FR. RAWITA-GAWROŃSKI KOZACZYZNA UKRAINNA W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ DO KOŃCA XV||| WIEKU

Article Index

W tym czasie znalazł się nowy powód do awantur i zbli­żenia się do Moskwy. Z jednej strony szerzenie się unji kościelnej zaniepokoiło duchowieństwo ortodoksalne, które zwróciło się o pomoc do Moskwy, z drugiej zjawienie się pretendenta do tronu sułtańskiego w postaci jakiegoś Jachji. Kozacy bardzo chętnie brali udział w popieraniu pretensji takich niepewnych kandydatów, którzy też szukali zwykle na Siczy pomocy.

Słówko tedy o tych wypadkach powiemy.

Mało nas interesuje kto był ów Jachija. Mienił się sy­nem sułtana Mahometa III (| 1663), a wnukiem Murada, który, wychowany przez matkę Greczynkę, zachował wyznanie orto­doksalne i w obronie przyszłości tego obrządku obiecywał wystąpić. Była to gratka dla duchowieństwa greckiego i dla Kozaków. Zaopiekował się nim do pewnego stopnia metr. kijowski Jow Borecki i wziął z tego asumpt do zbliżenia się do Moskwy. I Kozacy, widząc wolniejsze ręce Kzpltej, a oba­wiając się skrępowania rosnących coraz bardziej ich fantazji, przyłączyli się do tej akcji. Było to do pewnego stopnia ba­danie sytuacji. Moskale traktowali tę sprawę ostrożnie—na piśmie, wiedząc o tem, że scripta manent, ale nie bez na­dziei, którą zapewne wzmocnili słownie i poparli swoim zwy­czajem rublami i sobolami. Oprócz Jowa, od Kozaków jeździł pisarz Borysikiewicz. Kozacy obiecywali, że w czasie naci­sku Polaków będą w Moskwie szukać opieki. W „odpisce" bojarowie przyrzekali Kozakom „łaskę carską" Car obdarzył Jowa bogato w srebro okutą ikoną, a Kozakom posłał pięć soroków soboli wartości stu rubli.

W r. 1625 Jow wyjechał do Korsunia i Trechtymirowa w sprawie zaciągu dla Jachji (pisano także Achija) i dla zbadania nastroju w celu poddania się carowi. Nie żadna wspólność interesów, nie jakieś sympatje narodowe, co do których naród ruski aż do najnowszych czasów zachowywał się biernie, lecz wspólność religijna i zbyt niekiedy gorliwa akcja unicka, wywoływały chęć odszczepienia się od Rzptej,

Tymczasem w Kozaczyźuie nastąpiły zmiany: zamiast Hołuba wybrano hetmanem Kałenyka. Na Zaporożu wytwo­rzyło się niby dwa stronnictwa: oportunistów, którzy pra­gnęli zgody z Polakami i opozycjonistów. Przy władzy byli oportuuiści. Różnice te wszakże były bardzo powierzchowne i, jak zawsze u Kozaków, chwiejue. Jachija podobno skupił 18 tysięcy różnej zbieraniny i z nią na Wołoszczyznę wy­stąpił, którym tylko „obiecał zapłacić".

Dalszy rozwój akcji Jachji nic interesuje nas.

Kozacy odparli w tym'czasie jakiś najazd Tatarów i tra­ktując to jako „służbę Rzpltej", wzięli asumpt do wysłania na Sejm posłów z petycją bardzo szeroką. Prosili najprzód o „ryczałt" dla wojska, niewiadomo, czy w formie prezentu czy zapomogi, ale petycja miała na sobie charakter wpływu stosunku Jowa i Kozaków z Moskwą. Tym razem o „wolno­ściach* mowy nie było, ale Kozacy, szukając realniejszego oparcia niż obojętne dla ludu wiejskiego „wolności kozackiej stanęli na gruncie obrony religji, chociaż częściej mówili o karczmie i o wódce, niż o Bogu. Sarnicki przypisywał Ko­zakom wyznanie Mahometa (religia apud eos magna ex parte Mahometana). Eryk Lasota widywał jeszcze nad Dnieprem meczety. Śród Kozaków połowy XVI-go wieku było bardzo wielu o nazwiskach tatarskich. Nastrój religijny Kozaków charakteryzuje ich własna piosnka: Kozacy zobaczyli w polu stertę siana. Ataman powiada: to bracia cerkiew. Asawuł powiada: jalw niej spowiadałem się, a Koszowy dodaje: a ja w niej dary Boże przyjmowałem". (Kulisz). Dodać trzeba, że wszystkie tytuły godności kozackich są tatarskie.

