiali ze sobą o wysokich cenach biletów na występy zagranicznych śpiewaków oraz o księdzu, który miał sprawę o alimenty. Chłopiec w czasie jazdy nie odzywał się.
Zeznania Ekerlinga pełne były sprzeczności, wiele jego wyjaśnień nie zgadzało się z zeznaniami innych świadków. W czasie konfrontacji z innymi świadkami Ekerling zmieniał swoje wyjaśnienia w zależności od przedstawianych mu dowodów.
Rysopis sprawców podał Ekerling bardzo lakonicznie. Pomimo że spędził z nimi sporo czasu, stwierdził, że nie będzie w stanie ich rozpoznać. Było to co najmniej dziwne, bo jednego z pasażerów, jak mówił, widział w czasie jazdy z ulicy Żelaznej na ulicę Wejnerta i z Wejnerta do gmachu Sądów; siedział obok niego przez co najmniej czterdzieści minut, rozmawiał z nim. Drugiego pasażera Ekerling obserwował – według własnych słów ~~ w czasie postoju na ulicy Wejnerta w obawie, aby nie uciekł przed uregulowaniem należności za przejazd.
MURANÓW
Ekerling upierał się przy twierdzeniu, że cały czas siedział w samochodzie, wszyscy inni świadkowie stwierdzili, że nikogo w samochodzie nie widzieli i że obaj sprawcy znajdowali się kilkanaście metrów od samochodu.
Twierdzenia Ekerlinga, że wozem nr T-75-222 w dniu 22 stycznia jechał po raz pierwszy, jako kierowca rezerwowy, i że nie wiedział uprzednio, jakim wozem wyjedzie i czy w ogóle tego dnia dyspozytor przydzieli mu wóz, okazały się nieprawdziwe:
- a)wozem nr T-75-222 Ekerling jeździł już 21 stycznia, a 22 stycznia wozem tym jeździł po raz drugi. (Fakty te zostały ustalone na podstawie raportów dyspozytorów ruchu w bazie MPT nr 2);
- b)już 21 stycznia Ekerling otrzymał wóz nr T-75-222 do eksploatacji jako kierowca stały (potwierdzają to zeznania świadka Trzecińskiego, jednego z kierowców w MPT, oraz karty eksploatacyjne wozu nr T-75-222);
- c)już 21 stycznia było wiadomo, że Ekerling nazajutrz (22 stycznia) będzie prowadził wóz nr T-75-222.
Według tzw. grafiku jazd w dniu 22 stycznia wóz nr T-75-222 rozpocząć miał pierwszą jazdę o godzinie 12. Z przyczyn nie wyjaśnionych w śledztwie Ekerling stawił się do pracy 22 stycznia o godzinie 7, tj. na pięć godzin przed planowanym wyjazdem na miasto. Ekerling twierdził, że nie wiedział, czy 22 stycznia dostanie wóz do eksploatacji i dlatego od wczesnego rana czekał na przydział taksówki. Faktem jest, że Ekerling wyjechał na miasto wozem nr T-75-222 o godzinie 9, tj. o trzy godziny wcześniej od terminu ustalonego planem eksploatacji. Według tego samego „grafiku” jazd w dniu 22 stycznia wóz nr T-75-222 miał wyznaczoną zmianę kierowcy na godzinę 20. Tymczasem z karty eksploatacyjnej Ekerlinga wynika, że zmiennik, kierowca Trzeciński, przyjął wóz o godzinie 17, a z karty eksploatacyjnej Trzecińskiego – że Ekerling zdał wóz o godzinie 15.30.
Wiele sprzeczności było w zeznaniach Ekerlinga o dwóch zapamiętanych przezeń kursach z 22 stycznia do Józefowa i na ulicę Wejnerta. Ekerling przedstawił władzom śledczym różne wersje obu kursów. O wyjeździe do Józefowa z postoju przy ulicy Brukowej raz mówił, że nastąpił on między godziną 10 a 11, później, że przed godziną 11, wreszcie, że między 12 a 13. Ekerling nie umiał też wskazać posesji, w której spędzili pół godziny pasażerowie. Mówił, że nie pamięta, bo w ogóle nie zna Józefowa. Przyznał jednak później, że w Józefowie mieszkał jego znajomy, też kierowca z MPT, którego odwiedzał tam dwa razy, w 1954 i w 1955 roku. Wyglądało na to, że kurs do Józefowa był fikcją stworzoną przez samego Ekerlinga w celu wprowadzenia w błąd władz śledczych.
