Pod Białą-Cerkwią Chmielnicki był osamotniony i lękał się starcia z Polakami — wojsko jego z pod Beresteczka rozbiegło się, Tatarów nie było. Godził się więc łatwo na wszystko, będąc przeświadczony z góry, że nic nie dotrzyma. Układał się z Potockim, ale układał się także i z Tatarami równocześnie. Z pod Białej-Cerkwi cofnął się niby do Bo- husławia i Czehryna, a w samej rzeczy wyszedł na powitanie Tatarów. Byli mu potrzebni do innej okazji.
Łatwe zwycięstwa podniosły dumę tej „bestji" — jak nazywał Chmielnickiego przyjaciel Kisiel, — zapragnął ustalić, jeśli nic swój los, to przynajmniej synów. Intrygował w Stambule przeciwko Lupulowi, narzucał się ze swojcm hołdownictwem sułtanowi, a wszystko to robił dla wyrównania drogi dla Tymoszka. Już go był zaręczył z Rozandą, teraz, uspokoiwszy się od strony Polski, postanowił wyprawić syna na wesele. Robił tam miejsce po Lupulu dla „plugawca Tymoszka"* Wyprawił przeto Tymoszkę z taborami, a sam posuwał się za nim. Wojsko polskie zastąpiło mu drogę pod Batohem. Obozowisko było wielkie i niemożliwe do obrony przez garstkę prawie żołnierzy. Tymoszko nie miał chęci walczyć, ale widząc drogę zabarykadowaną, musiał ją oczyścić. Przyszło do starcia, które zakończyło się rzezią wojska i rabunkiem. Kilka mamy opisów ślubu Tymoszka, a wszystkie świadczą wymownie na jak niskim stopniu kultury towarzyskiej stało ówczesne społeczeństwo kozackie. Orszak Tymoszka, oprócz starszyzny, składał się także z kobiet, które na pokoje hospodarskie przychodziły pijane, tańczyły ze sobą, łajały się ze służbą, a pan młody siedząc przy żonie w czasie uczty, czyścił ,,pazury11. Zapytany przez teścia, czy jest zadowolony, odpowiedział, że ,,wszystkiego było mnoho“. W przemówieniach wyręczał go Wyhowski i zacierał chamstwo młodego Chmielnickiego.
Puściwszy Tymoszka na „przepiórcze pole“, stary hetman kozacki zajadły na Polskę, a nie umiejąc na zimno rozważać przyszłości, w końcu marca 1652 zwrócił się do Moskwy, aby go „Car wziął w swoją miłościwą opiekę'*. Bojarowie udawali, że nie wiedzą o co chodzi, odpowiadali: i owszem, chodźcie do nas, mamy ziemi dużo, nad Donem, nad Niedziedzicą.
Chmielnicki rzucał się jak szczupak w matm', jak człowiek nienormalnego umysłu. Szukał rozwiązania sporu ko- zacko-polskiego nie najbliżej w Polsce, lecz najdalej. Zdawałoby się, że więcej mu chodzi o nasycenie zemsty osobistej, niż o pożytek kraju. Nie znalazłszy zadawalniającej odpo- dzi w Moskwie, zwrócił się do Szwecji, która miała porachunki z Polską i obiecał jej swoją pomoc. Na razie nadarzył się jako pośrednik Radziejowski, którego także pycha do Szwecji przerzuciła.
A tymczasem wlokła się wojna domowa. Czarniecki zdobywał jedno miasteczko po drugiem, ale sprawa kozacka wisiała w powietrzu. Nareszcie 24 marca 1653 r. zebrał się Sejm w Brześciu. Sprawa kozacka narzucała się sama przez się, coraz groźniejsza. Postanowiono wysłać poselstwo na Sejm w Regensburgu do Cesarza, przedkładając, że wichrzenia kozackie są groźne nie tylko dla Polski, lecz dla całej Europy, dokąd się łatwo przenieść mogą — groźne są Niemcom, Siedmiogrodowi, Wołoszczyźnie. Proszono o pomoc.
Nie oglądając się wszakże na tę pomoc, postanowiona powtórzyć marsz Potockiego — wkroczyć z wojskiem na Ukrainę i bunt kozacki szablą przydusić. W połowie czerwca 1653 król wyjechał do Lwowa, gdzie w pobliżu, w Glinianach zebrało się 38 tysięcy wojska, czekającego na żołd. Do walki nie było ochoty, natomiast do pijatyki, zabaw i bójek aie brakło nigdy. Zjechali do Lwowa także posłowie moskiewscy na wywiady, ale zasłaniano się pretensjami o tytuły carskie. Przy tej sposobności mówili, iż dowiedzieli się, że „prawosławie jest w niewoli u Lachów". Ryły to pierwsze preludja, szukanie zaczepki, a obrona prawosławja była zawsze bardzo popularnym tematem dla różnorodnej agitacji, dla mieszania się w sprawy obcego państwa.
