FR. RAWITA-GAWROŃSKI KOZACZYZNA UKRAINNA W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ DO KOŃCA XV||| WIEKU

Article Index

Obaj jeńcy Mal- borscy, Tukalski _i Chmielniczenko, dzię­ki interwencji Doro- szenka, który zbliżył się do Polski i został jako hetman uznany, znaleźli się w Czeh- ryniu, gdzie skutkiem tego utworzyło się nowe gniazdo in­tryg. Archimandryta Gedeon-Chmielnicki, niedoszły metro* polita Tukalski i hetman tatarski Doroszenko, radzili nad tern w jaki sposób połączyć obie strony Dniepru. Na naradę Czehryńską przyjechali także wysłańcy Brzuchowieckiego* Przechylano się na stronę Moskwy.

Za plecami intryg kozackich i zjazdów odbywały się narady posłów Rzpltej i Moskwy o pokój. Obie strony były zmęczone i wyczerpane wojną. Żadna nie miała już dość sił, ażeby zawieruchę kozacką uspokoić. Po długich tedy kon­trowersjach postanowiono skorzystać z istniejącego już roz-

Kozaczyzna Ukraińca.                    9

dwojenia Ukrainy, posiadającej już dwóch hetmanów i uznać status quo, to jest podział Ukrainy na dwie połowy — prawo­brzeżną Kijowską i lewobrzeżną Perejasławską. Traktat Andruszowski zawarty w roku 1667 uznał ten podział. Wy­łączono tylko Kijów z obwodu, do czasu niby, ale z moskiew­skich rąk już go Rzplta nie wyrwała. Obowiązano się wza­jemnie zwalczać wybryki kozackie i w razie wojny z Turcją pomagać sobie.

Traktat Andruszowski był gromem z jasnego nieba dla tych, którzy rozumieli znaczenie rozdwojenia narodowego. Oderwanie Ukrainy od Rzpltej stworzyło sytuację bez wyj­ścia. Prawobrzeżna Ukraina była zbyt polską kulturalnie, ażeby pozostać przy Moskwie, lewobrzeżna zbyt niewyrobiona politycznie ażeby zrozumieć doniosłość potrzeby oderwania się od Moskwy. Mimo przeto traktatu pokojowego w Andru- szowie wojna na terenie Ukrainy i zamieszanie nie ustawały, a traktat zwiększył tylko na długie lata zawieruchę wew­nętrzną.

Zanim przejdziemy do dalszej akcji na prawobrzeżnej Ukrainie, cofnijmy się do Ukrainy lewobrzeżnej.

Z początku Moskwa była zadowoloną z wyboru Brzu- chowieckiego. Okazywał niezłomną wierność i miłość dla Moskwy. Ożeniono go z Dołgorukówną, zrobiono „bojarem", to też podpisywał się z dumą „bojaryn i hetman Carskiego Wieliczestwa". Starszyzna kozacka mniej była z Moskwy za­dowoloną niż hetman — nasyłano kontrolę, wojewodów, na­zywano mużykami, a nawet bijano niekiedy. Sympatjc Brzu- chowieckiego także się zmieniły. Począł kłócić się z Woje­wodami, a wreszcie uległ namowie i postanowił zbliżyć się do Doroszcnka, skłaniając się niby do ustąpienia mu wła­dzy hetmańskiej w imię jedności Ukrainy. Była to mądrość po szkodzie. U obu hetmanów ambicje były większe niż mi­łość Ojczyzny. Niewiadomo kiedy Doroszenko Ukrainę wię­cej kochał: czy wtedy gdy w liście do Szeremetjewa cieszył się z traktatu Andruszowskiego, czy kiedy wabił lekkomyśl­nego Brzuchowieckiego na naradę. I zwabił nareszcie, a zwa­biwszy, zamordować kazał.

Brzucbowiecki dotknięty podziałem Ukrainy, podniósł bunt —(na początku 1668 r.) w niektórych miejscach załogi wycięto, Wojewodów wypędzono. Starszyzna kozacka stanęła przy nim. Nic dziwnego, że na hasło Doroszenka — jedność Ukrainy—dał się złapać i poszedł. Zamordowano go w spo­sób bestjalski, obrabowano doszczętnie i nagie ciało psom wyrzucono. Tak o wolność walczyli hetmani kozaccy mię­dzy sobą.

Pozbywszy się współzawodnika, Doroszenko był pewny, że władza przy nim pozostanie, tak lekko ważył wszelkie traktaty, ale omylił się.

Jeden z współpracowników Brzuchowieckiego, zdradził go, przeszedł na stronę Moskwy, oddawszy w jej ręce Czerni- bów. Był to Demko Mnohohreczny, płk. Czernihowski. Przez wdzięczność zapewne za to Romodanowski kazał go w No­wogrodzie Siewierskim wybrać hetmanem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • DEGENERACJA WALKI O AUTONOMJ*; UKRAINY,

Zamordowawszy Brzuchowieckiego, Doroszenko myślał, że pozostał panem sytuacji i że łatwiej mu będzie teraz prze­jednać Moskwę i zostać hetmanem obu połów Ukrainy. Na­znaczył tedy Mnohohrecznego hetmanen nakażnym, nie prze­widując, że tak rychło zdradzi jego zaufanie. Gdy go Moskwa kazała obrać hetmanem — Doroszenko, który nazywał go z przekąsem „Hetmanem Siewierskim" — przekonał się, że Car stoi na postanowieniach traktatu Andruszowskiego i że Ukraina podzielona, tak rychło zcałkować się nie da, że obie strony, które na jej ziemi wypisały swój traktat, nie zechcą prowadzić nowej wojny, że chętniej pozostaną każdy przy swojej połowie, niż znowu długą i niepewną miałyby prowa­dzić wojnę o całość.

Doroszenko rad byłby zatrzymać prorogatywy ugody Hadziackiej z tytułem „Księstwa Ruskiego" napół niezależ­nego, ale tytuł ten sam przez się już nie przysługiwał pra­wobrzeżnej Kijowskiej Ukrainie, tak samo jak Perejasławskiej.

Idea niezależności, choćby tak połowicznej jak Wołoska lub Siedmiogrodzka, rzucona przez Bohdana Chmielnickiego, a dojrzała w ugodzie Hadziackiej, nie zatraciła się doszczęt­nie. Wyłaziła ona na wierzch przy każdem niezadowoleniu z Polski lub Moskwy, a traktat Andruszowski dał jej nowy impuls. Gdy ostatecznie nie całkowitą ale częściową władzę na UkraiDie kijowskiej objął Doroszenko, po Wyhowskim największy krętacz, ale też człowiek najenergiczniejszy, po­czął szukać drogi dla urzeczywistnienia tej idei. Zaczepił o Krym, ale przekonawszy się, że tam nie będzie miał po­parcia, cofnął się do Polski i z rąk jej przyjął hetmaństwo.

