Peter Raina: “Sprawa zabójstwa Bohdana Piaseckiego”

Article Index

Odpowiedź Marii Chrapowickiej.

Panie Bohdanie!

List Pana wzruszył mnie bardzo i dziękuję za niego, lecz mam nadzieję że na przyszłość się Pan poprawi i więcej napisze. Pragnę by sprawa Pana była jak najprędzej zakończona. Na szczęście znajduje się oną w rękach bardzo szlachetnej i mądrej osoby. Dzięki czemu jestem spokojna, że żadna krzywda się nie stanie i z całym zaufaniem poddaję się zarządzeniom danej osoby. Wierząc, że jak tylko nadej­dzie odpowiednia ku temu chwila będzie Pan zwrócony Ojcu.

W tych dniach będę u Pana Ojca i przyślę list od Niego, na który będzie pozwolone odpisać. Rozumie Pan? – że list ten musi być tak pisany – by Ojca uradował i przekonał, że pochodzi od syna. Może po tym liście będę mogła uzyskać dla Pana rozmowę telefoniczną z Ojcem. Dziecko Kochane! Proszę spokojnie patrzeć w przyszłość. Do silnych duchem świat należy, a rozpaczy się poddawać niegodne mężczyzny. Przeminie burza. Nastaną dni ciche i jasne. Jest Pan młody, a każde doświadczenie i przejście cierpienia – hartuje ducha i w szlachetnym człowieku – tworzy zrozumienie dla cudzego bólu. Może trzeba było przecierpieć by wznieść się ku wyżynom i odkryć inne ścieżki życia. Zrozumieć, że tylko miłość bratnia jest siłą naro­dów świata. Zapomnieć trzeba krzywdy, wznieść się ponad codzien­ność. Stłurpić w zarodku odwiecznie trawiący nas antagonizm. W każ­dym narodzie są źli i dobrzy – mali i wielcy – trzeba tylko chcieć być dobrym. Może w przyszłości nie odrzuci Pan serdecznej mojej rady. Zawsze przyjdę Panu na spotkanie.

Wyobrażam sobie radość tatusia, jak otrzyma list od Pana. Proszę dużo i serdecznie napisać.

Proszę, być dobrej myśli. Każdy dzień zbliża do celu. Polecając Pana Opiece Boskiej łączę serdeczny uścisk dłoni.

5.111.58                                                                                Maria Chrapowicka

Rzekoma odpowiedź Bohdana.

Szanowna Pani!

List Pani otrzymałem i dziękuję za pamięć oraz czynione starania. W dniach najbliższych’ napiszę do Tatusia, po otrzymaniu od Niego obiecanego listu.

Osoba pośrednicząca między mną a światem zewnętrznym wzbudziła moje całkowite zaufanie.

Rady z Pani listu dodały mi otuchy do przetrwania i będę się do nich stosował chętnie.

Niech Pani opiekuje się moim Ojcem. On potrzebuje przyjaciel­skiej dłoni.

Przesyłam pozdrowienia i czekam na wieść od Tatusia oraz cze­kam na szybkie i pomyślne załatwienie mojej sprawy.

Bogdan

Rzekomy list Bohdana Piaseckiego do ojca.

Drogi Tatusiu!

Bardzo tęsknię i chciałbym żebyśmy jak najprędzej byli znowu razem. Zawdzięczając Pani Chrapowickiej mogę skreślić tych kilka słów. Chcę zawiadomić, że mimo ciężkich przejść jakich doświadczy­łem czuję się ze zdrowiem nieźle. Stale żyję nadzieją powrotu do domu. Wierzę, że się już niedługo zobaczymy. Proszę uważać na swoje otoczenie – tam przyjaciół nie ma!

Proszę ucałować Babcię. Uściskam Tatusia.

9.111.58 r.                                                                                                         Bogdan

Cała korespondencja, pełna perfidnego wyrachowania, obli­czona była na wykorzystanie ludzkich uczuć. Do śledzenia sprawy Marii Chrapowickiej Bolesław Piasecki upoważnił Ryszarda Sien­kiewicza, który sporządził następującą notatkę:

Z Pax skontaktowała Chrapowicką Ewa Karska kilka dni po por­waniu. B.P. wyznaczył na spotkanie M. Lipko. Odbyło się ono w kawiarni na Starym Mieście. Wyniknął z tego wyjazd do Szczecina. Sprawa przekazana MSW (Banaś, Cykała).

