FR. RAWITA-GAWROŃSKI KOZACZYZNA UKRAINNA W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ DO KOŃCA XV||| WIEKU

Article Index

Organizacja Kozaczyzny zaporoskiej do końca 16-go Wicku wzorowała się zupełnie na wojsku polskiem, a objęła później całą Kozaczyznę bez wielkich różnic. Na czele stał hetman, przyboczną radę jego stanowiła Starszyzna (pułkownicy, oboźny, pisarz wojskowy). Hetman był wykonawcą postanowień Rady ogólnej, która z początku zwała się „kołem", później już w 17-m wieku „czarną radą". Decyzje jej, śród hałaśliwych wrzasków, powzięte bezładnie, objawiały się krzykiem i rzu­caniem j czapką do góry. Samowola takiej rady dochodziła do tego, że co roku po kilku hetmanów, po kolei wybierano i zrzucano. Wywoływało to nieład w wojsku i brak regular­nej dyscypliny.

Zaporoże i wojsko Zaporoskie, udzielając swego tytułu całej Kozaczyznie, tak samo prawobrzeżnej, jak później le­wobrzeżnej, Hetmańszczyznie, zachowywało się wobec niej z pewną niezależnością, salwując sobie prawo moralnego przewodnictwa, dając niejako honorowy patent na hetmań- stwo, uznając go lub wypowiadając swoje niezadowolenie. To nadawało Zaporożu pozory suwerenności.

Powaga Zaporoża wzmocniła się, gdy wzięło udział w walce Chmielnickiego z Rzpltą polską. Przyczyniła się do tego okoliczność, że Chmielnickiego hetmanem wybrano na Zaporożu, w Siczy otrzymał on sankcję swego tytułu. Na­czelnicy wojska Zaporoskiego, siczowego—nie używali tytułu hetmana, chociaż im także tytuł nadawano z grzeczności i niby dla powagi. Zwali się natomiast „Atamanami koszo- wemi", a siedzibę swoją Sicz nazywali, „koszem" z tatarska, obozem. Grupowali się według miejscowości, z których po­chodzili, w „kureniach" czyli koszarach. Nowicjusze sami so­bie wybierali „kureń", do którego wpisywali się, chociaż nie zawsze z tej, lecz z innej miejscowości pochodzili. „Wpisy­wali się" do wojska zawsze pod nazwiskiem przybranem lub imioniskiem i prawdziwego nazwiska nigdy nie wyjawiali — chyba przypadkowo. Tak naprzykład, Ataman koszowy, który wyprowadził kozaków z Mazepą, zwał się Hordijenko, gdy prawdziwe jego nazwisko było Hordyński.

Turcja, w czasie pochodu Kozaków czajkami na Trape- zunt, a potem prawie pod Carogród, wysłała Ibrabima Paszę w r. 1616 pod Oczaków, ażeby im drogę zagrodzić, ale ko­zacy minęli Oczaków, wpłynęli w Azowskie morze, a stam­tąd, zapewne nawłokiem, do rzeki Konki, wrócili do zrujno­wanej Siczy, którą Ibrahim Pasza zdobył, zastawszy tam nie­wielką załogę kozacką.

 

 

 

 

 

Wspomnieliśmy niejednokrotnie, że jakkolwiek Koza­czyzna Zaporożna miała wiele cech wspólnych z Kozaczyzną nkrainną i występowała niekiedy wspólnie z nią przeciwko Rzpltej polskiej, tworzyła jednak organizm niezależny od niej, prowadziła swoją politykę, a co ważniejsza, już w pierwszej ćwierci 17-go wieku posiadała swoje własne „Ziemie wojska Zaporoskiego14 czyli bardzo szczęśliwą podstawę geograficzną dla stworzenia własnego państwa. Ale kozacy ukrainni, za­jęci walką o wyodrębnienie się klasowe z Rzpltą polską, ideę tej klasowości doprowadzili do absurdu, bo w szczęśliwej chwili, gdy Kozaczyzna ukrainna stanęła w walce z Polską, jako obronicielka i przedstawicielka interesów narodu rus­kiego, zamiast przerzucić się do Zaporoźa i tam rozwijać zaczątek państwowy, zaprzedała się Moskwie za przywileje i autonomię, które wkrótce okazały się złudnemi i powoli doprowadziły Kozaczyznę ukrainną do zaniku idei państwo­wej, którą starał się urzeczywistnić Wybowski w Ugodzie Hadziackiej, a bronił Doroszenko w sposób warcholski.

Na Zaporożu jeszcze mniej było zrozumienia śród ko- zactwa idei państwowej, która wprost szczęśliwym zbiegiem okoliczności narzucała się sama przez się. Zapatrzeni w ideał niezależności indywidualnej, graniczącej ze swawolą, nie- rozumieli znaczenia niezależności państwowej i tego wiel­kiego atutu, jaki już posiadali — obszaru, terytorjum, jako fundamentu państwa — niedoceniali. Zyskawszy od czasów Chmielnickiego większą moralną powagę, z tytułu posiada­nie ziemi własnej i stolicy niejako w Siczy, zadawalniali się tem zupełnie, że z grona swego dawali hetmanów Kozaczy- źnie ukrainnej lub na ten wysoki urząd swoje placet. Dzięki odosobnieniu i warunkom życia wytworzyła się tam orygi­nalna odrębność — powstało bezżenne „towarzystwo*4, wy­łącznie nieomal wojenne, bo i ci, którzy w stepach w „zi- mowikach*4 — może rodzaj folwarków—i nad rzeczkami prze­siadywali, łowieniem r^b bawiąc się, w chwili potrzeby wra­cali do oręża. Początek gromadzenia się bezżennych ludzi na Zaporożu dali różni uchodnicy, którzy nie mogli przecie w pustyni przemieszkiwać z rodzinami. Dzięki temu odoso­bnieniu, wytworzyły się tam pewne zwyczaje i obyczaje, za­stosowane do prymitywnego życia, które tradycyjnie prze­chowywano. Społeczeństwo to, „towarzystwo** nie rządziło się

12

 

żadnemi pisanemi prawami, zadowalniając się pojmowaniem i stosowaniem „sprawiedliwości** według własnej logiki i sądu, „aby dwóch sądziło trzeciego*'.