Ale już to nie wystarczało. Marzył mu się tytuł książęcy Od Moskwy i Polski spodziewać się tego nie mógł, pozosta­wał jedyny jeszcze sąsiad, posiadający dość siły, aby się o niego oprzeć — Turcja. Co do Szwecji marzenia skończyły się wraz z ustąpieniem z Polski Szwedów.

Wobec takiego stanu rzeczy Doroszenko zwrócił się już w r. 1668 do Turcji z propozycją poddania się na takich sa­mych prawach jak Wołoszczyzna. Osobne układy były zby­teczne. Wiadomo było jak się rządziła Wołoszczyzna. Na własną rękę nie mógł tego Doroszenko przeprowadzić — po­trzebną była zgoda Rady kozackiej. Z wczesną wiosną tedy roku 1669 zwołał taką radę na Rusawę. Na radzie nietylko nie było jednomyślności, ale zapanowała ze strony posłów tureckich, którzy na tę radę stawili się, nieufność. Zdradzi­liście króla polskiego i zdradziliście Moskwę — mówiono. Przeciwko Doroszęnkowi także wytworzyła się opozycja i za­żądano, aby hetmanem został Juryszko. Ale ten przeląkł się Doroszenka, wiedział jak rozprawił się z Brzuchowieckim, zasłonił się więc suknią zakonną. Nie przeszkodziła mu je­dnak wcale, gdy przyjaciel jego Suchowiej ogłosił się het­manem, przyłączyć się do Sucbowieja i z nim razem po­ciągnąć pod Humań. Tu go Tatarzy pojmali i odesłali do Białogrodu.

W ten sposób na czas jakiś zniknął pretendent do bu­ławy hetmańskiej, nieszczęśliwa igraszka wszystkich intry­gantów politycznych.

Z usunięciem się Suchowieja i Juryszki nie zdobył Do­roszenko spokoju, bo na Zaporożu, tak samo jak w r. 1668 Suchowieja, wybrano teraz (1670) Michała Hanenka.

Odmiennie poczęły się rozwijać stosunki na obu poło­wach Ukrainy: na Kijowskiej pozostał Doroszenko, jako het­man uznany, acz ciągle zadzierający się z Polską, na Pere- jasławskiej Mnohohreczny. Jako antagonista Doroszenka wy­stąpił Hanenko i stanął po stronie polskiej, dopomagając wojskom polskim do zwaiczahia Doroszenka, który bezustan­nie łudził Jana Sobieskiego wrzekomą wiernością wobec Rzpltej, a równocześnie prowadził bezustanną małą wojnę z Polską. Dla pokonania jej nie miał siły, ale też i Rzplta nie mogła zdobyć się na złamanie buntu. Łudząc wiernością Sobieskiego, Doroszenko ciągle utrzymywał stosunki tajemne z Turcją, chociaż zaprzeczał temu, Jasnem już stało się wszystko, gdy uroczyście wręczone mu zostały buóczuk, bu­ława i bębny, jako znaki dostojeństwa hetmańskiego. Wa­runki poddania się, jakoteż szczegółowa W>respondencja znane są ułamkowo i spoczywają zapewne dotychczas w archiwach carogrodzkich. Zdaje się nie ulegać wątpliwości jeden wa­runek: Doroszenko żądał, ażeby Turcja wypowiedziała wojnę Rzpltej. Było to dla niego jedyną deską zbawienia na tern morzu intryg, obłudy i fałszu, na jakiem pływał. Turcja wahała się. W Dywanie tureckim wiedziano dobrze, że wojny z Rzpltą rzadko dla Turków bywały zwycięskie.

Rola stosunku Doroszenka do Turcji wyjaśniła się z chwilą, gdy sułtan Mahomet IV w roku 1671 zdecydował się na tę wojnę i zawiadomił Rzpltą, że musi stanąć w obro­nie swego „niewolnika Doroszenka-, którego krzywdzi Pol­ska. Padyszach zawiadomił króla, że „Doroszenko wraz z ca­łym narodem kozaków wstąpił w poczet niewolników Wyso­kiego Progu, i że przez to samo ich ziemia do państwa tureckiego wcielona została-. Już i przedtem Padyszach pi­sywał listy, „przyjemną pachnące wonią-, że kozaków wziął pod swoje skrzydła. Zapowiadał tedy na przyszłą wiosnę, że wyruszy do Lechistanu z całą swoją potęgą.

Nadaremnie Król tłumaczył Padyszachowi, że Doroszenko jest „nikczemnik, burda, potępieniec godny wzgardy, który, zapomniawszy na wstyd i uczciwość, przywiązał się był naj­przód do Cara moskiewskiego, lecz i stamtąd, dla poznanej przewrotności, był odegnany". Turcji wcale nie chodziło o Doroszenka, lecz o ziemie ukrainne, które łączyły ją nie­jako z Krymem, a panowanie Padyszacha rozciągało aż do Donu prawie i Oki. Ponieważ „Drzwi Szczęśliwości- Pady­szacha otwarte są dla wszystkich, przeto i dla kozaków przed temi drzwiami było miejsce.

Na wiosnę tedy roku 1672 z ogromną potęgą wyruszył sułtan na objęcie krajów nowego wasala, co też z początku, wobec zupełnej niegotowości Polski do wojny, było rzeczą łatwą. Han z garstką zapewne Turków wyruszył w głąb Po­dola i pod Ładyżynem ucierał się z „niedowiarkiem Hanen- kiem*\ gdy cała siła turecka poszła pod Kamieniec, bramę Rzpltej.

Doroszenko, oczywiście z obowiązku nowego niewolnika

 

Padyszacha, asystował z wojskiem kozackiem sułtanowi. Gdy wojska tureckie rozłożyły się na wielkiej równinie obozem przed Kamieńcem, rozpoczęły się ceremonje całowania nóg i szaty Padyszacha. Najprzód dopuszczony był do tej uro­czystości Selim-Girej, han krymski, który otrzymał pióro bry­lantowe, kindżał wysadzany drogiemi kamieniami, szaty, fu­tra, kaftany. 5 sierpnia Doroszenko, hetman kozaków, „do- praszał się zaszczytu opadnięcia na trawę przed strzemieniem sułtana i był mu przedstawiony przez czausz-baszę-agę. Upadłszy na twarz przed potężnym Szahinszahem, wódz ten starał się w najmocniejszych wyrazach zaświadczyć swe pod­daństwo, wierność i posłuszeństwo bez granic i nawzajem z) strony sułtana był upewniony o niezmiennej dla siebie łasce, poczem otrzymał odeń w podarunku bogaty chyłat, buławę i konia pod sutym rzędem'4.

