FR. RAWITA-GAWROŃSKI KOZACZYZNA UKRAINNA W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ DO KOŃCA XV||| WIEKU

Article Index

Im bardziej zbliżał się do Moskwy, Lem więcej okazy­wał zawziętości do szlachty. Rabunkowe najazdy na dwory i folwarki szlacheckie bardzo się podobały kozakom, bo jak niegdyś za Chmielnickiego, majętności szlacheckie przecho­dziły we władanie kozaków, jakoteż licznych samozwańczych pułkowników i watażków. Ciężką spuściznę pozostawił So­bieski w tej wrzekomo „odrodzonej" Kozaczyźnie, bo anarchję wewnętrzną, tern gorszą, .że zawistnem okiem poczęli patrzeć na nią sąsiedzi. Osobliwie Piotr Wielki spoglądał ciągle chciwem okiem przez Smoleńsk na Litwę, wzrok swój za­puszczając ku Bałtykowi, a przez kijowskie okno, otworzone Moskwie przez króla, który ratował Wiedeń od Turków, śle­dził pilnie, co się dzieje na Rusi.

W miarę wzmacniania się w Fastowszczyznie rosły także kozackie marzenia Palija. Szedł'on pod pewnym względem dalej, niż jego poprzednicy, którym przecież świtała jakaś idea państwowa, w imię której nie decydowali się niszczyć starego ustroju społecznego i wyrobionego przez wieki po­działu uwarstwienia, pragnęli tylko własność szlachecką zamie­nić na kozacką. Warchoł fastowski, tak sympatyczny pierwot­nym pojęciom społecznym ludu wiejskiego, pragnął wszystką ludność Ukrainy skozaczyć, zastępując wszelkie powinności stanu włościańskiego albo obowiązkiem służby wojennej, albo opłatą pieniężną na utrzymanie wojska kozackiego. Były to halucynacje pijanej głowy, nieuwzględniające prawidłowego istnienia jakiegokolwiekbądź organizmu państwowego i nie liczące się z niemożliwością przeprowadzenia własnemi si­łami takich reform nawet w osłabionej Rzpltej.

Niepokój, wywoływany zachowaniem się Palija, zmusił nareszcie Rzpltą do zbrojnego wystąpienia przeciwko niemu w roku 1691. Nieudałe próby Regimentarza Druszkiewicza zwalczania Palija zakończyły się naznaczeniem nowego Re­gimentarza Balcera Wilgi, który miał zgromadzić siły pol­skie, wzmocnić Białą-Cerkiew i opanować Fastów. Przygo­towania zaniepokoiły Palija, który znowu począł narzucać się Moskwie ze swojem poddaństwem i prosił o wojskową pomoc Mazepę. Uniwersał królewski, traktując Palija i jego kozaków jako buntowników, pozwalał ogniem i mieczem niszczyć ich, i rzeczywiście udało się z niektórych punktów wyprzeć tych „kozaków". W roku 1694 Palij niby upoko­rzył się i zaproponował wspólną z Jabłonowskim, hetmanem W. K., wyprawę na Turków. Hetman nie dał się złapać na tę przynętę, ostro wyrzucając buntownicze zachowanie się Palija. Mimo wszystko Palij pokornemi listami „do czasu", jak się wyrażał, usypiał czujność Polaków, i Tatarów ze ste­pów Budżackich spędzał. Była to niby pomoc Polakom w woj­nie z Turcją.

Ale wojna skończyła się traktatem Karłowickim w r. 1699, mooą którego Ukraina i Podole powróciły do Polski.

Gospodarstwo Palija i innych pułkowników kozackich poruszyło nareszcie całą Rzpltę. Nietylko Woj-dztwa Bracław- skie i Wołyńskie, będące pod bezpośrednim terrorem swa­woli kozackiej, ale deputaci dalszych województw, osobiście po śmierci Sobieskiego przyjeżdżali na sejm z uchwałami sejmików, żądającemi zniesienia Kozaczyzny. Duchowieństwo rzymsko-katolickie, nękane i prześladowane przez kozaków, wystąpiło także z żądaniem skasowania Kozaczyzny, jako źródła bezustannego niepokoju w państwie. Na sejmie koro­nacyjnym w r. 1697 August II przyrzekł jej zniesienie. Wreszcie na sejmie pacificationis w czerwcu 1699 r. sejm zdecydował się rozpuścić milicję kozacką, skasować wszyst­kie pułki, tak piesze jak konne i zawiadomić kozaków o zu- pełnem zniesieniu wojska kozackiego. Jakoż istotnie 20 sier­pnia tegoż roku hetman W. K. w uniwersale, wysłanym na imię „nakazoego** hetmana Samusia, do pułkowników Palija Iskry, Abazina, Barabasza, jakoteż do wszystkich kozaków, zawiadomił o uchwale sejmu.

Ale łatwiej było powziąść uchwałę i wydać uniwersał, niż znieść „odrodzoną" Kozaczyznę. Palij miał inne poglądy na suwerenne prawa państwa i ustąpić nie chciał. Zapomniał o tern, że państwo, które mu pozwoliło zająć Fastowszczyznę. może ją odjąć, gdy to się okaże niezbędnem. Palij odpowia­dał: „ja osiedliłem się w wolnej Ukrainie i mam prawo (u siedzieć". Takie pojmowanie prawa mogło wystarczać wa­tażkom kozackim, ale nie państwu.

Próba wyrugowania siłą na razie nie udała się. Palij siedział, kozaków nie rozpuścił. Opierał się, bo wiedział, że zbliża się wojna Szwedzka. Za jego przykładem poszli inni. Palij zwołał do Fastowa na naradę Samusia, Iskrę i Aba­zina. Oczywiście narady te mogły mieć charakter tylko opo­zycji zbrojnej. Tak też się stało. Gdy w r. 1702 w Bohusła- wiu i Korsuniu zjawiła się garstka polskiego wojska w asy­stencji właścicieli ziemskich odebranych przez kozaków ma­jętności, i zażądała opróżnienia miast, kozacy napadli na nich, częściowo wymordowali; inne miasteczka, jak Łysianka, poszły za ich przykładem, a jednocześnie rozeszła się po­głoska, że Samuś złożył przysięgę Carowi i poddał się pod regiment Mazepy. Kozacy na czele z Samusiem ruszyli pod Białą-Cerkiew, zwołując czerń ku sobie. Palij prowadził oblężenie Białej Cerkwi, a Samuś udał się w głąb Wołynia, Berdyczów zdobył, żołnierzy wyciął. W ten sposób część Rusi znalazła się w posiadaniu kozaków tych samych, których ..odrodził" Sobieski.

Leduchowski na czele pospolitego ruszenia stanął pod Za- sławiem i rozpoczął sądy nad opornymi lub zdrajcami. To po­wstrzymało dalszy rozwój chłopskiego buntu na Wołyniu.

Samuś z pod Berdyczowa ruszył w Bracławszczyznę, razem z Abazinem zdobył Niemirów, a żołnierzy wymordo­wał. Był to sukces nielada, bo Niemirów uchodził za ostoję Podola, silniejszą niż Bar i Bracław. Równocześnie prawie padła Biała-Cerkiew, w której usadowił się Palij.

Na interwencję Rzpltej wmięszał się w tę wojnę car Piotr I, który Samusiowi i Palijowi radził zaprzestać waśni, a raczej wspólne siły zwrócić na wspólnego wroga—Szwedów. Interwen­cja Piotra nie przyniosła żadnego skutku. Kozacy zwykle stali twardo, gdy byli zwycięzcami. Powszechnie twierdzono, że het­man W. K. Lubomirski podtrzymywał kozaków. Zdaje się je­dnak, że to pochodziło od Sieniawskiego, ambitnego antagonisty Lubomirskiego, który od r. 1702 został hetmanem polnym, utrzymał on naczelne dowództwo dla uspokojenia kozaków. Przekonał się, że powstanie kozackie było hałaśliwe, ale nie posiadało siły odpowiedniej, wzięte wszystko razem, nie przewyższało 12,000 kozaków. Watahy kozackie spotykane pod Konstantynowem, Międzyborem, Winnicą zostały rozpro­szone. Samuś nie utrzymał się w Niemirowie, kozacy jego rozbiegli się. a Samuś uniknął do Bohusławia. Pod Ładyźynem rozbito doszczętnie Abazina. Inne pomniejsze watahy uciekły przez Dniestr do Wołoszczyzny. Powstał popłoch jak za czasu wojny tureckiej. Ludność posunęła się ku Dnieprowi i oparła się o Fastów i Białą-Cerkiew. Abazin na kole zapłacił swoją wdzięczność Sobieskiemu za pułkowniko9two. Palij trzymał się w Białej-Cerkwi, której Sieniawski nie zdobywał nawet, lecz z wojskiem wyruszył w głąb Polski, gdzie wrzała walka ze Szwedami.