Wyjaśnienia Ekerlinga dotyczące kursu na ulicę Wejnerta również budziły zastrzeżenia. Podał on kilka wersji dotyczących godziny odjazdu z postoju przy ulicy Żelaznej. Twierdził, że zatrzymał wóz po prawej stronie ulicy Wejnerta. Wszyscy naoczni świadkowie zeznali, że taksówka stała po lewej stronie. Twierdził, że po kilku minutach postoju na ulicy Wejnerta odjechał: „zdaje mi się, że około 5 minut, ponieważ licznik wybił 2-3 złote”; „upłynęło 6-7 minut, spojrzałem na licznik po przyjeździe i w chwili odjazdu, różnicy wynosiła 3 lub 4 złote”; „licznik przez kilka minut nie działał, więc postój mógł się przedłużyć do 15 minut”. Prawda była inna. Taksówka nr T-75-222 w rzeczywistości stała na ulicy Wejnerta ponad 30 minut. Jak podano wyżej, świadek Henryk Rysak, sprzedawca z kiosku, zeznał, że w czasie postoju taksówki zdążył załatwić około 30 klientów i że postój trwał dłużej niż pół godziny.
Twierdzenia Ekerlinga, że jeden z pasażerów (tj. porywaczy) stał przez cały czas za tylną szybą samochodu i że on sam siedział w samochodzie podczas postoju na ulicy Wejnerta, okazały się również kłamliwe. Wszyscy naoczni świadkowie zeznali, że nikt nie stał za tylną szybą samochodu i że obydwaj sprawcy stali na rogu ulic Wejnerta i Naruszewicza. Świadkowie zeznali też, że w taksówce nikt nie siedział. Ze względu na wagę zeznań świadków Henryka Rysaka i Andrzeja Nowakowskiego (który zajrzał do taksówki z odległości 6 metrów i twierdził, że nikogo w niej nie widział) władze śledcze podjęły i wykonały szczegółowe badania: a) oceny wzroku świadków, b) oceny pogody i c) oględzin wnętrza samochodu.
- a) Ocena wzroku.
Klinika Chorób Oczu Akademii Medycznej zbadała oczy Rysaka i Nowakowskiego i wydała opinię:
– odnośnie A. Nowakowskiego: „uważać należy, że z 3 do 10 metrów w dobrym oświetleniu dziennym mógł on dobrze widzieć osobę w samochodzie, względnie ustalić, czy samochód był nie zajęty”;
– odnośnie Rysaka: „uważać należy, że w warunkach dobrego oświetlenia dziennego mógł dobrze widzieć z odległości 20-30 metrów”.
b)Ocena pogody.
Państwowy Instytut Hydrologiczno-Meteorologiczny określił pogodę 22 stycznia 1957 roku w godzinach 13-14: „Zachmurzenie niewielkie 3/10 pokrycia nieba chmurami wysokimi nie dającymi opadów. Widzialność w kierunku poziomym 6 km”.
c)Oględziny wnętrza samochodu.
Sprawdzone zostało, że wnętrze taksówki T-75-222 jest wyraźnie widoczne zarówno przez tylną, jak i przez boczną prawą szybę. Oznaczało to, że i z kiosku (miejsca obserwacji Rysaka), i z chodnika (miejsce obserwacji Nowakowskiego) można było bez błędu stwierdzić, czy w samochodzie przy kierownicy siedzi kierowca czy też nie.
Bardzo podejrzane było, że Ekerling wracając z ulicy Wejnerta do gmachu Sądów wybrał niezmiernie powikłaną trasę. Oświadczył, że nikt z pasażerów trasy mu nie wyznaczył i sam ją wybrał „jako najkrótszą”. Wyglądała ona następująco: Wejnerta, Malczewskiego, Puławska, Polna, Noakowskiego, Emilii Plater, Świętokrzyska, Trasa NS, aleja Świerczewskiego – do gmachu Sądów. Świadek A. Wojciechowski, długoletni kierowca, zeznał, że z ulicy Wejnerta do Sądów najwygodniej i najprościej dojechać można aleją Niepodległości. W aktach Ekerlinga znajduje się notatka służbowa, określająca trasę wybraną przez Ekerlinga 22 stycznia jako niewygodną i dla kierowcy uciążliwą. Powstaje też pytanie, dlaczego Ekerling akurat kurs na tej trasie tak dokładnie zapamiętał, innych natomiast nie. Dla porywaczy trasa przejazdu powrotnego z ulicy Wejnerta do gmachu Sądów była niewątpliwie bezpieczna – omijała sygnały świetlne i posterunki MO.
Wobec tak sprzecznych zeznań należy wnioskować, że kierowca taksówki, Ekerling, musiał być człowiekiem zaufania porywaczy. Mordercy Bohdana Piaseckiego musieli być pewni całkowitej lojalności z jego strony. Taką pewność dać im mógł tylko pełny współudział w planowanym porwaniu i zabójstwie. Nielojalność kierowcy taksówki byłaby istotnym zagrożeniem dla sprawców i wskazałaby drogę do źródeł zbrodni.






