FR. RAWITA-GAWROŃSKI KOZACZYZNA UKRAINNA W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ DO KOŃCA XV||| WIEKU

Article Index

Do wzmożenia się Kozaczyzny, do nadania jej cech organizacji wojskowej, do wzmocnienia moralnego poczucia siły kozaków, ich solidarności klasowej i powolnej walki o nią, przyczyniła się sama Rzpta, łudząc się, że żywioł ten niesforny, narastający z nadzwyczajną szybkością, zdoła zu­żytkować jako materjał wojenny, jako żołnierzy. Było to istotnie możliwe, ale nie stało się, dzięki niedbalstwu i chwiej- ności rządu, który usypiał się nadziejami pozyskania tej klasy i tylko najbliższe cele miał na oku. Przyczynił się do tego bardzo niedostateczny i błędny system obrony od Tatarów. Rzpta zapomocą zamków, opatrzonych amunicją ijzałogami,' a położonych, wzorem zachodnio-europejskim na miejscach trudno dostępnych, bardzo rzadko i bardzo niedo­statecznie broniła Tatarom napadów i wybierania jasyru, bo Tatarzy omijali zamki. Lepszy daleko i skuteczniejszy sy­stem obrony stosowała Moskwa, odgradzając ludność swoją od Tatarów t. zw. „linją“, czyli szeregiem blisko siebie sto­jących punktów ufortyfikowanych i obsadzonych małemi za­łogami, które, niedopuszczając bezpośredniego stykania się ludności z Tatarami, zapobiegały także wzajemnym dobrym lub złym stosunkom. W miarę odpędzania Tatarów w głąb stepów, tworzono nową linję gródków, to też rzadko tylko udawało się Tatarom przerywać tę linję. Nasza zaś granica od Tatar była zupełnie otwartą, dając swobodne pole dla wybryku swawoli i rabunku wszelkim swawolnym żywiołom, podniecała ich chciwość i bezkarność, a również ułatwiając dopływ krwi tatarskiej do pnia słowiańskiego. Jeżeli przeto Tatarzy stali się wychowawcami moralnego charakteru ko­zaków, to Rzpta ułatwiała poniekąd ich rozwój liczebny przez półśrodki stosowane wobec wzrastającej nowej siły państwowej, posiadającej wszelkie zalety potrzebne do ni­szczenia, burzenia i deprawowania państwa i własnego spo­łeczeństwa, a żadnych do wznoszenia jakiejkolwiek budowy społecznej — trwałej i zrównoważonej.

Pierwsza próba zgromadzenia przez Kmitycza ochotni­czego oddziału kozackiego i użycie go do obrony Rzptej zwróciła uwagę państwa na zalety tej nowej siły, niedoce­niając jej wad i nasunęła myśl regularnego zużytkowania dla obrony państwa. Zanim się to jednak stało, kozacy two­rzyli „poczty* starościńskie i na wyprawach rabunkowych ćwiczyli swoje zdolności anarchiczne. Trzeba przyznać, że st-owie ukrainni sami demoralizowali tę siłę, która wkrótce miała przeciwko nim się zwrócić. Po za obowiązkami ko­zaków, którzy „domów nie mają", a więc ludzi „prychożich", włóczęgów poprostu, dawania st-stom „kolędy" po kilka groszy i opłacania się niewielką robocizną — byli oni zu­pełnie ludźmi wolnymi i nieodpowiedzialnymi. Gdy zaś „w pole chodzili" czyli kozakowali, krótko mówiąc udawali się na rabunki, tego im żaden st-sta nietylko nie bronił nigdy, ale nakładał na takich rabowników pewnego rodzaju podatki. Lustratorowie zamków, ukrainnych zaznaczali wy­raźnie, że „gdy czerkascy (t. j. kozacy) zdobędą butynek (zdobycz wogóle) albo języka (jeńca) z ludzi nieprzyjaciel­skich, tedy st-ście z butynku mają oddać co lepszego: konie, albo zbroję albo język, a pozostałe języki i butynki mają sobie zatrzymać. Również gdy kozacy w ziemi nieprzyjacielskiej co zdobędą, z tej zdobyczy mają oddać st-ście co lepsze0.

Taki materjał, już zdemoralizowany i przyzwyczajony żyć z rabunku, Rzpta chciała użyć do obrony granic. Im­pulsem do tego stał się uniwersał Zygmunta Augusta, wy­dany do kozaków w roku 1568, „którzy z zamków i miast ukrainnych, bez rozkazania i wiadomości hospodarskiej i st-stów ukrainnych zjechawszy, na Nizie, na Dnieprze, w polu i na innych uchodach mieszkają-. Uniwersał wzy­wał tych kozaków do powrotu, oświadczając, że jeżeli za­przestaną swawolić, „znaleźć mogą przy zamkach służbę, za którą każdy żołd otrzymać może“. Uniwersał ten jest w związku ze zleceniem, wydanem Jerzemu Jazłowieckiemu, uformowania osobnego pocztu z kozaków. Jazłowiecki, jako hetman, wydał w tej mierze jakieś „postanowienie'*, znane nam tylko z treści hramoty, potwierdzającej „ustawę" het­mańską (1572).

Przedewszystkiem Jazłowiecki wziął ów poczet wyłącz­nie pod władzę hetmańską, wydzielając ich z pod przysądu wszelkiej innej władzy. W celu zaś zapobieżenia swawoli kozackiej, jak i czynienia nad nimi sprawiedliwości, gdy wrócą z Niżu do miast i zamków, hetman naznaczył im sę­dziego, będącego równocześnie „starszym" tego pocztu, Jana Badowskiego, podobno szlachcica z Białej Cerkwi, obdarza­jąc go różnemi przywilejami, między innemi pozostawiając prawo sądu nad nim tylko hetmanowi.

W ten sposób po raz pierwszy uzyskany został ów naj­wyższy przywilej samodzielnej i niezależnej organizacji woj­skowej, na który Kozacy powoływali się przy każdym za­targu, nazywając go „wolnościami" kozackiemi. List kró­lewski stał się fundamentem, na którym oparła się potem idea nietykalności i wolności kozackich, która później objęła nie tylko ów poczet oohotniczy, ale wszystkich kozaków już jako stan, warstwę wydzieloną z ludu, coś w rodzaju uprzy­wilejowanej rycerskiej warstwy w Rzptej.

Tę próbę wyodrębnienia garstki kozaków w całość wo­jenną, w pewną korporację, rozmaici samozwańczy wodzowie różnych kup hultajskich, nazywających się kozakami, prze­nosili na całość kozactwa, zasłaniając wszelkie swoje wybryki rabownicze służbą państwową i przywilejem wolności koza­ckich. Najnowsi zaś historycy ruscy nazwali ten przywilej, jako próbę zorganizowania kozactwa „reformą". Utworzenie tego pierwszego pocztu kozackiego ustalało urzędowo nie­jako i uznawało istnienie odrębnej kozackiej organizacji woj­skowej i zakreślało kadry dla odrębnego wojska w państwie. Niedoceniano zupełnie szkodliwości takiej odrębnej organiza­cji dla przyszłości państwa. Ów pierwszy poczet, będący na żołdzie Rzptej, wynosił tylko 300 kozaków (1575).

Wzięcie na żołd państwowy kupki kozaków już było właściwie początkiem tej organizacji, którą z czasem nazwano „regestrem", a kozaków, należących do niej—„regestrowymi". Poczet powyższy, zorganizowany trybem wojennym, kance- larje królewskie uważały do pewnego stopnia za reprezen­tację większej całości, noszącej nazwę kozactwa i Kozaczy- zny. Ów pierwszy regestr kozacki rozpełzł się, niewiadomo, co się z nim stało. Ale, ponieważ zwerbowano go z tych niespokojnych stepowych i miejskich żywiołów, które w ra­bunku szukały „kozackiego chleba", należy przypuścić, że owi rejestrowcy wrócili do dawnego rzemiosła, to jest napa­dali po dawnemu na miasta tureckie i ułusy tatarskie, rabu­jąc albo mienie mieszkańców, albo barany u czabanów ste­powych. Wracali wprawdzie do dawnego rzemiosła, ale już z pojęciami i pretensjami, odnoszącemi się do przywilejów i wolności, uważanych za nietykalne. Rościli więc pretensje do praw wyjątkowych bez obowiązków względem państwa. Taką drogą kształtowały się pretensje klasowe Kozaczyzny.

Wyraźniej wystąpiły one za Batorego i nosiły głośną nazwę „reform Batoryańskich". Przewidując zetknięcie się orężne z Moskwą, Stefan Batory zapragnął zwiększyć swoje siły wojenne zaciągnięciem do służby państwowej kozaków, których bitność i wytrwałość żołnierska nie były mu obce.

W tym celu, wyprawiony na Niż ajent Batorego Janczi Be- gier, porozumiał się z kozakami i w czasie pobytu króla we Lwowie (1578) staną) przed nim wraz z wysłańcami koza­ckimi, upoważnionymi do zawarcia umowy z królem. Oświad­czyli oni, że „mołojcy zaporożni" „gotowi są służyć*'. Skut­kiem tego zapadło „Postanowienie z Niżowcy**, które stre­szczało się w następujących warunkach: kozacy mają być „wierni*' i służyć pod władzą Michała Wiszniowieckiego, s-ty Czerkaskiego i Kaniowskiego, który po śmierci Jerzego Ja- złowieckiego ma być najwyższym „sprawcą". Wszyscy mo­łojcy mają być posłuszni st-ście Czerkaskiemu i ku potrzebie koronnej stawić się, gdzie im ukażą, przed s-tą złożyć przy­sięgę wierności i posłuszeństwa, przyrzec, że nie będą naje­żdżać Ziemi Wołoskiej, ani też czynić szkód i rozruchów, przeciwnie—tych, którzyby wykraczali w tym kierunku „będą hamować, łapać i, jako nieprzyjacioły nasze i koronne, bić". Obowiązywali się także nie rabować miast nadmorskich, ułu- sów tatarskich i czabanów.