Na Ukrainie panował względny spokój aż do połowy 1704 r. Zawierucha wywołana przez pułkowników Sobieskiego odrywała wojska od walki że Szwedami, co nie było w in­teresie także Piotra l. Naglił on tych pułkowników do uspo­kojenia się. W tę całą aferę wmieszał się zręczny intrygant Mazepa. Po Samojłowiczu odziedziczył on tytuł hetmana ,,wszystkiej“ Ukrainy, a tymczasem część zachodniej była w ręku Palija. Odebrać od Palija i objąć ją w swoje wła­danie można było tylko za pośrednictwem Moskwy. Car po­lecił Mazepie przejść z wojskiem na prawy brzeg Dniepru i tytułem pomocy Rzpltej opanować Białą-Cerkiew. Traktatem w Narwie Car obowiązał się odebrać Białą-Cerkiew, ale Ma­zepa uprzedził traktat. Przywołał do siebie do Kijowa Iskrę i Samusia, który w ręce jego złożył godność hetmana, buń- czuk i buławę. Mazepa przekroczył granicę niby dla pomocy przeciwko Szwedom tam właśnie, gdzie ani jednego żołnierza szwedzkiego nikt nie widział i stanął obozem pod mogiłą Pere- piata niedaleko Kastowa, dokąd zaprosił Palija, który w obozie hetmana Siewierskiego przesiadywał i według zeznania Ma­zepy, od dwóch tygodni nie wytrzeźwiał się wcale. Spodzie­wał się, że go car jak Samusia, na swoje „żałowanje** przyj­mie i upijał się zapewne z radosnego oczekiwania. Żadne perswazje, ażeby „hultajstwo** jego zaprzestało rabunku Po­laków, nie odnoszą skutku, gdyż „umysł jego zmącony bez- ustannem pijaństwem'*. Ale wisiała na nim burza. Mazepa zdołał dowiedzieć się, że Palij porozumiewa się jakoby z Lu­bomirskim, który za pomoc Palija Szwedom obiecuje mu prawem dziedzicznem wyjednać posiadanie Białocerkiew- szczyzny. Byłaby to w takim razie konspiracja przeciwko Augustowi II, sojusznikowi Piotra. Mazepa posunął się pod Berdyczów. Według podania ludowego zaprosił Palija na bankiet i pijanego kazał wtrącić do więzienia, oczywiście na rozkaz Gołowina, kanclerza Piotra I, urząd zaś pułkowni­ka oddał w inne ręce. Z pod Berdyczowa wysłano go do więzienia w Baturynie a stamtąd na Sybir.

Mazepa w Polsce odgrywał podwójną rolę: Moskwie tłumaczył, że obszary po Słucz powinny do niej należeć, a szlachtę głaskał i pułkowników różnych watah brał pod swój „regiment*4, powstrzymując w ten sposób ich swawolę, a zyskując pochwały szlachty.

Mazepa wędrował po ziemiach Rzpltej śladami Chmiel­nickiego, był pod Lwowem i Zamościem, gnębił szlachę do­stawami żywności i rozciągał pewnego rodzaju protektorat nad watażkami kozackimi, którzy korzystając z ogołocenia kraju z wojska, małemi oddziałami hajdamaczyli na Ukrai­nie i Podolu zupełnie bezkarnie.

Ukraina znalazła się tedy w położeniu niewyraźaem: politycznie należała do Polski, faktycznie zaś znajdowała się „w posłuszeństwie** Moskwie.

W roku 1709, po bitwie Poltawskiej, Palij wrócił do swojej Fastowszczyzny, ale rozpoczął porozumiewanie się z Turcją, które byłoby zakończyło się jeszcze gorzej niż ban­kiet w obozie pod Berdyczowem, gdyby nie śmierć, która go zaskoczyła prawdopodobnie w roku 1710, bo od tej chwili mowy o nim nie ma.

Wypadki na Zadnieprzu, o których kilka słów powiedzieć należy ze względu na łączność z polską Kozaczyzną, kształ­towały się odmiennie. Tam, zamiast komisjami, Moskwa jednała sobie Starszyznę kozacką sobolami i rozdawnictwem ziemi, a bunty wszelkie uspakajała toporem kata lub Sybirem.

Po wywiezieniu na Sybir Mnohohrecznego, tegoż roku, za zezwoleniem Moskwy, Starszyzna kozacka wybrała hetma­nem Iwana Samojłowicza, zwanego Popowiczem, człowieka bardzo gładkiego, usłużnego i niezmiernie przychylnego Mo­skwie, który też jej wzajemność pozyskał łatwo podjudza­niem ciągłem przeciwko Rzpltej. I temu marzyła się, jeśli nie mitra wołoska, to hetmaństwo w całej i niepodzielnej Ukrainie. Należał on także do tych hetmanów, którzy poli­tykę mierzyli własnemi chęciami. Zdawało mu się, że po­nieważ traktatem Buczackim Rzplta zrzekła się Ukrainy na rzecz Turcji, Moskwa może ją zabrać jako res nullius. Z te­go powodu najprzód prowadził wojnę z Doroszenkiem, aby go zmusić do zrzeczenia się hetmaóstwa, a w końcu zdołał nakłonić go do tego i przychylić ku sobie kilku pułkowni­ków, ale mimo to hetmanem całej Ukrainy nie został. Był to człowiek zręczny, który umiał lawirować śród niebezpie­czeństw polityki bojarskiej i przypochlebianiem się Moskwie starał się uniknąć losu swego poprzednika. Na znak wier­ności, synów swoich kształcił w Moskwie, ale potem porobił ich pułkownikami i ze Starszyzny utworzył pewnego rodzaju związek rodzinny.

Dawne „statje“ Bohdana Chmielnickiego wraz ze wszyst- kiemi coraz większemi ograniczeniami, zabezpieczające auto- nomję prowincjonalną już tylko Perejasławskiej Ukrainy czyli „Hetmańszczyzny", jak ją później poczęto nazywać, poszły w kąt. Rządzili bojarowie i Duma bojarska. Aż do czasu objęcia przez Samojłowicza hetmaństwa, jedynie cerkiew pra­wosławna, po obu stronach Ukrainy, posiadała autonomję i zależną była od Patryarchy carogrodzkiego. Moskwa zaś

 

posiadała własnego Patryarchę, któremu podlegało wszystkie duchowieństwo. Ciągle mając na celu nie jakąś, bodaj sztuczną i kulawą federację, lecz zjednoczenie, traktowanie Hetmań- szczyzny jako prowincji, polityka rosyjska dążyła do zjedna­nia dla uległości patryarchatowi moskiewskiemu duchowień­stwa kijowskiego, które jednak stało w obronie swojej auto- nomji. Gdy się opróżniła stolica metropolji w Kijowie, rząd moskiewski wrócił do myśli zjednoczenia wszelkiej władzy duchownej w ręku Patryarchy moskiewskiego, względnie Sy­nodu, Samojłowicz dla przypodobania się rządowi poparł tę myśl. Na metropolję wybrany został Gedeon Świętopełk Czetwertyński, który się zgodził przyjąć święcenie z rąk Pa­tryarchy moskiewskiego. Carogrodzki Patryarcha zaprotesto­wał, ale ułagodzony przez Moskwę, zgodził się zrzec się swego prawa. W ten sposób Samojłowicz przyczynił się do złamania autonomji Kościoła greckiego na rzecz Moskwy, co było wiel­kim krokiem naprzód w zwycięstwie polityki centralistycznej carów moskiewskich względem Rusi.

Potulność Samojłowicza w’obec rządu moskiewskiego i zaufanie, jakiem go ten rząd otaczał, wydobyły na wierzch pychę „Popowicza". Carskim zwyczajem począł się rozpo­rządzać samowolnie, bez narady ze Starszyzną i jawnie dążył do tego, ażeby buławę hetmańską zrobić dziedziczną w ro­dzie Samojłowiczów. Oburzył w ten sposób znaczną część Starszyzny, która skorzystała z pierwszego niepomyślnego dla niego obrotu rzeczy.