Mimo zapewnień „wierności" Doroszenka, sułtan nie ko­rzystał, jakby należało, z wojsk kozackich przy oblężeniu Karniewa, pomny na chwiejność wszelkich przyrzeczeń ko­zaków.

Kamieniec niezaopatrzony w broń, w amunicję i żołnierza poddał się Turkom i dopiero pokojem Karłowickim w r. 1699 do Rzpltej wrócił. Po zdobyciu Kamieńca han tatarski i wiel­korządca Alepu „otrzymali rozkaz udać się niezwłocznie na plądrowanie nieprzyjacielskiego kraju". Pod dowództwo ich oddane były oddziały różnych bejlerbejów, „tudzież hetman Doroszenko4'. Oczywiście tym „nieprzyjacielskim krajem" były kraje ruskie, w których znajdowały się wojska tureckie i tatarskie, ta „Ukraina", którą Doroszenko, walczący o auto- nomję i tytuł księcia, jakiego w urzędowych stosunkach z Portą ottomańską nigdy nie otrzymał, na łup wydał.

Taki był początek tureckiej opieki.

Powolny temu wezwaniu Doroszenko wyruszył z Tata­rami i Turkami na zdobycie Lwowa. Kapłan-basza, Tatarzy i Doroszenko obiegli Lwów, ale tak samo jak za czasów Chmielnickiego i Szwedów, zdobyć go nie mogli. Ani pod­kopy pod klasztor Bernardynów, ani bezlitosne ostrzeliwanie bezbronnych przedmieść przez hetmana kozackiego, nie zdo­łały złamać stałości i odporności miasta. W końcu Turcy zażądali bez ceremonji okupu 80 tysięcy czerw, złotych; rów­nocześnie prawie rozpoczęły się układy traktatowe. Przed samem opuszczeniem Lwowa, gdy posłowie miejscy zjawili się u niego z hołdem grzeczności, zastali hetmana w stanie nietrzeźwym. Podniecony trunkiem i złością wrzeszczał, że zdobędzie jeszcze Kraków, Warszawę, Lublin. Opamiętaw­szy się wszakże, że jeszcze Lwowa nie zdobył, „co bądź się stało — rzekł, — nikt zaprzeczyć nie może, że jeden Lwów, na kraju zguby będące Królestwo, teraz i w innych razach podżwignął, a zasłużył sobie na względy u wszystkich sta­nów i większą niż dotąd nagrodę*'.

Taką była istotnie rola dziejowa Lwowa.

Równocześnie prawie z zakończeniem obrony Lwowa zawarto pokój Buczacki, który położył koniec wojnie — nie na długo. Był to pokój pod przymusem tak wielkim, że ani Rzplta ani Turcja w trwałość jego wierzyć nie mogły. Mocą traktatu, zawartego w Buczaczu, część Podola ustąpioną zo­stała Turcji, a Ukraina cała, „w dawnych swych obrębach i granicach — jak pisał dziejopis turecki — odstąpiona ko­zakom". Oprócz tego miała Rzplta płacić rocznie Turcji 22 ty­siące złotych, tytułem niby haraczu.

W ten sposób—na papierze—„cała" Ukraina wyzwoloną była z pod władzy Rzpltej, a oddana Turcji. Ale „cała" nie należała do Polski, a co ważniejsza, nawet prawobrzeżnej, Ki­jowskiej, Rzplta nie miała zamiaru ani zrzec się, ani odstą­pić Turcji. W rzeczywistości, oprócz Kamieńca, który Turcy obsadzili i kilku pomniejszych miejscowości Podola, w „ca­łej" Ukrainie, a nawet na Podolu, nie było śladu żadnej auto­nomicznej administracji kozackiej. Było w ich posiadaniu kilka miast z okręgami, które z rąk Doroszenka przechodziły do Polski i odwrotnie, a zresztą panował absolutny bezrząd i wszelki brak jakiejkolwiek władzy z wyjątkiem siły.

Plany zatem Doroszenkowe — zjednoczenie obu połów Ukrainy, podzielonej traktatem Andruszowskim, — jeśli je miał, były bardzo dalekie od urzeczywistnienia, tembardziej, że Rzplta nie była wcale skłonną ustąpić nawet swojej po­łowy. Z traktatu Buczackiego skorzystała jednak Moskwa o tyle, że uważając odstąpienie Ukrainy na papierze Turcji za akt zrzeczenia się przez Rzpltę swoich praw, nie zważając na traktat Andruszowski, zgłosiła ponownie swoje pretensje do „całej" Ukrainy. „Ziemski sobór" zwołany przez Cara do Moskwy, oświadczył się za ponownem przyjęciem pod „moc­ną“ rękę carską Ukrainy kijowskiej, nie bacząc wcale na to, że traktat Andruszowski zastrzegał wyraźnie pomoc Rosji— Rzpltej w razie wojny z Turcją. To też już następny rok do­wiódł, że uchwała „Soboru" była przedwczesną, tembardziej, że prawobrzeżna Ukraina niebardzo pragnęła powrotu do Moskwy, a lewobrzeżna była w ciągłym stanie tajemnej opo­zycji, wybuchającej zwykle nagle w otoczeniu hetmanów, stanowionych z ramienia carskiego. Moskwa tatarskim zwy­czajem umiała dławić wszelki ruch, ale przywiązać do siebie nawet Starszyzny kozackiej, łatwo przekupnej, nie potrafiła.

Wypadki, wywołane wojną turecką w r. 1672, rozwijały się dalej. Była to już wojna Rzpltej z Turcją o oderwaną, a raczej odrywającą się prowincję państwa polskiego. W dal­szej perspektywie leżały ważniejsze powody i cele: ze strony Turcji było to zbliżanie się muzułmańskiego oręża i kultury do dawnych siedzib Złotej Ordy. Nie tylko zatem nad póź­niejszą Rosją i Rzpltą polską zbierała się nowa groźna bu­rza, ale groziła ona zalewem za-dunajskich siedzib i państw. • Szło o rzecz wielką — o nowe może wojny Atylli, — o to czy świat europejski będzie chrześcijańskim, czy muzułmań­skim. Przekroczenie Dniepru przez Turków mogło się stać łatwo nowym Rubikonem.