Mimo to religji używali jako narzędzia walki. Dezyde* raty ich streszczały się w trzech punktach: aby zaniechać prześladowania ortodoksów, co miało oznaczać zniesienie unji, i utrzymania na metropolji Boreckiego, zatwierdzić wybór Ko- pysteńskiego na Archimandrytę Peczerskiego i „ryczałt".

Wmieszanie się Kozaków w sprawy religijne było gro­źnym prejudykatem na przyszłość i zapowiedzią nowych nie-

Widok Laury Kijowskiej od strony Dniepru.

 

 

pokojów wewnętrznych, a udało się to tem łatwiej przewi­dzieć, że w tym czasie powstały w Kijowie rozruchy anty- religijne, z tą tylko różnicą, że czynnie wystąpili nie unici lecz ortodoksi. Rozruchy zakończyły się morderstwem kilku księży unickich. Za plecami niejako tych rozruchów był związek, a właściwie sojusz Kozaków z Tatarami. Kozaczy­zna, jako organizacja militarna, poczęła występować w roli czynnika politycznego, jako jakieś ciało zupełnie samodziel­nie działające, które zawierało sojusze bez wiedzy Rzpltej, a na jej szkodę, i interwenjowało w sprawach polityki we­wnętrznej państwa.

Słuszną ze stanowiska państwowego robił uwagę książę Zbaraski w liście do Króla, że nie komisjami trzeba uspa­kajać Kozaków, lecz wyzwolić się od nich.

Trzeba było przedewszystkiem rozbić sojusz Kozaczy- zny z Krymem. Taki pogląd popierał hetman W. K. Koniec­polski i zwrócił się do szlachty, aby mu prywatnemi pocz­tami pomogła. W jesieni wyruszył z Podola i w paździer­niku stanął w Kaniowie w 8 tysięcy wojska koronnego. Ko­zacy także skupiać się poczęli. Zainlerpelowani o powód sku­piania się, odpowiedzieli, że nic nie wiedzą, bo hetman ich Żmajło bawi na Siczy, skąd powrotu jego spodziewają się lada dzień. Grodowi Kozacy, przewidując rozprawę orężną, oświadczyli, że bić się nie będą. Komisja zdecydowała cze­kać na powrót Źmajły. Wojsko polskie, zwiększone pocztami wynosiło około 20 tys. Komisarze żądali, aby Kozacy wydali dowódców wypraw, popalili czółna, zaniechali na przyszłość „chadzek“, wydali posłów do Moskwy i korespondencję, zmniejszyli wojsko do dawnej liczby, zwrócili grunty zagar­nięte przez Kozaków od szlachty, zaniechali związków i sto­sunków z państwami zagranicznemu

Kozacy odpowiedzieli na to wykrętną deklaracją: zwią­zek z Tatarami był rzeczą przypadku, do Moskwy jeździli aby nie stracić zapomogi, „żałowania carskiego*4. Kozacy w znacznej mierze przyjęli te warunki, ale nie godzili się na mieszkanie tylko w królewszczyznach i nie przyjęli wa­runku zmniejszenia wojska. Trzeba było kontrowersje roz­strzygnąć szablą. W końcu października Koniecpolski stanął na Cybulniku i z trzech stron uderzył na tabor Kozacki- Żmajło odstąpił ku Medweżym łozom i stanął na uroczysku Kurukowem. Polacy zdobywali jedną pozycję po drugiej. Zima ścisnęła Kozaków. Spokornieli i zwrócili się z chęcią układów.

O rezultacie ugody Kurukowskiej wspomnieliśmy wy­żej — wracać przeto nie będziemy do niej.

Było to jedno z licznych zwycięstw orężnych, ale nie zwyciężono ducha kozackiej swawoli.

„Przyduszona gadzina" — jak się wyrażał Żółkiewski— niedługo zachowywała się spokojnie. Spisano wprawdzie „re­jestr" kozacki, wykluczono z niego żywioł napływowy, naj­bardziej niespokojny i awanturniczy, ale nie zaradzono zu­pełnie temu co z nim zrobić, jak użyć. Ilość takich „wy- piszczyków* sięgać mogła do 40 tys., jak utrzymywali prze­sadnie Kozacy, a w każdym razie byli to oczajdusze gotowi na wszystko, wychowani w swawoli, w rabunkach. W ten sposób istniały niejako dwa wojska kozackie — rejestrowe i wolne, krzywo na siebie spoglądające. „Wypiszczyki" uważali rejestrowych za zdrajców sprawy kozackiej.

Niedługo też panował spokój na Nizie. Ażeby odosobnić Sicz i Zaporoże od dopływu ludności z północy i zachodu i położyć tamę „chadzkom“ na morze, które były powodem ciągłych zatargów z Turcją, postanowiono zbudować twierdzę przed pierwszym porohem, (Kudak). Istotnie, zbudował ją Beau- plan i osadzono na niej załogę. Okazała się ona bardzo niewy­godną dla Kozaków, to też wkrótce po jej powstaniu, zdo­był ją Sulima z ochotnikami, zniszczył doszczętnie, a załogę wyciął w pień.