Sobieski ustępując Moskwie Kijów w roku 1086 nie opuszczał jeszcze myśli, której znaczną część swego życia po­święcił — walki chrześcijaństwa z muzułmańskim światem. Wciągnął do tego Rosję, która miała uderzyć na Krym, a Au- strja i Wenecja na Turcję. Samojłowicz wspólnie z wojskiem moskiewskiem miał prowadzić tę kampanję. Rozpoczęta póź­no—nie udała się. Golicyn, stojący na czele tej wyprawy, oskarżył Samojłowicza o zdradę, według podszeptów nieza­dowolonej ze swego hetmana Starszyzny. Oskarżono go o roz­myślne przewlekanie. Golicyn otrzymał rozkaz pozbawić Sa­mojłowicza hetmaństwa i wraz z całą rodziną wysłać do Moskwy, a natomiast wybrać nowego hetmana. Majątek Sa­mojłowicza skonfiskowano, jednemu z synów głowę ucięto, a stary Samojłowicz, zesłany na Sybir, umarł w Tobolsku.

Polecono w.ybrać nowego hetmana. Najważniejszy z kan­dydatów, Iwan Mazepa, zapłacił za tę godność Golicynowi, jak powiadają, 10 tysięcy rubli, i w roku 1687 obrany został hetmanem. „Statje" Chmielnickiego coraz bardziej zwężała Moskwa aż przybrały charakter nie prawa, obowiązującego obie strony, lecz przywilejów, nadanych starszyznie przez Cara. Nie wolno było hetmanowi samowolnie odbierać jej urzędów bez ukazu, zabezpieczono posiadanie majętności, a między innemi znalazł się warunek, pozornie nic nie mający wspól­nego z polityką, wypowiedziany jednak jako życzenie: ażeby jak najwięcej było mieszanych małżeństw z obu stron, i ażeby ludność z Ukrainy przesiedlała się do głębi Moskwy. Była to droga do zmoskwiczenia wyższych warstw ukraińskiego społeczeństwa, która, przy pomocy innych środków, wydała pożądane owoce.

Jwan Mazepa, następca Samojłowicza, nie był byle jaką figurą-ani „mużyckim synem* jak Mnohohreczny, ani sługą, „czurą- Chmielnickiego, jak Brzuchowiecki, ani „popowi- czem“ jak Samojłowicz. Szlachcic polski, z bojarów Biało- cerkiewskich, urodzony około 1640 roku, wykształcony w pol­skich szkołach, duchem polskiej państwowości ożywiony, z re- ligji był Rusinem, z kultury Polakiem, a z charakteru czło­wiekiem przewrotnym, niepewnym, pochlebnym i intrygan­tem. Kręcił się jako „pokojowiec“— rodzaj pazia—na dworze Jana Kazimierza, między rokiem 1659 a 1663, gdzie chcąc przysłużyć się Królowi, wdał się w intrygę przeciwko Pa­skowi, spoliczkowany przez niego, musiał dwór opuścić. Gdzieś ńa Wołyniu wplątał się w aferę miłosną, która skończyła się dla niego nietylko obiciem, ale przywiązany do konia, zo­stał w step napędzony. Wyratował się jednak od pewnej śmierci niewiadomo jakim sposobem, a w roku 1675 już go widzimy przy boku Doroszenka, gdzie pełnił różne mało za­szczytne funkcje: Doroszenko, pragnąc zjednać dla siebie Suł­tana i baszów posyłał im branki ruskie w prezencie i miąję tę, acz nie doszłą do skutku, powierzył był Mazepie; później wysyłał go na przeszpiegi do Samojłowicza, któremu przy­padł do smaku i pozostał w Hetmańszczyznie. Z łaski Mo­skwy i Samojłowicza, piastując rozmaite godności, ku koń­cowi hetmanowania Samojłowicza był jeneralnym asawułą, coby może odpowiadało godności szefa sztabu.

Jako człowiek rozumny i wykształcony, nie mógł nie zdawać sobie sprawy z tego, co się działo i dokąd taki stan rzeczy prowadzi. Na Ukrainie Kijowskiej, po poddaniu się Doroszenka, dogorywała Kozaczyzna, rozkładając się na te same pierwiastki wolnego hultajstwa, z których powstała i, hajdamacząc w kraju, nazywała to wojną, która w rzeczy samej nie miała już żadnej politycznej podstawy. Sprawa zjednoczenia ponownego na razie była już przegraną. Wojna przybrała charakter społecznego zatargu różnych watażków ze szlachtą polską, pozbawioną siły i opieki państwa, a zdaną na łaskę najswawolniejszych żywiołów zdegenerowanej Ko- zaczyzny, zasilanej wyrzutkami społeczeństwa ruskiego. Wy­suwali oni na czoło swoich niby pragnień lud, który fakty­cznie był materjałem żołnierskim dla nich, narzędziem ich małych ambicyjek i wielkiej chciwości. W hetmańszczyznie Moskwa prowadziła konsekwentnie i uparcie swoją politykę centralizacyjną, sprowadzając władzę hetmanów do wartości tytułu, gdyż istotnie byli oni niczem innem jak Wojewodami, nie nasyłanymi, lecz wybieranymi z polecenia rządu. Z takiej sytuacji nie było wyjścia i nie dawało się ono przewidzieć. Trzeba było tylko poddać się istniejącemu porządkowi rzeczy i wyczekiwać.

Czy w umyśle Mazepy istniała idea samodzielnego pań­stwa Ruskiego? Wątpić należy. Ale to jest rzeczą pewną, że znał Ugodę Hadziacką, że w chwili kiedy się agitowała sprawa Księstwa Ruskiego przebywał w Warszawie i duchem tej idei nasiąknął. Jako wychowaniec Konstytucyjnej Polski ideę wolności lepiej rozumiał niż jego poprzednicy, którzy po prostu sprzedawali się za tytuły i majętności, a jeśli przy­chodzili do zatargu z Moskwą, to tło polityczne miało tutaj najmniejsze znaczenie. Idea jakiejkolwiek niezależoości nie odgrywała śród ludu żadnej roli. On rozumiał wolność jako zupełną ekonomiczną niezależność. Wszelkie prawo, bez któ­rego żadne społeczeństwo istnieć nie mogło, on uważał za ucisk, za niewolę. Pragnął żyć tak jak ptak w powietrzu. Zadnieprze, Perejasławska Ukraina zaludniała się powoli tylko ludnością prawobrzeżną; tkwiły w niej przeto te same poję­cia społeczne, co i na Ukrainie Kijowskiej. Na ludzie zatem nie można było oprzeć jakiejkolwiek idei politycznej. A Star­szyzna była jeszcze gorszą od ludu wiejskiego. Wystąpiła ona w stosunku do niego w roli polskiej szlachty, posiadając wszystkie jej wady, a nie posiadając ani jej wysokiej kul­tury, ani jej przymiotów i zalet.

W takich warunkach objął Mazepa spuściznę hetmań- stwa. Musiał zatem ulegać Moskwie, musiał okazywać jej powolność, byle na razie uniknąć Sybiru i śmierci. Ale jako człowiek rozumny nie mógł nie wiedzieć, że Moskwa dąży do zupełnego zniesienia wszelkich praw Kozaczyzny i do wcielenia Ukrainy w swój organizm państwowy.

Zwycięstwa szwedzkie podsunęły niewątpliwie Mazepie myśl oderwania się od Rosji i poddania się pod protektorat Szwecji. Byłby to powrót do takiego samego planu, który już Bohdanowi Chmielnickiemu nasuwał się jako zbawienie. Plan ten musiał nabrać w jego oczach większego znaczenia, gdy Karol XII zdetronizował Augusta II, a na jego miejsce ukoronował Stanisława Leszczyńskiego. W ten sposób po­wstała myśl oparcia się o sojusz polsko-szwedzki, co wywo­łało potrzebę zbliżenia się do Rzpltej. Ze strony polskiąj robiono także zabiegi zjednania Mazepy. Roli tej podjęła się Księżna Wolska, która, po odwołaniu już Mazepy z Polski jeździła w tym celu do hetmana. W celach pojednawczych brał także udział jezuita Załęski, którego Orlik, wtajemni­czony w te pertraktacje, pokryjomu wprowadzał do mieszka­nia Mazepy.

Hetman kozacki nie cieszył się zgoła sympatjami ani Starszyzny, ani wojska — zbyt się różnił od nich kulturą i utrzymywaniem stosunków z Polakami. W Baturynie trzy­mał przy sobie pułk, wyłącznie prawie z Polaków złożony (serdeniata). Nieskończone „donosy4* o zdradach szły na niego do Cara, które jednak zdołał szczęśliwie odpierać. Wreszcie jawny bunt podniósł Petryk (Iwanowicz), jeden z pisarzy kancelarji Mazepińskiej, który wiedząc o zatargach Mazepy z Siczą, umknął w r. 1691 na Zaporoże i przez dwa lata pra­wie wichrzył, wciągnąwszy do tej imprezy Tatarów, aż na­reszcie przez jednego ze swoich przybliżonych dźgnięty został piką i życie zakończył. Należał on do tych trybunów ludo­wych, którzy dla pociągnięcia tego ludu ku sobie, jako siły, na której oprzećby się mogli, bałamucili go obietnicą, że nie będzie na Ukrainie ani panów, ani Lachów, ani Starszy­zny żadnej, jeno sami kozacy.

 

Po skończonej wojnie Moskwy z Turcją, Car Piotr 1 przyłączył się do wojny polsko-szwedzkiej, pragnąc sobie utorować szerszą drogę do Bałtyku. Stworzenie floty było jego ulubionem marzeniem. Wojna przerzuciła Mazepę za Dniepr i zbliżyła do Polski. Po usunięciu wichrowatego Pa- lija z Białej-Cerkwi i naznaczeniu tam „nakaznego4* pułko­wnika Tańskiego, w roku 1708 spotkała go przykrość, którą mógłby życiem przypłacić, gdyby w tę aferę nie była wplą­tana kobieta; ta okoliczność całej sprawie nadała charakter zemsty osobistej. Było to doniesienie obożnego Koczubeja i pułk. Iskry Carowi o zamierzonej zdradzie Mazepy. Dowo­dów nie przytoczono, ale poszlaki były wielkie. Impuls do tego doniesienia był zupełnie osobisty. Mazepa od młodości był zalotny, a z płcią piękną miewał różne stosunki i przej­ścia. Koczubej miał córkę, którą jakoby zbałamucił Mazepa,— a nosił już wtenczas sześć krzyżyków na ramionach, — do tego stopnia, że dziewczyna zwydrzyła się, nie słuchała ro­dziców i do kochanka-betmana uciekła. Listy miłosne obu stron, jakie doszły do nas, są ciekawym dowodem obustron­nej, a tak nierównej co do wieku, miłości. Rząd moskiewski tak był pewny wierności Mazepy, że obu donosicieli oddał w ręce hetmana dla ukarania, ten dla przykładu innym i dla zatarcia wszelkich śladów stosunków z Polakami i Szwe­dami, głowy im kazał uciąć.

W chwili wybuchu rosyjsko-szwedzkiej wojny, a raczej już w czasie jej przychylenia się na stronę szwedzką, w miarę dojrzewania myśli przyłączenia się do Karola XII, położenie Mazepy stawało się trudniejsze, tembardziej, gdy widział wzrastającą ku sobie nienawiść Starszyzny i czerni. Nie mo­gąc prowadzić jawnie agitacji ani też głośno wypowiadać swoich uczuć i nastroju, wypowiedział je w pieśni, która przeszła do historji. „Wszyscy pragniecie spokoju — pisał, — a każdy z was ciągnie w inną stronę. W tem właśnie nasze nieszczęście**. Nawoływał do obrony wolności kozackich z szablą w ręku. „Niechaj wieczną będzie sława, że przez szablę mamy prawa4*. Niezadowolonych z rządów moskiew­skich było dużo, dopóki można było narzekać, narzekali je­den przed drugim, ale przed czynem każdy się cofał, bo by­łoby to utratą tego materjalnego stanowiska, jakie każdy ze

Starszyzny już zdobył, a w perspektywie był miecz katowski lub w najlepszym razie Sybir.

Mimo wszystko jednak Starszyzna rozumiała, że chwila stanowcza nadchodzi i w znacznej większości stanęła przy Mazepie. Plan Karola XII-go wkroczenia na Ukrainę był bardzo nie na rękę Mazepie. Król szwedzki miał na myśli niewątpliwie łatwiejszą aprowizację armji, a Mazepa obawiał się, że wkroczenie jego na Ukrainę sprowadzi także wojska moskiewskie. Ale rękawica była rzucona. Wojska szwedzkie skierowały się na Nowogród Siewierski. Widocznem było, że idą w głąb Ukrainy. Piotr I naglił Mazepę, ażeby wyruszył i połączył się z wojskiem moskiewskiem. Hetman ociągał się, a równocześnie, jakgdyby nie był jeszcze zdecydowany przyłączyć się do Szwedów, pytał Starszyzny, badając jej na­strój: co ma robić? Iść czy nie? Starszyzna nalegała, ażeby jaknaj rychlej łączył się z Królem szwedzkim, osobliwie Ło* mikowski. Wobec tego Mazepa z garstką wojska, bo miał zaledwie pięć tysięcy, późną jesienią wyruszył z Buturyna ku Deśnie, w końcu października przeprawił się na drugą stronę. Drugie tyle, t. j. około pięciu tysięcy pozostało za Desną. Kozacy byli pewni, że idą walczyć ze Szwedami. Główna kwatera Króla była w Górkach nad Desną. Dopiero w obliczu prawie obozu szwedzkiego Mazepa oświadczył Ko­zakom cel przybycia, przedstawił ciężkie położenie Ukrainy pod Moskwą i wezwał do obrony i wyzwolenia się z jarzma. Mowa przyjęta została obojętnie. Kozacy rozumieli jaką ma być wolność kozacka, ale nie mieli pojęcia o państwie i wol­ności państwowej. Jakże mogli bronić tego, co dla nich było niewidzialne i niepojęte? Po tej mowie rozpoczęła się na wielką skalę dezercja, tak, że według jednych pozostało przy Mazepie mało co więcej nad tysiąc kozaków, według innych kilkuset tylko. 29 października Mazepa miał audjen- cję u Króla i powitał go mową łacińską jako wybawiciela Ukrainy, a u nóg jego złożył buńczuk i buławę, jako znaki swojej godności hetmańskiej.

Piotr I jeszcze przed przejściem Mazepy przez Desnę o zdradzie jego dowiedział się i posłał natychmiast oddział wojska do Baturyna. Stolica hetmańska została doszczętnie zniszczona, skarbiec hetmański zrabowany, a ludność rozpę­dzona lub wycięta.

Kozaczyzna ukralooa.

Wobec tego wielkiego dziejowego wypadku ludność za­chowała się albo obojętnie, albo nieprzychylnie do Szwedów. Moskwy obawiano się, Szwedów nie znano. Poczęły latać po Ukrainie uniwersały Mazepy, zachęcające ludność do obrony ziemi ojczystej, i uniwersały carskie, pełne dla wojska ko­zackiego pochlebstwa za wierność i łask na przyszłość. Oczy­wiście nie wolność, lecz obrona religji była głównym, jedy­nie dostępnym dla ludu atutem agitacyjnym. Duchowień­stwo pokorne, posłuszne i przestraszone poszło za wolą Cara— zapomniało o cerkwiach budowanych przez Mazepę, o mona- sterach wspieranych przez niego, o darach bogatych, złożo­nych przez hetmana Ławrze Peczerskiej, o darach dla grobu Zbawiciela i po cerkwiach wykrzykiwało na Mazepę,—aż do zrzucenia z tronu Mikołaja II, — anatema! Postać hetmana powieszono in elfigie.

Pod Połtawą rozstrzygnął się los wojny. Mazepa czuł się prawie zupełnie opuszczonym. Moskwa kazała wybrać no­wego hetmana — Skoropadzkiego, płka Starodubowskiego, starego niedołęgę wiernego carskiej polityce przez brak ro­zumienia tej polityki. Poparło Moskwę jedynie Zaporoże, gdzie atamanem koszowym był Kost’ Hordyjenko, postać do pewnego stopnia zagadkowa. Mówiono, że był szlachcicem polskim zbiegłym na Sicz, gdzie przybrał ruskie imionisko dla zatarcia swego pochodzenia. Sicz wypowiedziała się za złożeniem przysięgi Karolowi XII. To wywołało pasję Pio­tra I. W kwietniu 1709 wysłał wojsko Dnieprem do Kamiennego zatonu, a równocześnie rozpoczął niszczenie posiadłości ko­zackich, wysławszy w step piesze oddziały moskiewskiego wojska. Gdy wszelkie pertraktacje o poddanie się Siczy nie odniosły pożądanego skutku, Jakowlew, nie mogąc zbliżyć się do Siczy z powodu rozlewu Dniepru, otoczył ją szańcami i miał zamiar zdobyć głodem. Nieoczekiwanie przyszła mu pomoc —płk „Kompanijski** Iwan Gałagan, niegdyś wycho- waniec siczowy, znający stepy i wszystkie siczowe kryjówki. Należał on do grona „Mazepińców" czyli zwolenników Mazepy, ale zorjentował się w porę i zaprzysiężoną „wierność** Ma­zepie zamienił na zaprzysiężoną „wierność** carowi, a wysłu­gując się, w nowej roli przywracania Siczy do wierności wy­stąpił. Ostatecznie Sicz zdobyto, zrujnowano doszczętnie, kozaków rozpędzono. Resztka niedobitków udała się pod pro-

 

lektorat Turcji i przy ujściu Dniepru założyła nową Sicz na Aleszach, która w tem miejscu 19 lat przetrwała.