Na drodze do takiego nieoczekiwanego wzmożenia się świata muzułmańskiego, któremu impuls dała wichrowata i bezwzględna polityka kozacka, stała tylko Rzplta. Ooa jedna mogła ten pochód muzułmański, grożący przewrotowi cywilizacji zachodnio-europejskiej, powstrzymać.

W roku 1673 Rzplta nie wypłaciła przyobiecanego po­darunku Sułtanowi, żadnego miasta i spłachcia ziemi ani Turkom, ani Kozakom nie oddała. Turcja wypowiedziała wojnę, która dla niej zakończyła się klęską pod Chocimem. Jan Sobieski zdobył tam koronę królewską, ale klęska Cho- cimska nie powstrzymała dalszego pochodu świata muzuł­mańskiego do zdobycia siedzib dawnych Pieczyngów i Po- łowców, pokrewnych im etnicznie. Pochód ten odłożono tylko pomimo ciągłych nalegań Doroszenka, który w swojej akcji wojennej i zamiarach czuł się coraz bardziej osamotniony. Na lewobrzeżnej Ukrainie miał on jakie-takie oparcie o Demka Mnohohrecznego, który z Moskwą nie umiał sobie dać rady. Pijak nałogowy kłócił się z Woj-dami i Starszyzną, która go w końcu aresztowała, związała i oskarżyła o zdradę (marzec 1672 r.). Wywieziony do Moskwy życie zakończył na Syberji w nędzy, włócząc się od domu do domu o żebraczym chlebie.

Na miejsce Mnohohręcznego wybrano Samojłowicza, zwa­nego Popowiczem, który okazywał wielką przychylność Mo­skwie, a miał te same ambicje co i Doroszenko—zostać het­manem obu połów Ukrainy. Hyło to w obecnych czasach dą­żenie ponad siły jednej i drogiej strony, a zerwanie traktatu Andruszowskiego byłoby wypowiedzeniem wojny Rzpltcj, czego sobie Moskwa nie życzyła wcale. Odnowione przez Samojło­wicza ,,statjeu były już widocznem dążeniem rządu moskiew­skiego do zwężania praw autonomicznych Kozaczyzny.

Samojłowicz wystąpił tedy odrazu jako zdecydowany przeciwnik przyjmowania Doroszenka pod opiekę Moskwy, i wogóle nawiązywania z nim jakiegokolwiek stosunku—jako z warchołem politycznym.

Wobec tego położenie Doroszenka stawało się prawie bez wyjścia: na Turcję mało mógł liczyć po klęsce Chocim- skiej, od Moskwy odpychał go Samojłowicz, pozostawała za­tem Polska. Zwyczajem kozackim uderzył w pokorę wobec Sobieskiego, który już po wybraniu go królem, pozostał na Ukrainie, ażeby ją pod władzę przywrócić i uspokoić. Wszel­kie jednak próby rozbijały się o warcholstwo Doroszenka. Marzyła mu się ciągle jeszcze opieka sułtańska. Ażeby raz zakończyć z krętactwem Doroszenka i osłabić jego powagę jako hetmana, zasłaniającego się Polską, Sobieski zdecydo­wał się oddać buławę hetmańską Michałowi Hanence, który narzucał się z wiernością swoją łatwowiernemu Sobieskiemu. W ten sposób do kozackiej wojny domowej dorzucił nowy powód. Niedługo wszakże i Hanenko hetmanował.

Na Doroszenka zbliżała się burza i od strony Pereja- sławskiej Ukrainy. Samojłowicz już desygnowany na het­mana, a wybrany dopiero 15 marca 1674 r. ,,cichemi głosa­mi*', jak pisał do Moskwy sprawozdawca,—jakkolwiek miał polecenie załagodzić pretensje Doroszenka do lewobrzeżnej Ukrainy i w tym celu wspólnie z Romodanowskim wysiany z wojskiem, przeprowadzał swoje zamiary, jakgdyby Doro­szenka nie było. Wojskiem obsadził Kaniów i Czerkasy, a przychylnie usposobił, nominalnie istniejące już tylko pułki kozackie prawobrzeżne, że zapomocą swoich posłów zgłosili akces do Samojłowicza. Była to zatem wojna z obcem pań­stwem bez wypowiedzenia wojny. Samojłowicz zręcznie omi­nął zupełne Czehryń, a posiadając zezwolenie na połączenie się z lewobrzeżną Ukrainą pułków Kaniowskiego, Korsuńskiego. Kalnickiego, Białocerkiewskiego, Czerkaskiego, Pawołockiego, Humańskiego, Bracławskiego, Podolskiego i Mohylowskiego, uznany tedy został nieurzędowo, ale de facto, hetmanem obu połów Ukrainy. Godność tę tem łatwiej mógł uzyskać, że i Hanenko, zamordowawszy polskiego „pułkownika" Piwo, uciekł z garstką swego wojska za Dniepr i złożył buławę hetmańską pod władzę carską.

Doroszenko, ściśnięty ze wszech stron, nie miał już wyj­ścia, uciekł się przeto do zwykłej kozackiej broni—obłudnej pokory i wysłał Iwana Mazepę, który po awanturze na zamku warszawskim i niezbyt pomyślnie zakończonej awanturze mi­łosnej, znalazł się w Czehryniu, z powitaniem nowego het­mana i z oświadczeniem chęci złożenia także swojej buławy w ręce szczęśliwego wybrańca losu.

Nagle zaświtała mu nadzieja ratunku: 5 czerwca 1674- wojska tureckie przekroczyły Dunaj i weszły na Podole, gdzie, dzięki Doroszenkowi, wojska tureckie ,,na pastwę zwycię­skiemu mieczowi chytre niedowiarstwo poświęcali". Wiado­mość o tem, że Turcy idą na pomoc niewiele pomogła—tyle chyba, że finale tych smutnych zatargów między dwoma ko­zackimi hetmanami, zbliżało się. W jesieni zjawili się pod Czchryniem znowu Komodanowski z Samojłowiczcm. Doro­szenko miał tylko kilka tysięcy najemnych kozaków (serde- niata"), którzy uciekali do Samojłowicza. W mieście pano­wał głód. Zdobyć je było łatwo, ale obaj wodzowie od oblę­żenia odstąpili na wieść o zbliżających się Turkach. Moskwa nie życzyła sobie wojny z Turcją.