Chmielnicki miał 9 tysięcy zaporożców i trochę Tatarów. Do Czehrynia przybyło 50 tysięcy czerni na wieść
- Wojsko polskie w ilości około 16 tys. z pod Glinian dla lepszej paszy ruszyło nad Strypę. Nie było pewności w którą stronę wyruszyć wypadnie — na Wołoszczyznę czy na Ukrainę. Na Wołoszczyznie pretendent do tronu zaatakował Lupula i w Suczawie obiegł Tymoszka. Zdecydowany był marsz na Ukrainę, gdy doszła wiadomość, że Chmielnicki ciągnie na odsiecz synowi, zbiera chłopstwo i straszy potęgą wojska polskiego. Ruszył się rzeczywiście pod Żwaniec. Tu go doszła wiadomość, że syn, ranny w czasie oblężenia, umarł, a równocześnie i przyjaźń tatarsko-kozacka ochłodła. Chmielnicki upadł na duchu. Zbliżała się zima. Mówił wprost hanowi, że zginie, jeśli go Tatarzy opuszczą. Położenie z obu stron było jednakie: konie głodne, żołnierz niechętny
- zmarnowany jesieonemi słotami. Han okazał się skłonnym do układów i pośrednictwa. Dziwne to były układy — nie spisane nawet podobno, niezaprzysiężone. Ze strony Kozaków występował nie Chmielnicki, lecz han, który wyraźaie mówił: „z Kozakami układać się nie potrzeba". Rudawski powiada, że Han .zobowiązał się odstąpić Chmielnickiego, za co miał otrzymać sto tysięcy złotych, traktat Zborowski miał utrzymać moc, posłowie tatarscy na sejmie złożą przysięgę, dwaj zakładnicy mają rezydować stale na dworze hańskim. Han domagał się jeszcze prawa brania jasyru z powrotem i rabunku, na co Polacy nie zgodzili się, a Han o zgodę tylko pro forma pytał.
Chmielnicki na wszystko godził się milcząco, bo już za plecami HaQa i Polski nawiązał z Moskwą układy. Car wysłał do Czehrynia Łopuchina i Trubeckiego z listem do- Chmielnickiego. Spieszno było posłom oświadczyć łaskę carską, bo wyjechali aż do Humania na spotkanie hetmana. Kazał im z powrotem do Czehrynia jechać. Tam odegrała się komedja pokory z tatarskim ceremonjałem: Chmielnicki kładł na głowie hramotę carską, całował pieczęcie, ale brał ruble i sobole. To samo robił i Wyhowski, ale prosił, aby mu przy Chmielnickim tylko nieznaczne podarunki wręczano, aby się hetman nie gniewał. Wszyscy udawali obłudną pokorę, oszukiwali się wzajemnie i zachęcali się wzajemnie do „wierności".
Już 1 października Sobór ziemski, zwołany przez Cara wysłuchał oskarżenia Jana Kazimierza o to, że „nad Kozakami niechrześcijańskie złości czynił", postanowiono przyjąć Chmielnickiego pod mocną rękę i wypowiedzieć wojnę Polsce. Chmielnicki zawiadomił o tym fakcie koszowego na Siczy, jako niby moralną władzę nad Kozaczyzną i pytał o radę, odpowiedziano mu ani tak ani owak, ogólnikiem, że „do dawnej przyjaźni z Polską wrócić niepodobna", nie wspomniano z grzeczności o tern, że sam Chmielnicki zaostrzył nieprzyjaźń.
Na początku stycznia 1654 r. udał się Chmielnicki do Perejasławia i tam zaprosił posłów carskich Buturlina, Ki- kina, Ałfcrjewa. Dlaczego Die do Kijowa, lecz do lichej mieściny stepowej? Lękał się zapewne opozycji duchowieństwa i tej garstki inteligencji ruskiej, jaka się tam skupiła, lękał się, że carskie ruble i sobole, któremi hojnie obdarzano jego i starszyznę kozacką, będą uważane za srebrniki Judaszowe. Jeszcze w późnej jesieni roku 1648 wykrzykiwał w Kijowie: „ja tu pan" i nagle rezygnował z dokonania w tern mieście aktu największego dla Rusi i Polski znaczę- nia dziejowego. To tylko dowodziło, że akt ten był wynikiem jego samowoli. Nie najwyższe duchowieństwo, nie inteligencję ruską zgromadził do Perejasławia, lecz zwołał „Czarną radę", złożoną z najhałaśliwszych i najbardziej niesfornych żywiołów, żyjących z wojny i rabunku, nieświadomych żadnych politycznych stosunków, niezdolnych do ocenienia doniosłości aktu, do wykonania którego powołani zostali. Gorzałką i miodem można było kupić ich głosy.
Chmielnicki wyliczył im „krzywdy" polskie i przedstawił trzech amatorów (na razie więcej nie było) do objęcia „Ukrainy", względnie Rusi południowej: Tatarów, Turków i Moskwę. Tamtych ganił jako „niewiernych" chwalił tylko Moskwę i prawosławnego Cara, a potem pijanego tłumu zapytał: dokąd chcecie pójść? Wybierajcie! Tłum wrzasnął: „wolimy Cara wostocznego!"—i w ten sposób wyraziła się niby wola Kozaczyzny, która narzuciła się na przedstawicielkę narodu ruskiego. Nastąpił ten wielki akt, który miał stworzyć przyszłą potęgę przyszłej Rosji bez żadnych poprzednich układów, bez żadnego planu, głosami kilkuset chłopów sprowadzonych ad hoc. Chmielnicki rozmawia z Buturlinem bez świadków. Poseł carski nagli do przysięgi na wierność. Nastąpiła chwila wahania się. Chmielnicki żąda ażeby posłowie złożyli przysięgę, że dochowają przyrzeczenia „zachowania dawnych wolności" i żeby taką przysięgę Car złożył. „To nieprzystojne żądanie, u nas Carowi przysięgają, ale nie Car" — odpowiedziano. Żadnego świstka papieru nie dano na dowód, że akt złączenia dwóch Rusi—północnej i południowej, dokonał się. Skończyło się na,tem, że „sprawy swoje Hetman i Starszyzna przedstawią osobno".