W wyprawie na Kudak brał udział także jeden z zu­chwałych watażków Paweł Pawluk Michnowicz, który szczęśli­wie uniknął kary śmierci. Ogłosił się on „Starszym“, ude­rzył na Tomilenka, hetmana regestrowych Kozaków, który, snąć w cichem porozumieniu z Pawlukiem, bierny tylko sta­wił opór, oddał mu insygnia władzy swojej i artylerję. Było to hasło do nowego buntu. Część regestrowych nie wzięła udziału w tej awanturze i wybrała hetmanem Sawę Kanono- wieża, pułkownika Perejasławskiego. Pawluk nazywał go pogardliwie „hetmanem Perejasławskim44 i listem z Kryłowa, z pod Czehrynia, w sierpniu 1G37 wzywał go do łączenia się ze sobą, grożąc uderzeniem na niego. Podnosząc jawny bunt przeciwko Rzpltej, pisał, że jeżeli królowi będzie potrzebne wojsko, gotowi są służyć. Równocześnie z tą gotowością zwolennicy jego wyłapywali starszyznę rejestrową w Pereja- sławiu i odesłali do Pawluka, do Borowicy, który Sawę Ka- nonowicza ściąć kazał.

Pawluk miał szerokie pomysły: niszczyć w kraju, co się tylko da, zaciągnąć do tej roboty kozaków Dońskich, z Ta­tarami sojusz odnowić i poddać się pod władzę cara mo­skiewskiego. Takie zamiary były w najbliższem otoczeniu Pawluka. Zanosiło się na wielką burzę wewnętrzną. Het­man W. K. upomniał Pawluka, aby się uspokoił, ale było już zapóźno — gdzie tylko dosięgli Kozacy Pawluka, szły za nimi mordy, pożogi i rabunki dóbr szlacheckich. Cupiditas dominandi,— jak powiada pisarz współczesny—zakryła przed nim następstwa takiego wichrzenia.

Trzeba się było uciec do szabli. Hetman W. K. wysłał z Biłołówki uniwersał do rejestrowych, aby się kupili do wojsk królewskich dla dania odporu rabownikom i morder­com. Na wiadomość, że wojsko polskie zbliża się, Karp Ski- dan, jeden z pułkowników swawolnych Kozaków, począł zwo­ływać Kozaków pod Moszny, aby „wstręt" czynić wojskom królewskim.

W tej krytycznej chwili jak zawsze, niestety, bywała w Polsce, na początku grudnia, zawiązała się Konfederacja wojskowa, która w ten sposób „upominała się swoich za­sług0. Ledwie zgodzono się służyć trzy niedziele bez pie­niędzy. W tym czasie trzeba było albo zwyciężyć, albo od­dać Rzpltę na łup kozakom. Kozacy nie próżnowali także. Uciekli się do zwykłych swoich metod: kłamstwa i wzajem­nego okłamywania się. Była w tem praktyczna znajomość psychologji ludu, który źle lub dobrze podnieca się przesad- nemi wieściami. Rozpuszczali tedy pogłoski, że Kozacy po­bili wojska królewskie, że w Korsuniu Polacy cerkwie spalili a ludność wycięto, że potęga Kozaków jest niezwyciężona.

Przy takim nastroju Pawluk z artylerją ruszył się z Czerkas ku Mosznom. Wojsko polskie skierowało się ku Kumejkom, gdzie zetknięto się z Kozakami. Szli taborem. Uderzono na tabor i poczęto rozrywać go. Starszyzna z Paw- lukiem wymknęli się. Sprawiono znowu rozerwany tabor i Kozacy ruszyli naprzód, umykając ku Borowicy. Kozacy bałamucili swoje wojsko, że król nic nie wie o tej wojnie, że rozpoczęła ją szlachta sama z nienawiści do Kozaków. Jakby na zaprzeczenie tego ukazał się uniwersał królewski, nakazujący zniesienie swawolnych Kozaków.