W ten sposób byłoby to z jednej strony zwrócenie zor­ganizowanych sił kozackich przeciwko niezorganizowanej, swawolnej * Kozaczyźnie, a z drugiej nadawano tym „rege- strowcom" do pewnego stopnia prawo zwierzchnictwa i kary nad swawolnymi kozakami. To czyniło, że ów poczet rege­strowy stawał się reprezentantem niejako całej ówczesnej Kozaczyzny.

Był on nieliczny, bo składał się tylko z 500 ludzi. Ka­żdy kozak otrzymywał żołdu 0 kóp litewskich i sukna na „jarmak". Zobowiązanie to miało trwać aż do ukończenia wojny z Moskwą. Później mieli otrzymywać to, co otrzymy­wali za Zygmunta Augusta „z tą samą wolnością", jak pod ten czas było". Było to już zastrzeżenie kozackie. Żołd miał być wypłacany ćwierciami w Czerkasach na ręce wy­znaczonego pisarza. „Starszym sprawcą" czyli jak go uni­wersał nazwał „hetmanem kozackim" — nazwa po raz pierw­szy użyta urzędowo i przyswojona przez kozaków, jako więcej posiadająca godności, niż zwykła — „watażki" — król mia­nował Jana Oryszowskiego, noszącego także tytuł „porucz­nika". Jako znak służby państwowej, poczet otrzymał cho­rągiew jedwabną z orłem, jako symbolem państwowym. Pi­sarzem wojskowym tego „regestru" został Janczi Begier.

„Postanowienie z Niżowcy" określało wprawdzie obu­stronne waruaki i zobowiązania, ale nie wiemy jaką była organizacja ściśle wojskowa Lego oddziału. Popis tej roty znany nam dopiero z roku 1581, to jest po ukończeniu już wojny moskiewskiej. Z niego też dowiadujemy się jaki był szyk wojskowy tej roty i skład jej etnograficzny. Przede- wszystkiem Oryszowski, jako porucznik i hetman kozacki miał osobny poczet, składający się z 30 ludzi, a należeli do niego zapewne pisarz, asawułowie (adjutanci), chorąży, trę­bacz i bębniarz. Poczet dzielił się na dziesiątki — z 9-ciu żołnierzy i io*go „atamana" jako dziesiętnika. Był to zatem pułk, jako jednostka taktyczna według wzoru węgierskiego, składający się z 600 żołnierzy, szeregujących się w 50 rzę­dów po 10 w każdym rzędzie. W tej zatem prawidłowej organizacji wojskowej, nieznanej przedtem kozakom, tkwiło pojęcie „reformy Batorjańskiej**. Z kozaków, walczących ku­pą po tatarsku, Stefan Batory stworzył regularne wojsko. Co do innych punktów, „Postanowienie z Niżowcy" opierało się na znanej już nam ustawie Zygmunta Augusta, podkre­ślając wyraźnie, że „służba ma być tym kształtem i z tą wolnością, jako na ten czas było“. W tym punkcie tkwił zatem i nadal zarodek owych „przywilejów i wolności4*, któ­re późniejsza reprezentacja kozacka, najczęściej nielegalna, rozszerzała na Kozaczyznę jako na klasę, warstwę, stan od­rębny, jednolity.

Zastanówmy się szerzej nieco nad owymi reformami, gdyż postulaty „Postanowienia** stały się fundamentem ko- zactwa, przyczyną usprawiedliwiającą ich samowolę i powo­dem walk z Rzptą, ile razy państwo usiłowało „wolności ko­zackie** okiełznać.

Jeżeli na to „Postanowienie** będziemy zapatrywać się ze stanowiska wojskowego, to słuszność należy przyznać jednemu z kronikarzy kozackich, który zapisał krótko, że „Batory w większy ład wprawił kozaków*' (Samowidiec). Piasecki nazwał te reformy „tylko lepszem urządzeniem wojska kozackiego", chociaż, zwyczajem współczesnego mu społeczeństwa, łudził się jakoby skutkiem tego urządzenia zyskało „bezpieczeństwo granic" państwa. Stało się odwrot­nie: zorganizowane kozactwo nauczyło się regularnej wojny i, zamiast bronić granic, wystąpiło do walki z Rzptą.

Jakkolwiek w „Postanowieniu" zastrzeżono i zorgani­zowano tylko 500 kozaków, Batory polecił wynająć na żołd 600. Być może, że owa nadwyżka stu kozaków tworzyła tak zwa­ne „wojsko podolskie". Jest to tem prawdopodobniejsze, że od roku 1581 kwarta Rawska dzieliła się między „wojsko podolskie" i „inne".

Utworzenie przez Batorego regularnego pocztu koza­ckiego nie było żadną reformą polityczną, wyodrębniającą z ruskiej masy ludowej odrębną warstwę kozacką, ale za­stosowaniem organizacji wojennej do kozaków. Historycy ruscy, najnowsi, nadają tym reformom cechę polityczną prze­ważnie, uważając je za przyznanie i uznanie „wolności ko­zackich". Osobliwy impuls do tego dostrzegają w liście Batorego z Rygi (9 kwietnia 1582). Jest to list, właściwie uniwersał nie w drodze nadawczej, lecz zwrócony wprost do wojewodów i starostów pogranicznych w charakterze prze­strogi, aby kozakom krzywd nie czynili, nie więzili bez przy­czyny, nie bierali „obwiestek", kolendy i innych podatków, a majętności ich po śmierci, mimo krewnych i przyjaciół, nie zabierali. Odnosiło się to nie do tej kategorji kozaków, których uważano za włóczęgów i rabowników, lecz tylko do wynajętych, wpisanych w rejestr. Uniwersał Batorowy za­strzegał wyraźnie, że odnosi się to do tych, „którzy żołd nasz biorą".

Tak więc, Batory nie hultajstwa kozackiego bronił, nie swawoli, nie nadawał „wolności i przywilejów" rabowniczej zbieraninie łotrów i dobyczmków, lecz pocztowi, przeznaczo­nemu na służbę państwową. Nie zastrzegał odrębności ko­zackiej i nie potwierdzał prawa swawoli.

Radził wprawdzie i chan krymski Batoremu, ażeby ko­zaków wziął na służbę i w ten sposób położył kres rabow- nictwu stepowemu, ale oprócz względów dobrej przyjaźni z chanem na wypadek wojny z Moskwą, Batory oceniał zdolności militarne kozaków, wyrobione w ustawicznych „utarczkach" i ich temperament. Wszelkie jednak „postano­wienia", dotyczące powstrzymania awantur i najazdów ko­zackich, nie miały najmniejszego powodzenia. Kozacy przyj­mowali wszelkie warunki, ale gdy tylko zdarzała się pierw­sza sposobność łamania ich, a była to najczęściej nieregu- larność w wypłacie żołdu, kozacy opuszczali swoje „roty".

rozpraszali się i powiększali rabownicze watahy pierwszego lepszego awanturniczego atamana.

Ewolucja Kuzaczyzny postępowała zgoła nie w kierun­ku uspokojenia się, lecz zwiększonej swawoli. Co ważniej­sza, oprócz Podnieprza, utworzyło się drugie ognisko samo­wolnego kozactwa i kozakowania w Ostrogu, majętności x. x. Ostrogskich i w Niemirowie, majętności x. x. Zbara­skich, dwóch zatem największych magnatów Wołynia i Po­dola i najpotężniejszych oligarchów. Wołyń zapełniał sze­regi Kozaczyzny Niżowej, a Podole szeregi tych watażków, którzy chadzali na Wołoszczyznę.

Wołoszczyzna też wkrótce stała się owem, jak mówiono w Polsce, ..przepiórczem polem", na którem różni awantur­nicy kozaccy i niekozaccy szukali szczęścia. W roli takiego poszukiwacza szczęścia wystąpił w roku 1572 Iwonia jako pretendent do tronu wołoskiego. Włóczył się on po Dzikich polach i zbierał ochotników. Nazwał siebie potomkiem woj-dy Stefana i zapewne z tego tytułu znalazł poparcie szlachty podolskiej. W roku 1574 zebrał on niewielką kupę kozackich włóczęgów, bo zaledwie 200, którzy ze Świerczew­skim wkroczyli na Wołoszczyznę. Wyprawa ta, jak wiele innych, nie miała powodzenia. Turcy pojmali Iwonię i skoń­czyli z nim porachunki po swojemu.

Niepowodzenie Iwoni nie odstraszyło innych poszukiwa­czy tronu wołoskiego od nowych prób. Impulsem do tego była ta okoliczność, że tron wołoski bywał przedmiotem tar­gów z Turcją, kto dał więcej, ten go zdobywał. To też ochot­ników nie brakło śród kozackich watażków. Ledwie impreza Iwoni zakończyła się, zjawił się inny pretendent Iwan Pod­kowa, który się nazwał bratem Iwoni i z tego tytułu rościł prawo do tronu wołoskiego. I ten oczywiście szukał popar­cia u bezdomnego kozactwa, włóczącego się na olbrzymich obszarach Dzikich pól i gnieżdżącego się w Kaniowie, Czer­kasach, Bracławiu, Ostrowiu, Niemirowie i innych miastach. Udało mu się zebrać watahę z trzystu kilkudziesięciu ludzi, na czele których stanął jakiś Szach (1577), Podkowa miał także kilkuset kozaków i wspólnie z Szachem rozpoczął walkę

  • hospodarstwo wołoskie z Petryłą. Walka ta zakończyła się także niepowodzeniem. Batory kazał pojmać Podkowę
  • ściąć. Szach, zanim się wybrał na Wołoszczyznę, już zje-

dnał był sobie chwałę śmiałego watażki, który obrabował posła tatarskiego, jadącego z Moskwy, a w r. 1576 spalił Tiahinię (Bendery).

Zwerbowani przez Batorego kozacy oddali mu w wojnie moskiewskiej niemałe usługi: byli oni z królem pod Poło- ckiem (1579), a w rok później widzimy ich wraz z Oryszow- skim pod Starodubem i Poczepem. Niemało było także ko­zaków, biorących udział w tej wojnie, jako ochotników za- ciężnych w pocztach panów polskich: Kmita miał 100 kon­nych i 500 pieszych, Borys Żaba 300 pieszych, Dorobostajski woj-da Połocki 100 konnych, 300 pieszych. Miewali także inni w służbie swojej kozaków. Wady ich, wyrobione nienormal- nemi warunkami życia, pokrywały się ogromnej wartości zaletami wojskowemi; roztropnością, odwagą, wytrwałością żołnierską, ale to nie przeszkadzało Im odznaczać się niesta­łością i samowolą, które tylko siłą dały się utrzymać w kar­bach wojskowej subordynacji. Rzpta nie potrafiła wyzyskać zalet, a wykorzenić wady.

Batory, oceniając zasługi kozaków w wojnie moskiew­skiej, darował im Trechtymirów na szpital, który wkrótce stał się miejscem knowań kozackich.

Wichrzenia kozackie nie tylko nie ustawały, ale prze­ciwnie — wzmagały się, nie zawsze zadawalniając się naja­zdami na ułusy i czabanów tatarskich, lub na miasta ture­ckie, lecz rozpoczęły się liczne napady na wsie i miasta pry­watne wewnątrz państwa. W r. 1583 Kozacy spalili Tehinię, a w następnym roku urządzili wielki najazd na Oczaków, który zakończy! się tragicznym epilogiem. Batory wysłał Głębockiego dla zbadania całej tej sprawy i powrócenia szkód, a kozacy utopili posła w Dnieprze.

W tym czasie księgi sądowe zapełniać się poczęły licznemi skargami na różnych samozwańczych hetmanów ko­zackich. Rozzuchwalenie bezkarnego kozactwa rosło coraz bardziej już nie tylko na dalekich kresach ukrainnych, ale wzmagało się także na Wołyniu i Podolu, bałamucąc ludność wiejską bezkarnemi ,,wolnościami kozackiemi“, które stawały się zachętą do uciekania na Niż, gdzie, zmieniając nazwisko, można było swobodnie hajdamaczyć i kozakować. Torowało się drogę do anarchji społecznej, która też wkrótce wy­buchnąć miała.

Kozaczyzna ukralona.

 

co

Wzrastający niepokój w państwie zmusił nareszcie sejm do zajęcia się sprawą kozacką. W roku 1590 uchwalono konsty­tucję pod tytułem: „Porządek względem Niżowców**. Nazwa ta obejmowała już całą owoczesną Kozaczyznę. Była to próba zażegnania burzy za pomocą prośby do wichru, aby ustał. A uspokojenie tembardziej było potrzebne, że wisiała w po­wietrzu wojna z Turcją o nieskończone awantury kozackie. „Porządek*4 polegał na tern, że hetmani koronni zostali upo­sażeni w szeroką władzę wobec kozaków, a wobec niebez­pieczeństwa tureckiego postanowiono utworzyć zaciąg wer­bunkowy na 20,000 kozaków. Gdy wszakże niebezpieczeństwo minęło, wszelkie dobre poczynania skończyły się na niczem, tembardziej, że finanse państwowe, zawsze szwankujące, nie- pozwalały na tak wielki wydatek. Skończyło się na tern, że zaciągnięto na żołd tylko tysiąc kozaków, dwa pułki, po 500 ludzi (1591). Władzę naczelną sprawował hetman Mikołaj Jazłowiecki, a bezpośrednim przełożonym po dawnemu pozo­stał Oryszowski. Oddział ten miał mieć swoje stanowisko w okolicy Kremieńczuka, gdzie projektowano zbudować za­meczek, jako punkt obronny, wstrzymujący najazdy tatarskie. Zaopatrywanie w żywność tego oddziału polecono pobliskim starostom.

Ażeby zjednać kozaków dla interesów państwa i ode­brać możność głośniejszym zapewne watażkom bawienia się rabunkiem, rząd polski próbował przywiązać ich do ziemi. W tym celu Krzysztof Kosiński otrzymał za Białocerkwią pustynię Rokitną, Wojciech Czopowiński Boryspol z przyle- głościami za Dnieprem. Inni otrzymali Horodyszcze, Woło- darkę, Śnieporód za Dnieprem i t. d. Kosiński, Czopowiń­ski, jak przedtem Świerczowski i wielu innych watażków kozackich, należeli do tego drobnego szlacheckiego tłumu, który miał zawsze więcej fantazji niż środków do życia i w ruchliwym żywiole kozackim szukał oparcia dla swoich ambicji szlacheckich; stawali się nieraz w ten sposób pro­motorami awantur na wielką skalę.

Oddział Oryszowskiego, nie płatny prawdopodobnie re­gularnie, roztopił się w kupach włóczęgów kozackich i zwięk­szył watahy dwóch głośnych hetmanów kozackich Kosiń­skiego i Nalewayki, którzy wkrótce na arenę publiczną wy­stąpili. Rozruchy kozackie, zażegnywane półśrodkami, ła-

 

 

 

godnością, darowiznami lub zwykłem niedołęstwem, przybie­rały coraz bardziej na szerokości i rozgłosie i liczny mate- rjał kozacki łączyły w kupy coraz większe, które dzięki re­formom militarnym Batorego, przybierać poczęły coraz wy­raźniej pozory wojska regularnego.

O Kosińskim wiadomo tylko, że był szlachcicem pol­skim z Wołynia i w jakichś, pono służbowych, stosunkach zostawał względem x. x. Ostrogskich, a szkołę kozackiego wojowania poznał na praktyce. Miał on pewien zatarg z x. Ostrogskim, pono o Rokituę, którą mu komisarze księ­cia odebrali, jako niesłuszną jakoby darowiznę pustyni, któ­ra miała być własnością książąt Ostrogskich. Nie mamy wprawdzie dowodów na to i wątpić należy czy ta okolicz­ność popchnęła Kosińskiego do jawnego orężnego buntu przeciwko Rzptej. A dodać należy, że było to pierwsze bun­townicze wystąpienie z bronią w ręku w imię nie dość jeszcze jasno skrystalizowanych haseł kozackich i było jaw­nym dowodem wzmacniania się w państwie polskiem obcej zupełnie interesom państwa siły militarnej kozaków.

Zgromadziwszy koło siebie kupę ochotników kozackich, wyruszył z nimi do Pikowa, skąd wydał rodzaj manifestu do kozaków, który właściwie był wezwaniem do buntu i za­chętą do powiększenia swego oddziału w imię porachunków z księciem Ostrogskim. Kosiński wzywał do „szukania ko­zackiego chleba*1. Wiedziano dobrze co to znaczy. To też rozpoczęły się formalne pogromy majętności szlacheckich. Kosiński zbliżył się do Niżu, nie bez zamiaru znalezienia tam większej ilości ochotników i osadził się w Trypolu nad Dnieprem. Szlachta zaalarmowała króla, który uciekł się do środka łagodzeuia furji kozackiej zapomocą Komisji. Tą drogą półśrodków, doradzaną i praktykowaną później często, począwszy od Adama Kisiela, próbowano zażegnać pierwszą wielką burzę kozacką. Komisja, złożona z Jakóba Pretfica, syna znakomitego obrońcy Podola, Aleks. Wiśniowieckiego i Jana Hulskiego osądziła wprawdzie Kosińskiego i kozaków jako buntowników i nieprzyjaciół ojczyzny, ale Kosiński niewiele sobie z tego robił, a wzmocniwszy swój oddział, pobił księcia i rzucił postrach na cały Wołyń, usadowiwszy się w Ostropolu. Rozeszły się stąd zagony kozackie, nisz­cząc majętności szlacheckie nie gorzej od Tatarów. Naka­zano pospolite ruszenie województw Kijowskiego, Bracław- skiego i Podolskiego. Może ta groźba zmusiła Kosińskiego opuścić Ostropol i cofnąć się na Niż. Wyszedł tedy ze swego obozu i okopał się pod Piątką, gdzie zaatakowany przez x. Ostrogskiego, pobity został. Zobowiązał się przeprosić księcia, rozpuścić wojsko, które przyrzekło nie mieć nadal Kosińskiego hetmanem swoim. Trzykrotne upadnięcie do nóg księcia wystarczyło do złagodzenia upokorzonej dumy, ale Rzptej nie przyniosło zgoła pokoju. Kozacy uważali wszelkie swoje zobowiązania za środek wydobycia się z pu­łapki: ani buntu nie zaniechali, aoi Kosińskiego z hetmań- stwa nie zrzucili. Z nim razem poszli na Niż nie bez dal­szego planu.

Były to już nie najazdy Turków i Tatarów, nie awan­tury zbrojne, ale zuchwała wojna kozaków z własnem pań­stwem, bunt, nie mający żadnej podstawy oprócz swawoli i życia w swawoli. W imię tych haseł kozacy poczęli szu­kać związków poza Rzptą z pokrewnemi sobie żywiołami. Udawszy się na Niż. Kosiński miał szukać sposobu związa­nia się z Turkami i Tatarami na pustoszenie Polski.

Nie udała się wprawdzie ta pierwsza próba, ale droga dla późniejszych hetmanów kozackich już była wskazana.

W r. 1593 Kosiński rozpoczął akcję przeciwko Wisznio- wieckiemu, st-ście Czerkaskiemu i z 2000 kozaków ruszył na Czerkasy. Wyprzedziwszy swoją watahę, wszedł do miasta, gdzie, jak utrzymują współcześni, pijanego w tumulcie za­mordowano. W Czerkasach zawarto też jakąś ugodę z ko­zakami, którym miano wypłacić 12 tys. złotych. Może w tym interesie wysłali kozacy posłów do Kijowa, których książę Ostrogski kazał aresztować. Niby w obronie ich zagrozili kozacy zdobyciem Kijowa, ale Komisja, a śród komisarzy był także słynny biskup kijowski Wereszczyński, zażegnała tę burzę.

Jakby na wezwanie rozpoczęły się także rozruchy w Bracławszczyżnie, które jednak zakończyły się awanturami miejscowemi.

Echa walk kozackich z Turkami i Tatarami rozlegały się daleko. Wiedziano o walkach, ale nie wiedziano o cha­rakterze walk kozackich. Wiadomości o tern, jakoteż o tern, że w części Rzptej istnieją jacyś ludzie, którzy się wynaj­mują za pieniądze do walki z innymi, natchnęły cesarza Ru­dolfa II do wzięcia tych ludzi na żołd dla walki z Turkami. Narzucił się w tej sprawie jako pośrednik, jakiś Cblopicki, obiecując zwerbować 16 tys. kozaków, którzy mieli przeszko­dzić udać się Tatarom na Węgry. Wysłaniec cesarski Lasota przywiózł chorągiew cesarską jako znak służby.

Prawie równocześnie z akcją Lasoty w jesieni 1593 r. Papież Klemens VIII próbował także wynająć kozaków do tej samej wojny i przez ajenta swego przysłał tytułem zadatku 12 tys. dukatów. Zdołano zwerbować około półtrzecia tysiąca. W grudniu tegoż roku wyruszyli ochotnicy kozaccy przez Wołoszczyznę, dotarli do Dżurgewa, zrabowali miasto i oko­lice i z wielką zdobyczą wrócili do domu. Wyprawie tej miał przewodniczyć jakiś Hryhor Łoboda. Kozacy zaś Chłopi- ckiego dopiero na wiosnę następnego roku wystąpili. Pomi­jamy czyny kozackie poza granicami państwa polskiego. Za­znaczyć tylko należy, że występowali nie jako dobrowolni i świadomi obrońcy chrześcijaństwa, lecz jako dobrowolni, płatni najemnicy i że wszędzie żyli tylko z rabunku.

W tych wyprawach, zdaje się z Lobodą, odbył swój chrzest rycerski Nalewayko, który wkrótce miał zasłynąć jako zuchwały watażka. Był to jeden z tych oczajduszów, u których temperament góruje nad rozsądkiem. On przede- wszystkiem pragnie bić się, bez względu na to przeciw komu. To też rozpoczął swoją karjerę w wojsku księcia Ostrogskiego przeciwko kozakom Kosińskiego, ale, przeko­nawszy się, że wygodniej zostać atamanem kozaków, niż być w służbie pańskiej, rozpoczął kozakowanie na własną rękę. Tkwi w nim z początku jakaś dziwna mieszanina poczucia obowiązków państwowych i bezgranicznej samowoli. Rzutki, odważny, znający doskonale miejscowe stosunki i schowki kozackie, zebrał trochę „towarzyszy" i zaproponował służbę swoją hetmanowi koron., a gdy tej propozycji nie przyjęto, rzucił się z półtrzecia tysiącami kozaków na Wołoszczyznę. W liście do króla opisał z całą szczerością wszystkie swoje rabownicze wycieczki, za które w innem państwie byłby dawno wisiał, ale z naiwnością powiada, że ,,pełnił służbę J. K. Mości“. Rabował Tehinię, Kilję, wyliczył, ile koni za­brał, a wszystko to dla „Miłości Króla Jegomości1'. Był to jeden z typowych awanturników, który rozumiał wolność ko- żacką po swojemu, nigdy na żadne interesy Kozaczyzny, ani na „wolności kozackie14 nie powoływał się. Dopiero gdy po­rósł w pierze i jawnie występował przeciwko Rzptej, począł bronić stanu kozackiego i wolności.

Był to typowo niespokojny umysł stepowego watażki. Gdy mu się sprzykrzyła „służba cesarska11 wracał w granice Rzptej dla chlcba, a na tureckie miasta chodził dla rabunku, tłumacząc się, że chodził „aby czasu nie tracić1'. Na Wo­łoszczyznę robił wyprawę z drugim takim „hetmanem1* jak sam, Łobodą, „aby konie nie starzeli'1, a w tym celu spalił Jassy. Z powrotem z Wołoszczyzny, „aby nie próżnować", zrabował Tehinię i Białogród. Gdy interwencja Rzptej po­sadziła na tronie wołoskim Jeremiego Mohyłę, wrócił do Baru ze zdobyczą, gdzie się znalazł w towarzystwie Chłopi- ckiego. Przyjście ich rzuciło taki popłoch na mieszkańców, że uciekać poczęli. W r. 1595 wybrał się znowu na Woło­szczyznę, po drodze zrabował Bracław, chociaż było tam także niemało kozaków. Po tych wszystkich awanturach oświad­czył, że poszedł na Wołyń „na królewski chleb11, równocze­śnie ofiarując służby swoje Rzptej i prosił króla „o pustynię między Bohem a Dniestrem na rezydencję", obiecując, że będzie ukrócał swawolę kozaków. W r. 1596 widzimy go znowu na Wołyniu. Byl to rok unji Brzeskiej. Brat Nalc- wayki Damian piastował wyższą godność w hierarchji wscho­dniego kościoła, znalazł się przeto w szeregach przeciwników unji. Nie bez wpływu zapewne brata Nalewayko począł ra­bować majętności zwolenników unji: s-ty Łuckiego Siemaszki, Terleckiego i in. Z tego tytułu urósł z czasem na obrońcę prawosławja, chociaż jego moralność chrześcijańska stała na poziomie, tatarskiej. Po rabunku Łucka, Słucka, Mohylowa, urósł w pychę i siłę. Zapomocą komisji próbowano jeszcze uspokoić kozaków, ale uspokojenie mogło nastąpić już tylko przy pomocy szabli.

Bezkarne włóczenie się rabowniczych watah kozackich, co dnia prawie urastających w siłę, poczynało być groźnem, bo mogło pociągnąć za sobą rozruchy na szerszą skalę. Żół­kiewski otrzymał polecenie rozpocząć walkę z samowolnem kozactwem. Łoboda rozpuszczał swoje zagony w Owruczy- żnie, a do Białej Cerkwi cofnął się na wiadomość o ruchu Żółkiewskiego, Szawuła na Białej Rusi szastał się, a Nale-

wayko w południowej części Wołynia. Wszyscy poczęli ścią­gać się ku Dzikim polom.

Na widownię dziejową życia kozackiego wysunęło się równocześnie prawie trzech watażków, Nalewayko, Szawuła i Łoboda, którzy wichrzyli w Rzptej. Żadnego programu po­litycznego w ich działalności dostrzec nie można: rabowali tak samo jak na Wołoszczyznie. Dopiero chwila wystąpienia zbrojnego Żółkiewskiego dała im odczuć niebezpieczeństwo, a wiedząc, że siły polskie nie są wielkie, zdecydowano dzia­łać wspólnie. Układu takiego nie zuamy, ale widocznym on się staje z dalszej akcji. Na wieść o wystąpieniu Żółkiew­skiego, poczęli się cofać ku stepom, gdzie walka z uimi była zawsze trudniejsza. Nalewayko ruszył tedy taborem przez Łabuń i Pików w Bracławszczyznę, nie bez nadziei wzmoc­nienia się tam; Szawuła na Bycbów i Ostropol cofnął się do Kijowa, ażeby się połączyć z Łobodą. Pod Ostropolem szarp­nął ich Żółkiewski. Szawuła został ranny. Zwyczajem ko­zackim poczęli się kłócić o hetmaństwo. Najprzód tytułem tym obdarzano Nalewaykę, potem Łobodę. Niepokój zapano­wał w obozie kozackim. Skupiać się poczęli ku Trypolu z widoczną tendencją przejścia na lewą stronę Dniepru. Od­była się Rada kozacka, na której może po raz pierwszy sta­nęła przed nimi kara za popełnione łotrostwa. Na tej Ra­dzie ujawuiła się nie jakaś myśl polityczna, ale właściwość pokonanego wroga, chęć wyszukauia warunków odpowiada­jących rozhukanemu temperamentowi watażków kozackich. Po raz pierwszy na tej Radzie zarysowały się projekty i za­miary, które w pięćdziesiąt lat później wykonał Chmielnicki. Uradzono tedy pójść do Moskwy i poddać się pod jej pro­tektorat lub pod protekcję chana krymskiego, a z nim wspól­nie iść na Polskę. Rzpta przedstawiała się im jako Eldora­do, w którem można buszować bezkarnie, a żyć wygodnie z rabunku dworów i majętności szlacheckich i pańskich.

Żółkiewski, nieubłagany w ściganiu nieprzyjaciela i walce z nim, okazywał jednak ten rozum umiarkowania, który nakazuje szukać środków i dróg do pojednania się z wro­giem. Zgodził się przeto na pertraktacje, żądając wydania Nalewayka i innych hersztów swawoli i oddania chorągwi ce­sarskich, pod któremi włóczyli się po Polsce. Kozacy go­dzili się na pertraktacje, ale równocześnie zwrócili się do

 

Zaporożców o pomoc i dla powiększenia sił swoich zwoły­wali kozactwo swawolne ze wszech stron i z całym taborem, z żonami i dziećmi poczęli się przeprawiać za Dniepr. Przy pomocy Kijowianów, jak widać niezbyt przychylnych koza­kom, Żółkiewski odszukał zatopione łodzie i zdecydował się uderzyć na kozaków na Zadaiepr :u.

Już sama przeprawa za Dniepr i dalszy pochód koza­ków ku Lubniom był wyraźną wskazówką, że dążą albo ku Donowi, ażeby się z tamtymi połączyć, albo mają zamiar rzeczywiście poddać się Moskwie lub rozproszyć się w ste­pach, ażeby się skupić w innem miejscu. W obozie pano­wało niezadowolenie z Nalewayki. Może rozumiano niebez­pieczeństwo, grożące kozakom. Śladami ich szedł Żółkiew­ski i pod Sołonicą, niedaleko Łubniów, postanowił przerwać dalszy ich pochód Nalewayko, przeczuwając klęskę, próbo­wał umknąć z obozu, ale kozacy pilnowali go. Żółkiewski natarł na kozaków i rozgromił ich doszczętnie. Wojsko ko­zackie kapitulowało. Hetman traktował ich jeszcze jako swawolne kupy, zażądał przeto wydania organizatorów wich­rzenia, dział — a mieli ich kozacy 24, ■— zapasów amunicji, chorągwi i trąb, przysłanych im przez cesarza na znak, że byli na jego żołdzie, zwrócić rzeczy zrabowane i rozejść się do domów. Trudno było o warunki łagodniejsze. Tabor ko­zacki liczył zaledwie dziesięć tysięcy ludzi z kobietami i dziećmi.

Cel wyprawy Żółkiewskiego — zniszczyć swawolę ko­zacką, • był niby dopięty. Ale, patrząc dalej w przyszłość, słusznie pisał do Zamoyskiego, że „gadzina jest tylko przy- duszona", radził tedy trzymać stałe wojsko na Ukrainie W myśl tą wyszedł uniwersał królewski (1 września 1591) do władz ukrainnych i innych, aby ludzi bezdomnych, włó­częgów, hultajów, rabowników przyłapanych na zbrodni — śmiercią karać.

Ale najmędrsze prawa wobec bezsilności i niezaradności rządu mało przynosiły pożytku.

  1. POCZĄTKI WALKI O KLASOWOŚĆ KOZACZYZNY.

Ruch kozacki, pozornie przez Żółkiewskiego stłumiony, już w ostatniej swej fazie, zakończonej klęską na Sołonicy, niezależnie od swawoli kresowej, pod wodzą rozmaitych wa­tażków, ujawnił się w skłonności konsolidowania się—jedno­czenia. Kozacy skupiają siły do walki z Rzptą i do tej walki wciągają Zaporoże, grupę kozaków, gromadzących się na Niżu, gdzie utworzyło się stałe, niezależne pozornie, siedlisko kozackie. Był to jedyny punkt oparcia i dzięki temu kozacy Zaporożni skupiać poczęli u siebie władzę, do pewnego stop­nia moralną, nad całą Kozaczyzną. Zarysowało się to po raz pierwszy, gdy Naliwaykowcy zwrócili się ku nim o pomoc.

Pierwsze skupienie się kozaków dla oporu Żółkiewskiemu, nie nosi jeszcze żadnego klasowego charakteru, a tern mniej społecznego. Do walki występują żywioły burzliwe, niespo­kojne, bez osiadłości, narodowo niejednolite. Walczą o prawo swawoli, uciekają przed ręką karzącą, lub szukają sposobu zabezpieczenia sobie na przyszłość, o ile można, bezkarną swa­wolę.

Ale ożywienie się takiego ruchu w państwie, stałe i szyb­kie zwiększanie się jego i objęcie tym ruchem trzech naj­większych województw Rzpltej, narażanie państwa przez ościen­ną swawolę na ciągły niepokój, zwróciło uwagę na to zjawi­sko. Inicjatywa wyszła wszakże nie od rządu, lecz od spo­łeczeństwa, bo głos zabrali publicyści, szukając drogi do wyjścia z fatalnego położenia. Śród nich najwybitniejsze miejsce zajęli biskup Kijowski Wereszczyński, X. Piotr Gra­bowski i Starowolski. Wszyscy oni mieli na uwadze zabez­pieczenie się od Tatarów i w tern tylko widzieli spokój państwa, z tego stanowiska zapatrywali się i oceniali Kozaczyznę, mało przewidując następstwa Kozackiego rozwydrzenia.

Wereszczyński radził posiadać na stepach „Szkołę ry­cerską", „nie in visceribus regni", po krakowsku „na burku*', ale w Dzikich polach sub dio, pod dachem niebieskim, bądź przy szpichlerzach J. K. M., bądź też przy szpichlerzach Rzpltej, z którychby zawżdy mieć mogli swoje wszystkie necessaria". Byłaby to zatem szkoła ćwiczeń praktycznych przy ucieraniu się z Tatarami. Do obrony kresów miało wy­starczyć „5000 po usarsku, a 5000 po kozacku". Mogłoby nawet wystarczyć „szlacheckiego narodu" po kozacku 4000, a wiejskiego i miejskiego 2000". Na ten cel „ruska ziemia" powinna dać dziesięcinę, a gdyby się opierano — dodać do kwarty czopowe, myta i cła. Przewidując, że i to nie będzie się podobać „braciom szlachcie", radził do tej szkoły brać wybrańców, na stu jednego, zaopatrzonego w rynsztunek, a utrzymywanego kosztem „mieszczan i wsian", jako zwykle przez Tatarów krzywdzonych. Zdawało mu się, że 10 tysię­cy takiego żołnierza możnaby mieć. W ostatku radził oddać całe Zadnieprze Krzyżakom, żyjącym według reguły Maltań­skiej. Nieosobliwy był to pomysł, jeśli zważymy, że w owym czasie nie było już tajemnicą, że Krzyżacy na ziemiach pol­skich budowali sobie przyszłe państwo Pruskie.

  1. Grabowski był śmielszy w pomysłach, bo dla tego ażeby Rzplta miała spokój, radził odsunąć jak najdalej Ta­tarów. Pragnął zatem wrócić do polityki, poleconej Pretfi- cowi w Barze, ale szedł dalej, bo pragnął dokonać tego woj­ną zaczepną. W Tatarach Krymskich widział zuchwałego wprawdzie, ale nie silnego nieprzyjaciela, bo „ziemia jego jest błaha, mała, bez municji, bez strzelby, którą nie tylko zwojować, ale roznieśćbyśmy mogli". „Sprawy tylko i po­rządku nam niedostaje"—uważał słusznie, zwracając uwagę na Moskwę, która ich okiełznała; „acz barbari, illiberi, bez animuszu i serca szlacheckiego", „zaczęła już Tatarów od morza Kaspijskiego", a wkrótce i „Pcrekopskich dziesień* cinników zagarną", co „za teraźniejszą pogodą i niedbałością naszą przyjść może", a wtenczas „przypomniałby nam Moskwi- cin Stefanowskie trwogi" i „takby Polskę zawarł, żeby się nic miała gdzie z domu wyruszyć". Radził przeto grunty nieosiadłe „syny koronnemi osadzić", oddając darowizną lub

dzierżawą ziemię ludziom rycerskiego rzemiosła lub ducha. Taki dzierżawca musiałby swoim kosztem utrzymywać mło­dych żołnierzy, ćwiczących się w swojem rzemiośle. Nazywa ich ,,tyronami“. Szlachcice mieli dostać po kilkadziesiąt włók, aby mogli dwiema końmi do boju stawić się, miesz­czanie pieszo albo lekkim koniem. Byłoby to zatem coś po* dobnego do stosowanej przez Litwę „służby wojennej ziem- skiej“, która jeszcze bez pożytku w połowie XVI-go wieku istniała, aż znikła jako instytucja mało pożyteczna, ociężała i niepewna. Piękna to była myśl, nie ze względu jednak wojskowego, lecz kolonizacyjnego, osadniczego i gdyby się udała, mielibyśmy Polskę polską aż do Czarnego morza. Pro­jekt takiego osadnictwa wykonała Moskwa i w ciągu stu lat skolonizowała po swojemu.

Byłyby to owe zdobycze pługa polskiego, które impo­nowały Szajnosze swoją wielkością, a jednak nie przyniosły pożytku Rzpltej.

Starowolski pisał: „a cóż gdybyśmy te pustynie wszystkie osadzili, które są między rzekami Dnieprem a Dniestrem aż po Czarne morze? Cóż, gdyby Besarabia z jej żyznemi pa­stwiskami i ułownemi jeziorami, kędy od wielu lat prawie inculta terra jacit, aż do gęby Dunaju a mogłoby to nieskoń­czone pożytki swoją obfitością przynosić'1. Sięgał nawet do Tauryki „do emporium Kafskiego i Sołodyjskiego" ale nada­remnie wołał: „użalcie się szlachetni Polacy, a pamiętajcie, że waszy królowie panami Czarnego morza bywali". Ale da­remnie wzywał o zwiększanie poborów, a zbudowanie moc­nych zamków" od Dobromila po Czarne morze, brzeg morski obwarujmy, uczyniwszy port nawigacjom wszystkim w Ocza- kowie". Daremnie zachęcał panów do budowania zamków wzdłuż linji granicznej—inną drogą poszły dzieje ziem ukra- innych.

Kolonizacja tych pustyń, osadnictwo, ujęte w karby regularne i powolnie postępujące ku morzu Czarnemu narzu­cało się wprost jako system gospodarki krajowej, jedy­ny w owe czasy. Wszystko sprzyjało jego rozwojowi i buj­na żyzność ziemi, klimat zdrowy, obfitość ludności w macie­rzystych prowincjach Polski, chętnej do uprawy roli, tylko brak planowego gospodarstwa państwowego stał na prze­szkodzie. Kolonizacja stepów, w początku 17-go wieku, roz­poczęta wielkiem rozdawaniem pustyń ukrainnych, miała charakter indywidualny, stosowany zarówno przez nowych posiadaczy tych pustyń, jak i Starostów, jako zastępców Króla i rządu. Cele nowej kolonizacji były zbyt osobiste i często niezgodne z interesem państwa. Znaczna część Kijowskiego i Bracławskiego Województw znalazła się w posiadaniu kil­ku oligarchów, kilku rodzin — Ostrogskich, Kalinowskich, Zasławskich, Zbaraskich i pomniejszych kniazików wołyń­skich.

„Przyduszenie gadziny'1 przez Żółkiewskiego niedługo trwało. Mądre rady publicystów i polityków zostały skrzy­wione. Rząd polski nie potrafił zużytkować Kozaczyzny dro­gą pokojową i ciągle tylko kokietował ją ile razy potrzebo­wał zwiększenia wojska. Polityka polska pragnęła zwycię­żać kozacką szablą, nie bacząc na to, że każde wezwanie Kozaków na wojnę było zwiększeniem sił kozackich, wzro­stem Kozaczyzny, wzmocnieniem wroga wewnętrznego.

Zamiast rozbicia się Kozaków na Sołonicy, nastąpiło faktyczne zbliżenie różnych ognisk kozackich i organizowa­nie się w klasę, w warstwę odrębną, do czego, nieświadoma następstw, Rzplta dopomagała, robiąc ustępstwa tym, któ­rych zniszczyć pragnęła.

W powietrzu wisiała wojna Liwońska. Zamojski radził przeto nie drażnić kozaków (1597). Przegrana na Sołonicy wywołała nieufność i walki między sobą Kozaków. Najbut- niejszymi okazywali się Zaporożcy. Bajbuza, jeden z „hetma­nów" kozackich, pragnąc nawrócić do organizacji Batorjań- skiej, prosił Hetmana W. K., ażeby mógł skutecznie walczyć z Zaporożcami,—o naznaczenie Starszego z osiadłej szlachty i o przysłanie chorągwi królewskiej jako dowodu łaski. Mimo to zbierała się wyprawa czajkami na Turków i na Wo­łoszczyznę, gdzie rozpoczęła się wojna domowa o nowego hospodarczyka. W roli wodza kozackiego, już Kozaczyzny niby jakiejś całości, wystąpił Samijło Kiszka, nowy „Starszy", który układa się z Rzptą, stawia warunki służby i posłu­szeństwa, żądając, aby „wolności", nadane przez Batorego, były powrócone, aby zaniechano dopuszczania się krzywd na Kozakach przez starostów, to jest zaniechano wyłapywania swawolników, rabowników i wichrzycieli; prosili o zapłatę, „jak przedtem bywało", i oczywiście o chorągiew, ażeby wi- domem było, że są w służbie Króla Jegomości. Nie czekając jednak na odpowiedź, wyruszyli na Wołoszczyznę, gdzie na tronie hospodarskim osadzili Semena Mohyłę, brata Jere­miego—i wrócili na Zaporoże.

W propozycjach Samijła Kiszki wystąpiły po raz pierw- wszy „krzywdy kozackie". Biorąc je jako całość, było to z jednej strony ukrócenie swawoli, a z drugiej upominanie się o bezkarność swawoli, boć przecie sądy kozackie nie mogły karać za to, co powszechnie nazywano „rycersldem rzemiosłem" — jak najazdy rabownicze na miasta tureckie i mordowanie ludności tatarskiej w nieoczekiwanych najaz­dach, tak samo jak rabowanie majętności szlacheckich.

W granicach państwa polskiego formowała się zatem jakaś nowa warstwa, jakaś nowa siła wojenna, zorganizo­wana, a raczej organizująca się na zasadach zwyczajowych własnych, coraz bardziej wroga tamtoczesnemu ustrojowi pań­stwowemu i zaczepnie występująca wobec Rzpltej. Skutkiem ciągłego ścierania się tej nowej, anarchicznie usposobionej siły z państwem, upatrywała ona w państwie wroga, stoją­cego na przeszkodzie do jej rozwoju, a w szlachcie widziała przedstawicieli tego państwa. Z powodu takiego stanu rze­czy zarysowała się i wzmacniała się nienawiść do państwa i do szlachty, przybierająca charakter walki klasowej, która Dadawała Kozaczyznie cechy wojny społecznej o utracone jakieś wolności, o odebrane przemocą jakieś prawa. Koza­czyzna zatem, już ta nawet, która układała się na Sołonicy, jako pewna warstwa społeczna, wypowiadała wojnę Rzpltej, Rzplta natomiast widziała w niej siłę militarną i dążyła do tego, aby ją zużytkować w danej chwili, posługując się do tego półśrodkami i układając się z Kozakami nie jak z mą- cicielami pokoju wewnętrznego, lecz jak z odrębną zupełnie, obcą a wrogą siłą. Taka metoda postępowania wzmacniała moralnie Kozaczyznę i skupiała ją w całość coraz bardziej zwartą. Im nacisk na nią bywał twardszy, tern odporność jej stawała się bardziej hardą, zuchwałą, a przy słowach po­kory i posłuszeństwa zawsze w zanadrzu była zdrada i po­głębiająca się coraz bardziej nienawiść. Szlachcic, na którym opierała się Rzplta, stawał się personifikacją wszelkich nie­szczęść Kozaczyzny, a zatem był celem jej nienawiści i zem­sty. W ten sposób wszelkie walki z Rzpltą utożsamiały się

 

z wojną ze stanem szlacheckim, a pogląd taki coraz bardziej zaostrzał się i pogłębiał.

Zamojski pragnął na wojnę Liwońską zaciągnąć 6000 Kozaków. Samijło Kiszka żądał płacy, zwrotu Trechtemi- rowa, potwierdzenia przywilejów Stefanowych i osobnej Ko­misji dla ochrony Kozaków od „krzywd". Wiemy, co rozu­miano pod tem, —rzadko rzeczywiste krzywdy. Całość tych żądań możnaby nazwać wyodrębnieniem się już nie tej lub innej watahy, lecz stanu, klasy kozackiej, zorganizowanej wojskowo.

Włóczęga po Wołyniu Nalewayki, Szawuły, Łobody i in­nych watażków, samowola i prawie zawsze bezkarność swa­woli, nie mogły pozostać bez wpływu na ruską, a często i nie ruską ludność wiejską, która przedkładała życie nie­zależne, jako Kozacy, nad pracę na roli i wytwarzającą się coraz szybciej zależność materjalną od właściciela ziemi, któ­rym był ten sam szlachcic, jaki z Kozakami walczył. Temu złudzeniu wolności, pojmowanej po kozacku, ulegali ludzie bujniejszego temperamentu lub po prostu uciekali przed pra­wem, ukrywając się w szeregach kozackich. Gdy się wataż­kowie wycofali z Wołynia i północnej części Kijowszczyzny, jednostki bardziej awanturniczo usposobione, uciekały na Niż i Dzikie pola, gdzie można było zawsze ukrywać się bezpiecznie i już od początku 17-go wieku rozpoczął się pęd ludności z północy na południe w dwóch kierunkach: jedni szli w kozactwo swawolne, drudzy jako osadnicy nadanych niedawno pustyń ukrainnych, przeważnie oligarchom, osia­dali na „polach", to jest używali ziemi bez żadnych obo­wiązków wobec właścicieli przez lat kilkanaście, a nieraz więcej.

Nie dość tego, że Kozaczyzna, jako warstwa klasowa, wroga państwu, zwiększała się liczebnie, ale poczęła zdoby­wać sobie własne środowisko, skupiające niejako kozackie interesy, posiadające do pewnego stopnia władzę moralną nad całością nowej warstwy. Tem środowiskiem była Sicz, niejako stolica Kozaczyzny, jej obóz ufortyfikowany, a sie­dzibą, gdzie się skupiały różne swawolne kupy i jednostki, z których Kozaczyzna siły swoje czerpała, stało się Zaporo- że — ziemie, położone z obu stron Dniepru, za progami Dnieprowemi. Nie miały one stałych granic z żadnej stro- uy, dotykały tylko na wschodzie dopływów prawych Dońca, na południu, od ordy, źródeł Miusów, a za Dnieprem, z pra­wej strony, od -północy, Taśminy i Sinej wody, od zachodu Dniestru, a od południa średniego biegu Ingułów i Bohu. W tych granicach z czasem utworzyły się niby powiaty od­rębne, okręgi, zwane „pałankami" — o czem później wspom­nimy.

Widzieliśmy, że Zaporozcy, „Kozacy zaporożni" wystę­powali wspólnie z Nalewaykiem i in. przeciwko Rzptej Otóż ten obóz kozacki, Sicz (zasieki, rodzaj umocnionego stano­wiska) mieścił się na Buzuwłuku, bocznej odnodze Dniepru, tworzącej ostrów i był siedzibą władz kozackich i wojska stałego. Ku końcowi XVI-go wieku już znajdujemy tam re­gularną organizację wojskową, a dzięki podróży na Zaporoże Kryka Lasoty w celu zwerbowania Kozaków na wojnę tu­recką dla Austrji, znamy już tę organizację, stworzoną we­dług wzorów Batorowych, ale przystosowaną do dawnej sa­modzielności każdej odrębnej watahy, to jest wybieranie na­czelnego wodza głosami powszechnemi, i sądownictwo własne, niezależne od żadnej instytucji państwowej lub sądu cywil­nych zwierzchników z po za koła żołnierskiego. Wojsko po­dzielone było na pułki, a w każdym pułku po 500 żołnierzy, pułk dzielił się na 5 setni. Na czele pułku stał pułkownik, na czele setni — setnik, dziesiątki — dziesiętnik. Zwierzch- niczą władzę sprawował wódz; jeśli stosownie do układu z kozakami, był mianowany, zwał się „Starszym", jak daw­niej, jeśli wybrany, bez względu na to czy był lub nie po­twierdzony przez króla, nosił tytuł „hetmana*. Oprócz het­manów koronnych i litewskich, był to jeszcze jeden het­man—kozacki, jakby na znak, że istnieje w państwie trzecia jeszcze organizacja, militarnie niby zależna od Rzptej, niby samodzielna. Starszyzna wojskowa, którą składali pułkow­nicy i setnicy, tworzyła rodzaj sztabu hetmana. Porządku w wojsku pilnowali „asawułowie" — niby adjutanci jego. Prócz tego byli „surmacze* (muzyka), dobosze, puszkarze przy artylerji (harmata), trębacze. Do starszyzny zaliczał się także obożny, a korespondencję prowadził w wojsku — zawsze po polsku — pisarz. Ku końcowi XVI-go wieku było cztery regularne pułki na Siczy — urzędowo; pułki jednak, szczególnie później, kilkakrotnie nieraz przewyższały liczby urzędowe. Hetman pobierał żołdu 120 zł. na ćwierć, pułkow­nicy i oboźni po 30, asawułowie po 26, setnicy 15, pisarz 10, dziesiętnicy 9, puszkarze 12, muzykanci po 8, a kozacy sze­regowi po 7 złotych. Wojsko kozackie tytułowało siebie „wojskiem zaporoskiem*, „rycerstwem zaporoskiem", a Sa- mijło Kiszka podpisywał się pełniejszym tytułem: „Samijło Kiszka, pułkownicy, setnicy i wszystkie rycerstwo Waszej Królewskiej Mości Zaporoskie*. Jakkolwiek hetman kozacki stał na czele wojska, ale tylko w czasie wojny był samo­dzielnym panem, w główniejszych sprawach, dotyczących bądź wojny, bądź niekiedy polityki, decydowała Rada ko­zacka (czerń) zwana później Radą czarną albo czemiacką.

Kilka szczegółów, dotyczących życia kozackiego, acz późniejszy nieco od Lasoty, podał Starowolski. Uzbrojeni byli Kozacy w rusznice (samopały) i szable, niektórzy posia­dali krótkie spisy. Żywili się bardzo skąpo chlebem, który czółnami sprowadzali z Kijowa, ale zwykłem pożywieniem była suszona na słońcu ryba i zwierzyna. Regularnego woj­ska sami Kozacy liczyli 6 tysięcy, ale było tego o wiele więcej, jako luźne watahy, a bliskim był prawdy Wereszczyń- ski, biskup kijowski, gdy w tym czasie naliczał Kozaków do 20 tysięcy.

Akcja wojsk kozackich, wogóle rzecz biorąc, była chao­tyczną i bezplanową, rzucali się w każdą stronę, gdzie spo­dziewali się zysku, a odwagę osobistą, okazywaną w najbardziej barbarzyńskich okolicznościach, nazywano rycerstwem. Oprócz hasła walki o samodzielność klasową, innego jeszcze nie było. W imię tego hasła wyłamywali się z pod wszelkiej subordynacji państwowej i urządzali krwawe wyprawy z jed­nakim zapałem na miasta tureckie, na ulusy tatarskie po baraay, na Wołoszczyznę po zapłatę od hospodarczyków i w pomoc Cesarzowi dla rabunków. Niektórzy historycy ruscy utrzymują jednak — a opinja ta i u nas rozpowszech­niona—że przyczyną najazdów na majętności obywateli Rzptej było wstrzymanie najazdów na Turcję; chociaż Nalewayko, Łoboda, Szawula dopuszczali się rabunków Rzptej wcześniej o wiele przed powstrzymaniem morskich wypraw na Turcję. Wracając z wojny Liwońskiej rabowali miasta, wsie i nakładali kontrybucje. Słusznie uskarżała się szlachta, że więcej szkody przynieśli po wojnie, niż pożytku w czasie wojny.

 

Ody Dymitr, zwany Samozwańcem, ogłosi) werbunek, chęć swawoli i życia z rabunku pociągnęła Kozaków na daleką północ. Pobyt ich w granicach W. K. Moskiewskiego był jednym ciągiem bezustannych rabunków i nękania lud­ności. Trzymali się tego lub innego fałszywego Dymitra dla zapłaty, zastępując hospodarczyków wołoskich Dymitrami moskiewskiemi.

Na kresach ukrainnych było bezustanne targanie się z Turkami lub Tatarami. Większe tylko notujemy. W r. 1604 zapędzili się pod Perekop; w kilka lat później (1609) zorga­nizowali jeden z największych napadów na Kilję i Białogród, pociągając na te wyprawy mieszczan Korsuńskich i Bracław- skich. Gdy z Dymitrami wzdłuż i wszerz niszczyli W. K. Mo­skiewskie, mówili cynicznie, że „łatali swoją biedęu (łatały zły dni), a gdy w czajkach wypływali na rabunek miast tureckich, powiadali, że szukali „morskiego chlebau.

Z powodu swawolnego zachowywania się Kozaków, nad Rzpltą wisiała ciągle obawa wojny z Turcją. Wojny tej unikano i nie życzono sobie wcale.

W roku 1614 znowu zamierzali prowadzić na Wołosz­czyznę jakiegoś hospodarczyka, jako pretendenta na tron. Wyprawa morska na miasta tureckie i zrabowanie Synopy narobiło wiele hałasu,Turcja groziła Rzpltej wojną i zniesie­niem Kozaków własnemi siłami. Kozacy, nastraszeni przez Żółkiewskiego, cofnęli się za Dniepr, do Perejasławia, w stepy, gdzie czuli się bezpieczniejsi—dalej od Rzpltej, i uciekli się do układów swoim zwyczajem, a znając słabość w tym względzie i niestanowczość Rzpltej, zażądali dla układów Komisji. Wy­znaczono Janusza Ostrogskiego, Janusza Zasławskiego, Kali­nowskiego, s-tę Kamienieckiego i Żółkiewskiego. Szlachta bracławska wyruszyła na pomoc wojsku. Posłowie kozaccy, zjawiwszy się na Komisję, oświadczyli, że do stanowczej decyzji nie mają instrukcji. Był to wykręt dla zwłoki.

Mimo to stanął układ, który jednak,dzięki oświadczeniu posłów kozackich, był nieobowiązujący. Wojsko kozackie miało trzymać straż nad Dnieprem od Tatarów i Turków, za co Rzplta miała płacić im 10 tys. złot. rocznie i dać 700 po­stawów sukna. Król naznaczy Starszego, zależnego od het­mana W. K. Przesiadywać mieli na Nizie i na włość nie wycho­dzić. Kozacy, zamieszkali w miastach, w dobrach królewskich,

Kozaczyzna ukraiona.                                                                  5

duchownych i prywatnych mieli podlegać juryzdykcji pań­stwowej, nie zaś kozackiej, i obowiązani będą do posłuszeństwa swoim panom. Obiecano im zwrot monasteru Trechtymirowskie- go, ale tylko na szpital, nie wolno zaś było czynić z niego miejsca schadzek i narad kozackich. Zabraniało się im robić napady rabunkowe na sąsiednie państwa.

Kozacy obiecali dać odpowiedź za kilka tygodni. Było to pewnego rodzaju ultimatum. Kozacy w ciężkich dla nich oko­licznościach godzili się zwykle na wszystko; prawdopodobnie i na tę ordynację zgodzili się, bo sejm ją zatwierdził (16J5).

Nic sobie wszakże z tej ordynacji Kozacy nie robili. W tym samym roku jakiś Korobka buszował na Wołyniu,

 

Sahajdaczny.

 

 

 
   


ukrócić nareszcie tę swawolę. Żółkiewski już w marcu był w Kijowie i wydał uniwersał, zabraniający pochodów na Turcję. Kozacy uciekli się do znanej swojej metody i taktyki politycznej — „oszukiwać i łudzić kiedy chcą tego". Każda zwłoka wzmacniała ich szeregi. Tymczasem między Koza­kami wynikło nieporozumienie na tle zasadniczem: godzić się, czy nie godzić się na zaniechanie pochodów rabowniczych? Wybrano nowego hetmana — Dmytra Barabasza, ojca tego, którego nazwisko stało się głośnem za czasów Chmielnic­kiego. Dmytr reprezentował opozycję i był hetmanem swa­wolnych Kozaków. Wojska polskie stały nad Rosią, za Rosią — kozackie. Do walki mogło dojść każdej chwili.

SahajdaczD.y okazał umiarkowanie i chęć do ugody. Żółkiew­ski również ugodowo był usposobiony i chciał się porozumieć za pośrednictwem delegacji. Kozacy jednak odpisali butnie, że gotowi są do walki. Przewaga żywiołów umiarkowanych zwyciężyła i ułożono nową deklarację, dzięki ustępliwości Sa- hajdacznego. Właściwie było dwa projekty ugody: kozacki i Komisarski. Komisarze — Koniecpolski Stan., Daniłowicz, Żółkiewski—stali na stanowisku przeważnie ugody z r. 1614 — ograniczając ilość rejestru do tysiąca Kozaków, wydalenia żywiołów swawolnych, zrzeczenia się juryzdykcji kozackiej po za rejestrem, zabraniano wędrówek na Niż bez pozwo­lenia Wojewody Kijowskiego.

Kozacy, którzy dotychczas stawiali się butnie, okazali się nagle bardzo łagodnie usposobionymi. Oświadczyli, że bić się z Polakami nie chcą i gotowi są do układów. W tej ugodzie nad Starą Olszanką nie przyjęto punktu, dotyczącego ilości rejestracji Kozaków, odkładając to na później, ale zgodzono się „wypisać**, wykreślić z rejestru rozmaitą zbieraninę; sprawa wyboru „Starszego" przez Kozaków została nadal otwartą. Przy­obiecano obozować na Nizie, nie robić zaczepek z Turkami i Tatarami. Godzili się na wszystko, licząc nie mylnie na brak egzekutywy. Rzeczywiście, miała wówczas Rzplta kło­poty wewnętrzne: Władysław IV wybierał się pod Smoleńsk, a wojsko groziło konfederacją.

Kozacy niewątpliwie korzystali z takiego stanu rzeczy i, jakkolwiek hetman Sahajdaczny zachowywał się lojalnie, i jak twierdzą z 20 tysiącami chodził pod Moskwę, napady na tureckie miasta nie ustawały. Dla pertraktacji z Koza­kami potrzebna była nowa Komisja z tychże samych komi­sarzy złożona. Stanęli oni na gruncie Olszanieckiej ugody. Kozacy oponowali, ale miękko. Nie chciano dopuścić do kon­fliktu, obrachowawszy się z siłami. Zrobiono wzajemne ustęp­stwa i zdecydowano liczbę wojska na osiem tysięcy, chociaż po obrachunku okazało się przeszło 10. Pięć tysięcy „wy­pisano1* z wojska. Kozacy twardo stali na punkcie nie zmniej­szania liczby rejestru, bo w ilości tylko tkwiła ich siła. Pozwolono im przebywać stale w dobrach królewskich, a gdyby zamieszkali w duchownych lub szlacheckich, mieli uznawać jurysdykcję miejscową. Co do nominacji Starszego, zostawili to na wolę króla, czółna obiecali zniszczyć i przyrzekli „rycer- skiem słowem” zaniechać wypraw morskich. Ugodę podpisał Sabajdaczny z liczną starszyzną kozacką.

Stało się to prawie w przeddzień wojny z Turcją. Sa- hajdaczny przyrzekł wziąć udział. Powiadają, że pod Chocim przyprowadził Władysławowi 40 tysięcy Kozaków, Polskiego wojska było 35 tysięcy. Kozacy okazali tu wielki animusz i wielką stanowczość, która wyszła na pożytek Rzpltej. Rze­czywiście oni przeważyli szalę zwycięstwa na polską stronę. Ale w tej ich sile, w tej determinacji tkwiło także \vielkie niebezpieczeństwo na przyszłość z powodu nierówności tempe­ramentu, chwiejności i impulsy wności charakteru ze strony Ko­zaków, a niezaradności ze strony polskiej w celu powstrzyma­nia szkodliwych wad, a pozyskania na pożytek Rzpltej wielkich zalet Kozaczyzny. Gdy szala wojny Chocimskiej wahała się, a Polacy decydowali się odstąpić, za radą kozacką postano­wiono wytrwać, a wytrwanie zakończyło się zwycięstwem.

Konaszewicz w oczach Rzpltej i Kozaków urósł na bo­hatera, a był to w samej rzeczy jeden z nielicznych wodzów kozackich, zdolnych do umiarkowanej polityki, która mogła byłaby zakończyć się utworzeniem odrębnego autonomicz­nego obszaru z Rusi południowej. Sahajdaczny okazał i wobec Kozaków surową sprawiedliwość, ukarawszy śmiercią pijaka i swawolnego hetmana Borodawkę.

Po powrocie z wojny Chocimskiej, Kozacy starym nało­giem poczęli „łatać biedę" rabunkiem miast tureckich, ale równocześnie wysłali do króla delegatów z petycją —zawsze na te same tematy, zwiększające ich swawolę i niezależność klasową. Zapewniali, że są gotowi do usług Rzpltej, a gdy jedni rabowali miasta tureckie, i wodzili bez wiadomości i pozwolenia króla hospodarczyków na Wołoszczyznę, drudzy zapewniali, że ..nigdy nie byli buntownikami". Obiecywali zaniechać swego pływania po Czarnem morzu, ale radziby wiedzieć gdzie im wyznaczą stanowiska i jaka będzie pie­niężna zapłata za „służbę"? Żądali jednak, zamiast 40 tys.— 100 tys. Prosili przytem o uspokojenie walk religijnych, po­wrotu „wolności" nadanych poprzednio, wrócenie Boryspola do szpitala Trechtemirowskiego, żądali prawa stacji dla wojsk kozackich we wszystkich dobrach, gdzie się im po­doba, wolności służby „obcym panom". Po tern wszystkiem prosili o Komisję.

Drogo kazali sobie opłacać Kozacy pomoc Chocimską, tem śmielej, że w Sahajdacznym, który niedługo potem umarł, stracili języczek przy wadze swojej politycznej. Część żądań odłożono do Sejn.u, na sto tysięcy zgodzono się, na­kazano powrót do Chocimia pułkami, żądano odnowić ugodę z r. 1619.

Petycja kozacka nie tylko nie była materjałem do uspo­kojenia Kozaczyzny, ale przeciwnie—zawierała prawie pew­ność nowego konfliktu. Kozacy zignorowali życzenia Ko­misji i rozłożyli się w województwie Kijowskiem przemocą. Mimo to Rzplta unikała starcia, ale nie brakło zwykłych pół­środków w rezerwie: ażeby odciągnąć Kozaków od Turcji, projektowano zaciągnąć 20 tys. na wojnę szwedzką. Pod­niósł się krzyk ze strony szlachty, która, pamiętając wę­drówki kozackie z wojny liwońskiej, obawiała się powtórze­nia. Słowem, nie wiedziano co począć z ciągle powiększają­cym się wrzodem — Kozaczyzną.

W kwietniu 1622 roku umarł Sahajdaczny. Kozacy, nic sobie nie robiąc z własnych przyrzeczeń, bez wiadomości Kzpltej wybrali hetmana—Olifera Hołuba, dość jednak przy­chylnie usposobionego dla Polski. Kzplta, mając Konfederację wojskową na karku, a niezatwierdzony traktat z Turcją, go­towa była do ustępstw. Kozacy o tyle okazali się ustępliwi, że obiecali do chwili zawarcia traktatu z Turcją powstrzy­mać swoje „chadzki". Ale z jednej i drugiej strony były to tylko pia desideria. W interesie Kozaczyzny leżało zwięk­szenie, w interesie Kzpltej zmniejszenie kontyngentu Koza­ków. Naturalnie — znowu Komisja! Polacy żądali najwyżej 3 tysięcy Kozaków i decydowali się podwyższyć płacę do 60 tys. złotych. Postąpiono wreszcie kontyngent kozacki do 5 tys., wpisanych w rejestr, ale co się miało stać z pozosta­łymi—według Kozaków —45 tysiącami? Kozacy godzili się opuścić majątki szlacheckie, ale żądali twardo prawa wy­boru hetmana, ostatecznie zgodzili się na Starszego „na słowo królewskie" i na rejestr z 6 tys. Kozaków. Kozacy mieli wybierać kandydatów na hetmana, a król potwierdzać. Winnym obiecano amnestję.

Było to niby zwycięstwo dyplomatyczne Kzpltej. Nie orano w rachubę tylko taktyki kozackiej. Było niby zwy­cięstwo, ale była i Kozaczyzna — wzmocniona.

Nie rychło wszakże do tego doszło, a Kozaczyzna wkrótce groźną zajęła postawę. W r. 1623 nastąpiła znowu wyprawa na morze, ale przywódcy jej zostali aresztowani i ukarani. To przyczyniło się, między inDemi, do zwiększenia niezado­wolenia Kozaków i nie przeszkodziło wcale do jesiennej „chadzki** aż pod Carogród i spaleniu przedmieść tuż prawie w oczach sułtana. W r. 1624 znowu powtórzyły się napady i rabunki. Kozacy wysłali 150 czajek i rezerwy mocne, ale spotkali się z wielką flotą turecką, której towarzyszyło 300 łodzi wiosłowych ze zwykłymi żołnierzami (uszkały). Zdaje* się, że w tym czasie nastąpiło nieporozumienie między Tur­cją a Krymem, na czele którego stali Mechmed i Szahin Girej, a Gireje, szukając pomocy, oparli się o Kozaków, któ­rzy zorganizowali wyprawę. W tym roku zawarty został traktat Kozaków z Krymem. Niewiele na razie można było nań liczyć, ale stał się on precedensem na przyszłość i otwo­rzył wrota dla bezustannego mięszania się Tatarów w sprawy polskie i walce państwa polskiego z Tatarami nadał inny charakter, Kozaczyzna zaś znalazła w Tatarach wytrwałych wspólników swawoli.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location