Na żadnym punkcie nie ustąpili posłowie carscy. Chmielnicki może znękany tern wszystkiem co się już stało, zawołał: „niech się dzieje wola carska". Opozycja rozpoczęła się już na drugi dzień po przysiędze. Buturlin zażądał spisu miast, które mają przejść pod „mocną" rękę, aby na wierność złożyły przysięgę. Wyhowski oświadczył, że nie mają po co jechać, jeśli hetman nie otrzyma trwałych przyrzeczeń. Nic sobie z tego nie robił Buturlin i z dużą zręcznością odpierał pretensje deputacji kozackiej. Wzdrygała się także garstka szlachty ruskiej, żądając rozdania jej urzędów wojowódzkich i przedkładając spis nazwisk osób desygnowanych na te urzędy. „To nieprzystojny zwyczaj naznaczać sobie urzędy, nawet mówić o tern nie wypada". Odbył się nareszcie akt przysięgi. Powiadano, że Chmielnicki płakał—może miał wizję przyszłości. Buturlin widząc te łzy, pisał do Cara, że „lud płakał z radości, że będzie odtąd pod wysoką ręką carską".
Po dokonanym akcie przysięgi 8 stycznia s. s. 1654 roku, odbył się akt wręczania znaków carskich: chorągwi, buławy, ferezji, czapki i soboli, a Buturlin przy każdym przedmiocie wysilał się na komplement dla Cara. Wkładając ferezję na plecy hetmańskie porównał Cara do orła pokrywającego orlęta. Ustrojony w czapkę sobolową i ferezję carską Chmielnicki wracał od Buturlina piechotą do domu, aby łaskę carską wszyscy oglądać mogli.
Nastąpiły wzajemne wizyty i grzeczności bardzo kwaśno wygłaszane. Okłamywali się wzajemnie obietnicami i przechwałkami. Chmielnicki gadał, Buturlin dyskretnie milczał.
14 stycznia s. s. Buturlin z orszakiem udał się do Kijowa, aby miasto do przysięgi przyprowadzić. 1 tu przekonał się, że sprawa nie jest gładka. Metropolita potraktował go jako „gościa" i swoim ludziom przysięgać nie pozwalał, uczynił to dopiero pod groźbą. Wprost mu wyrzucał, że „carskiej łaski nie szukał", „do Moskwy nie jeździł". „Chmielnicki wam poddał się, nieja". „Nie patrzcie początku lecz końca"—mówił. Wogóle Kijów przyjął żołnierzy i wojewodów carskich bardzo nieżyczliwie.
Niepraktykowanym nigdzie zwyczajem, po przysiędze wierności poczęto mówić o warunkach, o podstawach przysięgi. Do Moskwy dla układów wysłano Bogdanowicza, jene- ralnego sędziego wojskowego, Pawła Teterę pułków. Pereja- sławskiego i in., którzy stanęli na miejscu w końcu marca 1654 r. i przywieźli coś podobnego do punktów supliki wojska Zaporoskiego, nad którymi bojarowie dyskutując, przyjmowali je lub odrzucali dowolnie. Posłowie złożyli kopję Traktatu Zborowskiego, przywileje na Trechtymirów Kozakom, na Czehryń Chmielnickiemu i przywileje Władysława IV różnym ludziom nadane. W ostatecznej redakcji na podstawie tej „supliki" przyznano szlachcie obrządku wschodniego prawa władania swemi majętnościami; Czehryń dostał Chmielnicki; Car przyjmuje Kozaków na podstawie dawnych praw i przywilejów, sąd mają mieć własny, rejestr 00.000 Kozaków; wybór hetmana według dawnych zwyczajów, byle zawiada-
miono Cara o wyborze; majętność i mienie Kozaków i ich wodzów pozostają przy rodzinie. Następnie, pozwalał Car, aby osadnicy kozaccy ściągali i oddawali dochody do carskiej kazny pod dozorem carskich urzędników, a z tych dochodów ma się opłacać urzędników i wojsko. Hetmanowi wolno przyjmować posłów tylko „w dobrej sprawie", w złej zawiadamiać Cara. Metropolita i duchowieństwo utrzymają przywilej na majętności, „jeśli o to prosić będą". Car oświadczył, że osobiście na Smoleńsk ruszy, że granice Ukrainy będą bronione, że Dońcom poleci, aby Krymu nie zaczepiali. Go
do żołdu Car dał odpowiedź niewystarczającą: ,jeżeli dochody ukraińskie wystarczą", ale obiecał natomiast nagrodzić pieniężnie hetmana i wojsko. Polecono przytem z szeregów kozackich wydzielić chłopów.
Dokument ten nosił historyczną na później nazwę: „Statje" (punkty, — artykuły) Bohdana Chmielnickiego, które stały się do pewnego stopnia fundamentem prawnym wzajemnego stosunku, przez Moskali bardzo dowolnie stosowanym.
Car ze swej strony postawił warunek: aby w wielkich miastach byli wojewodowie, naznaczeni przez Cara — oczywiście Moskale. To całemu narodowi nadawało charakter zależności i kontroli. Chmielnicki bardzo opierał się temu, bo w przyszłości punkt ten był ciągłym powodem do waśni. Ale Car nie ustąpił. Chmielnicki proponował, ażeby od przyjętych „poddanych" carskich mógł płacić roczną daninę jak w Wo- łoszczyźnie, Multanach, Siedmiogrodzie, byle na wojewodów carskich nie pozwalać. Car się nie zgodził. Upór Chmielnickiego był spóźniony, — takie warunki omawiają się przed przysięgą wierności. Z tych ,,stati" widać, że Chmielnicki dążył do zależności nominalnej, przez oderwanie się
od Polski, do odrębności, do samorządu, do utworzenia państwa na poły samodzielnego, a wyszło zupełnie co innego: coś podobnego do autonomji prowincjonalnej bez żadnych praw odrębnego organizmu, oprócz prawa posiadania własnego wojska i bez żadnych gwarancji, oprócz obietnic carskich. Rozbroić Kozaków było niepodobieństwem, to też Moskwa wpadła w te samersieci, w jakich przez sto lat szamotała się już Rzplta Polska, z tą różnicą, że mając twardą rękę, po długich zatargach wewnętrznych ż Kozaczyzną, złamała ją wreszcie.
Akt polityczny, który nazywamy przyłączeniem się Ko- zaczyzny do Moskwy, był poprostu zręcznie dokonanym aktem sprzedaży ziem ukrainnych przez Bohdanowicza, Chmielnickiego, Teterę, Wyhowskiego i starszyznę kozacką, za co otrzymali olbrzymie dobra ziemskie. Chmielnicki nie pozwolił nikomu objąć tych dóbr, podatki zbierał sam przez swoich urzędników do własnego skarbca. Ziemie pułkowe, — rodzaj powiatów administracyjno-wojskowych, — były w rozporządzeniu Chmielnickiego, on je nadawał i odbierał komu chciał.
Pod jednym wszakże względem marzenia Chmielnickiego ziściły się: Car wypowiedział Rzpltej wojnę w obronie prawo- sławja. Na Smoleńsk miało wyruszyć około 300 tys. żołnierzy, a na Ukrainę nie tyle na pomoc Chmielnickiemu, ile dla kontroli jego—46 tys. Taka mnogość wojsk carskich była tylko na papierze. Bojarowie okradali i oszukiwali Cara.
Pakt poddania się Chmielnickiego był zupełnie nieoczekiwanym przez Rzpltą i Tatarów. Han naciskał na zerwanie układu, Polska wysłała garstkę wojska, które zdobywało miasteczka: Ilińce, Niemirów, Humań, Chmielnicki siedział spokojnie. Nadaremnie Car naglił, aby się z wojskiem ruszył, odpisywał słodko, pokornie, że — boi się najazdu Tatarów. I siedział w Czehryniu. Car nalegał na wykończenie rejestru, aby uregulować żołd. Chmielnicki nie godził się, twierdząc, że już więcej—wyrzucić żołnierzy z wojska nie może.
Stała się rzecz najmniej spodziewana: w pół roku prawie po poddaniu się Moskwie, Chmielnicki, nie zrywając z Moskwą, potajemnie, przez pośrednictwo Hospodara zgłosił się z propozycją powrotu do Rzpltej na warunkach traktatu Zborowskiego. Traktując z Królem, wyruszył jednak z pod Kaniowa do Białej-Cerkwi, z Szeremetem, mając jakoby 60 tys. wojska.
Wątpić należy aby to była nowa pułapka Chmielnickiego. Zbliżywszy się do Moskwy, zrozumiał jej politykę i chciał się cofnąć. Szukał wyjścia, a nie zrywał z Moskwą. Wysłana Komisja miała traktować tylko z Kozakami -wyłącznie sekretnie. Znamy jedynie instrukcję, wydaną Komisarzom, ale nie znamy przebiegu narad i jak się zerwały. Oprócz amnestji, wolności religji—bez zniesienia unji,—przyznania praw i przywilejów, rejestru Kozaków do liczby umowy Zborowskiej, najważniejszą sprawą było zamknięcie Kozaczyzny w pewnych granicach. Dla stałego zamieszkiwania Kozaków rejestrowych wyznaczono starostwo Czehryńskie, Korsuńskie, Czerkaskie, a w razie konieczności Kaniowskie i Bohusławskie. Chodziło
- to, ażeby dobra szlacheckie i lenne Województw Kijowskiego, Czernihowskiego i Bracławskiego były wolne od mieszkań Kozaków. Do tych Starostw mieli Kozacy przenieść się z innych miejscowości i podzielić je, aby każdy Kozak rejestrowy miał pewną część gruntu prawem dożywotniem, tytułem żołdu za obowiązkową służbę wojskową. Wolno było im zakładać futory, pasieki (folwarki), korzystać z uchodów, miody i piwo warzyć, gorzałkę palić, ale tylko na własny użytek. Sześć tysięcy Kozaków miało otrzymać tytuł szlachecki z prawem własnych sejmików i elekcji Króla. Chmielnicki miał otrzymać tytuł Wojewody i Hetmana Wojska Zaporoskiego.
W ten sposób z części Województwa Kijowskiego po- wstaćby mogło jakieś mało zawisłe od Rzpltej państewko Kozackie o bardzo rozciągliwych i nieokreślonych granicach
- Te same prawa i obowiązki, formującej się już w państwo Kozaczyzny, ujęte zostały później nieco w Umowę Hadziacką.
Chmielnicki, rzuciwszy myśl ponownego zjednoczenia się zRzpltą, cofnął się nagle, bo mu zaświtały nowe nadzieje i inne plany. Najważniejszym niewątpliwie powodem było nagłe powodzenie oręża szwedzkiego w Polsce. Wojna Szwedzka, wywołana pretensjami Szwedów a intrygami Pod- kanclerza Radziejowskiego, którego chęć zemsty na Króla popchnęła do zdrady, przerzuciła Chmielnickiego do obozu szwedzkiego. Zbliżył Kozaków ze Szwedami Radziejowski. Trudno odgadnąć jakie plany roiły się w głowie Chmielnickiego, dość, że z wojskiem moskiewskiem wspólnie wyruszył znaną mu dobrze drogą na Lwów. Może chciał połączyć się ze Szwedami. Dość, że na początku października, pobiwszy garstkę wojska polskiego pod Gródkiem, obiegł Lwów i zażądał poddania się miasta na imię Cara. Lwowianie odmówili przysięgi, zasłaniając się tern, że Król Jan Kazimierz żyje jeszcze, a za życia jego nie mogą uznawać innego króla. Mimo pertraktacji, próbowano zdobyć miasto, ale nadaremnie. Ażeby oblężenie miasta czemkolwiek usprawiedliwić, Chmielnicki oświadczył, że chce bronić Rusinów, których tylko garstka była we Lwowie. Przekonano go, że krzywda im się nie dzieje wcale. Gdy Chmielnicki zapytał: czego właściwie miasto żąda od niego? — odpowiedzieli, że pragną ażeby Moskale i Kozacy najrychlej wypuścili ich z opieki. Najnieocze- kiwaniej Chmielnicki zgodził się, ale zażądał okupu; jaka człek litościwy, zadowolnił się mniejszym.
W warunkach, podanych miastu, były już znane nam, a przytaczane przy każdej sposobności: aby ,,żydów, jako nieprzyjaciół Chrystusa, wydano Kozakom z majątkiem, żonami i dziećmi11. Odpowiedź Lwowa godna jest pamięci: „nie wydamy, bo są obywatelami Rzpltej, będącymi pod opieką prawa*'. Tytułem okupu żądał Chmielnicki 400.000 zł. dla wojska, a dla naczelników wypisał długi szereg postawów sukna różnego gatunku, materji jedwabnej i półjedwabnej, adamaszku, zażądał także 2000 par butów i 1000 kożuchów. Lwowianie złożyli okup. W tym samym czasie Daniłko Wyhowski, brat Jana, złupił Lublin. Niewiele z tego skorzystano, bo w drodze powrotnej Tatarzy, z Mehmed-Girejem na czele, większość tych łupów odebrali. Powrót późną je- sienią, w czasie słot, zdziesiątkował wojsko moskiewskie.
Chmielnicki wysłał na pomoc Moskwie na Białoruś Ne- czaja i Zołotarenkę, ale oprócz rabunków i mordowania spokojnej ludności, żadnego innego pożytku z Kozaków nie było.
W miarę stykania się ze Szwedami, z Moskwą i wreszcie z Polakami, którzy ofiarowali coraz lepsze warunki pojednawcze, rozszerzał się horyzont polityczny Chmielnickiego. Widział, że Kozaczyzna jest tylko klasą, warstwą wojenną, że walka o „wolność i przywileje wojskowe" zakończyła się w Perejesławiu, że należy zatem szukać szerszej podstawy dla przyszłego życia. Już pod Lwowem, rozmawiając z Lu- bowidzkim, posłem Króla, namawiającym do zgody, Chmiel- nickl oświadczył: „niech Rzplta objawi lud Ruski tak wolnym jak Król hiszpański przed laty holendrów*'. Było to już ideowo wkroczenie na inną drogę: zamiast Kozaków, występował lud, naród. Nie dostrzegał tylko tego, że sam zagradzał drogę do tego wyzwolenia się.
Stosunki polityczne poczęły się plątać niekorzystnie dla Kozaków. Próba zerwania pokoju z Moskwą, (podjęta przez Galińskiego, weszła na dobrą drogę, z przyczyny mało przewidywanej. Car Aleksy Michajłowicz zapragnął być królem polskim, a przytem[nowe niebezpieczeństwo zawisło od strony Szwedów. Szukano więc obustronnie wyjścia z tego położenia. Wystąpił jako pośrednik pokoju Cesarz niemiecki, który wysłał iMlegrettiego w tym celu. Trwały długie pertraktacje z posłami moskiewskimi, między innemi w Wilnie, gdzie wypłynął projekt rozejmu na lat 20. Pertraktacje te bardzo nie podobały się ^Kozakom, bo bez ich współudziału były prowadzone.
Z patosem wołał Chmielnicki do Cara:]„nie oddawaj narodu prawosławnego na pohańbienie", ale nie przeszkadzało mu to w tym samym [czasie [wchodzić w sojusze ze Szwedami i Rakoczym. Karol X, upojony<latwem[zwycięstwem nadRzpltą, wysłał posła do Czehrynia dla zawarcia traktatu z Chmielnickim, jak z samodzielnem państwem. Obiecywał Hetma* nowi Księstwo zupełnie udzielne, bądź jako Rzpltą. Przyszłemu Prezydentowi Rzpltej ukraińskiej oddawał Województwo Kijowskie, decydował się także ustąpić Braclawskie do Bobu, nawet do Jampola. W razie gdyby został wasalem Króla Szwedzkiego, król szwedzki nadawał mu tytuł „Księcia Kijowskiego i Hetmana Wojsk Zaporoskich". Dzieląc hojnie prowincje Rzptej, które do niego nie należały, żądał dla siebie 300.000 czerw. zł. rocznie, po 30 tysięcy dla każdego nowego króla, posagów dla synów królewskich i córek. Oddając całą Ruś prawie Chmielnickiemu, o sobie nie zapomniał: zatrzymywał Wielkopolskę, Gdańsk z Pomorzem; Mazowsze i Ruś Halicka miały powiększyć szczupłe dziedziny Rakoczego.
Potęga Szwedów niedługo trwała i plany Księstwa Kijowskiego runęły. Chmielnicki rzucił się jeszcze w stronę Rakoczego, z którym już w listopadzie 1656 roku zawarł traktat. Obu hospodarów i Hana Krymskiego zachęcał do wspólnej akcji przeciwko Rzpltej, słowem, szał jakiś nim miotał, tem silniej, im bardziej wszystkie jego plany wiatr rozwiewał. Szwedzi byli wypierani zgranie Polski, Rakoczy krótką kampanję przegrał. Miał tylko nad karkiem Moskwę, która swoją centralistyczną polityką naciskała go coraz bardziej.
Może te wszystkie wypadki wywołały otrzeźwienie w umyśle Chmielnickiego. Posiadał upór i złość wielką, ale nie posiadał rozważnej stanowczości, stąd też było ciągłe jego miotanie się od brzegu do brzegu. Z niczego nie był zadowolony. Chciał odstąpić Moskwy—i bał się. Imponowała mu ta stanowczość, jakiej jemu i Rzpltej brakło... Chciał rozbić Rzpltą — i nie udało mu się. Zrabował część jej i zniszczył, ale gmach polityczny stał jeszcze mocno. Cesarz Ferdynand, po nieudanej Komisji Wileńskiej, 10 stycznia 1657 r. wprost do Czehrynia wysłał poselstwo z propozycją pośrednictwa zgody między Kozakami, a Rzptą. Może rezultatem tego było odezwanie się Chmielnickiego i Wyhow- skiego z przychylnością do zgody i rozpoczęcie dyskusji. Czujna Moskwa niepokoiła się częstemi poselstwami różnych państw do Czehrynia. Wysłano Kikina na wywiady do Kijowa. Układając się z Bieniewskim o powrót do Rzpltej, zapewniał Cara, że ,.nigdy go nie odstąpi*'. Przez carskiego gońca Korobkę pisał, że ,,Lachy myślą tylko o tem, aby zgnieść prawosławije", a Króla zawiadamiał, że poufnie rozmawiał z Bieniewskim, zapewniał,że stara się o „ukontentowanie“Króla i o to, ażeby ,,majestat w poniewieranie, a nasze swobody nie poszły w upadek4*. Czegóż właściwie pragnął ten człowiek?
Moskwa niepokoiła się temi rzutami, widocznie zdenerwowanego hetmana, i już w końcu kwietnia 1657 r. wysłała Buturlina do zbadania stanu rzeczy. Ostafi Wyhowski, ojciec Jana, wręcz oświadczył, że Chmielnicki pragnie oderwać się od Cara. Poseł carski zaledwie na początku czerwca stanął w Czehryniu. Chmielnicki był chory. Tygrys czehryński dogorywał. Jeszcze przed śmiercią mataczył. Zwołał Radę Kozacką, a właściwie swoich zaufanych, między innemi Wy- howskiego, którym opiekę nad ostatnim synem swoim, Ju- ryszką, powierzył, a Cara prosił osobnem poselstwem dawniej jeszcze o przyznanie betmaóstwa Juryszce. 27 lipca 1057 r. życie zakończył, zostawiwszy kraj cały zwichrzony i zrujnowany przez siebie, otoczony zewsząd wrogami, których sam
stworzył, i rzucony na fale niepewnych losów. Daremnie* Zorko, dawny jego pisarz na Siczy, w mowie pogrzebowe} wołał: „naucz nas, jak mamy postępować z przyjacioły i nieprzyjacioły naszemi".— Chmielnicki umiał rozrywać, ale łączyć nie umiał, umiał niszczyć, ale budować nie potrafił. Zasiał tylko i pogłębił niezgodę wewnętrzną dwóch narodów, które sama historja w nierozerwalnym związku obok siebie umieściła.
Ledwie złożono do grobu Hetmana kozackiego, gdy z posiewu jego zrodziły się nowe burze.
Po śmierci Chmielnickiego Wyhowski ujął odra- zu ster rządu, powołując się na życzenie ojca, ażeby synem opiekował się aż dojdzie do pełnego rozumu — niestety, nie doszedł nigdy, bo go nie miał wcale. Wy- howski był intrygantem, równie zręcznym jak jego mistrz Chmielnicki, ale lepiej od niego orjentował się. Dążył on do zwierzch- niczej władzy w Kozaczy- żnie, ale wiedział i widział dobrze do czego zmierza polityka moskiewska, z którą pogodzićby się nie mógł.