W końcu czerwca st. st. wojska szwedzkie i moskiewskie zetknęły się do stanowczej bitwy. Szczęście sprzyjało Piotrowi. Karol XII przegrał bitwę i ranny przeprawił się przez Dniepr w asystencji Mazepy i jego orszaku. Dzięki znajomości stepów Mazepy i jego przewodników, Karol XII przedostał się do Bender, w granice Turcji i tam w obozie zgromadził niedo­bitków swoich i Mazepy. Z przegraną pod Połtawą bitwą— przegrana była także sprawa wyzwolenia się narodu ruskiego z pod jarzma moskiewskiego..

Nie wiemy dokładnie, na jakich warunkach poddał się Mazepa Karolowi XII. Od chwili jednak bitwy pod Poltawą ,,wolności" kozackie stawały się coraz bardziej fikcją, ma­rzeniem polityczQem, a równocześnie wytworzyło się nowe rozdwojenie w Kozaczyźnie. W Benderach, po śmierci Ma­zepy wybrano hetmanem Orlika, pisarza wojskowego, wspólnika zamachu hetmana Baturyńskiego. Hetmaństwo jego wisiało w powietrzu: faktycznie nie mógł się oprzeć Karolowi XII. Jakkolwiek król szwedzki obiecał Stanisławowi Leszczyń­skiemu, że oderwaną od Moskwy Ukrainę Perejasławską zwróci Polsce, ale na to nie zanosiło się. Wojna z Piotrem była przegrana, a w Polsce wrzała walka między Leszczyńskim i Augustem. Jedeo szedł do Sasa — Augusta II, — a drugi do łasa — do Stanisława Leszczyńskiego. Niewiadomo było, który zwycięży. Pozostawało zatem kozakom trzymać się Piotra. Szeregi Orlika przerzedzały się — wracali do Moskwy i przysięgali „wierność". Car jedną ręką rozdawał łaski, a drugą odrąbywał głowy kozackie.

Jeszcze przed bitwą Połtawską uciekli od Szwedów pułk. Mirhorodzki Apostoł, Oałagan, o którym wspomnie­liśmy, Iwan Sulima chorąży i wielu innych. To samo robili szeregowi kozacy. Pokazało się jak mało idea samodzielnej Ukrainy była popularną i rozumianą. Nie było komu wal­czyć o nią. Garstka zwolenników Mazepy siedziała po wię­zieniach. Piotr prześladował bezlitośnie nie tylko ich samych, lecz także ich najbliższe rodziny. Rozmaitym losom ulegli bracia Hercyki, Wojnarowski, krewny Mazepy, Dymitr Gor- lenko, Łomikowski i inni.

Zwycięstwo Moskwy zdezorganizowało i bez tego luzoe bardzo społeczeństwo ruskie i Kozaczyznę. Posypały się ze wszech stron wzajemne skargi i donosy, dające powód do zemsty osobistej. Zapanowała wzajemna nieufność i bojaźń, górę poczęło brać pochlebcze służalstwo wobec Moskwy, go­nitwa za majątkiem, skonfiskowanym Mazepińcom. Płasz­czenie się przed Moskwą stało się pewnego rodzają zasługą. Dwa społeczeństwa, rozdzielone dotychczas kulturą łacińską i moskiewską, poczęły się zbliżać ku Moskwie. Wytwarzała się jakaś jedność duchowa nieznana dotychczas. Mimo wszy­stko budziła się gorycz i żal na widok tego co się działo, na widok cierpień i jęków prześladowanych i mimowoli w głębi duszy odzywały się sympatje dla tych dalekich i sa­motnych wygnańców, którzy w imię wolności i wyzwolenia Ukrainy broń podnieśli na potężnego cara.

Po powrocie Karola XII do Szwecji podążył za nim także Orlik. Rozwinął on bardzo gorliwą działalność w dwóch kierunkach: z jednej strony robił usilne starania, ażeby się pogodzić z Moskwą, ale żądał gwarancji bezpieczeństwa ży­cia, gdy Moskwa chciała go zadowolnić tylko obietnicami łaski carskiej. Znał wartość tych obietnic — i nie wrócił. Wolał tułaczkę. Z drugiej strony rozpisywał listy do wszyst­kich dworów europejskich w obronie Ukrainy, jej praw i jej położenia. Intrygował w Turcji, ażeby wojnę z Moskwą wywołać. Próbował w Siczy rozbudzić dawną nienawiść do Moskwy, ale nadaremno. Ciężyło mu życie na obcej ziemi i w roku 1734 na Podpolnej założyli Nową Sicz, już wyłącznie pod protektoratem Rosji. Nie zdołał on wywołać powszechnej wojennej zawieruchy, Stanisław Leszczyński, na którego mógł, bodaj w małym stopniu liczyć, nie utrzymał się na tronie. Ze śmiercią Orlika sprawa ukraińska, podniesiona przez Mazepę nie bez znaczenia międzynarodowego, powoli przycichala.

Mazepa był człowiekiem rozumnym, który pierwszy z po­śród hetmanów ukraińskich powziął plan reorganizacji tego ustroju, który nosił nazwę Kozaczyzny. W czasie wyboru jego spisano „statje“, jako dyrektywę dla przyszłych hetmanów, któ­re, jak na owe czasy, zawierały dużo ciekawych postanowień. Przedewszystkiem ograniczono despotyczną władzę hetma­nów. Trzy razy do roku: na Boże Narodzenie, na Wielkanoc i na Pokrowę mieli się zjeżdżać posłowie z każdego pułku, wszystka Starszyzna aż do setników włącznie — dla narady nad ważnemi sprawami. Było to zatem nic innego, jak sejm kozacki — wpływ bezpośredniego stosunku z Polską i jej konstytucyjnego ustroju. W Rzpltej funkcjonował on źle, ale zasady jego były dobre. Zabraniało się hetmanowi pro­wadzenie na własną rękę jakichkolwiek spraw sposobem ta­jemniczym. Na czele skarbu kozackiego miał stać rodzaj ministra skarbu, Podskarbi jeneralny. Hetman ma pilnować, ażeby ani kozakom ani ludziom pospolitym nie działa się krzywda, aby Starszyzna nie obsadzała kozaków na roli, jako niewolnycb robotników pańszczyźnianych.

Były to wszakże reformy — po harapie. Nie miały one żadnego praktycznego znaczenia, bo nie było komu ich wy­konywać.

Wojna z Turcją w r. 1711 zdawała się zapowiadać mo­żliwość poprawy moskiewsko-ukraińskich stosunków, ale przekupienie W. Wezyra w obozie nad Prutem, uwolniło Piotra z prawdopodobnej niewoli, a sprawa ukraińska nie posunęła się naprzód.

Gdy wszelkie nadzieje Orlikowe rozbijały się jedne po drugich, Moskwa tem mocniej uciskała Perejasławską Ukra­inę. Piotr miał za wiele przykładów przeszłych i teraźniej­szych, niesforności i nieobliczalności żywiołu kozackiego, że począł traktować Ukrainę jak swoje Woj-dzwo. Przede wszyst- kiem Skoropadzkiemu posłał do boku swego jenerała, niby dla spólnego rządu sprawami bieżącemi, w rzeczy zaś samej dla czuwania nad Starszyzną i kozakami. Wojska moskie­wskie stale konsystowały na Ukrainie, żywiąc się chlebem chłopskim, kozaków poczęto wysyłać do kopania kanałów i różnych robót ziemoych, gdzie ginęli z wysiłków, niewygód i chorób. Okres ten życia kozackiego zaznaczył się zupełnie nowym charakterem twórczości w poezji ludowej — nieskoó- czonemi żalami i skargami na Moskwę, w których odbijało się echo rozpaczy i bezsilności. Ale już nie było nikogo, ktoby czynnie mógł wystąpić wobec tego bezprawia.

Dla większej kontroli życia wewnętrznego na Hetmań- szczyźnie Piotr I utworzył w r. 1722 „Małorosyjską Kolegję“ złożoną z sześciu starszych oficerów rosyjskich, która miała urzędować przy Hetmanie, niby dla kontroli kozaków i lu­dności wiejskiej przed nadużyciami hetmana i starszyzny.

O wszelkich nieporządkach mieli donosić bezpośrednio do „Senatu0, który był zmodernizowaną Dumą bojarską. Na prośbę Starszyzny o wybór nowego hetmana po śmierci Sko- ropadzkiego, Car odpowiedział, że — wybór odłożony, a Car namyśla się komu można byłoby powierzyć tę godność, bo „wszyscy hetmani, od Bohdana Chmielnickiego począwszy, aż do Skoropadzkiego byli zdrajcami0. Taki był pogląd Mo­skwy na poddanie się Ukrainy pod „mocną rękę" w Pere- jasławiu w r. 1654.

Nakaźnym hetmanem został wprawdzie mianowany Po- łubotek, płk. Czernihowski, ale gdy się okazał niezbyt mięk­kim wobec „Małorosijskiej Kolegji0, .osadzono go w wię­zieniu w Petersburgu wraz ze Starszyzną, a kozaków wysłano w stepy tatarskie, aby pilnowali granicy od Tatarów, których nie było.

Zamiast sądów kozackich poczęto wprowadzać mo­skiewskie, jakoby na tej podstawie, że sama ludność ruska prosiła o nie. Wszelkie skargi kozackie lekceważono.

Po śmierci Piotra (1725) nastąpiły niewielkie ulgi. Ka­tarzyna I. zezwoliła na wybór hetmana, ale dokonano go dopiero po śmierci carowej (1727), już za krótkiego panowa­nia Piotra II. Z polecenia rządu na radzie w Głuchowie wy­brano Daniłę Apostoła, płka Mirhorodzkiego, człowieka starego, miękkiego, powolnego i niedołężnego, Ale był to już tytuł tylko—bez władzy. Wprawdzie „kolegja małorosyjska41 zo­stała skasowana, ale polityka carska została. Zmieniały się carowe na tronie moskiewskim, ale duch Piotra I żył w rzą­dzie petersburskim, przyciśniętej Ukrainie już nie popuszczono cugli. Gdy Apostoł zniedołężniał doszczętnie, do zarządu Ukrainą przysłano ks. Szachowskiego i utworzono Radę z Ru­sinów i Moskwy porówno. Śmierć Apostoła w r. 1734 posu­nęła sprawę zjednoczenia Ukrainy z Rosją o krok dalej. Zarząd krajem oddano w ręce Szachowskiego.

Tak trwało aż do roku 1744, kiedy córka Piotra I, El­żbieta, która w r. 1741 wstąpiła na tron, przyjechała do Ki­jowa. Pragnąc okazać łaskę swoją „małorosyjskiemu naro­dowi0, ukazem z r. 1747 do Senatu odnowiła Hetmańszczyznę. We trzy lata dopiero potem na dowód swej łaski przezna­czyła na godność hetmana, brata swego kochanka Aleksieja Rozumowskiego, Cyryla. Naturalnie, wybrano zgodnie i je­dnogłośnie. Tytularne jego hetmanowanie trwało do r. 1762, gdyż rządy sprawował Tiepłpw do chwili skasowania het- maństwa.

Z usunięciem się Cyryla Rozumowskiego, znikły osta­tnie ślady politycznej autonomji Hetmańszczyzny. Wkrótce miały się z niej utworzyć różne gubernje, których istnienie przetrwało do upadku panowania Carów.

Ukaz Katarzyny II obwieścił, że Hetmańszczyzna będzie poddana takiemu samemu podziałowi na gubernje, jak cała Rosja (1780). Przedtem już przy formowaniu gub. Azow- skiej i Noworosyjskiej, które z czasem przybrały nowe nazwy i nowe granice, oderwano z Hetmańszczyzny części pogra­nicznych pułków. W roku 1780 zniesiono „Kolegję Małoro- syjską" i sąd „jeneralny", a z Hetmańszczyzny utworzono trzy namiestnictwa: Kijowskie, Czernihowskie i Nowogród-Siewier- skie, wyznaczono namiestników Rosjan i wprowadzono sądy rosyjskie, — izby kryminalne i cywilne (pałaty) zamiast są­dów grodzkich i ziemskich, jako resztek pozostałych po sta­tucie litewskim. Skarb wojskowy zastąpiono Izbą obrachun­kową (Kazionnaja pałata).

W ten sposób, Katarzyna II doprowadziła do końca prze­budowę Hetmańszczyzny, rozpoczętą przez Piotra I,—na część składową państwa rosyjskiego, zacierając wszelki ślad auto­nomji kozackiej.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  1. SICZE ZAPOROŻNE

OD POCZĄTKU AŻ DO OSTATECZNEGO SKASOWANI A ICH.

Zaporoże, Niż, Dzikie pola—wszystko to są nomenklatury, brzmiące odmiennie, ale oznaczające to samo terytorjum. Jeszcze na początku 16-go wieku Zaporożem i Niżem nazy­wano obszary prawie od Dońca do Dniestru, ciągnące się wzdłuż Azowskiego i Czarnego morza; z lewego brzegu Dnie­pru leżały one między Altą, Psłem, Samarą do ujścia Dnie­pru, z prawego—od Taśminy, Sinej wody i Dniestru. Oczy­wiście, o żadnem stałem rozgraniczeniu tych obszarów mię­dzy Rzpltą polską, Moskwą. Krymem i Turcją mowy być nie mogło. Im dalej, im bliżej ku południowi i morzu, tern ży­wioł turański z początku głębiej wciskał się w te stepowe obszary, zwane od strony polskiej Dzikiemi polami, to jest nieuprawnemi i niezaludnionemi, lub później Polami Ocza- kowskiemi zwano obszary leżące nad morzem.

Nazwa Niż oznacza wprawdzie pochylenie większego obszaru ku morzu Czarnemu, które już rozpoczynało się od źródeł Bohu, Słuczy i kpienia, ale urzędy polskie nadawały tej nazwie o wiele węższe znaczenie. Niżem nazywano zie­mie, ciągnące się wzdłuż Dniepru z obu stron m. w. od Trech- tymirowa aż do morza i od Kryłowa po średni bieg Dniestru. Zaporoże zaś było nomenklaturą ściślej określoną i obejmo­wało ziemie położone za porohami Dnieprowemi, chociaż z cza­sem „wolności wojska zaporoskiego1* przybrały o wiele szer­sze rozmiary.

Widzieliśmy, że te puste ziemie, pustynie, były nie tylko w połowie 16-go wieku, ale w równym stopniu przez cały ieszcze prawie wiek 17 eksploatowane na sposób myśliwski przez rozmaitych t. z. „uchodDików", którzy z różnych stron napływali na czasowy „przemysł". Ponieważ ziemie te były puste, niezajęte, bliżej granic polskich rozpoczęło się samo­wolne osadnictwo dla gospodarstwa pastwiskowego, a czę­ściowo i rolniczego. Bliżej zamków osiadali ci ludzie na spłachciach ziemi, które z tatarska nazywano „chutorami", „futorami", a później i na wielkich obszarach zwanych „pa­siekami".

Dalej od zamków obronnych, już w Dzikich polach le­żące Zaporoże, stało się zbiorowiskiem różnorodnej ludności, śród której przeważał niewątpliwie żywioł słowiański. Lud­ność ta, gromadząca się z początku dla „przemysłu uchodni- czego", żyjąca „na chlebie, na mięsie i na rybie"—jak mó­wiono,—osiadała lub z różnych powodów zmuszoną była do dłuższego przebywania na miejscu, żyła trybem napół dzikich społeczeństw, łącząc się w małe z początku gromady dla obrony od Tatarów, w bardzo krótkim czasie stała się sama stroną napastującą, tem niebezpieczniejszą, im napływ ludno­ści w puste stepy stawał się większy.

Tak więc na tych obszarach, gdzie przez długie wieki była cisza życia ludzkiego, śród której „przechadzał się duch Boży"—jak się mistycznie wyraził Bohdan Zaleski, a tylko wśród bujnej natury rozwinęło się życie zwierząt, na tych „pustyniach" ukazał się najprzód myśliwy, „uchodnik", ży­jący z przemysłu łowienia zwierza i ryby, potem najczęściej z tych samych „uchodników" począł wytwarzać się nowy typ— rabusia stepowego, „dobycznika", który, znalazłszy przytułek w nieprzebytych, pierwotnych lasach i w schroniskach ste­powych, pomiędzy „bałkami", „czaharami" i „wertepami", po­czął w rabunku, w napaściach i najazdach sąsiadów: Wo- łoszy, Turków, Tatarów, a później i własnych współbraci, szu­kać ujścia dla swojej energji i zadowolenia dla swego dzi­kiego pojmowania bohaterstwa, tem piękniejszego im więcej zamorduje niewinnych ludzi, im dokona tego z większem niebezpieczeństwem dla siebie. W takich walkach, mających charakter polowania wilka lub lisa na słabe zwierzęta, wy­rabiała się w tem nowem już, zdziczałem społeczeństwie od­waga, stanowczość, łatwa orjentacja w niebezpieczeństwie, bystrość kombinacji i wytrwałość, — te wszystkie niezaprze­czone przymioty, które stały się z czasem udziałem kozaków.

Na tych „uchodach" stepowych, w tych Dzikich polach, na Zaporożu rodziła się i kształciła Kozaczyzna, organizując się w pewnego rodzaju towarzystwo w czasie, gdy zaledwie popularyzować się poczęła w Rzpltej nazwa kozaka. Łączenie się przygodnych, a samowolnych żywiołów, błąkających się po stepach bez stałych siedzib, w watahy dla własnej obrony lub dla rabunku, wyprzedziło organizację Kozaczyzny „gro- dowej“. Od połowy 16-go wieku na Zaporożu począł się już tworzyć ośrodek, któryby można nazwać zawiązkiem państ­wowym. Była to siła militarna dużego znacźenia, acz nie- zorganizowana jeszcze, pierwszorzędny materjał żołnierski. Rzplta umiała go cenić, ale nie umiała użyć i siłą jego po­kierować. Próbowano ich tylko wywabić ze stepów „na służbę hospodarską". Ale to uważano za krępowanie wolności — i niewielu znajdowało się ochotników.

Na Pobożu, które się później przekształciło na Bracław- szczyznę, mniej było rozwinięte życie uchodnicze, osobliwie w okolicy Bracławia i Winnicy. Przeciwnie, górę poczęło brać osadnictwo z nadań W. K. Litewskich, a więcej jeszcze zupełnie samowolne. Jako przybysze niewiadomo skąd, osia­dali na roli, podszywali się pod ziemian, chociaż ziemianie za „braci ich nie uważali". Były te rody niepewne, które z Biało­rusi najczęściej napływały dla uchodnictwa i z czasem osiadały na ziemiach pustynnych. Nie brak było i rodów niewątpliwie tatarskiego pochodzenia, jak Aksaki, Bokije, Murmule i in., które przez małżeństwa sławianizowały się i wsiąkały naj­częściej w polskie społeczeństwo.

Jak kolebką kozactwa można nazwać szeroki pas ziemi, ciągnący się wzdłuż i wszerz od Czerkas po obu stronach Dniepru, gdzie najprzód powstało grodowe kozactwo, tak na stepach Ponizia zrodził się odmienny typ kozaka z prawie­kowych może „brodników", a później „uchodników", którzy z czasem wspólnie poczęli tworzyć brodnicze watahy i trybem wojowniczego życia zlewać się z kozaczyzną grodową, a na­wet brać nad nią przewagę, wypływającą z charakteru geograficznego położenia, zamieszkałego przez nich obszaru.

Z powodu usadowienia się na Niżu najprzód Tatarów, a potem Turków i rozwoju życia pasterskiego u Tatarów, a miejskiego u Turków, nie brakło nigdzie w pogranicznych szczególnie, a nieraz i dalszych okolicach zaczynu kozactwa

 

ale rozwój jego mógł się dopiero tam zaznaczyć, gdzie się znalazły trwałe do tego warunki.

Kozaczyzna Zaporozka, jakkolwiek pokrewna pod wielu względami Kozaczyźnie grodowej, była o tyle w szczęśliw- szem położeniu, że ogarniała obszary puste, niezajęte, bez­państwowe prawie, bo choć tytularnie należały w spadku po litewskiem władaniu do Rzpltej polskiej i spór o nie trwał długo między Turcją a Polską, faktycznie były niezamieszkałe; rębami tylko poludniowemi od zachodu i wschodu, jakoteż od morza Czarnego wciskali się Tatarzy ze stadami owiec i koni. Jakkolwiek żywioły, tułające się na Nizie, były bar­dzo ruchome, jednak przygodne zatrzymywanie się ich przez czas dłuższy na tem samem miejscu dla polowania lub ułowu ryby, było wstępem niejako do samorzutnego osadnictwa, było, acz samowolnem, ale objęciem tych obszarów w posia­danie. Późniejsza walka z Tatarami i Turkami miała już cha­rakter obrony swoich posiadłości, swego stanu posiadania. Gdy przeto Kozaczyzna grodowa ogranizować się poczęła jako wojsko na ziemiach Rzpltej polskiej, Kozaczyzna Zaporożna, po za organizacją wojskową, jako posiadaczka pewnego ob­szaru, na którym powstało gospodarstwo pierwotne, myśliw­skie, rybołowne i pastwiskowe,—już była zaczątkiem państ­wowym i tylko brak zmysłu i umiarkowania politycznego, nad którym brał górę bujny temperament, nie pozwoliły Za­porożcom utworzyć odrębnego państwa.

Potrzeba skupienia się luźnych żywiołów przygodnie zamieszkujących stepy, dla obrony i utworzenia jakiejś pry­mitywnej wspólności, dała impuls do stworzenia ogniska, skupiającego władzę i obronę. Takiem ogniskiem stała się „Sicz", która przechodziła różne stopnie przeobrażenia.

W dosłownem znaczeniu: Sicz znaczyło tyle co zasieki, przeszkody robione z drzewa dla łatwiejszej obrony zjednej stro­ny, a utrudnienia napaści z drugiej. Jako sposób obrony znane były oddawna i wszędzie w południowo-wschodniej i północnej Słowiańszczyżnie, chociaż nie zawsze pod tą nazwą. Pod kategorję Siczy, jako punktu obronnego, można zaliczyć te ,,gródki“ (horodci), jakie uchodnicy już w różnych miejscach budowali, a które Starostowie niszczyć kazali, przeszkadzając wszelkiemu skupianiu się licznej ludności. Ale to nie była jeszcze „Sicz" kozacka, „zaporożna" — jak ją zwano, jaką poznaliśmy z opisu Lasoty i późniejszych pisarzy. Niezorga- nizowane przez dłuższy czas „brodnicze" i „uchodnicze" ko- zactwo zaporożce do połowy 16-go wieku nie ma jeszcze żadnego oparcia na Zaporożu, lecz szuka przytułku, osobliwie w zimie, w miastach nad Dnieprem, ale znaczna część już stale mieszka na Nizie —„litują" i „zimują" tam,—jak piszą lustratorowie. Mają już swoje stałe „zimowiki“ — rodzaj przytułku.

W obu Kozaczyznach, grodowej i zaporożnej, istnieje wspólność, że tak powiem ideowa, ale każda z nich rozwija się odrębnie; chociaż jedna w drugą klinem niejako wchodzą, wspierają się, nieraz działają wspólnie, a'e Zaporoże góruje zawsze przewagą własnego posiadanego obszaru.

Radę Daszkowicza, ażeby, broniąc się od „wtarżek" ta­tarskich, pobudować na ostrowach Dnieprowych, bliżej prze­praw zameczki i obsadzić je stałemi załogami, zużytkowała dla siebie Kozaczyzna zaporożna, nietyle w celu zasłonięcia państwa polskiego od Tatarów, ile dla stworzenia sobie moc­niejszego obronnego punktu, w którym mogłaby się skupić władza naczelna nad całym obszarem Niżu. Impuls do tego nie wyszedł zgoła od Niżowców. Pomysł ten wprowadził w życie samorzutnie Dymitr Wiszniowiecki około połowy 16-go wieku- Ożywiony rycerskim duchem dzielnych swoich poprzedników, jakimi byli Jazłowieccy, Buczaccy, Lanckoroó- scy, a nie znajdując pola dla swego wojennego animuszu, stanął na czele zuchwałej, jak sam, watahy zbieraniny ste­powej i rozpoczął na własną rękę wojnę z Talarami. Tu­łaczka bez oparcia w bezludnych stepach, nasunęła mu nie­wątpliwie myśl zbudowania takiego zameczku, o jakim ma­rzył Daszkowicz — co z pewnością nie było dia niego ta­jemnicą.