Tym razem Doroszenko został uratowany, ale położenie jego było beznadziejne. Wszystkie plany jego,—spuścizna dzie­jowa Umowy Hadziackiej,—dotyczące utworzenia odrębnego autonomicznego organizmu, rozpadały się w gruzy. Raz tylko w ciągu długoletniej wojny Kozaczyzny z Rzpltą przesunął się cień tytułu Księstwa Ruskiego—i zniknął. Nie było komu ująć go spokojnie i mocno. Ambitne walki wzajemne róż­nych hetmanów niszczyły i rujnowały Ukrainę o wiele wię­cej, niż to miało miejsce za czasów Chmielnickiego. Powo­ływanie ciągłe Turków i Tatarów na pomoc, zniszczyło i zdemoralizowało ludność, starło doszczętnie wszelkie ślady osadnictwa od początku 17-go wieku. Lud słusznie bardzo cały okres wojen Doroszenkowych i późniejszych nazwał „Ruiną"!

Doroszenko, znękany niepomyślnym obrotem swojej po­lityki, zrobił to, co uczynił jego mistrz Bohdan Chmielnicki— poddał się Moskwie. We wrześniu 1676 roku „poddał się pod regiment" Samojłowicza, składając w ręce jego buławę het­mańską, zastrzegając sobie tylko prawo mieszkania na Ukrai­nie. Ale Moskwa przyrzeczenia tego nie dotrzymała. Kilka lat przemieszkał w Moskwie, potem zrobiono go wojewodą

Blfttogrńd—Akkerrnan, gdzie był więziony Juras Chmlelniczenko.

 

 

w Wiatce (do r. 1C82), a potem dopiero otrzymał w darze wieś Jaropołcz, gdzie w roku 1698 burzliwe życie zakończył.

Poddanie się Doroszenka Moskwie nie przyczyniło się zgoła do rozwikłania sprawy kozackiej na Ukrainie kijow­skiej; przeciwnie—zagmatwało ją jeszcze bardziej. Mimo usu­nięcia się Doroszenka, Turcja nie zrzekła się praw swoich. Miała ona w zanadrzu nowego pretendenta, który nie widział innego wyjścia dla siebie jak poddać się smutnej roli, wy­znaczonej mu przez Turcję. Był to najmłodszy syn Bohdana Chmielnickiego, nieszczęśliwy Juryszko. Trzymany najprzód w Białogrodzie, dokąd wysłali go w r. 1672 Turcy, a potem w Carogrodzie, po usunięciu się Doroszenka, naznaczony zo­stał na godność hetmana kozackiego. Z hetmana mnich, z mnicha wywłoka, z wywłoki hetman i więzień — miał je­szcze przed sobą inną rolę — księcia Ruskiego.

Gdy go Turcy wypuścili z więzienia i nominowali het­manem bez wojska, zebrał gdzie mógł włóczęgów, zasilił się Turkami i Tatarami i poszedł zdobywać Czehryń w lecie 1677 roku. Była już tam załoga moskiewska. Romodanowski i Samojłowicz wyruszyli na pomoc. Wszystko to się działo w Polsce pomimo traktatu pokojowego Andruszowskiego. Turcy odstąpili od oblężenia, ale powtórzyli je na rok na­stępny. Postanowiono odebrać Czehryń, który przez sam fakt poddania się „chytrego i sprośnego'* „pohańca" Doroszenka Moskwie, znalazł się w jej posiadaniu. Wypuszczonego tedy z więzienia „niedowiarka*4 Jurka Chmielnickiego, wysłano znowu pod Czehryń. Skutkiem cofnięcia się Turków niezdo­byto go, odłożywszy zdobycie na rok następny. Jurko, obda­rzony aksamitnym kołpakiem i szubą, po raz drugi odstąpił z pod Czehrynia. W uniwersałach, wzywających ludność i kozaków do kupienia się pod jego sztandarem, Juryszko podpisywał się: „Gieorgij-Gedeon Wenżik Chmielnicki, kniaź małorosijskij, ukrainskij. wożd’ wojska Zaporozkoho**.

Wyprawa pod Czehryń nie udała się z powodów poli­tycznych. Skutkiem tajemnego porozumienia się z Turcją, które miało doprowadzić do traktatu, nakazano załodze Cze- hryńskiej wycofać się, a zamek wysadzić w powietrze i miasto zniszczyć. Tak się też i stało. Traktat z roku 1681 położył koniec zatargom turecko-moskiewskim, ale sprawa Ukraińska wcale przez to załatwioną nie była: Rzplta nie zrzekła się praw swoich do Ukrainy Kijowskiej, a Moskwa tern pilniejszą uwagę zwróciła na Ukrainę Perejasławską. Przy Turcji po­został spłacheć Podola, którego również nie zrzekła się Rzplta. Mimo to Turcy oddali ją pod zarząd, do pewnego stopnia, Woj-dy wołoskiego Duki, który, otrzymawszy kraj pusty prawie skutkiem kilkoletnich wojen, rozpoczął zwoływać ludność dla osadnictwa. Szło mu to wcale nieźle. Pojmany przez Polaków (1683) pozostawił ten kraik pod opieką Pana Boga. Teoretycznie był on w posiadaniu Turków.

Pragnąc zaznaczyć prawo swoje do tej części Podola, Turcy próbowali stworzyć jeszcze w tej części jakiś odrębny ośrodek państwowy i na wielkorządcę kraju przeznaczyli

Juryszka Chmielnickiego z rezydencją w Niemirowie. Tak więc włóczęga, tułacz nieszczęśliwy, igraszka zawiści star­szyzny kozackiej i losu, niedołęga umysłowy, pozbawiony wszelkiego charakteru i zdolności, posiadający tytuł Księcia Ruskiego, jak przed nim Doroszenko, nieposiadając jednak ani księstwa, ani stolicy, ani wojska, Juryszko znalazł nagle prawie Księstwo i stolicę. Księstwem tern był spłacheć kraju nie mający określonych granic, w którym można było ozna­czyć kilka punktów tylko, jako miasteczka: Kalnik, Między­bórz, Niemirów. Na stolicę Turcy wyznaczyli mu Niemirów. Zjechał tam na czele nielicznego orszaku różnonarodowej zbieraniny i objął w posiadanie kraj ogołocony z żywności i ludzi. Ale byli żydzi, których chciwość zapędza do obozu największych wrogów. Mieszkał tam i posiadał instytut dzie­wic („odalisk") wychowywanych dla sułtanów i baszów, żyd Orun, bogacz, handlujący dziewczętami ruskiemi. Na niego zwrócił uwagę Książę Sarmacji. Zanim jednak do tego do­szło, próbował nawiązać stosunki z Moskwą za pośrednictwem Samojłowicza, który pod tym względem posiadał szczęśliwą rękę, bo już zdołał w sieci moskiewskie zwabić Doroszenkę. Obiecywał też i Księciu Ruskiemu darowanie winy i łaskę carską. Byłby to uczynił Juryszko, ale nie miał sposobności.

Tymczasem trzeba było żywić zgłodniałą rzeszę jancza­rów, Tatarów i Lipków otaczających go. Wymuszał żywność na kim mógł tylko. Na dziedzińcu swoim posiadał jamę około 40 metrów głęboką, do której wrzucał każdego, kto mu się nie opłacił, i męczył — aż opłacił się. Był to typ je­dnego z tych nieszczęśliwych, których zmarnowała Kozaczy­zna. Z rozbitą duszą, w walce z sumieniem, w walce z oto­czeniem, nic dziwnego, że bezbrzeżna rozpacz miotała tym biedakiem. „Cierpię nad tern, co się dzieje — mówił przy­godnemu podróżnemu mnichowi z góry Athos, który zabłąkał się do niego, — ale wspólnie z Turkami iść muszę. Cóż ja, niewolnik, mam robić? Co każą, to uczynić muszę.*' Pra­gnął wrócić, ale lękał się Sybiru.

Tymczasem zaszły wypadki, które mu powrót i do Cze- hrynia i do Moskwy zamknęły. Przyciśnięty potrzebą, napadł na odalik Oruna, zrabował doszczętnie, starą Orunichę za­mordował, a jedną z wychowanek odaliku zabrał do siebie. Orun, wróciwszy z wycieczki po nowy „towar“, znalazł w do­mu śmierć i ruinę. Poleciał do Stambułu na skargę. Schwy­tano biednego ale dzikiego Juryszkę i stawiono przed sąd baszy w Kamieńcu, któremu Książę Ruski podlegał. Po krótkiej perkwizycji nałożono mu stryczek na szyję i poprowadzono. Powiadają, żc go uduszono na moście, zwanym tureckim. Zdaje się, że stało się to w roku 1681.

Taką śmiercią zginął ostatni potomek Rohdana Chmiel­nickiego — nieszczęśliwy syn nieszczęśliwego ojca.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • ZANIK KOZACZYZNY KIJOWSKIEJ.

Widzieliśmy jak się rodziła, kształciła i degenerowała wreszcie idea autonomiczna kraju pod hegemonią Kozaczyzny. Brak wszelkiej stałości i jasności w politycznych dążeniach hetmanów kozackich, nieumiejętność zorjentowania w tragi­cznym splocie wypadków, jakie spadły na Rzpltę, wzajemne walki ze sobą o starszeństwo, wreszcie zajadła złośliwość i złość kozaków względem Rzpltej, jako środek agitacyjny dla zwabienia w swoje szeregi czerni, — wszystko to razem wziąwszy doprowadziło prawobrzeżną Ukrainę do stanu strasz­nego wyludnienia i spustoszenia. Miasta i miasteczka, zbu­dowane wysiłkiem polskiej pracy i myśli, leżały w ruinie; ludność wiejską spędzano tysiącami za Dniepr przemocą (zho- ny), tysiącami uciekała sama przed szablą turecką. Ledwie błysnęła chwila spokojnego życia, ta sama ludność uciekała od Moskwy na dawne siedziby. W płomieniach i ruinie włas­nego kraju, hetmanowie kozaccy szukali zaspokojenia swoich ambicji i nazywali to walką o wolność, a gdy im Rzplta ofia­rowała warunki zgody, wróżące świetną i niezależną przy­szłość Ukrainie z mocy Ugody Hadziackiej, dawali się łapać na obietnice i ruble moskiewskie z lekkomyślnością nie da­jącą się zrozumieć.

Z usunięciem się Doroszenka i Juryszki Chmielnickiego z areny dziejowej, faktycznie Kozaczyzna prawobrzeżoa prze­stała istnieć. Byli jeszcze kozacy z tytułu, ale nie było już Kozaczyzny. Miała ona jeszcze przytułek na Siczy Zaporoż- nej, ale czem i jaką tam była—będziemy mówić o tem w in­nem miejscu.

Hanenko i Doroszenko, składając przysięgę na poddań­
stwo Moskwie, zrzekali się dobrowolnie jedności terytorjalnej Ukrainy. Gdy na zjeździe kozackim dla wyboru nowego het­mana, za przykładem hetmanów opowiedzieli się za Moskwą prawobrzeżni pułkownicy, pierwszy Eustachy Hohol zerwał z Moskwą, za jego przykładem zerwali inni. Ale Hohol, pod­dając się Polsce, pod wpływem Samojłowicza napisał do Ca­ra z oświadczeniem wierności. Nie wiedział o tern Sobieski i mianował go „Nakaźnym hetmanem** tymczasowym, a na siedzibę przeznaczył Polesie, polecając oddać mu w posiada­nie Dymir, Czarnogródkę i Korostyszów. Prawie w tym sa­mym czasie hetman W. K. wysłał do Niemirowa, jako „Sta­rostę**, szlachcica z Lubelskiego, Stefana Kunickiego, który już w sierpniu 1676 roku ustąpił, robiąc miejsce „Księciu Sarmackiemu11.

Po śmierci Hohola w 1679 nie mianował Król hetmana kozakom. Garstka ich rozsiedlona na Polesiu była pod ko­mendą polskich pułkowników Mirona i Urbanowicza, tworząc rodzaj straży granicznej. Kozacy jakoby prosili o hetmana— chyba już po usunięciu Juryszka z Niemirowa. Król w tej roli wysłał Kunickiego. Faktycznie był on jenerałnym osad- czym, a prawo zwoływania osadników otrzymał od hetmana W. K. Jabłonowskiego.

Zbliżająca się wojna z Turcją—w imię ukochanej przez Sobieskiego idei obrony chrześcijaństwa—wpłynęła na zmianę stosunków wewnętrznych na Ukrainie. Pogłoska o tej woj­nie wywołała ożywienie śród rozbitków kozackich, włóczą­cych się bezczynnie po kraju, lub bawiących się rabunkiem. Wojna dawała im środki zarobkowania. Nie było już pośród nich nikogo, ktoby wywiesił hasło polityczne, ktoby miał ja­kiekolwiek pragnienia narodowe do urzeczywistnienia. Umo­wa Rzpltej z Turcją w Bachczysaraju w r. 1681, a później traktat Grzymultowskiego zastrzegały pas wolny od koloni­zacji po obu stronach Dniepru od Kijowa aż do Zaporoża. Miejscowości zatem, gdzie gnieździła się Kozaczyzna pozba­wione były oparcia i możności dalszego rozwoju. Ludność długo obawiała się osadnictwa w tych stronach.