JurAs CkmieiDlczeako. Wychowaniec kultury poi-
skiej i życia konstytucyjnego, nie chętnie uginał szyi pod jarzmo carskiego centralizmu, ale musiał udawać wierność i pokorę wobec Moskwy, dopóki nie ułożą się pomyślniejsze warunki, o które potajemnie traktował z Bieniewskim. Jako „Lach" śród Starszyzny kozackiej nie miał miru, a podejrzewany o sym- patje polskie zarówno przez Moskwę, jak i przez Starszyznę, trudne miał zadanie przed sobą — lawirowania między Scyllą a Charybdą. Ale i zwolenników, szczerych lub nieszczerych, brakło mu.
Na zwołanej radzie Kozackiej, tytularny hetman Ju-
ryszko zrzekł się buławy,jako zbyt młody. Część Starszyzny podzielała te motywy. Ale ponieważ stary hetman opiekę nad synem polecił Wyhowskiemu, życzono sobie, ażeby hetmanem został „do czasu“ dawny Pisarz wojska Zaporoskiego, na czas wojny, jako człowiek doświadczony. Miał posługiwać się tytułem: „Jan Wyhowski na ten czas Hetman Wojska Zaporoskiego0. Ażeby mieć więcej czasu dla promowania własnych interesów, nie zawiadomił nawet Cara o śmierci Chmielnickiego. Sicz także zawiadomił późno, zarówno o śmierci Chmielnickiego, jak i o swoim wyborze. Na to otrzymał odpowiedź z wymówkami, że wybór odbył się bez wiadomości Siczy, tylko w gronie Starszyzny. Był to pierwszy jawny dysonans.
Około połowy sierpnia nadeszła do Moskwy wiadomość o śmierci Chmielnickiego i długi spis o łaskę Carską. Wszyscy „bili czołem" o majątki: Jan Wyhowski o zwrot majątku żony, Konstanty — także o majątek, Tetera prosił o nadanie Smiły, byle przed Kozakami tego nie wyjawiać. Obłuda i pokora górowały wszędzie. Dla wyjaśnienia biegu rzeczy wysłano znowu Kikina z hramotami, ostrożnie adresowanemi „do Wojska Zaporoskiego". Niewiadomo było jeszcze, kto z chaosu wypłynie.
Kikin wiedział o tajemnych układach z Bieniewskim, co do powrotu Kozaków do Polski i to zaufanie do Wyhow- skiego, mimo zapewnień wierności, podrywało. Poseł carski wyniósł to przekonanie, że Starszyzna wolałaby Polskę, ale mieszczanie i chłopi raczej Moskwę.
Po wyjeździe Kikina rozpoczęły się znowu komunikacje z Bieniewskim. Ażeby jednak wyjaśnić swoje stanowisko, Wyhowski zebrał rade do Korsunia. Położył buławę i rzekł: „nie chcę być hetmanem. Car dawne nasze wolności łamie, a ja w niewoli być nie życzę“. Starszyzna nie przyjęła rezygnacji. Buława została przy Wyhowskim niby już legalnie, który też oświadczył, że on carowi nie przysięgał, lecz Chmielnicki. Przyszło do kontrowersji z Puszkarem, pułkown. Perejasławskim, który zajął stanowisko opozycyjne. Ażeby poprawić swoje wystąpienie przeciwko Moskwie, Wyhowski począł wyrzucać Starszyznie, że zdradziła Szwedów, Rakoczego, Tatarów, Króla polskiego, jeśli jeszcze zdradzi Cara, nikt im wierzyć nie będzie. Starszyzna zdecydowała pozostać
Kocaczyzoa uWalnin. 8
przy Moskwie, a Wyhowski, aby uspokoić Puszkara, głośno godził się na to. Znosząc się potajemnie z Bieniewskim, Wyhowski wysłał posłów do Moskwy—Korobkę i jakiegoś Mi- niewskiego z zawiadomieniem o wyborze swoim na hetmań- stwo. Bez carskiego potwierdzenia było ono niepewne. Jakkolwiek posłowie, dobrze wyćwiczeni, zapewniali, że wybór hetmana odbył się prawidłowo i jednogłośnie, prosili jednak, ażeby Car nowe wybory naznaczył w Perejasławiu. Car posłał Romodanowskiego, ale z wojskiem—niby przeciw Tatarom- Tymczasem nie było ani Tatarów, ani Wyhowski ego Przybył wreszcie i straszył Romodanowskiego, że Lachy w pogotowiu, że Tatarzy stoją we 20 tysięcy gotowi do wtargnięcia, że na Zaporożu wielkie bunty. W tym czasie nadjechał nowy carski goniec z listem do Wyhowskiego, z tytułem już hetmana. 0 ponownym wyborze mowy nie było, tylko o potrzebie naradzenia się ze Starszyzną nad uspokojeniem kraju. Mimo to Chitrowo zaproponował, ażeby Rada potwierdziła jeszcze wybór hetmana. Powiedziano, że całe wojsko wybrało hetmanem Wyhowskiego. Wyhowski położył buławę, oświadczając, że wobec pogłosek jak oby wybrany był przez przyjaciół tylko, składa buławę. Ceremonjał grzeczności kozackiej trwał niedługo. Wyhowski buławę przyjął i złożył przysięgę wierności.
