Niedobrze to wszystko wygląda, straszna amatorszczyzna oraz chaos, zupełny brak młodzieży na demonstracji. A to w konfrontacji z tym żydowsko-germańskim molochem LIDL.
Tym gorzej, bo ani samorządowcy, ani protestujący nie pojmują takiej prostej rzeczy, że Gietrzwałd nie jest sprawą lokalną, ale narodową.
Nie ma na kogo liczyć, a tzw. hierarchia wspiera hitlerowców, bo Gietrzwałd jest groźną konkurencją dla geszeftu w Częstochowie, która jest siedliskiem frankistów.
Po klęsce na Żwirowisku w Oświęcimiu, mamy mieć zaprzaństwo w Gietrzwałdzie.
Gdzie są KAMRACI?! - Wystraszeni?
Jakaś organizacja ideowa p.n. „Konfederacja... Fundacja Konfederacja Gietrzwałdzka” jest zupełnie nieobecna na protestach i zakończyła swoją działalność cukierkowym aktem „Bogoojczyźnianym”, w którym czytamy na początku:
„Upominamy się zatem o respektowanie Ich Najwyższego Majestatu, ostatecznego autorytetu i pełni praw do władania nami – praw, które poza naturalnym porządkiem stworzenia wynikają również z aktów dokonywanych przez naszych przodków (we Lwowie A.D. 1656, na Jasnej Górze A.D. 1956) i z naszym własnym udziałem (w Łagiewnikach A.D. 2016). Z tej racji i tej tradycji wypływa dla nas kategoryczny imperatyw obrony Wiary i ziemi ojców, kultury i dziedzictwa narodowego, bezpieczeństwa rodziny i życia; imperatyw obrony danej od Boga wolności działania i naturalnego porządku rzeczy, praw własności i zasad sprawiedliwości, wewnętrznego ładu i niepodległości państwa.”
„Łagiewniki”, globalistyczno-judaistyczny koszmar tamtego zboru, ma być jakim wyznacznikiem ideowym sygnatariuszy, podobnie i Śluby z roku 1656, które nie zostały dotrzymane, bo w oryginale Król obiecał wypędzić żydów z Polski, a tego nie zrobił, lecz sam uciekł: