FR. RAWITA-GAWROŃSKI KOZACZYZNA UKRAINNA W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ DO KOŃCA XV||| WIEKU

Article Index

Niedługo trwała ta zobopólna przyjaźń. Nie należy do nas zastanawiać się w tem miejscu nad wzmaganiem się i wzmacnianiem tej przyjaźni, aż do chwili, gdy obie strony przekonały się o wzajemnych złudzeniach, zaostrzyła ona jednak do wysokiego stopnia żale i pretensje historyczne i najnowsze Rusinów do Polaków, posuwając ekspansję na­rodową pod nowym sztandarem—Ukraina i naród ukraiński do granic niemożliwości, jak tego dowiódł krótkotrwały traktat Brzeski. Agitacja dla utrwalenia nowej nomenkla­tury zapomocą szkoły i prasy ruskiej, której do pomocy i nasza stanęła, przybrała rozmiary swawoli państwowej, bo nowe nazwy stały się synonimami walki z państwem, wpro­wadzając w społeczeństwo ruskie na Wołyniu rozstrój i nie­pokój pod hasłem „krzywd narodowych-.

Im ciemniejsza kulturalnie jest ludność, tern mniej po­siada umiarkowania w sądach politycznych o rzeczywistości, tern mniejszą posiada skalę porównawczą. Tolerowanie za­tem neologizmów, mających świadomie polityczne zabarwie­nie, kryje w sobie płomień zaburzeń i niepokojów. Mamy przykład na Galicji, gdzie wyrazy Ukraina i naród ukraiński w łonie samego społeczeństwa wytworzyły dwa obozy wal­czące ze sobą.

Za Zbruczem z nazwą Ukraina oswoiło się jako-tako ucho Rusinów ze względu, że gub. Kijowską nazywano po­wszechnie Ukrainą, ale nazwa „naród ukraiński" nieznaną była przed wojną ludności ani w Kijowszczyznie, ani na Po­dolu, ani tembardziej na Wołyniu lub Chełmszczyznie, do­kąd przenikać poczęła z literatury, polityki i prasy.

Jeśli zatem w ciągu pracy niniejszej znajdzie czytelnik nazwę „Ukraina", to jest ona użyta albo w znaczeniu histo- rycznem, albo odnosi się wyłącznie do Kijowszczyzny *).

  • i Ś. p. Aleksander Jabłonowski, a równocześnie z nim sutor tej pracy występowali gorąco zarówno przeciw neologizmom historycznym jak i nieograniczonemu pędowi do nowatorstwa, które nosiło cechę nie- tylko naginania historji do celów agitacji szowinistycznej, ale politycz­nemu pretensjami wnosiło niepokój wewnętrzny w sferę najpierw Inte­resów polskich, a teraz już państwa polskiego. Rusini, stworzywszy so­bie fikcyjną „Ukrainę" jako niby całość etnograficzną, mają teraz czte­ry „Ukrainy": .wielką* sowiecką, „małą* czyli zachodnią, a fabrykoją już na nnszych oczach .Ukrainę* w Chełmszczyznie i na Wołyniu. Zni­kła już z prasy prastara Ruś, a zjawiła się hałaśliwa 1 niespokojna, jakaś neokuzAcka .Ukraina", jako nomenklatora agitacyjna. Ze względu na niebezpieczną przyszłość należałoby raz temu koniec położyć.

 

II. GENEZA KOZACTWA. WARUNKI FIZYCZNE

I ETNICZNE ŻYCIA SPOŁECZNEGO.

Kozaczyzna polska, jako staD, klasa i warstwa, rozwi­nęła się nad Dnieprem, na niewielkim pasie wzdłuż rzeki, od Kijowa począwszy aż do TawaDi prawie, t. j. przewozu na dolnym Dnieprze, ale kozactwo, jako wojenno-rozbójnicze gru­py, a później związki, powstało za Dnieprem i było produk­tem życia stepowego Tatarszczyzny późaiejszej, przedtem róż­nych tiurkskich plemion, osiadłych między Donem a Dnie­prem. Z tamtej strony przeniosło się na prawy brzeg Dniepru.

Wyraz „kozak" jest turskiego pochodzenia, znany Ta­tarom Kazańskim, jakoteż zamieszkującym pomorze Azowsko- Czamomorskie od Wołgi, Donu, aż do Dniepru. Znany jest nie mniej w różnych djalektach turskich, ale nie w tein ry- cersko-awanturniczem pojęciu, jakie spopularyzowało się w dru­giej połowie 16-go wieku w Rzpltej Polskiej. W narzeczach tiurkskich kozak ozDaczał człowieka wolnego, awanturnika, włóczęgę, a niekiedy wprost rozbójnika.

Pierwszą historyczną wzmiankę o kozakach spotykamy w XIII w. i DastępDycb, gdzie nazwa kozak wiąże się z ist­nieniem kolonji genueńskich. Występują oni bądź jako zwy­kli rozbójnicy, bądź jako niby wojsko, niby jakaś płatna eskorta konsulów kafińskich i innych. Ustawa miast Czem- balo (Bałakława) i Sugdaja (Sudak) nazywa ich „cosachos orgusios seu bomines Caphae". Niewierny coby przydomek „orgusios" oznaczał, o ile wszakże z tekstu ustawy wnosić wolno, pełnili oni pewne służebno-wojskowe obowiązki, może jako asysta karawan, a równocześnie trudnili się ra­bunkiem. Byli po prostu dobycznikami stepowymi (interce- ptores) i rabownikami bydła tatarskiego. Administracja ko- lonji genueńskich zabraniała swoim urzędnikom odbierania od tych kozaków zdobytych w ten sposób rzeczy lub bydła, co samo już jest wskazówką zależności kozaków orguzów od administracji kolonji włoskich.

Powoli tedy, ze stepów Zadnieprza, opanowanych już przez Tatarów, z zanikiem kolonij genueńskich, które padły ostatecznie pod ciosem tureckiej ekspansji po zdobyciu Kon­stantynopola (1453), Kozacy, kozactwo i kozakowanie prze­niosło się za Dniepr w swoim dawnym charakterze, zanim zostało zużytkowane przez Rzptą polską i przekształcone. Do przeniesienia się kozactwa na prawą stronę Dniepru przy­czyniło się nie tylko rozszerzenie się hord tatarskich na po- brzeżu czamomorskiem aż do ujścia Dunaju, ale także zmie­nione stosunki handlowe. Ostateczne zdobycie przez Kazi­mierza W. Rusi Czerwonej i utworzenie z W. Ks. Kijow­skiego Województwa (1471), czyli włączenia go w skład Rzptej polskiej, ożywiły handel ze Wschodem. Z jednej strony po­czął się zaludniać Kijów, jako łącznik Wschodu z państwem polskiem, a skutkiem tego nabrała ożywienia dawna droga karawanowa, istniejąca, jako „Solanoj put’“ za Rurykowiczów do mongolskich, która z czasem przybrała nazwę osobnej ga­łęzi Czarnego szlaku, z drugiej zaś (zawsze od Tawani począw­szy) szły drogi handlowe na Białogród i Kilję do Carogrodu, a na Targowicę może do Halicza i Lwowa na zachód. Oży­wienie ruchu karawanowego ożywiło także wzmożenie się kozactwa i kozaków. Szerzyć się począł charakter rozbójni- ctwa zupełnie taki sam jak za Dnieprem, chociaż nazwa Ko­zaków i kozakowania, jako rzemiosła wojennego, rozpowszech­nioną nie była jeszcze.

Pomijamy etymologiczną metodę, szukającą genezy na­zwy Kozaków od wyrazu koza (Piasecki, Kochowski); szu­kano także bez wielkiego skutku Kozaków w nazwie Koza- rów (Grabianka i in.), a nawet w Kozachii Konstantyna Porfirorodnego.

Kozaczyzna, jako objaw życia państwowego Rzptej pol­skiej, rozrosła się z czasem na trzy wielkie województwa: Kijowskie, Bracławskic i Podolskie, krańcami swego wpływu i akcji sięgając południowej części Wołynia, a na Zachodzie woj-twa Bełzkiego i Ruskiego. Jeśli wyłączymy z Kijów- skiego woj—twa północną jego część, od rzeki Irpienia (histo­ryczny Rpień) począwszy (Polesie Kijowskie, Owruczyzna), to objęła ona obszary prawie niezaludnione, stepowe; za Dnie­prem—stepy po-połowieckie, a później po-tatarskie, a z pra­wej jego strony te obszary, które nazwano Kijowszczyzną, Bracławszczyzną i Podolem. Dalej po za Taśminą i Siniuchą aż do morza, ciągnęły się obszary niezamieszkałe prawie, po­siadające ludność bardzo ruchomą, które nosiły nazwę Dzikie pola, a ogólniejszą Ziemia Nadolna (Bielski). Od Kryłowa za Czehryniem rozciągały się one do Dniestru aż do Chocimia prawie. Jak wschodnie i południowie granice Rzptej w XV wieku były niepewne i nieścisłe, tak jeszcze mniej pewnemi były granice Kozaczyzny ukrainnej, które rozrastały się w miarę zwiększającej się niedołężności w zwalczaniu ruchów kozackich państwa polskiego.

Był to obszar wielkiej żyzności, wielkiego bogactwa przyrodzonego i wielkiej gospodarczej przyszłości, który zamknięty Desną, Dońcem, Irpieniem, Słuczą, Bugiem od źró­deł i środkowym Dniestrem do ujścia, tworzył świetnie zcał- kowany objekt geograficzny, nadający się w przyszłości na utworzenie odrębnego państwa. Struktura fizyczna tego ob­szaru miała niewielkie pochylenie ku Czarnemu morzu; po­cząwszy od wododziahi Bugu, Bohu, Słuczy i Morynia; wszystkie jego rzeki, w znacznej mierze spławne, miały wspólne zlewisko w morzu Czamem, dokąd wpadały Dniestr, Boh z Ingulcem, Inguł i Dniepr.

Przeszłość tego obszaru od najdawniejszej starożytności była pod wpływem najbardziej urozmaiconym. Stykając się z rozmaitą kulturą, z rozmaitymi stopniami jej, z rozmaitemi rasami, nieliczna bardzo miejscowa ludność nieświadomie, z konieczności niejako, musiała wsiąkać w siebie najróżno­rodniejsze pierwiastki etniczne i przyswajać je, a potem przerabiać rozmaite kulturalne czynniki i uwarstwienia dla własnego zastosowania i według własnych pojęć. Najpierwej ludność tego obszaru, znana szczegółowo Herodotowi, zetknęła się z grecką kulturą przez Olbię (między dzisiejszą Odesą a Oczakowem). Jakkolwiek najrozmaitsze nazwy tej ludno­ści (Anty, Melanchleni i t. p.) są zgreczone, ze zwyczajów opisywanych nietrudno domyślić się Słowian, którzy wypie­rani przez wielką wędrówkę narodów, a później przez Atylę przez wojny Rzymian z Mitrydatem, cofali się ku północy, zostawiwszy na ziemiach opuszczonych tylko ślady —bardzo nieliczne — swego zamieszkania i bardzo liczne resztki kul­tury greckiej.

Pominąwszy wieki całe, po których prawie żadnych śladów historja tych miejscowości nie pozostawiła, zatrzy­majmy się chwilkę na okresie już historycznym, to jest chwili ^jawienia się nad Dnieprem w Kijowie Warego-Ru- sów (Normanów) i rozpoczęcia budowy państwa Rurykowi­czów. Kilka szczegółów zawdzięczamy latopiscowi kijow­skiemu, którego jedni nazywają Nestorem, drudzy — bez­imiennym mnichem. Przed pojawieniem się Mongołów większa część tego obszaru zamieszkała była nie przez ludność miej­scową, słowiańską, osiadłą, lecz przez koczowników szczepu tiurkskiego; od Donu aż do Dniestru, przez dorzecze Dońca Alty, Psła, Worskły, a z prawej strony Dniepru Ingułów. Bohu aż do Dniestru ciągnęły się siedziby Połowców, które na północy dopiero, około dorzecza Rosi stykały się z ludno­ścią osiadłą. Najbliżej Kijowa siedzieli pokrewni Połowcom rasowo, zwani słowiańskiem imieniem Czarni Kłobucy; obok prawie, na Rastawicy i Gniłopiacie Berendeje i Torki, w pro­mieniu dzisiejszych Czerkas — Czerkasy, snąć najbardziej rozbójnicze plemię, których Moskale 17-go wieku nazywali wogóle Czerkasami. Ślady tego turańskiego koczowania po­zostały dotychczas: po Berendejach — Berdyczów (Ber(en)dy- czów, po Torkach — Torczesk, Torków, Torczyk, po Turbi- jach -- Turbijówka, Turbów, po Czerkasach — miasto Czer­kasy i drobne osady tejże nazwy, po Połowcach — w środ­ku prawie Białocerkiewszczyzny—Wielka i Mała Połowiecka.

Po zgnieceniu przez Mongołów dorobku Rurykowiczów, napływać poczęła powoli fala koczowników tatarskich, po­dzielonych na kilka gałęzi, zwanych ordami. W XIV wieku usadowiły się już trzy ordy, zajmując każda odrębne obsza­ry: Nogajska zajęła pastwiska od Donu do Dniepru, w Tau- ryce usadowiła się Krymska orda, nad dolnym i średnim Dniestrem Jedysańska. Ordy te rozpadały się na mniejsze i z czasem przybierały nazwy od miejscowości, w których koczowały. I tak: istniała orda Dobrucka (niedaleko Sili- strji), Białogrodzka — od ujścia Dunaju, aż do ujścia Dnie­stru, mająca nazwę swoją od Białogrodu nad morzem Czar- nem (późniejszy turecki Akerman). Zwano tą ordą także Budżacką, od cząści stepu znanej jako Budżak, Budziak. Mią- dzy Białogrodem a Oczakowem koczowali Oczakowscy Tata- rzy, wreszcie miądzy Mohylowem a Raszkowem mieli siedli­sko swoje Tatarzy zwani Lipkami. Tak wiąc od południa, wschodu i południowego zachodu byliśmy otoczeni krwią obcą.

W jakim stopniu wsiąkały obce pierwiastki etniczne w pograniczne słowiańskie społeczeństwo, nie jesteśmy w sta­nie oznaczyć. Nie ulega wszakże wątpliwości, że przy bli- skiem sąsiedztwie, przy bezustannych wzajemnych walkach, przy których człowiek sam przez sią jako niewolnik, jeniec stanowił najpożądańszą zdobycz, mieszanie sią rasowe było nieuniknione. Odbywała sią ta wymiana krwi może jeszcze silniej drogą pokojowego współżycia. Nawet Rurykowicze nie,wzdragali sią brać sobie za żony córki chanów połowie­ckich (Tugurchan).

Niezależnie od dopływu turańskiej krwi, oddziaływała na ludność miejscową, rozsiedloną i rozklasy fi kowaną przez mnicha monasteru Peczerskiego Nestora, rasa zaborców z pół­nocy, która w Kijowie utworzyła rodzaj własnego państwa dynastycznego, zagarniając pod swoją władzą coraz wiąksze obszary dokoła głównej swojej siedziby Kijowa. Otoczeni jednak przemożnym żywiołem słowiańskim, wodzowie drużyn północnych i same drużyny słowianizowały sią już w dru- giem pokoleniu, wnosząc do nowego społeczeństwa rabowni- cze, wojenne pierwiastki swojej kultury i ducha i porywając za sobą, w imią idei podboju orążem, obcej słowiańskiemu duchowi ludności, miejscowe, rolnicze już plemiona. W ra­bunkowych wyprawach na Konstantynopol pierwszych Ru­rykowiczów ludność słowiańska udział brała. Wyprawy od­bywały sią w łodziach, z pominiąciem porohów czyli wystą- pów skalnych na Dnieprze, a dalekie te wyprawy, nietylko na stepy połowieckie, o charakterze wyraźnie rabunkowym, ale w łodziach, były dla ludności tubylczej pierwszą prak­tyczną szkołą przyszłego kozactwa i kozakowania. Drużyny (wojsko stale utrzymywane kosztem książąt kijowskich) ra­bowały tak samo karawany kupieckie jak później czynili to kozacy.

Bardzo zbliżone cechy charakteru najazdu na „wieże* połowieckie i na Carogród pierwszych Rurykowiczów do póź­niejszych czynów kozackich, dały impuls Włodzimierzowi Antonowiczowi do związania genezy kozactwa i kozaków z panowaniem pierwszych Rurykowiczów w Kijowie. Jakkol­wiek teorja ta w całości utrzymać się nie da, resztki ludno­ści miejscowej, mieszkającej nad Dnieprem, o ile ocalały od pogromu Mongolskiego, nie mogły zatrzeć w sobie tra­dycji przeszłości, od której dzieliło ich zaledwie dwa wieki, a Dniepr ożywił je, gdy ustaliły się wędrówki tatarskie i po­wstawać poczęły bogate miasta tureckie.

Jako najbliższych protoplastów kozaków ukrainnych mo- żnaby uważać tę luźną, włóczącą się po stepach ludność, nie­wyjaśnionego etnicznego pochodzenia, zwaną „brodnikami" — włóczęgami stepowymi. Według wszelkiego prawdopodobień­stwa, biorąc na uwagę turańskie sąsiedztwo, przypuścić moż­na, żo byli to mieszańcy, śród których przeważała krew sło­wiańska. Posiadali oni watahy zorganizowane, a nawet swoich wodzów. Nazwisko jednego z nich, Płoskinia, prze­chowała historja tylko dla tego, że ze swoją watahą brał udział wspólnie z Rurykowiczami w bitwie z Mongołami na Kałce i przeszedł na stronę Mongołów.

Podbicie przez Olgerda i Gedymina Rusi, zwycięstwo nad Tatarami na Sinych wodach, później zwycięstwa Witol- dowe dotarły do morza Czarnego i umożebniły oprzeć o nie granice państwa polskiego, w skład którego weszło W. Ks. Litewskie. Stosunki wewnętrzne poczęły zmieniać się zasa­dniczo. W. Książęta Litewscy, oceniając groźne rozszerzenie się koczowników tatarskich i umocnienie się ich w Krymie dla przyszłości Rusi — nie stepowej, która była jeszcze pu­stynną, lecz głębszej—pobudowali nad Dnieprem szereg za­meczków obronnych, których nazwiska zapisał Michałom,—Li­twin w połowie XVI-go wieku, — Kremieńczuk, Upsk, Her- bedejów Róg, Miszurin, Kiczkas, Tawań. Ale większość w po­łowie XVl-go wieku już znaną była tylko z nazwiska.

Podróżnik francuski Gilbert de Lannoy, jadący do Kry­mu, zatrzymujący się w Białogrodzie (Akerman) jechał pu­stynią, a w Białogrodzie był obrabowany doszczętnie przez protoplastów tych, których już w XVI-ym wieku nazywano „Kozakami Białogrodzkimi". Bardziej jeszcze jaskrawemi barwami maluje obszary zbiegające ku morzu Czarnemu nie wiele późniejszy od Michalona, Gwagnin (Stryjkowski)

 

Pisząc o „Kraju Podolskim'* i rozumiejąc pod tą nazwą całą płaszczyzną schylającą się ku Czarnemu i Azowskiemu morzu, od Donu do granic Wołoszczyzny, powiada że „kraj ten po­la puste, bardzo szerokie ma”. Włączywszy w ten obszar Ziemię Kijowską, określając jej szerokość na „pięćdziesiąt mil i dalej”, pisze że ,,za Cyrkasany i Kaniowiany domów nie ma żadnych, ani wsi i włości nie ujrzy, wszystko pusty­nie, a Dzikie pola na całe mil czterdzieści aż do samego Oczakowa, miasta i zamku tatarskiego, przy progu Dniepro­wym leżącego, dzikim zwierzętom przespieczne wykochanie dawają”.

Przydnieprze zatem od Kijowa i Dzikie pola stały się już nieco wcześniej kolebką późniejszej Kozaczyzny.

Nie były to jednak pustynie w znaczeniu bezludności, tylko, jak powiedzieliśmy, ludność ta była ruchoma i rzadko osiadła w najbliższem sąsiedztwie zameczków już polskich i pod ochroną szabli polskiej oddająca się pasterstwu i rol­nictwu. O bogactwie przyrodzonem tych obszarów różni pi­sarze jeszcze ku końcowi XVI-go wieku cuda opowiadali. Michalon Litwin (ok. 1552) dał wprost panegiryczny opis ży­zności i dobrobytu tej ziemi. „Gleba tu — powiada — do tego stopnia jest żyzna i wdzięczna do obrobienia, że zorana raz tylko w parę wołów, daje największe urodzaje. Nawet nie- uprawne role rodzą rośliny, żywiące bądź łodygami, bądź ko­rzeniami ludzi. Tu rosną drzewa, dające najdelikatniejsze owoce, uprawiana bywa winna jagoda, rodząca wielkie grona, a niekiedy na pochyłościach rośnie także dziki winograd. W starych dębach i bukach, w których ze starości potwo­rzyły się dziupła, gnieżdżą się roje pszczół, dających miód smaczny, piękny, aromatyczny. Dzikich zwierząt — żubrów, dzikich koni, jeleni takie mnóstwo w lasach i na polach, że polowania odbywają się jedynie dla skóry; z mięsa używają tylko polędwicę, resztę wyrzucają. Mięsa dzików i łań wcale nie jadają. Samy w takiej wielkiej ilości przebiegają w zi­mie ze stepów do lasów, a w lecie do stepów wracają, że każdy włościanin zabija icb tysiące rocznie. Nad brzegami rzek liczne można spotkać żerowiska bobrów. Ptactwa tak nadzwyczajna mnogość, że na wiosnę chłopięta robią wy­prawę po nie i całe łodzie wypełniają jajami dzikich kaczek, gęsi, żórawi, łabędzi, a wylęgły drobiazg hodują przy domu.

Orlęta zamykają do klatek i hodują dla piór, które potem do strzał przymocowują. Psów karmią mięsem dzikich zwierząt i rybą, gdyż rzeki przepełaione są jesiotrami i innemi wiel- kiemi rybami, napływającemi z morza do słodkiej wody".

Przesadnie entuzjastyczny ten opis bogactwa przyrodzo­nego kraju znajdował jeszcze w znacznej mierze potwierdze­nie u pisarzów końca XVI-go wieku, obcych, a więc nie- uprzcdzonych (Blaise de Vigenerc). 0 wiek cały później, inny Francuz Beauplan, inżynier w służbie hetmana Koniec­polskiego, który budował Kudak i inne twierdze, zostawił barwny opis bogactwa i życia kraju, w przededniu prawie buntu Chmielnickiego, już nazwę Ukrainy — ogólniejszą — noszącego.

Skoro użyliśmy już nazwy Ukraina, nasuwa się pytanie, jaki obszar, jakie terytorjurn obejmowała ta nomenklatura, której dziś zbyt rozciągliwe nadają pojęcie i granice? Z na­zwy lokalnej, oznaczającej pogranicze państwa, stawała się ona powoli nazwą prowincjonalną, oznaczającą w szerszem znaczeniu ten stepowy obszar, który, jak już wspomnieliśmy, zamykał się wododziałem Dońca, sięgał środkowego Dniestru, od południa dotykał zachodnich pobrzeży morza Azowskiego, a zamykał się wązkim pasem nad morzem Czarnem, już z prawej strony Dniepru, zwanym Polami Oczakowskiemi, które sięgały Białogrodu. Podole i Wołyń nie miały nic wspólnego terytorjalnie z Ukrainą, tworząc odrębne zupełnie Województwo, chociaż pod względem geograficznym i klima­tycznym południowa część Podola — późniejsza gubernia Po­dolska, Pobereże — posiadały cechy obszaru stepowego, póź­niejszej właściwej Bracławskiej Ukrainy. Ku końcowi 18-go wieku poczęła się ustalać nazwa Ukrainy dla tej części daw­nego Woj-twa Kijowskiego (tylko stepowej) i Bracławskiego, która już pod zaborem Rosji otrzymała nazwę gub. Kijow­skiej.

Oprócz pojęcia geograficznego żadnego innego do nazwy Ukrainy nie przywiązywano. Naród, zamieszkujący histo­ryczną Ukrainę wspólnie z polskim, który reprezentował tu żywioł osadniczy i kulturalny, nazywano „ruskim*1 (Rusina­mi) z rozmaitemi jego rozgałęzieniami (Czerwonoruskie, Po- leszuki, Huculi i in.)

W połowie 17-go wieku, gdy wojna o samodzielność

 

klasową kozacką, dosięgła najszerszych rozmiarów, poczęło się wytwarzać pojęcie Ukrainy kozackiej, nie w znaczeniu odrębności terytorjalnej, ale raczej tych granic, które zostały objęte ruchem kozackim, nie zaś przygodnymi punktami, do których wojna Chmielnickiego sięgała.

Nie znajdując odpowiedniejszej nazwy nad Ukrainę kozacką dla obszaru stepowego, zakreślonego powyższemi granicami, która do pewnego stopnia odpowiada jednolitemu prawie obszarowi etnograficznemu, musimy tę nazwę utrzy­mać i zdać sobie sprawę z wielkości i zaludnienia tego obszaru.

Jeżeli można go uważać poniekąd za jednolity—-z dzi­siejszego stanowiska — pod względem etnograficznym, geo­graficznym i klimatycznym, to pod względem administracyj­nym za czasów Rzptej wchodził on różnemi czasy w skład kilku woj-ctw: Czernihowskiego, Kijowskiego, Bracławskie- go i Podolskiego, a nawet sięgał południowej miedzy Woły­nia. Ponieważ województwo Czernihowskie jeszcze na po­czątku 17-go wieku tworzyło część woj-ctwa Kijowskiego, zatem tę część, obejmującą 9 dzisiejszych powiatów, musimy do woj-ctwa Kijowskiego zaliczyć.

Województwo Kijowskie liczyło zatem ku koń­cowi 16-go wieku   mil kwadr, (okrągło) 1800

Niż, czyli ziemie wojska Za­poroskiego  „           „               „        1070

Województwo Bracławskie

wraz z Zwinogrodczyzną ...                     ,,     „            „          630

Województwo Podolskie. .                      ___ „______ „______ 340

W ten sposób Ukraina kozacka mogłaby obej­mować w przybliżeniu mil kwadratowych 3840

Pod względem geograficznym i klimatycznym, a teraz nawet i etnograficznym, możnaby doliczyć dawne Pola Ocza- kowskie (dzisiejsze dwa powiaty: Ananijewski, Terespolski i Dorzecza stepowe Ingułu) czyli mil kwadr, około 1540.

Do końca 18-go wieku Pola Oczakowskie były jeszcze pastwiskiem tatarskiem.

Jeżeli wykluczymy przeto Pola Oczakowskie z obszaru Ukrainy Kozackiej, to mimo to wynosił jej obszar około 4000 mil kwadr. Używanie nomenklatury „Ukraina kozacka" nie jest zgoła żadnym stałym terminem geograficznym, lecz wynika raczej z konieczności wynalezienia nazwy dla tego obszaru, który objęty został ruchami kozackimi i jest naj­bardziej zbliżony do granic prawdopodobnych.

Jakież było zaludnienie tego obszaru, który ku końcowi 16-go wieku już stał się polem walk kozacko-polskich, a wcześniej nieco początkiem tych wichrów, z których wy­łoniła się Kozaczyzna już jako warstwa i klasa?

Ponieważ statystyka w dzisiejszem naszem pojęciu nie istniała, wszelkie zatem obliczenia mogą mieć tylko znacze­nie prawdopodobieństwa. A jednak i w tej formie osta­teczne rezultaty są tern ciekawe, że dają wskazówki co do różnych kategoryj i rozmieszczenia ludności.

Liczba ludności może być jedynie wydedukowaną na podstawie płaconego podatku państwowego. Ale norma te­go podatku nie była zgoła jednolitą w całem państwie i opie­rała się na zwyczajach. Gdy w macierzystej Polsce płaco­no podatek od „łanu", w niektórych częściach Rusi od „służ­by" czyli ilości wystawionego żołnierza, na Wołyniu spoty­kamy, jako jednostkę podatkową „dworzyszcze" i „włókę", na Rusi stepowej płacono podatek od „pługa" i od „dymu".

Zatrzymując się na Rusi, niepodobna nie uznać nadzwy­czajnej trudności w obliczeniu zaludnienia nie tylko z po­wodu tak mało określonych nazw jak „pług" i „dym", ale z powodu napływowej ludności ze wszystkich stron Polski, która nie dała się ująć w żadne mniej więcej stałe liczby. Co do miast, trudność polegała jeszcze i na tern, że ludność żydowska, płacąca npogłówneM, stale uchylała się od uiszcza­nia podatku.

Zważywszy jednak, że z czasem pojęcia służba, dwo­rzyszcze, włóka, pług, dym ujednostajniały się pod wzglę­dem rozmiaru, a już ku końcowi 16-go wieku zbliżały się do pojęcia „łanu", możemy go przyjąć za podstawę do obra­chunku w tych granicach Kozaczyzny, jakie powyżej zakre­śliliśmy.

Ponieważ ku końcowi 16-go wieku, ze względu na nie­dokładność lub brak zupełny wykazów podatkowych, nie da się ustalić żadna prawdopodobna liczba ludności na tym ob­szarze, który nazwaliśmy Ukrainą kozacką, musimy przyjąć wysokość zaludnienia do pierwszej ćwierci 17-go wieku i to z wykluczeniem Niżu, gdzie stałej ludności nie było wcale i Pól Oczakowskich.

Musimy przytoczyć kilka szczegółów, bez których ogólne cyfry nie dawałyby dokładnego pojęcia o rozmieszczeniu lud­ności. Było zatem:

W Woj-twie Kijowskiem (w powyższych granicach) osad, 642), w Woj-twie Bracławskiem — 402. Co do Woj-twa Po­dolskiego — braknie zupełnie wykazu ilości osad i dymów, zarówno wiejskich jak i miejskich, mamy tylko wykaz „głów*'. Przyjmując na dym pięć osób, otrzymamy m. w.:

w Woj. Kijowskiem ludn.      wiejsk.      o 58.000, miejsk. o 93.000

„      Bracławskiem „                n         85.500      „        225.900

Podolskiem         ..                     71.000      ..____ 26.100

Razem   o   214.500     —       345.000

Na obszar zatem powyższy bez Niżu i Pól Oczakowskich wynoszący ok. 2756 mil kw. wypadłoby na 1 milę kw.:

w Woj-twie Kijowskiem głów 97.6 ,, Bracławskiem „                     496.5

„ Podolskiem M 280.2

Jeżeli z ogólnej cyfry ludności ok. 561.000 odliczymy połowę na kobiety i starców, a trzecią część na dzieci — 'to wszystka męska ludność, zdolna do noszenia broni, przekra­czałaby nie wiele więcej nad sto tysięcy. Jeżeli zważymy, że już w pierwszej ćwierci 17-go wieku napływ osadniczej ludności powiększył się bardzo, jeśli dodamy do tego normalny przy­rost ludności w ciągu pół wieku, to nietrudno obliczyć, że w chwili największego napięcia wojny polsko-kozackiej w pierwszych latach zawieruchy Chmielnickiego, nie mógł on porwać za sobą więcej nad 200.000 ludności, czyli wszyst­kich ludzi zdatnych do noszenia broni. Już ta okoliczność była sama przez się dostateczną przyczyną do powstrzymania dalszego gospodarczego i kulturalnego rozwoju kraju, gdyż w domu pozostawały tylko kobiety, dzieci, starcy i ducho­wieństwo. Wytłumaczy nam to poniekąd, dlaczego ludzie, którzy w 17-ym wieku musieli zbliżać się do Dniepru lub od Dniepru przecinać kraj ku Dniestrowi, widzieli tylko nie- uprawne pola i puste osady.

 

  • PIERWSZY OKRES WYSTĄPIENIA KOZACZYZNY NA ARENĘ DZIEJOWĄ.

Mniej więcej w połowie XV-go wieku nazwa Kozak po­czyna być znana w Rzptej jako żywioł awanturniczy, nie­spokojny, uchylający się, dzięki geograficznemu położeniu kraju, od wszelkiej kontroli państwowej; Kozacy poczynają nabierać rozgłosu. Z początku pojawiają się wzmianki o nich dorywczo, jako o rabownikach stepowych, ale szybko bardzo wiadomości stają się pełniejsze i groźniejsze. Dostrzec się daje wyodrębniającą się grupę ludzi, która z rabunku robi rzemiosło wojenne i niepokoi najbliższych sąsiadów, jakby się ćwicząc i przysposabiając do jakiejś wielkiej akcji, po­siadającej charakter anarchicznej swawoli, tem łatwiejszej, że napady rabunkowe odbywają się na dalekich kresach ukrainnycb, gdzie władze administracyjne państwa działają słabo, lub często są bezczynne i bezradne.

Nazwa „kozak'* jeszcze się nie ustaliła, ale widocznie utożsamia się z tą swawolną ludnością stepową, którą wkrótce akty i dokumenty państwowe nazywać poczną łotrami (la- trones), włóczęgami, bezdomnymi, motłochem hultajskim, swawolnikami, dobycznikami.

Po za wzmianką Długosza (1469), we dwadzieścia lat potem, spotykamy się z tą grupą ludzi, którzy, jako znawcy Dzikich pól, w roli przewodników oddają usługi Rzptej. Gdy w roku 1489 Tatarzy najechali Podole, Jan Olbrycht, goniąc ich, miał w służbie swojej „wodze kozaki, miejsc tych świa­dome" i inne, dzięki temu odniósł zwycięstwo pod Kopestrzy- nem. Równocześnie prawie (l 491) występuje na Pokuciu ja­kiś watażka Mucha, z przynależności niby Wołoszyn, a z na­zwiska może Kusio, plądrując kraj i ludność rabując. Na przeciwnym krańcu Rzptej, od Dniepru kozacy kijowscy (,czerkasy kijewskije"), czyli z Kijowszczyzny najprawdopo­dobniej, zrabowali Oczaków (1490). Wkrótce potem znowu kozacy kijowscy zrabowali Tatarów na Tehińskiej przeprawie (1502). Skarżyli się posłowie tureccy i tatarscy, że roku nie mija bez rabunku.

Ale i Tatarzy, odpłacając pięknem za nadobne, w gra­nicach państwa polskiego poczęli szukać „dobyczy“, tak sa­mo jak kozackie kupy szukały u Turków i Tatarów. Ponie­waż niebezpieczeństwo to i szkody zwiększały się corocznie, Rzpta poczęła myśleć o obronie. Pod tym względem poszła śladem litewskiego rządu i poczęto budować zamki obronne, naprzód w Czerkasach, Kaniowie i Kijowie, a potem w Zwi- nogrodzie, Bracławiu, Winnicy i Barze. Zamki te i obrona były pod kierunkiem starostów miejscowych i posiadały niewielkie, bo mało co większe nad 100 — 200 żołnierzy pol­skich, stałe załogi. Zamki te leżały na Czarnym szlaku i je­go rozgałęzieniach, to jest na drogach, które wiodły wgłąb Rzptej. Małe oddawały one usługi państwu, bo stan obron­ny ich bywał niedostateczny, zaopatrzenie w broń szwanko­wało, a co ważniejsza, leżały w takiem oddaleniu od siebie, że w razie większego najazdu tatarskiego — nazywano je „wtarżki* — nie mogły sobie udzielać wzajemnie pomocy. Pomiędzy nie doskonale i swobodnie przemykały się ordy tatarskie. Służyły tylko wyłącznie prawie jako punkty wy­padowe w głąb stepów, na ułusy tatarskie, i jako miejsca, gdzie organizowały się wyprawy wojenne. Stały się też one z czasem, osobliwie zameczki naddnieprzańskie, przytuli­skiem i szkołą swawolnego kozactwa, co było tern łatwiej­sze, że starostowie pograniczni, tworząc poczty wypadowe, z ruchomej, rabowniczej ludności, kształcili poniekąd i orga­nizowali wojskowo kozaków.

Pierwszym pono, który pośród st-ów ukrainnych otrzy­mał tytuł „kozakau był Seńko Połozowicz, dzierżawca Czer- kaski (ok. 1508 r.) Bielski nazwał go „Polusem, sławnym kozakiem*, zlatynizowawszy patronymiczne ruskie nazwisko Połozow.

Do rozwoju kozactwa i kozakowania przyczyniła się w znacznej mierze ta okoliczność, że w walce z Tatarami

trzeba było stosować ich metody wojowania — to jest po­siadać żołnierza na koniu, któryby „gonił** Tatarów i był lekko uzbrojony. Kozacy nadawali się do tego. Stąd też w chwili prawie zjawienia się nazwy kozak śród stepów ukrainnych, zarysowuje się dwa typy kozaków: grodo­wych i rzecznych. Pierwsi utworzyli z czasem, jak obaczymy, kozaczyznę regestrową, drudzy, skupiwszy się na na Nizie, dali początek kozaczyznie siczowej (Sicze). Była to różnica zasadnicza, ale nie jakaś stała, nienaruszalna, przeciwnie — zacierała się z czasem i wytworzyła wspólną jedność kozacką.

Ażeby wzmocnić szeregi obronne zamków ukrainnych, st-owie do swoich „rot44 i „pocztów44 przyjmowali chętnie ludność luźną, nieosiadłą, ruchomą, którą stale] osiedleni mieszkańcy, zajmujący się uprawą roli, rolnicy, zwykle, dla wyróżnienia się, nazywali kozakami lub którzy kozakami nazywali się sami. Mamy pewne świadectwo, że takie „ro­ty" istniały już na początku XVI-go wieku w Czerkasach— „Szczurowa rota", która miała urzędowy poniekąd tytuł „roty kniazia Dmytra'4 (Putiatycza). Takiej rocie przewo­dził niewątpliwie wzmiankowany „Połoz Rusak44 (1508—1511). Taki sam „poczet44 kozaków zebrał był Krzysztof Kmitycz (ok. r. 1520) i z nimi przez Kijów, Dnieprem zapewne, ru­szył ku Tawani, gdzie „na służbę chodzili44 „spędzać Tata­ry44, albo bronić przeprawy, albo „gonić44, uciekających ze zdobyczą.

Tak więc już pierwsi st-owie ukrainni korzystali z ru­chomej bezdomnej ludności, zwanej kozakami. Po Kmityczu, a osobliwie po „kniaziu Dymitrze" na st-wie Czerkaskiem zasiadł Ostafi Daszkowicz (1514), który z Kryczewa „zjechał44 był na służbę do Moskwy, jako „wolny człowiek**, ale wkrót­ce powrócił do ojczyzny i na stanowisku st-y Czerkaskiego oddał wielkie usługi, walcząc z Tatarami. Ponieważ i on posługiwał się ochotniczemi siłami ludności, przybierającej coraz stałej tytuł kozaków, późniejsi pisarze kroniczek ko­zackich zrobili z niego hetmana kozackiego. Bronił on sy­stematycznie kresów, względnie dostępu do wnętrza Rzptej Tatarom. Albo wdzierał się wgłąb Tatarszczyzny, albo Ta- tarzy osadzali go w Czerkasach, jako największego swego szkodnika (1532). Stojąc na straży i broniąc wschodniej

Kocaccyzoa ukrainoa.                                                                   3

ściany Rzptej, gdy na sejmie w Piotrkowie (1533) zapytano „jakoby temu zabieżeć, aby Tatarowie u nas szkód nie czy- nili'% radził „abyśmy na Nieprze dwa tysiące człeka usta­wicznie chowali, którzyby na czajkach przeprawy Tatarom i nas bronili, a kilkaset jazdy do tego, którzyby im żyw­ność obmyślali. Do tego, żeby na Nieprze, jako jest wiele takich ostrowów, aby na nich zamki zbudowano i miasta zasiadały". Była to rada, z licznych późniejszych, z którymi zapoznamy się, najpraktyczniejsza, bo zarówno powstrzymy­wałaby „wtarżki“ tatarskie, jak i trzymała w ryzach koza- ctwo niżowe, mając nad niem ciągle czujne oko. We dwa­dzieścia lat prawie potem, plan ten częściowo, próbował urzeczywistnić Dymitr Wiszaiowiecki, a o załodze stałej po­myślano dopiero we sto lat później, kiedy rozfukane koza- ctwo już się w karbach utrzymać nie dało.

Energicznie szła obrona zachodnich rębów Rzptej, mia­nowicie Podola i Bracławszczyzny, prowadzona przez s-tę barskiego Pretfica. Dowiadujemy się o tem, zarówno ze skarg Tatarów i Turków jak z jego obrony na sejmie w roku 1550. Mądry ten Ślązak, będący na służbie królowej Bony, okazywał wielką czujność, przezorność, niezmordowaną pra­cowitość i nieugiętą wytrwałość. W obronie jego spotykamy się z wyrazami kozacy, kozactwo, kozakowanie, ale jeszcze, jak nigdzie tak i tu nie widać zorganizowanej formacji, która przybrała nazwę Kozaczyzny. Włóczyły się luźno kupy swa­wolnej zbieraniny, które pod wodzą przygodnych watażków łupili Wołoszczyznę, kradli konie i barany tatarskie lub ra­bowali miasta tureckie.

Poczty Pretfica składały się z ludności miejscowej, obo­wiązanej, „chodzić w poleu ze starostą w razie potrzeby, two­rząc bądź „roty", bądź „straż polowąu. Lekko uzbrojeni „cho­dzili w kozactwo44 ze starostami, jako urzędowymi obrońcami Rzptej. „Częściej nasi—powiada Lubieniecki—chodzili w ko­zactwo niż Tatarowie do nasu. Nietylko ludność „miejscowa lub zbieranina stepowych bezdomków chadzała w „kozactwo", „kozakowała", to jest przy lekkiem uzbrojeniu tropiła i biła nieprzyjaciela, hartując życie, a zdobywając doświadczenie rycerskie w trudach i niewygodach. Garnęła się do takiego kozakowania najdzielniejsza młodzież kresowa „g’woli ćwiczeń rycerskich". „Byli między nimi Sieniawscy, Strusiowie, Her- burtowie, Potocki Stanisław, Włodek, książęta Wiszniowie- ckie, Zasławskie, Koreckie, Rożeńskie i innych, zacnej szlachty niemało, którzy rzadko z pól zeszli1*.

Tacy chodzili w „kozactwo**, a wracając, nie dzielili się „dobyczą", jak kozacy-rabownicy między sobą, a po karcz­mach stepowych nie przepijali zawieszek, zausznic, pereł, pierścieni, cekinów, zdartych z trupów lub z krwi wydoby­tych—tak samo głodne i zuchwałe jak tatarskie, „które w pło­mieniu ogniowym chleba szukało*. Bernard Pretfic, służąc pod hetmanem Sieniawskim, poznał wtedy Tatarów i ich sposoby wojowania, to też gdy w r. 1540 osiadł w Barze, umiał skutecznie bronić granic Rzptej, zapuszczając się w swoich wyprawach pod Białogród, Oczaków i wierzchowiny Berezańskie. Wiedząc o tern, że dla Tatara koń był wszyst- kiem, że na wyprawy do Polski wybierali się, każdy we dwakoń lub trzykoń, że konie te, za pewien udział w zdoby­czy, wypożyczali u Turków, Pretfic zwrócił główną uwagę na to, ażeby Tatarów pozbawiać koni; to też w wyprawach swo­ich brał tyle baranów, ile tylko potrzeba było dla wy­żywienia swego pocztu, ale natomiast konie zabierał wszyst­kie, gdzie tylko trafił i ile trafił. Ilości te szły w dziesiątki tysięcy. Poczty Pretfica, tworzone ze „służebników*4, których Bielski nazywał „kozakami**, składały się z obrońców granic Rzptej, lecz nie rabowników.

Owo „spędzanie** Tatarów z koczowisk, zajętych przez nich na Poniziu Czamomorskiem, miało swoją podstawę po­lityczną. Do całego nadbrzeżnego pasa, od ujścia Dniepru do Białogrodu, który ku północy, ku Dzikim polom rozsze­rzał się, rościła prawo Rzpta, jako odziedziczonego przez związek z Litwą. Zaniedbanie praw swoich i opieszałość ze strony państwa polskiego były przyczyną, że Tatarzy zajmo­wali te obszary pod swoje koczowiska, płacąc niewielki czynsz za prawo pasania swoich stad, do obliczania których istniała osobna kontrola. Ponieważ Rzpta miała pokój z Solimanem, nie uważała zapewne tej koczowniczej inwazji za dostateczny powód do wojny, tembardziej, że i ze strony tureckiej obja­wiano dobrą wolę do zgody. „Spędzanie Tatar** z koczowisk za Dniepr wchodziło zatem w zakres polityki wewnętrznej polskiej, tembardziej, że powodem do tego służyły rabowni- cze napady Tatarów. Kontrowersje między rządem polskim
a tureckim i komisje wzajemne, wyznaczone do wyklarowa­nia pretensyj, przeciągnęły jeszcze swoją działalność na pa­nowanie Zygmunta Augusta, ale milcząco zwyciężyli Tata- rzy,% którzy w Turkach mieli potężnych opiekunów.

Prawie równocześnie z akcją Pretfica, na wschodniej rubieży Rzptej prowadził taką samą na własną rękę Dymitr Wiśniowiecki, w dokumentach tureckich zwany „Dmytra- szem“, ale może nie bez milczącej zgody rządu polskiego. Awanturniczy ten książę, oparłszy się na kozakach, zgoła in­nej kategorji, niż byli kozacy Pretfica, szukając ujścia dla

swojej energji i w Moskwie, zbudował zameczek na wy­spie Chortycy. Badania Ewar- nickiego wykazały, że to co nasi i inni pisarze nazywali zameczkiem, był tylko oszaó- cowany, wałami ziemnemi oto­czony obóz. słabo zaopatrzony w armaty. Wiszniowiecki po­szedł za radą Daszkowicza, bez urzędowego i militarnego poparcia rządu i bez oparcia się o jakiekolwiekbądź stałe zaopatrzenie w ży wność i amu­nicję. Turcy i Tatarzy, rozu­miejąc doniosłość takiego sta­nowiska, napierali na tego wo­łyńskiego kniazika, aż ostate-

Dymitr Wiśniowiecki.         cznie, z braku żywności i amu-

niej i, zdobyli to obronne sta­nowisko. Kniaź, wplątany w awanturę wołoską, gdzie mu tron hospodarski obiecywano, pojmany przez Turków, na haku nad Bosforem życie zakończył. Ponieważ napady na posia­dłości tureckie i koczowiska tatarskie prowadził zawsze z ko­zakami, skupionymi przy nim, późniejsi kronikarze kozaccy zrobili go także swoim „hetmanem", nie uwzględniając zgoła tego, że walki Wiszniowieckiego były prowadzone w inte­resie nie jakiej bądź organizacji kozackiej lub Kozaczyzny, lecz państwa polskiego, a Kozacy pod jego wodzą byli tylko rodzajem ochotniczego wojska. Taki los spotkał także dru-

giego kniazia wołyńskiego Bohdana Różyńskiego. Obaj oni, ze względu na swoją odwagę i bardzo bliski stosunek z tą swawolną warstwą kozaków, która tylko swemu junactwu rycerskiemu dogadzała, zostali bohaterami pięknych pod względem poetyckim utworów, zwaoych „dumami kozackimi". Wiszniowiecki wszedł do poezji ludowej jako „Bajda" ze wszystkiemi cechami kozackiego junactwa, a Różyński jako „Bohdanko".

Tak więc już w połowie XVI-go wieku na południo­wych kresach Rzptcj polskiej zarysowały się dwa typy ko­zackie, wyhodowane wprawdzie w jednakich warilnkach ży­cia państwowego na Poniziu i jednakim rycerskim duchem ożywione, lecz o odmiennej użyteczności. Jedni — to koza­cy i kozactwo Pretficowe, będące na usługach państwa, tak samo jak kozacy Daszkowica; drudzy — to ludzie w znacze­niu tamtoczesnem swawolni, uznający się za „wolnych", nie- poddający się żadnej władzy lub tylko pod przymusem, a uważani przez starostów pogranicznych za „nieposłusz­nych" i „bezdomnych". Kozakowali oni, czyli rozbójniczyli na własną rękę, pod wodzą pierwszego lepszego watażki ' i tworzyli kadry ochotnicze dla wszelkich wypraw rabunko­wych na Turków i Tatarów. To też później nieco najazdy rabownicze na ludność muzułmańską sami nazywali chełpli­wie walką w obronie religji chrześcijańskiej, a taki pogląd utrwalał się nawet, chociaż zgoła nie żadna idea religijna była pobudką do ciągłego ścierania się ze światem muzuł­mańskim. Taki pogląd na zachodzie mógł powstać tylko z braku znajomości rzeczywistego charakteru tych wypraw.

Oba te, z początku diametralnie odmienne typy koza­ków, połączyły się, tworząc jednolicie pojmowaną Kozaczyznę pierwszego okresu, występującą do walki z Rzptą w imię prawa bezkarnej swawoli i nieograniczonej niczem wolności. Zwyciężyła z czasem idea kozactwa naddnieprzańskiego, któ­re rozwinęło się z powodu niedbałości państwa i niezdecy­dowanej, niejasnej jego polityki państwowej, niedoceniającej następstw dalszego rozwoju Kozaczyzny. To też w krótkim bardzo czasie Kozaczyzna ukrainna, zasilana burzliwemi ży­wiołami innych warstw społecznych, wyrosła na wroga pań­stwa, w którem ani państwo z nią, ani ona z państwem nie umiały znaleźć sposobu współżycia.

Gdy jeszcze na zachodniej rubieży kozacy, jako żołnie­rze, służyli Rzptej z Pretficzem, Lanckorońskim, Wisznio- wieckim na czele, na wschodnim pograniczu przyrodzone wa­runki życia wspólnie z państwem polskiem przygotowywały powoli materjał, zarówno do kadrów już innych kozakówr jak i do wytwarzania się pojęcia odrębności i stanu, które nieurzędowo skupiało się w nazwie Kozaczyzny, już jako organizującej się, a później zorganizowanej warstwy spo­łecznej.

Te bogactwa przyrodzone, o których ogólnikowo wspo­minali pisarze współcześni i ten stan dzikości, w znaczeniu pustek niezaludnionych, jaki znamy już od połowy XV-go wieku, w sto lat potem da się już określić dokumentami. Przedewszystkiem pojęcie „pustyni44 nie może być stosowane do całego prawego brzegu Dniepru, od Kijowa począwszy aż po Taśminę. Przy zamkach, już od połowy XVI-go wieku, znajdujemy liczne osady, które istnieniem swojem sięgają

  • wiek cały lub więcej wstecz. Ludność tam nieliczna, ale tak ruchoma, że się obliczyć nie da. Prywatnej własności ziemskiej włościańskiej nie znajdujemy tam jeszcze. Należy ona wyłącznie do trzech kategoryj posiadaczy: jest zamkową (państwową), ziemiańską i duchowną, obrządku wschodniego. Osadniczy żywioł i ludność siedzą na różnych stopniach za­leżności: wobec państwa są obowiązani do służby wojennej, najczęściej konno i zbrojno, wobec starostów, ziemian i du­chowieństwa do różnych danin i obowiązków. Rolnego go­spodarstwa, w znaczeniu indywidualnem, folwarcznem, nie ma jeszcze wcale. Organizmy, które możnaby niekiedy na­zwać folwarkiem są własnością państwa, a posiadacze ich pełnią tylko „służbę44, to jest służą orężnie. W prywatnych
  • duchownych posiadłościach, tak samo jak i w starościń­skich, osadnicy, jako używalnicy ziemi, opłacają się pro­duktami w naturze: ziarnem, miodem, rybą, ułowionemi bobrami, nawet końmi, odebranemi od Tatar lub zbłąkane- mi, a rzadko robocizną, jak koszeniem siana, żniwem lub innemi robotami — po kilka dni do roku.

Gdy w całej macierzystej Polsce, a nawet na Rusi Czerwonej, już się rozpowszechniało w znacznej mierze go­spodarstwo folwarczne i własność ziemska indywidualna stała się podstawą ustroju społecznego, na Rusi Kijowskiej,.

bliżej środkowej granicy Dniepru, tej części mianowicie Ukrainy, którą możnaby nazwać gniazdem kozaków, kozako- wania, a później Kozaczyzny, panują jeszcze stosunki społe­czeństwa, stojącego na pierwotnym stopniu rozwoju. Rozpo­czyna się tu dopiero dzika, dowolna eksploatacja przyrodzo­nych bogactw natury, eksploatacja, którą w silniejszej for­mie możnaby nazwać powolnem niszczeniem kraju.

Rewizje zamków ukrainnych, znane dopiero w możliwej pełni od połowy XVI-go wieku, dają nam pojęcie o tern ży­ciu wewnętrznem miejscowego społeczeństwa, jakie zastaje­my w pełnym rozwoju i całej swojej oryginalności. Otóż to życie, nieokreślonej bujności i swobody, nie zrodziło wpraw­dzie Kozaczyzny i kozaków, ale naturą swego charakteru przy­czyniło się do jego rozwoju i wzmocnienia się. Dla okre­ślenia pojęcia o panujących sto­sunkach na tych dalekich kre­sach ukrainnych, przykładowo dotkniemy kilku szczegółów, dotyczących starostwa Czerka- skiego i Kaniowskiego gdzie, dzięki warunkom przyrodzo­nym i małemu zaludnieniu, uło­żyły się stosunki, nieznane w tej formie w reszcie Rzptpj.

Dają one poniekąd pojęcie o tem jak daleko rozciągała się władza państwa polskiego.

Poza nielicznemi osadami, zbliżonemi do zamków, istnieją olbrzymie obszary puste, obejmujące od jednego do kilku późniejszych rosyjskich powiatów. Ciągną się one najczęściej wzdłuż rzek, z obu stron, i, jako objekty eksploatacji pod różną formą, należą do państwa, do ziemian i duchowień­stwa. Granice tych objektów nie są zgoła określone stale: pamięć starych ludzi i zwyczaj używania „z dawnych lat**, „z dawności* stanowią jedyne argumenty prawne.

Obszary te noszą nazwę miejscową „uchodów", to jest takich miejscowości, do których albo mieszczanie miejscowi, albo obcy ludzie, najczęściej przybysze z północnego Polesia lub nawet Białej Rusi, nabywają sobie prawo wstępu („wje-
zda*4) w celu eksploatowania przyrodzonych skarbów natury a więc przedewszystkiem łowów zwierząt (dla skór), bobrów, zbierania i wybijania miodu z dzikich pszczół lub hodowa­nych w pasiekach, łowienia ryby itp. Część umówioną z tych darów natury składano staroście, ziemianom—do tej kategorji zaliczano i bojarów—i duchowieństwu. Takie „uchody" albo „stany" istniały wzdłuż Dniepru, z obu stron na rzekach Worskle, Oreli, Taśminie, Samarze i na Ingułach. Do s-twa Czerkaskiego należały uchody następujące: Ustupny, i Zacho­dnie Zatony i Zasiakle, gdzie łowiono ryby i bobry. Następnie szły uchody: Jełański, Wołowski, Kremieńczucki, Lalek, Taśmiński, Pselski (na Pśle), na Rewuczym (próg Dnieprowy) i Ostrowy, Wilczy Ostrów, Orelski, Romanowski Protołcz, Koszoum, Bielo oziero, Wolny i Nenasyteć (progi Dnieprowe), Otmut, Pletenicki, Bozuwłuk, Nosowski, Toma- kówka, Argaczan, uchód na Tawani. Dziś nie jesteśmy w sta­nie oznaczyć dla większej połowy nawet przybliżonego po­łożenia tych uchodów. Pomijamy inne, pod władzę starościń­ską podpadające, gdyż chodzi nam o charakterystykę miej­scowości, nie o dokładny rachunek uchodów.

Wszystkie te uchody s-ta rozdawał do użytkowania Ki- jowianom, Czarnobylcom, Mozyrcom, Mohylowcom i innym obcym ludziom (czużehorodcam). Oprócz „uchodówa istniały także „łuki", gdzie uchodnicy budowali z drzewa sieci, za­stawy na jesiotry i „bobrowe gony“, miejsca gdzie bobry łowiono. Pobieranych części zysków z uchodów ziemiańskich i duchowych nie obliczano nawet.

S-two i zameczek Kaniów, zbudowany dopiero przez Ostafija Daszkowicza około 1538, przyczynił się do bardzo szybkiego skolonizowania okolicy. Należały do tego zamku uchody na Sule i Snieporodzie, a także za Rosją, za zam­kiem.

Dopiero z rewizji zamków ukrainnych dowiadujemy się, że Kozacy używają też nazwy jawnie, wyróżniają się samo­wolnymi przywilejami od innych kategorji ludności i tworzyć poczynają zupełnie odrębną warstwę ludności, a pod nazwą kozaków wpisywani są do rewizji zamków. Wciskają się oni na uchody przemocą, eksploatują je samowolnie, a nawet spędzają ze stanowisk przybyłych z dalszych stron ucbodni- ków. W połowie XVI-go wieku lustratorzy naliczyli już

w samym Kaniowie 150 kozaków. Uchodnicy, to nie zawsze tylko dzierżawcy pewnych praw używania, to żołnierze także, którzy muszą bronić się od Tatarów. Niektórzy z nich na zimę wracali do domu, inni ,,zimowali i latowali" na ucho- dach. Stąd drogą samowolnego osiedlenia się powstawały objekty, z tytułem własności, zdobytej dłuższem posiadaniem bez przeszkody. Obejmowały one wielkie nieraz obszary, na­zywano ,,pasiekami*'. Włóczyli się po tych uchodach kozacy, spędzając spokojnych uchodników i zajmując ich miejsce. „Żyją tam—uskarżają się mieszczanie kaniowscy—ustawicz­nie na mięsie, na rybie i na miodzie, posiadając pasieki i sy­cąc sobie miody jak w domu". Ci kozacy, jakoteż rekrutu­jący się nowy żywioł kozacki z różnych uchodników, szuka­jących zarobku i zysku, stali się zaczynem późniejszej Koza- czyzny Niżowej. Gniazdem Kozaków, kozactwa i Kozaczy- zny od połowy XVI go wieku były trzy miasta nad Dnie­prem—Czerkasy, Kaniów, a w końcu XVI-go wieku Czehryń, za Dnieprem Perejasław, na Podolu zaś Bracław i Bar. W tych czasach było ich w Kaniowie 150, w Czerkasach lustratoro- wie naliczyli ich 300. Jeśli zważymy, że wszystka ludność miasta wynosiła zaledwie 1500 głów, to po odliczeniu nie­wiast, starców, bojarów i sług zamkowych, 300 kozaków było potęgą, która całemu miastu nadawała charakter.

Jak ilość kozaków wzmagała się szybko, widzimy z tego, że na początku XVlI-go wieku było ich w Białej Cerkwi 300, w Kaniowie 1346, w Bohusławiu 400, w Korsuniu 1300, w Czerkasach 800, w Borowicy 100, w Daniłowie 100, w Cze- hryniu 500, w Arkliju 300, w Hołtwie 150, w Perejasławiu 700. W mniejszych miasteczkach nikt nie obliczał. Wszystko to gnieździło się w Kijowszczyinie, w południowo-wschodniej części powiatu Kijowskiego (polskiego) z obu stron Dniepru. Jedni z nich wpisani zostali jako stała ludność, bo mieli domy własne, inni—„domów nie mają". Ci i tamci tworzyli wszakże jedność klasową.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location