Ale na radzie nie było Puszkara. Z tej strony słusznie oczekiwał Wyhowski opozycji. Sicz także była przeciwko niemu. Koszowy Barabaszenko żądał jeszcze jednej Rady, mającej się zwołać do Łubniów, ażeby obrać innego hetmana. Skarżyli się przed Carem, że Wyhowski „wolności odejmuje",
„zabronił ryby łowić w rzeczkach i nie pozwolił gorzałki sprzedawać". Rozdwojenie w kozaczyŹQie było widoczne: prawobrzeżna stała po stronie hetmana, lewobrzeżna z Siczą zajęła stanowisko opozycyjne. Na czele opozycji stanął Martyn Puszkar, pułków. Perejasławski, stary kolega występów Chmielnickiego. On sam i wszystka czerń jego pułku [wypowiedzieli się za służbą carowi. "Jakkolwiek Wyhowski umiał łudzić Moskwę, nie ukrywałjednak swojej niechęci przeciw jej rządom, a szczególnie systemowi szpiegowskiemu i narzucaniu wojewodów carskich. Przewidując starcie się z Puszka- rem, Wyhowski odnowił przymierze z Tatarami, nie bez myśli o Moskwie i oderwaniu się od niej. Zawiadomił jednak Moskwę, że zawarł je przeciwko Lachom i pogróżkom Puszkara. Pragnąc zmusić go do posłuszeństwa, wysłał pod Połtawę najemnych Serbów, których Puszkar w drodze rozbił. Przewidując dalszą walkę zebrał cały pułk różnej hołoty, który nazwał Dej- nekami (de ne jaki = byle jacy, zbieranina). Ucierając się ze sobą, przeciwnicy przed forum carskie wytoczyli skargę: Puszkar obwiniał Wyhowskiego o zdradę, — Wyhowski Puszkara
- szerzenie buntów. W kwietniu 1658 car wydał ukaz Pusz- karowi, aby się poddał władzy hetmańskiej, ale chwaląc jego wierność — zachęcał niejako do buntu. Mając już zamiar oderwania od Moskwy, Wyhowski zgodził się, aby uśpić jej czujność, na wojewodów carskich w Białej-Cerkwi, Korsuniu, Nieżynie, Połtawie, Mirhorodzie i Czernihowie.
Mimo wszystko Moskwa była nieufna, i wysłała do Czehrynia Apuchtina z misją urzędową, i jak zwykle, tajemną. Urzędowa polegała na propozycji rozgraniczenia od Rzpltej, a tajemna na zbadaniu prawomocności wyborów Wyhowskiego
- przyczyny wewnętrznych niesnasków pomiędzy kozakami. Tymczasem Puszkar mącił. W maju wystosował Wyhowski uniwersał do pułku Połtawskiego i Zaporożców, wzywając do opamiętania się. Mimo uniwersału wyruszył przeciwko Puszkarowi. Pod Hołtwą nadbiegł nowy goniec carski Sku- ratow i oddał hramotę Wyhowskiemu, który po odczytaniu stojąc tytułu carskiego, usiadł. Skuratow zwrócił uwagę, że cały ukaz czytać należy stojąc. Wyhowski uniósł się: „wszystko u was wysoko!*'—zawołał. Na uwagę gońca, że car kazał Puszkarowi upokorzyć się, Wyhowski odparł, że sam potrafi uspokoić jego. Jakoż istotnie uderzył na Puszkara pod Poł- tawą i rozbił go. Puszkar został zabity.
Wyhowski wracając do Czehrynia otrzymał wiadomość od pułk. Biało-cerkiewskiego, że wojewoda jedzie do Białej- Cerkwi, już jest w Kijowie. „Skąd przyjechał — niech wraca“ —odrzekł oburzony. Miał on w zanadrzu projekt opanowania Kijowa, o którym dowiedziano się dopiero w chwili oblężenia. Podstąpił pod Kijów w sierpniu Daniłko Wyhowski, próbował zdobyć, ale garstka Moskali odparła go.
Rękawica była rzucona.
- POWROT DO POLSKI.
Moskwa, przewidując ostateczne rozerwanie, zrobiła jeszcze próbę ugłaskania Wyhowskiego, który z wojskiem wyruszył ku Hadziaczowi w niewiadomym celu. Wysłany Kikin szpiegowską drogą dowiedział się o niezadowoleniu Wyhowskiego z Romodanowskiego, który buntowników popierał. Hetman rzekł mu otwarcie: „niech sobie Wielka Rosja będzie wielką, a Mała małą; my mamy także wojsko niezwyciężone". Kikin wybity z równowagi, zawołał: „za to należy ci język uciąć"! Małą Rosję Pan Bóg do Wielkiej przyłączył".
To nie rozwiązywało sporu, nie uspokajało wzburzonych. Wyhowski miał wojsko w kupie, Romodanowski także. Starcie wisiało w powietrzu tem pewniejsze, że do Romodanowskiego miał Wyhowski osobiste żale. Oświadczył więc wprost, że go zwalczać będzie. Kikina przemocą wysłał do Mirho- rodu. Równocześnie przez Tomkowicza, zręcznego kupca, który był konfidentem Wyhowskiego, porozumiewał się z Bie- niewskim, do króla wysłał osobnych panów z propozycją zgody. Już miał ten zamiar, wybierając się pod Połtawę na Puszkarenka. Zadarłszy z Moskwą, musiał szukać oparcia o Polskę. Starcie się z Moskwą pod Konotopem było krokiem do ostatecznego zerwania.