Brak kontaktu do maja 57 r. Chrapowicka telefonuje – B.P. wyznacza nadal Lipkę do rozmów. Chrapowicka oferuje pośred­nictwo z porywaczami, z którymi ma kontakt i ich zaufanie. Rozmowa w mieszkaniu Szwykowskiego kończy się terminem na spotkanie przedstawiciela porywaczy z przedstawicielem BP. koło kościoła św. Michała, celem omówienia warunków wymiany. W ostatniej chwili następuje telefoniczne (na telefon Pax-u lub mieszkania Szwykow­skiego) odwołanie i następne umówienie z Lipką w mieszkaniu Kamonta na Krasickiego 7. Jestem na tym spotkaniu razem z Lipką. Chrapowicka daje termin dosyć odległy, 3-4 tygodnie, w tym samym miejscu, z tym że porywacze mają przyprowadzić Bohdana i równo­cześnie wziąć okup. Chrapowicka nie wyjaśnia, nie daje żadnych szczegółów, każe słuchać swoich poleceń i zaleca bezwzględne zau­fanie do jej poczynań. „Po co panowie mają coś wiedzieć, gdy za trzy tygodnie będziecie mieli Bohdana.”

W czasie tych kilku tygodni dzielących od terminu spotyka się wielokrotnie z Lipko i wówczas na jednym ze spotkań (w mieszkaniu Szwykowskiego lub w Pax-ie na Mokotowskiej) wysuwa żądanie 25 tys. zł na koszty transportu, ubrania dla Bohdana. Na polecenie B.P. – Lipko wypłaca jej tę kwotę.

Spotkanie znowu w ostatniej chwili odwołane. Za kilka dni na spotkaniu z Lipko uzasadnienie: banda jest podzielona na dwa obozy – jeden chciał już oddać, drugi uprzednio żąda weryfikacji, czy B.P. ma dolary i czy nie fałszywe. Chrapowicka chwilowo nie ma terminu, zaleca cierpliwość, obiecuje skontaktować się natychmiast po wyjaś­nieniu sytuacji w bandzie. Mówi, że walczy o ich zaufanie. Na którymś ze spotkań zabiera.4000 doi., aby pokazać bandzie i po kilku godzi­nach odwozi. Wiózł ją Jan Ronowski. Stwierdza wreszcie, że nie ma merytorycznych zastrzeżeń w bandzie i termin zależy od techni­cznych warunków bezpieczeństwa. Na jednym ze spotkań zawiada­mia Lipko o terminie bardzo bliskim, kilkudniowym (jest to już sierpień 1957) – miejsca nie pamiętam, czy miało być to również w kościele św. Michała, czy gdzie indziej – spotkanie z porywaczami, którzy mieli przywieźć Bohdana. Jest jednakże warunek: potrzeba 75 tys. zł na opłacenie ludzi pilnujących Bohdana na melinie, którzy nie należą do okupu i trzeba im zapłacić od razu, a porywacze nie dysponują kwotą. Lipko daje jej 75 tys. (nie umiałem powiedzieć, w jakim lokalu to miało miejsce, kto był przy tym; to samo dotyczy pierwszej kwoty i wypoży­czenia okupu). Spotkania Chrapowicka nie odwołuje, sama nie przy­chodzi i zaczyna ukrywać się.

Wiadomo jest mi o następnym jej telefonie w marcu 58 roku. Na spotkanie B.P. wyznacza mnie. Nadal proponuje pośrednictwo, na dowód przedstawia listy pisane rzekomo ręką Bohdana. Żądam zwrotu wyłudzonych 100 tys. zł. Zgadza się oddać, po czym się nie zgłasza [.]

2) Za drugi przykład dezinformatora posłużyć może niejaki Mieczysław Czerwiński. Wyjaśnieniem jego wersji zajmował się również Ryszard Sienkiewicz. Dla informacji czytelnika podajemy dotyczące tej sprawy sprawozdanie Sienkiewicza wraz z zebranym przez niego materiałem.

Notatka Sienkiewicza.

Warszawa, dnia 21 marca 1957 x\

Dnia 16 marca br. ob. Mieczysław Czerwiński, zam. w Bielawach nr 79 k/Jeziorny przyniósł list (załącznik nr 1). Na prośbę zamie­szczoną w treści kol. R. Sienkiewicz dostarczył na umówione miejsce zdjęcie Bohdana. W tym pierwszym spotkaniu Czerwiński w krótkich zarysach nadmienił, że są na śladzie Bohdana, że Bohdan żyje, jest w pobliżu Warszawy, że oni są na właściwym śladzie i za 8-10 dni będzie w domu.