Aż do roku 1667 Zaporoże zajmowało zupełnie odrębne i niezależne stanowisko polityczne wobec narodów, luźnie tylko będąc związane z Polską, Chmielnicki wciągnął je do wojny z Rzpltą, a w ten sposób uczynił pierwszy krok do jego upadku, który tkwił już w chwili największej, jak się zdawało, jego świetności. Widzieliśmy, że w walkach Pawiu* kowych i Ostrzaminowych Zaporoże występowało z czynną pomocą, ale nie wyłamywało się z pod protektoratu Rzpltej polskiej. Chmielnicki wplątał je w wir walk z sąsiadami, między Polską a Moskwą, później i Turcją, a w ten sposób stało się ono do pewnego stopnia czynnikiem międzynaro­dowej polityki, której nie umiano dla swojej niezależności wyzyskać. Odbiło się to na losach Zaporoża po ukończeniu długoletniej wojny polsko-moskiewskiej, zakończonej trakta­tem w Andruszowie w r. 1667. Traktat ten, dzieląc Ukrainę na dwie połowy: prawobrzeżną, polską i lewobrzeżną mo­skiewską, zachował jeszcze odrębność Zaporoża, ale już je poddał opiece dwóch ościennych sąsiednich państw: Moskwy i Rzpltej polskiej. Było to faktem uznania jeszcze niezależ­ności Zaporoża, ale też dowodem, że Moskwa po raz pierw­szy urzędowo położyła na Zaporożu swoją ciężką rękę. Jak­kolwiek to zdawało się nie zmieniać położenia rzeczy na Zaporożu, ale otwierało wrota dla wpływu Moskwy, która też dążyła do opanowania Zaporoża w całości.

Jakkolwiek traktat Andruszowski postawił Zaporoże na szczycie równi pochyłej, narazie nie dostrzeżono tego. Prze­ciwnie, zdawało się nawet, że znaczenie jego i siła wzrosły, gdy Ataman Koszowy Sirko w kilka lat po traktacie An- druszowskim rozbudował Sicz na Czortomłyckim Rogu (o. 1675 r.) i uczynił z niej prawdziwą stolicę Zaporoża. Zbu­dowana około roku 1652 stała się ogniskiem życia zaporo- żnego. Ledwie dwadzieścia lat minęło od traktatu Andru- szowskiego, gdy traktat Grzymułtowskiego, oddając Kijów w wieczne posiadanie Moskwy (1686), zrzekł się także swo­jej opieki nad Zaporożem. Można tedy do pewnego stopnia powiedzieć, że Polska, zrzekając się niebacznie swego wpły­wu na Zaporoże, przeszkodziła do pewnego stopnia do roz­woju zalążka przyszłego państwa Zaporoskiego, bo Moskwa, od chwili słynnej przysięgi w Perejasławiu w roku 1654 stale dążyła do niszczenia wszelkiej samodzielności Kozaczyzny, jako przedstawicielki Rusi ukrainnej.

Nie wiemy w jaki sposób, jaką drogą ewolucyjną orga­nizowały się „Ziemie Wojska Zaporoskiego*'. Już w okresie atamanowania Sirka spotykamy wyraz „pałanka“, na ozna­czenie pewnego obwodu lub okręgu administracyjnego. Go­dzi się zauważyć, że do życia Zaporoża weszło mnóstwo wy­razów tiurkskiego pochodzenia, jak ataman, kosz, kureń, pałanka i w. i. — jako następstwo zbyt bliskiego stykania się ze światem Muzułmańskim. Później nieco, już po śmierci Sirka ustalił się podział administracyjny na następujące pa- łanki: z prawej strony Dniepru — Kozacka, Boho-gardowa, Jngulska, z lewej — Protowczańska, Orelska, Samarska i Kal- mińska. Stałego rozgraniczenia między niemi nie było, a po­łożenie ich wskazują same nazwy. Leżały one albo w pobliżu znanych geograficznych punktów: Kudak, Gard—może straż­nica nad Bohem i Protowcz — może przeprawa na Dnieprze między ujściem rzeki Oreli i Samary, lub też od położenia swego nad rzekami, jak — Ingulska, Orelska, Samarska, Kal- mińska. Między pałanką Kudacką, a Rzpltą już się wparła Rosja i utworzyła tam m. w. od połowy 18-go wieku swoją prowincję Nowoserbję.

Siedem powyższych pałanek składały „Ziemie wojska Zaporoskiego**, i pozwalają nam określić bliżej granice Zapo­roża. Dotykały one rębem północnym woj-twa Kijowskiego, od północnego zachodu woj-twa Bracławskiego, od zachodu koczowisk różnych ord tatarskich Budżackięj, Nogajskiej, Jedysańskiej pobrzeżem morskiem aż do Dniepru. Na lewym zaś brzegu Dniepru—od północy graniczyły z hetmańszczyzną, od wschodu z zasiedlającą się „Słobodzką Ukrainą" i Ziemią Wojska Dońskiego, a następnie dotykały morza Azowskiego. Między rzeką Końskie wody, Dnieprem aż do ujścia i wy­brzeżem Azowskiem aż do rzeki Bcrdy. W te prawdopodobne granice ujęte Ziemie Wojska Zaporoskiego już słowiańskie i zrsłowiańszczone stanowiły pewnego rodzaju oazę, z trzech stron otoczoną ludnością turańską i muzułmańską.

Wzięcie udziału przez Sicz w t. z. „zdradzie" Mazepy i wreszcie przyłączenie się części Zaporożców do Karola XII było powodem zniszczenia doszczętnego Siczy Czortomłyckiej i rozproszenia się Zaporożców. Wspomnieliśmy już o tym wypadku w miejscu właściwem, wracać przeto do niego nie będziemy.

Zaporożcy nie zrezygnowali jednak z praw swoich i swo­jej połowicznej niezależności. Znając mściwość Moskwy, nie wrócili pod jej „opiekę", lecz w Benderach w r. 1710 poddali się pod protekcję sułtana Achmeta 111, który im wyznaczył siedzibę bliżej Perekopu. Część Zaporożców, po zburzeniu starej Czortomłyckiej Siczy, próbowała w r. 1711 zbudować nową przy ujściu rzeki Kamienki, powyżej Kyzyk-Kermenu, ale następca Mazepy Skoropadzki wraz z Buturlinem z polecenia carskiego zrujnowali ją. Wtenczas dopiero Zaporożcy zbu­dowali sobie Sicz na ziemi tatarskiej w Aleszach (Prognoje). Była to jednak emigracja kozacka, zupełne oderwanie się od starego Zaporoskiego pnia.