Zbudował go na wyspie Chortycy. Mówiliśmy o nim, wracać przeto do szczegółów nie będziemy. Był to pierwszy punkt obronny na Nizie Dnieprowym, który historycy ruscy nazwali Siczą. Był on punktem odosobnionym i tyle chyba miał wspólności z Zaporożem, że stamtąd zapewne w znacz­nej części czerpał swój materjał żołnierski i terytorjum Za- poroża niejednokrotnie mierzył. Nie mamy najmniejszego po­jęcia o tem, jak była zorganizowana wojskowo ta pierwsza wataha, którąby można nazwać wojskiem zaporozkiem.

W tej dobie swego istnienia, jak we trzydzieści lat później, Zaporoże istnieje jako niby wolne państwo, nie uzna­jące żadnego zwierzchnictwa sąsiadów, zależne jedynie eko­nomicznie od Rzpltej i związane z nią najbliższem sąsiedz­twem i dopływem swoich sił wojennych. W tych warunkach poczęła organizować się Kozaczyzna zaporożna, zwana także „siczową'* — już od głównej siedziby swoich władz nazwę biorąca. W roku 1571 w czasie wyprawy na Niż Jazłowie- ckiego było kilka punktów niby zbornych, niby obronnych, zwanych „horodkami". Zaliczał się do nich Chortycki zame­czek, może jako-tako odnowiony po zniszczeniu go przez Turków i Tatarów, i na Buzuwłuku, w trzydziestu przeszło milach za Czerkasami i in.

Samuel Zborowski, który się zapędził na Niż dla krót­kiego hetmanowania kozakom około roku 1580 już zastał Kozaczyznę Niżową zorganizowaną, a raczej organizującą się gdyż znajdujemy w niej te same pierwiastki składowe, z ja- 'kiemi nas, w większym stopniu rozwoju zapoznali najprzód Eryk Lasota, a później Beauplan. Ciekawe szczegóły koza­ckiego życia na Zaporożu spisał Paprocki z opowiadań na­ocznych świadków. W chwili przybycia Zborowskiego na Niż, kozacy mieli swoje mieszkanie ,,na uroczysku, które zowią Tomakowski ostrów" (Tomakówka). Był to umocniony obóz na lewym brzegu Dniepru między rzekami Kamienką i Tomakówką. Miał to być „ostrów tak szeroki, że mógł wychować 20 tysięcy ludzi i koni". Tu zwołano „koło ry­cerskie",—Paprocki używa terminologji polskiej,-i „obwołali go hetmanem". Wybierano zatem naczelnego wodza po wspól­nej naradzie, a zwyczaj ten zachował się nie tylko na Zapo­rożu, ale przeszedł następnie do kozaków na obu brzegach Dniepru. Na Zaporożu nie używano tytułu hetman, ale ta­tarskiego—„ataman", z dodatkiem później „ataman koszowy" czyli obozowy, jakby dla odróżnienia od tytułu hetmana, ja­kim się Kozaczyzna posługiwała, naśladując Polaków.

Gdy wspólna wyprawa do Moskwy wraz ze s tą Czer- kaskim nie udała się, Zborowski od Czerkas, minąwszy Psłę (Pskłę) i Samarę, jechał do „wojska", które miało siedzibę swoją w Tomakowie. Nad Samarą spotkał 200 kozaków, zajętych łowieniem i suszeniem ryby dla innych kozaków na żywność. Gromadka ta miała swego „starszego". Wojna nie była zgoła jedynem zajęciem kozaków zaporożnych, trud­nili się także handlem i w tym celu posiadali wyznaczone punkty. Jednym z takich było ,,uroczysko Karajteben (mię­dzy rzekami Rohaczką a Biełozierką na lewym brzegu Dnie­pru), które jest forum albo rynek, gdzie Tatarowie i kozaki wszelkie targi swe miewają**. Paprocki powiadał, że na Za- porożu jest „wielki lud" — czyli liczna ludność. Oczywiścief było to określenie bardzo względne i odnosić się mogło tylko do liczebności żołnierza, a raczej ludzi zdolnych do noszenia broni.

Jak kozactwo zaporożne szukało „kozackiego chleba" wszędzie, gdzieby go dostać można było pod różnymi przy­godnymi starszymi, zwanymi atamanami, a później daleko huczniej — hetmanami, tak dla tego „chleba" wynajmowało się poprostu za pieniądze. Wyprawy na Wołoszczyznę ró­żnych watażków, jakoteż głośne rabunkowe wyprawy na po- brzeża czarnomorskie zwróciły na nich uwagę najbliższych sąsiadów Rzpltej — przedewszystkiem cesarzy niemieckich-, którzy chętnie posługiwali się najemnem wojskiem. Werbu­nek w Polsce byłby utrudniony albo niemożliwy nawet, zwra­cano się przeto do tego zbiorowiska ludzi, które gnieździło się na Niżu, na Zaporożu.

Z Tomakówki przeniosła się Sicz na wysepkę Buzuwłuk, przy ujściu Buzuwłuku (dziś wieś Hruszówka) do Dnie­pru. Prawdopodobnie pozostały tam fortyfikacje siczowe, chociaż w roku 1594 Sicz znajduje się już na „Czortomłyckiem Dnieprowiszczu", przy ujściu rzeczki Czortomłyka do Dniepru (dziś wieś Kapulówka). Nosiła ona nazwę „Starej Siczy", gdy kozacy, po powrocie z posiadłości krymskich, zbudowali w innem miejscu — „Nową". Otóż do tej Czortomłyckiej Si­czy został wysłany Eryk Lasota dla zwerbowania oddziału kozackiego na służbę cesarską. Kozacy zaporożni przyzna­wali się do łączności z tymi, którzy „siedzą po miastach i wsiach". Co do miast—mieli słuszność, co do wsi —musiał to być dodatek Lasoty, bo w tym czasie jeszcze nie puszczano kozaków na „włość *. Nie zabrakłoby zapewne śród miesz­kańców wsi ochotników do kozackiego zaciągu. Co do łącz­ności z kozakami miejskimi, miał słuszność o tyle, że w cza­sie rozruchów Nalewayka i innych Zaporożcy dopomagali zbrojnie.

Liczebność kozaków zaporożnych nie była wielką: we­dług Lasoty mało co więcej można byłoby zwerbować mię­dzy ludnością Niżową nad trzy tysiące, a drugie tyle nabra­łoby się śród kozaków grodowych. W samej rzeczy było zdaje się o wiele więcej, skoro w okresie wojny 1596 roku brało udział około 10 tys. Zaporożców—liczba trochę przesa­dzona. Biskup kijowski, Wereszczyński, szedł jeszcze dalej, bo siły kozaków zaporożnych obliczał na 20 tysięcy. Na Si­czy była artylerja—niewiadomo ile i jaka,—która salutowała przyjazd cesarskiego posła, a muzyka witała go, bijąc w bę­bny i w szałamaje grając. „Wojsko*4, Batorowym trybem, podzielone na pułki po 500 kozaków, na czele każdego puł­ku—pułkownik. Chłopicki, który werbunkiem zajmował się, podpisywał się „pułkownik Wojska Zaporoskiego". Taki ty­tuł już nieco poprzednio przybrało sobie wojsko zorganizo­wane na Zaporożu. Przedtem używało tytułu „wolne wojsko Zaporoskie", w znaczeniu ochotnicze, niepodległe nikomu. Lasota wyliczył z pośród Starszyzny „hetmana", „oboźnego", „pisarza44 czterech pułkowników, 8-miu „asawułów" — niby adjutantów, 20 setników, 152 dziesiętników, 16-u chorążych, około 2 tysięcy pospolitych kozaków, 12 puszkarzy. Pułki na ogół były o wiele większe, niekiedy dwukrotnie, a nawet czterokrotnie przenosiły urzędowy rachunek.

Tytuł „wojska zaporoskiego", zwącego się także „ry­cerstwem zaporoskiem", z początku przysługiwał tylko Za­porożu. W miastach byli kozacy „posłuszni4' lub „niepo­słuszni"— hultaje,—później „rejestrowi" czyli najemni i płatni przez rząd polski. Moralna powaga była jednak po stronie Zaporożców, zarówno z powodu względnej ich niezależności, jak i oddalenia od regularnej kontroli Rzpltej. Wobec Lasoty tytułowali się „wolnem wojskiem" i to powagę ich podno­siło. Kozaczyzna grodowa, rejestrowa, a później jako war­stwa i całość klasowa, walczyła „o wolności i przywileje", gdy Zaporoże posiadało faktycznie wolność i prawie nieza­leżność, nie potrzebowało więc o nią walczyć, ale z walczą­cymi solidaryzowało się i pomagało orężnie. Jednaki duch i jednaki charakter ożywiał obie Kozaczyzny.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location