Dnia 18 marca o godz. 8.30 Czerwiński zadzwonił do Pax-u (cie­kawe, że wiedział, o której rozpoczynamy pracę), żądając natychmia­stowego spotkania z R. Sienkiewiczem na poczcie na MDM-ie. O godz. 9 Sienkiewicz przybył na spotkanie, gdzie Czerwiński zwrócił zdjęcie oświadczając, że oddało ono duże usługi i że teraz stwier­dzają na pewno, że Bohdan jest- w tym miejscu, gdzie oni założyli punkt obserwacyjny i teraz tylko kwestia kilku dni, po których do nas się zwrócą o pomoc, aby go stamtąd wydostać. Dalszych informacji nie chciał udzielić zapewniając tylko, że oni rozpoczęli i oni dokończą sami tę pracę. Wręczył pół kartki (załącznik nr 2) – mówiąc, że jak zgłosi się osoba z drugą połową tej kartki, to ona doprowadzi na miejsce pobytu Bohdana. Treść całej kartki brzmiała: „Praca wyko­nana, cel dopięty, a oto rezultaty. Mieczysław Czerwiński”.

Tego samego dnia p. Piasecki spotkał się w Klarysewie z Czer­wińskim celem dokładnego zapoznania się ze sprawą. Na spotkaniu tym Czerwiński ujawnił dalsze szczegóły, które wg jego szerszego omówienia wyglądały następująco. Jego przyjaciel Henryk Kowa­lewski, zam. we Włochach, jadąc motocyklem z Janem Sowińskim, zam. w Jaktorowie, w kierunku Sochaczewa – zauważyli czarny samochód, w którym jechało trzech mężczyzn plus kierowca. Wśród tych mężczyzn jeden był uderzająco podobny do Bohdana, co wzbu­dziło w nich podejrzenie, że Bohdana przewożą na inny punkt. Moto­cykliści pojechali w ślad za tym samochodem, który w pewnym, momencie stanął i z którego wszyscy wysiedli (koło Szymanowa) i weszli do jednego budynku. W samochodzie został tylko kierowca. Po pewnym czasie (około pół godziny) – samochód tylko z kierowcą odjechał w kierunku Warszawy. Kowalewski i Sowiński zaczęli obser­wować ten budynek. Wciągnęli do tej pracy Czerwińskiego, który jakoby na zmianę też obstawiał ten budynek. Jednocześnie Czer­wiński opowiadając dalsze szczegóły nadmienił, że jest mu wiadome, że Bohdan zaraz po porwaniu przebywał w Sądach tylko 15 minut, potem samochodem marki „Warszawa” przewieziony został do Jaktorowa, gdzie przebywał dłuższy czas. Dalej Czerwiński oświad­czył, że obecnie Bohdan przebywa pod Łowiczem, dokąd został zawieziony z Szymanowa. Miejsce to jest dokładnie pilnowane przez Kowalewskiego i przez niego na zmianę, wiedzą dokładnie, w jakiej to jest miejscowości, tylko nie mogą stwierdzić domu, w którym prze­bywa. Jutro z raną jedzie do Kowalewskiego, aby go zmienić. Zapro­ponowano mu wówczas – aby szybciej zakończyć sprawę i nie dopuścić do zmiany miejsca pobytu Bohdana współpracę z naszymi ludźmi, zapewniając jednocześnie, że wkroczenie w tę akcję naszych ludzi nie umniejszy wysokości nagrody, jaką oni na pewno otrzymają, gdy wszystko okaże się prawdziwe. Czerwiński się zgodził. W wyniku jego zgody następnego dnia o godz. 8-mej rano miano zabrać Czerwińskiego z Klarysewa, aby zawiózł kilku kolegów z Pax-u pod Łowicz, gdzie po skontaktowaniu się z Kowalewskim i omówieniu planu działania – wspólnie przyspieszyć odnalezienie Bohdana. Dnia 19 marca Czerwiński na spotkanie o godz. 8-mej nie przybył. W związku z tym Sienkiewicz udał się do mieszkania, gdzie jego żona oświadczyła, że wyjechał o 5-tej rano do Warszawy. Tegoż dnia wie­czorem Sienkiewicz pojechał jeszcze raz do mieszkania Czerwiń­skiego. Nie zastano go. Żona oświadczyła, że w ciągu dnia wpadł na chwilę do domu i wyjechał pod Łowicz i nie wróci na noc, a będzie dopiero w domu 20-tego wieczorem.