Po długich usiłowaniach, jut po śmierci Piotra I„ ca­rowa Anna pozwoliła Zaporożcom wrócić na dawne siedziby. Stało się to dopiero w roku 1734. Po powrocie założyli Sicz na Podpolnej, którą nazywali Nową Siczą. Mało wiadomo co się działo wówczas na „Ziemiach Wojska Zaporoskiego1', gdy Sicz rezydowała na Aleszach. W Rosji był to okres nieładu państwowego, rządów kobiecych i ich faworytów. W Rzpltej nie było komu także zająć się losem Zaporoża. Po śmierci Augusta II (1733) rozpoczęły się walki stronnictw, które po­chłaniały uwagę rządu, a potem niedołężne panowanie Au­gusta 111 otworzyło szeroko bramy Moskwie w głąb Rzpltej. W czasie wojny z Turcją Munich z wojskiem moskiewskiem przecinał bezkarnie całą Rzpltą aż do Dniestru, nic sobie nie robiąc ani z prawa międzynarodowego, ani z Polski, ani ze skarg ziemiaóstwa na zdzierstwa moskiewskie. Państwo polskie było bez wojska i bez głowy, a wpływ moskiewski demoralizował ludność ciągle rozpuszczanemi pogłoskami, że kraj cały —Ukraina prawobrzeżna— ma wkrótce przejść pod panowanie Moskwy. Naturalnie, zwiększało to tylko wichry i niepokoje wewnętrzne.

Powrót Siczy na dawne siedlisko, a właściwie założenie nowej Siczy na Podpolnej, dało ogromny impuls, jak już o tern mówiliśmy, do wzmożenia się hajdamaczyzny. W Zie­miach Wojska Zaporoskiego hajdamaczyzna znalazła wzglę­dny przytułek. Ale to już nie była Sicz ani Sirka ani Hor- dijenka. Na tem swojem niby wygnaniu na tatarskiem pobrzeżu, poczęły brać górę żywioły najbardziej hałaśliwe, najbardziej niespokojne i próżniacze i dawne urządzenia Si­czy, niby wynikające z ducha samorządu kozackiego, dopro­wadziły do absurdu i anarchji. Sicz, jako symbol, jako ideał kozackiego życia i porządków traciła coraz bardziej swój dawny, poniekąd surowy, poniekąd rycerski charakter, a sta­wała się zbiegowiskiem łotrzyków stepowych, którzy tu ukła­dali plany swoich zbójeckich najazdów, swoich rabunkowych wypraw. To już nie było „Wojsko Zaporoskie J. K. Mości*4 lub „Wierne wojsko Jego Carskiego Wieliczestwa", lecz banda rabuśników, którzy w bezpiecznem miejscu, w tajem­nicy—snuli swoje plany zbrodnicze. Nie gromadzili się już tu ludzie, których rycerski animusz wyrzucał z gniazd ro­dzinnych i pędził w Dzikie pola dla harców z Tatarami lub Turkami, nie ci nawet, którzy w płomieniach miast tureckich szukali „kozackiego chleba*4, lecz gromada ukrytych lub jaw­nych złoczyńców, która potajemnie z ukrycia wypadała dla pospolitego morderstwa i rabunku. Była ona zbiorowiskiem „czerni'1, wyrzutków społecznych, którzy pojęcie wolności kozackiej przekształcili w zupełną anarcbję i w swoje ręce ujęli prawo tworzenia rządu i władzy na Siczy.

Kozacy, rozpróżniaczeni i rozpijaczeni próżniaczem ży­ciem na Prognojach przez dwadzieścia lat prawie, przynieśli do Nowej Siczy tradycje próżniaczego i niezdrowego życia z lat emigracyjnych. W pierwszych latach ustalenia na No­wej Siczy, kozacy zachowywali się względnie spokojnie — było ich mało i obawiali się Moskwy, tak że w awanturach Werłanowych, o których mowa będzie, prawie nie brali udziału. W miarę jednak zwiększania się żywiołu-napływowego, ale w najgorszym gatunku, z Polski, próżniaczy element począł brać górę i pierwotne instytucje dawnej Siczy doprowadził do zupełnego bezładu, do demagogicznego idjotyzmu.

Moskwa do roku prawie 1750 zajmowała się Siczą mało, wglądała w jej życie wewnętrzne jeszcze mniej, ale już w pierwszej połowie 18-go wieku, w latach końcowych po­częły się tak mnożyć skargi na Sicz o rabunki i rozboje, że nareszcie rząd rosyjski postanowił zbadać i zreformować we­wnętrzne stosunki na Siczy.

Sicz, a za Qią Kozaczyzna, jako militarna przedstawi­cielka narodu ruskiego, za jaką się chciała uważać, a raczej za jaką ją przedstawiali nowożytni historycy ruscy, za źre­nicę swojej wolności uważała samorząd kozacki, to jest prawo wyboru wolnemi głosami — swojej władzy i przedstawicieli. Z jednej strony była to forma najprymitywniejsza—wyrażanie zgody lub protestu przez aklamację, z drugiej dawała powód do niesłychanych nadużyć i swawoli. W zasadzie mogłaby być usprawiedliwiona taka forma wyboru, że tak powiem,, rządu przy Wysokiem umiarkowaniu wyborców, przy wielkiej ich dojrzałości politycznej, przy wieikiem zrozumieniu przez masę wyborców praw obywatelskich. Tego wszystkiego nie tylko Kozaczyźnie brakło, ale — przeciwnie pierwszorzędną rolę odgrywał pierwiastek osobisty — zawiść, zazdrość, ze­msta i t. p. Jeżeli dodamy do tego. że czynnikiem decydu­jącym staje się tu tłum, masa, ilość, czerń, czyli żywioł naj­mniej oświecony, a najbardziej skłonny do bałamucenia się i do przekupstwa, łatwo zrozumieć, że zręczni ludzie umieli zawsze taki tłum wyzyskiwać dla siebie, dla swoich celów, a nieraz i pokierować nim w stanowczej chwili; często też tłum taki, jako niby zbiorowa wola narodu, stawał się nie­świadomym szkodnikiem. Dość przypomnieć sobie, że kilka głosów, najprawdopodobniej zgóry zapłaconych, jakie się wy­powiedziały na Radzie Perejasławskiej w r. 1654 za przyłą­czeniem wszystkiej Ukrainy do Rosji, wepchnęły naród ruski w jarzmo niewoli. .

Po raz pierwszy przedstawił nam dokładnie samorząd kozacki, zastosowany do wyboru Starszyzny, wysłaniec mo­skiewski do Siczy, Nikiforów, któremu polecono zbadać sto­sunki miejscowe i znaleźć radę na ukrócenie anarchji, panu­jącej w posiadłościach Wojska Zaporoskiego (1749). Skorzy­stamy z jego sprawozdania, gdyż daje nam ono jedyne pewne wiadomości o tern jak rozumiano i jak przeprowadzano „wolne wybory" na Siczy.

Wybory Starszyzny kozackiej, jakoteż atamanów kuren- nych, odbywały się dwa razy do roku: na Nowy Rok i na dzień Piotra i Pawła. Taka była reguła, ale atamanów ku- rennych wybierano prawie co miesiąca, nie z pośród najlep­szych, lecz przeciwnie — najgorszych ludzi, pijaków i hulta- jów, a zawsze tylko takich, którzy byli najskłonniejsi do po-

 

krywania wszelkich nadążyć. Będąc zależnym od czerni ko­zackiej, taki dygnitarz me mógł się narażać swoim wybor­com. Odnosiło się to, niestety, nie tylko do atamana ku- rennego, ale i koszowego. Gdy się zbliżało Boże Narodzenie, kozacy siedzący na zimowikach i nad rzeczkami dla rybołó- stwa, poczęli się zjeżdżać do Siczy. Łącznie z tymi, którzy stale w Siczy przebywali, około połowy 18-go wieku zgro­madzało się ich do pięciu tysięcy, śród których większość była nałogowych pijaków. Nazywano ich „Siromachami" — rodzaj proletarjuszy stepowych, którzy nie posiadali żadnej własności, nie tylko koni i bydła, ale często koszuli na grzbie­cie i przez całą zimę aż do wiosny wylegiwali się po ku­reniach.

Na Boże Narodzenie, po wysłuchaniu Mszy świętej, ka­żdy szedł do swego kurenia, a po obiedzie ataman koszowy kazał pomiędzy siromachów kurennych rozdzielić kilka be­czek wódki, a oprócz tego tych wszystkich, którzy przycho­dzili do niego, poił gorzałką i miodem. W ten sposób jednał sobie przyszłych wyborców. To samo robili sędzia wojskowy i pisarz, z mniejszą nieco hojnością. Trwała ta pijatyka aż do Nowego Roku, tak, że właściwie przez ten czas kozacy nie przetrzeźwiali się wcale. Z tym stanem pijaństwa połą­czone były bezustanne walki i zatargi siromachów między sobą i napaści na tych, którzy ich gorzałką i miodem trak­towali. Pijaństwo dochodziło do tego, że przed wyborami zawsze kilku kozaków nadużycie alkoholu śmiercią przy­płacało.

Ponieważ, oprócz traktamentu, istniały także wyszynki gorzałki i miodu, utrzymywane tuż w pobliżu Siczy przez żydów, gdzie kozacy upijali się do utraty zmysłów, zacho­dziła często potrzeba przymusowego zamykania wyszynków. W ciągu całego tygodnia siromachy, czyli mówiąc jaśniej pijacy i łajdaki, — świadczy naoczny uczestnik wyborów ko­zackich,—naradzają się potajemnie nad wyborem Starszyzny.

Po nabożeństwie na Nowy Rok wynoszono z cerkwi, gdzie leżały w przechowaniu t. zw. „klejnoty“ kozackie — chorągwie i buńczuk, jakoteż litawry, a gdy wszystko usta­wiono, wówczas ataman koszowy i sędzia ujęli w ręce wiel­kie okute srebrem laski, jako symbol władzy. Dawniej sym­bolem tym były zwykłe trzciny, zwane „komyszynami“. Ko­
szowy wziął także pieczęć wojskową, pisarz—wielki srebrny kałamarz, asawoła zwykłą laskę bez żadnych ozdób i usta­wili się obok chorągwi w jeden rząd według starszeństwa władzy bez nakrycia głowy. Atamanowie kurenni stanęli w pół- krąg za Starszyzną, a za atamanami kurennymi „czerń", bę­dąca w stanie zupełnego opjanienia*- Gdy.już się wszyscy zgromadzili, a było tego około trzech tysięcy — tyle tylko mógł pomieścić gródek Si­czowy — rozpoczęło się losowanie ja­kiemu kureniowi mają się dostać je­ziora rybne i rzeczki. Losowanie od­bywało się w sposób prymitywny: spisane na karteczce „uchody" wrzu­cano do czapki, a każdy kureń wy- Pieczęć palAnki Kud&ckiej. losowywał dla siebie.

Po wylosowaniu uderzono w lita- wry i bębny na „zbor“. Gdy się wszyscy zgromadzili i sta­nęli półkolem, ataman koszowy, sędzia, pisarz i asawuła kła­niali się „siromachom" na wszystkie strony i głośno dzię­kowali, każdy z osobna za swój urząd.

Potem dopiero odzywać się poczęły głosy wyborców, bardzo urozmaicone i nie zawsze dla starszyzny przychylne. Jedni krzy­czeli: „najedliście się kozackiego chleba już dosyć!" Drudzy łajali swoją starszyznę najwstrętniejszemi słowami; inni krzyczeli: „położyć! po­łożyć!" Miało to oznaczać, że czerń kozacka życzyła sobie, ażeby Starszy­zna zrzekła się swoich godności. Wó­wczas Starszyzna kładła swoje czapki

Pieczęć pataokl Samarskiej. na ziemi' a na nich oznaki swego do-

stojeństwa—buńczuk, Komyszyny, pie­częć i srebrny kałamarz i każdy uciekał, gdzie najbliżej, ażeby się schronić przed wybuchem gniewu czerni, który często kończył się zabójstwem. Każdy ataman koszowy miał także swoją partję, swoje stronnictwo, które pragnęło utrzy­mać go przy władzy. Sypali przeto piasek i ziemię na głowę tych, których pragnęli zatrzymać przy władzy, a niekiedy
na dowód życzliwości zapewne, wyciągali ich z ukrycia za włosy, krzycząc: „bądźcie znowu panami u nas“. Oczywi­ście, partja przeciwna, forytując swego kandydata, swoją opo­zycją wyrażała w sposób godny zwyczajów wyborczych: na­padała na przeciwników i rozpoczynała z nimi bitwą na pię­ści. Jeżeli zważymy, że obie strony wojujące były w sta­nie nietrzeźwym, nie trudno wyobrazić sobie, że na placu boju nie brakło krwi. Nie żałowano szturchańców Starszy- źnie, którą kułakowano i ciągano za włosy, tak, że zmią- toszona, obita, okrwawiona, chowając sią i zabarykadowa­wszy drzwi, ledwie z życiem uchodziła.

Ale to nie bywał jeszcze koniec wyborów, jeszcze nowa Starszyzna proklamowaną nie była. Zamknąwszy sią w swoich kryjówkach, Starszyzna do wieczora nie pokazywała sią wy­borcom, ażeby jednej lub drugiej strony nie zachącać do no­wych dowodów sympatji lub niełaski, które sią objawiały w jednaki sposób. Tak samo przy obopólnej bijatyce i hała­sach wybierano pułkowników, asawułów i atamanów ku- rennych.

Wybory Starszyzny były taką uroczystością kozacką, której inaczej nie rozumiano jak w połączeniu z pijatyką bezgraniczną. Wybór tego lub innego nie był zgoła czemś pewnem, był raczej tylko pretekstem do pijatyki, bo czerń piła na rachunek wybranego. Nowy dygnitarz, który jednak nazajutrz najcząściej tracił swój urząd na rzecz innego wy­brańca, musiał swoich wyborców raczyć gorzałką. Szynkarz z jego polecenia wydawał wódką konwiami, wiadrami, garn­cami — brał każdy w co kto mógł, a nazajutrz pozbawiano urządu chwilowego szczęśliwca.

Poprzednia Starszyzna zgromadzała się w izbie koszowego i w przestrachu przed zamordowaniem, zamknąwszy się, nie pokazywała się wyborcom. Nazajutrz zoowu wołano Star­szyznę „na Radę". Szli przerażeni, bo nie wiedzieli, czem się te wybory skończą. Gromada „siromachów" — przychylna starym władzom — zawracała koszowego do jego izby, nie żałując łajanki i poszturchiwań, gdy inni wołali: „bądź na­szym bat’kiem!" Gdy udało się wybrać sędziego i asawuła, prowadzono ich w tryumfie do izby koszowego. Manję wy­borczą posuwali nawet do tego stopnia, że wybierano pusz- karzy i doboszów.

Gdy nareszcie wybory kończyły się, nie było już po­woda do bezpłatnej pijatyki, rozbestwiony i niespokojny tłum rzucał się na przedgrodzie, gdzie były szynki miodne i gorzałczane, jakoteż kramy żydowskie, ażeby rabować co się da, wówczas kupcy zatarasowywali przed hołotą bramy i rozpoczynali formalną wojnę z wdzierającymi się siroma- chami, bo niekiedy i bez strzelby nie obeszło się.

Takie wypaczanie „wolności kozackich" doprowadziło nie tylko do anarchji przy wyborach Starszyzoy, ale pociągało za sobą anarchję administracyjną, bo niepodobieństwem było utrzymanie stałego porządku i kontroli zachowania się naj­

 

 

 

gorszych żywiołów z pośród ludności na Siczy, gdy ta sama ludność stała się kierowniczą siłą poniekąd rządu na Zaporożu. „Czerń" kozacka nie mogła wybierać starszyzny, któraby jej była niemiłą i sprężystą ręką chciała utrzymać porządek, a Star­szyzna bezwładna, bezsilna, niepewna władzy i życia przy najlepszej chęci nic nie mogła uczynić, ażeby zagnieżdżone rabownictwo śród hołoty siczowej wyplenić.

Garstce trzeźwych i rozsądnych ludzi narzucała się sama przez się konieczna potrzeba reform. Już w połowie i8*go wieku na skutek raportów wysłańca moskiewskiego do Siczy dla zbadania istniejącego stanu rzeczy, które z przerażającą plastyką malowały życie na Siczy w najgorszych barwach. Starszyzna, po naradzie ze „starynnymi" kozakami, postano­wiła przedstawić jenerał-gubernatorowi Lcontjewowi, rezy­dującemu w Kijowie i mającemu niejako zwierzchnią władzę nad Zaporóżem, jako rzecz najbardziej pożądaną - wyznaczenie na urząd Atamaoa koszowego i Starszyzny ludzi drogą ukazu, nie zaś obsadzanie najwyższych urzędów w Siczy przez wy­bory ,,wolnemi głosami". Żądano przytem, ażeby urzędy te były dożywotnie jak dawniej, przed Chmielnickim i jeszcze po nim. Byłaby to jednak tylko reforma od góry, że tak powiem, gdy całe życie Zaporoża wymagało innego trybu: prawidłowej kolonizacji rolniczej, wytępienia żywiołów nie­spokojnych i wprowadzenia indywidualnej własności nieru­chomej, gdyż tak luźny stosunek zależności, jaki istniał między niestałą, niespokojną, napływową zawsze ludnością na Siczy, a jej władzą najwyższą — Starszyzną,— nie dawał żadnych gwarancji prawidłowego porządku. Dla tej ludności nieporządek był najpożądańszym warunkiem istnienia.

Na razie przeto wszelkie reformy, dotyczące administracji „Ziem wojska Zaporoskiego4" utknęły, a gdy koszowym Ata- manem został Piotr Kalniszewski (Kałnysz), który też był ostatnim przedstawicielem „wolności44 Zaporoża, straciło ono wszelki charakter organizacji wojskowej, zachowując tylko pozory i tytuły, a stało się przytułkiem rabowniczych wa­tah, które dokoła Zaporoża rozsiewały postrach, niepokój i ściągały skargi dworów ościennych do Petersburga. Tam też wychowywali się owi Szwaczki, Nezywi, Bondarenki, Szelesty, Żeleźniaki, którzy w roku 1768 wyruszyli na „hu- lanie4'.

W końcu trzeciej ćwierci 18-go wieku polityka Kata­rzyny II, zwrócona ku zaokrągleniu swego państwa od pół­nocnego zachodu i od południa, zakończona pomyślnem dla niej urwaniem kawałka Polski, Już wyraźnie zdążała do opa­nowania Krymu i Pobrzeża Czarnomorskiego, gdyż na Czar- nem morzu mogła rozwinąć flotę swoją i zetknąć się z po­łudniem Europy dla handlu. Zaporożc było przeszkodą, bo w Petersburgu wiedziano dobrze, że Sicz w krytycznych chwilach opierała się o państwo hanów krymskich. Chcąc przeto zdobyć Krym, należało przedtem zniszczyć Sicz, jako tradycyjne siedlisko kozaków i rozpędzić stepową hołotę <hołul’ba). Nie było to rzeczą trudną, bo Sicz doszła do osta­tecznej granicy swego rozkładu, a włóczęgi zaporożni nie mogli przedstawiać poważnej siły obronnej. Stała się ona, nie jak dawniej ogniskiem życia junakierji kozackiej, która po­zorami walki ze światem muzułmańskim przykrywała przy­najmniej swoje najazdy na pobrzeża Turcji, nie pozbawionej bohaterstwa osobistego,—lecz przytułkiem włóczęgów i zbójów hajdamackich. Rabowali oni tak samo przy nadarzonej sposo­bności czabanów tatarskich i kupców tureckich, jak w Rzpltej szlachtę. W takim stanie moralnego i politycznego rozkładu, Sicz stała się źródłem bezustannych zatargów dyplomatycz­nych zarówno ze strony Rzpltej, jak i Turcji.

Wobec tego wszystkiego Rosja zdecydowała się znisz­czyć Sicz, to gniazdo hajdamackich szerszeni, nie w chęci przypodobania się „panom* polskim, jak twierdzą niektórzy, bo nie było potrzeby takiego przypochlebiania się wobec ukrytej, ale widocznej jednak myśli rozbicia państwa pol­skiego,—lecz poprostu zniszczenia ośrodka bezustannych nie­pokojów w celach dalszej polityki. Sicz w ostatnim okresie swego rozkładu nie była dla Rosji ani straszną, ani potrzebną, przeciwnie—w tem stadjum pierwotnego gospodarstwa, w ja­kiem się znajdowała, była przeszkodą do dalszej kolonizacji stepów aż do morza. Tworząc t. zw. Noworosyjską gubernję tuż nad granicą Polski, Rosja podjęła to cywilizacyjne zada­nie, które przypadło w udziale Rzpltej polskiej i przez nie­dołężną jej politykę zmarnowane zostało. Dla spełnienia tego zadania Sicz była tylką zawadą, którą należało usunąć.

Po skończeniu przeto wojny tureckiej w r. 1775 Rosja wysłała oddziały wojsk w głąb ziem Zaporoskich z polece­niem odbierania wszelkiej broni, znajdującej się w posiada­niu kozaków, siedzących po pałankach i zajętych przemy­słem rybołownym. Było to robione nie bez wiedzy zapewne Atamana koszowego w tym celu, ażeby włóczęgom hajda­mackim uniemożliwić zbrojne napady na posiadłości państw sąsiednich. Ale za plecami tej akcji krył się zamiar znisz­czenia Siczy i zupełnego zagarnięcia ziem Zaporożnych pod berło Carów moskiewskich. W lecie przeto roku 1775 jene­rał T^keli wkroczył z wojskiem w posiadłości Siczy, obsa­dził wszystkie pałanki zaporożne i obiegł Sicz. Na początku czerwca t, r. ustawił przeciwko niej działa i zawiadomił

 

znajdujących się tam kozaków, że z woli Carowej ma pole­cenie zdobyć ten wertep kozacki i zniszczyć. Wezwał koza­ków do dobrowolnego poddania się i do rozejścia się. Gada­nia na temat obrony było dużo, ale na gadaniu skończyło się. Zarówno ataman koszowy Kalniszewski, jak i Archiman- dryta cerkwi Siczowej namawiali do poddania się — poddano się zatem. Sicz zrujnowano, o sierpnia t. r. wyszedł ukaz, motywujący zniszczenie Siczy i kasujący na zawsze nazwę „kozaków zaporożnych44. Robiono kozakom słuszny zarzut, że odstąpili od dawnych reguł życia,—odnosiło się to zapewne do nieładu, jaki pod szumną nazwą „wolności44 panował na Siczy,—że utrzymują kraj w stanie półdzikim, który utrudnia rozwój gospodarstwa wiejskiego i handlu, że wreszcie bezien- ność „towarzystwa44 uniemożliwia osadnictwo kraju. Główna ta zasada wspólnego życia Zaporożców była obowiązującą do czasu zniszczenia Sirkowej Siczy, później zaś stała się teore­tyczną o tyle, że rzeczywiście, od powrotu Zaporożców z Ale- szy (Prognoje) i zbudowania Nowej Siczy, rozpoczęła się dzika kolonizacja po pałankach—coś podobnego do zakłada­nia folwarków dla uprawy zboża. Przeważało jednak gospo­darstwo pastwiskowe i rybołowne.

Najważniejszą jednak przyczyną zrujnowania Siczy i roz­pędzenia Zaporożców, była konieczność nadmiernego rozwoju terytorjalnego Rosji, która siłą warunków życia państwowego dążyła do opanowania morza ido zużytkowania bogatych, ale nieprodukcyjnych w administracji kozackiej ziem Zaporoża. Zagarnięcie przez Rosję tych olbrzymich obszarów przeszło bez wrażenia i bez echa w polityce międzynarodowej, co waż­niejsze—nawet Turcja, nawet Krym, którym zabór samowolny ziem Zaporożnych groził zbliżającą się katastrofą, nie oparły się zaborczej polityce Rosji.

Szczęśliwy los oddał w posiadanie kozaków kraj bo­gaty, żyzny, piękny, mający wszelkie warunki utworzenia własnego państwa, który Sicz, zaskorupiała w tradycyjnych, ale cywilizacyjnie spóźnionych zwyczajach, zmarnowała. Prze- wódcy Kozaczyzny postawili ideę klasową po nad ideę pań­stwową. Cywilizacyjny pochód ludzkości naprzód, któremu i Rosja poddać się musiała, łamał powoli jednostronność idea­łów kozackich, doprowadził je do absurdu i zniszczył, a wkrótce

 

potem zniszczył zarodki państwowości kozackiej na Zaporożu, także o klasowość oparte.

Moskwa, znając niestałość narodu ruskiego, z łona któ­rego Kozacy wybierali sobie hetmanów i w ciągu stu lat przeszło stwierdziwszy tę niestałość, nie ufała także Kali­szewskiemu i innej Starszyznie, która namawiała Kozaków do poddania Siczy bez walki. Zabrano też ostatniego ata- mana koszowego Kalniszewskiego i ostatniego pisarza Siczy Zaporożnej Głobę i wywieziono do Petersburga, skąd dopiero, jak się zdaje, rozesłano ich po różnych monasterach. Nikt nie wiedział nawet gdzie są i czy żyją. Dowiedziano-się do­piero po śmierci ich, że Kalniszewski umarł w Sołowickim monasterze w r. 1803, mając 112 lat, pisarz Głoba zmarł w r. 1790 także w jakimś północnym monasterze, a sędzia Paweł Hołowatyj zakończył życie w Tobolskim monasterze na Syberji.

Upadek Siczy znalazł rozgłośne echo w poezji ludowej, gdy wcześniejszy upadek Hetmańszczyzny przeszedł bez wra­żenia. W poezji ludowej odbiła się jednak cała naiwność polityczna Kozaczyzny—butna w czasie powodzenia, pokorna wobec siły brutalnej. Pieśń ludowa wkłada w usta ostatniego atamana koszowego „prośbę" do carowej, ażeby „ziemie, łąki i klejnoty zwróciła", a gdy carowa nie chce, koszowy—płacze. Wypadek zagarnięcia Ziem Zaporożnych wydobywa z duszy kozackiej nutę nie tragiczną, lecz sentymentalną.

Z Kozaków siczowych Potiomkin utworzył oddział „pi- kinierów", a ludność, mieszkającą na pałankach przeznaczył na osadnictwo. Mało jednak zostało na roli. Próżniacze włó- częgowskie życie przeważyło. Lękano się Moskwy. Znaczna ilość ludności wymykała się na stronę turecką, a z czasem poczęła osadzać się na polach Oczakowskich.

Dalsze losy Kozaczyzny ukrainnej już nie wchodzą w za­kres naszego szkicu. Część kozaków siczowych oparła się nad Kubaniem, część w Turcji na Dobrudży, a niektórzy, za pozwoleniem cesarza Józefa II, w Banacie założyli sobie Sicz. Było ich podobno kilka tysięcy. Ale i tu się im nie podo­bało — w krótkim czasie znikli bez śladu.

 

Kozaczyzna jako klasa i warstwa odrębna ruskiego spo­łeczeństwa, kształcąca się przez dwa wieki prawie w grani­cach Kzpltej polskiej, ku końcowi 17-go wieku doszła do ostatniego kresu swojej dezorganizacji militarnej i upadku. Z bałamutnych haseł kozackiej autonomji powstawał tylko zamęt wewnętrzny, który Ruś całą niszczył i ubożył. Koza­czyzna nie wydała z łona swego żadnego męża politycznego—

  • jasnej, wyraźnej linji wytycznej, któryby tą drogą szedł do celu. Ani w sobie, ani w Rzpltej nie szukała oparcia, tylko od jednego do drugiego potentata udawała się po „protekcję*'
  • z żadnego niezadowolona, wichrzyła bezustannie. To rzu­canie się na wszystkie strony nie wypływało zgoła z potrzeby i' interesu ludu, lecz z inicjatywy tak zwanej Starszyzny ko­zackiej, jej przewodników wojskowych, którzy ujęli w ręce swoje władzę polityczną, kierownictwo losem narodu. Z łona ich wszakże nie wyszła żadna polityczna idea pracy nad przyszłością własnego kraju. Z zawiścią patrzyli na pracę polskiego społeczeństwa na Ukrainie, zarówno na Zadnieprzu jak i na Ukrainie prawobrzeżnej, pracę osadniczą, spokojną, która ludność wzbogacała, przynosząc jej dobrobyt i opiekę, i na tej drodze wspólnej pracy byłoby się niewątpliwie wy­łoniło spokojne współżycie, prowadzące ku świetnej przy­szłości.

0 dźwignięciu się narodowem nikt z Rusinów nie my­ślał. Coś niecoś robiła cerkiew wschodnia i dla cerkwi wschodniej robiono. Wszystko, coby można nazwać wykształ­ceniem, było polskie. Język polski i kultura polska wci­skały się niewidzialnie prawie w ruskie społeczeństwo. Ru-

 

sini bywali najwyższymi dostojnikami w Rzpltej, najwierniej­szymi jej obywatelami, a o wyznanie religijne nikt ich nie pytał. W kościele wschodnim, śród najwyższych sfer ru­skiego społeczeństwa, jeszcze w okresie wojen Chmielnickiego panował niepodzielnie język polski. Była różnica wyznania religijnego, ale nie było prawie różnic etnicznych między lu­dem polskim a ruskim. Nosił on nazwę Rusinów tak samo jak polski nosił nazwę Mazurów, Mazowszan, Wielkopolan. Były różnice plemienne, ale nie było narodowych. Rozwijać się one poczęły dopiero z powstaniem organizującej się Ko- zaczyzny, która prowincjonalne elementy ludowe użytkowała jako siłę wojenną, budząc w nich krwiożercze instynkty, za­wiść społeczną i kopiąc przedział między państwem, a jego pokrewną gałęzią etniczną, której przed Kozaczyzną nie ma­rzyła się żadna odrębność, a tembardziej samodzielność po­lityczna.

Akcja kozacka, rozdwajająca państwo, pogłębiała prze­dział między ruskim prowincjonalizmem a narodem polskim, rozwijając w nim odrębność pod każdym względem aż do ję­zyka kształconego na wzorach języka cerkiewnego. Przyczy­niwszy się do rozwoju tej odrębności, nie potrafiła z odręb­ności szczepowej stworzyć organizmu państwowego, przeciw­nie, zmąciwszy jego życie wewnętrzne, skrzywiwszy życie polityczne bogatego darami natury kraju, nie potrafiła wy­zyskać przyrodzonych skarbów umysłowych i duchowych społeczeństwa, które wzięła pod swoją opiekę. Po długiej bezskutecznej walce z Rzpltą polską o iluzoryczne prawa i przywileje, tak samo jak po wiekowem prawie targaniu się z Moskwą, rzuciła własne społeczeństwo w objęcia anarchji społecznej i duchowej. Było to następstwo długowiekowej swawoli i wybujałego indywidualizmu tej warstwy przodur jącej, która na barki swoje wzięła przyszłość narodu. Za przykładem wodzów szedł lud, wynaturzając jeszcze bardziej ich wady.

Błyskotliwość orężnych zwycięstw Kozaczyzny i jej przymioty rycerskie, nawet wówczas niezaprzeczone, gdy brak im było wszelkiej cechy etycznej, olśniewała postronnych, a swoim, stojącym zbyt blisko wypadków, nie pozwalała doj­rzeć złych następstw fizycznego, że tak powiem, miotania się Kozaczyzny, która umiała niszczyć wszystko koło siebie, ale

 

nic budować nie umiała. Gdy nareszcie wypadki dziejowe wykazały całą błyskotliwą nicość polityki kozackiej, prze­wodnicy Kozaczyzny, Starszyzna, walczący niby o jakieś krzywdy, o niesprawiedliwość, popełnianą wobec ludu, wrócili nietylko do tego porządku społecznego, który zwalczali, ale stali się największymi obrońcami tego porządku — oso­bliwie na Zadnieprzu. Gdzie tylko Starszyzna kozacka oparła się o ziemię, rozpoczęła kolonizować ją nie dobro­wolnymi osadnikami na prawie wolnego użytkowania ziemi przez długie lata, lecz przymusowo, osadzając na roli tę samą czerń kozacką, która służyła do ich wyżywienia. Nie było większych zdzierców i łupieżców ludu wogóle jak Starszyzna kozacka na Zadnieprzu. Jak na prawobrzeżnej kijowskiej Ukrainie ludność wiejska, bałamucona obietnicami kozackiemi, uciekała na Niż, lub w kozactwo dla swawoli lab swobodnego, niezależnego życia, tak na Zadnieprzu uciekała w stepy, ku Dońcowi zbliżając się, szukając tam swobodnej i niezależnej pracy, chowając się przed wyzyskiem Starszy­zny. Obejmowała tam w posiadanie wolne stepowe obszary (Zajmańszczyzna), gdzie się później wytworzyła „Słobodzka Ukraina*4 i „słobodzkie pułki**. Nie było większych pańszczy­źnianych zdzierców i wyzyskiwaczy jaką się okazała Star­szyzna kozacka wobec ludu.

Po wojnach kozackich, które po poddaniu się Doroszenka Moskwie, uciszać się nieco poczęły, w bogatej i zaludnionej przed wojną Ukrainie pozostały tylko naawiska osad i zgli­szcze. Szlachta ukraińska, ziemianie, o ile nie mogła wy­kazać się „blahoczestijem44, miała dwie drogi do wyboru: albo wstępowała do wojska kozackiego, albo opuszczała dobro­wolnie swoje siedziby i uciekała z rodzinami w głąb Polski. Hasłem kozackiem było: wyrżnąć Lachów, albo wypędzić za Wisłę. Naturalnie posiadłości lackie dostawały się Starszy- znie, która opuszczała je tylko pod największym przymusem, bo one zabezpieczały jej niezależność materjalną. Mówiąc krótko i szczerze, wojnę z Rzpltą prowadziła Starszyzna we własnym interesie, a lud był dla niej nie celem, lecz środ­kiem wzbogacenia się. Jakkolwiek przesadą byłoby twier­dzić, że wszystka szlachta ukraińska jest ruskiego pochodze­nia, nie da się jednak zaprzeczyć, że znaczna jej część wy­rosła na pniu kozackim, a złączywszy się z Kościołem rzym­

 

sko-katolickim, złączyła się także z narodem polskim. Do takich rodzin należałoby zaliczyć Gołnchowskich—jeden był pisarzem kozackim, Borkowski — pułkownikiem kozackim, Krechowiecki — sędzią jeneralnym, Tański — pułkownikiem, Syroczyński — atamanem koszowym, Tretiak — pułkownikiem, z własnej pono nominacji, Hordyński—atamanem koszowym. Setki nazwisk możnaby wyliczyć skozaczonej „szlachty**, która, dorobiwszy sobie nazwisko i herb, sama się uszlach- cała, zmieniając nieraz tylko pisownię kozacką na polską, jak w okresie kwitnącej Kozaczyzny działo się odwrotnie.

Jak daleko była posunięta kolonizacja Ukrainy przed wojną Chmielnickiego, może dać niejakie pojęcie strata, jaką ponieśli sami tylko możnowładcy, bądź przez zniszczenie zu­pełne majętności lub przejście ich drogą gwałtu w ręce Star­szyzny kozackiej. Dla przykładu tylko przypomnijmy, że Wiszniowieccy stracili na Zadnieprzu 56 miasteczek, 40 siół, 423 młynów. Ilość młynów dawałaby pojęcie o zaludnieniu i jego gęstości — oczywiście względnej.

Koniecpolscy stracili 70 miasteczek i 50 siół, a przytem dochód z 6000 kamieni saletry i 2000 wołów jako dziesięcinę, opłacaną przez ludność. Niewielkie chyba musiało być prze­śladowanie tej ludności, skoro mogła taką dziesięcinę opła­cać. Zamoyscy stracili 33 miasteczka i 136 wiosek. Kali­nowscy — Humańszczyznę, w której było li tak zwanych „kluczów** po kilka i kilkanaście wiosek każdy. Tulczyniecki klucz, naprzykład, liczył 23 tysiące poddanych, Trościaniecki ]5 tysięcy i stado koni rasowych, złożone z 600 matek. Mie­ściły się w tych liczbach nie tylko dobra dziedziczne, lecz i dzierżawy dóbr królewskich.


Comments (0)

Rated 0 out of 5 based on 0 voters
There are no comments posted here yet

Leave your comments

  1. Posting comment as a guest. Sign up or login to your account.
Rate this post:
0 Characters
Attachments (0 / 3)
Share Your Location