W tej wojnie zarysował się po raz pierwszy wpływ po­spólstwa kozackiego czyli tak zwanej „czerni-, która przy­właszczyła sobie wszechwładzę, wybierała hetmanów, zrzucała z tej godności niemiłych sobie, a nieraz dyktowała swoją wolę hetmanom. Otóż i teraz zepchnięto Pawluka z godności hetmańskiej, a wybrano jakiegoś Kairskiego. 20 grudnia wojsko królewskie stanęło pod Borowicą, gdzie Pawluka oblężono i ostatecznie zmuszono do poddania się. Proszono o „miłosierdzie'*. Hetman zażądał aby wydano Pawluka, Ti- molenka i Skidana — innym przebaczono. Pawlukowi łeb ucięto na tern samem miejscu, gdzie on Kanonowicza pozbawił życia. Skid&n uciekł. Kisiel, Podkomorzy Czerniakowski, s-ta Nosowski, naznaczywszy Iljasza Karasimowicza Starszym, ułożył następującą tranzakcję z Kozakami, według stylu sądząc, przez siebie napisaną. Kozacy przyznawali się do winy — że nad 7 tys. rejestrowych .przyjęli „pospólstwo**, że z Pawlukiem uderzyli na wojsko koronne, — wydali jednak Pawluka, uznali zwierzchność Iljasza Karasimowicza, a o bła­ganie „dalszego miłosierdzia'* obiecali wysłać posłów do króla. Hetmana W. K. przyjęto w Kijowie jako zwycięzcę z wiel- kiemi honorami.

Tranzakcję borowicką podpisał Bohdan Chmielnicki w wigilję Bożego Narodzenia 1637 roku „imieniem wszystkiego wojska J. K. M. jako pisarz wojskowy przy pieczęci ręką własną".

Niedługo jednak trwała pokora kozacka i spokój. „Wio­sna, lato, jesień — to u nich chleb, — powiada uczestnik tej wojny. To też na wiosnę (1638) wybrano sobie na Zaporożu nowego Starszego Ostrzanina. Znalazł się tam i Skidan. Rozpoczęli akcję na szeroką skalę. W tej akcji, jak i w po­przedniej, nie widać żadnych pozytywnych planów — raczej rozpaczliwe szamotanie się we własnej sieci ludzi o niepo­hamowanym temperamencie, nie umiejących panować nad samowolą, a w bujnem niezależnem życiu kosztem innychf upatrujących wolność. Każdy, kto przeszkadzał takiej wol­ności, uważany był za nieprzyjaciela. Wyprawiali tedy posłów do Kozaków Dońskich, z prośbą o pomoc, a do wszystkich popów i monasterów rozesłali listy, prosząc, ażeby ludność zachęcano do wojny, rzekomo w obronie religji. Wyprawiali nawet posłów do Papieża, do Rzymu, obiecując, że wszystką Ukrainę jemu poddadzą, a na imię Papieża będą zdobywać miasta i zamki. Taka bezwzględna impulsywność nie pozwalała im dostrzegać sprzeczności między poddaniem się Papieżowi, a niszczeniem kościołów i duchowieństwa rzymsko kato­lickiego.

Kozacy przeczuwali nową kampanję na Dniepr i okopali się pod Hołtwią. Ostrzanin, zamiast powtarzać prośby do Papieża, otoczył się czarownicami i czarownikami, aby „czy­nili inkantacje na prochy, strzelbę, powietrze i ogień". Nie na wiele to przydało się. Wojsko koronne szturmem uderzyło na szańce kozackie i 2000 trupem położyło. Ostrzanin ściągnął obóz i ku Lubniom pośpieszył. Widocznem było, że pragnie z Dońcamt połączyć się. Obiegały pogłoski, że z Putywlcem, jednym z pomocników Ostrzanina, idą Dońcy. Było to roz­myślne samołudzenie się. Żadne posiłki nie przychodziły, to też Ostrzanin w nocy bagnami uciekł. Na jego miejsce wybrano Putywlca, który umocnił się w taborze. Zaatako­wany jednak, spokomiał. Wysłał suplikę do hetmana W. K., zwykłym trybem kozackim pisaną: narzekali na Ostrzanina, że ich oszukał, że są niewinni, a w końcu prosili aby ich „puścić do domu". Hetman zażądał wydania Putywlca i Rze­pki i żeby zaraz przy Iljaszu Harasimowiczu do służby sta­nęli. Wykręcali się Kozacy, wreszcie wydali Putywlca.

Ostrzanin, umknąwszy z taboru, skierował się ku Ski- porodowi, a stamtąd poszedł do Zołnina. Naciskani przez wojska koronne, wybrali sobie nowego hetmana Dymitra Hunię i—znowu prosili o „miłosierdzie", ale stawiali warunki, jak gdyby byli zwycięzcami: aby im wydano Eljasza Hara­simowicza z sześciu pułkownikami, aby nowe chorągwie otrzymali, aby im zabraną artylerję zwrócono, aby Starszego mogli wybrać według własnej woli. Nie czekając na odpo­wiedź, Kozacy cofali się do Dniepru, mając nadzieję większy sukurs z tej strony otrzymać, gdy inne zamiary zawiodły. Hunia począł zbliżać się tedy do Starca, odnogi Dniepru. Był to jeden z głośniejszych awanturników, który jeszcze w lutym 1638 pisał do Hana Krymskiego, prosząc o posiłki i obiecując „odsługować na każdą potrzebę i wskazanie". Uprzedził Chmielnickiego. Polakom przybywały nowe posiłki i amunicja. Hunia wiedział o tern. Napisał tedy do hetmana W. K. Z naiwną niewiadomością win kozackich w ciągu przeszło trzech ćwierci wieku, powoływał się „na krwawe zasługi", bronił „niewinnych ludzi", żałował „krwi chrześci­jańskiej" i on, który przywoływał Tatarów na bezbronnych, wołał o litość dla tych, którzy mordowali bezbronnych. Wy­słano posłów dla wysłuchania Kozaków, ale widocznem było, że działali oni na zwłokę, czekając jakiegoś nieoczekiwanego obrotu szczęścia.