Dnia 20-tego marca o godz. 21-szej Czerwińskiego zastano w mieszkaniu, gdzie oświadczył, że wrócił w tej chwili spod Łowicza, gdzie Kowalewski nadal bada teren. Czerwiński wrócił do Warszawy, jak twierdził, aby wykonać polecenie wg kartki od Kowalewskiego (załącznik nr 3). Zaproponowano mu wyjazd do Kowalewskiego, żeby z nim się skontaktować. Czerwiński zgodził się bez sprzeciwów.

Wyjaz nastąpił tego dnia o godz. 23-ciej. Na miejscu zaprowadził Sienkiewicza do wioski odległej od szosy o około 5 km i wskazał budynek, w którym miał nocować Kowalewski. Sienkiewicz stwierdził, że go tam nie ma i nigdy nie było. Czerwiński podtrzymywał, że ubie­głej nocy był w tym budynku z Kowalewskim.

Po powrocie do szosy zaproponowano, aby wskazał miejsce zamieszkania Sowińskiego w Jaktorowie i Kowalewskiego we Wło­chach. Wyraził zgodę. W Jaktorowie wskazał adres mylny, we Wło­chach oświadczył, że nie pamięta, gdzie mieszka jego przyjaciel.

 

 

Po zadaniu jeszcze szeregu pytań Czerwiński się przyznał, że to wszystko jest kłamstwem i że on sam wszystko wymyślił, aby zarobić grubszą gotówkę. Pytany, przez kogo był inspirowany, podtrzymał, że to on sam był inicjatorem całej tej sprawy. Potem przyznał się, że sprowokował go do tego niejaki Błażejewski Władysław, pracownik Domu Słowa Polskiego,

Wnioski

1)      Czerwiński Mieczysław od trzech tygodni nigdzie nie pracuje, poprzednio pracował przez okres trzech miesięcy w Domu Słowa Pol­skiego w charakterze elektromontera.

2)      Zawsze w rozmowach nadmieniał, że od nas żadnych pie­niędzy w formie zaliczek nie weźmie.

3)      Należy stwierdzić, gdzie spędzał noc z 19-tego na 20-tego marca.

4)       Należy stwierdzić, kto pisał kartkę – załącznik nr 3.

5)       Należy stwierdzić, przez kogo był inspirowany, gdyż z tego wszystkiego wynika, że chciano na jakiś okres czasu skierować śledztwo na fałszywy ślad, aby w tym czasie można było w innym miejscu wykonywać coś zasadniczego.

6)       Ewentualnie można tę akcję zaliczyć do „nękających” realizo­waną przez właściwych porywaczy, którzy zorientowali się, że samo porwanie nie dało im pełnego efektu.

7)       Nie lekceważyć badania Czerwińskiego, który może symulo­wać chorego. Starać dowiedzieć się od niego całej prawdy. Gdy się to w pełni nie uda – roztoczyć nad nim dokładną, dłuższą obserwację.

Załącznik nr 1.

Szanowny Panie Piasecki Br.

Pragnę w dalszym ciągu, tak jak przez te 50 dni, depczę dopiąć celu. I odnaleźć syna pana. Poświęciłem już, tyle czasu, to i tą jeszcze krótką chwilę poświęcę, a będę miał rezultat i satyśfakcję że dopiąłem swego.

Nie jest to wyłudzenie od Sz. Pana pieniędzy bo bez nich obcho­dziłem się dotąd, jak również będę obchodził się bez nich, bez pomocy ze strony Sz. Pana, nadal.

Jedyną rzeczą która jest mi potrzebna i to bardzo, na której mi zależy to ostatnia fotografia syna Sz. Pana.

O ile takową mógłby Pan doręczyć mi dziś o godz. 14 – do 15 na kolejce dojazdowej W-wa Belweder – będę na poczekalni. Ubrany w szarą jesionkę i czapkę narciarską.

Z poważaniem

 

W-wa, dn. 16.111.57 r.                                  M. Czer[dalej nieczytelny podpis]

 

Załącznik nr 3.

Mietku!

Nie przyjeżdżaj ani 19 ani 20; przyjadę dnia 22-go [.] trochę gotówki.