Na wiosnę roku 1683 zjawiła się deputacja kozacka u Króla z propozycją wzięcia udziału w wojnie. Król bardzo życzliwie przyjął propozycję. Za pieniądze papieskie poczęto werbować ochotników, a uzbierało się tego zaledwie 3 ty-

10

siące. Z listów Jana Sobieskiego wiemy, że była to hołota, która wziąwszy żołd piła, hulała i na odsiecz spóźniła się. Nie brała więc w odsieczy żadnego udziału, chociaż historycy ruscy—i nasi niekiedy—uporczywie powtarzają bajkę o udziale kozaków. Po odsieczy Wiedeńskiej służyli istotnie, rzadko się bijąc, a często rabując co się dało.

Inną rolę przeznaczył Król Kunickiemu, wysyłając go przez Wołoszczyznę, aby szarpał na tyłach armię turecką. Tu, póki nie było nieprzyjaciela, pisał o zwycięstwach, gdy zjawili się Tatarzy, którzy cofając się, natknęli się na Ku­nickiego i Wołosi, przegrał bitwę i stracił wszystkie zrabo­wane rzeczy. Wrócił do Niemirowa i tu w jakiejś burdzie z kozakami życie zakończył. Po nim tytularne hetmaństwo objął jakiś Mobyła—także nie na długo. Mazepa nazywał go „głupcem, nie tylko wtenczas kiedy był pijany, lecz także gdy był trzeźwy*4. Kozacy niezadowoleni z niego z powodu przegranej jakiejś potyczki z Turkami, poczęli go bić i włó­czyć po mieście, tak że ledwie żywy umknął do Zameczku pod opiekę załogi polskiej, a zbieranina kozacka poczęła szu­kać innego chleba za Dnieprem.

Tak więc zwycięstwo Kozaczyzny na tern się skończyło, że nie było na Ukrainie ani kozaków, ani ludności ruskie), ani Polaków. Gorzej jeszcze, bo wojna nawet dzikie zwie­rzęta, któremi przepełniona była Ukraina, wypłoszyła. Włó­czyły się po stepach, przymierając głodem i chowając się od Tatarów po komyszach, gromady wybitej z rolniczego trybu życia ludności.

Trzeba było rozpocząć na nowo kolonizację pustyń, jako rezultatu długoletnich wojen. Kozaczyzna niemirowska roz­leciała się w strzępy, na Polesiu zaś Miron, naznaczony „na- kaźnym** zaczął poczynać zgoła samowolnie, głosząc, jak nie­gdyś Chmielnicki, że ma pozwolenie od króla zająć kraj przez kozaków aż po Słucz. Tymczasem uniwersał królew­ski zupełnie co innego głosił: wyznaczał stanowiska dla ko­zaków koło Korsunia, Czerkas, Czehrynia, Łysianki, ziemie nad Tarniną j Tykiczem i koło Humania.

Było to pewnego rodzaju wskrzeszenie Kozaczyzny, które Sejm konstytucją swoją potwierdził, powołując się na zasługi kozackie w czasie wojny tureckiej, chociaż widzieliśmy, że zasługi te były minimalne. Konstytucja pozwalała kozakom skupiać się koło hetmana Mohyły i osadzać pustynie ukrainne. Niejednokrotnie wypadnie historykowi polskiemu stwierdzić, że Jan Sobieski, niewątpliwie dzielny żołnierz, był jednak bardzo łatwowiernym, nieostrożnym i nieprzewidującym po­litykiem. Wierzył, że Moskwa zwróci Kijów i po tylu do­świadczeniach ciężkich i krwawych, po tylu obłudnych ma­tactwach kozaków, wierzył, że ci ludzie, wychowani w swa­woli, potrafią—z dziś na jutro—być spokojnym materjałem rolniczego osadnictwa. Złudzenie to niedługo trwało, ale wywołało nowe zwichrzenie kraju, który w znacznej mierze był oszczędzony przez oręż tatarski i turecki.

Uniwersał królewski obiecywał wysłać osobnych komi­sarzy dla wyznaczenia ziemi na osadnictwo. Wywołał on śród ludności wiejskiej Polesia i Wołynia pewne poruszenie i ucieczkę na stepy ukrainne, co oczywiście wywołało krzyki niezadowolenia ze strony szlachty, pozbawionej siły gospo­darczej. Regimentarz Druszkiewicz nadaremnie uspokajał szlachtę. Tworzące się kupy swawolnego kozactwa pod wo­dzą samowolnie nominujących się pułkowników, zwykłych watażków, rabowały majątki szlacheckie, klasztory i za pie­niądze wynajmowały się do wszelkiego rodzaju zajazdów, mających na celu osobiste porachunki. Typem takiego puł­kownika był jakiś Karol Tyszkiewicz.

Gdy swawolne kozactwo hajdamaczyło na Polesiu—w ste­powej połaci Ukrainy inaczej, ale nie lepiej, układały się stosunki i były nowym dowodem omyłki Sobieskiego, co do możliwości zużytkowania pokojowo rozbitków kozackich.

Wróg polskiej kultury, życia i państwowości, wychowa- niec rosyjskiej polityki, Włodzimierz Antonowicz, w ten słu­szny sposób charakteryzował żywioły niby kozackie, pozo­stałe na Ukrainie Kijowskiej po wycofaniu się Doroszenka i Hanenka: „zachodnia Ukraina staje się przytuliskiem ludzi bezdomnych, zbiegłych od pracy włościan i zuchwałych włó­częgów. Powtórzyło się zjawisko z przed dwiestu lat, które dało początek Siczy Zaporożnej: z najróżnorodniejszej zbiera­niny organizują się w stepach zbrojne watahy oczajduszów i prowadzą wojnę rabunkową z Turkami i Tatarami. „Były to resztki wychowanków ideowych Chmielnickiego i Doro­szenka. Z takiego materjału polecił Sobieski zebrać oddział ochotniczy Bułyże, Menżyńskiemu i Druszkiewiczowi i na ta­kim materjale pragnął stworzyć nową jakąś Kozaczyznę, rol­niczą i spokojną. Widział odwagą żołnierza, ale nie docenia! jej motywów i charakteru moralnego. Wychowańcy stepowej swawoli nie mogli być w zgodzie z jakimkolwiek ustrojem społecznym, w Polsce raziła ich szlachetczyzna, w Moskwie— bojarstwo, to jest te elementy w państwie, które reprezento­wały całość państwa i jego spokój. Stepowy „dobycznik" miał skarb przed sobą — ziemią, mógł jej używać ile chciał, ale sam używać nie chciał, a za wroga miał każdego, który z niej ciągnął korzyści, korzyści tych zazdrościł i niszczył je jako dorobek nieprzyjaciela. Co ważniejsza, uważał takie ni­szczenie za pewnego rodzaju obowiązek i zasługą, bo każdy, kto bronił porządku, krąpował go, był zatem uważany za prześladowcą wolności.