Kozacy zasiedli nad Starcem w mocno ufortyfikowanym obozie. Zamknięci jak w klatce mówili: „przyjdzie tu nie śpiewać, ale wyć jak sobace". W lipcu 1038 Hunia znowu z pokornym listem wystąpił, błagając o „zachowanie Koza­ków dla dalszych posług Rzpltej". Ale to nie przeszkadzało oczekiwać przybycia do obozu Piłonenka z posiłkami i żyw­nością. Cieszyli się Kozacy, bo i „wróżka nieźle tuszyła'1. Na początku sierpnia, snąć nie bardzo sprawdziły się dobre wróżby, bo Hunia z nową supliką wystąpił, prosząc o za­trzymanie się do Sejmu przyszłego, a wtenczas gotowi będą przyjąć „nie tylko komisarza, ale i chłopca jego". Była to zwykła obłudna pokora wobec ukrytej butności. Wi­dząc ciągłe przewlekanie hetman W. K. postanowił ude­rzyć na obóz. Fiłonenko przedarł się wprawdzie do obozu, ale żywności na dwa dni przywiózł, a w nagrodę dostał po- łajanki i bicie „komyszyną". Trzeba się było poddać. Przy­sięgę wykonali osobno rejestrowi, osobno Kozacy na Starcu skupieni, a ^osobno „czerń". Rejestrowi obowiązali się wy­kreślić z rejestru obcych Kozaków, a czerń — uznać władzę sześciu pułkowników i zwierzchnictwo Starszego.

Właściwe postanowienia spisane zostały dopiero na Ra­dzie kozackiej w Kijowie 9 stycznia 1638 i ujęte w nastę­pujące punkty, które z jednej strony miały charakter obo­wiązujący dla Kozaków, z drugiej zaś bardzo zręcznie omi­jano drażliwe sprawy — wysokości rejestru, stosunków z po- stronnemi państwami i najazdów na miasta tureckie. Posta­nowiono tedy wysłać posłów do Króla—Bohdan Chmielnicki brał w tern poselstwie udział,—następnie na Zaporożu miała być stała załoga, do której wejść miało po 10 ludzi z ka­żdego pułku. Na dowódcę tej załogi przeznaczono jakiegoś Andrzeja Muchę, który miał stosowne miejsce upatrzyć i nie przepuszczać nikogo na rabunki. Artylerja z puszkarzem Da czele miała mieć swoje stanowisko w Kaniowie i obsługę nie większą nad 20 Kozaków, na których Rzplta ma dać prowent, reszta ma się rozejść do domów.

Ponieważ w tym czasie koło Hadiaczu poczęły groma­dzić się kupy swawolne, postanowiono wysłać tam pułkow­nika Bojarzyna, aby sedycję uspokoił i winnych na gardle karał. Kozacy, jako szeregowi, nie mogli przechodzić z jed­nego pułku do drugiego, lecz stale przebywać w tym, w ja­kim zapisani zostali. Wreszcie postanowiono nie wyrzucać sobie wzajemnie win o zdradę.

Instrukcja posłom do Króla była bardzo oględna, po za granice interesów klasowych nie wychodziła i zawierała tylko ogólniki—może ze względu na to, że miała być przedłożona do akceptowania hetmana. Mieli prosić przeto, ażeby „po­zostali przy wolnościach, to jest przy gruntach i dostatkach naszych, nie kładąc w to dawnych wolności i starszeństwa, które przedtem były, a teraz inaksze są nadane i sporzą- dzone“. Proszono o zaopatrzenie wdów, o zwrot Trechtymi- rowa. Żadnych liczb, żadnych faktów, żadnych szczegółów— widocznie pozostawiono to do osobistego zetknięcia się z królem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  1. WALKA KOZACZYZNY Z RZPLTĄ O WYODRĘBNIENIE SIĘ KLASOWE I TERYTORJALNE.