W naszym teraz położeniu to jest mi bardzo na rękę, cel tuż. Powiedz p. [..] Jaszakowi to samo. Sprawdźcie ten numer Z 03437 żółte numery na białym tle. Był dzień 17 godz. 8.30 i dnia 18 godz. 13.40 ten sam samochód.

Macie 2 dni czasu.                                                                                   Kowalewski

3) Jako ostatni przykład podajemy sprawę niejakiej Heleny Wilickiej zamieszkałej w Człuchowie, która przekazała Bolesławowi Piaseckiemu list rzekomo dyktowany do niego przez Bohdana. W wyjaśnianiu tej sprawy oprócz Bolesława Piaseckiego uczestni­czyło MSW. Oszustwo szybko wyszło na jaw. List pisany był przez samą Wilicką. Pomimo iż Wilicka przyznała się do przestępstwa, prokuratura nie wyciągnęła w stosunku do niej żadnych konse­kwencji karnych.

Warto zacytować w całości list Wilickiej, przekazany jako pisany „pod dyktando” Bohdana, by wykazać, jakimi metodami posługiwać się może działający z niskich pobudek człowiek.

Kochany Tatusiu!

Żyję, co tydzień jestem gdzie indziej, wożą mnie zawsze w nocy i oczy mam zawiązane. Tatusiu Kochany proszę Cię błagam wykup

mnie, bo mogą mnie zabić. Obecnie jestem w Poznaniu lecz gdzie nie wiem bo jest zawsze okno zasłonięte i pilnują mnie. Tę Kartkę pisze jeden dobry człowiek co mnie pilnuje. Kochany Tatusiu mnie zabrali żydzi. Tatusiu odszukaj jedną panią imię jest p. Lena robi swetry na maszynie a mąż jej jest naczelnik poczty w Człuchowie. Ta pani była 26.11 w Poznaniu w tym domu gdzie ja obecnie jestem. P. Lena jest koleżanką tej gospodyni co mnie przywieźli a ta gospodyni jest kochanką tego jednego żyda co mnie ukradł. Tatusiu Kochany ja sły­szałem całą rozmowę p. Leny z tą gospodynią rozmawiali o.mnie i o ciebie kochany Tatusiu p. Lena mówiła że jej jest b. żal mnie bo ona ma też syna i co by zrobiła jak by jej tak zginął. Lecz mówią że Tatuś nie da żadnych pieniędzy, gdyby ktoś powiedział gdzie ja jestem tylko zgłosił by na Milicję, p. Lena mówiła że z Milicją nie chce mieć nic do czynienia, to też chociaż by wiedziała gdzie ja jestem to by nie powie­działa bo w więzieniu nie chce siedzieć bo i tak wszystkich pozamy­kają kto co doniesie. Tatusiu kochany ja wiem dużo lecz nie mogę Ci pisać, lecz proszę błagam Cię odszukaj tę p. Lenę z Człuchowa, bo jej nazwiska nie wiem ona pomoże Ci mnie odnaleźć bo oni byli bardzo pijani to ona by mnie wykradła i zabrała do siebie a później do Ciebie zawiozła. Ja już byłem Łódź, Wrocław, Poznań i będę prawdopodob­nie w Szczecinie, Tatusiu wykradnij mnie bo ja jestem zawsze zwią­zany że pisać nie mogę. Tatusiu proszę nikogo nie wydaj ja wierzę że p. Lena mnie wykradnie, ona nic nie wiedziała że ja jestem w drugim pokoju i wszystko słyszę. Tatusiu ona załatwi z tą kochanką tego żyda, ona ich upije, a ja ucieknę, pomoże mnie ten pan co mnie pilnuje. Tatusiu oni mówili, że ty nie dajesz żadnych pieniędzy tylko posyłasz Milicję, Tatusiu ja Ci 1000 razy się wywdzięczę, ja chcę być z Tobą, ja chcę żyć wyrwij mnie z piekła Tatusiu trzeba z tą panią załatwić, bo ona ma dobre serce i bardzo boleje nad Tobą. Tatusiu nie rób ludziom nic złego jak Tobie mówią coś o mnie. Tatusiu Ty prawdopodobnie wszystkich wsadzasz do więzienia. Tatusiu ja zginę jak będziesz tak robił, proszę nie żałuj mnie tych pieniędzy [.] my znowóż mieli jak ja będę w domu.

Całuję mocno, już nie mam siły więcej dyktować, wyrwij mnie kochającego Cię syna.