Z niedoceniania ducha i charakteru kozaków wypłynęła jego chąć odbudowania Kozaczyzny na podstawach zgoła in­nych, niż była Kozaczyzna zorganizowana przez Chmielni­ckiego. Sobieski pragnął Kozaczyzny uległej i podległej państwu, od państwa wyłącznie zależnej, opartej nie na „da­wnych przywilejach i wolnościach'*, lecz na niewyraźnych ideal­nych obowiązkach wobec państwa. Ale do tej odbudowy posługiwał sią ludźmi nieobliczalnego charakteru i tempera­mentu, prawie wyłącznie tymi, którzy zaznaczyli sią awan­turami w okresie tureckiej wojny, po wiedeńskiej odsieczy.

Akcja, którą nazywano odbudowaniem Kozaczyzny, była właściwie zanikaniem jej, rozkładaniem się, dalszą degene­racją, rozpoczątą przez Doroszenka, pochyleniem sią do po­wolnego upadku. Kozaczyzna Sobieskiego nie była już przed­stawicielką idei politycznej, nie posiadała w sobie żadnych sił twórczych, ale poddana pod władzą hetmanów W. K. i Polnego, jakoteż Regimentarzy, posiadających władzą niby dawnych hetmanów kozackich, miała być pośrednikiem miądzy państwem, a materjałem osadniczym. Ale pomysł ten, oparty na błędnych przesłankach, gorzkie wydał owoce.

Cała ta akcja z inicjatywy i pod wpływem Sobieskiego poczęta, nosiła głośny tytuł — odbudowania Kozaczyzny, to jest odbudowania tego czynnika, który najbardziej przyczynił sią do osłabienia i upadku Rzpltej. Ci, którzy wywołali anar- chją w państwie, mieli stać sią podporą porządku. Trudno o większe niekonsekwencje, które wkrótce przyniosły wielkie

 

rozczarowania. To też konstytucja z roku 1685, wpisana do „Volumina legum“ brzmi jakby jakaś głęboka ironja nad wiekowem zmaganiem się Rzpltej z tą nanowo wskrzeszaną Kozaczyzną—„za usługi i ochotę0 okazywane Rzpltej. Kon­stytucja ta zachęcała do łączenia się z „hetmanem Mohyłą", tym samym, którego tak dosadnie scharakteryzował Mazepa. Aprobowano „dawne swobody", a na dowód „dobroczynnej łaskawości" obiecywano „wysłać komisarzy do rozporządzenia i ubezpieczenia sadowienia się Ukrainy w dobrach naszych". Było to takie same złudzenie, jakiemu ulegał Adam Kisiel, który wierzył, że kozaków można głaskaniem uspokoić.

Miało być zatem dwie jakieś Kozaczyzny: jedna z puł­ków najemnych, konsystująoa na Polesiu, która, jak zoba­czymy, rozbojami swemi i najazdami rabunkowemi zwi­chrzyła nie tylko Polesie, ale połowę Wołynia, a druga jakaś inna, która miała na celu pracę kolonizacyjną w stepowej połaci.

W myśl tedy uniwersału królewskiego, nowomianowani pułkownicy kozaccy mieli się zająć formowaniem kozackich pułków, na co otrzymali „listy przepowiedne". Samuś otrzy­mał pustynię Bohusławską, Iskra—Korsuńską, a Semen Palij Fastowszczyznę. Samuś nie zadowolnił się Bohusławiem, lecz, otrzymawszy tytuł „nakaźnego hetmana", bawił się niby osadnictwem w okolicach Niemirowa. „Pułkownik" Abazin kolonizował Bracławszczyznę i okolice Kalnika. To co się nazywało kolonizacją stepów było właściwie akcją podrzędną, głównem zaś zadaniem tych pułkowników było skupianie rozproszonego kozackiego hultajstwa i rabunkowe wyprawy na wszystkie strony.

Typem wszakże nowego gatunku „odrodzonej Kozaczy­zny" był Semen Palij. Nosił on tytuł pułkownika Białocer- kiewskiego, chociaż Biała-Cerkiew jako twierdza znajdowała się w ręku Polaków i stała niejako na straży, zarówno bli­skiej granicy moskiewskiej jak i była hamulcem poniekąd swawoli kozackiej. W pobliżu jej, w Fastowie, usadowił się Palij i pułkiem swoim, „składającym się z zaporoskich ko­zaków, różnych awanturników i wszelkiej hołoty", zajął Fa­stowszczyznę, zniszczoną przez długoletnią wojnę. Pragnąc ją zasiedlić, obiecał długoletnie „słobody", które zwabiały ludność z pobliskiego Polesia. Bardzo mu tylko było nie na rękę sąsiedztwo Białej-Cerkwi, która się stała celem jego tajemnych życzeń.

Niedługo trwała idylla konstytucji 1685 roku o „wiernej służbie kozaków". Niezależnie od osadnictwa Palij ze swoją watahą rozbójniczy! w stepach, rabując Turków i Tatarów, palił przedmieścia miast tureckich, niszczył ułusy Budżackiej i Białogrodzkiej ordy, a wszystko to robił na własną rękę, sprowadzając na Rzpltą wiele kłopotów. Jak wyglądało „wojsko zaporoskie" Palij a, daje o niem pojęcie człowiek współczesny, pop Łukjanow, który przez Pastów przejeżdżał do Ziemi Świętej. Byli to oberwańcy, którzy jak zgłodniałe wilki rzucali się na każdego i rozszarpywali wszystko, co znaleźli na wozach. Odpowiednia do wojska była „obrona narodu", która polegała na tern, że kozacy Palijowi rabowali majątki polskie, a szlachtę wypędzali.

Przewidując, że prędzej czy później przyjść musi do starcia z Polakami, powziął zamiar poddania się Roąji. • Świadczyło to najlepiej o braku u tego człowieka wszelkiego zmysłu poli­tycznego, braku wszelkiego orjentowania się w stosun­kach istniejących. Moskwa, jakkolwiek skora do podtrzymywa­nia wszelkich niepokojów w Polsce, odmówiła mu, radząc, ażeby się udał na Zaporoże. Co do tej rady, orjentował się dobrze: wolał obfity chleb w Fastowszczyźnie, niż głodową wolność na Zaporożu. Mazepa przychylał się do przyjęcia Palija „mocną ręką", bo w ten sposób zbliżyłby się do swoich stron rodzinnych. Ale te sympatje niedługo trwały. Mimo odmowy Moskwy, Palij otrzymywał stamtąd podarunki i „żałowanje".


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location