Kozaczyzna miała trzy okresy swego rozrostu i wzma­gania się: pierwszy od chwili pojawienia się Kozaków na wi­downi dziejowej Rzpltej do awantur Kosińskiego i Nalewayka, drugi—od Nalewayki do Pawluka, a trzeci rozpoczął Chmiel­nicki osobistą awanturą, która, znalazłszy w dostatecznej ilo­ści nagromadzony materjał palny, podsycana zemstą, dopro­wadziła do wybuchu, jaki wysunął nowe pretensje kozackie, podniecane przez państwa ościenne, krzywem okiem spoglą­dające na potęgę Rzpltej.

Kto to był ów Chmielnicki, którego krwawe niszczenie państwa polskiego, w południowo-wschodniej miedzy aż po krańce Wołynia i Karpaty, da się porównać chyba z naja­zdem Atylli, mordującego nie tylko ludzi, ale niszczącego za sobą wszelkie ślady kultury długich pokoleń, wszelki doro­bek cywilizacyjny? Jedni utrzymywali, że był to szlachcic polski, — sam używał herbu Abdank, — którego ojciec przywę­drował na Ukrainę i przez Daniłowicza obdarzony został fu­torem Subotowskim — prawdopodobnie danym mu tylko w używalność, jako część Królewszczyzny. Inni mówią, że był szynkarzem w Czehryniu—co nie wykluczało używalności Subotowa, — że wystąpił w roli werbownika ochotników na wojnę turecką, że sam z synem Bohdanem na tę wojnę po­szedł—może w roli markietanta—i na wojnie zginął. Nazwi­sko Chmielnickich spotykamy w tłumie sług pańskich, uży­wających, jak to się często zdarzało, samowolnie tytułu szla­checkiego. W takiej roli występowali jacyś Chmielniccy w r. 1638 na Wołyniu. Jako słudzy pani Kotcrwiczowej ob­winieni zostali o kradzież naszyjnika z pereł. Nie wiemy jaki związek rodzinny istniał między późniejszym Chmielni­ckim Bohdanem, a sługami Kotowiczowej, Ale nie brak

 

 

 

także Chmielnickich żydowskiego pochodzenia. Duklan Ocho­cki wspomina o Chaimie Chmielnickim, a nie dalej jak w r. 1009 w sądzie kijowskim miał sprawę o fałszowanie marek

Kozaczyzna ukralona.                                                                    6

 

pocztowych Froim Chmielnicki. Jaki łącznik istniał, i czy istniał między rozmaitymi Chmielnickimi a Bohdanem, nie­wiadomo. Z niektórych portretów, jakie do nas doszły, wi­dać, że wielkiemu hetmanowi Kozaków nie brak było rysów semickich. Nie był to w każdym razie pierwszy semita, który w wielkich przewrotach anarchicznych wziął decydu­jący udział i wywołał wojnę domową.

Na stepy Ponizia, na Zaporoże już od początku 17-go wieku coraz więcej napływać poczęło żywiołów, żądnych awantur lub łatwego chleba. Małego przeto znaczenia jest to, czy Bohdan Chmielnicki był żydowskiego lub szlachec­kiego pochodzenia — najmniejszego wszakże śladu nie znaj­dujemy, aby był Rusinem, —to jednak jest rzeczą pewną, że z ducha i z wychowania w sferze kozackiej Dalcżał do tych ryzykantów, którym nie brak zuchwałości, uporu, wytrwania i rozumu, jacy w ostatecznościach szukają zaspokojenia swoich ambicji, a wybici raz z równowagi, już nie mogą trafić na równą drogę.

Zdolnościami swemi i zręcznością wybijał się ponad tłum kozacki. Późniejsi historycy usiłowali koniecznie dać mu wysokie wykształcenie, opierając się na listach po łaci­nie pisanych, ale wiemy, że z obcymi posłami porozumiewał się przez tłumacza, — listy więc byle kto mógł pisać, naj­częściej Wyhowski. Wykształcenia posiadał jak raz tyle, że mógł być pisarzem w wojsku kozackiem. Rozum jednak i zręczność posiadał niezaprzeczone, czego wogóle wodzom kozackim zaprzeczyć nie można. Wydziwić się temu nie mógł Okolski.