Bogdan

Tatusiu zatrzymaj to wszystko w tajemnicy, wyrwij mnie, żeby Ciebie się nie zemścili.

Można sobie wyobrazić, jaką mękę stanowiła dla rodziny Pia­seckich ta cała akcja dezinformacyjna. Niepewność co do losów Bohdana kazała sprawdzać każdą nową informację dającą nadzieję na jego rychły powrót do domu. Jednak każda z czasem okazywała się oszustwem. Dla rodziny chłopca stanowiło to duże obciążenie psychiczne. Stan napiętego oczekiwania i bezsilności trwał aż do dnia, w którym znaleziono zwłoki Bohdana.

1               Bolesław Piasecki, Memoriał (Stosunek śledztwa do wersji), s. 76-77.

2        Akta archiwalne… (wszystkie cytowane w niniejszym rozdziale dokumenty pochodzą z tego samego źródła).

 

IV

POSTAWIENIE IGNACEGO EKERLINGA W STAN OSKARŻENIA

  1. AKT OSKARŻENIA

W dniu 30 września 1959 roku do IX Wydziału Sądu Powiato­wego dla m. st. Warszawy wpłynął akt oskarżenia prokuratury prze­ciwko Ignacemu Ekerlingowi. Oto pełny tekst aktu:

Warszawa, dnia 29 września 1959 r.

Prokuratura Wojewódzka dla m. st. W-wy Nr II Ds 188/59

Akt oskarżenia przeciwko

Ignacemu Ekerlingowi, osk. z art. 27 i 248 § 1 KK.

Oskarżam:                                                                                          ^

Ignacego Ekerlinga, syna Artura i Eugenii z d. Grosfeld, ur. 1 sty­cznia 1904 r. w W-wie, kierowcę samochodowego MPT, mającego wykształcenie podstawowe, żonatego, ojca dwojga dzieci w wieku 12 lat, zamieszkałego w Warszawie przy ul. Nowoparkowej 11 m 62, pochodzenia i przynależności społecznej robotniczej, niekaranego (tymczasowo aresztowanego od dnia 1 kwietnia 1958 r. tom III k. 7 i tom V k. 246) o to, że:

dnia 22 stycznia 1957 r. w Warszawie udzielił pomocy w pozbawieniu wolności Bohdana Piaseckiego w szczególności przez to, że dostar­czył sprawcom obsługiwany przez siebie samochód osobowy Miej­skiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego, oznaczony numerem reje­stracyjnym T-75-222, dla uprowadzenia Bohdana Piaseckiego, tj. o przestępstwo z art. 27 i 248 §1 KK.

Na zasadzie art. 15 i 20 § 1 KPK sprawa podlega rozpoznaniu przez Sąd Powiatowy dla nvst. Warszawy.

Uzasadnienie

W dniu 22 stycznia 1957 r. o godz. 13.46 został uprowadzony przez nie ustalonych sprawców 16-letni Bohdan Piasecki w chwili, gdy z kolegami wychodził ze szkoły. v Po długich poszukiwaniach w dniu 8 grudnia 1958 r. zostały ujawnione zwłoki Bohdana Piaseckiego w pomieszczeniu sanitar­nym, w piwnicy domu przy al. Świerczewskiego 82a, znajdującego się w pobliżu gmachu Sądów po przeciwnej stronie ulicy.

Oględziny sądowo-lekarskie i sekcja zwłok denata wykazały nóż sztylet o ostrzu długości 16 cm, tkwiący po lewej stronie klatki pier­siowej, przechodzący przez mięśnie międzyżebrowe i całą grubość lewego płuca; szczelinowate pęknięcie kości ciemieniowej lewej, przechodzące przez łuskę kości skroniowej lewej na podstawę czaszki i rozluźnienie szwu wieńcowego lewego.

Według opinii lekarzy nie ma przeszkód do przyjęcia, że zgon denata mógł nastąpić wskutek otrzymanej rozległej rany kłutej lewego płuca. Biorąc jednak pod uwagę, że opisane pęknięcie kości czaszki prawdopodobnie były zadane za życia, jest możliwe, że zaszedł tu zbieg przyczyn śmierci, wykrwawienia się w następstwie zranienia płuca i wstrząśnięcia mózgu, które musiało mieć miejsce wskutek silnego uderzenia w głowę tępym narzędziem.