Mając stałą siedzibę w Subotowie, pod Czehryniem, a może i dom w Czehryniu, dał się z tych zdolności poznać. Piastując już w roku 1646 godność setnika, wysłany był w poselstwie do króla, niby poufnem, ale ważnem. Wojna z Turcją i wypędzenie ich z Europy były w owym czasie prawie powszechnym programem polityki europejskiej i dla­tego wojna ze światem muzułmańskim, reprezentowanym przez Turcję, była nadzwyczaj popularną. Pośrednictwo nie­jako w polityce przypadło, według słuszności, Kurji Rzym­skiej. Papież zapragnął zużytkować w tej imprezie zdolności rycerskie i zapał Władysława IV i namawiał go do wojny, obiecując pomoc pieniężną. Hetman W. K. Koniecpolski wy­stąpił z projektem zdobycia Krymu. Akcja przybierała sze­rokie i wielkie rozmiary. Król zdecydował się ukrywać to przez czas jakiś, przewidując opór sejmu. Koniecpolski nagle (11 marca 1646 r.) umarł. To jednak nie skłoniło króla do zaniechania planu wojny Tureckiej. W przewidywaniu tej wojny, znowu wystąpił zamiar zużytkowania Kozaków. Tie- polo, poseł Kurji Rzymskiej, podsunął—jak mówiono—plan zrobienia dywersji Turkom, używając Kozaków do wielkiego najazdu na Turcję. Plan był bardzo ponętny, ale mało obie­cujący na przyszłość z powodu chwiejności Kozaków. Obli­czono siły kozackie, ale nie brano w rachubę charakteru — nieobliczalnego.

Król zapragnął porozumieć się z Kozakami, którzy, znu­dzeni długoletniem próżnowaniem, już poczęli przebąkiwać

  • sojuszu z Tatarami, najniewątpliwiej przeciwko Polsce, tem- bardziej, że powstrzymywanie najazdów uważali za „ucisk
  • krzywdę'*... Wojna turecka przypadłaby im niewątpliwie do smaku. W tym samym czasie, może nawet na życzenie króla, zjawiła się deputacja kozacka w Warszawie. Udział w niej wziął Chmielnicki, który „chytrości od Polaków nauczył się“ —jak pisał Wieliczko. Posłowie zetknęli się z królem bez świadków, otrzymali pieniądze na czółna i „jakiś przy­wilej na aukcję wojska i na wolność iść na morze44. Współcze­sny kronikarz ruski powiada, że był to ,,przywilej na robienie czółen4' —i niewątpliwie tak było. Buława po śmierci Ko­niecpolskiego wakowała jeszcze, mógł przeto król w swojem imieniu dać takie przyrzeczenie.

Woj aa turecka do skutku nie przyszła, ale wkrótce za­szły wypadki nieoczekiwane, w których przeznaczenie powołało Chmielnickiego do odegrania nadzwyczajnej roli. Jako set­nik Czehryński miał on w posiadaniu futor Subotowski, który po ojcu dzierżył i orał ziemię temi samemi chłopami, nad którymi bardzo litował się, gdy orali ziemię szlachcicom pol­skim. Dwór w Subotowie był nad jarem, na szczycie jego; dołem u podnóża płynęła Taśmina, od Czehrynia głęboki jar, od południa step gładki. Przyzwyczaił się do Subotowa i uwa­żał go za własność i byłby może siedział tam spokojnie do śmierci, bo staroście nie wiele zależało na tern czy kawał stepu orze jakiś kozak, lub nie. Nagle na tym rębie prawie granicznym, schylonym ku Dzikim polom, zjawiła się kobieta, tajemnicza jak cała tamtejsza natura. Żadnego śladu nie po­zostało skąd przyszła, ani jak się nazywała. Znano tylko jej imię — Helena. Nikt nie wiedział, ani jakiej religji, ani ja­kiej narodowości. Wiedziano tylko, że była piękną i — nie­rządną. Tyle wspomnień pozostało. S-two Czehryńskie nale­żało do Chorążego koronnego, Aleksandra Koniecpolskiego, a w jego imieniu, jako Podstarości rządy sprawował Daniel Czapliński już od lat ośmiu. 1 o tym bliskich szczegółów braknie. Wiemy tyle, że był już człowiekiem niemłodym i miał córkę zamężną za jakimś Komorowskim. 1 Chmielnicki w roku 1640 był już wdowcem, miał synów Tymoszka i Ju- ryszkę, a córkę Helenę. Owa Helena stepowa wpadła w oczy obydwu— Chmielnickiemu i Czaplińskiemu. Zwyciężył Chmiel­nicki o tyle, że Helena zamieszkała w Subotowie, w roli nie­określonej, ale nie jako żona. Czapliński nie dał za wygraną. Pragnąc posiąść Helenę, musiał wpierw zgnębić Chmielnickiego. Zwrócił uwagę Chorążego na bezprawne posiadanie futoru. To byłoby jeszcze rzeczą małej wagi, gdyby nie przyczyniły się tu prawdopodobnie przechwałki Chmielnickiego o rozmo­wie z królem, o zbliżającej się wojnie, o czółnach, o udziale Koza­ków. To budziło podejrzenie. Koniecpolski kazał futor odebrać. Chmielnicki skarżył się przed Chorążym na nadużycie Czap­lińskiego, powoływał się na to, że Subotówkę miał nadaną prawem własności przez Władysława JV, że posiadał na to przywilej. Sprawa wytoczyła się przed sąd. Widocznie wrze- kome dowody Chmielnickiego były albo przechwałką, albo nie dość mocne, bo sprawę przegrał.