Identyfikacja zwłok nastąpiła przez rozpoznanie zwłok przez ojca zamordowanego oraz dr. Jerzego Hagmajera, a nadto przez stomato­loga dr. Tonchu-Ru, który stwierdził, że Bohdanowi Piaseckiemu sam dosztukował ukośnie złamany pierwszy górny lewy ząb, przy użyciu materiału „Acrilit” i ten sam ząb rozpoznał w uzębieniu denata.

 

Oględziny bielizny, w której znajdował się denat, wykazały, że musiał on być zamordowany w bardzo krótkim czasie po uprowadze­niu, o czym świadczą zupełnie czyste i nie przesiąknięte potem man­kiety koszuli, w którą był ubrany Bohdan Piasecki.

Na podstawie dokładnych kilkakrotnych zeznań naocznych świadków uprowadzenia: Henryka Rysaka, Andrzeja Nowakow­skiego, Wojciecha Szczęsnego, Janusza Świątkowskiego, Ryszarda Karwańskiego, Remigiusza Rochonia, Romana Olczaka i Marka Maszerka oraz innych świadków i dowodów oraz w wyniku dwukrot­nej wizji lokalnej przeprowadzonej z udziałem świadków porwania i

dodatkowych wizji pomocniczych uzyskano materiały dowodowe stwierdzające, że Ignacy Ekeriing, kierowca samochodu, przy pomocy którego został uprowadzony Bohdan Piasecki, udzielił pomocy sprawcom porwania, dostarczając im obsługiwany przez siebie samochód-taksówkę MPT.

Zarzut powyższy został oparty na następujących ustaleniach:

Na kilka dni przed uprowadzeniem Bohdana Piaseckiego do Romana Olczaka, który uczęszczał do tej>samej szkoły, co Bohdan i jego brat Jarosław Piasecki, podszedł na ul. Naruszewicza koło ul. Wejnerta nieznany mężczyzna, ubrany w używany płaszcz koloru sta­lowego i bez nakrycia na głowie, co zdziwiło Olczaka ze względu na zimową porę.

Nieznajomy spytał go, czy zna Jarka Piaseckiego oraz po ilu lek­cjach dzisiaj Jarek wychodzi ze szkoły i gdzie mieszka.

Olczak powiedział owemu mężczyźnie, że Jarek mieszka przy ul. Krasickiego, lecz nie pamięta pod którym numerem, i określił wygląd domu Piaseckiego oraz wyjaśnił, że Jarek chodzi do klasy niższej i wobec tego nie wie, ile dzisiaj będzie miał lekcji.

W rozmowie nieznajomy również pytał Olczaka, czy zna księdza, który ma sprawę o alimenty, oraz wymienił jakieś nazwisko jako nazwisko tego księdza. Ponieważ chłopiec nie znał księdza o takim nazwisku, mężczyzna podziękował za informacje i oddalił się w kie­runku ul. Puławskiej.

W dniu 22 stycznia 1957 r. około godz. 13.20 pod kioskiem z arty­kułami spożywczymi stojącym przy ul. Naruszewicza u wylotu na ul. Wejnerta zatrzymała się taksówka marki „Warszawa” stojąc przodem do kiosku w odległości około 3 do 5 m. Samochód następnie cofnął się tyłem w ul. Naruszewicza w stronę ul. Puławskiej oraz wjechał przodem w ul. Wejnerta, gdzie zatrzymał się po lewej stronie ul. Wej­nerta w odległości ok. 15 m patrząc od ul. Naruszewicza.

Ustalenia powyższe oparte na zeznaniach świadka Rysaka, sprzedawcy wymienionego kiosku, ilustrują zdjęcia dokonane w cza­sie wizji lokalnej w dniu 6 maja 1957 r.

Z przytoczonych ustaleń Rysaka wynika, że wóz jechał ul. Wej­nerta od strony ul. Malczewskiego.

Z zeznań tegoż świadka Rysaka, wynika, że po zatrzymaniu samochodu po lewej stronie [ulj Wejnerta z samochodu prawymi drzwiami od strony jezdni wysiadło równocześnie dwóch mężczyzn, z których jeden stanął przy przednich prawych drzwiach taksówki (patrząc od strony ul. Naruszewicza) odwrócony twarzą do kiosku,

drugi zaś skierował się węższym lewym chodnikiem ulicy Wejnerta do kiosku i poprosił sprzedawcę Henryka Rysaka o papierosy „Gie­wonty”.