Za plecami tego konfliktu wisiała ciągle wojna o ko­bietę. Praktyczna a nieprzewidująca następstw zatargu He­lena, bez żalu opuściła Subotowską siedzibę, przeszła pod dach Czaplińskiego, który, ażeby położyć koniec walce, oże­nił się z nią. Zanim do tego doszło, Czapliński zażądał od Chmielnickiego pokazania dokumentów na prawo posiadaoia, otrzymał je i nie zwrócił. Co tam było—nie wiemy, dość, żo opierając się o rozmaite podejrzenia, Czapliński uwięził Chmielnickiego, który dowodów na usprawiedliwienie się nie posiadał, & „list” królewski był w ręku tytularnego hetmana, Barabasza. Widocznie podejrzewano Chmielnickiego o wzięcie udziału w wyprawie morskiej, a ponieważ plany wojny tu­reckiej i wzięcie w niej udziału przez Kozaków były dla młodego Koniecpolskiego i Podstarościego tajemnicą, mogli podejrzewać Chmielnickiego o zdradą.

Setnik Czehryński przegrał sprawą o Subotów, prze­grał, wytoczoną Czaplińskiemu o porwanie żony, gdyż Pod- starości dowiódł, że żoną nie była, lecz nałożnicą, kochanką, wkońcu znalazł sią w wiązieniu.

Wyprosiła go stamtąd po kilku dniach „mądra Estera0,— jak mówi o Helenie Wieliczko. Chmielnicki nie opuścił Su- botowa, ale siedział cicho. Czapliński postanowił odebrać go najazdem—i odebrał, „pożakowawszy dom i gumno". Chmiel­nicki pojechał na skargą do króla, ale i tu, oprócz niewyra-

Zamek w Chocimiu.

 

 

żnej zachąty, nic wiącej nie otrzymał. Wrócił rozgoryczony, narzekający na ucisk i niesprawiedliwość. W duszy, prze­pełnionej żalem osobistym, rosła chąć zemsty. Dojrzewał w nim plan ucieczki na Sicz, do Krymu. Zapewne zbyt gło­śno odgrażał sią, a pogróżki dochodziły do uszu Czaplińskiego i Chorążego. W celu wykonania ucieczki począł wysprzeda- wać się, ażeby sią w gotówkę zaopatrzyć. Domyślono sią tego i aresztowano go znowu, oddając pod opieką pułko­wnika Czehryńskiego, Jana Krzeczowskiego, którego wią­zały z Chmielnickim długoletnie przyjazne stosunki. Krze- czowski wziął go na porąką.

W tym czasie, zapewne mało mając nadziei na wypląta­

 

nie się z nowej biedy, Chmielnicki powziął plan udania się na Sicz, zasłonięcia się listem królewskim werbowania ocho­tników, przyciągnięcia ku sobie Tatarów, zagrożonych planem Hetmana W. K. Koniecpolskiego i szukania dla siebie, pojmo­wanej po kozacku, sprawiedliwości — także po kozacku.

Autograf Bohdana Chmielnickiego,

 

 

Uciekł tedy na Niż z „przywilejem44 królewskim, który od Barabasza wyłudził. Zdaje się, że za pomocą swojej awan­tury starał się tylko wywrzeć wpływ na Koniecpolskiego o zwrot Subotowa. Akcja rozrosła się niespodzianie.

Rzeczywistym zatem impulsem, który pchnął Chmiel­

 

 

 

nickiego do nieokreślonej jeszcze awantury, była sprawa oso­bista, co nawet niejednokrotnie z początku swojej karjery zaakcentował. Później, przy szczęśliwych okolicznościach, wyrosła mu ona po nad głowę. Używał wprawdzie „krzywd kozackich44 jako hasła agitacyjnego, a nawet o obronie religji wspominał, — bez czego nie miałby zwolenników śród chłop­stwa, — ale główną dźwignią była chęć zemsty.

Udał się tedy na Sicz, w grudniu 1647, w niewielkiej kupie zwolenników i zetknął się tam z Kozakami. Nie mógł do nich przemawiać inaczej jak w imię „krzywd*4, bo sprawa jego osobista nikogo ani pociągnąć, ani zainteresować nie mogła. Każdy Kozak mógł sobie taki Subotów posiadać w Dzikich polach, ale wolał rabunek, a kobieta, wmieszana w awanturę, dla bezżennego z zasady społeczeństwa siczo­wego, byłaby raczej odrazą niż zachętą do pomocy. Musiał przeto swoją sprawę osobistą łączyć z interesem Kozaczyzny i na tę nutę śpiewał. Bez pomocy Kozaków nie mógł się ze­mścić na Czaplińskim.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location