Ponieważ Rysak nie posiadał żądanych papierosów, zapropono­wał owemu mężczyźnie „Poznańskie”, na co kupujący wyraził zgodę, jednak papierosów nie nabył, tylko w pewnej chwili coś powiedział, czego Rysak nie zrozumiał i odszedłszy od kiosku stanął w odległości około 3 m patrząc w ul. Naruszewicza w kierunku szkoły, a następnie podszedł do lewego rogu ul. Wejnerta, gdzie zatrzymał się i stał w tym miejscu przez okres około 5 minut.

Drugi mężczyzna w tym czasie stał koło samochodu przy prze­dnich prawych drzwiach.

Po upływie około 30 minut, który to czasoores świadek Rysak określił na podstawie faktu, że w tym czasie obsłużył od 20-30 klien­tów, w pewnej chwili Rysak spostrzegł mężczyznę, który zrezygnował z kupna papierosów, idącego przez ul. Naruszewicza od strony ul. Puławskiej z wyższym od niego uczniem w szkolnej czapce, a za nim trzech chłopców, którzy zatrzymali się i z zaciekawieniem obserwo­wali ucznia i mężczyznę.

Zwróciło to uwagę Rysaka, gdyż wyglądało na coś podejrzanego, wobec czego wychylił się przez otwarte okienko kiosku i spojrzał przez tylną szybkę samochodu do jego wnętrza oraz stwierdził, że w samochodzie nikogo nie było za kierownicą. Zdziwiło to Rysaka, gdyż przy samochodzie było dwóch tylko mężczyzn i żaden z nich nie wyglądał na kierowcę.

W tym czasie drugi mężczyzna stał przy bocznych otwartych drzwiach samochodu. Po dojściu do samochodu mężczyzna idący z uczniem otworzył drzwi taksówki i wpuścił do wnętrza ucznia, sam zaś usiadł obok niego. Drugi osobnik stojący przy wozie w dużym poś­piechu wsiadł do taksówki i zamknął drzwi. Samochód odjechał w kie­runku ul. Malczewskiego ulicą Wejnerta. W czasie zajścia przy ul. Wejnerta innych osób przy samochodzie świadek nie widział.

Nadto na podstawie zeznań świadka Andrzeja Nowakowskiego ustalono, że krytycznego dnia, po odbytym wykładzie przy ulicy Pasteura, udał się on do kina „Palladium” na film „Julietta” na godz. 11 -tą a następnie wracając do domu o godz. 13.23, skręciwszy w ul. Wejnerta zobaczył samochód marki „Warszawa” > stojący po lewej stronie ul. Wejnerta, patrząc od ul. Naruszewicza, w odległości około 7 m od rogu. Idąc prawym chodnikiem i mijając samochód Nowa­kowski w odległości około 6 m zajrzał z boku do wnętrza taksówki i stwierdził, że za kierownicą i w całym samochodzie nikogo nie było. Na samochód zwrócił Nowakowski uwagę dlatego, że wóz stał nie przed bramą domu, lecz po przeciwnej stronie koło ogrodzenia szkoły i że w samochodzie nikt nie siedział.

Nadmienić należy, że Nowakowski przed wejściem w ul. Wejnerta zobaczył na ul. Naruszewicza dwóch podejrzanie wyglądających osobników, którzy zza rogu ul. Wejnerta wyglądali w kierunku ul. Naruszewicza. Również i ten świadek stwierdził, że nie zauważył na ulicy w pobliżu samochodu trzeciej osoby.

W czasie gdy samochód stał przy ul. Wejnerta, patrząc od strony ul. Naruszewicza, uczniowie X klasy liceum przy ul. Naruszewicza: Bohdan Piasecki, Wojciech Szczęsny, Janusz Świątkowski, Ryszard Karwański, Remigiusz Rochoń, Roman Olczak i Marek Maszerek po szóstej lekcji, która skończyła się o godz. 13.30, ubrali się w szatni i zmienili obuwie oraz wyszli ze szkoły, udając się ul. Naruszewicza w kierunku ul. Puławskiej.

W pierwszej grupie szli: Wojciech Szczęsny, Bohdan Piasecki, Janusz Świątkowski i Ryszard Karwański. Za nimi podążali pojedynczo: Marek Maszerek, a za nim Remigiusz Rochoń, którego dopędzał Olczak.

Nie dochodząc do ul. Wejnerta, Szczęsny Wojciech zobaczył po prawej stronie ul. Naruszewicza odchodzącego od kiosku męż­czyznę-, który doszedł do drugiego mężczyzny, stojącego na rogu ul. Wejnerta.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location